Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Eucharystia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Eucharystia. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 12 października 2026

Eucharystia - osobiste świadectwo | ks. Bogusław Kowalski

 

Jestem ukryty w Hostii

 

Jestem ukryty w Hostii

Alicja Lenczewska (1934-2012) – emerytowana nauczycielka, która prowadziła bogate życie wewnętrzne. Pozostawione przez nią zapiski duchowe na prośbę arcybiskupa Andrzeja Dzięgi zostały przebadane przez komisję teologiczną i uznane za zgodne z nauczaniem Kościoła.

Poniżej przytaczamy przekazane Alicji Lenczewskiej orędzie Pana Jezusa dotyczące Eucharystii.

Czym jest Eucharystia?

† Cała Eucharystia jest dziękczynieniem. Ustanowiłem ją także po to, abyście mogli dziękować. Abyście przez uczestnictwo w niej rozwijali w sobie postawę dziękczynną. Całe życie wasze powinno być przepojone dziękczynieniem i wdzięcznością. W tym duchu trzeba rozmawiać ze Mną i do Mnie się zwracać.

Wszystko, cokolwiek posiadacie i kim jesteście, jest Moim darem Miłości. Zupełnie wszystko.

I mimo waszych buntów i niewdzięczności ciągle was kocham, wyczekuję na wasz powrót i składam nieustanną Ofiarę z siebie, by was ratować. Ta Ofiara jest wieczna, bo trwa i odbywa się cały czas. Jest to Ofiara pozaczasowa i ponadczasowa. W niej żyjecie, nią oddychacie. Ona was ratuje w każdej chwili życia waszego.

Starajcie się poznawać Prawdę o Mnie, pragnijcie jej. Wraz z tym poznawaniem będzie rosła w was wdzięczność. Niewdzięczność jest też owocem niewiedzy. Gdybyście znali choć cząstkę Prawdy i potrafili w nią wniknąć, płakałby każdy z was z powodu własnej niewdzięczności.

Co się dzieje w czasie Mszy św.?

† Podczas Mszy św. składam z siebie Ofiarę za was i jednocześnie przychodzę do was pierwszy, byście zechcieli zaprosić Mnie do waszego życia. W waszych duszach składam Ofiarę za was, gdy przyjmujecie Komunię św. Ja składam z siebie Ofiarę w duszy każdego, kto przyjdzie i przyjmie Moje Ciało.

Jaka powinna być wasza odpowiedź? – Dziękować i ofiarować Mi siebie. Ja oddałem wam wszystko i oczekuję od was tego samego.

Taka jest wartość Komunii – spotkanie, by się wzajemnie ofiarować sobie: Ja i ty. To jest także wzór spotkań między wami – ludźmi. Ofiarować się sobie wzajemnie i przyjmować siebie wzajemnie w miłości, wdzięczności i wybaczeniu. Tak jak Ja was przyjmuję w Miłości i wybaczaniu.

Komunia to wzór postawy wobec drugiego człowieka. A jednocześnie dar Miłości, na który można odpowiedzieć tylko wdzięcznością i miłością. Przymierze Miłości.

Dlaczego Bóg daje się człowiekowi w Komunii św.?

† Komunia to wzór postawy wobec drugiego człowieka. A jednocześnie dar Miłości, na który można odpowiedzieć tylko wdzięcznością i miłością.

Chciałem dzielić się Miłością – dawać i otrzymywać. Otrzymywać z potrzeby serca, dobrowolnie i bezinteresownie. Taką miłość może dać Mi tylko człowiek – stworzenie wolne w swej decyzji, bo nie poznało w pełni, nie doświadczyło ogromu Mojego piękna, Miłości i szczęśliwości życia ze Mną i we Mnie.

Ukrywam się, aby nie zniewolić wspaniałością Mojego daru. Pragnę dla was waszego szczęścia, jakiego nikt z ludzi nie jest w stanie sobie wyobrazić i przeczuć.

Cała historia ludzkości i historia każdego człowieka tak jest prowadzona przeze Mnie, abyście otrzymali przygotowanie do zjednoczenia ze Mną w wieczności. Teraz możecie stykać się ze Mną w modlitwie, w medytacji nad Moim życiem, Słowem, znakami, jakie wam dałem i nieustannie daję.

Znakiem najbardziej wymownym jest Moja obecność w Eucharystii. Jestem ukryty w Hostii i przez Jej spożycie następuje spotkanie duszy ze Mną żywym i prawdziwym, choć ukrytym dla umysłu i zmysłów ciała.

Czym jest Hostia?

† Dla ludzi, którzy we Mnie wierzą, dałem znak, aby ułatwić im spotkanie ze Mną. W tym znaku Ja jestem, przychodzę, gdy wołają. Muszą wierzyć, choć nie widzą. Choć ukrywam się pod postacią opłatka i wina.

– Dlaczego?

† Próba życia oparta jest na wierze. Trzeba ufać Memu Słowu, choć oko nie widzi i ucho nie słyszy. Wiara musi być większa niż możliwości ciała i zmysłów. Musi je przekraczać, wówczas jest rzeczywiście wiarą. Na takiej można budować.

Poza tym trzeba zgodzić się na ludzką małość, niedoskonałość, nieudolność. Ciało ogranicza – nie pozwala na dostrzeganie i poznawanie Prawdy.

Prawdę mogę tylko Ja ujawnić przez swoją łaskę. Im większa ufność – tym większe łaski. Prawdę dosięga się umysłem, a jeszcze bardziej sercem. Gdy będziesz pragnąć i ufać, przyjdę i otworzę oczy twojej duszy. Wtedy poznasz i zachwyci się twoje serce.

Co dzieje się podczas przeistoczenia?

† Przychodzę w otoczeniu aniołów, w chwale swojego Ojca i składam swoje Ciało na ołtarzu ofiarnym. Tak jak zapowiedziałem podczas ostatniej wieczerzy i jak uczyniłem na Golgocie.

Składam je w otoczeniu ludzi i pragnę, aby wraz z Moją Ofiarą złożyli na ołtarzu swoje serca – swój los.

Pragnę, bym nie był tam sam, jak na Golgocie. Tak często stoją i patrzą. Tak często kapłan rozrywa Moje Ciało z obojętnością Rzymianina, który Mnie przybijał do krzyża.

Powiedz im, aby nie zadawali Mi bólu swoją obojętnością. Aby dotykali Mnie swoim wzrokiem i swoimi rękoma z większą delikatnością i zrozumieniem. Ja dla nich ciągle oddaję siebie na Golgocie ołtarzy. Ja to wszystko widzę i wszystko czuję.

Czym jest Komunia św.?

† Uwielbieniem, jakie składam Ojcu w twoim sercu, w twojej duszy. Powinnaś w tym uwielbieniu uczestniczyć świadomie, powinnaś włączyć się swoją ofiarą do Mojej. Z całej mocy swojej i ze wszystkich sił. Tak przyjęta Komunia jest wspólnotą ze Mną w Ofierze i Uwielbieniu Boga Ojca – przemienia duszę i daje moc Moją.

Jaką postawę przyjmować w czasie Komunii św.?

† Poznawać Mnie i dotykać można sercem kochającym i ufnym – sercem dziecka. Im większa wiara i miłość, tym zjednoczenie ze Mną mocniejsze i poznanie głębsze.

Strzeż się bezmyślnego i obojętnego przyjmowania Mnie w Komunii św. Jest to wielki grzech i profanacja Mojej Miłości i Mojego Daru zrodzonego we Krwi Golgoty.

Dziecko Moje, jakże bardzo muszę się ukrywać, aby nie spalić twej duszy ogniem swojej Miłości i aby nie zabić twojego ciała mocą swej ojcowskiej czułości. A przecież tak bardzo kocham i pragnę być kochany.

Niech cię nie obchodzi kapłan, który sprawuje Moją Ofiarę. Nie obserwuj go, nie oceniaj. Nie wybieraj sobie Ofiary, którą sprawuje kapłan ulubiony przez ciebie. Nie dla niego tam idź. Przychodź tylko dla Mnie – dla dokonania daru z siebie na ołtarzu i przyjęcia Mojego daru w Komunii.

Trwaj we Mnie i bądź czuła. Wynagradzaj oschłość Moich wybranych. W niedzielę doznaję wiele upokorzeń, gdy Moi wybrani dotykają Mnie z zatwardziałym sercem, sprawując Ofiarę Mszy św. Wynagradzaj za ich oziębłość i pustkę wewnętrzną, z jaką przystępują do Mnie. Podawaj Mi słodki napój twej miłości, abym nie czuł octu zaprawionego goryczą, jakim wielu z nich mnie poi.

Spragniony jestem miłości swych dzieci i ciągle wołam z ofiarnego stołu: pragnę. Pragnę waszych serc, by napełnić je swoją Miłością. Pragnę czystych serc, aby tylko Moja Miłość była w nich.

źródło:trwajciewmilosci.pl 

https://trwajciewmilosci.pl/jestem-ukryty-w-hostii/ 

Cuda w sokólskim Sanktuarium Eucharystycznym nie ustają. To już 18 lat!

 

Cuda w sokólskim Sanktuarium Eucharystycznym nie ustają. To już 18 lat!

Sokolka_01.jpg
Fot. AB/ PCh24.pl Oprac. GS

18 lat temu w kościele św. Antoniego w Sokółce stał się Cud Eucharystyczny. Od tego czasu do dziś trwają tam cudowne uzdrowienia fizyczne i duchowe. O jednym z ostatnio odnotowanych w księdze świadectw, specjalnie dla PCh24.pl, opowiada ks. Stanisław Gniedziejko, obecnie rezydent sokólskiej parafii.

- W ubiegłym tygodniu mieliśmy w naszym Sanktuarium Najświętszego Sakramentu pielgrzymkę z parafii w Mławie. Małżeństwo z powodu poważnych problemów zdrowotnych nie mogło począć dziecka. Kiedy byli u nas, jakiś czas wcześniej, w obliczu niezwykle przemienionej cząstki Ciała Pańskiego, gorąco modlili się o cud poczęcia. Teraz przyjechali już ze swoją pociechą i całą autokarową pielgrzymką z Mławy, aby podziękować za Boże Miłosierdzie nad nimi i zaświadczyć o łasce cud poczęcia – powiedział PCh24.pl ks. Stanisław Gniedziejko, świadek Cudu Eucharystycznego i współautor poświęconej mu książki - albumu „Sokółka – cud zdwojony”.

12 października 2008 roku w kolegiacie św. Antoniego Padewskiego w Sokółce podczas udzielania Komunii Świętej, w czasie Eucharystii, jeden z księży upuścił konsekrowany Komunikant. Umieszczono Go, w naczyniu liturgicznym zwanym vasculum, wypełnionym wodą, gdzie miał się rozpuścić.


Po tygodniu siostra zakonna (Eucharystka) zajrzała do vasculum i zobaczyła, iż woda w nim jest barwy czerwonej, a Komunikant całkowicie się nie rozpuścił. Zachowała się jego centralna część, która wyglądała jakby czerwona plamka, czy maleńki skrzep krwi. To zastanowiło miejscowych księży, którzy o niezwykłym zdarzeniu powiadomili JE ks. abp. Edwarda Ozorowskiego, ówczesnego Metropolitę Białostockiego.

Arcypasterz skierował do Sokółki swoich wysłanników, którzy po obejrzeniu niezwykłego zjawiska stwierdzili, że zachowany fragment Komunikantu należy poddać badaniom naukowym. Przeprowadziło je dwoje niezależnych specjalistów z dziedziny patomorfologii - lekarze profesorowie białostockiego Uniwersytetu Medycznego. Choć naukowcy pracowali oddzielnie, doszli do tego samego wniosku - badana przez nich substancja jest cząstką, będącego w agonii, mięśnia ludzkiego serca. Dlatego ksiądz arcybiskup Edward Ozorowski powołał specjalną komisję, która wiele miesięcy badała sprawę dotyczącą tego niezwykłego zdarzenia. Komisja nie wykryła żadnej mistyfikacji, potwierdzając tym nadprzyrodzony charakter zjawiska. Akta sprawy zostały przekazane do Nuncjatury Apostolskiej w Warszawie. Od tej pory sprawę bada Watykan.

Pielgrzymi

Pierwsi pielgrzymi zaczęli przybywać do Sokółki już pod koniec roku 2009, niedługo po podaniu do publicznej wiadomości informacji nt. niezwykłego zdarzenia eucharystycznego w Sokółce. Od tamtej pory rozpoczął się duży ruch pielgrzymkowy. W rekordowym roku 2014 kościół pw. św. Antoniego Padewskiego w Sokółce odwiedziło około 1000 pielgrzymek autokarowych, a w sumie około 100 tys. osób. Pielgrzymi przybywają do sokólskiej świątyni z różnych stron Polski, a nawet świata, z krajów tak odległych jak m.in. Chiny, Indonezja, Argentyna, Australia czy Wyspy Samoa. - Obecnie liczba pielgrzymów nie maleje, jednak przybywają oni raczej indywidualnie lub całymi rodzinami – powiedział nam ks. dziekan Stanisław Gniedziejko, proboszcz parafii św. Antoniego.

Uzdrowienia 

Nie maleje liczba łask eucharystycznych, które wierni modlący się w obliczu sokólskiej Hostii, otrzymują. Odnotowane do tej pory (a szczególnie od października roku 2011, czyli od czasu wystawienia w kościele św. Antoniego Hostii do powszechnej adoracji) niezwykłe uzdrowienia fizyczne czy wybawienia od śmierci w wypadkach, wprawiają w zdumienie. W sokólskiej kolegiacie św. Antoniego oprócz udokumentowanych medycznie uzdrowień fizycznych (m.in. z nowotworów) w specjalnej księdze wierni modlący się przed Hostią wpisują również bardzo liczne podziękowania świadczące o wewnętrznej przemianie i nawróceniach.

Sanktuarium

W Uroczystość Zwiastowania Pańskiego 25 marca 2017 roku w kościele św. Antoniego Padewskiego w Sokółce, w którym miało miejsce niezwykłe wydarzenie eucharystyczne, został odczytany dekret ks. abp Edwarda Ozorowskiego, ówczesnego Metropolity Białostockiego, którym ustanowił on tę świątynię - Sanktuarium Eucharystycznym. Sanktuarium to kościół lub inne miejsce sakralne - ośrodek kultu, do którego ludzie pielgrzymują z powodu szczególnej pobożności. Charyzmatyczny charakter sanktuarium związany jest z przeżywaniem przez wiernych szczególnej obecności Boga w tym miejscu, spotkania z Nim doświadczenia Jego pomocy.

Adam Białous

źródło: Pch24 

Czy święte życie Carla Acutisa było zapowiedzią Cudu Eucharystycznego w Sokółce?

 

Czy święte życie Carla Acutisa było zapowiedzią Cudu Eucharystycznego w Sokółce?

Sokolka_15-lat.jpg
Fot. AB Oprac. PCh24.pl

Zastanawiającą rzeczą jest fakt, że Cud Eucharystyczny w sokólskim kościele, który miał miejsce 17 lat temu, wydarzył się dokładnie w drugą rocznicę śmierci bł. Carla Acutisa, największego propagatora Cudów Eucharystycznych na świecie. Cud w Sokółce, który ks. abp Edward Ozorowski nazwał „nową nadzieją dla świata” otworzył całą serię takich cudownych wydarzeń, z których trzy (Sokółka, Legnica, Vilakkannur) są już uznane przez Kościół. Trwa badanie kolejnych. 

Niezwykły kult mileniasa Carlo dla Jezusa Eucharystycznego

Rozważając moc przyjmowania Chrystusa w postaci Chleba Eucharystycznego podczas Eucharystii, w kontekście 17. rocznicy Cudu Eucharystycznego w Sokółce, nie sposób pominąć faktu niedawnej beatyfikacji Carlo Acutisa i szczególnej czci jaką żywił on do Chrystusa Eucharystycznego. Carlo Acutis zostawił nam przesłanie – „aby dojść do nieba, potrzebujemy specjalistycznych środków, tj. sakramentów i modlitwy”. W swoim krótkim życiu, Carlo na pierwszym miejscu stawiał sakrament Eucharystii, który nazywał „autostradą do Nieba”. Rzeczywiście jego beatyfikacja nastąpiła w autostradowej prędkości.


„Być zawsze połączonym z Jezusem - oto mój plan na życie” – mawiał bł. Carlo Acutis. A swoim życiem wskazywał jasno, że to „połączenie” najpełniej można uzyskać jak najczęściej przystępując do Komunii świętej i adorując Jezusa Eucharystycznego. „Stojąc przed Jezusem w Eucharystii, stajemy się święci” – często podkreślał. Jego fascynacja Jezusem Chrystusem obecnym w Chlebie Eucharystycznym była niezwykła. Ze względu na dojrzałość duchową Carla, już w wieku 7 lat udzielono mu sakramentu Pierwszej Komunii Świętej.  

Kiedy zaś miał zaledwie 11 lat utworzył multimedialną wystawę, poświęconą cudom eucharystycznym na świecie. Na tamte czasy była ona bardzo innowacyjna. Co ciekawe -  wystawa ta cieszy się tak ogromnym zainteresowaniem, że prezentowana była już wszystkich kontynentach świata. W samych Stanach Zjednoczonych wystawa gościła w tysiącach parafii i na ponad 100 uniwersytetach, a ponadto była promowana na kilku konferencjach episkopatów, m.in. Filipin, Argentyny czy Wietnamu. Pokazywana była również w Chinach i Indonezji. Największe bazyliki i sanktuaria gościły wystawę Carla, m.in. sanktuarium w Guadalupe i Fatimie.

Przed cudem w Sokółce

Ta działalność nastoletniego Carla Acutisa wygląda jak przygotowanie „ludów i narodów” na całą serię Cudów Eucharystycznych, która rozpoczęła się Cudem w Sokółce (rok 2008). Niedługo potem był Cud Eucharystyczny w Legnicy (2013). Oba te wydarzenia zostały uznane przez Kościół. Nie dalej jak 31 maja tego roku Kościół uznał za prawdziwy Cud Eucharystyczny w Villakannur w Indiach (rok 2013).

Zauważmy, że dwa z uznanych do tej pory Cudów Eucharystycznych XXI wieku wydarzyły się w Polsce. Wróćmy tu do sprawy mocnego przekonania Carla Acutisa, co do potrzeby szerzenia po całym świecie wiedzy o Cudach Eucharystycznych i przyjrzyjmy się roli budowania wiary w duszy małego Carla przez jego polską nianię - Annę Spereczyńską. Rodzice Carla, choć ochrzczeni, nie byli wówczas osobami religijnymi.

To niania z Polski zaszczepiła prawdy ewangeliczne i kościelne w małym chłopcu, który dziś jest błogosławionym Kościoła katolickiego. Spereczyńska, w wywiadzie udzielonym Tygodnikowi Niedziela powiedziała, że na funkcję niani Carla było chętnych kilka kobiet z dobrymi referencjami, a jednak to ona tę funkcję otrzymała. „Wierzę, że to Carl mnie wybrał, a nie jego dziadkowie (od autora - babcia Carlo, od strony ojca, zamieszkała w Anglii, była religijną Polką o nazwisku Maria Perłowska)… Nauczyłam go po polsku modlitwy „Aniele Boży”. To była pierwsza modlitwa, którą poznał w swoim życiu. Pierwszy obrazek religijny również dostał ode mnie. Był na nim wizerunek Matki Bożej Częstochowskiej. Od najmłodszych lat uczyłam go, jak żyć blisko Jezusa. Dla niego ta relacja była czymś zupełnie naturalnym – była niemal przyjacielska, jakby znali się od zawsze… Szczególnie mocno przeżywał bliskość Jezusa podczas podniesienia na Mszy św.” – wspomina Anna Spereczyńska. To właśnie ona pierwsza wprowadzała przyszłego błogosławionego w tajemnicę obecności Chrystusa w Chlebie Eucharystycznym.

Cuda Eucharystyczne – przywrócić wiarę w transsubstancjację

Dla Carla Eucharystia szybko stała się centrum jego życia. Dlatego też bardzo bolała go ludzka niewiara w obecność Chrystusa w Hostii. Jak wiadomo Carlo należał do pokolenia, które swobodnie porusza się po internecie. Właśnie z internetu dowiedział się, że bardzo wielu katolików nie wierzy w przeistoczenie podczas Eucharystii (według badań przeprowadzonych w USA w przeistoczenie nie wierzy tam 60 procent katolików). To była główna pobudka, która skłoniła Carla Acutisa do stworzenia, wspomnianej wcześniej, wystawy o Cudach Eucharystycznych. Carlo wierzył, że Bóg dokonuje tych cudów, aby przekonać niedowiarków o swojej realnej obecności w Chlebie Eucharystycznym (Carlo jest patronem katolickiego ruchu Odrodzenie Eucharystyczne w USA).

Właśnie wzmocnieniem wiary w transsubstancjację odczytuje się przesłanie cudu, który 17 lat temu dokonał się w sokólskiej świątyni. „Chociaż wszędzie tam, gdzie sprawowana jest Najświętsza Ofiara, dokonuje się cud eucharystyczny, to jednak w Sokółce został on zdwojony. Cud wiary został tam umocniony cudem empirycznym… w Sokółce rodzi się na nowo nadzieja dla świata" - powiedział śp. abp Edward Ozorowski, metropolita białostocki. Szczególnie mocno porusza mnie ostatnie zdanie tej wypowiedzi. W kontekście kolejnych Cudów Eucharystycznych, które wydarzyły się po cudzie sokólskim i rosnącej fali nawróceń na całym świecie, można je uznać za słowa prorocze.

Ta nadzieja, która w Sokółce na nowo rodzi się dla świata to wierni, którzy wierzą w obecność Chrystusa w Hostii, wierzą że Bóg jest aż tak blisko nas i z tej wiary czerpią siłę, aby czynić dobro. O tym, jak ogromnie mocna jest ta bliskość Boga Eucharystycznego, czytamy w relacji jednego z kapłanów, który miał szczęście oglądać sokólski cud niedługo po jego zaistnieniu. „Kiedy ks. proboszcz parafii św. Antoniego Stanisław Gniedziejko wyjął z tabernakulum korporał, a na nim komunikant z cząstką Serca Pana Jezusa – padliśmy na kolana. To było wprost powalające. Pewnie słyszałem bicie swego serca – tak mocno waliło z przejęcia” – wspomina ks. Jarosław Ciucha, który dziś sam jest proboszczem tej parafii i kustoszem Sanktuarium Eucharystycznego  św. Antoniego w Sokółce.

Cud Eucharystyczny w Sokółce

12 października roku 2008 w niedzielę podczas udzielania komunii świętej w czasie Eucharystii odprawianej w kościele św. Antoniego Padewskiego w Sokółce, jeden z księży upuścił konsekrowany Komunikant. Działając według kościelnych procedur, umieszczono Go w naczyniu liturgicznym zwanym vasculum, wypełnionym wodą. Zgodnie z prawami natury Komunikant miał się w niej zupełnie rozpuścić. Jednak tak się nie stało. Po tygodniu siostra zakonna (Eucharystka) zajrzała do vasculum i zobaczył, iż woda w nim jest barwy czerwonej i zachowała się centralna część Komunikantu, który wyglądał jakby czerwona plamka, czy maleńki skrzep krwi. To zastanowiło ks. proboszcza, który wkrótce o niezwykłym zdarzeniu powiadomił JE ks. abp. Edwarda Ozorowskiego, ówczesnego Metropolitę Białostockiego.

Arcypasterz skierował do Sokółki swoich wysłanników. Kiedy obejrzeli oni niezwykłe zjawisko, stwierdzili że zachowany fragment Komunikantu należy poddać badaniom naukowym. Przeprowadziło je dwoje niezależnych, doświadczonych specjalistów z dziedziny patomorfologii - lekarze profesorowie Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku. Choć naukowcy pracowali oddzielnie, obaj doszli do tego samego wniosku – „zbadana substancja jest cząstką mięśnia ludzkiego serca, będącego w agonii”.

Po zapoznaniu się z wynikami tych badań, ksiądz arcybiskup Edward Ozorowski powołał specjalną komisję, która wiele miesięcy badała sprawę dotyczącą niezwykłego zdarzenia eucharystycznego. Komisja nie wykryła żadnej mistyfikacji, potwierdzając tym nadprzyrodzony charakter zjawiska. Akta sprawy zostały przekazane do Nuncjatury Apostolskiej w Warszawie. Od tej pory sprawę bada Watykan, szczególnie cudowne uzdrowienia duchowe i fizyczne, które wciąż trwają. W marcu 2017 roku kościół św. Antoniego Padewskiego w Sokółce został ustanowiony Sanktuarium Eucharystycznym.

Adam Białous

Roberto de Mattei: Życie krótkie, ale pełne. Stawiajmy w centrum Eucharystię jak św. Karol

 

Karol Acutis. Zwykły chłopiec, który został świętym

Roberto de Mattei: Życie krótkie, ale pełne. Stawiajmy w centrum Eucharystię jak św. Karol

Carlo Acutis wiki 2932d.jpg
fot. Wikipedia

Życie może być pełne, nawet jeżeli jest krótkie - pod warunkiem, że koncentruje się na Eucharystii i nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny. Pisze o tym włoski historyk, prof. Roberto de Mattei, wspominając św. Karola Acutisa.

12 października Kościół obchodzi wspomnienie liturgiczne św. Karola Acutisa, kanonizowanego na Placu św. Piotra przez Leona XIV 7 września 2025 roku.

Film Giacomo Campiottiego poświęcony tej postaci, zatytułowany „Il mio nome è Carlo” („Nazywam się Carlo”), wyemitowany w telewizji 23 września 2026 roku na kanale Canale 5, zgromadził 4 miliony 269 000 widzów, osiągając prawie 30-procentowy udział w widowni; był to niezwykły sukces, który zaskoczył nawet samych szefów stacji Mediaset, która była producentem tego filmu.


Carlo Acutis, który zmarł w wieku 15 lat 12 października 2006 roku, był nastolatkiem w pełni osadzonym w naszych czasach, do tego stopnia, że nazywano go „świętym Internetu” ze względu na jego umiejętność korzystania z narzędzi technologicznych. To określenie grozi jednak przyćmieniem światła, które prowadziło jego duszę. „Być zawsze zjednoczonym z Jezusem – oto mój program życia” – napisał jeszcze jako dziecko. Chciał pozostać wierny temu programowi aż do momentu zachorowania na szybko postępującą białaczkę, która doprowadziła go do śmierci w ciągu 10 dni, gdy miał zaledwie piętnaście lat.

Carlo urodził się w Londynie 3 maja 1991 roku w zamożnej włoskiej rodzinie, która przebywała tam ze względu na pracę ojca. Kilka miesięcy później rodzina powróciła do Mediolanu, gdzie Carlo uczęszczał do szkoły sióstr marcelinek, a następnie do liceum przy instytucie Leona XIII. Pierwszą Komunię świętą przyjął 16 czerwca 1998 roku, mając siedem lat. Od tego czasu Eucharystia stała się centrum jego codziennego życia. Nazywał Eucharystię swoją „autostradą do Nieba”. Posługując się obrazem bliskim nastolatkowi, wskazywał w rzeczywistej obecności Chrystusa drogę, którą pragnął podążać. „Idzie się prosto do Raju – mawiał – jeśli codziennie przystępuje się do Eucharystii!”.  Carlo twierdził, że decydującym momentem na prośbę o łaski od Pana jest moment konsekracji, a pod jej koniec zwracał się do Pana słowami: „Przez Najświętsze Serce Jezusa i Niepokalane Serce Maryi ofiarowuję Ci wszystkie moje prośby i proszę, abyś je wysłuchał” (Nicola Gori, Eucharystia. Moja autostrada do nieba. Biografia Carlo Acutisa (1991–2006), San Paolo, 2024, s. 89).

Codziennej Komunii towarzyszyła modlitwa różańcowa, a kiedy tylko mógł, adoracja Najświętszego Sakramentu. Po wizycie w Grocie św. Michała Archanioła w Gargano zaczął również odmawiać Koronę Anielską poświęconą dziewięciu chórom aniołów.

Jego wiara obejmowała również głębokie poczucie grzechu i konieczności spowiedzi. W swoim życiu duchowym zawsze miał na uwadze „rzeczy ostateczne”: czyli ostateczne rzeczywistości, jakimi są śmierć, sąd, piekło i niebo. Mówił również: „Jeśli rzeczywiście dusze narażone są na potępienie, jak świadczyło o tym wielu świętych, a potwierdziły to również objawienia fatimskie, to zastanawiam się, dlaczego dziś prawie nigdy nie mówi się o piekle, skoro jest to rzecz tak straszna i przerażająca, że boję się o tym nawet myśleć” (N. Gori, op. cit., s. 81).

Leon XIV w homilii wygłoszonej podczas kanonizacji przypomniał jedno z jego stwierdzeń: „Jedyną rzeczą, której naprawdę powinniśmy się obawiać, jest grzech”. Świętość w jego oczach nie była mglistym uczuciem, lecz życiem karmionym sakramentami i ukierunkowanym na zbawienie wieczne.

Miłość Karola miała konkretnych adresatów. Nawrócił na wiarę katolicką swojego służącego i wiernego przyjaciela Rajesha, wyznającego hinduizm, przygotowując go po chrzcie do przyjęcia sakramentów Eucharystii i bierzmowania. Uczył dzieci katechizmu, pomagał osobom, które spotykał w swojej dzielnicy, i poświęcał czas ubogim. Odwiedzał stołówki dla ubogich i zwracał uwagę na osoby bezdomne; część pieniędzy otrzymanych od rodziców przeznaczał również na hojne wspieranie osób w potrzebie. Dzięki swoim umiejętnościom informatycznym stworzył międzynarodową stronę poświęconą cudom eucharystycznym, gromadząc zdjęcia, informacje historyczne i dokumenty dotyczące licznych wydarzeń. Wybór tematu pokazuje, co leżało mu na sercu. Carlo zastanawiał się, jak to możliwe, że tak wielu ludzi jest gotowych czekać godzinami na koncert, podczas gdy tak niewielu zatrzymuje się przed tabernakulum. Opowieści o cudach eucharystycznych były w jego projekcie zaproszeniem do ponownego odkrycia tajemnicy, która codziennie jest celebrowana na ołtarzu.

Nabożeństwo do Matki Bożej, któremu się poświęcił, zajmowało stałe miejsce w jego życiu. Odwiedził Lourdes i Fatimę. Był oddany praktyce pierwszych piątków miesiąca, a przede wszystkim pierwszych sobót miesiąca, o które prosiła Matka Boża w Fatimie. Siostra Łucja zmarła w klasztorze w Coimbrze, w wieku 97 lat, 13 lutego 2005 roku. Kilka dni po jej śmierci Carlo miał sen, w którym widział wizjonerkę z Fatimy, która powiedziała mu, że poprzez praktykowanie pierwszych pięciu sobót miesiąca można zmienić losy świata.

Carlo był w Bazylice św. Piotra z okazji Wielkiego Jubileuszu w 2000 roku, kiedy to biskupi z całego świata wraz z papieżem Janem Pawłem II dokonali poświęcenia tysiąclecia Matce Bożej, i był wzruszony widząc, że figura Matki Bożej Fatimskiej została specjalnie przywieziona z Portugalii.

Kiedy nagle zachorował w październiku 2006 roku, kilka dni przed przyjęciem do szpitala San Gerardo w Monzie, powiedział swoim rodzicom: „Ofiarowuję Panu wszystkie cierpienia, jakie będę musiał znosić, za Papieża i za Kościół, aby uniknąć czyśćca i trafić prosto do nieba”. Jego serce przestało bić o godz. 6.45 12 października, w przeddzień ostatniego objawienia w Fatimie.

Życie Carla znalazło swoje spełnienie w tej ofierze, po latach, w których nauczył się szukać Pana w modlitwie i adoracji. Kościół ogłosił go błogosławionym w Asyżu 10 października 2020 r., a po uznaniu dwóch cudów kanonizował go w Rzymie pięć lat później. Jego szczątki spoczywają obecnie w kościele Santa Maria Maggiore w Asyżu. Podczas ceremonii kanonizacyjnej Leon XIV przywołał jedno ze stwierdzeń, które najlepiej podsumowuje drogę św. Karola Acutisa: „Nie ja, ale Bóg”.

W czasach, które skłaniają do stawiania siebie w centrum, zapominając o Bogu i bliźnim, te cztery słowa wskazują na inną perspektywę – teocentryczną i nadprzyrodzoną. Karol nie zrezygnował z możliwości, jakie oferowały mu jego czasy, ale nauczył się podporządkowywać wszystko miłości Boga. Dlatego jego postać przemawia zarówno do młodzieży, jak i do dorosłych: przypomina wszystkim, że życie może być krótkie, a mimo to pełne, gdy ma swoje centrum w Eucharystii i nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny, a w tym duchu przeżywa się miłość do bliźniego i publiczne świadectwo własnej wiary.

Roberto de Mattei

Corrispondenza Romana

czwartek, 24 września 2026

 

Abp Sheen: Czy świat zapomniał o prawdziwym znaczeniu Komunii Świętej?

 


sheen.jpg


Abp Sheen: Czy świat zapomniał o prawdziwym znaczeniu Komunii Świętej?

76520.jpg

W ostatnim roku wielu z nas doświadczyło oddzielenia od sakramentów, a przede wszystkim od Eucharystii. Czym dla katolika jest przyjmowanie Komunii Świętej? Jaka jest prawdziwa istota tego sakramentu? Znany z niezwykłej charyzmy, abp Fulton Sheen w swojej książce „Sakramenty” analizuje znaczenie niewidzialnych znaków i pomaga zrozumieć, dlaczego to właśnie one są źródłem życia wiecznego.

 

Zjednoczenie z Bogiem


Pewna młoda mężatka w czasie rekolekcji powiedziała mi, że ona może zaakceptować w naszej wierze wszystko, ale nie Eucharystię. Gdy zapytałem o jej męża, okazało się, że służy on w marynarce na Pacyfiku. Gdy padły następne pytania, kobieta wspomniała, że piszą do siebie listy co drugi dzień i że w domu ma wciąż przed sobą fotografię małżonka. Stwierdziłem, że właściwie nie potrzeba niczego więcej do pełni szczęścia. Czego więcej może pragnąć kobieta niż ciągłej pamięci o mężu dzięki jego fotografii i zapisanym na papierze słowom płynącym wprost z serca do serca? Ona jednak zaprotestowała; powiedziała, że nigdy nie osiągnie pełni szczęścia, jeśli nie będzie razem z mężem. Zapytałem wtedy: skoro ludzka miłość dąży do zjednoczenia, to dlaczego nie miałoby być tak samo z miłością boską? Jeśli mąż i żona pragną stać się jednym ciałem, to czy chrześcijanie i Chrystus nie mogą dążyć do tego samego?

Wspominanie Chrystusa, który żył dwadzieścia wieków temu, przywoływanie w pamięci Jego miłosierdzia i cudów, których dokonał, korespondencja z Nim przez czytanie Pisma Świętego

– to wszystko przynosi zadowolenie, ale nie nasyci miłości. Do tego potrzeba czegoś z poziomu łaski, co jednoczy z boską miłością. Każde serce szuka szczęścia na zewnątrz, a ponieważ doskonałą miłością jest Bóg, to serce człowieka i serce Chrystusa muszą się w jakiś sposób jednoczyć. W ludzkiej przyjaźni jeden kocha drugiego jako kogoś innego od siebie albo jako drugą połówkę swojej duszy. Boska przyjaźń musi być wzajemnym „zamieszkaniem” w sobie: „kto trwa w miłości, trwa w Bogu, a Bóg trwa w nim” (1 J 4, 16). To pragnienie duszy, by wyjść na zewnątrz, pragnienie ekstazy spełnia się w sakramencie Eucharystii.

Boski pokarm

We wszechświecie panuje zasada, że nic nie będzie żyło, jeśli nie będzie karmione. Zgodnie z tą zasadą roślina żyje w glebie, czerpie z niej pokarm i wodę, fosfory i węgle, które obiegają jej komórki. Zwierzę, stworzenie wyższego rzędu niż roślina, potrzebuje też bardziej złożonego pokarmu, a zatem nie tylko związków mineralnych, powietrza i słońca, ale także roślin. Zwierzęta lądowe, ryby, ptaki – wszystkie te stworzenia szukają chleba powszedniego. Nie uświadamiają sobie tego, ale instynktownie szukają pożywienia, ponieważ życie bez pokarmu jest niemożliwe, jedno życie istnieje tylko dzięki drugiemu, a radość życia bierze się z komunii z innym rodzajem życia. Ludzie również mają ciała, więc podlegają tej samej konieczności. Pokarm, którego się domagają, jest delikatniejszy, bo ludzkie ciało jest delikatniejsze. Ciało nie zadowala się – jak roślina – pobieraniem pożywienia wprost z gleby – surowego, nieugotowanego i nieprzyprawionego. Poszukuje czegoś bardziej wyrafinowanego, co jest odpowiednie dla stworzenia wyższego rzędu, ale czyniąc to, zna zasadę, że każda żywa istota musi się czymś karmić.

Człowiek ma ciało i duszę. Jego duchowa część wymaga pokarmu, który wykracza poza materię, fizykę i biologię. Dusza ludzka potrzebuje duchowej strawy. W porządku łaski tym pokarmem jest Eucharystia albo komunia człowieka z Chrystusem i Chrystusa z człowiekiem. Nie sprzeciwia się to prawom natury, gdyby bowiem związki chemiczne mogły mówić, powiedziałyby roślinie: „Jeśli mnie nie zjesz, nie będziesz miała życia w sobie”. Gdyby roślina umiała mówić, powiedziałaby do zwierzęcia: „Jeśli mnie nie zjesz, nie będziesz miał życia w sobie”. Gdyby zwierzę, roślina i powietrze umiały mówić, powiedziałyby do człowieka: „Jeśli mnie nie zjesz, nie będziesz miał życia w sobie”. Z tą samą logiką, ale z góry ku dołowi, ponieważ dusza jest duchowa, nasz Pan mówi do duszy: „Jeśli nie będziesz spożywać Ciała Syna Człowieczego i pić jego Krwi, nie będziesz miał życia w sobie” (por. J 6, 53). Zasada przemienienia działa nieprzerwanie przez naturę i przez łaskę. Niższe przemienia się w wyższe: roślina przemienia się w zwierzę, gdy staje się jego pokarmem; człowiek dzięki łasce przemienia się w Chrystusa, gdy przyjmuje Go do swojej duszy, ponieważ właściwością naszej miłości jest przemienianie się w obiekt naszej miłości.

Wstęp do nieba

Ludzkie serce pragnie kontaktu z ukochanym. Jeśli mamy kontakt z naturą przez pokarm, który spożywamy, jeśli niższe stworzenie trafia na wyższy poziom w naszym ciele, dlaczego nie mielibyśmy otrzymać środków, by mogła się spełnić komunia duszy? To jeden z podstawowych skutków Komunii Świętej: otrzymujemy od Chrystusa to, co sami Mu dajemy. Dostał naszą ludzką naturę – wtedy gdy w imieniu całej ludzkości Maryja dała Mu człowieczeństwo takie samo jak nasze, z wyjątkiem grzechu. On nadał tej naturze boskość, ponieważ zjednoczył ją ze swoją Boską Osobą. W Komunii Chrystus oddaje nam z powrotem naszą ludzką naturę – oczyszczoną, odrodzoną, uszlachetnioną – która jest obietnicą i rękojmią tego, czym nasza natura stanie się w dniu ostatecznym, gdy zmartwychwstaną sprawiedliwi. Nasz Pan uczynił to tak jasnym, że trudno zrozumieć, jak można nie zauważyć tej prawdy: „Jak Mnie posłał żyjący Ojciec, a Ja żyję przez Ojca, tak i ten, kto Mnie spożywa, będzie żył przeze Mnie” (J 6, 57). W porządku natury istota żyjąca przyjmuje pokarm i przyswaja go, włącza w swoją substancję. W Eucharystii role są odwrócone. Eucharystia jest pokarmem dla naszej duszy, ale moc przyswajania należy tu do Chrystusa, i to On karmi nas, jednoczy i wciela w siebie. Za Janem Chrzcicielem mówimy: „Trzeba, by On wzrastał, a ja żebym się umniejszał” (J 3, 30).

Moment komunii z Jezusem jest chwilą szczególnej intymności zarezerwowaną dla prawdziwych kochanków. Są trzy czynności intymne w naszym życiu: słuchanie, mówienie i dotykanie. Nasz pierwszy kontakt kimś, kto nas kocha, to słuchanie jego głosu, następnie oglądanie go, a potem – i to jest zachowane jedynie dla najbliższych – dotykanie. Słyszymy o Chrystusie w Piśmie Świętym, widzimy Go oczyma wiary, ale dotykamy Go jedynie w Eucharystii. On prosi tylko, byśmy oczyścili nasze sumienia z grzechu i przyszli do Niego, gotowi przyjąć to, co chce nam dać. On wie, że Go potrzebujemy.

 

Zjednoczenie ze śmiercią Chrystusa

Komunia Święta włącza nas nie tylko w życie Chrystusa, ale również w Jego śmierć. O tym drugim aspekcie często się zapomina. Mówi o nim św. Paweł: „Ilekroć bowiem spożywacie ten chleb i pijecie kielich, śmierć Pana głosicie, aż przyjdzie” (1 Kor 11, 26). W innym miejscu św. Paweł pisze, że naszym zadaniem jest dopełnianie w naszych ciałach niedostatków udręk Chrystusa (por. Kol 1, 24). Aby nasze dusze mogły zostać zbawione, życie Chrystusa musi się powtórzyć w naszym życiu. Tego, czego On dokonał przez swoje narodzenie, na Kalwarii, przez swoje zmartwychwstanie i wniebowstąpienie, musimy dokonać i my. Nie możemy jednak dostąpić tych niebiańskich błogosławieństw, jeśli nie jesteśmy dotknięci przez krzyż, to znaczy przez pokutę, umartwienie i wyrzeczenie się siebie oraz przez śmierć naszego egotyzmu. Kościół naucza zatem, że musimy być w stanie łaski uświęcającej, jeśli chcemy otrzymać naszego Pana w Eucharystii. Jak martwe ciało nie może przyjmować pokarmu, tak samo człowiek, który nie ma boskiego życia w swojej duszy, nie może przyjmować boskiego pokarmu. Dodatkowo Kościół wymaga pewnego czasu postu przed przyjęciem Komunii Świętej. Jest on po to, by przypomnieć nam, że Eucharystia to nie tylko sakrament życia, ale także sakrament umartwienia. Tylko jeśli zostaniemy naznaczeni znakiem krzyża, zostaniemy naznaczeni także łaską zmartwychwstania. Od chwili śmierci na Kalwarii aż po kraniec czasu,

kiedy przyjdzie w chwale, umierający Chrystus trwa, uobecniając na ołtarzu swoją śmierć i wzywając nas, byśmy uobecniali ją przez odłączenie się od siedmiu grabarzy naszej duszy – od siedmiu grzechów głównych.

Komunia z mistycznym ciałem Jezusa

Nikt nigdy aż tak się nie pomylił jak pewien profesor, gdy powiedział: „Religijność jest tym, co człowiek robi z własną samotnością”. Gdy człowiek jest samotny, jest jak komórka oddzielona od ciała. Ciało może żyć bez pojedynczej komórki, ale komórka nie może żyć w oderwaniu od ciała. Żaden człowiek nie może żyć boskim życiem bez jakiegoś rodzaju włączenia – czy to rzeczywistego, czy wyrażającego się w pragnieniu – w Mistyczne Ciało Chrystusa, ale Mistyczne Ciało Chrystusa może funkcjonować bez tego jednego członka. Nasz Pan opisał nasze zjednoczenie z Nim tego wieczoru, gdy ustanowił Eucharystię, w obrazie winnego krzewu i latorośli (por. J 15, 1–11). Święty Paweł mówi o nas także jak o wielu, którzy stają się jednym, ponieważ wszyscy spożywamy ten sam chleb (1 Kor 10, 17). Nie ma autonomii, indywidualizmu w Piśmie Świętym ani wśród ludzi. Wszystko, co istnieje – ludzkość oraz całe widzialne stworzenie – ulega przemienieniu.

Ludzkość została przemieniona przez wcielenie, a całe stworzenie – przez sakramenty i ich symbole, które przyczyniają się do wzbudzenia życia. Jeśli w ludzkim ciele krążą życiodajne soki, to każda komórka karmi się tym życiem. Tak samo Eucharystia jest życiodajnym sokiem Mistycznego Ciała Chrystusa, którym karmi się każdy jego członek. Członkowie Kościoła nie są małymi duchowymi wyspami, z których każda pielęgnuje swoją odrębność. Czym jest osocze dla ciała fizycznego, tym jest Eucharystia dla Mistycznego Ciała Chrystusa – więzią jedności: „Ponieważ jeden jest chleb, przeto my, liczni, tworzymy jedno ciało” (1 Kor 10, 17).

 

WIĘCEJ DOWIESZ SIĘ W KSIĄŻCE „SAKRAMENTY”: https://bit.ly/3mwNc6g

 

*Fragment pochodzi z książki abp Fultona Sheena „Sakramenty”, wydanej nakładem Wydawnictwa Esprit

sobota, 19 września 2026

14 września: Mistyczne doświadczenie ks. Brenta Bowmana podczas konsekracji chleba i wina

 

14 września: Mistyczne doświadczenie ks. Brenta Bowmana podczas konsekracji chleba i wina

 

Ksiądz nagle wybucha płaczem w czasie konsekracji. Cud eucharystyczny?

Do zdarzenia doszło 14 września, w święto Podwyższenia Krzyża Świętego. Podczas konsekracji wina kapłan miał trudność z wypowiedzeniem słów modlitwy eucharystycznej

Nagranie z Mszy świętej w parafii św. Gabriela Archanioła w Hopkins pod Minneapolis poruszyło katolików w mediach społecznościowych. Ks. Brent Bowman, kapłan archidiecezji Saint Paul i Minneapolis, rozpłakał się podczas modlitwy eucharystycznej. W specjalnym oświadczeniu wyjaśnił, że przeżył „prywatne doświadczenie duchowe”, ale podkreślił, że nie był to cud eucharystyczny w rozumieniu Kościoła

Do zdarzenia doszło 14 września, w święto Podwyższenia Krzyża Świętego, podczas Mszy świętej sprawowanej w kościele św. Gabriela Archanioła w Hopkins w stanie Minnesota. W Eucharystii uczestniczyli m.in. uczniowie, nauczyciele i pracownicy Chesterton Academy, gdzie ks. Brent Bowman posługuje jako kapelan. Nagranie z transmisji Mszy szybko zaczęło krążyć w internecie.

Podczas konsekracji wina kapłan miał trudność z wypowiedzeniem słów modlitwy eucharystycznej. Jak relacjonuje „The Catholic Spirit”, gdy wypowiadał słowa „To czyńcie na moją pamiątkę”, próbował unieść kielich, ale przez pewien czas nie był w stanie tego zrobić. Następnie odstawił kielich na ołtarz, pochylił się i płakał przez ponad minutę.

„Poczułem ciężar substancjalnej obecności Jezusa”

16 września archidiecezja Saint Paul i Minneapolis opublikowała oświadczenie ks. Bowmana, w którym kapłan odniósł się do nagrania i pojawiających się w sieci interpretacji. Jak napisał, podczas modlitwy konsekracyjnej otrzymał – jak sam to określił – „wewnętrzne poznanie mocy wypowiadanych słów i rzeczywistości ich skutku” do tego stopnia, że miał trudność z mówieniem.

Kapłan wyjaśnił także, że doświadczył „ciężaru Bożej mocy zstępującej na ołtarz” i „ciężaru substancjalnej obecności Jezusa w kielichu”. Jak dodał, kielich stał się dla niego „zbyt ciężki”, a jego ręce pozostały jakby „przytwierdzone” do kielicha Krwi Pańskiej.

Ks. Bowman napisał, że w tym doświadczeniu odczytuje łaskę głębszego zrozumienia męki Chrystusa oraz „tego, jak wiele krwi Chrystus przelał za ogromny ciężar wszystkich naszych grzechów”.

Oto treść tego oświadczenia:

Do umiłowanego Ludu Bożego: Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus, teraz i na wieki!
W poniedziałek, 14 września, sprawowałem Mszę Świętą z okazji święta Podwyższenia Krzyża Świętego w katolickim kościele św. Gabriela w Hopkins w stanie Minnesota. Obecni byli uczniowie, nauczyciele i pracownicy Chesterton Academy, a także parafianie. Podczas Mszy Świętej, gdy odmawiałem Modlitwę Eucharystyczną nad chlebem i winem, przeżyłem osobiste doświadczenie duchowe. Chcę pokornie wyjaśnić i podzielić się tym, czego doświadczyłem – wszystko na chwałę i uwielbienie Boga. Chcę również sprostować wszelkie nieprawdziwe informacje, ponieważ nagranie Mszy Świętej jest udostępniane w internecie.
Na wstępie pragnę wyjaśnić, że moje doświadczenie NIE było tym, co Kościół katolicki określa mianem „cudu eucharystycznego”. Postacie chleba i wina przez cały czas tego doświadczenia zachowały swoje przypadłości (tzn. wygląd i smak). Ani przez chwilę nie widziałem na własne oczy prawdziwej krwi ani ludzkiego ciała.
Oto, czego doświadczyłem: Podczas modlitwy konsekracyjnej nad winem przy ołtarzu, gdy wypowiadałem słowa konsekracji, otrzymałem — jak wierzę — wewnętrzne poznanie mocy wypowiadanych słów oraz rzeczywistości ich działania, do tego stopnia, że miałem trudności z mówieniem. Z każdym kolejnym słowem byłem coraz bardziej fizycznie przytłoczony, co widać na nagraniu.
W tym samym czasie otrzymałem zmysłowe poznanie ciężaru mocy Boga zstępującej na ołtarz i odczuwałem ciężar rzeczywistej obecności Jezusa w kielichu, który trzymałem w dłoniach. Kielich stał się zbyt ciężki, bym mógł go utrzymać, gdyż czułem, jakby był ściągany w dół, aby spocząć na ołtarzu. Miałem wrażenie, że moje ręce zostały unieruchomione na kielichu Najdroższej Krwi i fizycznie nie mogłem nim poruszyć.
Próbując podnieść Najdroższą Krew, czego przez pewien czas nie byłem w stanie zrobić, wierzę, że otrzymałem łaskę głębszego zrozumienia słodko-gorzkiego charakteru Męki naszego Pana oraz tego, jak wiele krwi Chrystus przelał z powodu ogromnego ciężaru wszystkich naszych grzechów. Wierzę, że doświadczyłem tego ciężaru w kielichu.
To duchowe doświadczenie całkowicie mnie poruszyło i przytłoczyło zarówno emocjonalnie, jak i fizycznie, co jest widoczne na nagraniu Mszy Świętej. Na koniec pragnę powiedzieć, że takie osobiste spotkania duchowe z Bogiem są całkowicie niezasłużonymi darami i znakami Jego obfitej miłości do wszystkich ludzi. Niekoniecznie są one oznaką czyjejkolwiek świętości. Modlę się, aby to krótkie świadectwo skłoniło nasze serca do głębszego rozważania tajemnicy rzeczywistej obecności Jezusa Chrystusa w Eucharystii oraz Najdroższej Krwi.

Pokój w Chrystusie,
ks. Brent Bowman

Boże, dzięki Ci za dar Eucharystii, dzięki Ci za to, że jesteś z nami! I dzięki Ci Panie, za wspaniałych kapłanów!
P.S. jeden z komentarzy zamieszczonych pod nagraniem: „He is one of the priests at my parish! He is a very holy and kind priest and we are so blessed to have him” („To jeden z księży w mojej parafii! To bardzo święty i dobry ksiądz i jesteśmy ogromnie szczęśliwi, że go mamy).
Z kapłańskim błogosławieństwem
+++ Ks. Paweł Szlezinger SCJ

Za: https://www.facebook.com/reel/1645978203984327

 

czwartek, 4 czerwca 2026

Kongres Eucharystyczny

 KK-kongres-eucharystyczny-Jedraszewski-Skrzypczak-Strumilowski.jpg

TV ABP MAREK JĘDRASZEWSKI, KS. ROBERT SKRZYPCZAK, O. JAN STRUMIŁOWSKI OCist O NAJŚWIĘTSZYM SAKRAMENCIE

Cud eucharystyczny w Lanciano. Ciało i krew Chrystusa zbadane przez naukowców.Warto przypomnieć, że Catun Turyński, dzięki współczesnej nauce, stał się relikwią jedyną w swoim rodzaju na świecie.

 Cud eucharystyczny w Lanciano. Ciało i krew Chrystusa zbadane przez naukowców

 

 Fot. Screenshot - YouTube 

 

 Cuda eucharystyczne. Hostia stała się kawałkiem ludzkiego ciała

https://opoka.org.pl/biblioteka/P/PR/fronda_prawdziwe_obl…

 https://zabno.diecezja.tarnow.pl/index.php/archiwum-wiado…

Całun Turyński – relikwia na trzecie tysiąclecie. [uzupełniony o film]

 


 

 

 Ludziom słabej wiary, wątpiącym lub niewierzącym w Eucharystię zostały dane bardzo czytelne znaki wzywające do nawrócenia, do wiary w rzeczywistą obecność Jezusa w Eucharystii.

Jednym z tych znaków jest cud w Lanciano, który stał się słynny w całym świecie od czasu, kiedy 4 marca 1971 r. ogłoszono wyniki kilkumiesięcznych badań naukowych postaci Ciała i Krwi przechowywanych od VIII wieku we włoskim mieście Lanciano.

Historyczne źródła mówią nam o tym, że w połowie VIII wieku miało miejsce niezwykłe wydarzenie w małym przyklasztornym kościele św. Longina.

Otóż pewnego zakonnika, który tam mieszkał, nawiedzały przez długi czas bardzo ciężkie pokusy. Kiedy odprawiał Mszę św. miał wątpliwości, czy w czasie konsekracji chleb rzeczywiście staje się Ciałem Chrystusa, a wino Jego Krwią. Pewnego dnia rankiem, podczas odprawiania Mszy św., kiedy wypowiadał słowa konsekracji, ogarnęła go wątpliwość niezwykle silna i natrętna. I wtedy wypowiadając słowa: "To jest Ciało Moje... To jest Krew Moja..." zauważył, że z białej Hostii rzeczywiście spływa krew. Na widok tego, co się dokonało, oniemiały ze zdumienia i przerażenia, zakonnik w ekstatycznym milczeniu wpatrywał się w święte postacie Ciała i Krwi Pańskiej. W końcu strach ustąpił i jego serce przepełniła nieopisana radość. Po długim milczeniu, z twarzą rozpromienioną radością i mokrą od łez szczęścia, zwrócił się do wiernych uczestnicząch we Mszy św. ze słowami: "Patrzcie, oto prawdziwe Ciało i Krew Pana naszego Jezusa Chrystusa, które uczynił widzialne dla mnie w tym celu, abym nie był już niedowiarkiem lecz wierzącym". Wieść o tym nadzwyczajnym wydarzeniu rozniosła się po całej okolicy. W krótkim czasie kościół, w którym miał miejsce cud, stał się znanym sanktuarium, do którego tłumnie zaczęli napływać pielgrzymi. Święte postacie Ciała i Krwi przechowywano w specjalnym relikwiarzu. W miarę upływu wieków o Eucharystycznym cudzie zaczęły krążyć rozmaite legendy. Ojcowie Franciszkanie, którzy są kustoszami sanktuarium, postanowili sprawdzić wiarygodność kultu świętych postaci Ciała i Krwi Chrystusa. W tym celu 18 listopada 1970 roku zlecili grupie włoskich naukowców szczegółowe badania pod kierownictwem prof. Odoardo Linoli z Arezzo. Badania trwały kilka miesięcy. Zakończone zostały 4 marca 1971 r. Wyniki były sensacyjne i znalazły się na pierwszych stronach włoskich gazet. Potwierdziły przekaz tradycji, że Hostia z VIII wieku jest ludzkim mięśniem sercowym bez żadnych śladów cięcia, co wyklucza przypuszczenie, że zostało wycięte jakiemuś człowiekowi. Stwierdzono z całą pewnością, że posiada w swoim składzie komórki ludzkiego mięśnia sercowego oraz wsierdzia i osierdzia, a także komórki układu nerwowego charakterystyczne dla mięśnia sercowego. W niewytłumaczalny sposób zachowało się również 5 bryłek skrzepniętej krwi. Badania wykazały, że jest to prawdziwa ludzka krew grupy AB. Tę samą grupę krwi znaleziono w zachowanym sercu - Hostii. Z naukowego punktu widzenia nie da się wytłumaczyć dlaczego Ciało i Krew przez dwanaście wieków nie uległy procesowi rozkładu i w tak doskonałym stanie zachowały się do naszych czasów. Tych wszystkich, którzy pragną dowiedzieć się o szczegółach badań naukowych, pragnę odesłać do książki Bruno Sammaciccia "The Eucharistic Mira-de of Lanciano", Libary of Congress Card Number 76-18630.

  

Trzy lata po pierwszych badaniach naukowych, przyjechał do Lanciano ks. kard. Karol Wojtyła, aby spędzić tu całą noc na modlitwie i adoracji Eucharystycznego cudu. Pozostawił bardzo wymowny zapis w księdze pamiątkowej: Fac nos Tibi semper magis credere, in Te spem habere, Te diligere (Spraw, abyśmy w Ciebie bardziej wierzyli, pokładali nadzieję i miłowali).

Eucharystyczny cud w Lanciano jest znakiem szczególnego rodzaju, który wskazuje na żywą obecność Jezusa w Eucharystii. Jest to bardzo wymowny znak, który wzywa do wiary, do otwarcia serca na przyjęcie daru nieskończonej miłości Zbawiciela ofiarowanej nam w Eucharystii.

Trzeba w tym miejscu wskazać na inny fakt: naukowcy udowodnili, że na Całunie Turyńskim są ślady ludzkiej krwi grupy AB, a więc takiej samej jak krwi w Lanciano. Czyż nie jest to kolejny zdumiewający znak, wzywający do wiary w rzeczywistą obecność Jezusa w Eucharystii? Warto przypomnieć, że Catun Turyński, dzięki współczesnej nauce, stał się relikwią jedyną w swoim rodzaju na świecie. Naukowcy, z prawie wszystkich dziedzin wiedzy, zaczęli badać Całun po jego pierwszej fotografii dokonanej w 1898 r. Wtedy odkryto ze zdumieniem, że obraz Człowieka ukrzyżowanego na Całunie jest doskonałym negatywem fotograficznym. Opatrzność zachowała do naszych czasów tę bezcenną relikwię, aby w świetle dzisiejszej nauki ukazać jej niezwykłą wymowę. Ścisła metodologia naukowa wskazuje, że to lniane płótno jest naprawdę prześcieradłem pogrzebowym z Palestyny z czasów Chrystusa; że został w nie owinięty ukrzyżowany Człowiek o nadzwyczajnym pięknie i doskonałości fizycznej; że wyrok śmierci został na nim wykonany dokładnie w sposób opisany w Ewangeliach.

Każdy, kto uczciwie szuka prawdy, kiedy dowie się o wynikach naukowych badań Całunu, z konieczności stawia sobie niepokojące i radykalne pytania dotyczące osoby Chrystusa.

I tak wielu naukowców badających Całun uwierzyło w Chrystusa. Słynny kryminolog z Zurychu, Max Frei, badając pyłki roślinne znajdujące się na płótnie, z precyzyjną dokładnością prześledził drogę jaką Całun przebył w ciągu wieków. Stwierdził, że Całun z całą pewnością pochodzi z Palestyny z czasów Chrystusa. Tak dokładnie odtworzył miejsca pobytu Całunu, że wytropił także pyłki ryżu uprawianego w starożytności tylko w rejonie Vercelli, gdzie Całun przechowywany był w zamku książąt Sabaudii. Max Frei był protestantem i przystępując do badań Całunu uważał, że jest on falsyfikatem, a jego kult - zabobonem i narzędziem Antychrysta, jakim jest Papież. W miarę postępowania badań, jego uprzedzenia ustąpiły miejsca tajemniczej pewności, głębokiemu szacunkowi i czci dla tej niezwykłej relikwii.

Obraz z Całunu ma szczególną moc oddziaływania i przemiany ludzkich serc. Zespoły amerykańskich naukowców przybyły do Turynu samolotem załadowanym aparaturą badawczą, aby zbadać Całun. Uczeni odkryli, że odbicie jest trójwymiarowe i dokonało się przez pewnego rodzaju eksplozję potężnej energii i jej wygaśnięcia w ułamku sekundy. Czy nie jest to znak wskazujący na zmartwychwstanie? Przez chwilę, zanim życie powróciło do martwego ciała, jego obraz został na zawsze utrwalony na powierzchni płótna poprzez przypalenie wybuchem nieznanej energii. Z naukowego punktu widzenia o wiele łatwiej jest uznać autentyczność Całunu, niż uważać go za fałszerstwo, gdyż ów hipotetyczny fałszerz musiałby być geniuszem wyprzedzającym całą współczesną naukę i wiedzę, a to jest przecież niemożliwe.

 

Pierluigi Bollone, profesor medycyny sądowej z Turynu, ceniony uczony w skali międzynarodowej, który również nawrócił się badając Całun, uważa, że wskazuje on na wiarygodność opisów Męki w Ewangeliach. Jeżeli Ewangeliści nie oszukali nas tutaj, jeżeli zasługują na zaufanie historyka, to możemy rozszerzyć nasze zaufanie na wszystkie opisane w Ewangeliach wydarzenia z życia Jezusa.

Prof. Bollone twierdzi, że argumenty przeciwników Całunu nigdy nie są oparte na obiektywnych naukowych badaniach, tylko pochodzą z założeń ideologicznych. Gdyby to był Całun przypisywany np. Juliuszowi Cezarowi, a nie Jezusowi, nie byłoby już nikogo, kto ośmieliłby się w to wątpić. Jezus jest i pozostanie "znakiem, któremu sprzeciwiać się będą" (Łk 2, 34), dlatego uznanie autentyczności Całunu domaga się opowiedzenia za Jezusem, uznawaniem Go za Boga, a to pociąga za sobą olbrzymie konsekwencje życiowe, zmianę życia, nawrócenie. To jest powód, dla którego wielu pozostaje obiektywnymi tylko w słowach, a w rzeczywistości ulega swoim uprzedzeniom. Według prof. Bollone, jeżeli ktoś, znając wyniki badań naukowych, twierdzi, że nie wierzy w autentyczność Całunu, to świadczy to o tym, że od początku postanowił w nią nie wierzyć. Jego zdaniem, wobec ogromu pozytywnych danych naukowych, uzyskanych w różnorodnych dyscyplinach badań, ludzie zaprzeczający autentyczności Całunu powinni dostarczyć przekonywujących argumentów do jej odrzucenia. Nie czynią tego, bo takich argumentów po prostu nie ma.

Odkrycie tej samej grupy krwi, na Całunie Turyńskim oraz w świętych postaciach cudu Eucharystycznego w Lanciano, jest znakiem wzywającym do nawrócenia, do wiary w Osobę Jezusa Chrystusa, który jest rzeczywiście obecny w tajemnicy Eucharystii.

Stefan Piotrowski

źródło:Fronda.pl 

 

 

Jan Paweł II jest największym darem, jaki Moje Niepokalane Serce otrzymało od Serca Jezusa dla waszego bolesnego czasu oczyszczenia.

  Jan Paweł II jest największym darem, jaki Moje Niepokalane Serce otrzymało od Serca Jezusa dla waszego bolesnego czasu oczyszczenia. Obron...