Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nieznana historia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nieznana historia. Pokaż wszystkie posty

piątek, 14 sierpnia 2026

Nowe, nieznane fakty ! Przeczytaj wywiad ze świadkiem śmierci Św. Maksymiliana

 

Nowe, nieznane fakty ! Przeczytaj wywiad ze świadkiem śmierci Św. Maksymiliana

Michał Micherdziński był jednym z ostatnich świadków słynnego apelu w obozie KL Auschwitz, na którym o. Maksymilian Kolbe zdeklarował się pójść na śmierć w zamian za współwięźnia. Prezentujemy rozmowę z Michałem Micherdzińskim, w której wspomina o. Maksymiliana i tamten apel 29 lipca 1941 roku. Na dwa lata przed śmiercią Michała Micherdzińskiego (1919-2006), rozmowę z nim przeprowadził o. Witold Pobiedziński. Z portalu franciszkanie.pl
– Przez pięć lat był pan więźniem obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu. Spotkał pan osobiście św. Maksymiliana Marię Kolbego. Jakie znaczenie miała dla pana i innych więźniów obecność tego zakonnika pośród was?

Wszystkich więźniów przywożonych do obozu Auschwitz witano tymi samymi słowami: „Nie przybyliście do sanatorium, tyko do niemieckiego obozu koncentracyjnego, z którego nie ma innego wyjścia, jak tylko przez komin. Żydzi mogą żyć dwa tygodnie, księża miesiąc, a reszta trzy miesiące. Komu się to nie podoba, może zaraz iść na druty”. Oznaczało to, że może ponieść śmierć, ponieważ w drutach okalających obóz płynął bez przerwy prąd wysokiego napięcia. Te słowa już na początku odbierały nadzieję.

W Auschwitz dostąpiłem ogromnej łaski, z o. Maksymilianem przebywałem w jednym bloku, stałem z nim w jednym szeregu w czasie selekcji na śmierć. Byłem naocznym świadkiem jego heroicznej ofiary, która mi i innym więźniom przywróciła nadzieję.

– Jakie były okoliczności tego wydarzenia, które do dzisiaj budzi tak
wielkie i żywe zainteresowanie oraz inspiruje ludzi do postawienia pytania – dlaczego on to zrobił, w imię jakich wartości?

63 lata temu, we wtorek 29 lipca 1941 roku, około godziny 13.00, tuż po apelu południowym, zawyła syrena obozowa. Ponad 100 decybeli niosło się po obozie. W brygadach roboczych więźniowie w pocie czoła spełniali swoje obowiązki. Wycie syren oznaczało alarm, a z kolei alarm oznaczał, że w jednej z brygad zabrakło więźnia. Esesmani natychmiast przerwali pracę i zaczęło się konwojowanie więźniów do obozu na apel, aby sprawdzić stan liczbowy. Dla nas, którzy pracowaliśmy przy budowie pobliskiej fabryki gumy, oznaczało do siedmiokilometrowy marsz do obozu. Byliśmy popędzani, żeby iść prędzej.
Apel wykazał rzecz tragiczną: na naszym bloku 14a brakowało więźnia. Kiedy mówię „na naszym” bloku, mam na myśli o. Maksymiliana, Franciszka Gajowniczka, mnie i innych. Była to wiadomość przerażająca. Zwolniono wszystkich pozostałych więźniów, pozwolono im pójść na bloki, a nam ogłoszono karę – stanie na baczność bez czapek, dzień i noc, o głodzie. Noc była bardzo zimna. Kiedy esesmani mieli zmianę warty, kuliliśmy się do siebie metodą pszczoły: stojący na zewnątrz ogrzewali tych w środku, a potem była zmiana. Wielu starszych nie wytrzymało mordęgi stania w nocy i na zimnie. Oczekiwaliśmy, że choć trochę ogrzeje nas słońce. Ale spodziewaliśmy się także najgorszego. Rano oficer niemiecki wykrzyczał w naszym kierunku: „Ponieważ z waszego bloku uciekł więzień, a wy nie dopilnowaliście tego i nie przeszkodziliście temu, dlatego dziesięciu z was umrze śmiercią głodową, ażeby pozostali zapamiętali, że nawet najmniejsza próba ucieczki nie będzie tolerowana”. Zaczął selekcję.

– Co dzieje się w człowieku, kiedy wie, że mogą to być ostatnie chwile jego życia? Jakie uczucia towarzyszyły więźniom, którzy mogli usłyszeć wyrok skazujący ich na śmierć?
Wolałbym oszczędzić sobie przypominania szczegółów tej przerażającej sytuacji. Opowiem, jak wyglądała selekcja. Cała grupa poszła na początek pierwszego szeregu, na przedzie dwa kroki przed nami stał niemiecki kapitan. Patrzył w oczy jak sęp, mierzył każdego i co chwilę podnosił prawą rękę i mówił: „Du!”, czyli „ty”. To „du!” oznaczało, że to ty umrzesz śmiercią głodową. I szedł dalej. Esesmani wywlekali biedaka z szeregu, zapisywali numer i odstawiali pod strażą na boku. „Du!” brzmiało jak uderzenie młota w pustą skrzynię. Każdy bał się, że za chwilę palec może pokazać na niego. Przeglądnięty szereg szedł kilka kroków naprzód, tak że między szeregiem przeglądniętym a szeregiem do przeglądu powstało coś w rodzaju korytarzy, wolnych pasów o szerokości 3-4 metrów. W ten korytarz wchodzili esesmani i znowu padały słowa: „Du! du!”. Serca waliły nam jak młotem. W głowie szum, krew pulsowała na skroniach, zdawało się nam, że krew wyskoczy nosami, uszami i oczami. Coś tragicznego.

– Jak zachowywał się św. Maksymilian podczas tej selekcji?
Ja i o. Maksymilian staliśmy w siódmym szeregu. On stał po mojej lewej ręce, dzieliło nas może dwóch albo trzech kolegów. Gdy
szeregów przed nami ubywało, zaczął nas ogarniać coraz większy lęk. Muszę powiedzieć, że jakkolwiek człowiek byłby zdeterminowany i przestraszony, żadna filozofia nie jest mu wtedy potrzebna. Szczęśliwy jest ten, kto ma wiarę, kto ma możliwość do kogo się uciekać, kogoś prosić o łaskę. Modliłem się do Matki Bożej. Nigdy przedtem ani potem, muszę to uczciwie przyznać, już tak żarliwie się nie modliłem. Mimo, że dalej było słychać „du!”, to jednak modlitwa wewnętrznie zmieniła mnie na tyle, że byłem spokojniejszy. Ludzie mający wiarę, nie byli już tak przerażeni. Byli gotowi przyjąć przeznaczenie ze spokojem, prawie jak
bohaterzy. Jest to wielka sprawa.
Esesmani przeszli koło mnie, omiatając mnie wzrokiem, przeszli koło o. Maksymiliana. „Spodobał się” im stojący na końcu szeregu Franciszek Gajowniczek, 41-letni sierżant wojska polskiego. Gdy Niemiec powiedział „du!” i wskazał na niego, wyrwało się biedakowi z piersi: „Jezus, Maria! Moja żona, moje dzieci!” Oczywiście esesmani nie zwracali żadnej uwagi na słowa więźniów, tylko zapisali jego numer. Gajowniczek później nam przysięgał, że gdyby umarł w bunkrze głodowym, to nie wiedziałby, że taki lament, taka prośba błagalna wyrwała mu się z ust.

– Zapewne po skończonej selekcji pozostali więźniowie czuli ulgę i całe napięcie ich opuściło?
Skończyła się selekcja, dziesięciu więźniów zostało już wybranych. Dla nich był to ostatni apel. Myśleliśmy, że zakończy się ten koszmar stania: głowa bolała, jeść się chciało, nogi popuchły. A tu naraz zrobiło się jakieś poruszenie w moim szeregu. Staliśmy na długość drewniaka, aż tu nagle ktoś zaczął się przeciskał się między więźniami. Był to o. Maksymilian. Szedł krótkim krokiem, bo w drewniakach długim krokiem iść się nie dało, trzeba było je trzymać palcami nóg, żeby nie spadły. Szedł prosto ku grupie esesmanów, stojących w pobliżu pierwszego szeregu więźniów. Wszyscy drżeliśmy, ponieważ było to złamanie jednego z najostrzej i najbrutalniej przestrzeganych zakazów.
Wyjście z szeregu oznaczało śmierć. Nowi więźniowie, którzy przyjechali do obozu, nie wiedząc o tym zakazie, za wyjście z szeregu byli bici, co powodowało niezdolność do pracy. A to z kolei równało się pójściu do komory gazowej. Byliśmy pewni, że o. Maksymiliana zabiją, zanim zdąży się przecisnąć. Ale stało się coś nadzwyczajnego, czego nie zanotowała historia 700 obozów
koncentracyjnych, jakie zbudowała III Rzesza. Nigdy nie zdarzyło się, aby więzień obozu mógł bez poniesienia kary wyjść z szeregu. Było to dla Niemców coś tak niewyobrażalnego, że stali jak skamieniali. Patrzyli po sobie i nie wiedzieli, co się dzieje.

– Co wydarzyło się dalej?
Św. Maksymilian wiedział, że nie przeżyje wojny
O. Maksymilian szedł w więziennym pasiaku, z miską u boku, w drewniakach. Nie szedł jak żebrak, ani też jak bohater. Szedł jak
człowiek świadomy wielkiej misji. Stanął spokojnie przed oficerami. Wreszcie opamiętał się kierownik obozu. Wściekły, zapytał swojego zastępcę: „Was will dieses polnische Schwein?” – „Co chce ta polska świnia?” Zaczęli szukać tłumacza, ale okazało
się, że tłumacz jest zbędny. O. Maksymilian odpowiedział spokojnie: „Ich will sterben für ihn” – wskazując ręką na stojącego obok Gajowniczka – „Ja chcę umrzeć za niego”.
Jeżeli wcześniej Niemcy stali jak oniemiali, to teraz pootwierali ze zdumienia usta. Dla nich, reprezentujących bezbożność laicką, było to coś niepojętego, że ktoś może chcieć umrzeć za innego człowieka. Patrzyli na o. Maksymiliana z pytaniem w oczach: czy on oszalał, czy może oni nie zrozumieli odpowiedzi. Wreszcie padło drugie pytanie: „Wer bist du?” – „Kto ty jesteś?” O. Maksymilian odpowiedział: „Ich bin ein polnischer katolischer Priester” – „Jestem polskim księdzem katolickim”. Oto więzień wyznał, że jest Polakiem, pochodzi z narodu, który Niemcy nienawidzili, do tego przyznaje, że jest duchownym. Dla esesmanów ksiądz był wyrzutem sumienia.
Ciekawe, że w tym dialogu o. Maksymilian ani raz nie używa słowa „proszę”. Jest tylko jego żądanie, którym złamał Niemca. Złamał sędziego, który uzurpował sobie prawo decydowania o życiu i śmierci, zmusił go do zmiany wyroku. Zachowuje się jak wytrawny dyplomata, choć za frak, wstęgę i ordery, służy mu pasiak, miska i drewniaki. Panowała wtedy cmentarna cisza, każda sekunda wydawała się trwać wieki. Wreszcie stało się coś, czego do dzisiaj nie mogą zrozumieć ani Niemcy, ani więźniowie. Kapitan SS zwrócił się do o. Maksymiliana per „pan”: „Warum wollen Sie für ihn sterben?” – „Dlaczego pan chce umrzeć za niego?”
Upadły wszystkie kanony, które esesman wyznawał wcześniej. Przed chwilą nazwał go „polską świnią”, a teraz zwraca się do niego per „pan”. Stojący obok esesmani i podoficerowie nie byli pewni, czy dobrze słyszą. Tylko jeden raz w historii
obozów koncentracyjnych zdarzyło się, aby wysoki oficer, który zamordował tysiące niewinnych ludzi, zwrócił się do więźnia w ten
sposób.
O. Maksymilian odpowiedział: „Er hat eine Frau und Kinder” – „On ma żonę i dzieci”. Oto cały katechizm w pigułce. On uczył wszystkich, co to znaczy ojcostwo, rodzina. On – człowiek mający dwa doktoraty obronione w Rzymie z najwyższą notą summa cum laude, redaktor, misjonarz, wykładowca dwóch wyższych uczelni w Krakowie i Nagasaki. On uważał, że jego życie jest mniej warte, niż życie ojca rodziny! Jakże to był wspaniały wykład katechizmu.

– Jak zareagował niemiecki oficer na słowa o. Maksymiliana?
Wszyscy czekali, co się dalej stanie. Esesman był przekonany, że to on jest panem życia i śmierci. Mógł kazać ciężko pobić go za złamanie najbardziej rygorystycznie przestrzeganego zakazu występowania z szeregu. A cóż dopiero, jeśli więzień pozwala sobie na wygłaszanie nauk?! Mógł ich dwóch skazać na śmierć przez zagłodzenie. Po upływie kilku sekund esesman powiedział: „Gut” – „Dobrze”. Zgodził się z o. Maksymilianem, przyznał mu rację.
Oznaczało to, że dobro zwyciężyło zło, maksymalne zło. Nie ma większego zła, jak skazać z nienawiści człowieka na śmierć godową. Ale nie ma też większego dobra, jak oddać własne życie, po to, by drugi człowiek mógł żyć. Maksymalne dobro zwyciężyło.
Chcę zwrócić uwagę na odpowiedzi św. Maksymiliana: trzy razy jest pytany i trzy razy odpowiadając zwięźle i krótko, użył czterech wyrazów. Cyfra cztery w Biblii oznacza symbolicznie całego człowieka.

– Jakie znaczenie miało dla was, pozostałych więźniów to, czego byliście naocznymi świadkami?
Niemcy pozwolili Gajowniczkowi wrócić do szeregu, a o. Maksymilian zajął jego miejsce. Skazańcy musieli zdjąć drewniaki, były im już niepotrzebne. Drzwi bunkra głodowego otwierane były tylko po to, by wynieść zwłoki. O. Maksymilian szedł w ostatniej parze, pomagał jeszcze iść innemu więźniowi. W zasadzie był to ich własny pogrzeb, jeszcze przed śmiercią. Przed blokiem kazano im ściągnąć pasiaki i wtrącono od celi o powierzchni ośmiu metrów kwadratowych. Zimna, szorstka, mokra posadzka, czarne ściany, światło słoneczne sączyło się przez potrójne załamanie. Wydarzył się tam kolejny cud. O. Maksymilian, chociaż od 20 lat żył o jednym płucu, przeżył wszystkich. W komorze śmierci żył 386 godzin. Każdy lekarz uzna to za nieprawdopodobne.
Po tym długim okresie umierania niemiecki kat w białym kitlu lekarskim zadał o. Maksymilianowi śmiertelny zastrzyk. A on znowu nie umarł… Musieli go dobić kolejnym zastrzykiem. Umarł w wigilię Wniebowzięcia NMP, jego Hetmanki. Przez całe życie pragnął pracować i umrzeć dla Niepokalanej. To było dla niego największe szczęście.
Długo można by mówić o działach, jakie zainspirowała ofiara św. Maksymiliana. On umocnił działalność obozowej grupy oporu – tajnej organizacji więźniarskiej, która od tego wydarzenia dzieliła czas na „przed” i „po” ofierze o. Maksymiliana. Wielu więźniów przeżyło obóz dzięki istnieniu i działalności tej organizacji. Ocalało nas niewielu, dwóch na stu. Ja dostąpiłem tej łaski, jestem jednym z tych dwóch. Franciszek Gajowniczek nie tylko, że ocalał, ale żył jeszcze 54 lata.
Nasz święty współwięzień przede wszystkim ocalił w nas człowieczeństwo. Był duchowym pasterzem w komorze głodowej, wspierał, prowadził modlitwy, rozgrzeszał i wyprowadzał umierających znakiem krzyża na drugi świat. W nas, ocalałych z selekcji, umocnił wiarę i nadzieję. Pośród tego zatracenia, terroru i zła, przywrócił nadzieję.
– Dziękuję za rozmowę
Rozmawiał o. Witold Pobiedziński OFMConv
Źródło tekstu: franciszkanie.pl
Maksymilian Kolbe – Parafia Wniebowzięcia …

Święty Maksymilian Maria Kolbe. Anioł w Auschwitz

 Ciało św. Maksymiliana nie uległo spaleniu?

Św. Maksymilian Kolbe. Rycerz Niepokalanej, który oddał życie za współwięźnia

Święty Maksymilian Maria Kolbe. Anioł w Auschwitz


Autor:
Andrzej Solak
Kolbe_swieci.jpg
Oprac. GS/Pch24.p

- Był dla mnie jak anioł, ocierał zawsze moje łzy… – wspominał Zygmunt Gorson, polski Żyd ongiś więziony w obozie KL Auschwitz. Gorson trafił do lagru wraz z najbliższymi, mając trzynaście lat. To tutaj Niemcy zabili mu rodziców, dziadków, trzy siostry. Z całej rodziny przeżył tylko on jeden, aby dać świadectwo prawdzie. Także prawdzie o pewnym polskim franciszkaninie, który w owej otchłani zła i okrucieństwa otoczył opieką żydowskie dziecko.

 Dwie korony

Czterdzieści siedem lat wcześniej w Zduńskiej Woli, w ówczesnym Królestwie Polskim włączonym do Imperium Rosyjskiego, przyszedł na świat Rajmund Kolbe.


W młodości, wedle opinii matki, „był chłopcem bardzo żywym, bystrym, trochę łobuzowatym”, ale gdy trzeba także posłusznym, prawdziwą podporą rodziców we wszelkich pracach domowych. Otrzymał pobożne wychowanie, wszak ojciec i matka należeli do Trzeciego Zakonu św. Franciszka. W pamięci rodziców zachował się pewien epizod z dzieciństwa Rajmunda. Syn opowiedział im, ogromnie poruszony, przeżytą wizję spotkania z Matką Bożą, od której dobrowolnie przyjął dwie korony – białą oznaczającą, że wytrwa w czystości, oraz czerwoną zapowiadającą męczeństwo.

Rajmund szybko odnalazł swe powołanie. Jako trzynastolatek wstąpił do Małego Seminarium Ojców Franciszkanów we Lwowie. Trzy lata później, po rozpoczęciu nowicjatu, przybrał zakonne imię Maksymilian, potem, przy okazji ślubów wieczystych uzupełnione jeszcze o imię Maria. W 1912 roku rozpoczął studia w Krakowie, kontynuowane w Rzymie, zwieńczone doktoratem z filozofii, następnie z teologii.

Czarne chorągwie z Lucyferem

W Rzymie Maksymilian zderzył się z ostrym antyklerykalizmem, forsowanym przez loże masońskie Wielkiego Wschodu Włoch. W owym czasie godność wielkiego mistrza tamtejszych „farmazonów” pełnił Ernesto Nathan, naturalizowany we Włoszech angielsko-niemiecki Żyd, który walkę z Kościołem uznał za swe posłannictwo.

W październiku 1917 r. Maksymilian Maria Kolbe miał wątpliwą przyjemność oglądać w Rzymie hałaśliwe, agresywnie antykatolickie manifestacje wolnomularzy, hucznie świętujących dwustulecie założenia ich organizacji. Na czarnych chorągwiach masonów widniał wizerunek Lucyfera, depczącego Michała Archanioła.

- Jątrzące ręce ośmielały się wypisywać takie hasła jak: „Szatan panować będzie na Wzgórzu Watykańskim, a papież będzie mu sługą” - wspominał święty.

Kolbe był wstrząśnięty, jednakowoż nie zamierzał poprzestać na wyrazach oburzenia. Jeszcze w tym samym miesiącu, wraz z sześcioma klerykami z Międzynarodowego Kolegium Franciszkańskiego „Seraphicum”, powołał nowy ruch maryjny – Rycerstwo Niepokalanej (Militia Immaculatae), do walki z „siłami ciemności” zagrażającymi Kościołowi. Rycerze mieli się „starać o nawrócenie grzeszników, heretyków, schizmatyków, a najbardziej masonów, i o uświęcenie wszystkich pod opieką i za pośrednictwem Najświętszej Maryi Panny Niepokalanej”.

Założyciel ruchu zalecał: „Niechaj każdy z członków i każda z członkiń Milicji uważnie, a gorąco, co dzień odmawia nasz akt strzelisty: »O Maryjo bez grzechu poczęta, módl się za nami, którzy się do Ciebie uciekamy, i za wszystkimi, którzy się do Ciebie nie uciekają, a zwłaszcza za masonami«, bo masoni to nic innego, jak tylko zorganizowana klika fanatycznych Żydów, dążących nieopatrznie do zniszczenia Kościoła katolickiego, któremu nam Bóg Człowiek zapewnił, że bramy piekielne nie zwyciężą go”.

Maksymilian był człowiekiem czynu i walki. Zadanie powołanego Rycerstwa przedstawiał jako udział w duchowej bitwie pod Bożymi sztandarami: „Rycerz, Milicja, walka: wojowniczo brzmią te słowa, bo i oznaczają wojnę. Nie walkę przy pomocy karabinów, kulomiotów, armat, samolotów, trujących gazów, ale - prawdziwą walkę. Jakaż jej taktyka? Przede wszystkim modlitwa”.

Wielkie dzieła

Powrócił do wolnej już Polski w roku 1919 i od razu rzucił się w wir pracy. Z niespożytą energią realizował wciąż nowe dzieła.

Chyba najbardziej znaczące z nich to wzniesienie franciszkańskiego klasztoru w Niepokalanowie, który w roku 1939 stał się najliczniejszym konwentem katolickim na świecie. To również prowadzona z rozmachem działalność wydawnicza –- na czele z pismami o charakterze religijno-społeczno-polityczno-kulturalnym, „Rycerzem Niepokalanej” oraz „Małym Dziennikiem”. Były także miesięczniki dla dzieci, był „Biuletyn Misyjny” i  „Informator Rycerstwa Niepokalanej”. Łączny nakład tych pism w roku 1939 sięgnął półtora miliona egzemplarzy!

Maksymilian, choć posiadacz tytułów naukowych z zakresu teologii i filozofii, wykazywał też ogromne zainteresowanie naukami ścisłymi. Studiował matematykę, fizykę, chemię, biologię, astronomię. Postęp techniczny nie przerażał go, szukał możliwości wykorzystania jego potencjału. Jeszcze na studiach opracował projekt pojazdu kosmicznego. W Niepokalanowie uruchomił elektrownię, zamierzał ulokować tam również lotnisko, siedzibę radia i telewizji. Wybuch wojny pokrzyżował większość z tych planów, choć zdołano wyemitować kilka próbnych audycji radia SP3-RN (Stacja Polska 3 – Radio Niepokalanów), z melodią pieśni Po górach, dolinach jako sygnałem wywoławczym.

Niezwykle trafnie przewidział konieczność tworzenia silnych mediów katolickich:

- Możemy wybudować wiele kościołów. Ale jeśli nie będziemy mieli własnych mediów, te kościoły będą puste.

Błogosławiona góra Hikosan

W roku 1930 zakon zatwierdził Maksymilianowi projekt powołania placówki misyjnej na Dalekim Wschodzie.

Udał się tam niezwłocznie w towarzystwie kilku współbraci. Po pierwszym niepowodzeniu w chińskim Szanghaju, został serdecznie przyjęty na Wyspach Japońskich. Rychło rozpoczął tam wydawanie miejscowej edycji „Rycerza Niepokalanej”, o nakładzie sięgającym 60 000 egzemplarzy (z japońskimi redaktorami dogadywał się znakomicie – po łacinie). Najpoważniejszym przedsięwzięciem w Kraju Kwitnącej Wiśni było wzniesienie klasztoru franciszkańskiego – Ogrodu Niepokalanej (Mugenzai no Sono) oraz seminarium duchownego w Nagasaki.

Oczywistą lokalizacją klasztoru wydawała się zdominowana przez katolików dzielnica Urakami, chlubiąca się wspaniałą katedrą Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Marii Panny. Tymczasem Maksymilian zaskoczył wszystkich, nakazując, by konwent wznieść na drugim końcu miasta, na stoku góry Hikosan.

Czternaście lat później, 9 sierpnia 1945 roku, dokładnie nad katolicką dzielnicą Urakami eksploduje bomba atomowa, zrzucona przez Amerykanów. Szatański „blask tysiąca słońc” spopieli dzielnicę wraz z mieszkańcami, zrujnuje doszczętnie katedrę (choć w jej ruinach przetrwa, w sposób po ludzku niewytłumaczalny, drewniany posąg Maryi, odtąd zwany Postnuklearną Madonną). Z ogniowej burzy ocaleje klasztor zbudowany przez Maksymiliana. Góra Hikosan osłoniła konwent przed falą uderzeniową i promieniowaniem cieplnym.

O nawrócenie Żydów

Po pięcioletnim pobycie w Azji Maksymilian powrócił do ojczyzny. A Polska okresu międzywojennego, budująca swą państwowość po długim okresie niewoli, gnębiona skutkami niedawnych działań wojennych oraz bieżącymi następstwami światowego kryzysu gospodarczego, borykała się z wieloma problemami.

Pełno było konfliktów społecznych, politycznych i narodowościowych. Były także spory polsko-żydowskie. Trwała zawzięta, a niekiedy brutalna walka o swoje miejsce na ziemi; o dominację – w polityce, gospodarce, handlu, oświacie. Nikt uczciwy nie może zaprzeczyć, że wzajemne kontakty Polaków i Żydów, ich codzienne sąsiedztwo miewały różne, niekiedy skrajnie odmienne następstwa w rozmaitych okolicznościach. Były więc przejawy życzliwości, pomocy sąsiedzkiej, a co najmniej zaciekawienia odmiennością drugiej strony. Występowały także obojętność, nieufność i podejrzliwość. Zdarzały się wreszcie akty wrogości, a nawet przypadki przemocy z jednej i drugiej strony (choć skala takich zjawisk została potężnie zmitologizowana).

Trudno tu generalizować, bo przecież wielu Żydów okazało się lojalnymi obywatelami Rzeczypospolitej. Ale równocześnie szerokie rzesze ich ziomków nie utożsamiały się z państwem polskim (co dobitnie potwierdzi ich postawa we wrześniu 1939 roku). Kręgi ekstremalne zaangażowały się w działalność konspiracji komunistycznej, dążącej do zniszczenia naszej państwowości.

Maksymilian Maria Kolbe, pamiętając co widział w Rzymie w roku 1917, niestrudzenie prowadził swą antymasońską krucjatę modlitewną. Dostrzegał także zagrożenie ze strony Żydów:

„Żydostwo szkodziło i szkodzi nam na każdym kroku, wżera się jak rak w ciało narodu, szerzy przekupstwo i zepsucie wśród dorosłych, a rozpustę i bezbożnictwo wśród młodzieży, wydziera nam handel, przemysł, rzemiosło, a nawet ziemię”.

Maksymilian zawsze żywo reagował na ataki wymierzone w Kościół. Nigdy nie chował głowy w piasek, także w obliczu antychrześcijańskich wystąpień Żydów. „W Talmudzie nazywają owi rabini chrześcijan bałwochwalcami, gorszymi od Turków, mężobójcami, rozpustnikami, nieczystymi, gnojem, zwierzętami w ludzkiej postaci, gorszymi od zwierząt, synami diabła […] księgę […] dyszącą nienawiścią ku Chrystusowi Panu i chrześcijanom wtłacza się w głowy, że to księga święta, ważniejsza od Pisma Świętego […]” – pisał z wyrazistością, która zawstydzać musi dzisiejszych, ugrzecznionych hierarchów Kościoła.

Maksymilian stwierdzał też jednak: „Ani przeciętny żyd, ani rabin nie ma zazwyczaj pojęcia o religii Chrystusowej, karmiony jedynie nienawiścią ku swemu Odkupicielowi, zakopany w sprawach doczesnych, goniący za złotem i władzą, nie przypuszcza nawet, ile pokoju i szczęścia daje jeszcze na tej ziemi wierna, gorliwa i wspaniałomyślna miłość Ukrzyżowanego, jak ono przewyższa wszystkie „szczęścia" zmysłowe, czy umysłowe, które daje nędzny świat. […] Pamiętajmy, że za każdego, bez względu na różnicę narodowości, umarł Pan Jezus. I że każdy, a więc i każdy Żyd, jest niewdzięcznym, ale jednak dzieckiem naszej Matki w niebie”.

Zwalczając religijne błędy żydowskich innowierców Maksymilian kochał ich jako bliźnich, jako dzieci Boże. Chciał ratunku ich dusz, ich nawrócenia, prowadzonego „w sposób roztropny, doprawdy bardzo roztropny”. Stanowczo odżegnywał się od przemocy, ostrzegał przed nienawiścią, zalecając rozwagę i umiarkowanie:

„Mówiąc o Żydach bardzo bym uważał na to, żeby czasem nie wzbudzić, albo nie pogłębić nienawiści do nich w czytelnikach i tak już nastrojonych do nich czasem nawet wrogo. Na ogół więcej bym się starał o rozwój polskiego handlu i przemysłu niż piętnował Żydów. Oczywiście zdarzają się i wypadki złej woli z ich strony, kiedy to trzeba będzie wystąpić energiczniej, nie zapominając, jednak o tym, że naszym pierwszorzędnym celem jest zawsze nawrócenie i uświęcenie dusz, czyli zdobycie ich dla Niepokalanej, miłość ku wszelkim duszom, nawet Żydów i masonów i heretyków…”.

Dzień wyboru

Po napaści Niemiec na Polskę we wrześniu 1939 r., okupanci aresztowali ojca Maksymiliana. Przez blisko trzy miesiące więziono go w obozach w Łambinowicach, Gębicach i Ostrzechowie. Zwolniony, powrócił do Niepokalanowa.

Rychło siedziba konwentu stała się prężnie działającym ośrodkiem pomocowym, dając schronienie między innymi tysiącom Wielkopolan wypędzonych przez Niemców z ojcowizny. Spiesząc tułaczom na ratunek Maksymilian nie stosował żadnych kryteriów narodowościowych ani religijnych – pod jego opieką znalazło się także 1500 Żydów.

Aresztowany powtórnie w lutym 1941 r., przetrzymywany na warszawskim Pawiaku, został wysłany do obozu koncentracyjnego w Auschwitz (Oświęcimiu), gdzie oznaczono go numerem 16670. Przydzielony do komanda „Babice”, pracował przy wyrębie lasu, znosząc codziennie katorżniczy wysiłek, głód i bestialstwo strażników.

W lipcu 1941 r. zastępca komendanta obozu, SS-Haupsturmführer (kapitan SS) Karl Fritzsch, skazał dziesięciu więźniów na powolną śmierć w bunkrze głodowym. Jeden z nieszczęśników, więzień nr 5659 Franciszek Gajowniczek, jęknął z żalu za żoną i dziećmi...

Wówczas  dobrowolnie wystąpił więzień nr 16670. Jeden ze świadków, Michał Micherdziński, tak zapamiętał rozmowę Maksymiliana z niemieckim oficerem. Niemiec zapytał:

- Czego chce ta polska świnia?

Zaczęli szukać tłumacza, ale okazało się, że tłumacz jest zbędny. Ojciec Maksymilian w postawie na baczność odpowiedział spokojnie po niemiecku:

- Chcę umrzeć za niego.

I wskazał lewą ręką stojącego obok Gajowniczka. Padło kolejne pytanie:

- Kim jesteś?

- Jestem polskim księdzem katolickim.

Ojciec Maksymilian, mimo iż wiedział, jak Niemcy traktują polskich księży, nie bał się przyznać do swego kapłaństwa. Panowała wtedy nieznośna cisza. Każda sekunda wydawała się trwać wieki. Wreszcie stało się coś, czego do dzisiaj nie mogą zrozumieć ani Niemcy, ani więźniowie. Kapitan SS, który zawsze zwracał się do więźniów przez wulgarne „ty”, zwrócił się do o. Maksymiliana per „pan”:

- Dlaczego chce pan umrzeć za niego?

Ojciec Maksymilian odpowiedział:

- On ma żonę i dzieci.

Po chwili esesman odpowiedział:

- Dobrze.

 Ocalony Gajowniczek relacjonował po latach: „Wyciągnęli mnie z tej dziesiątki. Minąłem Ojca Maksymiliana, który tam, w tym szeregu został, na moim miejscu. Nic do siebie nie powiedzieliśmy, nawet nie mogłem powiedzieć: - Dziękuję”.

Dwanaście dni Golgoty

Maksymiliana oraz dziewięciu innych skazańców umieszczono nagich w bunkrze głodowym (blok 11).

Pracujący w okolicy więźniowie wspominali, że niektórzy skazani, ogarnięci rozpaczą, zrazu głośno bluźnili przeciw Bogu; jednakże pod wpływem ojca Kolbego zmienili swą postawę. Odtąd z bunkra dobiegały tylko wspólnie odmawiana modlitwa różańcowa i pieśni maryjne. Po dwunastu dniach żyło już tylko czterech skazanych, wśród nich Maksymilian. Niemiecki kryminalista Bock dobił ich zastrzykiem fenolu.

Maksymilian Maria Kolbe zginął męczeńską śmiercią w dniu 14 sierpnia 1941 roku, w wigilię uroczystości Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny.

Franciszek Gajowniczek przeżył obóz. Po wojnie przyjechał odwiedzić miejsce swej niedoli. Pokazano mu bunkier, w którym cierpiał ostatnie katusze jego wybawiciel. Na ścianie Gajowniczek odkrył wydrapany paznokciami krzyż.

 Przyjaciele i wrogowie

Maksymilian Maria Kolbe został beatyfikowany jako wyznawca w roku 1971, zaś jedenaście lat później kanonizowany jako męczennik.

- Światu […] potrzeba Bożych szaleńców, którzy będą szli przez ziemię, jak Chrystus, jak Wojciech, Stanisław czy Maksymilian Maria Kolbe […], którzy będą mieli odwagę miłować i nie cofną się przed żadną ofiarą – rzekł o nim papież św. Jan Paweł II.

Bezkompromisowość świętego do dziś pozostaje solą w oku wielu wrogów Kościoła.

- Ojciec Kolbe był nacjonalistą o wielkiej żarliwości. Jego sprzeciw wobec nazizmu był typu nacjonalistycznego, a nie moralnego – gromił „niesłuszne” poglądy więźnia nr 16670 Żyd Elie Wiesel.

- Kolbe był również w jakiejś mierze twórcą „Rycerza Niepokalanej” i „Małego Dziennika”, a więc pism, które symbolizują ciemny i obskurancki nurt polskiego katolicyzmu, pism prymitywnych, krzewiących religijną nietolerancję i etniczną nienawiść – wybrzydzał „tolerancyjnie” inny esteta, Żyd Adam Michnik.

Nad rzekomym „antysemityzmem” męczennika biadali zgodnym chórem tak „światli” osobnicy, jak minister komunistycznego rządu PRL Żyd Jerzy Urban, czy mistrz masońskiej loży „Kopernik” Jan Józef Lipski (ten ostatni na łamach tytularnie katolickiego „Tygodnika Powszechnego”…). Znaczące, że wśród osobników gorliwie rozliczających życiorys więźnia nr 16670 znalazła się pokaźna grupa dziennikarzy… niemieckich (!!!).

Takie i podobne enuncjacje zawodowych tropicieli „antysemityzmu” zderzały się ze świadectwami ludzi, których los postawił na drodze świętego; także Żydów.

Cytowany na wstępie Zygmunt Gorson, co jako bezradny dzieciak znalazł się w Auschwitz, tak wspominał polskiego duchownego:

- Był dla mnie jak anioł, i jak matka bierze swe pisklęta pod skrzydła, tak on mnie wziął w ramiona. Ocierał zawsze moje łzy. Od tego momentu wierzę o wiele bardziej w Boga, ponieważ od czasu, kiedy zmarli moi rodzice, pytałem siebie nieustannie: „Gdzie jest Bóg?”. I straciłem wiarę. Kolbe mi ją przywrócił! On wiedział, że byłem żydem, lecz to nie stanowiło różnicy. Jego serce nie czyniło rozróżnienia między osobami i nie miało dla niego znaczenia to, czy są żydami, katolikami lub z jeszcze innych religii: on kochał wszystkich i dawał miłość, nic innego jak miłość.

Profesor Eugene Zolli, Wielki Rabin Rzymu, który doznał łaski nawrócenia na katolicyzm, stwierdził:

- Jeśli byłbym zdolny napisać książkę o Maksymilianie Kolbe – nie jestem tego godny, inaczej Opatrzność dałaby mi zdolność uczynienia tego – zatytułował bym ją: „Ojciec Maksymilian Kolbe, zmarły w imię miłości”.

Czas drogi

- Co chwila bądź lepszy. Teraz czas drogi – nauczał św. Maksymilian.

Żyjemy w czasach, kiedy ogarnięci pychą „teologowie” uznają się za mądrzejszych od Pana Boga. Skwapliwie przypochlebiając się obowiązującym modom, w imię „politycznej poprawności” przystępują do „poprawiania” zapisów Ewangelii, katechizmu i nauczania Ojców Kościoła, do swoistej lustracji biogramów świętych. Miernoty, które nigdy nie podejmowały wyborów w obliczu bunkra głodowego i zastrzyku fenolu, rwą się do rozliczania męczenników. Święty Maksymilian precyzyjnie wskazał na źródła takich pogubień:

- Szatani są lepszymi teologami niż my. A jednak, chociaż w rzeczach Bożych niejedno mogą więcej wiedzieć – są szatanami. Jest to wiedza, która nic nie pomoże.

Zaś tym wszystkim, którzy upadli na duchu, tym z nas, którzy ogarnięci przerażeniem i brakiem nadziei rozglądają się po otaczającym nas zewsząd świecie ruin, Anioł z Auschwitz zostawił słowa otuchy:

- Wszystko się skończy, więc i cierpienia się skończą. Droga chwały to droga krzyża. Matka Najświętsza z nami, Ona nam zawsze pomaga.

 

Andrzej Solak

poniedziałek, 13 lipca 2026

Fatima - Abp Fulton J. Sheen

 

Fatima - Abp Fulton J. Sheen

     Nasz współczesny świat ze swoim wielkim kryzysem rozpoczął się 13 października 1917r. Odwiedzimy szybko trzy miasta, aby zobaczyć, co się wtedy wydarzyło: Moskwę, Rzym i małą wioskę w Portugalii o nazwie Fatima.
   13 października 1917r - Moskwa. Maria Aleksandrowicz, młoda rosyjska szlachcianka, uczyła religii grupę dwustu dzieci w kaplicy Matki Bożej Iwerskiej. Nagle zrobiło się zamieszanie, przez drzwi wdarli się jeźdźcy na koniach, przegalopowali przez środek nawy głównej, sforsowali balaski, zniszczyli ikony, prezbiterium i ołtarz, a potem zaatakowali dzieci, zabijając wiele z nich.
    Maria Aleksandrowicz wybiegła z krzykiem z kaplicy. Wiedząc, że zbliżała się rewolucja i domyślając się, kto jest jej przywódcą, poszła do niego i powiedziała: "Stała się najstraszniejsza rzecz. Uczyłam katechizmu moich uczniów, gdy wdarli się jeźdźcy, napadli na nie i zabili kilkoro z nich". Przywódca rewolucji odpowiedział: "Wiem o tym. Sam ich wysłałem". Tak wyglądało jedno z wydarzeń zwiastujących okropną rewolucję komunistyczną, która od tamtej pory dręczy świat.
    Rzym, 13 października 1917r. - tego samego dnia w południe. Dzwony kościelne biją w całym mieście, ogłaszając radosne wydarzenie: konsekrację biskupa. Jego nazwisko - Eugenio Pacelli - człowiek, który wówczas nie był zbyt znany, lecz który miał pewnego dnia stać się największą duchową siłą na świecie opierającą się rewolucyjnej tyranii komunizmu.
    Po swojej konsekracji, tego samego dnia 13 października 1917r., wrócił do Monachium. Komuniści wszczęli tam rewolucję 7 kwietnia 1917r., pod przywództwem marynarza Rudolfa Egelhofera oraz dwóch bolszewickich komisarzy, Levine'a i Axelroda, którzy zakładali republikę sowiecką. Nazywając siebie Spartanami i powstając pod dowództwem Karla Liebknechta i Róży Luksemburg, uzbrojeni komuniści opanowali ulice. Utworzono Czerwoną Armię, która w samym Monachium 25 kwietnia zabiła 325 osób. Komuniści ostrzelali z broni maszynowej dom człowieka, który, niewzruszony groźbami, wspinał się na ambonę monachijskiej katedry wbrew rozkazom Czerwonego Komitetu. Wreszcie postanowili go zabić. 29 kwietnia o godzinie trzeciej po południu dowódca Seiler z Czerwonej Armii Południa i jego adiutant Brongratz, uzbrojeni w rozkazy Egelhofera, pojawili się u drzwi jego domu z grupą czerwonych marynarzy. Bandyci grożąc służącemu granatami ręcznymi wdarli się do domu i przeszli w kierunku biblioteki, gdzie, z odbezpieczoną bronią, oczekiwali na pojawienie się ich ofiary. Seiler zajął miejsce najbliżej drzwi, z odbezpieczonym pistoletem; żołnierze stali w półkolu; niektórzy z nich również dzierżyli odbezpieczoną broń, inni - ręczne granaty.
   Nagle pojawił się poszukiwany człowiek. Z przekleństwem na ustach, Seiler podniósł swą broń z pistoletem i uderzył nim krzyż pektoralny na piersi owego człowieka. Ta wysoka, szczupła postać chwyciła pektorał i spoglądając w kierunku wyciągniętych broni, powiedziała miękkim, niskim głosem: "W porządku - zabijcie mnie! Lecz nic nie zyskacie. Próbuję jedynie ocalić Niemcy".
   Pod wpływem spojrzenia tych uduchowionych oczu nikt nie odważył się pociągnąć za spust. Ani Seiler, ani Brongratz, ani żaden z żołnierzy nie wiedział, dlaczego nie strzelali; gdy wrócili do kwatery głównej, nie byli w stanie wyjaśnić Egelhoferowi, dlaczego nie zabili tego człowieka. Nigdy nie udało im się wyjaśnić, dlaczego para oczu, szczupła postać trzymająca krzyż i miękki głos miały większą moc niż ich broń, granaty i rozkazy. Tylko jedna rzecz była absolutnie pewna. Od tego dnia ów człowiek nie bał się absolutnie niczego na świecie. Jego imię? Eugenio Pacelli, przyszły papież Pius XII.
   Tamten krzyż pektoralny, który nosił on tamtego dnia, ja mam na sobie dzisiejszego wieczoru. Pius XII dał go swojemu szanownemu przyjacielowi, Jego Eminencji Kardynałowi Spellmanowi, który pożyczył mi go do dzisiejszego programu.
   13 października 1917r. niedaleko małej wioski Fatima zebrało się troje małych dzieci, Łucja, Hiacynta i Franciszek, oczekując objawienia. Powiedzieli, że Maryja, Matka Boga, objawiła się im. Nie było w tym nic dziwnego, nie tylko dlatego, że przez Nią przyszedł na świat Nasz Pan, nie tylko dlatego, że przez Nią zdziałał Swój pierwszy cud i nie tylko dlatego, że z Krzyża polecił On nas Jej swoimi łaskawymi słowami: "Oto Matka twoja", lecz przede wszystkim dlatego, że będąc Matką rodzaju ludzkiego, po matczynemu powinna ona troskać się naszymi kłopotami w dwudziestym stuleciu.
    Dzieci powiedziały, że Pani objawiła się im już wcześniej, 13 kwietnia, 13 maja, 13 czerwca, 13 lipca, 19 sierpnia i 13 września. Podczas tych poprzednich objawień zostało powiedziane coś bardzo interesującego, co pokaż, że to, co się dzieje z naszym światem zdeterminowane jest w większym stopniu przez sposób w jaki żyjemy niż przez politykę.
    Pani powiedziała, że obecna Wojna Światowa, która była I wojną światową, skończy się za trochę więcej niż rok. Stany Zjednoczone przystąpiły do wojny w Wielki Piątek tego roku. Istotnie, wojna zakończyła się trochę później niż za rok, 11 listopada 1918r.
    Pani powiedziała dzieciom, że nastąpi era pokoju na świecie, jeśli tylko świat powróci do Boga; w tym celu Rosja miała się nawrócić. Lecz dodała: "Jeśli ludzie nie przestaną obrażać Boga, nastąpi inna, gorsza Wojna Światowa rozpocznie się za pontyfikatu następnego Papieża." To, jak zostało ujawnione, była Wojna Domowa w Hiszpanii. II wojnie światowej można było zapobiec przez pokutę, modlitwę i powrót do Boga. W przypadku, gdyby świat nie powrócił do Boga, Dziewica przepowiedziała kolejną Wojnę Światową: "Rosja będzie rozprzestrzeniać swe błędy na świecie, wywołując wojny i prześladowania. Dobrzy ludzie będą poddani męczeństwu, Ojciec Święty będzie musiał wiele wycierpieć, a różne narody ulegną unicestwieniu".
    Błogosławiona Dziewica obiecała dzieciom, że 13 października 1917r. da Ona znak świadczący o prawdziwości Jej objawień. Tego deszczowego dnia zebrało się w Fatimie 70.000 ludzi, czekając na znak. Większość z nich była niewierząca. W tamtych czasach Portugalia była anarchistycznym, komunistycznym, antyklerykalnym i ateistycznym narodem. Większość ludzi przygnała tam ciekawość, a nie wiara. Wątpili, że cokolwiek się stanie, lecz dzieci zapewniły je, że Niebiańska Pani pokaże wielki znak jako dowód, że istotnie objawiła się im. Ten dowód jest odtąd znany jako "Cud Słońca". Świadectwo tych 70.000 ludzi oraz zapisy w ateistycznych i anarchistycznych gazetach z tamtych dni, które czytałem, potwierdzają fakt, który miał miejsce. Jedna z anarchistycznych gazet podała, że miał miejsce cud słońca, wyrażając nadzieję, iż nikt nie będzie interpretował tego w Boski sposób.
     Błogosławiona Matka najpierw objawiła się dzieciom, a następnie wskazała na słońce, które ukazało się w szczelinie w chmurach. Słońce zdawało się niemal oddzielać od niebios i stało się wielką srebrną kulą strzelającą iskrami we wszystkich kierunkach, zdawało się ono zstępować ku ziemi, jakby miało spaść w postaci opadów na ludzi. Natychmiast wszyscy oni wydali okrzyk ku Bogu i pogrążyli się w modlitwie i błaganiach, żalu i skrusze. Trzy razy słońce stawało się wirującą masą połyskującego srebra i kręcąc się wokół własnej osi, rzucało promienie wielokolorowego światła opadając i zygzakując ku ziemi. Tłum tłoczył się w przerażeniu i wołał o miłosierdzie, gdyż zdawało się, że płynna masa ich zniszczy. I mimo iż przez cały dzień padał deszcz, po tym jak cud słońca powtórzył się trzy razy, wszyscy odkryli, że ich ubrania były suche.
    Od tego czasu Fatima stała się miejscem spotkania wszystkich ludzi świata, którzy wierzą, że pokój tworzy się nie przy stołach polityków, ale gdzie indziej. Niebieska Pani powiedziała im, że pokój zależał od modlitwy, pokuty i ofiary. 13 października 1951r. byłem w Fatimie, gdy ludzie zgromadzili się tam na modlitwie o pokój. Zgromadzili się tam już w poprzedni wieczór mimo zimnego deszczu tak typowego dla portugalskich szczytów gór; przez całą deszczową noc stali oni lub klęczeli na modlitwie o pokój na świecie. Zostałem z nimi do trzeciej w nocy, gdy zaoferowano mi składane łóżko. Lecz nie mogłem spać. Luksus składanego łóżka jest nie do zniesienia, gdy milion osób czuwa przez całą noc na modlitwie błagając o pokój dla udręczonego wojną świata. Jedyną rzeczą, jaką mogłem zrobić, było wstać z łózka i modlić się z nimi przez całą noc o pokój na świecie.
    Następnego ranka, gdy statua Matki Bożej Fatimskiej niesiona była przez tłum, ów milion ludzi machał białymi chusteczkami niczym białymi flagami czystości, w hołdzie dla Królowej Pokoju. Myśli powędrowały natychmiast od tego Białego Placu Fatimy ku Placowi Czerwonemu w Moskwie, gdzie były flagi czerwone od krwi ofiar. Czuło się, że Biały Plac daje jedyną możliwą odpowiedź Placowi Czerwonemu. Zdawało się, że komunistyczny sierp i młot zaczyna podlegać ogromnej zmianie. Młot, który rozłupał tak wiele domów i sprofanował tak wiele świątyń zostanie pewnego dnia, w cnocie takiej modlitwy i pokuty, podniesiony do góry przez miliony ludzi i zacznie wyglądać jak krzyż; sierp, którego komuniści używali, aby przeciąć ludzkie życie niczym niedojrzałą pszenicę, pewnego dnia również zmieni swoją symbolikę i zacznie wyglądać jak "księżyc pod stopami Niewiasty".
   II wojna światowa nie miałaby miejsca, gdyby ludzie powrócili do Boga. III wojna światowa nie musi wybuchnąć i nie wybuchnie, jeśli my jako naród powrócimy do Boga. Jeśli na świecie panuje zimna wojna, dzieje się tak dlatego, że nasze serca i dusze nie są przepełnione ogniem miłości Boga. 
   Warto jednakże spytać, dlaczego Wszechmogący Bóg w Swoich opatrznościowych relacjach ze wszechświatem uznał za stosowne, aby dać nam objawienie Swojej Błogosławionej Matki, aby przywrócić nas do modlitwy i pokuty.
    Jeden powód natychmiast przychodzi na myśl. Ponieważ świat utracił Chrystusa, może być tak, że odzyska Go przez Maryję. Gdy nasz Zbawiciel zgubił się w wieku 12 lat, znalazła Go Jego Matka. Ponieważ znowu został zgubiony, być może właśnie przez Maryję świat odzyska swojego Zbawiciela. Inny powód jest taki, że Boska Opatrzność dała niewieście moc pokonania zła. Owego pierwszego strasznego dnia, gdy zło zostało wprowadzone do świata, Bóg przemówił do węża w ogrodzie Edenu i powiedział: "Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie i niewiastę, pomiędzy potomstwo twoje a potomstwo jej: ono zmiażdży ci głowę, a ty zmiażdżysz mu piętę" (Rdz 3:15). Innymi słowy, zło będzie miało potomstwo i nasienie. Również dobro będzie miało potomstwo i nasienie. To przez moc niewiasty zło będzie pokonane. Żyjemy teraz w godzinie zła, gdyż - ponieważ do dobra należy dzień - zło ma swoją godzinę. Nasz Zbawiciel powiedział to w noc, w którą Judasz przyszedł do ogrodu: "To jest wasza godzina i panowanie ciemności" (Łk 22:53). Wszystko, co zło może zrobić w ową godzinę, to wygasić światła na świecie; lecz to właśnie może zrobić. Jeśli zatem żyjemy w godzinie zła, jak moglibyśmy pokonać ducha szatana, jeśli nie przez moc owej Niewiasty, której Wszechmocny Bóg dał polecenie, aby zmiażdżyła głowę węża? 
Arcybiskup Fulton J. Sheen

Źródło: "Life is Worth Living", 1999r., str. 202-207.

piątek, 12 czerwca 2026

Dwa objawienia, dwie rewolucje. Kult Serc Chrystusa i Jego Matki a rewolucja francuska i bolszewicka

 

7 głębokich teologicznie treści w Litanii do Serca Jezusowego

Dwa objawienia, dwie rewolucje. Kult Serc Chrystusa i Jego Matki a rewolucja francuska i bolszewicka


Autor:
Adrian Fyda
dwa-serca.jpg
Oprac. GS/PCh24.pl

Objawienia dotyczące Najświętszego Serca Pana Jezusa i Niepokalanego Serca Maryi miały miejsce niedługo przed rozpoczęciem politycznych rewolucji na świecie – odpowiednio: francuskiej i bolszewickiej. Można powiedzieć, że widzenia te były „ostatnią szansą” na opamiętanie się; szansą niestety niewykorzystaną.

Kult Najświętszego Serca Jezusowego szerzył się od czasu, kiedy w latach 1673-1689 Zbawiciel ukazywał się św. Małgorzacie Marii Alacoque. Niespełna trzy stulecia później – bo w roku 1917 – Maryja objawiła się trójce dzieci z Fatimy. Zarówno Pan Jezus jak i Jego Matka obiecywali ogromne łaski czcicielom Ich Serc.

Deficyt wiary króla

Jednak poza wezwaniem do oddawania czci Swojemu Najświętszemu Sercu, Zbawiciel wezwał też króla Francji Ludwika XIV i całą jego rodzinę do poświęcenia się temu Sercu, oddawania mu publicznej czci i zbudowania świątyni mu poświęconej. Chrystus obiecał, że jeśli król i cała Francja wypełni to posłannictwo, to będzie jej błogosławił, a jej wrogów złoży u jej stóp. Kraj ten został zatem obdarzony niezwykłą obietnicą; miał szansę stać się przykładem prawdziwej wiary dla innych narodów; można by rzec „narodem wybranym”.


Niestety Francuzi odrzucili to wezwanie. Być może po części było to rezultatem panoszącej się tam herezji jansenizmu, której założenia w dużej mierze zbiegały się z kalwinistycznym poglądem na predestynację. Trudno było bowiem głosić przesłanie o Sercu Jezusowym i o tym, że nabożeństwo do niego mogło ocalić świat, skoro janseniści uważali, że wszystko jest z góry zaplanowane, a ludzkie starania nie mają sensu.

W 1689 r. Małgorzata osobiście udała się do króla Ludwika, który w tym czasie był największym z europejskich monarchów. Niestety Ludwik odmówił poświęcenia siebie i swojej rodziny Najświętszemu Sercu Jezusa; nie chciał też wybudować kaplicy, by temu Sercu oddawano cześć. Ludwik nie uwierzył posłannictwu siostry Małgorzaty myśląc, że przecież gdyby Pan Bóg faktycznie tego od niego chciał, to mógł objawić się mu osobiście. Usprawiedliwiał się też, że gdyby spełnił boskie żądanie, a Francja mimo tego by cierpiała, to zaufanie ludzi do Boga mogłoby być naruszone. To tak jakby on „wiedział lepiej”.

Nieposłuszeństwo Ludwika przypomina grzech Mojżesza, który chociaż usłyszał boskie polecenie: „Przemów do skały, a ona wyda z siebie wodę” (Lb 20,8), to nie uwierzył, że cud mógłby być aż tak wielki i zamiast tego uderzył skałę laską. Pan Bóg prosił go o niewiele: chciał zamanifestować swoją potęgę, pokazując, że woda może wypłynąć ze skały na same słowa Mojżesza. Ten jednak wolał uderzyć skałę laską, a chociaż wypłynięcie z niej wody wciąż było cudem, to już nie tak wielkim, bo część Izraelitów pomyślała, że pod skałą było ukryte źródło, otwarte poprzez uderzenie. Od Ludwika Pan Bóg również wymagał niewiele, ale ten nie uwierzył autentyczności widzenia św. Małgorzaty i nie spełnił boskiej prośby. Już trzy lata później Ludwik i jego armia ponieśli klęskę w bitwie morskiej pod La Hogue, ulegając wojskom Ligi Augsburskiej, czyli państwom zjednoczonym przeciwko Francji. A to był dopiero początek nieszczęść.

W 1789 r., czyli równo 100 lat od spotkania siostry Małgorzaty z królem Ludwikiem, we Francji rozpoczęła się rewolucja. Monarchia została obalona; katolicy cierpieli ogromne prześladowania, a nawet rzeź. Rewolucja francuska przyniosła szkody nie tylko dla samej Francji, ale i dla całego świata. Był to początek „rozprawiania się” z monarchią, wprowadzania antyklerykalnych i laickich idei – słowem, zeświecczania społeczeństw wielu narodów. Czy można to nazwać karą za niespełnienie prośby Chrystusa? Nawet jeśli tak tego nie zakwalifikujemy, to na pewno Ludwik XIV odrzucił możliwość posiadania nieporównywalnej pomocy z samego nieba – wsparcia, które mogło ocalić jego następcę i cały kraj.

Zatrzymać błędy Rosji

Wydaje się, że tak jak przesłanie Chrystusa do św. Małgorzaty uprzedziło rewolucję francuską, tak samo objawienia Matki Bożej w Fatimie zapowiedziało nadejście rewolucji bolszewickiej. Teraz jednak poświęcenia narodu – już nie Francji, a Rosji – miał dokonać papież w jedności ze wszystkimi biskupami świata. Matka Boża ukazywała się trójce dzieci – Łucji, Franciszkowi i Hiacyncie – od 13 maja do 13 października 1917 r., wzywając ich do gorliwej modlitwy różańcowej.

- Odmawiajcie różaniec codziennie, abyście uprosili pokój dla świata i koniec wojny – prosiła Matka Boża. Do samej zaś Łucji powiedziała: - Jezus chce posłużyć się tobą, aby ludzie Mnie lepiej poznali i pokochali. Chce On ustanowić na świecie nabożeństwo do mego Niepokalanego Serca. Tym, którzy je przyjmą, obiecuję zbawienie. Dusze te będą tak drogie Bogu, jak kwiaty, którymi ozdabiam Jego tron.

Siostra Łucja doznawała widzeń Matki Bożej – a także samego Chrystusa – jeszcze długo po zakończeniu objawień w Fatimie. Ich treść pozostała podobna, a była nią prośba o wprowadzenie nabożeństwa pięciu pierwszych sobót miesiąca na cześć Niepokalanego Serca Matki Bożej oraz o konsekrację Rosji właśnie Sercu Maryi. To poświęcenie miało zatrzymać błędy, które Rosja szerzyła na świecie, a pierwszym z nich był bez wątpienia komunizm.

- Nadszedł czas, kiedy Bóg chce, by ojciec święty w jedności z biskupami z całego świata poświęcił Rosję mojemu Niepokalanemu Sercu. To ją uratuje. Sprawiedliwość Boża potępiła wiele dusz za grzechy popełnione przeciwko mnie, dlatego przychodzę, by prosić o zadośćuczynienie. Poświęć się w tej intencji i módl się – powiedziała Matka Boża, ukazując się siostrze Łucji w 1929 r.

Rewolucja bolszewicka wywołała wiele szkód – przede wszystkim w Europie, ale nie tylko. To właśnie przez nią na świecie tak bardzo rozprzestrzenił się komunizm – system, który uważał religię za „opium ludu”. Nie trzeba chyba wspominać jak wiele cierpień on spowodował. Rewolucja bolszewicka uderzyła w Kościół, arystokrację i wartość prywatną. To właśnie komunistyczna Rosja wraz z nazistowskimi Niemcami rozpoczęły II wojnę światową, a po jej zakończeniu władze komunistyczne prześladowały i nadal prześladują katolików. Kiedyś miało to miejsce w krajach tzw. bloku wschodniego; teraz – w Chinach, Korei Północnej, Wietnamie czy na Kubie.

Konsekracji Rosji, o którą prosiła Matka Boża, miał dokonać Ojciec Święty w jedności ze wszystkimi biskupami świata. Zdaniem siostry Łucji, odbyła się ona dopiero w 1984 r. Jednak część katolików ma wątpliwości, czy prośba Matki Bożej na pewno została wtedy spełniona; ówczesne zawierzenie dotyczyło bowiem całego świata, bez wymienienia Rosji w szczególności. Rosja została jednak wyraźnie wymieniona w konsekracji, której dokonał papież Franciszek w 2022 roku. Można zapytać, czy gdyby poświęcenie Rosji dokonało się wcześniej, to czy może udało by się odwrócić część szkód spowodowanych przez komunizm? Rewolucja wybuchła krótko po objawieniach w Fatimie, bo już w listopadzie 1917 r. Jednak do aktu konsekracji – czy to w 1984 czy też w 2022 roku – minęły całe dziesięciolecia.

Ratunek w godzinie śmierci

Nabożeństwa ku czci Najświętszego Serca Pana Jezusa i Niepokalanego Serca Maryi są ratunkiem dla grzeszników na godzinę śmierci. Obydwa objawienia zawierają wezwanie do zadośćuczynienia za grzechy i nadzieję na ratunek w godzinie śmierci. Niedługo po objawieniach nastąpiły rewolucje i wojny, a zatem śmierć była powszechnym i dużym zagrożeniem. Przesłania Chrystusa i Matki Bożej można zatem traktować jako zachętę do uporządkowania swojego życia duchowego i zawiązania bliskiej relacji z Nimi, co – zgodnie z obietnicami – będzie ogromną pomocą w godzinie śmierci.

- Obiecuję w nadmiarze Miłosierdzia Serca Mego, że Jego Miłość wszechpotężna udzieli wszystkim, którzy komunikować będą przez dziewięć pierwszych piątków miesiąca z rzędu, łaski pokuty ostatecznej, że nie umrą w stanie niełaski ani bez sakramentów świętych i że Moje Serce będzie dla nich bezpieczną ucieczką w ostatniej godzinie ich życia – powiedział Zbawiciel do siostry Małgorzaty Marii Alacoque.

Chrystus poprosił również o ustanowienie specjalnego święta ku czci Jego Serca na piątek po zakończeniu oktawy Bożego Ciała. - Dlatego żądam, żeby pierwszy piątek po oktawie Bożego Ciała był odtąd poświęcony, jako osobne święto na uczczenie Mojego Serca i wynagrodzenia mi przez Komunię Świętą i inne praktyki pobożne zniewag, jakich doznaję, gdy wystawiony Jestem na ołtarzach. W zamian za to obiecuję ci, że Serce Moje wyleje hojne łaski na tych wszystkich, którzy w ten sposób oddadzą Mu cześć lub przyczynią się do rozszerzenia Jego święta.

Matka Boża prosiła zaś o ustanowienie nabożeństwa pięciu pierwszych sobót miesiąca.

- Córko moja – powiedziała do siostry Łucji – spójrz, Serce moje otoczone cierniami, którymi niewdzięczni ludzie przez bluźnierstwa i niewdzięczność stale ranią. Przynajmniej ty staraj się nieść mi radość i oznajmij w moim imieniu, że przybędę w godzinie śmierci z łaskami potrzebnymi do zbawienia do tych wszystkich, którzy przez pięć miesięcy w pierwsze soboty odprawią spowiedź, przyjmą Komunię św., odmówią jeden Różaniec i przez piętnaście minut rozmyślania nad tajemnicami różańcowymi towarzyszyć mi będą w intencji zadośćuczynienia.

Do wypełnienia warunków nabożeństw pierwszych piątków i pierwszych sobót miesiąca trzeba być w stanie łaski uświęcającej, czyli wolnym od jakiegokolwiek grzechu ciężkiego (do spowiedzi można przystąpić wcześniej) i przyjąć Komunię św. W pierwsze soboty należy również odmówić pięć tajemnic Różańca św. oraz rozważać treść tajemnic różańcowych przez 15 minut. Ważne jest, aby spowiedź i Komunia św. były uczynione w intencji wynagrodzenia. Intencja ta nie musi być jednak jasno wypowiadana co miesiąc, ale wystarczy intencja habitualna, czyli przyjęta raz i nigdy nie odwołana – jest nią po prostu raz powzięte postanowienie przystępowania do spowiedzi i Komunii św. pierwszopiątkowej i pierwszosobotniej w intencją wynagrodzenia.

Adrian Fyda

(Teksty objawień za: fatima.pl, pl.aleteia.org, sluzebniczki.pl, fronda.pl)


Autor:
Adrian Fyda

czwartek, 30 kwietnia 2026

Czy Kościół skapitulował przed synagogą? To zdrada Chrystusa! Konferencja w Palczewie: POLSKA PRZETRWA!

 

Czy Kościół skapitulował przed synagogą? To zdrada Chrystusa! Konferencja w Palczewie: POLSKA PRZETRWA!

https://banbye.com/watch/v_3ju8PWL7uaGP

 

PO CO NAM KONFERENCJE EPISKOPATÓW?

 


Grzegorz Braun odważnie i szczerze o tajnych taśmach, hakach na polskie elity i zdradzie Kościoła

Ujawniła się autorka listu KEP.Red.Lisicki u J.Pospieszalskiego .CAŁA PRAWDA O ŻYDACH

 

Ujawniła się autorka listu KEP. To Kasia. A Paweł Lisicki o tchórzostwie biskupów i „ideologii holo…”

Red.Lisicki u J.Pospieszalskiego 

 

CAŁA PRAWDA O ŻYDACH. BIBLIA WYJAŚNIA

Ks.prof.R.Skrzypczak :Uczniowie z Emaus,Syjonizm,bałwochwalstwo,bluźnierstwo i herezje

 https://youtu.be/JIxRsCDviuw?is=UDsdMxphd30CchuJ 

 Bardzo ważna homilia ks.prof.R.Skrzypczaka

 

Takiego „antychrystka” nikt się nie spodziewał…

Antychryst, nowy Dawid i Apokalipsa. Nieświęte wojny Donalda Trumpa

 


 

piątek, 10 kwietnia 2026

Prawdziwe przyczyny wojny i jedyny warunek pokoju. Oddalenie od Boga jest przyczyną wszelkich wojen, tak jak powrót do naturalnego i boskiego porządku, którego strzeże Kościół katolicki, jest warunkiem jedynego prawdziwego pokoju. „

 

Prawdziwe przyczyny wojny i jedyny warunek pokoju

Wysłane przez: Dzieckonmp w dniu 10 kwietnia 2026

Większość zachodnich analityków jest przekonana, że ​​trwająca wojna na Bliskim Wschodzie wynika przede wszystkim z interesów ekonomicznych w sektorze naftowym i energetycznym. Z drugiej strony, główną obawą opinii publicznej w Europie i Stanach Zjednoczonych jest to, że przedłużanie się konfliktu może wpłynąć na codzienne życie, znacząco obniżając ich standard życia. W obliczu takiej interpretacji wydarzeń, naturalne jest pytanie: czy naprawdę nic poza wymiarem ekonomicznym nie może wyjaśnić tego, co się dzieje? Czy Juan Donoso Cortés się mylił, stwierdzając, że nie ma kwestii politycznej, która nie implikowałaby ostatecznie kwestii teologicznej, zachęcając nas do spojrzenia na sferę pierwszych zasad, na których opiera się wszechświat? ( Refleksje o katolicyzmie, liberalizmie i socjalizmie).

Są jednak tacy, którzy przypisują eschatologiczne znaczenie zagmatwanym i dramatycznym wydarzeniom, które obecnie mają miejsce. Na przykład w Stanach Zjednoczonych protestantyzm ewangelicki ma silny wpływ na życie polityczne. Ewangelicy stanowią około 20-25% populacji amerykańskiej i dysponują rozległą siecią medialną, co czyni ich jedną z najlepiej zorganizowanych grup religijnych w kraju. Ich spektrum obejmuje nurty takie jak „chrześcijańscy syjoniści”, którzy interpretują powrót narodu żydowskiego do Ziemi Izraela jako część planu Bożego. Polityczne i militarne wsparcie Stanów Zjednoczonych dla Państwa Izrael jest uważane za część planu opatrznościowego, a odbudowę Świątyni Jerozolimskiej za niezbędny krok w kierunku wypełnienia się biblijnych proroctw.

Sekretarz Obrony USA Pete Hegseth, przemawiając w Jerozolimie w 2018 roku, otwarcie wyraził nadzieję na odbudowę Trzeciej Świątyni ( https://www.timesofisrael.com/liveblog_entry/trumps-nominee-for-pentagon-chief-suggested-new-temple-could-be-built-on-temple-mount/ ). Dziś jednak na Górze, na której stały Pierwsza i Druga Świątynia Jerozolimy, zniszczone przez Babilończyków i Rzymian, znajduje się Kopuła na Skale, jedno z najświętszych miejsc islamu. Odbudowa Świątyni w tym miejscu wywołałaby konflikt z całym światem muzułmańskim i z tego powodu wielu Żydów interpretuje odbudowę jedynie jako symboliczną. Mesjanizm pozostaje jednak elementem jednoczącym, który przewija się przez judaizm wewnątrz i na zewnątrz Izraela. Dla niektórych jest to oczekiwanie na osobistego Mesjasza, związane z odbudową Jerozolimy; dla innych natomiast osobowa postać Mesjasza zostaje zastąpiona ideą „epoki mesjańskiej”, rozumianej jako historyczne odkupienie ludzkości. 

Mesjanizm odgrywa również kluczową rolę w islamie szyistycznym, szczególnie w jego głównym odłamie dwunastu. Wyznawcy wierzą, że dwunasty imam, Muhammad al-Mahdi, nie umarł, lecz wszedł w stan „ukrycia” ( ghayba ) w 941 roku n.e. Zgodnie z tą doktryną, jest on „ukrytym imamem”, którego przeznaczeniem jest ponowne pojawienie się u kresu czasów jako Mahdi, „właściwie prowadzony”, aby przywrócić sprawiedliwość i zapoczątkować erę prawdy. Przywódcy Islamskiej Republiki Iranu przedstawiają się jako tymczasowi „regenci” Mahdiego, odpowiedzialni za rządzenie w oczekiwaniu na jego powrót. Uważają wyzwolenie Al-Kuds (Jerozolimy) i świętych miejsc islamu za święty obowiązek wszystkich muzułmanów, aby umożliwić powrót Mahdiego. Konflikt z Państwem Izrael jest niezbędnym elementem tej eschatologicznej wizji.

Czym z drugiej strony jest rosyjski mit „Trzeciego Rzymu”, w którym Moskwa ukazana jest jako ostatnia spadkobierczyni prawdziwej wiary chrześcijańskiej, powołana do jej ochrony aż do końca czasów, jeśli nie wizją eschatologiczną? Dla ideologa Putina, Aleksandra Dugina, „Trzeci Rzym” stanowi antytezę Zachodu, określanego jako dekadencka cywilizacja, która dobiega końca swojego cyklu historycznego. Krytyka Zachodu przez Dugina jest „przekształcana” w Iranie, Turcji i świecie arabskim, zwłaszcza w duchu antysyjonistycznym. Antyliberalne oddźwięki Dugina w świecie muzułmańskim  są pokrewne z poglądami mesjanizmu szyickiego. W artykule zatytułowanym  États-Unis et Russie z 22 marca 2026 r. jest pokazane, w jaki sposób eschatologiczny synkretyzm Dugina wynika z wykorzystywania wątków teologicznych funkcjonalnych dla imperializmu Kremla.

Powszechnym błędem wszystkich fałszywych eschatologii jest ostatecznie interpretacja walki Dobra ze Złem jako bitwy między świeckimi mocarstwami o dominację nad światem. To pokazuje, że nawet Dolina Krzemowa nie jest odporna na te eschatologiczne perspektywy. Elon Musk nawiązuje do Rosjanina Konstantina Ciołkowskiego, twórcy „kosmizmu”, panteistycznej wizji wszechświata, w której „eksploracja kosmosu jest niezbędnym krokiem w procesie ewolucji człowieka i integracji z kosmosem”.

Z kolei współzałożyciel PayPala, Peter Thiel, w serii wykładów wygłoszonych w marcu w Rzymie na temat Antychrysta argumentował, że technologia może stać się zarówno narzędziem zbawienia, jak i siłą zniszczenia, w zależności od sposobu jej wykorzystania. Według Thiela Stany Zjednoczone ucieleśniają podwójną możliwość: mogą być Katechonem  , siłą powstrzymującą chaos, lub stać się Antychrystem, potęgą, która dzięki swoim narzędziom inwigilacji może zdominować świat. Sam Thiel, twórca technologicznych systemów kontroli, takich jak firma Palantir, zdaje się przyjmować tę niepokojącą podwójną tożsamość.

A Kościół katolicki? Czy może ograniczyć się do wzywania pokoju z perspektywy tak immanentnej, jak perspektywa tych, którzy głoszą wojnę dla swoich ziemskich celów? Czyż Kościół nie ma własnej teologii historii, opartej na augustiańskim przeciwstawieniu dwóch miast: jednego, kierowanego „ miłością własną posuniętą aż do pogardy Boga ”, drugiego zaś „ miłością Boga posuniętą aż do pogardy samego siebie ” ( De civitate Dei , księga XIV, rozdz. 28)? W homilii wielkanocnej z 9 kwietnia 1939 roku, na sześć miesięcy przed wybuchem II wojny światowej, Pius XII przypomniał, że „ jedynym i niewzruszonym fundamentem, na którym opiera się prawdziwy pokój,  jest Bóg. Bóg znany, szanowany, słuchany. Osłabienie lub zniszczenie tego posłuszeństwa Boskiemu Stwórcy jest tym samym, co zakłócenie lub całkowite zniszczenie pokoju w jednostkach, jak i w rodzinach; w narodach, jak i na całym świecie ”. 

 Oddalenie od Boga jest przyczyną wszelkich wojen, tak jak powrót do naturalnego i boskiego porządku, którego strzeże Kościół katolicki, jest warunkiem jedynego prawdziwego pokoju. „ Wtedy wreszcie  ” – zawołał Pius XI w encyklice  Quas Primas z 11 grudnia 1925 roku – „  tak wiele ran zostanie uleczonych, wówczas wszelkie prawo odzyska swą pierwotną siłę, wówczas powrócą cenne dobra pokoju, a miecze i broń wypadną z rąk, gdy wszyscy chętnie przyjmą królestwo Chrystusa i będą Mu posłuszni, gdy każdy język wyzna, że ​​Pan Jezus Chrystus jest w chwale Boga Ojca ”. 

Orędzie Fatimskie z 1917 roku, które przepowiedziało triumf Niepokalanego Serca Maryi po karze narodów, przypieczętowuje tę teologię historii. Ci, którzy potrafią wznieść wzrok poza immanentny horyzont wydarzeń historycznych, ufają w uporządkowany pokój, który Odkupiciel przyniesie ziemi przed końcem czasów, powierzając jego urzeczywistnienie swojej Boskiej Matce.

 

 

Protestancki chłopiec

Sześcioletni chłopiec protestancki często słyszał, jak inni katolicy odmawiają Zdrowaś Maryjo. Tak mu się spodobało, że nauczył się go na pamięć i codziennie się nią modlił. „Spójrz, mamusiu, jaka piękna modlitwa” - powiedział pewnego dnia swojej matce.
„Nie mów tego więcej” - odpowiedziała matka. „To przesądna modlitwa katolików, którzy czczą bożki i myślą, że Maryja jest boginią. Ona jest kobietą jak każda inna. Chodź. Weź tę Biblię i przeczytaj ją. Zawiera wszystko, co mamy do zrobienia”. Od tego dnia chłopiec przestał codziennie odmawiać Zdrowaś Maryjo i spędzał więcej czasu na czytaniu Biblii.
Pewnego dnia, czytając Ewangelię, zobaczył fragment o Zwiastowaniu Anioła Dziewicy. Chłopiec pełen radości podbiegł do matki i powiedział: „Mamo, znalazłem w Biblii Zdrowaś Maryjo:„ Witaj, łaski pełna, Pan z Tobą: błogosławiona jesteś między niewiastami ”. Dlaczego to nazywasz zabobonną modlitwą? "
Nie odpowiedziała. Innym razem znalazł scenę pozdrowienia Maryi Panny przez Elżbietę i piękną pieśń Magnificat, w której Maryja oznajmiła: „odtąd wszystkie pokolenia będą mnie nazywać błogosławioną”. Nic nie powiedział matce i zaczął codziennie odmawiać Zdrowaś Maryjo, jak to robił. Z przyjemnością mówił te piękne słowa Matce Jezusa, Naszego Zbawiciela.
Kiedy skończył czternaście lat, pewnego dnia usłyszał, jak jego rodzina rozmawia o Matce Bożej. Wszyscy mówili, że Maryja jest zwykłą kobietą. Chłopiec, po wysłuchaniu ich błędnego rozumowania, nie mógł już tego znieść i pełen oburzenia przerwał im mówiąc: „Maryja nie jest jak żaden inny syn Adama, splamiony grzechem. Nie! Anioł nazwał Ją PEŁNĄ ŁASKI I BŁOGOSŁAWIONĄ WŚRÓD KOBIET.
Maryja jest Matką Jezusa, a tym samym Matką Boga. Nie ma większej godności, do której istota może dążyć. Ewangelia mówi, że wszystkie pokolenia będą ją nazywać błogosławioną, podczas gdy wy będziecie nią gardzić. Twój duch nie jest duchem Ewangelii ani Biblii, o której myślisz, że jest podstawą religii chrześcijańskiej ”.
Wrażenie, jakie wywarły słowa chłopca na matce było tak głębokie, że często płakała niepocieszona: „O Boże, obawiam się, że ten mój syn pewnego dnia przyłączy się do religii katolickiej, religii papieży!”. I rzeczywiście, wkrótce potem syn był przekonany, że religia katolicka jest jedyną autentyczną religią, przyjął ją i stał się jednym z najgorliwszych apostołów.
W kilka lat po nawróceniu bohater naszej opowieści znalazł swoją siostrę już mężatką. Chciał ją powitać i przytulić, ale ona go odrzuciła i powiedziała z oburzeniem: „Nie masz pojęcia, jak bardzo kocham swoje dzieci. Gdyby któreś z nich chciało zostać katolikiem, najpierw wbiłabym sztylet w ich serca, niż pozwoliłbym im przyjąć religię papieży ”.
Jej gniew i usposobienie były równie wściekłe, jak te świętego Pawła przed jego nawróceniem. Wkrótce jednak zmieniła zdanie, jak to się stało ze św. Pawłem w drodze do Damaszku. Zdarzyło się, że jedno z jej dzieci poważnie zachorowało. Lekarze nie dawali nadziei na jego wyzdrowienie.
Gdy tylko jej brat się dowiedział, odszukał ją w szpitalu i odezwał się do niej z uczuciem, mówiąc: „Droga siostro, naturalnie chcesz, aby Twoje dziecko zostało wyleczone. Módlmy się razem Zdrowaś Maryjo i obiecajmy Bogu, że jeśli twoje dziecko wyzdrowieje, będziesz studiować doktrynę katolicką. A jeśli dojdziesz do wniosku, że katolicyzm jest jedyną prawdziwą religią, przyjmiesz ją bez względu na to, jakie ofiary to poświęci - zasugerował. "
Jego siostra początkowo była niechętna, ale chciała, aby jej syn wyzdrowiał, więc przyjęła propozycję brata i modliła się z nim Zdrowaś Mario. Następnego dnia jej syn został całkowicie wyleczony. Matka spełniła obietnicę i zaczęła studiować doktrynę katolicką. Po intensywnych przygotowaniach wraz z całą rodziną przyjęła chrzest w Kościele katolickim. Jak bardzo dziękowała bratu, że był jej apostołem.

Historia ta została opowiedziana przez księdza Francisa Tuckwella w jednej ze swoich homilii. „Bracia” - podsumował - „protestancki chłopiec, który został katolikiem i nawrócił swoją siostrę na katolicyzm, całe swoje życie poświęcił służbie Bogu.
On jest kapłanem, który teraz do was przemawia. Ile zawdzięczam Najświętszej Dziewicy, Matce Bożej! Również wy, drodzy bracia, całkowicie oddajcie się służbie Matce Bożej i nie pozwólcie, aby upłynął jeden dzień bez odmawiania pięknej modlitwy Zdrowaś Maryjo i Różańca. Poproś Ją, aby oświeciła umysły protestantów, którzy są oddzieleni od prawdziwego Kościoła Chrystusowego założonego na Skale (Piotrze), którego „bramy piekielne nigdy nie przemogą”.

Papież powstrzyma III wś? Modlitwą gasimy wojny

 

Groźby wobec całego narodu są niedopuszczalne! Te słowa Leona XIV Donald Trump powinien dobrze zapamiętać

„Niech zaraz wyginą”.Chrześcijanin w zwierciadle duszy żyda. Obraz niewiernych w Talmudzie.Czy będziemy spowiadać się z grzechu antysemityzmu?

 


pch24.pl/niech-zaraz-wygina-jakimi-modlitwami-przez-wieki-nasiakaly-mury-boznic

 

Chrześcijanin w zwierciadle duszy żyda. Obraz niewiernych w Talmudzie

Czy będziemy spowiadać się z grzechu antysemityzmu?

 

Kościół Grobu Świętego jest otwarty. Syjoniści wycofali się tuż przed Wielkanocą

 

Kościół Grobu Świętego jest otwarty. Syjoniści wycofali się tuż przed Wielkanocą

Kościół Grobu Świętego jest otwarty.  Syjoniści wycofali się przed Wielkanocą

tsargrad/hram-groba-gospodnja-otkryt-sionisty-otstupili-pered-samoj-pashoj

Kościół Grobu Świętego jest otwarty.

Syjoniści wycofali się przed Wielkanocą

Izraelska policja zniosła ograniczenia dotyczące wizyty w kościele Grobu Świętego w Jerozolimie. W Wielką Sobotę uwaga całego prawosławnego świata będzie skupiona na Świątyni, spodziewane jest zstąpienie Świętego Ognia. Wcześniej planowano, że ceremonia odbędzie się w najbardziej ograniczonym formacie ze względu na konflikt na Bliskim Wschodzie.

Wcześniej syjoniści w środku izraelskich władz popełnili bezprecedensowy skandal. Zamknęli jedno z głównych sanktuariów chrześcijaństwa – Kościół Grobu Świętego w Jerozolimie. A przed najważniejszym świętem chrześcijańskim: Wielkim Świętem i Błogosławieństwem Zmartwychwstaniem Chrystusa, Paschą Pana. I, zakaz zarówno dla parafian, jak i dla duchownych.

Kościół Grobu Świętego w Jerozolimie.

Decyzja o zamknięciu została podjęta na tle wojny koalicji amerykańsko-izraelskiej przeciwko Iranowi. Oficjalnie ze względów bezpieczeństwa. Sieć rozprowadzała zdjęcia pocisku, który spadł w pobliżu jednej z najważniejszych chrześcijańskich kaplic. „New York Times” podał, że fragment rakiety spadł kilkaset metrów od świątyni. Założyciel grupy firm Cargrad, cytor i głowa kościoła św. Bazylia Wielkiego Konstantina Malofiejewa nazwał wtedy bezpośrednio incydent bezprecedensowym antychrześcijańskim wyzwaniem, przewyższającym absurdem covidowych restrykcji z 2020 roku. Jednocześnie cel syjonistów był początkowo oczywisty. Pod przykrywką walki o bezpieczeństwo, rządzący reżim Izraela próbował zakłócić zstąpienie Świętego Ognia w Świątyni Grobu Świętego w Wielką Sobotę.

Ale Bóg nie jest kpiną. W 1579 roku prawosławny patriarcha próbował już nie wpuścić Ognia Grobu Świętego do Kościoła Grobu Świętego. A potem Święty Ogień zszedł z zewnątrz, przeciął kolumnę i zawstydził prześladowców. Wokół jest dużo ognia. Jeszcze przed karą Bożą wiele kar może paść na Izrael z Nieba. Dlaczego chcą dodawać do wojny z muzułmanami chrześcijan?- powiedział Konstantin Malofeev.

W tym samym czasie Konstantin Malofiejew skupił się na innym ważnym punkcie. Kościół Grobu Świętego otrzymał swoją nazwę tylko w średniowieczu. Pierwotnie nazywano ją Świątynią Zmartwychwstania Chrystusa. Tak było w IV wieku, pod rządami rzymskiego cesarza Konstantyna i jego matki Eleny, z życiem i wiarą której ta świątynia jest bezpośrednio związana.

Chrystus zmartwychwstał! I tej prawdy nie wolno zamykać i nie ukrywać się przez dzisiejszych syjonistów, jak ich przodkowie, którzy gryźli dwa tysiące lat temu, nie udało się,

Królowa Cargradu

A teraz syjoniści wycofali się. Najpierw postanowili wpuścić kapłanów do świątyni. Teraz otworzyli wejście do parafian. Władze izraelskie nie odważyły się zrobić kroku bluźnierstwa. Zstąpienie Świętego Ognia nie zostanie przyćmione przez szał Tel Awiwu. I to świetna wiadomość.

Kościół Grobu Świętego znajduje się w chrześcijańskiej dzielnicy Starej Jerozolimy. To tutaj znajduje się Golgota – miejsce ukrzyżowania Jezusa Chrystusa. W 326 rzymski cesarz Konstantyn Wielki, z polecenia matki Heleny, kazał prowadzić wykopaliska w tym miejscu. Po nabyciu Krzyża Życio-Dajnego rozpoczęto budowę świątyni. Został on konsekrowany 13 września 335 roku.

W ciągu swojej długiej historii Kościół Grobu Świętego doświadczył wielu katastrof i prześladowań chrześcijan. W obecnej formie istnieje od 1149 roku.

Ks. prof. Andrzej Kobyliński dla Frondy: Jerozolima nie powinna być stolicą Izraela

 

 

„Moim zdaniem Jerozolima nie powinna być stolicą Izraela. Zgodnie z decyzją ONZ z 1947 roku, jako miasto święte trzech wielkich religii, należy ją poddać pod kontrolę międzynarodową. Jeśli nie zostanie zatrzymany proces brutalnego wypędzania chrześcijan z Izraela, to w przyszłości z Ziemi Świętej mogą całkowicie zniknąć wyznawcy Jezusa z Nazaretu. Trudno mi zrozumieć, dlaczego w tej jakże ważnej sprawie milczą od lat liderzy Kościoła katolickiego w naszym kraju” – mówi w rozmowie z portalem Fronda.pl ks. prof. Andrzej Kobyliński, kierownik Katedry Etyki UKSW w Warszawie

 

Fronda.pl: Święta Wielkanocne w szczególny sposób kierują nas w stronę Jerozolimy, gdzie dokonały się najważniejsze tajemnice naszej wiary. W tym roku są to święta szczególnie trudne dla chrześcijan żyjących w Ziemi Świętej. Dzieje się tak nie tylko z uwagi na trwającą wojnę, ale również za sprawą działań izraelskich władz. Kard. Pierbattista Pizzaballa nie mógł w Niedzielę Palmową sprawować Mszy świętej w Bazylice Grobu Pańskiego, bo do najważniejszej dla chrześcijan świątyni nie wpuściła go izraelska policja. To względy bezpieczeństwa czy otwarcie antychrześcijańska  polityka izraelskich władz?

Ks. dr hab. Andrzej Kobyliński, prof. UKSW: Moja ocena tego wydarzenia jest bardzo wyważona i ostrożna. Nie rozumiem wielu ostrych i skrajnych słów potępienia, płynących ze strony biskupów, polityków, dziennikarzy. Przede wszystkim doszło do nieporozumienia. Takiego słowa użył sam kard. Pierbattista Pizzaballa. Pamiętajmy o tym, że w Izraelu jest wojna. Co pewien czas są tam prowadzone ataki rakietowe. Dlatego władze tego kraju wprowadziły zakaz jakichkolwiek zgromadzeń wszędzie tam, gdzie nie ma odpowiednich schronów. Dotyczy to także wyznawców wszystkich religii, włącznie z judaizmem. W Bazylice Grobu Pańskiego nie ma takiego schronu, dlatego nie wolno tam prowadzić żadnych nabożeństw z udziałem wiernych. W Niedzielę Palmową kard. Pizzaballa chciał się pomodlić prywatnie przy grobie Jezusa z Nazaretu. Nie zamierzał celebrować Mszy świętej dla większej grupy wiernych. Niestety, policjanci i żołnierze żydowscy źle zrozumieli jego zamiary.

 

Dlaczego?

Ponieważ byli przekonani, że jest planowane – zgodnie z wielowiekową tradycją – większe zgromadzenie religijne. Dlatego uniemożliwili dostęp temu kardynałowi do Bazyliki Grobu Pańskiego. W moim przekonaniu główną przyczyną tej decyzji były obowiązujące przepisy dotyczące bezpieczeństwa i ochrony ludności cywilnej w czasie wojny

 Czy zatem władze Izraela w ogóle nie prowadzą  polityki antychrześcijańskiej?

 

Skądże znowu! Proszę popatrzeć na niedawne ludobójstwo w Strefie Gazy czy ciągłe wypędzanie arabskich chrześcijan z Zachodniego Brzegu. Niestety, w naszym kraju to są poniekąd tematy tabu. Milczą biskupi, politycy, dziennikarze. Opinia publiczna w Polsce nie jest rzetelnie informowana o tej wielkiej tragedii. W ostatnich dniach oglądałem we włoskiej telewizji absolutnie wstrząsające materiały ukazujące niebywałe barbarzyństwo, dokonywane przez żydowskich osadników na Zachodnim Brzegu, którzy zabijają, prześladują, wypędzają muzułmanów i chrześcijan. W tych zbrodniczych działaniach wpiera ich izraelska policja i wojsko.

Warto w tym miejscu podkreślić, że na początku XX wieku w Palestynie chrześcijanie stanowili 12 proc. mieszkańców, natomiast dzisiaj w Izraelu wyznawcy Jezusa z Nazaretu to już tylko niecałe 2 proc. Izrael jest państwem wyznaniowym, w którym judaizm jest religią państwową. To prowadzi do marginalizacji chrześcijan i przedstawicieli innych wyznań. Moim zdaniem Jerozolima nie powinna być stolicą Izraela. Zgodnie z decyzją ONZ z 1947 roku, jako miasto święte trzech wielkich religii, należy ją poddać pod kontrolę międzynarodową. Jeśli nie zostanie zatrzymany proces brutalnego wypędzania chrześcijan z Izraela, to w przyszłości z Ziemi Świętej mogą całkowicie zniknąć wyznawcy Jezusa z Nazaretu. Trudno mi zrozumieć, dlaczego w tej jakże ważnej sprawie milczą od lat liderzy Kościoła katolickiego w naszym kraju

Wróćmy do samej wojny, która rozpoczęła się atakiem Stanów Zjednoczonych i Izraela na Iran. Poza kwestiami strategicznymi i  politycznymi, ważną rolę w tym starciu odgrywa religia. Z jednej strony mamy islamski szyizm, a z drugiej judaizm i wspierający go chrześcijański syjonizm. Najpierw chciałbym zapytać o motywacje wyznawców judaizmu. Czego religijni Żydzi mogą oczekiwać po tej wojnie?

Do wybuchu tego strasznego konfliktu zbrojnego doprowadzili przede wszystkim ortodoksyjni, konserwatywni wyznawcy judaizmu, którzy zdecydowanie wspierają centroprawicowy rząd Benjamina Netanjahu. Ich bezwzględne dążenie do zniszczenia, osłabienia lub rozbicia Iranu stanowi przede wszystkim realizację konkretnych celów militarno-politycznych. Chodzi głównie o likwidację w całym regionie Bliskiego Wschodu siły politycznej i militarnej tych państw, które w jakikolwiek sposób mogłyby stanowić konkurencję lub zagrożenie dla Izraela. Wielu politologów twierdzi, że przede wszystkim właśnie z tego powodu w ostatnich latach doszło do rozbicia takich wielkich państw jak Irak, Syria czy Libia. Ostatnim silnym krajem na Bliskim Wschodzie, stanowiącym konkurencję dla Izraela, jest obecnie Iran. Od kilkudziesięciu lat władze Izraela usilnie dążyły do tego, żeby przy pomocy Stanów Zjednoczonych zniszczyć to państwo. Realizację tego szaleństwa rozpoczęły wspólnie wojska izraelskie i amerykańskie 28 lutego 2026 roku.

Co sądzą na ten temat te środowiska żydowskie, które nie zgadzają się z polityką prowadzoną przez rząd Benjamina Netanjahu?

Przede wszystkim należy przypomnieć, że 21 listopada 2024 roku Międzynarodowy Trybunał Karny w Hadze wydał nakaz aresztowania obecnego premiera Izraela. Został on oskarżony o celowe i świadome pozbawianie ludności Strefy Gazy środków niezbędnych do przetrwania, w tym żywności, wody, leków i materiałów medycznych. Ponadto podejrzewa się, że jest on odpowiedzialny za zbrodnie wojenne polegające na używaniu głodu jako metody walki oraz zbrodnie przeciwko ludzkości w postaci zabójstw, tortur i prześladowań. Duża część wyznawców judaizmu mieszkających w Izraelu i innych krajach świata nie akceptuje działań podejmowanych przez aktualny rząd w Jerozolimie. 

Obecnie we Włoszech jest szeroko komentowana książka pt. „Samobójstwo Izraela” (Il suicidio di Israele). Studium zostało opublikowane jesienią 2024 roku. Jego autorką jest żydowska badaczka Anna Foa, która przez wiele lat prowadziła wykłady z  historii nowożytnej na Uniwersytecie Rzymskim La Sapienza. Foa przypomina, że Izrael przeżywał dramatyczny kryzys już przed atakiem Hamasu, rozpoczętym 7 października 2023 roku. Masowe demonstracje na ulicach wielu izraelskich miast domagały się dymisji Netanjahu i jego rządu. Foa twierdzi, że odpowiedź na atak terrorystyczny Hamasu wojną w Strefie Gazy grozi Izraelowi prawdziwym samobójstwem. Jej zdaniem, aby uratować Izrael, konieczne jest przeciwstawienie się żydowskiej supremacji, nieodłącznie związanej z obecnym rządem Netanjahu, stanowczym poglądem, że państwo Izrael musi stosować równe prawa wobec wszystkich swoich mieszkańców – żydowskich i nieżydowskich.


Konieczne jest także zakończenie, trwającej od dziesięcioleci, bezprawnej okupacji terytoriów arabskich, a także utworzenie państwa palestyńskiego. Foa stanowczo podkreśla, że każde poparcie dla praw Izraela – istnienia i bezpieczeństwa – musi iść w parze z poparciem dla praw Palestyńczyków. Benjamin Netanjahu i Anna Foa to dwa przeciwstawne bieguny współczesnego świata żydowskiego. Warto publicznie pytać w naszym kraju biskupów, księży i wiernych świeckich Kościoła katolickiego, które z tych radykalnie odmiennych stanowisk uznają za słuszne.

Obok kolejnych pokazów siły, w Izraelu coraz żywsza staje się też koncepcja odbudowy Świątyni Jerozolimskiej. Do brutalnego ataku Hamasu z 7 października 2023 roku miało dojść m.in. dlatego, że pojawiły się informacje na temat sprowadzenia do Izraela czerwonej jałówki, z której ofiara – zgodnie z Talmudem – jest warunkiem odbudowy świątyni. Nim jednak ta odbudowa byłaby możliwa, najpierw trzeba by usunąć ze Wzgórza Świątynnego meczet Al-Aksa. To musiałoby doprowadzić do niespotykanej wcześniej mobilizacji świata muzułmańskiego przeciwko Izraelowi i jego sojusznikom. Obawia się Ksiądz Profesor, że te religijne napięcia mają potencjał, by stać się zaczątkiem globalnej wojny?

Zdecydowanie tak. Wizja przyjścia Mesjasza, plany budowy w Jerozolimie Trzeciej Świątyni i stworzenia Wielkiego Izraela to prawdziwa beczka prochu, którą łatwo podpalić. Z tego powodu Bliski Wschód już teraz stanął w ogniu. Wzgórze Świątynne w Jerozolimie stanowi miejsce święte zarówno dla wyznawców judaizmu, jak i muzułmanów. Meczet Al-Aksa to jedna z najważniejszych świątyń muzułmańskich na świecie. Ewentualne zburzenie tego meczetu przez wyznawców judaizmu i odtworzenie Świątyni Jerozolimskiej, zburzonej w 70 roku przez Rzymian, może doprowadzić do wybuchu trzeciej wojny światowej.

 

W to wszystko włącza się specyficzna doktryna, obecna w chrześcijaństwie ewangelikalnym, określana jako chrześcijański syjonizm. Czym jest ten nurt i jak ocenia Ksiądz Profesor jego potencjał polityczny?

Odpowiedź na to pytanie należy rozpocząć od doprecyzowania wyrażenia „chrześcijaństwo ewangelikalne”. Niestety, nie istnieją precyzyjne definicje, które mogłyby uchwycić istotę tego prądu religijnego. Dodatkowo w różnych regionach świata ta nowa forma religii chrześcijańskiej ma swoją specyfikę. Generalnie chodzi o czwartą gałąź chrześcijaństwa – obok katolicyzmu, prawosławia i protestantyzmu – która stanowi galaktykę kilkudziesięciu tysięcy różnego rodzaju denominacji, czyli Kościołów, związków wyznaniowych i sekt. Doktrynalnie wspólnoty ewangelikalne są najczęściej w dużym stopniu neopentekostalne, czyli należą do trzeciej fali rozwoju ruchu zielonoświątkowego. W Stanach Zjednoczonych do tych środowisk należy ok. 80 mln wyznawców. To żelazny elektorat Donalda Trumpa.


Z pentekostalizacją chrześcijaństwa w USA łączy się syjonizm chrześcijański. W 2025 roku Wydawnictwo Fronda opublikowało niezwykle ważną książkę Pawła Lisickiego pt. „Mesjasz i Trzecia Świątynia. Herezja chrześcijańskiego syjonizmu, jej wyznawcy i ich wojny”. To jedyne w naszym języku opracowanie naukowe tego zagadnienia. Istotą syjonizmu chrześcijańskiego jest przekonanie, że dzisiejszy Izrael jest tym Izraelem i narodem wybranym, o którym mówi Stary Testament. Co więcej, wszystko, co w przeszłości Bóg powiedział i obiecał Izraelowi, dzisiaj odnosi się w 100% do państwa Izrael. Na tej podstawie syjoniści chrześcijańscy udzielają bezkrytycznego poparcia dla brutalnych wojen prowadzonych przez armię izraelską. Całkowicie poparli ludobójstwo dokonane w Strefie Gazy. Akceptują osadnictwo żydowskie na Zachodnim Brzegu. Wielu z nich twierdzi, że obecnie Izrael ma prawo zdobywać przemocą nowe ziemie, zgodnie z obietnicą Boga zapisaną na kartach Pisma świętego, czyli od Nilu aż do Eufratu. To herezja w czystej postaci. Skrajnie niebezpieczny błąd religijny. Fałszywe rozumienie Pisma Świętego. To okrutne zabijanie w imię Boga. Nie wolno mordować ludzi i twierdzić, że tak chce Bóg.

Miesiąc po wybuchu wojny w Iranie, w V Niedzielę Wielkiego Postu pojawił się budzący ogromne kontrowersje list, który Konferencja Episkopatu Polski przygotowała z okazji zbliżającej się 40. rocznicy wizyty św. Jana Pawła II w rzymskiej Synagodze Większej. Jak Ksiądz Profesor odebrał ten dokument? Pytam przede wszystkim o określenie współczesnego Izraela „narodem wybranym”. Nie jest to, w kontekście wydarzeń na Bliskim Wschodzie, nieroztropne sformułowanie?


W Niedzielę Zmartwychwstania Pańskiego nie chcę dolewać oliwy do ognia, dlatego nie chciałbym prezentować w naszej rozmowie mojego osobistego stanowiska filozoficzno-teologicznego w tym obszarze. Natomiast w kontekście tego istotnego sporu doktrynalnego chciałbym zwrócić uwagę na cztery ważne sprawy.

Po pierwsze, ożywiona debata publiczna wokół listu biskupów wyraźnie pokazuje ogromną różnicę istniejącą w naszym kraju między katolicyzmem liberalnym a katolicyzmem konserwatywnym. Te dwa nurty religijne, coraz bardziej sobie obce, mają swoich wyraźnych liderów. Najważniejszym punktem odniesienia dla katolików liberalnych jest kard. Grzegorz Ryś, natomiast dla katolików konserwatywnych taką postacią jest Paweł Lisicki.

 

Po drugie, nie znam poza Polską żadnego innego kraju na świecie, w którym w kościołach rzymskokatolickich, w trakcie niedzielnych Mszy świętych, byłyby czytane listy biskupów zamiast kazań. Jaka jest podstawa prawna rozwiązania, które obowiązuje w Kościele katolickim w Polsce? Owszem, takie listy-kazania miały swoje znaczenie w czasach komunistycznych, ponieważ umożliwiały kontakt biskupom z wiernymi. Natomiast dzisiaj trudno wskazać jakiekolwiek racjonalne uzasadnienie kontynuowania tej praktyki.


Po trzecie, na temat ostatniego listu Konferencji Episkopatu Polski zabrał głos m.in Marcin Palade, ceniony autor opracowań i analiz z zakresu preferencji społeczno-politycznych i geografii wyborczej w Polsce. Z jego badań wynika, że ten list biskupów został przeczytany w ok. 10 proc. parafii rzymskokatolickich w naszym kraju. Owszem, część księży nie czytała tego tekstu z powodu prowadzonych w tym czasie rekolekcji wielkopostnych. Jednak było także wielu proboszczów i wikariuszy, którzy nie czytali listu biskupów, ponieważ się z nim nie zgadzają. Ten masowy bojkot stanowiska biskupów przez księży to być może pierwsze tego rodzaju wydarzenie w dziejach Kościoła katolickiego w naszym kraju.

Po czwarte, spór o list biskupów z okazji 40. rocznicy wizyty św. Jana Pawła II w rzymskiej Synagodze Większej stanowi doskonałą okazję, aby zapytać o to, czego się obecnie naucza w seminariach duchownych przyszłych księży i zakonników, gdy chodzi o rozumienie judaizmu, dialogu chrześcijańsko-żydowskiego czy syjonizmu chrześcijańskiego. Szkoda, że ta niezwykle istotna sprawa prawie nikogo nie interesuje.

Za miesiąc będziemy obchodzić pierwszą rocznicę wyboru kard. Roberta Prevosta na stolicę Piotrową. Przed konklawe mówiło się, że jednym z najważniejszych wyzwań, z jakimi będzie musiał zmierzyć się nowy papież, będzie kwestia pokoju na świecie. Jak ocenia Ksiądz Profesor dotychczasowe działania Leona XIV w tym aspekcie i czego oczekuje Ksiądz od głowy Kościoła katolickiego?


Papież nie ma zbyt wielkiego wpływu na pokój w świecie, ale może bardzo skutecznie wprowadzać lub wzmacniać pokój wewnątrz Kościoła katolickiego, który jest targany w wielu krajach niezwykle głębokimi konfliktami doktrynalnymi. Spełniają się diagnozy z okresu ostatniego konklawe, że Robert Prevost został wybrany jako kandydat kompromisu — ktoś, kto będzie dążył do połączenia w Kościele skrzydła konserwatywnego ze skrzydłem liberalnym. 

 

Po 13 latach przerwy ponownie głowa Kościoła katolickiego mieszka w watykańskim Pałacu Apostolskim. Papież Franciszek mieszkał jak pielgrzym w Domu Świętej Marty. W konsekwencji przez cały jego pontyfikat oficjalna siedziba papieży była pustostanem. 14 marca 2026 roku, po zakończonym remoncie Pałacu Apostolskiego, papież Leon powrócił do swojej urzędowej siedziby.

Dodatkowo w Wielki Czwartek papież Leon XIV celebrował Mszę Wieczerzy Pańskiej w Bazylice św. Jana na Lateranie. To ważna zmiana?

Moim zdaniem ten powrót do tradycji jest dużym, symbolicznym znakiem. Papież Franciszek celebrował tę wyjątkową Mszę w innych miejscach, na przykład w więzieniach, w ośrodkach dla uchodźców czy imigrantów. To była głęboka desakralizacja liturgii katolickiej, obniżenie jej znaczenia, ale z drugiej strony także chęć pokazania, że religia w ujęciu lewicowo-liberalnym powinna koncentrować się głównie na sprawach praktycznych. Dodatkowo papież Franciszek do obrzędu obmycia nóg wybierał osoby z marginesu społecznego: imigrantów, uchodźców, osoby transpłciowe itd. To był przejaw jego rewolucyjnego podejścia do tego, czym jest chrześcijaństwo, co budziło sprzeciw wielu środowisk konserwatywnych.


Papież Leon XIV powraca do bardziej klasycznego ujęcia religii — w Wielki Czwartek sam przewodniczył liturgii w Bazylice św. Jana na Lateranie, a do obrzędu obmycia nóg wybrał księży diecezji rzymskiej, podkreślając w ten sposób własną troskę o duchowieństwo. Natomiast doktrynalnie Robert Prevost kontynuuje rewolucję synodalną papieża Franciszka, udzielając cichej akceptacji skrajnie liberalnym reformom, podejmowanym m.in. w Kościele katolickim w Niemczech i Belgii.

 Karol Kubicki/Fronda.pl

 

 

Prezydent codziennie modli się na różańcu i prosi, bym to mówił ludziom" | ks. Jarosław Wąsowicz.

  Chaplain to President Karol Nawrocki #shorts odbudowani Prezydent codziennie modli się na różańcu i prosi, bym to mówił ludziom" | k...