piątek, 29 marca 2024

Siedem słów Kościoła Chrystusowego – Ks. Karol Antoniewicz

 

Siedem słów Kościoła Chrystusowego – Ks. Karol Antoniewicz


„Kto‎ ‎da‎ ‎oczom‎ ‎moim‎ ‎źródło‎ ‎łez
i‎ ‎będę‎ ‎płakał‎ ‎we‎ ‎dnie‎ ‎i‎ ‎w‎ ‎nocy?“
.Jerem.‎ ‎IX.‎ ‎1.

 

Słowa‎ ‎to‎ ‎Jeremiasza‎ ‎proroka,‎ ‎bolejącego‎ ‎nad‎ ‎złością przeniewierczego‎ ‎ludu,‎ ‎który‎ ‎na próżno‎ ‎upominał,‎ ‎oznajmując‎ ‎mu‎ ‎przyszłe‎ ‎kary‎ ‎boże.‎ ‎I‎ ‎my,‎ ‎bracia‎ ‎moi,‎ ‎płacząc nad‎ ‎Męką‎ ‎Pana‎ ‎naszego,‎ ‎ozwać‎ ‎się‎ ‎możemy‎ ‎w‎ ‎te‎ ‎same słowa,‎ ‎wspominając‎ ‎na‎ ‎to,‎ ‎że‎ ‎nie‎ ‎wszyscy‎ ‎korzystają‎ ‎z‎ ‎tej łaski‎ ‎bożej,‎ ‎lekceważąc‎ ‎śmierć‎ ‎bożego‎ Syna‎ ‎i‎ ‎jego‎ cierpienia,‎ ‎nad‎ ‎które‎ ‎nic‎ ‎droższego,‎ ‎nic‎ ‎większego‎ ‎nie ma.‎ ‎

Płakał‎ ‎Jeremiasz‎ ‎prorok‎ ‎nad‎ ‎nieczułością‎ ‎i‎ ‎zatwardziałością ludu,‎ ‎i‎ ‎my‎ ‎płaczmy‎ ‎nad‎ ‎nieczułością‎ ‎własną‎ ‎i‎ ‎zatwardziałością‎ ‎grzeszników,‎ ‎co‎ ‎albo‎ ‎odwracają‎ ‎oczy‎ ‎od‎ Chrystusowego‎ ‎krzyża,‎ ‎albo,‎ ‎patrząc‎ ‎nań,‎ ‎odchodzą‎ ‎bez‎ ‎żadnej nauki,‎ ‎zimni‎ ‎i‎  obojętni,‎ ‎nie‎ ‎wywoławszy‎ ‎z‎ ‎piersi‎ ‎jednego westchnienia,‎ ‎jednej‎ ‎łzy‎ ‎nie‎ ‎uroniwszy‎ ‎nad‎ ‎grzechami swojemi.‎ ‎Jeżeli‎ ‎strata‎ ‎najukochańszej‎ ‎osoby,‎ ‎zadaje‎ ‎naszemu‎ ‎sercu‎ ‎ciężką,‎ ‎bolesną‎ ‎ranę,‎ ‎i‎ ‎płyną‎ ‎łzy‎ ‎obficie‎ ‎i‎ ‎długo jesteśmy‎ ‎niepocieszeni‎ ‎i‎ ‎smutni,‎ ‎to‎ ‎patrząc‎ ‎na‎ ‎śmierć‎ ‎Chrystusa,‎ ‎przez‎ ‎wielu‎ ‎nieopłakaną,‎ ‎nieocenioną‎ ‎i‎ ‎znieważoną,‎ ‎pomimowoli‎ ‎zawołać‎ ‎musimy;‎ ‎„o‎ ‎kto‎ ‎da‎ ‎oczom‎ ‎moim źródło‎ ‎łez‎ ‎i‎ ‎będę‎ ‎płakał‎ ‎we‎ ‎dnie‎ ‎i‎ ‎w‎ ‎nocy.”‎ ‎Płaczmyż‎ ‎duszą‎ ‎całą,‎ ‎patrząc‎ ‎na‎ ‎Chrystusa‎ ‎obciążonego‎ ‎krzyżem ciężkim,‎ ‎a‎ ‎długim,‎ ‎uginającego‎ ‎się‎ ‎i‎ ‎upadającego‎ ‎pod‎ ‎jego‎ ‎ciężarem‎ ‎po trzykroć,‎ ‎a‎ ‎za‎ ‎każdym‎ ‎razem‎ ‎raniącego‎ ‎na nowo‎ ‎ciało‎ ‎najświętsze,‎ ‎niedawno‎ ‎od‎ ‎stóp‎ ‎do‎ ‎głowy‎ ‎pokaleczone.‎ ‎Ubolewajmy‎ ‎nad‎ ‎ludem‎ ‎zaślepionym‎ ‎w‎ ‎złościach; spośród‎ ‎którego‎ ‎wychodzi‎ ‎Jezus,‎ ‎okryty‎ ‎pogardą‎ ‎i‎ ‎obelgami,‎ ‎ludem,‎ ‎co‎ ‎nie‎ ‎poznał‎ ‎dnia‎ ‎nawiedzenia‎ ‎Pańskiego.
Płaczmy‎ ‎i‎ ‎ubolewajmy‎ ‎z‎ ‎Maryą,‎ ‎Matką‎ ‎Jezusową,‎ ‎co‎ ‎razem‎ ‎z‎ ‎innemi‎ ‎pobożnemi‎ ‎niewiastami‎ ‎zabiega‎ ‎drogę‎ ‎najmilszemu‎ ‎synowi,‎ ‎żeby‎ ‎go‎ ‎pocieszyła‎ ‎i‎ ‎ulżyła‎ ‎cierpieniom jego,‎ ‎choć‎ ‎jednem‎ ‎słowem‎ ‎macierzyńskiego‎ ‎serca,‎ ‎choć jedną‎ ‎łzą‎ ‎współczucia.‎ ‎

A‎ ‎potem‎ ‎dalej,‎ ‎wstępując‎ ‎za‎ ‎Chrystusem‎ ‎na‎ ‎Golgotę,‎ ‎może‎ ‎się‎ ‎wstrzymajmy,‎ ‎żeby‎ ‎nas‎ ‎niepojęte‎ ‎cierpienia‎ ‎Boga-Człowieka‎ ‎nie‎ ‎zgorszyły,‎ ‎nie zmniejszyły‎ ‎wiary‎ ‎naszej,‎ ‎żebyśmy,‎ ‎jak‎ ‎uczniowie‎ ‎Pańscy,‎ ‎nie‎ ‎odbiegli‎ ‎od‎ ‎krzyża,‎ ‎przerażeni‎ ‎ogromem‎ ‎boleści.
Ale‎ ‎nie,‎ ‎bracia‎ ‎moi,‎ ‎idźmy,‎ ‎ach‎ ‎idźmy!‎ ‎aż‎ ‎pod‎ ‎stopy‎ ‎krzyża,‎ ‎bo‎ ‎przy‎ ‎tem‎ ‎źródle‎ ‎miłości‎ ‎zapalimy‎ ‎w‎ ‎sercach‎ ‎naszych‎ ‎ogień‎ ‎nigdy‎ ‎nie‎ ‎gasnący;‎ ‎tam‎ ‎zaczniemy‎ ‎płakać całem‎ ‎sercem,‎ ‎boleć‎ ‎duszą‎ ‎całą,‎ ‎i‎ ‎na‎ ‎całe‎ ‎życie;‎ ‎tam, choćbyśmy‎ ‎byli‎ ‎jak‎ ‎głaz‎ ‎zimni,‎ ‎stopniejem‎ ‎w‎ ‎ogniu‎ ‎miłości.‎

‎Patrzmy‎ ‎w‎ ‎ten,‎ ‎oto,‎ ‎obraz‎ ‎przed‎ ‎nami,‎ ‎ten‎ ‎krzyż, zakrwawiony‎ ‎Krwią‎ ‎Przenajświętszą,‎ ‎krzyż,‎ ‎do‎ ‎którego przybijają‎ ‎nielitościwie‎ ‎naszego‎ ‎Zbawiciela!‎ ‎Nadstawmy uszu,‎ ‎bo‎ ‎oto‎ ‎zdają‎ ‎się‎ ‎słyszeć‎ ‎uderzenia‎ ‎młotu,‎ ‎dźwięk gwoździ,‎ ‎i‎ ‎cichy‎ ‎jęk,‎ ‎a‎ ‎gwałtowne‎ ‎uderzenie‎ ‎serca‎ ‎Jezusowego;‎ ‎oto‎ ‎już‎ ‎przekłuli‎ ‎te‎ ‎ręce‎ ‎błogosławione,‎ ‎co‎ ‎tyle‎ ‎błogosławieństw‎ ‎na‎ ‎świat‎ ‎sprowadziły,‎ ‎co‎ ‎się‎ ‎za‎ ‎nami‎ ‎podnosiły‎ ‎w‎ ‎modlitwie‎ ‎ciągłej‎ ‎ku‎ ‎niebu,‎ ‎przy‎ ‎każdym‎ ‎cudzie, przy‎ ‎każdej‎ ‎łasce,‎ ‎te‎ ‎wszechmocne‎ ‎ręce,‎ ‎co‎ ‎stworzywszy świat‎ ‎cały‎ ‎błogosławiły‎ ‎światu;‎ ‎oto‎ ‎przekłuli‎ ‎gwoźdźmi‎ ‎te stopy‎ ‎święte,‎ ‎niezmordowane‎ ‎na‎ ‎pracach‎ ‎dla‎ ‎ziemi,‎ ‎stopy,‎ ‎co‎ ‎się‎ ‎już‎ ‎za‎ ‎życia‎ ‎ciągle‎ ‎krwawiły‎ ‎w‎ ‎miłosiernem ściganiu‎ ‎grzeszników;‎ ‎oto‎ ‎przebito‎ ‎bok‎ ‎święty‎ ‎i‎ ‎to‎ ‎kochające‎ ‎serce,‎ ‎jedyne‎ ‎schronienie‎ ‎nasze‎ ‎przed‎ ‎zagniewanym Bogiem!‎ ‎Oto‎ ‎już‎ ‎krzyż‎ ‎podniesiony‎ ‎na‎ ‎widok‎ ‎świata‎ ‎całego;‎ ‎a‎ ‎z‎ ‎tego‎ ‎krzyża‎ ‎płynie‎ ‎krew‎ ‎obficie!…‎ ‎Ach!‎ ‎upadnijmy przed‎ ‎nim‎ ‎na‎ ‎oblicza‎ ‎nasze,‎ ‎nachylmy‎ ‎się‎ ‎do‎ ‎tego‎ ‎łoża boleści‎ ‎umierającego‎ ‎Chrystusa,‎ ‎tego‎ ‎prawdziwego‎ ‎Izaaka,‎ ‎żebyśmy,‎ ‎jak‎ ‎niegdyś‎ ‎patryarcha‎ ‎Jakób‎ ‎otrzymali przedśmiertne‎ ‎błogosławieństwo;‎ ‎otoczmy,‎ ‎jako‎ ‎dobre dzieci,‎ ‎łoże‎ ‎umierającego‎ ‎ojca,‎ ‎a‎ ‎słuchajmy,‎ ‎jaka‎ ‎jest ostatnia‎ ‎jego‎ ‎wola,‎ ‎jaki‎ ‎testament;‎ ‎słuchajmy‎ ‎pilnie,‎ ‎bo się‎ ‎on‎ ‎w‎ ‎siedmiu‎ ‎słowach‎ ‎zawiera‎ ‎i‎ ‎jest‎ ‎dowodem‎ ‎największej‎ ‎miłości‎ ‎ku‎ ‎nam.‎ ‎O,‎ ‎kto‎ ‎da‎ ‎oczom‎ ‎naszym‎ ‎źródło łez,‎ ‎i‎ ‎będziem‎ ‎płakać‎ ‎we‎ ‎dnie‎ ‎i‎ ‎w‎ ‎nocy‎ ‎nad‎ ‎śmiercią‎ ‎naszego‎ ‎Zbawiciela?‎ ‎Kto‎ ‎nam‎ ‎to‎ ‎da,‎ ‎chyba‎ ‎Marya‎ ‎Panna, do‎ ‎której‎ ‎się‎ ‎uciekamy‎ ‎w‎ ‎pokorze.‎ ‎O‎ ‎Maryo!‎ ‎nie‎ ‎opuszczaj nas;‎ ‎ale‎ ‎stojąc‎ ‎pod‎ ‎krzyżem‎ ‎Twojego‎ ‎Syna,‎ ‎polecaj‎ ‎nas‎ ‎jemu!‎ ‎Podzielamy‎ ‎całem‎ ‎sercem‎ ‎boleści‎ ‎Twojego‎ ‎serca,‎ ‎bo i‎ ‎któżby‎ ‎nie‎ ‎podzielał‎ ‎cierpień‎ ‎swej‎ ‎najukochańszej‎ ‎Matki!‎ ‎Ach!‎ ‎chcemy‎ ‎z‎ ‎Tobą‎ ‎trwać‎ ‎do‎ ‎końca‎ ‎pod‎ ‎krzyżem‎ ‎Jezusa,‎ ‎żebyśmy‎ ‎ostatnie‎ ‎jego‎ ‎słowa‎ ‎przyjęli‎ ‎na zawsze‎ ‎do duszy!‎ ‎Ciesząc‎ ‎Cię‎ ‎w‎ ‎smutku,‎ ‎Matko‎ ‎zbolała,‎ ‎niesiemy anielskie‎ ‎słowa‎ ‎pociechy:‎ ‎„Zdrowaś‎ ‎Marya.”

Tak‎ ‎niedawno‎ ‎jeszcze‎ ‎Zbawiciel,‎ ‎pełen‎ ‎zdrowia‎ ‎i‎ ‎siły,‎ ‎nauczał‎ ‎i‎ ‎dobrze‎ ‎czynił‎ ‎światu,‎ ‎aż,‎ ‎oto‎ ‎już‎ ‎na‎ ‎krzyżu srogim‎ ‎podniesiony‎ ‎nad‎ ‎światem,‎ ‎wpośród‎ ‎dwóch‎ złoczyńców,‎ ‎w‎ ‎największych‎ ‎boleściach‎ ‎duszy‎ ‎i‎ ‎ciała,‎ ‎pogląda okiem‎ ‎miłosierdzia‎ ‎na‎ ‎lud‎ ‎nieprzeliczony,‎ ‎pozbawiony wszelkiego‎ ‎współczucia,‎ ‎patrzący‎ ‎z‎ ‎ciekawości‎ ‎na‎ ‎jego‎ ‎mękę,‎ ‎lud‎ ‎naśmiewający‎ ‎się‎ ‎i‎ ‎bluźniący,‎ ‎lud‎ ‎zaślepiony,‎ ‎wołający‎ ‎bezbożnie:‎ ‎„jeśliś‎ ‎syn‎ ‎boży,‎ ‎zstąp‎ ‎z‎ ‎krzyża!”‎ ‎A‎ ‎Chrystus‎ ‎Pan‎ ‎nie‎ ‎myśli‎ ‎o‎ ‎sobie‎ ‎i‎ ‎w‎ ‎ostatniej‎ ‎chwili,‎ ‎ale‎ ‎o‎ ‎nas i‎ ‎ogłasza‎ ‎nam‎ ‎ostatnią‎ ‎wolę,‎ ‎ostatnie‎ ‎prawo‎ ‎miłości,‎ ‎rzuca‎ ‎miłosiernie‎ ‎światu‎ ‎całemu‎ ‎siedem‎ ‎słów‎ ‎ostatnich,‎ ‎których‎ ‎słuchajmy‎ ‎ze‎ ‎świętem‎ ‎uszanowaniem,‎ ‎bo‎ ‎nie masz uroczystszej‎ ‎mowy‎ ‎nad‎ ‎mowę‎ ‎konającego‎ ‎Boga-Człowieka.‎ ‎

Patrzmy‎ ‎w‎ ‎duchu‎ ‎na‎ ‎Kalwaryę!‎ ‎Oto,‎ ‎Chrystusowe usta‎ ‎składają‎ ‎się‎ ‎do‎ ‎modlitwy,‎ ‎a‎ ‎oczy‎ ‎podnoszą‎ ‎się‎ ‎ku niebu:‎ ‎ten‎ ‎wzrok‎ ‎błagalny‎ ‎Zbawiciela‎ ‎naszego‎ ‎wyraźnie mówi‎ ‎nam,‎ ‎że‎ ‎prosi‎ ‎Ojca‎ ‎niebieskiego‎ ‎za‎ ‎grzesznych‎ ‎ludzi,‎ ‎za‎ ‎swoich‎ ‎prześladowców.‎ ‎A‎ ‎tą‎ ‎modlitwą,‎ ‎zasłaniającą‎ ‎grzeszników‎ ‎przed‎ ‎karzącą‎ ‎sprawiedliwością‎ ‎bożą‎ ‎jest:

„Ojcze,‎ ‎odpuść‎ ‎im,‎ ‎bo‎ ‎nie‎ ‎wiedzą,‎ ‎co‎ ‎czynią!”‎ ‎Czy‎ ‎świat pogański,‎ ‎przedchrystusowy,‎ ‎słyszał‎ ‎podobne‎ ‎wyrazy i‎ ‎w‎ ‎podobnym‎ ‎razie?‎ ‎czy‎ ‎przebaczał‎ ‎swoim‎ ‎nieprzyjaciołom,‎ ‎czy‎ ‎się‎ ‎tak‎ ‎wysoko‎ ‎w‎ ‎miłości‎ ‎podnosił?‎ ‎„Ojcze,‎ ‎odpuść‎ ‎im,‎ ‎bo‎ ‎nie‎ ‎wiedzą‎ ‎co‎ ‎czynią,”‎ ‎zawołał‎ ‎Jezus‎ ‎za‎ ‎ludem‎ ‎przewrotnym;‎ ‎bo‎ ‎i‎ ‎zaprawdę,‎ ‎czy‎ ‎ten‎ ‎lud‎ ‎zapamiętały‎ ‎wiedział,‎ ‎co‎ ‎czynił,‎ ‎gdy,‎ ‎opanowany‎ ‎dziką,‎ ‎zwierzęcą namiętnością,‎ ‎krzyżował‎ ‎Boga-Człowieka?!…‎ ‎Niewiadomość‎ ‎ta‎ ‎wszakże‎ ‎była‎ ‎bardzo‎ ‎grzeszną-,‎ ‎zakrywał‎ ‎ten‎ ‎lud nieszczęsny‎ ‎oczy‎ ‎na‎ ‎światło,‎ ‎zatykał‎ ‎uszy‎ ‎na‎ ‎prawdę, i‎ ‎tak‎ ‎coraz‎ ‎dalej‎ ‎postępując‎ ‎w‎ ‎złości‎ ‎stał‎ ‎się‎ ‎zaślepionym do‎ ‎tego‎ ‎stopnia,‎ ‎że‎ ‎sam‎ ‎nie‎ ‎wiedział,‎ ‎co‎ ‎czynił,‎ ‎krzyżując Syna‎ ‎bożego.‎ ‎Grzeszniku!‎ ‎nadstaw‎ ‎uszu‎ ‎na‎ ‎te‎ ‎miłosierne słowa‎ ‎Chrystusowej‎ ‎modlitwy,‎ ‎a‎ ‎powróć‎ ‎do‎ ‎cnoty,‎ ‎do‎ ‎w‎iary,‎ ‎do‎ ‎miłości‎ ‎Boga!‎ ‎Każdy‎ ‎grzech‎ ‎jest‎ ‎ślepotą‎ ‎rozumu i‎ ‎serca,‎ ‎jest‎ ‎tern‎ ‎upojeniem,‎ ‎co‎ ‎w‎ ‎nas‎ ‎przytępia‎ ‎wszystkie władze‎ ‎duszy,‎ ‎podsycając‎ ‎zmysły,‎ ‎byśmy‎ ‎zapomnieli‎ ‎o‎ ‎Bogu.‎ ‎Ileż‎ ‎to‎ ‎razy,‎ ‎bracia‎ ‎moi,‎ ‎było‎ ‎tak‎ ‎z‎ ‎nami,‎ ‎gdyśmy zrywając‎ ‎przez‎ ‎grzech‎ ‎związek‎ ‎z‎ ‎Bogiem,‎ ‎sami‎ ‎nie‎ ‎wiedzieli,‎ ‎co‎ ‎czynimy;‎ ‎i‎ ‎Chrystus‎ ‎Pan‎ ‎za‎ ‎nas‎ ‎się‎ ‎modlił,‎ ‎modlił‎ ‎się‎ ‎kościół,‎ ‎i‎ ‎przejrzeliśmy‎ ‎na nowo,‎ ‎i‎ ‎powróciliśmy‎ ‎do Boga,‎ ‎i‎ ‎przebaczył‎ ‎Bóg‎ ‎grzechy‎ ‎nasze:‎ ‎„Ojcze,‎ ‎odpuść‎ ‎im, bo‎ ‎nie‎ ‎wiedzą,‎ ‎co‎ ‎czynią,”‎ ‎wyrzekł‎ ‎Zbawiciel‎ ‎dla‎ ‎naszego przykładu,‎ ‎żebyśmy‎ ‎na‎ ‎wzór‎ ‎jego‎ ‎odpuszczali‎ ‎winy‎ ‎bliźnim‎ ‎naszym;‎ ‎„bądźmy‎ ‎przeto‎ ‎łaskawi,‎ ‎mówi‎ ‎Paweł‎ ‎św. jedni‎ ‎przeciw‎ ‎drugim,‎ ‎odpuszczając‎ ‎jeden‎ ‎drogiemu,‎ ‎jako i‎ ‎Bóg‎ ‎w‎ ‎Chrystusie‎ ‎nam‎ ‎odpuścił.”‎ ‎Lecz,‎ ‎o‎ ‎jakże‎ ‎często nie‎ ‎idziemy‎ ‎za‎ ‎tym‎ ‎głosem!‎ ‎Braknie‎ ‎nam‎ ‎miłosierdzia, kiedy‎ ‎nie tylko‎ ‎przebaczyć‎ ‎nie‎ ‎chcemy‎ ‎urazy,‎ ‎ale‎ ‎nawet najlepsze‎ ‎nieraz‎ ‎uczynki‎ ‎bliźnich‎ ‎tłumaczymy‎ ‎na‎ ‎zło‎ ‎lub potępiamy‎ ‎zuchwale.‎ ‎O,‎ ‎cóżby‎ ‎się‎ ‎z‎ ‎nami‎ ‎było‎ ‎stało,‎ ‎gdyby‎ ‎Chrystus‎ ‎Pan‎ ‎tak‎ ‎nas‎ ‎był‎ ‎osądził‎ ‎na‎ ‎krzyżu?!…‎ ‎Zawstydźmy‎ ‎się‎ ‎naszej‎ ‎zapamiętałości,‎ ‎przebaczmy‎ ‎z‎ ‎serca wzajemne‎ ‎urazy,‎ ‎podajmy‎ ‎sobie‎ ‎dłonie‎ ‎bratnie,‎ ‎bo‎ ‎jesteśmy‎ ‎dziećmi‎ ‎jednego‎ ‎Ojca‎ ‎w‎ ‎niebie,‎ ‎a‎ ‎powtarzajmy‎ ‎z‎ ‎Chrystusem‎ ‎za‎ ‎wszystkimi‎ ‎nieprzyjaciółmi:‎ ‎Panie,‎ ‎odpuść‎ ‎im, bo‎ ‎nie‎ ‎wiedzą,‎ ‎co‎ ‎czynią!…

 

Na‎ ‎Golgocie‎ ‎wznoszą‎ ‎się‎ ‎trzy‎ ‎krzyże,‎ ‎gdyż‎ ‎ukrzyżowano‎ ‎naszego‎ ‎Zbawcę‎ ‎pomiędzy‎ ‎dwoma‎ ‎łotrami;‎ ‎lecz to,‎ ‎co‎ ‎miało‎ ‎służyć‎ ‎ku‎ ‎większej‎ ‎hańbie‎ ‎Chrystusa,‎ ‎posłużyło‎ ‎ku‎ ‎większej‎ ‎chwale‎ ‎jego.‎ ‎Modlitwa‎ ‎Jezusa,‎ ‎którą niedawno‎ ‎zaniósł‎ ‎do‎ ‎Boga‎ ‎za‎ ‎nieprzyjaciół‎ ‎swoich,‎ ‎sprowadziła‎ ‎obfitą‎ ‎łaskę‎ ‎na‎ ‎jednego‎ ‎ze‎ ‎złoczyńców,‎ ‎co‎ ‎się‎ ‎jej nie‎ ‎opierał,‎ ‎gdy‎ ‎tymczasem‎ ‎drugi‎ ‎pozostał‎ ‎do‎ ‎końca zbrodniarzem‎ ‎i‎ ‎umarł‎ ‎bez‎ ‎pokuty,‎ ‎mając‎ ‎obok‎ ‎siebie‎ ‎Jezusa,‎ ‎źródło‎ ‎wszelkiej‎ ‎łaski‎ ‎i‎ ‎przebaczenia.‎ ‎Patrzmy,‎ ‎co czyni‎ ‎Byzmas,‎ ‎łotr‎ ‎dobry!‎ ‎Oto,‎ ‎oświecony‎ ‎łaską‎ ‎bożą, uznał‎ ‎w‎ ‎Chrystusie‎ ‎Boga,‎ ‎i‎ ‎jego‎ ‎mękę‎ ‎zużytecznił‎ ‎na‎ ‎zbawienie‎ ‎swoje.‎ ‎Słysząc‎ ‎bluźnierstwa‎ złego‎ ‎łotra,‎ ‎upominałgo,‎ ‎mówiąc:‎ ‎„Ani‎ ‎ty‎ ‎się‎ ‎Boga‎ ‎boisz;‎ ‎my‎ ‎sprawiedliwie godną‎ ‎zapłatę‎ ‎za‎ ‎uczynki‎ ‎odnosimy,‎ ‎lecz‎ ‎ten‎ ‎nic‎ ‎złego nie‎ ‎uczynił.”‎ ‎Jakiż‎ ‎to‎ ‎wielki‎ ‎krok‎ ‎do‎ ‎zbawienia,‎ ‎jaka szczera‎ ‎pokuta,‎ ‎jakie‎ ‎uznanie‎ ‎niegodności‎ ‎własnej,‎ ‎jakie znoszenie‎ ‎kary,‎ ‎jaka‎ ‎ucieczka‎ ‎do‎ ‎najświętszych‎ ‎ran‎ ‎Jezusowych‎ ‎i‎ ‎radość,‎ ‎że‎ ‎się‎ ‎z‎ ‎nim‎ ‎cierpi,‎ ‎jaka‎ ‎wiara‎ ‎w‎ ‎bóstwo i‎ ‎świętość‎ ‎Ukrzyżowanego,‎ ‎jakie‎ ‎mocne‎ ‎przekonanie,‎ ‎że Chrystus‎ ‎zgładzić‎ ‎może‎ ‎grzechy‎ ‎całego‎ ‎świata!!‎ ‎Taką ufnością‎ ‎przejęty‎ ‎w‎ ‎miłosierdzie‎ ‎i‎ ‎wszechmocność‎ ‎Zbawiciela,‎ ‎zawołał:‎ ‎„Panie,‎ ‎pomnij‎ ‎na‎ ‎mnie,‎ ‎gdy‎ ‎przyjdziesz do‎ ‎królestwa‎ ‎twego!”‎ ‎A‎ ‎Zbawiciel,‎ ‎widząc‎ ‎serce‎ ‎skruszone‎ ‎i‎ ‎upokorzone,‎ ‎nie‎ ‎wzgardził‎ ‎tą‎ ‎prośbą,‎ ‎a‎ ‎przebaczając w‎ ‎jednej‎ ‎chwili‎ ‎zastarzałe‎ ‎zbrodnie,‎ ‎wyrzekł‎ ‎te‎ ‎pełne‎ ‎pociechy‎ ‎i‎ ‎szczęścia‎ ‎wyrazy:‎ ‎„Zaprawdę,‎ ‎mówię‎ ‎tobie,‎ ‎dziś ze‎ ‎mną‎ ‎będziesz‎ ‎w‎ ‎raju.

 

Trzy‎ ‎krzyże,‎ ‎mówi‎ ‎św.‎ ‎Augustyn,‎ ‎odsłaniają‎ ‎nam wielkie‎ ‎tajemnice;‎ ‎trzy‎ ‎krzyże,‎ ‎to‎  trzy‎ ‎stany‎ ‎duszy‎ ‎człowieka:‎ ‎to‎ ‎jego‎ ‎świętość,‎ ‎jak‎ ‎świętość‎ ‎w‎ ‎Chrystusie,‎ ‎to‎ ‎jego‎ ‎pokuta‎ ‎lub‎ ‎zatwardziałość‎ ‎w‎ ‎grzechach,‎ ‎jak‎ ‎w‎ ‎tych dwóch‎ ‎złoczyńcach.‎ ‎Świat‎ ‎cały‎ ‎dzieli‎ ‎się‎ ‎na‎ ‎dwa‎ ‎obozy, świat‎ ‎cały,‎ ‎to‎ ‎dobry‎ ‎lub‎ ‎zły‎ ‎łotr;‎ ‎bo‎ ‎kto‎ ‎nie‎ ‎wyznaje Chrystusa‎ ‎całem‎ ‎sercem‎ ‎i‎ ‎życiem,‎ ‎jest‎ ‎złym‎ ‎łotrem‎ ‎i‎ ‎ginie‎ ‎z‎ ‎nim;‎ ‎kto,‎ ‎wyznając‎ ‎jego‎ ‎bóstwo,‎ ‎w‎ ‎nim‎ ‎całą‎ ‎ufność pokłada,‎ ‎kto‎ ‎widząc‎ ‎własną‎ ‎niegodność,‎ ‎do‎ ‎jego‎ ‎się‎ ‎zasług‎ ‎ucieka,‎ ‎jak‎ ‎dobry‎ ‎łotr‎ ‎zbawionym‎ ‎zostanie.

 

Chrystus‎ ‎Pan‎ ‎na‎ ‎krzyżu,‎ ‎jako‎ ‎król‎ ‎i‎ ‎sędzia,‎ ‎wydał dwa‎ ‎wyroki:‎ ‎jednego‎ ‎łotra‎ ‎zbawił,‎ ‎drugiego‎ ‎potępił;‎ ‎to‎ ‎samo‎ ‎dziać‎ ‎się‎ ‎będzie‎ ‎i‎ ‎przy‎ ‎końcu‎ ‎świata:‎ ‎na‎ ‎strasznym sądzie‎ ‎Chrystus‎ ‎Pan,‎ ‎sędzia‎ ‎żywych‎ ‎i‎ ‎umarłych;‎ ‎rozłączy dobrych‎ ‎od‎ ‎złych—pierwszych‎ ‎zabierze‎ ‎z‎ ‎sobą‎ ‎do‎ ‎wiecznego‎ ‎przybytku,‎ ‎drugich‎ ‎potępi‎ ‎i‎ ‎zatraci‎ ‎na‎ ‎wieki…

Ach,‎ ‎bracia‎ ‎moi,‎ ‎przejmijmy‎ ‎się‎ ‎świętą‎ ‎bojaźnią‎ ‎i‎ ‎trwogą‎ ‎na‎ ‎myśl‎ ‎o‎ ‎tera,‎ ‎i‎ ‎dziś,‎ ‎gdy‎ ‎to‎ ‎słyszymy,‎ ‎zapragnijmy nieba‎ ‎i‎ ‎na‎ ‎niebo‎ ‎pracujmy,‎ ‎nie‎ ‎odwlekając‎ ‎pokuty‎ ‎szczerej‎ ‎za‎ ‎grzechy,‎ ‎bo‎ ‎choć‎ ‎Pan‎ ‎w‎ ‎jednej‎ ‎chwili‎ ‎mocen‎ ‎jest przebaczyć‎ ‎nam‎ ‎grzechy‎ ‎całego‎ ‎życia,‎ ‎lecz‎ ‎pewni‎ ‎być‎ ‎nie możemy,‎ ‎że,‎ ‎gardząc‎ ‎łaską‎ ‎bożą‎ ‎całe‎ ‎życie‎ ‎nasze,‎ ‎usłuchamy‎ ‎jej‎ ‎wołania‎ ‎przy‎ ‎śmierci.‎ ‎Mówią‎ ‎ojcowie‎ ‎święci, a‎ ‎za‎ ‎nimi‎ ‎św.‎ ‎Wincenty‎ ‎Ferraryusz,‎ ‎że‎ ‎cień‎ ‎od‎ ‎Chrystusowego‎ ‎krzyża‎ ‎osłonił‎ ‎dobrego‎ ‎łotra,‎ ‎jakby‎ ‎szata‎ ‎miłosierdzia‎ ‎bożego‎ ‎i‎ ‎nawrócił‎ ‎do‎ ‎Pana,że‎ ‎krew‎ ‎Jezusowa,‎ ‎tryskając‎ ‎z‎ ‎ran‎ ‎obficie,‎ ‎obmyła‎ ‎go,‎ ‎że‎ ‎nakoniec,‎ ‎jak‎ ‎mówi‎ ‎Bernard‎ ‎św.,‎ ‎Matka‎ ‎najświętsza,‎ ‎stojąca‎ ‎pod‎ ‎krzyżem,‎ ‎wstawiała‎ ‎się‎ ‎za‎ ‎Dyzmą‎ ‎do‎ ‎Syna‎ ‎swojego,‎ ‎Jezusa,‎ ‎i‎ ‎wymodliła‎ ‎mu‎ ‎niebo.‎ ‎Środki‎ ‎te‎ ‎zbawienne,‎ ‎których‎ ‎użył‎ ‎na‎ ‎dobre ten‎ ‎nawrócony‎ ‎zbrodniarz,‎ ‎i‎ ‎dla‎ ‎nas‎ ‎stoją‎ ‎otworem:‎ ‎udawajmy‎ ‎się‎ ‎pod‎ ‎cień‎ ‎Chrystusowego‎ ‎krzyża,‎ ‎pod‎ ‎opiekę‎ ‎św. kościoła,‎ ‎gdzie‎ ‎tryska‎ ‎krew‎ ‎Zbawiciela‎ ‎ku‎ ‎naszemu‎ ‎zbawieniu,‎ ‎pod‎ ‎opiekę‎ ‎Matki‎ ‎Boga,‎ ‎której‎ ‎wstawienie‎ ‎się‎ ‎za nami‎ ‎grzesznikami‎ ‎do‎ ‎Jezusa‎ ‎uprosi‎ ‎nam‎ ‎nawrócenie i‎ ‎przebaczenie;‎ ‎i‎ ‎posłyszymy,‎ ‎jako‎ ‎łotr‎ ‎dobry,‎ ‎te‎ ‎słowa, pełne‎ ‎pociechy,‎ ‎w‎ ‎głębi‎ ‎naszej‎ ‎duszy:‎ ‎„dziś‎ ‎ze‎ ‎mną‎ ‎będziesz‎ ‎w‎ ‎raju,”‎ ‎to‎ ‎jest,‎ ‎otrzymasz‎ ‎obfitość‎ ‎łaski‎ ‎mojej,‎ ‎co sprawia‎ ‎niewysłowione‎ ‎szczęście‎ ‎i‎ ‎pokój‎ ‎w‎ ‎sercu‎ ‎i‎ ‎sumieniu‎ ‎usprawiedliwionego‎ ‎grzesznika…

 

Powiedzieliśmy,‎ ‎że‎ ‎pod‎ ‎krzyżem‎ ‎stała‎ ‎Matka‎ ‎Jezusa.‎ Tak‎ ‎jest,‎ ‎bo‎ ‎i‎ ‎jakżeby‎ ‎ta‎ ‎kochająca‎ ‎Matka‎ ‎mogła‎ ‎opuścić‎ ‎najukochańszego‎ ‎Syna?‎ ‎Stała‎ ‎ona‎ ‎pod‎ ‎krzyżem‎ ‎wraz z‎ ‎innemi‎ ‎świętemi‎ ‎niewiastami‎ ‎płaczącemi‎ ‎w‎ ‎pobożnej ciszy‎ ‎nad‎ ‎męką‎ ‎Pana‎ ‎swego;‎ ‎ale‎ ‎Marya‎ ‎wznioślejsze‎ ‎od nich‎ ‎spełniała‎ ‎posłannictwo:‎ ‎Marya‎ ‎stała‎ ‎pod‎ ‎krzyżem jako‎ ‎współodkupicielka‎ ‎nasza,‎ ‎dzieląc‎ ‎boleść‎ ‎Jezusa,‎ ‎cierpiąc‎ ‎najwięcej‎ ‎ze‎ ‎wszystkich‎ ‎ludzi,‎ ‎ze‎ ‎wszystkich‎ ‎matek, jakkolwiek‎ ‎zbolałych.‎ ‎Bolała‎ ‎z‎ ‎miłości‎ ‎ku‎ ‎nam,‎ ‎pragnąc nas‎ ‎wybawić‎ ‎z‎ ‎rąk‎ ‎nieprzyjaciela‎ ‎męką‎ ‎swojego‎ ‎Syna—  i‎ ‎ta‎ ‎miłość‎ ku‎ ‎nam‎ ‎zwalczyła‎ ‎w‎ ‎niej‎ ‎boleść.‎

‎Czyśmy‎ ‎się kiedy‎ ‎bracia‎ ‎zastanawiali‎ ‎nad‎ ‎boleścią‎ ‎Matki‎ ‎naszej? czyśmy‎ ‎kiedy‎ ‎z‎ ‎synowską‎ ‎miłością‎ ‎weszli‎ ‎do‎ ‎serca‎ ‎Maryi, przebitego‎ ‎siedmią‎ ‎mieczami‎ ‎boleści?!‎ ‎Boleść‎ ‎tej‎ ‎Matki, zapowiedziana‎ ‎jeszcze‎ ‎przez‎ ‎świętego‎ ‎starca‎ ‎Symeona, zwiększała‎ ‎się‎ ‎z‎ ‎każdym‎ ‎dniem,‎ ‎aż‎ ‎na koniec,‎ ‎oto‎ ‎teraz pod‎ ‎krzyżem,‎ ‎wezbrała‎ ‎jako‎ ‎wody‎ ‎rozhukanego‎ ‎morza i‎ ‎uderzyła‎ ‎o‎ ‎jej‎ ‎macierzyńskie‎ ‎serce,‎ ‎w‎ ‎którem‎ ‎silniejsza od‎ ‎śmierci‎ ‎panowała‎ ‎miłość.‎ ‎Podniósł‎ ‎się‎ ‎krzyk‎ ‎straszny, uderzyły‎ ‎młoty,‎ ‎i‎ ‎pędzą‎ ‎srogie‎ ‎gwoździe‎ ‎w‎ ‎najniewinniejsze‎ ‎ciało‎ ‎Jezusa,‎ ‎płynie‎ ‎krew‎ ‎strumieniami‎ ‎z‎ ‎ran‎ ‎przenajświętszych,‎ ‎naśmiewają‎ ‎się‎ ‎i‎ ‎bluźnią‎ ‎nieprzyjaciele, a‎ ‎Marya,‎ ‎Matka‎ ‎najczulsza,‎ ‎czuje‎ ‎to‎ ‎wszystko‎ ‎w‎ ‎najczulszem‎ ‎sercu;‎ ‎a‎ ‎jednak‎ ‎nie‎ ‎odbiega‎ ‎od‎ ‎krzyża,‎ ‎ale‎ ‎przy‎ ‎nim stoi,‎ ‎pragnąc,‎ ‎ażeby‎ ‎jej‎ ‎Syn‎ ‎najmilszy‎ ‎dokonał‎ ‎ofiary; stoi‎ ‎spokojnie,‎ ‎cierpliwie,‎ ‎licząc‎ ‎każde‎ ‎uderzenie‎ ‎młota, każdy‎ ‎jęk‎ ‎Chrystusa,‎ ‎każdą‎ ‎zniewagę‎ ‎i,‎ ‎pomimo‎ ‎niepojętej‎ ‎boleści,‎ ‎ofiaruje‎ ‎go‎ ‎przedwiecznemu‎ ‎Ojcu‎ ‎na‎ ‎zadosyćuczynienie‎ ‎za‎ ‎nasze‎ ‎grzechy,‎ ‎ofiaruje‎ ‎i‎ ‎siebie‎ ‎na‎ ‎wszystkie boleści‎ ‎bez‎ ‎końca,‎ ‎na‎ ‎śmierć‎ ‎samą,‎ ‎bylebyśmy‎ ‎otrzymali‎ ‎życie‎ ‎wieczne…‎ ‎A‎ ‎tak‎ ‎najświętsza‎ ‎Panna‎ ‎stała‎ ‎się‎ ‎prawdziwą Matką‎ ‎naszą‎ ‎w‎ ‎boleściach‎ ‎pod‎ ‎krzyżem,‎ ‎a‎ ‎my‎ ‎jej‎ ‎dziećmi, których‎ ‎nigdy‎ ‎nie‎ ‎zapomina,‎ ‎nawet‎ ‎wtedy,‎ ‎kiedy‎ ‎my,‎ ‎niewdzięczni,‎ ‎zapominamy‎ ‎o‎ ‎niej.‎ ‎To‎ ‎jej‎ ‎macierzyństwo‎ ‎i‎ ‎synowstwo‎ ‎nasze‎ ‎zapewnił‎ ‎uroczyście‎ ‎Zbawiciel‎ ‎z‎ ‎krzyża swego,‎ ‎mówiąc‎ ‎do‎ ‎Maryi‎ ‎o‎ ‎Janie:‎ ‎„oto‎ ‎syn‎ ‎twój;”‎ ‎a‎ ‎do Jana‎ ‎o‎ ‎Maryi:‎ ‎„oto‎ ‎matka‎ ‎twoja;”‎ ‎rzekł‎ ‎i‎ ‎wszystko‎ ‎się stało,‎ ‎a‎ ‎stało‎ ‎wszechmocnie;‎ ‎i‎ ‎Marya‎ ‎Panna‎ ‎uczuła‎ ‎od tej‎ ‎chwili‎ ‎w‎ ‎swem‎ ‎sercu‎ ‎niepojętą‎ ‎miłość‎ ‎ku‎ ‎nam,‎ ‎którą pałać‎ ‎będzie‎ ‎do‎ ‎skończenia‎ ‎świata;‎ ‎a‎ ‎ludzie‎ ‎czuć‎ ‎będą wdzięczność‎ ‎na‎ ‎wieki‎ ‎za‎ ‎jej‎ ‎opiekę‎ ‎i‎ ‎miłość,‎ ‎i‎ ‎wzywać‎ ‎będą‎ ‎jej‎ ‎pomocy‎ ‎w‎ ‎każdej‎ ‎przygodzie,‎ ‎w‎ ‎każdem‎ ‎niebezpieczeństwie…‎ ‎Tak,‎ ‎bracia‎ ‎najmilsi!‎ ‎kocha‎ ‎nas‎ ‎Marya‎ ‎jakodzieci‎ ‎swoje,‎ ‎bo‎ ‎jesteśmy‎ ‎prawdziwymi‎ ‎synami‎ ‎Jezusa, kocha‎ ‎nas‎ ‎miłością‎ ‎największą‎ ‎na‎ ‎ziemi,‎ ‎i‎ ‎wstawia‎ ‎się‎ ‎za nami,‎ ‎żebyśmy‎ ‎byli‎ ‎zbawieni!‎ ‎O,‎ ‎„nie‎ ‎zapominajmyż,‎ ‎bracia,‎ ‎stękania‎ ‎matki‎ ‎naszej,‎ ‎aby‎ ‎się‎ ‎wykonało‎ ‎ubłaganie i‎ ‎błogosławieństwo‎ ‎nasze!‎ ‎(Eccl.‎ ‎VII).

 

Czytamy‎ ‎w‎ ‎Piśmie‎ ‎św.,‎ ‎że‎ ‎Mojżesz,‎ ‎mając‎ ‎lud‎ ‎izraelski‎ ‎wybawić‎ ‎z‎ ‎rąk‎ ‎Faraona,‎ ‎pomiędzy‎ ‎innemi‎ ‎plagami pokrył‎ ‎Egipt‎ ‎ciemnością,‎ ‎przez‎ ‎trzy‎ ‎dni‎ ‎trwającą;‎ ‎coś podobnego‎ ‎działo‎ ‎się‎ ‎przy‎ ‎śmierci‎ ‎Jezusa,‎ ‎naszego‎ ‎wybawiciela‎ ‎z‎ ‎rąk‎ ‎nieprzyjaciela‎ ‎zbawienia;‎ ‎„i‎ ‎stały‎ ‎się‎ ‎ciemności,‎ ‎mówi‎ ‎Ewangelia,‎ ‎po ‎wszystkiej‎ ‎ziemi;”‎ ‎już‎ ‎i‎ ‎natura‎ ‎cała‎ ‎oburza‎ ‎się‎ ‎na‎ ‎zniewagę‎ ‎Chrystusa:‎ ‎ciemność‎ ‎grubą,‎ ‎ponurą‎ ‎szatą‎ ‎okryła‎ ‎występne‎ ‎miasto‎ ‎Jeruzalem, przejmując‎ ‎wszystkich‎ ‎niewypowiedzianą‎ ‎trwogą,‎ ‎i‎ ‎wszystko‎ ‎umilkło:‎ ‎zapamiętali‎ ‎kaci‎ ‎stoją‎ ‎w‎ ‎osłupieniu‎ ‎na‎ ‎widok‎ ‎przerażającego‎ ‎cudu,‎ ‎Marya‎ ‎z‎ ‎kilku‎ ‎pobożnymi,‎ ‎pogrążona‎ ‎w‎ ‎boleściach,‎ ‎a‎ ‎Zbawiciel‎ ‎cierpi‎ ‎okropnie,‎ ‎bo‎ ‎oto raz‎ ‎jeszcze,‎ ‎gwałtowniej,‎ ‎niż‎ ‎w‎ ‎ogrodzie‎ ‎Oliwnym,‎ ‎uderzyły‎ ‎nań‎ ‎grzechy‎ ‎całego‎ ‎świata;‎ ‎gdzie‎ ‎oczy‎ ‎obróci,‎ ‎wszędzie‎ ‎grzech‎ ‎widzi;‎ ‎a‎ ‎nie‎ ‎mając‎ ‎z‎nikąd‎ ‎pociechy,‎ ‎zawołał głosem‎ ‎wielkim:‎ ‎„Boże‎ ‎mój,‎ ‎Boże‎ ‎mój,‎ ‎czemuś‎ ‎mnie‎ ‎opuścił!”‎ ‎O!‎ ‎wielkie‎ ‎musiało‎ ‎być‎ ‎cierpienie‎ ‎Jezusa,‎ ‎kiedy‎ ‎się w‎ ‎te‎ ‎słowa‎ ‎odezwał,‎ ‎nie‎ ‎dlatego,‎ ‎żeby‎ ‎był‎ ‎opuszczony‎ ‎od swojego‎ ‎Ojca,‎ ‎z‎ ‎którym,‎ ‎jako‎ ‎Bóg,‎ ‎składał‎ ‎jednę‎ ‎istotę, ale‎ ‎że‎ ‎nawet‎ ‎z‎ ‎nieba‎ ‎na‎ ‎chwilę‎ ‎ustała‎ ‎wszelka‎ ‎pociecha, żeby‎ ‎wycierpiał‎ ‎za‎ ‎nas‎ ‎całą‎ ‎słabość,‎ ‎cały‎ ‎strach,‎ ‎całe opuszczenie‎ ‎grzesznika,‎ ‎nad‎ ‎które‎ ‎nic‎ ‎straszniejszego nie ma.‎ ‎„Boże‎ ‎mój,‎ ‎czemuś‎ ‎mnie‎ ‎opuścił,”‎ ‎pyta‎ ‎Chrystus, żebyśmy‎ ‎sami‎ ‎w‎ ‎duszy‎ ‎naszej‎ ‎dali‎ ‎odpowiedź—że‎ ‎dla grzechów‎ ‎naszych,‎ ‎że‎ ‎dlatego,‎ ‎byśmy‎ ‎nie‎ ‎byli‎ ‎opuszczonymi‎ ‎na‎ ‎wieki,‎ ‎byśmy‎ ‎na‎ ‎zawsze‎ ‎mieli‎ ‎łaskę‎ ‎bożą.‎ ‎Tak zmęczony‎ ‎boleściami,‎ ‎wycieńczony‎ ‎wylewem‎ ‎krwi,‎ ‎spalony‎ ‎od‎ ‎boleści,‎ ‎od‎ ‎upału‎ ‎słonecznego,‎ ‎a‎ ‎jeszcze‎ ‎więcej‎ ‎od palącej‎ ‎miłości‎ ‎wewnątrz,‎ ‎zawołał‎ ‎Jezus:‎ ‎„pragnę;” a‎ ‎wtem‎ ‎jeden‎ ‎ze‎ ‎stojących‎ ‎żołnierzy‎ ‎podał‎ ‎mu‎ ‎gąbkę, umoczoną‎ ‎w‎ ‎occie‎ ‎i‎ ‎żółci:‎ ‎i‎ ‎skosztował‎ ‎Jezus‎ ‎tego‎ ‎przykrego‎ ‎napoju,‎ ‎co‎ ‎wyrażał‎ ‎wszystkie‎ ‎złości‎ ‎nasze,‎ ‎i‎ ‎wypełniło‎ ‎się‎ ‎Pismo‎ ‎„w‎ ‎pragnieniu‎ ‎mojem‎ ‎poją‎ ‎mię‎ ‎octem.”
Nie‎ ‎masz‎ ‎nic‎ ‎dotkliwszego‎ ‎nad‎ ‎pragnienie;‎ ‎zły‎ ‎bogacz wyraża‎ ‎boleści‎ ‎piekielne‎ ‎jednem‎ ‎słowem‎ ‎„pragnę,”‎ ‎i‎ ‎niejeden‎ ‎z‎ ‎pragnienia‎ ‎umiera;‎ ‎czuł‎ ‎takie‎ ‎śmiertelne‎ ‎pragnienie‎ ‎Chrystus,‎ ‎ale‎ ‎to‎ ‎jego‎ ‎słowo‎ ‎„pragnę”‎ ‎głębsze‎ ‎ma‎ ‎znaczenie.‎ ‎To‎ ‎słowo,‎ ‎wyrzeczone‎ ‎na‎ ‎krzyżu,‎ ‎jest‎ ‎treścią‎ ‎całego‎ ‎życia‎ ‎Chrystusa;‎ ‎to‎ ‎słowo‎ ‎powtarzał‎ ‎od‎ ‎chwili‎ ‎urodzenia‎ ‎aż‎ ‎do‎ ‎tej‎ ‎ostatniej:‎ ‎pragnął‎ ‎on‎ ‎zbawienia‎ ‎naszego, i‎ ‎dlatego‎ ‎na‎ ‎świat‎ ‎przyszedł,‎ ‎pragnął‎ ‎szczęścia‎ ‎naszego, i‎ ‎dlatego‎ ‎o‎ ‎woli‎ ‎bożej‎ ‎nauczał,‎ ‎pragnął‎ ‎odkupienia,‎ ‎i‎ ‎dlatego‎ ‎na‎ ‎krzyż‎ ‎wstąpił,‎ ‎i‎ ‎tu‎ ‎jeszcze‎ ‎pragnie‎ ‎bez‎ ‎końca. Słowo,‎ ‎tej‎ ‎samej‎ ‎treści‎ ‎co‎ ‎dzisiaj,‎ ‎wyrzekł‎ ‎‎niegdyś przy‎ ‎studni‎ ‎Jakóbowej,‎ ‎w‎ ‎rozmowie‎ ‎z‎ ‎Samarytanką—i‎ ‎zrozumiała‎ ‎ona‎ ‎pragnienie‎ ‎Jezusa;‎ ‎woła‎ ‎tem‎ ‎samem‎ ‎słowem‎ ‎na‎ ‎krzyżu‎ ‎do‎ ‎żydów,‎ ‎a‎ ‎oni‎ ‎go‎ ‎nie‎ ‎rozumieją,‎ ‎i‎ ‎poją go‎ ‎octem‎ ‎i‎ ‎żółcią,‎ ‎gdy‎ ‎on‎ ‎pragnie‎ ‎ich‎ ‎wiary‎ ‎i‎ ‎nawrócenia. Temu‎ ‎wołaniu‎ ‎Chrystusa‎ ‎„pragnę,”‎ ‎końca‎ ‎niema;‎ ‎i‎ ‎teraz, i‎ ‎od‎ ‎tylu‎ ‎wieków,‎ ‎i‎ ‎do‎ ‎końca‎ ‎świata‎ ‎wołać‎ ‎on‎ ‎będzie,,‎ ‎pragnę;”‎ ‎wołać‎ ‎będzie‎ ‎na‎ ‎świat‎ ‎cały,‎ ‎na‎ ‎wszystkich‎ ‎ludzi,‎ ‎co mu,‎ ‎jak‎ ‎niegdyś‎ ‎lud‎ ‎żydowski,‎ ‎podają‎ ‎ocet‎ ‎złych‎ ‎uczynków‎ ‎swoich;‎ ‎woła‎ ‎on‎ ‎do‎ ‎tych,‎ ‎co‎ ‎wiary‎ ‎nie‎ ‎mają,‎ ‎woła‎ ‎i‎ ‎do tych,‎ ‎co,‎ ‎odebrawszy‎ ‎skarb‎ ‎wiary,‎ ‎sprzedają‎ ‎go‎ ‎i‎ ‎rozpraszają‎ ‎przez‎ ‎złe‎ ‎życie,‎ ‎woła‎ ‎do‎ ‎wszystkich,‎ ‎co‎ ‎w‎ ‎jakikolwiek‎ ‎sposób‎ ‎zmniejszają‎ ‎chwałę‎ ‎bożą,‎ ‎i‎ ‎sami‎ ‎giną‎ ‎wiecznie;‎ ‎do‎ ‎takich‎ ‎wszystkich‎ ‎woła‎ ‎on‎ ‎głosem‎ ‎potężnym,‎ ‎co przenika‎ ‎niebo‎ ‎i‎ ‎ziemię,‎ ‎woła‎ ‎głosem‎ ‎„pragnę,”‎ ‎a‎ ‎biada temu,‎ ‎co‎ ‎tego‎ ‎głosu‎ ‎nie‎ ‎słucha,‎ ‎albo‎ ‎kto‎ ‎go‎ ‎usłyszawszy zrozumieć‎ ‎nie‎ ‎chce,‎ ‎i‎ ‎zamiast‎ ‎słodkiego‎ ‎napoju‎ ‎żywej wiary‎ ‎i‎ ‎miłości,‎ ‎poda‎ ‎mu‎ ‎gorzki‎ ‎i‎ ‎kwaśny‎ ‎napój‎ ‎zniewagi i‎ ‎grzechu!

I‎ ‎cóż‎ ‎dalej‎ ‎powiemy?!‎ ‎Chrystus‎ ‎skonał‎ ‎za‎ ‎nas‎ ‎na krzyżu…‎ ‎Bóg-Człowiek‎ ‎skonał!…‎ ‎Ach,‎ ‎bracia,‎ ‎wstrzymajmy‎ ‎się,‎ ‎na‎ ‎widok‎ ‎tak‎ ‎niepojętego‎ ‎cudu!‎ ‎bo‎ ‎to‎ ‎kres‎ ‎wszystkiego,‎ ‎to‎ ‎tajemnica,‎ ‎to‎ ‎wypadek‎ ‎wszechświatowy,‎ ‎niepojęty,‎ ‎przed‎ ‎którym‎ ‎chyba‎ ‎tylko‎ ‎zdołamy‎ ‎uniżyć‎ ‎się w‎ ‎naszem‎ ‎nicestwie;‎ ‎to‎ ‎dobrodziejstwo‎ ‎niesłychane,‎ ‎niezgłębione,‎ ‎za‎ ‎które‎ ‎mało‎ ‎ofiary‎ ‎całego‎ ‎życia‎ ‎naszego,‎ ‎mało‎ ‎śmierci‎ ‎naszej!!..‎ ‎Cóż‎ ‎dalej‎ ‎powiedzieć‎ ‎możem,‎ ‎kiedy wszystko‎ ‎na‎ ‎ziemi‎ ‎i‎ ‎w‎ ‎niebie‎ ‎stanęło‎ ‎zdumione,‎ ‎umilkło?!. Aniołowie‎ ‎przerwali‎ ‎pienia‎ ‎swoje,‎ ‎i‎ ‎padli‎ ‎na‎ ‎oblicza‎ ‎u‎ ‎stóp krzyża,‎ ‎i‎ ‎płaczą‎ ‎w‎ ‎niemej‎ ‎boleści‎ ‎za‎ ‎ludzi,‎ ‎co‎ ‎twardsi nad‎ ‎skały,‎ ‎płakać‎ ‎nie‎ ‎chcą;‎ ‎kruszą‎ ‎się‎ ‎opoki,‎ ‎groby‎ ‎otwierają,‎ ‎wychodzą‎ ‎umarli,‎ ‎słońce‎ ‎odmawia‎ ‎światła,‎ ‎zasłona w‎ ‎jerozolimskiej‎ ‎świątyni‎ ‎rozdziera‎ ‎się,‎ ‎ziemia‎ ‎się‎ ‎trzęsie,‎ ‎a‎ ‎zdumiony‎ ‎setnik,‎ ‎bijąc‎ ‎się‎ ‎w‎ ‎piersi‎ ‎w‎ ‎pokorze,‎ ‎wyznaje‎ ‎uroczyście,‎ ‎że‎ ‎Jezus‎ ‎jest‎ ‎Synem‎ ‎Boga…‎ ‎I‎ ‎wszystko się‎ ‎spełniło!‎ ‎Bóstwo‎ ‎Chrystusa‎ ‎wykazane,‎ ‎dzieło‎ ‎odkupienia‎ ‎człowieka‎ ‎dokonane,‎ ‎szatan‎ ‎zwyciężony,‎ ‎pęta‎ ‎naszej niewoli‎ ‎złamane‎ ‎i‎ ‎złożone‎ ‎u‎ ‎stóp‎ ‎Chrystusowego‎ ‎krzyża, nad‎ ‎którym‎ ‎powiewa‎ ‎zwycięska‎ ‎chorągiew‎ ‎zbawienia!!
A‎ ‎przystąpiwszy‎ ‎jeden‎ ‎z‎ ‎żołnierzy,‎ ‎Longinem‎ ‎zwany‎ ‎według‎ ‎starożytnego‎ ‎podania,‎ ‎włócznią‎ ‎otworzył‎ ‎bok Chrystusa,‎ ‎aby‎ ‎się‎ ‎wypełniło‎ ‎proroctwo;‎ ‎a‎ ‎wnet‎ ‎trysnęły krew‎ ‎i‎ ‎woda,‎ ‎i‎ ‎spłynęły‎ ‎na‎ ‎kościół‎ ‎siedmią‎ ‎korytami‎ ‎Sakramentów‎ ‎świętych;‎ ‎i‎ ‎kościół,‎ ‎ta‎ ‎czysta‎ ‎oblubienica,‎ ‎zajął‎ ‎miejsce‎ ‎Chrystusa‎ ‎na‎ ‎ziemi,‎ ‎i‎ ‎prowadzi‎ ‎ludzkość‎ ‎do zamierzonego‎ ‎celu,‎ ‎teraz‎ ‎i‎ ‎do‎ ‎końca‎ ‎świata,‎ ‎zalecając spełnianie‎ ‎woli‎ ‎niebieskiego‎ ‎Mistrza.‎ ‎I‎ ‎gdybyśmy‎ ‎tej‎ ‎woli nie‎ ‎słuchali‎ ‎i‎ ‎niewypełniali,‎ ‎nie‎ ‎bylibyśmy‎ ‎zbawieni:‎ ‎słuchajmyż‎ ‎jej,‎ ‎a‎ ‎wprowadzajmy‎ ‎w‎ ‎życie,‎ ‎jeśli‎ ‎się‎ ‎chcemy uświęcić‎ ‎i‎ ‎zbawić.‎ ‎Ale,‎ ‎niestety,‎ ‎nie‎ ‎wszyscy‎ ‎wierzą‎ ‎w‎ ‎kościół,‎ ‎jak‎ ‎w‎ ‎bóstwo‎ ‎Chrystusa‎ ‎nie‎ ‎wszyscy‎ ‎wierzyli,‎ ‎i‎ ‎wielu,‎ ‎bardzo ‎wielu,‎ ‎którym‎ ‎gwiazda‎ ‎wiary‎ ‎nie‎ ‎świeci,‎ ‎miotają‎ ‎się‎ ‎na‎ ‎kościół‎ ‎św.,‎ ‎i‎ ‎wołają:‎ ‎„ukrzyżuj‎ ‎go;”‎ ‎i‎ ‎przesądzają‎ ‎jego‎ ‎wyroki‎ ‎i‎ ‎zdania,‎ ‎i‎ ‎cierniem‎ ‎go‎ ‎koronują,‎ ‎i‎ ‎żółcią‎ ‎i‎ ‎octem‎ ‎napawają,‎ ‎i‎ ‎włóczą‎ ‎po‎ ‎błocie‎ ‎pism‎ ‎najbezecniejszych,‎ ‎a‎ ‎on‎ ‎przemawia‎ ‎słowy‎ ‎Chrystusa:‎ ‎„Panie,‎ ‎odpuść‎ ‎im,‎ ‎bo‎ ‎nie‎ ‎wiedzą‎ ‎co‎ ‎czynią,‎ ‎Panie,‎ ‎oświeć‎ ‎ich,‎ ‎a‎ ‎nawróć‎ ‎do‎ ‎siebie!’’‎ ‎Taką‎ ‎bronią,‎ ‎a‎ ‎nie‎ ‎inną,‎ ‎każe‎ ‎nam‎ ‎kościół‎ ‎wojować,‎ ‎bronią‎ ‎miłości‎ ‎i‎ ‎przebaczenia;‎ ‎taką‎ ‎i‎ ‎sam wciąż‎ ‎walczy,‎ ‎i‎ ‎niejednego‎ ‎przeciwnika‎ ‎pokonywa,‎ ‎i‎ ‎na wróconemu‎ ‎powtarza‎ ‎drugie‎ ‎słowo‎ ‎Chrystusa‎ ‎„zaprawdę, mówię‎ ‎tobie,‎ ‎dziś‎ ‎ze‎ ‎mną‎ ‎będziesz‎ ‎w‎ ‎raju.”‎ ‎
Ale‎ ‎wie‎ ‎kościół,‎ ‎że‎ ‎niewielu by‎ ‎pozyskał‎ ‎niebu,‎ ‎niewielu‎ ‎na‎ ‎dobrej drodze‎ ‎utrzymał‎ ‎bez‎ ‎łaski‎ ‎bożej,‎ ‎i‎ ‎nie‎ ‎tajno‎ ‎mu‎ ‎także,‎ ‎że te‎ ‎łaski‎ ‎zlewają‎ ‎się‎ ‎na‎ ‎ludzi‎ ‎za‎ ‎pośrednictwem‎ ‎Maryi; dlatego‎ ‎woła‎ ‎on‎ ‎na‎ ‎świat‎ ‎chrześciański,‎ ‎wskazując‎ ‎na Maryę:‎ ‎„oto‎ ‎Matka‎ ‎twoja;”‎ ‎woła‎ ‎słowami‎ ‎Chrystusa, przypominając‎ ‎każdemu,‎ ‎że‎ ‎wszechmocna‎ ‎pomoc‎ ‎złożoną jest‎ ‎w‎ ‎macierzyńskiem‎ ‎sercu‎ ‎tej‎ ‎najświętszej‎ ‎Matki,‎ ‎czułej‎ ‎na‎ ‎każdą‎ ‎potrzebę‎ ‎swych‎ ‎dzieci;‎ ‎te‎ ‎słowa‎ ‎przypomina kościół,‎ ‎oddając‎ ‎Maryi‎ ‎cześć,‎ ‎najpierwszą‎ ‎po‎ ‎Bogu,‎ ‎stanowiąc‎ ‎mnogie‎ ‎święta‎ ‎ku‎ ‎jej‎ ‎chwale,‎ ‎dźwigając‎ ‎kościoły i‎ ‎ołtarze‎ ‎pod‎ ‎jej‎ ‎wezwaniem,‎ ‎zakładając‎ ‎stowarzyszenia pod‎ ‎jej‎ ‎świętą‎ ‎opieką,‎ ‎zdobiąc‎ ‎wreszcie‎ ‎imię‎ ‎Maryi‎ ‎tylą imionami,‎ ‎świadczącemi‎ ‎ojej‎ ‎wysokich‎ ‎przymiotach,‎ ‎na zywając‎ ‎ją‎ ‎Królową‎ ‎i‎ ‎Matką‎ ‎wszystkich‎ ‎stanów‎ ‎i‎ ‎wszystkich‎ ‎świętych.‎ ‎„Oto‎ ‎Matka‎ ‎twoja,”‎ ‎woła‎ ‎kościół‎ ‎do‎ ‎grzesznika,‎ ‎budząc‎ ‎go‎ ‎z‎ ‎uśpienia‎ ‎do‎ ‎ufności‎ ‎w‎ ‎Maryi;‎ ‎„oto Matka‎ ‎twoja,”‎ ‎woła‎ ‎do‎ ‎sprawiedliwego,‎ ‎mówiąc,‎ ‎że‎ ‎nic nie‎ ‎znaczy‎ ‎żadna‎ ‎cnota‎ ‎bez‎ ‎opieki‎ ‎tej‎ ‎wszechmocnej‎ ‎Matki.‎ ‎O,‎ ‎nie zapominajmyż‎ ‎bracia‎ ‎nigdy,‎ ‎że‎ ‎Marya,—to‎ ‎nasza‎ ‎Matka‎ ‎i‎ ‎Królowa,‎ ‎nie‎ ‎lekceważmy‎ ‎jej‎ ‎macierzyństwem,‎ ‎nabytem‎ ‎w‎ ‎boleściach‎ ‎pod‎ ‎krzyżem!‎ ‎Nie‎ ‎zawsze kościół‎ ‎św.‎ ‎pożądanym‎ ‎cieszy‎ ‎się‎ ‎pokojem,‎ ‎nie‎ ‎zawsze nad‎ ‎nim‎ ‎świeci‎ ‎pogodne‎ ‎i‎ ‎jasne‎ ‎słońce‎ ‎pomyślności;‎ ‎często‎ ‎i‎ ‎burza‎ ‎zaszumi,‎ ‎zahuczy‎ ‎i‎ ‎wicher‎ ‎zawyje,‎ ‎i‎ ‎czarne chmury,‎ ‎pełne‎ ‎gromów‎ ‎i‎ ‎błyskawic,‎ ‎zawisną‎ ‎nad‎ ‎jego‎ ‎budową,‎ ‎i‎ ‎ta‎ ‎łódź‎ ‎wstrząsa‎ ‎się‎ ‎i‎ ‎chwieje‎ ‎i‎ ‎wpośród‎ ‎trwogi, jaką‎ ‎Bóg‎ ‎dopuszcza,‎ ‎a‎ ‎zawsze‎ ‎dla‎ ‎najświętszych‎ ‎celów,mzdaje‎ ‎się‎ ‎kościół‎ ‎wołać‎ ‎jak‎ ‎Chrystus‎ ‎na‎ ‎krzyżu:‎ ‎„Boże mój,‎ ‎Boże‎ ‎mój,‎ ‎czemuś‎ ‎mnie‎ ‎opuścił?”‎ ‎a‎ ‎temi‎ ‎słowy‎ ‎ożywia‎ ‎wiarę‎ ‎swych‎ ‎wiernych,‎ ‎wzywając‎ ‎do‎ ‎szczerej,‎ ‎a‎ ‎wspólnej‎ ‎modlitwy,‎ ‎do‎ ‎poprawy‎ ‎obyczajów,‎ ‎do‎ ‎czuwania‎ ‎i‎ ‎baczności.‎ ‎I‎ ‎znowu,‎ ‎uspokojony,‎ ‎dalej‎ ‎prowadzi‎ ‎dzieło‎ ‎boże, i‎ ‎wciąż,‎ ‎jak‎ ‎Chrystus,‎ ‎woła‎ ‎„pragnę,‎ ‎pragnę;”‎ ‎i‎ ‎wciąż pracuje,‎ ‎by‎ ‎pragnieniu‎ ‎swemu‎ ‎uczynić‎ ‎zadość,‎ ‎by‎ ‎co najwięcej‎ ‎dusz‎ ‎Bogu‎ ‎pozyskać,‎ ‎by‎ ‎świat‎ ‎pogański‎ ‎nawrócić, a‎ ‎wyznawców‎ ‎Chrystusa‎ ‎utrzymać‎ ‎w‎ ‎świętości‎ ‎i‎ ‎prawdzie; dla‎ ‎wypełnienia‎ ‎tego‎ ‎świętego‎ ‎zadania‎ ‎nie‎ ‎szczędzi‎ ‎kościół‎ ‎największych‎ ‎prac,‎ ‎używa‎ ‎wszelkich‎ ‎środków,‎ ‎pełnych‎ ‎poświęcenia,‎ ‎zaparcia‎ ‎się,‎ ‎aż‎ ‎do‎ ‎krwi,‎ ‎aż‎ ‎do‎ ‎śmierci samej.‎ ‎A‎ ‎jeśli‎ ‎o‎ ‎tej‎ ‎prawdzie‎ ‎chcemy‎ ‎się‎ ‎dotykalnie‎ ‎przekonać,‎ ‎popatrzmy‎ ‎na‎ ‎apostolstwo‎ ‎kościoła,‎ ‎zajrzyjmy‎ ‎aż w‎ ‎dzikie,‎ ‎nieprzebyte‎ ‎puszcze,‎ ‎a‎ ‎tam‎ ‎spotkamy‎ ‎ubogich ale‎ ‎mężnych‎ ‎missyonarzy,‎ ‎co‎ ‎z‎ ‎krzyżem‎ ‎w‎ ‎ręku,‎ ‎a‎ ‎miłością‎ ‎w‎ ‎sercu,‎ ‎witają‎ ‎barbarzyńców‎ ‎imieniem‎ ‎Chrystusa,‎ ‎i‎ ‎dla‎ ‎niego‎ ‎cierpią,‎ ‎pracują,‎ ‎i‎ ‎jak‎ ‎on‎ ‎na‎ ‎krzyżu‎ ‎wylewają‎ ‎krew‎ ‎świętą,‎ ‎co‎ ‎się‎ ‎staje‎ ‎plennym‎ ‎zasiewem‎ ‎nowych‎ ‎wyznawców’,‎ ‎nowych‎ ‎męczenników.‎ ‎I‎ ‎nie‎ ‎przestanie kościół‎ ‎wołać‎ ‎tern‎ ‎słowem‎ ‎„pragnę,”‎ ‎aż‎ ‎się‎ ‎kiedyś‎ ‎stanie jedna‎ ‎owczarnia‎ ‎i‎ ‎jeden‎ ‎pasterz,‎ ‎aż‎ ‎wszyscy‎ ‎przyjdą‎ ‎do poznania‎ ‎prawdy,‎ ‎aż‎ ‎upadnie‎ ‎świat‎ ‎cały‎ ‎na‎ ‎kolana‎ ‎przed Ukrzyżowanym;‎ ‎a‎ ‎wtedy‎ ‎kościół,‎ ‎jak‎ ‎Chrystus‎ ‎przy‎ ‎dokonaniu‎ ‎swej‎ ‎męki,‎ ‎zawoła‎ ‎uroczyście‎ ‎„spełniło‎ ‎się!”‎ ‎i‎ ‎poleci‎ ‎ducha‎ ‎wszystkich‎ ‎ludzi‎ ‎w‎ ‎ręce‎ ‎Boga,‎ ‎przedwiecznego Ojca,‎ ‎i‎ ‎będziem‎ ‎żyć‎ ‎wszyscy‎ ‎i‎ ‎oddychać‎ ‎Chrystusowym duchem‎ ‎w‎ ‎nieprzebytej‎ ‎wieczności…‎ ‎O,‎ ‎działajmyż‎ ‎za jedno‎ ‎z‎ ‎myślą‎ ‎kościoła‎ ‎świętego‎ ‎i‎ ‎z‎ ‎myślą‎ ‎Chrystusa, a‎ ‎dokonywać‎ ‎będziem‎ ‎wielkiego‎ ‎posłannictwa‎ ‎na‎ ‎ziemi, do‎ ‎spełniania‎ ‎którego‎ ‎wszyscy‎ ‎jesteśmy‎ ‎wezwani‎ ‎w‎ ‎Chrystusie‎ ‎Jezusie,‎ ‎Panu‎ ‎naszym!
Stanęliśmy‎ ‎już‎ ‎w‎ ‎końcu,‎ ‎bracia‎ ‎moi,‎ ‎u‎ ‎kresu‎ ‎kilkutygodniowych‎ ‎rozmyślań‎ ‎nad‎ ‎Męką‎ ‎naszego‎ ‎Zbawiciela, przebiegliśmy‎ ‎przez‎ ‎wszystkie‎ ‎jej‎  szczegóły,‎ ‎i‎ ‎widzieliśmy,‎ ‎że‎ ‎z‎ ‎tego‎ ‎wielkiego‎ ‎obrazu‎ ‎świeciła‎ ‎wszędzie‎ ‎nieskończona‎ ‎mądrość‎ ‎i‎ ‎cudowna‎ ‎miłość‎ ‎boża,‎ ‎a‎ ‎przewrotność‎ ‎i‎ ‎nędza‎ ‎ludzka;‎ ‎poznaliśmy‎ ‎Boga‎ ‎i‎ ‎Człowieka,‎ ‎i‎ ‎dokonaliśmy‎ ‎zamierzonego‎ ‎celu.‎ ‎Ale‎ ‎stanęlibyśmy‎ ‎na‎ ‎połowie‎ ‎drogi,‎ ‎gdybyśmy‎ ‎z‎ ‎dniem‎ ‎dzisiejszym‎ ‎przestali‎ ‎wpatrywać‎ ‎się‎ ‎w‎ ‎ten‎ ‎cudowny‎ ‎obraz‎ ‎Męki‎ ‎Pańskiej,‎ ‎przestali czytać‎ ‎tę‎ ‎księgę‎ ‎wszelkiej‎ ‎mądrości,‎ ‎gdybyśmy,‎ ‎umiłowawszy‎ ‎Boga,‎ ‎a‎ ‎znienawidziwszy‎ ‎grzech,‎ ‎nie‎ ‎prowadzili dalej‎ ‎tej‎ ‎świętej‎ ‎sprawy,‎ ‎nie‎ ‎wyrażali‎ ‎w‎ ‎dalszem‎ ‎życiu naszem‎ ‎potężnych‎ ‎skutków‎ ‎Męki‎ ‎Pańskiej.‎ ‎
Czyśmy‎ ‎to dwojakie‎ ‎poznanie‎ ‎otrzymali,‎ ‎czyśmy‎ ‎zaszczepili‎ ‎w‎ ‎sercu to‎ ‎dwojakie‎ ‎uczucie,‎ ‎sam‎ ‎tylko‎ ‎Bóg‎ ‎wie;‎ ‎ale‎ ‎w‎ ‎każdym razie,‎ ‎to‎ ‎tylko‎ ‎powiedzieć‎ ‎możemy,‎ ‎że‎ ‎jeśliśmy‎ ‎chcieli, nastąpić‎ ‎koniecznie‎ ‎musiała‎ ‎odmiana‎ ‎w‎ ‎duszach‎ ‎naszych, jeśli‎ ‎tej‎ ‎była‎ ‎potrzeba,‎ ‎albo‎ ‎umocnienie‎ ‎na‎ ‎dobrej‎ ‎drodze w‎ ‎postępie‎ ‎do‎ ‎doskonałości;‎ ‎a‎ ‎jeśliśmy‎ ‎nie‎ ‎otrzymali‎ ‎tego dwojakiego‎ ‎celu,‎ ‎tośmy‎ ‎winni‎ ‎sami,‎ ‎nie‎ ‎Bóg,‎ ‎co‎ ‎nam‎ ‎tyle podawał‎ ‎do‎ ‎serca‎ ‎wrażeń,‎ ‎tyle‎ ‎myśli‎ ‎wzniosłych‎ ‎ciskał‎ ‎do duszy…‎ ‎
O,‎ ‎bracia‎ ‎najmilsi!‎ ‎o‎ ‎wy‎ ‎wszyscy,‎ ‎którzy‎ ‎macie krzyż‎ ‎Chrystusa‎ ‎wyrażony‎ ‎w‎ ‎sercu,‎ ‎okazujcież‎ ‎w‎ ‎życiu, żeście‎ ‎jego‎ ‎zwolennikami‎ ‎i‎ ‎naśladowcami;‎ ‎stąpajcie‎ ‎dalej spokojnie‎ ‎po‎ ‎drodze‎ ‎cnoty,‎ ‎idźcie‎ ‎śmiało‎ ‎dalej‎ ‎w‎ ‎świat, a‎ ‎jeśli‎ ‎znajdziecie‎ ‎ludzi,‎ ‎noszących‎ ‎na‎ ‎sobie‎ ‎Chrystusowe cechy,‎ ‎a,‎ ‎na‎ ‎miłość‎ ‎Boga,‎ ‎nie‎ ‎mijajcie‎ ‎ich,‎ ‎bo byście‎ ‎inaczej‎ ‎pominęli‎ ‎Chrystusa!‎ ‎Zwracajcie‎ ‎pilną‎ ‎uwagę,‎ ‎bo‎ ‎każdy człowiek‎ ‎cnotliwy‎ ‎a‎ ‎ubogi—to‎ ‎Chrystus,‎ ‎święty‎ ‎a‎ ‎niemający‎ ‎gdzieby‎ ‎głowę‎ ‎skłonił;‎ ‎każdy‎ ‎strapiony‎ ‎i‎ ‎smutny—bo Chrystus,‎ ‎smucący‎ ‎się‎ ‎w‎ ‎ogrodzie‎ ‎Oliwnym;‎ ‎prześladowany—to‎ ‎Chrystus,‎ ‎niosący‎ ‎swój‎ ‎krzyż;‎ ‎umierający‎ ‎w‎ ‎boleściach to‎ ‎Chrystus,‎ ‎konający‎ ‎na‎ ‎krzyżu!‎ ‎Niechże‎ ‎was każda‎ ‎nędza‎ ‎porusza,‎ ‎każda‎ ‎zbrodnia‎ ‎przeraża,‎ ‎każda świętość‎ ‎buduje,‎ ‎każda‎ ‎miłość‎ ‎zapala,‎ ‎a‎ ‎będziecie‎ ‎wiernie‎ ‎wyrażać‎ ‎na‎ ‎sobie‎ ‎Mękę‎ ‎Jezusa,‎ ‎która‎ ‎was‎ ‎uświęci i‎ ‎zbawi‎ ‎na‎ ‎wieki!‎ ‎O,‎ ‎miejmyż‎ ‎zawsze‎ ‎krzyż‎ ‎Chrystusowy przed‎ ‎sobą,‎ ‎nośmy‎ ‎go‎ ‎w‎ ‎sercu‎ ‎naszem,‎ ‎nośmy‎ ‎go‎ ‎w‎ ‎duszy naszej;‎ ‎za‎ ‎tą‎ ‎chorągwią‎ ‎postępujmy‎ ‎w‎ ‎życiu,‎ ‎a‎  choćby wszystko‎ ‎na‎ ‎świecie‎ ‎zginęło,‎ ‎my‎ ‎nie‎ ‎zginiemy‎ ‎i‎ ‎dojdziemy‎ ‎tam,‎ ‎gdzie‎ ‎nasz‎ ‎Pan‎ ‎i‎ ‎Król,‎ ‎bo‎ ‎tylko‎ ‎przez‎ ‎walkę‎ ‎do chodzi‎ ‎się‎ ‎do‎ ‎zwycięztwa,‎ ‎bo‎ ‎tylko‎ ‎przez‎ ‎krzyż‎ ‎przychodzi‎ ‎się‎ ‎do‎ ‎chwalebnego‎ ‎zmartwychwstania…‎ ‎
A‎ ‎teraz upadnijmy‎ ‎na‎ ‎kolana,‎ ‎bracia,‎ ‎złóżmy‎ ‎Bogu‎ ‎dzięki‎ ‎za‎ ‎ode brane‎ ‎łaski:‎ ‎O,‎ ‎Panie‎ ‎Ukrzyżowany,‎ ‎miłośniku‎ ‎dusz‎ ‎naszych,‎ ‎dawco‎ ‎wszelkiego‎ ‎dobra‎ ‎i‎ ‎błogosławieństwa!‎ ‎dziękujemy‎ ‎Tobie‎ ‎pokornie‎ ‎za‎ ‎dobre‎ ‎myśli‎ ‎i‎ ‎uczucia,‎ ‎jakie w‎ ‎ciągu‎ ‎tej‎ ‎drogi‎ ‎krzyżowej‎ ‎podałeś‎ ‎nam‎ ‎do‎ ‎duszy.‎ ‎Jeszcze Cię‎ ‎tylko‎ ‎prosimy‎ ‎o‎ ‎jedną ‎łaskę,‎ ‎a‎ ‎tą‎ ‎jest,‎ ‎żeby‎ ‎się‎ ‎Twój krzyż‎ ‎święty‎ ‎tak‎ ‎głęboko‎ ‎wrył‎ ‎w‎ ‎serca,‎ ‎iżby‎ ‎zaznaczał i‎ ‎uświęcał‎ ‎wszystkie‎ ‎myśli,‎ ‎słowa‎ ‎i‎ ‎uczynki‎ ‎nasze!‎ ‎Niech on‎ ‎nam‎ ‎będzie‎ ‎całą‎ ‎mocą,‎ ‎pociechą‎ ‎i‎ ‎całą‎ ‎nadzieją‎ ‎w‎ ‎życiu‎ ‎i‎ ‎przy‎ ‎śmierci!‎ ‎O,‎ ‎Jezu,‎ ‎niepojętej‎ ‎boleści!‎ ‎żegnamy Cię‎ ‎już,‎ ‎smutni‎ ‎i‎ ‎spłakani;‎ ‎już‎ ‎odchodzimy‎ ‎od‎ ‎stóp‎ ‎Twego‎ ‎krzyża,‎ ‎ale‎ ‎go‎ ‎niesiemy‎ ‎w‎ ‎sercu.‎ ‎O,‎ ‎Panie,‎ ‎któryś‎ ‎za nas‎ ‎cierpiał‎ ‎rany,‎ ‎o,‎ ‎Boże‎ ‎wszechmocny,‎ ‎zmiłuj‎ ‎się‎ ‎nad nami!‎ ‎Amen.

Ks. Karol Antoniewicz – Kazania Wielkopostne. 1892.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jan Paweł II jest największym darem, jaki Moje Niepokalane Serce otrzymało od Serca Jezusa dla waszego bolesnego czasu oczyszczenia.

  Jan Paweł II jest największym darem, jaki Moje Niepokalane Serce otrzymało od Serca Jezusa dla waszego bolesnego czasu oczyszczenia. Obron...