sobota, 4 kwietnia 2026

 

List Episkopatu. Na krzyż z Nim! – ks. Marek Bąk

 

List Episkopatu. Na krzyż z Nim! – ks. Marek Bąk


Spłonął historyczny krzyż w Warszawie! Był związany z Janem Pawłem II

 Chmielewski: Pożar krzyża jako ostrzeżenie dla Polski 

 

Wielki Piątek: Spłonął słynny krzyż, przed którym Jan Paweł II odprawił Mszę Świętą w 1979r. Sugerowany „samozapłon”.

Spłonął historyczny krzyż w Warszawie! Był związany z Janem Pawłem II

W Warszawie spłonął historyczny krzyż. Jan Paweł II odprawił przed nim pierwszą Mszę świętą w Polsce. Działo się to 2 czerwca 1979 roku. Krzyż znajdował się na Mokotowie przy ul. Rzymkowskiego. 

Kpt. Łukasz Zagdański z miejskiej straży pożarnej przekazał, że zgłoszenie o pożarze strażacy dostali ok. godz. 15.30.

Na miejscu działało pięć zastępów PSP. W tej chwili trwa usuwanie blaszanego pokrycia i prawdopodobnie krzyż zostanie zupełnie rozebrany z powodu utraty stateczności – powiedział strażak.


PAP/Leszek Szymański

Krzyż stoi przed kościołem parafialnym św. Maksymiliana Marii Kolbego przy ulicy Rzymowskiego 35. Stanął tam po poświęceniu kościoła w 1999 roku. Jest to metalowa konstrukcja obłożona drewnem i obita blachą. 

Msza św. Jana Pawła II została odprawiona na ówczesnym placu Zwycięstwa. Obecnie to  plac marszałka Józefa Piłsudskiego. 

Prawdopodobnie doszło do samozapłonu. Pod krzyżem znajdowały się znicze. Wczoraj dostawiano liczne nowe znicze, w związku z rocznicą śmierci Jana Pawła II. 

Kierownictwo parafii poinformowało, że metalowa konstrukcja krzyża nie uległa uszkodzeniu. Krzyż zostanie odbudowany.

Jak skomentował na X red. Paweł Chmielewski, można potraktować ten pożar jako ostatnie memento.

„Spłonął historyczny krzyż z Mszy św. Jana Pawła II z 1979 roku. Nic dziwnego. Polska AD 2026 zdradza Ewangelię na wiele sposób” – stwierdził.

„Rząd pracuje nad wprowadzeniem transkrypcji aktów pseudo-małżeństw LGBT. Krzewi się brutalne zabijanie dzieci poczętych, vide sprawa Felka z Oleśnicy. Państwo finansuje in vitro” – dodał.

„Polska z homozwiązkami, legalną aborcją czy z in vitro – to nie jest kraj Chrystusa. To kraj zaprzaństwa i barbarzyństwa. Potraktujmy ten pożar jako ostatnie memento” – podkreślił. 

KOMUNIKAT Centrum Prasowego Archidiecezji Warszawskiej

W dniu 3.04.2026 r. około godziny 15.00 spłonął drewniany krzyż stojący na terenie parafii Św. Maksymiliana Kolbego w Warszawie, przy ul. Rzymowskiego 35.

Pożar został zauważony o godz. 15.25 przez jednego z wiernych. Straż pożarna przyjechała w ciągu około 8 minut. Akcja gaśnicza przebiegła szybko i profesjonalnie. Metalowa konstrukcja krzyża nie uległa zniszczeniu. Krzyż zostanie odbudowany – zapewnił proboszcz parafii – ks. kan. Andrzej Krzesiński.

Teren jest zabezpieczony, a krzyż zostanie niebawem położony. Pożar nie stanowił zagrożenia dla osób postronnych, nikt nie odniósł obrażeń.

Na razie nie są znane przyczyny pożaru. Sprawę badają odpowiednie służby.

Pożar nie wpłynie na porządek nabożeństw Triduum Paschalnego w parafii Św. Maksymiliana Kolbego.

Centrum Prasowe Archidiecezji Warszawskiej

—–

Pożar krzyża został zauważony przez jednego z wiernych około godziny 15.25. Straż pożarna pojawiła się na miejscu w ciągu ośmiu minut i szybko przeprowadziła akcję gaśniczą. Metalowa konstrukcja nie została uszkodzona, co umożliwia jej odbudowę.

Biuro Prasowe Archidiecezji Warszawskiej

Źródła: PAP pap logo, PCh24.pl, KAI

Niezwykłe przesłanie Matki Bożej na Wielką Sobotę: Pocieszcie Mnie w bólu

Fot. Screenshot - YouTubeNiezwykłe przesłanie Matki Bożej na Wielką Sobotę: Pocieszcie Mnie w bólu

 Wielka Sobota. Zstąpienie Jezusa do piekieł. WIZJA

 


 

 „Pozostańcie blisko waszej bolejącej Mamy w tym jedynym dniu, kiedy pozostałam bez Swojego 

 Syna” - zwraca się Matka Boża w swym orędziu przekazanym w Wielką Sobotę roku 1996, włoskiemu mistykowi ks. Stefano Gobbiemu, założycielowi „Kapłańskiego Ruchu Maryjnego”.

 

„Jego ciało ułożone w pośpiechu i okryte najczystszym płótnem spoczywa martwe w nowym grobie. Ja czuwam w boleści i na modlitwie, w ufności i nadziei, w pewnym oczekiwaniu Jego zmartwychwstania.

Pocieszcie Mnie w bólu. Popatrzcie, czy jest boleść podobna do boleści Mojej? Moje oczy widzą ponownie z przerażeniem całe okrucieństwo, złośliwość, nieludzkie bestialstwo ukrzyżowania i śmierci Jezusa na Krzyżu.

Pocieszcie Mnie w bólu. To właśnie po to, by Mi dotrzymać słodkiego towarzystwa w Mojej samotności, rozszerzyła się od pierwszych czasów Kościoła pobożna praktyka traktowania soboty jako dnia szczególnej czci waszej Niebieskiej Mamy. W Fatimie prosiłam o ofiarowanie Mi pięciu pierwszych sobót miesiąca na znak dziecięcego i pełnego miłości wynagradzania. Dzięki Mojemu Kapłańskiemu Ruchowi Maryjnemu prośba Moja jest już przyjęta we wszystkich częściach świata. To udziela Mi wielkiej pociechy w boleści Mego Niepokalanego Serca.

Pocieszcie Mnie w bólu. Dzień ten jest także pierwszym dniem Mojego nowego i duchowego macierzyństwa. Patrzę na wszystkie Moje dzieci, które Jezus Mi powierzył na Krzyżu, i zapraszam je do przyjęcia w życiu drogocennego daru Jego odkupienia.

Jakże liczni są jeszcze dziś ci, którzy Go odrzucają i idą po drogach grzechu i zła, przemocy i nienawiści, przyjemności i nieczystości. Jakże wielki jest Mój ból na widok tego, że Jezus znosił cierpienia daremnie, bo wielu depcze krew, którą On wylał dla waszego Zbawienia.

Pocieszcie Mnie w bólu. Proszę was o zaniesienie do bezpiecznego schronienia Mego Niepokalanego Serca wszystkich ludzi oddalonych, ateistów, grzeszników, niewolników grzechu i zła – tych, których zwiodły podstępne zasadzki Mojego i waszego Przeciwnika. To dlatego dziś chcę mieć was tu wszystkich ze Mną, w tym dniu, w którym byłam bez Mojego Syna.

Uczcie się ode Mnie wierzyć, ufać, kochać.

Uczcie się ode Mnie powierzać się z pewną ufnością Prawdzie Słowa Bożego. W chwilach wątpliwości i w ciemności proście Mnie o pomoc, aby czuwać na modlitwie i w oczekiwaniu.

Kiedy Jezus powróci do was w blasku Swej Boskiej chwały, wtedy ta biedna, grzeszna i zraniona ludzkość, która leży we wnętrzu grobu zepsucia i śmierci, wyjdzie, aby wreszcie rozpocząć nowe czasy swego odrodzonego życia" - czytamy w wielkosobotnim przesłaniu Matki Bożej Bolesnej.

 "Do kapłanów, umiłowanych synów Matki Bożej", Katowice 1998

 

„I ty, któraś współcierpiała”. Jaką wartość miały cierpienia Maryi?

(Fot. Philippe Lissac / Godong / AKG Images / Forum)

Adorujemy Krzyż. Wpatrujemy się w symbol Męki Chrystusa, zdjąwszy zasłonę, jaka przesłaniała ten tron chwały od V Niedzieli Wielkiego Postu. W Wielki Piątek staramy się oddawać hołd Odkupicielowi dłużej, niż zwykle. A jednak choćbyśmy trwali godzinami przy Grobie Pańskim, jest ktoś, komu nigdy nie dorównamy w czci dla Ukrzyżowanego. To Matka Najświętsza. Maryja towarzyszyła swojemu synowi do samego końca, a widok umęczonego Zbawiciela dotykał ją głębiej, niż kogokolwiek z nas. Czy łzy – smutku i czci – które Maryja wylała na Golgocie, zdobyły jakąś zasługę? A może jej trwanie na Kalwarii nie miało znaczenia?

O roli Matki Bożej w Dziele Odkupienia napisano ostatnio wiele. Mariolodzy przypominali udział Naszej Pani w Męce jej Syna nie raz, komentując opublikowaną pod koniec 2025 roku notę doktrynalną Dykasterii Nauki Wiary „Mater Populi Fidelis”.

W tym kontrowersyjnym dokumencie Watykan wypowiedział się przeciwko używaniu tytułu „Współodkupicielki” w kulcie maryjnym. Wedle przekonania autorów, podobna terminologia mogłaby „przesłonić” zbawczą kompletność i jedyność chrystusowej Pasji.


„Biorąc pod uwagę konieczność wyjaśnienia podporządkowanej roli Maryi wobec Chrystusa w dziele Odkupienia, używanie tytułu Współodkupicielki dla określenia współpracy Maryi jest zawsze niewłaściwe. Tytuł ten grozi bowiem zaciemnieniem jedynego zbawczego pośrednictwa Chrystusa i może w związku z tym prowadzić do zamętu i zachwiania harmonii prawd wiary chrześcijańskiej, ponieważ nie ma w żadnym innym zbawienia, gdyż nie dano ludziom pod niebem żadnego innego imienia, w którym moglibyśmy być zbawieni (Dz 4, 12) (…). W tym przypadku nie przyczynia się to do wywyższenia Maryi jako pierwszej i najważniejszej współpracowniczki dzieła Odkupienia i łaski, gdyż niebezpieczeństwo przesłonięcia wyłącznej roli Jezusa Chrystusa, Syna Bożego, który stał się człowiekiem dla naszego zbawienia i jako jedyny mógł złożyć Ojcu ofiarę o nieskończonej wartości, nie stanowiłoby prawdziwego zaszczytu dla Matki”, stwierdziła Dykasteria Nauki Wiary.

Wierni z troską i pewnym oburzeniem zareagowali na to wskazanie. Wśród licznych odpowiedzi na dokument Dykasterii najpoważniejszą stanowi krytyczna analiza „Mater Populi Fidelis”, opublikowana przez Międzynarodowe Stowarzyszenie Maryjne. Na jej kartach teologowie podjęli polemikę z przekonaniami wyrażonymi w Nocie, obszernie wykładając katolickie spojrzenie na rolę Maryi w Dziele Odkupienia. W tym świetle uznali zastrzeżenia wobec tytułu „Współodkupicielki” za bezzasadne. Termin ten oraz bliskoznaczne z nim pojęcie „reparatrix” wykorzystywano nierzadko w Kościele, ale ich rozumienie nigdy nie podważało doskonałości Chrystusowej Ofiary, twierdzili przeciwnicy watykańskiego orzeczenia.  

Niezależnie od dyskusji o zasadności omawianego pojęcia – wizja uczestnictwa Najświętszej Panny w cierpieniach jej Syna od zawsze była obecna w Tradycji. Również nota z końca listopada nie podważyła tej doktryny. Przeciwnie: w dokumencie tym autorzy wspomnieli „podporządkowaną” rolę Maryi w Męce Chrystusa.

Jak dokładnie rozumieć ten udział Matki Bożej? Gdzie miejsce na jej „wkład”, skoro Chrystus złożył z Siebie ofiarę doskonałą – niewymagającą jakichkolwiek uzupełnień? W odpowiedzi na to pytanie tkwi nauka o olbrzymiej wartości dla wszystkich, kontemplujących Mękę Pańską.

Spójrzmy zatem, jak sens uczestnictwa Maryi w Pasji Zbawiciela wyjaśniał św. Pius X w encyklice „Ad Diem Illum Laetissimum”.

„Ale nie tylko chwałą Dziewicy jest to, że dała materię ciała jednorodzonemu Synowi Boga, mającemu narodzić się z członkami ludzkimi (S. Bed. Ven. IV. in Luc. XI) i że tym sposobem przygotowała ofiarę dla zbawienia ludzi, ale i Jej posłannictwem było nadto opiekować się tą ofiarą, wykarmić ją i w dniu przeznaczonym zanieść ją przed ołtarz. Stąd między Maryją a Jezusem bezustanna wspólność życia i cierpienia (…). A gdy nadeszła dla Jezusa ostatnia godzina, widziano Maryję stojącą u stóp krzyża, przejętą z pewnością grozą widoku, a jednak szczęśliwą, że Syn Jej poświęcał się dla zbawienia rodu ludzkiego i zresztą tak uczestniczącą w Jego cierpieniach, że byłoby Jej się wydało nieskończenie lepszym, gdyby mogła wziąć na siebie męki, które przechodził (Św. Bonaw. I. Sent. 48, ad Sitt dub. 4). Wynikiem tej wspólności uczuć i cierpień między Maryją a Jezusem jest to, że Maryja zasłużyła na to, aby stać się Odkupicielką upadłej ludzkości i stąd szafarką wszystkich skarbów, które Jezus nam uzyskał przez Swą śmierć i krew Swoją”.

Zaraz Ojciec Święty dodawał: „Nie można bez wątpienia powiedzieć, aby szafowanie tymi skarbami nie było właściwym i wyłącznym prawem Jezusa Chrystusa, gdyż one są wyłącznym owocem Jego śmierci, On sam zaś z natury Swej jest Pośrednikiem między Bogiem a ludźmi (…). Jesteśmy zatem bardzo dalecy od przypisywania Matce Bożej sprawczej przyczyny łaski – mocy, która należy do Samego Boga. Wszelako, ponieważ Maryja wzniosła się nad wszystkich w świętości i łączności z Jezusem Chrystusem i uczestniczyła przez Jezusa Chrystusa w Dziele Odkupienia, zasługuje de congruo, jak mówią teologowie, jak zasłużył się Jezus Chrystus de condigno i jest najwyższą szafarką łask”.

Te łacińskie formuły mogą być obce wielu czytelnikom, ale właśnie dzięki nim św. Pius X zwięźle porządkuje dyskusję, potwierdzając kompletność ofiary Chrystusa oraz godząc z tą prawdą udział Matki Najświętszej w dziele zbawienia.

Pojęcie zasługi de condigno (pol. ze sprawiedliwości), zgodnie z objaśnieniem ks. dr. Sieniatyckiego, dotyczy uczynku, którego wartość jest równa łasce otrzymanej z jego tytułu. „Jest ona wtedy, gdy zachodzi równość między nagrodą a wartością czynu”, tłumaczył autor przedwojennych podręczników dogmatycznych. Tymczasem „zasługa de congruo (pol. z odpowiedniości) jest wtedy, gdy między nagrodą a wartością czynu zasługującego nie ma równości, nagroda jest wyższa, niż wartość uczynku”.

W tym świetle Męka Pańska jawi się jako jedyna wystarczająca zapłata, zdolna wyjednać u Boga miłosierdzie dla grzesznej ludzkości. Wartość płynąca z ofiary Syna Bożego sama sprowadza nam przystęp do nadprzyrodzonego życia, stając się jego „przyczyną sprawczą”. Ofiara Maryi nie ma podobnej rangi. Nie oznacza to jednak, że jest bezowocna. Boża sprawiedliwość sprawia, że dobrowolne cierpienia Syna Bożego, ofiarowane za nas, przynoszą nam odkupienie. Boża miłość zaś, że mimo tej wystarczającej zasługi, pokorne łzy Matki nie są bez znaczenia.

Z tego powodu część dóbr, które w ogóle mogą przypaść nam w udziale dzięki krzyżowi Chrystusa, wypraszają nam boleści Najświętszej Panny, okazując się pełnymi łask dla ludu wiernego. Dla adorujących chrystusowy Krzyż, w tym boskim uznaniu dla cierpień Maryi tkwi obraz prawdy o doniosłym znaczeniu.

Jeśli trwanie Najświętszej Panny na Golgocie okazało się zasługujące, to my również możemy nie tylko uwielbiać ofiarę krzyżową – ale i realnie przyłożyć rękę do zwycięstwa Zbawiciela. Oczywiście, Bóg wysłużył nam łaskę bez naszej zasługi. A jednak – kazał nam też podjąć Jego drogę. Wezwał nas, byśmy „naśladowali Go, biorąc swój krzyż i zapierając się siebie samych”, w ten sposób umożliwiając nam współpracę z Jego Dziełem.  

Chrystus oczekuje przecież od nas pomocy braciom. Powierzył swoim uczniom zadanie szerzenia wiary w Niego, by wielu mogło się zbawić. Kazał nam nawzajem pomagać sobie wytrwać w łasce. Mało tego! Kapłanom dał władzę odpuszczania grzechów oraz sprowadzania na świat owoców Jego Męki przez Mszę świętą. Jedynym źródłem tych dóbr jest Jego zbawcze Dzieło. Mimo to, sami czerpiąc z niego owoce, mamy dzielić się nimi z braćmi.

Maryja, która „współcierpiała”, to zatem nasza poprzedniczka – w adoracji Odkupiciela oraz w udziale w przejmującym zwycięstwie Wielkiego Piątku. Będąc dla nas przykładem, pozostaje mimo wszystko niedościgniona, a jej uczestnictwo wyraźnie inne.

Historia zbawienia zna tylko dwie osoby, które nie miały żadnych win do odpokutowania. Obok Chrystusa to właśnie Matka Boża. Oboje cierpieli w życiu ogromnie – choć taka chłosta nie była im potrzebna. Śmierć i ból to dziedzictwo grzechu, ciągnące się od pierwszych ludzi. Niepokalana była bez zmazy. Jeśli więc cierpiała, to na podobieństwo Syna – z naszego powodu. Podczas, gdy Ewa podała mężowi zakazany owoc i zjednoczyła się z nim w nieprawości, Matka Boża do końca trwała z cierpiącym Chrystusem, którego przyniosła na świat, gdy Zbawiciel zgładził grzech pierworodny. Wobec tego podobieństwa trudno wątpić o jej współpracy w Odkupieniu.

Filip Adamus

 

piątek, 3 kwietnia 2026

Za zbyt WIELKĄ CENĘ zostaliśmy wykupieni.

 

Wieczorem, kiedy byłam w swojej celi, ujrzałam anioła, wykonawcę gniewu Bożego. Był w szacie jasnej, z promiennym obliczem, obłok pod jego stopami, z obłoku wychodziły pioruny i błyskawice do rąk jego, a z ręki jego wychodziły i dopiero dotykały ziemi. Kiedy ujrzałam ten znak gniewu Bożego, który miał dotknąć ziemię, a szczególnie pewne miejsce, którego wymienić nie mogę dla słusznych przyczyn, zaczęłam prosić anioła, aby się wstrzymał chwil kilka, a świat będzie czynił pokutę. Jednak niczym prośba moja była wobec gniewu Bożego.

(...) W tej samej chwili uczułam w duszy swojej moc łaski Jezusa, która mieszka w duszy mojej; kiedy mi przyszła świadomość tej łaski, w tej samej chwili zostałam porwana przed stolicę Bożą.

(...) Zaczęłam błagać Boga za światem słowami wewnętrznie słyszanymi. Kiedy się tak modliłam, ujrzałam bezsilność anioła, i nie mógł wypełnić sprawiedliwej kary, która słusznie się należała za grzechy. Z taką mocą wewnętrzną jeszcze się nigdy nie modliłam jako wtenczas. Słowa, którymi błagałam Boga są następujące: Ojcze przedwieczny, ofiaruję Ci Ciało i Krew, Duszę i Bóstwo najmilszego Syna Twojego, a Pana naszego Jezusa Chrystusa, za grzechy nasze i świata całego; dla Jego bolesnej męki miej miłosierdzie dla nas. Na drugi dzień rano, kiedy weszłam do naszej kaplicy, usłyszałam te słowa wewnętrznie: Ile razy wejdziesz do kaplicy, odmów zaraz tę modlitwę, której cię nauczyłem wczoraj. Kiedy odmówiłam tę modlitwę, usłyszałam w duszy te słowa: Modlitwa ta jest na uśmierzenie gniewu mojego, odmawiać ją będziesz przez dziewięć dni na zwykłej cząstce różańca w sposób następujący: najpierw, odmówisz jedno OJCZE NASZ i ZDROWAŚ MARYJO i WIERZĘ W BOGA, następnie na paciorkach OJCZE NASZ mówić będziesz następujące słowa: Ojcze Przedwieczny, ofiaruję Ci Ciało i Krew, Duszę i Bóstwo najmilszego Syna Twojego a Pana naszego Jezusa Chrystusa, na przebłaganie za grzechy nasze i świata całego; na paciorkach ZDROWAŚ MARYJO będziesz odmawiać następujące słowa: Dla Jego bolesnej męki miej miłosierdzie dla nas i świata całego.

Na zakończenie odmówisz trzykrotnie te słowa: Święty Boże, Święty Mocny,

Święty Nieśmiertelny, zmiłuj się nad nami i nad całym światem” (Dz. 474-476).

„O, jak wielkich łask udzielę duszom, które odmawiać będą tę koronkę (...) Zapisz te słowa, córko moja, mów o moim miłosierdziu, niech pozna cała ludzkość niezgłębione miłosierdzie moje. Jest to znak na czasy ostateczne, po nim nadejdzie dzień sprawiedliwy. Póki czas, niech uciekają się do źródła miłosierdzia mojego, niech korzystają z krwi i wody, która dla nich wytrysła” (Dz. 848).

„Odmawiaj nieustannie tę koronkę, której cię nauczyłem. Ktokolwiek będzie ją odmawiał, dostąpi wielkiego miłosierdzia w godzinę śmierci. Kapłani będą  podawać grzesznikom jako ostatnią deskę ratunku; chociażby grzesznik był najzatwardzialszy, jeżeli tylko raz zmówi tę koronkę, dostąpi łaski z nieskończonego miłosierdzia mojego” (Dz. 687).

OBIETNICA ŁASKI MIŁOSIERDZIA DLA KONAJĄCYCH

„Przez odmawianie tej koronki podoba mi się dać wszystko, o co mnie prosić będą. Zatwardziałym grzesznikom, gdy będą ją odmawiać, spokojem napełnię dusze, a godzina ich śmierci będzie szczęśliwa. Napisz to dla dusz strapionych: Gdy dusza pozna ciężkość swych grzechów, gdy się odsłoni duszy cała przepaść nędzy, w jakiej się pogrążyła, niech nie rozpacza, ale z ufnością niech się rzuci w ramiona mojego miłosierdzia, jak dziecko w objęcia ukochanej matki. (...) żadna dusza, która wzywała miłosierdzia mojego, nie zawiodła się, ani nie doznała zawstydzenia. Mam szczególne upodobanie w duszy, która zaufała dobroci mojej. Napisz: Gdy tę koronkę przy konających odmawiać będą, stanę pomiędzy Ojcem, a duszą konającą nie jako Sędzia sprawiedliwy, ale jako Zbawiciel miłosierny” (Dz. 1541).

„Każdą duszę bronię w godzinie śmierci, jako swej chwały, która odmawiać będzie tę koronkę albo przy konającym inni odmówią - odpustu tego samego dostąpią. Kiedy przy konającym odmawiają tę koronkę, uśmierza się gniew Boży, a miłosierdzie niezgłębione ogarnia duszę" (Dz. 811).

[Koronka do Bożego Miłosierdzia]

Pan Jezus powiedział do św. Faustyny:

„Pragnę, aby to miłosierdzie rozlało się na cały świat przez serce twoje. Ktokolwiek się zbliży do ciebie, niech nie odejdzie bez ufności w moje miłosierdzie, której tak bardzo pragnę dla dusz. Módl się, ile możesz, za konających, wypraszaj im ufność w moje miłosierdzie, bo oni najwięcej potrzebują ufności, a najmniej jej mają” (Dz. 1777).

„Córko moja, pomóż mi zbawić konającego grzesznika; odmów za niego tę koronkę, której cię nauczyłem. Kiedy zaczęłam odmawiać tę koronkę, ujrzałam tego konającego w strasznych mękach i walkach. Bronił go Anioł Stróż, ale był jakby bezsilny wobec wielkości nędzy tej duszy (...). Jednak podczas odmawiania tej koronki ujrzałam Pana Jezusa w takiej postaci, jak jest namalowany na obrazie. Te promienie, które wyszły z Serca Jezusa ogarnęły chorego, a moce ciemności uciekły w popłochu. Chory oddał ostatnie tchnienie spokojnie” (Dz. 1565).

„Łączność z konającymi. Proszą mnie o modlitwę; modlić się mogę, dziwnie mi Pan daje ducha modlitwy, jestem ustawicznie z nim złączona. Czuję w całej pełni, że żyję dla dusz, aby je przyprowadzić do miłosierdzia Twego, o Panie; w tym kierunku żadna ofiara nie jest za mała” (Dz. 971).

„Często obcuję z duszami konającymi, wypraszając im miłosierdzie Boże. O, jak wielka jest dobroć Boża, większa, niżeli my pojąć możemy. Są momenty i tajemnice miłosierdzia Bożego, nad którymi zdumiewają się niebiosa. Niechaj sądy nasze umilkną o duszach, bo przedziwne jest z nimi miłosierdzie Boże” (Dz. 1684).

„Miłosierdzie Boże dosięga nieraz grzesznika w ostatniej chwili, w sposób dziwny i tajemniczy. Na zewnątrz jakoby było wszystko stracone, lecz tak nie jest; dusza, oświecona promieniem silnej łaski Bożej ostatecznej, zwraca się do Boga w ostatnim momencie z taką siłą miłości, że w jednej chwili otrzymuje od Boga przebaczenie i win, i kar, a na zewnątrz nie daje nam żadnego znaku ani żalu, ani skruchy, ponieważ już na zewnętrzne rzeczy ona nie reaguje. O jak, niezbadane jest miłosierdzie Boże. Ale, o zgrozo - są też dusze, które dobrowolnie i świadomie tę łaskę odrzucają i nią gardzą. Chociaż już w samym skonaniu, Bóg miłosierny daje duszy ten moment jasny, wewnętrzny, że, jeżeli dusza chce, ma możność wrócić do Boga. Lecz nieraz u dusz jest zatwardziałość tak wielka, że świadomie wybierają piekło; udaremniają wszystkie modlitwy, jakie inne dusze za nimi do Boga zanoszą, a nawet same wysiłki Boże...” (Dz. 1698).

„O, jak bardzo powinniśmy modlić się za konających; korzystajmy z miłosierdzia, póki czas zmiłowania” (Dz. 1035).

„O życie szare i monotonne, ile w tobie skarbów. Żadna godzina nie jest podobna do siebie, a więc szarzyzna i monotonia znikają, kiedy patrzę na wszystko okiem wiary. Łaska, która jest dla mnie w tej godzinie, nie powtórzy się w godzinie drugiej. Będzie mi dana w godzinie drugiej, ale już nie ta sama. Czas przechodzi i nigdy nie wraca. Co w sobie zawiera, nie zmieni się nigdy; pieczętuje pieczęcią na wieki” (Dz. 62).

„Dał mi Pan poznać, jak bardzo pragnie, aby dusza odznaczała się miłością czynu i w duchu ujrzałam, jak wiele dusz woła do nas - dajcie nam Boga, i zawrzała we mnie krew apostolska. Nie poskąpię jej, ale oddam ją do ostatniej kropli za dusze nieśmiertelne, choć może fizycznie tego Bóg nie zażąda, ale w duchu jest to mi możliwe, a nie mniej zasługujące” (Dz. 1249).

„Pragnę przechodzić świat cały i mówić duszom o wielkim miłosierdziu Boga.

KAPŁANI, DOPOMÓŻCIE MI W TYM...” (Dz. 491).

„Powiedz moim kapłanom, że zatwardziali grzesznicy kruszyć się będą pod słowami, kiedy będą mówić o niezgłębionym miłosierdziu moim, o litości, jaką mam dla nich w sercu swoim. Kapłanom, którzy głosić będą i wysławiać miłosierdzie moje, dam  moc przedziwną i namaszczę ich słowa, i poruszę serca, do których przemawiać będą” (Dz. 1521).

„Córko moja - patrz w przepaść miłosierdzia mojego i oddaj temu miłosierdziu cześć i chwałę, a uczyń to w ten sposób: zbierz wszystkich grzeszników z całego świata i zanurz ich w przepaści miłosierdzia mojego” (Dz. 206).

„Wniknij w tajemnice moje, poznasz przepaść miłosierdzia mojego ku stworzeniom i niezgłębioną dobroć moją - i tę dasz poznać światu. Będziesz przez modlitwę pośredniczyć między ziemią a niebem” (Dz. 438).

„PRZYGOTUJESZ ŚWIAT NA OSTATECZNE PRZYJŚCIE MOJE” (DZ. 429).

„Królestwo moje na ziemi jest - życie moje w duszy ludzkiej” (Dz. 1784).

Święta siostra Faustyna:

„Gdy pogrążyłam się w modlitwie i połączyłam ze wszystkimi mszami, jakie się w tej chwili odprawiają na całym świecie, błagałam Boga przez te wszystkie msze św. o miłosierdzie dla świata, a szczególnie dla biednych grzeszników, którzy w tej chwili zostają w skonaniu. I w tej chwili otrzymałam Bożą odpowiedź wewnętrzną, że tysiąc dusz otrzymało łaskę za pośrednictwem modlitwy, którą zanosiłam do Boga. Nie wiemy, jaką liczbę dusz mamy zbawić swymi modlitwami i ofiarą, dlatego zawsze módlmy się za grzeszników” (Dz. 1783).

„...często towarzyszę duszy konającej na wielką odległość, największa radość, jak widzę, że obietnica Miłosierdzia spełnia się na tych duszach. Wierny jest Pan, tego co raz wypowie - dotrzymuje" (Dz. 935).

za: faustyna.eu


„Jedna godzina rozważania Mojej Bolesnej Męki, większą zasługę ma, aniżeli cały rok biczowania się aż do krwi''.Moc Moja jest w Moich Ranach.

 

„Jedna godzina rozważania Mojej Bolesnej Męki, większą zasługę ma, aniżeli cały rok biczowania się aż do krwi''


"Najwięcej łask udzielam duszom, które pobożnie rozważają Mękę Moją" (Dz 737)
Pasja po łacinie „passio” to cierpienie, Męka Chrystusa, ostatnich dwanaście godzin życia Jezusa. Są one bardzo dokładnie opisane w Ewangelii. Historię Męki Pana Jezusa opisali wszyscy czterej Ewangeliści, choć każdy z nich ze swojego punktu widzenia. Tylko jeden z nich - św. Jan od początku do końca był naocznym świadkiem wszystkich wydarzeń. Cztery Ewangeliczne opisy są zgodne co do istoty, a nawet kolejności zdarzeń.

„Via Dolorosa”, czyli „Droga Krzyżowa” obchodzona była już w XV wieku. Opisał ją także polski książę Mikołaj Radziwiłł - „Sierotka" (1549 – 1616), który pielgrzymował do Ziemi Św. w 1582 r.

Tradycja odprawiania Drogi Krzyżowej powstała w Jerozolimie już w średniowieczu. Spopularyzowali ją franciszkanie, którzy oprowadzając pątników zatrzymywali się przy stacjach przedstawiających historię ostatnich godzin Pana Jezusa. Liczbę czternastu stacji ustalono w XVII wieku. Obecnie „Via Dolorosa” to ciąg wąskich uliczek w arabskiej dzielnicy, przy których stoją liczne kramy sklepikarzy.

Ewangelie nie podają dokładnych informacji o trasie Drogi Krzyżowej. Nawet wyznaczenie jej początku, czyli pretorium Piłata jest trudne. Odległość od twierdzy „Antonia”, gdzie były rzymskie koszary na Golgotę, która znajdowało się poza bramami Jerozolimy, wynosiła ok. 670 m.

Skazanego prowadził oddział żołnierzy pod wodzą setnika. Do jego ramion przywiązywano poprzeczną belkę. Pal pionowy wbity był w miejscu egzekucji. Prawdopodobnie Pan Jezus nie niósł całego krzyża tylko poprzeczną belkę, o długości ok. 2 m i wadze od 30 do 50 kilogramów.

Deskę z podaną winą, czyli po łacinie tzw. „titulus” wieszano na szyi skazańca albo niósł ją urzędnik sądowy, ku przestrodze, żeby wszyscy widzieli, za co ponosi śmierć. Później deskę tę przybijano nad głową ukrzyżowanego. W przypadku Pana Jezusa był to napis w językach: hebrajskim, greckim, łacińskim, który brzmiał: „Jezus Nazareński Król Judei”.

Sznur opasujące oba ramiona i przedramiona łączył Pana Jezusa z dwoma łotrami, których prowadzono przed Nim. Karę bicza rzymskiego wymierzano im w czasie drogi na Golgotę. Uderzani biczem przestępcy uskakiwali w bok lub do przodu. Wtedy sznur łączący ich z Jezusem napinał się gwałtownie i powodował przechylanie się Pana Jezusa w jedną i drugą stronę. To doprowadziło do Jego upadków na lewe kolano, a potem na twarz.

Głód, pragnienie, brutalne całonocne przesłuchanie, duchowa walka w Getsemani i biczowanie sprawiły, że Pan Jezus był w krytycznym stanie. Jego siły wyczerpały się. Setnik nie chcąc, by umarł po drodze, bo za nie doprowadzenie skazańca na miejsce egzekucji groziła mu kara śmierci, przymusił przypadkowego przechodnia do pomocy. Był nim Szymon z Cyreny. Chciał on minąć tłum, ale rozkazano mu nieść krzyż. Początkowo zrobił to wbrew swojej woli, potem jednak w pełni świadomie i dobrowolnie. W Piśmie św. znajduje się niewiele informacji na temat Cyrenejczyka, ale wspominają go trzy Ewangelie. Szymon nie tylko doszedł z Jezusem aż na Golgotę. Prawdopodobnie, o czym pisze Marek Ewangelista, przyjął chrzest, a jego synowie wymienieni z imienia Aleksander i Rufus zostali jednymi z pierwszych chrześcijan.

W żadnej z czterech Ewangelii nie ma natomiast żadnej wzmianki o św. Weronice. Zgodnie z tradycją była jedną z płaczących kobiet. O tym, że otarła twarz Chrystusa chustą, opowiadają apokryfy. Za to co zrobiła mogła ponieść śmierć lub zostać pobita. Za wszelką cenę pragnęła przynieść Panu Jezusowi ulgę w cierpieniu.

Ukrzyżowanie było karą rzymską, a nie żydowską. Rzymianie często skazywali na tę karę buntujących się Żydów. Żydzi uważali Jezusa za bluźniercę. Dlatego chcieli Go ukamienować, gdyż ich kodeks za bluźnierstwo przewidywał taką właśnie karę.

Krzyż miał kształt litery T. Krzyż o czterech ramionach pojawił się dopiero w V wieku. Poprzeczkę, którą w czasie drogi na Golgotę niósł Pan Jezus położono na ziemi. Następnie „dopasowano" do niej rozłożone ramiona Jezusa. Ręce Pana Jezusa przybito do belki w nadgarstkach, a nie w dłoniach, tak jak to jest przedstawiane na obrazach, bo tylko wtedy mogły utrzymać ciężar wiszącego ciała.

Samo ukrzyżowanie nie powodowało śmierci. W większości wypadków bezpośrednią przyczyną zgonu skazańca było uduszenie, wycieńczenie, odwodnienie, czy wykrwawienie w wyniku wcześniejszych urazów. Prawdopodobnie bezpośrednią przyczyną śmierci Pan Jezusa było pęknięcie mięśnia sercowego na skutek zawału. Po pęknięciu mięśnia sercowego, następuje rozerwanie osierdzia, co wywołuje porażający ból w tylnej okolicy mostka. Towarzyszy temu zawsze rozdzierający okrzyk konającego. W Ewangeliach czytamy, że w chwili śmierci Pan Jezus wykrzyknął: „Ojcze, w Ręce Twoje polecam Ducha Mego. I powiedziawszy to Skonał”

Wszyscy Ewangeliści podają bardzo szczegółowe okoliczności Ukrzyżowania Chrystusa. Około godziny szóstej nastąpiła ciemność i nie było widać światła słonecznego. Od dawna zastanawiano się więc nad interpretacją tej nagłej ciemności i zanikiem światła słonecznego. Pisarze chrześcijańscy, w tym wielki ojciec Kościoła św. Augustyn z Hippony uważali je za cudowne, podkreślające nadprzyrodzony charakter tych wydarzeń.

Ukrzyżowanie i śmierć Chrystusa jest również wydarzeniem historycznym – potwierdzonym w wielu źródłach niechrześcijańskich – rzymskich i żydowskich. Mimo że Jezus był dla Żydów wrogiem i nie leżało w ich interesie pozytywne wypowiadanie się o nim, autorzy żydowscy nie kwestionowali Jego istnienia.

Rozważanie Męki i Śmierci Pana Jezusa oprócz aktywnego włączenia się w dzieło zbawienia i osobistego uświęcenia, może przynieść nam wiele łask. Wielkie nabożeństwo do Męki Pańskiej miała św. siostra Faustyna Kowalska. Pan Jezus w licznych wizjach mówił jej o olbrzymim znaczeniu kontemplowania Jego ostatnich godzin na ziemi. Słowa te wizjonerka zapisała w „Dzienniczku”:
„Mało jest dusz, które rozważają Mękę Moją z prawdziwym czuciem;
najwięcej łask udzielam duszom, które pobożnie rozważają Mękę Moją” (Dz 737).
„Pragnę, abyś głębiej poznała Moją Miłość, jaką pała Moje Serce ku duszom, a zrozumiesz to, kiedy będziesz rozważać Moją Mękę” (Dz 186)
.
„Jedna godzina rozważania Mojej Bolesnej Męki, większą zasługę ma, aniżeli cały rok biczowania się aż do krwi; rozważanie Moich Bolesnych Ran jest dla ciebie z wielkim pożytkiem, a Mnie sprawia wielką radość” (Dz 369).

„Córko Moja, dziś rozważ Moją Bolesną Mękę, cały jej ogrom; rozważaj w ten sposób, jakoby ona była wyłącznie dla ciebie podjęta” (Dz 1761).

Św. Faustyna pisała również o swoich doświadczeniach:
„Jezus mi powiedział, ze najwięcej Mu się przypodobam przez rozważanie Jego Bolesnej Męki i przez to rozważanie wiele światła spływa na duszę moją. Kto chce się nauczyć prawdziwej pokory, niech rozważa Mękę Jezusa. Kiedy rozważam Mękę Jezusa, to mi przychodzi jasne pojęcie wielu rzeczy, których przed tym zrozumieć nie mogłam” (Dz 267).

„Dziś w czasie Mszy św. widziałam Pana Jezusa cierpiącego, jakoby Konał na Krzyżu, który mi rzekł: córko Moja, rozważaj często cierpienia Moje, które dla ciebie poniosłem; a nic ci się wielkim nie wyda co ty cierpisz dla Mnie. Najwięcej Mi się podobasz, kiedy rozważasz Moją bolesną Mękę; łącz swoje małe cierpienia z Moją bolesną Męką, aby miały wartość nieskończoną przed Moim Majestatem” (Dz 1512).

Obietnice Pana Jezusa dla odprawiających Drogę Krzyżową
. Zostały one przekazane za pośrednictwem zakonnika br. Stanisława ze Zgromadzenia Braci Szkolnych w Hiszpanii, który zmarł w opinii świętości w 1927 r.

1. Wszystko, o co prosimy przy odmawianiu Drogi Krzyżowej, będzie wysłuchane.
2. Obiecuję życie wieczne tym wszystkim, którzy częściej odprawiają Drogę Krzyżową ze współczuciem.
3. Jestem przy nich w ciągu całego życia i szczególnie będę ich wspomagał w godzinę ich śmierci.
4. Choćby nawet miał ktoś tyle grzechów, ile źdźbeł trawy na polu i piasku na brzegu morskim, będzie mu to wszystko zmazane przez odprawienie Drogi Krzyżowej. (Obietnica ta nie zwalnia od spowiedzi, szczególnie przed przyjęciem Komunii Świętej.).
5. Ci, którzy często odprawiają Drogę Krzyżową, otrzymają w Niebie szczególną chwałę.
6.Uwolnię ich z ognia czyśćcowego, jeżeli się tam dostać powinni, i to w pierwszy wtorek albo piątek po ich śmierci.
7. Błogosławieństwo Moje będzie towarzyszyć Wam z powodu odprawiania każdej Drogi Krzyżowej, w godzinę śmierci, w Niebie i na całą wieczność.
8.W godzinę śmierci nie pozwolę, aby ulegli pokusom szatana. Użyję całej mojej siły, aby spoczęli w Moich ramionach.
9. Jeżeli odprawiają Drogę Krzyżową z miłością, uczynię każdego z nich żywym Cyborium. Skąd później z radością rozleję Moje Łaski.
10. Skieruję Moje spojrzenie na tych, którzy często odprawiają Drogę Krzyżową, Ramiona Moje są zawsze otwarte, aby ich ochraniać.
11. Tak jak zostałem przybity do Krzyża, tak samo będę zawsze z tymi, którzy mnie czczą przez odprawianie Drogi Krzyżowej.
12. Nie mogą się oni już ode Mnie odłączyć, ponieważ Ja daję im Łaskę ochrony przed każdym ciężkim grzechem.
13. W godzinę śmierci pocieszę ich Moją Obecnością i pójdziemy razem do Nieba. Śmierć będzie lekka dla tych, którzy często odprawiali Drogę Krzyżową.
14. Dusza Moja będzie dla nich płaszczem ochrony. Będę im śpieszył zawsze z pomocą, tak że znajdą we Mnie spokój.


"Najwięcej łask udzielam duszom, które pobożnie …

„Jedna godzina rozważania Mojej Bolesnej Męki, …

 

 

Moc Moja jest w Moich Ranach. Posiadając je, potężnym się stajesz i możesz otrzymać wszystko. Masz nawet więcej mocy ode Mnie, bo możesz rozbrajać sprawiedliwość Moją. Moje Święte Rany podtrzymują świat.

Ta modlitwa ulży duszy i ciału chorego.

"Trzeba powierzyć wszystko Moim Boskim Ranom..."
- słów kilka o s. Marii Marcie Chambon i nabożeństwie do Najświętszych Ran Zbawiciela


Żyjącej w XIX wieku francuskiej mistyczce i stygmatyczce z zakonu Sióstr Wizytek - siostrze Marii Marcie de Chambon, Pan Jezus objawił tajemnice rozważania swoich Ran. Powiedział do niej: „Wybrałem Ciebie, aby w tych czasach rozbudzić nabożeństwo do Mojej Świętej Męki”. Rozważanie Męki Chrystusowej jest jedną z najważniejszych dróg prowadzących ku osobistemu rozwojowi duchowemu i uświęceniu.

S. Maria Marta Chambon przyszła na świat w roku 1841 r. w ubogiej, chłopskiej rodzinie. W 1862 r., mając dwadzieścia jeden lat wstąpiła do Zakonu Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny w Chambèry jako świecka pomoc kuchenna. Dwa lata później złożyła tam śluby zakonne. Z posłuszeństwem i pokorą wypełniała wszystkie powierzone jej obowiązki. Choć nie posiadała żadnego wykształcenia, prowadziła bogate życie duchowe. Doznawała łask widzenia w hostii Dzieciątka Jezus, Ukrzyżowanego Chrystusa czy Najświętszej Maryi Panny. Odwiedzali ją święci i dusze czyśćcowe.

To właśnie jej - Pan Jezus zlecił niezwykłą misję, jaką było przypomnienie ludziom o wartości nabożeństwa do Jego Świętych Ran. Stało się to podczas ekstatycznego widzenia we wrześniu 1867 r. Jezus powiedział do niej:
To jest mi najcięższym, że są dusze, które mniemają, że nabożeństwo do Moich Ran jest czymś niegodnym uwagi i dla nich nieodpowiednim. Dlatego to nabożeństwo ostyga i zaciera się. Mojemu Ojcu miłym jest ofiarowanie Mu Moich Świętych Ran i boleści Mojej Najświętszej Matki. Trzeba powierzać wszystko Moim Boskim Ranom i przez Ich zasługi pracować nad zbawieniem dusz.

Pan Jezus wyjaśnił, jak wielką moc mają Jego Rany w nawracaniu grzeszników, uświęceniu wiernych, znoszeniu cierpień, w pomaganiu duszom czyśćcowym.

To siostrze Marii Marcie Chambon zawdzięczamy pewnie wszystkim dobrze znaną modlitwę: „Ojcze Przedwieczny, ofiaruję Ci Rany Pana naszego Jezusa Chrystusa na uleczenie ran dusz naszych. O mój Jezu, przebaczenia i miłosierdzia, przez zasługi Twoich Świętych Ran”.

Z aktów strzelistych przekazanych przez Chrystusa siostra Maria ułożyła „Koronkę do Najświętszych Ran Pana Jezusa”, który prosił za jej pośrednictwem, żeby ludzie ofiarowali tę modlitwę za Kościół, za dusze w czyśćcu cierpiące i za grzeszników.

Mówił:
Za każdym słowem wymówionym przez was w Koronce spuszczam kroplę Krwi Mojej na duszę grzesznika. Grzesznik wyjedna dla siebie nawrócenie przez odmówienie następującej modlitwy: Ojcze Przedwieczny, ofiaruję Ci Rany Pana naszego Jezusa Chrystusa na uleczenie ran dusz naszych.
Dał jej aż 12 obietnic związanych z rozważaniem Męki Pańskiej. Jedna z nich brzmi: „ Dusze, które modlą się z pokorą i rozważają Moją Mękę, będą kiedyś miały udział w chwale Moich Boskich Ran. Im pilniej będziecie się wpatrywali w Moje bolesne Rany, tym Chwalebniejszymi ujrzycie Je w Niebie”.

Pan Jezus zapewniał, że każdy kto z miłością przyjdzie do Jego Ran otrzyma wszystko, o co poprosi. Siostra Maria zapisała:
Dusza, która za życia swego śmiertelnego czciła Rany Pana naszego Jezusa Chrystusa, korzystała z ich zasług i ofiarowała je Ojcu Przedwiecznemu za dusze czyśćcowe, będzie miała przy sobie w chwili śmierci Najświętszą Maryję Pannę i Aniołów Pańskich, a Pan Jezus Ukrzyżowany w całym blasku Swej Chwały przyjmie je i ukoronuje wieńcem niebieskim jej czoło.

W czerwcu 1874 r. na lewej stopie trzydziestotrzyletniej letniej s. Marii Marty Chambon utworzyła się głęboka, okrągła rana. A po dwóch tygodniach podobna - na prawej stopie. Były to stygmaty, które mocno krwawiły i zniknęły dopiero po sześciu miesiącach. W następnym roku krwawiące rany na zewnętrznej stronie stóp odnowiły się. Dodatkowo wokół czoła i głowy siostry Marii pojawiły się rany w kształcie korony cierniowej.

Od 1869 do 1873 r. zakonnica nic nie jadła, przyjmowała jedynie Komunię św. Pomimo zupełnej głodówki przez blisko cztery lata, prowadziła normalny tryb życia zakonnego, wypełniając codzienne, wymagające siły fizycznej prace. Będąc w nieustannej łączności z Panem Bogiem posiadała również dar jasnowidzenia. Przekazywała swoim przełożonym wiadomości, które dotyczyły zarówno jej ojczyzny Francji, jak i Zgromadzenia.

Siostra Maria Marta Chambon oceniana była przez inne siostry jako osoba pobożna, pracowita i skromna. Po wizjach i ekstazach powracała do codziennych zajęć. Z gorliwością wypleniała swoje obowiązki, służyła Zgromadzeniu i modliła się za potrzebujących pomocy. Całe swoje życie poświęciła rozważaniu tajemnic Ran Zbawiciela i szerzeniu ich kultu wśród ludzi. Ze względu na chorobę nerek od lutego 1907 r. nie wstawała z łóżka. Znosząc przez pięć tygodni niewyobrażalny ból zmarła w opinii świętości 21 marca 1907 r. w klasztorze w Chambery. W roku 1937 roku rozpoczął się jej proces beatyfikacyjny.

KORONKA DO NAJŚWIĘTSZYCH RAN PANA JEZUSA
Odmawia się na zwykłym różańcu złożonym z pięciu dziesiątek. Można rozpocząć następującą modlitwą:

O Jezu, Boski Odkupicielu, bądź nam miłościw, nam i całemu światu, Amen.
Święty Boże, Święty Mocny, Święty Nieśmiertelny, zmiłuj się nad nami i nad całym światem. Amen
Przepuść, zlituj się, mój Jezu, w otaczających niebezpieczeństwach Krwią Twoją Najdroższą osłoń nas. Amen.
Ojcze Przedwieczny, okaż, nam miłosierdzie, przez Krew Jezusa Chrystusa, Syna Twego Jedynego, błagamy Cię, okaż nam miłosierdzie Amen. Amen. Amen.


Na dużych paciorkach:
- Przez Niepokalane Serce Marii Ojcze Przedwieczny, ofiaruję Ci Rany Pana naszego Jezusa Chrystusa,
- Na uleczenie ran dusz naszych.

Na małych paciorkach:
- O mój Jezu, Przebaczenia i Miłosierdzia!
- Przez zasługi Twoich Świętych Ran.

Na zakończenie koronki odmówić trzy razy:
- Ojcze Przedwieczny, ofiaruje Ci Rany Pana naszego Jezusa Chrystusa,
- Na uleczenie ran dusz naszych.( x3)

OBIETNICE PANA JEZUSA dane siostrze Marii Marcie Chambon:
1. Przyjdźcie do Ran Moich, z sercem pałającym miłością. Przez Rany Moje otrzymacie wszystko, bo zasługa Krwi Mojej jest nieskończonej ceny. Mając moje Rany i Moje Najświętsze Serce, możecie wszystko wyjednać, Najświętsze Rany dają moc nad sercem Boga.

2. Kto jest w jakiejkolwiek potrzebie, niech z wiarą i ufnością przychodzi czerpać ustawicznie ze skarbu Mojej Męki, z Moich przebitych Ran Udzielę wszystkiego, o co Mnie kto prosić będzie przez Moje Święte Rany. Trzeba rozszerzyć nabożeństwo do nich.

3. Moje Rany Najśw. uświęcają dusze i zapewniają im postęp w dobrym. Z Moich Ran rodzą się owoce świętości. Ci, którzy czcić je będą dojdą do prawdziwego poznania Mnie.

4. W moich Ranach zawsze oczyścić się możecie. Moje Rany uleczą wasze grzechowe rany. Moje Rany pokryją wszystkie wasze przewinienia Nabożeństwo do Moich Ran jest lekarstwom na te czasy nieprawości.

5. Wszystkie wasze sprawy, nawet najmniejsze, skoro zostaną zanurzone w Mojej Krwi, nabędą przez to nieskończonej zasługi i sprawią pociechy Mojemu Sercu. Zanurz wiec sprawy twoje w Moich Ranach, a będą miały wielką wartość.

6. Ofiaruj mi Rany Moje za grzeszników, bo ja pałam żądzą zbawienia dusz. Za każdym słowem wymówionym przez was w koronce spuszczam kroplę krwi Mojej na duszę grzesznika. Grzesznik wyjedna dla siebie nawrócenie przez odmówienie następującej modlitwy: „Ojcze Przedwieczny ofiarowuję Ci Rany Pana naszego Jezusa Chrystusa na uleczenie ran dusz naszych."

7. Moc Moja jest w Moich Ranach. Posiadając je, potężnym się stajesz i możesz otrzymać wszystko. Masz nawet więcej mocy ode Mnie, bo możesz rozbrajać sprawiedliwość Moją. Moje Święte Rany podtrzymują świat.

8. Mając Moje Rany, macie wszystko. Przez nie dokonywa się gruntownych dzieł; nie przez kosztowanie pociech, ale przez cierpienia. Trzeba się modlić, ażeby znajomość Moich Świętych Ran rozszerzona była po całym świecie.

9. Wezwania do Najśw. Ran wyjednywać będą Kościołowi nieustanne zwycięstwa. Powinniście ciągle czerpać z tych źródeł ku triumfowi Mego Kościoła. Trzeba się bardzo modlić za Kościół Święty. Dopóki Rany Moje bronić was będą, nie macie się czego lękać, ani dla siebie, ani dla Kościoła.

10. Gdy doznajecie przykrości lub gdy cierpienie was przygniata, złóżcie to czym prędzej w Moje Rany, a ból się uciszy. Trzeba często przy chorych powtarzać „O mój Jezu, przebaczenia i miłosierdzia przez zasługi Twoich świętych Ran". Ta modlitwa ulży duszy i ciału chorego.

11. Gdy ofiarujesz Moje Święte Rany za grzeszników, nie zapominaj czynić tego i za dusze w czyśćcu, bo mało jest osób, które by myślały o przyniesieniu im ulgi. Najśw. Rany są dla dusz czyśćcowych skarbem nad skarby. Ofiaruj swoje cierpienie w połączeniu z Moimi Boskimi Ranami za dusze czyśćcowe.

12. Dusza, która za życia swego śmiertelnego czciła Rany Pana naszego Jezusa Chrystusa, korzystała z ich zasług i ofiarowała je Ojcu Przedwiecznemu za dusze czyśćcowe, będzie miała przy sobie w chwili śmierci Najśw. Maryję Pannę i Aniołów a Pan Jezus Ukrzyżowany w całym blasku Swej chwały przyjmie ją i ukoronuje wieńcem niebieskim jej czoło.
Kochany Jezu, wszystko z miłości ku Tobie. Całe nasze życie i naszą śmierć zanurzamy w Twojej Krwi i Ranach Przenajświętszych i ofiarujemy Bogu Ojcu za umierających.

***
Przez Najświętsze Serce Jezusa i Niepokalane Serce Marii niech będzie Trójca Przenajświętsza uwielbiona!
Konające i zmartwychwstałe Serce Jezusa, przez Niepokalane Serce Marii, ratuj cały świat! /pisownia oryginalna/


"Trzeba powierzyć wszystko moim boskim ranom..." - słów kilka o s. Marii Marcie Chambon i nabożeństwie do Najświętszych Ran Zbawiciela - Kalendarzrolnikow.pl - lepsza strona polskiego rolnictwa.

Gdy doznajecie przykrości lub gdy cierpienie was p…


„Kto zabił Jezusa?'' Droga Krzyżowa w Koloseum

 

„Kto zabił Jezusa?”. Zapraszamy na wielkopostną FILMOWĄ podróż śladami Męki Pana Jezusa 

 

Droga Krzyżowa w Koloseum: każda władza odpowie przed Bogiem za rozpętanie wojny

Władza i wojna. Rozważania podczas Drogi Krzyżowej w Koloseum