Od
początku świata Pan Bóg stopniowo dawał się poznać ludziom; objawił się
Adamowi i Ewie, Noemu, czy Abrahamowi, przemawiał przez patriarchów i
proroków. Jednak najbardziej dał się poznać przyjmując ludzką naturę. To
właśnie podkreślają słowa: „To jest mój Syn umiłowany” oraz „Jego
słuchajcie!”, słyszane z obłoku podczas Przemienienia na Górze Tabor.
Wskazują one iż pełnia Objawienia Bożego zawarta jest właśnie w Jezusie
Chrystusie.
Scena Przemienienia Chrystusa symbolicznie łączy Stary i Nowy
Testament. To właśnie wtedy Chrystus – Bóg Wcielony, centralna Osoba
Nowego Testamentu – rozmawiał z dwoma przedstawicielami Starego
Przymierza: Mojżeszem i Eliaszem. Mojżesz symbolizuje Prawo, czyli Torę.
W tych pierwszych pięciu Księgach Starego Testamentu Bóg przekazał
ludziom nakazy, które mieli zachowywać. Eliasz z drugiej strony jest
jednym z proroków, których zadaniem było przygotowanie Narodu
Wybranego na przyjście Zbawiciela. Cudowne przejście Mojżesza przez
Morze Czerwone zapowiedziało przejście Chrystusa ze śmierci do życia, a
wzięcie Eliasza do nieba wskazuje na późniejsze Wniebowstąpienie Jezusa
Chrystusa.
Nie bez znaczenia jest fakt, że Mojżesz i Eliasz ukazali się akurat
podczas Przemienienia na Górze Tabor. To właśnie wtedy bowiem, w
słowach: „Jego słuchajcie!”, Bóg Ojciec wskazał na Chrystusa
jako prawodawcę Nowego Przymierza. Zaś zestawienie Go z Mojżeszem i
Eliaszem stanowi łącznik między Starym i Nowym Testamentem.
To w tym momencie Bóg Ojciec przemówił z obłoku: „To jest mój Syn umiłowany” (Mt 17,5). Słowa te niezaprzeczalnie potwierdzają Bóstwo Chrystusa, który – jak pisze św. Paweł – „jest odblaskiem Jego chwały i odbiciem Jego istoty” (Hbr 1,3). A Sam Chrystus powiedział Apostołowi Filipowi: „Kto Mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca. (…) Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie” (J
14,9-11). Nikt bowiem nie może ukazać ludziom Bóstwa lepiej niż sam Syn
Boży, który w jednej Osobie łączy Boską i ludzką naturę.
Jedność dwóch natur w jednej – Boskiej – Osobie Chrystusa czyni Go
najlepszym pośrednikiem między Bogiem i człowiekiem. Św. Paweł
podkreślił to pisząc do Tymoteusza: „Jeden jest Bóg, jeden też pośrednik między Bogiem a ludźmi, człowiek, Chrystus Jezus” (1 Tm 2,5). Dlaczego Apostoł napisał właśnie „człowiek,
Chrystus Jezus”? Chrystusowe pośrednictwo stało się bowiem możliwe z
chwilą Wcielenia, czyli przyjęcia przez Niego ludzkiej natury. Chociaż
zawsze był w pełni Bogiem, to w momencie poczęcia w łonie Maryi stał się
również w pełni człowiekiem, przyjął pełną ludzką naturę.
Mając tak wiele wspólnego z obiema stronami, jest idealnym pośrednikiem
między nimi. Ojcu zanosi nasze modlitwy i ofiary – w tym najdoskonalszą
Ofiarę Mszy Świętej; dla ludzi zaś otrzymuje łaski i dary, którymi ich
hojnie obdarza.
Jedność dwóch natur w Chrystusie powoduje również, że to właśnie w Nim zawarta jest pełnia Objawienia Bożego. Objawienie
można w skrócie wyjaśnić jako działanie Boga, przez które daje się On
poznać ludziom, aby przez to doprowadzić ich do zjednoczenia z Sobą w
niebie. W Objawieniu Bóg ujawnił w sposób tajemniczy misteria
nadprzyrodzone i prawdy naturalne religii w taki sposób, by mogły być
następnie nieomylnie przedkładane przez Kościół bez jakiejkolwiek zmiany
znaczenia, aż do skończenia świata – pisze w dziele De Revelatione wybitny teolog, tomista i dominikanin, ojciec Réginald Garrigou-Lagrange.
Choć Pan Bóg dawał się poznać ludzkości od samego początku świata, to
Jego Objawienie osiągnęło pełnię właśnie w Osobie Jezusa Chrystusa.
Święty Paweł pisze w Liście do Hebrajczyków: Wielokrotnie i na różne
sposoby przemawiał niegdyś Bóg do ojców przez proroków, a w tych
ostatecznych dniach przemówił do nas przez Syna. Jego to ustanowił
dziedzicem wszystkich rzeczy, przez Niego też stworzył wszechświat (Hbr 1,1-2). Poprzez swoje Wcielenie, niewidzialny Bóg dał się ludziom zobaczyć w widzialnej postaci.
Stary Testament zawiera Objawienie Boże, ale niepełne i – można
powiedzieć – „w kawałkach”. Był to etap przygotowania ludzkości na
przyjście Zbawiciela. Poprzez patriarchów i proroków, poprzez dziejące
się wtedy wydarzenia, Bóg objawiał Izraelitom jakąś część wiedzy o
Sobie. Katechizm Kościoła Katolickiego (KKK 54-64) wylicza kilka tego
przykładów: stworzenie świata, przymierze z Noem po potopie, powołanie
Abrahama, czy wybranie Izraela jako Ludu Bożego. Przykłady można by
mnożyć, jednak żaden z nich nie stanowił pełni Objawienia Bożego, która miała miejsce dopiero w Osobie Jezusa Chrystusa.
Najgłębsza zaś prawda o Bogu i o zbawieniu człowieka jaśnieje nam
przez to objawienie w osobie Chrystusa, który jest zarazem pośrednikiem
i pełnią całego objawienia – czytamy w konstytucji dogmatycznej o Objawieniu Bożym Dei Verbum (paragraf 2).
To Objawienie odbyło się przez czyny Chrystusa, Jego nauczanie, a
przede wszystkim przez śmierć i chwalebne zmartwychwstanie. Wszystko to
zostało spisane na kartach Ewangelii, które są Torą Nowego
Testamentu, czyli podstawowym zbiorem praw Nowego Przymierza. Nie bez
powodu jest zatem obecność w scenie Przemienienia właśnie Mojżesza: ten,
który był bożym instrumentem w przekazaniu Starego Prawa, teraz stoi
obok samego Chrystusa w momencie, w którym Bóg Ojciec wypowiada z obłoku
polecenie: „Jego słuchajcie!”. Bóg Ojciec jasno wskazuje wtedy iż odtąd ludzkość ma słuchać już nie patriarchów czy proroków, ale Jego własnego Syna.
Nie oznacza to jednak, że Stary Testament został wówczas wyrzucony do
kosza. Oczywiście nie obowiązują nas już starotestamentalne przepisy
ceremonialne, rytualne, czy oczyszczenia, ponieważ zostały one
zastąpione jedną doskonałą Ofiarą Chrystusa na krzyżu. Jednak wszystkie Księgi
Pisma Świętego – zarówno Starego jak i Nowego Testamentu – zawierają
Objawienie Boże i są niezbędne do zrozumienia sensu chrześcijaństwa.
Znajdują one jednak swoje wypełnienie właśnie w owej nowotestamentalnej Torze, czyli w Ewangeliach, i dlatego nie mogą być rozumiane w oderwaniu od treści Ewangelii.
Bóg, sprawca natchnienia i autor ksiąg obydwu Testamentów, mądrze
postanowił, by Nowy Testament był ukryty w Starym, a Stary w Nowym
znalazł wyjaśnienie. Bo choć Chrystus ustanowił Nowe Przymierze we krwi
swojej (…), wszakże księgi Starego Testamentu, przyjęte w całości do
nauki ewangelicznej, w Nowym Testamencie uzyskują i ujawniają swój pełny
sens (…) i nawzajem oświetlają i wyjaśniają Nowy Testament (konstytucja Dei Verbum, 16). To właśnie zostało podkreślone obecnością Mojżesza w scenie Przemienienia.
Przyjście na świat Chrystusa było nie tylko najdoskonalszym, ale również ostatnim publicznym objawieniem w historii zbawienia. Nie należy się już spodziewać żadnego nowego objawienia publicznego przed chwalebnym ukazaniem się Pana naszego Jezusa Chrystusa (konstytucja Dei Verbum,
4). W erze po Chrystusie mogą jeszcze mieć miejsce objawienia prywatne,
ale te nic nowego nie wniosą do prawdy objawionej, a jedynie podkreślą
bądź zwrócą uwagę wiernych na różne aspekty doktryny Kościoła.
I tak choćby św. Małgorzata Maria Alacoque doznawała prywatnych
objawień Chrystusa, których przesłanie dotyczyło kultu Jego
Najświętszego Serca. Nie wniosło to nic nowego do nauczania Kościoła,
ale zwróciło uwagę katolików właśnie na ten boski atrybut – Serce Jezusa
– który do tej pory był nieco marginalizowany. Podobnie można
powiedzieć o objawieniach Matki Bożej w Fatimie, Gietrzwałdzie, czy
wszystkich innych zatwierdzonych przez Kościół objawieniach.
Skoro wszystko, co możemy tu na ziemi wiedzieć o Bogu, zostało
objawione, czy oznacza to, że żaden postęp teologiczny nie może mieć
miejsca? Bynajmniej! Postęp może, a nawet powinien mieć miejsce, jednak
nie polega on na dalszym objawianiu się Boga, a raczej na naszym
głębszym zrozumieniu Go. Nasze zdobywanie wiedzy o Bogu dokonuje się
poprzez łączenie objawionych faktów, poszukiwanie zależności między nimi
i wyciąganie wniosków. Taki postęp jest nam potrzebny, bowiem dążenie
do coraz głębszego poznania Boga powoduje w nas wzrost miłości do Niego.
Jak mówi św. Augustyn: „Nie można kochać tego, czego się nie zna” (De Trin. X, 1,2).
Oczywiście taki postęp musi się odbywać w nawiązaniu do Pisma
Świętego, Tradycji i magisterium Kościoła. Spotykamy niestety teologów,
których tezy zrywają z tym, co Kościół orzekł podczas dwóch tysięcy lat
swojego istnienia. Ich metodologia jest błędna. Poznawanie Boga nie może
bowiem polegać na zaprzeczaniu temu co już o Nim wiemy, ale raczej na rozwijaniu
już istniejącej wiedzy. Tak właśnie działali wielcy teologowie Kościoła
– ze św. Tomaszem z Akwinu na czele. A żyjący w IV w. św. Wincenty z
Lerynu tak wyjaśnił jak powinien wyglądać rozwój doktryny w Kościele:
Może jednak ktoś zapyta: Jak to? Więc nie będzie w Kościele
Chrystusowym żadnego postępu religii? Owszem, powinien być, i to jak
największy. (...) Ale ten postęp niech będzie naprawdę postępem wiary, a
nie zmianą. Boć przecie istota postępu na tym polega, że rzecz jakaś
rozrasta się w sobie; istota zaś zmiany na tym, że rzecz jakaś
przechodzi w zupełnie inną. Niechże więc wzrasta i olbrzymie nawet
postępy czyni zrozumienie, wiedza, mądrość, (...) ale koniecznie w
swojej jakości, to jest w obrębie tego samego dogmatu, w tym samym
duchu, w tym samym znaczeniu.
Adrian Fyda