Nauczanie Kościoła zachęcające do czystości
przedmałżeńskiej traktowane jest z przymrużeniem oka, jak jakiś
przeżytek z dawnych lat. Wokół niego narosło też mnóstwo mitów i bardzo
często spotyka się z niezrozumieniem. Nawet wiele szlachetnych osób,
które chcą zbudować piękny związek z drugą osobą, nie pojmuje dlaczego
księża zabraniają im najbardziej czułego okazywania uczuć.
Kościół nie przeciwstawia się seksowi przed ślubem
dlatego, że to jest rozpusta, dlatego że powinien on służyć tylko
prokreacji czy też po to by w ten sposób sprawować rząd dusz nad ciemnym
ludem. Kościół zachęca do wstrzemięźliwości po to aby pomóc człowiekowi
zrealizować w życiu największą miłość.
Kluczowe do zrozumienia o co w ogóle chodzi z tą
czystością przed ślubem jest to jak definiujemy małżeństwo. Jeśli
traktowałbym je jako niewiele znaczący papierek, pustą formalność, która
nic nie zmienia w moim życiu, pewnie nie widziałbym nic złego jeśliby
kochająca się para współżyłaby przed ślubem. Małżeństwo, jeśli
podchodzimy do niego odpowiedzialnie, staje się jednak czymś wyjątkowym i
świętym. Po pierwsze w wymiarze duchowym jest to sakrament czyli
związek do którego wpuszczamy Pana Boga i który on błogosławi. Po drugie
tylko w małżeństwie możemy zrealizować marzenia o pięknej, pełnej,
głębokiej miłości na całe życie. Nasze uczucia ulegają wahaniom i
zmianom, po pewnym czasie mija okres zauroczenia partnerem. Z miłością
muszą więc wiązać się nie tylko uczucia ale też decyzja, że będę starał
się budować związek z drugą osobą choćby nie wiadomo co się stało.
Zestarzejemy się i przestaniemy być dla siebie atrakcyjni fizyczni,
ciężko zachorujesz, doznasz wypadku. Nie ważne. Będę przy Tobie i będę
Cię kochał. W przypadku małżeństwa decyzja ta przybiera formę
uroczystego przyrzeczenia złożonego w obecności Boga, członków rodziny
swojej i małżonka, przyjaciół.
Nie tylko małżeństwo ale też i seks może stać się czymś przepięknym i
wyjątkowym jeśli tylko podejdziemy do niego w odpowiedni sposób. Jest
to najbardziej intymny, najbardziej czuły sposób okazywania uczucia
drugiej osobie. Dlatego nie warto go zepsuć. Sam chciałbym żeby taki
sposób okazywania uczuć, taka więź łączyła mnie tylko z jedną osobą na
świecie. Jeśli współżyłbym z różnymi dziewczynami, nawet tylko z dwoma
czy trzema, to potem seks z tą jedną wybraną nie byłby już czymś
magicznym, czymś tylko "naszym", tylko czymś co już mi trochę
spowszedniało. Może technicznie byłbym bardziej "doświadczony" i w
wymiarze fizycznym umiał zadbać o większa przyjemność dla siebie i
partnerki, ale w wymiarze całościowym, duchowym seks byłby już z czegoś
odarty.
Z pewnością dużo osób w tym momencie powie: „Zaraz,
ale przecież można współżyć tylko z jedną osobą a potem wziąć z nią
ślub. Przecież często czujemy, że to jest właśnie „TO”, że to jest ta
osoba z którą chcemy spędzić resztę życia, być może już się nawet
zaręczyliśmy. Dlaczego jeszcze wtedy zabrania się nam okazywania uczuć w
najpełniejszy sposób? Przecież ja tak niesamowicie kocham moją
dziewczynę, że chciałbym jej to okazać najmocniej jaki potrafię.” Za
chęcią rozpoczęcia współżycia często stoją bardzo szlachetne pobudki.
Ale tu właśnie czyha na nas wielka pułapka.
O tym, że spotkało się najwspanialszą osobę na
ziemi, bez której nie wyobrażamy sobie życia przekonanych jest mnóstwo
osób. Każdy zakochany będzie uważał też, że inni to może tak mówią na
wyrost, ale mój związek to jest naprawdę czymś wyjątkowym, cudownym,
niesamowitym, czymś na zawsze. Niestety w rzeczywistości nawet
najpiękniejsze związki się rozpadają. Często okazuje się, że druga osoba
nie podziela naszych uczuć, czy też że jak mija pierwsze zauroczenie to
przekonujemy się, że zupełnie do siebie nie pasujemy. Sądzę, że każdy z
nas ma znajomych, którzy przeżyli zawody miłosne, rozstania, być może
nawet wielokrotnie. Wielką naiwnością jest sądzenie, że to nie ma szans
stać się i naszym udziałem. Dopiero małżeństwo, uświęcenie naszej
relacji poprzez sakrament i wpuszczenie do niej Boga, podjęcie
odpowiedzialnej decyzji i zakomunikowanie jej w formie uroczystej
przysięgi, zwiększa szanse na trwałość związku.
Jeśli chce się żeby seks łączył mnie tylko z jedną,
ukochaną osobą, to warto poczekać z nim do ślubu. Podejmując współżycie
seksualne wcześniej możemy dać się strasznie zranić, mogą rozpaść się
nam nasze ideały, marzenia, wszystko w co wierzyliśmy, gdy tylko okaże
się, że jednak trzeba będzie się rozstać.
Co więcej tylko w obrębie małżeństwa ma
zastosowanie dla współżycia zasada proporcjonalności gestu i więzi. Ks.
Marek Dziewiecki tłumaczył ją w następujący sposób: „Każdego mogę na
ulicy pozdrowić, ale nie do każdemu podam rękę, tylko temu kogo znam
osobiście. Nie każdego przytulam, do tego potrzeba jeszcze bliższej
więzi. A współżyjemy tylko z kimś z kim mam najsilniejszą więź na
świecie, mianowicie tylko z Tobą i na zawsze. Bo jeżeli nie tylko z
Tobą, albo z Tobą ale nie na zawsze, no to jest mniejsza więź niż
największa.”
Czystość przedmałżeńska oprócz późniejszego
uświęcenia seksu przynosi też wiele innych korzyści. Dzięki niej uczymy
się rozmawiać z drugą osobą, poznawać jej zainteresowania i potrzeby,
kreatywnie spędzać razem czas, wyrażać uczucia na tysiące różnych
sposobów. Jednym słowem uczymy się stawiać na pierwszym miejscu miłość a
nie seksualność.
Zachowywanie czystości nie tylko pomaga nam w
przygotowaniu się do budowania najpiękniejszej miłości, ale pozwala też
uniknąć wielu zagrożeń. Współżycie seksualne w pewien sposób ogranicza
nam wolność. Jeśli już się z kimś współżyło to, zwłaszcza w przypadku
dziewczyn, wypacza to percepcję związku, partnera. Czuje się wtedy pewną
fizyczną więź z drugą osobą, ma się poczucie, że skoro już weszło się z
nią na najbardziej intymny stopień relacji to ten związek trzeba
kontynuować. Często przymyka się wtedy oczy nawet na największe wady
drugiej osoby, co w dłuższej perspektywie czasu może przynieść tragiczne
skutki.
Jeśli współżyjemy przed ślubem, to oddzielamy seks
od instytucji małżeństwa. A skoro seks w naszej świadomości i sumieniu
przestaje być czymś jednoznacznie przypisanym do małżeństwa, to nie
dość, że skutkuje to tym, że małżeństwo traci element swojej
wyjątkowości to jeszcze oznacza to, że jak już je zawrzemy będziemy
musieli liczyć się z ryzykiem zdrady, rozwodu i zmiany partnera.
W końcu seks zawsze wiąże się z możliwością
poczęcia dziecka. Nawet jeśli się „zabezpieczamy” albo stosujemy metody
naturalne to takie „ryzyko” zawsze istnieje. Nikt nie wymyślił jeszcze
metody, która dawałaby 100% gwarancji, że się nie zajdzie w ciążę. Młode
pary z reguły są kompletnie nie przygotowane na przyjęcie potomstwa i
gdy dziewczyna zachodzi w ciąże powstają dramaty: zawierane są śluby pod
presją rodziny czy impulsu; młodzi muszą całkowicie zreorganizować
sobie życie, zrezygnować ze studiów, pójść do pracy, porzucić marzenia.
Nie wspominając o sytuacjach w których chłopak ucieka od
odpowiedzialności i porzuca dziewczynę czy też para decyduje się na
dokonanie aborcji.
„Wszystko pięknie, ale co jeśli po tylu
wyrzeczeniach spotka mnie po ślubie niemiła niespodzianka i okaże się,
że z moim małżonkiem kompletnie jesteśmy do siebie niedopasowani
seksualnie? To trochę tak jakbym kupował kota w worku!” mogłaby
powiedzieć niejedna osoba. Otóż po pierwsze wielu specjalistów uważa, że
niedopasowanie seksualne jest mitem. Po drugie musimy mieć świadomość,
że w każdym związku będzie pojawiało się bardzo wiele przeszkód. Sfera
seksualna to nie jedyny obszar gdzie mogą i gdzie z pewnością będą
pojawić się konflikty. Mąż może lubić długo spać, a żona być
skowronkiem. Małżonkowie mogą lubić inną kuchnię. Jedna osoba może być
pedantyczna, a druga bałaganiarzem. Cała sztuka budowania związku to
rozmawiać i z miłością i szacunkiem starać się pokonywać pojawiające się
problemy, których po prostu nie da się uniknąć. Po trzecie seks w
związku jest szalenie ważny, ale nie najważniejszy. Najważniejsza jest
miłość. Jeśli małżonkowie się bardzo kochają, to nawet jak sfera
seksualna będzie kuleć, to oni i tak mogą być szczęśliwi, mogą dzielić
się uczuciami i radością bycia z sobą.
Nauka Kościoła dotycząca seksualności jest
przeznaczona dla wszystkich ludzi, którzy mają mentalność zwycięzców i
nie chcą się zadawalać namiastkami, tylko pragną największej możliwej
miłości. Nie jest ona pustą teorią, ale czymś co znajduje potwierdzenie w
obserwacjach ludzi, którzy się nią kierują, a także w badaniach
naukowych. Tylko ostatnio amerykańscy naukowcy z Brigham Young
University's School of Family Life w bardzo obszernym badaniu 2035
małżeństw odkryli, że parom, które zachowywały czystość aż do ślubu
udało się osiągnąć o 22% stabilniejsze relacje, o 20% większą
satysfakcja ze związku, o 12% lepszą wzajemną komunikację i o 15% wyższą
satysfakcję z seksu niż tym, które rozpoczęły współżycie na wczesnym
etapie relacji. Chyba każdy pragnie aby jego związek był jak najbardziej
stabilny, by mieć z niego jak największą radość i by był jak
najpiękniejszy. Może warto postępować tak, aby to stawało się naszym
udziałem?
Zbigniew Kaliszuk