Rozmowa z JE księdzem biskupem Athanasiusem Schneiderem
„Przed Jego Majestatem aniołowie kryją twarz”. Rozmowa z biskupem Athanasiusem Schneiderem
Fot. www.krasaliturgie.cz
O dzieciństwie
spędzonym w Związku Sowieckim, wyniesionej ze swej młodości głębokiej
czci dla Najświętszego Sakramentu, o gorszących nadużyciach
liturgicznych, roli kobiet w Kościele, o świętym kapłaństwie mówi w
rozmowie z dwumiesięcznikiem „Polonia Christiana” JE Athanasius
Schneider, biskup pomocniczy Archidiecezji Najświętszej Maryi Panny w Astanie (Kazachstan).
Ksiądz Biskup jest z pochodzenia Niemcem,
urodzonym jednakże i wychowanym na terenie byłych republik sowieckich.
Jak do tego doszło?
Na początku XIX wieku (w latach 1809-1810) miała
miejsce wielka emigracja farmerów z Niemiec południowo-wschodnich do
regionu Morza Czarnego, znajdującego się na terenie dawnego Imperium
Rosyjskiego. Emigrowali mieszkańcy Badenii, Alzacji, Lotaryngii i
Palatynatu. Car Rosji nieodpłatnie nadał im działki bardzo żyznej ziemi
(czarnoziem). Przybysze mieli prawo założyć wioski, w których mówiono
wyłącznie po niemiecku i które zachowywały religijną odrębność (istniały
więc wioski czysto katolickie i luterańskie) i które nosiły niemieckie
nazwy, takie jak Strassburg, Elsass, Karlsruhe, Baden, Mannheim, Speyer,
itd. ... Moi przodkowie byli emigrantami z północnej Alzacji, z okolic
miast Seltz i Hagenau. Żyli tam (w rejonie Morza Czarnego – przyp. IP)
aż do II wojny światowej. Po wojnie stalinowski reżim deportował ich do
różnych miejsc na terenie Związku Sowieckiego, w których byli
internowani i skazani na ciężkie roboty. Moi rodzice zostali deportowani
do gór Uralu. Gdy odzyskali wolność, przenieśli się do centralnej Azji,
do Kirgistanu, w którym przyszedłem na świat.
Dzieciństwo Waszej Ekscelencji z
pewnością naznaczone było wszechobecnymi prześladowaniami Wiary przez
terror sowiecki. W jakich warunkach przyszło Ekscelencji i Jego Rodzinie
praktykować Wiarę? W jaki sposób rozwijało się życie religijne Księdza
Biskupa i kto odegrał w nim najważniejszą rolę?
Celem reżimu komunistycznego było ustanowienie
społeczeństwa bez Boga. Każdy publiczny gest religijny lub publiczny
kult był zatem zabroniony. Wiara była przeżywana i przekazywana przez
rodziny, dzięki rodzinie katolickiej jako kościołowi domowemu. Miałem
ten wielki przywilej i wielkie szczęście przyjść na świat w bardzo
katolickiej rodzinie i można powiedzieć, że wyssałem wiarę katolicką z
mlekiem matki. W czasach prześladowania i pod nieobecność kapłanów
(która trwała czasem kilka lat) moi rodzice celebrowali i uświęcali
niedzielę odmawiając z nami, dziećmi, zwykłe modlitwy w godzinach
porannych. Później przenieśliśmy się do Estonii, gdzie mieliśmy księdza i
kościół oddalony o około 100 kilometrów. Zatem pokonywaliśmy zawsze tę
odległość, aby uczestniczyć we Mszy Świętej. Uważaliśmy, że jest to
bardzo niewielka odległość i lubiliśmy te niedzielne podróże do
kościoła, mimo iż wymagały one pewnych poświęceń. Nasza rodzina miała
zaszczyt osobiście znać dwóch świątobliwych kapłanów: błogosławionego
Ojca Alexija Zaritzkiego, ukraińskiego księdza ze Lwowa, który zmarł
śmiercią męczeńską w gułagu w Karagandzie w 1963 r., i który został
beatyfikowany w 2001r., oraz ojca Janisa Andreasa Pavlovsky’ego,
łotewskiego kapucyna, który cierpiał jako wyznawca wiary w gułagu w
Karagandzie. Był on moim proboszczem w Estonii i zmarł w opinii
świętości w Rydze w 2000 r.
W latach siedemdziesiątych XX w.
nastoletniemu podówczas Księdzu Biskupowi i Jego Rodzinie zezwolono na
powrót do Niemiec. Wreszcie możliwe stało się swobodne praktykowanie
Wiary. Jakie były pierwsze doświadczenia Waszej Ekscelencji w tym
zakresie? Mówimy o czasach, w których wprowadzonych zostało już wiele z
niefortunnych, posoborowych reform liturgicznych.
My, którzy praktykowaliśmy wiarę katolicką w czasach
prześladowania, wyobrażaliśmy sobie Niemcy i świat zachodni jako “raj”. W
prześladowanym Kościele żyliśmy głęboką wiarą, zachowując wielką cześć
dla wszelkiej świętej rzeczywistości, dla kapłana, liturgii i przede
wszystkim dla Komunii Świętej.
Tym, co głęboko nas zaszokowało, był brak czci i
sacrum w liturgii Mszy Świętej. Po raz pierwszy w naszym życiu
obserwowaliśmy niewyobrażalną scenę rozdzielania Komunii Świętej na
rękę. Wydało się nam czymś tak banalnym i tak pospolitym jak rozdawanie
ciastek. Gdy wróciliśmy do domu, odczuwaliśmy w naszych duszach cichy
ból. Gdy moja matka zauważyła, że podobne sceny mają miejsce w prawie
wszystkich kościołach, które odwiedzaliśmy, głęboko cierpiała i płakała.
Ekscelencja często podkreśla, że Komunia
Święta powinna być przyjmowana wyłącznie do ust i w pozycji klęczącej.
Jakie są największe ryzyka i konsekwencje szerzącej się praktyki
przyjmowania Komunii Świętej na rękę (zarówno w kategoriach
obiektywnych, jak i odnośnie do wiary danej osoby)?
Największym ryzykiem i najcięższą konsekwencją
praktyki udzielania Komunii Świętej na rękę jest olbrzymia utrata
cząstek Eucharystii i to, że cząstki te są deptane przez ludzkie stopy w
naszych kościołach. Następnym poważnym ryzykiem jest ogromna łatwość
kradzieży konsekrowanych Hostii. Praktykowanie przyjmowania Komunii
Świętej na rękę przez dłuższy czas wyraźnie osłabia wiarę w Realną
Obecność i w Przeistoczenie, ponieważ Najświętszy spośród Świętych
traktowany jest jak zwykły pokarm, bez przekonujących gestów adoracji.
Niektórzy katolicy, którzy popierają
przyjmowanie Komunii Świętej na rękę (lub po prostu są do tej praktyki
przyzwyczajeni), przekonują, że ludzka dłoń grzeszy mniej niż usta.
Mówią, że gest trzymania naszego Zbawiciela w dłoniach daje im piękną
możliwość adorowania Go przez chwilę. Twierdzą oni również, że pozycja
klęcząca uwłaczałaby ich ludzkiej godności oraz że pozycja stojąca jest
bardziej stosowna i równie pełna szacunku. Jak Ksiądz Biskup
odpowiedziałby na powyższe argumenty?
Organy naszego ciała (dłoń, język itd.) nie są winne
grzechu. Grzech przypisywany jest osobie ludzkiej. Organy używane przez
osobę ludzką w celu popełnienia grzechu zawsze pozostają niewinne.
Dlatego nonsensem jest przeciwstawianie dłoni ustom. Adorowanie naszego
Pana przez świeckich poprzez trzymanie konsekrowanej Hostii w dłoniach
zaprzecza całej tradycji Kościoła powszechnego. Ta praktyka jest
subiektywistycznym, mimo iż pobożnym, nadużyciem. Kościół zawsze
rezerwował prawo dotykania sakramentalnego Ciała Chrystusa dla
wyświęconych kapłanów. Wyjątki czynione były z obiektywnych powodów w
czasach prześladowania lub w stanie absolutnie wyższej konieczności,
lecz nigdy po to, aby zaspokoić indywidualną pobożność. Nawet w
pierwszych wiekach Komunia Święta nigdy nie była dotykana przez
świeckich palcami, lecz przyjmowali ją oni bezpośrednio ustami z dłoni, a
kobiety przykrywały swoje dłonie białą tkaniną. Pozycja stojąca ma
swoją wartość i swój czas. Jest to typowo chrześcijańska pozycja,
ponieważ chrześcijanin jest osobą, która została odkupiona, żyje nowym
życiem i wierzy w zmartwychwstanie ciała. Ale pozycja klęcząca jest
również pozycją typowo chrześcijańską i używana jest w momentach i w
aktach adoracji Boga, Chrystusa, Boga Wcielonego. Używana jest także,
aby wyrazić modlitwy błagalne, pokutę i skruchę. Sam nasz Pan modlił się
klęcząc, czynili tak również apostołowie i niewiasty w poranek
Zmartwychwstania. Klęczącą postawę widzi się w Niebieskim Jeruzalem, w
którym Aniołowie wraz z odkupioną ludzkością upadają na kolana, a nawet
na twarz, aby adorować Chrystusa, Baranka Bożego. Dlatego najbardziej
biblijnym, najwłaściwszym i najbardziej logicznym gestem w momencie, w
którym wierny wita i przyjmuje Baranka Bożego pod postacią chleba, jest
pozycja klęcząca.
Mówimy, że wierzymy w Boga, lecz nie
potrafimy okazywać Mu należnej czci; próbujemy to robić na swój własny,
często godny pożałowania sposób. Jakie są, według Ekscelencji, przyczyny
zaniku czci dla naszego Pana Jezusa Chrystusa? Jakie duszpasterskie i
katechetyczne rozwiązania mogłyby, według Księdza Biskupa, przywrócić tę
cześć?
Ludzka natura składa się z części widzialnej i części
niewidzialnej, czyli z unii duchowej duszy i materialnego ciała. W
rezultacie człowiek musi działać zgodnie ze swoją naturą, co w naszym
przypadku oznacza to, iż musi on adorować Boga jednocześnie w akcie
wewnętrznym i akcie zewnętrznym. Akt wewnętrzny jest najważniejszy i
ożywia on akt zewnętrzny, lecz z tego powodu akt zewnętrzny nie może
zostać zaniedbany. Wyłączne podkreślanie aktu wewnętrznego przy
jednoczesnym zaniedbaniu aktu zewnętrznego prowadzi nas ku nieludzkiej
postawie platonizmu lub gnostycyzmu. Podkreślanie jedynie aktu
zewnętrznego, przy jednoczesnym zapomnieniu i zaniedbaniu aktu
wewnętrznego, prowadzi nas ku hipokryzji i martwemu formalizmowi. Nasz
Pan powiedział: „To zaś należało czynić, a tamtego nie opuszczać” (Mt
23:23). Aby przywrócić cześć niezbędne jest, aby nauczać oraz wiernie i
kompletnie głosić prawdę o Sakramencie Eucharystycznym, szczególnie o
Realnej Obecności i o Przeistoczeniu; musi temu towarzyszyć wprowadzenie
zewnętrznych gestów czci.
Mimo iż możliwość przyjmowania Komunii
Świętej na rękę została wprowadzona w Polsce w 2005 r., wciąż nie stała
się ona, dzięki Bogu, powszechną praktyką. Wprowadzane są jednakże inne,
zasmucające nowości: krzesło celebransa umieszczane jest centralnie
między Tabernakulum a ołtarzem, co sprawia, że kapłan siedzi tyłem do
Pana Jezusa; ministranci przechodzący z jednej strony prezbiterium na
drugą kłaniają się nabożnie (choć raczej bezmyślnie) w kierunku pustego
stołu ołtarzowego, wypinając się jednocześnie w kierunku Sanctissimum,
Króla Królów. Obserwujemy zjawisko „fraternizacji” wiernych, zwłaszcza
młodzieży, z Jezusem Chrystusem. Owej „fraternizacji” towarzyszy
trywializacja i infantylizacja sposobu, w jaki oddajemy kult Bogu i jest
ona często aprobowana lub wręcz promowana przez kapłanów. Gdy próbuje
się rozmawiać na ten temat z proboszczami, często zasłaniają się oni
najnowszymi wskazówkami liturgicznymi lub potrzebami duszpasterskimi i w
zasadzie nie chcą podejmować odnośnej dyskusji z „naprzykrzającymi się”
wiernymi. Jakich argumentów powinniśmy używać, aby przekonać naszych
duszpasterzy, że lex orandi w zasadniczy sposób wpływa na lex credendi?
Czy jako osobom świeckim wolno nam w ogóle napominać naszych kapłanów (w
sposób, jaki nakazał nam Pan Jezus w Ewangelii) za każdym razem, gdy
szacunek dla Pana Jezusa narażony jest na szwank?
Nadprzyrodzona znajomość prawdy wiary o wielkości
tajemnicy eucharystycznej musi przede wszystkim wzrastać wśród
duchowieństwa. Również prawidła autentycznego kultu chrześcijańskiego i
katolickiego muszą być lepiej poznane, zgodnie z niezmienną Tradycją i
odwiecznym nauczaniem Magisterium (perennis sensus Ecclesiae).
Fundamentalne prawo kultu Bożego brzmi następująco: Bóg, Chrystus,
wieczność, jest centrum i wszystkie aspekty i szczegóły kultu muszą być
ustawicznie Jemu podporządkowane i na Niego nastawione (tak nauczał
Sobór Watykański II w „Sacrosanctum Concilium”, Art. 2). Gdy celebrans
stawia swoje krzesło w centrum, w widoczny sposób podkreśla on, że
centrum liturgii jest człowiek. Jest to sprzeczne z nauczaniem Kościoła,
a szczególnie z wyżej wspomnianym nauczaniem Soboru Watykańskiego II.
Natomiast gdy Tabernakulum i duży krzyż z wizerunkiem Chrystusa
pozostaje w centrum, a krzesło celebransa stoi z boku, podkreślona jest
wyraźnie prawda o tym, że to Chrystus jest przewodniczącym, liderem i
głową każdej liturgii
eucharystycznej. Chrystus jest Głową Swojego
Mistycznego Ciała i dlatego Chrystus jest również Głową Swojego
„liturgicznego ciała”. Ponieważ Chrystus jest wcielony, a liturgia jest
sakramentalna, widzialna i niesie znaki, prawda o tym, że Chrystus jest
centrum i Głową, również musi być widzialna, to znaczy: Jego Realna
Obecność w Tabernakulum i Jego widzialny wizerunek na Krzyżu muszą
znajdować się w centrum kościoła i w centrum liturgii eucharystycznej.
Sobór Watykański II i Prawo Kanoniczne zachęcają
wiernych do tego, aby komunikowali oni duchownym swój niepokój o duchowe
dobro Kościoła („Lumen Gentium”, kk 37; kanon 212 i kanon 213 KPK).
Dlatego każdy świecki ma prawo prosić duchownych, aby korygowali
skandale i nadużycia, które sprzeczne są z duchowym dobrem dusz i z
prawami samego Boga. Kościół daje wiernym następujące prawo: „Każdy
katolik, czy to kapłan, czy diakon, czy wierny świeci ma prawo zgłosić
skargę na nadużycie liturgiczne przed biskupem diecezjalnym lub równym
mu w prawach kompetentnym ordynariuszem, lub przed Stolicą Apostolską na
mocy prymatu Biskupa Rzymu.” (Redemptionis Sacramentum, 184).
Błogosławiony Jan Paweł II powiedział w
1980 r., że “dotykanie konsekrowanych cząstek i rozdawanie ich własnymi
rękami jest przywilejem kapłanów”. Co Ekscelencja sądzi o świeckich
szafarzach rozdających Komunię Świętą? Mimo iż (przynajmniej w Polsce)
szafarzami mianowani są zazwyczaj starannie wybrani, szanowani
mężczyźni, mężowie i ojcowie, ich niejednoznaczna, rosnąca rola rodzi
pewien niepokój.
Rozdzielanie Komunii Świętej podczas Ofiary
Eucharystycznej przez świeckich jest sprzeczne z całą tradycją Kościoła
powszechnego (Wschodniego i Zachodniego) i nigdy nie było praktykowane.
Jest ono absolutnym novum i prawdziwym zerwaniem z Tradycją. W
czasach prześladowania [świeccy i] eremici na pustyni mogli rozdawać
wiernym Komunię Świętą, lecz miało to zawsze miejsce poza Mszą Świętą.
Wprowadzenie świeckich szafarzy usprawiedliwiane jest chęcią
zaoszczędzenia czasu i odciążenia księży w trakcie rozdzielania Komunii
Świętej tłumom ludzi. Gdy zdamy sobie sprawę z nieporównywalnej
wielkości i świętości Komunii Świętej i z tego, że moment przyjęcia
Eucharystycznego Pana naprawdę jest kulminacyjnym punktem życia
katolika, wówczas nikt – ani kapłan, ani wierny – nie będzie spoglądał
na zegarek odliczając minuty, nie będzie też lamentował nad
okolicznościami powodującymi zmęczenie. Współczesna rzeczywistość
wygląda następująco: w kościołach, w których świeccy szafarze
zaangażowani są w rozdzielanie Komunii Świętej, kapłan po Mszy Świętej
marnuje czas na pogaduszki z ludźmi lub na internet i oglądanie
telewizji. W takich przypadkach ksiądz marnuje często więcej czasu po
Mszy Świętej niż zużyłby go na rozdzielanie Komunii Świętej samemu i bez
udziału świeckich szafarzy. Kolejne usprawiedliwienie angażowania
świeckich szafarzy brzmi następująco: aby wyrazić aktywne uczestnictwo
świeckich w liturgii. Jest to błędne pojmowanie aktywnego uczestnictwa,
sprzeczne z nauczaniem Magisterium i Tradycją Kościoła. Rozdzielanie
Komunii Świętej jest zasadniczą częścią posługi wyświęconych kapłanów i
nigdy w nie było w Kościele sposobem aktywnego uczestnictwa laikatu.
Sobór Watykański II naucza: „W odprawianiu liturgii każdy spełniający
swą funkcję, czy to duchowny, czy świecki, powinien czynić tylko to i
wszystko to, co należy do niego z natury rzeczy i na mocy przepisów
liturgicznych.” (Sacrosanctum Concilium, KL 28) oraz „Celem wzmożenia
czynnego uczestnictwa należy pobudzać wiernych do wykonywania aklamacji,
odpowiedzi, psalmów, antyfon, pieśni jak również czynności czy gestów
oraz przybierania właściwej postawy ciała. W odpowiednim czasie należy
zachować także pełne czci milczenie” (tamże, KL 30). Nie istnieje
wzmianka o świeckich szafarzach Komunii Świętej jako o środku aktywnego
uczestnictwa, ponieważ takie rozumienie i taki środek są sprzeczne z
odwieczną tradycją Kościoła i zaprzeczają następującej zasadzie, jakiej
naucza Sobór Watykański II:
„Wreszcie nowości należy wprowadzać tylko wtedy, gdy
tego wymaga prawdziwe i niewątpliwe dobro Kościoła, z zastrzeżeniem
jednak, aby formy nowe wyrastały niejako organicznie z form już
istniejących.” (tamże, KL 23).
W swojej pięknej książce poświęconej
Komunii Świętej, zatytułowanej “Dominus Est”, Ksiądz Biskup opisał rolę
“eucharystycznych kobiet” w sowieckim podziemiu, które pod nieobecność
kapłanów zdołały przechować płomień Wiary poprzez adorację naszego Pana w
Najświętszym Sakramencie i przez przyjmowanie Pana Jezusa choćby w
sposób duchowy. Ekscelencja opisał poruszającą historię swojej Matki,
Marii Schneider, której ukrywający się kapłan w drodze wyjątku zezwolił
osobiście udzielić Komunii Świętej jej ciężko chorej matce, pod
warunkiem, że uczyni to ona z największym możliwym szacunkiem. Matka
Księdza Biskupa założyła na dłonie nowe, białe rękawiczki i za pomocą
pęsety podała Komunię Świętą swojej matce. Następnie spaliła kopertę, w
której przechowywana była konsekrowana Hostia. W przeciwieństwie do
powyżej opisanego, pełnego największej czci zachowania kobiet
działających w stanie wyższej konieczności, dzisiaj rodzi się wiele
wątpliwości związanych z rosnącą aktywnością kobiet we wszystkich
obszarach służby liturgicznej (jako ministrantki, szafarki Komunii
świętej lub nawet jako „asystentki pastoralne”). Jakie powinny być
granice aktywizmu liturgicznego kobiet i jakich argumentów należy
używać, aby odwodzić kobiety od nadmiernego angażowania się w służbę
ołtarza?
Rola kobiet w Kościele została określona przez samego
Boga i zgodna jest z prawami, które Bóg w Swojej mądrości i miłości
zapisał w ramach wyjątkowości istoty i czynów kobiety. Porządek
stworzenia ludzkiej natury w dwóch płciach odzwierciedla piękno i
wzajemne uzupełnianie się, a nie rywalizację. W nadprzyrodzonym porządku
życia Kościoła nadrzędnym i najpiękniejszym wzorem kobiety
chrześcijańskiej jest Maryja, Matka Boga. Najgłębszą i najpiękniejszą
cechą charakterystyczną kobiety jest macierzyństwo. Chrystus, Wcielony
Bóg i Odwieczny Najwyższy Kapłan przyjął ludzką naturę w płci męskiej i w
Swojej Mądrości nierozerwalnie połączył istotę urzędowego kapłaństwa we
wszystkich jego stopniach i we wszystkich formach posługi z płcią
męską, gdyż symbolizuje ono duchowe ojcostwo samego Chrystusa. Stopniami
kapłaństwa Chrystusowego są episkopat i prezbiterat i w tej jakości
stanowią one najwyższy poziom służby ołtarza. Można by powiedzieć:
biskup i kapłan są akolitami, ministranci i lektorzy również. Diakonat w
swojej służbie ołtarza i słowa symbolizuje tę posługę episkopatu i
prezbiteratu w konkretnej i sakramentalnej formie. Wszystkie inne
święcenia i formy posługi poniżej diakonatu (subdiakon, akolita, lektor,
ministrant) są ćwiczeniami diakonatu w formie niesakramentalnej i służą
rozwojowi do roli diakonatu, a ostatecznie również do prezbiteratu i
episkopatu. Zgodnie z tą prawdą powszechna i odwieczna tradycja Kościoła
nigdy nie dopuszczała kobiet do służby ołtarza i słowa podczas Ofiary
Eucharystycznej, która jest sama w sobie liturgią urzędowego kapłaństwa.
Podczas liturgii godzin, która nie jest kapłańską i ofiarną liturgią w
sensie ściśle urzędowym, osoby świeckie, w tym kobiety, mogą jednakże
pełnić rolę lektora. Najwyższym wzorem liturgii ofiarnej w sensie ściśle
urzędowym jest liturgia Ostatniej Wieczerzy, na której obecnych było
tylko dwunastu apostołów i nie było nawet Maryi, Matki Boga.
Wieczernikowi Ostatniej Wieczerzy odpowiada przestrzeń ołtarza lub
“prezbiterium” w dzisiejszych kościołach. Dlatego podczas Liturgii
Eucharystycznej kobiety nigdy nie były aktywne w przestrzeni ołtarza,
lecz w nawie kościoła, ponieważ nawa symbolizuje powszechne kapłaństwo i
łącznie z przestrzenią ołtarza, “prezbiterium”, tworzy cały Kościół lub
całe kapłaństwo Chrystusa, składające się z kapłaństwa urzędowego i
kapłaństwa powszechnego jako jednego ciała, pełniącego jednakże
zasadniczo odmienne role (Sobór Watykański II, Lumen Gentium, 10).
Chciałabym zapytać o higieniczny aspekt
przyjmowania Komunii Świętej do ust. Uważam, że niemożliwe jest, aby
jakakolwiek choroba mogła być przenoszona przez Pana Jezusa, który jest
istotowo obecny w konsekrowanej Hostii i według mojej wiedzy nigdy w
historii Kościół nie został oskarżony o spowodowanie lub o
rozprzestrzenianie jakiejkolwiek epidemii. Mimo tego, niedawno zdarzyło
się, że przyjmowanie Komunii Świętej do ust zostało tymczasowo zakazane,
a rozdzielanie Komunii Świętej na rękę zostało narzucone (sic!) przez
jedną z Konferencji Episkopatu z obawy przed świńską grypą. Jak można
się było spodziewać, skutkiem tej decyzji był błyskawiczny, drastyczny
zanik szacunku dla Najświętszego Sakramentu i nawet po tym, jak powyższy
zakaz został uchylony, nikt nie przyjmuje już w tym kraju Komunii
Świętej do ust ze względu na “troskę o higienę”, która niestety
zdominowała wiarę w Realną Obecność. Chciałabym spytać Księdza Biskupa,
czy podobne przypadki epidemii można w ogóle traktować jako uzasadniony
powód dla wprowadzenia Komunii Świętej na rękę? Czy zalecenie
Episkopatu, aby przyjmować Komunię Świętą duchową, byłoby dopuszczalną
alternatywą w przypadkach epidemii?
Faktycznie, w ciągu dwóch tysięcy lat liturgii
chrześcijańskiej nigdy nie słyszano, żeby przez Komunię Świętą
przenoszone były choroby lub epidemie. Udowodniono, że dłoń zawiera
więcej bakterii niż język. Każdy używa śliny, aby dokonać pierwszej
dezynfekcji rany, lecz nikt nie używa w tym celu palca. Dłoń osoby,
która przyjmuje Komunię Świętą na rękę, zwykle dotykała uprzednio wielu
przedmiotów, na których jest pełno bakterii lub nawet brudu: klamki
drzwi w środkach transportu publicznego i w kościele, lecz przede
wszystkim monety i banknoty. Takimi nieumytymi palcami osoby te dotykają
konsekrowanych Hostii, zostawiając na Hostii olbrzymie ilości bakterii i
taką Hostię pełną bakterii wkładają sobie spokojnie do ust. Doprawdy
przyjmowanie Komunii Świętej na rękę jest wysoce niehigieniczne. Jeśli
władze diecezjalne szczerze kierują się “troską o higienę”, powinny
przede wszystkim zakazać Komunii Świętej na rękę. W pewnych rzadkich
przypadkach szczególnie niebezpiecznych epidemii zalecenie przyjmowania
Komunii Świętej duchowej mogłoby być dopuszczalną alternatywą. Istotnie
musimy na nowo odkryć i docenić owocną praktykę Komunii Świętej
duchowej.
Moje następne pytanie dotyczy sposobów
unikania ryzyka świętokradztwa w czasie Mszy Świętych sprawowanych dla
dużych zgromadzeń ludzkich i na których mogą znaleźć się również ludzie,
którzy nie zostali ochrzczeni w wierze katolickiej (lub w ogóle nie są
chrześcijanami), którzy przychodzą na Mszę Św. z ciekawości i którzy
mimo to przyjmują Komunię Świętą. Z pewnością praktyka rozdzielania
Komunii Świętej do ust, którą przywrócił nasz umiłowany Papież Senior
Benedykt XVI i którą podtrzymał Ojciec Święty Franciszek, jest
naturalnym “filtrem”, który może powstrzymać niekatolików przed
przyjmowaniem Ciała Chrystusa. Jakie inne środki ostrożności mogłyby
zostać wprowadzone przez kapłanów w sytuacjach, w których ryzyko
popełnienia świętokradztwa jest zbyt wysokie?
Kościół od początków swojego historycznego pielgrzymowania zawsze strzegł Najświętszego ze Świętych, Sanctissimum,
Ciała Chrystusa w sakramencie eucharystycznym, zgodnie z napomnieniem
naszego Pana: “Nie dawajcie psom tego, co święte, i nie rzucajcie swych
pereł przed świnie” (Mt 7:6). W Liturgii Eucharystycznej w pierwszych
wiekach, po liturgii słowa wszyscy katechumeni i wszyscy nieochrzczeni
byli odsyłani. Diakon ogłaszał: “Katechumeni, odejdźcie. Żaden
katechumen nie może pozostać”. Te słowa używane są w liturgii
bizantyjskiej po dziś dzień. W Kościele istniała
specjalna posługa liturgiczna „odźwiernego”
(ostiariusza), który miał pilnie czuwać, aby żadna nieochrzczona osoba
nie przyjęła Komunii Świętej i aby żadna osoba mająca złe intencje nie
zakłócała ani nie profanowała liturgii i świętego miejsca. Powszechne
przywrócenie funkcji i służby takiego odźwiernego jest realną potrzebą
duszpasterską w całym Kościele. W liturgii bizantyjskiej osoba, która
przyjmuje Komunię Świętą, musi wypowiedzieć swoje imię, musi ujawnić
swoją tożsamość wobec kapłana, który rozdziela Komunię Świętą. Ten
sposób czyni ryt Komunii Świętej bardziej osobistym, nadaje mu rodzinną
atmosferę, a zarazem pozwala lepiej zapobiegać profanacjom. [Praktyka
ta] mogłaby zostać zaadaptowana również przez Kościół rytu łacińskiego.
Katolicy, którzy idą do kościoła w
krajach Europy Zachodniej i pragną przyjąć Komunię Świętą na kolanach i
do ust, są czasem traktowani przez kapłanów z awersją. Zdarzyło mi się,
że ze łzami w oczach musiałam błagać księdza, aby udzielił mi Komunii
Świętej do ust, gdyż ten uparcie odmawiał. W końcu przystał na moją
prośbę, lecz uczynił to z wyraźnym obrzydzeniem. Jaka postawa jest,
według Waszej Ekscelencji, bardziej właściwa: zawsze nalegać i być
przygotowanym na reprymendę lub nawet na werbalny konflikt z kapłanem w
momencie, w którym powinniśmy koncentrować się już wyłącznie na naszej
wewnętrznej, a nie na zewnętrznej (zdawałoby się, oczywistej) dyspozycji
do przyjęcia Pana Jezusa? Czy powinniśmy raczej zdecydować się na
przyjęcie w podobnych sytuacjach Komunii Świętej duchowej, aby unikać
sytuacji raniących nasze serca i łamiących sumienia? Czy istnieje jakieś
inne, możliwe rozwiązanie?
Prawo Kościoła stanowi bardzo jasno: żaden kapłan ani
biskup nie ma prawa odmówić wiernemu Komunii Świętej tylko dlatego, że
wierny pragnie przyjąć ją w pozycji klęczącej i do ust. To prawo zostało
spisane w instrukcji „Redemptionis Sacramentum”, nr 91. Pogwałcenie tej
normy Kościół traktuje jako “poważne wykroczenie”, patrz wspomniana
Instrukcja, nr 173. Kościół napomina świętych szafarzy następującymi,
poważnymi słowami: „Każdy święty szafarz powinien się również poważnie
zapytać, czy respektował prawa wiernych świeckich, którzy z zaufaniem
powierzają mu siebie oraz swoje dzieci z przekonaniem, że wszyscy oni
dla dobra wiernych prawidłowo wykonują te zadania, które Kościół z
mandatu Chrystusa pragnie wypełnić, celebrując świętą liturgię. Każdy
bowiem powinien pamiętać, że jest sługą świętej liturgii.” (Redemptionis
Sacramentum, n. 186). Odmówienie wiernemu Komunii Świętej tylko
dlatego, że pragnie on ją przyjąć na kolanach lub na język, jest
przejawem aroganckiego klerykalizmu i klerykalnego despotyzmu.
Od około piętnastu lat Ekscelencja pełni
posługę kapłańską i biskupią w Kazachstanie. Przez wiele dziesiątek lat
wiernym w dawnym Związku Sowieckim nie wolno było słuchać Mszy Świętej;
pozbawieni byli oni kapłanów i możliwości korzystania z sakramentów.
Księża misjonarze, którzy przybyli na te tereny w latach
dziewięćdziesiątych XX w., siłą rzeczy odprawiali Msze Święte według
nowego mszału oraz wprowadzili szereg nowych, wcześniej nieznanych
praktyk liturgicznych i duszpasterskich, które nie były nacechowane
dawnym szacunkiem dla Sanctissimum. Jak katolicy, którzy wciąż pamiętali
Starą Mszę i których formacja religijna była dużo bardziej tradycyjna,
przyjęli owe nowości?
Nowy Ryt został wprowadzony w dawnym Związku
Sowieckim już na początku lat siedemdziesiątych. Lecz był on sprawowany w
duchu Starego Rytu, z głęboką wiarą i czcią. W mojej własnej parafii,
do której należałem w latach 1969-1973 w Tartu, Estonii, Msza Święta
sprawowana była według Novus Ordo, lecz versus Deum, przy głównym ołtarzu, po łacinie, Komunia Święta przyjmowana była przy
balaskach na klęcząco i na język. Zatem dla moich rodziców i dla mnie różnica między oboma „ordo” była prawie niedostrzegalna. Celebracja versus populum
została wprowadzona w Kazachstanie jeszcze w czasach Związku
Sowieckiego, lecz sposób celebracji był bardzo nabożny. Został on
wprowadzony z głębokiego posłuszeństwa dla instrukcji Stolicy
Apostolskiej. Po upadku i rozpadzie Związku Sowieckiego przybyło tam
wielu księży misjonarzy z różnych krajów. Niektórzy z tych kapłanów
wprowadzili praktyki liturgiczne sprzeczne z pobożnością cechującą życie
wiernych i odziedziczoną po czasach prześladowań. Takimi praktykami
było na przykład przyjmowanie Komunii Świętej na stojąco, używanie gitar
i klaskanie podczas Mszy Świętej, sentymentalne piosenki i piosenki na
świecką melodię śpiewane w czasie liturgii. Lecz, dzięki Bogu,
Konferencja Biskupów Katolickich Kazachstanu ustanowiła normę, zgodnie z
którą jedyny dopuszczalny sposób przyjmowania Komunii Świętej to
Komunia Święta przyjmowana w pozycji klęczącej i na język, z wyjątkiem
przypadków osób, których kondycja fizyczna uniemożliwia uklęknięcie.
Czy mógłby Ksiądz Biskup opisać wiarę
swojej trzódki? Czy wierni w Kazachstanie nadal okazują większą cześć
dla Najświętszego Sakramentu niż katolicy na Zachodzie? Czy ich
pobożność została może zbyt mocno naznaczona skutkami reżimu
ateistycznego?
Katolicy w Kazachstanie zachowali cenne dziedzictwo z
czasów prześladowania, to znaczy: głęboką wiarę, wielką cześć dla
liturgii, a przede wszystkim dla Świętej Eucharystii; zachowali jasną
świadomość grzechu, dlatego wierni często korzystają z sakramentu
pokuty; wielkie umiłowanie modlitwy, w szczególności adoracji
eucharystycznej; miłość i cześć dla kapłanów i biskupów; głębokie
poczucie i cześć dla sacrum.
We Wschodnich Kościołach w XX wieku nie
zostały zaprowadzone żadne drastyczne reformy liturgiczne. Czy, według
obserwacji Księdza Biskupa, w Kościołach tych został zachowany szacunek
dla Chrystusa Eucharystycznego, czy został on wykorzeniony pod wpływem
sowieckiego ateizmu?
Kościoły Wschodnie, zarówno katolickie, jak i
prawosławne, wciąż zachowują wielką cześć dla tradycji liturgicznej.
Zmienić liturgię jest dla nich czymś równoznacznym ze zmianą wiary. Są
one głęboko zakorzenione w wierności wierze i tradycji liturgicznej.
Postrzegają one liturgię jako święty skarb, który Kościół musi starannie
przechować i przekazać następnym pokoleniom. Taka postawa Kościołów
Wschodnich, w szczególności Kościołów prawosławnych, jest wartością,
która może i powinna wzbogacić Kościół łaciński w dzisiejszych dniach
wielkiego kryzysu doktrynalnego i liturgicznego. Jest to moje
doświadczenie wynikające z kontaktów z duchowieństwem i wiernymi
kościoła prawosławnego. Nauczenie się i przyjęcie liturgicznego ducha i
wierności od kościołów prawosławnych byłoby jednym z najlepszych
ekumenicznych gestów ze strony katolików.
Cześć, jaką okazujemy Panu Jezusowi,
nigdy nie jest doskonała. W jaki sposób możemy ćwiczyć się w nieustannym
zwiększaniu naszej czci dla Chrystusa? Czy Ksiądz Biskup mógłby
udzielić nam w tej kwestii kilku praktycznych wskazówek?
Przede wszystkim musimy lepiej poznać pełnię wiary
katolickiej na temat Eucharystii, w szczególności niezwykle bogate
dokumenty Magisterium. Pomocna będzie także lektura żywotów i przykładów
życia eucharystycznych świętych i męczenników. Musimy wyrażać naszą
wiarę za pomocą jasnych gestów czci, adoracji i pobożności wobec
Eucharystycznego Pana. Bardzo pomocną praktyką
przynoszącą owoce duchowe jest adoracja
eucharystyczna. Musimy promować adorację eucharystyczną w naszych
środowiskach, a nawet zakładać grupy lub bractwa czcicieli Eucharystii.
Musimy również pocieszać naszego Pana z powodu ogromnych i licznych
aktów świętokradztwa oraz braku szacunku i ofiarować w duchu pokuty,
poprzez dłonie Błogosławionej Dziewicy Maryi, Eucharystycznej Niewiasty,
akty pokuty i wynagrodzenia za przykładem Anioła, który objawił się
dzieciom w Fatimie.
Na zakończenie chciałabym spytać Księdza Biskupa o to, jaka jest, według Waszej Ekscelencji, definicja świętego kapłana.
Święty kapłan to taki kapłan, który świadomy jest tego, iż obiektywnie i ontologicznie jest on drugim Chrystusem, alter Christus, i który przy pomocy Bożej łaski próbuje codziennie coraz bardziej stawać się alter Christus,
również w swoim umyśle, w swoich intencjach, w swoich słowach i
czynach, zgodnie z duchem i przykładem Chrystusa, Odwiecznego
Najwyższego Kapłana, Dobrego Pasterza; który oddaje swoje życie za
wieczne zbawienie nieśmiertelnych dusz ludzkich, który nie troszczy się o
własny zysk, lecz wyłącznie o chwałę Bożą i o duchowe dobro dusz. A
największą pomoc w tym procesie zyska wtedy, jeśli codziennie sprawować
będzie z coraz głębszą wiarą i głębszą miłością ofiarę Mszy Świętej.
Rozmawiała Izabella Parowicz
+ Athanasius Schneider, Tytularny Biskup
Celeriny i Pomocniczy Biskup Archidiecezji Najświętszej Maryi Panny w
Astanie (Kazachstan).
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz