Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Intronizacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Intronizacja. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 8 czerwca 2025

„Christus vincit!” – Narodowy Orszak Chrystusa Króla przeszedł ulicami Krakowa

 CHRYSTUS DO ROZALII CELAKÓWNY. POLSKA WYPEŁNI ...

„Christus vincit!” – Narodowy Orszak Chrystusa Króla przeszedł ulicami Krakowa

Ulicami Krakowa przeszło parę tysięcy osób, które oddały hołd Chrystusowi Królowi i upomniały się do władz duchownych oraz państwowych o uznanie obowiązku przyjęcia Jego panowania nie tylko w życiu prywatnym, ale także publicznym. Narodowy Orszak Chrystusa Króla odbył się w tym roku pod hasłem: CHRYSTUS KRÓL NASZA NADZIEJA!

Jak przypominają organizatorzy, Pan Jezus wypowiedział do służebnicy Bożej Rozalii Celakówny następujące słowa: Polska nie zginie o ile przyjmie Chrystusa za Króla w całym tego słowa znaczeniu, jeżeli się podporządkuje pod Prawo Boże, pod prawo Jego miłości. inaczej, nie ostoi się. Znaczenie królowania Chrystusa w sercach, ale również w państwie i w prawodawstwie zgodnie podkreślali wszyscy uczestnicy krakowskiego marszu.

Wydarzenie rozpoczęło się od Mszy Świętej w sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach o godz. 12:00. Po Mszy odczytano list prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Andrzeja Dudy skierowany do uczestników marszu. Następnie rozpoczęto formowanie Narodowego Orszaku Chrystusa Króla, z relikwiami, figurami Chrystusa Króla, obrazami i sztandarami. Na miejscu obecnych było około 150 relikwii Świętych.


Organizatorem orszaku było Ogólnopolskie Dzieło Intronizacji Jezusa Chrystusa Króla, a obecni byli przedstawiciele licznych organizacji, w tym m.in. Wojownicy Maryi, Męski Różaniec, Żołnierze Chrystusa, Bractwo Kurkowe, Ruch Narodowy, Młodzież Wszechpolska, Centrum Życia i Rodziny, Instytut Ordo Iuris i Stowarzyszenie im. Księdza Piotra Skargi.

Orszak przeszedł obwodnicą Krakowa, a następnie ulicami Podgórza i Kazimierza dotarł do siedziby królów polskich – na Wawel. Po drodze zmówiono wszystkie trzy części Różańca i śpiewano pieśni religijne. Narodowy Orszak Chrystusa Króla wkroczył na Wawel z pieśnią Christus vincit, Christus regnat, Christus imperat! Na dziedzińcu zamkowym odbyła się ostatnia modlitwa, zaś w katedrze wawelskiej zorganizowano adorację Pana Jezusa Chrystusa Króla ukrytego w Najświętszym Sakramencie.

RELACJA WIDEO WKRÓTCE W PCh24 TV.

sobota, 18 stycznia 2025

ZAPROSZENIE NA KONGRES DLA SPOŁECZNEGO PANOWANIA CHRYSTUSA KRÓLA WARSZAWY...

I CZĘŚĆ Otwarcie – Krystyna Kiwacz, Igor Nadolski Ks. Abp Andrzej Dzięga, przywitanie, modlitwa, błogosławieństwo. Ks. Łukasz Kadziński – „Pokuta droga do Intronizacji”. P. Rafał Piech –„ Jezus Chrystus Król- ratunek dla Polski i Świata” Ks. Jan Andrzejewski- „Miejsce Chrystusa Króla we Mszy Św. klasycznego rytu rzymskiego”. P. Grzegorz Braun –„Tysiąclecie Korony Królestwa Polskiego (1025 – 2025) –zamkniecie tematu, czy nowe otwarcie”?

II CZĘŚĆ Ks. Prof. Tadeusz Guz –„ Istota przesłania IV Międzynarodowego Kongresu o Panu Jezusie Chrystusie jako Królu (Poznan1937)” Ks. dr Wiesław Pęski –„ Chrystus Król – Święty i Niepojęty” Ks. Tomasz Jochemczyk – „Przezywanie piękna Mszy Trydenckiej”. Ks. prof. Stanisław Koczwara -„ Idea Chrystusa Króla Polski jako oręż w obronie realizmu Boga w historii” Ks. Marek Bak – „Intronizacja – potrzeba i konieczność w życiu indywidualnym i społecznym człowieka wierzącego”.

Część artystyczna Grzegorz Domżalski poezja Michał Niemiec – oprawa muzyczna

poniedziałek, 25 listopada 2024

Prezydent Rafał Piech -Intronizacja Chrystusa Króla Polski to Jedyny ratunek dla Polski

 

Nieśmiertelny Królu Wieków, Panie Jezu Chryste, nasz Boże i Zbawicielu! W Roku Jubileuszowym 1050-lecia Chrztu Polski, w roku Nadzwyczajnego Jubileuszu Miłosierdzia, oto my, Polacy, stajemy przed Tobą [wraz ze swymi władzami duchownymi i świeckimi], by uznać Twoje Panowanie, poddać się Twemu Prawu, zawierzyć i poświęcić Tobie naszą Ojczyznę i cały Naród.

Wyznajemy wobec nieba i ziemi, że Twego królowania nam potrzeba. Wyznajemy, że Ty jeden masz do nas święte i nigdy nie wygasłe prawa. Dlatego z pokorą chyląc swe czoła przed Tobą, Królem Wszechświata, uznajemy Twe Panowanie nad Polską i całym naszym Narodem, żyjącym w Ojczyźnie i w świecie.

Pragnąc uwielbić majestat Twej potęgi i chwały, z wielką wiarą i miłością wołamy:
Króluj nam Chryste!
– W naszych sercach – Króluj nam Chryste!
– W naszych rodzinach – Króluj nam Chryste!
– W naszych parafiach – Króluj nam Chryste!
– W naszych szkołach i uczelniach – Króluj nam Chryste!
– W środkach społecznej komunikacji – Króluj nam Chryste!
– W naszych urzędach, miejscach pracy, służby i odpoczynku – Króluj nam Chryste!
– W naszych miastach i wioskach – Króluj nam Chryste!
– W całym Narodzie i Państwie Polskim – Króluj nam Chryste!

Błogosławimy Cię i dziękujemy Ci Panie Jezu Chryste:
– Za niezgłębioną Miłość Twojego Najświętszego Serca –
Chryste nasz Królu, dziękujemy!

– Za łaskę chrztu świętego i przymierze z naszym Narodem zawarte przed wiekami – Chryste nasz Królu, dziękujemy!
– Za macierzyńską i królewską obecność Maryi w naszych dziejach –
Chryste nasz Królu, dziękujemy!

– Za Twoje wielkie Miłosierdzie okazywane nam stale –
Chryste nasz Królu, dziękujemy!

– Za Twą wierność mimo naszych zdrad i słabości –
Chryste nasz Królu, dziękujemy!

Świadomi naszych win i zniewag zadanych Twemu Sercu przepraszamy za wszelkie nasze grzechy, a zwłaszcza za odwracanie się od wiary świętej, za brak miłości względem Ciebie i bliźnich. Przepraszamy Cię za narodowe grzechy społeczne, za wszelkie wady, nałogi i zniewolenia. Wyrzekamy się złego ducha i wszystkich jego spraw.

Pokornie poddajemy się Twemu Panowaniu i Twemu Prawu. Zobowiązujemy się porządkować całe nasze życie osobiste, rodzinne i narodowe według Twego prawa: – Przyrzekamy bronić Twej świętej czci, głosić Twą królewską chwałę –
Chryste nasz Królu, przyrzekamy!
– Przyrzekamy pełnić Twoją wolę i strzec prawości naszych sumień – Chryste nasz Królu, przyrzekamy!
– Przyrzekamy troszczyć się o świętość naszych rodzin i chrześcijańskie wychowanie dzieci – Chryste nasz Królu, przyrzekamy!
– Przyrzekamy budować Twoje królestwo i bronić go w naszym narodzie –
Chryste nasz Królu, przyrzekamy!
– Przyrzekamy czynnie angażować się w życie Kościoła i strzec jego praw
Chryste nasz Królu, przyrzekamy!

Jedyny Władco państw, narodów i całego stworzenia, Królu królów i Panie panujących! Zawierzamy Ci Państwo Polskie i rządzących Polską. Spraw, aby wszystkie podmioty władzy sprawowały rządy sprawiedliwie i stanowiły prawa zgodne z Prawami Twoimi.

Chryste Królu, z ufnością zawierzamy Twemu Miłosierdziu wszystko, co Polskę stanowi, a zwłaszcza tych członków Narodu, którzy nie podążają Twymi drogami. Obdarz ich swą łaską, oświeć mocą Ducha Świętego i wszystkich nas doprowadź do wiecznej jedności z Ojcem.

W imię miłości bratniej zawierzamy Tobie wszystkie narody świata, a zwłaszcza te, które stały się sprawcami naszego polskiego krzyża. Spraw, by rozpoznały w Tobie swego prawowitego Pana i Króla i wykorzystały czas dany im przez Ojca na dobrowolne poddanie się Twojemu panowaniu.

Panie Jezu Chryste, Królu naszych serc, racz uczynić serca nasze na wzór Najświętszego Serca Twego.

Niech Twój Święty Duch zstąpi i odnowi oblicze ziemi, tej ziemi. Niech wspiera nas w realizacji zobowiązań płynących z tego narodowego aktu, chroni od zła i dokonuje naszego uświęcenia.

W Niepokalanym Sercu Maryi składamy nasze postanowienia i zobowiązania. Matczynej opiece Królowej Polski i wstawiennictwu świętych. Patronów naszej Ojczyzny wszyscy się powierzamy.

Króluj nam Chryste! Króluj w naszej Ojczyźnie, króluj w każdym narodzie – na większą chwałę Przenajświętszej Trójcy i dla zbawienia ludzi. Spraw, aby naszą Ojczyznę i świat cały objęło Twe Królestwo: królestwo prawdy i życia, królestwo świętości i łaski, królestwo sprawiedliwości, miłości i pokoju

Modlitwa do Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata
kard. Adama Stefana Sapiehy (1927 r.)

O Jezu, Władco serc naszych i Królu wieków nieśmiertelny, przyrzekamy Ci uroczyście, że przy tronie Twoim i przy Osobie Twojej wiernie stać będziemy. Przyrzekamy Ci, że nieskalanego sztandaru Twojego nie splamimy, że chorągwi Twojej nie zdradzimy ani niedowiarstwem, ani sekciarstwem, ani żadnym odstępstwem.
Ślubujemy Ci, że w wierze świętej katolickiej aż do śmierci wytrwać pragniemy.

Niech dzieci nasze piszą na grobach naszych, żeśmy się nigdy Ciebie, Jezu Królu i Twojej Ewangelii nie wstydzili.
Króluj w sercach naszych przez łaskę.
Króluj w rodzinach przez cnoty rodzinne.
Króluj w szkołach przez prawdziwie katolickie wychowanie.

Króluj w społeczeństwie przez sprawiedliwość i zgodę wzajemną.
Władaj wszędzie, zawsze i bezustannie.
Niech sztandar Twój powiewa nad nami wszystkimi, a
Królestwo Twoje niechaj ogarnie całą nasza ziemię! Amen

„Królestwo prawdy i życia”. Ulicami polskich miast przeszły Orszaki Chrystusa Króla

 

„Królestwo prawdy i życia”. Ulicami polskich miast przeszły Orszaki Chrystusa Króla

(Orszak Chrystusa Króla w Warszawie, fot. PAP/Rafał Guz)

W niedzielę ulicami wielu polskich miast przeszły Orszaki Chrystusa Króla. Wydarzenia miały charakter pokutny i modlitewny, a organizatorzy podkreślali, że Jezus Chrystus jest Królem Wszechświata.

Orszaki Chrystusa Króla to oddolna inicjatywa organizowana oddolnie przez różne środowiska katolickie, a także wspólnoty modlitewne skupione m.in. w grupie Zjednoczeni 2022. Hasło tegorocznych Orszaków brzmiało: „Zjednoczeni pod sztandarem Chrystusa Króla”. Organizatorzy wskazywali na konieczność nieustannego przypominania, że Jezus Chrystus jest Królem Wszechświata, a także stałego działania na rzecz budowania Polski Chrystusowej – Królestwa Jezusa Chrystusa Króla w naszej Ojczyźnie.

Warszawski Orszak Chrystusa Króla wyruszył z archikatedry św. Jana Chrzciciela na Starym Mieście. Podczas Mszy świętej rozpoczynającej wydarzenie, ks. prof. Marek Chmielewski przypominał, że Chrystus jest Królem, który oddaje życie za każdego z nas.


– Przybywamy do naszych świątyń, by dziękować Panu Bogu za Jego królestwo. Ale jednocześnie chcemy wielbić naszego Chrystusa, który jest Królem, Królem niezwykłym, Królem opiekującym się swoim ludem, Królem, który oddaje życie za każdego z nas – wskazał ks. prof. Chmielewski.

Kapłan dodał, że nikt nie powinien się lękać Chrystusowego królowania. – On stojąc przed Piłatem przypomniał, że to nie jest królestwo z tego świata, ale jest na tym świecie królestwo, które przenika wszystkie jego struktury. Wszakże On jest Panem Wszechświata – podkreślał kaznodzieja w trakcie kazania.

Po zakończeniu Mszy świętej wszyscy uczestnicy Orszaku Chrystusa Króla w modlitwie przeszli na Plac Zamkowy i zatrzymali się przed Kolumną Zygmunta. Tam przedstawiona postać Zygmunda III Wazy wyposażona jest w rycerską zbroję oraz krzyż. Jak wskazał ks. prof. Marek Chmielewski, jest to znak dla współcześnie rządzących Polską.

Następnie Orszak wyruszył w kierunku katedry warszawsko-praskiej pw. św. Michała Archanioła i św. Floriana, gdzie Mszę świętą wieńczącą całe wydarzenie odprawił bp Romuald Kamiński.

Podobne Orszaki odbyły się m.in. we Wrocławiu, Przemyślu, Olsztynie, a także Szczecinie oraz Gdańsku i Krakowie.

Podczas Mszy świętej w Przemyśli, bp Stanisław Jamrozek mówił, że aby Jezus Chrystus królował w ludzkich sercach, musimy przyjąć Jego Ewangelię do naszego życia.

– Starajmy się żyć w naszych rodzinach jak najpiękniej, miłując się, przebaczając sobie, angażując się także w sprawy doczesne. Rodzice niech się troszczą o jak najlepsze wychowanie chrześcijańskie swoich dzieci, niech bronią dzieci przed złem, niech mają odwagę sprzeciwić się złu, jeśli świat to zło proponuje. A dzisiaj mamy wiele takich propozycji zła, które chciano by nam narzucić. Rodzice mają jako pierwsi prawo do wychowania swoich dzieci. Niech będą też zawsze otwarci na przekazywanie życia – wskazywał hierarcha.

 

Źródło: gosc.pl, KAI

WMa

niedziela, 24 listopada 2024

 

W Krakowie i Warszawie odbędą się główne obchody 8. rocznicy proklamacji Jubileuszowego Aktu Przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana

W przypadającą dziś Uroczystość Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata odbędą się obchody 8. rocznicy proklamacji Jubileuszowego Aktu Przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana. Główne uroczystości odbędą się w Krakowie i Warszawie.

W świętowanie włączy się też sześć innych miejscowości: Szczecin, Olsztyn, Gdańsk, Przemyśl, Katowice i Wrocław.

W wielu miejscach nastąpi odnowienie Aktu, a ulicami miast przejdą orszaki pod hasłem: „Zjednoczeni pod sztandarem Chrystusa Króla”.

Przewodniczący zarządu i rady Ogólnopolskiego Dzieła Intronizacji Jezusa Chrystusa Króla, prof. Andrzej Flaga, przypomniał na antenie Radia Maryja, że celem Aktu jest uznanie z wiarą Jezusa, a także zawierzenie Mu życia osobistego, rodzinnego oraz narodowego.

– Mamy świadomość, że ten Akt zaledwie początkiem żmudnego i zapewne trwającego wiele dziesięcioleci procesu budowania Królestwa Bożego w naszym narodzie i państwie polskim (…) na nowo, z nowym zapałem i przy użyciu nowych sposobów i środków, jakimi dysponuje Kościół święty. Konsekwencją tego Aktu powinno być podjęcie wielkiej modlitwy, pokuty i pracy formacyjnej, dostosowanie prawa stanowionego do prawa Bożego, podjęcie różnorakich, zorganizowanych działań wszystkich Polaków – zarówno duchownych, jak i świeckich – prowadzących do odnowy moralnej całego narodu polskiego – podkreślił prof. Andrzej Flaga.    

Jubileuszowy Akt Przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana proklamowano 19 listopada 2016  r. w Bazylice Bożego Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach.

Jego treść nawiązywała do ślubów lwowskich króla Jana Kazimierza i jasnogórskich ślubów narodu Prymasa Tysiąclecia. W akcie naród zobowiązał się podporządkować Jezusowi wszystkie sfery życia osobistego i społecznego.

 

 

Viva Cristo Rey !!!! film fabularny

 

Viva Cristo Rey !!!!

RIRM

24.11 g.10:00 Urocz.Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata | Msza święta | ...

23.11 g.20:00 Spotkanie „Chrystus Król - nasza nadzieja”. Cz. 3 | NIEPOKALANÓW...

23.11 g.16:15 Spotkanie „Chrystus Król - nasza nadzieja”. Cz. 2 | NIEPOKALANÓW...

23.11 g.14:00 Spotkanie „Chrystus Król - nasza nadzieja”. Cz. 1 | NIEPOKALANÓW...

„Quas Primas”. Zapomniany manifest ku czci Chrystusa Króla

 

„Quas Primas”. Zapomniany manifest ku czci Chrystusa Króla

(Hans Memling, Public domain, via Wikimedia Commons)

Encyklika „Quas primas” miała uświadomić katolikom, że władza świecka jest przemijająca, ale jest byt nieprzemijający, że jest Stwórca, że jest Chrystus, że Trójca Święta panuje nad historią. Może się wszystko zmienić, ale Pan Bóg nie utracił kontroli nad swoją trzodą, nad swoim stworzeniem. To jest w ten sposób powiedziane. Encyklika „Quas primas” wyjaśnia wiernym, dlaczego Chrystus jest Królem. Pius XI wykłada tę naukę w sposób bardzo głęboki teologicznie… – mówi prof. Marek Kornat, w rozmowie z Tomaszem Kolankiem.

 

Szanowny Panie profesorze, czytając dokument Quas primas – encyklikę Piusa XI o ustanowieniu święta Chrystusa Króla – doszedłem do smutnego wniosku: mamy przepaść intelektualną między przedsoborowym, a posoborowym duchowieństwem i hierarchią kościelną. Powiem wprost: kiedy przed II Soborem Watykańskim papieże wydawali dokumentu, to wiedzieli, po co to robią; tłumaczyli, czemu ma to służyć; argumentowali, dlaczego jest to ważne i potrzebne powołując się na Pismo Święte, powołując się na wielkich świętych, ojców i doktorów kościoła, poprzednich papieży. A dzisiaj? No cóż… Mamy to, co mamy…


Poruszył Pan Redaktor bardzo wiele wątków. W pierwszej kolejności nie mogę nie zgodzić się z tym, co Pan powiedział. Zgadzam się zwłaszcza z zasadniczą tezą. W wyniku trwającej ponad 60 lat rewolucji, która przechodzi przez Kościół, w nauczaniu jego zrywana jest ciągłość. Może nie nastąpiło to jeszcze w każdym punkcie i każdym kierunku nauczania, ponieważ póki co nie słyszałem, żeby papież i kardynałowie otwarcie popierali np. aborcję, ale to zrywanie dopełnia się na ogromną skalę. Zresztą mówiłem o tym publicznie – wielokrotnie.

Nauka o Chrystusie Królu jest szczególnie dobrym przykładem tego zerwania. Współczesna nauka o Chrystusie Królu jest wręcz modelową ilustracją zerwania, o którym mówię, a najlepszym przykładem potwierdzającym to, że moje słowa nie są jakimś wymysłem, fanaberią, gołosłowną gadką, tylko faktem jest wydany kilka lat temu list Episkopatu Polski o intronizacji Chrystusa Króla. Ten list nie zawierał ani jednego odwołania do encykliki „Quas primas”. Potraktowano ten historyczny i teologicznie doniosły dokument per non est. Nie wspomniano Piusa XI nawet czysto pro forma, tak jakby tego wiekopomnego wystąpienia, jednego z najważniejszych, jakie wydał którykolwiek przywódca Kościoła w XX wieku, po prostu nie było.

Cieszę się, że Pan profesor przywołał ten wątek. Dlaczego we wspomnianym liście Episkopatu Polski nie było ani słowa o „Quas primas” – dokumencie, w którym papież wielokrotnie podkreśla, iż nie tylko katolicy w swoich domach, nie tylko Kościół katolicki ogłasza Chrystusa królem, ale ma to zrobić każde państwo, które uważa się jeszcze za katolickie; państwo, którego prawodawstwo opiera się na Dekalogu. Mało tego: Pius XI wzywa, aby obywatele-katolicy wywarli presję na swoich przywódcach, aby ogłosili Chrystusa Królem…

Jest to pokłosie porzucenia głęboko katolickiej doktryny państwa katolickiego i samego nauczania o państwie, które rozwijało się od pontyfikatu wielkiego papieża Leona XIII. To wszystko zostało milcząco porzucone, ponieważ Kościół posoborowy – oczywiście brzydko mówiąc – kupił sobie brzydką sobie ideologię liberalizmu, która mówi, że wiarę należy zostawić człowiekowi, jako sprawę prywatną i w żadnym wypadku nie może być mowy o nauczaniu na temat państwa, które spełnia jakieś zadania w planie nauczania Kościoła, czy to w planie moralny, czy to misyjnym. Państwo ma być – jak to się dzisiaj próbuje nam wmówić – neutralne światopoglądowo. A w co ktoś wierzy – jest obojętne. Tymczasem Państwo ma obowiązki w zakresie moralnym. Nie może być tak, że służy realizacji ideologii liberalnej, a duchowni mówią, że wszystko jest w porządku, bo inaczej się nie da. 

Nie dawno kard. Piero Marini – czyli główny mistrz ceremonii apostolskich przy papieżu Janie Pawle II – powiedział, że nauka o społeczeństwie chrześcijańskim musi przeminąć, bo już jest nieaktualna. Nie opisuje naszych czasów. Zdaniem Mariniego społeczeństwo jest pluralistyczne i Kościół musi się do tego dostosować. Z tych słów wynika, że Kościół posoborowy wprawdzie nie wycofuje się z tezy, że należy w Pana Boga wierzyć; że należy praktykować wiarę, chodząc do Kościoła. Że należy przynajmniej raz w roku spowiadać się, a w czasie wielkanocnym przyjąć Komunię Świętą etc., ale wszystko to jest kwestią prywatną, a resztę należy zostawić państwu, które jest świeckie, czyli liberalne.

To jest bardzo złe podejście, które prowadzi do pogłębienia dechrystianizacji, bo jakże inaczej może być w praktyce. Takie są niestety realia. Nie po to 60 lat temu rozpoczęto rewolucję, żeby to nauczanie w tak ważnym i newralgicznym punkcie nie uległo zmianie. Nastąpił więc głęboki przewrót i dlatego o takich dokumentach, o takim nauczaniu jak encyklika „Quas primas” mowy być obecnie nie może. Owszem do takich fenomenalnych wystąpień magisterium Kościoła odwołują się nieliczni księża (albo i pojedynczy kardynałowie, biskupi czy inni prałaci), którzy faktycznie mają status dysydentów.

Powiem jeszcze jedno. Nie przekonuje mnie teza, którą kiedyś, w rozmowie prywatnej, przedstawił mi jeden z cenionych przeze mnie i uznanych w środowisku profesorów historii. Otóż powiedział on mniej więcej, że gdyby Kościół naszych czasów poszedł w kierunku totalnego oporu wobec tendencji liberalnych i modernistycznych – to by się załamał i tym samym zszedł z pola bitwy. Alternatywą dla postawy oporu jest jednak polityka ustępstw wobec świata. Ustępując zaś, Kościół zachęca swych wrogów (zewnętrznych i wewnętrznych) do dalszych żądań. Pada jeden postulat za drugim. I tu nie ma końca. Tak idziemy w przepaść.

Ogromne znaczenie ma też kwestia jedności nauczania Kościoła. Jeżeli jeden hierarcha wypowie się publicznie w duchu liberalnym, to niewielkie są szanse, aby drugi, broniąc nauki Kościoła, mógł liczyć na większą skuteczność swojego nauczania. Bo media wchodzą od razu do dyskusji, mówiąc mniej więcej tak: „Popatrzcie, jaki ten przywódca i pasterz jest otwarty. Trzymajmy się takich jak on. Ignorujmy tych, którzy mówią inaczej niż on”. Tu kłania się casus metropolity Jędraszewskiego, którego godne uznania z powodu swej mądrości nauczanie moralne – tak właśnie jest kontrowane przez wrogów Kościoła.  

Powiem więcej, Panie profesorze: to co powiedział kard. Marini wydaje mi się być zaprzeczeniem całego Objawienia i tego, czego naucza nas Chrystus Pan i czego przez wieki nauczał Kościół. Syn Boży swoim nauczaniem złamał przecież wszystko, co ówczesne państwo – Imperium Rzymskie – głosiło…

No cóż… Chrystus Pan powiedział: „Królestwo moje nie jest z tego świata; gdyby moje królestwo było z tego świata, moi słudzy by walczyli, abym nie został wydany Żydom; a zatem moje królestwo nie jest stąd” (J 18, 36). W związku z tym wielu współczesnych duchownych z upodobaniem głosi, iż Królestwo Chrystusa Króla zostanie ustanowione po paruzji i na końcu czasów, a co za tym idzie nie trzeba, a nawet nie należy go realizować na ziemi, na ile się da.

Kiedy odrzucamy np. tranzycję płci człowieka, kiedy stajemy przeciw liberalizmowi, który w życiu gospodarczym głosi darwinizm społeczny, kiedy potępiamy hasło głoszące, że wszystkie religie są dobre, kiedy sprzeciwiamy się tezie, że państwu wolno wszystko – w ten sposób właśnie przykładamy ręki do krzewienia Królestwa Chrystusa. Oczywiście to Królestwo budowane jest wtedy, kiedy ten nasz opór wobec sił zła daje efekt.

Moim zdaniem, jest to kardynalny błąd mówić, że na ziemi nie da się wcielać w życie idei Królestwa Chrystusa. Tak nie uczył na pewno Pius XI.  Zresztą Kościół przez wieki nauczał, że nie można istotnie przekształcić stosunków ziemskich, stosunków między ludźmi w Królestwo Chrystusowe, ale jednocześnie trzeba wdrażać ideę Królestwa Chrystusowego na ziemi po to, aby umożliwić ludziom zbawienie. Innymi słowy państwo, jeśli pozwala Kościołowi na nauczanie w szkołach; jeśli pozwala Kościołowi na posługę w szpitalach etc. – to jest to już jakiś punkt wyjścia. Jeśli państwo tego zabroni to będzie tylko gorzej.

W związku z powyższym ze świadomością, że Królestwa Chrystusowego nie da się w pełni urzeczywistnić na ziemi należy realizować jego idee. Tak uważano do II Soboru Watykańskiego. Po II Soborze Watykańskim Kościół od tego milcząco odstąpił, twierdząc, że należy porzucić naukę o Królestwie Chrystusowym jako urzeczywistnianym chociażby częściowo tu na ziemi. Duchowni i teolodzy uznali, że należy powiedzieć, iż jest to kwestia tylko eschatologiczna.

Encyklikę „Quas primas” Pius XI ogłosił w 1925 roku. Ile było wówczas na świecie liczących się monarchii katolickich?

Monarchia katolicka była wówczas w Hiszpanii, ale czy była to licząca się monarchia, w której w dodatku tron się „chwiał”? Zastanawiam się jak sklasyfikować Włochy. Włochy pod dynastią sabaudzką zostały zjednoczone wbrew Kościołowi i przez konflikt z Kościołem. Włochy monarchią katolicką nie były, ale jednocześnie naród włoski był niemal w stu procentach katolicki. Niestety ateistyczny, masoński i liberalny rząd, który rządził Włochami do 1922 rugował religię ze szkół. Faszyści z tym zerwali, szukając ugody ze Stolicą Apostolską. Nie wiem jak sklasyfikować również Belgię, która staje się państwem coraz bardziej liberalnym, którego obywatele odchodzą od Kościoła (już wówczas), nie mówię bowiem o tym co dzieje się tam dzisiaj. Polska nie była wówczas monarchią, tylko republiką, w której obywatele w ponad siedemdziesięciu procentach byli katolikami (w dwóch obrządkach: łacińskim i unickim).

Nie bez znaczenia pozostaje jeszcze (a może przede wszystkim) jedna sprawa. Otóż wypaczenie istoty władzy politycznej osiągnęło w XX wieku swój szczyt. Laickiemu republikanizmowi świeciła przykładem Francja. Rozdzi się totalitaryzm, osiągając w postaci sowieckiej swój prawzór. Upada doktryna prawa naturalnego. Idea suwerenności ludu nabiera cech dogmatu. Innymi słowy – większość może wszystko. Nacjonalizm głosi ideał państwa narodowego, którego władze nie muszą być związane ani normami prawa naturalnego, ani przestrzegać prawa Bożego. To wszystko jest wielkim wstrząsem. Oczywiście rozmaite procesy ciągnące się przez historię od czasów Renesansu i Oświecenia przygotowały ten przewrót. Papież Leon XIII zareagował na to swoimi wspaniałymi encyklikami, definiując obowiązki państwa w zgodzie z nauką katolicką. Pius XI idzie dalej i wykłada naukę o Chrystusie Królu.  

Czy dokument, o którym rozmawiamy nie był swego rodzaju ubolewaniem Piusa XI, że w świecie nie ma już żadnego liczącego się państwa katolickiego, monarchii katolickiej, która pomogłaby ludziom kroczyć ku zbawieniu?

Jeżeli przyjmiemy tezę, że republika, która przestrzega prawa naturalnego i nie występuje przeciwko Prawu Bożemu może również uczestniczyć w kształtowaniu Królestwa Chrystusowego na ziemi to sprawa trochę się zmienia. Moim zdaniem papież Pius XI myślał właśnie w tych kategoriach. Kiedy mowa o encyklice „Quas primas”, to jednym z decydujących impulsów do jej wydania było potężne wrażenie, jakie wywołała I wojna światowa. Imperia się rozpadły, niektóre państwa zostały zlikwidowane, kolejne wniesione na nowo. Świat znajdował się w stanie głębokich przeobrażeń rewolucyjnych i to nie tylko społecznie, ale także geopolitycznie. Chodzi zwłaszcza o Europę naszego regionu, czyli Środkowo-Wschodnią. Pius XI próbował za sprawą „Quas primas” powiedzieć światu, że królestwa i państwa przemijają, a Królestwo Chrystusa nie przeminie.

Teraz rozumiem… Po przeczytaniu „Quas primas” odniosłem wrażenie, że jest to encyklika wyrażająca ból Piusa XI, że Europa się rozpadła, a ostatnia licząca się monarchia katolicka, czyli Austro-Węgry zniknęła z map świata…

Pius XI nie patrzył na to w ten sposób. Papież chciał pokazać wszystkim narodom katolickim, że jest Królestwo Chrystusowe. To Królestwo buduje Kościół. Kościół może być prześladowany, może być zwalczany, ale nie wyrzeknie się swojej roli. Panowało wówczas przekonanie, że wszystko może się zmienić. Może odstąpić od wiary kapłan, może odstąpić od wiary nawet biskup, ale nie może porzucić wiary Stolica Apostolska. Papież jest bowiem niewzruszonym sługą Chrystusowym. Tak właśnie powinniśmy na to patrzeć, to wyrażała ta encyklika zaraz po ogłoszeniu której opublikowano nową, piętnastą prefację w Mszale. Potem już nie układano żadnych prefacji aż do rewolucji liturgicznej po ostatnim soborze.

Prefacja, o której mówię wyrażała myśl, że istnieje królestwo „powszechne i wieczne”, „królestwo świętości i łaski”, „królestwo prawdy i życia”, „królestwo sprawiedliwości, miłości i pokoju”. Społeczeństwa i państwa mogą się zmieniać i przemijać, być rozbierane, likwidowane i wznoszone na nowo, ale Królestwo Chrystusowe nie przeminie i państwo ma obowiązek uznać tę prawdę poprzez swoich przywódców. A forma ustrojowa, czy to monarchia, czy republika schodzi tu na dalszy plan. Kościół dostosowuje się pod tym względem do realiów czasu, ale nie traci z pola swojego widzenia, swojej misji najistotniejszych, esencjonalnych założeń swojej nauki.

Encyklika „Quas primas” miała uświadomić katolikom, że władza świecka jest przemijająca, ale jest byt nieprzemijający, że jest Stwórca, że jest Chrystus, że Trójca Święta panuje nad historią. Może się wszystko zmienić, ale Pan Bóg nie utracił kontroli nad swoją trzodą, nad swoim stworzeniem. To jest w ten sposób powiedziane. Encyklika „Quas primas” wyjaśnia wiernym, dlaczego Chrystus jest Królem. Pius XI wykłada tę naukę w sposób bardzo głęboki teologicznie…

Ale jednocześnie prosty. Pius XI, tak jak już powiedziałem, opiera się na Piśmie Świętym, na wielkich papieżach i na świętych Kościoła katolickiego…

Dokładnie! Kościół nigdy nie stosował nauczania przez „trudny język”, czyli taki, który niczego nie wnosi, tylko zaciemnia sprawy, a jeśli już to ten język rozumieją tylko specjaliści.

W „Quas primas” kluczowy przewód myślowy wyraża się w tym, że Chrystus ma trzy powody, aby być Królem. Po pierwsze, jest Synem Stwórcy. Stwórca stworzył świat, a więc Syn go dziedziczy, jak w ziemskim wymiarze tak i tutaj w niebiańskim porządku Królestwo obiecane i przydzielone przez Ojca. Po drugie: Pan Jezus na krzyżu pokonał uzurpatora, który zawłaszczył świat, czyli szatana za sprawą grzechu pierworodnego. Poprzez Ofiarę Krzyża i pojednanie ludzi z Bogiem Chrystus odbudował i odzyskał dla Ojca Królestwo. Po trzecie: Chrystus założył Kościół, a Kościół jest królestwem powszechnym i wiecznym, co jest jeszcze jednym tytułem do uznania królewskiej godności Syna Bożego. Mamy więc potrójny tytuł mesjański świadczący o Królestwie Chrystusowym na ziemi. Pius XI tę naukę bardzo mocno wykładał.

W liturgii uroczystość Chrystusa Króla zawsze miała być odprawiana w niedzielę poprzedzającą uroczystość Wszystkich Świętych, bo Pan Jezus wszedł do Królestwa Niebieskiego przed wszystkimi świętymi a poza tym warunkiem i podstawą jego królewskiego panowania jest zmartwychwstanie i wniebowstąpienie.

Święto Chrystusa Króla opiewają psalmy 71 i 72 – psalmy mesjańskie. Ten drugi między innymi zawiera słowa:

O Boże, przekaż Twój sąd królowi

i Twoją sprawiedliwość synowi królewskiemu.

Niech sądzi sprawiedliwie Twój lud

i ubogich Twoich – zgodnie z prawem!

Niech góry przyniosą ludowi pokój,

a wzgórza – sprawiedliwość!

Królestwo Mesjasza nie przeminie. Królestwo Mesjasza będzie się rozciągać od morza do morza jak głosił graduał. I to jest istota tej wspaniałej liturgii. No i oczywiście trzeba pamiętać o epistole z Listu św. Pawła do Kolosan. Głosi ona, że ”On jest obrazem Boga niewidzialnego – Pierworodnym wobec każdego stworzenia, bo w Nim zostało wszystko stworzone: i to, co w niebiosach, i to, co na ziemi, byty widzialne i niewidzialne, czy to Trony, czy Panowania, czy Zwierzchności, czy Władze. Wszystko przez Niego i dla Niego zostało stworzone. On jest przed wszystkim i wszystko w Nim ma istnienie. I On jest Głową Ciała – Kościoła. On jest Początkiem. Pierworodnym spośród umarłych, aby sam zyskał pierwszeństwo we wszystkim”.

Papież bardzo szczegółowo wyjaśnia również różnicę między dwoma tytułami Pana Jezusa: Pan i Król. Moim zdaniem to bardzo ważna kwestia, ponieważ coraz rzadziej słyszymy o Jezusie Królu, a nawet o Panu Jezusie. Nagminnie wszyscy, łącznie z hierarchami powtarzają Jezus…

Dla mnie również jest to bardzo rażące. To bardzo propagują tzw. ruchy charyzmatyczne w Kościele. Osobiście nie uznaję tego. Chrystus jest Panem. Chrystus jest Królem. Chrystus jest Zwycięzcą śmierci, piekła i szatana, a nie naszym kolegą. Jest zbawicielem i trzeba o tym pamiętać, a nie powtarzać tylko „Jezus”. Niestety w posoborowym Kościele tak niestety to wygląda… Mam na myśli zwłaszcza tych księży, którzy prowadzą liberalne nauczanie „na luzie”.

W uroczystość Chrystusa Króla, o tym, że jest on Królem czytamy wyraźnie w Ewangelii świętego Jana podczas przesłuchania Syna Bożego przez Piłata. Nomen omen – przed II soborem watykańskim podczas liturgii odczytywano właśnie ten fragment Ewangelii. Obecnie zostało i to zmienione. Po II soborze watykańskim możemy usłyszeć w uroczystość Chrystusa Króla fragment Ewangelii, w którym Pan Jezus zapowiada sąd ostateczny, ukaranie grzeszników i nawrócenie sprawiedliwych. Moim zdaniem ten fragment za bardzo nie pasuje do uroczystości Chrystusa Króla. Królestwo Chrystusowe ujawnia się bowiem właśnie przez wyznanie przez Chrystusa Pana przed Piłatem: „Tak, jestem Królem”.

Można w ogóle powiedzieć jeszcze, że „Quas primas” to ostatni akt interwencji papieskiej polegający na wprowadzeniu nowej uroczystości, która doszła do tak wielkiej rangi w Kościele, że nie można się bez niej obejść.

O tym jeszcze porozmawiamy. Pius XI w „Quas primas” cytuje Leona XIII:

„Panowanie Jego mianowicie nie rozciąga się tylko na same narody katolickie lub na tych jedynie, którzy przez przyjęcie chrztu według prawa do Kościoła należą, chociaż ich błędne mniemania sprowadziły na bezdroża albo niezgoda od miłości oddzieliła, lecz panowanie Jego obejmuje także wszystkich niechrześcijan, tak, iż najprawdziwiej cały ród ludzki podlega władzy Jezusa Chrystusa”. Niektórzy współcześni hierarchowie na pewno oburzyliby się tymi słowami i stwierdzili, że niektórzy ludzie nie wierzą w Chrystusa, a Kościół im wmawia, że Chrystus ma nad nimi panowanie…

Jeżeli powiemy, że Pan Jezus jest tylko królem wierzących, to znaczy, że jest przywódcą, czy przewodniczącym jakiegoś zgromadzenia czy stowarzyszenia, które założył, a dalej jego władza się już nie rozciąga. Ale to samo w sobie jest absurdalne, ponieważ Stwórca i Pan ma prawo do wszystkiego, do całego stworzenia. W związku z powyższym, czy człowiek uznaje Jego Boską władzę, czy też nie, to nie ma to żadnego znaczenia. Prawo jest prawem, norma jest normą, Objawienie jest Objawieniem. Jeśli ktoś tego nie honoruje to poniesie za to konsekwencje na Sądzie Bożym. W istocie rzeczy nie liczy się bowiem prywatny interes, czy dobra wola. Liczy się fakt stworzenia i Odkupienia, który ma znaczenie powszechne i nieprzemijające. Taka jest odwieczna nauka Kościoła. Innej nauki być nie może.

Tak jak w królestwie, które jest suwerenne, królowi podlega wszystko: wojsko, sądy, poddani etc. tak Pan wszelkiego stworzenia piastuje godność królewską a w chrześcijaństwie wyraża się to przez Tajemnicę Krzyża. Tylko tak trzeba to rozumieć i od tego nie wolno nam odstąpić. A że jest to sprzeczne z liberalnym wyobrażeniem społeczeństwa, jako zbiorowiska ludzi, gdzie każdy ma inne poglądy, to nie oznacza, że Kościół musi to uznawać i musi porzucić swoją naukę tylko dlatego, żeby zadowolić innych, a konkretnie tych, którzy są poza Kościołem, albo tych, którzy Kościół chcą zniszczyć. Nie ma to żadnego uzasadnienia i bez wątpienia Pius XI zdawał sobie sprawę, że potężne siły ruszyły do walki, że potężne siły się sprzysięgają przeciwko Kościołowi. Nie uznał tego jednak za powód, żeby te siły zadowolić, a wyznawców ideologii a-chrześcijańskich jakoś popierać, czy szukać z nimi zgody.

Dodam jeszcze, że Królestwo Chrystusa Pana nie jest zniewalające. Wspaniale wyrażała to kolekta Mszy Świętej w uroczystość Chrystusa Króla. Celebrans prosił bowiem Boga, żeby wszystkie narody rozdarte grzechem i przez to skłócone z radością poddały się pod słodkie jarzmo Chrystusa Króla. Jarzmo Chrystusa Króla istotnie jest słodkie i dlatego też z uległością i radością mają się mu poddać wszystkie narody, aby przywrócić jedność, bowiem w skutek grzechu i przestępstw świat zostaje rozdarty i skłócony, co tak dobitnie ujawniło się w czasie Wielkiej Wojny (1914—1918) a jeszcze dużo mocniej w tej drugiej (1939—1945).

W tym miejscu przypomniały mi się słowa ks. prof. Jana Strumiłowskiego, który powiedział, że jeśli trafimy do nieba, to będą tam z nami tylko katolicy. Nie będzie protestantów, islamistów, buddystów etc., ale tylko katolicy.

Nadzieję zbawienia wiecznego ma ten, kto ortodoksyjnie wyznaje świętą wiarę katolicką. Heretycy nie mają nadziei na zbawienie. To jest punkt widzenia, który musi być utrzymany. W przeciwnym razie przyjmiemy koncepcję, że wszystkie wiary są dobre. Jeśli ulegniemy stanowisku głoszącemu tezę o wszystkich religiach, jako środkach zbawienia – nieważne w co kto wierzy, byle wierzył – to idziemy w kierunku samozagłady naszej wiary, tracimy tożsamość, upadamy w przepaść i to jest koniec.

Nasza wiara musi być ocalona za wszelką cenę. Nie wolno jej skazić. Tu jest istota problemu, który wykładali wciąż na nowo kolejni papieże w swoim nauczaniu, w swoich dokumentach pontyfikalnych. Takim dokumentem jest bez wątpienia encyklika „Quas primas”. Nie jest to dokument mający per se rangę nieomylności, ale papież naucza w nim tak dogmatycznych treści, że odrzucenie tej encykliki czyni człowieka bez wątpienia heretykiem. Dziś niestety mało kto sobie specjalnie z tego zdaje sprawę…

A co, jeśli ktoś mówi, że jest ortodoksyjnym katolikiem, a nie uznaje władzy papieskiej?

Taki ktoś nie jest ortodoksyjnym katolikiem. Dogmat o nieomylności papieskiej i prymacie jurysdykcyjnym należy do depozytu wiary. Wciąż obowiązuje bulla „Unam sanctam” mówiąca, że bez dochowania posłuszeństwa Biskupowi Rzymskiemu niemożliwe jest zbawienie.

Oczywiście mówimy o sytuacji normalnej, bo w dzisiejszych warunkach sam papież mówi różne rzeczy. Mamy więc problem dodatkowy, którego poprzednie pokolenia katolików w ogóle nie widziały. To jest coś niebywałego. Przez wieki trudno było komukolwiek wyobrazić sobie, aby papież doszedł do konkluzji, że w Kościele jest miejsce dla każdego, a więc również i dla „sodomitów”. Takich rzeczy nigdy Kościół nie nauczał ustami swoich przywódców, a jeśli by się pojawił heretyk, który tak uczył, to pociągnięto by go do odpowiedzialności karnej.

W encyklice „Quas primas” Pius XI wyjaśnia jak ma wyglądać w praktyce uznanie Chrystusa Pana za Króla. Papież szczegółowo opisuje jak ma wyglądać kult Chrystusa Króla zarówno prywatnie jak i publicznie. Przywołuje m. in. to, co głosił św. Paweł Apostoł, który „nakazał żonom, aby w mężach swych, a sługom, aby w panach swych Chrystusa czcili, to jednak polecił im, aby im byli posłuszni nie jako ludziom, lecz jedynie dlatego, iż oni zastępują Chrystusa, gdyż nie godzi się, aby ludzie przez Chrystusa odkupieni służyli ludziom”. Dzisiaj te słowa mogą być niezrozumiane… „A jak mąż jest pijakiem i bije żonę, to jak można w nim widzieć Chrystusa Pana?”, zapytają jedni. „A jak pracodawca wykorzystuje pracownika, to jak można w nim widzieć Chrystusa Pana?”, zapytają inni…

Kościół katolicki nigdy nie był nieczuły na krzywdę ludzką i na przykład dopuszczał separację. To samo tyczy się pracodawców stosujących wyzysk – Kościół wielokrotnie piętnował takich ludzi i nawoływał ich do zaniechania takich praktyk. Największe nierówności społeczne były tam, gdzie dominowali nie-katolicy. Uprzemysłowienie Anglii i to co pisał Engels o wyzyskiwaniu robotników w Manchesterze, to przecież nie jest przykład ze świata katolickiego, bo Anglia odpadła od Kościoła w I połowie XVI wieku. Zatem nauczanie papieskie do nie-katolików często jest z natury rzeczy nieskuteczne, ale musi być. Kościół nie może go zmienić.

Kościół nigdy na pewno nie był obojętny na wyzysk człowieka przez człowieka, jak twierdzą marksiści. Wręcz przeciwnie. Kościół to widział, piętnował i potępiał. Kościół nie jest siłą sprawczą procesów gospodarczych nowożytnego świata. Kościół nie jest organizatorem produkcji i w związku z tym nie może tego zabronić. Może tylko potępiać i wzywać do nawrócenia. To po pierwsze. Po drugie: Kościół nigdy nie głosił, że należy czcić człowieka. Człowiek jest bowiem tylko człowiekiem. Jak się pomyli stworzenie ze Stwórcą, to jest to kardynalny błąd…

Ale przecież po II soborze watykańskim Kościół „otworzył się na człowieka”…

Jest prawdą, że tak się dzieje. To jednak nie jest zdrowe nauczanie. Sam widzę i słyszę to, o czym Pan redaktor powiedział. Treści doktrynalne zajmują dzisiaj w większości kazań w kościołach maksymalnie 10 proc. całej wypowiedzi prezbitera, który to kazanie głosi. Reszta to są rzeczy czysto ludzkie. Najczęściej mówi się o tym jak ludzie powinni być wobec siebie dobrze usposobieni, co powinni sobie mówić, jak pomagać etc. Powinno być odwrotnie! 90 proc. kazania powinny zawierać treści doktrynalne, bo ludzie na to zasługują.

Krótko mówiąc: w Boże Ciało nie można mówić o braterstwie ludzi nawet jeśli są to w swej treści słuszne. Trzeba mówić o Eucharystii, o Tajemnicy Przeistoczenia i o tym wszystkim, czego Kościół naucza o Komunii Świętej. Dzisiaj niestety to należy do rzadkości. Coraz mniej mamy w Kościele posoborowym kazań, które byłyby zbudowane tak, że dotyczą najpierw Pana Boga, Tajemnicy Objawienia, Tajemnicy Zbawienia, grzechu, nieba, piekła etc. Najczęściej słyszy się kazania dotyczące wskazówek odnośnie życia ludzkiego i między ludźmi, w duchu miłości, współpracy, czy szacunku. Nie uważam, że to samo w sobie źle, ale to nie wystarczy.  

To jest droga wytyczona przez rewolucję, którą Kościół przechodzi. Cóż więcej powiedzieć? To nie jest dobre, to nie jest zdrowe i nikt normalny nie powinien tego pochwalać. Jeżeli czynimy coś dobrego dla bliźniego, to czynimy to przede wszystkim ze względu na Pana Boga i o tym właśnie w wyżej zacytowanym fragmencie „Quas primas” pisze Pius XI. Wszystko wiec trzeba oprzeć o wielkie prawdy teologiczne.

Co najmniej kilkukrotnie słyszałem sugestię w posoborowym Kościele, że jeśli pójdziemy do nieba, to będziemy bogami, albo równi Panu Bogu…

Dawno nie słyszałem czegoś równie bezsensownego… Nawet nie chce mi się wierzyć, aby tak było…  

Dopowiedzmy może, że wiedza katechizmowa, gdzie konkretnie są ułożone prawdy wiary i konkretnie podane treści dogmatyczne, jest u ludzi słaba i w związku z tym mogą „kupić” taką heretycką narrację. Kościół posoborowy dał się tak bardzo przemodelować.

Pius XI zwraca również uwagę jak mają działać pracodawcy względem pracowników, mężowie wobec żon etc. Nie można wykorzystywać pracowników, nie można robić z żon niewolnic, nie można stosować manipulacji i złych metod. Prawowici przełożeni, jak podkreśla papież, muszą również działać na rzecz Królestwa Bożego i Ewangelii Chrystusa Króla.

Tak, to się nazywa spełnianiem przez ludzi (katolików) obowiązków stanu. To nie jest żadne odkrycie. Tak po prostu musi być. To obowiązuje wszystkich – przełożonych i podwładnych, wielkich tego świata i małych. Jeśli przyjmiemy pogląd, że ta wyżej opisana prawda działa tylko w jedną stronę i można żądać od człowieka, który jest zależny od swego pana przestrzegania etyki Chrystusowej, a od tego pana już nie – to mamy do czynienia z wypaczeniem moralności katolickiej.

Jeśli będziemy tak postępować zapanuje „pokój i miłosierdzie”. W dalszej części „Quas primas” Pius XI zwraca uwagę na błędy heretyków, którzy w tamtym czasie poszukiwali „historycznego Jezusa”. O samym Panu Jezusie mówili: „Co to za Król? To zwykły syn cieśli, który porwał tłumy”. Zdaniem heretyków być może Pan Bóg chciał po prostu poprzez „historycznego” Jezusa coś pokazać światy, ale „sam Jezus” ani nie był Synem Bożym, ani tym bardziej nie był i nie jest Królem…

To były typowe tezy modernistyczne. Przeciwstawienie „Chrystusa wiary Jezusowi historycznemu”, bo tak mówili moderniści i inni heretycy. Tak głosił odstępca Loisy. Tak dzisiaj uczy u nas ten ksiądz, którego nazwiska nie będę wymieniał, aby nie robić reklamy, a który chciał zdobyć habilitację z teologii na podstawie bezprecedensowej rozprawy. Ona bowiem „dowodzi”, że Chrystus nie zmartwychwstał. Autor – wciąż nieekskomunikowany – referuje afirmatywnie poglądy heretyków i odstępców. Poza tym gwałtownie atakuje Benedykta XVI.

Modernizm bez wątpienia nie narodziłby się, gdyby nie było wcześniej protestantyzmu. To protestantyzm zrodził modernizm. Modernizm był wielokrotnie potępiony przez papieży, oczywiście również przez Piusa XI. W encyklice „Quas primas” papież ten bez wątpienia kierował się przekonaniem, że modernizm został osądzony i potępiony przez najwyższe autorytety w Kościele, ale uznał za stosowne, że należy to powtórzyć.

Szczególnie ważne jest też, żeby powiedzieć, iż encyklika „Quas primas” stanowi dokument mający na celu – nie odkrywając niczego nowego – przypomnienie ludziom w XX wieku w czasie gwałtownych zmian politycznych, społecznych i gospodarczych królewską godność Mesjasza.

Mesjasz jest bez wątpienia nauczycielem. Mesjasz jest bez wątpienia prorokiem. Mesjasz jest bez wątpienia kapłanem-ofiarnikiem. Mesjasz wreszcie jest Królem i to miało szczególnie mocno wybrzmieć w tej encyklice i wybrzmiało, i jest to wielka zasługa Piusa XI przed Kościołem i przed trybunałem historii. Moim zdaniem, jest to największe osiągnięcie tego papieża w całym 17-letnim pontyfikacie przypadającym na dobę międzywojenną.

Czy papież miał tego świadomość?

Moim zdaniem to kwestia drugorzędna. Wiemy, że za swój największy tytuł uznał on pojednanie z Włochami, czyli zawarcie traktatów laterańskich. Moim zdaniem jednak nieprzemijającą zasługą Piusa XI jest encyklika „Quas primas” i to pomimo złośliwych głosów, że Kościół posoborowy tego nauczania się milcząco wyrzekł.

Można powiedzieć, że Pius XI przewidział, że tak sprawy mogą się potoczyć. W encyklice „Quas primas” pisze on przecież o „katolickich heretykach”, którzy krytykowali pomysł nowej uroczystości. Ich zdaniem w Kościele zupełnie wystarczała uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa i uroczystość Ciała i Krwi Pańskiej…

Te głosy dochodziły przede wszystkim z krajów, gdzie liberalizm zaczynał przeważać i to przeważać dosyć stanowczo. Mam tutaj na myśli Niemcy Weimarskie, Francję, Belgię, Holandię i inne rejony tej części Europy w znaczeniu przestrzeni cywilizacyjnej.

Uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa nie jest tym samym, co uroczystość ku czci Chrystusowej godności królewskiej. Uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa jest najściślej związana z objawieniami świętej Małgorzaty Marii Alacoque i chodzi tu o nic innego, tylko przesłanie, że pokuta poprzez zwrócenie się do Najświętszego Serca Pana Jezusa jest skuteczna i ci, którzy szczerze pokutują dostąpią Miłosierdzia. Takie było przesłanie, jakie usłyszała święta Małgorzata Maria Alacoque od Zbawiciela. Bez wątpienia było to remedium na jansenizm, czyli perfidną herezję twierdzącą, że są ludzie, którzy choćby chcieli, choćby szczerze żałowali za grzechy, choćby z całą mocą i wiarą spełnili warunki dobrej spowiedzi to i tak zostaną potępieni, bo zbawienia dostąpią nieliczni wybrani. Jansenizm zbliżał się do nauki o predestynacji i w związku z tym była to potworna herezja i trucizna. Notabene bp Cornelius Jansen prawdopodobnie miał dobre intencje, ale nic dobrego z jego nauki nie wynikło. Powstała herezja prowadząca do odcięcia ludzi od sakramentów, bo jej istotą był skrajny pesymizm w rozpoznaniu natury ludzkiej, połączony z wielkim naciskiem na niegodność człowieka. 

Jeśli chodzi zaś o uroczystość Bożego Ciała, to jego wprowadzenie miało na celu zadośćuczynienie za Ofiarę Eucharystyczną, za ofiarę krzyża, których nie da się odprawić osobnym świętem, bo zaraz po Wielkim Czwartku jest Wielki Piątek, a potem Wielka Sobota i Niedziela Zmartwychwstania. Było więc przekonanie, że trzeba ogłosić nowe święto, nową uroczystość, która zadośćuczyni. To zadośćuczynienie zostało wyrażone właśnie w uroczystości Ciała i Krwi Pańskiej.

Nie ma więc tutaj możliwości podciągnięcia pod te dwie uroczystości święta doktrynalnie wyrażającego naukę o Chrystusie Królu. Potrzebne było absolutnie nowe święto. Papież mógł oczywiście wybrać dowolny dzień, aby ogłosić nową uroczystość. Wybrał niedzielę, co było ze wszech miar słuszne. Papież doszedł bowiem do wniosku, że mnożenie świąt w dni powszednie może nasunąć trudności w ich sprawowaniu w niektórych krajach (tj. niekatolickich). Mam tutaj na myśli obawy, że niektóre władze polityczne podejmą kroki, aby skutecznie uniemożliwić wiernym udział w uroczystości w dzień powszedni.

A czy nie jest tak, że uroczystość Chrystusa Króla została wprowadzona, aby wynagrodzić Panu Bogu wszystkich grzechów, jakie wówczas pleniły się po świecie? Zacytuję fragment: „Jeżeli więc teraz nakazaliśmy czcić Chrystusa – Króla całemu światu katolickiemu, pragniemy przez to zaradzić potrzebom czasów obecnych i podać szczególne lekarstwo przeciwko zarazie, która zatruwa społeczeństwo ludzkie. A zarazą tą jest zeświecczenie czasów obecnych, tzw. laicyzm, jego błędy i niecne usiłowania; wiadomo Wam zaś, Czcigodni Bracia, że zbrodnia ta nie naraz dojrzała, lecz już od dawna ukrywała się w duszy społeczeństwa”.

Z całą pewnością, ale moim zdaniem na pierwszy plan wysuwa się tutaj inna kwestia. Nowe święto miało być remedium na szalejący laicyzm, na ideę świeckości państwa, na ideę pojmowania państwa jako umowy społecznej według nauki Rousseau. Na to – moim zdaniem – należy położyć akcent. Uroczystość Chrystusa Króla jest zwrócona do całych społeczności, do całych narodów, a nie do człowieka jako jednostki tylko. To cały naród, całe państwo ma oddawać cześć Chrystusowi jako Królowi.

„Przez oddawanie tej czci publicznej Królowaniu Pańskiemu muszą sobie ludzie przypomnieć, że Kościół, ustanowiony przez Chrystusa jako społeczność doskonała, żąda dla siebie z prawa mu przysługującego, którego zrzec się nie może, pełnej wolności i niezależności od władzy świeckiej, i że w wypełnianiu powierzonego sobie przez Boga posłannictwa – nauczania, rządzenia i prowadzenia wszystkich do wiecznej szczęśliwości, którzy do Królestwa Chrystusowego należą, nie może zależeć od czyjejś woli”…

Ten fragment jest potwierdzeniem prawdy, którą Kościół zawsze głosił. Kościół zawsze trzymał się koncepcji wolności swojej misji w społeczeństwie uznając, że nie może od tego odstąpić i przez wieki nie odstąpił. Od czasu walki o inwestyturę IXI wiek) do czasu, kiedy nastał XX wiek w zasadzie nic się tutaj nie zmieniło. Zmieniały się czasy, zmieniały się formy, ale nie zmieniła się istota rzeczy, czyli pragnienie zabezpieczenia pełnej wolności Kościoła, żeby religia katolicka cieszyła się wolnością.

Byłoby rzeczą nie na miejscu, gdyby papież nie skorzystał ze sposobności, aby w encyklice „Quas primas” jeszcze raz tego nie przypomnieć, mimo że we w niemal wszystkich dokumentach pontyfikalnych jest to niezmiennie powtarzane. Aczkolwiek trzeba sobie powiedzieć, że kiedy encyklika „Quas primas” była pisana w świecie położenie Kościoła było nienajlepsze. Ogromne prześladowania w Rosji, gdzie katolicyzm został praktycznie zlikwidowany. Ogromne prześladowania w Meksyku. Rozchwianie polityczne w Niemczech, a co za tym idzie laicyzacja i prześladowania katolików. Ciężka sytuacja we Francji poprzez narzucenie sztucznego rozdziału Kościoła od państwa. I tak dalej, i tak dalej. Prawdę mówiąc, w czasach, kiedy Pius XI wydawał encyklikę „Quas primas” jedyną „zdobyczą” Kościoła po katastrofie I wojny światowej była Polska – nowe państwo, w którym Kościół otrzymał solidne gwarancje konkordatowe swojej wolności i nikt mu nie przeszkadzał w nauczaniu, a że były nieporozumienia na linii rząd-episkopat (po 1926 r.) to już jest to temat na osobną rozmowę.

Pius XI podkreśla, że encyklika „Quas primas” jest odpowiedzią na liczne wezwania biskupów i wiernych. Cóż mogę powiedzieć? Piękna sprawa. Szkoda, że dzisiaj moderniści i rewolucjoniści powołują się właśnie na to głosząc, że skoro Pius XI odpowiadał na wezwanie wiernych, to oni też tak zrobią. Wierni chcą kapłaństwa kobiet, to się wprowadzi kapłaństwo kobiet…

Bardzo często papieże ustanawiali nowe święta i uroczystości w drodze reakcji na docierające do Stolicy Apostolskiej prośby ludu. Przede wszystkim kluczową rolę mieli tutaj do odegrania książęta Kościoła. Podobnie było przy wielkich dogmatach Maryjnych – Niepokalanego Poczęcia i Wniebowzięcia. Inaczej niestety się stało ćwierć wieku temu, kiedy do Jana Pawła II wpłynęły z całego świata petycje podpisane przez wielu biskupów i wiernych, aby ogłosił trzeci dogmat Maryjny o Wszech-pośrednictwie Łask. Niestety modernistom udało się to zablokować, a papież z Polski był w coraz gorszym stanie zdrowotnym i jakoś to się rozmyło, a potem Kościół nigdy już do tego nie wrócił.

Tak oto występuje swoista norma w Kościele. Normą tą nie są konsultacje papieskie. Papież może zwołać rozpisać swoistą ankietę, kiedy podejmuje decyzję, ale nie jest nią związany obligatoryjnie, bo jest suwerenny w swoich decyzjach, bo jest nieomylny, bo piastuje jurysdykcję nad całym Kościołem w mocy dogmatu, który ogłosił Sobór Watykański I.

Papież podkreśla, że ustanowienie nowej uroczystości ma na celu również to, co podobne ruchy jego poprzedników w przeszłości: kiedy ogłaszali nową uroczystość rosła religijność. Czy tak było również w przypadku „Quas primas” i religijność przynajmniej na jakiś czas i w niektórych miejscach się odrodziła, wzrosła?

Bez wątpienia nowa uroczystość wzmocniła Kościół dając mu poczucie, że kieruje wiernych w dobrym kierunku, w kierunku uznania tego, co nazywała teologia „panowaniem społecznym” Chrystusa Króla. Panowanie społeczne Chrystusa Króla wyraża się w przestrzeganiu Jego nauki tu, na ziemi. Tej nauki muszą przestrzegać jednostki, ale też narody i państwa.

Gdyby w 1925 roku papież nie zdecydował się na ogłoszenie „Quas primas”, tylko odczekiwał na jakieś inne decyzje, znaki, cokolwiek innego, to nadeszłaby II wojna światowa, a po niej sytuacja tak się zaczęła zmieniać, że zachodzi podejrzenie, czy to wspaniałe święto, czy ta wspaniała nauka byłyby z taką mocą wyłożone. Pius XII zastał już sytuację znacznie inną. Najpierw wyniszczająca, straszliwa wojna, a po niej ofensywa komunizmu i liberalizmu na każdym kroku. Czy w takich warunkach można byłoby ogłosić tak wzniosłe święto? Zapewne tak. Czy przyniosłoby to takie owoce, jak w 1925? Mam co do tego wątpliwości.

Dlaczego po II soborze watykańskim zmieniono datę uroczystości Chrystusa Króla?

Po to, aby stworzyć przekaz, że Chrystus Pan króluje w wieczności a w pełni jego królestwo zaistnieje przy końcu historii.

Czy możliwy jest powrót do kalendarza liturgicznego sprzed II Soboru Watykańskiego?

Tu występują dwie opcje. Na skalę maksymalną – jest możliwy, ale wymagałoby to po prostu porzucenia w Kościele mszału Pawła VI i powrotu do mszału św. Piusa V. W skali minimalnej możemy sobie wyobrazić zarządzenie papieskie (dekretem), że święto Chrystusa Króla wraca na ostatnią niedzielę października. Oczywiście obecny papież tego ani nie planuje zrobić, ani nie zrobi.

Bóg zapłać za rozmowę.

Rozmawiał Tomasz Kolanek.

czwartek, 9 maja 2024

Akt Intronizacji Chrystusa Króla Polski jedynym bezpieczeństwem dla Polaków...

Nowenna do Chrystusa Króla przed 2000-leciem Odkupienia

 

Nowenna do Chrystusa Króla przed 2000-leciem Odkupienia


11-20 maja 2024 r. w Niepokalanowie, w związku z Nowenną Jubileuszu Odkupienia, gościmy Kongresowy Obraz Chrystusa Króla.

Od Wniebowstąpienia Pańskiego do święta NMP Matki Kościoła zostanie odprawiona Narodowa Nowenna do Chrystusa Króla.

Peregrynacja Obrazu Chrystusa Króla

Niepokalanów, 11-20 maja 2024

Pasterze Kościoła katolickiego w Polsce podczas 397. Zebrania Plenarnego Konferencji Episkopatu Polski, które odbyło się Warszawie w dniach 13-14 marca 2024 r., podjęli decyzję, że tegorocznym obchodem bliskich już Świąt Wielkanocnych rozpoczynamy dziewięcioletnią Wielką Nowennę, której celem jest odrodzenie duchowo-moralne i przygotowanie całego Kościoła w Polsce do tego wielkiego Jubileuszu.

Najważniejszymi momentami tej nowenny w latach 2024-2033 będą corocznie obchodzone uroczystości Triduum Paschalnego, Wniebowstąpienia Pańskiego, Zesłania Ducha Świętego oraz - kończąca rok liturgiczny - uroczystość Chrystusa Króla Wszechświata. Obchodząc co roku te najważniejsze momenty liturgiczne, będziemy w sposób szczególny dziękować i uwielbiać Boską Trójcę za dzieło Odkupienia, które ogarnia cały świat.

Z Komunikatu Przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski
w sprawie Wielkiej Nowenny przed dwutysiącleciem Dzieła Odkupienia

Peregrynacja Obrazu Chrystusa Króla - plakat
Program Nowenny
Sobota, 11 maja
16:45Przywiezienie i instalacja obrazu w kaplicy-sanktuarium św. Maksymiliana
17:30Nabożeństwo majowe
17:45Procesyjne przeniesienie Obrazu do bazyliki
Niedziela, 12 maja (Wniebowstąpienie Pańskie) - Pierwszy dzień Nowenny
17:00Nabożeństwo majowe, modlitwy do Chrystusa Króla
Poniedziałek, 13 maja (Matki Bożej Fatimskiej) - Drugi dzień Nowenny
18:30Nabożeństwo majowe, modlitwy do Chrystusa Króla
19:00Nabożeństwo Fatimskie
Wtorek, 14 maja - Trzeci dzień Nowenny
18:30Nabożeństwo majowe, modlitwy do Chrystusa Króla
Środa, 15 maja - Czwarty dzień Nowenny
18:30Nabożeństwo majowe, modlitwy do Chrystusa Króla
Czwartek, 16 maja (św. Andrzeja Boboli) - Piąty dzień Nowenny
18:30Nabożeństwo majowe, modlitwy do Chrystusa Króla
Piątek, 17 maja - Szósty dzień Nowenny
18:30Nabożeństwo majowe, modlitwy do Chrystusa Króla
Sobota, 18 maja (Wigilia Zesłania Ducha Świętego) - Siódmy dzień Nowenny
18:30Nabożeństwo majowe, modlitwy do Chrystusa Króla
Niedziela, 19 maja (Zesłanie Ducha Świętego) - Ósmy dzień Nowenny
17:00Nabożeństwo majowe, modlitwy do Chrystusa Króla
Poniedziałek, 20 maja (Matki Kościoła) - Dziewiąty dzień Nowenny
18:30Nabożeństwo majowe, modlitwy do Chrystusa Króla
19:00Pożegnanie Obrazu

sobota, 2 grudnia 2023

"Jeśli inne narody zapragną podążać drogą Polski, niech tak czynią, jeśli jednak Polska zapragnie naśladować inne narody, nie wypełni Mojej Woli." Intronizacja Pana Jezusa na Króla Polski jest KONIECZNOŚCIĄ.

 

"Jeśli inne narody zapragną podążać drogą Polski, niech tak czynią, jeśli jednak Polska zapragnie naśladować inne narody, nie wypełni Mojej Woli."
Intronizacja Pana Jezusa na Króla Polski jest KONIECZNOŚCIĄ.
Nie, nie musimy czekać na ustanowienie Dekalogu jako prawa obowiązującego w Narodzie przed Intronizacją. To niemożliwe! Prawo to wniesie Król Chrystus, kiedy zostanie Królem Polski. Oto dowód:
"Zapisz, że świat oddala się ode Mnie, ale to bez znaczenia, jeśli przyjmie Moją Wolę, nie odtrącę go. Jestem gotów przebaczyć i zapomnieć wasze grzechy, ale musicie zdobyć się na odwagę przyjęcia Mojej Woli i uznania Mojego panowania przez Intronizację narodową. Wtedy oddacie Mi swoją wolność, a wyrwiecie ją z rąk ludzkich wrogich Mojej łasce. Sam Bóg stanie się wówczas waszym obrońcą i rozstawi swoje wojsko wokół waszych granic. Nie lękajcie się. Przynoszę wam wyzwolenie. Nie lękajcie się Mnie. Nie lękajcie się Mojej miłości."