Między nawróceniem a trwaniem w błędzie. Problem Dnia Judaizmu
Już 29 lat Kościół katolicki w Polsce dialoguje z Żydami,
organizując Dzień Judaizmu. Jakie są owoce tego dialogu? Czy Żydzi
odkrywają Mesjasza w Chrystusie? A może raczej umacniają się we własnej,
zamkniętej na Chrystusa tożsamości?
17 stycznia odbywa się po raz 29 Dzień Judaizmu w Kościele
katolickim w Polsce. Tym razem miejscem centralnych obchodów jest Płock,
diecezja kierowana przez bp. Szymona Stułkowskiego. Najważniejszą rolę
odgrywają jednak metropolita Krakowa, kardynał Grzegorz Ryś. Purpurat
jest przewodniczącym Rady ds. Dialogu Religijnego przy KEP, w ramach
której przewodzi Komitetowi ds. Dialogu z Judaizmem.
Dzień Judaizmu jest w tej skali wydarzeniem wyłącznie polskim.
Pierwszy raz obchodzony w 1997 roku za sprawą nowego dynamizmu w dialogu
z Żydami, jaki wprowadził do Kościoła św. Jan Paweł II. Jednym z
inicjatorów wprowadzenia go w Polsce był arcybiskup Stanisław Gądecki, w
1997 roku biskup pomocniczy w Gnieźnie, później metropolita Poznania i
dwukrotny przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski. Kiedy ustępował z
tej ostatniej funkcji, wśród swoich najważniejszych dokonań wymieniał
właśnie wprowadzenie do Kościoła w Polsce Dnia Judaizmu.
W teorii Dzień Judaizmu miał umacniać wzajemnie zrozumienie po obu
stronach dialogu. W przypadku Kościoła katolickiego chodziłoby o
pogłębienie świadomości zakorzenienia chrześcijaństwa w Starym
Testamencie, ale także o skorzystanie z aktualnej żydowskiej refleksji
nad jego księgami, tak, by wydobyć jakieś mniej oczywiste sensy,
przydatne również z perspektywy rozpoznania Mesjasza w Chrystusie.
Inicjatywa, choć nagłaśniania przez część hierarchów oraz środowiska
zaangażowane w dialog z Żydami, nie zyskała nigdy większej popularności.
Przez lata przechodziła raczej niezauważona, a większość katolików
zachowywała wobec niej dystans lub obojętność, o ile w ogóle wiedziała o
jej istnieniu.
Ożywienie
Wokół Dnia Judaizmu zaczęło robić się głośniej dopiero w
ostatnich latach, głównie za sprawą dużego zaangażowania Grzegorza Rysia
– najpierw jako biskupa, później już także jako kardynała i członka
dwóch rzymskich dykasterii. Można spodziewać się, że w najbliższej
przyszłości to wydarzenie będzie coraz bardziej obecne w świadomości
polskich katolików, zyskując nieco bardziej konkretny wpływ na kształt
wiary Polaków. Kardynał Ryś może wykorzystać swoją wyjątkową pozycję
jako metropolity Krakowa do tego, by nadać obchodom tego dnia wyjątkową
rangę. Jednym z pierwszych gości, których przyjął w siedzibie biskupiej
przy Franciszkańskiej 3 był naczelny rabin Polski, Michael Schudrich.
Kardynał przyznaje, że w dialogu z judaizmem są „nieprzezwyciężalne”
granice i nikt nie wierzy w to, by w doczesności doszło do jakiegoś
zjednoczenia chrześcijan z żydami (mówił o tym w październiku 2025 roku
na konferencji poświęconej „Nostra aetate”, która odbywała się w Łodzi).
Według purpurata konieczna jest jednak intensyfikacja dialogu i rozmów,
do czego właśnie Dzień Judaizmu mógłby być idealną okazją. Przy okazji
obchodów w 2024 roku przekonywał, że dzień ten powinien mieć swoje
odzwierciedlenie w każdej parafii. Przekonywał też, że jeżeli nie
pamięta się o Żydach obecnych w historii Polski, to taką niepamięcią
potwierdza się „dzieło Zagłady”.
Bo przecież sam dialog z judaizmem nikogo nie dziwi ani nie
gorszy – chrześcijanie rozmawiają z każdym, bo spoczywa na nich nałożony
przez Chrystusa obowiązek głoszenia Ewangelii całemu światu. Problem
pojawia się wtedy, kiedy dialog zostaje oparty na niewłaściwej
podstawie. Dlatego trzeba zapytać: czy Dzień Judaizmu w Polsce służy
temu, by w miarę możliwości przybliżać Żydów do rozpoznania w Chrystusie
Mesjasza, czy raczej do tego, by umacniać obie strony dialogu na swoich
pozycjach? Z jakiego rodzaju komunikatem ze strony Kościoła
katolickiego spotykają się Żydzi, którzy uczestniczą w centralnych czy
lokalnych obchodach Dnia Judaizmu?
Wszystko wskazuje na to, że charakter tego komunikatu jest bardzo
daleki od katolickiego ideału. Żydzi coraz częściej słyszą, jakoby ich
własna wiara w Boga była całkowicie wystarczająca i nie potrzebowała
wcale wypełnienia w Chrystusie. Takie przesłanie obecne jest nie tylko w
Polsce, ale również globalnie – w ramach coraz silniej obecnego w
przepowiadaniu Kościoła indyferentyzmu religijnego.
Weltethos
Z okazji 60. rocznicy ogłoszenia przez II Sobór Watykański
deklaracji „Nostra aetate” o stosunku Kościoła katolickiego do religii
niechrześcijańskich na łamach oficjalnych mediów watykańskich ukazał się
artykuł, który sygnował kardynał Cristóbal López Romero. To 73-letni
Hiszpan, arcybiskup marokańskiego Rabatu. Hierarcha zachęcał do
odkrywania i promowania wartości wszystkich religii. „Musimy porzucić
fałszywy paradygmat «prawdziwej religii, fałszywej religii». Żadna
religia nie może zawłaszczyć sobie prawdy, jakby była jej jedynym
właścicielem. Żadna religia nie posiada prawdy; wręcz przeciwnie, to
prawda posiada nas wszystkich, a w każdej religii kryją się przebłyski
prawdy” – pisał kardynał. Inny przykład to słów biskupa Americo Aguiara z
Lizbony, później kreowanego przez Franciszka kardynałem. Aguiar w
przededniu Światowych Dni Młodzieży w Portugalii przekonywał, że Kościół
katolicki nie chce podczas tego spotkania nikogo nawracać. „Nie chcemy
nawracać młodych ludzi na Chrystusa albo do Kościoła katolickiego czy
coś w tym rodzaju. Absolutnie. Chcemy, żeby dla młodych ludzi było
normalne powiedzieć i zaświadczyć, że są; że młodzi muzułmanie, żydzi
czy [wyznawcy] innych religii też nie mają problemu z mówieniem, że są i
ze świadczeniem o tym. I że młodzi ludzie, którzy nie wyznają żadnej
religii, czują się z tym dobrze i nie czują się dziwnie, bo jest tak
albo inaczej; że wszyscy rozumiemy, że ta różnorodność jest bogactwem i
że świat będzie obiektywnie lepszy, jeżeli będziemy mogli umieścić to
przesłanie w sercach wszystkich młodych ludzi” – mówił purpurat.
Te dwie wypowiedzi nie są wypadkiem przy pracy albo
przejęzyczeniem. Papież Franciszek w 2019 roku podpisał w Abu Zabi
deklarację, w której uznaje się istnienie różnorodności religijnej za
wyraz mądrej woli Boga, tak samo jak istnienie różnych płci, ras czy
języków. W 2024 roku podczas pielgrzymki do Azji Południowo-Wschodniej
papież twierdził wprost, jakoby religie niechrześcijańskie – wymienił
islam, buddyzm i sikhizm – stanowiły drogę do Boga, którą postawił obok
drogi chrześcijańskiej. Również judaizm bywa komponentem tej
zaskakującej ideologii indyferentystycznej. W 2023 roku w Abu Zabi
zainaugurowano funkcjonowanie Domu Rodziny Abrahamowej. To kompleks
multireligijny powstały między innymi z inicjatywy Franciszka. Składa
się z katolickiego kościoła, meczetu oraz właśnie synagogi. Wszystkie
świątynie wyglądają podobnie, co tworzy zamierzone wrażenie „trzech
dróg” religijnych w ramach jednej, monoteistycznej rodziny. Przywołuje
to na myśl idee, które głosił bliski papieżowi Franciszkowi szwajcarski
teolog heterodoksyjny, Hans Küng. W 1990 roku opublikował książkę
„Weltethos”, gdzie postulował stworzenie globalnej etyki wynikającej z
nauczania kilku największych religii. Nota bene, dokładnie na tę ideę
powołał się kardynał Cristóbal López Romero. Küng promował też bliską
współpracę chrześcijaństwa, islamu oraz judaizmu jako szeroko pojętej
„tradycji monoteistycznej”. W 2006 roku opublikował książkę poświęconą
islamowi, w 2008 roku pracę przygotowaną wraz z rabinem Walterem
Homolką, a poświęconą koncepcji etosu światowego wyprowadzanego ze
źródeł judaizmu.
Dwie drogi zbawienia?
W 2008 roku abp Stanisław Gądecki mówił: „My mówimy, że Żydzi i
chrześcijanie tworzą jeden lud Boży i że to, co dotyczy drogi zbawienia,
u nich realizuje się przez Mojżesza, a u nas przez Chrystusa”. Czyżby
istniały zatem różne drogi zbawienia, zgodnie z architektoniczno-ideową
wizją Domu Rodziny Abrahamowej i optyką „rezygnacji z roszczenia do
prawdy” kardynała Lópeza Romero? W 2026 roku Dzień Judaizmu odbywa się
pod hasłem „Twój lud, będzie moim ludem, a Twój Bóg – moim Bogiem”. To
cytat z Księgi Rut (1, 16). Co usłyszą Żydzi w trakcie spotkań w Płocku i
całej Polsce? Czy ktoś powie im, że w optyce katolickiej droga
zbawienia prowadzi wyłącznie przez Chrystusa, wcale nie przez Mojżesza?
Dialogista zaprotestuje. Stwierdzi, że Żydzi przecież dobrze wiedzą,
jakie jest katolickie stanowisko i w związku z tym nie warto go
powtarzać, bo tylko ich się zrazi. Nie zgodzę się z takim postawieniem
sprawy. Katolicy są zobowiązani do głoszenia Chrystusa – w porę i nie w
porę. Ewangelizacja musi być roztropna, to oczywiste. Nie może jednak
rezygnować ze swojego proprium, to znaczy ukazywania Mesjasza w Jezusie
Chrystusie. Jeżeli to porzuci, nie będzie już wcale ewangelizację – co
najwyżej dawaniem świadectwa, że chrześcijaństwo jako historyczna i
teraźniejsza kultura religijna ma jakąś wartość humanistyczną. To jednak
za mało, by mówić o ewangelizacji.
Kościół nowym Izraelem… albo nie?
Można tymczasem stwierdzić, że narracja mówiąca o własnej drodze
Żydów jest w Kościele katolickim coraz wyraźniejsza. Przejawia się to
choćby w tezie o rzekomym odrzuceniu przez Kościół nauczaniu o tym, że
to Kościół zastąpił naród wybrany, to znaczy – że to Kościół jest w
Chrystusie Jezusie Nowym Izraelem. Taką tezę stawia często kardynał
Grzegorz Ryś, powołując się na dokumenty watykańskie, zwłaszcza na tekst
„Bo dary łaski i wezwania Boże są nieodwołalne” z 2015 roku,
przygotowany przez Komisję ds. Kontaktów Religijnych z Judaizmem, która
pracuje przy Dykasterii ds. Jedności Chrześcijan. Problem w tym, że we
wspomnianym dokumencie nie ma wcale odrzucenia cytowanego nauczania,
czyli tak zwanej teorii zastępstwa. „Bezpodstawna się staje teologia
zastępstwa czy zastąpienia przeciwstawiająca sobie dwa odrębne podmioty,
Kościół pogan i odrzuconą Synagogę, której miejsce zajmuje” – głosi
tekst, wskazując zatem na odrzucenie bardzo konkretnej teorii
zastępstwa, dookreślonej w szczegółach – ale nie „teorii zastępstwa”
jako takiej. Jej odrzucenie byłoby niemożliwe, bo nie mówimy tu wcale o
teorii – mówimy raczej o stałym elemencie nauki Kościoła katolickiego,
głoszonym przez św. Pawła, Ojców Kościoła, sobory i papieży – aż do
naszych czasów. Jeszcze II Sobór Watykański pisze o Kościele katolickim
jako „nowym Izraelu”, co powtarzali też św. Jan Paweł II oraz Benedykt
XVI.
Owoce Dnia Judaizmu
O stosunku Kościoła do Żydów kardynał Grzegorz Ryś mówił też 9
stycznia 2026 roku podczas konferencji prasowej w siedzibie KEP w
Warszawie. Jak wskazywał, judaizm stanowi korzeń Kościoła, a żeby korzeń
mógł spełniać swoją funkcję, mówi być żywy. Ta myśl wydaje się
implikować konieczność istnienia Żydów wyznających judaizm dla
podtrzymania tożsamości Kościoła, jeżeli nie wręcz samego jego bytu.
Można zapytać, czy w tej perspektywie mieści się w ogóle nawrócenie
Żydów – czy wprost przeciwnie, chodzi o to, aby pozostali tam, gdzie są,
jako ów „żywotny korzeń”? Takie słowa wydają się być konsekwencją albo
nawet innym wyrażeniem tej samej myśli, o braku zastąpienia Izraela
przez Kościół.
Bo przecież kiedy twierdzi się dziś, że Kościół katolicki wcale
nie zastąpił Izraela, sugeruje się dokładnie to, co w 2008 roku
powiedział arcybiskup Gądecki – jakoby Chrystus i Mojżesz stanowili
paralelne drogi zbawienia. Jeżeli Dzień Judaizmu miałby budować się na
takim komunikacie, to lepiej, aby w ogóle się nie odbywał. Żydzi – tak
jak wszyscy ludzie, a z racji na ich szczególną historię nawet przede
wszystkim oni – zasługują na to, by głosić im Objawienie Boga w Jezusie
Chrystusie, prawdziwym człowieku i prawdziwym Bogu. Mówienie im, jakoby
trwanie w tradycji judaizmu i kategoryczne odrzucenie prawdy o Wcieleniu
się Boga w Jezusie było w ich przypadku rzeczą dopuszczalną, jest
odejściem od powszechnego nakazu misyjnego Zbawiciela, a to stanowi
skandal, czyli w teologicznym sensie – zgorszenie.
Mam nadzieję, że ten skandal nie będzie towarzyszył Dniowi
Judaizmu w Kościele katolickim w Polsce ani w tym, ani w żadnym innym
roku.
Paweł Chmielewski