Jan Paweł II przeciwko „ministrom szatana”
(Oprac. PCh24.pl)
Polsce grozi budowa cywilizacji śmierci, którą w swoim długim
pontyfikacie demaskował i opisywał św. Jan Paweł II. Cywilizacja
śmierci nie jest niczym innym, jak próbą ostatecznej realizacji
fałszywego porządku „księcia tego świata”. Nie brakuje dziś polityków,
którzy ubiegając się o najwyższy urząd w Rzeczpospolitej, oficjalnie
deklarują się jako aplikanci na stanowisko jednego z „ministrów
szatana”.
Aborcja, in vitro, eutanazja, ale również uderzanie w podstawowe
prawa rodziny, albo zajadła propaganda antynatalistyczna – to wszystko
główne części składowe cywilizacji śmierci, konstruktu społecznego,
który nakierowany jest na całkowitą eliminację Boga z życia publicznego.
W ramach cywilizacji śmierci nie ma miejsca na uznawanie godności
człowieka jako stworzenia Bożego. Człowiek ma tu jedynie taką
wartość, jaką sam sobie nada; a to oznacza, że ci, którzy uchodzą za
niezdolnych do takiego aktu „samoustanowienia człowieczeństwa”
traktowani są jak zlepek materii, który inni mogą utylizować według
własnego uznania.
Papież Wojtyła wskazywał, że cywilizacja śmierci ma u swojego
fundamentu błędne rozumienie wolności. W encyklice „Veritatis splendor”
pisał: „Wolność, która uważa się za absolutną, prowadzi do traktowania
ciała człowieka jako surowca, pozbawionego znaczeń i wartości moralnych,
dopóki ona nie ukształtuje go według własnego zamysłu. W konsekwencji
natura ludzka i ciało jawią się jako wstępne dane czy przesłanki dla
wyborów dokonywanych przez wolność, materialnie niezbędne, ale
zewnętrzne wobec osoby, wobec podmiotu i ludzkiego działania”.
Ciało ludzkie jako surowiec pozbawiony znaczeń i wartości moralnych – to rzeczywiście credo utylitarystycznej współczesności.
Ciało ludzkie jako takie uchodzi za zwykły przedmiot materialny; wyższą
jakość może zyskać tylko wtedy, kiedy zostanie mu nadana przez decyzję
woli jakiejś „osoby”. „Osobą” nie jest jednak każdy człowiek, ale tylko
ten, kto sam jest w stanie „ustanowić się” w byciu człowiekiem.
Zabijanie na skalę przemysłu
Ludzie niebędący „osobami” są traktowani wyłącznie w kategoriach
„użytkowych” – albo służą interesowi „osób”, albo mu nie służą i mogą
zostać zniszczeni.
Dlatego w cywilizacji śmierci możliwa jest aborcja. Dzieci
poczęte w ujęciu utylitarystycznym nie mają osobowości: są wprawdzie
ludźmi w sensie biologicznym, ale sama biologiczność nie pozwala im
uzyskać żadnej godności. Godność, a co za tym idzie również i wartość,
zyskują tylko w sposób zapośredniczony – poprzez wolę swoich
„właścicieli”.
Co do zasady, właścicielem dziecka poczętego jest matka. Dlatego
to zwykle ona decyduje o tym, czy je urodzi i wprowadzi na drogę do
„uzyskania” własnej osobowości, a w efekcie również godności; czy też to
dziecko po prostu zabije przed jego narodzeniem. Jeżeli wybiera to
drugie, zgodnie z obowiązującym paradygmatem utylitarystycznym nie
zabija wcale człowieka-osoby, ale „ludzką materię”, która nie ma żadnej
wartości własnej. Matka, decydując o uśmierceniu dziecka, decyduje o tym, by „ludzka materia” nie zyskała nigdy wartości osobowej.
Co ciekawe, w praktyce niekiedy to nawet nie matka jest
faktycznym decydentem. Od dłuższego czasu na świecie kwitnie biznes
surogacyjny. Dziecko można zamówić u kobiety w jednym z uboższych państw
świata. Według dziennikarzy badających ten proceder zdarza się, iż
zamawiający są niezadowoleni z oferowanego im „towaru”. W trakcie badań
prenatalnych okazuje się na przykład, że „ludzka materia” rozwijająca
się w łonie surogatki ma płeć inną, niż zamówiona; albo też „ludzka
materia” wykazuje cechy chorobowe. Wówczas zamawiający polecają
surogatce uśmiercenie dziecka („nie-osoby”). W takim wypadku, choć to
formalnie matka decyduje o odebraniu życia, tak naprawdę decyzja zapada
gdzie indziej – rzeczywistymi właścicielami „ludzkiej materii” w jej
łonie nie jest przecież ona sama, tylko ci, którzy zapłacili za ciążę.
Dziennikarze podają, że zdarza się, iż umowa podpisana między surogatką a
zamawiającymi po prostu obliguje kobietę do uśmiercenia dziecka,
jeżeliby nie spełniało założeń wynikających z umowy. „Surowiec” ludzki nie rokował, zostaje zatem przeznaczony do utylizacji.
Wszystko dzieje się na gruncie fałszywego paradygmatu wolności.
Matka uśmierca dziecko, bo jest w tym duecie uznana za jedyną „osobę”, a
w konsekwencji za „władczynię” całej „materii biologicznej” – zarówno
własnego ciała jak i ciała dziecięcego. W przypadku surogacji matka na
podstawie umowy, teoretycznie podpisanej w akcie wolnej decyzji, ceduje
własność „materii cielesnej” dziecka na zamawiających, a oni
rozporządzają nią, jak chcą, aż do zabójstwa włącznie.
Podobnie jest w przypadku „niedobrowolnej eutanazji”.
W dwóch europejskich krajach, Belgii i Holandii, zgodnie z prawem można
uśmiercać chore noworodki. Jeżeli lekarze i rodzice uznają, że ich
jakość życia na skutek choroby byłaby bardzo niska, zostają zabite.
Również noworodek w paradygmacie utylitarystycznym nie jest jeszcze
„osobą”, tylko „ludzką materią” – przebywa wprawdzie poza łonem matki,
co czyni go niepodatnym na aborcję, ale z racji na brak zdolności do
świadomego zawiadywania własnym ciałem, nie dysponuje jeszcze
osobowością, a stąd – nie ma też godności ludzkiej; nie ma własnej
wartości. Stąd staje się przedmiotem posiadania rodziców, którzy mogą
zdecydować o jego likwidacji. Także tutaj chory noworodek staje się
„surowcem”, który nie rokuje i można go w efekcie zutylizować. Jeżeli w
innych krajach świata niż Belgia i Holandia nie zabija się noworodków,
to dzieje się tak tylko dlatego, że nie wyciąga się tam wszystkich
konsekwencji z przyjętego paradygmatu utylitarystycznego. Zabijanie
noworodków jest z tym paradygmatem jednak całkowicie zgodne, stąd w
przyszłości może się upowszechnić. Co więcej, nic nie stoi na przeszkodzie, by noworodki były zabijane nawet wówczas, kiedy są zdrowe. W końcu nie są jeszcze „osobami”.
Utylizuje się również ludzi starych i ciężko chorych. W
wielu krajach świata zgodnie z prawem są poddawani eutanazji. Wszędzie
obowiązuje wprawdzie prawo mówiące o „dobrowolności”. Jednak każdy
rozumny człowiek wie, że w niektórych przypadkach to po prostu fikcja.
Jeżeli cierpiący człowiek zostanie poddany odpowiedniej propagandzie,
podejmuje „decyzję”, która nie jest wcale decyzją dobrowolną. Godzi się
na śmierć pod presją; mamy zatem do czynienia z psychologicznym
wymuszeniem. Z racji na swoją chorobę albo wiek zostaje uznany przez
społeczeństwo za jednostkę, która włada swoim ciałem w sposób ułomny. Powinien nie żyć, zdaje się mówić otoczenie; w zgodzie z utylitarnym, ekonomicznym interesem publicznym byłoby lepiej, gdyby go nie było. Ten przekaz zostaje opakowany w narrację o unikaniu cierpienia, a chory „zgadza się” na śmierć.
Bywa, że tej zgody wcale się nie szuka. Znany
jest przypadek z Holandii, kiedy 74-latka z demencją broniła się przed
podaniem jej zastrzyku ze śmiertelną trucizną. Zgodziła się na eutanazję
kilka lat wcześniej; kiedy wyrok miał zostać wykonany – nie chciała mu
się poddać. Uznano jednak, że z powodu demencji nie jest już „osobą”,
dlatego władzę nad jej ciałem przejęto i 74-latkę uśmiercono wbrew jej
woli. Sąd Najwyższy uznał, że postąpiono zgodnie z legalnymi
procedurami.
„Jeśli z jednej strony istnieje «cywilizacja miłości», to
równocześnie zachodzi też możliwość «antycywilizacji» destrukcyjnej, co
niestety w naszej epoce stało się faktem dokonanym o bardzo szerokim
zasięgu” – pisał Jan Paweł II w liście do rodzin „Gratissimam sane” z
1994 roku. W ciągu 31 lat ten zasięg tylko się zwiększył – i będzie
zwiększać się nadal, o ile na poziomie politycznym nie zapadną decyzje o
przyjęciu zupełnie innego kierunku. Niestety, niewiele dziś na to
wskazuje. Zmiany w Stanach Zjednoczonych za prezydentury Donalda Trumpa
są wprawdzie znaczące, ale bardzo ograniczone. Choć Republikanie
piętnują aborcję, są gorącymi zwolennikami procedury in vitro. Uznają
zarodki za „ludzką materię”, którą można dowolnie rozporządzać. To nie
jest kwestia zmiany filozofii. W zgodzie z paradygmatem obowiązującym
dziś w Ameryce możliwa jest nieledwie przemysłowa hodowla ludzi,
traktowanych na najwcześniejszym etapie swojego istnienia jak surowiec.
Każda zmiana w kierunku porządku Bożego jest dobra, stąd cieszy odejście
od promocji aborcji; ale to wciąż dalece za mało.
Co istotne, „cywilizacja śmierci”, jeżeli rozumieć ją
jako kulturę używania ludzkiego ciała jako surowca, wykracza poza
problematykę zabijania ludzi. Problem jest dalece szerszy. W
tym samym liście papież Wojtyła pisał: „Utylitaryzm to cywilizacja
skutku, użycia — cywilizacja «rzeczy», a nie «osób»; cywilizacja, w
której osoby stają się przedmiotem użycia, podobnie jak używa się
rzeczy. Tak więc — na gruncie cywilizacji użycia kobieta bywa
przedmiotem dla mężczyzny. Dzieci stają się przeszkodą dla rodziców.
Rodzina staje się instytucją ograniczającą wolność swoich członków. Aby
się o tym wszystkim przekonać, wystarczy przyglądnąć się choćby pewnym
programom wychowania seksualnego, które wprowadzane bywają w szkołach,
często mimo sprzeciwu, a nawet protestów ze strony wielu rodziców”.
Dlatego w perspektywie cywilizacji śmierci należy oceniać również takie
zjawiska jak programy edukacyjne promowane dziś przez większość
parlamentarną w Polsce. Pozostawię to w tym miejscu bez dalszego
rozwinięcia, jako że ogranicza nas czas Czytelnika; trzeba jednak
pamiętać o prawdziwym zakresie naszej problematyki.
Cywilizacja śmierci jako cywilizacja szatana
Bóg stworzył człowieka na końcu dzieła stworzenia, na swój obraz i
podobieństwo. Dlatego mówimy, że człowiek jest „koroną stworzenia”. Sam
Stwórca stał się człowiekiem w Jezusie Chrystusie. Kto traktuje
człowieka jak przedmiot, ten w jawny sposób gardzi aktem stwórczym
samego Boga. Utylitarystyczny materializm w odniesieniu do człowieka
jest oczywistym nihilizmem – przemawia przezeń pragnienie „odwrócenia”
dzieła Bożego; zaprzeczenia godności ludzkiej, tak dobitnie podkreślonej
przez Wcielenie. W tym sensie utylitarystyczny materializm
antropologiczny jest po prostu satanizmem, a cała cywilizacja śmierci,
na nim ufundowana, jest cywilizacją szatana. Można dlatego
powiedzieć, że cywilizacja śmierci, rozumiana „idealnie”, jest właściwym
celem księcia tego świata. Ci, którzy wprowadzają prawa cywilizacji
śmierci, mogą być zatem nazwani „urzędnikami państwa szatana”.
Jest zrozumiałe samo przez się, że ludzie wypełniający misję
szatana w dziele konstytuowania jego „porządku” nie mogą być traktowani
jak pobożni członkowie Kościoła katolickiego. Dlatego ci, którzy
przykładają rękę do budowy cywilizacji śmierci, stając się „ministrami
diabła”, nie mogą przystępować do sakramentów. Sakrament jest
widzialnym znakiem niewidzialnej łaski. W szczególny sposób dotyczy to
Eucharystii, będącej znakiem jedności z samym Bogiem. Sługa szatana z definicji nie jest w jedności z Bogiem, zatem nie może przystępować do Komunii świętej.
W związku z tym słusznie nauczał kardynał Józef Ratzinger, wykluczając
od Eucharystii polityków wspierających aborcję. W liście wysłanym w 2004
roku do Theodore’a McCarricka, wówczas kardynała Kościoła katolickiego,
wskazywał, że polityczny współudział w legalizacji aborcji, czyli w
konstytuowaniu państwa szatana, nie pozwala na przyjmowanie Ciała
Chrystusowego.
18 maja odbędzie się w Polsce pierwsza tura wyborów
prezydenckich. Polacy będą głosować na człowieka, który w ich imieniu
przez kolejne pięć lat będzie reprezentować Rzeczpospolitą. Z ważny
wybór również z perspektywy konfliktu między cywilizacją życia a
cywilizacją śmierci. Byłoby dobrze, gdyby najwyższy reprezentant
polityczny narodu polskiego chciał oddawać swoje siły na rzecz budowy
cywilizacji życia, to znaczy konstytuowania w Polsce takiego porządku,
jaki będzie miły samemu Bogu. Niestety, kilku kandydatów w tych wyborach
zupełnie otwarcie przyznaje, że tego nie chce. Na przykład
Rafał Trzaskowski, Magdalena Biejat albo Adrian Zandberg ogłaszają, iż
dołożą starań w celu zalegalizowania w Polsce zabijania dzieci
nienarodzonych albo odbierania rodzicom kontroli nad edukacją dzieci
poprzez promowanie tzw. edukacji seksualnej. W tym sensie
zarówno Trzaskowski, Biejat jak i Zandberg prezentują się jako aplikanci
na stanowisko „ministrów diabła”. Głosowanie na kogoś, kto chce być
urzędnikiem państwa szatana, nie jest dla katolika właściwym wyborem.
Dlatego jest konieczne oddanie głosu na tego kandydata, który deklaruje
służbę na rzecz państwa Bożego. Takich kandydatów jest co najmniej
kilku, by wymienić Karola Nawrockiego, Sławomira Mentzena, Grzegorza
Brauna czy Marka Jakubiaka. Pozostaje rzeczą politycznej i obywatelskiej
roztropności każdego z wyborców jest ocenić, który z kandydatów jest w
tych deklaracjach najbardziej wiarygodny, biorąc, oczywiście, pod uwagę
również inne elementy programu oraz kształt i charakter zaplecza
politycznego każdego z nich, jako że prezydentura w Rzeczpospolitej nie
ogranicza się przecież do podejmowania decyzji w kwestiach moralnych,
jakkolwiek są one fundamentalne.
„Bo śmierci Bóg nie uczynił i nie cieszy się ze zguby żyjących. Stworzył bowiem wszystko po to, aby było […].
[D]la nieśmiertelności Bóg stworzył człowieka — uczynił go obrazem swej
własnej wieczności. A śmierć weszła na świat przez zawiść diabła i
doświadczają jej ci, którzy do niego należą” (Mdr 1, 13-14; 2, 23-24). O
tym nauczaniu Pisma przypomniał św. Jan Paweł II w encyklice
„Evangelium vitae” z 1995 roku. Pamiętając o wielkim zaangażowaniu
papieża Polaka w promocję Ewangelii życia, włączajmy się w Boże dzieło
we wszystkich obszarach naszego życia – prywatnie i publicznie. Niech
pamięć o ludzkiej godności, doskonale objawionej przez Wcielenie samego
Jezusa Chrystusa, zawsze nam przyświeca, tak, byśmy mogli wyznać przed
Sędzią, że całe życie poświęciliśmy sprawie realizacji Boskiego
porządku.
Paweł Chmielewski
Modlitwa o wstawiennictwo św. Jana Pawła II
Janie Pawle II nasz święty orędowniku, Wspomożycielu w trudnych sprawach, Ty, który swoim życiem świadczyłeś wielką miłość do Boga i ludzi prowadząc nas drogą Jezusa i Maryi w umiłowaniu obojga, pragnąc pomagać innym.
Przez miłość i wielkie cierpienie ofiarowane za bliźnich, co dzień zbliżałeś się do świętości. Pragnę prosić Cię o wstawiennictwo w mojej sprawie [TU PODAJ INTENCJĘ] wierząc, że przez Twoją wiarę, modlitwę i miłość pomożesz zanieść ją do Boga.
Z ufnością w miłosierdzie Boże i moc Twej papieskiej modlitwy, pragnę przez Jezusa i Maryję za Twoim przykładem zbliżać się do Boga.
Ojcze nasz…
Zdrowaś Maryjo…
Chwała Ojcu…