Prawda nieujawniona
czwartek, 24 września 2026
Abp Sheen: Czy świat zapomniał o prawdziwym znaczeniu Komunii Świętej?
Abp Sheen: Czy świat zapomniał o prawdziwym znaczeniu Komunii Świętej?

W ostatnim roku wielu z nas doświadczyło oddzielenia od sakramentów, a przede wszystkim od Eucharystii. Czym dla katolika jest przyjmowanie Komunii Świętej? Jaka jest prawdziwa istota tego sakramentu? Znany z niezwykłej charyzmy, abp Fulton Sheen w swojej książce „Sakramenty” analizuje znaczenie niewidzialnych znaków i pomaga zrozumieć, dlaczego to właśnie one są źródłem życia wiecznego.
Zjednoczenie z Bogiem
Pewna młoda mężatka w czasie rekolekcji powiedziała mi, że ona może zaakceptować w naszej wierze wszystko, ale nie Eucharystię. Gdy zapytałem o jej męża, okazało się, że służy on w marynarce na Pacyfiku. Gdy padły następne pytania, kobieta wspomniała, że piszą do siebie listy co drugi dzień i że w domu ma wciąż przed sobą fotografię małżonka. Stwierdziłem, że właściwie nie potrzeba niczego więcej do pełni szczęścia. Czego więcej może pragnąć kobieta niż ciągłej pamięci o mężu dzięki jego fotografii i zapisanym na papierze słowom płynącym wprost z serca do serca? Ona jednak zaprotestowała; powiedziała, że nigdy nie osiągnie pełni szczęścia, jeśli nie będzie razem z mężem. Zapytałem wtedy: skoro ludzka miłość dąży do zjednoczenia, to dlaczego nie miałoby być tak samo z miłością boską? Jeśli mąż i żona pragną stać się jednym ciałem, to czy chrześcijanie i Chrystus nie mogą dążyć do tego samego?
Wspominanie Chrystusa, który żył dwadzieścia wieków temu, przywoływanie w pamięci Jego miłosierdzia i cudów, których dokonał, korespondencja z Nim przez czytanie Pisma Świętego
– to wszystko przynosi zadowolenie, ale nie nasyci miłości. Do tego potrzeba czegoś z poziomu łaski, co jednoczy z boską miłością. Każde serce szuka szczęścia na zewnątrz, a ponieważ doskonałą miłością jest Bóg, to serce człowieka i serce Chrystusa muszą się w jakiś sposób jednoczyć. W ludzkiej przyjaźni jeden kocha drugiego jako kogoś innego od siebie albo jako drugą połówkę swojej duszy. Boska przyjaźń musi być wzajemnym „zamieszkaniem” w sobie: „kto trwa w miłości, trwa w Bogu, a Bóg trwa w nim” (1 J 4, 16). To pragnienie duszy, by wyjść na zewnątrz, pragnienie ekstazy spełnia się w sakramencie Eucharystii.
Boski pokarm
We wszechświecie panuje zasada, że nic nie będzie żyło, jeśli nie będzie karmione. Zgodnie z tą zasadą roślina żyje w glebie, czerpie z niej pokarm i wodę, fosfory i węgle, które obiegają jej komórki. Zwierzę, stworzenie wyższego rzędu niż roślina, potrzebuje też bardziej złożonego pokarmu, a zatem nie tylko związków mineralnych, powietrza i słońca, ale także roślin. Zwierzęta lądowe, ryby, ptaki – wszystkie te stworzenia szukają chleba powszedniego. Nie uświadamiają sobie tego, ale instynktownie szukają pożywienia, ponieważ życie bez pokarmu jest niemożliwe, jedno życie istnieje tylko dzięki drugiemu, a radość życia bierze się z komunii z innym rodzajem życia. Ludzie również mają ciała, więc podlegają tej samej konieczności. Pokarm, którego się domagają, jest delikatniejszy, bo ludzkie ciało jest delikatniejsze. Ciało nie zadowala się – jak roślina – pobieraniem pożywienia wprost z gleby – surowego, nieugotowanego i nieprzyprawionego. Poszukuje czegoś bardziej wyrafinowanego, co jest odpowiednie dla stworzenia wyższego rzędu, ale czyniąc to, zna zasadę, że każda żywa istota musi się czymś karmić.
Człowiek ma ciało i duszę. Jego duchowa część wymaga pokarmu, który wykracza poza materię, fizykę i biologię. Dusza ludzka potrzebuje duchowej strawy. W porządku łaski tym pokarmem jest Eucharystia albo komunia człowieka z Chrystusem i Chrystusa z człowiekiem. Nie sprzeciwia się to prawom natury, gdyby bowiem związki chemiczne mogły mówić, powiedziałyby roślinie: „Jeśli mnie nie zjesz, nie będziesz miała życia w sobie”. Gdyby roślina umiała mówić, powiedziałaby do zwierzęcia: „Jeśli mnie nie zjesz, nie będziesz miał życia w sobie”. Gdyby zwierzę, roślina i powietrze umiały mówić, powiedziałyby do człowieka: „Jeśli mnie nie zjesz, nie będziesz miał życia w sobie”. Z tą samą logiką, ale z góry ku dołowi, ponieważ dusza jest duchowa, nasz Pan mówi do duszy: „Jeśli nie będziesz spożywać Ciała Syna Człowieczego i pić jego Krwi, nie będziesz miał życia w sobie” (por. J 6, 53). Zasada przemienienia działa nieprzerwanie przez naturę i przez łaskę. Niższe przemienia się w wyższe: roślina przemienia się w zwierzę, gdy staje się jego pokarmem; człowiek dzięki łasce przemienia się w Chrystusa, gdy przyjmuje Go do swojej duszy, ponieważ właściwością naszej miłości jest przemienianie się w obiekt naszej miłości.
Wstęp do nieba
Ludzkie serce pragnie kontaktu z ukochanym. Jeśli mamy kontakt z naturą przez pokarm, który spożywamy, jeśli niższe stworzenie trafia na wyższy poziom w naszym ciele, dlaczego nie mielibyśmy otrzymać środków, by mogła się spełnić komunia duszy? To jeden z podstawowych skutków Komunii Świętej: otrzymujemy od Chrystusa to, co sami Mu dajemy. Dostał naszą ludzką naturę – wtedy gdy w imieniu całej ludzkości Maryja dała Mu człowieczeństwo takie samo jak nasze, z wyjątkiem grzechu. On nadał tej naturze boskość, ponieważ zjednoczył ją ze swoją Boską Osobą. W Komunii Chrystus oddaje nam z powrotem naszą ludzką naturę – oczyszczoną, odrodzoną, uszlachetnioną – która jest obietnicą i rękojmią tego, czym nasza natura stanie się w dniu ostatecznym, gdy zmartwychwstaną sprawiedliwi. Nasz Pan uczynił to tak jasnym, że trudno zrozumieć, jak można nie zauważyć tej prawdy: „Jak Mnie posłał żyjący Ojciec, a Ja żyję przez Ojca, tak i ten, kto Mnie spożywa, będzie żył przeze Mnie” (J 6, 57). W porządku natury istota żyjąca przyjmuje pokarm i przyswaja go, włącza w swoją substancję. W Eucharystii role są odwrócone. Eucharystia jest pokarmem dla naszej duszy, ale moc przyswajania należy tu do Chrystusa, i to On karmi nas, jednoczy i wciela w siebie. Za Janem Chrzcicielem mówimy: „Trzeba, by On wzrastał, a ja żebym się umniejszał” (J 3, 30).
Moment komunii z Jezusem jest chwilą szczególnej intymności zarezerwowaną dla prawdziwych kochanków. Są trzy czynności intymne w naszym życiu: słuchanie, mówienie i dotykanie. Nasz pierwszy kontakt kimś, kto nas kocha, to słuchanie jego głosu, następnie oglądanie go, a potem – i to jest zachowane jedynie dla najbliższych – dotykanie. Słyszymy o Chrystusie w Piśmie Świętym, widzimy Go oczyma wiary, ale dotykamy Go jedynie w Eucharystii. On prosi tylko, byśmy oczyścili nasze sumienia z grzechu i przyszli do Niego, gotowi przyjąć to, co chce nam dać. On wie, że Go potrzebujemy.
Zjednoczenie ze śmiercią Chrystusa
Komunia Święta włącza nas nie tylko w życie Chrystusa, ale również w Jego śmierć. O tym drugim aspekcie często się zapomina. Mówi o nim św. Paweł: „Ilekroć bowiem spożywacie ten chleb i pijecie kielich, śmierć Pana głosicie, aż przyjdzie” (1 Kor 11, 26). W innym miejscu św. Paweł pisze, że naszym zadaniem jest dopełnianie w naszych ciałach niedostatków udręk Chrystusa (por. Kol 1, 24). Aby nasze dusze mogły zostać zbawione, życie Chrystusa musi się powtórzyć w naszym życiu. Tego, czego On dokonał przez swoje narodzenie, na Kalwarii, przez swoje zmartwychwstanie i wniebowstąpienie, musimy dokonać i my. Nie możemy jednak dostąpić tych niebiańskich błogosławieństw, jeśli nie jesteśmy dotknięci przez krzyż, to znaczy przez pokutę, umartwienie i wyrzeczenie się siebie oraz przez śmierć naszego egotyzmu. Kościół naucza zatem, że musimy być w stanie łaski uświęcającej, jeśli chcemy otrzymać naszego Pana w Eucharystii. Jak martwe ciało nie może przyjmować pokarmu, tak samo człowiek, który nie ma boskiego życia w swojej duszy, nie może przyjmować boskiego pokarmu. Dodatkowo Kościół wymaga pewnego czasu postu przed przyjęciem Komunii Świętej. Jest on po to, by przypomnieć nam, że Eucharystia to nie tylko sakrament życia, ale także sakrament umartwienia. Tylko jeśli zostaniemy naznaczeni znakiem krzyża, zostaniemy naznaczeni także łaską zmartwychwstania. Od chwili śmierci na Kalwarii aż po kraniec czasu,
kiedy przyjdzie w chwale, umierający Chrystus trwa, uobecniając na ołtarzu swoją śmierć i wzywając nas, byśmy uobecniali ją przez odłączenie się od siedmiu grabarzy naszej duszy – od siedmiu grzechów głównych.
Komunia z mistycznym ciałem Jezusa
Nikt nigdy aż tak się nie pomylił jak pewien profesor, gdy powiedział: „Religijność jest tym, co człowiek robi z własną samotnością”. Gdy człowiek jest samotny, jest jak komórka oddzielona od ciała. Ciało może żyć bez pojedynczej komórki, ale komórka nie może żyć w oderwaniu od ciała. Żaden człowiek nie może żyć boskim życiem bez jakiegoś rodzaju włączenia – czy to rzeczywistego, czy wyrażającego się w pragnieniu – w Mistyczne Ciało Chrystusa, ale Mistyczne Ciało Chrystusa może funkcjonować bez tego jednego członka. Nasz Pan opisał nasze zjednoczenie z Nim tego wieczoru, gdy ustanowił Eucharystię, w obrazie winnego krzewu i latorośli (por. J 15, 1–11). Święty Paweł mówi o nas także jak o wielu, którzy stają się jednym, ponieważ wszyscy spożywamy ten sam chleb (1 Kor 10, 17). Nie ma autonomii, indywidualizmu w Piśmie Świętym ani wśród ludzi. Wszystko, co istnieje – ludzkość oraz całe widzialne stworzenie – ulega przemienieniu.
Ludzkość została przemieniona przez wcielenie, a całe stworzenie – przez sakramenty i ich symbole, które przyczyniają się do wzbudzenia życia. Jeśli w ludzkim ciele krążą życiodajne soki, to każda komórka karmi się tym życiem. Tak samo Eucharystia jest życiodajnym sokiem Mistycznego Ciała Chrystusa, którym karmi się każdy jego członek. Członkowie Kościoła nie są małymi duchowymi wyspami, z których każda pielęgnuje swoją odrębność. Czym jest osocze dla ciała fizycznego, tym jest Eucharystia dla Mistycznego Ciała Chrystusa – więzią jedności: „Ponieważ jeden jest chleb, przeto my, liczni, tworzymy jedno ciało” (1 Kor 10, 17).
WIĘCEJ DOWIESZ SIĘ W KSIĄŻCE „SAKRAMENTY”: https://bit.ly/3mwNc6g
*Fragment pochodzi z książki abp Fultona Sheena „Sakramenty”, wydanej nakładem Wydawnictwa Esprit
Fulton Sheen – biskup, który został gwiazdą amerykańskiej telewizji. Jego beatyfikacja już 24 września!
Fulton Sheen – biskup, który został gwiazdą amerykańskiej telewizji. Jego beatyfikacja już 24 września!

Kapłan, biskup, kaznodzieja, prezenter radiowy, a następnie gwiazda amerykańskiej telewizji – otrzymał nawet nagrodę Emmy. Abp Fulton Sheen należał do najbardziej rozpoznawalnych postaci religijnych w Stanach Zjednoczonych XX wieku. 24 września 2026 r. w Saint Louis w stanie Missouri ma zostać beatyfikowany. Uroczystości będzie przewodniczył kard. Luis Antonio Tagle – przypomina misyjna agencja Fides.
Gdy telewizja dopiero zdobywała miejsce w amerykańskich domach, katolicki biskup w sutannie przemawiał przed milionami widzów o Bogu, sumieniu, grzechu, wolności, rodzinie i komunizmie. Często stał przed zwykłą tablicą, bez spektakularnej scenografii. To wystarczało, by przyciągnąć ogromną publiczność.
Prawie pół wieku po jego śmierci, która nastąpiła 9 grudnia 1979 r. w Nowym Jorku, Kościół zamierza przedstawić abp. Sheena jako wzór chrześcijańskiego życia i ewangelizacji. Na kilka tygodni przed jego beatyfikacją agencja Fides opublikowała wywiad z bp. Rogerem Landrym, krajowym dyrektorem Papieskich Dzieł Misyjnych w Stanach Zjednoczonych, poświęcony aktualności przesłania amerykańskiego hierarchy.
Fulton Sheen urodził się w 1895 r. w Illinois. Kapłanem został w 1919 r. Studiował m.in. na Katolickim Uniwersytecie w Louvain w Belgii. Jako profesor filozofii i teologii wyróżniał się przede wszystkim umiejętnością prostego i przekonującego przedstawiania zagadnień wiary.
Już w 1930 r. rozpoczął nadawanie jego program radiowy The Catholic Hour. Audycja szybko zdobyła szeroką publiczność. Prawdziwym fenomenem stał się jednak dzięki telewizji. Od 1952 r. prowadził program Life Is Worth Living, który oglądały miliony Amerykanów. W kraju, w którym katolicy stanowili mniejszość i nie zawsze spotykali się ze społeczną akceptacją, Sheen docierał do odbiorców daleko wykraczających poza Kościół.
Jego talent został doceniony także przez środowisko telewizyjne, ponieważ w 1952 r. otrzymał nagrodę Emmy.
Nie był jednak jedynie błyskotliwym prezenterem. Jak podkreśla bp Landry, źródłem jego działalności apostolskiej była głęboka modlitwa. Przez 61 lat kapłaństwa Sheen starał się codziennie spędzać godzinę przed Najświętszym Sakramentem. Ta Godzina Święta (ang. Holy Hour) była dla niego fundamentem całej posługi.
Właśnie ten aspekt jego życia nabiera szczególnego znaczenia w epoce mediów społecznościowych. Kościół ewangelizuje dziś za pośrednictwem YouTube, Instagrama, TikToka i podcastów, a także zastanawia się nad możliwościami wykorzystania tzw. sztucznej inteligencji. Zdaniem bp. Landry’ego Sheen przypomina współczesnym „misjonarzom cyfrowym”, że żadna technologia nie może zastąpić życia duchowego.
Sheen nie obawiał się nowych środków komunikacji. Przeciwnie – dostrzegał w nich narzędzia misyjne. Rozumiał, że Kościół nie może jedynie czekać, aż ludzie przekroczą próg świątyni. Skoro miliony Amerykanów gromadziły się przed radioodbiornikami, a później telewizorami, tam również powinno dotrzeć orędzie Ewangelii.
Jego działalność nie ograniczała się jednak do mediów. W 1951 r. został biskupem pomocniczym Nowego Jorku, a w 1966 r. biskupem Rochester. Odegrał także ważną rolę w działalności misyjnej Kościoła, m.in. jako krajowy dyrektor Towarzystwa Rozpowszechniania Wiary w Stanach Zjednoczonych. Jego kaznodziejstwo przyczyniło się do wielu nawróceń na katolicyzm.
Benedykt XVI ogłosił go czcigodnym w 2012 r. Beatyfikację planowano pierwotnie na grudzień 2019 r. w Peorii – w diecezji, z którą abp Sheen był związany. Kilka dni przed uroczystością została ona jednak odłożona, aby umożliwić dalszą analizę jego życia i posługi biskupiej. Po siedmiu latach oczekiwania beatyfikacja ma się odbyć 24 września 2026 r. w Saint Louis.
Kościół nie przedstawia więc Fultona Sheena jako wzoru dlatego, że był gwiazdą telewizyjną. Jego znaczenie polega na czymś głębszym: na jego głębokim życiu duchowym oraz na fakcie, że kilkadziesiąt lat przed pojawieniem się internetu rozumiał, że nowe media są ogromnym polem misyjnym.
Jego dziedzictwo można streścić w jednym połączeniu: odwaga w wykorzystywaniu najnowocześniejszych środków komunikacji i codzienne czerpanie ze źródła, jakim była adoracja eucharystyczna. W epoce mediów społecznościowych i sztucznej inteligencji intuicja Fultona Sheena pozostaje zaskakująco aktualna.
Źródło: KAI / Fides
opr. AF
środa, 23 września 2026
OJCIEC PIO na dziś
23 września 2026 roku
,, Życie nie jest niczym innym, jak tylko wiecznym zmaganiem się z sobą samym i nie zakwita inaczej, jak tylko za cenę cierpienia. Dotrzymuj zawsze towarzystwa Panu Jezusowi w Ogrodzie Oliwnym, a On będzie umiał wzmocnić cię w godzinach udręk, które nadejdą."
Powiedział, że po śmierci jeszcze więcej będzie robił hałasu. Jestem bratem, który się modli
Powiedział, że po śmierci jeszcze więcej będzie robił hałasu.
Jestem bratem, który się modli.
franciszkanska3.pl/…/jestem-bratem-ktory-sie-modli
Z o. Andrzejem Dejerem OFMCap z Zakonu Braci Mniejszych Kapucynów, duszpasterzem parafii św. Jana Jałmużnika w Orchówku, rozmawia Joanna Szubstarska.
O. Pio to jeden z najpopularniejszych Świętych w Kościele. Był człowiekiem wielkiej modlitwy, popartej cierpieniem. Jakiej modlitwy uczy Święty z Pietrelciny?
O. Pio mówił o sobie: „Jestem bratem, który się modli”. Odmawiał 40, a nawet 50 Różańców dziennie. To pokazuje, że był człowiekiem obdarzonym specjalnymi łaskami. Był blisko Boga, można powiedzieć - na wysokiej górze. My natomiast stoimy u podnóża góry i usiłujemy się na nią wspiąć. Ale nie poddajemy się, nie zniechęcamy i nie mówimy, że nie będziemy się wspinać - mimo niedogodności, mimo rozproszeń.
Trzeba zaznaczyć, że święty ma swój własny sposób modlenia się, pozostawania w zjednoczeniu z Bogiem. Tego nie można się nauczyć, a dostąpić można dzięki łasce. Kapucyni praktykują modlitwę myślą; jest to metoda rozpoczynająca się od pracy rozumu. Nasze myśli skupiają się np. wokół Jezusa - lekarza dusz i ciał. Kiedy praktykujemy rozmyślanie na ten konkretny temat z wytrwałością, przychodzą kolejne myśli, nieraz Bóg inicjuje następne obrazy, tematy. Jezus, mówiąc: „Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie...”, wskazuje, że potrzebna jest wytrwałość, zaparcie się siebie, siła woli. Tak kształtuje się modlitwa.
O. Pio nie tylko modlił się za grzeszników, ale i pokutował za ich grzechy, aby uwolnić ich dusze. Miał dar rozeznawania wnętrza człowieka, dlatego tak wielu przychodziło do niego do spowiedzi. Czy o. Pio jest wzorem dla spowiedników?
Podczas gdy np. Leopold Mandić - kapucyn, chorwacki zakonnik - spowiadał cały dzień, tzn. obecny był w konfesjonale od rana do wieczora, o. Pio miał określone godziny spowiedzi. Kiedy tworzyły się coraz dłuższe kolejki do jego konfesjonału i mówiono, aby przeznaczył więcej godzin na tę posługę, odpowiadał: „Czy oni chcą się wyspowiadać? Oni chcą usłyszeć coś specjalnego. A co ja im powiem, jeśli nie będę się modlił?”. U penitentów nie tolerował pewnych rzeczy i mówił o tym bez ogródek. Rzeczywiście piętnował wady. Wymagał porządnej spowiedzi, określenia, ile razy dany grzech - głównie ciężki - miał zostać popełniony. Jeśli ktoś np. bluźnierstwem obraził Boga i zabił własną duszę dziesięć razy, a wyznał, że raz popełnił ten grzech, pozostałe dziewięć bluźnierstw niejako nadal obciąża sumienie ludzkie. Ze świadectw, które czytałem, wynika, że niektórzy oburzali się na to, że o. Pio jest bardzo wymagający w kwestiach stroju; wymagał odpowiedniego stroju u osoby, która przystępowała do sakramentu spowiedzi. Dał również przykład spowiedzi niezbyt pośpiesznej, a jednocześnie nie bardzo rozwlekłej. Odnośnie spowiedzi udzielał wielu rad, np. takiej: „Jest lek, który rodzi pokorę i uświęca człowieka - spowiedź” czy fakt, że spowiedź to nie tylko wyznanie grzechów, ale egzorcyzm.
Na czym polegało zmaganie się o. Pio z siłami ciemności?
Ataki złego ducha to dopust Boży - tak było, gdy szatan atakował Świętego, a nawet bił go tak, że przez kilka dni zakonnik nie mógł pracować. Szatan dręczył o. Pio wielokrotnie, m.in. wtedy, gdy miał do niego przybyć wielki grzesznik lub człowiek opętany przez złego ducha, a nawet ukazywał się w kształcie dręczącym zmysły, w ponurych postaciach, rzucał się w towarzystwie innych duchów piekielnych, aby wzbudzić w nim rozpacz i zwątpienie w Boga. O. Pio donosił swojemu spowiednikowi: „To już dwadzieścia dwa dni, bez przerwy, odkąd Jezus pozwala im wyładowywać swoją złość na mnie”.
Znany jest przypadek jednego ze współbraci, który pomagał o. Pio. Kiedy poprosił o. Pio, aby mógł pójść do swojej celi, ten się nie zgodził; potem ponawiał tę prośbę, w końcu wieczorem o. Pio zgodził się, aby zakonnik oddalił się. Zaledwie zrobił kilka kroków i zamknął za sobą drzwi, dał się słyszeć łomot, a gdy o. Pio otworzył celę - na podłodze leżał pobity, zakrwawiony zakonnik, który stał się ofiarą ataków szatana. Jaka stąd nauka? Ludziom dręczonym przez złego ducha trzeba towarzyszyć, nie można ich pozostawiać samych ani ich skreślać z powodu upadków. Jeśli człowiekowi towarzyszy druga osoba, szatan nie zaatakuje, ponieważ jest tchórzem. Częściej, choć nie jest to regułą, atakuje osoby samotne. Takie osoby trzeba odwiedzać.
100 lat temu, 20 września 1918 r., św. o. Pio, modląc się w chórze zakonnym przed krucyfiksem, otrzymał stygmaty - pięć ran, które nosił 50 lat, na rękach, boku i nogach. Cierpienie towarzyszyło świętemu zawsze…
Otrzymał nie tylko stygmaty, ale miał też liczne choroby. Wartość tych „specjalnych” krzyży, które otrzymują święci, jest wielka dla dusz - są one wynagrodzeniem. O. Pio mówił, że na początku zostało mu objawione, że ma doprowadzić ludzi do Boga, nawet znał tych ludzi. Kiedy przed śmiercią rany jego stygmatów zagoiły się, przełożony zakonu stwierdził, że misja o. Pio zakończyła się, że wypełnił swoje ziemskie zadanie doprowadzenia wcześniej mu „powierzonych” ludzi do Boga.
Skorzystał z daru stygmatów, ale i innych darów, które otrzymał od Boga.
Tak, dary te zostały mu przekazane, aby dotrzeć do grzeszników. Na przykład dar bilokacji - stanu, w którym dana osoba znajduje się równocześnie w dwóch różnych miejscach, niekiedy oddalonych od siebie o tysiące kilometrów. Znany jest przykład kobiety, która zbierając gałęzie, przesuwała się tyłem i doszła do przepaści; ocalała dzięki temu, że poczuła zapach o. Pio. W ten sposób dawał znak swojej obecności, że przez jego pośrednictwo Bóg zsyła łaskę, pociesza, ostrzega przed niebezpieczeństwem, pokusą lub grzechem.
Pomagał za życia, pomaga i po śmierci...
Powiedział, że po śmierci jeszcze więcej będzie robił hałasu. Jego obecność widzę w tym, że ludzie się nawracają, a dla niektórych jest on punktem odniesienia. Pokazuje się czasem w snach, jak było to w przypadku pewnej zakonnicy, o której słyszałem, że modliła się w intencji zakonnika, który miał wyjechać na misje. Okazało się, że zakonnik miał chorą nerkę. We śnie o. Pio powiedział modlącej się siostrze zakonnej, że będzie obecny przy operacji i zabieg się udał.
O czym jeszcze warto pamiętać, wspominając postać tego wielkiego świętego?
O. Pio był mistrzem naśladowania św. Franciszka - tego, który wyznaczył kierunek swoim braciom w umiłowania pokory i ubóstwa. O. Pio - może to zabrzmieć banalnie - kochał Boga. Na pytanie pewnej kobiety: od kiedy o. Pio kocha Boga, odpowiedział: od zawsze. Oznacza to, że od czasu, kiedy miał świadomość, nigdy nie zgrzeszył grzechem ciężkim, nigdy nie zerwał więzi z Bogiem. Podobnie było u św. Teresy od Dzieciątka Jezus, której miłość do Boga również nie została zerwana. Są i takie niby mało znaczące sprawy, a jednak nadające sens naszemu życiu, których przestrzegał święty, np. umiłowanie porządku w planie dnia, punktualności, panowania nad zajęciami. Zarzucał nawet swojemu spowiednikowi, że przy nim traci swój czas, ponieważ spowiedzi były zbyt długie i rozwlekłe. Trzeba powiedzieć, że stygmaty czy dar wypędzania złych duchów nie świadczą o jego świętości - były to dary Boże, które służyły doprowadzaniu grzeszników do zbawienia. O jego świętości świadczy heroiczna wiara, nadzieja oraz miłość.
Dziękuję za rozmowę.
Święty na nasze czasy
Urodzony w 1887 r. w Pietrelcinie o. Pio to jeden z najbardziej czczonych świętych. W wieku 20 lat złożył śluby w zakonie kapucynów, następnie trafił do klasztoru w San Giovanni Rotondo, gdzie pozostał do końca życia. Człowiek wielkiej modlitwy, popartej cierpieniem, stał się przewodnikiem duchowym. Zasłynął ze stygmatów; przez krzyż stygmatów brał udział w męce Pana, która była źródłem bólu i cierpienia, ale i objawieniem najwyższej miłości Boga.
Po II wojnie światowej w San Giovanni Rotondo założył szpital pod nazwą Dom Ulgi w Cierpieniu. Z inicjatywy Świętego z Pietrelciny powstały grupy modlitwy dziś noszące jego imię.
O. Pio zmarł 23 września 1968 r. Jan Paweł II ogłosił go błogosławionym 2 maja 1999 r., a kanonizował 16 czerwca 2002 r.
źródło : Franciszkańska3.pl
23 września: wspomnienie św. Ojca Pio z Pietrelciny
10 mało znanych faktów z życia św. Ojca Pio. Jak dobrze znasz tego świętego stygmatyka?
O. Pio zobaczył koniec świata
23 września: wspomnienie św. Ojca Pio z Pietrelciny
Święty o. Pio z Pietrelciny
On nie robił z Mszy św. show, a na jego Mszy św.,
która trwała kilka godzin, gromadziły się tysiące wiernych ![]()
O. Pio urodził się w Petrelcinie (na południu Włoch) 25 maja 1887 r. Na chrzcie otrzymał imię Franciszek. Już w dzieciństwie szukał samotności i często oddawał się modlitwie i rozmyślaniu. W wieku 5 lat objawił mu się po raz pierwszy Jezus. W wieku 16 lat Franciszek przyjął habit kapucyński i otrzymał zakonne imię Pio. Rok później złożył śluby zakonne i rozpoczął studia filozoficzno-teologiczne. W 1910 r. przyjął święcenia kapłańskie. Już wtedy od dawna miał poważne problemy ze zdrowiem. Po kilku latach kapłaństwa został powołany do wojska. Służbę przerwał ze względu na zły stan zdrowia. Pod koniec lipca 1916 r. przybył do San Giovanni Rotondo i tam przebywał aż do śmierci. Był kierownikiem duchowym młodych zakonników.
20 września 1918 r. podczas modlitwy przed wizerunkiem Chrystusa ukrzyżowanego o. Pio otrzymał stygmaty. Na jego dłoniach, stopach i boku pojawiły się otwarte rany – znaki męki Jezusa. Wkrótce do San Giovanni Rotondo zaczęły przybywać rzesze pielgrzymów i dziennikarzy, którzy chcieli zobaczyć niezwykłego kapucyna. Stygmaty i mistyczne doświadczenia o. Pio były także przedmiotem wnikliwych badań ze strony Kościoła. W związku z nimi o. Pio na 2 lata otrzymał zakaz publicznego sprawowania Eucharystii i spowiadania wiernych. Sam zakonnik przyjął tę decyzję z wielkim spokojem. Po wydaniu opinii przez dr Festa, który uznał, że stygmatyczne rany nie są wytłumaczalne z punktu widzenia nauki, o. Pio mógł ponownie sprawować publicznie sakramenty.
Ojciec Pio był mistykiem. Często surowo pokutował, bardzo dużo czasu poświęcał na modlitwę. Wielokrotnie przeżywał ekstazy, miał wizje Maryi, Jezusa i swojego Anioła Stróża. Bóg obdarzył go również darem bilokacji – znajdowania się jednocześnie w dwóch miejscach. Podczas pewnej bitwy w trakcie wojny, o. Pio, który cały czas przebywał w swoim klasztorze, ostrzegł jednego z dowódców na Sycylii, by usunął się z miejsca, w którym się znajdował. Dowódca postąpił zgodnie z tym ostrzeżeniem i w ten sposób uratował swoje życie – na miejsce, w którym się wcześniej znajdował, spadł granat.
Włoski zakonnik niezwykłą czcią darzył Eucharystię. Przez długie godziny przygotowywał się do niej, trwając na modlitwie, i długo dziękował Bogu po jej odprawieniu. Odprawiane przez o. Pio Msze święte trwały nieraz nawet dwie godziny. Ich uczestnicy opowiadali, że ojciec Pio w ich trakcie – zwłaszcza w momencie Przeistoczenia – w widoczny sposób bardzo cierpiał fizycznie. Kapucyn z Pietrelciny nie rozstawał się również z różańcem.
W 1922 r. powstała inicjatywa wybudowania szpitala w San Giovanni Rotondo. Ojciec Pio gorąco ten pomysł poparł. Szpital szybko się rozrastał, a problemy finansowe przy jego budowie udawało się szczęśliwie rozwiązać. „Dom Ulgi w Cierpieniu” otwarto w maju 1956 r. Kroniki zaczęły się zapełniać kolejnymi świadectwami cudownego uzdrowienia dzięki wstawienniczej modlitwie o. Pio. Tymczasem zakonnika zaczęły powoli opuszczać siły, coraz częściej upadał na zdrowiu.
Zmarł w swoim klasztorze 23 września 1968 r. Na kilka dni przed jego śmiercią, po 50 latach, zagoiły się stygmaty.
W 1983 r. rozpoczął się proces informacyjny, zakończony w 1990 r. stwierdzeniem przez Kongregację Spraw Kanonizacyjnych jego ważności. W 1997 r. ogłoszono dekret o heroiczności cnót o. Pio; rok później – dekret stwierdzający cud uzdrowienia za wstawiennictwem o. Pio. Beatyfikacji o. Pio dokonał Jan Paweł II 2 maja 1999 r. 16 czerwca 2002 r. Ojciec Święty dokonał jego kanonizacji.
Należę całkowicie do wszystkich,
każdy może powiedzieć: „Ojciec Pio jest mój”

Ojciec Pio nie wypuszczał różańca z rąk!
Czyń podobnie – kliknij
„Kochajcie Maryję i starajcie się, by Ją kochano. Odmawiajcie zawsze Jej różaniec i czyńcie dobro. Dzięki tej modlitwie szatan spudłuje swe ataki i będzie pokonany, i to zawsze. Jest to modlitwa do Tej, która odnosi triumf nad wszystkim i nad wszystkimi”.
„Podajcie mi moją broń – mówił Ojciec Pio, gdy czuł, że traci siły w walce ze złem. – Tym się zwycięża szatana – wyjaśniał, biorąc do ręki różaniec”
Często, nawet w godzinie śmierci powtarzał : „Zawsze odmawiaj różaniec”.
„Ledwie się obudzisz, nie pozostawiaj ani sekundy szatanowi, zaczynaj odmawiać Różaniec. Nawet wtedy, gdy pracujesz: myjesz naczynia czy cokolwiek innego robisz, módl się – bo wtedy nie dajesz miejsca szatanowi, żeby pracował w twoich myślach. A poza tym kroczysz w wolności i zawsze jesteś spokojny” św. O. Pio
Kiedy O. Pio konał:
„Kiedy konał i już z nami nie mógł rozmawiać, jego jedyną odpowiedzią było pokazanie różańca i szeptane słowa: Zawsze, zawsze…”
Św. Ojciec Pio powiedział:
„Przyjmuję cię chętnie za mego syna duchowego, ale pod warunkiem, że będziesz zawsze szlachetnie postępował i dawał dobry przykład życia chrześcijańskiego”
Definicja świętego według o. Pio:
„Święty jest grzesznikiem, który nie zgadza się na to, żeby nim pozostać. Każdego dnia mówi: „pomyliłem się i nie będę więcej popełniał tego błędu”. Powtarza to do końca swojego życia”
Na kilka dni przed śmiercią Ojciec Pio powiedział swoim współbraciom:
,,Należę całkowicie do wszystkich. Każdy może powiedzieć: Ojciec Pio jest mój. Kocham moich synów duchowych na równi z moją duszą. Odrodziłem ich dla Jezusa w bólu i miłości. Mogę zapomnieć samego siebie, ale nie moje dzieci duchowe. Jestem pewien, że kiedy Pan mnie zawoła do Siebie, to Mu powiem: Panie, ja zaczekam u niebieskich drzwi, wejdę, gdy zobaczę, że weszło do nieba ostatnie z moich duchowych dzieci”
Dzisiejszej nocy można duchowo uczestniczyć w uroczystościach
w San Giovanni Rotondo i czuwać tej nocy wraz z innymi
22 września 1968 roku o godzinie 5:00 rano Ojciec Pio odprawił ostatnią w życiu Mszę Świętą. Dzień później, 23września zmarł.
22 września po Mszy św. O. Pio pozdrowił wiernych przed placem kościelnym, a następnie został przeniesiony do celi, gdyż nie miał już sił poruszać się o własnych siłach. Wyspowiadał się, odnowił śluby zakonne i przyjął sakrament namaszczenia chorych. Zmarł o 2:30 (23 września) wypowiadając ostatnim tchnieniem słowo Maryja.
-
OFIAROWANIE NAJDROŻSZEJ KRWI Matka Najświętsza przekazała wizjonerce Annie Lamberger z Klagenfurtu , że życzy sobie, aby często, nawet co...
-
LITANIA DZIĘKCZYNNA NAJŚWIĘTSZEMU DUCHOWI MIŁOŚCI Kyrie elejson, Chryste elejson, Kyrie elejson. Chryste usłysz nas, Chryste wysłuchaj nas. ...
