czwartek, 4 czerwca 2026

 

Kongres Eucharystyczny

 KK-kongres-eucharystyczny-Jedraszewski-Skrzypczak-Strumilowski.jpg

TV ABP MAREK JĘDRASZEWSKI, KS. ROBERT SKRZYPCZAK, O. JAN STRUMIŁOWSKI OCist O NAJŚWIĘTSZYM SAKRAMENCIE

Cud eucharystyczny w Lanciano. Ciało i krew Chrystusa zbadane przez naukowców.Warto przypomnieć, że Catun Turyński, dzięki współczesnej nauce, stał się relikwią jedyną w swoim rodzaju na świecie.

 Cud eucharystyczny w Lanciano. Ciało i krew Chrystusa zbadane przez naukowców

 

 Fot. Screenshot - YouTube 

 

 Cuda eucharystyczne. Hostia stała się kawałkiem ludzkiego ciała

https://opoka.org.pl/biblioteka/P/PR/fronda_prawdziwe_obl…

 https://zabno.diecezja.tarnow.pl/index.php/archiwum-wiado…

Całun Turyński – relikwia na trzecie tysiąclecie. [uzupełniony o film]

 


 

 

 Ludziom słabej wiary, wątpiącym lub niewierzącym w Eucharystię zostały dane bardzo czytelne znaki wzywające do nawrócenia, do wiary w rzeczywistą obecność Jezusa w Eucharystii.

Jednym z tych znaków jest cud w Lanciano, który stał się słynny w całym świecie od czasu, kiedy 4 marca 1971 r. ogłoszono wyniki kilkumiesięcznych badań naukowych postaci Ciała i Krwi przechowywanych od VIII wieku we włoskim mieście Lanciano.

Historyczne źródła mówią nam o tym, że w połowie VIII wieku miało miejsce niezwykłe wydarzenie w małym przyklasztornym kościele św. Longina.

Otóż pewnego zakonnika, który tam mieszkał, nawiedzały przez długi czas bardzo ciężkie pokusy. Kiedy odprawiał Mszę św. miał wątpliwości, czy w czasie konsekracji chleb rzeczywiście staje się Ciałem Chrystusa, a wino Jego Krwią. Pewnego dnia rankiem, podczas odprawiania Mszy św., kiedy wypowiadał słowa konsekracji, ogarnęła go wątpliwość niezwykle silna i natrętna. I wtedy wypowiadając słowa: "To jest Ciało Moje... To jest Krew Moja..." zauważył, że z białej Hostii rzeczywiście spływa krew. Na widok tego, co się dokonało, oniemiały ze zdumienia i przerażenia, zakonnik w ekstatycznym milczeniu wpatrywał się w święte postacie Ciała i Krwi Pańskiej. W końcu strach ustąpił i jego serce przepełniła nieopisana radość. Po długim milczeniu, z twarzą rozpromienioną radością i mokrą od łez szczęścia, zwrócił się do wiernych uczestnicząch we Mszy św. ze słowami: "Patrzcie, oto prawdziwe Ciało i Krew Pana naszego Jezusa Chrystusa, które uczynił widzialne dla mnie w tym celu, abym nie był już niedowiarkiem lecz wierzącym". Wieść o tym nadzwyczajnym wydarzeniu rozniosła się po całej okolicy. W krótkim czasie kościół, w którym miał miejsce cud, stał się znanym sanktuarium, do którego tłumnie zaczęli napływać pielgrzymi. Święte postacie Ciała i Krwi przechowywano w specjalnym relikwiarzu. W miarę upływu wieków o Eucharystycznym cudzie zaczęły krążyć rozmaite legendy. Ojcowie Franciszkanie, którzy są kustoszami sanktuarium, postanowili sprawdzić wiarygodność kultu świętych postaci Ciała i Krwi Chrystusa. W tym celu 18 listopada 1970 roku zlecili grupie włoskich naukowców szczegółowe badania pod kierownictwem prof. Odoardo Linoli z Arezzo. Badania trwały kilka miesięcy. Zakończone zostały 4 marca 1971 r. Wyniki były sensacyjne i znalazły się na pierwszych stronach włoskich gazet. Potwierdziły przekaz tradycji, że Hostia z VIII wieku jest ludzkim mięśniem sercowym bez żadnych śladów cięcia, co wyklucza przypuszczenie, że zostało wycięte jakiemuś człowiekowi. Stwierdzono z całą pewnością, że posiada w swoim składzie komórki ludzkiego mięśnia sercowego oraz wsierdzia i osierdzia, a także komórki układu nerwowego charakterystyczne dla mięśnia sercowego. W niewytłumaczalny sposób zachowało się również 5 bryłek skrzepniętej krwi. Badania wykazały, że jest to prawdziwa ludzka krew grupy AB. Tę samą grupę krwi znaleziono w zachowanym sercu - Hostii. Z naukowego punktu widzenia nie da się wytłumaczyć dlaczego Ciało i Krew przez dwanaście wieków nie uległy procesowi rozkładu i w tak doskonałym stanie zachowały się do naszych czasów. Tych wszystkich, którzy pragną dowiedzieć się o szczegółach badań naukowych, pragnę odesłać do książki Bruno Sammaciccia "The Eucharistic Mira-de of Lanciano", Libary of Congress Card Number 76-18630.

  

Trzy lata po pierwszych badaniach naukowych, przyjechał do Lanciano ks. kard. Karol Wojtyła, aby spędzić tu całą noc na modlitwie i adoracji Eucharystycznego cudu. Pozostawił bardzo wymowny zapis w księdze pamiątkowej: Fac nos Tibi semper magis credere, in Te spem habere, Te diligere (Spraw, abyśmy w Ciebie bardziej wierzyli, pokładali nadzieję i miłowali).

Eucharystyczny cud w Lanciano jest znakiem szczególnego rodzaju, który wskazuje na żywą obecność Jezusa w Eucharystii. Jest to bardzo wymowny znak, który wzywa do wiary, do otwarcia serca na przyjęcie daru nieskończonej miłości Zbawiciela ofiarowanej nam w Eucharystii.

Trzeba w tym miejscu wskazać na inny fakt: naukowcy udowodnili, że na Całunie Turyńskim są ślady ludzkiej krwi grupy AB, a więc takiej samej jak krwi w Lanciano. Czyż nie jest to kolejny zdumiewający znak, wzywający do wiary w rzeczywistą obecność Jezusa w Eucharystii? Warto przypomnieć, że Catun Turyński, dzięki współczesnej nauce, stał się relikwią jedyną w swoim rodzaju na świecie. Naukowcy, z prawie wszystkich dziedzin wiedzy, zaczęli badać Całun po jego pierwszej fotografii dokonanej w 1898 r. Wtedy odkryto ze zdumieniem, że obraz Człowieka ukrzyżowanego na Całunie jest doskonałym negatywem fotograficznym. Opatrzność zachowała do naszych czasów tę bezcenną relikwię, aby w świetle dzisiejszej nauki ukazać jej niezwykłą wymowę. Ścisła metodologia naukowa wskazuje, że to lniane płótno jest naprawdę prześcieradłem pogrzebowym z Palestyny z czasów Chrystusa; że został w nie owinięty ukrzyżowany Człowiek o nadzwyczajnym pięknie i doskonałości fizycznej; że wyrok śmierci został na nim wykonany dokładnie w sposób opisany w Ewangeliach.

Każdy, kto uczciwie szuka prawdy, kiedy dowie się o wynikach naukowych badań Całunu, z konieczności stawia sobie niepokojące i radykalne pytania dotyczące osoby Chrystusa.

I tak wielu naukowców badających Całun uwierzyło w Chrystusa. Słynny kryminolog z Zurychu, Max Frei, badając pyłki roślinne znajdujące się na płótnie, z precyzyjną dokładnością prześledził drogę jaką Całun przebył w ciągu wieków. Stwierdził, że Całun z całą pewnością pochodzi z Palestyny z czasów Chrystusa. Tak dokładnie odtworzył miejsca pobytu Całunu, że wytropił także pyłki ryżu uprawianego w starożytności tylko w rejonie Vercelli, gdzie Całun przechowywany był w zamku książąt Sabaudii. Max Frei był protestantem i przystępując do badań Całunu uważał, że jest on falsyfikatem, a jego kult - zabobonem i narzędziem Antychrysta, jakim jest Papież. W miarę postępowania badań, jego uprzedzenia ustąpiły miejsca tajemniczej pewności, głębokiemu szacunkowi i czci dla tej niezwykłej relikwii.

Obraz z Całunu ma szczególną moc oddziaływania i przemiany ludzkich serc. Zespoły amerykańskich naukowców przybyły do Turynu samolotem załadowanym aparaturą badawczą, aby zbadać Całun. Uczeni odkryli, że odbicie jest trójwymiarowe i dokonało się przez pewnego rodzaju eksplozję potężnej energii i jej wygaśnięcia w ułamku sekundy. Czy nie jest to znak wskazujący na zmartwychwstanie? Przez chwilę, zanim życie powróciło do martwego ciała, jego obraz został na zawsze utrwalony na powierzchni płótna poprzez przypalenie wybuchem nieznanej energii. Z naukowego punktu widzenia o wiele łatwiej jest uznać autentyczność Całunu, niż uważać go za fałszerstwo, gdyż ów hipotetyczny fałszerz musiałby być geniuszem wyprzedzającym całą współczesną naukę i wiedzę, a to jest przecież niemożliwe.

 

Pierluigi Bollone, profesor medycyny sądowej z Turynu, ceniony uczony w skali międzynarodowej, który również nawrócił się badając Całun, uważa, że wskazuje on na wiarygodność opisów Męki w Ewangeliach. Jeżeli Ewangeliści nie oszukali nas tutaj, jeżeli zasługują na zaufanie historyka, to możemy rozszerzyć nasze zaufanie na wszystkie opisane w Ewangeliach wydarzenia z życia Jezusa.

Prof. Bollone twierdzi, że argumenty przeciwników Całunu nigdy nie są oparte na obiektywnych naukowych badaniach, tylko pochodzą z założeń ideologicznych. Gdyby to był Całun przypisywany np. Juliuszowi Cezarowi, a nie Jezusowi, nie byłoby już nikogo, kto ośmieliłby się w to wątpić. Jezus jest i pozostanie "znakiem, któremu sprzeciwiać się będą" (Łk 2, 34), dlatego uznanie autentyczności Całunu domaga się opowiedzenia za Jezusem, uznawaniem Go za Boga, a to pociąga za sobą olbrzymie konsekwencje życiowe, zmianę życia, nawrócenie. To jest powód, dla którego wielu pozostaje obiektywnymi tylko w słowach, a w rzeczywistości ulega swoim uprzedzeniom. Według prof. Bollone, jeżeli ktoś, znając wyniki badań naukowych, twierdzi, że nie wierzy w autentyczność Całunu, to świadczy to o tym, że od początku postanowił w nią nie wierzyć. Jego zdaniem, wobec ogromu pozytywnych danych naukowych, uzyskanych w różnorodnych dyscyplinach badań, ludzie zaprzeczający autentyczności Całunu powinni dostarczyć przekonywujących argumentów do jej odrzucenia. Nie czynią tego, bo takich argumentów po prostu nie ma.

Odkrycie tej samej grupy krwi, na Całunie Turyńskim oraz w świętych postaciach cudu Eucharystycznego w Lanciano, jest znakiem wzywającym do nawrócenia, do wiary w Osobę Jezusa Chrystusa, który jest rzeczywiście obecny w tajemnicy Eucharystii.

Stefan Piotrowski

źródło:Fronda.pl 

 

 

Dwie Postacie, jedna Istota. Czyli jak Chrystus jest obecny w obu konsekrowanych Postaciach?

 

Święto, któremu nie dali rady ani zaborcy, ani komuniści. Czyli unikalność obchodów Bożego Ciała w polskiej

Dwie Postacie, jedna Istota. Czyli jak Chrystus jest obecny w obu konsekrowanych Postaciach?

"Mamy obowiązek publicznego wyznawania wiary!" - ks. prof. Chrostowski o istocie Bożego Ciała i Eucharystii

 Boże Ciało, czyli uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa, jest jednym z najważniejszych, ale równocześnie jednym z najtrudniejszych świąt chrześcijaństwa. Mamy problem z jego zrozumieniem, zwłaszcza dziś, w dobie kryzysu wiary i Kościoła. Czym jest przeistoczenie i jak ono w ogóle jest możliwe? Dlaczego Eucharystia jest ofiarą, skoro to Pan Jezus złożył największą ofiarę na Krzyżu? Czy naprawdę jemy Ciało Chrystusa i naprawdę pijemy Jego Krew?

Te pytania nurtują wiernych, bo często nie znamy na nie odpowiedzi. W sposób przystępny i biblijny tłumaczy to ks. prof. Waldemar Chrostowski w swej książce „Eucharystia”, której fragment publikujemy poniżej:

W Eucharystii jest rzeczywiście obecny Jezus Chrystus. Teologiczne objaśnienie tej podstawowej dla chrześcijaństwa prawdy nie jest łatwe, chodzi bowiem – zgodnie z tym, co wyznajemy podczas sprawowania Eucharystii – o mysterium fidei, czyli „tajemnicę wiary”. Wśród wielu wypracowanych przez wieki interpretacji prawo bytu w teologii katolickiej zyskała ta, która pochodzi od św. Tomasza z Akwinu, a zakorzeniona jest w znacznie starszych pojęciach filozoficznych, wypracowanych przez Arystotelesa i jego uczniów. Uznając, że każdy byt ma istotę (substancję), która stanowi o jego tożsamości, oraz przymioty, które są zmienne, katolicka teologia Eucharystii uczy, że w momencie konsekracji pszennego chleba i wina, do którego dodaje się trochę wody, podczas Mszy św. dokonuje się transsubstancjacja, czyli przeistoczenie: to, co istotne w chlebie i winie, staje się Ciałem i Krwią Pana, podczas gdy przymioty chleba i wina, wśród nich ich wygląd, pozostają takie, jak wcześniej. Zmieszanie wina z niewielką ilością wody stanowi symbol połączenia w jednej osobie Jezusa dwóch Jego natur – Boskiej i ludzkiej. Sobór Trydencki naucza: „Przez konsekrację chleba i wina dokonuje się przemiana całej substancji chleba w substancję Ciała Chrystusa, Pana naszego, i całej substancji wina w substancję Jego Krwi. Tę przemianę trafnie i właściwie nazwał święty i katolicki Kościół przeistoczeniem” (Dekret o Najświętszej Eucharystii, rozdz. 4). W obliczu Eucharystii stajemy więc przed samym Chrystusem, obecnym radykalnie inaczej niż podczas Jego ziemskiego życia, lecz tak samo rzeczywistym oraz zobowiązującym do ufnej odpowiedzi zawierzenia Mu.

Obecność Jezusa w Eucharystii jest specyficzna. W encyklice Mysterium fidei (3 IX 1965) papież Paweł VI mówi o niej „jako o ‘rzeczywistej’ nie w sensie wyłączności, tak jakby inne nie były ‘rzeczywiste’, ale przez antonomazję, ponieważ jest substancjalna, a w jej mocy Chrystus, Bóg-Człowiek, cały staje się obecny”. Podczas ziemskiego życia Jezus był wpisany w ramy doczesności, ze wszystkimi jej ograniczeniami wynikającymi z uwarunkowań czasu i przestrzeni. Lecz mając świadomość własnego losu, którego integralną część stanowiła śmierć, zapowiadał radykalnie nowy kształt przyszłej obecności wśród swoich wyznawców. Jej nowość wynika z zasadniczej nowości osoby i posłannictwa Jezusa – Syna Bożego, który – w celu wybawienia ludzkości z niewoli grzechu – stał się człowiekiem. Ten nowy sposób obecności Jezusa dokonuje się wraz z przeistoczeniem, kiedy chleb i wino przestają istnieć, stając się czcigodnym Ciałem i Krwią Pana.

Z Ewangelii według św. Jana wiemy, że najwyraźniejsza zapowiedź ustanowienia Eucharystii została wygłoszona w synagodze w Kafarnaum (J 6,22-59), nazajutrz po nadzwyczajnym rozmnożeniu chleba i ryb (J 6,1-15). Ludowi, który będąc świadkiem i uczestnikiem cudownego nakarmienia, szukał Jezusa w oczekiwaniu na kolejne cudowne wydarzenie, Jezus mówi: „Troszczcie się nie o ten pokarm, który ginie, ale o ten, który trwa na wieki, a który da wam Syn Człowieczy; Jego to bowiem pieczęcią swą naznaczył Bóg Ojciec” (6,27). W wyraźnym nawiązaniu do daru manny, który przywołali rozmówcy Jezusa, zapowiada On nowy dar, nieporównanie większy i jeszcze bardziej niezwykły: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Nie Mojżesz dał wam chleb z nieba, ale dopiero Ojciec mój da wam prawdziwy chleb z nieba. Albowiem chlebem Bożym jest Ten, który z nieba zstępuje i życie daje światu” (J 6,32-33). Zapowiadając dar Eucharystii, Jezus potwierdza biblijną tradycję o darze manny, objawiając zarazem swoją prawdziwą tożsamość i godność, która nieporównanie przewyższa wielkość Mojżesza.

Zapowiedź największego znaku, którym ma być sam Jezus w darze Eucharystii, wywołała niedowierzanie i sprzeciwy. Dla słuchaczy Jezusa słowa zapowiadające pokarm, którym będzie Jego Ciało i Krew, rozumiane przez nich dosłownie, były arcytrudne, a nawet niemożliwe do przyjęcia. Wielu z nich nie wie, jak pogodzić Jego ludzką naturę z tajemniczą obecnością, którą zapowiada. Pojawia się szemranie i bunt, analogicznie jak na pustyni podczas wędrówki do Ziemi Obiecanej. Jezus nie tłumaczy, jak ów radykalnie nowy sposób Jego obecności będzie możliwy, podkreśla jedynie, że jego źródłem i sprawcą jest niczym nieograniczona moc Boża. Kładzie nacisk na przejściowość dawnego daru manny oraz życiodajne skutki nowego, zapowiadanego daru: „Ja jestem chlebem życia. Ojcowie wasi spożywali mannę na pustyni i pomarli. To jest chleb, który z nieba zstępuje: kto go spożywa, nie umrze. Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Chlebem, który Ja dam, jest moje ciało za życie świata” (J 6,48-51).

Umieszczając w przemijającym czasie pamiątkę swej śmierci i zmartwychwstania, Jezus przekazuje swoim wyznawcom zadatek życia wiecznego, to jest przedsmak obcowania z Nim w niebiańskim Jeruzalem. W Apokalipsie św. Jana pojawia się obietnica „manny ukrytej”, nawiązująca do obiecanego przez Jezusa „chleba życia” (Ap 2,17). Uobecniając przeszłość, Eucharystia zwraca nas ku przyszłości, której ostatni etap stanowi powtórne przyjście Chrystusa na końcu czasów. Wzgląd na to podkreśla eschatologiczne aspekty Najświętszego Sakramentu, czyniąc z niego swoisty pomost między tym, co było, a tym, co jest i co ma dopiero nastąpić. W taki sposób eucharystyczna obecność Chrystusa staje się spoiwem chrześcijańskiej wiary, nadziei i miłości.

(…)

Zapowiedź ustanowienia Eucharystii dała początek pierwszemu wyraźnemu rozłamowi wśród uczniów i słuchaczy Jezusa. Część z nich zawyrokowała: „Trudna jest ta mowa. Któż jej może słuchać” (J 6,60), po czym „wielu uczniów Jego się wycofało i już z Nim nie chodziło” (J 6,66). Do dzisiaj Eucharystia pozostaje najbardziej wyrazistym probierzem wiary i wierności Chrystusowi. W Kafarnaum rzekł On do Dwunastu: „Czyż i wy chcecie odejść?” (J 6,67). W imieniu pozostałych apostołów i własnym Piotr odpowiedział: „Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego” (J 6,68). Tak zaznaczyła się szczególna odpowiedzialność Dwunastu oraz ich następców i konsekrowanych przez nich kapłanów, szafarzy tego sakramentu in persona Christi (w osobie Chrystusa), za sprawowanie Eucharystii. Aktualne uczestnictwo wiernych, możliwe dlatego, że w niej ofiara Jezusa wciąż się uobecnia, może się odbywać dzięki temu, że sprawują ją konsekrowani szafarze. Ich zadanie polega na wciąż ponawianym karmieniu wiernych z dwóch stołów: stołu Słowa i stołu Chleba. Jednemu i drugiemu towarzyszą dynamiczne znaki, które – jak niegdyś w przypadku uczniów zdążających do Emaus – mają oświecić umysły i rozgrzać serca.

(…)

Eucharystia potrzebuje godnego miejsca, w którym może być sprawowana. Tym miejscem jest świątynia, dom Pański. Chrześcijaństwo przeszło stopniową, lecz wyraźnie widoczną ewolucję. Najpierw, w samych początkach, Eucharystia, określana jako „łamanie chleba” (Dz 2,42), była sprawowana w domach prywatnych, w których wyznawcy Chrystusa gromadzili się na wspólną modlitwę i Wieczerzę Pańską. Właśnie domy chrześcijan były też pierwszą szkołą chrześcijańskiej modlitwy, która, wykorzystując skarbiec modlitw biblijnego Izraela, głównie psalmy, coraz wyraźniej uświadamiała sobie nowość dzieła zbawienia dokonanego przez Jezusa Chrystusa. „Łamanie chleba”, obok wierności nauce apostołów, budowania wspólnoty i modlitwy, od początku stanowiło jeden z czterech filarów życia Kościoła.

(…)

Osobne miejsce w pobożności katolickiej zajmuje uroczystość Bożego Ciała. W pewnym sensie bilansuje wszystkie wcześniejsze okresy roku liturgicznego, poczynając od Adwentu, jako oczekiwania na przyjście Mesjasza, po uroczystość Zesłania Ducha Świętego – jako narodziny Kościoła. Na progu kilkumiesięcznego tzw. okresu zwykłego, którego treść stanowią usystematyzowane nawiązania do życia i działalności Jezusa, uroczystość Bożego Ciała eksponuje ustawiczną i trwałą obecność Chrystusa, który pozostając „z” nami, pragnie pozostać również „w” nas. Integralnym składnikiem świątecznych obchodów są procesje do czterech ołtarzy, specjalnie przygotowanych poza świątynią czy kaplicą na ulicach i pośród domów, połączone z czytaniami biblijnymi dotyczącymi tajemnicy Eucharystii, oraz uroczyste błogosławieństwo wiernych Najświętszym Sakramentem. Te obrzędy wrosły w duchowy krajobraz Polski tak bardzo, że stały się integralną częścią rodzimej kultury, przypominając, że religia nigdy nie była, nie jest, ani nie może być sprawą prywatną człowieka. Jest natomiast jego sprawą osobistą, to znaczy każdy z nas dokonuje wyboru swej religii i sposobu wyrażania czci Bogu, lecz dokonawszy wolnego wyboru ma obowiązek publicznego wyznawania wiary. Z tego wynika potrzeba dawania świadectwa i ewangelizowania, zgodnie z nauczaniem Pawła: „Ilekroć bowiem spożywacie ten chleb i pijecie kielich, śmierć Pana głosicie, aż przyjdzie” (1 Kor 11,26).

(…)

Ks. prof. Waldemar Chrostowski

Jest to fragment książki „Eucharystia”. Więcej o książce tutaj: https://bialykruk.pl/ksiegarnia/ksiazki/eucharystia-

źródło:Fronda.pl 

 

Boże Ciało – Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa

 

Boże Ciało – Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa

Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa, Boże Ciało jest jednym z głównych świąt obchodzonych w Kościele katolickim. Choć świadomość niezwykłego cudu przemiany konsekrowanego chleba i wina w rzeczywiste Ciało i Krew Chrystusa towarzyszyła wiernym od początku chrześcijaństwa, jednak trzeba było czekać aż dziesięć stuleci, zanim zewnętrzne przejawy tego kultu powstały i zadomowiły się w Kościele katolickim.

Uroczystość Bożego Ciała ma charakter dziękczynny. To święto zjednoczenia z Chrystusem poprzez Eucharystię. Jest to święto ruchome, obchodzone 60 dni po Wielkanocy. Najwcześniej może przypaść 21 maja, najpóźniej – 24 czerwca

Uroczystość, która wyrosła na podłożu adoracyjnego kierunku pobożności eucharystycznej rozwijającej się na Zachodzie od przełomu XI i XII w., przeżywana jest obecnie w czwartek po uroczystości Trójcy Świętej. Bezpośrednią przyczyną ustanowienia uroczystości Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa były objawienia św. Julianny z Cornillon. Pod ich wpływem bp Robert ustanowił w 1246 r. święto Bożego Ciała, początkowo dla diecezji Liege.

W 1252 r. legat papieski rozszerzył obchodzenie tego święta na Germanię natomiast papież Urban IV bullą „Transiturus” z 1264 r. ustanowił Boże Ciało świętem obowiązującym w całym Kościele jako „zadośćuczynienie za znieważanie Chrystusa w Najświętszym Sakramencie, błędy heretyków oraz uczczenie pamiątki ustanowienia Najświętszego Sakramentu”.

Śmierć Urbana IV przeszkodziła ogłoszeniu bulli. Dokonał tego papież Jan XXII (w 1334 r.), natomiast papież Bonifacy IX polecił w 1391 r. wprowadzić święto Bożego Ciała wszędzie tam, gdzie jeszcze nie było ono obchodzone.

W Polsce jako pierwszy wprowadził to święto bp Nankier w 1320 r. w diecezji krakowskiej, natomiast w Kościele unickim – synod zamojski w 1720 r. W Kościele katolickim w Polsce pod koniec XIV w. święto Bożego Ciała było obchodzone już we wszystkich diecezjach. Było ono zawsze zaliczane do świąt głównych. Od końca XV w. przy okazji tego święta udzielano błogosławieństwa Najświętszym Sakramentem.

Prawdziwa obecność Chrystusa w Eucharystii

Kościół od samego początku głosił wiarę w realną obecność Chrystusa w Najświętszym Sakramencie. Chrystus ustanowił Najświętszy Sakrament przy Ostatniej Wieczerzy. Opisali to trzej Ewangeliści: Mateusz, Marek i Łukasz oraz i św. Paweł Apostoł. Prawdziwa i rzeczywista obecność Jezusa Chrystusa pod postaciami chleba i wina opiera się według nauki Kościoła na słowie Jezusa: „To jest Ciało moje … To jest krew moja” (Mk 14,22.24).

Nowy Katechizm Kościoła Katolickiego mówi, iż „sposób obecności Chrystusa pod postaciami eucharystycznymi jest wyjątkowy… W Najświętszym Sakramencie Eucharystii są zawarte prawdziwie, rzeczywiście i substancjalnie Ciało i Krew wraz z duszą i Bóstwem Pana naszego Jezusa Chrystusa, a więc cały Chrystus” (KKK 1374).

Kult Najświętszego Sakramentu

Od XVI w. przyjęła się w Kościele praktyka 40-godzinnej adoracji Najświętszego Sakramentu. Praktykę tę wprowadził do Mediolanu św. Karol Boromeusz w 1520 r. Dzisiaj jest ona obecna w całym Kościele. Zostały założone nawet specjalne zakony, których głównym celem jest nieustanna adoracja Chrystusa w Najświętszym Sakramencie. W Polsce istnieją trzy zakony od wieczystej adoracji: benedyktynki-sakramentki, franciszkanki od Najświętszego Sakramentu i eucharystki.

Procesje

Procesje eucharystyczne w dniu Bożego Ciała wprowadzono nieco później niż samo święto. Pierwszym śladem ich istnienia jest wzmianka o uroczystej procesji przed sumą w Kolonii w latach 1265-75. Podczas procesji niesiono krzyż z Najświętszym Sakramentem. W ten sposób nawiązywano do dawnego zwyczaju zabierania w podróż Eucharystii dla ochrony przed niebezpieczeństwami.

KORONKA DO JEZUSA CHRYSTUSA W NAJŚWIĘTSZYM SAKRAMENCIE

Koronka

Ostatnie Boże Ciało w życiu Jana Pawła II

Z notatek kardynała Krajewskiego:
Pamiętam ostatnie Boże Ciało w życiu Jana Pawła II. W Rzymie, wieczorem, Msza Święta sprawowana jest w  bazylice Świętego Jana na Lateranie, a  później procesja idzie do bazyliki Matki Bożej Większej. Papież jechał w samochodzie.

Był widoczny dla wszystkich. Siedział przed Najświętszym Sakramentem, bo już nie mógł klęczeć. Klęczałem z arcybiskupem Marinim obok Jana Pawła II. W pewnym momencie Ojciec Święty dał nam znak chusteczką. Zbliżyłem się do niego. Powiedział, że chciałby uklęknąć. Zadrżałem. Mówię: „Ojcze Święty, może troszkę później, bo samochód trzęsie i droga jeszcze daleka”.

Ojcu Świętemu to się nie spodobało. Ale zaakceptował to, co powiedziałem. Chwilę później znowu dał znak chusteczką: „Może jednak uklęknę” – powiedział. „Ojcze Święty, droga jeszcze daleka, może na wysokości kościoła Redemptorystów?” – odpowiedziałem z drżeniem i usłyszałem charakterystyczne mruczenie. Tak robił Papież, gdy coś mu się nie podobało. Wiedziałem już, że żartów nie ma.

W pewnym momencie Ojciec Święty się odwrócił i już o nic nie pytał: „Tam jest Pan Jezus! Ja chcę uklęknąć!” – usłyszałem. Z arcybiskupem Marinim pomogliśmy mu wstać i uklęknąć na klęczniku. Nie było to łatwe, bo Jan Paweł II zawsze był potężnym człowiekiem. Niestety, Ojciec Święty złapał się klęcznika z  całej siły, ale nie mógł się utrzymać.

Ta chwila adoracji trwała może dwadzieścia sekund. Po tym czasie powiedział: „Jednak usiądźmy”. To było dla mnie ogromne, dramatyczne przeżycie…