piątek, 14 sierpnia 2026

Kazanie św. Roberta Bellarmina o cielesnym Wniebowzięciu Maryi

 

Kazanie św. Roberta Bellarmina o cielesnym Wniebowzięciu Maryi



autor: św. Robert Bellarmin

W tym najszczęśliwszym i najjaśniejszym dniu, doskonale przebywszy drogę życia, Najświętsza Dziewica wreszcie zasłużyła, aby usłyszeć od Pana:

„Oto zima już minęła, deszcz ustał i przeminął; powstań, przyjaciółko moja, i przyjdź” (Pnp 2, 10–11).

Zaprawdę, słuchacze, jestem przekonany, że na te słowa serce Maryi nie zostało poruszone tak jak niegdyś na zwiastowanie Anioła, lecz wyraźnie się rozpłynęło.

Lecz któż zdoła zrozumieć słowem lub myślą, jak wielka była ta radość, gdy ujrzała, że Jej Syn przychodzi do Niej w towarzystwie wszystkich chórów Aniołów, i gdy w Jego najłaskawszych i najdobrotliwszych rękach bezpiecznie i radośnie oddała tego najświętszego ducha, i gdy wreszcie, gdy cała niebiańska Jerozolima wyszła na spotkanie swojej Królowej, ona sama, wspierając się na swoim Umiłowanym,

przepełniona rozkoszami, odziana w złotą szatę i otoczona różnorodnością, jak słup dymu z pustyni tego świata, pośród okrzyków Apostołów i oklasków aniołów, podczas gdy uciekały potęgi powietrza, a żywioły świata godnie się radowały, wzniosła się ku niebiańskim krainom?

Ale może tylko dusza Maryi wzleciała do nieba? A co w końcu stało się z tym najświętszym ciałem? Gdzie leży, gdzie się ukrywa, jakie miejsce posiada ten skarb? Wyjaśnię to pokrótce, najlepsi słuchacze, i zakończę moje przemówienie.

Nasz Wybawiciel i Odkupiciel, Chrystus, ponieważ był Królem i Panem niebiańskiej Jerozolimy, wprowadził jednocześnie ciało i duszę do królestwa niebios; i nie inaczej powinniśmy myśleć i mówić o samej Matce Króla i Pani świata.

Bez wątpienia Syn Boży po śmierci swojej Najświętszej Matki nie pozwolił, aby to ciało długo pozostawało oddzielone w grobie, lecz po krótkim czasie, na mocy szczególnego przywileju, przywrócił je do życia i wyniósł do chwały. Nie wypadało bowiem, aby ciało Tej, której dusza nie zaznała skażenia, miało ujrzeć skażenie.

I któż, proszę was, mógłby uwierzyć, że arka świętości, mieszkanie Słowa, świątynia Ducha Świętego uległa zniszczeniu? Moja dusza drży z przerażenia na samą myśl, że to dziewicze ciało, które zrodziło, wydało na świat, karmiło i nosiło Boga, zostało zamienione w popiół lub wydane na pokarm robakom.

I jak mogłoby się stać, że ciało tak wielkiej Dziewicy wciąż znajduje się na ziemi i że już od tylu wieków leży nieznane i pozbawione wszelkiej czci?

Dlaczego ludzie przybywają do Rzymu z najdalszych krańców Wschodu i Zachodu, Północy i Południa, aby czcić ciała książąt Apostołów? Ciało św. Jakuba od tylu lat było i nadal jest sławne na całym świecie, kości męczenników i innych świętych zamknięte są w złotych i srebrnych relikwiarzach, a dzięki szczególnej Opatrzności Bożej ciała tak wielu świętych, które pozostawały ukryte, zostały w różnych czasach odnalezione, ku największej radości chrześcijan.

Do tego stopnia najsprawiedliwszy Bóg nie dopuszcza, aby ciała Jego sług były pozbawione należnego kultu i czci!

A my mielibyśmy powiedzieć, że dla Syna Bożego Jego własna Matka jest tak mało droga, żeby nie powiedzieć: tak mało cenna, iż pozwoliłby, aby Jej ciało leżało wzgardzone, zaniedbane, pogrzebane w zapomnieniu, w jakimś pustym miejscu, już od tylu wieków, bez żadnej czci?

Nie tak jest, słuchacze!

Lecz Syn Boży, dobrze pamiętając słowa Ojca:

„Wejdź do swego odpocznienia, Ty i arka Twego uświęcenia” (Ps 131, 8),

i wiedząc, że arką Jego uświęcenia było ciało Jego Najświętszej Matki, po tym, jak sam jako pierwszy wszedł w chwale do swego odpocznienia, jak najprędzej wprowadził tę najświętszą arkę do świątyni prawdziwego i najwyższego Salomona, podczas gdy cała niebiańska Jerozolima radowała się.

I wtedy odnowiły się radości mieszkańców nieba, odnowiły się tańce, świętowano nowe triumfy z powodu przybycia tak wielkiej Dziewicy.

Kazanie „O Wniebowzięciu Najświętszej Maryi Panny”, w: S.R.E. Kard. Roberti Bellarmini Politiani S.J., Opera omnia, t. 7, Neapol, 1872, s. 282

Wigilia Wniebowzięcia Matki Bożej. Dzień postu i przygotowania do chwalebnej uroczystości

 

Wigilia Wniebowzięcia Matki Bożej. Dzień postu i przygotowania do chwalebnej uroczystości

Akt poświęcenia się Niepokalanej

 

Poświęć się Maryi. Przyjmij Jej dar

Akt poświęcenia się Niepokalanej

Tekst ułożony przez św. Maksymiliana M. Kolbego.

O Niepokalana
- nieba i ziemi Królowo,
Ucieczko grzesznych i Matko nasza najmiłościwsza,
Ty której Bóg cały porządek miłosierdzia powierzyć raczył,
ja niegodny grzesznik,
rzucam się do stóp Twoich kornie błagając,
abyś mnie całego
i zupełnie za rzecz i własność swoją przyjąć raczyła
i uczyniła ze mną,
wraz ze wszystkimi władzami mej duszy i ciała,
i z całym mym życiem, śmiercią i wiecznością,
cokolwiek Ci się podoba.
Użyj także, jeżeli zechcesz, mnie całego,
bez żadnego zastrzeżenia,
do dokonania tego, co o Tobie powiedziano:
"Ona zetrze głowę twoją",
jako też: "Wszystkie herezje samaś zniszczyła na całym świecie",
abym w Twoich niepokalanych i najmiłościwszych rękach
stał się użytecznym narzędziem
do zaszczepienia i jak najsilniejszego wzrostu Twej chwały
w tylu zbłąkanych i obojętnych duszach,
a w ten sposób
do jak największego rozszerzenia
błogiego Królestwa Najświętszego Serca Jezusowego;
albowiem gdzie Ty wejdziesz
tam łaskę nawrócenia i uświęcenia wypraszasz,
przez Twoje bowiem ręce
wszelkie łaski z najsłodszego Serca Jezusowego na nas spływają.
Dozwól mi chwalić Cię, Panno Przenajświętsza...
I daj mi moc przeciwko nieprzyjaciołom Twoim...

Poznać Niepokalaną

 

Poznać Niepokalaną

Św. Maksymilian często podkreślał, że po ogłoszeniu dogmatu Niepokalanego Poczęcia nie możemy się już zadowolić wiedzą, jaką o Niepokalanej miały poprzednie pokolenia. Naszemu Świętemu chodziło o odpowiedź na fundamentalne pytanie, które jak refren powracało w jego myślach: kim jesteś, o Niepokalana?; kim jesteś, o Pani?; kim jesteś, o Niepokalane Poczęcie? Na kształt tej odpowiedzi niewątpliwy wpływ wywarła tradycja franciszkańska. „Nasz zakon - pisał o. Kolbe - od początku swego istnienia przez siedem wieków nieustannie rozwijał złotą nić sprawy Niepokalanego Poczęcia - Najświętszej Maryi Panny”. Św. Maksymilian przy różnych okazjach będzie się odwoływał do tej franciszkańskiej tradycji na czele z nauczaniem bł. Jana Dunsa Szkota. Z drugiej strony - na ukształtowanie się myśli św. Maksymiliana w kwestii Niepokalanego Poczęcia wywarły wpływ objawienia maryjne w Lourdes, które miały miejsce cztery lata po ogłoszeniu dogmatu przez bł. Piusa IX. Św. Maksymilian będzie często nawiązywał do słów, jakie w Lourdes usłyszała Bernadetta: „Ja jestem Niepokalane Poczęcie”. O. Kolbe zestawi tę odpowiedź Pani z Groty Massabielskiej z odpowiedzią, jaką Bóg dał Mojżeszowi na Górze Horeb. W jednej ze swoich konferencji stwierdzi: „Pan Bóg, objawiając się Mojżeszowi, powiedział o sobie: «Jam jest, który jest» (Wj 3, 14) - to znaczy, że jest istnieniem samym. Matka Najświętsza zapytana przez Bernadettę, jak się nazywa, odpowiedziała: «Jam jest Niepokalane Poczęcie» - oto definicja Niepokalanej”. Dziewica Maryja różni się zatem zasadniczo od Boga, gdyż On istnieje od wieków, jest wieczny, a Ona zaczęła istnieć w czasie - jest poczęciem, jest stworzeniem. Jej poczęcie jest jednak poczęciem nieskalanym, bez zmazy, co odróżnia Maryję od pozostałych stworzeń. O. Kolbe stwierdza: „Niepokalana mówi o sobie: «Jam poczęcie», ale w przeciwieństwie do wszystkich innych ludzi «poczęcie niepokalane»”. Tak więc dla św. Maksymiliana słowa „poczęcie” i „niepokalane” stanowią niejako definicję Maryi.
Na tym jednak nie kończy się refleksja naszego Świętego o Niepokalanej. Istotny i oryginalny wkład w tę refleksję wnoszą jego rozważania na temat relacji między Niepokalaną a Duchem Świętym.
O. Kolbe nazywa Ducha Świętego - jako owoc miłości Ojca i Syna - poczęciem niestworzonym, wiecznym. Jest to poczęcie nieskończenie święte, niepokalane. Zauważa przy tym, że istnieje szczególna analogia, więź pomiędzy poczęciem Maryi i poczęciem Ducha Świętego. Podkreśla w tym kontekście, że Niepokalana to „najdoskonalsze podobieństwo Istoty Bożej w stworzeniu czysto ludzkim”. Swoje rozważania św. Maksymilian podsumowuje wnioskiem, że imię Maryi - Niepokalane Poczęcie jest w istocie imieniem Ducha Świętego, co stanowi oczywistą konsekwencję oblubieńczej więzi Ducha Świętego i Maryi. To Duch Święty dał własne imię Maryi. „Jeżeli w stworzeniach - czytamy w pismach św. Maksymiliana - oblubienica otrzymuje nazwę oblubieńca dlatego, że do niego należy, z nim się jednoczy, do niego się upodabnia i staje się w zjednoczeniu z nim czynnikiem twórczym życia, o ile bardziej nazwa Ducha Przenajświętszego - Poczęcie Niepokalane jest nazwą Tej, w której On żyje miłością płodną w całym porządku nadprzyrodzonym”.
Można zatem przyjąć, że w swojej odpowiedzi na pytanie: „kim jesteś, Niepokalana?” św. Maksymilian poszedł dalej niż bł. Pius IX. Mówiąc o „zachowaniu Maryi od wszelkiej zmazy grzechu pierworodnego”, Papież ukazał bowiem niepokalane poczęcie od strony negatywnej, podczas gdy o. Kolbe ujmuje je bardziej od strony pozytywnej. Niepokalane poczęcie Maryi jest dla naszego Świętego nie tylko Jej wolnością od grzechu pierworodnego, ale także, i przede wszystkim, Jej doskonałością, Jej świętością. Z tego też względu św. Maksymiliana można nazwać prekursorem nauczania Soboru Watykańskiego II, a także nauczania Jana Pawła II. W dokumentach ostatniego Soboru czytamy, „że przyjął się u świętych Ojców zwyczaj nazywania Bogarodzicy całą świętą i wolną od wszelkiej zmazy grzechowej, jakby utworzoną przez Ducha Świętego i ukształtowaną jako nowe stworzenie” (KK 56). A z kolei Jan Paweł II podkreśla, że Anioł zwiastowania pozdrawiając Maryję słowami „pełna łaski” nazywa Ją tym samym jakby „nowym imieniem” (por. RM 8). Można w tym dostrzec, wyrażoną językiem Objawienia, analogię do rozważań św. Maksymiliana o Niepokalanym Poczęciu jako „definicji” czy też właśnie „imieniu” Maryi, odsłaniającym istotową prawdę Jej osoby.

Żyć duchem oddania Niepokalanej

Refleksja teologiczna św. Maksymiliana była ukierunkowana na działanie. Chodziło mu zaś ostatecznie o wcielenie w życie ludzi tego ideału, jaki stanowi Niepokalana. Jak wiadomo, o. Kolbe często powtarzał: „Niepokalana - oto nasz ideał”. Ona sama osiągnęła bowiem taki stopień identyfikacji z Bożym ideałem, że nie da się Jej oddzielić od Boga - jest zatem doskonałym wzorcem, ku któremu powinny być skierowane wszystkie ludzkie dążenia. Wszyscy - jak podkreślał nasz
Święty - powinni tak kształtować swoją osobowość, aby jak najprędzej do Niej się upodobnili i niejako w Nią się zamienili. Tajemnica Niepokalanej jako ideału i wzorca tkwi w Jej doskonałym posłuszeństwie Bogu. Św. Maksymilian świadomy tego stwierdza: „Trzeba by więc powiedzieć duszom, co i jak Niepokalana w konkretnych okolicznościach by myślała, mówiła, czyniła, żeby najdoskonalsza miłość Niepokalanej ku Bożemu Sercu rozpłomieniała na ziemi (...) chodzi o bezgraniczne, coraz intensywniejsze potęgowanie miłości stworzenia ku Stwórcy”.
Podstawowym warunkiem osiągnięcia jak najgłębszej identyfikacji z Niepokalaną jest zjednoczenie naszej woli z Jej wolą, a przez to z wolą Bożą. Maryja bowiem, jak wiadomo, w idealny sposób dostosowała swoją wolę do woli Boga, mówiąc w chwili zwiastowania: „niech mi się stanie” (por. Łk 1, 38). Stąd też o. Kolbe zachęcał do używania takich zwrotów, jak: „wola Niepokalanej”, „niech się dzieje wola Niepokalanej”, „Niepokalana tak zrządziła”. W owym „zbliżaniu się woli” - naszej i Niepokalanej - dochodzi z jednej strony do głosu prawda o naszym naśladowaniu Maryi, a z drugiej chodzi tutaj o rzeczywistość Jej pośrednictwa. „Bóg dał nam tę drabinę białą - pisał św. Maksymilian - i chce, byśmy po Niej do Niego aż doszli, a raczej, by Ona, przytuliwszy nas do swej matczynej piersi, aż do Boga nas przyniosła. Ale to są tylko różne obrazy, podobieństwa, analogie - dodawał nasz Święty. - Rzeczywistość jest bez porównania piękniejsza, wznioślejsza...”.
Żeby wyrazić swoją zależność od Niepokalanej - podkreślał o. Kolbe - używano wielu różnorodnych określeń, jak np. „sługa Maryi”, „sługa Niepokalanej”, „dziecko Maryi”, a także „rzecz i własność Maryi”. „Wszystkie te nazwy i wszystkie inne w rzeczy samej jedno i to samo oznaczają, i wszyscy ci, co ich używają, pragną całkowitego oddania się Matce Bożej”. Jedną miarą tego oddania, jaką widzi o. Kolbe, jest to, by była „Niepokalana twoja - a ty Jej”. Mówiąc o owocach oddania się Niepokalanej, św. Maksymilian zauważa: „Jeśli my Jej, to i nasze wszystko jest Jej, i Pan Jezus przyjmuje wszystko od nas jak od Niej, jak rzeczy Jej. I Ona nie może wtedy pozostawić tych czynności niedoskonałych, ale czyni je godnymi siebie, to jest niepokalanymi bez najmniejszej zmazy (...). Tak więc dusza oddana Niepokalanej powinna swobodnie iść za natchnieniem serca i o wiele śmielej zbliżać się i do Tabernakulum, i do Krzyża, i do Trójcy Przenajświętszej, bo to już nie ona sama się zbliża, ale z Matką Niebieską, Niepokalaną...”.
Przez takie bezgraniczne oddanie się Maryi, wyrastające i opierające się na dogmacie Niepokalanego Poczęcia, wzrasta poczucie odpowiedzialności za innych ludzi. Można powiedzieć, że oddanie proponowane przez naszego Świętego wprost ze swej istoty prowadzi do apostolstwa. Apostolstwo jest prostym i koniecznym następstwem oddania się Niepokalanej. Świadczy o tym przede wszystkim całe życie św. Maksymiliana. Podkreślał on, że oddani Niepokalanej mają działać „pod Jej opieką, to jest jako narzędzia w Jej niepokalanych rękach, i za Jej pośrednictwem, to jest używając środków przez Nią podanych”. Ojcu Maksymilianowi zależało bardzo na tym, by stać się „użytecznym narzędziem” w rękach Niepokalanej. Wymagał on od tych, którzy oddali się Matce Bożej, aby ciągle doskonalili się, okazując Jej całkowite posłuszeństwo. W tym miejscu można dostrzec swego rodzaju kontynuację ducha apostolatu maryjnego św. Maksymiliana, opartego na akcie oddania Matce Bożej, w papieskim nauczaniu Jana Pawła II. Ojciec Święty, zwłaszcza w swoich ostatnich dokumentach: liście Rosarium Virginis Mariae i encyklice Ecclesia de Eucharistia, zaprasza nas do „szkoły Maryi”, by w niej „uczyć się Chrystusa”, by móc Go skutecznie „głosić”. Zaprasza, by w kontekście celebracji Eucharystii „przyjmować” ciągle na nowo Chrystusowy dar Matki, wyrażając zgodę na to, „aby Ona nam towarzyszyła”.
Św. Maksymilian Kolbe może być zatem i dzisiaj naszym mistrzem i przewodnikiem w poznawaniu i czci oddawanej Niepokalanej. Wsłuchajmy się raz jeszcze w jego słowa: „Niepokalana - oto nasz ideał. Samemu do Niej się zbliżyć, do Niej się upodobnić, pozwolić, by Ona opanowała nasze serce i całą naszą istotę, by Ona żyła i działała w nas i przez nas, by Ona miłowała Boga naszym sercem, byśmy do Niej należeli bezgranicznie - oto nasz ideał. Promieniować na otoczenie, zdobywać dla Niej dusze, by przed Nią także serca bliźnich się otwarły, by zakrólowała Ona w sercach wszystkich - oto nasz ideał”. 

źródło:Niedziela 

Nowe, nieznane fakty ! Przeczytaj wywiad ze świadkiem śmierci Św. Maksymiliana

 

Nowe, nieznane fakty ! Przeczytaj wywiad ze świadkiem śmierci Św. Maksymiliana

Michał Micherdziński był jednym z ostatnich świadków słynnego apelu w obozie KL Auschwitz, na którym o. Maksymilian Kolbe zdeklarował się pójść na śmierć w zamian za współwięźnia. Prezentujemy rozmowę z Michałem Micherdzińskim, w której wspomina o. Maksymiliana i tamten apel 29 lipca 1941 roku. Na dwa lata przed śmiercią Michała Micherdzińskiego (1919-2006), rozmowę z nim przeprowadził o. Witold Pobiedziński. Z portalu franciszkanie.pl
Przez pięć lat był pan więźniem obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu. Spotkał pan osobiście św. Maksymiliana Marię Kolbego. Jakie znaczenie miała dla pana i innych więźniów obecność tego zakonnika pośród was?

Wszystkich więźniów przywożonych do obozu Auschwitz witano tymi samymi słowami: „Nie przybyliście do sanatorium, tyko do niemieckiego obozu koncentracyjnego, z którego nie ma innego wyjścia, jak tylko przez komin. Żydzi mogą żyć dwa tygodnie, księża miesiąc, a reszta trzy miesiące. Komu się to nie podoba, może zaraz iść na druty”. Oznaczało to, że może ponieść śmierć, ponieważ w drutach okalających obóz płynął bez przerwy prąd wysokiego napięcia. Te słowa już na początku odbierały nadzieję.

W Auschwitz dostąpiłem ogromnej łaski, z o. Maksymilianem przebywałem w jednym bloku, stałem z nim w jednym szeregu w czasie selekcji na śmierć. Byłem naocznym świadkiem jego heroicznej ofiary, która mi i innym więźniom przywróciła nadzieję.

Jakie były okoliczności tego wydarzenia, które do dzisiaj budzi tak
wielkie i żywe zainteresowanie oraz inspiruje ludzi do postawienia pytania – dlaczego on to zrobił, w imię jakich wartości?

63 lata temu, we wtorek 29 lipca 1941 roku, około godziny 13.00, tuż po apelu południowym, zawyła syrena obozowa. Ponad 100 decybeli niosło się po obozie. W brygadach roboczych więźniowie w pocie czoła spełniali swoje obowiązki. Wycie syren oznaczało alarm, a z kolei alarm oznaczał, że w jednej z brygad zabrakło więźnia. Esesmani natychmiast przerwali pracę i zaczęło się konwojowanie więźniów do obozu na apel, aby sprawdzić stan liczbowy. Dla nas, którzy pracowaliśmy przy budowie pobliskiej fabryki gumy, oznaczało do siedmiokilometrowy marsz do obozu. Byliśmy popędzani, żeby iść prędzej.
Apel wykazał rzecz tragiczną: na naszym bloku 14a brakowało więźnia. Kiedy mówię „na naszym” bloku, mam na myśli o. Maksymiliana, Franciszka Gajowniczka, mnie i innych. Była to wiadomość przerażająca. Zwolniono wszystkich pozostałych więźniów, pozwolono im pójść na bloki, a nam ogłoszono karę – stanie na baczność bez czapek, dzień i noc, o głodzie. Noc była bardzo zimna. Kiedy esesmani mieli zmianę warty, kuliliśmy się do siebie metodą pszczoły: stojący na zewnątrz ogrzewali tych w środku, a potem była zmiana. Wielu starszych nie wytrzymało mordęgi stania w nocy i na zimnie. Oczekiwaliśmy, że choć trochę ogrzeje nas słońce. Ale spodziewaliśmy się także najgorszego. Rano oficer niemiecki wykrzyczał w naszym kierunku: „Ponieważ z waszego bloku uciekł więzień, a wy nie dopilnowaliście tego i nie przeszkodziliście temu, dlatego dziesięciu z was umrze śmiercią głodową, ażeby pozostali zapamiętali, że nawet najmniejsza próba ucieczki nie będzie tolerowana”. Zaczął selekcję.

Co dzieje się w człowieku, kiedy wie, że mogą to być ostatnie chwile jego życia? Jakie uczucia towarzyszyły więźniom, którzy mogli usłyszeć wyrok skazujący ich na śmierć?
Wolałbym oszczędzić sobie przypominania szczegółów tej przerażającej sytuacji. Opowiem, jak wyglądała selekcja. Cała grupa poszła na początek pierwszego szeregu, na przedzie dwa kroki przed nami stał niemiecki kapitan. Patrzył w oczy jak sęp, mierzył każdego i co chwilę podnosił prawą rękę i mówił: „Du!”, czyli „ty”. To „du!” oznaczało, że to ty umrzesz śmiercią głodową. I szedł dalej. Esesmani wywlekali biedaka z szeregu, zapisywali numer i odstawiali pod strażą na boku. „Du!” brzmiało jak uderzenie młota w pustą skrzynię. Każdy bał się, że za chwilę palec może pokazać na niego. Przeglądnięty szereg szedł kilka kroków naprzód, tak że między szeregiem przeglądniętym a szeregiem do przeglądu powstało coś w rodzaju korytarzy, wolnych pasów o szerokości 3-4 metrów. W ten korytarz wchodzili esesmani i znowu padały słowa: „Du! du!”. Serca waliły nam jak młotem. W głowie szum, krew pulsowała na skroniach, zdawało się nam, że krew wyskoczy nosami, uszami i oczami. Coś tragicznego.

Jak zachowywał się św. Maksymilian podczas tej selekcji?
Ja i o. Maksymilian staliśmy w siódmym szeregu. On stał po mojej lewej ręce, dzieliło nas może dwóch albo trzech kolegów. Gdy
szeregów przed nami ubywało, zaczął nas ogarniać coraz większy lęk. Muszę powiedzieć, że jakkolwiek człowiek byłby zdeterminowany i przestraszony, żadna filozofia nie jest mu wtedy potrzebna. Szczęśliwy jest ten, kto ma wiarę, kto ma możliwość do kogo się uciekać, kogoś prosić o łaskę. Modliłem się do Matki Bożej. Nigdy przedtem ani potem, muszę to uczciwie przyznać, już tak żarliwie się nie modliłem. Mimo, że dalej było słychać „du!”, to jednak modlitwa wewnętrznie zmieniła mnie na tyle, że byłem spokojniejszy. Ludzie mający wiarę, nie byli już tak przerażeni. Byli gotowi przyjąć przeznaczenie ze spokojem, prawie jak
bohaterzy. Jest to wielka sprawa.
Esesmani przeszli koło mnie, omiatając mnie wzrokiem, przeszli koło o. Maksymiliana. „Spodobał się” im stojący na końcu szeregu Franciszek Gajowniczek, 41-letni sierżant wojska polskiego. Gdy Niemiec powiedział „du!” i wskazał na niego, wyrwało się biedakowi z piersi: „Jezus, Maria! Moja żona, moje dzieci!” Oczywiście esesmani nie zwracali żadnej uwagi na słowa więźniów, tylko zapisali jego numer. Gajowniczek później nam przysięgał, że gdyby umarł w bunkrze głodowym, to nie wiedziałby, że taki lament, taka prośba błagalna wyrwała mu się z ust.

Zapewne po skończonej selekcji pozostali więźniowie czuli ulgę i całe napięcie ich opuściło?
Skończyła się selekcja, dziesięciu więźniów zostało już wybranych. Dla nich był to ostatni apel. Myśleliśmy, że zakończy się ten koszmar stania: głowa bolała, jeść się chciało, nogi popuchły. A tu naraz zrobiło się jakieś poruszenie w moim szeregu. Staliśmy na długość drewniaka, aż tu nagle ktoś zaczął się przeciskał się między więźniami. Był to o. Maksymilian. Szedł krótkim krokiem, bo w drewniakach długim krokiem iść się nie dało, trzeba było je trzymać palcami nóg, żeby nie spadły. Szedł prosto ku grupie esesmanów, stojących w pobliżu pierwszego szeregu więźniów. Wszyscy drżeliśmy, ponieważ było to złamanie jednego z najostrzej i najbrutalniej przestrzeganych zakazów.
Wyjście z szeregu oznaczało śmierć. Nowi więźniowie, którzy przyjechali do obozu, nie wiedząc o tym zakazie, za wyjście z szeregu byli bici, co powodowało niezdolność do pracy. A to z kolei równało się pójściu do komory gazowej. Byliśmy pewni, że o. Maksymiliana zabiją, zanim zdąży się przecisnąć. Ale stało się coś nadzwyczajnego, czego nie zanotowała historia 700 obozów
koncentracyjnych, jakie zbudowała III Rzesza. Nigdy nie zdarzyło się, aby więzień obozu mógł bez poniesienia kary wyjść z szeregu. Było to dla Niemców coś tak niewyobrażalnego, że stali jak skamieniali. Patrzyli po sobie i nie wiedzieli, co się dzieje.

Co wydarzyło się dalej?
Św. Maksymilian wiedział, że nie przeżyje wojny
O. Maksymilian szedł w więziennym pasiaku, z miską u boku, w drewniakach. Nie szedł jak żebrak, ani też jak bohater. Szedł jak
człowiek świadomy wielkiej misji. Stanął spokojnie przed oficerami. Wreszcie opamiętał się kierownik obozu. Wściekły, zapytał swojego zastępcę: „Was will dieses polnische Schwein?” – „Co chce ta polska świnia?” Zaczęli szukać tłumacza, ale okazało
się, że tłumacz jest zbędny. O. Maksymilian odpowiedział spokojnie: „Ich will sterben für ihn” – wskazując ręką na stojącego obok Gajowniczka – „Ja chcę umrzeć za niego”.
Jeżeli wcześniej Niemcy stali jak oniemiali, to teraz pootwierali ze zdumienia usta. Dla nich, reprezentujących bezbożność laicką, było to coś niepojętego, że ktoś może chcieć umrzeć za innego człowieka. Patrzyli na o. Maksymiliana z pytaniem w oczach: czy on oszalał, czy może oni nie zrozumieli odpowiedzi. Wreszcie padło drugie pytanie: „Wer bist du?” – „Kto ty jesteś?” O. Maksymilian odpowiedział: „Ich bin ein polnischer katolischer Priester” – „Jestem polskim księdzem katolickim”. Oto więzień wyznał, że jest Polakiem, pochodzi z narodu, który Niemcy nienawidzili, do tego przyznaje, że jest duchownym. Dla esesmanów ksiądz był wyrzutem sumienia.
Ciekawe, że w tym dialogu o. Maksymilian ani raz nie używa słowa „proszę”. Jest tylko jego żądanie, którym złamał Niemca. Złamał sędziego, który uzurpował sobie prawo decydowania o życiu i śmierci, zmusił go do zmiany wyroku. Zachowuje się jak wytrawny dyplomata, choć za frak, wstęgę i ordery, służy mu pasiak, miska i drewniaki. Panowała wtedy cmentarna cisza, każda sekunda wydawała się trwać wieki. Wreszcie stało się coś, czego do dzisiaj nie mogą zrozumieć ani Niemcy, ani więźniowie. Kapitan SS zwrócił się do o. Maksymiliana per „pan”: „Warum wollen Sie für ihn sterben?” – „Dlaczego pan chce umrzeć za niego?”
Upadły wszystkie kanony, które esesman wyznawał wcześniej. Przed chwilą nazwał go „polską świnią”, a teraz zwraca się do niego per „pan”. Stojący obok esesmani i podoficerowie nie byli pewni, czy dobrze słyszą. Tylko jeden raz w historii
obozów koncentracyjnych zdarzyło się, aby wysoki oficer, który zamordował tysiące niewinnych ludzi, zwrócił się do więźnia w ten
sposób.
O. Maksymilian odpowiedział: „Er hat eine Frau und Kinder” – „On ma żonę i dzieci”. Oto cały katechizm w pigułce. On uczył wszystkich, co to znaczy ojcostwo, rodzina. On – człowiek mający dwa doktoraty obronione w Rzymie z najwyższą notą summa cum laude, redaktor, misjonarz, wykładowca dwóch wyższych uczelni w Krakowie i Nagasaki. On uważał, że jego życie jest mniej warte, niż życie ojca rodziny! Jakże to był wspaniały wykład katechizmu.

Jak zareagował niemiecki oficer na słowa o. Maksymiliana?
Wszyscy czekali, co się dalej stanie. Esesman był przekonany, że to on jest panem życia i śmierci. Mógł kazać ciężko pobić go za złamanie najbardziej rygorystycznie przestrzeganego zakazu występowania z szeregu. A cóż dopiero, jeśli więzień pozwala sobie na wygłaszanie nauk?! Mógł ich dwóch skazać na śmierć przez zagłodzenie. Po upływie kilku sekund esesman powiedział: „Gut” – „Dobrze”. Zgodził się z o. Maksymilianem, przyznał mu rację.
Oznaczało to, że dobro zwyciężyło zło, maksymalne zło. Nie ma większego zła, jak skazać z nienawiści człowieka na śmierć godową. Ale nie ma też większego dobra, jak oddać własne życie, po to, by drugi człowiek mógł żyć. Maksymalne dobro zwyciężyło.
Chcę zwrócić uwagę na odpowiedzi św. Maksymiliana: trzy razy jest pytany i trzy razy odpowiadając zwięźle i krótko, użył czterech wyrazów. Cyfra cztery w Biblii oznacza symbolicznie całego człowieka.

Jakie znaczenie miało dla was, pozostałych więźniów to, czego byliście naocznymi świadkami?
Niemcy pozwolili Gajowniczkowi wrócić do szeregu, a o. Maksymilian zajął jego miejsce. Skazańcy musieli zdjąć drewniaki, były im już niepotrzebne. Drzwi bunkra głodowego otwierane były tylko po to, by wynieść zwłoki. O. Maksymilian szedł w ostatniej parze, pomagał jeszcze iść innemu więźniowi. W zasadzie był to ich własny pogrzeb, jeszcze przed śmiercią. Przed blokiem kazano im ściągnąć pasiaki i wtrącono od celi o powierzchni ośmiu metrów kwadratowych. Zimna, szorstka, mokra posadzka, czarne ściany, światło słoneczne sączyło się przez potrójne załamanie. Wydarzył się tam kolejny cud. O. Maksymilian, chociaż od 20 lat żył o jednym płucu, przeżył wszystkich. W komorze śmierci żył 386 godzin. Każdy lekarz uzna to za nieprawdopodobne.
Po tym długim okresie umierania niemiecki kat w białym kitlu lekarskim zadał o. Maksymilianowi śmiertelny zastrzyk. A on znowu nie umarł… Musieli go dobić kolejnym zastrzykiem. Umarł w wigilię Wniebowzięcia NMP, jego Hetmanki. Przez całe życie pragnął pracować i umrzeć dla Niepokalanej. To było dla niego największe szczęście.
Długo można by mówić o działach, jakie zainspirowała ofiara św. Maksymiliana. On umocnił działalność obozowej grupy oporu – tajnej organizacji więźniarskiej, która od tego wydarzenia dzieliła czas na „przed” i „po” ofierze o. Maksymiliana. Wielu więźniów przeżyło obóz dzięki istnieniu i działalności tej organizacji. Ocalało nas niewielu, dwóch na stu. Ja dostąpiłem tej łaski, jestem jednym z tych dwóch. Franciszek Gajowniczek nie tylko, że ocalał, ale żył jeszcze 54 lata.
Nasz święty współwięzień przede wszystkim ocalił w nas człowieczeństwo. Był duchowym pasterzem w komorze głodowej, wspierał, prowadził modlitwy, rozgrzeszał i wyprowadzał umierających znakiem krzyża na drugi świat. W nas, ocalałych z selekcji, umocnił wiarę i nadzieję. Pośród tego zatracenia, terroru i zła, przywrócił nadzieję.
Dziękuję za rozmowę
Rozmawiał o. Witold Pobiedziński OFMConv
Źródło tekstu: franciszkanie.pl
Maksymilian Kolbe – Parafia Wniebowzięcia …

Ojciec Maksymilian umarł 14 sierpnia 1941 r. śmiercią męczeńską z miłości do bliźniego. W wigilię Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, którą tak ukochał.

 

By pokryć dług związany z wydrukiem pisma, ojciec Kolbe wyszedł na ulice kwestować. Mimo zebranych ofiar, wciąż brakowało potrzebnej sumy. Wtedy to wszedł do kościoła, by wyżalić się przed Matką Bożą. Gdy wszystkie te troski Jej opowiedział, gdy wyżalił się do ostatka, wstał z klęcznika i dostrzegł na mensie ołtarza jakieś zawiniątko, a w zawiniątku karteczkę z napisem „Dla Ciebie, Niepokalana!”, a w zawiniątku tyle pieniędzy, że wystarczyło na zapłacenie długu za pierwszy numer miesięcznika.

Stare opowieści

By pokryć dług związany z wydrukiem pisma, ojciec Kolbe wyszedł na ulice kwestować. Mimo zebranych ofiar, wciąż brakowało potrzebnej sumy. Wtedy to wszedł do kościoła, by wyżalić się przed Matką Bożą. Gdy wszystkie te troski Jej opowiedział, gdy wyżalił się do ostatka, wstał z klęcznika i dostrzegł na mensie ołtarza jakieś zawiniątko, a w zawiniątku karteczkę z napisem „Dla Ciebie, Niepokalana!”, a w zawiniątku tyle pieniędzy, że wystarczyło na zapłacenie długu za pierwszy numer miesięcznika.

Stare opowieści

Dwie korony

Przełożonym ojca Maksymiliana Kolbe pewnie przez myśl nie przeszło, że ten niepozorny z wyglądu zakonnik założy kiedyś świetnie prosperującą misję w Japonii i ze swym apostolskim przesłaniem dotrze do milionów ludzi. Tymczasem człowiek ten okazał się gigantem o niespożytej energii i niezwykłych zdolnościach, który z miłości do Jezusa i Maryi wykonał tytaniczną pracę dla pozyskania dusz.


Zrezygnował z błyskotliwej kariery matematyka i wynalazcy... Zrezygnował ze światowej sławy, prestiżu i władzy. I choć założył największy na świecie w owym czasie klasztor oraz dobrze prosperujące wydawnictwa, znany jest przede wszystkim ze swej męczeńskiej śmierci, którą poniósł w obozie koncentracyjnym Auschwitz.

Miłość do Maryi

Już w dzieciństwie ojcu Kolbe miała ukazywać się Matka Boża. W miejscu, które służyło za domowy ołtarzyk, między dwoma szafami jednopokojowego mieszkania, stała prosta kapliczka z figurą Maryi. Tam mały Maksymilian często wchodził „na rozmowę” z Matką Bożą. Długo się modlił w skupieniu. Potem wstawał odmieniony. Nieraz ocierał łzy...

Na początku matka nie zwracała jeszcze na to uwagi, ale pewnego razu, gdy ujrzała wychodzącego z „kapliczki” wzruszonego chłopca, zaniepokoiła się zachowaniem syna i poprosiła, żeby jej wyjawił, co się stało. Maksymilian nie chciał, ale pod wpływem nalegań powiedział, że bardzo kocha Matkę Najświętszą i że Ona również jego kocha, i mu nawet powiedziała, że... Chłopiec nie dokończył.

Tymczasem matka dalej nalegała. Więc chłopiec kontynuował, że raz, gdy był w kościele i prosił Ją, by mu wyjawiła, co z nim będzie w przyszłości, ukazała mu się w takiej postaci, w jakiej przedstawiona była na obrazie i pokazała mu dwie korony. A potem powiedziała, że biała korona to korona czystości, a czerwona – męczeństwa. Potem jeszcze spytała go, którą koronę chce wybrać, a on odpowiedział, że obie.
Przez całe życie, gdy Maksymilian realizował – za pośrednictwem prasy, a później również radia – kolejne etapy pozyskiwania coraz większej liczby dusz dla dzieła Bożego, zawsze towarzyszyły mu rozważania o czerwonej koronie. Zastanawiał się, kiedy i w jakich okolicznościach przyjdzie mu ją przyjąć. Ale ta myśl nie przesłaniała pracy, którą miał do wykonania jako członek, a przede wszystkim założyciel Milicji Niepokalanej.

Nie wszystko było takie oczywiste w życiu tego świętego człowieka. Wahał się, którą drogą pójść. Szatan kusił go myślą o realizowaniu się w roli naukowca, przed którym cały świat stał otworem. Wszak wszyscy rozpływali się w zachwytach nad jego niezwykłymi umiejętnościami matematycznymi. Trzeba przyznać, że początkowo Maksymilianowi bardzo podobała się ta myśl o zaszczytach i prestiżu. Również bardzo podobała mu się myśl o służbie w wojsku. Dzięki jednak mądrym zakonnikom, którzy przeprowadzili go przez ten trudny okres i dzięki modlitwom kierowanym do Matki Bożej, Maksymilian zdał sobie sprawę, że jego powołanie jest inne.

Milicja Niepokalanej

Podczas pobytu na studiach w Rzymie założył Milicję Niepokalanej. Obserwując rozprzężenie obyczajów, szerzący się ateizm i triumfy masonerii, głoszącej, że – co prawda religii katolickiej nie zwycięży się rozumowaniem, lecz psuciem obyczajów – uznał wraz z kilkoma innymi zakonnikami, że będzie zwalczać bezbożnictwo poprzez naprawę tych obyczajów. W ten sposób narodziła się idea utworzenia Milicji. Mając w pamięci słowa z Księgi Rodzaju: „Ona zmiażdży mu głowę, a On (szatan) czyhać będzie na piętę Jej”, milicjanci pewni triumfu Maryi przystąpili do działania.

Koła Milicji Niepokalanej najpierw powstały wśród krakowskich kleryków, później wśród młodzieży i osób świeckich. Ojciec Maksymilian miał liczne odczyty na temat konieczności zwracania się o pomoc do Matki Bożej. Stworzył bibliotekę. Wreszcie postanowił wydawać miesięcznik, rozpowszechniający ideę Milicji Niepokalanej. Ojciec prowincjał wydał zgodę, zastrzegł jednak, żeby dzieło to realizowano bez konieczności obciążania jego i prowincji kosztami.

Wielu współbraci wyśmiewało się z ojca Kolbe. No bo kto w dobie kryzysu, bez grosza przy duszy chce otwierać pismo. Żartowali z niego: – Maksiu, Maksiu! Puknij się w czoło. Pisma ci się zachciało i własnej drukarni. Tylko jeden z pierwszych gorliwych członków Milicji, o. Wenanty Katarzyniec z seminarium lwowskiego obiecał swoją pomoc. Ale była to już pomoc z Nieba, bo umarł, zanim jeszcze ukazał się pierwszy numer „Rycerza Niepokalanej”.

„Dla Ciebie...!”

Skromny to był numer. Bez okładek, napisany prawie w całości przez założyciela, w nielicznej ilości egzemplarzy. Przechodnie nie chcieli przyjmować go nawet za darmo.

By pokryć dług związany z wydrukiem pisma, ojciec Kolbe wyszedł na ulice kwestować. Mimo zebranych ofiar, wciąż brakowało potrzebnej sumy. Wtedy to wszedł do kościoła, by wyżalić się przed Matką Bożą. Gdy wszystkie te troski Jej opowiedział, gdy wyżalił się do ostatka, wstał z klęcznika i dostrzegł na mensie ołtarza jakieś zawiniątko, a w zawiniątku karteczkę z napisem „Dla Ciebie, Niepokalana!”, a w zawiniątku tyle pieniędzy, że wystarczyło na zapłacenie długu za pierwszy numer miesięcznika.

Z czasem jednak wytrwała modlitwa i praca przyniosły efekt niezwykły. W całym kraju zaczęły powstawać koła Milicji Niepokalanej. Udawało się wydawać „Rycerza Niepokalanej” w coraz większej liczbie egzemplarzy. W pewnym momencie osiągał on ponad milion nakładu. Ojciec Kolbe rozbudowywał wydawnictwo w Niepokalanowie, organizując w nim po mistrzowsku pracę każdej z osób. Papież Pius XI udzielił swojego błogosławieństwa „Rycerzowi Niepokalanej”, a Milicję Niepokalanej obdarzył licznymi odpustami.

W Polsce ojcu Kolbe udało się jeszcze uruchomić gazetę codzienną. „Mały Dziennik” docierał w najodleglejsze zakamarki kraju.

W Kraju Kwitnącej Wiśni

Ojciec Kolbe, gdy już rozbudował w kraju dom zakonny i wydawnictwo, śmiało mógł myśleć o podbijaniu świata dla Królowej Nieba i Ziemi. W tym celu udał się do Nagasaki. Ciężko było polskiemu zakonnikowi w Japonii. Szybko musiał nauczyć się języka, by móc prowadzić zajęcia ze studentami w tamtejszym seminarium. Musiał także zjednać sobie przychylność Japończyków, którym chciał opowiedzieć o Niepokalanej. I tutaj wydawał po japońsku „Rycerza Niepokalanej” i obdarowywał nim napotkanych przechodniów. Z czasem udało mu się nabyć ziemię pod budowę domu dla współbraci oraz wydawnictwa.

Japoński Niepokalanów – osada Mugenzai no Sono rozrastała się. Maryja błogosławiła temu dziełu w Kraju Kwitnącej Wiśni.

Chcę pójść za mojego kolegę...

Gdy wybuchła wojna, do Niepokalanowa udawali się uchodźcy, prosząc o jedzenie i wsparcie. Nikomu go nie zabrakło. Ojciec Kolbe osobiście opiekował się rannymi żołnierzami. Nigdy nie tracił spokoju ducha, nawet gdy Niemcy przeszukiwali klasztor. I choć wszystko plądrowano i niszczono, on powtarzał:

Jakie by to było szczęście bracia moi, gdybyśmy mogli krwią własną przypieczętować to, czego nauczamy. To byłoby największe szczęście na tym świecie. I by pocieszyć zmartwionych zakonników, stale powtarzał:
– Lecz wy się nie martwcie, gdy mnie zabraknie. Matka Najświętsza bowiem wszystkim pokieruje na większą chwałę Boga.

Zabrany z Niepokalanowa i później przewieziony do obozu koncentracyjnego, Maksymilian Kolbe dał najlepsze świadectwo tego, w co wierzy. Pocieszając w Auschwitz braci współwięźniów i nadając sens życiu obozowemu, wspiął się na wyżyny świętości. To, o czym marzył, miało się ziścić wtedy, gdy komendant wybierał spośród więźniów tych, którzy mieli zginąć śmiercią głodową w odwecie za ucieczkę jednego z nich.

Komendant wskazał od niechcenia mężczyznę stojącego obok Maksymiliana.

– O Jezusie Święty – płakał mężczyzna. – Na śmierć głodową! A w domu czeka mnie żona i dzieci... Boże! Ja nie chcę umierać!

Ojciec Maksymilian bardzo przeżywał rozpacz swego sąsiada. Popatrzył mu w oczy i już postanowił. Uśmiechnął się do swego postanowienia, wystąpił z szeregu i zaczął zmierzać w kierunku komendanta Fritscha.

– Co się stało? – krzyknął jeden z oficerów, chcąc zmusić go do powrotu.

Tymczasem ojciec zbliżył się do komendanta i powiedział spokojnym głosem:

Chcę pójść na śmierć za swego kolegę. Proszę mnie przeznaczyć na jego miejsce.
Zaskoczony komendant zamilkł na chwilę. Z niedowierzaniem mierzył Maksymiliana wzrokiem, a potem spytał:

– Zawód?

– Ksiądz katolicki
– odpowiedział Maksymilian.
– Dlaczego chcesz pójść za tamtego?

– On jest potrzebny swoim dzieciom i żonie. Ja już nikomu.


Komendant wciąż jeszcze nie dowierzał temu, czego był świadkiem. Przez chwilę się zastanawiał nad tym, co zaszło, bo nie mógł zrozumieć tego dziwnego człowieka. Po chwili coś w nim pękło... Opanował się.

– Zgadzam się! – rzucił z wysiłkiem, ale i z ulgą.
* * *

W głodowym bunkrze mijały dni. Ojciec Maksymilian wraz ze swoimi towarzyszami modlił się głośno i śpiewał. Wtórowali mu więźniowie z sąsiednich bunkrów. Podziemie zamieniło się w katakumby, w których wierni chrześcijanie przygotowywali się na śmierć i wielbili Pana. Z każdym dniem ich głosy cichły, przemieniając się w szept, by wreszcie zamilknąć. Po trzech tygodniach zniecierpliwieni Niemcy czterem pozostałym przy życiu, w tym ojcu Maksymilianowi, postanowili wstrzyknąć fenol.

Ojciec Maksymilian umarł 14 sierpnia 1941 r. śmiercią męczeńską z miłości do bliźniego. W wigilię Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, którą tak ukochał.

Agnieszka Stelmach


Na podstawie „Dwie korony” Gustawa Morcinka.
Artykuł z PzM 53 lipiec/sierpień 2010 >


zbiór odsyłaczy o o. Maksymilianie:
Cela śmierci
Rycerz Niepokalanej (1)
Rycerz Niepokalanej (2)
O. Maksymiliana i Rycerstwa Niepokalanej miłość do żydów
Z archiwum o. Maksymiliana: antychryst marszerujący
Msza prymicyjna o. Maksymiliana
O. Maksymilian Maria Kolbe o drodze do szczęścia
O. Maksymilian o szczęściu na tej ziemi
O. Maksymilian Maria Kolbe o zasiewie i owocach
O. Maksymilian Maria Kolbe: jak pokutować?
Rady o. Maksymiliana przed aresztowaniem
O. Maksymilian Maria Kolbe był też niewierzącym
List o. Maksymiliana Marii Kolbe do lewaków
Z listów, pism i notatek o. Maksymiliana Kolbe
O. Maksymilian Kolbe: Łaska Boża a dary natury u świętych
O. Maksymilian Kolbe: O nieomylności Papieża
Rozróżnienie o. Kolbe
Fake newsy o o. Maksymilianie Kolbe
Jak Kościół Posoborowy potraktował o. Maksymiliana Marię Kolbe
Najważniejsze odpusty dla Rycerstwa Niepokalanej
O. Maksymilian Kolbe o buddyjskim pogaństwie
Militia

Regulamin życia autorstwa Świętego Maksymiliana

 https://myslkonserwatywna.pl/sw-maksymilian-maria-kolbe-o-masonach-i-zydach/

Regulamin życia autorstwa Świętego Maksymiliana

Regulamentum Vitae

Muszę być świętym jak największym.
Jak największa chwała Boża przez zbawienie i jak najdoskonalsze uświęcenie swoje i wszystkich, co są i będą, przez Niepokalaną.
Spokój o przeszłość. - Gorącością wynagródź czas stracony.
Nie opuszczę:
a) żadnego zła bez naprawienia go i
b) żadnego dobra, które bym mógł zrobić, powiększyć lub w jakikolwiek sposób się do niego przyczynić.
Posłuszeństwo twoją regułą. Wola Boża przez Niepokalaną.
Czyń, co czynisz; na wszystko inne, dobre czy złe, nie zwracaj uwagi.
Zawsze spokojne, nacechowane miłością działanie.
Zachowaj porządek, a porządek zachowa ciebie.
Przygotowanie, działanie, zakończenie.
Do Niepokalanej jak dziecko do Matki we wszystkim się uciekaj.
Wszystko mogę w tym, który mnie przez Niepokalaną umacnia.
Najpierw cały dla siebie, a tak cały dla wszystkich.

Święty Maksymilian Maria Kolbe

 

Faktyczny tekst (por. np. [Regulamin życia] | Pisma Świętego Maksymiliana , tł. z łaciny w nawiasach kwadratowych własne)

"1) - Muszę być świętym jak największym.
2) - Jak największa chwała Boża przez zbawienie i jak najdoskonalsze uświęcenie swoje i wszystkich, co są i będą, przez Niepokalaną = MI 3 [stopnia]
3) - Peccatum mortale vel veniale deliberatum a priori exclude [A priori wyłącz grzech śmiertelny lub dobrowolny powszedni] - Spokój o przeszłość. - Gorącością wynagrodź czas stracony.
4) - Nie opuszczę: a) żadnego zła bez wynagrodzenia go (zniszczenia go) i b) żadnego dobra, które bym mógł zrobić, powiększyć lub w jakikolwiek sposób się do niego przyczynić.
5) - Regula tua oboedientia [Regułą twą posłuszeństwo] = Wola Boża przez Niepokalaną.
Narzędzie.
6) - Czyń, co czynisz; na wszystko inne, dobre czy złe nie zwracaj uwagi.
7) - Semper quieta, amorosa actio [Zawsze ciche, powodowane miłością działanie]
8) - Serva ordinem, et ordo servabit te [Służ porządkowi a porządek będzie ci służył]
9) - Praeparatio, actio, conclusio [Przygotowanie, działanie, konkluzja]
10) - Pamiętaj zawsze, że jesteś rzeczą i własnością bezwzględną, bezwarunkową, bezgraniczną, nieodwołalną Niepokalanej: czymkolwiek jesteś, cokolwiek masz lub możesz, wszystkie "actiones" (myśli, słowa, uczynki) i "passiones" (przyjemne, przykre, obojętne) są Jej całkowitą własnością. Niech więc z tym wszystkim czyni, cokolwiek się Jej (a nie tobie) podoba. Tak samo Jej są wszystkie twe intencje: niech więc zmienia, dodaje, odejmuje, jak się Jej podoba (gdyż Ona sprawiedliwości nie umie naruszyć). Jesteś narzędziem w Jej ręku, więc czyń to tylko, co Ona chce: wszystko z Jej ręki przyjmuj. Do Niej jak dziecko do matki we wszystkim się uciekaj; Jej wszystko powierz. Staraj się o Nią, o Jej cześć, o Jej sprawy a troskę o siebie i o twoich Jej pozostaw. Nic sobie, ale wszystko uznaj jako otrzymane od Niej.
Cały owoc twych prac zależy od jedności z Nią, tak, jak i Ona jest narzędziem miłosierdzia Bożego. Życie (każda jego chwila), śmierć (gdzie, kiedy i jak) i wieczność moja, wszystko to jest Twoim, o Niepokalana. Czyń z tym wszystkim, cokolwiek Ci się podoba.
11) - Omnia possum in Eo, qui me per Immaculatam confortat [Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia przez Niepokalaną] [por. Flp 4,13].
12) - Życie wewnętrzne: "Totus primo sibi et sic totus omnibus" [Cały po pierwsze dla siebie i tak cały dla wszystkich]"
(idem in exer[citiis] spir[itualibus] a[nno] 1920 m[ense] Septembri)

Kazanie św. Roberta Bellarmina o cielesnym Wniebowzięciu Maryi

  Kazanie św. Roberta Bellarmina o cielesnym Wniebowzięciu Maryi autor: św. Robert Bellarmin Discorso di San Robert...