Pokazywanie postów oznaczonych etykietą O.Pelanowski zmiany w kościele znaki czasu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą O.Pelanowski zmiany w kościele znaki czasu. Pokaż wszystkie posty

środa, 22 listopada 2023

Ciało Mistyczne Chrystusa zapada się w ciemną mogiłę na czas, czasy, i połowę czasu.

 

Ciało Mistyczne Chrystusa zapada się w ciemną mogiłę na czas, czasy, i połowę czasu.

Ciało Mistyczne Chrystusa (Kościół) zapada się w ciemną mogiłę na czas, czasy, i połowę czasu.

LIST OD OJCA AUGUSTYNA PELANOWSKIEGO

z dnia 26.10.23, otrzymany za pośrednictwem Wydawnictwa Paganini.

Laudetur Iesus Christus

Dziękuję za modlitwę, za pamięć, za słowa wspierające ducha. Żyję jeszcze mimo prawie pięciu lat ukrywania się w lasach, w miejscu odosobnionym. Nie było ani jednego dnia bym żałował tego, co uczyniłem, gdyż Bóg mi pokazał już w 2015 roku ten przewrotny zamach na Święty Kościół. Dziś mam coraz liczniejsze dowody potwierdzające tamte natchnienia sprzed lat.

Od chwili, gdy.... Franciszek zaczął okupować Tron świętego Piotra, z roku na rok, powiększa się strefa destrukcji. Nie tylko puste seminaria, pustoszejące kościoły, puste krzesła na katechezach, ale i pustosłowie na ambonach są tego najlepszymi dowodami. Wreszcie ów synod synodalności (absurdalny pleonazm), czyli

epilog dekonstrukcji przy akompaniamencie akceptacji cudzołóstwa, bałwochwalstwa, homoseksualizmu i ekumenizmu rozumianego jako synkretyczny kogel-mogel.

Niebawem, za kilka miesięcy, najwyżej za rok, nikt z nas, kto kocha Kościół katolicki, ten Kościół, który dawał nadzieję w sakramentach na życie wieczne nie będzie mógł już odnaleźć się w murach większości świątyń. Ciało Chrystusa leżało w ciemnym grobie prawie trzy dni i Ciało Mistyczne Chrystusa (Kościół) zapada się w ciemną mogiłę na czas, czasy, i połowę czasu.

Nadszedł mrok, który jednak zakończy się zmartwychwstaniem, na podobieństwo tamtego poranka, gdy Maria Magdalena nie mogła rozpoznać Jezusa myśląc, że to ogrodnik. Tak, my również nowego, zmartwychwstałego kształtu Kościoła nie będziemy mogli rozpoznać, gdyż będzie skromny, mały, cichy, ukryty w ogrodach prowincji, jakże odmienny od naszych wspomnień i wyobrażeń. Zapowiadana przez proroków Pusillus Grex czyli maleńka trzódka i jedynie głos Chrystusa wydobywający się z tych sekretnych miejsc będzie głosem prawdy i miłości, głosem mówiącym do nas po imieniu, dzięki czemu odróżnimy go od imitacji.

Trzeba przetrwać nie dając się przerazić stanem zdrowia, ubóstwem materialnym, paniką spowodowaną wojnami, głodem, drożyzną, zarazami, które istnieją tylko w wiadomościach medialnych albo i tymi, które rzeczywiście zaczną dziesiątkować społeczeństwo. Przetrwać mimo naturalnych katastrof i plag i pyłu wulkanicznego.

Najbliższe miesiące będą rozstrzygające dla wielu z nas – ludzie podzielą się nawet w rodzinach na tych, którzy będą posłuszni ze strachu medialnej propagandzie i na tych, którzy posłuchają czystego sumienia, na tych, którzy pobiegną w ślepym posłuszeństwie ku nieposłusznym Bogu hierarchom i na tych, którzy będą posłuszni Bogu bez względu na cenę. Na tych, którzy uwielbią Ciało Chrystusa klęcząc niczym Kananejka w czasie Komunii i na tych, którzy będą deptać Je w spadających z dłoni partykułach (por. Ap. 11,1-2).

Żyjemy obecnie w globalnym zmanipulowaniu dysonansem poznawczym: patrząc na mężczyznę widzimy kogoś w niewieścich ubraniach, a można coraz częściej spotkać dziewczęta, które po tranzycji pozbawione są nawet piersi; w sklepach mamy mięso, które jest syntetykiem, mąka nie jest mąką lecz sproszkowanymi robakami; wiadomości z frontów wojennych są przefiltrowane i tworzą wirtualny obraz i już nie wiemy, kto jest agresorem a kto ofiarą; ojczyzna staje się mieszanką różnych nacji i zaczynamy się czuć obco we własnym kraju; w kościołach modlimy się nie o zbawienie ale o ekologiczne cele a pod hasłem „powszechnego braterstwa” w rzeczywistości ukrywa się powszechna alienacja.

Od czasów Plutarcha nie tylko filozofowie zastanawiali się nad paradoksem statku Tezeusza. Statek Tezeusza, mitycznego założyciela Aten, liczył 300 lat i w porcie zostały wymienione wszystkie jego elementy na nowe – powstało paradoksalne pytanie: „Czy jeśli wymienimy wszystkie elementy jakiegoś złożonego obiektu na nowe, a więc cały obiekt zostanie zastąpiony ostatecznie innym, to czy pozostaje on tym samym obiektem?”. Czy identyczna kopia jakiegoś obrazu jest tym samym obrazem? Czy inny egzemplarz tej samej książki jest tą samą książką?

A co, jeśli tytuł książki pozostał niezmienny i okładka, i liczba stron, ale treść została podmieniona? Czy ktoś, kto nosi protezę nogi, ręki – jest jeszcze tym samym człowiekiem? Oczywiście – ktoś odpowie, a jeśli – hipotetycznie – podmieni mu się mózg na elektroniczny ekwiwalent, i wszystkie części organizmu to będzie to ten sam człowiek? A jeśli zaingeruje się w kod genetyczny i się go zmieni?

A co, jeśli Kościół katolicki zachowuje jeszcze nazwę ale poglądy i styl życia hierarchów, obyczaje kapłanów, nauczanie moralne, dogmatyczne paradygmaty zostaną podmienione i będą w sprzeczności z oryginalnym nauczaniem Chrystusa – to czy Kościół Katolicki będzie jeszcze naprawdę Chrystusowym? (Mt 5,18)

Wedle legendy przekazanej przez Plutarcha, statek, którym grecki heros Tezeusz powrócił do Aten, został przez mieszkańców miasta zachowany dla potomności. Gdy stare deski w okręcie butwiały, Ateńczycy wymieniali je na nowe. W końcu w statku Tezeusza nie pozostała ani jedna oryginalna część. Po wymianie wszystkich elementów statek nie przypominał już autentyku. Ten nowy nie posiadał ani jednego z oryginalnych detali tworzących pierwotną strukturę.

Głównym problemem jest to, że bardzo trudno jest dokładnie stwierdzić moment, w którym jedna rzecz staje się inną. Szczegóły mogą zadecydować nie tylko o tożsamości, ale i o losie – Tezeusz wracając do Aten, zapomniał rozwinąć szkarłatne żagle, co było umówionym z Ajgeusem – jego ojcem – znakiem zwycięstwa. Ojciec, widząc czarne żagle, rzucił się ze skały w morze.

Czy Kościół katolicki jest Kościołem katolickim, jeśli zarówno przywódca jak i doktryna – jej „burty” dogmatyczne i „wiosła” moralne, a także szczegóły liturgii, sakramentów, z dziesięciolecia na dziesięciolecia, a w ostatnich kilku latach w sposób zatrważający hurtowo zostają nam podmienione? Czy obraz Boga, który dziś się nam przedstawia jest zgodny z tym, który został ujawniony w szczegółach Objawienia? To są tylko pytania, ale niekiedy zdolność do zadania pytania jest uzyskaniem połowy odpowiedzi.

Aktualni przedstawiciele hierarchii kościelnej, liczni kapłani, teologizujący publicyści, tłoczący się przy internetowej tubie, ukazują coraz częściej obraz Boga ograniczonego do permisywnego miłosierdzia: skurczony Bóg w swej bezsilności przyjmuje wszystkich i wszystko, nie ma za dużo do powiedzenia, gdyż nikt już za bardzo z Jego opiniami się nie liczy. Z tupetem mówi się, że jest jedynie miłością i miłosierdziem, a do gniewu nie ma On prawa, tym bardziej zabrania Mu się wszelkiej kary a zwłaszcza piekła. Odmówiono Mu nawet prawa do sądu.

Skoro Bóg jest … jedynie miłością to: hulaj dusza piekła nie ma. Propagatorzy takiego przesłania uważają, że zapisy biblijne o Jego gniewie to wyraz projekcji antropomorficznej, czyli po prostu przypisywanie Bogu ludzkich emocji. Ale… czy głoszenie Boga, który jest emerytowanym hipisem i rozlewa się z niego tylko bezkrytyczna i ślepa miłość w starczej bezsile, w której błogosławi transwestytów i rozdaje na ślepo Hostie nie zważając na cudzołóstwo lub wyznawanie innej religii – to nie próba domalowania na Jego obrazie wąsów, tak, jak na obrazie

Mony Lisy uczynił to Marcel Duchamp? Drobny szczegół – Mona Liza z wąsami nie jest Moną Lizą Leonarda. Wmawianie Bogu tylko jedynego odniesienia do człowieka zdaje mi się być także rodzajem życzeniowej projekcji, czymś w rodzaju zaaplikowanej na obraz Boga polisy ubezpieczeniowej dla swego losu pośmiertnego, niwelującej konsekwencje przedśmiertnych ekscesów. Czy przykazanie by nie czynić obrazów Boga, dotyczy artystycznych przedstawień czy ludzkich projekcji o Bogu? Czy ten zakaz dotyczy też tego, by z sakramentów nie czynić sobie wyobrażenia sakramentów, albo co gorsza: zmieniać ich formę, a nawet treść pozbawiając realnego Boga kontaktu z człowiekiem?

Kto kogo wymyślił: Bóg człowieka czy człowiek Boga? Kto kogo ma kreować na swoje wyobrażenie i podobieństwo: człowiek Boga czy Bóg człowieka? Czy sposób korzystania z sakramentów powinien być zgodny z ludzkimi życzeniami, czy z pragnieniem Chrystusa? Czy Chrystus, w którego wierzę, jest wytworem moich życzeń i roszczeń, wyobrażeń i projekcji, czy też efektem codziennego studiowania przy źródłach Objawienia i osobistej relacji oraz korzystania z sakramentów?

Czy wreszcie sakramenty które przyjmuję i sprawuję, są przez mnie postrzegane w taki sposób, jakie znaczenie nadał im Chrystus, Apostołowie oraz dwutysięczna Tradycja i praxis Kościoła, czy też postrzegam je tak, jak coraz powszechniej mi się je narzuca w codziennej praktyce w kościołach, która – co tu dużo mówić – jest często smutnym widokiem pośpiechu i obcesowości, a nawet ociera się o profanacje. Nie mówiąc już o ekstremalnych happeningach eucharystycznych jak ten, który miał miejsce na falach Morza Jońskiego, na plaży Alfieri, gdzie o. Mattia Bernasconi, „odprawił” Mszę świętą dla młodzieży z parafii mediolańskiej, rozebrany do kąpielówek, używając jako ołtarza dmuchanego materaca. Czy święcenia kapłańskie mężczyzn, którzy nie nadają się do małżeństwa, bo są homoseksualni są ważne, skoro ważne święcenia kapłańskie może przyjąć jedynie mężczyzna który rezygnuje z małżeństwa w ofierze dla Chrystusa a jest w dyspozycji psychicznej, emocjonalnej, fizycznej i duchowej do zawarcia małżeństwa? Czy sakramenty udzielane przez „księży” z Dąbrowy Górniczej były ważne?

Co mówi Chrystus o sobie, o Ojcu, o sakramentach? Co mówił Kościół przez dwa tysiące lat? Będąc w kościele, biorąc bezpośredni udział w Mszy świętej czegoż doświadczamy? Istnieje zasada formacji duchowej katolika: lex orandi lex credendi – prawo modlitwy jest prawem wiary. To, w jaki sposób jest sprawowana liturgia i co na niej słyszymy, widzimy – kształtuje naszą wiarę. Wobec dużego zamieszania i smutnych ekscesów oraz coraz wyraźniejszego sprotestantyzowania, trzeba nam osobiście przypomnieć sobie kilka prawd zawartych w Objawieniu i Tradycji katolickiej, choćby w skromnym wymiarze, by nie dać się ponieść ślepemu biegowi jaki ogarnął większość. Trzeba posłuchać Boga, a w naszym przypadku, słuchanie jest niemożliwe bez czytania, gdyż tak się zdarzyło, że Bóg na formę swego objawienia wybrał Biblię i Tradycję. Pierwszy dylemat, który mi się nasuwa w związku z szerzącymi się teologicznymi wirami, które porywają coraz większą rzeszę wiernych – to sprawa mojego zbawienia.

Syn Boży, jakieś dwa tysiące lat temu, bez pytania mnie przyjął ukrzyżowanie po ostatniej Passze, na której ustanowił sakrament zjednoczenia z Nim. I co, to już załatwione wszystko? Co byłoby wtedy z moją wolnością? – pytał w Epilogu Hans Urs von Balthasar. To tak, jakbym zanim się dowiedział, że jestem winny, usłyszał najpierw, że już za mnie nie tylko ktoś odsiedział w więzieniu, ale nawet odbyła się już egzekucja w zastępstwie za mnie. On może mnie odkupić, ale ja muszę wyrazić sobą świadomą zgodę, ujawnić pragnienie, przyjąć zaproszenie, z wolnością, bez przymusu wejść w to dzieło i okazać autentyczną skruchę. Nie da się mnie wykupić jak bagaż z przechowalni dworcowej, gdy zgubiło się kwit. Nie jestem przedmiotem, a tak można się czuć, gdy ktoś mi mówi, że już odkupienie się dokonało; jestem zły, bez możliwości poprawy, grzech mnie zniszczył, ale jestem darmo zbawiony, z łaski. A może nawet niektórzy są już predestynowani od urodzenia do nieba bez względu na to, co zrobią a inni będą potępieni, choćby nawet chcieli być zbawieni, bo Bóg i tak już wcześniej wszystko przewidział?

Protestancka wizja zbawienia zawiesza moją wolność. Jeśli ja jestem wolnym człowiekiem i mogę odmówić Bogu propozycji bym dał się pokochać, to On tym bardziej jest wolny do wypowiedzenia mi odmowy. Jeśli ja jestem wolny – to tym bardziej Bóg. Choć to jest przerażające, zagubienie się człowieka w upartej odmowie Bogu jest możliwe, a nawet może stać się nieodwracalną, wieczną zgubą. Odmowa ukazania siebie w całej prawdzie jest równa odmowie udziału w uczcie niebieskiej. Zaniechanie odsłaniania się w spowiedzi, prowadzi do niechęci do Eucharystii – taki proces może trwać latami powodując rogowacenie postawy ducha aż do niezmiennego „nie!”. Odmowa udziału w czyimś ślubie, imieninowych uroczystościach, jubileuszu, może być powodem obrazy zapraszających i jest równoznaczna z lekceważeniem zapraszających i powodem dla którego nas serdecznie zapraszają. Na świecie nie ma nic ważniejszego niż to, co uczynił dla nas Chrystus, tym bardziej, że kosztowało Go to w ludzkim życiu niewymowną mękę. Wszystko po to, byśmy mogli pić Jego Krew jak niemowlę mleko albo być karmionym Jego Ciałem jak dziecko siedzące na kolanach matki, karmione łyżeczką wypełnioną manną. Bez tej Krwi nasze szanse na szczęście wieczne są więcej niż wątpliwe, bez Jego Ciała nie stajemy się ciałem zdolnym do przeciśnięcia się do chwały zmartwychwstania. Mikołaj Kabasilas (+1391), twierdził, że Eucharystii nie ma sposobu przewyższyć niczym, ani nic już nie da się do niej dodać doskonalszego. [ H. Urs von Balthasar, Epilog. Wydawnictwo WAM, Kraków 2010, s. 87-88].

Odmowa udziału w sakramencie Eucharystii jest niewyobrażalną wzgardą dzieła Chrystusa i dowodem obojętności wobec ceny, jaką zapłacił On na krzyżu, dlatego w istocie Msza święta jest pleni titulo Najświętszą Ofiarą.

Nikt z nas nie starał się ani nie mógł skutecznie się starać, ani do dziś nie jest w stanie przywrócić jedności z Bogiem przez jakiekolwiek pojednania, gdyż przepaść jest zbyt wielka. Jedynie Bóg w swoim Synu, który stał się człowiekiem, pojednał ludzi ze sobą i w sobie przez swoją śmierć, która zniweczyła śmierć wszelką. Odmowa udziału w sakramencie, który jedna nas przez Krew Chrystusa z Bogiem, staje się jeszcze większą wzgardą Boga, niż ta, która była grzechem pierworodnym czy jakimkolwiek grzechem. Bóg w Najświętszej Ofierze nie daje nam czegoś od siebie, ale siebie samego, dlatego nie działa ona w sposób korektywny na jakąś sferę życia, ale stwarza jedyną w swoim rodzaju okazję na więź osobową, którą nazywamy komunią, której skutków do końca nie możemy pojąć choć owe skutki dają nam wstęp nie tylko do nieba, ale dają współuczestnictwo w boskiej naturze.

On chce trwać we mnie i czeka na takie samo „chcę” z mojej strony. Jak daje się w komunii, tak chce, bym sam był sui generis komunią dla Niego. Odrobina kwasu przecież zakwasza całe ciasto i odrobina Hostii potrafi mnie i innych uczynić zakwaszonymi boskością i nieodłącznie ukochanymi i kochającymi. Jeśli wszyscy jesteśmy okresowo ludźmi odmowy, to nie uciekajmy przed świadomością winy, lecz zdajmy sobie sprawę, że ucieczka jakiej się dopuścili Adam i Ewa ma tylko jeden cel: powrót.

Każda ucieczka przed Bogiem jest bezcelowa, bezsensowna, absurdalna jak piekło i dlatego tam się kończy. Bóg umożliwia nam powrót w przestrzeni uczty, a nie na rozprawie sądowej, ponieważ sąd przeprowadził na Krzyżu. Czy z tego powodu mamy msze święte zamieniać na cateringowe konsumpcje i usunąć krzyże z kościołów? Wystarczy przypomnieć przypowieść o synu marnotrawnym, by zdać sobie sprawę z konsekwencji hipotetycznej odmowy marnotrawcy, który powróciwszy, odmawia udziału w uczcie i omijając ojca, który wybiegł mu naprzeciw, idzie w stronę drugiego brata stojącego na polu, pozostając w buncie. Nie potrzebujemy zbawienia kiedyś, po śmierci, ale codziennie, bo codziennie jest zaproszenie i codziennie kusi nas spychanie w stronę wężowych śladów. J. C. Larchet, Terapia chorób duchowych. Wydawnictwo BRATCZYK, Hajnówka 2013, s. 282.

Codziennie jest na tyle źle, by codziennie niepowstrzymanie posiłkować się samym Dobrem, a dobry jest tylko Bóg. Nawet przebudzenie rano byłoby gorsze od śmierci, gdyby nie istniało zaproszenie na ucztę z Bogiem, pod sam Krzyż Chrystusa dającą siłę sprzeciwić się narastającej bezsilności, impotencji serca dającej pole nieszczęściom, niedołęstwu grzechu, ociężałości śmierci i złośliwości szatana.

Śmierć Chrystusa jest równocześnie ofiarą paschalną, która wypełnia ostateczne odkupienie ludzi przez Baranka, „który gładzi grzech świata” (J 1, 29) i ofiarą Nowego Przymierza, przywracającą człowiekowi komunię z Bogiem oraz dokonującą pojednania z Nim przez „Krew Przymierza, która za wielu będzie wylana na odpuszczenie grzechów” (Mt 26, 28; KKK 613).

O ile sakrament pojednania, w którym ukazujemy się w prawdzie naszych grzesznych czynów, niczego nie tając, ani nie zmieniając gładzi nasze winy, o tyle Msza

Święta wzmacnia naszą siłę ducha byśmy byli odporni na sytuacje, które mogłyby nas w przyszłości doprowadzić do grzechu. Najświętsza Ofiara przez miłość Ducha Świętego, którą w nas rozpala, zachowuje nas od przyszłych grzechów śmiertelnych, strzeże, uodparnia, wzbudza odrazę do grzechu, ponieważ im bardziej z rozpalonym sercem uczestniczymy w życiu Chrystusa i pogłębiamy przyjaźń z Nim, tym trudniej jest zerwać więź z Nim właśnie przez grzech śmiertelny – stąd w Vetus Ordo dwukrotnie w kontekście Komunii kapłan modli się nazywając Hostię „lekarstwem”(medele, remedium). Celem Najświętszej Ofiary nie jest jednak odpuszczenie grzechów śmiertelnych – jak to twierdził swego czasu, wbrew zapisom Katechizmu, Thomas Sternberg, szef Centralnego Komitetu Niemieckich Katolików – jest ono właściwe dla sakramentu pojednania. Msza święta jest natomiast sakramentem tych, którzy pozostają w pełnej komunii z Kościołem (KKK 1395).

Nicola Bux – szanowany profesor sakramentologii – zauważył nie bez smutku jak w ostatnich latach teologiczna myśl katolicka znalazła się w mrocznej mgle: zaciera się powód, dla którego Słowo stało się Ciałem w łonie Maryi Dziewicy i

umarło na krzyżu, aby zbawić ludzi od grzechu, powołując ich do Kościoła, który, jak mówi Katechizm, jest powołany do ewangelizacji i chrztu, aby stworzenia stały się dziećmi Bożymi.

Bowiem, jeśli bezczelnie sięgnięto po stwierdzenie, że nawet ci, którzy nie zostali ochrzczeni są dziećmi Bożymi, oznacza to, że chrzest jest niepotrzebny, a więc także katechumenat i chrześcijańska inicjacja sakramentalna. Zatajając prawdę o grzechu i łasce, konceptualizuje się “płynny” (liquid – liquidation) Kościół… by go ostatecznie zlikwidować.

Dowodem tego jest pewien dokument biskupa Rzymu dotyczący Eucharystii Desiderio desideravi, który zaprasza wszystkich (nie wspominając o konieczności spowiedzi ani słowem) do komunii. Jeśli prawnie lub nieprawnie wybrani przewodnicy Kościoła zmieniają zasady dotyczące wspólnej komunii eucharystycznej, “będzie to sprzeczne z Objawieniem i Magisterium”, co doprowadzi chrześcijan do “bluźnierstwa i świętokradztwa” -ostrzegł włoski teolog. Wzorując się na nauczaniu Kościoła opartym na Piśmie Świętym i Tradycji, prałat Nicola Bux, były konsultant Kongregacji Nauki Wiary, podkreślił, że niekatoliccy chrześcijanie muszą przyjąć chrzest i bierzmowanie w Kościele katolickim oraz żałować za grzechy ciężkie poprzez sakramentalną spowiedź, aby móc przyjąć Jezusa w Eucharystii. Tymczasem zaprasza się wszystkich do komunii, wszystkich, kogo się tylko da bez względu na stan moralny i na wyznanie wiary, tłumacząc to miłością. Ale miłość bez prawdy to miłość nieszczera, a prawdą jest, że każdy człowiek jest grzesznikiem i nie każdy człowiek przyjmuje Chrystusa jako zbawiciela i nie każdy wierzy w Chrystusa jako Syna Bożego i coraz większa liczba wierzących w ogóle nie przyjmuje Jego nauczania w integralnej, spójnej, katolickiej wymowie dokonując wybiórczych, arbitralnych modyfikacji według własnego uznania, nie licząc się ani z sensem Objawienia ani z dwutysięczną Tradycją, czyli interpretacją z gwarancją asystencji Ducha Świętego pieczołowicie zdeponowaną w Kościele.

Prałat Bux już kilka lat temu wyraził swój niepokój w związku z szerzącą się entuzjastycznie narracją zachwalającą “otwartą komunię” proponowaną najpierw przez niemieckiego teologa protestanckiego Jürgena Moltmanna, ale także przez kardynała Martiniego i kardynała Waltera Kaspera. Dla Moltmanna Komunia Święta jest “wieczerzą Pańską, a nie czymś zorganizowanym przez Kościół czy jakąkolwiek denominację”. Uważa on, że Kościół “zawdzięcza swoje życie Panu, a swoją wspólnotę Jego Wieczerzy, a nie odwrotnie” i dlatego jego zaproszenie “wychodzi do wszystkich, do których został posłany, aby ich zaprosić”.

Wszystkich? Co z przypowieścią o zaproszonych na ucztę, z której król wygonił człowieka, który ani słowem się nie odezwał i nie miał stroju weselnego? Co z Judaszem? Co z przypowieścią o pannach głupich i mądrych, co ze słowami Jezusa z Ewangelii Mateusza (Mt 7), gdzie nawet ci, którzy mówili „Panie, Panie” i głosili Ewangelię, egzorcyzmowali i czynili cuda w imię Jezusa, usłyszeli od Jezusa: „nigdy was nie znałem”? Dlatego nie dziwię się jako kapłan katolicki, odpowiedzi Msgr. Buxa na argumenty proponowane dla “otwartej Komunii” i interkomunii ze wszystkimi. Prałat Bux powołuje się na św. Tomasz z Akwinu, a ten już dawno temu odpowiada na to zagadnienie w swojej Summa Theologiae: „…kto przyjmuje ten sakrament, wyraża w ten sposób, że staje się jednym z Chrystusem i zostaje włączony w Jego członki; a dzieje się to dzięki żywej wierze, której nie ma ten, kto jest w grzechu śmiertelnym. I dlatego jest oczywiste, że kto przyjmuje ten sakrament będąc w grzechu śmiertelnym jest winny kłamstwa wobec tego sakramentu, a w konsekwencji świętokradztwa, ponieważ profanuje sakrament: a zatem grzeszy śmiertelnie” (80,4). A grzech śmiertelny jest odrzuceniem Chrystusa. Komunia taka byłaby więc zaprzeczeniem sobie samemu w przypadku osoby, która by ją przyjęła. Jeśli przyjmuję Komunię to oświadczam, że jestem jednym z Chrystusem do tego stopnia, że “spożywam”, czyli absolutnie akceptuję Jego Miłość do mnie, która spływa na mnie dzięki mojej prawdzie wyznanej Jemu. Rzeczywiste oddzielenie

od Chrystusa i Kościoła obiektywnie występuje u tych, którzy nie mają łaski uświęcającej i tych, którzy nie mają wiary katolickiej w to, co czyni “spożywanie” Chrystusa (tj. stan bycia w jedności z Nim – prawdziwie obecnym – i z Kościołem)– nie wierzą w substancjalną obecność, albo nie wierzą w Chrystusa jako Syna Bożego i odrzucają nauczanie katolickie lub je wybiórczo traktują. Mając na uwadze Ewangelię Jana, rozdział 6, a zwłaszcza Pierwszy List Pawła do Koryntian, rozdział 11, rozumie się, że interkomunia, dopuszczenie wszystkich do Komunii i Eucharystii jest sprzeczne z Pismem Świętym, Tradycją i Magisterium Kościoła. Aby przyjąć Komunię, trzeba przejść inicjację chrześcijańską (chrzest i bierzmowanie). Ponadto, jeśli dana osoba popadła w grzech ciężki, musi odbyć drogę pokutną, a zwłaszcza spowiedź sakramentalną. Mamy więc warunki komunii o których ani słowa nie ma w owym Desiderio desideravi.

Ani protestant, ani muzułmanin, ani ateista, ani zielonoświątkowiec nawet gdyby mieli okazjonalny entuzjazm emocjonalny do komunii – nie byliby dysponowani do niej, podobnie katolik, który eliminuje ze swojej praktyki spowiedź, albo nie uznaje pewnych grzechów za grzechy, albo sytuacyjnie traktuje swoją moralność. Inicjacja i droga pokutna rzeczywiście pokazują, że ten, kto chce się komunikować, musi najpierw wejść w komunię wiary Kościoła; lub jeśli oddalił się z powodu ciężkiego grzechu, schizmy lub herezji, musi ponownie wejść przez pokutę. Gdyby Stolica Apostolska w sposób niedorzeczny zmieniła zasadę, to znaczy, gdyby była w stanie doprowadzić do tego bez odbycia inicjacji chrześcijańskiej (chrzest i bierzmowanie) lub bez odbycia spowiedzi sakramentalnej, byłoby to sprzeczne z Objawieniem i Magisterium Jednego Świętego i Apostolskiego Kościoła Katolickiego i skłaniałaby wiernych do popełnienia bluźnierstwa i świętokradztwa. Dlatego wiara, którą protestanci wyznają nie jest katolicka, w

szczególności dlatego, że nie mają sakramentu bierzmowania, nie praktykują spowiedzi, dlatego nie mogąc odbyć drogi inicjacji, ani drogi skruchy i wyznania, nie mogą przyjąć Eucharystii. Protestanci nie mają sakramentu pokuty, nie mogą więc powrócić do komunii eucharystycznej. Wspólna Komunia z luteranami, na przykład, byłaby bezpośrednio sprzeczna z Kanonem II, Soboru Trydenckiego o Najświętszym Sakramencie Eucharystii:

“Jeśli ktoś mówi, że w świętym i najświętszym sakramencie Eucharystii substancja chleba i wina pozostaje w połączeniu z ciałem i krwią Pana naszego Jezusa Chrystusa, i zaprzecza tej cudownej i osobliwej przemianie całej substancji chleba w Ciało, a całej substancji wina w Krew, przy czym pozostają tylko pozory chleba i wina, którą to przemianę Kościół katolicki najtrafniej nazywa transsubstancjacją, niech będzie obłożony anatemą” (czyli klątwą).

Kanon potępia luterańską doktrynę konsubstancjacji, która utrzymuje, że fundamentalna “substancja” Ciała i Krwi Chrystusa jest obecna obok substancji chleba i wina, które pozostają niezmienione, a więc komunia jest tylko symbolem. Oznacza to, że jeśli ktokolwiek zachęcałby luteranina do przyjęcia Komunii Świętej w Kościele katolickim – nawet w wyjątkowych okolicznościach – byłby w błędzie, chyba, że ci sami luteranie odrzuciliby luterańską doktrynę o Eucharystii.

Niestety w ostatnim dokumencie o Eucharystii, biskup Rzymu nie wspomina o realnej, prawdziwej i substancjalnej obecności w Eucharystii Chrystusa, a nadmiernie podkreśla jedynie jej symboliczne aspekty zapraszając wszystkich do uczestnictwa bez podania istotnych warunków. Mamy już za sobą incydenty z rozdawaniem Komunii nie tylko luteranom, muzułmanom, transseksualistom, politykom proaborcyjnym, o których pisano w mediach. Nie wiem, o czym nie napisano ale wiem, co by na to powiedział święty Jan Damasceński (+749):

”Strzeżmy się, byśmy nie przyjmowali uczestnictwa komunii od odstępców ani też ich do tego nie dopuszczali. Mówi bowiem Pan: nie rzucajcie pereł między świnie ani świętości waszych przed psy” (Mt 7,6). Św. Cyryl Jerozolimski, idąc za Apostołem (Gal 1,8), naucza, że wiarę katolicką otrzymaną w chrzcie, my, katolicy powinniśmy przyjąć jako “zapas podróżny” na całe życie, nie przyjmując nigdy nic innego, nawet gdyby ci sami duszpasterze, zmieniając zdanie, nauczali czegoś przeciwnego, niż nauczali poprzednio.

Ani joty ani kreski nie zmieniają tym bardziej, że wiara to nie jakiś okręt Tezeusza, ale to bogactwo Łodzi Piotra. Błogosławiąc, modląc się za Was, pamiętając o pamiętających, składam dzięki za Waszą wiarę i wierność dziedzictwu Apostołów i ufam, że Msza Wszechczasów, którą już celebruję w mojej ukrytej pustelni przymnoży Wam darów niebieskich wprost z najczystszych dłoni Najświętszej Panny Maryi.

Ojciec Augustyn”

Cały tekst na www.dakowski.pl

wtorek, 5 października 2021

Antychryst - Czy to już teraz ? o Augustyn Pelanowski-Agenda zrównoważonego rozwoju - czyli nowy ład Antychrysta - o Augustyn Pelanowski

 Agenda zrównoważonego rozwoju
- czyli nowy ład Antychrysta - o Augustyn Pelanowski


Antychryst - Czy to już teraz ?
o Augustyn Pelanowski


Gigantyczna eksplozja Miłości cz.4
- o Augustyn Pelanowski


Gigantyczna eksplozja M i ł o ś c i cz.3
- o Augustyn Pelanowski


Gigantyczna eksplozja Miłości cz.2
- o Augustyn Pelanowski


Gigantyczna eksplozja Miłości cz.1
- o Augustyn Pelanowski


Gdy przyszłość jawi się jak mrok
- o Augustyn Pelanowski


Posłuszeństwo a współudział w szaleństwie
- o Augustyn Pelanowski


Uradowanie pomimo ucisku
- o Augustyn Pelanowski


Etap w którym można liczyć już tylko na B O G A
- o Augustyn Pelanowski


Jaka kara spadnie w naszej epoce ?
- o Augustyn Pelanowski


Czy nadeszły godziny zapowiedziane przez Apokalipsę ?
- o Augustyn pelanowski


Niewiasta na bestii i kielich bluźnierstwa
- o Augustyn Pelanowski


Ołtarz szatana i okultystyczna puszka pandory
- o Augustyn Pelanowski


Ostatnia próba Kościoła cz.2
- o Augustyn Pelanowski


Ostatnia próba Kościoła cz.1
- o Augustyn Pelanowski


Będzie jeszcze gorzej
- o Augustyn Pelanowski


Odstępstwo i 3 tajemnica Fatimska
- o Augustyn Pelanowski


Poganizacja Liturgii Katolickiej
- o Augustyn Pelanowski


Ćwiartowanie Kościoła cz.2
- o Augustyn Pelanowski


Ćwiartowanie Kościoła
o Augustyn Pelanowski


Synkretyczna religia antychrysta
- o Augustyn pelanowski


Fale niegodziwości
- o Augustyn Pelanowski


Ubóstwienie p l u g a s t w a
- o Augustyn Pelanowski


To się dzieje na naszych oczach
- o Augustyn Pelanowski


Świat, który nadchodzi
- o Augustyn Pelanowski


Deklaracja o braterstwie
o Augustyn Pelanowski


Antychryst będzie otrzymywał hołd w Kościele.
o Augustyn Pelanowski


Czy Rzym stanie się siedzibą antychrysta ?
o Augustyn Pelanowski


Czy papież popadł w herezje ?
o Augustyn Pelanowski


Zauroczenie Antychrystem
o. Augustyn Pelanowski


Oni już świętują przejęcie władzy w Kościele -
o Augustyn Pelanowski


Antychryst synem Kościoła?
o Augustyn Pelanowski


Odstępstwo i zdrada Boga?
o Augustyn Pelanowski

.

piątek, 12 lutego 2021

znaki oczyszczenia


Z pism ks. St. Gobbiego –znaki oczyszczenia


Kościół jest również prześladowany od wewnątrz, przede wszystkim przez te swoje dzieci, które poszły na kompromis z jego przeciwnikiem. Udało mu się zwieść nawet niektórych Pasterzy. 

 Wśród nich znajdują się tacy, którzy świadomie biorą udział w podstępnym planie prześladowania Mego Kościoła od wewnątrz. Moi najmilsi synowie muszą przejść próbę. Polega ona na tym, że będą czasami krępowani, wykluczani poza nawias, prześladowani przez niektórych współbraci, podczas gdy niewierni będą mieć szerokie i łatwe pole do działania. Również dla was, synowie najmilsi, przygotowują się takie same godziny cierpienia, jakie przeżył Mój Syn Jezus: godziny Getsemani, w czasie których doświadczał On wewnętrznej agonii porzucenia, zdrady i zaparcia się przez swoich… Skoro po takiej drodze przeszedł Mistrz, musicie i wy, Jego wierni uczniowie, przejść tę drogę, kiedy oczyszczenie dla całego Kościoła stanie się boleśniejsze

Plan miłosiernej miłości

1.01.1979, Uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki Maryi

Umiłowani synowie, stoję przy was u progu Nowego Roku. Ufajcie Mojemu Niepokalanemu Sercu!
W Moim Sercu zamknięty jest plan miłosiernej miłości Mego Syna Jezusa, który chce z powrotem doprowadzić świat do Ojca, aby Go doskonale uwielbić.
Świat nie jest zgubiony, choć kroczy obecnie drogami zatracenia i własnego zniszczenia. Przez próbę, którą wam wiele razy zapowiadałam, zostanie on w końcu uratowany – aktem miłości miłosiernej Jezusa, który was powierzył działaniu Niebieskiej Mamy.
Grzechy ciągle okrywają ziemię. We wszystkich jej częściach wybucha nienawiść i przemoc. Największe zbrodnie wołają codziennie o pomstę przed obliczem Boga.
Rozpoczynacie rok, w którym wszyscy spostrzegą potężną rękę Boga. Pochyli się On nad światem, by go wspomóc nieodpartą siłą miłosiernej miłości.
Moi synowie, czekają was wydarzenia, których nie potraficie sobie wyobrazić.
Istnieją jednak modlitwy dobrych ludzi, ból niewinnych, ukryte cierpienia wielu, łzy i błagania licznych ofiar, rozsianych po wszystkich zakątkach ziemi. Dzięki nim przyśpieszyłam czas Mojej nadzwyczajnej interwencji.
Kościół, Moje umiłowane Dziecko, wychodzi już z ciężkiej próby, bo bitwa pomiędzy Moim przeciwnikiem a Mną osiągnęła szczyt. Szatan usiłował wśliznąć się do Kościoła, zagrażając nawet Skale, na której jest On zbudowany, ale mu w tym przeszkodziłam.
Właśnie wtedy gdy szatan sądził, że już zwyciężył – po przyjęciu przez Boga ofiary Pawła VI i Jana Pawła I – otrzymałam od Boga dla Kościoła Papieża, którego przygotowałam i ukształtowałam.
On poświęcił się Mojemu Niepokalanemu Sercu i uroczyście powierzył Mi Kościół, którego jestem Matką i Królową.
Przez osobę i dzieło Ojca Świętego Jana Pawła II rozsiewam Moje wielkie światło. Będzie się ono powiększać, w miarę jak ciemność coraz bardziej będzie wszystko ogarniać.
Kapłani i wierni poświęceni Memu Niepokalanemu Sercu, dzieci, które zgromadziłam w Moim zastępie ze wszystkich stron świata na wielką, czekającą was bitwę, zjednoczcie się wszyscy wokół Papieża, a zostaniecie przyobleczeni Moją własną siłą i Moim cudownym światłem!
Kochajcie go, módlcie się za niego, słuchajcie go! Bądźcie mu we wszystkim posłuszni, nawet w noszeniu stroju duchownego – zgodnie z pragnieniem Mojego Serca i wolą Ojca Świętego, którą już dał wam poznać. Ofiarujcie Mi ból, który odczujecie, gdy z tego powodu nawet wasi współbracia będą was wyśmiewać.
Czas oczyszczenia Kościoła, mającego w Papieżu niezawodnego przewodnika, zostanie skrócony – zgodnie z Mym planem miłości.
Ta godzina należy więc do was: to godzina apostołów Mego Niepokalanego Serca.
Rozszerzajcie mężnie Ewangelię Jezusa, brońcie Prawdy, kochajcie Kościół. Pomagajcie wszystkim unikać grzechu, żyć w łasce i Bożej miłości. Módlcie się, znoście cierpienia, wynagradzajcie!

Pierwszy znak: zamęt

28.01.1979, Wspomnienie św. Tomasza z Akwinu, kapłana i doktora Kościoła

Najmilsi synowie, schrońcie się w Moim Niepokalanym Sercu.
Wielkie cierpienie poprzedzi nadejście pełnego chwały Królestwa Chrystusowego. Przyczyni się ono do oczyszczenia Kościoła oraz świata i doprowadzi do ich zupełnej odnowy.
Jezus zapoczątkował już miłosierne dzieło odnowy, dokonywanej wraz z Kościołem, Swoją Oblubienicą.
Różne znaki obwieszczają wam nadejście dla Kościoła czasu oczyszczenia. Pierwszy z nich – to zamęt w nim panujący. Jest to istotnie czas największego zamętu.
Rozszerzył się on wewnątrz Kościoła, gdzie – w dziedzinie dogmatycznej, liturgicznej i dyscyplinarnej – wszystko zostało zakwestionowane.
Istnieją prawdy objawione przez Mojego Syna, które Kościół na zawsze zdefiniował swoim Boskim i nieomylnym autorytetem. Prawdy te są niepodważalne, jak nienaruszalna jest sama Prawda Boża. Wiele z nich należy do najściślejszych tajemnic, których ludzki umysł nie może ani nigdy nie będzie mógł zrozumieć.
Człowiek ma je przyjmować z pokorą, aktem czystej wiary i z niewzruszonym zaufaniem Bogu, który je objawił i podaje do wierzenia ludziom wszystkich czasów przez Urząd Nauczycielski Kościoła.
Obecnie jednak rozpowszechniła się bardzo niebezpieczna tendencja. Polega ona na chęci przeniknięcia i zrozumienia wszystkiego – nawet tajemnicy. Dochodzi do tego, że z Prawdy przyjmuje się tylko tę część, która jest zrozumiała dla ludzkiego rozumu. Chce się odkryć tajemnicę samego Boga.
Odrzuca się prawdę, której nie można pojąć rozumowo. Usiłuje się zaproponować na nowo całą Prawdę objawioną, przedstawiając ją jednak w sposób racjonalistyczny. Ulega się złudzeniu, że będzie ona przez to przystępna dla wszystkich.
W ten sposób błąd niszczy Prawdę. Błąd rozpowszechnia się w najniebezpieczniejszej formie: jako nowy i właściwy sposób rozumienia Prawdy. Dochodzi w końcu do podważania nawet tych prawd, które stanowią fundament wiary katolickiej.
Nie neguje się ich otwarcie, lecz nadaje im się wieloznaczny sens. W samej doktrynie dochodzi więc do najbardziej niebezpiecznego kompromisu i to w stopniu, jaki nigdy dotąd nie miał miejsca.
W rezultacie mówi się jeszcze o prawdzie i dyskutuje, ale się już w nią nie wierzy i rozszerzają się ciemności błędu.
Zamęt – który usiłuje zapanować wewnątrz Kościoła i zniszczyć jego prawdy – jest pierwszym znakiem, wskazującym wam z całą oczywistością, że nadszedł dla niego czas oczyszczenia.
Kościół to Chrystus mistycznie żyjący wśród was.
Chrystus jest Prawdą. Kościół musi więc zawsze jaśnieć światłem Chrystusa, który jest Prawdą.
Obecnie jednak do wnętrza Kościoła wniknęły wielkie ciemności, z powodu podstępnego i zwodniczego działania jego przeciwnika.
Dziś opary szatana zasnuwają cały Kościół.
Szatan zaciemnił przede wszystkim rozum i myśl wielu Moich synów, zwodząc ich pychą i zarozumiałością, a poprzez nich zaciemnił Kościół.
Wy, bardzo umiłowani synowie waszej Niebieskiej Mamy, apostołowie Mojego Niepokalanego Serca, jesteście dziś powołani do walki słowem i przykładem, aby Prawda była coraz bardziej przyjmowana przez wszystkich ludzi. W ten sposób, dzięki światłości, zostanie przezwyciężona ciemność zamętu.
W tym celu musicie dosłownie żyć Ewangelią Mego Syna Jezusa.
Macie być samą żywą Ewangelią. Następnie musicie, z mocą i odwagą, głosić wszystkim Ewangelię, którą żyjecie. Wasze słowa będą mieć moc Ducha Świętego, który was napełni, oraz Światło Mądrości, której udziela wam Niebieska Mama. (…)

Drugi znak: brak dyscypliny

2.02.1979, Święto Ofiarowania Pańskiego

Wpatrujcie się w waszą Niebieską Mamę, która przybywa do świątyni, by ofiarować Swoje Dzieciątko.
Jest Ono Słowem Ojca, które stało się człowiekiem, Synem Bożym, przez którego wszechświat został stworzony. Jest oczekiwanym Mesjaszem, któremu poddani zostali Prorocy i Prawo.
Jednak od pierwszej chwili Swego ludzkiego poczęcia, staje się posłuszny we wszystkim woli Ojca: «Oto przychodzę, Boże, pełnić Twoją wolę». Już od Swego narodzenia poddaje się wszystkim przepisom Prawa: po ośmiu dniach – obrzezanie, a dziś, po czterdziestu dniach – ofiarowanie w świątyni.
Jak każdy inny pierworodny, tak i Mój Syn należy do Boga i musi być wykupiony przepisaną ofiarą. Z rąk kapłana powraca w Moje ramiona, abym mogła Go ponownie ofiarować – przez ranę Mojego Niepokalanego Serca, przeszytego mieczem. W ten sposób wypowiadamy razem nasze «tak» woli Ojca.
Najmilsi synowie, kiedy wzywam was, byście stawali się zupełnie małymi dziećmi w Moich ramionach, czynię to w tym celu, by was upodobnić do Mojego Dzieciątka Jezus w uległym i doskonałym posłuszeństwie Bożej woli.
Dziś Moje Serce jest na nowo zranione. Widzę bowiem, jak wielu Moich najmilszych synów żyje nie troszcząc się o uległość wobec Bożej woli, ponieważ nie zachowują, a czasami nawet otwarcie gardzą obowiązującymi w stanie kapłańskim prawami.
Brak dyscypliny rozszerza się w Kościele i zbiera plon ofiar – nawet wśród samych Pasterzy.
Taki jest więc drugi znak wskazujący wam, że dla Kościoła nadszedł ostateczny czas oczyszczenia: brak dyscypliny szerzący się wszędzie – szczególnie wśród duchowieństwa.
Brak dyscypliny – to brak wewnętrznej uległości wobec woli Bożej. Przejawia się on w wykroczeniach przeciw obowiązkom waszego stanu: przeciwko obowiązkowi modlitwy, dawania dobrego przykładu, życia świętego i apostolskiego. Iluż Kapłanów pozwala się pochłonąć nieuporządkowanej działalności i już się nie modli! Stale zaniedbują modlitwę brewiarzową, medytację i Różaniec. Ograniczają modlitwę do pospiesznego odprawienia Mszy św.
W ten sposób te Moje biedne dzieci dochodzą do pustki wewnętrznej i nie mają już ani światła, ani siły, by oprzeć się licznym zasadzkom, wśród których żyją. Zarażają się więc duchem świata, akceptują jego sposób życia, przyjmują jego wartości, biorą udział w jego świeckich manifestacjach, ulegają jego środkom propagandy i w końcu przesiąkają jego mentalnością. Stają się sługami świata, żyją zgodnie z jego duchem, usprawiedliwiają go i szerzą – wywołując przez to zgorszenie wśród wielu wiernych.
Z tego rodzi się powszechny bunt przeciwko normom kanonicznym, regulującym życie kapłańskie, oraz ciągle odradzająca się kontestacja obowiązku świętego celibatu. A przecież Chrystus pragnie go, co wyraził za pośrednictwem Swojego Kościoła. W tych dniach Papież zdecydowanie ponownie to potwierdził.
Brak dyscypliny to łatwość, z jaką się przekracza normy ustanowione przez Kościół dla uregulowania liturgii i życia duchowieństwa.
Dziś każdy chciałby ustanawiać swoje własne zasady, zgodne ze swymi upodobaniami i kaprysami. Z jak gorszącą łatwością przekracza się normy ustanowione przez Kościół, wciąż wielokrotnie potwierdzane przez Ojca Świętego, jak na przykład obowiązek noszenia stroju duchownego przez Kapłanów!
Niestety, często pierwszymi stale nieposłusznymi przepisom są Pasterze. Z powodu ich złego przykładu brak dyscypliny ogarnia następnie wszystkie dziedziny życia Kościoła.
Ten rozszerzający się w Kościele nieporządek wskazuje wam jasno, że nadchodzi decydujący moment jego oczyszczenia.
Co macie czynić wy, szczególnie umiłowani synowie Niebieskiej Mamy, apostołowie światła Mego Niepokalanego Serca?
Pozwólcie się nosić w Moich ramionach jak Moje najmniejsze dzieci, a uczynię was doskonale uległymi wobec woli Ojca.
Tak dacie wszystkim dobry przykład doskonałego posłuszeństwa przepisom Kościoła, a Mama Niebieska będzie mogła posłużyć się wami do zaprowadzenia porządku w Swym Domu, aby – po cierpieniu – zajaśniał w Kościele tryumf Jej Niepokalanego Serca.

Trzeci znak: rozłam

11.02.1979, Wspomnienie Najświętszej Maryi Panny z Lourdes

Jestem waszą Niepokalaną Matką.
Ukazałam się na ziemi w ubogiej grocie massabielskiej, by wskazać wam drogę, którą macie iść w tych trudnych chwilach.
Jest to Moja droga: droga czystości, łaski, modlitwy i pokuty.
Jest to droga, którą już wam wskazał Mój Syn Jezus, aby doprowadzić wszystkich do Ojca – w Swym Duchu Miłości. Macie w sobie tego samego Ducha, który uzdalnia was do nazywania Boga Ojcem, gdyż uczynił was uczestnikami Swojej Boskiej natury.
Kroczcie drogą Miłości. Zróbcie w sobie miejsce Duchowi Miłości, który prowadzi was w życiu do coraz większej wzajemnej jedności.
Kochajcie się wzajemnie, jak Jezus was umiłował, a będziecie naprawdę stanowili jedno. Jedność jest doskonałą miłością.
Jezus chciał jedności Swojego Kościoła, aby uczynić z niego sakrament Miłości Boga do ludzi.
Dziś Moje Niepokalane Serce drży z niepokoju na widok Kościoła wewnętrznie podzielonego.
Rozłam, który wniknął do Kościoła, jest trzecim znakiem wskazującym wam, że nadszedł dla niego czas ostatecznego i bolesnego oczyszczenia.
Choć w ciągu wieków Kościół był wiele razy rozdzierany podziałami – które doprowadziły wiele Moich dzieci do oddzielenia się od niego – otrzymałam jednak od Jezusa wyjątkowy przywilej jego jedności wewnętrznej.
Obecnie jednak Mój przeciwnik zdołał swoimi oparami zaciemnić również światło tego Boskiego przywileju.
Wewnętrzny podział objawia się wśród wiernych. Często, próbując bronić Prawdy i lepiej ją głosić, jedni powstają przeciwko drugim. Przez to jednak sami zdradzają Prawdę, gdyż Ewangelia Mojego Syna nie może być podzielona.
Ten wewnętrzny podział prowadzi czasem także Kapłanów do powstawania przeciwko Kapłanom, Biskupów – przeciwko Biskupom, a Kardynałów – przeciwko Kardynałom, ponieważ nigdy w takim stopniu jak obecnie nie udało się szatanowi wtargnąć między nich, rozdzierając drogocenną więź ich wzajemnej miłości.
Wewnętrzny podział przejawia się też tym, iż usiłuje się pozostawić w osamotnieniu, prawie że opuszczonego, Wikariusza Jezusa, Papieża: syna, którego kocham i w szczególny sposób oświecam.
Moje matczyne Serce jest zranione. Widzę bowiem, jak przeciwnicy Papieża coraz bardziej atakują jego słowa i działanie, a Moi synowie milczą i nie zabierają głosu.
Wskutek tego wewnętrznego rozłamu jego posługa nie jest już wystarczająco wspierana, a jego nauczanie nie wywiera wpływu na cały Kościół, który Chrystus chciał widzieć zjednoczony wokół Następcy Piotra.
Moje matczyne Serce doznaje udręki widząc, że nawet niektórzy Pasterze sprzeciwiają się prowadzeniu przez jego słowo oświecające i pewne.
Pierwszy sposób życia w odłączeniu od Papieża to otwarty bunt. Istnieje jednak sposób jeszcze bardziej podstępny i bardziej niebezpieczny. Polega on na publicznym zapewnianiu o swej jedności z Papieżem, gdy tymczasem wewnętrznie ma się poglądy zupełnie inne niż on, ignoruje się jego nauczanie i w praktyce postępuje się całkiem inaczej, niż on wskazuje.
O, Kościele, Mistyczne Ciało Mojego Jezusa! W swej bolesnej drodze na Kalwarię doszedłeś do jedenastej stacji. Twoje ciało, na nowo ukrzyżowane, jest rozdarte i zranione!
Cóż macie czynić wy, Moi synowie, apostołowie Mojego zbolałego i Niepokalanego Serca? Macie stać się nasieniem ukrytym, gotowym nawet umrzeć za wewnętrzną jedność Kościoła.
Dlatego uczę was co dzień większej miłości i wierności wobec Papieża i zjednoczonego z nim Kościoła. Dlatego dzielę dziś z wami niepokój matczynego Serca. Dlatego wychowuję was do heroicznej świętości i prowadzę was ze Sobą na Kalwarię. Będę mogła – dzięki wam – wyprowadzić Kościół z bolesnego oczyszczenia, aby ukazała się światu cała wspaniałość jego odnowionej jedności.

Czwarty znak: prześladowanie

3.03.1979, Pierwsza sobota miesiąca

Pozostańcie w schronieniu Mego Niepokalanego Serca, a znajdziecie tam pokój i wewnętrzną pogodę.
Synowie Moi najmilsi, rozpętała się już przepowiedziana przeze Mnie w Fatimie burza dla oczyszczenia Kościoła i całego świata. Oto godzina miłosierdzia Ojca. Teraz, gdy cierpienie staje się dla wszystkich coraz mocniejsze, objawia się On przez miłość Serca Swego Boskiego Syna.
Czwarty znak – wskazujący wam, że Kościół doszedł do szczytu bolesnego oczyszczenia – to prześladowanie. Istotnie, w różny sposób prześladuje się Kościół.
Prześladuje go świat, w którym żyje i pielgrzymuje, wskazując wszystkim drogę zbawienia. Prawdziwi nieprzyjaciele Boga to ci, którzy świadomie powstali przeciwko Niemu, aby całą ludzkość doprowadzić do życia bez Niego, którzy coraz bardziej prześladują Kościół.
Czasami prześladuje się Kościół otwarcie i gwałtownie, pozbawiając go wszystkiego i przeszkadzając w głoszeniu Ewangelii Jezusa.
W tych czasach Kościół jednak wiele razy poddawany zostaje większej próbie: prześladuje się go w sposób podstępny i bezbolesny – pozbawiając stopniowo tlenu koniecznego do życia. Usiłuje się następnie doprowadzić go do kompromisu z duchem świata, który wnika tym sposobem do wnętrza Kościoła, uzależnia go i paraliżuje jego żywotność.
Współpraca z Kościołem przekształca się często w najbardziej podstępną formę prześladowania. Zewnętrzne znaki szacunku wobec niego stały się niezawodnym środkiem uderzenia go.
Wynaleziono nową technikę powolnego uśmiercania go, bez krzyku i bez przelewania krwi.
Kościół jest również prześladowany od wewnątrz, przede wszystkim przez te swoje dzieci, które poszły na kompromis z jego przeciwnikiem. Udało mu się zwieść nawet niektórych Pasterzy. Wśród nich znajdują się tacy, którzy świadomie biorą udział w podstępnym planie prześladowania Mego Kościoła od wewnątrz.
Moi najmilsi synowie muszą przejść próbę. Polega ona na tym, że będą czasami krępowani, wykluczani poza nawias, prześladowani przez niektórych współbraci, podczas gdy niewierni będą mieć szerokie i łatwe pole do działania.
Również dla was, synowie najmilsi, przygotowują się takie same godziny cierpienia, jakie przeżył Mój Syn Jezus: godziny Getsemani, w czasie których doświadczał On wewnętrznej agonii porzucenia, zdrady i zaparcia się przez swoich…
Skoro po takiej drodze przeszedł Mistrz, musicie i wy, Jego wierni uczniowie, przejść tę drogę, kiedy oczyszczenie dla całego Kościoła stanie się boleśniejsze.
Miejcie ufność, najmilsi synowie, apostołowie Mego Niepokalanego Serca!
Żadna próba nie będzie służyć w takim stopniu pełnemu odnowieniu Kościoła, jak to wewnętrzne prześladowanie. Istotnie, wyjdzie on z tego cierpienia bardziej oczyszczony i pokorniejszy, bardziej oświecony i umocniony.
Wy zaś musicie przygotować się na tym większe cierpienie, im bliższy stanie się decydujący moment oczyszczenia. Dlatego chciałam wam przygotować bezpieczne schronienie.
W Moim Niepokalanym Sercu zostaniecie pocieszeni i napełnieni siłą. Równocześnie będziecie czuć się coraz bliżej waszej Niebieskiej Mamy. Ona przyjmie każde wasze cierpienie, tak jak pod Krzyżem przyjęła cierpienia Jezusa, gdyż musi również teraz – wobec Kościoła – wypełnić Swą macierzyńską funkcję Współodkupicielki i doprowadzić do Ojca wszystkie zbłąkane dzieci.

Bliskie jest wasze wyzwolenie

9.03.1979, piątek w Wielkim Poście

Synowie najmilsi, rozważajcie ze Mną znaki czasów, w których żyjecie. Serca ludzkie oziębły, a świat stał się pustynią.
Musicie mieć jeszcze więcej zaufania do waszej Niebieskiej Mamy! Rozważajcie ze Mną czasy, w których żyjecie, a zobaczycie znaki Mojej nadzwyczajnej interwencji.
Gdy pierwsze pąki pojawiają się na drzewach, wiecie, że zima już się kończy i że znowu zbliża się wiosna.
Pokazałam wam znaki surowej zimy, jaką obecnie przeżywa Kościół. Jego oczyszczenie doszło do szczytu cierpienia. Oblubienicę Mojego Jezusa pokrywają jeszcze rany i pada na nią cień jej przeciwnika, który wydaje się już chlubić swoim pełnym zwycięstwem.
Jest on pewien, że zwyciężył w Kościele przez zamęt, który zachwiał wiele prawd; przez brak dyscypliny, który rozszerzył nieład; przez rozłam, który zadał cios wewnętrznej jedności; przez prześladowanie, które stało się podstępne i ukryte i na nowo go ukrzyżowało!
W czasie najsurowszej zimy już jednak ukazują się pąki odradzającego się życia. Mówią wam one, że godzina waszego wyzwolenia jest bliska!
Wkrótce nadejdzie dla Kościoła nowa wiosna: tryumf Mego Niepokalanego Serca. Będzie to dalej ten sam Kościół, ale odnowiony i jaśniejący. Oczyszczenie uczyni go pokorniejszym i silniejszym, bardziej ubogim, bardziej ewangelicznym, by mogło w nim rozbłysnąć – na oczach wszystkich – chwalebne Królestwo Mego Syna Jezusa.
Będzie to nowy Kościół Światła. Już obecnie widać na jego gałęziach wiele przebijających się nowych pąków. Są nimi wszyscy, którzy powierzyli się Niebieskiej Mamie, czyli wy, apostołowie Mego Niepokalanego Serca.
Tak, wy: wszystkie Moje małe dzieci, które Mnie się poświęciły i żyją Moim duchem.
Wy, wierni uczniowie Jezusa, którzy chcecie żyć w pogardzie dla świata i samych siebie, w ubóstwie, pokorze, milczeniu; wy, którzy pragniecie modlić się, umartwiać, kochać i trwać w zjednoczeniu z Bogiem. Świat was nie uznaje i wami gardzi.
Nadeszła już chwila waszego wyjścia z ukrycia, by iść oświecać ziemię. Ukażcie się wszystkim jako Moi synowie, gdyż Ja zawsze jestem z wami. Niech wiara będzie światłem, które was oświeca w tych dniach ciemności. Niech was ogarnia tylko gorliwość o cześć i chwałę Mojego Syna Jezusa.
Walczcie, synowie światłości, choć jesteście jeszcze nieliczni! Wielu pójdzie w wasze ślady i przyłączy się do Mojej armii, gdyż już nadeszła godzina Mojej bitwy.
W czasie najbardziej surowej zimy jesteście pąkami, które rozkwitają na Moim Niepokalanym Sercu i które rozkładam na gałęziach Kościoła, by wam powiedzieć, że właśnie nadchodzi jego najpiękniejsza wiosna.
Będzie to dla niego jakby nowa Pięćdziesiątnica.
Umiłowane dzieci, patrzcie Moimi oczyma na czasy, w których żyjecie!
Wytrwajcie w modlitwie, cierpieniu i nadziei, ponieważ godzina waszego wyzwolenia jest bliska.

Źródło: Do Kapłanów, umiłowanych synów Matki Bożej, ks.Stefano Gobbi, wyd. Vox Domini, Katowice 2016

Za: https://www.vicona.pl/post/znaki-oczyszczenia-z-pism-ks-gobbi


poniedziałek, 28 grudnia 2020

O. Pelanowski: Pan powiedział mi, że dojdzie do oczyszczenia. Ogniem i wodą [wywiad]

 

O. Pelanowski: Pan powiedział mi, że dojdzie do oczyszczenia. Ogniem i wodą [wywiad]

Nie wiem, czy to czasy ostateczne, ale na pewno jesteśmy w trakcie poważnego przełomu historycznego, przemiany światowego systemu. To moment załamania. Wiem, że kara za grzechy będzie wielka – mówi o. Augustyn Pelanowski OSPPE, kaznodzieja i teolog.

Patrząc na sytuacje współczesnego świata i konfrontując to z Pismem Świętym, jakie znaki można według Ojca zobaczyć, czego można się spodziewać?

Żeby nie wchodzić w całą strukturę znaków, bo ich jest bardzo dużo i zagubilibyśmy się w labiryncie, powiem tylko o czymś, co wydaje mi się bardzo przydatne.

Celakówna powiedziała Przeździeckiemu o ostrzeżeniach Jezusa: jeśli Jezus Chrystus nie zostanie ukoronowany, wybuchnie wojna. Był luty 1939 roku. Przeździecki uwierzył i napisał list do kardynała Hlonda. Hlond nie uwierzył, odesłał ją do szpitala psychiatrycznego. Nie mam mu tego za złe, bo to było potrzebne tej kobiecie. Musiała przejść przez ogień, żeby stać się iskrą, musiała przejść przez to upokorzenie.

Jestem przekonany, że dzisiaj jest gorzej niż przed II wojną światową. Królują pycha ludzka, rozpusta, chciwość; jest tyle przypadków aborcji, pedofilii… Bóg nie może powstrzymać pewnych konsekwencji, więc kara za dzisiejsze grzechy będzie wielka. Może nie III wojna światowa – nie wiem, co to będzie. Wiem jednak, kto zostanie. Zostaną najubożsi, przetrwają rodziny. Straszne? Piękne?

„Maryja nas wyprzedza”

Ale Pan Bóg daje czasami wskazówki, co zrobić, i ostrzega.

Wskazówki są zawarte w Biblii, a ludzie szukają ich gdzieś poza Biblią. Nikt, kto wchodzi do Kościoła, nie może też nie zauważyć konfesjonału, który jest małą łagwią, chrzcielnicą. Jeśli ktoś schrzanił swój chrzest, może doświadczyć odnowy.

Maryja jest Królową Polski. Z trudem znosi wszystkie ozdoby, które na Niej wiszą, wszystkie przepiękne sukienki. O wiele ważniejsze są blizny na Jej twarzy.

W Apokalipsie pojawia się Maryja, prawda?

Jest Niewiasta z dwunastego rozdziału, ale jest też niewiasta z siedemnastego rozdziału: wielka macierz nierządnic, która siedzi na bestii i pije z kielicha – takiego kielicha eucharystycznego, tylko w sposób świętokradczy. To obraz rezygnacji ze spowiedzi, obraz wielu grzechów. Ale jest też Niepokalana, która woli zejść ze sceny i ucieka na pustynię chwalić Boga za to, że jej Dziecko nie musi starać się dojść do nieba, ponieważ jest porwane z nieba. Nikt, kto się odda Maryi, nie musi się martwić, jak się dostać do nieba.

A czy słowa, że Dziecko jest porwane przez orła białego, mają jakieś odniesienie do Polski?

Kilkanaście państw, może nawet kilkadziesiąt, ma w godle orła. O które państwo więc chodziło? Trudno powiedzieć, bo to jest symbol bardzo wieloznaczny, tak jak wszystko w Biblii. W każdej epoce nabiera on jakiegoś nowego znaczenia, nie tracąc niż ze swej istoty.

Dwa skrzydła – w symbolice biblijnej nie chodzi o podobieństwo, tylko o dynamikę, ruch; skrzydła oznaczają szybkość. Ona po prostu była niezwykle szybka. W Księdze Mądrości jest napisane: „Uprzedza bowiem tych, co jej pragną” (Mdr 6, 13). Co to znaczy? Że zanim sobie uświadomię pragnienie, Ona już jest przy mnie.

W opisie nawiedzenia mówi się wprost, że „Maryja poszła z pośpiechem w góry” (Łk 1, 39). Musiała pokonać sto pięćdziesiąt trzy kilometry. Żołnierz spod Maratonu przebiegł czterdzieści dwa kilometry i umarł, a Ona pokonała taki dystans z dzieckiem w łonie i dała życie światu.

A tytuł Królowej Polski?

Maryja jest Królową Polski. Z trudem znosi wszystkie ozdoby, które na Niej wiszą, wszystkie przepiękne sukienki. O wiele ważniejsze są blizny na Jej twarzy. Człowiek zhańbiony może spojrzeć na Jej twarz i pomyśleć: „Nie mam się czego wstydzić”. To jest najpiękniejszy klejnot Matki Bożej Jasnogórskiej.

Znam ludzi napiętnowanych, stygmatyzowanych, zranionych, z defektami twarzy. To dla nich bardzo trudne. A Ona z dumą – z dumą znacznie większą niż gwiazdę w koronie – nosi bliznę. To mnie uzdrawia. To jest prawdziwa Królowa. Bardziej przez bliznę niż przez koronę.

„Dlaczego pokutujesz?”

Czy na grzech i pokutę trzeba dzisiaj patrzeć inaczej? Myślę o znikających z kościołów konfesjonałach…

Sakrament spowiedzi, czyli mała łagiew, został ustanowiony jako powtórka chrztu świętego. Słyszymy, że w imię Ojca, Syna i Ducha Świętego się podnosimy. To chyba proste?

Jeśli ktoś wyrzuca konfesjonały z kościoła, to uniemożliwia działanie chrztu świętego w Kościele. Pewnego dnia ktoś powie: „Po co ten Chrzest? Wystarczy numer ewidencyjny w Kościele”.

A pokuta w rozumieniu wynagrodzenia za grzech?

Trzeba by zacząć od wyjaśnienia dwóch najważniejszych pojęć biblijnych. Dla żydów pokuta to teszuwa, czyli zawrócenie z drogi. Czym zgrzeszyłeś, tym teraz odpokutujesz. Na przykład Zacheusz: kradł, to teraz rozdaje jałmużnę.

W Nowym Testamencie pojawiło się nowe określenie pokuty, nawrócenia – metanoia, czyli zmiana myślenia. Same gesty to nie wszystko, trzeba jeszcze zmienić motywację. Czasem ludzie robią to samo, ale z różnych powodów, i jeden czyn jest ważny, a drugi nie. Dwie osoby przychodzą do konfesjonału, mówią te same grzechy i wypowiadają tę samą formułę – i jedna spowiedź jest miła Bogu, a druga nie. Ważna jest tutaj świadomość, motywacja, pragnienie: dlaczego ja to robię. Z miłości do Boga, do siebie, do komfortu czy żeby uciec od dyskomfortu? Dlaczego właściwie chcę pokutować. Sobie chcę wynagrodzić?

Ktoś, kto jest w zażyłej relacji z Bogiem, nie musi się męczyć, żeby się z Nim dogadać. On naprawdę żyje, naprawdę rozmawia.

W metanoi mogę pójść do spowiedzi z powodu aborcji, ale muszę też wiedzieć, dlaczego ja popełniłam tę aborcję i dlaczego więcej tego nie zrobię. Muszę to zrozumieć, a nie tylko usłyszeć, że aborcja jest społecznie nieakceptowalna. Muszę wiedzieć, dlaczego nie chcę zabijać dziecka, dlaczego jest to straszne. A teszuwa w tej sytuacji? Mogę podjąć się duchowej adopcji dziecka poczętego, zacząć finansować dom dziecka, wysłać jedzenie dla głodnych Etiopczyków.

„Pokuta za grzeszników”

A rola przyjmowania pokuty w intencji nawrócenia grzeszników? Czy Bóg naprawdę potrzebuje tego cierpienia, tej ofiary?

To wszystko jest niepotrzebne, bo Pan Jezus Chrystus wszystko już załatwił. Nic więcej się tutaj nie da zrobić. Liczy się bardziej to, że bardzo bym chciał coś zrobić. Jeśli Jezus mi powie: „Augustyn, zapraszam cię na krzyż na pół godziny”, to ja mogę iść. Ale to musi być Jego pomysł, a nie mój. Własną inicjatywą tego rodzaju mogę nakarmić swoją pychę. To jest próżność.

Nawet nie wiem, czy sam mógłbym dokonać takiego dzieła. Czy mnie stać. Podejrzewam, że Jezus pozwoli mi na przykład nie zjeść śniadania, obiadu, a na kolację już puści moją dłoń i obeżrę się po to, żebym nie pysznił się z powodu tego postu.

Czy trzeba coś zrobić, żeby usłyszeć taką prośbę?

Ktoś, kto jest w zażyłej relacji z Bogiem, nie musi się męczyć, żeby się z Nim dogadać. On naprawdę żyje, naprawdę rozmawia. Jeśli ktoś myśli: „Jak to? Rozmawiać z Bogiem?”, chyba nigdy nie czytał Biblii. To wszystko bierze się stamtąd.

„Dojdzie do oczyszczenia”

Potrzebny był Polsce egzorcyzm?

Bardzo. Egzorcyzm powinien był się odbyć w odpowiednim miejscu i nie wiem, czy z tamtym tak było… Najpierw egzorcyzm, a potem przyjęcie Jezusa jako Króla. Nie wiem, czy to dobrze, jeśli jest odwrotnie, ale myślę, że Jezus sobie z tym wszystkim poradzi.

Czy możemy powiedzieć, że żyjemy w czasach ostatecznych? I czym są czasy ostateczne, o których teraz dużo słyszymy?

Nie wiem, czy to czasy ostateczne, ale na pewno jesteśmy w trakcie poważnego przełomu historycznego, przemiany światowego systemu. To moment załamania, nie jest najlepiej. Podczas modlitwy Pan mi pokazał, że dojdzie do oczyszczenia przez ogień i wodę.

Kiedyś psychiatra mnie badał, żeby ocenić, czy mogę dostać się do zakonu, czy nie. Ta pani, zresztą słynna osoba, zapytała mnie, jaki jest mój ideał kobiety. Powiedziałem, że Matka Boża. Ona stwierdziła, że nierealistycznie patrzę na świat, ale mieszczę się jeszcze w granicach normy i mogę wstąpić do Zakonu.

Naiwnością byłoby myśleć, że w związku z tym załamaniem trzeba sobie odłożyć kwotę na starość. Bardzo współczuję ludziom, którzy sobie odłożyli miliardy w bankach. Ci najwięcej stracą. Najubożsi przetrwają. I rodziny. Nie deprecjonuję osób żyjących samotnie; potępiam tych, którzy niszczą rodziny. Samotność jest równie piękna jak życie w rodzinie.

A dlaczego rodziny przetrwają?

Tak mi pokazał Pan. Nie rodziny w znaczeniu: ojciec, matka, jedno dziecko, tylko rodziny, które są otwarte na życie, które się nie boją żyć. Tacy ludzie są wytrwali, nie poddają się śmierci, rozpaczy. Jeśli ktoś żyje w komforcie, nie wytrzyma tego.

„Maryja wyciąga nas z bagna”

Mamy ostatnio do czynienia z wyjątkowo licznymi objawieniami Matki Bożej – w Polsce i na świecie.

W ciągu ostatnich dwustu lat rzeczywiście było znacznie więcej objawień niż wcześniej. Maryja jest coraz popularniejszą i coraz bardziej wpływową Osobą na świecie. Jest szybsza niż najszybsi.

Maryja często pomaga podstępem, bo jest bystra, inteligentna i szybka. Zanim się człowiek zorientuje, już jest po nawróceniu.

Fascynuje mnie ta kobieta. Kiedyś psychiatra mnie badał, żeby ocenić, czy mogę dostać się do zakonu, czy nie. Ta pani, zresztą słynna osoba, zapytała mnie, jaki jest mój ideał kobiety. Powiedziałem, że Matka Boża. Ona stwierdziła, że nierealistycznie patrzę na świat, ale mieszczę się jeszcze w granicach normy i mogę wstąpić do Zakonu.

Maryja naprawdę bardzo mi się podoba, kocham Ją, fascynuje mnie Jej osobowość, szybkość, bystrość, piękno, urok.

Ojcze, po co przychodzi Maryja? Po co się objawia?

Kocha nas. Wyciąga nas z bagna. Po co się idzie nad rzekę? Żeby łowić ryby. Niektórzy się dają ocalić, inni nie. Maryja często pomaga podstępem, bo jest bystra, inteligentna i szybka. Zanim się człowiek zorientuje, już jest po nawróceniu. Gdyby chciała liczyć na naszą inteligencję i szybkość, bylibyśmy dziś w XIII wieku.

Mistycy powtarzali i powtarzają, że nadejdzie czas próby. Czy jest jakiś sposób, by się do niego przygotować?

Biblia, spowiedź, Eucharystia i oddawanie się Matce Najświętszej. Nic więcej. Jeśli zrobimy to, co do nas należy, próba będzie promocją. Będzie tak, jak z potopem. Ponieważ Noe był bardzo związany z Bogiem, a inni ludzie byli w bagnie moralnym, kiedy wody przybywało, Noe podnosił się ku górze, a tamci szli na dno.

Potop to łaska. Dla jednych jest przekleństwem, dla drugich błogosławieństwem. Żeby przejść tę próbę, trzeba być w arce. Amen.

Rozmowa jest fragmentem książki „Proroctwo, które można wypełnić”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Esprit.

O. Pelanowski: Pan powiedział mi, że dojdzie do oczyszczenia. Ogniem i wodą [wywiad]

 

O. Pelanowski: Pan powiedział mi, że dojdzie do oczyszczenia. Ogniem i wodą [wywiad]

Nie wiem, czy to czasy ostateczne, ale na pewno jesteśmy w trakcie poważnego przełomu historycznego, przemiany światowego systemu. To moment załamania. Wiem, że kara za grzechy będzie wielka – mówi o. Augustyn Pelanowski OSPPE, kaznodzieja i teolog.

Patrząc na sytuacje współczesnego świata i konfrontując to z Pismem Świętym, jakie znaki można według Ojca zobaczyć, czego można się spodziewać?

Żeby nie wchodzić w całą strukturę znaków, bo ich jest bardzo dużo i zagubilibyśmy się w labiryncie, powiem tylko o czymś, co wydaje mi się bardzo przydatne.

Celakówna powiedziała Przeździeckiemu o ostrzeżeniach Jezusa: jeśli Jezus Chrystus nie zostanie ukoronowany, wybuchnie wojna. Był luty 1939 roku. Przeździecki uwierzył i napisał list do kardynała Hlonda. Hlond nie uwierzył, odesłał ją do szpitala psychiatrycznego. Nie mam mu tego za złe, bo to było potrzebne tej kobiecie. Musiała przejść przez ogień, żeby stać się iskrą, musiała przejść przez to upokorzenie.

Jestem przekonany, że dzisiaj jest gorzej niż przed II wojną światową. Królują pycha ludzka, rozpusta, chciwość; jest tyle przypadków aborcji, pedofilii… Bóg nie może powstrzymać pewnych konsekwencji, więc kara za dzisiejsze grzechy będzie wielka. Może nie III wojna światowa – nie wiem, co to będzie. Wiem jednak, kto zostanie. Zostaną najubożsi, przetrwają rodziny. Straszne? Piękne?

„Maryja nas wyprzedza”

Ale Pan Bóg daje czasami wskazówki, co zrobić, i ostrzega.

Wskazówki są zawarte w Biblii, a ludzie szukają ich gdzieś poza Biblią. Nikt, kto wchodzi do Kościoła, nie może też nie zauważyć konfesjonału, który jest małą łagwią, chrzcielnicą. Jeśli ktoś schrzanił swój chrzest, może doświadczyć odnowy.

Maryja jest Królową Polski. Z trudem znosi wszystkie ozdoby, które na Niej wiszą, wszystkie przepiękne sukienki. O wiele ważniejsze są blizny na Jej twarzy.

W Apokalipsie pojawia się Maryja, prawda?

Jest Niewiasta z dwunastego rozdziału, ale jest też niewiasta z siedemnastego rozdziału: wielka macierz nierządnic, która siedzi na bestii i pije z kielicha – takiego kielicha eucharystycznego, tylko w sposób świętokradczy. To obraz rezygnacji ze spowiedzi, obraz wielu grzechów. Ale jest też Niepokalana, która woli zejść ze sceny i ucieka na pustynię chwalić Boga za to, że jej Dziecko nie musi starać się dojść do nieba, ponieważ jest porwane z nieba. Nikt, kto się odda Maryi, nie musi się martwić, jak się dostać do nieba.

A czy słowa, że Dziecko jest porwane przez orła białego, mają jakieś odniesienie do Polski?

Kilkanaście państw, może nawet kilkadziesiąt, ma w godle orła. O które państwo więc chodziło? Trudno powiedzieć, bo to jest symbol bardzo wieloznaczny, tak jak wszystko w Biblii. W każdej epoce nabiera on jakiegoś nowego znaczenia, nie tracąc niż ze swej istoty.

Dwa skrzydła – w symbolice biblijnej nie chodzi o podobieństwo, tylko o dynamikę, ruch; skrzydła oznaczają szybkość. Ona po prostu była niezwykle szybka. W Księdze Mądrości jest napisane: „Uprzedza bowiem tych, co jej pragną” (Mdr 6, 13). Co to znaczy? Że zanim sobie uświadomię pragnienie, Ona już jest przy mnie.

W opisie nawiedzenia mówi się wprost, że „Maryja poszła z pośpiechem w góry” (Łk 1, 39). Musiała pokonać sto pięćdziesiąt trzy kilometry. Żołnierz spod Maratonu przebiegł czterdzieści dwa kilometry i umarł, a Ona pokonała taki dystans z dzieckiem w łonie i dała życie światu.

A tytuł Królowej Polski?

Maryja jest Królową Polski. Z trudem znosi wszystkie ozdoby, które na Niej wiszą, wszystkie przepiękne sukienki. O wiele ważniejsze są blizny na Jej twarzy. Człowiek zhańbiony może spojrzeć na Jej twarz i pomyśleć: „Nie mam się czego wstydzić”. To jest najpiękniejszy klejnot Matki Bożej Jasnogórskiej.

Znam ludzi napiętnowanych, stygmatyzowanych, zranionych, z defektami twarzy. To dla nich bardzo trudne. A Ona z dumą – z dumą znacznie większą niż gwiazdę w koronie – nosi bliznę. To mnie uzdrawia. To jest prawdziwa Królowa. Bardziej przez bliznę niż przez koronę.

„Dlaczego pokutujesz?”

Czy na grzech i pokutę trzeba dzisiaj patrzeć inaczej? Myślę o znikających z kościołów konfesjonałach…

Sakrament spowiedzi, czyli mała łagiew, został ustanowiony jako powtórka chrztu świętego. Słyszymy, że w imię Ojca, Syna i Ducha Świętego się podnosimy. To chyba proste?

Jeśli ktoś wyrzuca konfesjonały z kościoła, to uniemożliwia działanie chrztu świętego w Kościele. Pewnego dnia ktoś powie: „Po co ten Chrzest? Wystarczy numer ewidencyjny w Kościele”.

A pokuta w rozumieniu wynagrodzenia za grzech?

Trzeba by zacząć od wyjaśnienia dwóch najważniejszych pojęć biblijnych. Dla żydów pokuta to teszuwa, czyli zawrócenie z drogi. Czym zgrzeszyłeś, tym teraz odpokutujesz. Na przykład Zacheusz: kradł, to teraz rozdaje jałmużnę.

W Nowym Testamencie pojawiło się nowe określenie pokuty, nawrócenia – metanoia, czyli zmiana myślenia. Same gesty to nie wszystko, trzeba jeszcze zmienić motywację. Czasem ludzie robią to samo, ale z różnych powodów, i jeden czyn jest ważny, a drugi nie. Dwie osoby przychodzą do konfesjonału, mówią te same grzechy i wypowiadają tę samą formułę – i jedna spowiedź jest miła Bogu, a druga nie. Ważna jest tutaj świadomość, motywacja, pragnienie: dlaczego ja to robię. Z miłości do Boga, do siebie, do komfortu czy żeby uciec od dyskomfortu? Dlaczego właściwie chcę pokutować. Sobie chcę wynagrodzić?

Ktoś, kto jest w zażyłej relacji z Bogiem, nie musi się męczyć, żeby się z Nim dogadać. On naprawdę żyje, naprawdę rozmawia.

W metanoi mogę pójść do spowiedzi z powodu aborcji, ale muszę też wiedzieć, dlaczego ja popełniłam tę aborcję i dlaczego więcej tego nie zrobię. Muszę to zrozumieć, a nie tylko usłyszeć, że aborcja jest społecznie nieakceptowalna. Muszę wiedzieć, dlaczego nie chcę zabijać dziecka, dlaczego jest to straszne. A teszuwa w tej sytuacji? Mogę podjąć się duchowej adopcji dziecka poczętego, zacząć finansować dom dziecka, wysłać jedzenie dla głodnych Etiopczyków.

„Pokuta za grzeszników”

A rola przyjmowania pokuty w intencji nawrócenia grzeszników? Czy Bóg naprawdę potrzebuje tego cierpienia, tej ofiary?

To wszystko jest niepotrzebne, bo Pan Jezus Chrystus wszystko już załatwił. Nic więcej się tutaj nie da zrobić. Liczy się bardziej to, że bardzo bym chciał coś zrobić. Jeśli Jezus mi powie: „Augustyn, zapraszam cię na krzyż na pół godziny”, to ja mogę iść. Ale to musi być Jego pomysł, a nie mój. Własną inicjatywą tego rodzaju mogę nakarmić swoją pychę. To jest próżność.

Nawet nie wiem, czy sam mógłbym dokonać takiego dzieła. Czy mnie stać. Podejrzewam, że Jezus pozwoli mi na przykład nie zjeść śniadania, obiadu, a na kolację już puści moją dłoń i obeżrę się po to, żebym nie pysznił się z powodu tego postu.

Czy trzeba coś zrobić, żeby usłyszeć taką prośbę?

Ktoś, kto jest w zażyłej relacji z Bogiem, nie musi się męczyć, żeby się z Nim dogadać. On naprawdę żyje, naprawdę rozmawia. Jeśli ktoś myśli: „Jak to? Rozmawiać z Bogiem?”, chyba nigdy nie czytał Biblii. To wszystko bierze się stamtąd.

„Dojdzie do oczyszczenia”

Potrzebny był Polsce egzorcyzm?

Bardzo. Egzorcyzm powinien był się odbyć w odpowiednim miejscu i nie wiem, czy z tamtym tak było… Najpierw egzorcyzm, a potem przyjęcie Jezusa jako Króla. Nie wiem, czy to dobrze, jeśli jest odwrotnie, ale myślę, że Jezus sobie z tym wszystkim poradzi.

Czy możemy powiedzieć, że żyjemy w czasach ostatecznych? I czym są czasy ostateczne, o których teraz dużo słyszymy?

Nie wiem, czy to czasy ostateczne, ale na pewno jesteśmy w trakcie poważnego przełomu historycznego, przemiany światowego systemu. To moment załamania, nie jest najlepiej. Podczas modlitwy Pan mi pokazał, że dojdzie do oczyszczenia przez ogień i wodę.

Kiedyś psychiatra mnie badał, żeby ocenić, czy mogę dostać się do zakonu, czy nie. Ta pani, zresztą słynna osoba, zapytała mnie, jaki jest mój ideał kobiety. Powiedziałem, że Matka Boża. Ona stwierdziła, że nierealistycznie patrzę na świat, ale mieszczę się jeszcze w granicach normy i mogę wstąpić do Zakonu.

Naiwnością byłoby myśleć, że w związku z tym załamaniem trzeba sobie odłożyć kwotę na starość. Bardzo współczuję ludziom, którzy sobie odłożyli miliardy w bankach. Ci najwięcej stracą. Najubożsi przetrwają. I rodziny. Nie deprecjonuję osób żyjących samotnie; potępiam tych, którzy niszczą rodziny. Samotność jest równie piękna jak życie w rodzinie.

A dlaczego rodziny przetrwają?

Tak mi pokazał Pan. Nie rodziny w znaczeniu: ojciec, matka, jedno dziecko, tylko rodziny, które są otwarte na życie, które się nie boją żyć. Tacy ludzie są wytrwali, nie poddają się śmierci, rozpaczy. Jeśli ktoś żyje w komforcie, nie wytrzyma tego.

„Maryja wyciąga nas z bagna”

Mamy ostatnio do czynienia z wyjątkowo licznymi objawieniami Matki Bożej – w Polsce i na świecie.

W ciągu ostatnich dwustu lat rzeczywiście było znacznie więcej objawień niż wcześniej. Maryja jest coraz popularniejszą i coraz bardziej wpływową Osobą na świecie. Jest szybsza niż najszybsi.

Maryja często pomaga podstępem, bo jest bystra, inteligentna i szybka. Zanim się człowiek zorientuje, już jest po nawróceniu.

Fascynuje mnie ta kobieta. Kiedyś psychiatra mnie badał, żeby ocenić, czy mogę dostać się do zakonu, czy nie. Ta pani, zresztą słynna osoba, zapytała mnie, jaki jest mój ideał kobiety. Powiedziałem, że Matka Boża. Ona stwierdziła, że nierealistycznie patrzę na świat, ale mieszczę się jeszcze w granicach normy i mogę wstąpić do Zakonu.

Maryja naprawdę bardzo mi się podoba, kocham Ją, fascynuje mnie Jej osobowość, szybkość, bystrość, piękno, urok.

Ojcze, po co przychodzi Maryja? Po co się objawia?

Kocha nas. Wyciąga nas z bagna. Po co się idzie nad rzekę? Żeby łowić ryby. Niektórzy się dają ocalić, inni nie. Maryja często pomaga podstępem, bo jest bystra, inteligentna i szybka. Zanim się człowiek zorientuje, już jest po nawróceniu. Gdyby chciała liczyć na naszą inteligencję i szybkość, bylibyśmy dziś w XIII wieku.

Mistycy powtarzali i powtarzają, że nadejdzie czas próby. Czy jest jakiś sposób, by się do niego przygotować?

Biblia, spowiedź, Eucharystia i oddawanie się Matce Najświętszej. Nic więcej. Jeśli zrobimy to, co do nas należy, próba będzie promocją. Będzie tak, jak z potopem. Ponieważ Noe był bardzo związany z Bogiem, a inni ludzie byli w bagnie moralnym, kiedy wody przybywało, Noe podnosił się ku górze, a tamci szli na dno.

Potop to łaska. Dla jednych jest przekleństwem, dla drugich błogosławieństwem. Żeby przejść tę próbę, trzeba być w arce. Amen.

Rozmowa jest fragmentem książki „Proroctwo, które można wypełnić”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Esprit.

Prezydent codziennie modli się na różańcu i prosi, bym to mówił ludziom" | ks. Jarosław Wąsowicz.

  Chaplain to President Karol Nawrocki #shorts odbudowani Prezydent codziennie modli się na różańcu i prosi, bym to mówił ludziom" | k...