Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przesladowanie chrzescijan. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przesladowanie chrzescijan. Pokaż wszystkie posty

sobota, 19 września 2026

Wymowny SKANDAL na pogrzebie ks. Stanisława Małkowskiego! Kapelana Solidarności i przyjaciela bł. ks. Popiełuszki

 

Scandal at Father Małkowski's funeral! Did the hierarchs lie ...

 

 

Pożegnanie ks. Stanisława Małkowskiego. Prezydent Karol Nawrocki wysłał list

 

 


Zmarł ks. Stanisław Małkowski. Requiescat in pace!


 Wymowny SKANDAL na pogrzebie ks. Stanisława Małkowskiego! Kapelana Solidarności i przyjaciela bł. ks. Popiełuszki pochowano pod tabliczką, na której nie było słowa „ksiądz”. Słowo „ks.” musiał dopisać flamastrem jeden z żałobników, po awanturze nad otwartym grobem…
Dziś na Powązkach Wojskowych żegnaliśmy kapłana od 51 lat i kawalera Orderu Orła Białego. Na krzyżu nad jego grobem zawieszono tabliczkę z napisem „Stanisław Olaf Małkowski”. Nie zrobił niczego, żeby to naprawić – ani biskup, ani nikt z kurii. Zrobił to zwykły człowiek z tłumu, który wiedział, kogo chowamy.
Niech nikt mi nie mówi o pomyłce – ten ksiądz przez czterdzieści lat był bowiem dla swoich przełożonych jedną wielką „pomyłką”, którą próbowano wymazać.
W 1984 roku, zaledwie kilka tygodni po zamordowaniu ks. Popiełuszki, prymas Glemp rozesłał do proboszczów pismo zarzucające jego najbliższemu przyjacielowi, Księdzu Małkowskiemu „szerzenie nienawiści”. Nie wolno było go zapraszać z kazaniami, a jego samego odesłano na Cmentarz Północny, żeby odprawiał pogrzeby i milczał. SB zabiła ks. Jerzego – a Stasia uciszyli „swoi”.
Potem upadła komuna, a ksiądz nadal siedział na cmentarzu. Zmarł Kiszczak, zmarł Glemp, a ksiądz wciąż był na cmentarzu. Jak sam opowiadał, kanclerz kurii odnalazł w archiwum pismo z 1984 r. i uznał, że skoro nikt tego pisma nie odwołał, to nadal obowiązuje. Zakaz ze stanu wojennego przetrwał w wolnej Polsce, bo nikomu w kurii nie przyszło do głowy go uchylić.
W 2010 r. ks. Małkowski modlił się z ludźmi pod krzyżem smoleńskim. Wezwano go do kurii i zapowiedziano, że jeśli pojawi się tam ponownie, zostanie suspendowany. Kanclerz tłumaczył publicznie, że „ulica to nie jest miejsce do modlitwy”. Esbecja zatrzymywała go i rewidowała – ale odebraniem prawa do sprawowania sakramentów groziła mu dopiero własna kuria.
W 2014 r. Polska Misja Katolicka w Anglii zabroniła mu nie tylko głoszenia kazań i odprawiania mszy, ale nawet wygłoszenia referatu w salce parafialnej. Nawet w salce.
W książce „Ksiądz”, którą napisałem razem z ks. Małkowskim właśnie – wspominał, że po obronie krzyża na Krakowskim Przedmieściu usłyszał od kościelnych hierarchów: „Spóźniłeś się, Stasiu, na męczeństwo, teraz możesz być co najwyżej obsikany ciepłym moczem”.
Mimo to ani razu nie odwrócił się od Kościoła i nie zdjął sutanny. Na koniec dostał tabliczkę bez „ks.”
Przez czterdzieści lat komuś bardzo zależało, żeby Małkowski był jak najmniej księdzem. Nie udało się to SB, nie udało się kurii i nie udało się dzisiaj, bo nad grobem stał człowiek z flamastrem.
Wieczne odpoczywanie racz mu dać, Panie.

 KSIĘDZU Stanisławowi.

Red.W.Sumliński

źródło:Facebook 

piątek, 14 sierpnia 2026

Nowe, nieznane fakty ! Przeczytaj wywiad ze świadkiem śmierci Św. Maksymiliana

 

Nowe, nieznane fakty ! Przeczytaj wywiad ze świadkiem śmierci Św. Maksymiliana

Michał Micherdziński był jednym z ostatnich świadków słynnego apelu w obozie KL Auschwitz, na którym o. Maksymilian Kolbe zdeklarował się pójść na śmierć w zamian za współwięźnia. Prezentujemy rozmowę z Michałem Micherdzińskim, w której wspomina o. Maksymiliana i tamten apel 29 lipca 1941 roku. Na dwa lata przed śmiercią Michała Micherdzińskiego (1919-2006), rozmowę z nim przeprowadził o. Witold Pobiedziński. Z portalu franciszkanie.pl
– Przez pięć lat był pan więźniem obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu. Spotkał pan osobiście św. Maksymiliana Marię Kolbego. Jakie znaczenie miała dla pana i innych więźniów obecność tego zakonnika pośród was?

Wszystkich więźniów przywożonych do obozu Auschwitz witano tymi samymi słowami: „Nie przybyliście do sanatorium, tyko do niemieckiego obozu koncentracyjnego, z którego nie ma innego wyjścia, jak tylko przez komin. Żydzi mogą żyć dwa tygodnie, księża miesiąc, a reszta trzy miesiące. Komu się to nie podoba, może zaraz iść na druty”. Oznaczało to, że może ponieść śmierć, ponieważ w drutach okalających obóz płynął bez przerwy prąd wysokiego napięcia. Te słowa już na początku odbierały nadzieję.

W Auschwitz dostąpiłem ogromnej łaski, z o. Maksymilianem przebywałem w jednym bloku, stałem z nim w jednym szeregu w czasie selekcji na śmierć. Byłem naocznym świadkiem jego heroicznej ofiary, która mi i innym więźniom przywróciła nadzieję.

– Jakie były okoliczności tego wydarzenia, które do dzisiaj budzi tak
wielkie i żywe zainteresowanie oraz inspiruje ludzi do postawienia pytania – dlaczego on to zrobił, w imię jakich wartości?

63 lata temu, we wtorek 29 lipca 1941 roku, około godziny 13.00, tuż po apelu południowym, zawyła syrena obozowa. Ponad 100 decybeli niosło się po obozie. W brygadach roboczych więźniowie w pocie czoła spełniali swoje obowiązki. Wycie syren oznaczało alarm, a z kolei alarm oznaczał, że w jednej z brygad zabrakło więźnia. Esesmani natychmiast przerwali pracę i zaczęło się konwojowanie więźniów do obozu na apel, aby sprawdzić stan liczbowy. Dla nas, którzy pracowaliśmy przy budowie pobliskiej fabryki gumy, oznaczało do siedmiokilometrowy marsz do obozu. Byliśmy popędzani, żeby iść prędzej.
Apel wykazał rzecz tragiczną: na naszym bloku 14a brakowało więźnia. Kiedy mówię „na naszym” bloku, mam na myśli o. Maksymiliana, Franciszka Gajowniczka, mnie i innych. Była to wiadomość przerażająca. Zwolniono wszystkich pozostałych więźniów, pozwolono im pójść na bloki, a nam ogłoszono karę – stanie na baczność bez czapek, dzień i noc, o głodzie. Noc była bardzo zimna. Kiedy esesmani mieli zmianę warty, kuliliśmy się do siebie metodą pszczoły: stojący na zewnątrz ogrzewali tych w środku, a potem była zmiana. Wielu starszych nie wytrzymało mordęgi stania w nocy i na zimnie. Oczekiwaliśmy, że choć trochę ogrzeje nas słońce. Ale spodziewaliśmy się także najgorszego. Rano oficer niemiecki wykrzyczał w naszym kierunku: „Ponieważ z waszego bloku uciekł więzień, a wy nie dopilnowaliście tego i nie przeszkodziliście temu, dlatego dziesięciu z was umrze śmiercią głodową, ażeby pozostali zapamiętali, że nawet najmniejsza próba ucieczki nie będzie tolerowana”. Zaczął selekcję.

– Co dzieje się w człowieku, kiedy wie, że mogą to być ostatnie chwile jego życia? Jakie uczucia towarzyszyły więźniom, którzy mogli usłyszeć wyrok skazujący ich na śmierć?
Wolałbym oszczędzić sobie przypominania szczegółów tej przerażającej sytuacji. Opowiem, jak wyglądała selekcja. Cała grupa poszła na początek pierwszego szeregu, na przedzie dwa kroki przed nami stał niemiecki kapitan. Patrzył w oczy jak sęp, mierzył każdego i co chwilę podnosił prawą rękę i mówił: „Du!”, czyli „ty”. To „du!” oznaczało, że to ty umrzesz śmiercią głodową. I szedł dalej. Esesmani wywlekali biedaka z szeregu, zapisywali numer i odstawiali pod strażą na boku. „Du!” brzmiało jak uderzenie młota w pustą skrzynię. Każdy bał się, że za chwilę palec może pokazać na niego. Przeglądnięty szereg szedł kilka kroków naprzód, tak że między szeregiem przeglądniętym a szeregiem do przeglądu powstało coś w rodzaju korytarzy, wolnych pasów o szerokości 3-4 metrów. W ten korytarz wchodzili esesmani i znowu padały słowa: „Du! du!”. Serca waliły nam jak młotem. W głowie szum, krew pulsowała na skroniach, zdawało się nam, że krew wyskoczy nosami, uszami i oczami. Coś tragicznego.

– Jak zachowywał się św. Maksymilian podczas tej selekcji?
Ja i o. Maksymilian staliśmy w siódmym szeregu. On stał po mojej lewej ręce, dzieliło nas może dwóch albo trzech kolegów. Gdy
szeregów przed nami ubywało, zaczął nas ogarniać coraz większy lęk. Muszę powiedzieć, że jakkolwiek człowiek byłby zdeterminowany i przestraszony, żadna filozofia nie jest mu wtedy potrzebna. Szczęśliwy jest ten, kto ma wiarę, kto ma możliwość do kogo się uciekać, kogoś prosić o łaskę. Modliłem się do Matki Bożej. Nigdy przedtem ani potem, muszę to uczciwie przyznać, już tak żarliwie się nie modliłem. Mimo, że dalej było słychać „du!”, to jednak modlitwa wewnętrznie zmieniła mnie na tyle, że byłem spokojniejszy. Ludzie mający wiarę, nie byli już tak przerażeni. Byli gotowi przyjąć przeznaczenie ze spokojem, prawie jak
bohaterzy. Jest to wielka sprawa.
Esesmani przeszli koło mnie, omiatając mnie wzrokiem, przeszli koło o. Maksymiliana. „Spodobał się” im stojący na końcu szeregu Franciszek Gajowniczek, 41-letni sierżant wojska polskiego. Gdy Niemiec powiedział „du!” i wskazał na niego, wyrwało się biedakowi z piersi: „Jezus, Maria! Moja żona, moje dzieci!” Oczywiście esesmani nie zwracali żadnej uwagi na słowa więźniów, tylko zapisali jego numer. Gajowniczek później nam przysięgał, że gdyby umarł w bunkrze głodowym, to nie wiedziałby, że taki lament, taka prośba błagalna wyrwała mu się z ust.

– Zapewne po skończonej selekcji pozostali więźniowie czuli ulgę i całe napięcie ich opuściło?
Skończyła się selekcja, dziesięciu więźniów zostało już wybranych. Dla nich był to ostatni apel. Myśleliśmy, że zakończy się ten koszmar stania: głowa bolała, jeść się chciało, nogi popuchły. A tu naraz zrobiło się jakieś poruszenie w moim szeregu. Staliśmy na długość drewniaka, aż tu nagle ktoś zaczął się przeciskał się między więźniami. Był to o. Maksymilian. Szedł krótkim krokiem, bo w drewniakach długim krokiem iść się nie dało, trzeba było je trzymać palcami nóg, żeby nie spadły. Szedł prosto ku grupie esesmanów, stojących w pobliżu pierwszego szeregu więźniów. Wszyscy drżeliśmy, ponieważ było to złamanie jednego z najostrzej i najbrutalniej przestrzeganych zakazów.
Wyjście z szeregu oznaczało śmierć. Nowi więźniowie, którzy przyjechali do obozu, nie wiedząc o tym zakazie, za wyjście z szeregu byli bici, co powodowało niezdolność do pracy. A to z kolei równało się pójściu do komory gazowej. Byliśmy pewni, że o. Maksymiliana zabiją, zanim zdąży się przecisnąć. Ale stało się coś nadzwyczajnego, czego nie zanotowała historia 700 obozów
koncentracyjnych, jakie zbudowała III Rzesza. Nigdy nie zdarzyło się, aby więzień obozu mógł bez poniesienia kary wyjść z szeregu. Było to dla Niemców coś tak niewyobrażalnego, że stali jak skamieniali. Patrzyli po sobie i nie wiedzieli, co się dzieje.

– Co wydarzyło się dalej?
Św. Maksymilian wiedział, że nie przeżyje wojny
O. Maksymilian szedł w więziennym pasiaku, z miską u boku, w drewniakach. Nie szedł jak żebrak, ani też jak bohater. Szedł jak
człowiek świadomy wielkiej misji. Stanął spokojnie przed oficerami. Wreszcie opamiętał się kierownik obozu. Wściekły, zapytał swojego zastępcę: „Was will dieses polnische Schwein?” – „Co chce ta polska świnia?” Zaczęli szukać tłumacza, ale okazało
się, że tłumacz jest zbędny. O. Maksymilian odpowiedział spokojnie: „Ich will sterben für ihn” – wskazując ręką na stojącego obok Gajowniczka – „Ja chcę umrzeć za niego”.
Jeżeli wcześniej Niemcy stali jak oniemiali, to teraz pootwierali ze zdumienia usta. Dla nich, reprezentujących bezbożność laicką, było to coś niepojętego, że ktoś może chcieć umrzeć za innego człowieka. Patrzyli na o. Maksymiliana z pytaniem w oczach: czy on oszalał, czy może oni nie zrozumieli odpowiedzi. Wreszcie padło drugie pytanie: „Wer bist du?” – „Kto ty jesteś?” O. Maksymilian odpowiedział: „Ich bin ein polnischer katolischer Priester” – „Jestem polskim księdzem katolickim”. Oto więzień wyznał, że jest Polakiem, pochodzi z narodu, który Niemcy nienawidzili, do tego przyznaje, że jest duchownym. Dla esesmanów ksiądz był wyrzutem sumienia.
Ciekawe, że w tym dialogu o. Maksymilian ani raz nie używa słowa „proszę”. Jest tylko jego żądanie, którym złamał Niemca. Złamał sędziego, który uzurpował sobie prawo decydowania o życiu i śmierci, zmusił go do zmiany wyroku. Zachowuje się jak wytrawny dyplomata, choć za frak, wstęgę i ordery, służy mu pasiak, miska i drewniaki. Panowała wtedy cmentarna cisza, każda sekunda wydawała się trwać wieki. Wreszcie stało się coś, czego do dzisiaj nie mogą zrozumieć ani Niemcy, ani więźniowie. Kapitan SS zwrócił się do o. Maksymiliana per „pan”: „Warum wollen Sie für ihn sterben?” – „Dlaczego pan chce umrzeć za niego?”
Upadły wszystkie kanony, które esesman wyznawał wcześniej. Przed chwilą nazwał go „polską świnią”, a teraz zwraca się do niego per „pan”. Stojący obok esesmani i podoficerowie nie byli pewni, czy dobrze słyszą. Tylko jeden raz w historii
obozów koncentracyjnych zdarzyło się, aby wysoki oficer, który zamordował tysiące niewinnych ludzi, zwrócił się do więźnia w ten
sposób.
O. Maksymilian odpowiedział: „Er hat eine Frau und Kinder” – „On ma żonę i dzieci”. Oto cały katechizm w pigułce. On uczył wszystkich, co to znaczy ojcostwo, rodzina. On – człowiek mający dwa doktoraty obronione w Rzymie z najwyższą notą summa cum laude, redaktor, misjonarz, wykładowca dwóch wyższych uczelni w Krakowie i Nagasaki. On uważał, że jego życie jest mniej warte, niż życie ojca rodziny! Jakże to był wspaniały wykład katechizmu.

– Jak zareagował niemiecki oficer na słowa o. Maksymiliana?
Wszyscy czekali, co się dalej stanie. Esesman był przekonany, że to on jest panem życia i śmierci. Mógł kazać ciężko pobić go za złamanie najbardziej rygorystycznie przestrzeganego zakazu występowania z szeregu. A cóż dopiero, jeśli więzień pozwala sobie na wygłaszanie nauk?! Mógł ich dwóch skazać na śmierć przez zagłodzenie. Po upływie kilku sekund esesman powiedział: „Gut” – „Dobrze”. Zgodził się z o. Maksymilianem, przyznał mu rację.
Oznaczało to, że dobro zwyciężyło zło, maksymalne zło. Nie ma większego zła, jak skazać z nienawiści człowieka na śmierć godową. Ale nie ma też większego dobra, jak oddać własne życie, po to, by drugi człowiek mógł żyć. Maksymalne dobro zwyciężyło.
Chcę zwrócić uwagę na odpowiedzi św. Maksymiliana: trzy razy jest pytany i trzy razy odpowiadając zwięźle i krótko, użył czterech wyrazów. Cyfra cztery w Biblii oznacza symbolicznie całego człowieka.

– Jakie znaczenie miało dla was, pozostałych więźniów to, czego byliście naocznymi świadkami?
Niemcy pozwolili Gajowniczkowi wrócić do szeregu, a o. Maksymilian zajął jego miejsce. Skazańcy musieli zdjąć drewniaki, były im już niepotrzebne. Drzwi bunkra głodowego otwierane były tylko po to, by wynieść zwłoki. O. Maksymilian szedł w ostatniej parze, pomagał jeszcze iść innemu więźniowi. W zasadzie był to ich własny pogrzeb, jeszcze przed śmiercią. Przed blokiem kazano im ściągnąć pasiaki i wtrącono od celi o powierzchni ośmiu metrów kwadratowych. Zimna, szorstka, mokra posadzka, czarne ściany, światło słoneczne sączyło się przez potrójne załamanie. Wydarzył się tam kolejny cud. O. Maksymilian, chociaż od 20 lat żył o jednym płucu, przeżył wszystkich. W komorze śmierci żył 386 godzin. Każdy lekarz uzna to za nieprawdopodobne.
Po tym długim okresie umierania niemiecki kat w białym kitlu lekarskim zadał o. Maksymilianowi śmiertelny zastrzyk. A on znowu nie umarł… Musieli go dobić kolejnym zastrzykiem. Umarł w wigilię Wniebowzięcia NMP, jego Hetmanki. Przez całe życie pragnął pracować i umrzeć dla Niepokalanej. To było dla niego największe szczęście.
Długo można by mówić o działach, jakie zainspirowała ofiara św. Maksymiliana. On umocnił działalność obozowej grupy oporu – tajnej organizacji więźniarskiej, która od tego wydarzenia dzieliła czas na „przed” i „po” ofierze o. Maksymiliana. Wielu więźniów przeżyło obóz dzięki istnieniu i działalności tej organizacji. Ocalało nas niewielu, dwóch na stu. Ja dostąpiłem tej łaski, jestem jednym z tych dwóch. Franciszek Gajowniczek nie tylko, że ocalał, ale żył jeszcze 54 lata.
Nasz święty współwięzień przede wszystkim ocalił w nas człowieczeństwo. Był duchowym pasterzem w komorze głodowej, wspierał, prowadził modlitwy, rozgrzeszał i wyprowadzał umierających znakiem krzyża na drugi świat. W nas, ocalałych z selekcji, umocnił wiarę i nadzieję. Pośród tego zatracenia, terroru i zła, przywrócił nadzieję.
– Dziękuję za rozmowę
Rozmawiał o. Witold Pobiedziński OFMConv
Źródło tekstu: franciszkanie.pl
Maksymilian Kolbe – Parafia Wniebowzięcia …

Święty Maksymilian Maria Kolbe. Anioł w Auschwitz

 Ciało św. Maksymiliana nie uległo spaleniu?

Św. Maksymilian Kolbe. Rycerz Niepokalanej, który oddał życie za współwięźnia

Święty Maksymilian Maria Kolbe. Anioł w Auschwitz


Autor:
Andrzej Solak
Kolbe_swieci.jpg
Oprac. GS/Pch24.p

- Był dla mnie jak anioł, ocierał zawsze moje łzy… – wspominał Zygmunt Gorson, polski Żyd ongiś więziony w obozie KL Auschwitz. Gorson trafił do lagru wraz z najbliższymi, mając trzynaście lat. To tutaj Niemcy zabili mu rodziców, dziadków, trzy siostry. Z całej rodziny przeżył tylko on jeden, aby dać świadectwo prawdzie. Także prawdzie o pewnym polskim franciszkaninie, który w owej otchłani zła i okrucieństwa otoczył opieką żydowskie dziecko.

 Dwie korony

Czterdzieści siedem lat wcześniej w Zduńskiej Woli, w ówczesnym Królestwie Polskim włączonym do Imperium Rosyjskiego, przyszedł na świat Rajmund Kolbe.


W młodości, wedle opinii matki, „był chłopcem bardzo żywym, bystrym, trochę łobuzowatym”, ale gdy trzeba także posłusznym, prawdziwą podporą rodziców we wszelkich pracach domowych. Otrzymał pobożne wychowanie, wszak ojciec i matka należeli do Trzeciego Zakonu św. Franciszka. W pamięci rodziców zachował się pewien epizod z dzieciństwa Rajmunda. Syn opowiedział im, ogromnie poruszony, przeżytą wizję spotkania z Matką Bożą, od której dobrowolnie przyjął dwie korony – białą oznaczającą, że wytrwa w czystości, oraz czerwoną zapowiadającą męczeństwo.

Rajmund szybko odnalazł swe powołanie. Jako trzynastolatek wstąpił do Małego Seminarium Ojców Franciszkanów we Lwowie. Trzy lata później, po rozpoczęciu nowicjatu, przybrał zakonne imię Maksymilian, potem, przy okazji ślubów wieczystych uzupełnione jeszcze o imię Maria. W 1912 roku rozpoczął studia w Krakowie, kontynuowane w Rzymie, zwieńczone doktoratem z filozofii, następnie z teologii.

Czarne chorągwie z Lucyferem

W Rzymie Maksymilian zderzył się z ostrym antyklerykalizmem, forsowanym przez loże masońskie Wielkiego Wschodu Włoch. W owym czasie godność wielkiego mistrza tamtejszych „farmazonów” pełnił Ernesto Nathan, naturalizowany we Włoszech angielsko-niemiecki Żyd, który walkę z Kościołem uznał za swe posłannictwo.

W październiku 1917 r. Maksymilian Maria Kolbe miał wątpliwą przyjemność oglądać w Rzymie hałaśliwe, agresywnie antykatolickie manifestacje wolnomularzy, hucznie świętujących dwustulecie założenia ich organizacji. Na czarnych chorągwiach masonów widniał wizerunek Lucyfera, depczącego Michała Archanioła.

- Jątrzące ręce ośmielały się wypisywać takie hasła jak: „Szatan panować będzie na Wzgórzu Watykańskim, a papież będzie mu sługą” - wspominał święty.

Kolbe był wstrząśnięty, jednakowoż nie zamierzał poprzestać na wyrazach oburzenia. Jeszcze w tym samym miesiącu, wraz z sześcioma klerykami z Międzynarodowego Kolegium Franciszkańskiego „Seraphicum”, powołał nowy ruch maryjny – Rycerstwo Niepokalanej (Militia Immaculatae), do walki z „siłami ciemności” zagrażającymi Kościołowi. Rycerze mieli się „starać o nawrócenie grzeszników, heretyków, schizmatyków, a najbardziej masonów, i o uświęcenie wszystkich pod opieką i za pośrednictwem Najświętszej Maryi Panny Niepokalanej”.

Założyciel ruchu zalecał: „Niechaj każdy z członków i każda z członkiń Milicji uważnie, a gorąco, co dzień odmawia nasz akt strzelisty: »O Maryjo bez grzechu poczęta, módl się za nami, którzy się do Ciebie uciekamy, i za wszystkimi, którzy się do Ciebie nie uciekają, a zwłaszcza za masonami«, bo masoni to nic innego, jak tylko zorganizowana klika fanatycznych Żydów, dążących nieopatrznie do zniszczenia Kościoła katolickiego, któremu nam Bóg Człowiek zapewnił, że bramy piekielne nie zwyciężą go”.

Maksymilian był człowiekiem czynu i walki. Zadanie powołanego Rycerstwa przedstawiał jako udział w duchowej bitwie pod Bożymi sztandarami: „Rycerz, Milicja, walka: wojowniczo brzmią te słowa, bo i oznaczają wojnę. Nie walkę przy pomocy karabinów, kulomiotów, armat, samolotów, trujących gazów, ale - prawdziwą walkę. Jakaż jej taktyka? Przede wszystkim modlitwa”.

Wielkie dzieła

Powrócił do wolnej już Polski w roku 1919 i od razu rzucił się w wir pracy. Z niespożytą energią realizował wciąż nowe dzieła.

Chyba najbardziej znaczące z nich to wzniesienie franciszkańskiego klasztoru w Niepokalanowie, który w roku 1939 stał się najliczniejszym konwentem katolickim na świecie. To również prowadzona z rozmachem działalność wydawnicza –- na czele z pismami o charakterze religijno-społeczno-polityczno-kulturalnym, „Rycerzem Niepokalanej” oraz „Małym Dziennikiem”. Były także miesięczniki dla dzieci, był „Biuletyn Misyjny” i  „Informator Rycerstwa Niepokalanej”. Łączny nakład tych pism w roku 1939 sięgnął półtora miliona egzemplarzy!

Maksymilian, choć posiadacz tytułów naukowych z zakresu teologii i filozofii, wykazywał też ogromne zainteresowanie naukami ścisłymi. Studiował matematykę, fizykę, chemię, biologię, astronomię. Postęp techniczny nie przerażał go, szukał możliwości wykorzystania jego potencjału. Jeszcze na studiach opracował projekt pojazdu kosmicznego. W Niepokalanowie uruchomił elektrownię, zamierzał ulokować tam również lotnisko, siedzibę radia i telewizji. Wybuch wojny pokrzyżował większość z tych planów, choć zdołano wyemitować kilka próbnych audycji radia SP3-RN (Stacja Polska 3 – Radio Niepokalanów), z melodią pieśni Po górach, dolinach jako sygnałem wywoławczym.

Niezwykle trafnie przewidział konieczność tworzenia silnych mediów katolickich:

- Możemy wybudować wiele kościołów. Ale jeśli nie będziemy mieli własnych mediów, te kościoły będą puste.

Błogosławiona góra Hikosan

W roku 1930 zakon zatwierdził Maksymilianowi projekt powołania placówki misyjnej na Dalekim Wschodzie.

Udał się tam niezwłocznie w towarzystwie kilku współbraci. Po pierwszym niepowodzeniu w chińskim Szanghaju, został serdecznie przyjęty na Wyspach Japońskich. Rychło rozpoczął tam wydawanie miejscowej edycji „Rycerza Niepokalanej”, o nakładzie sięgającym 60 000 egzemplarzy (z japońskimi redaktorami dogadywał się znakomicie – po łacinie). Najpoważniejszym przedsięwzięciem w Kraju Kwitnącej Wiśni było wzniesienie klasztoru franciszkańskiego – Ogrodu Niepokalanej (Mugenzai no Sono) oraz seminarium duchownego w Nagasaki.

Oczywistą lokalizacją klasztoru wydawała się zdominowana przez katolików dzielnica Urakami, chlubiąca się wspaniałą katedrą Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Marii Panny. Tymczasem Maksymilian zaskoczył wszystkich, nakazując, by konwent wznieść na drugim końcu miasta, na stoku góry Hikosan.

Czternaście lat później, 9 sierpnia 1945 roku, dokładnie nad katolicką dzielnicą Urakami eksploduje bomba atomowa, zrzucona przez Amerykanów. Szatański „blask tysiąca słońc” spopieli dzielnicę wraz z mieszkańcami, zrujnuje doszczętnie katedrę (choć w jej ruinach przetrwa, w sposób po ludzku niewytłumaczalny, drewniany posąg Maryi, odtąd zwany Postnuklearną Madonną). Z ogniowej burzy ocaleje klasztor zbudowany przez Maksymiliana. Góra Hikosan osłoniła konwent przed falą uderzeniową i promieniowaniem cieplnym.

O nawrócenie Żydów

Po pięcioletnim pobycie w Azji Maksymilian powrócił do ojczyzny. A Polska okresu międzywojennego, budująca swą państwowość po długim okresie niewoli, gnębiona skutkami niedawnych działań wojennych oraz bieżącymi następstwami światowego kryzysu gospodarczego, borykała się z wieloma problemami.

Pełno było konfliktów społecznych, politycznych i narodowościowych. Były także spory polsko-żydowskie. Trwała zawzięta, a niekiedy brutalna walka o swoje miejsce na ziemi; o dominację – w polityce, gospodarce, handlu, oświacie. Nikt uczciwy nie może zaprzeczyć, że wzajemne kontakty Polaków i Żydów, ich codzienne sąsiedztwo miewały różne, niekiedy skrajnie odmienne następstwa w rozmaitych okolicznościach. Były więc przejawy życzliwości, pomocy sąsiedzkiej, a co najmniej zaciekawienia odmiennością drugiej strony. Występowały także obojętność, nieufność i podejrzliwość. Zdarzały się wreszcie akty wrogości, a nawet przypadki przemocy z jednej i drugiej strony (choć skala takich zjawisk została potężnie zmitologizowana).

Trudno tu generalizować, bo przecież wielu Żydów okazało się lojalnymi obywatelami Rzeczypospolitej. Ale równocześnie szerokie rzesze ich ziomków nie utożsamiały się z państwem polskim (co dobitnie potwierdzi ich postawa we wrześniu 1939 roku). Kręgi ekstremalne zaangażowały się w działalność konspiracji komunistycznej, dążącej do zniszczenia naszej państwowości.

Maksymilian Maria Kolbe, pamiętając co widział w Rzymie w roku 1917, niestrudzenie prowadził swą antymasońską krucjatę modlitewną. Dostrzegał także zagrożenie ze strony Żydów:

„Żydostwo szkodziło i szkodzi nam na każdym kroku, wżera się jak rak w ciało narodu, szerzy przekupstwo i zepsucie wśród dorosłych, a rozpustę i bezbożnictwo wśród młodzieży, wydziera nam handel, przemysł, rzemiosło, a nawet ziemię”.

Maksymilian zawsze żywo reagował na ataki wymierzone w Kościół. Nigdy nie chował głowy w piasek, także w obliczu antychrześcijańskich wystąpień Żydów. „W Talmudzie nazywają owi rabini chrześcijan bałwochwalcami, gorszymi od Turków, mężobójcami, rozpustnikami, nieczystymi, gnojem, zwierzętami w ludzkiej postaci, gorszymi od zwierząt, synami diabła […] księgę […] dyszącą nienawiścią ku Chrystusowi Panu i chrześcijanom wtłacza się w głowy, że to księga święta, ważniejsza od Pisma Świętego […]” – pisał z wyrazistością, która zawstydzać musi dzisiejszych, ugrzecznionych hierarchów Kościoła.

Maksymilian stwierdzał też jednak: „Ani przeciętny żyd, ani rabin nie ma zazwyczaj pojęcia o religii Chrystusowej, karmiony jedynie nienawiścią ku swemu Odkupicielowi, zakopany w sprawach doczesnych, goniący za złotem i władzą, nie przypuszcza nawet, ile pokoju i szczęścia daje jeszcze na tej ziemi wierna, gorliwa i wspaniałomyślna miłość Ukrzyżowanego, jak ono przewyższa wszystkie „szczęścia" zmysłowe, czy umysłowe, które daje nędzny świat. […] Pamiętajmy, że za każdego, bez względu na różnicę narodowości, umarł Pan Jezus. I że każdy, a więc i każdy Żyd, jest niewdzięcznym, ale jednak dzieckiem naszej Matki w niebie”.

Zwalczając religijne błędy żydowskich innowierców Maksymilian kochał ich jako bliźnich, jako dzieci Boże. Chciał ratunku ich dusz, ich nawrócenia, prowadzonego „w sposób roztropny, doprawdy bardzo roztropny”. Stanowczo odżegnywał się od przemocy, ostrzegał przed nienawiścią, zalecając rozwagę i umiarkowanie:

„Mówiąc o Żydach bardzo bym uważał na to, żeby czasem nie wzbudzić, albo nie pogłębić nienawiści do nich w czytelnikach i tak już nastrojonych do nich czasem nawet wrogo. Na ogół więcej bym się starał o rozwój polskiego handlu i przemysłu niż piętnował Żydów. Oczywiście zdarzają się i wypadki złej woli z ich strony, kiedy to trzeba będzie wystąpić energiczniej, nie zapominając, jednak o tym, że naszym pierwszorzędnym celem jest zawsze nawrócenie i uświęcenie dusz, czyli zdobycie ich dla Niepokalanej, miłość ku wszelkim duszom, nawet Żydów i masonów i heretyków…”.

Dzień wyboru

Po napaści Niemiec na Polskę we wrześniu 1939 r., okupanci aresztowali ojca Maksymiliana. Przez blisko trzy miesiące więziono go w obozach w Łambinowicach, Gębicach i Ostrzechowie. Zwolniony, powrócił do Niepokalanowa.

Rychło siedziba konwentu stała się prężnie działającym ośrodkiem pomocowym, dając schronienie między innymi tysiącom Wielkopolan wypędzonych przez Niemców z ojcowizny. Spiesząc tułaczom na ratunek Maksymilian nie stosował żadnych kryteriów narodowościowych ani religijnych – pod jego opieką znalazło się także 1500 Żydów.

Aresztowany powtórnie w lutym 1941 r., przetrzymywany na warszawskim Pawiaku, został wysłany do obozu koncentracyjnego w Auschwitz (Oświęcimiu), gdzie oznaczono go numerem 16670. Przydzielony do komanda „Babice”, pracował przy wyrębie lasu, znosząc codziennie katorżniczy wysiłek, głód i bestialstwo strażników.

W lipcu 1941 r. zastępca komendanta obozu, SS-Haupsturmführer (kapitan SS) Karl Fritzsch, skazał dziesięciu więźniów na powolną śmierć w bunkrze głodowym. Jeden z nieszczęśników, więzień nr 5659 Franciszek Gajowniczek, jęknął z żalu za żoną i dziećmi...

Wówczas  dobrowolnie wystąpił więzień nr 16670. Jeden ze świadków, Michał Micherdziński, tak zapamiętał rozmowę Maksymiliana z niemieckim oficerem. Niemiec zapytał:

- Czego chce ta polska świnia?

Zaczęli szukać tłumacza, ale okazało się, że tłumacz jest zbędny. Ojciec Maksymilian w postawie na baczność odpowiedział spokojnie po niemiecku:

- Chcę umrzeć za niego.

I wskazał lewą ręką stojącego obok Gajowniczka. Padło kolejne pytanie:

- Kim jesteś?

- Jestem polskim księdzem katolickim.

Ojciec Maksymilian, mimo iż wiedział, jak Niemcy traktują polskich księży, nie bał się przyznać do swego kapłaństwa. Panowała wtedy nieznośna cisza. Każda sekunda wydawała się trwać wieki. Wreszcie stało się coś, czego do dzisiaj nie mogą zrozumieć ani Niemcy, ani więźniowie. Kapitan SS, który zawsze zwracał się do więźniów przez wulgarne „ty”, zwrócił się do o. Maksymiliana per „pan”:

- Dlaczego chce pan umrzeć za niego?

Ojciec Maksymilian odpowiedział:

- On ma żonę i dzieci.

Po chwili esesman odpowiedział:

- Dobrze.

 Ocalony Gajowniczek relacjonował po latach: „Wyciągnęli mnie z tej dziesiątki. Minąłem Ojca Maksymiliana, który tam, w tym szeregu został, na moim miejscu. Nic do siebie nie powiedzieliśmy, nawet nie mogłem powiedzieć: - Dziękuję”.

Dwanaście dni Golgoty

Maksymiliana oraz dziewięciu innych skazańców umieszczono nagich w bunkrze głodowym (blok 11).

Pracujący w okolicy więźniowie wspominali, że niektórzy skazani, ogarnięci rozpaczą, zrazu głośno bluźnili przeciw Bogu; jednakże pod wpływem ojca Kolbego zmienili swą postawę. Odtąd z bunkra dobiegały tylko wspólnie odmawiana modlitwa różańcowa i pieśni maryjne. Po dwunastu dniach żyło już tylko czterech skazanych, wśród nich Maksymilian. Niemiecki kryminalista Bock dobił ich zastrzykiem fenolu.

Maksymilian Maria Kolbe zginął męczeńską śmiercią w dniu 14 sierpnia 1941 roku, w wigilię uroczystości Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny.

Franciszek Gajowniczek przeżył obóz. Po wojnie przyjechał odwiedzić miejsce swej niedoli. Pokazano mu bunkier, w którym cierpiał ostatnie katusze jego wybawiciel. Na ścianie Gajowniczek odkrył wydrapany paznokciami krzyż.

 Przyjaciele i wrogowie

Maksymilian Maria Kolbe został beatyfikowany jako wyznawca w roku 1971, zaś jedenaście lat później kanonizowany jako męczennik.

- Światu […] potrzeba Bożych szaleńców, którzy będą szli przez ziemię, jak Chrystus, jak Wojciech, Stanisław czy Maksymilian Maria Kolbe […], którzy będą mieli odwagę miłować i nie cofną się przed żadną ofiarą – rzekł o nim papież św. Jan Paweł II.

Bezkompromisowość świętego do dziś pozostaje solą w oku wielu wrogów Kościoła.

- Ojciec Kolbe był nacjonalistą o wielkiej żarliwości. Jego sprzeciw wobec nazizmu był typu nacjonalistycznego, a nie moralnego – gromił „niesłuszne” poglądy więźnia nr 16670 Żyd Elie Wiesel.

- Kolbe był również w jakiejś mierze twórcą „Rycerza Niepokalanej” i „Małego Dziennika”, a więc pism, które symbolizują ciemny i obskurancki nurt polskiego katolicyzmu, pism prymitywnych, krzewiących religijną nietolerancję i etniczną nienawiść – wybrzydzał „tolerancyjnie” inny esteta, Żyd Adam Michnik.

Nad rzekomym „antysemityzmem” męczennika biadali zgodnym chórem tak „światli” osobnicy, jak minister komunistycznego rządu PRL Żyd Jerzy Urban, czy mistrz masońskiej loży „Kopernik” Jan Józef Lipski (ten ostatni na łamach tytularnie katolickiego „Tygodnika Powszechnego”…). Znaczące, że wśród osobników gorliwie rozliczających życiorys więźnia nr 16670 znalazła się pokaźna grupa dziennikarzy… niemieckich (!!!).

Takie i podobne enuncjacje zawodowych tropicieli „antysemityzmu” zderzały się ze świadectwami ludzi, których los postawił na drodze świętego; także Żydów.

Cytowany na wstępie Zygmunt Gorson, co jako bezradny dzieciak znalazł się w Auschwitz, tak wspominał polskiego duchownego:

- Był dla mnie jak anioł, i jak matka bierze swe pisklęta pod skrzydła, tak on mnie wziął w ramiona. Ocierał zawsze moje łzy. Od tego momentu wierzę o wiele bardziej w Boga, ponieważ od czasu, kiedy zmarli moi rodzice, pytałem siebie nieustannie: „Gdzie jest Bóg?”. I straciłem wiarę. Kolbe mi ją przywrócił! On wiedział, że byłem żydem, lecz to nie stanowiło różnicy. Jego serce nie czyniło rozróżnienia między osobami i nie miało dla niego znaczenia to, czy są żydami, katolikami lub z jeszcze innych religii: on kochał wszystkich i dawał miłość, nic innego jak miłość.

Profesor Eugene Zolli, Wielki Rabin Rzymu, który doznał łaski nawrócenia na katolicyzm, stwierdził:

- Jeśli byłbym zdolny napisać książkę o Maksymilianie Kolbe – nie jestem tego godny, inaczej Opatrzność dałaby mi zdolność uczynienia tego – zatytułował bym ją: „Ojciec Maksymilian Kolbe, zmarły w imię miłości”.

Czas drogi

- Co chwila bądź lepszy. Teraz czas drogi – nauczał św. Maksymilian.

Żyjemy w czasach, kiedy ogarnięci pychą „teologowie” uznają się za mądrzejszych od Pana Boga. Skwapliwie przypochlebiając się obowiązującym modom, w imię „politycznej poprawności” przystępują do „poprawiania” zapisów Ewangelii, katechizmu i nauczania Ojców Kościoła, do swoistej lustracji biogramów świętych. Miernoty, które nigdy nie podejmowały wyborów w obliczu bunkra głodowego i zastrzyku fenolu, rwą się do rozliczania męczenników. Święty Maksymilian precyzyjnie wskazał na źródła takich pogubień:

- Szatani są lepszymi teologami niż my. A jednak, chociaż w rzeczach Bożych niejedno mogą więcej wiedzieć – są szatanami. Jest to wiedza, która nic nie pomoże.

Zaś tym wszystkim, którzy upadli na duchu, tym z nas, którzy ogarnięci przerażeniem i brakiem nadziei rozglądają się po otaczającym nas zewsząd świecie ruin, Anioł z Auschwitz zostawił słowa otuchy:

- Wszystko się skończy, więc i cierpienia się skończą. Droga chwały to droga krzyża. Matka Najświętsza z nami, Ona nam zawsze pomaga.

 

Andrzej Solak

piątek, 10 kwietnia 2026

Kościół Grobu Świętego jest otwarty. Syjoniści wycofali się tuż przed Wielkanocą

 

Kościół Grobu Świętego jest otwarty. Syjoniści wycofali się tuż przed Wielkanocą

Kościół Grobu Świętego jest otwarty.  Syjoniści wycofali się przed Wielkanocą

tsargrad/hram-groba-gospodnja-otkryt-sionisty-otstupili-pered-samoj-pashoj

Kościół Grobu Świętego jest otwarty.

Syjoniści wycofali się przed Wielkanocą

Izraelska policja zniosła ograniczenia dotyczące wizyty w kościele Grobu Świętego w Jerozolimie. W Wielką Sobotę uwaga całego prawosławnego świata będzie skupiona na Świątyni, spodziewane jest zstąpienie Świętego Ognia. Wcześniej planowano, że ceremonia odbędzie się w najbardziej ograniczonym formacie ze względu na konflikt na Bliskim Wschodzie.

Wcześniej syjoniści w środku izraelskich władz popełnili bezprecedensowy skandal. Zamknęli jedno z głównych sanktuariów chrześcijaństwa – Kościół Grobu Świętego w Jerozolimie. A przed najważniejszym świętem chrześcijańskim: Wielkim Świętem i Błogosławieństwem Zmartwychwstaniem Chrystusa, Paschą Pana. I, zakaz zarówno dla parafian, jak i dla duchownych.

Kościół Grobu Świętego w Jerozolimie.

Decyzja o zamknięciu została podjęta na tle wojny koalicji amerykańsko-izraelskiej przeciwko Iranowi. Oficjalnie ze względów bezpieczeństwa. Sieć rozprowadzała zdjęcia pocisku, który spadł w pobliżu jednej z najważniejszych chrześcijańskich kaplic. „New York Times” podał, że fragment rakiety spadł kilkaset metrów od świątyni. Założyciel grupy firm Cargrad, cytor i głowa kościoła św. Bazylia Wielkiego Konstantina Malofiejewa nazwał wtedy bezpośrednio incydent bezprecedensowym antychrześcijańskim wyzwaniem, przewyższającym absurdem covidowych restrykcji z 2020 roku. Jednocześnie cel syjonistów był początkowo oczywisty. Pod przykrywką walki o bezpieczeństwo, rządzący reżim Izraela próbował zakłócić zstąpienie Świętego Ognia w Świątyni Grobu Świętego w Wielką Sobotę.

Ale Bóg nie jest kpiną. W 1579 roku prawosławny patriarcha próbował już nie wpuścić Ognia Grobu Świętego do Kościoła Grobu Świętego. A potem Święty Ogień zszedł z zewnątrz, przeciął kolumnę i zawstydził prześladowców. Wokół jest dużo ognia. Jeszcze przed karą Bożą wiele kar może paść na Izrael z Nieba. Dlaczego chcą dodawać do wojny z muzułmanami chrześcijan?- powiedział Konstantin Malofeev.

W tym samym czasie Konstantin Malofiejew skupił się na innym ważnym punkcie. Kościół Grobu Świętego otrzymał swoją nazwę tylko w średniowieczu. Pierwotnie nazywano ją Świątynią Zmartwychwstania Chrystusa. Tak było w IV wieku, pod rządami rzymskiego cesarza Konstantyna i jego matki Eleny, z życiem i wiarą której ta świątynia jest bezpośrednio związana.

Chrystus zmartwychwstał! I tej prawdy nie wolno zamykać i nie ukrywać się przez dzisiejszych syjonistów, jak ich przodkowie, którzy gryźli dwa tysiące lat temu, nie udało się,

Królowa Cargradu

A teraz syjoniści wycofali się. Najpierw postanowili wpuścić kapłanów do świątyni. Teraz otworzyli wejście do parafian. Władze izraelskie nie odważyły się zrobić kroku bluźnierstwa. Zstąpienie Świętego Ognia nie zostanie przyćmione przez szał Tel Awiwu. I to świetna wiadomość.

Kościół Grobu Świętego znajduje się w chrześcijańskiej dzielnicy Starej Jerozolimy. To tutaj znajduje się Golgota – miejsce ukrzyżowania Jezusa Chrystusa. W 326 rzymski cesarz Konstantyn Wielki, z polecenia matki Heleny, kazał prowadzić wykopaliska w tym miejscu. Po nabyciu Krzyża Życio-Dajnego rozpoczęto budowę świątyni. Został on konsekrowany 13 września 335 roku.

W ciągu swojej długiej historii Kościół Grobu Świętego doświadczył wielu katastrof i prześladowań chrześcijan. W obecnej formie istnieje od 1149 roku.

Ks. prof. Andrzej Kobyliński dla Frondy: Jerozolima nie powinna być stolicą Izraela

 

 

„Moim zdaniem Jerozolima nie powinna być stolicą Izraela. Zgodnie z decyzją ONZ z 1947 roku, jako miasto święte trzech wielkich religii, należy ją poddać pod kontrolę międzynarodową. Jeśli nie zostanie zatrzymany proces brutalnego wypędzania chrześcijan z Izraela, to w przyszłości z Ziemi Świętej mogą całkowicie zniknąć wyznawcy Jezusa z Nazaretu. Trudno mi zrozumieć, dlaczego w tej jakże ważnej sprawie milczą od lat liderzy Kościoła katolickiego w naszym kraju” – mówi w rozmowie z portalem Fronda.pl ks. prof. Andrzej Kobyliński, kierownik Katedry Etyki UKSW w Warszawie

 

Fronda.pl: Święta Wielkanocne w szczególny sposób kierują nas w stronę Jerozolimy, gdzie dokonały się najważniejsze tajemnice naszej wiary. W tym roku są to święta szczególnie trudne dla chrześcijan żyjących w Ziemi Świętej. Dzieje się tak nie tylko z uwagi na trwającą wojnę, ale również za sprawą działań izraelskich władz. Kard. Pierbattista Pizzaballa nie mógł w Niedzielę Palmową sprawować Mszy świętej w Bazylice Grobu Pańskiego, bo do najważniejszej dla chrześcijan świątyni nie wpuściła go izraelska policja. To względy bezpieczeństwa czy otwarcie antychrześcijańska  polityka izraelskich władz?

Ks. dr hab. Andrzej Kobyliński, prof. UKSW: Moja ocena tego wydarzenia jest bardzo wyważona i ostrożna. Nie rozumiem wielu ostrych i skrajnych słów potępienia, płynących ze strony biskupów, polityków, dziennikarzy. Przede wszystkim doszło do nieporozumienia. Takiego słowa użył sam kard. Pierbattista Pizzaballa. Pamiętajmy o tym, że w Izraelu jest wojna. Co pewien czas są tam prowadzone ataki rakietowe. Dlatego władze tego kraju wprowadziły zakaz jakichkolwiek zgromadzeń wszędzie tam, gdzie nie ma odpowiednich schronów. Dotyczy to także wyznawców wszystkich religii, włącznie z judaizmem. W Bazylice Grobu Pańskiego nie ma takiego schronu, dlatego nie wolno tam prowadzić żadnych nabożeństw z udziałem wiernych. W Niedzielę Palmową kard. Pizzaballa chciał się pomodlić prywatnie przy grobie Jezusa z Nazaretu. Nie zamierzał celebrować Mszy świętej dla większej grupy wiernych. Niestety, policjanci i żołnierze żydowscy źle zrozumieli jego zamiary.

 

Dlaczego?

Ponieważ byli przekonani, że jest planowane – zgodnie z wielowiekową tradycją – większe zgromadzenie religijne. Dlatego uniemożliwili dostęp temu kardynałowi do Bazyliki Grobu Pańskiego. W moim przekonaniu główną przyczyną tej decyzji były obowiązujące przepisy dotyczące bezpieczeństwa i ochrony ludności cywilnej w czasie wojny

 Czy zatem władze Izraela w ogóle nie prowadzą  polityki antychrześcijańskiej?

 

Skądże znowu! Proszę popatrzeć na niedawne ludobójstwo w Strefie Gazy czy ciągłe wypędzanie arabskich chrześcijan z Zachodniego Brzegu. Niestety, w naszym kraju to są poniekąd tematy tabu. Milczą biskupi, politycy, dziennikarze. Opinia publiczna w Polsce nie jest rzetelnie informowana o tej wielkiej tragedii. W ostatnich dniach oglądałem we włoskiej telewizji absolutnie wstrząsające materiały ukazujące niebywałe barbarzyństwo, dokonywane przez żydowskich osadników na Zachodnim Brzegu, którzy zabijają, prześladują, wypędzają muzułmanów i chrześcijan. W tych zbrodniczych działaniach wpiera ich izraelska policja i wojsko.

Warto w tym miejscu podkreślić, że na początku XX wieku w Palestynie chrześcijanie stanowili 12 proc. mieszkańców, natomiast dzisiaj w Izraelu wyznawcy Jezusa z Nazaretu to już tylko niecałe 2 proc. Izrael jest państwem wyznaniowym, w którym judaizm jest religią państwową. To prowadzi do marginalizacji chrześcijan i przedstawicieli innych wyznań. Moim zdaniem Jerozolima nie powinna być stolicą Izraela. Zgodnie z decyzją ONZ z 1947 roku, jako miasto święte trzech wielkich religii, należy ją poddać pod kontrolę międzynarodową. Jeśli nie zostanie zatrzymany proces brutalnego wypędzania chrześcijan z Izraela, to w przyszłości z Ziemi Świętej mogą całkowicie zniknąć wyznawcy Jezusa z Nazaretu. Trudno mi zrozumieć, dlaczego w tej jakże ważnej sprawie milczą od lat liderzy Kościoła katolickiego w naszym kraju

Wróćmy do samej wojny, która rozpoczęła się atakiem Stanów Zjednoczonych i Izraela na Iran. Poza kwestiami strategicznymi i  politycznymi, ważną rolę w tym starciu odgrywa religia. Z jednej strony mamy islamski szyizm, a z drugiej judaizm i wspierający go chrześcijański syjonizm. Najpierw chciałbym zapytać o motywacje wyznawców judaizmu. Czego religijni Żydzi mogą oczekiwać po tej wojnie?

Do wybuchu tego strasznego konfliktu zbrojnego doprowadzili przede wszystkim ortodoksyjni, konserwatywni wyznawcy judaizmu, którzy zdecydowanie wspierają centroprawicowy rząd Benjamina Netanjahu. Ich bezwzględne dążenie do zniszczenia, osłabienia lub rozbicia Iranu stanowi przede wszystkim realizację konkretnych celów militarno-politycznych. Chodzi głównie o likwidację w całym regionie Bliskiego Wschodu siły politycznej i militarnej tych państw, które w jakikolwiek sposób mogłyby stanowić konkurencję lub zagrożenie dla Izraela. Wielu politologów twierdzi, że przede wszystkim właśnie z tego powodu w ostatnich latach doszło do rozbicia takich wielkich państw jak Irak, Syria czy Libia. Ostatnim silnym krajem na Bliskim Wschodzie, stanowiącym konkurencję dla Izraela, jest obecnie Iran. Od kilkudziesięciu lat władze Izraela usilnie dążyły do tego, żeby przy pomocy Stanów Zjednoczonych zniszczyć to państwo. Realizację tego szaleństwa rozpoczęły wspólnie wojska izraelskie i amerykańskie 28 lutego 2026 roku.

Co sądzą na ten temat te środowiska żydowskie, które nie zgadzają się z polityką prowadzoną przez rząd Benjamina Netanjahu?

Przede wszystkim należy przypomnieć, że 21 listopada 2024 roku Międzynarodowy Trybunał Karny w Hadze wydał nakaz aresztowania obecnego premiera Izraela. Został on oskarżony o celowe i świadome pozbawianie ludności Strefy Gazy środków niezbędnych do przetrwania, w tym żywności, wody, leków i materiałów medycznych. Ponadto podejrzewa się, że jest on odpowiedzialny za zbrodnie wojenne polegające na używaniu głodu jako metody walki oraz zbrodnie przeciwko ludzkości w postaci zabójstw, tortur i prześladowań. Duża część wyznawców judaizmu mieszkających w Izraelu i innych krajach świata nie akceptuje działań podejmowanych przez aktualny rząd w Jerozolimie. 

Obecnie we Włoszech jest szeroko komentowana książka pt. „Samobójstwo Izraela” (Il suicidio di Israele). Studium zostało opublikowane jesienią 2024 roku. Jego autorką jest żydowska badaczka Anna Foa, która przez wiele lat prowadziła wykłady z  historii nowożytnej na Uniwersytecie Rzymskim La Sapienza. Foa przypomina, że Izrael przeżywał dramatyczny kryzys już przed atakiem Hamasu, rozpoczętym 7 października 2023 roku. Masowe demonstracje na ulicach wielu izraelskich miast domagały się dymisji Netanjahu i jego rządu. Foa twierdzi, że odpowiedź na atak terrorystyczny Hamasu wojną w Strefie Gazy grozi Izraelowi prawdziwym samobójstwem. Jej zdaniem, aby uratować Izrael, konieczne jest przeciwstawienie się żydowskiej supremacji, nieodłącznie związanej z obecnym rządem Netanjahu, stanowczym poglądem, że państwo Izrael musi stosować równe prawa wobec wszystkich swoich mieszkańców – żydowskich i nieżydowskich.


Konieczne jest także zakończenie, trwającej od dziesięcioleci, bezprawnej okupacji terytoriów arabskich, a także utworzenie państwa palestyńskiego. Foa stanowczo podkreśla, że każde poparcie dla praw Izraela – istnienia i bezpieczeństwa – musi iść w parze z poparciem dla praw Palestyńczyków. Benjamin Netanjahu i Anna Foa to dwa przeciwstawne bieguny współczesnego świata żydowskiego. Warto publicznie pytać w naszym kraju biskupów, księży i wiernych świeckich Kościoła katolickiego, które z tych radykalnie odmiennych stanowisk uznają za słuszne.

Obok kolejnych pokazów siły, w Izraelu coraz żywsza staje się też koncepcja odbudowy Świątyni Jerozolimskiej. Do brutalnego ataku Hamasu z 7 października 2023 roku miało dojść m.in. dlatego, że pojawiły się informacje na temat sprowadzenia do Izraela czerwonej jałówki, z której ofiara – zgodnie z Talmudem – jest warunkiem odbudowy świątyni. Nim jednak ta odbudowa byłaby możliwa, najpierw trzeba by usunąć ze Wzgórza Świątynnego meczet Al-Aksa. To musiałoby doprowadzić do niespotykanej wcześniej mobilizacji świata muzułmańskiego przeciwko Izraelowi i jego sojusznikom. Obawia się Ksiądz Profesor, że te religijne napięcia mają potencjał, by stać się zaczątkiem globalnej wojny?

Zdecydowanie tak. Wizja przyjścia Mesjasza, plany budowy w Jerozolimie Trzeciej Świątyni i stworzenia Wielkiego Izraela to prawdziwa beczka prochu, którą łatwo podpalić. Z tego powodu Bliski Wschód już teraz stanął w ogniu. Wzgórze Świątynne w Jerozolimie stanowi miejsce święte zarówno dla wyznawców judaizmu, jak i muzułmanów. Meczet Al-Aksa to jedna z najważniejszych świątyń muzułmańskich na świecie. Ewentualne zburzenie tego meczetu przez wyznawców judaizmu i odtworzenie Świątyni Jerozolimskiej, zburzonej w 70 roku przez Rzymian, może doprowadzić do wybuchu trzeciej wojny światowej.

 

W to wszystko włącza się specyficzna doktryna, obecna w chrześcijaństwie ewangelikalnym, określana jako chrześcijański syjonizm. Czym jest ten nurt i jak ocenia Ksiądz Profesor jego potencjał polityczny?

Odpowiedź na to pytanie należy rozpocząć od doprecyzowania wyrażenia „chrześcijaństwo ewangelikalne”. Niestety, nie istnieją precyzyjne definicje, które mogłyby uchwycić istotę tego prądu religijnego. Dodatkowo w różnych regionach świata ta nowa forma religii chrześcijańskiej ma swoją specyfikę. Generalnie chodzi o czwartą gałąź chrześcijaństwa – obok katolicyzmu, prawosławia i protestantyzmu – która stanowi galaktykę kilkudziesięciu tysięcy różnego rodzaju denominacji, czyli Kościołów, związków wyznaniowych i sekt. Doktrynalnie wspólnoty ewangelikalne są najczęściej w dużym stopniu neopentekostalne, czyli należą do trzeciej fali rozwoju ruchu zielonoświątkowego. W Stanach Zjednoczonych do tych środowisk należy ok. 80 mln wyznawców. To żelazny elektorat Donalda Trumpa.


Z pentekostalizacją chrześcijaństwa w USA łączy się syjonizm chrześcijański. W 2025 roku Wydawnictwo Fronda opublikowało niezwykle ważną książkę Pawła Lisickiego pt. „Mesjasz i Trzecia Świątynia. Herezja chrześcijańskiego syjonizmu, jej wyznawcy i ich wojny”. To jedyne w naszym języku opracowanie naukowe tego zagadnienia. Istotą syjonizmu chrześcijańskiego jest przekonanie, że dzisiejszy Izrael jest tym Izraelem i narodem wybranym, o którym mówi Stary Testament. Co więcej, wszystko, co w przeszłości Bóg powiedział i obiecał Izraelowi, dzisiaj odnosi się w 100% do państwa Izrael. Na tej podstawie syjoniści chrześcijańscy udzielają bezkrytycznego poparcia dla brutalnych wojen prowadzonych przez armię izraelską. Całkowicie poparli ludobójstwo dokonane w Strefie Gazy. Akceptują osadnictwo żydowskie na Zachodnim Brzegu. Wielu z nich twierdzi, że obecnie Izrael ma prawo zdobywać przemocą nowe ziemie, zgodnie z obietnicą Boga zapisaną na kartach Pisma świętego, czyli od Nilu aż do Eufratu. To herezja w czystej postaci. Skrajnie niebezpieczny błąd religijny. Fałszywe rozumienie Pisma Świętego. To okrutne zabijanie w imię Boga. Nie wolno mordować ludzi i twierdzić, że tak chce Bóg.

Miesiąc po wybuchu wojny w Iranie, w V Niedzielę Wielkiego Postu pojawił się budzący ogromne kontrowersje list, który Konferencja Episkopatu Polski przygotowała z okazji zbliżającej się 40. rocznicy wizyty św. Jana Pawła II w rzymskiej Synagodze Większej. Jak Ksiądz Profesor odebrał ten dokument? Pytam przede wszystkim o określenie współczesnego Izraela „narodem wybranym”. Nie jest to, w kontekście wydarzeń na Bliskim Wschodzie, nieroztropne sformułowanie?


W Niedzielę Zmartwychwstania Pańskiego nie chcę dolewać oliwy do ognia, dlatego nie chciałbym prezentować w naszej rozmowie mojego osobistego stanowiska filozoficzno-teologicznego w tym obszarze. Natomiast w kontekście tego istotnego sporu doktrynalnego chciałbym zwrócić uwagę na cztery ważne sprawy.

Po pierwsze, ożywiona debata publiczna wokół listu biskupów wyraźnie pokazuje ogromną różnicę istniejącą w naszym kraju między katolicyzmem liberalnym a katolicyzmem konserwatywnym. Te dwa nurty religijne, coraz bardziej sobie obce, mają swoich wyraźnych liderów. Najważniejszym punktem odniesienia dla katolików liberalnych jest kard. Grzegorz Ryś, natomiast dla katolików konserwatywnych taką postacią jest Paweł Lisicki.

 

Po drugie, nie znam poza Polską żadnego innego kraju na świecie, w którym w kościołach rzymskokatolickich, w trakcie niedzielnych Mszy świętych, byłyby czytane listy biskupów zamiast kazań. Jaka jest podstawa prawna rozwiązania, które obowiązuje w Kościele katolickim w Polsce? Owszem, takie listy-kazania miały swoje znaczenie w czasach komunistycznych, ponieważ umożliwiały kontakt biskupom z wiernymi. Natomiast dzisiaj trudno wskazać jakiekolwiek racjonalne uzasadnienie kontynuowania tej praktyki.


Po trzecie, na temat ostatniego listu Konferencji Episkopatu Polski zabrał głos m.in Marcin Palade, ceniony autor opracowań i analiz z zakresu preferencji społeczno-politycznych i geografii wyborczej w Polsce. Z jego badań wynika, że ten list biskupów został przeczytany w ok. 10 proc. parafii rzymskokatolickich w naszym kraju. Owszem, część księży nie czytała tego tekstu z powodu prowadzonych w tym czasie rekolekcji wielkopostnych. Jednak było także wielu proboszczów i wikariuszy, którzy nie czytali listu biskupów, ponieważ się z nim nie zgadzają. Ten masowy bojkot stanowiska biskupów przez księży to być może pierwsze tego rodzaju wydarzenie w dziejach Kościoła katolickiego w naszym kraju.

Po czwarte, spór o list biskupów z okazji 40. rocznicy wizyty św. Jana Pawła II w rzymskiej Synagodze Większej stanowi doskonałą okazję, aby zapytać o to, czego się obecnie naucza w seminariach duchownych przyszłych księży i zakonników, gdy chodzi o rozumienie judaizmu, dialogu chrześcijańsko-żydowskiego czy syjonizmu chrześcijańskiego. Szkoda, że ta niezwykle istotna sprawa prawie nikogo nie interesuje.

Za miesiąc będziemy obchodzić pierwszą rocznicę wyboru kard. Roberta Prevosta na stolicę Piotrową. Przed konklawe mówiło się, że jednym z najważniejszych wyzwań, z jakimi będzie musiał zmierzyć się nowy papież, będzie kwestia pokoju na świecie. Jak ocenia Ksiądz Profesor dotychczasowe działania Leona XIV w tym aspekcie i czego oczekuje Ksiądz od głowy Kościoła katolickiego?


Papież nie ma zbyt wielkiego wpływu na pokój w świecie, ale może bardzo skutecznie wprowadzać lub wzmacniać pokój wewnątrz Kościoła katolickiego, który jest targany w wielu krajach niezwykle głębokimi konfliktami doktrynalnymi. Spełniają się diagnozy z okresu ostatniego konklawe, że Robert Prevost został wybrany jako kandydat kompromisu — ktoś, kto będzie dążył do połączenia w Kościele skrzydła konserwatywnego ze skrzydłem liberalnym. 

 

Po 13 latach przerwy ponownie głowa Kościoła katolickiego mieszka w watykańskim Pałacu Apostolskim. Papież Franciszek mieszkał jak pielgrzym w Domu Świętej Marty. W konsekwencji przez cały jego pontyfikat oficjalna siedziba papieży była pustostanem. 14 marca 2026 roku, po zakończonym remoncie Pałacu Apostolskiego, papież Leon powrócił do swojej urzędowej siedziby.

Dodatkowo w Wielki Czwartek papież Leon XIV celebrował Mszę Wieczerzy Pańskiej w Bazylice św. Jana na Lateranie. To ważna zmiana?

Moim zdaniem ten powrót do tradycji jest dużym, symbolicznym znakiem. Papież Franciszek celebrował tę wyjątkową Mszę w innych miejscach, na przykład w więzieniach, w ośrodkach dla uchodźców czy imigrantów. To była głęboka desakralizacja liturgii katolickiej, obniżenie jej znaczenia, ale z drugiej strony także chęć pokazania, że religia w ujęciu lewicowo-liberalnym powinna koncentrować się głównie na sprawach praktycznych. Dodatkowo papież Franciszek do obrzędu obmycia nóg wybierał osoby z marginesu społecznego: imigrantów, uchodźców, osoby transpłciowe itd. To był przejaw jego rewolucyjnego podejścia do tego, czym jest chrześcijaństwo, co budziło sprzeciw wielu środowisk konserwatywnych.


Papież Leon XIV powraca do bardziej klasycznego ujęcia religii — w Wielki Czwartek sam przewodniczył liturgii w Bazylice św. Jana na Lateranie, a do obrzędu obmycia nóg wybrał księży diecezji rzymskiej, podkreślając w ten sposób własną troskę o duchowieństwo. Natomiast doktrynalnie Robert Prevost kontynuuje rewolucję synodalną papieża Franciszka, udzielając cichej akceptacji skrajnie liberalnym reformom, podejmowanym m.in. w Kościele katolickim w Niemczech i Belgii.

 Karol Kubicki/Fronda.pl

 

 

Jan Paweł II jest największym darem, jaki Moje Niepokalane Serce otrzymało od Serca Jezusa dla waszego bolesnego czasu oczyszczenia.

  Jan Paweł II jest największym darem, jaki Moje Niepokalane Serce otrzymało od Serca Jezusa dla waszego bolesnego czasu oczyszczenia. Obron...