piątek, 20 lutego 2026

 

„Nie łudźcie się: Bóg nie dozwoli z siebie szydzić.

 

Wystarczy jeden grzech śmiertelny popełniony ze złej woli, nie wyznany na spowiedzi, lub też wyznany bez żalu i z pogardą do Bożego Miłosierdzia, aby w chwili śmierci pogrążyć się w wiecznym cierpieniu piekła. Do popełnienia grzechu śmiertelnego konieczna jest wewnętrzna zgoda. „Nie łudźcie się: Bóg nie dozwoli z siebie szydzić. A co człowiek sieje, to i żąć będzie: kto sieje w ciele swoim, jako plon ciała zbierze zagładę; kto sieje w duchu, jako plon ducha zbierze życie wieczne”

Jakie życie, taka śmierć
13 listopada 2021

Nasze życie na ziemi jest tylko jedno i jest ono niepowtarzalne. Pan Bóg nam przypomina, że po śmierci człowiek nie ma już żadnej możliwości powrotu na ziemię: „Nie zapominaj, że nie ma on powrotu” (Syr 38,21); „Postanowione ludziom raz umrzeć, a potem sąd” (Hbr 9,27).
Wielu ludzi, którzy – tak jak Marino Restrepo [1] – doświadczyli śmierci klinicznej, otrzymało od Boga dar poznania, że w chwili śmierci czeka nas sąd i że właśnie wtedy zadecyduje się nasze zbawienie (niebo lub czyściec) albo wieczne potępienie w przerażających cierpieniach piekła. Marino zdobył pewność, że w momencie śmierci „musimy stanąć przed trybunałem Chrystusa, aby każdy otrzymał zapłatę za uczynki dokonane w ciele, złe lub dobre” (2 Kor 5,10). Dla Marina Restrepo stało się oczywiste, że teoria reinkarnacji, w którą dotychczas wierzył, jest jedną z najbardziej podstępnych pokus złego ducha, który fałszuje prawdę o Bogu, o tajemnicy Jego Wcielenia, Męki, Śmierci i Zmartwychwstania oraz o niepowtarzalności ludzkiego życia.
„Nie łudźcie się: Bóg nie dozwoli z siebie szydzić. A co człowiek sieje, to i żąć będzie: kto sieje w ciele swoim, jako plon ciała zbierze zagładę; kto sieje w duchu, jako plon ducha zbierze życie wieczne” (Ga 6,7-8).

„Jesteśmy nawzajem dla siebie członkami” (Rz 12,5)

Wiemy, że Pan Bóg pozwala niektórym zmarłym kontaktować się z ludźmi żyjącymi na ziemi w ważnych sprawach dotyczących wiary i zbawienia. Wielu świętych miało specjalny charyzmat kontaktu ze zmarłymi, a szczególnie z duszami cierpiącymi w czyśćcu. Święta Faustyna tak opisuje spotkanie ze zmarłą zakonnicą: „W pewnej chwili wieczorem przyszła do mnie jedna ze zmarłych Sióstr, która już przedtem była u mnie parę razy; jak ja? widziałam pierwszy raz w stanie bardzo cierpiącym, a później stopniowo w mniejszych cierpieniach, a w ten wieczór ujrzałam ja? szczęściem promieniującą i powiedziała mi, że już jest w niebie (…) potem zbliżyła się do mnie i uścisnęła mnie serdecznie, i powiedziała – już musze? odejść. Zrozumiałam, jak ścisła jest łączność tych trzech etapów życia dusz, to jest ziemia, czyściec, niebo” (Dz. 594).

Zmarli, którzy w chwili swojej śmierci przyjęli dar zbawienia, żyją w Bogu (jedni w pełni szczęścia w niebie, a inni w czyśćcu, dojrzewając do nieba), w niewidzialnej dla nas rzeczywistości, ale są w ścisłej duchowej łączności z nami, żyjącymi na ziemi.
Jest tak, ponieważ „wszyscy razem tworzymy jedno ciało w Chrystusie, a każdy z osobna jesteśmy nawzajem dla siebie członkami” (Rz 12,5).
Natuzza Evolo [2], jedna z największych mistyczek i stygmatyczek w Kościele katolickim, otrzymała od Boga nadzwyczajny charyzmat bezpośredniego kontaktu ze zmarłymi, przebywającymi w niebie, w czyśćcu, jak również z potępionymi. Widziała osoby zmarłe, spotykała je i rozmawiała z nimi tak jak z ludźmi żyjącymi na ziemi.
Poprzez Natuzzę Pan Jezus pozwalał zmarłym komunikować się z ich rodzinami, przyjaciółmi i znajomymi. Zmarli przekazywali żyjącym na ziemi niezwykle ważne orędzie, że śmierć ciała jest tylko przejściem do pełni życia w Bogu. Największą tragedią człowieka jest trwanie w grzechach śmiertelnych, w stanie duchowej śmierci, co prowadzi do wiecznej kary piekła. Całe ziemskie życie ma być przygotowaniem do spotkania się z Bogiem twarzą w twarz w chwili śmierci, gdyż wtedy będzie miał miejsce sąd, na którym zadecyduje się zbawienie albo wieczne potępienie. Zmarli modlą się za nas i przypominają nam, abyśmy zachowywali Boże przykazania, pielęgnowali miłość bliźniego, codziennie wytrwale się modlili, bezgranicznie ufali Bożemu Miłosierdziu, regularnie przystępowali do sakramentu pokuty, aby zawsze być w stanie łaski uświęcającej, oraz jak najczęściej uczestniczyć w Eucharystii. To był niesamowity Boży dar dla ludzi, którzy w obecności Natuzzy mogli nawiązać bezpośredni dialog ze swoimi bliskimi zmarłymi.

Orędzie z nieba
Doktor Nicola Valente regularnie przychodził do Natuzzy na modlitewne spotkania, podczas których słyszał i skrupulatnie spisywał wypowiedzi osób zmarłych.
Tak w jednym z orędzi mówiły dusze przebywające w niebie: „Słyszycie nas dzięki specjalnemu pozwoleniu udzielonemu nam przez Boga. Natuzza jest tylko narzędziem. Pamiętajcie, że istnieje niebo, czyściec i piekło. Wystarczy jeden grzech śmiertelny popełniony ze złej woli, nie wyznany na spowiedzi, lub też wyznany bez żalu i z pogardą do Bożego Miłosierdzia, aby w chwili śmierci pogrążyć się w wiecznym cierpieniu piekła. Do popełnienia grzechu śmiertelnego konieczna jest wewnętrzna zgoda.
Od momentu całkowitego duchowego przyzwolenia na grzech człowiek jest już za niego odpowiedzialny, zanim popełni konkretny grzeszny czyn. Ze szczerym żalem proście Miłosiernego Boga o przebaczenie wszystkich śmiertelnych grzechów, które obciążają Wasze sumienia. Jeżeli tego nie uczynicie, będziecie trwać w niewoli szatana, który zaprowadzi was do wiecznego potępienia. Kto prosi Boga o przebaczenie grzechów, uniknie kary piekła, ale będzie musiał cierpieć z powodu konsekwencji swoich grzechów. Jeżeli nie dokona całkowitej ekspiacji za swoje grzechy tu, na ziemi, to wtedy będzie musiał cierpieć w czyśćcu. (…) Kto neguje istnienie Boga i przed śmiercią nie opamięta się, nie będzie szczerze żałował za swoje grzechy, nie będzie chciał przyjąć daru Bożego Miłosierdzia, to wtedy sam wybiera wieczne potępienie. (…) Pomagajcie duszom w czyśćcu cierpiącym przez Msze św., Komunie św., modlitwę, post, jałmużnę. Jest to wyraz wielkiej miłości bliźniego do zmarłych, którzy odwzajemnią się Wam szczególnym wsparciem i pomocą zarówno w potrzebach duchowych, jak i materialnych. Matki i ojcowie, troszczcie się o wychowanie swoich dzieci, a szczególnie o ich edukację religijną, o przekazanie im największego skarbu, jakim jest wiara w Chrystusa głoszona w Kościele katolickim, gdyż w przeciwnym razie będziecie współodpowiedzialni za ich błędy. Małżonkowie, nie zamykajcie swoich serc na Boże plany powołania do życia kolejnych dzieci. Sprzeciwiając się Bogu w tej dziedzinie, popełniacie śmiertelny grzech. Pamiętajcie, że czas Waszego życia na ziemi jest krótki, a tu, w niebie, jest wieczność. Proście o przebaczenie wszystkich swoich grzechów i wytrwale idźcie drogą wiary do pełni szczęścia w niebie”.

Sąd w chwili śmierci
Pani Ida Marino z Włoch opowiadała o swoim bracie, który prowadził bardzo frywolny tryb życia. Wyjechał do Francji i tam się ożenił. Po kilkunastu latach grzesznego życia zostawił żonę z czwórką swoich dzieci i wrócił do Italii, gdzie po kilku dniach umarł na zawał serca. Pani Ida udała się do Natuzzy, aby zapytać się jej o wieczny los swojego zmarłego brata. Mistyczka powiedziała jej, że w chwili śmierci jej brat był w wielkim niebezpieczeństwie wiecznego potępienia. Dopiero w ostatnim momencie swojego życia uwierzył w Chrystusa i otworzył się na dar zbawienia.
Uznał przed Bogiem, jak bardzo zgrzeszył, i szczerze żałował za całe zło, które popełnił w swoim życiu. Ida zapytała Natuzzę: „A co takiego złego uczynił?”. Mistyczka odpowiedziała: „Zostawił żonę i czworo dzieci!” i dodała, że brat pani Idy w ciągu ziemskiego życia pomagał biednym – i to bardzo pomogło mu otworzyć się na Boże Miłosierdzie w momencie śmierci.
W chwili śmierci człowieka dokonuje się sąd, podczas którego decyduje się nasze zbawienie albo potępienie. Pan Jezus wyjaśnia, na czym będzie ten sąd polegał: „A sąd polega na tym, że światło przyszło na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe były ich uczynki. Każdy bowiem, kto się dopuszcza nieprawości, nienawidzi światła i nie zbliża się do światła, aby nie potępiono jego uczynków. Kto spełnia wymagania prawdy, zbliża się do światła, aby się okazało, że jego uczynki są dokonane w Bogu” (J 3,19-21).
Tak więc ci ludzie, którzy w czasie ziemskiego życia „umiłowali ciemność” – czyli grzech – „znienawidzą światło”, to znaczy znienawidzą Boga – i to jest piekło. Ci natomiast, którzy spełnili „wymagania prawdy” – „zbliżą się do światła”, czyli zbliżą się do Boga i przyjmą dar Jego Miłosierdzia. Tak więc Stwórca stawia „przed ludźmi życie i śmierć, co ci się podoba, to będzie ci dane” (Syr 15,17).

W momencie śmierci w każdym człowieku kończy się proces kształtowania się jego człowieczeństwa. Każde świadome i dobrowolne opowiedzenie się za prawdą, w czasie życia na ziemi, trud wiary i modlitwy, zmaganie się z własnym egoizmem i grzechami – wszystko to otwiera człowieka na moc Ducha Świętego, który przemienia człowieka, wyzwala go z egoizmu, uzdalnia go do bezinteresownej miłości, do uczestniczenia w życiu Boga w Trójcy Świętej Jedynego. W ten sposób Bóg dopełnia dzieło stworzenia człowieka, czyli przebóstwia go, oczywiście za jego pełną zgodą i przy czynnej jego współpracy.
Natomiast każdy grzech, każde zaniedbanie dobra i kierowanie się egoizmem w myśleniu i postępowaniu zniewala i zamyka człowieka na życie i miłość Boga, deformuje jego człowieczeństwo, pogrążając go w piekle egoizmu. Brak nawrócenia i zatwardziałość w grzechu do tego stopnia może zniszczyć człowieka, że stanie się on absolutnym egoistą, który kocha siebie miłością posuniętą aż do nienawiści Boga. Życie na ziemi może być dla człowieka czasem dojrzewania do wiecznej miłości w niebie lub czasem degeneracji i staczania się w kierunku absolutnego egoizmu i zguby wiecznej.
Kiedy w chwili śmierci, podczas sądu szczegółowego, człowiek stanie przed Chrystusem twarzą w twarz, wtedy – widząc w całej prawdzie siebie i całe swoje ziemskie życie – będzie musiał podjąć ostateczną decyzję opowiedzenia się za Chrystusem lub przeciwko Niemu. „Tak” powiedziane Chrystusowi stanie się niebem lub czyśćcem, natomiast odrzucenie Jego miłości stanie się piekłem.
„Dlaczego wszyscy nie będziemy zbawieni? Dlatego, że nie wszyscy będą tego chcieli. Łaska, która jest darmowa, zbawia tylko pragnących dostąpić zbawienia, a tych, którzy tego nie chcą, nie zbawia” (św. Jan Chryzostom: homilia na temat Listu do Rzymian XVIII, 5).
Tak mówił Pan Jezus św. Faustynie: „Są dusze, które gardzą Moimi łaskami i wszelkimi dowodami Mojej miłości; nie chcą usłyszeć wołania Mojego, ale idą w przepaść piekielna?. Ta utrata dusz pogrąża Mnie w smutku śmiertelnym. Tu duszy nic pomóc nie mogę, chociaż Bogiem jestem, bo ona Mną gardzi; mając wolna? wole?, może Mną gardzić albo miłować Mnie. Ty, szafarko Mojego miłosierdzia, mów światu całemu o Mojej dobroci, a tym pocieszysz serce Moje” (Dz. 580).

Pan Jezus objawił św. Faustynie, że niektóre dusze obdarza szczególnymi łaskami i powołuje do wyjątkowej jedności ze sobą. „Dusza taka rozumie to wezwanie – pisze św. Faustyna – bo jej Bóg daje to wewnętrznie poznać, ale jednak może za tym pójść, a może nie pójść, od duszy zależy być wierna? pociągnięciom Ducha Świętego, albo stawić temu Duchowi Świętemu opór. Jednak poznałam, że jest miejsce w czyśćcu, gdzie dusze będą się wypłacać Bogu za tego rodzaju przewinienia; jest to najcięższa męka z rodzaju mąk. Dusza szczególnie nacechowana przez Boga odznaczać się będzie wszędzie, jak w niebie, tak w czyśćcu czy w piekle. W niebie odznaczy się od innych dusz większa? chwała?, jasnością i głębszym poznaniem Boga; w czyśćcu – głębsza? boleścią, bo głębiej zna, gwałtowniej pożąda Boga; w piekle będzie cierpieć więcej niż inne dusze, bo głębiej zna, Kogo utraciła; ten stygmat wyłącznej miłości Bożej w niej się nie zaciera. O Jezu, utrzymuj mnie w bojaźni świętej, abym nie marnowała łask. Dopomóż mi być wierna? natchnieniom Ducha Świętego, dozwól, niech raczej mi pęknie serce z miłości ku Tobie, aniżelibym miała opuścić choćby jeden akt tej miłości” (Dz. 1556-1557).

ks. Mieczysław Piotrowski

Miłujcie się! | 9 marca 2017
milujciesie.pl
____________________
Przypisy:
[1] Lilla Danilecka, Porwany przez kolumbijską mafię, Miłujcie się! 14 lutego 2017, milujciesie.pl/porwany-przez-kolumbijska- …
[2] ks. Mieczysław Piotrowski, Natuzza Evolo – żona i matka, mistyczka i stygmatyczka, Miłujcie się! 9 stycznia 2017, milujciesie.pl/…a-evolo-zona-i-matka-mistyczka- …

DROGA KRZYŻOWA DWÓCH SERC – JEZUSA I MARYI

 

DROGA KRZYŻOWA DWÓCH SERC – JEZUSA I MARYI

 

DROGA KRZYŻOWA

DWÓCH SERC – JEZUSA I MARYI

S. URSZULA KŁUSEK SAC

 

WSTĘP

Panie Jezu, dziś pragniemy iść Twoją Drogą Krzyżową i wpatrywać się w Twoje Najświętsze Serce oraz w Niepokalane Serce Twej Matki. Ty sam, nasz Panie, powiedziałeś w czasie objawień św. Małgorzacie Alacoque, że pragniesz, abyśmy wynagradzali Twemu Najświętszemu Sercu grzechy, którymi Cię ranimy. A potem przez Maryję Niepokalaną, która objawiła się Siostrze Łucji z Fatimy, powiedziałeś, że pragniesz, aby na świecie praktykowane było nabożeństwo wynagradzające za wszystkie grzechy i bluźnierstwa, którymi ranione jest Niepokalane Serce Twej Najczystszej Matki.

Odpowiadając na Twoje prośby, Panie, pragniemy dziś iść śladami Twej krzyżowej drogi i każdą chwilą tego rozważania wynagradzać Tobie i Maryi Niepokalanej za wszystkie grzechy, obojętność i brak miłości, którymi ranione są Wasze Serca.

Najświętsze Serce Jezusa, zmiłuj się nad nami. Niepokalane Serce Maryi, módl się za nami.

 

STACJA I

Pan Jezus na śmierć skazany

Niesłuszny wyrok jest ciosem prosto w serce. Niesłuszne oskarżenie, niesprawiedliwe potępienie i wyrok skazujący na śmierć to nie tylko wizja męki fizycznej. To ból wewnętrzny, który niejako z natury woła o zmianę wyroku, o sprawiedliwość i opamiętanie tych, którzy skazują. Każdy grzech ciężki, jaki popełniamy, jest wyrokiem śmierci na Ciebie, Panie. Jednak Twoje Najświętsze Serce przyjmuje ból niesłusznego wyroku śmierci, przyjmuje go z miłości do mnie. By za mnie cierpieć i wynagradzać moje grzechy. Maryjo, Twoje Najczystsze Serce bije w rytm Serca Jezusa i jak On przyjmuje ból moich grzechów.

Wyproś mi u Boga łaskę nawrócenia i szczerej pokuty.

 

STACJA II

Pan Jezus bierze krzyż na swoje ramiona

Tradycja uczy nas, że kiedy ujrzałeś, Panie Jezu, belkę krzyża, którą miałeś dźwigać, z miłością wyciągnąłeś po nią swoje ręce. I przyjąłeś, Panie, ten krzyż pokuty za nasze grzechy na siebie. Bez buntu i oskarżania Boga o to, że zsyła na Ciebie krzyż i cierpienie niesprawiedliwie i bez miłości. I tak przez wieki, począwszy od Maryi, która również przyjęła krzyż Twojej i swojej męki z miłością, ludzie święci i oddani Bogu przyjmują krzyż cierpienia i ból swego serca i ciała łączą z bólem Twego Serca i Serca Twej Niepokalanej Matki.

Panie Jezu, przemień moje serce i uczyń je gotowym do współcierpienia z Tobą i Matką Najświętszą.

 

STACJA III

Pan Jezus pierwszy raz upada pod krzyżem

Czasem ból bywa nie do zniesienia. Dosłownie ścina z nóg. I Ty, Panie, zaznałeś takiego bólu. Upadłeś. Boleśnie. Raniąco. Na oczach tłumu, który wrzał nienawiścią i niechęcią do Ciebie. Który widział w Tobie tylko skazańca godnego pogardy. Ale w Tobie, Panie Jezu, w Twoim Sercu nie ma i nie będzie pogardy dla nikogo. Powstałeś, bo serce, które kocha, podniesie się z każdego upadku. Serce, które kocha, tak jak Niepokalane Serce Maryi, będzie jak niegdyś w Fatimie wołać o pokutę i modlitwę za biednych grzeszników, aby się podnieśli, aby nikt nie zginął.

Maryjo Niepokalana, wyproś mi łaskę szczerej pokuty za grzechy moje i innych.

 

STACJA IV

Pan Jezus spotyka swoją cierpiącą matkę

Co za spotkanie! Spotkanie dwóch niewinnych i cierpiących serc. Serc zjednoczonych w cierpieniu dla zbawienia świata, dla ocalenia grzesznika z ognia piekielnego! Udziel mi, Panie, łaski ciągłego trwania moim sercem przy Twoim Sercu i Sercu Twej Niepokalanej Matki. Niech to trwanie mnie przemienia, czyni czystym, wolnym i gotowym do podjęcia pokuty i modlitwy wynagrodzenia za wszystkie grzechy, którymi zostało zranione i jest nadal ranione Twoje Najświętsze Serce, Panie Jezu, którymi ranione jest Serce Niepokalanej.

Maryjo, w Twoim Sercu ukrywam moje serce, a Ty uproś mi łaskę upodobnienia do Chrystusa.

 

STACJA V

Szymon z Cyreny pomaga nieść krzyż Panu Jezusowi

Wiemy, że Szymon został przymuszony do dźwigania krzyża z Tobą, Panie. Tradycja uczy nas, że idąc obok Ciebie, pomagając Tobie, doznał wewnętrznej przemiany. Maryja, miłością swego Niepokalanego Serca, idąc wiernie krzyżową drogą, pomagała Ci, Panie, sercem ochotnym. I nadal Jej Niepokalane Serce, pełne miłości, jest dla Ciebie, Panie, pocieszeniem i szuka tych, którzy pocieszać Cię będą. Znajduje serca czyste, tak jak przed ponad stu laty znalazła czyste serca dzieci fatimskich, które zgodziły się cierpieć dla ratowania grzeszników.

Maryjo, pobudź moje serce do przyjęcia cierpienia dla ratowania grzeszników. Święci Hiacynto i Franciszku z Fatimy, módlcie  się za nami.

 

STACJA VI

Weronika ociera twarz Panu Jezusowi

Umęczona, opluta, znieważona i cierpiąca twarz Jezusa i delikatny, pełen miłości dotyk chusty Weroniki. Pełne czułości przylgnięcie do Twego zranionego i umęczonego Serca, Panie. Trzeba mieć wiele miłości i odwagi, aby móc tak służyć. Twoje umęczone Serce, Panie, pragnie pocieszenia. Pocieszenia przez wiarę, czyny miłości i modlitwę. Tak pocieszał Cię święty Franciszek z Fatimy, który po objawieniach Pani Fatimskiej godzinami klęczał w kościele przed tabernakulum, aby – jak mówił – „pocieszać Pana Ukrytego”.

Maryjo, Twe Niepokalane, współcierpiące Serce jest dla Jezusa pocieszeniem. Weź mnie do szkoły Twojego Serca i naucz, jak nauczyłaś św. Franciszka z Fatimy, pocieszać Pana Jezusa.

 

STACJA VII

Pan Jezus upada po raz drugi

Co czułeś, Panie, gdy upadłeś po raz drugi? Co czuło Serce Twej Niepokalanej Matki? Ból? Cierpienie? Osamotnienie? Co czujesz, Panie, teraz, gdy widzisz kogoś z nas, jak idzie na zatracenie, jak brnie z grzechu w grzech, coraz bardziej i bardziej? Jak boli zraniona miłość?

Maryjo, niech Twoje Niepokalane Serce uczy mnie odczuwać i rozumieć ból Serca Jezusa i dawać Jezusowi pocieszenie przez pokutę i modlitwę za tych, którzy się nie modlą.

 

STACJA VIII

Pan Jezus spotyka płaczące niewiasty

Tak często płaczemy nad sobą i nad innymi z powodów, z których płakać nie trzeba, bo są cierpieniem, które ma nas oczyścić z grzechów. Sprowadzić z drogi, która wiedzie do zatracenia. Kto z nas naprawdę płacze z powodu grzechów, którymi co dnia rani Najświętsze Serce Jezusa, którymi zadaje ból Niepokalanemu Sercu Maryi?

Maryjo Niepokalana, uproś mi szczere łzy żalu za grzechy i czas na prawdziwą pokutę.

 

STACJA IX

Pan Jezus upada po raz trzeci

Nałogowi grzesznicy. Wielcy zbrodniarze. Gorszyciele i oprawcy. Oni nie mają szans na zbawienie – myślą niektórzy z nas. Ale Ty, Panie Jezu, tak nie myślisz. W Twoim Miłosiernym, cierpiącym Sercu jest miejsce dla każdego. I o każdą duszę walczysz, płacąc za nią ogromną cenę swojej męki. A Maryja w tym uczestniczy. Uczestniczy, współodczuwając z Twoim Najświętszym Sercem.

Maryjo, niech Twoje Niepokalane Serce, otoczone raniącymi cierniami naszych grzechów, będzie naszym ratunkiem.

 

STACJA X

Pan Jezus z szat obnażony

Odarcie ze wszystkiego. Obnażenie. Nie tylko ciała. To odarcie z szat pokazuje, jak delikatna i wielka jest miłość Twojego Najświętszego Serca, Panie. Maryja, która widzi Ciebie, Panie, odartego z szat, tak jak Ty pozwala odebrać sobie wszystko, byle tylko mieć udział w miłości Twego Najświętszego Serca. A z czego ja zrezygnuję, co oddam Tobie, Panie, co oddam Niepokalanej, aby mieć swój udział w ratowaniu biednych grzeszników przed ogniem potępienia?

Maryjo, uproś mi łaskę gorliwości w pokucie i modlitwie za biednych grzeszników.

 

STACJA XI

Pan Jezus przybity do krzyża

Krzyż. Godziny konania w okrutnej męce. Jezus, krwawa Ofiara grzeszników! Panie Jezu, nawet w godzinie konania Twoje Serce przepełnione jest miłością, ponieważ modlisz się za tych, którzy Cię ukrzyżowali. Modlisz się za mnie, grzesznika.

Maryjo, stojąca pod krzyżem z Sercem przeszytym mieczem bólu, ale nadal kochającym, ucz mnie kochać i przebaczać z miłości do Jezusa.

 

STACJA XII

Pan Jezus umiera na krzyżu

Oto Matka twoja! I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie. Panie mój, pragnę przyjąć w mieszkaniu mego serca Maryję z miłością i kochać Ją tak, jak Ty pragniesz, aby była kochana. Dlatego pragnę wynagradzać Twemu Sercu za wszystkie grzechy, którymi jesteś, Panie, raniony, i wynagradzać za wszystkie grzechy i bluźnierstwa względem Niepokalanego Serca Maryi.

Maryjo Niepokalana, przemieniaj mnie wewnętrznie i spraw, abym z miłością praktykował nabożeństwo pierwszych piątków i nabożeństwo pierwszych sobót miesiąca.

 

STACJA XIII

Pan Jezus zdjęty z krzyża

Martwe Ciało Syna na łonie Matki. Kto zgłębi i wypowie ten ból? Nikt! Ale mogę pocieszać Niepokalane Serce Maryi przez to, że będę wiernie żyć łaską, którą Pan Jezus wybłagał mi u Ojca, przez śmierć na krzyżu. Że przez spowiedź świętą i prawdziwy żal za grzechy będę przyjmować strumienie miłosierdzia, które wypłynęły z przebitego Serca Pana Jezusa.

Maryjo, Matko Bolesna, uproś mi łaskę prawdziwego nabożeństwa do Najświętszego Serca Pana Jezusa i do Twego Niepokalanego Serca.

 

STACJA XIV

Ciało Pana Jezusa złożone w grobie

Umęczone Ciało Pana złożono w grobie. Uczniowie ukryli się pogrążeni w smutku i lęku w wieczerniku. Nie mogli zapomnieć widoku martwego Ciała ich Mistrza, rany, która została po przebiciu Twego Najświętszego Serca. Myśleli, że wszystko stracone, a ich życie jest przegrane. Jednak Maryja z sercem przebitym mieczem bólu Twej Męki nie przestała wierzyć. Jej Niepokalane Serce zachowało nadzieję. Nadzieję na Zmartwychwstanie! I ta nadzieja została spełniona.

Maryjo Niepokalana, zamknij mnie w Twoim Sercu i nie pozwól mi nigdy stracić nadziei, nadziei na zbawienie wszystkich biednych grzeszników, a wśród nich na moje zbawienie.

 

ZAKOŃCZENIE

Panie Jezu, przez wstawiennictwo Niepokalanego Serca Maryi, Twojej i naszej Matki, prosimy Cię, zachowaj nas w łasce, pomnażaj w nas miłość Twojego Najświętszego Serca, ucz nas prawdziwej pokuty i wynagradzania i uczyń nasze życie owocnym, abyś mógł cieszyć się zbawieniem wszystkich biednych grzeszników.

Najświętsze Serce Jezusa, zmiłuj się nad nami. Niepokalane Serce Maryi, módl się za nami.

 

nr 81-6437/piątek – 5 kwietnia – AD 2019

 

Najświętsze Serce” – od dziś w kinach

 

fot. Rafael Film

„Najświętsze Serce” – od dziś w kinach

Do kin w Polsce wchodzi dziś film „Najświętsze Serce. Jego panowaniu nie będzie końca”. „Świat umiera, ponieważ nie wie, jak kochać, zapomniał, że jest kochany – takie jest przesłanie. To prawdziwy film nadziei – zarówno dla wierzących, jak i dla tych, którzy poszukują, zadają pytania i oczekują odpowiedzi” – mówią twórcy ekranizacji.

Ponad 350 lat temu we Francji Pan Jezus objawił św. Małgorzacie Marii Alacoque swoje Serce płonące miłością. To orędzie stało się kanwą filmu, który w opinii wielu „obudził Francję”, podbił francuskie kina, ale tym samym wywołał ostrą rekcję środowisk antyreligijnych, próbę cenzury, a nawet zakaz wyświetlania w niektórych miastach.

„Najświętsze Serce” to filmowa opowieść o samej istocie wiary chrześcijańskiej, o miłości Boga, który tak ukochał każdego człowieka, że pozwolił przebić swoje Serce na krzyżu. Bohaterowie filmu w swoich świadectwach uosabiają największe problemy współczesnego świata: samotność, zmęczenie, brak sensu życia. Opowiadają o odnalezieniu zaskakującego lekarstwa – relacji, która pomogła im na nowo odkryć siebie.

Piękna muzyka, starannie nakręcone sceny fabularyzowane oraz liczne niezwykłe historie współczesnych ludzi sprawiają, że „Najświętsze Serce” przemawia sugestywnie zarówno do wierzących, jak i do tych, którzy wątpią; do przytłoczonych rodziców, a także do młodych, którym brakuje punktu odniesienia.

„Najświętsze Serce” to nie jest zwykły religijny film. To realna pomoc w odnalezieniu drogi w świecie, który zapomniał, że jest kochany.

 

 


Wywiad z twórcami: Sabriną oraz Stevenem Gunnellami

Skąd pomysł na film o Najświętszym Sercu?

Sabrina: Sami jesteśmy nawróceni. Dopiero w sierpniu 2023 r. odkryliśmy, że można się poświęcić Najświętszemu Sercu. I to był w pewnym sensie początek tego filmu. Po spotkaniu i świadectwie Alicji, którą zobaczycie w filmie, moje serce zapłonęło. Zdałam sobie sprawę, że Najświętsze Serce było obecne w moim życiu od samego początku. Odkryłam je przede wszystkim w sanktuarium w Paray-le-Monial we Francji. To była nasza pierwsza podróż ze Stevenem – nie powiem, że ślubna, ale jako młodej pary narzeczonych – ponieważ było to jedyne miejsce, które znałam. I tak w sierpniu 2023 r. stało się dla nas oczywiste, że poświęcimy się Najświętszemu Sercu Jezusa. Mam wrażenie, że chrześcijanie, nawet katolicy, nie wiedzą, że można się poświęcić Najświętszemu Sercu. A przecież to jest sercem naszej wiary, jej rdzeniem, jej prawdziwym źródłem. Dla nas jest to sposób rozpowszechniania Bożej miłości na świecie i w sercach ludzi.

Jak przebiegały prace nad filmem?

Steven: Było bardzo gorąco. Wyszliśmy z tego projektu z kilkoma bliznami, kilkoma bolesnymi doświadczeniami, ale w efekcie nieźle sobie poradziliśmy. Nie obyło się bez trudności, bez kłótni, ale też nie bez pojednania i odnowy. To niesamowite uczucie widzieć efekt pracy wszystkich ludzi i zespołów zaangażowanych w ukończenie tego filmu. Choćby pracę wspaniałego dyrygenta, który wzbogacił film oryginalną, zachwycającą muzyką. Jesteśmy bardzo szczęśliwi, że możemy dziś zaprezentować ten film.

Sabrina: To, co czujemy, to radość z możliwości dzielenia się tym filmem. Szczególnie z tego, czym podzielili się wszyscy świadkowie, co nas głęboko poruszyło i co chcemy przekazać dalej w obrazie Najświętsze Serce.

Dla kogo jest Najświętsze Serce?

Steven: Przede wszystkim dla chwały Boga i aby oddać Mu hołd. Pod koniec prac nad filmem miałem ogromne trudności z umieszczeniem swojego nazwiska na plakacie jako producenta i reżysera, ponieważ naprawdę czuję, że od A do Z to Bóg wszystkim kierował, wszystko przejął. Podnosił nas, gdy widział, że upadamy. Gdy błądziliśmy – kierował nas na właściwą drogę. Sprawiał, że niczego nam nie brakowało. Ostatecznie więc to jest Jego film. A dla kogo jeszcze go zrobiliśmy? Dla całego świata, a w szczególności dla tych, którzy są daleko od wiary, którzy zasnęli. Dla tych, których wiara jest letnia, słaba, gasnąca… To film mający ożywić płomień wielkiej nadziei, wielkiej wiary i wielkiej miłości.

Jaki najważniejszy wniosek płynie z tej produkcji?

Steven: Świat umiera, ponieważ nie wie, jak kochać, ponieważ zapomniał, że jest kochany. Takie jest przesłanie tego filmu. Chodzi o to, by w końcu je zrozumieć. Chcieliśmy ukazać je w namacalny, sugestywny sposób poprzez świadectwa, wypowiedzi ekspertów i historyków oraz sceny fabularyzowane. Pragniemy przypomnieć każdemu człowiekowi, jak bardzo jest kochany przez Boga.

Sabrina: To prawdziwy film nadziei – zarówno dla wierzących, jak i dla tych, którzy poszukują, zadają pytania i oczekują odpowiedzi. Mamy nadzieję, że dzięki świadkom, których udało nam się sfilmować, widzowie odnajdą na nowo część siebie.

Dlaczego przesłanie Najświętszego Serca jest dziś tak ważne?

Sabrina: Film powstał w oparciu o pewną obserwację. Wystarczy włączyć telewizor, by zobaczyć, że świat nie ma się najlepiej… Ludzie są teoretycznie coraz lepiej ze sobą połączeni – dzięki mediom społecznościowym czy telefonom – a jednocześnie są samotni jak nigdy dotąd. W filmie chcieliśmy przypomnieć zapomnianą prawdę o tym, że ludzie są bardzo kochani i że nie są sami.

 To chyba niełatwe zadanie w dzisiejszym świecie?

Steven: Trzeba niejako wszystko „wysadzić od środka”, rozbić na kawałki, aby ludzie raz na zawsze uświadomili sobie, że nigdy nie byli sami. Nikt nigdy nie jest sam. Samotność nie istnieje! To Bóg pierwszy nas pokochał. Możemy odkrywać to przez całe życie – niezależnie od wiary, chrztu czy przekonań. To niezwykle pocieszające i nieustannie przekazywane nam przesłanie. Najświętsze Serce jest bezdenną studnią miłosierdzia i miłości.

Sabrina: Przesłanie Najświętszego Serca jest jak busola. Wskazuje kierunek, a potem ludzie albo nim podążają, albo nie. W każdym razie jest to droga, która przynosi pokój, radość i prawdziwe pocieszenie. Zadziałało to w naszym przypadku, a nie jesteśmy kimś wielkim. Zadziałało w życiu świadków, których widzicie w filmie. Mamy nadzieję, że zadziała również w przypadku widzów.

Dlaczego warto pójść do kina na Najświętsze Serce?

Steven: Francuska produkcja realizująca tego rodzaju filmy jest bardzo rzadka – by nie powiedzieć, że niemal nie istnieje. Od dawna nie widziałem w kinie takiego filmu, zwłaszcza made in France. Dlatego do końca życia ja, Steven Gunnell, będę kręcił filmy głoszące miłość Boga – tak długo, jak Pan będzie mnie potrzebował. To wielki film, ponieważ stoi za nim wielki zespół, ale nie powstał on ani dla nas, ani dla naszej „taniej chwały”. Zapraszam chrześcijańską publiczność, by nie wahała się go obejrzeć.


Kult Najświętszego Serca Pana Jezusa

Od czego się zaczęło?

W przekazach czcicieli Bożego Serca można przeczytać, że kult ten rozwijał się już od samego początku chrześcijaństwa, a zapoczątkowali je Maryja i apostołowie. Ich śladem podążali również liczni święci, którzy darzyli Serce Jezusa szczególnym kultem. Wśród nich był m.in. św. Antoni z Padwy, św. Franciszek z Asyżu czy św. Katarzyna ze Sieny.

W Europie kult rozwinął się dzięki polskiemu jezuicie Kasperowi Drużbickiemu, jednak najbardziej kojarzoną z Najświętszym Sercem Pana Jezusa postacią jest św. s. Małgorzata Maria Alacoque – francuska siostra zakonna z zakonu wizytek, której w przeciągu 17 lat 80 razy ukazał się Chrystus z przebitym Sercem oplecionym koroną cierniową. Podczas tych licznych objawień Jezus zapewnił ją o swoim nieskończonym miłosierdziu dla ludzi.

Święto Serca Jezusowego

Podczas jednego z objawień s. Małgorzata Maria otrzymała od Jezusa – wydawałoby się – zadanie nie do wykonania. Chciał On, żeby pierwszy piątek po oktawie Bożego Ciała był poświęcony szczególnej uroczystości ku uczczeniu Jego Serca. Pragnął, aby właśnie w tym dniu przystępowano do Komunii Świętej i składano uroczyste, publiczne akty przebłagania, które miałyby zadośćuczynić zniewagom, jakich Jego Serce doznało podczas wystawienia na ołtarzach. Było to więc bezpośrednie wezwanie do ustanowienia święta Serca Jezusowego i upowszechnienia kultu Serca Jezusa w całym Kościele. Jako pierwsze zezwolenie Stolicy Apostolskiej na odprawianie Mszy Świętej ku czci Serca Jezusa w kościołach swego zakonu otrzymały w 1687 roku francuskie wizytki. Z kolei uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa, wypadająca w pierwszy piątek po oktawie Bożego Ciała, została zaaprobowana w 1765 roku przez papieża Klemensa XIII. Początkowo uroczystość tę ustanowiono dla Królestwa Polskiego, a w 1856 roku Pius IX rozszerzył ją na cały Kościół.

Dopiero 43 lata później papież Leon XIII w jednej ze swoich encyklik zaproponował poświęcenie wszystkich ludzi Bożemu Sercu. Akt ten został dokonany 11 czerwca 1899 roku przez duchowieństwo i wiernych na całym świecie. Pod koniec XIX wieku rozpowszechnił się zwyczaj poświęcenia się Sercu Jezusowemu poprzez symboliczną intronizację. Do rozpropagowania tych praktyk przyczyniła się m.in. polska służebnica Boża Rozalia Celakówna. O wielkiej wartości kultu Bożego Serca przekonywali w swoich dokumentach również kolejni papieże: Pius XI, Pius XII czy Paweł VI. Wielkim czcicielem Bożego Serca był też św. Jan Paweł II, który wielokrotnie mówił o nieskończonej miłości Chrystusa do ludzi.

Dlaczego właśnie czerwiec?

Niezwykle ważnym elementem kultu Najświętszego Serca są nabożeństwa czerwcowe. Ich pomysłodawczynią była wychowanka jednego z paryskich klasztorów Aniela de Sainte-Croix, która uznała, że skoro maj jest poświęcony Matce Bożej, to czerwiec należy ofiarować Sercu Jezusowemu. Ta sugestia spodobała się zarówno jej wychowawczyni, rówieśniczkom oraz przełożonej klasztoru, a następnie także paryskiemu biskupowi. Po pewnym czasie ta propozycja trafiła do papieża, aż w końcu w 1873 roku Pius IX zatwierdził nabożeństwo czerwcowe. Miesiąc ten jednak nie był przypadkowy – to właśnie w czerwcu 1675 roku doszło do najważniejszego z wielkich objawień doświadczonych przez św. Małgorzatę Marię Alacoque, a przede wszystkim w czerwcu przypada święto Serca Pana Jezusa. Zasadniczymi elementami nabożeństwa czerwcowego są adoracja Najświętszego Sakramentu oraz Litania do Najświętszego Serca Pana Jezusa.

Obraz Serca Jezusowego

Widocznym znakiem przywiązania wiernych do kultu Najświętszego Serca Pana Jezusa jest obraz Serca Jezusowego obecny w wielu domach. Jak jednak doszło do tego, że powstał ten wizerunek? Gdy św. Małgorzata Maria zastanawiała się, w jaki sposób przekazać ludziom objawienia o niezgłębionej miłości Jezusa, usłyszała słowa: „Ukaż im Moją miłość pod postacią widzialnego Serca. Niech obraz Mego Serca zostanie wystawiony na widok publiczny, tak ażeby każdy mógł Je zobaczyć. Nie ma innego znaku, który mógłby wzruszyć nieczułe ludzkie serca”. Tak też się stało. Święta Małgorzata Maria narysowała obraz Serca Jezusowego z objawień. Jest ono oplecione koroną cierniową i zwieńczone krzyżem otoczonym płomieniami. W ranie w Sercu widnieje napis: „Caritas”. Z kolei nad koroną można dostrzec imiona Jezusa, Maryi i Józefa, zaś poniżej św. Joachima i św. Anny – rodziców Najświętszej Maryi Panny. W swoich objawieniach Jezus obiecał szczególne łaski i liczne błogosławieństwa dla czcicieli Jego wizerunku. Nic więc dziwnego, że to właśnie ten obraz jest otaczany szczególną czcią przez wiele katolickich rodzin.

Niegasnący kult w sercach Polaków

Za kard. Karolem Wojtyłą Polskę śmiało można nazwać drugą (po Francji) ojczyzną czci Serca Jezusowego. To właśnie tu Serce Jezusa jest otaczane wielkim szacunkiem przez wielu wierzących, a o tym, że warto poświęcić uwagę Najświętszemu Sercu, pisał już jezuita o. Kasper Drużbicki jeszcze zanim doszło do objawień w Paray-le-Monial. Nie dziwi więc fakt, że u schyłku XIX wieku kult ten przyjął się w Polsce tak mocno, że za sprawą Apostolstwa Modlitwy na wielką skalę rozpowszechnił się zwyczaj poświęcania rodzin Najświętszemu Sercu. Akty te miały masowy charakter (krakowscy jezuici do 1889 roku zarejestrowali 50 tysięcy rodzin, a w latach 1889-1937 aż 607 tysięcy rodzin, które dokonały poświęcenia).

Ponadto, naród polski aż cztery razy oficjalnie poświęcono Sercu Jezusowemu. Pierwszy raz odbyło się to 27 lipca 1920 roku na Jasnej Górze. Gest ten miał uprosić ratunek dla Polski zagrożonej inwazją bolszewików. Następnego poświęcenia dokonano 3 czerwca 1921 roku na Małym Rynku w Krakowie, a kolejnego 28 października 1951 roku we wszystkich kościołach w Polsce, pozostającej wtedy pod rządami komunistów. Ostatni raz zawierzono Polskę 1 lipca 2011 roku w Krakowie, w Bazylice Najświętszego Serca Pana Jezusa ojców jezuitów. Odbyło się to w 90. rocznicę konsekracji bazyliki. Na uroczystości obecni byli m.in.: kard. Franciszek Macharski, abp Stanisław Dziwisz, prymas Polski abp Józef Kowalczyk oraz krakowscy biskupi. Dla polskich wiernych szczególnym miejscem czci Bożego Serca jest Bazylika Najświętszego Serca Jezusowego w Krakowie, która jest hołdem Narodu Polskiego złożonym Sercu Bożemu.

Do polskich czcicieli Najświętszego Serca Pana Jezusa można zaliczyć wiele wybitnych postaci, w tym: bł. bp. Sebastiana Pelczara, który założył zgromadzenie sercanek; bł. o. Honorata Koźmińskiego, dzięki któremu powstało m.in. Zgromadzenie Sióstr Posłanniczek Serca Jezusowego i Zgromadzenie Sióstr Pocieszycielek Serca Jezusowego; Służebnicę Bożą Rozalię Celakównę, która w swoich wizjach ujrzała nadciągającą wojnę i dramatyczne losy Polski. Usłyszała też, że ratunkiem jest tylko Boże Serce. Dzięki jej przekazom w latach okupacji powstał ruch katolików świeckich, który już po jej śmierci został zatwierdzony kanonicznie jako „Dzieło osobistego poświęcenia się Najświętszemu Sercu Jezusowemu”.

Szczególną rolę w głoszeniu kultu Najświętszego Serca Pana Jezusa do dziś odgrywają krakowskie siostry wizytki, które zostały pierwszymi polskimi członkiniami Arcybractwa Straży Honorowej Najświętszego Serca Pana Jezusa, swoimi korzeniami sięgającego XIX-wiecznej Francji.

Od schyłku XIX wieku Apostolstwo Modlitwy upowszechnia zwyczaj poświęcania rodzin Najświętszemu Sercu Pana Jezusa (jedna z obietnic Jezusa dotyczy rodzin, w których żywy będzie kult Najświętszego Serca Pana Jezusa). Krakowscy ojcowie jezuici rejestrują od 1889 roku rodziny, które dokonały tego aktu.

Objawienia Serca Jezusa w Paray-le-Monial św. Małgorzacie zapoczątkowały szereg praktyk religijnych: nabożeństwo pierwszych piątków miesiąca, uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa, nabożeństwa czerwcowe, Godzinę Świętą.

 Radio Maryja

Rafael film

 

Św. Franciszek i Hiacynta. Świadkowie Maryi

Fot. via Wikipedia.org, Domena publiczna  Św. Franciszek i Hiacynta. Świadkowie Maryi

Franciszek i Hiacynta Marto, kanonizowani przez papieża Franciszka w Fatimie 13 maja 2017 r., to pierwsze wyniesione na ołtarze dzieci, które nie są męczennikami. Dziś w Kościele obchodzimy wspomnienie pastuszków z Fatimy

 

Franciszek Marto urodził się 11 czerwca 1908 r. w Aljustrel w parafii Fatima, należącej do diecezji Leiria-Fatima, jako szóste z siedmiorga dzieci ubogiego małżeństwa Manuela Pedro Marto i Olímpii de Jesus. 20 czerwca został ochrzczony w parafialnym kościele w Fatimie.

Podobnie jak większość dzieci z ówczesnych portugalskich wiosek, chłopiec nie umiał czytać ani pisać. W wieku 8 lat rozpoczął pracę jako pastuszek, wypasając - wraz ze swoją siostrą Hiacyntą i kuzynką Łucją dos Santos - owce należące do rodziców. W 1916 roku był świadkiem trzech objawień Anioła Pokoju, który poprosił dzieci o modlitwę do Trójcy Przenajświętszej, Najświętszego Serca Jezusowego i Niepokalanego Serca Najświętszej Maryi Panny. Wiosną i jesienią Anioł ukazał mu się na wzgórzu Cabeço, a latem - w pobliżu studni zwanej Arneiro.

 

W 1917 r. Franciszek wraz z młodszą siostrą Hiacyntą i kuzynką Łucją, byli świadkami sześciu objawień maryjnych, które miały miejsce 13 maja, 13 czerwca i 13 lipca w Cova da Iria, 19 sierpnia w Valinhos, a następnie 13 września i 13 października ponownie w Cova da Iria. Podczas objawień, Franciszek widział postać Anioła i Maryi, jednak nie słyszał żadnego z wypowiadanych przez nich słów.

Wkrótce po objawieniu z 13 lipca, kiedy Maryja powierzyła dzieciom tajemnice, rodzeństwo zostało aresztowane przez władze gminy Vila Nova de Ourém, lecz pomimo dwudniowego przetrzymywania w więzieniu i zastraszania dzieci nie wyjawiły treści orędzia przekazanego im przez Matkę Bożą.

W październiku 1918 r. Franciszek zapadł na grypę "hiszpankę", której epidemia panowała wówczas na Półwyspie Iberyjskim. Jego choroba trwała do wiosny 1919 r. 2 kwietnia Franciszek przystąpił do pierwszej spowiedzi, a następnego dnia przyjął Pierwszą Komunię Świętą, będącą zarazem wiatykiem. Zmarł 4 kwietnia 1919 r. Następnego dnia został pochowany na cmentarzu w Fatimie. 17 lutego 1952 r. nastąpiła ekshumacja jego ciała, które 13 marca przeniesiono do bazyliki fatimskiej.

Hiacynta Marto urodziła się 11 marca 1910 r. w Aljustrel. Była najmłodsza z siedmiorga rodzeństwa. 19 marca została ochrzczona w kościele parafialnym w Fatimie.

W 1916 r. wraz z Franciszkiem i kuzynką Łucją dos Santos zaczęła wypasać owce należące do rodziców i wraz rodzeństwem była świadkiem trzech objawień Anioła: wiosną i jesienią na wzgórzu Cabeço, a latem w pobliżu studni Arneiro.

W 1917 r. wraz z bratem i kuzynką doświadczyła także sześciu objawień Matki Bożej. W przeciwieństwie do Franciszka, Hiacynta słyszała słowa wypowiadane przez Maryję, choć rozmawiała z Nią jedynie Łucja.

W październiku 1918 r. Hiacynta, podobnie jak brat, zaraziła się grypą "hiszpanką", której powikłania doprowadziły do śmierci dziewczynki. Od 1 lipca do 31 sierpnia 1919 r. dziewczynka przebywała w szpitalu w Vila Nova de Ourém. W styczniu 1920 r. trafiła do ochronki w Lizbonie, a stamtąd do szpitala. Tam przeszła operację usunięcia dwóch żeber, która przyniosła bolesne komplikacje. 16 lutego 1920 r. po raz siódmy objawiła jej się Matka Boża. Po tym widzeniu Hiacynta przestała cierpieć.

Zmarła wieczorem 20 lutego 1920 r., a przed śmiercią zdążyła przystąpić do pierwszej w życiu spowiedzi. Cztery dni później została pochowana w Vila Nova de Ourém. 12 września 1935 r. jej ciało przeniesiono na cmentarz w Fatimie i złożono obok ciała Franciszka, skąd 1 maja 1951 r. zostało przeniesione do bazyliki.

Jak pisała w swoich "Wspomnieniach" s. Łucja dos Santos, Franciszek i Hiacynta po objawieniach, pomimo dziecięcego wieku, skoncentrowali swoje życie na Bogu, modlitwie i podejmowaniu różnorodnych ofiar i cierpień w intencji grzeszników. Oprócz modlitwy i wyrzeczeń, odwiedzali i pocieszali potrzebujących, a niekiedy udzielali im także rad. O ich duchowej dojrzałości świadczy także postawa wobec własnej śmierci, przed którą dzieci pocieszały bliskich i o której mówiły, że jest przejściem do nieba i spotkaniem z Bogiem. Podczas objawień Matka Boża zapowiedziała dwójce rodzeństwa, że wkrótce zabierze ich do nieba.

Proces beatyfikacyjny rodzeństwa Marto toczył się w latach 1952-1979 i zakończył się promulgacją dekretu Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych o heroiczności ich cnót. W 1999 r. została uznana autentyczność pierwszego z cudów za ich przyczyną, dotyczącego uzdrowienia franciszkańskiej tercjarki Marii Emilii Santos, która przez 20 lat pozostawała unieruchomiona z powodu choroby kości. Jan Paweł II beatyfikował Franciszka i Hiacyntę Marto 13 maja 2000 r. w Fatimie podczas swojej wizyty w Jubileuszowym Roku 2000.

Następny cud uznany w procesie kanonizacyjnym dotyczył uzdrowienia brazylijskiego chłopca, do którego doszło w 2007 r. Wówczas, w trzy dni po tragicznym wypadku, podczas którego chłopiec wypadł z okna i doznał poważnych uszkodzeń mózgu, które groziły utratą życia lub głęboką niepełnosprawnością, dziecko w niewytłumaczalny sposób odzyskało zdrowie i sprawność. W marcu 2017 r. Kongregacja Spraw Kanonizacyjnych ogłosiła dekret uznający ten cud. Kanonizacji Franciszka i Hiacynty dokonał w Fatimie w 100. rocznicę objawień maryjnych papież Franciszek.

Obecnie trwa proces beatyfikacyjny trzeciej uczestniczki objawień maryjnych, s. Łucji Dos Santos (1907-2005).

 /brewiarz.pl

 

Świece w godzinie mroku. Św. Franciszek i św. Hiacynta Marto

 

Świece w godzinie mroku. Św. Franciszek i św. Hiacynta Marto

(Oprac. GS/PCh24.pl)

Nie licząc tzw. świętych młodzianków, z chwilą kiedy papież dokonał ich kanonizacji, dzieci z Fatimy stały się najmłodszymi świętymi Kościoła. Oboje zasnęły w Panu, nie będąc jeszcze nastolatkami. „Kościół pragnie jak gdyby postawić na świeczniku te dwie świece, które Bóg zapalił, aby oświecić ludzkość w godzinie mroku i niepokoju” – mówił Jan Paweł II 13 maja 2000 roku, dokonując ich beatyfikacji. Uzdrowioną osobą, dzięki której rodzeństwo oficjalnie uznane zostało za święte, był mały chłopiec – tylko trochę mniejszy od nich…

Dziecko wiszące nad przepaścią, próbujące sforsować parapet okna lub barierkę balkonu – skąd my to znamy? Jeśli macie dzieci, być może też tego kiedyś doświadczyliście albo śni wam się to w nocnych koszmarach. Taki właśnie przypadek wydarzył się brazylijskim małżonkom João Batiście i Lucilii Yurie. Około 20 wieczorem 3 marca 2013 roku ich mały pięcioletni synek Lucas bawił się z młodszą siostrą Eduardą w domu swojego dziadka w mieście Juranda, leżącym w północno- -wschodniej Brazylii.

Co mu strzeliło do głowy, żeby zbyt niebezpiecznie zbliżyć się do okna? Nie wiadomo. W jego przypadku zabawy przy oknie zakończyły się jednak najgorzej, jak tylko mogły – wypadł. Niestety, okno znajdowało się wysoko – sześć i pół metra nad ziemią, a właściwie nad betonem. Uderzywszy z impetem o twarde podłoże, malec pogruchotał sobie czaszkę, a część tkanki mózgowej wypłynęła na zewnątrz. Nieprzytomnego chłopca zabrała karetka. Jego stan był krytyczny, zapadł w śpiączkę. Z placówki w Jurandzie wysłano dziecko w niemal godzinną drogę do szpitala w Campo Mourao. Po drodze jego serce dwa razy przestawało bić. Dawano mu niewielkie szanse na przeżycie – minimalne, prawie żadne.


Lekarze walczyli jednak dzielnie o życie chłopca, zoperowali go w trybie pilnym i przewieźli na intensywną terapię. Zapowiedzieli jednak rodzicom, że nawet jeśli Lukas przeżyje, czeka go długa i żmudna rehabilitacja, być może do końca życia zostanie „roślinką”, a w najlepszym razie będzie miał poważne zaburzenia. Możemy sobie tylko wyobrażać, jak taka informacja musiała wstrzasnąć jego rodzicami. Jeszcze tak niedawno ich synek był kompletnie zdrowy, a teraz… Dramat!

Jako osoby wierzące João i Lucilia upadli na kolana i wznieśli ręce do Jezusa i Matki Bożej Fatimskiej. Wiedzieli, że tylko cud może uratować ich synka. Poprosili też o modlitewną pomoc siostry z klasztoru sióstr karmelitanek bosych w Campo Mourao. Przejęte ich prośbą zakonnice rozpoczęły modlitewny szturm przed relikwiami fatimskich pastuszków. Wkrótce o pomoc pastuszków zaczęła modlić się cała rodzina – nie tylko rodzice, lecz także inni krewni i bliscy dziecka.

Po operacji stan dziecka jednak pogarszał się i rozważano przeniesienie go do jeszcze bardziej specjalistycznej placówki.

9 marca – sześć dni po wypadku, a dwa po rozpoczęciu modlitwy do Boga za przyczyną pastuszków – wydarzyło się jednak coś niesamowitego. Chłopiec nagle wybudził się ze śpiączki i… jakby nigdy nic mu się nie stało, nawiązał kontakt z otoczeniem! Mało tego – normalnie mówił, był sprawny psychicznie, umysłowo i fizycznie i nie wykazywał żadnych oznak jakiejkolwiek niepełnosprawności. Lekarze byli zszokowani, rodzice wniebowzięci. W ciągu kolejnych dni malca badano jeszcze wielokrotnie, obserwowano, by w końcu 15 marca – kompletnie zdrowego – wypuścić do domu. Cud był ewidentny. Chłopiec nie tylko przeżył i zachował pełną sprawność, lecz także utracony fragment jego mózgu dosłownie… odrósł.

Niemal dokładnie cztery lata później – 23 marca 2017 roku – uzdrowienie małego Lukasa zostało oficjalnie zatwierdzone przez papieża Franciszka jako cud do kanonizacji błogosławionych Franciszka i Hiacynty Marto. W stulecie słynnych objawień maryjnych – 13 maja tego samego roku – w Fatimie papież kanonizował rodzeństwo Marto. Na uroczystości nie mogło zabraknąć uzdrowionego chłopca i jego rodziców, którzy nie kryjąc łez, opowiedzieli o tym, co ich spotkało podczas zorganizowanej w sanktuarium konferencji prasowej.

Wyznali wówczas, że karmelitanki nie od razu zaczęły modlić się o uzdrowienie ich dziecka. Kiedy następnego dnia po wypadku zadzwonili do klasztoru, siostra, która odebrała telefon, nie przekazała wiadomości wspólnocie. Karmelitanki miały właśnie godzinę skupienia, a zakonnica ze słów dzwoniącego wywnioskowała, że dziecko i tak umrze, i postanowiła modlić się nie za chłopca, ale za rodzinę. Wspólnotową modlitwę przed relikwiami błogosławionych Franciszka i Hiacynty w intencji zdrowia dziecka siostry rozpoczęły dopiero po kolejnym telefonie – 7 marca. Zainicjowała ją jedna z karmelitanek, która usłyszawszy o rodzinnym dramacie, pobiegła przed stojące przy tabernakulum relikwie. „Pastuszkowie, ocalcie to dziecko, które jest dzieckiem takim jak wy” – pomodliła się, ulegając nagłemu natchnieniu. I pomogli.

Wynagradzali za grzechy i zniewagi

Franciszek i Hiacynta Marto byly zwykłymi dziećmi, pastuszkami owiec, z biednej pasterskiej, wielodzietnej, pobożnej rodziny. Lubiły się bawić, śpiewać i tańczyć. Kochały Jezusa i Maryję, z wypiekami na twarzy i przestrachem słuchały opowieści o Męce Zbawiciela.

Franciszek (1908–1919) był spokojnym, poważnym chłopcem, uprzejmym i ustępliwym, cechowało go to, że nigdy niczym się nie przejmował. Jeśli chodzi o charakter, jego siostra Hiacynta (1910–1920) była jego przeciwieństwem. Żywa, uparta, swawolna i kapryśna dziewczynka często bywała nadąsana. Mówiono o niej wtedy, że „udaje osiołka”. Oboje wzdragali się jednak przed kłamstwem, a ich grzechy i grzeszki ograniczały się zasadniczo do nieposłuszeństwa rodzicom i drobnych dziecięcych „łobuzerstw”.

Wydarzeniem ich życia były spotkania z Matką Bożą – objawienia doznawane w Fatimie w latach 1916 i 1917 roku. Towarzyszyła im wtedy kuzynka Łucja dos Santos. Objawienia zupełnie ich odmieniły. Zachęcone przez anioła i Matkę Bożą zaczęły się niezwykle gorliwie modlić i ponosić ofiary. Zmieniły się. Hiacynta stała się poważna, skromna i miła, a Frankowi w końcu zaczęło na czymś zależeć. Dziewczynka napominała inne dzieci, żeby nie obrażały Boga grzechami. Chłopiec często krył się w kościele, by adorować eucharystycznego Jezusa. Jego „specjalnością” stało się pocieszanie i rozweselanie Pana Jezusa za zniewagi, jakich doświadczał od ludzi, wynagradzanie mu za grzechy świata. Gotów był ponieść dla Niego każdą ofiarę. Hiacynta przejęła się zwłaszcza wizją piekła – losem zaślepionych grzeszników, którzy tłumnie idą na wieczne potępienie, bo nikt nie modli się za nich ani nie umartwia. Modliła się zatem i niestrudzona w wymyślaniu mniejszych i większych ofiar pokutowała „ile się tylko da”, aby ich nawrócić i wybawić od piekła; pragnęła wynagradzać za zniewagi wyrządzone Niepokalanemu Sercu Maryi i cierpieć za Ojca Świętego.

Cała trójka wizjonerów cierpiała na skutek oskarżeń o kłamstwo. Nie szczędziły im ich świeckie władze, ich właśni rodzice, a nawet proboszcz ich parafii. Dzieci nie ugięły się jednak. To, co widzieli i opowiadali, było prawdą i – mimo próśb i gróźb – nie mieli najmniejszego zamiaru przyznać, że było inaczej. Przecież właśnie wtedy skłamałyby. Maryja powierzyła im także tajemnicę, której nie wolno im było zdradzić i chociaż na różne sposoby próbowano nakłonić dzieci do jej wyjawienia, nie pisnęły ani słówka.

Franciszek i Hiacynta nie pożyli zbyt długo. Dobrowolnie zgadzając się na przyjęcie cierpień zesłanych nań przez Boga, niemal w tym samym czasie zachorowali na pogrypowe powikłania – zapalenie płuc (Franciszek) i opłucnej (Hiacynta). Wtedy też, podczas jednego z objawień Matka Boża powiedziała im, że wkrótce umrą i pójdą do nieba. I tak się stało.

Jeszcze za ich życia wielu ludzi dzięki ich gorącej modlitwie doświadczyło nadzwyczajnych łask. Nie inaczej było po śmierci fatimskich dzieci.

Usiądź! Możesz!

Przypadek, który wzięto pod lupę przy beatyfikacji dzieci z Fatimy, dotyczył Marii Emilii Santos z Leirii (Portugalia). W 1946 roku 16-letnia Maria Emilia trafiła do szpitala z powodu wysokiej gorączki. Sądzono początkowo, że to grypa, a w końcu stwierdzono, że chodzi raczej o gorączkę reumatyczną. Dziewczynę wypisano wprawdzie ze szpitala, ale nadal źle się czuła.

Dwa lata później doszły silne bóle nóg, przestała chodzić. W szpitalu i sanatorium spędziła kolejne długie lata – niemal cztery! Podejrzewano stan zapalny kręgów i rdzenia kręgowego, prawdopodobnie o podłożu gruźliczym. Zoperowano kręgosłup i kolana. Na próżno. Wypisano ją w końcu o domu, ale z powodu dotkliwych bólów dziewczyna nadal nie była w stanie chodzić. Nie było żadnej poprawy.

Dziesięć lat później Maria Emilia nie mogła już nawet się czołgać. Ból, który odczuwała, był nieznośny. Obejrzał ją kolejny ortopeda i chciał ją nawet leczyć w Coimbrze lub Lizbonie, ale kobieta – czemu doprawdy trudno się dziwić – miała już dość lekarzy. Niestety, osiem dni po tej wizycie znów musiała się z nimi spotkać. Jej stan się pogorszył, wymagała kolejnej hospitalizacji. Trafiła do Szpitala Uniwersyteckiego w Coimbrze, gdzie przeszła drugą operację kręgosłupa. Z fatalnym skutkiem! Została paraplegiczką. Twierdząc, że na jej chorobę nie ma żadnego lekarstwa, odesłano ją do domu.

8 stycznia 1978 roku na skutek gorączki kobieta po raz kolejny znalazła się w szpitalu w Leirii. Tym razem spędziła w nim kolejnych sześć lat! Po tym czasie przeniesiono ją do domu opieki pw. Świętego Franciszka. „Od tej pory do 1987 roku nie skonsultowała się z żadnym lekarzem, nie brała żadnych specjalnych leków, tylko środki przeciwbólowe, gdy ból był bardzo silny. Zawsze leżała na boku na łóżku, całkowicie zdrętwiała od pasa w dół. Mogła tylko poruszać rękami i głową. Modliła się, śpiewała i płakała, ale zniechęcenie, cierpienia i wielka trudność z zaakceptowaniem swojej sytuacji doprowadziły ją, jak sama przyznaje, do irytacji i protestów wobec tych, którzy jej służyli i chcieli tylko czynić jej dobro” – opisywał jej stan ojciec Fabrice Delestre.

Pewnego dnia sanitarką przetransportowano kobietę do Fatimy. Właśnie od tego czasu Maria Emilia Santos zaczęła szczególną czcią otaczać Franciszka i Hiacyntę. Z nadzieją na polepszenie stanu zdrowia zaczęła odmawiać nowenny – jedną za drugą.

Nadszedł 25 marca 1987 roku – uroczystość Zwiastowania Pańskiego. Maria Emilia była w swoim pokoju. Odmówiła różaniec i zaczynając kolejny dzień nowenny, westchnęła z wyrzutem: „Hiacynto, został tylko jeden dzień, aby skończyć kolejną nowennę i wciąż nic…?”. I właśnie wtedy spostrzegła, że z jej stopami dzieje się coś dziwnego. Poczuła silne ciepło i mrowienie. Przestraszyła się. Objawy narastały. „Usiądź! Możesz!” – mówił jakiś dziecięcy głosik. Kiedy usłyszała te słowa po raz trzeci, zdobyła się wreszcie na odwagę – odrzuciła kołdrę i… usiadła na łóżku. Usiadła! Mogła!

Zadzwoniła zaraz potem po kogoś z personelu domu opieki, a gdy wreszcie przyszedł, poprosiła o zapalenie światła. Kiedy rozbłysło, pielęgniarka przeraziła się i zaczęła krzyczeć. Przestraszyła się siedzącej na łóżku kobiety. Wezwano dyrektorkę domu i resztę pracowników i mieszkańców. Nie mogli wyjść ze zdziwienia. Przecież dopiero co podczas mycia wyła z bólu. Od tej pory Maria Emilia zaczęła jeździć na wózku inwalidzkim. Na siedząco.

Ale to nie był koniec tej historii. Kobieta modliła się nadal, tym razem prosząc pastuszków, by pomogli jej wstać.

20 lutego 1989 roku przypadała 69. rocznica śmierci Hiacynty. „Jeśli zmusisz mnie dzisiaj do chodzenia, czy będę najszczęśliwszą kobietą na świecie?” – zapytała podczas modlitwy. A potem… wstała z wózka. Spróbowała zgiąć kolana i… nie poczuła bólu. Postawiła pierwsze kroki, a chwilę później, podpierając się laską… zaczęła chodzić. Po ponad 20 latach! Kiedy 10 lat później rozpatrywano to uzdrowienie w Watykanie, Maria Emilia poruszała się bez trudności.

Także konsultorzy Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych uznali to za cud i w sposób oczywisty przypisali go wstawiennictwu Franciszka i Hiacynty. Na tej podstawie 13 maja 2000 roku Jan Paweł II beatyfikował Hiacyntę i Franciszka w Fatimie. Fatimscy pastuszkowie stali się tym samym najmłodszymi błogosławionymi w historii Kościoła, dystansując Dominika Savio, który zmarł na krótko przed swoimi 15. urodzinami.

Wspólne cuda

Ciekawostką jest, że w przypadku rodzeństwa Marto zastosowano nowe rozwiązanie proceduralne. Jan Paweł II zdecydował bowiem, że Hiacynta i Franciszek, z uwagi na to, że najważniejsze wydarzenia z ich życia – objawienia, cierpienia, jakich doświadczyli od władz, młody wiek, w którym zostali zabrani do nieba, dotyczyły ich obojga – nie potrzebują do swojej beatyfikacji i kanonizacji cudów zdziałanych osobno, ale wspólnie. Warunkiem było tylko to, by wyproszono je, przyzywając rodzeństwo. Swoją drogą – do tego, żeby tak małe dzieci zostały uznane za świętych, też potrzebne było specjalne papieskie zezwolenie.

Tekst pochodzi z albumu „Cuda Wielkich Świętych”, Henryk Bejda. 

Publikacja dzięki uprzejmości Wydawnictwa Fronda

1  Opis o. Delestre za: Beatificación de Francisco y Jacinta, w: http://www.angelfire.com/extreme/neostars/fatima/beatificacion.html.