Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wiara. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wiara. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 13 października 2026

Znak, o którym zaświadczyły tysiące. Mija 109. rocznica Cudu Słońca z Fatimy

 

Znak, o którym zaświadczyły tysiące. Mija 109. rocznica Cudu Słońca z Fatimy

79063.jpg
Zdjęcie ilustracyjne

13 października 1917 doszło do cudu, znaku zapowiadanego przez Maryję, który wpłynął na odbiór wydarzeń z Fatimy. Wielki tłum ludzi – wśród którego byli wierzący, poszukujący uzdrowienia, ciekawscy, jak i… zadeklarowani antyklerykałowie – stał się świadkiem rzeczy niewytłumaczalnej. Słońce zaczęło przypominać srebrny dysk i… tańczyć!

Wiemy, że całe to zdarzenie nie trwało długo, około dziesięciu minut. Obserwowało go kilkadziesiąt tysięcy osób o różnym nastawianiu i stosunku wobec wiary. Słońce zaczęło przypominać ogromny srebrny dysk, jego promienie jednak nie oślepiały. Na krawędziach Słońca pojawiły się różnobarwne rozbłyski, dysk począł drżeć, ślizgać się po niebie. Słońce „tańczyło”. Następnie okazało się, że promienie tak dziwnie zachowującego się Słońca osuszyły ubrania zgromadzonych i samo wzgórze.

Wiemy, że reakcje zgromadzonych ludzi były różne. Niektórzy myśleli, że oto nadciąga koniec świata, słychać było modlitwę, inni wyznawali swoje grzechy. Wiemy że w trakcie tych wydarzeń doszło do wielu nawróceń, doszło także do uzdrowień. Nawrócił się m.in. dowódca mundurowych wysłanych w okolice Cova da Iria celem zapobieżenia gromadzeniu się ludzi. Wiemy także, że wskutek tego cudu nawrócił się wpływowy mason Antonio da Silva, przez co spotkał się z szykanami ze strony dawnych „braci”. Wiemy także, że te ani wydarzenia ani relacja świadków nie wpłynęły na stanowisko Artura de Oliveira Santos, masona, republikanina i antyklerykała parającego się dziennikarstwem. Umarł wspominając swą dawno utraconą pozycję i wpływy polityczne.

Wiemy także, że objawienia w Fatimie i Cud Słońca wywołały wściekłą reakcję masonerii i środowisk pracujących nad laicyzacją Portugalii, prowadzących walkę na śmierć i życie z Kościołem i religią. Często nie pamiętamy o kontekście, w którym doszło do samych objawień: w Portugalii tamtych czasów masoneria i animowani przez nią republikanie starali się „zmodernizować” Portugalię i Portugalczyków, a to oznaczać miało koniec wiary, koniec religii, koniec Kościoła. Małe, katolickie dotąd państwo na Półwyspie Iberyjskim stało się areną prześladowań, a Lizbona została okrzyknięta stolicą ateizmu. Wiemy, że kres życia masońskich animatorów tego ruchu był… smutny. Jeden z nich porzucił swój światopogląd racjonalistyczny i oddał się spirytyzmowi. Dla innego kres życia był okresem rozczarowania i zgryzoty.

Sednem objawień nie był oczywiście znak, tylko treść objawień danych pastuszkom. Dany został także i znak, lecz to, do czego on prowadził zależało już jednak od wolnej woli konkretnych ludzi.

„Matka Boża otworzyła po raz pierwszy ręce, przekazując nam światło tak silne, jak gdyby blask wychodzący z Jej rąk. To światło dotarło do naszego wnętrza, do najgłębszej głębi duszy, i spowodowało, żeśmy się widzieli w Bogu, który jest tym światłem, wyraźniej niż w najlepszym zwierciadle. Pod wpływem wewnętrznego impulsu, również nam przekazanego, padliśmy na kolana i powtarzaliśmy bardzo pobożnie: »O Trójco Przenajświętsza, uwielbiam Cię, mój Boże, kocham Cię w Najświętszym Sakramencie«”.

pt

Pchh24 

13 października – rocznica objawień Matki Bożej w Fatimie

 

Fatima – wyjaśnienie i rozwiązanie współczesnego kryzysu

13 października – rocznica objawień Matki Bożej w Fatimie

13 października 1917 r. Matka Boża powiedziała m.in.:
odmawiajcie w dalszym ciągu codziennie różaniec. 
Wojna się skończy, a żołnierze wkrótce wrócą do swoich domów

13 maja 1917 roku w Fatimie, w Portugalii, Najświętsza Dziewica ukazała się trojgu dzieciom: Łucji, Hiacyncie i Franciszkowi. Poleciła im modlitwę, zwłaszcza różańcową, i pokutę za grzeszników, a dla uproszenia pokoju w świecie – nabożeństwo do Niepokalanego Serca Maryi

Najświętsza Maryja Panna Fatimska

W czasie ostatniego objawienia 13 października 1917 roku Pani powiedziała, że jest Matką Bożą Różańcową, przybywającą wezwać ludzi, by już dłużej nie obrażali Boga grzechami i by codziennie odmawiali różaniec.

W 1916 r. w niewielkiej portugalskiej miejscowości o nazwie Fatima trójce pobożnych dzieci: sześcioletniej Hiacyncie, jej o dwa lata starszemu bratu Franciszkowi oraz ich ciotecznej siostrze, dziewięcioletniej Łucji, ukazał się Anioł Pokoju. Miał on przygotować dzieci na przyjście Maryi.

Pierwsze objawienie Matki Najświętszej dokonało się 13 maja 1917 r. Cudowna Pani powiedziała dzieciom: „Nie bójcie się, nic złego wam nie zrobię. Jestem z Nieba. Chcę was prosić, abyście tu przychodziły co miesiąc o tej samej porze. W październiku powiem wam, kim jestem i czego od was pragnę. Odmawiajcie codziennie Różaniec, aby wyprosić pokój dla świata”.

Podczas drugiego objawienia, 13 czerwca, Maryja obiecała zabrać wkrótce do nieba Franciszka i Hiacyntę. Łucji powiedziała, że Pan Jezus pragnie posłużyć się jej osobą, by Maryja była więcej znana i kochana, by ustanowić nabożeństwo do Jej Niepokalanego Serca. Dusze, które ofiarują się Niepokalanemu Sercu Maryi, otrzymają ratunek, a Bóg obdarzy je szczególną łaską.

Trzecie objawienie z 13 lipca przedstawiało wizję piekła i prośbę odmawiania Różańca. Następnego objawienia 13 sierpnia nie było z powodu aresztowania dzieci. Piąte objawienie 13 września było ponowieniem prośby o odmawianie Różańca.

Ostatnie, szóste objawienie dokonało się 13 października
Mimo deszczu i zimna w dolinie zgromadziło się 70 tys. ludzi oczekujących na cud. Cudem słońca Matka Boża potwierdziła prawdziwość swoich objawień. Podczas tego objawienia powiedziała: „Przyszłam upomnieć ludzkość, aby zmieniała życie i nie zasmucała Boga ciężkimi grzechami. Niech ludzie codziennie odmawiają Różaniec i pokutują za grzechy”.

Chociaż objawienia Matki Bożej z Fatimy, jak wszystkie objawienia prywatne, nie należą do depozytu wiary, są przez wielu wierzących otaczanych szczególnym szacunkiem. Zostały one uznane przez Kościół za zgodne z Objawieniem dokonanym przez Chrystusa. Dlatego możemy, chociaż nie musimy czerpać ze wskazówek i zachęt przekazanych nam przez Maryję.

Szóste i ostatnie objawienie: 13 października 1917

Objawienie i cud słońca

ŁUCJA: Czego Pani sobie życzy ode mnie?
MATKA BOŻA: Chcę ci powiedzieć, aby wybudowano tu kaplicę na moją cześć. Jestem Matką Boską Różańcową. Odmawiajcie w dalszym ciągu codziennie różaniec. Wojna się skończy, a żołnierze wkrótce wrócą do swoich domów.
ŁUCJA: Miałam prosić Panią o wiele rzeczy, o uzdrowienie kilku chorych, nawrócenie niektórych grzeszników, etc.
MATKA BOŻA: Jednych uzdrowię, innych nie. Trzeba, aby się poprawili i prosili o przebaczenie swoich grzechów. I ze smutnym wyrazem twarzy dodała: Niech nie obrażają więcej Boga naszego Pana, który już i tak jest bardzo obrażany. Następnie, rozchylając dłonie, Najświętsza Maryja Panna zaczęła odbijać się w słońcu, podczas gdy unosiła się, odbicie Jej światła cały czas padało na słońce. Wtedy to Łucja wykrzyknęła: Spójrzcie na słońce!

Po tym jak Najświętsza Maryja Panna znikła w bezmiarze nieboskłonu, wizjonerzy byli świadkami trzech następujących scen: pierwsza z nich symbolizowała tajemnice radosne różańca, następna tajemnice bolesne, a ostatnia tajemnice chwalebne (tylko Łucja widziała te trzy sceny; Franciszek i Hiacynta widzieli tylko pierwszą z nich):
Obok słońca zobaczyli pojawiającego się świętego Józefa z Dzieciątkiem Jezus oraz Matkę Boską Różańcową. Była to Święta Rodzina. Maryja była ubrana w białe szaty i w niebieski płaszcz. Święty Józef także był ubrany na biało, natomiast Dzieciątko Jezus miało okrycie w jasnoczerwonym kolorze. Święty Józef pobłogosławił tłum wykonując trzykrotnie znak krzyża. Dzieciątko Jezus uczyniło to samo. Następna była wizja Matki Boskiej Bolesnej i Chrystusa Pana obarczonego cierpieniem w drodze na Kalwarię. Jezus pobłogosławił lud czyniąc znak krzyża. Matka Boża nie miała w piersi miecza. Łucja widziała jedynie górną część ciała Pana Jezusa. Ostatnia była chwalebna wizja Matki Bożej Karmelitańskiej, ukoronowanej na Królową Nieba i Ziemi oraz trzymającej w swych ramionach Dzieciątko Jezus.
Za: http://www.fatima.pl/objawienia-fatimskie

poniedziałek, 12 października 2026

Eucharystia - osobiste świadectwo | ks. Bogusław Kowalski

 

Alicji Lenczewskiej dialogi z Jezusem -Ks.M.Piotrowski

 

Pisma Alicji Lenczewskiej Ks.prof.dr hab.Bogusław Kochaniewicz

 

Cuda w sokólskim Sanktuarium Eucharystycznym nie ustają. To już 18 lat!

 

Cuda w sokólskim Sanktuarium Eucharystycznym nie ustają. To już 18 lat!

Sokolka_01.jpg
Fot. AB/ PCh24.pl Oprac. GS

18 lat temu w kościele św. Antoniego w Sokółce stał się Cud Eucharystyczny. Od tego czasu do dziś trwają tam cudowne uzdrowienia fizyczne i duchowe. O jednym z ostatnio odnotowanych w księdze świadectw, specjalnie dla PCh24.pl, opowiada ks. Stanisław Gniedziejko, obecnie rezydent sokólskiej parafii.

- W ubiegłym tygodniu mieliśmy w naszym Sanktuarium Najświętszego Sakramentu pielgrzymkę z parafii w Mławie. Małżeństwo z powodu poważnych problemów zdrowotnych nie mogło począć dziecka. Kiedy byli u nas, jakiś czas wcześniej, w obliczu niezwykle przemienionej cząstki Ciała Pańskiego, gorąco modlili się o cud poczęcia. Teraz przyjechali już ze swoją pociechą i całą autokarową pielgrzymką z Mławy, aby podziękować za Boże Miłosierdzie nad nimi i zaświadczyć o łasce cud poczęcia – powiedział PCh24.pl ks. Stanisław Gniedziejko, świadek Cudu Eucharystycznego i współautor poświęconej mu książki - albumu „Sokółka – cud zdwojony”.

12 października 2008 roku w kolegiacie św. Antoniego Padewskiego w Sokółce podczas udzielania Komunii Świętej, w czasie Eucharystii, jeden z księży upuścił konsekrowany Komunikant. Umieszczono Go, w naczyniu liturgicznym zwanym vasculum, wypełnionym wodą, gdzie miał się rozpuścić.


Po tygodniu siostra zakonna (Eucharystka) zajrzała do vasculum i zobaczyła, iż woda w nim jest barwy czerwonej, a Komunikant całkowicie się nie rozpuścił. Zachowała się jego centralna część, która wyglądała jakby czerwona plamka, czy maleńki skrzep krwi. To zastanowiło miejscowych księży, którzy o niezwykłym zdarzeniu powiadomili JE ks. abp. Edwarda Ozorowskiego, ówczesnego Metropolitę Białostockiego.

Arcypasterz skierował do Sokółki swoich wysłanników, którzy po obejrzeniu niezwykłego zjawiska stwierdzili, że zachowany fragment Komunikantu należy poddać badaniom naukowym. Przeprowadziło je dwoje niezależnych specjalistów z dziedziny patomorfologii - lekarze profesorowie białostockiego Uniwersytetu Medycznego. Choć naukowcy pracowali oddzielnie, doszli do tego samego wniosku - badana przez nich substancja jest cząstką, będącego w agonii, mięśnia ludzkiego serca. Dlatego ksiądz arcybiskup Edward Ozorowski powołał specjalną komisję, która wiele miesięcy badała sprawę dotyczącą tego niezwykłego zdarzenia. Komisja nie wykryła żadnej mistyfikacji, potwierdzając tym nadprzyrodzony charakter zjawiska. Akta sprawy zostały przekazane do Nuncjatury Apostolskiej w Warszawie. Od tej pory sprawę bada Watykan.

Pielgrzymi

Pierwsi pielgrzymi zaczęli przybywać do Sokółki już pod koniec roku 2009, niedługo po podaniu do publicznej wiadomości informacji nt. niezwykłego zdarzenia eucharystycznego w Sokółce. Od tamtej pory rozpoczął się duży ruch pielgrzymkowy. W rekordowym roku 2014 kościół pw. św. Antoniego Padewskiego w Sokółce odwiedziło około 1000 pielgrzymek autokarowych, a w sumie około 100 tys. osób. Pielgrzymi przybywają do sokólskiej świątyni z różnych stron Polski, a nawet świata, z krajów tak odległych jak m.in. Chiny, Indonezja, Argentyna, Australia czy Wyspy Samoa. - Obecnie liczba pielgrzymów nie maleje, jednak przybywają oni raczej indywidualnie lub całymi rodzinami – powiedział nam ks. dziekan Stanisław Gniedziejko, proboszcz parafii św. Antoniego.

Uzdrowienia 

Nie maleje liczba łask eucharystycznych, które wierni modlący się w obliczu sokólskiej Hostii, otrzymują. Odnotowane do tej pory (a szczególnie od października roku 2011, czyli od czasu wystawienia w kościele św. Antoniego Hostii do powszechnej adoracji) niezwykłe uzdrowienia fizyczne czy wybawienia od śmierci w wypadkach, wprawiają w zdumienie. W sokólskiej kolegiacie św. Antoniego oprócz udokumentowanych medycznie uzdrowień fizycznych (m.in. z nowotworów) w specjalnej księdze wierni modlący się przed Hostią wpisują również bardzo liczne podziękowania świadczące o wewnętrznej przemianie i nawróceniach.

Sanktuarium

W Uroczystość Zwiastowania Pańskiego 25 marca 2017 roku w kościele św. Antoniego Padewskiego w Sokółce, w którym miało miejsce niezwykłe wydarzenie eucharystyczne, został odczytany dekret ks. abp Edwarda Ozorowskiego, ówczesnego Metropolity Białostockiego, którym ustanowił on tę świątynię - Sanktuarium Eucharystycznym. Sanktuarium to kościół lub inne miejsce sakralne - ośrodek kultu, do którego ludzie pielgrzymują z powodu szczególnej pobożności. Charyzmatyczny charakter sanktuarium związany jest z przeżywaniem przez wiernych szczególnej obecności Boga w tym miejscu, spotkania z Nim doświadczenia Jego pomocy.

Adam Białous

źródło: Pch24 

Roberto de Mattei: Życie krótkie, ale pełne. Stawiajmy w centrum Eucharystię jak św. Karol

 

Karol Acutis. Zwykły chłopiec, który został świętym

Roberto de Mattei: Życie krótkie, ale pełne. Stawiajmy w centrum Eucharystię jak św. Karol

Carlo Acutis wiki 2932d.jpg
fot. Wikipedia

Życie może być pełne, nawet jeżeli jest krótkie - pod warunkiem, że koncentruje się na Eucharystii i nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny. Pisze o tym włoski historyk, prof. Roberto de Mattei, wspominając św. Karola Acutisa.

12 października Kościół obchodzi wspomnienie liturgiczne św. Karola Acutisa, kanonizowanego na Placu św. Piotra przez Leona XIV 7 września 2025 roku.

Film Giacomo Campiottiego poświęcony tej postaci, zatytułowany „Il mio nome è Carlo” („Nazywam się Carlo”), wyemitowany w telewizji 23 września 2026 roku na kanale Canale 5, zgromadził 4 miliony 269 000 widzów, osiągając prawie 30-procentowy udział w widowni; był to niezwykły sukces, który zaskoczył nawet samych szefów stacji Mediaset, która była producentem tego filmu.


Carlo Acutis, który zmarł w wieku 15 lat 12 października 2006 roku, był nastolatkiem w pełni osadzonym w naszych czasach, do tego stopnia, że nazywano go „świętym Internetu” ze względu na jego umiejętność korzystania z narzędzi technologicznych. To określenie grozi jednak przyćmieniem światła, które prowadziło jego duszę. „Być zawsze zjednoczonym z Jezusem – oto mój program życia” – napisał jeszcze jako dziecko. Chciał pozostać wierny temu programowi aż do momentu zachorowania na szybko postępującą białaczkę, która doprowadziła go do śmierci w ciągu 10 dni, gdy miał zaledwie piętnaście lat.

Carlo urodził się w Londynie 3 maja 1991 roku w zamożnej włoskiej rodzinie, która przebywała tam ze względu na pracę ojca. Kilka miesięcy później rodzina powróciła do Mediolanu, gdzie Carlo uczęszczał do szkoły sióstr marcelinek, a następnie do liceum przy instytucie Leona XIII. Pierwszą Komunię świętą przyjął 16 czerwca 1998 roku, mając siedem lat. Od tego czasu Eucharystia stała się centrum jego codziennego życia. Nazywał Eucharystię swoją „autostradą do Nieba”. Posługując się obrazem bliskim nastolatkowi, wskazywał w rzeczywistej obecności Chrystusa drogę, którą pragnął podążać. „Idzie się prosto do Raju – mawiał – jeśli codziennie przystępuje się do Eucharystii!”.  Carlo twierdził, że decydującym momentem na prośbę o łaski od Pana jest moment konsekracji, a pod jej koniec zwracał się do Pana słowami: „Przez Najświętsze Serce Jezusa i Niepokalane Serce Maryi ofiarowuję Ci wszystkie moje prośby i proszę, abyś je wysłuchał” (Nicola Gori, Eucharystia. Moja autostrada do nieba. Biografia Carlo Acutisa (1991–2006), San Paolo, 2024, s. 89).

Codziennej Komunii towarzyszyła modlitwa różańcowa, a kiedy tylko mógł, adoracja Najświętszego Sakramentu. Po wizycie w Grocie św. Michała Archanioła w Gargano zaczął również odmawiać Koronę Anielską poświęconą dziewięciu chórom aniołów.

Jego wiara obejmowała również głębokie poczucie grzechu i konieczności spowiedzi. W swoim życiu duchowym zawsze miał na uwadze „rzeczy ostateczne”: czyli ostateczne rzeczywistości, jakimi są śmierć, sąd, piekło i niebo. Mówił również: „Jeśli rzeczywiście dusze narażone są na potępienie, jak świadczyło o tym wielu świętych, a potwierdziły to również objawienia fatimskie, to zastanawiam się, dlaczego dziś prawie nigdy nie mówi się o piekle, skoro jest to rzecz tak straszna i przerażająca, że boję się o tym nawet myśleć” (N. Gori, op. cit., s. 81).

Leon XIV w homilii wygłoszonej podczas kanonizacji przypomniał jedno z jego stwierdzeń: „Jedyną rzeczą, której naprawdę powinniśmy się obawiać, jest grzech”. Świętość w jego oczach nie była mglistym uczuciem, lecz życiem karmionym sakramentami i ukierunkowanym na zbawienie wieczne.

Miłość Karola miała konkretnych adresatów. Nawrócił na wiarę katolicką swojego służącego i wiernego przyjaciela Rajesha, wyznającego hinduizm, przygotowując go po chrzcie do przyjęcia sakramentów Eucharystii i bierzmowania. Uczył dzieci katechizmu, pomagał osobom, które spotykał w swojej dzielnicy, i poświęcał czas ubogim. Odwiedzał stołówki dla ubogich i zwracał uwagę na osoby bezdomne; część pieniędzy otrzymanych od rodziców przeznaczał również na hojne wspieranie osób w potrzebie. Dzięki swoim umiejętnościom informatycznym stworzył międzynarodową stronę poświęconą cudom eucharystycznym, gromadząc zdjęcia, informacje historyczne i dokumenty dotyczące licznych wydarzeń. Wybór tematu pokazuje, co leżało mu na sercu. Carlo zastanawiał się, jak to możliwe, że tak wielu ludzi jest gotowych czekać godzinami na koncert, podczas gdy tak niewielu zatrzymuje się przed tabernakulum. Opowieści o cudach eucharystycznych były w jego projekcie zaproszeniem do ponownego odkrycia tajemnicy, która codziennie jest celebrowana na ołtarzu.

Nabożeństwo do Matki Bożej, któremu się poświęcił, zajmowało stałe miejsce w jego życiu. Odwiedził Lourdes i Fatimę. Był oddany praktyce pierwszych piątków miesiąca, a przede wszystkim pierwszych sobót miesiąca, o które prosiła Matka Boża w Fatimie. Siostra Łucja zmarła w klasztorze w Coimbrze, w wieku 97 lat, 13 lutego 2005 roku. Kilka dni po jej śmierci Carlo miał sen, w którym widział wizjonerkę z Fatimy, która powiedziała mu, że poprzez praktykowanie pierwszych pięciu sobót miesiąca można zmienić losy świata.

Carlo był w Bazylice św. Piotra z okazji Wielkiego Jubileuszu w 2000 roku, kiedy to biskupi z całego świata wraz z papieżem Janem Pawłem II dokonali poświęcenia tysiąclecia Matce Bożej, i był wzruszony widząc, że figura Matki Bożej Fatimskiej została specjalnie przywieziona z Portugalii.

Kiedy nagle zachorował w październiku 2006 roku, kilka dni przed przyjęciem do szpitala San Gerardo w Monzie, powiedział swoim rodzicom: „Ofiarowuję Panu wszystkie cierpienia, jakie będę musiał znosić, za Papieża i za Kościół, aby uniknąć czyśćca i trafić prosto do nieba”. Jego serce przestało bić o godz. 6.45 12 października, w przeddzień ostatniego objawienia w Fatimie.

Życie Carla znalazło swoje spełnienie w tej ofierze, po latach, w których nauczył się szukać Pana w modlitwie i adoracji. Kościół ogłosił go błogosławionym w Asyżu 10 października 2020 r., a po uznaniu dwóch cudów kanonizował go w Rzymie pięć lat później. Jego szczątki spoczywają obecnie w kościele Santa Maria Maggiore w Asyżu. Podczas ceremonii kanonizacyjnej Leon XIV przywołał jedno ze stwierdzeń, które najlepiej podsumowuje drogę św. Karola Acutisa: „Nie ja, ale Bóg”.

W czasach, które skłaniają do stawiania siebie w centrum, zapominając o Bogu i bliźnim, te cztery słowa wskazują na inną perspektywę – teocentryczną i nadprzyrodzoną. Karol nie zrezygnował z możliwości, jakie oferowały mu jego czasy, ale nauczył się podporządkowywać wszystko miłości Boga. Dlatego jego postać przemawia zarówno do młodzieży, jak i do dorosłych: przypomina wszystkim, że życie może być krótkie, a mimo to pełne, gdy ma swoje centrum w Eucharystii i nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny, a w tym duchu przeżywa się miłość do bliźniego i publiczne świadectwo własnej wiary.

Roberto de Mattei

Corrispondenza Romana

środa, 7 października 2026

 Może być zdjęciem przedstawiającym tekst

Homilia ks. Krzysztof Czapla SAC - w pierwszą sobotę miesiąca - 03 października 2026
Mija już niemal 150 lat po objawieniach w Gietrzwałdzie i 110 lat po objawieniach w Fatimie. Matka Boża prosiła o nieustanny i codzienny różaniec. Czy coś się zmieniło w naszej odpowiedzi na prośbę Matki i poważnego traktowania modlitwy różańcowej.

Czy coś się zmieniło? homilia - 03 października 2026

 
 

 

Kto Dopisał Prośbę na Końcu Zdrowaś Maryjo

 Kto Dopisał Prośbę na Końcu Zdrowaś Maryjo

film rysunkowy

5 Największych cudów różańcowych w historii

 

Pięć najbardziej znanych historycznych momentów w których odmawiano różaniec i dokonywały się nieprawdopodobne rzeczy.

Św. Dominik i różańcowe nawrócenia

Święty Dominik chodził z miasta do miasta i głosił Ewangelię. Niejednokrotnie musiał przejść wiele kilometrów jednego dnia. Wielu się nawróciło, jednak heretycy dalej trwali twardo przy swoich wyborach.
Pewnego dnia Dominik, bardzo smutny z powodu tak niewielkiego postępu w ewangelizowaniu, siedział samotnie na zielonym polu, poza miastem. Otrzymał wtedy od Matki Bożej największy skarb, który pozostał jako dziedzictwo dla wszystkich gorliwych katolików: różaniec. Najświętsza Dziewica powiedziała mu:
Dominiku, mój synu, pamiętasz, że dzięki „Zdro­waś Maryjo” wypowiedzianemu przez archanioła Gabriela «zbawienie» przyszło na świat, gdy przez działanie Ducha Świętego Jezus Chrystus przyjął ludzkie ciało? „Zdrowaś Maryjo” pomoże ci osiągnąć sukces w twojej misji.

Dominik zastanowił się głęboko: skoro przez Zdrowaś, Maryjo zbawienie przyszło na świat, to przez Zdrowaś, Maryjo nawróci ludzi do Boga.

Matka Boża wręcza różaniec św. Dominikowi

Święty Dominik ułożył wówczas różaniec: sznurek z połączonymi koralikami, na którym można modlić się „Ojcze nasz” i „Zdrowaś Maryjo„. Ponieważ ogromna większość ludzi nie potrafiła czytać, różaniec stał się dla nich sposobem na to, by modlić się Ewangelią w słowach „Zdrowaś Maryjo” i „Ojcze nasz„. Święty Dominik nazwał ten sznurek z paciorkami różańcem, ponieważ modlenie się na nim to jak ofiarowanie wielu róż Matce Bożej.

Święty Dominik zaczął modlić się codziennie na różańcu, a skutkiem tego były niezliczone nawrócenia podczas każdego z jego kazań, których wygłaszał tysiące.

Gdziekolwiek przechodził, uczył nawróconych modlić się na różańcu, by dzięki temu wytrwali w wierze.
Brat Alan z La Roche, zakonnik dominikański, naśladowca św. Dominika, kilka lat później podzielił i ułożył piętnaście tajemnic dawnego różańca. Matka Boża pobłogosławiła tę metodę modlitwy i została nazwana Matką Bożą Różańcową, ponieważ obiecała wiele łask i błogosławieństw tym, którzy modlą się stale na różańcu.

Źródło: o. Antonello Cadeddu i o. Henrique Porcu, Różaniec Maryi Dziewicy, wyd. Esprit, Kraków 2016.

Wygrana w bitwie pod Lepanto

Siódmego października 1571 roku oddział Ligi Świętej pod dowództwem Juana de Austrii zwyciężył Imperium Osmańskie w bitwie pod Lepanto. Liga Święta zawiązana została przez Republikę Wenecji, Królestwo Hiszpanii, Kawalerów Maltańskich i Państwo Kościelne. Papież Pius V wyszedł z tą inicjatywą, zaniepokojony niepohamowanym wzrostem władzy osmańskiej i związaną z tym groźbą inwazji islamu, która mogła mieć katastrofalne skutki dla Europy i chrześcijaństwa.

Ojciec św. mógł liczyć na początku na króla Hiszpanii Filipa II i Wenecję. Gdyby nie presja Piusa V, prawdopodobnie monarchia hiszpańska wycofałaby się, a zwycięstwo byłoby po drugiej stronie. Flota Ligi Świętej składała się w przybliżeniu z dwustu okrętów przeciwko dwustu-trzydziestu osmańskim. Sto dziewięćdziesiąt z nich zostało zatopionych po stronie wroga, a zaledwie dwanaście po stronie chrześcijan.

„Ówczesny papież, św. Pius V, był chyba jedynym człowiekiem, który zdawał sobie w pełni sprawę z niebezpieczeństwa. Kiedy zaczął wzywać władców europejskich do wspólnego oporu, okazało się, że protestanckie Niemcy i Francja już paktowały z Konstantynopolem, Anglia zaś odwróciła się od papieża na skutek reformacji i ekskomunikowania przez Kościół Elżbiety I, która teraz po cichu sprzyjała Turkom. Ostatecznie na wołanie papieża odpowiedziały tylko Wenecja, Hiszpania i Zakon Kawalerów Maltańskich. Pod względem militarnym było to niewiele.

Co wówczas uczynił papież? Najpierw podpis pod dokumentem ustanawiającym Świętą Ligę złożył w dzień św. Dominika, który trzy wieki wcześniej dokonał za pomocą różańca rzeczy niemożliwej – nawrócił zapiekłą herezję albigensów. Następnie powierzył chrześcijańskie wojska opiece Najświętszej Maryi Panny. Wreszcie wszystkich wiernych wezwał do modlitwy różańcowej. Wierzył, że różaniec wyjedna u Boga kolejny cud.”
— Źródło: Cud pod Lepanto

Obraz „Bitwa pod Lepanto”, autor: Juan Luna

Kiedy konfrontacja toczyła się na wodzie, na prośbę papieża wierni podwajali swoje modlitwy. Nieoczekiwanie Turcy przystąpili do odwrotu. Pius V, który przebywał wtedy w Rzymie na spotkaniu z kardynałami, wstał i zaczął się modlić na różańcu za zwycięstwo katolików. Wiadomość o zwycięstwie dotarła jednak do Rzymu dopiero dwa tygodnie później ze względu na warunki komunikacyjne epoki.
Dla upamiętnienia cudownego ocalenia Europy w rocznicę bitwy pod Lepanto ustanowione zostało święto Matki Boskiej Różańcowej, obchodzone co roku 7 października.

“Non virtus, non arma, non duces, sed Mariae Rosiae victores nos fecit” – “Nie odwaga, nie broń, nie dowódcy, ale Maria różańcowa dała nam zwycięstwo” – napisali później Wenecjanie na ścianie zbudowanej w swym mieście kaplicy dziękczynnej.
— Źródło: „Opowieść o św. Piusie V i bitwie pod Lepanto„

Źródło: o. Antonello Cadeddu i o. Henrique Porcu, Różaniec Maryi Dziewicy, wyd. Esprit, Kraków 2016.

Ocalenie po wybuchu bomby atomowej w Hiroszimie

Hiroszima – ta nazwa na zawsze będzie kojarzyła się z całkowitym zniszczeniem i cierpieniem nie do opisania, które nastąpiły po eksplozji pierwszej bomby atomowej w czasie II wojny światowej. Jednakże jest też inne, dla wielu nieznane, niosące pociechę i nadzieję, przesłanie z Hiroszimy.

Maryja, Królowa różańca, w sposób cudowny ochroniła małą wspólnotę czterech księży jezuitów, żyjących zaledwie osiem bloków od centrum wybuchu. Ojciec Hubert Schiffer, który zmarł w wieku sześćdziesięciu siedmiu lat w mar­cu 1982 roku we Frankfurcie, opowiedział, czego był świadkiem. Relacja została przekazana w Filadelfii podczas Kongresu Eucharystycznego.

Widok miasta Hiroszima po wybuchu bomby atomowej 6 sierpnia 1945 roku.

Ojciec Hubert miał trzydzieści sześć lat, kiedy bomba spadła na Hiroszimę, gdzie w tamtym czasie pracował jako misjonarz w parafii Wniebowzięcia Maryi. Wszyscy czterej jezuici żyli, gdy odbywał się wspomniany Kongres Eucharystyczny w 1976 roku. Po ludzku sądząc, niewytłumaczalne jest, że spośród tysięcy ludzi, którzy znajdowali się w promieniu około półtora kilometra od centrum eksplozji, oni byli jedynymi, którzy przeżyli. Dla naukowców nadal pozostaje tajemnicą, dlaczego żaden z kapłanów nie został dotknięty napromieniowaniem, a dom parafialny (powtarzamy: znajdował się zaledwie osiem bloków od centrum wybuchu) pozostał niezburzony, podczas gdy wszystkie inne budynki wokół niego uległy całkowitemu zniszczeniu.

„Pośród mieszkańców Hiroszimy był jezuita ojciec Hubert Schiffer. Rankiem 6 sierpnia 1945 r. po odprawionej Mszy św. właśnie zabierał się do śniadania. Kiedy zanurzył łyżeczkę w świeżej połówce grejpfruta, coś nagle błysnęło. Początkowo duchowny pomyślał, że pewnie eksplodował tankowiec w porcie. W końcu Hiroszima była głównym portem, w którym japońskie łodzie podwodne uzupełniały paliwo. Potem, jak powiedział ojciec Schiffer: „Nagle potężna eksplozja wstrząsnęła powietrzem. Niewidzialna siła uniosła mnie w górę, wstrząsała mną, rzucała, wirowała niczym liściem podczas jesiennej zawieruchy”. Gdy ojciec znalazł się na ziemi i otworzył oczy, zdał sobie sprawę, że wokół jego domu nie ma nic. Wszystko zostało zniszczone. Tymczasem on miał zaledwie niewielkie zadrapania z tyłu szyi. Nieliczna wspólnota, licząca ośmiu jezuitów, do której należał ojciec Schiffer, mieszkała w domu blisko kościoła parafialnego, oddalonego jedynie o osiem budynków od centrum wybuchu.”
— źródło: „Niezwykła historia ośmiu jezuitów ocalałych z Hiroszimy”

 „Błyskawiczna kalkulacja pokazuje, że w odległości jednego kilometra od wybuchu dominuje temperatura od dwóch i pół do trzech tysięcy stopni Celsjusza, – a fala ciepła uderza z prędkością dźwięku napierając z ciśnieniem większym niż 600 psi (1 psi to około 69 hektopaskali – przyp. red.). Jeśli jezuici znajdujący się w obrębie jednego kilometra od epicentrum wybuchu byli poza plazmą bomby atomowej, ich siedziba powinna być ponad wszelką wątpliwość zniszczona.”
— źródło: „Niezwykła historia ośmiu jezuitów ocalałych z Hiroszimy”

Zgodnie z deklaracjami dwustu lekarzy i naukowców amerykańskich oraz japońskich, którzy badali ojca, nie sposób wytłumaczyć, dlaczego trzydzieści trzy lata po wybuchu ojciec nadal żył, ciesząc się dobrym zdrowiem, bez żadnych konsekwencji, które następują po wystawieniu się na napromieniowanie. Więcej informacji o cudzie można znaleźć tutaj.

Jesteśmy przekonani, że przeżyliśmy, ponieważ żyliśmy przesłaniem fatimskim. Żyliśmy i codziennie głośno odmawialiśmy Różaniec w naszym domu.

Źródło: o. Antonello Cadeddu i o. Henrique Porcu, Różaniec Maryi Dziewicy, wyd. Esprit, Kraków 2016.

Wyzwolenie Austrii z obecności Sowietów

Po II wojnie światowej (1939-1945) Austria została podzielona na cztery strefy okupacyjne. Sowieci zajmowali wschód kraju. Stolica, Wiedeń, również była podzielona na cztery części. Po trzech latach spędzonych w obecności Sowietów Austriacy nie wytrzymywali już dłużej tej sytuacji. Ale co mogło zrobić siedem milionów Austriaków przeciwko dwustu dwudziestu milionom Sowietów?

Ksiądz Petrus Pavlicek przypomniał sobie zwycięstwo pod Lepanto, w którym książę Juan w cudowny sposób odparł atak Turków przez prostą modlitwę na różańcu. Uruchomił zatem akcję, znaną pod nazwą „Rosenkranksuhnekreuzug” (krucjata pokuty i różańca). Akcja była wydarzeniem publicznym.

Od 1950 r. o. Pavlicek organizował raz w roku na wiedeńskich ulicach wielką procesję w dniu święta Imienia Maryi. Udało mu się przekonać do tej modlitewnej krucjaty wybitnych polityków, m.in. Juliusa Raaba (kanclerza) i Leopolda Figla (ministra spraw zagranicznych), którzy ­brali udział w negocjacjach z aliantami na temat kształtu państwa austriackiego. W 1947 r. było ok. 10 tys. osób, które każdego dnia odmawiały różaniec za wolność Austrii. W 1955 r. ich liczba wzrosła do ok. 500 tys.

Na początku 1955 r. rosyjski minister Wiaczesław Mołotow powiedział do swojego austriackiego kolegi słynne słowa: „My, Rosjanie, to, co raz wzięliśmy w posiadanie, tego już nigdy nie wypuszczamy z naszych rąk”. Czarna chmura rosyjskiej dominacji zapadła nad jednością i autonomią Austrii. Wydawało się, że nie ma szans na zmianę tej niezwykle poważnej sytuacji. Figl powiedział tylko do o. Pavlicka: „Nie pozostaje nam nic innego, jak tylko modlić się z jeszcze większym oddaniem i gorliwością”.
— Źródło: Krucjata różańcowa w Austrii

Kilka miesięcy później, 15 maja 1955 r., miała miejsce ratyfikacja traktatu dotyczącego ustanowienia niezawisłego państwa austriackiego. Decyzja o wycofaniu wojsk radzieckich zapadła w czasie pertraktacji między stroną sowiecką a austriacką 13 maja – w dniu objawień Matki Bożej Fatimskiej. W ten sposób Austria stała się ­jedynym powojennym krajem, który armia radziecka opuściła w wyniku podpisania traktatu międzynarodowego. Minister Figl powiedział wówczas zdanie, które przeszło do powojennej ­historii Austrii: „Z wdzięcznością Bogu Wszechmogącemu podpisujemy ten traktat i z wielką radością ogłaszamy: «Austria jest wolna!»”.
— Źródło: Krucjata różańcowa w Austrii

Schönbrunn – Wiedeń. Behrooz Rezvani [CC BY 3.0], via Wikimedia Commons
Kiedy nastąpiła ostatnia runda negocjacji i w Moskwie, kanclerz Austrii Julius Raab oświadczył: „Bóg nam pomógł!”. Sowieci opuścili kraj bez rozlewu krwi – to wydarzenie przypomina bezkrwawe zwycięstwa Joanny d’Arc. Austria była dla Sowietów wymarzonym krajem, bogatym, bardzo dobrze położonym ze strategicznego punktu widzenia, stanowiącym otwarte drzwi na zachód. Historycy do tej pory nie potrafią wyjaśnić motywów, które doprowadziły do wycofania się wojsk sowieckich.

W 1962 roku ksiądz A. William z Austrii zadał to pytanie słynnej stygmatyczce niemieckiej, Teresie Neumann, trzy miesiące przed jej śmiercią, odpowiedziała:

Tak naprawdę, sprawił to różaniec narodu austriackiego.

Ten różaniec dokonał więcej w Austrii niż bojownicy o wolność na Węgrzech, gdzie doszło do krwawej rzezi dwudziestu pięciu tysięcy niewinnych.

Źródło: o. Antonello Cadeddu i o. Henrique Porcu, Różaniec Maryi Dziewicy, wyd. Esprit, Kraków 2016.

Obalenie dyktatury na Filipinach

W dniach 22-25 lutego 1986 r. w stolicy Filipin, Manilii dokonał się wielki przewrót (nazywany też pokojową rewolucją czy też rewolucją różańcową), który obalił wieloletnią dyktaturę prezydenta Ferdinanda Marcosa.

Stolicą Filipin jest Manila, będąca jedną z największych metropolii globu.

W kraju od 1966 rządził prezydent Ferdinand Marcos. Starając się umocnić swoją pozycję Marcos zarządził w lutym 1986 r. przeprowadzenie wyborów prezydenckich. Jego kontrkandydatem została wdowa po zastrzelonym opozycjoniście Benigno Aquino – Corazon Aquino. W wyniku sfałszowania wyborów wygrał je Ferdinand Marcos. Z powodu narastającej korupcji i coraz większej skali łamania praw człowieka doszło do wystąpień społecznych i strajków.

Po wyborach minister obrony Juan Ponce Enrile, zastępca szefa sztabu generalnego generał Fidel Ramos oraz kilkuset innych wojskowych otwarcie wypowiedziało posłuszeństwo Marcosowi i zamknęło się w kwaterze głównej sił zbrojnych (Camp Emilio Aguinaldo) przy Epifanio de Los Santos Avenue. Dyktator wystosował 24-godzinne ultimatum: bezwarunkowa kapitulacja albo śmierć. W tej sytuacji buntownicy zatelefonowali po radę do kardynała Jaime Sina.

Na biurku kardynała zadzwonił telefon. „Eminencjo – odezwał się ktoś drżącym głosem w słuchawce – musicie nam pomóc. Jeśli nie pomożecie, za parę godzin nie będzie nas wśród żywych”. Wszyscy wiedzieli, że wystarczyłoby kilka czołgów lub eskadra śmigłowców, by zlikwidować buntowników.
— Źródło: Cud na filipinach

Po modlitwie w kaplicy kardynał za pośrednictwem radia Veritas zwrócił się do mieszkańców stolicy o przybycie pod kwaterę główną. Poprosił również kilka zakonów w Manili o post i modlitwę. W ciągu kilku godzin po tym apelu na ulice wyszło dwa miliony ludzi. Zebrani odmawiali różaniec. Odprawiono również msze.

Ze wszystkich części miasta, ze slumsów i dzielnic bogaczy popłynął tłum. W kilka godzin w Alei Objawienia się Świętych stanęły dwa miliony ludzi. Przyszli na całymi rodzinami, z małymi dziećmi. A co najważniejsze, przyszli z różańcem w ręku i modlitwą na ustach. Na ulicy trwało wielkie nabożeństwo różańcowe, śpiewano bez końca maryjne pieśni, na pospiesznie przygotowanych ołtarzach kapłani i biskupi odprawiali niezliczone Msze św. Ludzi błagali Matkę Najświętszą o pomoc. Bali się, nawet bardzo. Wiedzieli, że uzbrojona po zęby armia Marcosa może zetrzeć ich na krwawą miazgę.
— Źródło: Cud na filipinach

Wysłani do stłumienia demonstracji żołnierze odmawiali wykonania rozkazów oraz przyłączali się do manifestantów. Po przybyciu jednostek, które miały rozpędzić tłum za pomocą gazu łzawiącego, nastąpiła zmiana kierunku wiatru. Demonstracja trwała cztery dni.

25 lutego 1986 roku Aquino ogłosiła przejęcie władzy. Pozbawiony poparcia armii Marcos stanął w obliczu klęski. Kardynał Jaime Sin powstrzymał lewicowe bojówki przed zabiciem dyktatora i skłonił prezydenta Stanów Zjednoczonych Ronalda Reagana do udzielenia azylu Marcosowi. Corazon Aquino została prezydentem, a Ferdinand Marcos zamieszkał w Stanach Zjednoczonych, gdzie trzy lata później zmarł.

Źródło: Rewolucja siły ludu

 

 

polskie cuda różańcowe


Miecze i różańce pod Lepanto

 

Miecze i różańce pod Lepanto

Lepanto.jpg
Wikimedia Commons

W niedzielę 7 października 1571 roku na Morzu Jońskim, nieopodal greckiego miasta Lepanto, olbrzymie floty katolików i muzułmanów starły się w największej w dziejach batalii morskiej.

 

Siła strachu


Fala obmyła mu stopy, ale on nie zwrócił na tu uwagi. Sułtan Selim II, władca Imperium Osmańskiego, aspirujący do miana „pana całego świata”, trwał na morskim nadbrzeżu, pogrążony w rozmyślaniach. Wpatrywał się w dal, ku zachodowi.

Gromada dostojników, stojących opodal, czekała w nabożnym skupieniu, jedynie od czasu do czasu szeptem wymieniając uwagi. Nagle sułtan odwrócił się do morza plecami, ukazując poddanym swe oblicze. Dygnitarze zamarli, bo na twarzy władcy malował się strach. Zaraz potwierdziły to wypowiedziane słowa – Selim obawiał się o los floty wojennej, wysłanej przeciw giaurom.

Dostojnicy pospieszyli z uspokajającymi zapewnieniami. Toż rzeczona armada nie miała sobie równych w całej dotychczasowej historii świata! Prawie trzysta okrętów, dziesiątki tysięcy żołnierzy, marynarzy i galerników, siedemset pięćdziesiąt dział. Czyż nie dowodził nią doświadczony admirał Ali Pasza? Jakaż ziemska moc mogłaby oprzeć się takiej potędze?

Sułtan w roztargnieniu wsłuchiwał się w ten krzepiący gwar. Niepokój nie opuścił go, drążył jego duszę niczym kornik drzewo. Kiedy Selim odezwał się znowu, jego słowa zmroziły krew w żyłach wszystkich obecnych. Władca miał świadomość przewagi swoich sił morskich. Nie trapiła go myśl o okrętach i mieczach chrześcijan. „Pana całego świata” przyprawiała o lęk moc modlitw rzymskiego papieża.

 

Pasterz

Człowiekiem, którego tak obawiał się sułtan był papież Pius V. Ów niegdysiejszy inkwizytor, powołany na Tron Piotrowy w roku 1566, dał się poznać jako jeden z najwybitniejszych przywódców wspólnoty katolickiej, a przy tym niezłomny obrońca Wiary.

Swój pontyfikat poświęcił odnowie Kościoła w duchu postanowień Soboru Trydenckiego. Okazał się sprawnym administratorem. Niestrudzenie zwalczał herezje, uczynił też wiele, by podźwignąć ówczesny świat z moralnego bagna. Zaostrzył dyscyplinę kościelną, surowo karząc duchownych winnych występków. Mnichów łamiących zasady życia klasztornego wypędził z Wiecznego Miasta. Wydał wojnę bezkarnemu dotąd nierządowi – pochwycone ladacznice były publicznie chłostane.

Pius wykazał się także w polityce zagranicznej, doprowadzając do pojednania skłóconych mocarstw europejskich i skierowania ich energii przeciw narastającemu zagrożeniu ze strony wojującego islamu. Kiedy w roku 1570 Turcy najechali i podbili Cypr (w samej Nikozji wyznawcy Proroka dokonali potwornej rzezi 20 000 wyznawców Chrystusa), papież podjął starania o powołanie sojuszu obronnego państw chrześcijańskich – Ligi Świętej.

Papież nie zaniedbywał działań na żadnym polu, wszakże najbardziej wierzył w moc modlitwy. Jako gorliwy czciciel Najświętszej Marii Panny, szczególnie gorąco propagował Różaniec. Nazywał go „honorową odznaką chrześcijańskiej pobożności” i „legitymacją naszej wiary”. Kiedy chrześcijańskie wojska szykowały się do rozprawy z Turczynem, powierzył je opiece Matki Bożej, a wiernych wezwał do modlitwy różańcowej w intencji zwycięstwa. Świątynie wypełniły się tłumami, na ulicach miast odbywały się procesje. Chętnych nie brakowało. Wszyscy czuli narastającą grozę.

 

Zwyciężyć lub zginąć!

W sierpniu 1571 roku w Messynie zgromadziła się flota chrześcijan. Stawiły się tu eskadry Państwa Kościelnego, Królestwa Hiszpanii, Republik Wenecji i Genui, Księstwa Sabaudii oraz Zakonu Kawalerów Maltańskich. Wodzem obrano księcia Juana de Austria, syna cesarza Karola V, wsławionego zgnieceniem muzułmańskiej rebelii w Grenadzie.

Chrześcijanie chcieli odwojować Cypr. Nie można było o tym myśleć bez wcześniejszego rozgromienia morskich sił muzułmanów. Flota wyznawców Proroka zakotwiczyła w porcie warownym Lepanto u ujścia Zatoki Korynckiej. Tam też podążyła armada księcia Juana. Dotarła na miejsce w niedzielny poranek 7 października.

Okręty chrześcijan płynęły w formacji o kształcie krzyża, zmagając się z przeciwnym wiatrem. Na maszcie galery flagowej Juana de Austria, Real di Spagna, powiewała wielka, błękitna chorągiew z Jezusem Ukrzyżowanym. Na pokładach okrętów panował nastrój religijnego uniesienia, choć wszyscy obecni mieli świadomość, iż wielu z nich nie dożyje zmroku. Żołnierzom i marynarzom rozdano medaliki i różańce. Kapelani spowiadali wojsko, błogosławiąc je na bój. Odmawiano modlitwę różańcową. Wielu żołnierzy utrzymywało potem, że widzieli Matkę Bożą błogosławiącą im z nieba.

Głównodowodzący chrześcijan, książę Juan de Austria, wzniósł wysoko ręce, w których dzierżył żelazny krzyż, po czym zwrócił się do swych podwładnych słowami:

– Przybyliście tu walczyć za Święty Krzyż, zwyciężyć albo zginąć! Jednakże czy macie zwyciężyć czy zginąć, czyńcie dziś swą powinność, a zyskacie sobie chwalebną nieśmiertelność! 

A w dalekim Rzymie, w kościele Santa Maria sopra Minerva, Ojciec Święty Pius V wraz z licznymi duchownymi i świeckimi błagał na klęczkach Maryję Różańcową o pomoc w odparciu bisurmańskiej nawały.

 

Ukłon dla wroga

Turcy, zawiadomieni przez zwiadowców o nadejściu giaurów, opuścili swe kotwicowisko. Dowodził nimi kapudan pasza (wielki admirał) Müezzinzade Ali Pasza, mający opinię dzielnego wodza. Był to człowiek o szerokich horyzontach, wielbiący naukę i sztukę, gorliwy muzułmanin.

Jego okręty uformowały szyk o kształcie półksiężyca, którego oba końce skierowane były przeciw chrześcijanom. Wódz pohańców zamierzał okrążyć i zniszczyć giaurów. Także i mahometan ożywiał duch świętej wojny. Flagowy okręt Alego Paszy, „Sułtan”, płynął pod białą banderą z wyhaftowanymi na niej złotą nicią wersetami z Koranu. Na pokładzie umieszczono też olbrzymi zielony sztandar – „chorągiew Mahometa”, takoż zdobny w wyszywane inskrypcje, wśród których imię Allaha było wymienione aż 28 900 razy. Chorągiew, nigdy dotąd nie zdobyta przez wrogów, miała zapewniać powodzenie wojennym wyprawom.

Obie strony zgromadziły ogromne siły. Flota Ligi Świętej liczyła 212 galer i galeasów, które miały na pokładach 41 000 marynarzy i żołnierzy oraz 1 815 dział. Turcy wystawili 286 galer i galeotów, z 47 000 żeglarzy i wojaków oraz z 750 działami. Nadto w obu zespołach służyło po kilkadziesiąt tysięcy wioślarzy. Muzułmanie mieli przewagę liczebną, chrześcijanie górowali siłą ognia. Historycy szacują, że w niedzielny ranek opodal Lepanto zgromadziło się 70 procent galer wojennych, jakie pływały wówczas po Morzu Śródziemnym. Gdy obie armady rozwinęły szyk, utworzyły front o szerokości czterech mil morskich.

Juan de Austria odważnie wpłynął w czeluść półksiężyca wrogiego zespołu. Dystans między przeciwnikami kurczył się nieubłaganie. „Sułtan” Alego Paszy pruł fale, mierząc wprost w Reala księcia Juana. Obaj dowódcy emanowali spokojem, dając przykład podwładnym. Obydwaj byli ludźmi wiary, bezwarunkowo oddanymi swej sprawie. Powiadają, że w ostatniej chwili przed zwarciem ich spojrzenia spotkały się. Książę Juan w rycerskim geście uchylił kapelusza, na co Ali Pasza odpowiedział uprzejmym ukłonem. Konwenansom stało się zadość. Teraz ryknęły działa.

 

Zderzenie

„Sułtan” wbił się taranem w burtę „Reala”. Cios był tak potężny, że oba okręty straciły dzioby. Jednostki sczepiły się burtami.

Żołnierze z hiszpańskiego flagowca, nieustraszeni tercios, natychmiast wtargnęli na pokład wrażej galery. Na ich drodze stanął zastęp janczarów. Dwie najlepsze formacje piechoty ówczesnego świata zwarły się w morderczym boju. Hiszpanów odepchnięto. Teraz do abordażu ruszyli Turcy. Dwakroć szturmowali pokład Reala, bezskutecznie. Także drugi atak tercios zakończył się porażką.

Hiszpańscy piechurowie zebrali siły, po czym uderzyli po raz trzeci. Walczyli zajadle, z pogardą śmierci, jak nakazywał etos ich formacji. Parli naprzód, depcząc po trupach towarzyszy i wrogów, ślizgając się w kałużach krwi. Wreszcie wdarli się na wraży okręt i już nie pozwolili się stamtąd wyprzeć.

Bitwa trwała na całym odcinku morskiego frontu. Na lewe skrzydło chrześcijan, na zgrupowane tu okręty weneckie admirała Agostina Barbarigo runęła eskadra Sirocco Mehmeda paszy. Na prawej flance Kawalerowie Maltańscy, Hiszpanie i Genueńczycy, dowodzeni przez admirała Jana Andrzeja Dorię, przyjęli na siebie uderzenie eskadry Ułudża Alego, beglerbeja (gubernatora) Afryki. W centrum jednostki hiszpańskie, weneckie i papieskie stawiły czoła głównym siłom wroga.

Okręty zasypywały się nawzajem gradem pocisków artyleryjskich. Armatnie kule wybijały w burtach dziury na ogół niedostatecznie wielkie, by zatopić jednostkę, jednak za każdym razem wyszarpując obłok drewnianych odłamków skutecznie rażących załogę. Morderczą pracę wykonywali muszkieterowie, arkebuzerzy, łucznicy i kusznicy. Wiosła galer łamały się, gdy okręty zderzały się burtami bądź mijały w minimalnych odległościach. Raz po raz podejmowano próby taranowania i abordażu. W ruch poszły piki, topory, miecze; zabijano się z pomocą noży, gołych dłoni i zębów – na pokładach okrętów, także na kadłubach przewróconych galer, nawet w wodzie. Grzmot wystrzałów armatnich i palba z broni ręcznej niemal utonęły we wrzasku walczących i jęku rannych.

 

Chwalebna nieśmiertelność

Dokonywano czynów nadludzkich. Sycylijczyk Federico Venusta zapalił lont granatu ręcznego, po czym wziął szeroki zamach, zamierzając cisnąć pocisk w tłum pohańców. Przedwczesna eksplozja rzuciła nim o pokład.

Gdy podźwignął się na nogi ujrzał, że jego lewa dłoń zmieniła się w bezkształtną, krwawiącą miazgę. Federico zażądał od towarzysza, aby odciął mu okaleczoną dłoń. Gdy ten, zszokowany, odmówił – Federico dobył noża i sam dokonał amputacji. Następnie, zataczając się, udał się do kambuza, pochwycił tuszę smażącego się kurczaka, przycisnął ją do kikuta. Wrzący tłuszcz skauteryzował ranę. Federico natychmiast powrócił do walki, „głośno wrzeszcząc na swą prawą rękę, aby pomściła lewą”.

Innemu żołnierzowi turecka strzała utkwiła w oku. W zgiełku walki nie mógł liczyć na niczyją pomoc, towarzysze mieli pełne ręce roboty. Nie zważając na potworny ból, ranny sam wyszarpnął grot wraz z gałką oczną, potem obwiązał głowę jakąś szmatą, hamując krwotok. Walczył dalej.

Flagowa galera Kawalerów Maltańskich, pomalowana w czarny żałobny kolor Capitana, została przejściowo zajęta przez wroga. Załogi innych okrętów Ligi rzuciły się z odsieczą. Po zajadłym boju odwojowały Capitanę. Na jej pokładzie, obok góry poległych bisurmanów, spoczywały zwłoki trzystu joannitów. Znaleziono także trzech żywych – nieprzytomnych, okrytych ranami. Wśród ocalałych był chorąży Don Martin de Herrera, który do ostatka nie chciał oddać wrogowi sztandaru – turecki żołnierz odciął więc dzielnemu Aragończykowi rękę wraz z połową barku.

 

Pani wiatru

Czterdzieści lat wcześniej w dalekim Meksyku, na wzgórzu Topeyac, Matka Boża objawiła się Indianinowi, świętemu Juanowi Diego. Widomym znakiem spotkania był wizerunek Maryi uwieczniony na tilmie (pelerynie) tubylca. Arcybiskup Meksyku, Don Fray Alonso de Montúfar nakazał sporządzenie kopii obrazu, którą następnie dotknięto oryginalną tilmą św. Juana Diego, a potem wysłano w darze królowi Hiszpanii Filipowi II. Władca przekazał kopię wizerunku admirałowi Janowi Andrzejowi Dorii wyruszającemu pod Lepanto.

W owym czasie wiosłowe galery, stanowiące większość okrętów wojennych, były bardziej cenione od żaglowców, jako że posiadały większą zdolność manewrową przy bezwietrznej pogodzie i na wodach przybrzeżnych. Tradycyjnie w roli wioślarzy występowali niewolnicy, więźniowie i jeńcy. Turcy z upodobaniem zaprzęgali do tego dzieła chrześcijańskich brańców. Wszakże we flocie Ligi Świętej upowszechnił się wenecki obyczaj obsadzania wioseł ludźmi wolnymi, którzy w zamian za ciężką służbę zyskiwali prestiż społeczny, zwolnienie od podatków, przywilej noszenia broni i czasowe (na okres służby) zwolnienie od ścigania za długi. System wenecki jawił się jako wydajniejszy – dobrowolni wioślarze nie potrzebowali bata jako zachęty ani zbrojnej straży pilnującej ich na wypadek buntu. Więcej, w sprzyjających warunkach mogli zostać włączeni do walki.

Galery posiadały pomocnicze ożaglowanie. Niestety, pod Lepanto chrześcijanie zrazu musieli zmagać się z przeciwnym wiatrem, absorbującym wysiłek wiosłujących. Nieoczekiwanie wiatr zmienił kierunek, wydymając trójkątne, „łacińskie” żagle ich okrętów. Dzięki temu część obsady wioseł mogła zostać uzbrojona i użyta w boju. Wydatnie wzmocniło to szeregi żołnierzy Ligi Świętej.

Dzisiaj „mędrca szkiełko i oko” tłumaczy korzystną dla katolików zmianę kierunku wiatru szczęśliwym zbiegiem okoliczności. Wszelako na okręcie admirała Dorii nikt nie miał wątpliwości, że był to cud uzyskany za wstawiennictwem Pani z Guadalupe, depczącej diabelskiego węża.

 

Płaszcz opieki

Katolicy zaczęli zyskiwać przewagę, choć okupili ją drogo.

Na lewym skrzydle poległ wenecki admirał Barbarigo. Zastąpił go Marco Contarini, ale i on wkrótce odebrał śmiertelną ranę. Mimo to Wenecjanie zepchnęli eskadrę Sirocco Mehmeda paszy na mielizny, gdzie uległa zagładzie. Sirocco pasza padł pod ciosem szabli.

Na przeciwległym krańcu pola bitwy Maltańczycy, Hiszpanie i Genueńczycy otoczyli eskadrę Ułudża Alego. Stary korsarz najwyraźniej miał już dosyć. Zebrawszy wokół siebie ocalałych mołojców, przebił się przez pierścień giaurów i uszedł na pełne morze.

W centrum główny bój toczył się wokół obu sczepionych flagowców. Niezłomni tercios z Reala nie dali się już spędzić z pokładu „Sułtana”, więc to okręt Alego Paszy stał się polem bitwy. Do jego burty przybijały wciąż nowe okręty, wysadzając posiłki dla obu stron. W sumie na „Sułtanie” znaleźli się tercios z trzech hiszpańskich galer i janczarowie z siedmiu tureckich, nie wspominając o bojach toczonych przez okręty w najbliższym sąsiedztwie flagowca!

Wreszcie, w czwartej godzinie bitwy, bezimienny hiszpański arkebuzer wziął na cel Alego Paszę. Turecki admirał runął na deski pokładu. Jakiś chrześcijanin dopadł powalonego i uderzeniem miecza odciął mu głowę. Wbrew rozkazowi Juana de Austrii, głowę Alego zatknięto na wysokiej pice. Ten widok odebrał pohańcom wolę walki. Zaczęli pierzchać lub składać broń. Jedynie wyborowe oddziały janczarów, wierne swemu kodeksowi honorowemu, walczyły do końca.

Kiedy bitwa wygasała, w dalekim Rzymie trwała jeszcze procesja bractw różańcowych z obrazem Matki Bożej Śnieżnej. Wieczorem Pius V rozmawiał z zaufanymi w bibliotece na Watykanie. Temat mógł być jeden – odległy bój o przyszłość świata. Nagle papież podszedł do okna, chwilę stał wpatrzony w dal, po czym odwrócił się do zgromadzonych. Jego oblicze jaśniało szczęściem. Oświadczył, że miał wizję dwóch walczących flot, z których jedną okryła swym płaszczem Matka Boża. Zebrani wysłuchali tych słów z szacunkiem, choć zapewne trawiły ich ludzkie wątpliwości. Dwa tygodnie później do Rzymu dotarli posłańcy z wieścią o zwycięstwie.

 

Broda sułtana

Pogrom wroga był całkowity. Zginęło 25 000 wyznawców Proroka, 3 486 wzięto do niewoli, uwolniono 12 000 chrześcijańskich galerników. Zdobyto 130 okrętów tureckich, zatopiono zaś 80. Straty Ligi Świętej wyniosły 7656 poległych oraz 17 okrętów.

Niestety, efekty wiktorii mogłyby okazać się większe, gdyby nie kunktatorska polityka weneckich kupców, szukających porozumienia z Imperium Ottomańskim w imię doraźnych interesów; a szczególnie, gdyby nie herezja protestantyzmu rozbijająca jedność państw Europy (wybawieniem dla świata islamu okazała się zwłaszcza kalwińska rebelia w Niderlandach, absorbująca uwagę Hiszpanii). Główne zadanie chrześcijańskiej armady – wyzwolenie Cypru – nie zostało zrealizowane. Wyspa pozostała pod władzą Turków. Próbowali oni przeciwstawić ten fakt klęsce pod Lepanto za pomocą obrazowej metafory: pod Lepanto giaurzy tylko ogolili sułtanowi brodę, która przecież odrośnie; natomiast muzułmanie, zajmując Cypr, odrąbali chrześcijaństwu prawicę.

W rzeczywistości bitwa pod Lepanto miała długofalowy efekt, widoczny dopiero dla następnych pokoleń. Okazał się nim nieodwracalny koniec przewagi tureckiej na morzach. Wprawdzie w ciągu dwóch lat słudzy sułtana zdołali odbudować równie liczną flotę, ale nie mieli kim zastąpić tysięcy doświadczonych żeglarzy utraconych na Morzu Jońskim. Ten krytyczny moment zadecydował o przegranej Imperium Osmańskiego w mocarstwowym wyścigu z Portugalią na Oceanie Indyjskim, co równało się zablokowaniu furtki do ekspansji światowej.

Na początku XVII wieku uczony turecki skryba poczynił interesującą uwagę: „Allah oddał morze niewiernym, a ziemię wyznawcom Proroka”. W następnych dziesięcioleciach chrześcijanie, ze znaczącym udziałem Polaków, uczynili wiele, by zmienić stan posiadania także na lądzie.

 

Nigdy nie zapomnijmy

Miguel de Cervantes y Saavedra, przesławny autor Don Kichota, wziął udział w tej bitwie mimo trapiącej go gorączki.

W walce stawał z nadzwyczajną odwagą. Otrzymał dwa postrzały w pierś, a zdruzgotana lewa ręka do końca życia pozostała niesprawna. Potem pisał o „najszczytniejszej potrzebie, jaką widziały wieki przeszłe i obecne, i jaką przyszłe mają nadzieję oglądać” oraz: „Chrześcijanie, którzy tam zginęli, byli nawet szczęśliwsi od tych, którzy pozostali przy życiu jako zwycięzcy”.

Ojciec Święty Pius V jako dowód wdzięczności wprowadził w całym Kościele święto Matki Bożej Zwycięskiej (dziś: Różańcowej), obchodzone w dniu 7 października. Papież zmarł w opinii świętości w następnym roku, w maryjnym miesiącu maju. W stulecie śmierci został ogłoszony błogosławionym, zaś po kolejnych 40 latach – świętym. Rangę testamentu mają jego słowa: „Pragniemy szczególnie, aby nigdy nie zostało zapomniane wielkie zwycięstwo uzyskane od Boga przez zasługi i wstawiennictwo Najświętszej Maryi Panny w dniu 7 października 1571 roku, odniesione w walce przeciw Turkom, nieprzyjaciołom wiary katolickiej”.

 

Andrzej Solak

Pch24

 

Jan Paweł II jest największym darem, jaki Moje Niepokalane Serce otrzymało od Serca Jezusa dla waszego bolesnego czasu oczyszczenia.

  Jan Paweł II jest największym darem, jaki Moje Niepokalane Serce otrzymało od Serca Jezusa dla waszego bolesnego czasu oczyszczenia. Obron...