Izrael jest nadal narodem wybranym, nauczanie Kościoła przez
półtora tysiąca lat przyczyniło się do nienawiści, chrześcijan i Żydów
łączy nadzieja mesjańska… W środku wojny z Iranem Episkopat publikuje
list na temat Żydów i antysemityzmu. O co tu chodzi?
Dialog z Żydami? Ale… dlaczego
W polskich kościołach odczytano list KEP z okazji 40. rocznicy
wizyty Jana Pawła II w rzymskiej Synagodze Większej. Do tej wizyty
doszło 13 kwietnia 1986 roku. To wydarzenie niewątpliwie ważne z
perspektywy dialogu katolicko-żydowskiego – pozytywne czy negatywne, to
inna sprawa; ale ważne.
Nie wiem jednak, dlaczego miałoby specjalnie interesować akurat nas, Polaków.
Żydów w naszym kraju nie ma zbyt wielu, a dialog z wyznawcami judaizmu
stanowi jakiś kompletny margines, który interesuje tylko wąskie grono
zawodowych dialogistów albo niektórych intelektualistów. Dla absolutnej
większości polskich wiernych relacja z judaizmem jest rzeczą czysto
abstrakcyjną i kompletnie obojętną.
Owszem, czyta się Stary Testament – to przecież zwykły element
liturgii. Uczymy się o historii starożytnego Izraela, bo to część naszej
kultury duchowej. Staramy się zrozumieć świat duchowy i intelektualny
starożytnych Izraelitów, bo to pozwala nam odczytać lepiej nauczanie
naszego Pana Jezusa Chrystusa.
Jednak dialog ze współczesnymi wyznawcami judaizmu? To nie jest
rzecz, która może interesować Polaków. Zajmują się tym może
chrześcijanie w Ziemi Świętej, o ile jeszcze jacyś tam zostali
– państwo Izrael nie jest do nich nastawione szczególnie przychylnie. Z
perspektywy polskich chrześcijan, powtórzę to raz jeszcze, dialog z
judaizmem to kompletny margines, któremu – wydawałoby się – nie warto
poświęcać większej uwagi. Mamy dużo znacznie poważniejszych i bardziej
palących problemów.
Wojny Izraela
A jednak episkopat zdecydował się na przygotowanie listu poświęconego właśnie Żydom. No, dobrze, niechby… Tylko dlaczego akurat teraz?
40. rocznica wizyty Jana Pawła II w rzymskiej Synagodze Większej to
jest „jakaś rocznica”, ale została kompletnie przykryta przez wydarzenia
międzynarodowe. W październiku 2023 roku wybuchła krwawa wojna między
Izraelem a Hamasem, w której na skutek działań izraelskich zginęły
dziesiątki tysięcy palestyńskich cywili, w tym mnóstwo dzieci. Bezmiar
cierpienia ludności cywilnej był jeszcze do niedawna tematem numer jeden
w światowej prasie. Protestowali przeciwko temu również duchowni – w
tym łaciński patriarcha Jerozolimy, kardynał Pierbattista Pizzaballa czy
papieże, Franciszek i Leon XIV. Nawet ci Polacy, którzy mają na ogół
pozytywne nastawienie do judaizmu i Żydów, nie kryli swojego oburzenia.
Czymś innym jest przecież uprawniona walka z terroryzmem Hamasu, a czymś
innym masakrowanie ludności cywilnej…
Teraz przyszła kolejna tragedia: wojna z Iranem.
Izrael i Stany Zjednoczone napadły na Islamską Republikę. Pomimo
obrzydliwości reżimu ajatollahów w Teheranie nie da się zaprzeczyć, że
to właśnie Izrael i USA są stroną agresywną. W bombardowaniach są też
ofiary cywilne – na czele z niewinnymi dziewczynkami, które zginęły
ataku na szkołę na samym początku tej wojny. Uwaga całego świata znowu
skupiła się na Bliskim Wschodzie i tak jak poprzednio, krytyka wobec
polityki Izraela jest powszechna. Każdy rozumie, że Izrael, jak
wszystkie inne państwa, ma swoje interesy i chce bronić swojej
suwerenności. Kiedy dzieje się to jednak z rażącym pogwałceniem prawa
międzynarodowego i z wywołaniem ogólnoświatowego kryzysu – trudno o
sympatię do Tel Awiwu.
Publikowanie listu episkopatu poświęconego Żydom właśnie w
tym kontekście jest dlatego przedsięwzięciem z natury ryzykownym, by
nie rzec wątpliwym. Nader łatwo przekroczyć cienką granicę,
która sprawi, że episkopat zacznie jawić się w oczach wiernych jako
gremium wspierające izraelską politykę.
Antysemityzm… a co z syjonizmem?
Czy ta
granica została przekroczona? List, który odczytano w kościołach, musi
budzić zdumienie większości katolików. Z niezwykłą ostrością potępia się
w nim antysemityzm. Dobrze, ale dlaczego ani słowem nie
wspomina się o ideologii agresywnego syjonizmu, która kieruje rządem
Izraela i wieloma politykami w USA, prowadząc do wszczynania kolejnych
krwawych wojen? Jeżeli w dzisiejszym kontekście chce się
zachować obiektywizm, to nie można patrzeć na Żydów wyłącznie jako na
ofiary przemocy. Tak mogło być w latach 1933-1945, kiedy starał się ich
wygubić pogański reżim III Rzeszy. W XXI wieku Żydzi nadal padają
ofiarami antysemityzmu, ale polityka żydowskiego państwa nie jest
polityką ofiar – bywa polityką agresywnych, cynicznych i brutalnych
napastników. W liście episkopatu nie ma jednak o tym ani słowa. Wydaje
się, jakby to właśnie antysemityzm był jedynym problemem związanym z
Żydami. Tak nie jest!
Żydzi są podzieleni, a list tego nie dostrzega
Co
bardzo istotne, list pomija też niezwykle istotny aspekt: podziałów
między Żydami. Wśród współczesnych Żydów są skrajni syjoniści, ale są
też tacy, którzy syjonizm ostro krytykują. Do tej grupy należy choćby
znany na całym świecie profesor Jeffrey Sachs, człowiek, który od dawna
krytykuje politykę Izraela jako absolutnie niedopuszczalną. Sachs nie
jest religijnym Żydem, ale również wśród Żydów religijnych są podziały.
Część z Żydów ortodoksyjnych to zagorzali przeciwnicy syjonizmu, którzy
uważają poczynania władz Izraela za sprzeczne z wolą Boga. List
Episkopatu w ogóle Żydów nie różnicuje. Nie uwzględnia podziałów światopoglądowych, traktując tych ludzi jako jakieś zwarte plemię, z perspektywy czysto etnicznej.
Taka perspektywa nie jest właściwa dla Kościoła katolickiego i zarazem
nie jest adekwatna do rzeczywistości. W efekcie tylko pogłębia
zamieszanie i kontrowersje wokół sprawy izraelskiej. Może być tak, że
choć list ma pewnie szlachetne intencje, to paradoksalnie tylko
zaszkodzi relacjom chrześcijańsko-żydowskim, bo przyczyni się do
umacniania fałszywego obrazu Żydów wśród chrześcijan.
Doktryna…
Jeszcze poważniejszy problem dotyczy doktryny. Treść listu budzi pod tym względem wręcz zdziwienie. Czytamy
na przykład, że istnieje „konieczność odczytywania nauki Jezusa i Jego
uczniów w perspektywie żydowskiej, w kontekście żywej tradycji Izraela”,
którą to „konieczność” miałaby „potwierdzić Stolica Apostolska”.
List odwołuje się tutaj do dokumentu „Bo dary łaski i wezwania Boże są
nieodwołalne”, który w 2015 roku ogłosiła, jak pisze dokument, „Komisja
Stolicy Apostolskiej ds. Relacji Religijnych z Judaizmem”.
To bardzo ciekawa atrybucja, bo komisja, o której mowa, działa
tak właściwie przy Dykasterii ds. Promowania Jedności Chrześcijan – jest
zatem jedną z jednostek działających wewnątrz jednego z urzędów Kurii
Rzymskiej. Stąd ma pewien autorytet, ale nie jest to autorytet zbyt
duży, w żadnej mierze nie jest porównywalny z autorytetem oficjalnych
dokumentów soborów czy papieży.
W samym dokumencie czytamy zresztą, co następuje: „Nie można
zrozumieć nauczania Jezusa lub Jego uczniów jeśli nie umiejscawia się go
w perspektywie żydowskiej w kontekście żywej tradycji Izraela”. Trudno
nie zgodzić się z tym zdaniem. Jednak czymś innym jest „niemożność
zrozumienia”, a czymś innym „konieczność odczytywania”.
Fraza użyta w liście jest o wiele mocniejsza. Przez nieobecność
kontekstu całego dokumentu może też sugerować, że „żywa tradycja
Izraela” to również… współczesny judaizm. To prowadziłoby do myśli,
jakoby trzeba było pytać współczesnych rabinów o to, czego nauczał Pan
Jezus…
Następnie list oskarża… nauczanie Kościoła katolickiego o sianie nienawiści.
Odwołując się do jednego z wystąpień Jana Pawła II list mówi o
przeciwstawieniu się postawie, która przedstawia Żydów jako „odrzuconych
albo przeklętych”. List głosi dalej: „Przez ponad półtora tysiąca lat
treści te, obecne w katolickim nauczaniu i błędnej interpretacji Pisma
Świętego, kształtowały postawy chrześcijan, przyczyniając się do
nienawiści, prześladowań i manifestacji antysemityzmu”. Oczywiście jest
prawdą, że w nauczaniu ludzi Kościoła mogła i rzeczywiście była obecna
przesada czy błędy – ale zdanie sugeruje, że nie chodzi o poszczególnych
ludzi Kościoła, tylko o katolicką Tradycję. Co miałoby konkretnie
zawierać te błędy, tego nie wiadomo – ale odwołajmy się do szerszego
kontekstu. Kardynał Grzegorz Ryś często krytykuje na przykład dawną
formułę liturgii wielkopiątkowej. Prawdopodobnie i tutaj o to chodzi: to
katolicka liturgia (sic!) miałaby zawierać błędy…
Na tym nie koniec. Dalej list twierdzi: „Żydzi są nadal umiłowani
przez Boga, który wezwał ich nieodwołalnym powołaniem. Bóg bowiem,
wierny swym obietnicom, nie odwołał Pierwszego Przymierza. Izrael pozostaje nadal narodem wybranym”.
Jest oczywiste, że Żydzi są umiłowani przez Boga, bo Bóg miłuje
wszystkich ludzi. Jest prawdą, że Bóg nie odwołał Pierwszego Przymierza;
Bóg przecież niczego nie odwołuje. Dawne przymierze po prostu wypełniło
się w Chrystusie. Dlatego nasz Pan mógł mówić i rzeczywiście mówił o
„nowym” przymierzu. To właśnie Kościół jest Ludem Nowego Przymierza.
Twierdzenie, ze „Izrael pozostaje nadal narodem wybranym”, nie wydaje
się, delikatnie mówiąc, teologicznie rzetelne. Przecież zgodnie z
nauczaniem Kościoła to właśnie Kościół jest Nowym Izraelem… Jak pisał
niedawno biblista, prof. Waldemar Rakocy CM, „wybraństwo jest kategorią zbawczą, a nie etniczną. W wybraństwie uczestniczy ten, kto odpowiada na Boże wezwanie.
Celem wybrania Izraela było obwieszczenie światu przyjścia Mesjasza,
Chrystusa. Cel był zbawczy. I z tym celem było związane jego wybranie”.
W tym sensie, owszem, Izrael jest narodem wybranym – ale
ten Izrael to Nowy Izrael, czyli Kościół – a nie obywatele państwa
Izrael czy wyznawcy judaizmu, którzy odrzucają Jezusa Chrystusa jako
Mesjasza. W cytowanych słowach listu można wręcz dopatrywać się
sugestii jakiejś „równoległej” drogi do zbawienia, tak, jakby Żydzi
właściwie nie potrzebowali Chrystusa.
Warto przypomnieć, że jasno pisze o tym konstytucja II Soboru
Watykańskiego „Lumen gentium”. W rozdziale II pt. „Lud Boży” w
paragrafie 9 wyraźnie mówi się, że Kościół katolicki jest „nowym Izraelem”,
który Chrystus nabył za cenę swojej krwi. Konstytucja przypomina, że
Bóg powołał zgromadzenie wierzących w Chrystusa, a Kościół przekracza
wszystkie czasy i granice ludów. Tu nie ma perspektywy etnicznej, jest
tylko perspektywa wiary.
W liście przywołuje się też słowa Jana Pawła II, według którego
trwanie Izraela jest „faktem nadprzyrodzonym”. Niezależnie od tego, jaka
była intencja tych słów papieża Wojtyły, nie da się zaprzeczyć, że
przywoływanie ich właśnie dziś, w środku wojny irańskiej, może budzić
skrajne emocje wiernych. Państwo żydowskie, które chce być reprezentacją
narodu Izraelskiego, prowadzi brutalne bombardowania, a polscy katolicy
słyszą w kościołach na Mszy świętej, że „trwanie Izraela jest faktem
nadprzyrodzonym”?
Dalej w liście słyszymy o „więzach łączących Żydów i chrześcijan”.
List definiuje je następująco: „Cześć dla Słowa Bożego, modlitwa i
liturgia, a także mesjańska nadzieja przyszłości. Bo «gdy lud Boży
Starego i Nowego Przymierza rozważa przyszłość, zmierza on – nawet jeśli
wychodzi z dwu różnych punktów widzenia – ku analogicznym celom:
przybyciu lub powrotowi Mesjasza»”.
Cześć dla Słowa Bożego, modlitwa, liturgia? Jest tu, oczywiście,
wspólnota historyczna – ale chrześcijanie czytają Słowo Boże i sprawują
liturgię w kluczu Chrystusowym. Bez Chrystusa nie ma naturalnie żadnej
wspólnoty z żydowską liturgią czy interpretacją Pisma. Modlimy się też
jako chrześcijanie słowami, których nauczył nas Zbawiciel. Tu znowu nie
ma wspólnoty… Jak tłumaczył cytowany wcześniej ks. prof. Rakocy,
„Izraelitom (Żydom) objawił się Bóg prawdziwy, ale odrzucając Chrystusa,
odrzucają oni prawdziwego Boga. Nie wygląda to tak, że Izrael odrzucił
Syna Bożego, a trwa przy Bogu. Kto odrzuca Syna, nie ma też Ojca (1 J 2,
23), bo Bóg jest jeden. Izrael odwołuje się do prawdziwego Boga, ale Go
nie zna, bo On objawił się w Chrystusie”.
Wreszcie: mesjańska nadzieja przyszłości, podana jako zmierzanie
do „analogicznych celów”. Jednak chrześcijanie czekają na powtórne
przyjście Chrystusa, a Żydzi czekają na pierwsze przyjście mesjasza,
który ex definitione musi być fałszywym mesjaszem. Ponownie, tu nie ma
żadnej analogii. To raczej antyteza!
W jakim celu?
Wracam jeszcze raz do pytania
postawionego na początku. W jakim celu publikowany jest ten list? Czy
Polacy nie mają dziś innych problemów? Czy nie szerzy się demoralizacja,
antykoncepcja, zło w rządach? W środku Wielkiego Postu wszyscy katolicy
przygotowują się na Triduum Paschalne.
Zamiast otrzymywać od pasterzy wsparcie w drodze pokornego
nawrócenia, słyszymy w kościołach list, który wzbudza skrajne emocje, w
sposób nieuchronny dotyka drażliwych kwestii politycznych, a
teologicznie jest po prostu głęboko wątpliwy. Wszystko po to, by uczcić
rocznicę, która z perspektywy faktycznego życia Kościoła w Polsce nie
jest w żaden sposób istotna…
Kościół katolicki potrzebuje dialogu z Żydami, ale dialogu opartego na prawdzie, którą wyraża katolickie nauczanie.
Jeżeli rzetelną teologię zaczną zastępować ideowe założenia, to nie
przysłuży się to nikomu. Co więcej, w obecnym kontekście politycznym
dialog katolicko-żydowski musi być prowadzony ze szczególną
ostrożnością, a również tego w tym liście ewidentnie zabrakło.
Paweł Chmielewski