„Ona zetrze głowę twoją”
(Rodz. 3, 15).
Uroczystość dzisiejsza, najmilsi w Chrystusie, jest uroczystością zwycięstwa.
Różaniec św., ów tak prosty a zarazem tak wzniosły sposób modlenia się,
był, jak wiadomo, objawiony przez samą Matkę Boską świętemu Dominikowi,
jako najdzielniejsza broń przeciw czartu i wszystkim sprzymierzeńcom
jego. Wylicza Kościół Boży w modlitwach dzisiejszego brewiarza wielkie
zwycięstwa, cudowną pomocą Matki Najświętszej nad Turkami odniesione,
przez które wszystko chrześcijaństwo ocalało od pogańskiej napaści –
zwycięstwa wymodlone, jak to sam Kościół uznaje, na paciorkach Różańca.
Lecz jeszcze świetniejsze i liczniejsze są zwycięstwa duchowne, które
Kościół Boży, wiara ludów i doświadczenie codzienne Różańcowi św.
przypisują.
Pierwszym powodem zaprowadzenia Różańca św. była herezja albigensów,
szerząca się po całej południowej Francji. Kacerze ci burzyli
świątynie, mordowali osoby Bogu poświęcone, obyczaje psuli, i tysiące
dusz na wieczną pociągali zgubę. Ale zaledwo Dominik św. ukazał
się z tą bronią, od samej Matki Najświętszej podaną, zaledwo poczęto, za
jego namową, rozpamiętywać owe piętnaście tajemnic, powtarzając zarazem
te dwie najpiękniejsze z modlitw: „Ojcze nasz” i „Zdrowaś Maryjo” –
natychmiast serca poczęły się kruszyć i nawracać do Boga,
rozpierzchły się zastępy piekielne, kacerstwo zostało stłumione i
wkrótce te kraje, po których tylko chwasty grzechu i bezbożności się
rodziły, zakwitły najpiękniejszymi cnót i pobożności kwiatami. Ale św.
Dominik nie zarzucił tak dzielnej przeciwko piekłu broni. Po całym
świecie przez niego i jego zakon rozszerzone zostało to nabożeństwo, i
po całym świecie przez odmawianie Różańca św. zwyciężano czarta,
powstawano z grzechu, wytępiano złe nałogi; i po całym świecie szerzyła
się chwała i zwycięstwo Matki Boskiej Różańcowej. I dzisiaj, najmilsi,
chociaż wśród wielu Braci Różańca mało znaleźć można takich, którzy by
umieli i chcieli należytym sposobem to nabożeństwo odprawiać, i dzisiaj
przecież oglądamy nieraz zbawienne skutki Różańca, i sami doznajemy
nadzwyczajnej pomocy Matki Boskiej Różańcowej.
Skądże ta skuteczność, ta dzielność modlitwy tak prostej?
Oto nad tym będziemy się zastanawiać, najmilsi bracia, w dzisiejszym
kazaniu, abyśmy umieli cenić ten drogi dar najmilszej Matki naszej
Maryi, i dobrze go używać. Bo nic tak bardzo Matki nie cieszy, jak gdy
widzi, że dzieci Jej odnoszą z Jej darów całą korzyść, której im życzy
macierzyńskie Serce. Zacznijmy więc od nabożnego „Zdrowaś Maryjo”.
Najświętsza Panna – mówi Kościół w dzisiejszych modlitwach brewiarza – pobudziła Dominika św. do tego, aby ludziom zalecał Różaniec, jako broń szczególną przeciw błędom i występkom.
Takie zalecenie Kościoła św. i samej Matki Boskiej, wystarcza, sądzę,
abyśmy wierzyli, że Różaniec musi posiadać szczególną przeciwko
występkom skuteczność, a tym samym żebyśmy niezmiernie cenili ten dar,
tak jak chory ceni sobie skuteczne lekarstwo, jak podsądny ceni sobie
sposób uniewinnienia się. Ale zastanówmy się teraz, szukajmy, przy
pomocy Bożej, na czym zależeć może ta szczególna skuteczność tego
środka.
Aby zwyciężyć namiętności, oprzeć się grzechom, dwie rzeczy są potrzebne: a) prosić o pomoc niebieską, b) i samemu serce swe przeciw występkom uzbrajać.
Otóż obie te rzeczy znajdujemy w Różańcu świętym.
I.
Trzeba prosić, mówię, o pomoc Boską pokornie, stale, ufnie, serdecznie;
bo jeżeli kiedy potrzebujemy pomocy Boskiej, jeżeli kiedy sami sobie
jesteśmy niedostateczni, to iście najbardziej, gdy walczymy z
namiętnością, albo gdy już w grzech popadłszy, powstać usiłujemy. Modli
się żeglarz na morzu, gdy straszna burza nim miota; modli się żołnierz,
gdy gwiżdżą mu wkoło głowy kule; modli się rolnik, gdy gradowa chmura
rozpościera się nad jego żniwem. A chrześcijanin, gdy mu zagraża
najstraszniejsze ze wszystkich nieszczęść, gdy widzi się w
niebezpieczeństwie obrażenia Boga, utracenia Jego łaski, zgubienia duszy
swej na wieki, mógłby w tej okropnej chwili nie błagać o pomoc, nie
westchnąć do Boga?
Pytam was, najmilsi, jeżeli kto nie modli się, aby uniknął grzechu, jeśli nie prosi o to przynajmniej tak szczerze, jak
o uniknienie doczesnego niedostatku lub słabości ciała, jeśli nawet w
pokusie zaniedbuje uciekać się do Boga – za cóż on ma duszę swoją i
Boga? czy może się skarżyć na swą słabość, na pokusy, na
okazje? czy ma prawo się dziwić, że go Bóg w tym życiu ciężko za jego
grzechy karze, a w tamtym na wieki od siebie odrzuci?
Jeśli więc chcemy zwyciężyć grzech, trzeba się o to modlić.
Trzeba się modlić – tak nas uczy własne doświadczenie naszej słabości,
naszej nędzy, naszych upadków. Trzeba się modlić – tak nas uczy Pismo
święte. „Rozumiałem, mówi Mędrzec Pański, że nie mogłem być powściągliwym, jak tylko gdy Bóg da” (Mądr. 8, 21); Bóg zaś tylko proszącym daje: „Proście, a będzie wam dano” (Mt. 7, 7). I sam Pan Jezus przestrzega: „Czuwajcie i módlcie się, abyście nie weszli w pokuszenie„. Trzeba się modlić nie jak dla zbycia, lecz z całego serca, z ufnością, z wytrwałością; bo te są, jak wiemy z katechizmu, warunki, które mieć ma modlitwa, aby była wysłuchana.
Otóż Różaniec jest przede wszystkim najdoskonalszą modlitwą,
którą sobie pomoc Boską wyprosić możemy. Wstępem do niej jest wyznanie
wiary w Składzie Apostolskim, bo wiara jest początkiem i podstawą
modlitwy. Potem piętnaście razy rozpoczynamy jakby na nowo od Modlitwy
Pańskiej, owego wzoru modlitw, którego sam Bóg wcielony ludzi nauczył, i
w którym wszystkie prośby zawarł, aby nas wszystkimi obsypywać dobrami,
kiedy Go tymi słowy po synowsku prosić będziemy. Po każdym zaś pacierzu
do Ojca, który jest w niebiesiech, dziesięć razy oddajemy cześć
Orędowniczce i Matce naszej, u nóg tegoż Ojca za nami się wstawiającej.
Witamy Ją najpiękniejszymi z Jej tytułów i onemi słowy, nad wszystko Jej
miłymi, w których anioł zwiastował Jej wcielenie Słowa. Potem prosimy
Ją pokornie przez Boskie Jej Macierzyństwo, aby modliła się za nami
teraz, bo o to teraz, w tej chwili starać się mamy – i w godzinę
śmierci, bo od tej godziny wieczność nasza zależeć będzie. Wreszcie
kończymy każdą dziesiątkę, łącząc się z Chórami niebieskimi, w śpiewaniu
chwały Ojcu i Synowi i Duchowi Świętemu.
Gdzież są ci, którym ta modlitwa zbyt
prostą, zbyt jednostajną się zdaje? Co ja będę zawsze jedno i to samo
powtarzał? – mówią – mam po książkach dosyć innych rozmaitych modlitw;
Różaniec jest tylko dla prostaczków, co nie umieją czytać. Oj!
niesłuszny i niemądry zarzut! Jakżeż się modlił Najwyższy Mistrz
modlitwy, Chrystus Pan, w ogrójcu? „Ojcze – mówił – jeśli chcesz, przenieś ode mnie ten kielich; wszakże nie moja wola, ale twoja niech się stanie”
(Łk. 22, 42). Przez trzy godziny się modlił, w tej samej prośbie
trwając, te same tak proste słowa, a nie inne, ustawicznie powtarzając.
Podobnież słowa Różańca św. są proste, pokorne, serdeczne, bo takie
najłatwiej do serca Boskiego trafią. „Na kogóż wejrzę – mówi Pan Bóg –
jedno na ubożuchnego i na skruszonego duchem?” (Izaj. 66, 2). Powtarzają
się ciągle, bo to powtarzanie, tak samo jak powtarzanie modlitwy
Jezusowej w ogrójcu, wyraża usilność i wytrwałość w proszeniu, gorącość
pragnienia, ufność i wiarę w obietnicę Chrystusową: „Proście, a będzie wam dano; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a będzie wam otworzono”
(Mt. 7, 7). I po książkach bywają dobre i piękne modlitwy, ale też
bywają mdłe, mało do nabożeństwa przydatne; Różaniec zaś jest cały
piękny i dobry, bo zawiera modlitwy od Chrystusa Pana, od anioła
Gabriela i św. Elżbiety podane, a przez samą Matkę Najświętszą w tak
piękny wieniec splecione.
II.
Wszakże, najmilsi bracia, aby zwyciężyć grzech, nie dosyć jest prosić o pomoc. Mówiłem już na początku, że i druga rzecz jest potrzebna, tj. abyśmy z naszej strony uzbrajali się przeciw grzechowi – potrzebna koniecznie, bo słusznie mówi Augustyn św., że Pan Bóg nas bez nas stworzył, ale nie zbawi nas bez nas.
Cóż więc z naszej strony czynić możemy
dla ubezpieczenia się przeciw upadkom? Co czyni woźnica, kiedy wie, że
ma słabe koła, które mu się łatwo złamać mogą? Daje je żelaznymi obręczami okuć.
Otóż tym sposobem mamy i my postąpić. Wiemy, że serce nasze słabe, że
mimo częstych postanowień, jednak częstokroć w grzech upadamy; trzeba
nam więc wzmocnić serce nasze. Do tego zaś mamy jeden tylko środek, a ten najstosowniej dla nas znajdujemy w Różańcu św.; tym zaś środkiem jest rozważanie tajemnic życia Zbawiciela.
Tak jest, rozmyślanie dodaje siły woli naszej i doprowadza ją do mężnego wykonania prawd przez rozum uznanych. „Spustoszeniem spustoszona jest ziemia – mówi Duch Święty – bo nie masz, kto by uważał w sercu” (Jerem. 12, 11). I nasza też dusza
spustoszona jest spustoszeniem namiętności i grzechu, bo nie rozważamy w
sercu, nie rozmyślamy o ostatecznych rzeczach naszych, nie
rozpamiętujemy tego, co Zbawiciel dla nas czynił, nauczał i cierpiał.
Czyż nie prawda, że zgoła inny widok przedstawiałaby Bogu dusza nasza,
gdybyśmy ją byli zawsze karmili tym chlebem rozmyślania; bo przecież nie
innym sposobem Święci Pańscy do wysokiej swej doskonałości wzniesieni
zostali, jak tylko za pomocą rozmyślania.
Ale trudno jest rozmyślać; nie każdemu
łaska modlitwy umysłowej jest dana. Wie o tym najlitościwsza Matka nasza
Maryja, i właśnie dlatego w macierzyńskiej swej pieczołowitości podaje
sposób prosty i każdemu, który cokolwiek starania przyłoży, przystępny,
do rozmyślania tajemnic, najsłodszych dla serca naszego,
najskuteczniejszych dla wzmocnienia nas przeciw grzechowi,
najpełniejszych nauk dla prowadzenia nas drogą cnoty i doskonałości. Stąd
Różaniec św. i między najprostszymi ludźmi wielkie owoce przynosi, i
dla największych Świętych, wysoką od Boga obdarzonych modlitwą, najsłodszą bywa pociechą i pożytecznym dla świętości środkiem
– jak to czytamy o wielu Świętych, mianowicie o św. Alfonsie Rodriguez,
który, choć najwznioślejszą obdarzony kontemplacją, nigdy koronki z rąk
nie wypuszczał, tak dalece, że po śmierci znaleziono grube odciski na
jego palcach od ciągłego przesuwania paciorków.
Spróbujmy więc i my, najmilsi bracia,
doświadczmy, czy Matka Najświętsza godny siebie dar nam zesłała.
Przekonajmy się, czy słusznie nauczają Święci, że w Różańcu znajduje się
i pociecha dla serca i światło dla rozumu i umocnienie dla woli, a
uzbrojenie jej przeciw namiętnościom i grzechom. Spróbujmy, bo jeśli dotąd Różańca nie cenimy, to zapewnie dlatego, żeśmy go nigdy należycie nie użyli.
Nic trudnego od nas się nie domaga: dosyć z początku każdego dziesiątka
zastanowić się chwilę nad wyznaczoną tajemnicą, a zważywszy, jaką z
niej naukę lub zachętę odnieść mamy, powtarzać na każdym paciorku
serdeczne „Zdrowaś Maryjo”, myśląc o tej tajemnicy i prosząc o jej owoc
dla nas. I tak będzie się rozwijać przed nami w wieńcu piętnastu róż
duchownych całe dzieło naszego odkupienia.
Najprzód przedstawia się nam pięć tajemnic radosnych,
w których Dzieciątko Jezus i Maryja uczą
nas swym przykładem i pociągają do różnych cnót, chroniących nas
najskuteczniej od wszelkiej obrazy Boskiej. W Zwiastowaniu jaśnieje
przedziwna pokora Matki Bożej i czystość anielska, przenosząca
panieństwo nad macierzyństwo Boskie. W Nawiedzeniu Elżbiety, usłużna
bliźniego miłość i skorość na natchnienie łaski. W Narodzeniu, ubóstwo
Boga wcielonego, wzgarda wszelkich wygód, dostatków i światowych
względów. W Ofiarowaniu, ślepe i mężne posłuszeństwo dla przepisów
kościelnych. W Znalezieniu wreszcie Jezusa w świątyni uczymy się, jak na
nikogo w świecie zważać nie mamy, gdy czego żąda od nas obowiązek lub
głos Boży. Tym sposobem wsiąkają nieznacznie te tajemnice, jak rosa
niebieska, w serca nasze; osiada w nich zaród tych cnót, aby się później
w czynie rozwinąć; rozum nasz powoli rozświeca się światłością wiary.
Uświęcamy się niejako świętością tych tajemnic, nawykając do nich,
lubując się w nich. A tak, gdy nadejdzie pokusa i chwila walki, już nas
gotowych, zbrojnych, mężnych i biegłych w tym bojowaniu znajdzie.
Potem następują tajemnice bolesne.
Tu idziemy krok w krok za Jezusem
cierpiącym i Matką z Nim bolejącą, od ogrójca aż do Golgoty.
Przypatrujemy się Jego krwawemu potowi, spływającemu strumieniami na
ziemię, którym wypłacał nasze lenistwo w służbie Bożej i opieszałość w
modlitwie. Patrzymy na Jego okrutne biczowanie, które za nasze
nieczystości cierpiał, na krwawe i głębokie blizny, któreśmy Mu sami
zadali. Oglądamy Jego ukoronowanie cierniem, policzkowanie, plwania w
oczy, wiedząc, iż to nasza pycha, hardość wobec zwierzchności, oglądanie
się na względy ludzkie przyczyną tego były. Towarzyszymy Jezusowi,
krzyż dźwigającemu i padającemu pod brzemieniem krzyża, dlatego, że my
krzyża naszego nierównie lżejszego nie nosimy cierpliwie. Na koniec
oglądamy Jezusa w niewypowiedzianych boleściach na krzyżu rozpiętego, u
stóp krzyża Matkę siedmiorakim boleści mieczem przebitą – i uważamy, że
temu wszystkiemu my jesteśmy winni, że my osobiście i każdy z grzechów
naszych przytomny był w pamięci Wiszącemu na krzyżu, i śmiertelnym
gnębił Go smutkiem. A gdy tak rozmyślamy i wciąż uciekamy się do Matki
Bolesnej, powtarzając tylekrotnie „Zdrowaś Maryjo”, za Jej przyczyną
obudza się w duszy naszej nienawiść wszelkiego grzechu, a dobre
przedsięwzięcia i akty skruchy bez trudności ze serca nam płyną,
namiętności słabieją, wola mężnieje, i zbawienne na całe życie odnosimy
owoce.
Na koniec przychodzą tajemnice chwalebne.
Tu w chwalebnym Zmartwychwstaniu i
Wniebowstąpieniu Jezusa, w chwale, jaką Matkę swą uwieńczył, widzimy
wyobrażenie, zadatek tej chwały i tego szczęścia, które i nam jest
zgotowane, jeśli tylko mężnie walczyć będziemy aż do końca. Staje nam
przed oczami wiekuista nagroda, niebo – ojczyzna nasza, w której nas
czekają Jezus i Maryja. I budzi się w duszy naszej nadzieja i radość
jakaś nadziemska. Poznajemy podłość uciech ziemskich, i lichotę i nicość
wszystkich stworzeń; a im bardziej wznosimy się za Jezusem w niebo
wstępującym, z Maryją wniebowziętą, tym bardziej świat w oczach naszych
maleje, obrzydza się naszemu sercu. A tymczasem, gdy ciągle powtarzamy
„Zdrowaś Maryjo”, wpajają się te święte uczucia w serce nasze,
przenikają duszę tak dalece, że kiedy później podła jakaś zakołace
pokusa, tylko pogardę u nas znajdzie; jedno wspomnienie o czystych a
niewyczerpanych radościach niebieskich, jedno westchnienie ku wiekuistej
ojczyźnie, przytłumi głosy świata i ciała. I naszą będzie wygrana.
O Matko Przenajświętsza! wszak Ty widzisz
w świetle Bożym głębię serc naszych; widzisz, że niczego w świecie tak
nie pragniemy, jak wytrwać do śmierci w łasce Bożej i namiętności
zwyciężyć, i uchronić się wszelkiej obrazy Twego Syna. A ponieważ Ty
sama, o Matko, Różaniec Twym dzieciom podajesz, jako najskuteczniejszy
do tego celu środek, oto błagamy Cię na klęczkach: daj, abyśmy
skorzystali z matczynego daru; abyśmy odmawiali Twój święty Różaniec nie
tylko często, ale też należytym sposobem i z prawdziwym nabożeństwem;
abyśmy zeń odnieśli wszystkie owoce zbawienia, których Twym dziatkom
życzysz, o Matko; aby ten Różaniec był nam pociechą w smutku,
wzmocnieniem w pokusie, miłą rozrywką w samotności, szkołą modlitwy i
życia duchownego, a nareszcie szczeblem do nieba; abyśmy Cię za to przez
całą wieczność wielbili, i aby już tu na ziemi wsławiło się w nas Twe
wielkie Imię i potęga Różańca Twego; aby wszystkie pokolenia,
podziwiając cuda Twego miłosierdzia, powtarzały z nami: Chwała,
dziękczynienie, miłość wiekuista Najświętszej Pannie Różańcowej! Amen.
https://www.niewolnikmaryi.com/2019/10/03/wyklad-o-rozancu-cz-i-podstawy-i-uzasadnienie/
Ks. Marian Morawski – Kazania i szkice. Kraków 1921, str. 165-171.