czwartek, 30 kwietnia 2026
1 maja: św. Józefa rzemieślnika. Maj – miesiąc nabożeństw ku czci Maryi
1 maja: św. Józefa rzemieślnika. Maj – miesiąc nabożeństw ku czci Maryi
Maj rozpoczynamy oddaniem czci św. Józefowi,
Przeczystemu Oblubieńcowi NMP
Święty Józef, Rzemieślnik
Święty Józef był mężem Maryi. Jego postać znamy z przekazów Ewangelii. Czcimy go dwukrotnie w ciągu roku: 19 marca – jako Oblubieńca Matki Bożej, a dzisiaj – jako wzór i patrona ludzi pracujących. 1 maja 1955 roku zwracając się do Katolickiego Stowarzyszenia Robotników Włoskich papież Pius XII proklamował ten dzień świętem Józefa rzemieślnika, nadając w ten sposób religijne znaczenie świeckiemu, obchodzonemu na całym świecie od 1892 r., świętu pracy. Odtąd tego dnia także Kościół akcentuje szczególną godność i znaczenie pracy. To wspomnienie jest wyrazem zrozumienia i poszanowania jej roli w duchowym rozwoju człowieka, a także okazją do złożenia hołdu tym jej wartościom, które pozwalają stosunki między ludźmi ją wykonującymi oprzeć na zasadach pokoju społecznego, dalekich od niezgody, gwałtu i nienawiści.

Modlitwa papieża Jana XXIII do świętego Józefa robotnika
Święty
Józefie, Opiekunie Dzieciątka Jezus, przeczysty Oblubieńcze Maryi, który
wypełniając wiernie swoje obowiązki, pracą rąk zarabiałeś na utrzymanie
Świętej Rodziny Nazaretańskiej, weź nas w swoją opiekę, kiedy z
ufnością się do Ciebie zwracamy. Ty znasz nasze potrzeby, troski,
nadzieje. Ty również przeżywałeś chwile próby, doświadczenia i
niepokoju. Do Ciebie się uciekamy ufni, że w Tobie znajdziemy opiekuna.
Wśród rozlicznych zajęć codziennego
życia Twoja dusza znajdowała pokój i ukojenie w głębokim zjednoczeniu z
Jezusem i Jego Matką, Twojej pieczy powierzonym. Dopomóż i nam
zrozumieć, że w naszych potrzebach nie jesteśmy opuszczeni, byśmy w
naszej pracy też spotykali Jezusa i przy Nim trwali, podobnie jak Ty to
czyniłeś.
Uproś nam tę łaskę, by w naszych
rodzinach, w zakładach i miejscach pracy, wszędzie gdzie chrześcijanin
pracuje, wszystko było nacechowane miłością, cierpliwością i
sprawiedliwością. Niech każdy usiłuje czynić wszystko dobrze, by kiedyś
otrzymał bogactwo darów nieba. Amen
Kult „śpiącego św. Józefa”
z książki „Konsekracja św. Józefowi”
W ostatnich
latach w Kościele rozwinął się kult „śpiącego św. Józefa”. Wierni
nabywają figurki śpiącego świętego po to, aby go prosić o wstawiennictwo
w konkretnej intencji. Wypisują intencję na kartce papieru i
umieszczają kartkę pod figurką Świętego. Tak postępując, człowiek prosi
św. Józefa, aby zaniósł jego intencję do Boga. Kult śpiącego św. Józefa
to znakomity sposób na utrzymanie więzi z ojcem duchowym i uproszenie go
o modlitwę (o sen) w swojej intencji
(…) Jeśli możesz, postaraj się o figurkę
śpiącego św. Józefa. Spisz swoje intencje i powierz jego opiece. Pozwól
mu, aby się porozumiał z Bogiem w twojej sprawie
Nadszedł czas św. Józefa – zawierz mu swoje życie,
ale nie bądź bałwochwalcą!

Dziś, gdy świat przeżywa kryzys, rodziny są zagrożone papież Franciszek ogłasza Rok Świętego Józefa! Stało się to dzięki ks. Donaldowi Callowayowi, który rozpoczął pierwszy w 2000 letniej historii kościoła ruch zawierzenia św. Józefowi! Dołącz się i ty! Zawierz swoje życie św. Józefowi i doświadcz niesamowitych łask !
Święty Józef
pragnie z tobą zamieszkać i brać udział w twoim życiu rodzinnym. Nawet
jeśli dokądś wychodzisz, chce iść z tobą. Skoro mowa o wizerunkach św.
Józefa, pozwól, że krótko ci opowiem o praktyce, która głęboko mnie
porusza. Nie zakopuj figurki św. Józefa w ogrodzie, żeby sprzedać swój dom.
Zakopywanie figurek św. Józefa w nadziei, że to pomoże zbyć
nieruchomość, jest współczesnym wymysłem. Święta Teresa z Ávili i św.
Andrzej Bessette nigdy czegoś podobnego nie robili. Figury nie są
wytwarzane po to, aby je zakopywać. Przedstawiają osobę świętego i
powstają w celu oddawania im czci na ziemi, a nie do zakopania w niej.
Postaw w domu figurę św. Józefa i często
się do niego módl, prosząc o pomoc w rozwiązywaniu domowych problemów,
także tych związanych ze sprzedażą domu. Niczego nie zakopuj w ogrodzie.
Wy jesteście światłem świata. Nie może się ukryć miasto położone na górze. Nie zapala się też lampy i nie umieszcza pod korcem, ale na świeczniku, aby świeciła wszystkim, którzy są w domu. (Mt 5, 14–15)
A jeśli już to robisz, nigdy nie zakopuj rzeźby św. Józefa do góry nogami. Ludzie często stosują tę dziwaczną praktykę jako formę duchowego przekupstwa, obiecując odwrócić figurkę we właściwym kierunku tylko wtedy, gdy uda im się sprzedać swój dom. Taka praktyka jest już bardzo bliska traktowaniu figury św. Józefa jak talizmanu lub przynoszącego szczęście amuletu. Święty Józef jest twoim ojcem duchowym, a nie świecidełkiem. Nie ma potrzeby zakopywania jego figury. Mów do niego, słyszy cię.

Nabożeństwa majowe ku czci Matki Bożej
Maj, dla wielu najpiękniejszy miesiąc roku – to w Kościele okres szczególnej czci Matki Bożej. W Polsce żywa jest tradycja gromadzenia się wieczorami w kościołach, przy grotach, kapliczkach i figurach przydrożnych na nabożeństwach majowych, nazywanych „majówkami”. Przejeżdżając w majowy wieczór przez polskie wsie można usłyszeć pieśni maryjne.

Za największego apostoła nabożeństw majowych uważa się jezuitę, o. Muzzarelli. W roku 1787 wydał on broszurkę, w której propagował nabożeństwo majowe. Co więcej, rozesłał ją do wszystkich biskupów Italii. Sam w Rzymie zaprowadził to nabożeństwo w słynnym kościele zakonu Al Gesu mimo, że zakon wtedy formalnie już nie istniał, zniesiony przez papieża Klemensa XIV w roku 1773. Odprawiał on również nabożeństwo majowe w Paryżu, gdzie towarzyszył papieżowi Piusowi VII w podróży na koronację Napoleona Bonaparte. Pius VII nabożeństwo majowe obdarzył odpustami. Dalsze odpusty do nabożeństwa majowego – na które składa się Litania Loretańska do Najświętszej Maryi Panny, nauka kapłana oraz błogosławieństwo Najświętszym Sakramentem – przypisał w 1859 roku papież bł. Pius IX.
Centralną częścią nabożeństwa majowego jest Litania Loretańska, jeden ze wspaniałych hymnów na cześć Maryi, w którym wysławiane są Jej wielkie cnoty i przywileje, jakimi obdarzył Ją Bóg. To piękny zbiór komplementów dla Maryi. Nie ma pewności, kiedy powstała Litania Loretańska. Prawdopodobnie jakaś jej wersja znana była już w XII wieku we Francji. Pewne jest to, że zatwierdził ją oficjalnie papież Sykstus V w 1578 r. Nazwę „Loretańska” otrzymała od miejscowości Loretto we Włoszech, gdzie była szczególnie propagowana i odmawiana prawdopodobnie od 1531 r. Przypuszcza się, że część tytułów Maryi pochodzi z wpisów w księgach sanktuarium Domku Loretańskiego.
Tekst
litanii miał przedłożyć do zatwierdzenia papieżowi Grzegorzowi XIII
archidiakon Guido Candiotti. 11 czerwca 1587 r. Sykstus V obdarzył
„Litanię Loretańską” dwustu dniami odpustu. Kolejne odpusty przypisali
do niej Pius VII i Pius XI. W 1631 r. Święta Kongregacja Obrzędów
zakazała dokonywania w tekście samowolnych zmian; te, które następowały,
posiadały aprobatę Kościoła. Kiedyś w litanii było więcej tytułów,
m.in.: Mistrzyni pokory, Matko Miłosierdzia czy Bramo odkupienia.
Później pojawiały się inne wezwania (inwokacje): Królowo Różańca
Świętego (1675), Królowo bez zmazy pierworodnej poczęta (1846), Matko
Dobrej Rady (1903), Królowo pokoju (1917), Królowo Wniebowzięta (1950),
Matko Kościoła (1980), Królowo Rodzin (1995).
W litanii wymieniane są kolejne tytuły
Maryi. Po zatwierdzeniu liturgicznej uroczystości NMP Królowej Polski,
obchodzonej 3 maja, do Litanii dołączono 12 października 1923 r.
wezwanie „Królowo Polskiej Korony”, przekształcone po drugiej wojnie
światowej na „Królowo Polski”. Niedawno dodano i zatwierdzone nowe
tytuły: „Matko miłosierdzia”, „Matko nadziei”, „Pociecho migrantów”
CO O TYM MYŚLEĆ? Papież i angielska PIELĘGNIARKA
Gavin Ashenden: Fałszywy ekumenizm. Wizyta Mullally w Rzymie wysyła błędne sygnały
Chleb „nowego Kościoła”. Czy już poza Kościołem Chrystusa?
Kard. Kurt Koch z ortodoksyjnym stanowiskiem: anglikańskie święcenia nieważne
„Rorate Caeli”: Spotkanie Leona XIV z Sarą Mullally wystawia Rzym na pośmiewisko
Gavin Ashenden: Fałszywy ekumenizm. Wizyta Mullally w Rzymie wysyła błędne sygnały
Chleb „nowego Kościoła”. Czy już poza Kościołem Chrystusa?
Chleb „nowego Kościoła”.
Wiara na innych zasadach?
28 kwietnia 2026 pch24/chleb-nowego-kosciola-wiara-na-innych-zasadach

Katolicyzm się zmienił. Rzeczy, które jeszcze niedawno uchodziły za gorszący skandal, dziś są zwykłą codziennością. Prawdy doktrynalne i moralne ustąpiły miejsca miłości bliźniego. To ona stała się główną przestrzenią zbawienia.
To ma swoje gigantyczne konsekwencje.
Kiedy w grudniu 2025 roku władze anglikańskiego Kościoła Anglii podały, że arcybiskupem Canterbury zostanie kobieta, wybuchła burza. Coś takiego nie zdarzyło się jeszcze nigdy. Wprawdzie anglikanie dopuścili już ordynację kobiet i robili je biskupkami, ale nigdy w Canterbury. W końcu arcybiskup Canterbury pełni w globalnej Wspólnocie Anglikańskiej rolę nieco podobną do papieża w Kościele katolickim.
Konserwatywni anglikanie zaczęli protestować. Część z nich ogłosiła, że wobec tej decyzji po prostu zrywa swoją więź z Canterbury: będą odtąd wyznawać chrześcijaństwo w wersji anglikańskiej, ale niezależnie. Drogę samodzielności wybrały wspólnoty anglikańskie w różnych krajach globalnego południa, przede wszystkim w Afryce. W Londynie nikt się tym jednak nie przejął. 25 marca 2026 roku urząd arcybiskupa Canterbury objęła pani Sarah Mullally
Mullally urodziła się w 1962 roku. Ordynację otrzymała w 2002 roku, a w 2015 roku została biskupem. Jest jedną z pierwszych kobiet we Wspólnocie Anglikańskiej, która przeszła tę drogę. Osadzenie jej w Canterbury stanowiło pewnie wyraz uznania dla jej zdolności przywódczych, ale zarazem – co do tego nie można mieć wątpliwości – jasną deklarację uznania, że płeć nie odgrywa w powołaniu duchownym w anglikanizmie żadnej roli. Jeżeli komuś się to nie podoba, trudno – niech odejdzie, Londyn chce iść w tej sprawie z duchem współczesności.
Po wyborze Sary Mullally wielu katolickich publicystów pisało, że ta decyzja znacząco pogorszy relacje Wspólnoty Anglikańskiej z Kościołem katolickim. Wprawdzie Rzym od dawna nie uznaje ważności święceń w tej wspólnocie, co ogłosił już papież Leon XIII w liście apostolskim „Apostolicae curae” z 1893 roku. Wprowadzenie u anglikanów ordynacji i biskupstwa kobiet, co wydarzyło się pod koniec XX wieku, było jednak dalszym krokiem zaostrzającym sytuację – a nominacja dla Mullally dobitnie to podkreśla.
Okazało się jednak, że żadnego pogorszenia relacji nie ma. Papież Leon XIV i jego zaplecze zdecydowali się na przyjęcie wobec Mullally całkowicie otwartego stanowiska.
Jeszcze w marcu Ojciec Święty wysłał do nowej arcybiskup Canterbury krótkie gratulacje, gdzie zapewniał o modlitwie, dążeniu do jedności oraz wspólnocie wiary chrześcijańskiej. Wkrótce Sarah Mullally została zaproszona do Rzymu. Przyjechała tam pod koniec kwietnia, tuż po powrocie Leona XIV z Afryki – kontynentu, na którym doszło niedawno do podziału w anglikanizmie.
Zanim spotkała się z papieżem, odwiedziła wszystkie cztery bazyliki papieskie. W Bazylice św. Piotra Sarah Mullally modliła się przy grobie pierwszego papieża. Była też w położonej tuż obok Kaplicy Klementyńskiej. W sieci pojawiły się charakterystyczne zdjęcia. Mullally udziela biskupiego błogosławieństwa, a obok niej stoi katolicki biskup Flavio Pace, sekretarz w Dykasterii ds. Ekumenizmu z Kurii Rzymskiej. Biskup Pace pochylił głowę i wykonał znak krzyża, przyjmując błogosławieństwo udzielone przez Mullally.
Programowe kazanie anglikańska arcybiskup Mullally wygłosiła w anglikańskim kościele św. Pawła w Murach (St Paul’s Within the Walls). Warto zwrócić uwagę na treść tej homilii. Mullally mówiła o jedności pomiędzy chrześcijanami. Według niej, jedności nie osiąga się tylko poprzez dialog teologiczny, ale wykuwa się ją w praktyce: „pomiędzy tymi, którzy żyją, modlą się i służą”, „pomiędzy tymi którzy spotykają się, słuchają i idą razem dzień po dniu”. „Jedność nie jest tylko wynegocjowana, jedność jest wcielana w życie” – powiedziała. Jak podkreśliła, ewangeliczność i Chrystusowość Kościoła widać nie tylko w jego życiu wewnętrznym, ale również w zewnętrznym. Wskazała na akty miłosierdzia: – troskę o zmarginalizowanych; – przyjmowanie obcych; – towarzyszenie uchodźcom i tym, którzy są pozbawieni domu, niedostrzegani i niewysłuchiwani.
To przemówienie wolno skonfrontować z treścią przesłania, jakie 20 marca wystosował do Mullally papież Leon XIV. Ojciec Święty wspomniał tam o istnieniu różnic teologicznych, ale podkreślił „wspólne rozpoznawanie w sobie braci i sióstr w Chrystusie poprzez nasz wspólny chrzest”. Papież nazwał Mullally „drogą siostrą”, wyraził nadzieję na przezwyciężanie podziałów celem lepszego głoszenia Ewangelii oraz na współpracę, by sprostać wyzwaniom, jakie „stoją dziś przed ludzką rodziną”.
Przy wszystkich różnicach, pobrzmiewa tu jeden wspólny akcent: uznanie różnic za praktycznie drugorzędne w obliczu wspólnego zadania, jakim jest posługa charytatywna w duchu Ewangelii.
Ten ton nie jest, oczywiście, zupełnie nowy: towarzyszy ekumenizmowi i dialogowi międzyreligijnemu od dziesięcioleci. Z przywódcami anglikanów spotykali się już poprzedni papieże, począwszy od Jana XXIII, a skończywszy na Franciszku, który utrzymywał szczególnie przyjacielskie relacje z poprzednikiem Mullally, arcybiskupem Canterbury Justinem Welbym.
Ton priorytetu charytatywnego byłby jednak nie do pomyślenia przed rewolucją dialogiczną, która rozpoczęła się w okolicach II Soboru Watykańskiego. Wcześniej różnice doktrynalne i moralne uważano za naprawdę istotne, a ścisłą współpracę pomimo tych różnic – za skandaliczną.
Założenie było proste: jeżeli katolicy będą współdziałać z protestantami jak bracia i siostry, to w praktyce podważą własne roszczenie do prawdy, wprowadzając zamiast niego sui generis relatywizm ekumeniczny. Tę obawę jednak odrzucono, a może raczej: zaakceptowano cenę, jaką trzeba zapłacić. Innymi słowy, współpraca na rzecz posługi charytatywnej w duchu Ewangelii została uznana za ważniejszą niż ewentualne skandale czy wątpliwości co do słuszności własnej teologii. Wymiar charytatywny zwyciężył.
Krytyk mógłby powiedzieć, że człowiek stał się ważniejszy od Boga, co miałoby być konsekwencją zwrotu antropologicznego, jaki przeprowadzono w teologii katolickiej, ze szczególnym wkładem ks. Karla Rahnera. Sympatyk tej zmiany odpowiedziałby, że jednego nie można przeciwstawiać drugiemu, bo miłość bliźniego zakłada miłość Boga – albo wprost albo pośrednio, a dla Chrystusa wyjście naprzeciw człowiekowi zawsze było ważniejsze niż zaadresowanie jego grzechu. Dlatego Zbawiciel najpierw uratował cudzołożnicę przed ukamienowaniem, a dopiero później ją napomniał. Nie uzależniał swojej pomocy od akceptacji prawd moralnych i doktrynalnych. Krytyk odpowie znowu: to prawda, ale nigdy nie zapominał o pouczeniu; tymczasem współczesny priorytet jedności w posłudze charytatywnej wymiar doktrynalny po prostu spycha na bok, zamykając go w jakichś specjalistycznych gremiach teologicznych, bez żadnego połączenia z praktycznym i codziennym życiem.
Priorytetyzacja wymiaru charytatywnego objawia się też w innych obszarach. Kiedy Leon XIV wracał samolotem z Afryki, jeden z dziennikarzy zapytał go o błogosławienie par homoseksualnych w Niemczech. Niedawno takie błogosławieństwa wprowadził kardynał Reinhard Marx z Monachium. Watykan dopuszcza tę praktykę, pod warunkiem, że jest nieuroczysta i spontaniczna, poza kontekstem liturgicznym. W Niemczech jest inaczej, błogosławieństwa są ceremonialne i przypominają czynności liturgiczne. Papież Leon XIV zdystansował się od tego, co robią biskupi w Niemczech. Zanim to uczynił, zdystansował się jednak od czegoś innego: od samego tematu.
Powiedział, że „przede wszystkim” trzeba pamiętać, że moralność seksualna nie jest tak ważna, jak moralność dotycząca „sprawiedliwości, równości, wolności mężczyzn i kobiet i wolności religijnej”. „To powinno mieć priorytet” wobec moralności seksualnej, zaznaczył.
Stosunek do innych ludzi – sprawiedliwość, równość, wolność – zostaje oceniona jako rzecz kluczowa, coś, co naprawdę powinno nas zajmować. Ułożenie relacji seksualnych, błogosławienie par LGBT… papież nie kwestionuje wewnętrznej wagi tych tematów, ale odsuwa je na bok. Tak, jak z anglikanami: może i są różnice teologiczne, ale najważniejsze jest wspólne świadectwo życia chrztem i Ewangelią, które ma służyć jedności posługi na rzecz bliźniego. Miejsce anglikanów mogą zająć geje i lesbijki. Żyją wprawdzie w sposób niezgodny z katolicką nauką moralną, ale mogą być ludźmi niosącymi sprawiedliwość, równość i wolność, na tym się skupmy.
Ks. Karl Rahner uczył, że kto miłuje bliźniego, ten miłuje Boga – choćby sam o tym nie wiedział. „W miłości bliźniego, o ile jest prawdziwa i przyjmuje do końca swą własną niepojętą istotę, dana jest już cała chrześcijańska rzeczywistość zbawcza, całe chrześcijaństwo, które co prawda ma się dopiero rozwinąć w swej pełni, takiej jak ją znamy i strzeżemy, lecz ujęte jest już u swych najbardziej pierwotnych korzeniach, gdy jeden człowiek drugiego prawdziwie i «do końca» [umiłował]” – pisał Rahner.
Jan Paweł II i Benedykt XVI nie przyjmowali w pełni tego nauczania. Kontynuując dialogizm Jana XXIII i Pawła VI, starali się jednak – w różnym zakresie – o podtrzymanie wcześniejszej roli doktryny. Wychodziło im to różnie, co było widoczne w zwłaszcza w przypadku Jana Pawła II za sprawą jego oddania dialogowi ekumenicznemu i międzyreligijnemu. W doktrynie moralnej papież Wojtyła nie oddawał jednak pola, Benedykt XVI starał się nie robić tego nigdzie.
Sytuacja zmieniła się dość radykalnie 13 marca 2013 roku. Papież Franciszek przyjął Rahnerowski zwrot antropologiczny w całej jego rozciągłości. Wyciągnął z tego konsekwencje: wielokrotnie lekceważył moralność seksualną, wyciągając rękę do środowisk homoseksualnych; pozwalał na ich błogosławienie; otwierał drzwi rozwodnikom w powtórnych związkach; prowadził intensywny dialog, prezentując inne religie jako drogę do Boga. Warunek: wszędzie musiał istnieć silny komponent miłości bliźniego. Jeżeli ktoś miłuje, wchodzi w przestrzeń zbawienia, a jego moralne nieuporządkowanie czy błędy doktrynalne stają się drugorzędne. Tak, jak uczył Rahner: w miłości bliźniego ma być zawarta cała rzeczywistość zbawcza, uświadomiona czy nie.
Po roku rządów Leona XIV widać wyraźnie: kolejnej zmiany nie będzie. Papież Prevost idzie drogą, którą wyznaczył jego poprzednik. Przejawia się to w moralności, przejawia w ekumenizmie. Wielkie problemy doktrynalne są dla Leona drugorzędne. Jakiś czas temu został zapytany o to, czy można byłoby dopuścić kobiety do diakonatu. Zbył to pytanie, mówiąc, że „obecnie” nie widzi takiej możliwości. Zapytany o akceptację homoseksualizmu odparł, że „póki co” trzeba pracować nad zmianą kulturową w Kościele.
Dla Leona, jak się wydaje, te kwestie nie mają dużego znaczenia: można odpowiadać na nie w ten albo inny sposób. Jeżeli Leon wybiera podejście konserwatywne, to nie czyni tego chyba z wewnętrznego przekonania, że prawda jest tu ściśle określona – ale dlatego, że nie chce powodować zaburzeń w ciele Kościoła.
Leon nie odrzuca kategorii prawdy, ale sytuuje ją w innym miejscu: w obszarze miłości Boga i bliźniego, praktycznie nierozłącznych i nierozróżnialnych. Tak samo robił Franciszek. Tak samo robią anglikanie, Justin Welby czy Sarah Mullally. Tak samo robią niemieccy biskupi, dla których najważniejszym elementem życia chrześcijańskiego jest posługa charytatywna. Tak samo uczył Karl Rahner.
Taki jest po prostu nowy katolicyzm. Ziarna zostały zasiane w Oświeceniu. Wzrastały w czasie II wojny światowej i w okresie powojennym. Po II Soborze Watykańskim zasiew zaczął dojrzewać, ale dopiero Franciszek zdecydował się na zebranie plonów. Leon XIV może być tym, który wypiecze z nich nowy chrześcijański chleb, karmiąc nim cały Kościół – i na trwałe przekształcając sposób rozumienia i przeżywania wiary.
Zobaczymy, czy wierni będą chcieli ten chleb spożywać.
Paweł Chmielewski
Liban: krzyż bestialsko zniszczony przez izraelskie wojsko ponownie stanął na swoim miejscu. GŁUPSTWO DLA POGAN, ZGORSZENIE DLA ŻYDÓW
GŁUPSTWO DLA POGAN, ZGORSZENIE DLA ŻYDÓW
Liban: krzyż bestialsko zniszczony przez izraelskie wojsko ponownie stanął na swoim miejscu. Pomogli w
Kard. Pizzaballa: profanacja krucyfiksu w Libanie jest kolejną ciężką zniewagą dla wiary chrześcijańskiej
Młotem odłupał głowę Chrystusa. Żydowscy żołnierze zbezcześcili krzyż w Libanie
Papież Leon XIV o błogosławieniu par LGBT. Co powiedział?
Papież Leon XIV o błogosławieniu par LGBT. Co powiedział?
Kardynał Fernández zapewnia: Franciszek nie został „schowany”, jego dziedzictwo żyje w Kościele
Dziedzictwo Franciszka. Kardynał Kasper wymienia najważniejsze elementy
Abp Gänswein wspomina Franciszka i LGBT: „To były zaskakujące słowa w ustach papieża”
Biskupi Ghany przeciw homoherezji. Jest list pasterski o LGBT
Biskupi Ghany przeciw homoherezji. Jest list pasterski o LGBT
Czy Kościół skapitulował przed synagogą? To zdrada Chrystusa! Konferencja w Palczewie: POLSKA PRZETRWA!
Czy Kościół skapitulował przed synagogą? To zdrada Chrystusa! Konferencja w Palczewie: POLSKA PRZETRWA!
https://banbye.com/watch/v_3ju8PWL7uaGP
PO CO NAM KONFERENCJE EPISKOPATÓW?
Grzegorz Braun odważnie i szczerze o tajnych taśmach, hakach na polskie elity i zdradzie Kościoła
Ekskomunika dla ks. prof. D. Oko, W. Chrostowskiego i W. Rakocego
„Oko na niedzielę” odc. 203, Ekskomunika dla ks. prof. D.
Ekskomunika dla ks. prof. D. Oko, W. Chrostowskiego i W. Rakocego
Witam wszystkich w „Niedzielę Dobrego Pasterza”, w naszym 203 Programie „Oko na niedzielę” (Rok A – 26.04.2026)
Pan
profesor Stanisław Obirek na łamach „Gazety Wyborczej” ostatnio
właściwie zażądał najsurowszej kary ekskomuniki dla mnie oraz dla księży
profesorów Waldemarów Chrostowskiego i Rakocego CM
(https://krakow.wyborcza.pl/krakow/7,44425,32725859,to-zbrodnia-na-kosciele-i-polsce-ksiadz-oko-rozpetuje-burze.html).
Za co? Za krytykę wypaczonych sposobów dialogu z judaizmem w ogóle,
oraz za krytykę listu z 22 marca w szczególności, którym pan Obirek jest
niezwykle zachwycony, a który przecież nie został odczytany w ponad 90
procentach kościołów polskich. Zatem według jego myślenia
koniecznie trzeba dołączyć do tej listy ekskomunikowanych również księży
profesorów Roberta Skrzypczaka, Janusza Królikowskiego, Dariusza
Kowalczyka SJ i Mariusza Rosika, ponieważ ta czwórka krytykuje ten list
podobnie jak pierwsza trójka. Zatem według prof. Obirka i „Gazety Wyborczej” mamy już siedmiu księży profesorów przeznaczonych do natychmiastowej, bezwzględnej ekskomuniki.
A kimże jest sam pan profesor Obirek? Nie wszyscy wiedzą, że to eks-ksiądz, eks-jezuita i eks-katolik, który 30 lat spędził w zakonie, aby w 2005 roku opuścić go i stać się najbardziej zajadłym, śmiertelnym wrogiem Chrystusa. Teraz głosi, że Kościół katolicki to Gehenna, czyli prawdziwe piekło na Ziemi, że z datą chrztu w 966 roku Kościół zgotował Polsce piekło, które trwa do dzisiaj. Rzeczywiście, trudno o większą nienawiść do katolicyzmu. To jakiś apostata ekstremalny, to jakiś arcy-Judasz do kwadratu. I taki oto człowiek domaga się natychmiastowego ekskomunikowania aż siedmiu księży, którzy należą do najbardziej znanych i cenionych w Kościele polskim. Ale to podobnie, jakby Judasz, zanim sam się powiesi, żądał natychmiastowego powieszenia siedmiu Apostołów. To jakiś wrak rozum, jakiś wrak człowieczeństwa. Wielki Inkwizytor od ekskomunik. Jaki „tolerancyjny i dialogiczny” – skrajnie po lewacku. Ale w sumie łaskawca, kilkadziesiąt lat temu kazano by pewnie całą siódemkę po prostu rozstrzelać.
Jak doszedł aż do tego stanu? Wskazówką jest fakt, że niemal prostu z klasztoru trafił w objęcia kochanki, która zastąpiła mu zakon i Kościół, Chrystusa i Boga. Wygląda zatem na kobietę zaiste z dużym potencjałem szczególnie dla tego typu eks-jezuity. Jeżeli jednak zmiana życia następuje tak szybko, to na ogół oznacza to, że ta relacja zaczęła się już do wcześniej, że dany zakonnik już długo prowadził w klasztorze podwójne, zakłamane życie, taką ma po prostu moralność. Jednak największe znaczenie ma tutaj zapewne fakt, że ks. prof. Obirek w latach przed apostazją prowadził coraz bardziej intensywny dialog z judaizmem, aż tak dogłębny, że w końcu całkowicie porzucił chrześcijaństwo i stał się wielkim apologetą judaizmu.
Wielkie ostrzeżenie, do czego może prowadzić fałszywy, chory, patologiczny dialog – także z judaizmem. Dialog, w którym jest o wiele za mało rozumu, za mało prawdy, za mało sumienia. W którym można skończyć jak eks-katolik Obirek.
Oczywiście z każdym – poza demonami i ich sługami – należy dialogować, ale w stosowny sposób. W każdym dialogu najbardziej należy dbać o wzajemne dzielenie się posiadanymi dobrem i prawdą – które każdemu bez wyjątku w jakiejś mierze są dane. Tak samo trzeba starać się o wzajemną pomoc w wyzwalaniu się ze zła i nieprawdy – w które prawie każdy także niestety jest uwikłany.
Jednak ten koszmarny przypadek eks-jezuity Obirka pomaga nam też zrozumieć, skąd wziął się list z 22 marca. Otóż dowiadujemy się, że prawdopodobnie jego główną autorką jest pewna siostra zakonna, która sama do tego się przyznaje. To wygląda na prawdę, ponieważ treść i styl listu w wysokim stopniu są podobne do tego, co ta siostra czyni i głosi na co dzień. A ona szczyci się, że jest uformowana w szkołach rabinów, że przez długie lata u nich w Izraelu studiowała. I to dobrze widać, to dobrze tłumaczy, dlaczego w tym liście jest aż tak wiele lekceważenia dla Jezusa Chrystusa, tak wiele pogardy dla polskich katolików, tak wiele obrażania ich. Dlaczego jest tak wielka nieznajomość całości nauczania Kościoła, tak wiele braków teologicznych. Bo autorka jest zapewne za bardzo uczennicą rabinów, a za mało Apostołów. Ma już coś z postawy i syndromu pana Obirka – który jest nią zachwycony – i oby nie poszła jego drogą do końca. Smutne i bardzo znaczące jest natomiast, że wobec tak słabej i jednostronnej Autorki nie uwzględniono ani jednej z wielu poprawek tego tekstu, które wniosły do niego największe autorytety, jak księża profesorowie Chrostowski i Rakocy. To kolejna wielka wina „Komitetu od dialogu”.
Są jednak znaki nadziei. Zdecydowana większość Episkopatu już bardzo żałuje wydania tego listu, co jest widoczne choćby w tym, że 13 kwietnia z około 150 biskupów, którzy obecnie żyją w Polsce, do synagog poszło zaledwie 4, czyli 2,5 procenta. Natomiast aż 97,5 procenta, czyli 39 razy więcej, zdecydowało w ogóle nie robić czegoś takiego. A przecież powinni iść wszyscy, 150 jak jeden mąż, skoro podobno sami świadomie do tego tak wzywali. (To było pierwsze takie wydarzenie w całych dziejach chrześcijaństwa, zatem sami powinni być tu „wzorem”.) A oni prawie właśnie jak „jeden mąż” wcale nie poszli, niejako zagłosowali najpierw przyciskami „za”, a potem nogami „przeciw”. Potwierdza się to, co uprzednio pisaliśmy, że Polski Episkopat mimo wszystko należy do najlepszych w świecie, bo jest zdolny choćby do tak gruntownej auto-korekty i nawrócenia, w czym zapewne bardzo pomogła reakcja polskich katolików.
Ja też bardzo, bardzo dziękuję wszystkim, którzy na różny sposób wyrazili mi swoje poparcie, wdzięczność i uznanie. Szczególnie różnym księżom biskupom, naukowcom z mojego uniwersytetu oraz innych uczelni katolickich i świeckich, siostrom zakonnym i zakonnikom, księżom i najlepszym, najmądrzejszym katolikom, którzy nawet całym rodzinami przekazywali mi swoje poparcie i wiadomości o ich modlitwie. Widać jak miliony Polaków poczuły się niezwykle obrażone i zranione treścią listu z 22 marca, a mój artykuł okazał się trochę jak balsam na ich rany. Pośród nich są takie osoby, jak tysiące wspaniałych rodziców katolickich czy tacy najbardziej święci i mądrzy polscy kapłani, jak ks. prof. Edward Staniek czy ks. dr Marek Dziewiecki.
Potwierdzają się też moje szacunki, że ponad 90 procent polskich świeckich, duchownych i naukowców odrzucają ten list. Na moim uniwersytecie mam teraz trudności ze zdążeniem na zajęcia, ponieważ tak wiele osób ze wszystkich Wydziałów dziękuje mi za mój artykuł i wyraża swoje poparcie.
Czuję się też niezwykle zaszczycony atakami w rodzaju apostaty Obirka i anty-Chrystusowej, ateistycznej Gazety Wyborczej, bo widać muszę bardzo przeszkadzać najbardziej demonicznym kręgom, skoro aż tak mnie nienawidzą, aż tak mi grożą.
To mnie właśnie tym bardziej motywuje do pracy i działania, aby aż tak ciemne moce nie zapanowały nad nami do końca. Tym bardziej postanawiam i przyrzekam do końca bronić prawdy i dobra, wiary i nadziei – choćby miały się zrealizować najgorsze groźby, które są przeciw mnie kierowane.
Nasz Pan szczególne dzisiaj uczy nas, jak należy być „dobrym pasterzem, [który] daje życie za swoje owce” (J 10,11).
Bo ludzie są tego warci.
Bo Kościół jest tego warty.
Bo Polska jest tego warta.
Bo nasze zbawienie jest tego warte.
Amen.
Ks. dr hab. Dariusz Oko, prof. UPJP2
Kierownik Katedry Filozofii Kultury
poniedziałek, 13 kwietnia 2026
Celowość Kościoła Katolickiego
Celowość Kościoła Katolickiego

Katechizm religii katolickiej podaje:
Po co Chrystus Pan ustanowił Kościół?
Chrystus Pan ustanowił Kościół po to, ażeby Kościół prowadził ludzi do Boga i do Nieba.
Skoro tak się sprawy mają, nie będzie niewłaściwym uszczegółowić – w odniesieniu do katolickiego duchowieństwa:
Chrystus Pan ustanowił Sakrament Kapłaństwa po to, aby biskupi i kapłani prowadzili ludzi do Boga i do Nieba.
Zachęcamy do podpisania się pod apelem do Kardynała Grzegorza Rysia!
Paweł Chmielewski: Kardynał Ryś i arcybiskup Kupny ...
„Czcigodny Księże Kardynale!
Z głębokim smutkiem i niepokojem przeczytałem zdanie, które wypowiedział Ksiądz w wywiadzie dla Gazety Wyborczej, opublikowanym w Wielki Piątek, 3 kwietnia 2026 roku:
>>[G]dy chodzi o rozumienie prawd moralnych, każdy może mieć inne. W tej kwestii różnorodność jest możliwa.<<
Przede wszystkim niepokoi relatywne podejście do zasad moralnych. Nasuwa się pytanie, czy zdaniem Eminencji przykazania Dekalogu odnoszą się do wszystkich ludzi? Czy każdy może zinterpretować przykazania: „Nie zabijaj”, czy „Nie cudzołóż”, tak jak mu się podoba? (…)”
pełna treść listu na https://petycjaonline.pl/podpisz-list-otwarty-do-kardynala-rysia/
Zachęcamy do podpisania się pod apelem do Kardynała Grzegorza Rysia!
Ks. prof. Dariusz Oko: List biskupów obraża polskich katolików i utrudnia zbawienie
„Oko na niedzielę” odc. 201, "List Biskupów" obraża i utrudnia ...
„Utrudnianie ludziom zbawienia (obojętnie, jakiej są narodowości) zamiast pomagania w nim ze wszystkich sił, jest największym grzechem osób duchownych, za który Pan Jezus na wielu miejscach najbardziej oskarżał (wiecznych) obłudników i faryzeuszy oraz groził im potępieniem bez końca” – pisze kierownik Katedry Filozofii Kultury UPJPII w Krakowie ks. prof. Dariusz Oko, odnosząc się do listu KEP na temat stosunku Kościoła do Żydów
- „Po Liście biskupów z 22 marca polscy katolicy są głęboko zranieni i upokorzeni. Czują się zdradzeni przez własnych pasterzy, niektórzy nawet nadal płaczą na samo wspomnienie tego tekstu. Z tego, co wiem, wygląda na to, że ponad 90 procent pracowników katolickich uczelni potępia ten list i go odrzuca. Podobnie ponad 90 procent księży, którzy nawet, nieraz pomimo wyraźnego nakazu, nie przeczytali go w swoich parafiach (moja wiedza jest tutaj zgodna np. z szacunkami Marcina Palade). Nawet pomimo groźby sankcji ze strony własnego biskupa ten list jakoś nie mógł im przejść przez usta. Księża czasem nawet w pierwszym momencie myśleli, że to jest jakiś fake news powstały np. w redakcji Gazety Wyborczej albo w ambasadzie Izraela. Podobnie jest ze zdecydowaną większością katolików świeckich, sióstr zakonnych i zakonników, którzy z przerażeniem stwierdzają, że dzisiaj nawet biskupom nie można wierzyć, nawet biskupi poddają się najgorszym, antychrześcijańskim ideologiom świata, że to jest zbrodnia na Kościele i zbrodnia na Polsce, to jest duszpasterzowanie młotem”
- pisze ks. prof. Dariusz Oko w tekście przesłanym do przyjaciół.
Duchowny wskazuje na głosy katolików, dla których „jest oczywiste, że ten list wygania wiernych z kościołów, zabija powołania i przyspiesza ateizację Polski”. Podkreśla, że biskupi nie mogą tego głosu Kościoła – głosu zwykłych polskich katolików przemilczeć
- „Oddolny i jednoznacznie krytyczny głos Kościoła, z którym zwłaszcza niektórzy biskupi muszą się zmierzyć, zwłaszcza w duchu synodalności, którą sami tak intensywnie propagują. Przez tak liczne grono wiernych Chrystusowi katolików musi przecież przemawiać Duch Święty”
- zauważa.
Zwraca przy tym uwagę, że z aprobatą list przyjęto „w miejscach, które są trwałą własnością Ducha Zła, w których on zawsze panuje i przemawia, w mediach, które jak wulkany codziennie zioną kłamstwem i nienawiścią do Boga, do Kościoła, do Polski”.
W ocenie ks. prof. Oko, Żydów „list przedstawia jako jakichś niepokalanych nad-ludzi”.
- „Można tak analizować akapit po akapicie. Z dziesiątków tysięcy tekstów, jakie przeczytałem, ten jest jednym z najgorszych. Stąd może on służyć jako dobry materiał do ćwiczeń ze studentami na temat manipulacji w Kościele. I trzeba to robić, bo tu się podważa kluczowe znaczenie Chrystusa. Jakoby ani On, ani jego łaska, ani Sakramenty, ani Matka Boża, ani święci, ani papież, ani nauczanie Kościoła nie mieli większego znaczenia. Stąd dla komfortu Żydów w żadnym wypadku nie wolno naruszać ich dobrego samopoczucia jakimkolwiek głoszeniem im Chrystusa. Przecież to jest poniżenie Chrystusa, obraza jego godności. On zostaje tutaj jakby zepchnięty na margines przez ideologię skrajnego, fanatycznego syjonizmu”
- pisze filozof i teolog.
- „Tak też autorzy tego listu popadają w jaskrawą sprzeczność sami z sobą (jedną z wielu). Bo z jednej strony tak bardzo powołują się nauczanie Kościoła i twierdzą, że jest ono dla nich podobno niezmiernie ważne, a z drugiej, niejako na jednym oddechu, głoszą, iż jednak Żydzi kompletnie go nie potrzebują i czynią wszystko, co możliwe, by do końca świata go nie przyjęli”
- dodaje.
List biskupów utrudnia zbawienie
Podkreśla, że „w ten sposób i Żydom i katolikom niezwykle utrudnia się rzecz najważniejszą, czyli własne zbawienie, utrudnia się dostęp do Bożego Miłosierdzia”.
- „Tutaj tak wiele wysiłku wkłada się w przekonanie nas, że Żydzi znakomicie radzili sobie, radzą i poradzą odrzucając Chrystusa oraz bezwzględnie walcząc z Nim (co jest niejako głównym tematem tego listu), a zarazem generalnie są lepsi, niż katolicy polscy. To po co w ogóle być katolikiem? Po co się nawracać i iść za zabitym przez Żydów Chrystusem, tym bardziej, że chrześcijańska etyka stawia nam najwyższe wymagania?”
- pyta.
Zaznacza, że „utrudnianie ludziom zbawienia (obojętnie, jakiej są narodowości) zamiast pomagania w nim ze wszystkich sił, jest największym grzechem osób duchownych, za który Pan Jezus na wielu miejscach najbardziej oskarżał (wiecznych) obłudników i faryzeuszy oraz groził im potępieniem bez końca”.
- „Bo wtedy postępują dokładnie przeciwnie do tego, do czego zostali powołani, są jak ślepi przewodnicy ślepych (Mt 15,14)”
- wyjaśnia.
List biskupów obraża Polaków
Ks. prof. Oko odnosi się też do narracji na temat rzekomo będącego w Polsce ogromnym problemem antysemityzmu, na który to list biskupów miał być odpowiedzią.
- „W ten sposób list obraża dziesiątki milionów Polaków, jakbyśmy trwale byli jakimiś dziećmi specjalnej troski. Tak ubliża się szczególnie godności milionów Polek, w tym godności sióstr zakonnych, których Zgromadzenia w czasie okupacji ratowały żydowskie dzieci. Przed takim obrażaniem nas mamy od Boga dany nam obowiązek obrony. Trzeba szanować godność każdego człowieka i każdego narodu, w tym także własną godność i godność własnego narodu, szczególnie godność kobiety. Inaczej popada się w rasizm – skierowany choćby przeciw własnej wspólnocie i jej kulturze”
pisze.
List biskupów manipuluje osobą św. Jana Pawła II
Wreszcie uczony sprzeciwia się manipulowaniu osobą św. Jana Pawła II.
- „Zarówno Jan Paweł II, jak i Benedykt XVI wspierali mnie za głoszenie i obronę prawdy, co poświadczają specjalne podziękowania, które otrzymałem za swoją pracę od obu wielkich papieży. Tym bardziej upoważnia mnie to do stanięcia w obronie osoby i myśli św. Jana Pawła II. Dlatego też muszę z całą stanowczością stwierdzić, że wielkim nadużyciem jest mieszanie papieża do tekstu, który aż tak bardzo lekceważy Polaków i katolicyzm. On był wielkim, wierzącym patriotą, kochał swój naród, nigdy nie zgrzeszyłby takim niedostatkiem respektu wobec człowieka”
- stwierdza.
W kontekście obecnej sytuacji na Bliskim Wschodzie natomiast autor pisze o „schizofrenii”.
- „To jest też jakaś jakby schizofrenia, jakieś potężne zaprzeczanie samym sobie. Oto autorzy listu tak gorliwie występują w interesach Żydów, a zarazem wydają się zupełnie nie dbać o godność i nawet życie muzułmanów - oraz ostatnich wyganianych chrześcijan Palestyny, nawet tych najmłodszych, tych najbardziej niewinnych i bezbronnych, których nieustannie poniża i zabija wojsko Izraela”
zauważa.
W obronie biskupów
Ks. prof. Oko nie obarcza jednak odpowiedzialnością na ten list wszystkich polskich biskupów.
- „Ten Episkopat i tak jest jednym z najlepszych. Z historii wiemy jednak, iż biskupi faktycznie mogą w straszny sposób zdradzać Chrystusa. Jak w czasach ariańskich, albo jak prawie całe Episkopaty w XVI wieku, które bardziej bały się szubienicy Lutra, niż Boga. Jak polscy biskupi-zdrajcy, których niegodziwości stały się jawne w czasie insurekcji kościuszkowskiej. Jak dzisiaj prawie wszyscy biskupi niemieccy, a niedawno biskupi holenderscy. Podobnie może być z jakąś grupką biskupów polskich, która pobłądziła”
- ocenia.
- „Trudno bowiem sądzić, żeby dzisiaj jakiś przyzwoity polski biskup podpisał się pod tym listem mając pełną świadomość tego, co on zawiera i jakie będzie miał skutki. Biskupi mają tysiące spraw i problemów na głowie, setki dokumentów, które muszą parafować, dlatego oczywiście nie są w stanie sami wszystko do końca przeczytać i sprawdzić. Od tego mają współpracowników, komisje i komitety”
- dodaje.
Zauważa, że „głównym odpowiedzialnym za zawartość tego listu jest oczywiście Komitet Episkopatu Polski ds. Dialogu z Judaizmem”.
Niech przeproszą albo staną do dyskusji
Autor zaznacza, że „ucieczka w milczenie” nie rozwiąże problemu, który ten list wywołał.
- „To przecież jest kluczowe wymaganie synodalności – rozmawiajmy ze sobą. Rozmawiajmy ze sobą szczególnie na podstawie twardych danych naukowych, socjologicznych dotyczących antysemityzmu w Polsce, ale także we Francji, w Niemczech i we Włoszech oraz anty-polonizmu i anty-chrystianizmu samych Żydów. Komitet ds. Dialogu z Judaizmem przygotował ten list i przeforsował go pomimo krytyki najwyższych naukowych autorytetów. Usłyszał odpowiedź Polaków, niech teraz albo przeprosi, albo stanie do dyskusji. Ten list okazuje się być najgorszym w całej historii Kościoła w Polsce. Trzeba się z tego wytłumaczyć”
- apeluje.
Rozesłany przez ks. prof. Dariusza Oko tekst „w znacznie bogatszej formie” ukaże się w najnowszym wydaniu tygodnika „Do Rzeczy”. O liście KEP duchowny mówił też w swoim programie na antenie Telewizji Republika
źródło: Fronda.pl
-
OFIAROWANIE NAJDROŻSZEJ KRWI Matka Najświętsza przekazała wizjonerce Annie Lamberger z Klagenfurtu , że życzy sobie, aby często, nawet co...
-
LITANIA DZIĘKCZYNNA NAJŚWIĘTSZEMU DUCHOWI MIŁOŚCI Kyrie elejson, Chryste elejson, Kyrie elejson. Chryste usłysz nas, Chryste wysłuchaj nas. ...
