Św.
Faustyna Kowalska opisuje w swym duchowym „Dzienniczku” pewne
zdarzenie, jakie miało miejsce w pierwszych dniach lutego 1937 roku. „Dzień
dzisiejszy jest dla mnie tak wyjątkowy, pomimo że doznałam tyle
cierpień, ale dusza moja opływa w radość wielką. W sąsiedniej separatce
leżała ciężko chora Żydówka; przed trzema dniami byłam ją odwiedzić,
odczułam w duszy ból, że już niedługo umrze i łaska chrztu świętego nie
obmyje jej duszy. Pomówiłam z siostrą pielęgnującą, że jak będzie się
zbliżać ostatnia chwila, żeby jej udzielić chrztu świętego, ale była ta
trudność, że zawsze Żydzi byli przy niej. Jednak uczułam w duszy
natchnienie, aby się pomodlić przed tym obrazem, który mi Jezus kazał
wymalować; mam broszurkę, a na okładce jest odbitka z tego obrazu
Miłosierdzia Bożego. I rzekłam do Pana: Jezu, sam mi powiedziałeś, że
udzielać będziesz wiele łask przez obraz ten, więc proszę Cię o łaskę
chrztu świętego dla tej Żydówki; mniejsza o to, kto ją ochrzci, byle
została ochrzczona. Po tych słowach dziwnie zostałam uspokojona i mam
zupełną pewność, że pomimo trudności woda chrztu świętego spłynie na jej
duszę. I w nocy, kiedy była bardzo słaba, trzy razy do niej wstawałam,
aby czuwać na stosowny moment, w którym by jej tej łaski udzielić. Rano
czuła się jakby lepiej, po południu zaczęła się zbliżać ostatnia chwila;
siostra pielęgnująca mówi, że trudno będzie jej udzielić tej łaski,
ponieważ są przy niej. I nadszedł moment, że chora zaczęła tracić
przytomność, a więc zaczęli biegać jedni po lekarza, inni znowuż gdzie
indziej, aby chorą ratować, i tak [się stało], że pozostała sama chora, i
siostra pielęgnująca udzieliła jej chrztu świętego. I nim się wszyscy
zbiegli, to jej dusza była piękna, ozdobiona łaską Bożą i zaraz
nastąpiło konanie; krótko trwało konanie, zupełnie jakby zasnęła. Nagle
ujrzałam jej duszę wstępującą do nieba w cudnej piękności. O, jak piękna
jest dusza w łasce poświęcającej; radość zapanowała w mojej duszy, że
przed obrazem tym otrzymałam tak wielką łaskę dla tej duszy” - czytamy w zapiskach polskiej apostołki Bożego Miłosierdzia.
W
przeciwieństwie do Żydówki, o której wspomina św. Faustyna, Chaje Kalb -
jak zwała się przed wstąpieniem do zakonu Kanoniczek Ducha Świętego
siostra Emanuela - nim znalazła się na łożu śmierci, miała za sobą już
kilkadziesiąt lat życia w niezwykłej bliskości i zjednoczeniu miłości z
Chrystusem, którego w swej młodości rozpoznała jako Tego, na Którego
czekał jej izraelski naród.
Chaje
Kalb urodziła się w Jarosławiu 26 sierpnia 1899 roku w rodzinie
żydowskiej, jako pierworodna z sześciorga dzieci Schie (Ozjasza) Kalb i
Jutte Friedwald. Cała codzienność w domu Kalbów bardzo mocno
zakorzeniona była w tradycji judaistycznej. Rodzice dbali, by mała Chaje
wraz z pozostałym rodzeństwem, poznawała historię i religię swego
narodu.
Helena,
jak się do niej zwracają domownicy, zdobywa w Rzeszowie podstawowe
wykształcenie. Tymczasem ojciec opuszcza rodzinny dom i w poszukiwaniu
pracy (jak wielu wówczas) wyjeżdża do Ameryki. Chaje już nigdy więcej go
nie zobaczy. Gdy dziewczyna ma 16 lat, umiera jej matka, zarażona
tyfusem przez osoby, którymi się opiekowała. W wieku 19 lat bardzo
poważnie zachoruje również sama Chaje. Krzyż zaznacza więc swą obecność
niezwykle mocno i już na dobre staje na drodze jej życia. Ale na tym
krzyżu i wraz z tym krzyżem przychodzi do niej sam Mesjasz, Ten przez
nią Oczekiwany, Ten Upragniony.
Przebywając
przez pół roku na leczeniu w szpitalu, młoda Żydówka zetknęła się z
pełniącymi tam swą pielęgniarską posługę siostrami zakonnymi.
Doświadczając nieustannie ich dobroci, obserwuje bezinteresowność i
ofiarność z jaką potrafią troszczyć się o powierzonych swej opiece
pacjentów. To właśnie one przekazują jej Dobrą Nowinę o Chrystusie,
świadectwem nie tylko słowa, lecz przede wszystkim ofiarnego życia. Nie
bez znaczenia jest też fakt, iż Chaje dostrzega, że ta pełna miłości
bliźniego postawa zakonnic, jest bardzo mocno zakorzeniona i posiada swe
źródło w ich życiu modlitwą, w ich głębokiej, żywej relacji z Bogiem.
Bardzo
znamienne, że w doświadczeniu łaski nawrócenia innej Żydówki, starszej
od Chaje Kalb o 8 lat - Edyty Stein, znanej w zakonie karmelitanek
bosych jako św. Teresa Benedykta od Krzyża, niezwykle istotne znaczenie
odegrało pewne wydarzenie sprzed 1918 roku, które opisała ona
następująco: Gdyśmy tam pozostawały [w katedrze] w nabożnym
milczeniu, weszła jakaś kobieta obarczona koszykiem i uklękła w jednej z
ławek na krótką modlitwę. Było to dla mnie coś zupełnie nowego. Do
synagogi i zborów protestanckich, do których chodziłam, szło się tylko
na nabożeństwo. Tu ktoś oderwał się od wiru zajęć, aby wstąpić do
pustego kościoła, jakby na jakąś poufną rozmowę. Nigdy tego nie zapomnę".
Po
wyjściu ze szpitala i powrocie do zdrowia Chaje Kalb, pomimo przeszkód
czynionych jej ze strony rodziny, decyduje się przyjąć 18 stycznia 1919
roku Sakrament Chrztu Świętego w katedrze w Przemyślu, otrzymując
wybrane przez siebie imiona Maria Magdalena. Poznałam prawdę i
poszłam za nią. (…) Dusza moja otwierała się ku Bogu, jak kwiat ku
słońcu. Gdy wspominam, o Jezu, te chwile pierwszej mojej gorliwości,
ogarnia mnie wzruszenie i wdzięczność głęboka. Jak wówczas kochałam
Ciebie! Jak nic trudnym, nic przykrym nie było dla mnie, by Ci miłość
moją okazywać” - napisze potem w swoim „Dzienniku”.
Młoda
kobieta była cała otwarta na działanie łaski Bożej i to właśnie dlatego
nowa wiara nie napotykała oporów w tym sercu, tak spragnionym żywego
Boga. Chaje Kalb po prostu rozpoznała czas swego nawiedzenia, rozpoznała
przechodzącego obok Chrystusa, Który Jest Drogą, Prawdą i Życiem. „Poznałam prawdę i poszłam za nią” - wyzna z ujmującą prostotą.
Jakże
pięknym i znamiennym świadectwem podobieństwa przebiegu tego
wspaniałego procesu otwarcia się na prawdę, jest doświadczenie Edyty
Stein, która opisuje je w następującej relacji: Sięgnęłam do
biblioteki po jakąś książkę, na chybił trafił. Wyciągnęłam pokaźny tom.
Nosił tytuł:’ Życie św. Teresy od Jezusa' napisane przez nią samą.
Zaczęłam czytać. Lektura urzekła mnie. Czytałam jednym tchem, aż do
końca. Gdy ją zamknęłam, powiedziałam sobie: to jest prawda!".
Niespełna
3 lata po przemyskim chrzcie Chaje Kalb, za naszą zachodnią granicą, w
Bergzabern, 1 stycznia 1922 roku w Mistyczne Ciało Chrystusa, jakim jest
wspólnota Kościoła, zostaje wszczepiona również inna córka narodu
niegdyś wybranego przez Boga, 30-letnia wówczas doktor filozofii Edyta
Stein. W 1933 roku wstąpi ona do kolońskiego Karmelu. Również i na tej
drodze, oddania się Bogu na wyłączność wyprzedzi ją Żydówka z
Jarosławia.
Lektura
„Wyznań” św. Augustyna wywiera na Kalb ogromne wrażenie i sprawia, że
pragnie ona jeszcze ściślej i głębiej zjednoczyć się ze swym Boskim
Oblubieńcem. Późno Cię umiłowałem, Piękności tak dawna, a tak nowa,
późno Cię umiłowałem. (…) W głębi duszy byłaś, a ja się po świecie
błąkałem i tam szukałem Ciebie. Zawołałaś, krzyknęłaś, rozdarłaś
głuchotę moją. Zabłysnęłaś, zajaśniałaś jak błyskawica, rozświetliłaś
ślepotę moją. (…) Przeszyłeś moje serce, jak strzałą, Twoją nadziemską
miłością - pisał w swym dziele święty Biskup z Hippony. Jakże przejmująco podobnie wybrzmi wyznanie Kalb: Boże
mój, tyle czasu traciłam szukając Ciebie tam, gdzie Ciebie nie było!
Lecz od tej chwili, o Boże, dla Ciebie tylko chcę żyć! Ty jesteś
Wszystkim!.
Pewnego
wiosennego dnia ma miejsce niezwykłe wydarzenie w życiu 28-letniej
kobiety, która będąc w stanie narzeczeństwa zmierza drogą ku małżeństwu.
Idąc ulicą Szpitalną w pobliżu rynku w Krakowie Magdalena, niczym przed
wiekami Szaweł zmierzający do Damaszku doznaje olśniewającego spotkania
z Bożą łaską, które na zawsze zmieni dalsze jej życie. Oto, jak
późniejsza siostra Emanuela relacjonowała później tamte niezwykłe
chwile: Nagle - jasność niezmierna, zaciemniająca zupełnie słońce
południowe, jasność wewnątrz i zewnątrz i jeden przepotężny głos,
nabrzmiały radością Nieba: „Do klasztoru!”. Staję w miejscu, rozglądam
się. Wszak zdaje mi się, że dom ten, koło którego stoję, wygląda na
klasztor. Podchodzę do bramy, dzwonię, proszę o przyjęcie i - zostaję.
Poprosiłam tylko, abym mogła napisać jeden list. Piszę: „Zapomnij o
mnie, nie zastaniesz mnie już wśród świata. Do wyższych rzeczy jestem
stworzona”
Kobieta
wstępuje do Zgromadzenia Sióstr Kanoniczek Ducha Świętego de Saxia w
Krakowie. W sierpniu 1928 roku rozpoczyna nowicjat, otrzymując habit
zakonny i przyjmując imię Emanuela. 29 października 1933 roku składa
śluby wieczyste. Bóg jest teraz dla niej Wszystkim. Jedno z Jezusem.
Żyję tym cała, objęta, wchłonięta cała, nic już moje nie jest. Myśli
moje, uczucia, życie, to tylko Jezus. Stale we mnie, stale ze mną…(…)
Jezus jest wychowawcą najlepszym i najdoskonalszym. Gdyby dusze umiały
Go słuchać, doprowadziłby je do zupełnego z Sobą podobieństwa. (…) Nic
innego już nie wiem, tylko że Bóg jest Miłość, że porwała i pochłonęła
mnie całkowicie ta Miłość. (…) Boże mój, szukać Ciebie dla Ciebie
samego, to największe szczęście. Szukając Ciebie i tylko Ciebie – znajdę
wszystko: moją miłość, moje życie, moje szczęście”.
Dzięki
zdobytym wcześniej kwalifikacjom s. Emanuela Kalb podejmuje pracę
nauczycielki i wychowawczyni w różnych placówkach zgromadzenia.
Powierzano jej również funkcje mistrzyni nowicjatu, przełożonej
wspólnot, sekretarki generalnej, wikarii domu. Na drodze życia
wewnętrznego, poza św. Augustynem, jej przewodnikami są wielcy mistycy
karmelitańscy: św. Teresa z Avila, św. Jan od Krzyża, św. Teresa z
Lisieux, bł. Elżbieta od Trójcy Świętej. Ale Najwyższy, Boski
Przewodnik, Ten Który jako Jedyny Jest Drogą, i Prawdą, i Życiem pragnie
osobiście prowadzić swą odnalezioną, umiłowaną córkę po duchowych
ścieżkach ku zjednoczeniu z Nim.
Siostra Emanuela doświadcza niezwykłej bliskości Boga, zostaje też obdarowana wieloma łaskami mistycznymi. Cóż
mogę powiedzieć o tym blasku, którego dozwalasz mi niekiedy
zakosztować. Wszak to tajemnica, którą można przeżywać, ale oddać w
słowach niepodobna. (...) Ujrzałam jakąś Istotę, której określić nie
mogę. Niby jakieś światło, jakieś Piękno, coś tak rozkosznego, tak
niewypowiedzianego! To była MIŁOŚĆ – ISTOTA. To był jednak Jezus, choć
poznałam tylko Istotę Miłości - wyzna Służebnica Boża. Patrz, miłuję cię nie jakąś ogólną, bezosobową miłością. Miłuję cię tkliwą, czułą miłością – powie jej Chrystus. Jak Bóg nas miłuje… to nie do przeżycia – zachwyca się żydowska zakonnica.
Odkupiciel
towarzyszy jej wiernie, również ze swym najcenniejszym skarbem
duchowym, jakim jest dar uczestnictwa w Jego krzyżu. Kalb zostaje
dotknięta utratą słuchu i przez niemal 40 lat, aż do końca swej
ziemskiej pielgrzymki, żyje w głuchocie. Musi zrezygnować z pracy w
szkole. Przyjmuje to bardzo pokornie i z ufnością. Znosić krzyż kalectwa i inne fizyczne dolegliwości, bez mówienia o nich. W cichości łączyć się z Ofiarą Zbawiciela” - zanotuje siostra Emanuela.
Zewnętrzne uciszenie sprzyja też pogłębieniu niezwykłej, żywej relacji z Oblubieńcem. Boga
znaleźć można tylko w milczeniu, w uciszeniu myśli i w uciszeniu woli,
wolnej od nieumartwionych pragnień, które wnoszą niepokój, hałas i
podniecenie. (…) Bez milczenia nie ma mowy o zjednoczeniu z Bogiem”. Tym bardziej, że przecież „nikt nie został święty bez wielkich cierpień. A cóż to wszystko znaczy wobec wieczności. Jedna kropla wobec oceanu. (…)
Trzeba się stać Jezusem Ukrzyżowanym, Ojciec Niebieski uzna nas tylko
wtedy za swoje dzieci, gdy ujrzy, gdy rozpozna w nas Jezusa
Ukrzyżowanego, Swego Syna. (…) Jezu… przede wszystkim daj mi ukochać
Krzyż. Bo złudzeniem jest kochać Ciebie bez Twojego Krzyża. (...)
Większą łaską jest cierpieć z Jezusem w milczeniu zupełnym, niż
otrzymywać najwznioślejsze dary mistyczne – czytamy w zapiskach kanoniczki Ducha Świętego.
Jeśli Mnie miłujesz, pomóż Mi zbawiać dusze - prosi ją Zbawiciel i dodaje: Potrzeba Mi dusz, które by wynagradzały wszystkie zniewagi, potrzeba Mi dusz, które by uwierzyły w Moją Miłość. Siostra Emanuela Kalb doskonale rozumie swoje posłannictwo. Powołanie
do Zakonu nie jest tylko dla własnego uświęcenia, lecz by wynagradzać
Bogu za grzechy świata i ratować dusze od zguby wiecznej - zapisze. Przyjmuje Boże zaproszenie do współpracy z Nim na drzewie Krzyża, w dziele rodzenia dusz dla wieczności.
W swym „Dzienniku” opisze następujące zdarzenie. Odprawiając
raz Drogę Krzyżową, ujrzałam nagle Pana Jezusa. W jednej ręce trzymał
życie pełne pociech i szacunku ludzkiego, czci, jaką z sobą niesie
gorliwość w służbie Bożej, oraz wszelkie błogosławieństwa jakich można
doznać w życiu zakonnym. W drugiej ręce trzymał bezmiar męki, cierpień,
bólów wszelkich, całe morze goryczy. Pan rzekł do mnie: „Wybieraj!”. Ty
sam, Jezu, wybieraj dla mnie - odpowie zakonnica i doda:. Daj, co
chcesz, wszystko mi będzie jednakowo miłe z Twojej Ręki. Tylko łaski
Twojej nie odmawiaj’. „Otóż przeznaczyłem ci całe to morze goryczy i
cierpień, ale nie bój się, prędzej Wszechmocy by Mi zabrakło, niż
biednej duszy pomocy Mojej. (...) Nie bój się. Im bardziej będziesz Mi
oddana, tym więcej ogarniać cię będzie Miłość Moja” – usłyszy siostra Emanuela od Jezusa.
Zasadniczą prawdą jest świadomość – wyzna Kalb - że
prowadzi nas Miłość. Ona nad nami czuwa i żywi względem nas
nieskończenie łaskawe zamiary. Musimy się im poddać z uległością i
całkowitą ufnością.
Cały
swój ciężki krzyż, wszystkie cierpienia zarówno duchowe, jak i
fizyczne, Siostra Emanuela ofiaruje Bogu w intencji swego, żydowskiego
narodu, „by poznał Światło Prawdy, którą Jest Chrystus”. Czyni to już od
1935 roku.
I
znów, kilka lat później, w sierpniu 1942 roku, w odległym zakątku
Europy, inna żydowska chrześcijanka – karmelitanka Edyta Stein,
wybierając się w drogę do Domu Ojca, wiodącą przez męczeńską śmierć z
rąk niemieckich oprawców, biorąc za rękę swą rodzoną siostrę, powie do
niej: „Chodź, idziemy za nasz naród”.
Bóg przyjmuje również ofiarę Siostry Emanueli Kalb. Wiele
razy okazywał mi Pan Przenajświętszą Krew Swoją płynącą daremnie dla
tak wielkiej liczby dusz. Z dziwną boleścią duszy zbierałam tę Krew
Przenajdroższą. Wreszcie pewnego ranka stanął przede mną Pan Jezus. W
ręku trzymał Przenajświętsze Serce Swoje, a poprzez palce spływała z
tego Najświętszego Serca Przenajświętsza Krew obficie. Pan rzekł do
mnie: „Patrz – oto ostatni krzyk miłości. Oddaję ci Moją Krew.
Wylewaj Ją nieustannie na twój naród, na Mój naród, szafuj hojnie, nie
żałuj, ofiaruj ją nieustannie Ojcu Mojemu za nawrócenie Izraela. Czynię
cię szafarką Mojej Krwi. Nie zabraknie ci teraz cierpień. Nie bój się.
Im bardziej będziesz Mi oddana, tym więcej ogarniać cię będzie Miłość
Moja”.
W
innym miejscu Chrystus mówi do żydowskiej zakonnicy. „Twoją misją jest:
wielką wiarą i gorejącą miłością wynagrodzić Mi za nardów twój, który
wzgardził Mną, nie chcąc uznać we Mnie swego Mesjasza”. Siostra Emanuela
zapisuje w swym „Dzienniku” specjalną modlitwę zatytułowaną koronką za nawrócenie Izraela, z natchnienia Bożego do codziennego odmawiania, składającą się z powtarzanego na małych paciorkach wezwania: Przepuść, Panie, przepuść ludowi Twojemu.
Siostra Emanuela Kalb, niczym żertwa ofiarna na ołtarzu, cała poświęca się i wyniszcza w tej upragnionej intencji: Jezu,
ponad wszystkie rozkosze, jakich mogłabym zażywać, wybieram: być
całopalną ofiarą w złączeniu z Tobą. Przeżyłam – nie zmysłami lecz
umysłem - złączenie z Ukrzyżowanym. Rodzić dusze w cierpieniu! Na ziemi
zresztą nie pragnę innej miłości. On jest ‘Oblubieńcem Krwi’. Dusze
poślubione miłości Boga – Chrystus ich Oblubieńcem. Łączą się z Nim,
rodzą dusze do wieczności. Jeżeli celu tego nie osiągną przez ścisłe
zjednoczenie z Bogiem, są bezpłodne; ich życie mija się z celem. Dawanie
życia połączone jest z cierpieniem. (…) Cierpienie wtedy ma
wielką wartość, gdy ofiarowane jest tylko Panu Jezusowi, w złączeniu z
Jego Męką, jako zupełnie czysty dar (...) Bez wielkiej ofiarności, bez
wielkiego cierpienia nie ma wielkiej miłości. (...) Wycierpiałam
wszystko, zdaje mi się, co człowiek może na ziemi wycierpieć. Niech
będzie za to Bóg uwielbiony! (...) Tak, warto cierpieć, warto ofiarować
życie dla sprawy większej niż życie samo, zasługującej przeto, by
wszystkie siły dla niej wyczerpać.
Jeszcze
przed wstąpieniem do zakonu, lecz już po dostąpieniu łaski sakramentu
Chrztu Świętego Kalb intensywnie wspierała swego brata i siostrę w ich
drodze ku katolicyzmowi. W czasie II wojny światowej Służebnica Boża
przygotowała też do chrztu 11 Żydów, którzy o to poprosili. Zdecydowanej
większości z nich udało się przeżyć niemiecką okupację.
„Czy zgodzisz się przyjąć pokusy niewiary, aby inni uwierzyli?” – zapytał ją kiedyś Chrystus. Tak,
Jezu, aby inni uwierzyli, aby Ciebie na wieki kochali, chcę wycierpieć
te okrutne pokusy niewiary, które są mi już znane. Lecz Ty znasz moją
słabość, wspieraj mnie, bym sama nigdy nie zwątpiła – odpowiada żydowska zakonnica.
Pod
koniec życia siostra Emanuela złożyła się Panu w ofierze, również w
innej swej wielkiej intencji, za kapłanów, by wynagradzać za ich
niewierności oraz wypraszać łaskę świętości dla nich. Zachęcał ją do
tego Sam Odkupiciel. Oto jak relacjonuje to mistyczka: Naraz Pan
Jezus stanął przed oczyma mej duszy. Patrzę, z oczu płyną Mu łzy. Jezu! –
wołam w męce ducha. – „To kapłani zdradzają swoje kapłaństwo. To krwawe
łzy Moje z Ogrójca. Za wybranie, za miłość – odrzucenie, niewiara.
Pomóżcie, bo zginą! Nie przestałem ich miłować. Ratujcie ich, ofiarujcie
za nich całe Moje życie, całą Moją mękę! Jestem stale we wszystkich
Mszach Świętych jako Żertwa przed Ojcem. Bierzcie z tych skarbów!
Łączcie się ze Mną! Ofiarujcie się, wynagradzajcie za zniewagi, módlcie
się za kapłanów! (…) Chcę, byś Mi pomogła dźwigać cierpienia, bo bardzo
cierpię za grzechy. Dziecko Moje, tobie powierzyłem ciężar grzechów
niewiernych kapłanów. Módl się i cierp wraz ze Mną. Nie lękaj się. Nic
ponad siły. Niech cię wspiera myśl, że cierpisz razem ze Mną. Jedno
tylko zachowaj sumiennie: „Milczeć i cierpieć!”. Panie mój - odpowie siostra. Emanuela - jeżeli
trzymasz mnie przy Sobie, zupełnie w Sobie, to przecież będę mogła u
Ciebie wszystko uprosić, zwłaszcza, gdy proszę Cię tak stale, tak
usilnie za kapłanów, którzy od Ciebie odeszli, by wrócili, przeprosili
Ciebie.
Chce Pan, by dusze wierne zechciały przez żarliwą modlitwę i wynagrodzenie błagać o nawrócenie kapłanów – zapisze Służebnica Boża, by w innym miejscu dodać: Wszystko jest owocem modlitwy.
Siostra
Emanuela Kalb zawsze z otwartym sercem przyjmowała każde zaproszenie
Swego Oblubieńca do podjęcia wysiłku współpracy z Nim w dziele rodzenia
dusz dla Królestwa Bożego, poprzez modlitwę, ofiarę, wynagradzanie,
niesienie im duchowej pomocy. „Czy chcesz przyjąć na siebie pokusy dusz słabych, które by w nich uległy, gdyby nie twoja pomoc?” – zapytał ją kiedyś Chrystus. Jezu, chcę wszystko wycierpieć, byłeś Ty był kochany – odpowiada natychmiast zakonnica.
Uczułam,
że jestem bardzo głodna. Nic nie znaczyło, że normalnie przyjmowałam
posiłek w refektarzu. Głód był tak dotkliwy, że formalnie skręcał mi
wnętrzności. Ach kraść, kraść w szkole, w kancelarii, gdziekolwiek i
kupić coś do jedzenia, zakupić chleba, bułek, całą piekarnię wykupić,
byle ten głód nasycić! Parę tygodni męczył mnie ten głód nieopisany,
wraz z ciężką pokusą kradzieży. Pewnego dnia ujrzałam w duchu jakiegoś
młodego człowieka, porządnie ubranego, lecz bardzo mizernie
wyglądającego. – „Widzisz tego człowieka? Oto bezrobotny, którego
zatrzymałaś nad brzegiem występku”. Wnet popadłam znowu w ciężkie pokusy
przeciw powołaniu zakonnemu. Dręczyły mnie z taką siłą, że już
powiedziałam spowiednikowi, ze opuszczę zakon. Dręczyły mnie z taką siłą
(…) i nie ustawały. Przetrwałam w tym utrapieniu mniej więcej trzy
tygodnie. Naraz ujrzałam jakąś pracownię krawiecką. Dziewczęta pracowały
przy stołach, a wśród nich młoda i bardzo miła zakonnica. – „Widzisz tę
siostrę? Gdyby nie twoje cierpienia, opuściłaby swój zakon i zgubiłaby
się w świecie”. Ach siostro, wyrzekłam mimo woli, gdybyś wiedziała, ile
za ciebie cierpiałam! – relacjonuje mistyczka.
Służebnica Boża Emanuela odznaczała się wielkim umiłowaniem Eucharystii. Jak Bóg cię ukochał, niech ci powie Eucharystia – pisała. Boże
mój, cóż znaczą wszystkie najwznioślejsze łaski modlitwy,
najwspanialsze zachwyty, wobec jednej Komunii Eucharystycznej! Tu jest
takie zjednoczenie, takie wchłonięcie naszej istoty przez Boga, że
stajemy się Nim, jedno, nierozdzielne. (...) Zrozumiałam, że nasze małe
wysiłki, gdy podczas Mszy św. kładziemy je na ołtarzu, gdzie Chrystus,
Ofiara jest obecny, nabierają nieskończonej wartości’. "Czy nie wiesz – pouczał ją Pan - że
ofiarując Mi Syna Mego, Jego życie, Jego Mękę i śmierć, ofiarujesz Mi
więcej, niż którykolwiek z największych świętych Starego Testamentu mógł
Mi ofiarować? Gdy ofiarujesz Mi tę Przenajświętszą Ofiarę, nie mogę
wówczas powiedzieć: „Zostaw Mnie w spokoju” (Wj 32,10).Kto w imię Jego
prosi, nigdy nie prosi nadaremno – czytamy w zapiskach siostry kanoniczki Ducha Świętego.
Od
1957 roku aż do końca swych ziemskich dni Siostra Emanuela przebywała w
krakowskim klasztorze, włączając się, na ile mogła, w życie i pracę
wspólnoty. W Zgromadzeniu Sióstr Kanoniczek Ducha Świętego przeżyła 59
lat.
Zmarła
w opinii świętości 18 stycznia 1986 roku w Krakowie, w 67-rocznicę
przyjęcia sakramentu Chrztu i włączenia we wspólnotę Kościoła.
W
latach 2001-2003 przeprowadzono jej proces beatyfikacyjny na szczeblu
diecezjalnym. Dnia 13 maja 2005 roku w Kongregacji do spraw
Kanonizacyjnych rozpoczął się etap rzymski procesu. 14 grudnia 2015 roku
Franciszek zezwolił na ogłoszenie dekretu o heroiczności jej życia i
cnót. Odtąd przysługuje jej w Kościele tytuł Czcigodnej Służebnicy
Bożej.
„Ty musisz zostać świętą! – powiedział jej kiedyś Pan i dodał: Chcę przypomnieć światu, że Kościół jest powszechny”.
Całe życie Służebnicy Bożej, Siostry Emanueli Kalb, tej wciąż tak mało
jeszcze znanej, wspaniałej córki Kościoła, a zarazem niezwykłej córki
narodu żydowskiego, dla którego tak bardzo pragnęła, „by poznał on
Światło Prawdy, którą jest Chrystus”, jest dla nas wszystkich wielkim
wyzwaniem, ale zarazem i zaproszeniem, aby odświeżyć w sobie ducha
wdzięczności za darmo nam daną łaskę wiary oraz Sakrament Chrztu
Świętego, wszczepiający nas w Mistyczne Ciało Chrystusa, a także, by
odkurzyć nieco już zapomniany, w jego nieocenzurowanej wersji, Akt Poświęcenia Rodzaju Ludzkiego Najświętszemu Sercu Jezusowemu (encyklika Annum Sacrum napisana
w roku narodzin Chaje Kalb - 1899), autorstwa wielkiego papieża Leona
XIII, i modlić się do Pana za wstawiennictwem Sł. B. Emanueli Kalb i św.
Teresy Benedykty od Krzyża: "Wejrzyj okiem miłosierdzia swego na
synów tego narodu, który niegdyś był narodem szczególnie umiłowanym.
Niechaj spłynie i na nich, jako zdrój odkupienia i życia, ta Krew,
której oni niegdyś wzywali na siebie. Zachowaj Kościół swój, o Panie;
użycz mu bezpiecznej wolności. Użycz wszystkim narodom spokoju i ładu.
Spraw aby ze wszystkiej ziemi od końca do końca jeden brzmiał głos:
Chwała bądź Bożemu Sercu, przez które stało się nam zbawienie. Jemu
cześć i chwała na wieki. Amen".
***
„Czy wiesz, co cię czeka?”.
Ujrzałam nagle jakąś dziwną jasność, jakieś piękno niewypowiedziane,
jakąś rozkosz niepojętą, ale to było jakoby tło. Wśród tej niepojętej
szczęśliwości był Bóg. I On objął, ogarnął duszę w niewypowiedzianym
uścisku Miłości. To trwanie w uścisku Miłości Boga jest właściwą istotą
Nieba. Tu język ludzki nic nie wypowie. Tylko słowa świętego Pawła
Apostoła można zastosować: Ani oko nie widziało, ani ucho nie
słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć, jak wielkie rzeczy
przygotował Bóg tym, którzy Go miłują...". (Sł. B. Emanuela Kalb "Dziennik")
Siostro Emanuelo, módl się za nami i za swoim narodem!