Siedem słów Kościoła Chrystusowego – Ks. Karol Antoniewicz
„Kto da oczom moim źródło łez
i będę płakał we dnie i w nocy?“
.Jerem. IX. 1.
Słowa to Jeremiasza proroka, bolejącego nad złością przeniewierczego ludu, który na próżno upominał, oznajmując mu przyszłe kary boże. I my, bracia moi, płacząc nad Męką Pana naszego, ozwać się możemy w te same słowa, wspominając na to, że nie wszyscy korzystają z tej łaski bożej, lekceważąc śmierć bożego Syna i jego cierpienia, nad które nic droższego, nic większego nie ma.
Płakał Jeremiasz prorok nad
nieczułością i zatwardziałością ludu, i my płaczmy nad
nieczułością własną i zatwardziałością grzeszników, co
albo odwracają oczy od Chrystusowego krzyża, albo,
patrząc nań, odchodzą bez żadnej nauki, zimni i
obojętni, nie wywoławszy z piersi jednego westchnienia,
jednej łzy nie uroniwszy nad grzechami swojemi. Jeżeli
strata najukochańszej osoby, zadaje naszemu sercu ciężką,
bolesną ranę, i płyną łzy obficie i długo jesteśmy
niepocieszeni i smutni, to patrząc na śmierć Chrystusa,
przez wielu nieopłakaną, nieocenioną i znieważoną,
pomimowoli zawołać musimy; „o kto da oczom moim źródło
łez i będę płakał we dnie i w nocy.” Płaczmyż
duszą całą, patrząc na Chrystusa obciążonego krzyżem
ciężkim, a długim, uginającego się i upadającego pod
jego ciężarem po trzykroć, a za każdym razem raniącego
na nowo ciało najświętsze, niedawno od stóp do głowy
pokaleczone. Ubolewajmy nad ludem zaślepionym w złościach;
spośród którego wychodzi Jezus, okryty pogardą i
obelgami, ludem, co nie poznał dnia nawiedzenia
Pańskiego.
Płaczmy i ubolewajmy z Maryą, Matką Jezusową, co razem
z innemi pobożnemi niewiastami zabiega drogę najmilszemu
synowi, żeby go pocieszyła i ulżyła cierpieniom jego,
choć jednem słowem macierzyńskiego serca, choć jedną łzą
współczucia.
A potem dalej, wstępując za
Chrystusem na Golgotę, może się wstrzymajmy, żeby nas
niepojęte cierpienia Boga-Człowieka nie zgorszyły, nie
zmniejszyły wiary naszej, żebyśmy, jak uczniowie Pańscy,
nie odbiegli od krzyża, przerażeni ogromem boleści.
Ale nie, bracia moi, idźmy, ach idźmy! aż pod stopy
krzyża, bo przy tem źródle miłości zapalimy w sercach
naszych ogień nigdy nie gasnący; tam zaczniemy płakać
całem sercem, boleć duszą całą, i na całe życie; tam,
choćbyśmy byli jak głaz zimni, stopniejem w ogniu
miłości.
Patrzmy w ten, oto, obraz przed nami, ten krzyż, zakrwawiony Krwią Przenajświętszą, krzyż, do którego przybijają nielitościwie naszego Zbawiciela! Nadstawmy uszu, bo oto zdają się słyszeć uderzenia młotu, dźwięk gwoździ, i cichy jęk, a gwałtowne uderzenie serca Jezusowego; oto już przekłuli te ręce błogosławione, co tyle błogosławieństw na świat sprowadziły, co się za nami podnosiły w modlitwie ciągłej ku niebu, przy każdym cudzie, przy każdej łasce, te wszechmocne ręce, co stworzywszy świat cały błogosławiły światu; oto przekłuli gwoźdźmi te stopy święte, niezmordowane na pracach dla ziemi, stopy, co się już za życia ciągle krwawiły w miłosiernem ściganiu grzeszników; oto przebito bok święty i to kochające serce, jedyne schronienie nasze przed zagniewanym Bogiem! Oto już krzyż podniesiony na widok świata całego; a z tego krzyża płynie krew obficie!… Ach! upadnijmy przed nim na oblicza nasze, nachylmy się do tego łoża boleści umierającego Chrystusa, tego prawdziwego Izaaka, żebyśmy, jak niegdyś patryarcha Jakób otrzymali przedśmiertne błogosławieństwo; otoczmy, jako dobre dzieci, łoże umierającego ojca, a słuchajmy, jaka jest ostatnia jego wola, jaki testament; słuchajmy pilnie, bo się on w siedmiu słowach zawiera i jest dowodem największej miłości ku nam. O, kto da oczom naszym źródło łez, i będziem płakać we dnie i w nocy nad śmiercią naszego Zbawiciela? Kto nam to da, chyba Marya Panna, do której się uciekamy w pokorze. O Maryo! nie opuszczaj nas; ale stojąc pod krzyżem Twojego Syna, polecaj nas jemu! Podzielamy całem sercem boleści Twojego serca, bo i któżby nie podzielał cierpień swej najukochańszej Matki! Ach! chcemy z Tobą trwać do końca pod krzyżem Jezusa, żebyśmy ostatnie jego słowa przyjęli na zawsze do duszy! Ciesząc Cię w smutku, Matko zbolała, niesiemy anielskie słowa pociechy: „Zdrowaś Marya.”
Tak niedawno jeszcze Zbawiciel, pełen zdrowia i siły, nauczał i dobrze czynił światu, aż, oto już na krzyżu srogim podniesiony nad światem, wpośród dwóch złoczyńców, w największych boleściach duszy i ciała, pogląda okiem miłosierdzia na lud nieprzeliczony, pozbawiony wszelkiego współczucia, patrzący z ciekawości na jego mękę, lud naśmiewający się i bluźniący, lud zaślepiony, wołający bezbożnie: „jeśliś syn boży, zstąp z krzyża!” A Chrystus Pan nie myśli o sobie i w ostatniej chwili, ale o nas i ogłasza nam ostatnią wolę, ostatnie prawo miłości, rzuca miłosiernie światu całemu siedem słów ostatnich, których słuchajmy ze świętem uszanowaniem, bo nie masz uroczystszej mowy nad mowę konającego Boga-Człowieka.
Patrzmy w duchu na Kalwaryę! Oto, Chrystusowe usta składają się do modlitwy, a oczy podnoszą się ku niebu: ten wzrok błagalny Zbawiciela naszego wyraźnie mówi nam, że prosi Ojca niebieskiego za grzesznych ludzi, za swoich prześladowców. A tą modlitwą, zasłaniającą grzeszników przed karzącą sprawiedliwością bożą jest:
„Ojcze, odpuść im, bo nie wiedzą, co czynią!” Czy świat pogański, przedchrystusowy, słyszał podobne wyrazy i w podobnym razie? czy przebaczał swoim nieprzyjaciołom, czy się tak wysoko w miłości podnosił? „Ojcze, odpuść im, bo nie wiedzą co czynią,” zawołał Jezus za ludem przewrotnym; bo i zaprawdę, czy ten lud zapamiętały wiedział, co czynił, gdy, opanowany dziką, zwierzęcą namiętnością, krzyżował Boga-Człowieka?!… Niewiadomość ta wszakże była bardzo grzeszną-, zakrywał ten lud nieszczęsny oczy na światło, zatykał uszy na prawdę, i tak coraz dalej postępując w złości stał się zaślepionym do tego stopnia, że sam nie wiedział, co czynił, krzyżując Syna bożego. Grzeszniku! nadstaw uszu na te miłosierne słowa Chrystusowej modlitwy, a powróć do cnoty, do wiary, do miłości Boga! Każdy grzech jest ślepotą rozumu i serca, jest tern upojeniem, co w nas przytępia wszystkie władze duszy, podsycając zmysły, byśmy zapomnieli o Bogu. Ileż to razy, bracia moi, było tak z nami, gdyśmy zrywając przez grzech związek z Bogiem, sami nie wiedzieli, co czynimy; i Chrystus Pan za nas się modlił, modlił się kościół, i przejrzeliśmy na nowo, i powróciliśmy do Boga, i przebaczył Bóg grzechy nasze: „Ojcze, odpuść im, bo nie wiedzą, co czynią,” wyrzekł Zbawiciel dla naszego przykładu, żebyśmy na wzór jego odpuszczali winy bliźnim naszym; „bądźmy przeto łaskawi, mówi Paweł św. jedni przeciw drugim, odpuszczając jeden drogiemu, jako i Bóg w Chrystusie nam odpuścił.” Lecz, o jakże często nie idziemy za tym głosem! Braknie nam miłosierdzia, kiedy nie tylko przebaczyć nie chcemy urazy, ale nawet najlepsze nieraz uczynki bliźnich tłumaczymy na zło lub potępiamy zuchwale. O, cóżby się z nami było stało, gdyby Chrystus Pan tak nas był osądził na krzyżu?!… Zawstydźmy się naszej zapamiętałości, przebaczmy z serca wzajemne urazy, podajmy sobie dłonie bratnie, bo jesteśmy dziećmi jednego Ojca w niebie, a powtarzajmy z Chrystusem za wszystkimi nieprzyjaciółmi: Panie, odpuść im, bo nie wiedzą, co czynią!…
Na Golgocie wznoszą się trzy krzyże, gdyż ukrzyżowano naszego Zbawcę pomiędzy dwoma łotrami; lecz to, co miało służyć ku większej hańbie Chrystusa, posłużyło ku większej chwale jego. Modlitwa Jezusa, którą niedawno zaniósł do Boga za nieprzyjaciół swoich, sprowadziła obfitą łaskę na jednego ze złoczyńców, co się jej nie opierał, gdy tymczasem drugi pozostał do końca zbrodniarzem i umarł bez pokuty, mając obok siebie Jezusa, źródło wszelkiej łaski i przebaczenia. Patrzmy, co czyni Byzmas, łotr dobry! Oto, oświecony łaską bożą, uznał w Chrystusie Boga, i jego mękę zużytecznił na zbawienie swoje. Słysząc bluźnierstwa złego łotra, upominałgo, mówiąc: „Ani ty się Boga boisz; my sprawiedliwie godną zapłatę za uczynki odnosimy, lecz ten nic złego nie uczynił.” Jakiż to wielki krok do zbawienia, jaka szczera pokuta, jakie uznanie niegodności własnej, jakie znoszenie kary, jaka ucieczka do najświętszych ran Jezusowych i radość, że się z nim cierpi, jaka wiara w bóstwo i świętość Ukrzyżowanego, jakie mocne przekonanie, że Chrystus zgładzić może grzechy całego świata!! Taką ufnością przejęty w miłosierdzie i wszechmocność Zbawiciela, zawołał: „Panie, pomnij na mnie, gdy przyjdziesz do królestwa twego!” A Zbawiciel, widząc serce skruszone i upokorzone, nie wzgardził tą prośbą, a przebaczając w jednej chwili zastarzałe zbrodnie, wyrzekł te pełne pociechy i szczęścia wyrazy: „Zaprawdę, mówię tobie, dziś ze mną będziesz w raju.
Trzy krzyże, mówi św. Augustyn, odsłaniają nam wielkie tajemnice; trzy krzyże, to trzy stany duszy człowieka: to jego świętość, jak świętość w Chrystusie, to jego pokuta lub zatwardziałość w grzechach, jak w tych dwóch złoczyńcach. Świat cały dzieli się na dwa obozy, świat cały, to dobry lub zły łotr; bo kto nie wyznaje Chrystusa całem sercem i życiem, jest złym łotrem i ginie z nim; kto, wyznając jego bóstwo, w nim całą ufność pokłada, kto widząc własną niegodność, do jego się zasług ucieka, jak dobry łotr zbawionym zostanie.
Chrystus Pan na krzyżu, jako król i sędzia, wydał dwa wyroki: jednego łotra zbawił, drugiego potępił; to samo dziać się będzie i przy końcu świata: na strasznym sądzie Chrystus Pan, sędzia żywych i umarłych; rozłączy dobrych od złych—pierwszych zabierze z sobą do wiecznego przybytku, drugich potępi i zatraci na wieki…
Ach, bracia moi, przejmijmy się świętą bojaźnią i trwogą na myśl o tera, i dziś, gdy to słyszymy, zapragnijmy nieba i na niebo pracujmy, nie odwlekając pokuty szczerej za grzechy, bo choć Pan w jednej chwili mocen jest przebaczyć nam grzechy całego życia, lecz pewni być nie możemy, że, gardząc łaską bożą całe życie nasze, usłuchamy jej wołania przy śmierci. Mówią ojcowie święci, a za nimi św. Wincenty Ferraryusz, że cień od Chrystusowego krzyża osłonił dobrego łotra, jakby szata miłosierdzia bożego i nawrócił do Pana,że krew Jezusowa, tryskając z ran obficie, obmyła go, że nakoniec, jak mówi Bernard św., Matka najświętsza, stojąca pod krzyżem, wstawiała się za Dyzmą do Syna swojego, Jezusa, i wymodliła mu niebo. Środki te zbawienne, których użył na dobre ten nawrócony zbrodniarz, i dla nas stoją otworem: udawajmy się pod cień Chrystusowego krzyża, pod opiekę św. kościoła, gdzie tryska krew Zbawiciela ku naszemu zbawieniu, pod opiekę Matki Boga, której wstawienie się za nami grzesznikami do Jezusa uprosi nam nawrócenie i przebaczenie; i posłyszymy, jako łotr dobry, te słowa, pełne pociechy, w głębi naszej duszy: „dziś ze mną będziesz w raju,” to jest, otrzymasz obfitość łaski mojej, co sprawia niewysłowione szczęście i pokój w sercu i sumieniu usprawiedliwionego grzesznika…
Powiedzieliśmy, że pod krzyżem stała Matka Jezusa. Tak jest, bo i jakżeby ta kochająca Matka mogła opuścić najukochańszego Syna? Stała ona pod krzyżem wraz z innemi świętemi niewiastami płaczącemi w pobożnej ciszy nad męką Pana swego; ale Marya wznioślejsze od nich spełniała posłannictwo: Marya stała pod krzyżem jako współodkupicielka nasza, dzieląc boleść Jezusa, cierpiąc najwięcej ze wszystkich ludzi, ze wszystkich matek, jakkolwiek zbolałych. Bolała z miłości ku nam, pragnąc nas wybawić z rąk nieprzyjaciela męką swojego Syna— i ta miłość ku nam zwalczyła w niej boleść.
Czyśmy się kiedy bracia zastanawiali nad boleścią Matki naszej? czyśmy kiedy z synowską miłością weszli do serca Maryi, przebitego siedmią mieczami boleści?! Boleść tej Matki, zapowiedziana jeszcze przez świętego starca Symeona, zwiększała się z każdym dniem, aż na koniec, oto teraz pod krzyżem, wezbrała jako wody rozhukanego morza i uderzyła o jej macierzyńskie serce, w którem silniejsza od śmierci panowała miłość. Podniósł się krzyk straszny, uderzyły młoty, i pędzą srogie gwoździe w najniewinniejsze ciało Jezusa, płynie krew strumieniami z ran przenajświętszych, naśmiewają się i bluźnią nieprzyjaciele, a Marya, Matka najczulsza, czuje to wszystko w najczulszem sercu; a jednak nie odbiega od krzyża, ale przy nim stoi, pragnąc, ażeby jej Syn najmilszy dokonał ofiary; stoi spokojnie, cierpliwie, licząc każde uderzenie młota, każdy jęk Chrystusa, każdą zniewagę i, pomimo niepojętej boleści, ofiaruje go przedwiecznemu Ojcu na zadosyćuczynienie za nasze grzechy, ofiaruje i siebie na wszystkie boleści bez końca, na śmierć samą, bylebyśmy otrzymali życie wieczne… A tak najświętsza Panna stała się prawdziwą Matką naszą w boleściach pod krzyżem, a my jej dziećmi, których nigdy nie zapomina, nawet wtedy, kiedy my, niewdzięczni, zapominamy o niej. To jej macierzyństwo i synowstwo nasze zapewnił uroczyście Zbawiciel z krzyża swego, mówiąc do Maryi o Janie: „oto syn twój;” a do Jana o Maryi: „oto matka twoja;” rzekł i wszystko się stało, a stało wszechmocnie; i Marya Panna uczuła od tej chwili w swem sercu niepojętą miłość ku nam, którą pałać będzie do skończenia świata; a ludzie czuć będą wdzięczność na wieki za jej opiekę i miłość, i wzywać będą jej pomocy w każdej przygodzie, w każdem niebezpieczeństwie… Tak, bracia najmilsi! kocha nas Marya jakodzieci swoje, bo jesteśmy prawdziwymi synami Jezusa, kocha nas miłością największą na ziemi, i wstawia się za nami, żebyśmy byli zbawieni! O, „nie zapominajmyż, bracia, stękania matki naszej, aby się wykonało ubłaganie i błogosławieństwo nasze! (Eccl. VII).
Czytamy w Piśmie św., że
Mojżesz, mając lud izraelski wybawić z rąk Faraona,
pomiędzy innemi plagami pokrył Egipt ciemnością, przez
trzy dni trwającą; coś podobnego działo się przy śmierci
Jezusa, naszego wybawiciela z rąk nieprzyjaciela
zbawienia; „i stały się ciemności, mówi Ewangelia, po
wszystkiej ziemi;” już i natura cała oburza się na
zniewagę Chrystusa: ciemność grubą, ponurą szatą okryła
występne miasto Jeruzalem, przejmując wszystkich
niewypowiedzianą trwogą, i wszystko umilkło: zapamiętali
kaci stoją w osłupieniu na widok przerażającego cudu,
Marya z kilku pobożnymi, pogrążona w boleściach, a
Zbawiciel cierpi okropnie, bo oto raz jeszcze,
gwałtowniej, niż w ogrodzie Oliwnym, uderzyły nań
grzechy całego świata; gdzie oczy obróci, wszędzie
grzech widzi; a nie mając znikąd pociechy, zawołał
głosem wielkim: „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie
opuścił!” O! wielkie musiało być cierpienie Jezusa,
kiedy się w te słowa odezwał, nie dlatego, żeby był
opuszczony od swojego Ojca, z którym, jako Bóg, składał
jednę istotę, ale że nawet z nieba na chwilę ustała
wszelka pociecha, żeby wycierpiał za nas całą słabość,
cały strach, całe opuszczenie grzesznika, nad które nic
straszniejszego nie ma. „Boże mój, czemuś mnie
opuścił,” pyta Chrystus, żebyśmy sami w duszy naszej
dali odpowiedź—że dla grzechów naszych, że dlatego, byśmy
nie byli opuszczonymi na wieki, byśmy na zawsze
mieli łaskę bożą. Tak zmęczony boleściami, wycieńczony
wylewem krwi, spalony od boleści, od upału słonecznego,
a jeszcze więcej od palącej miłości wewnątrz, zawołał
Jezus: „pragnę;” a wtem jeden ze stojących
żołnierzy podał mu gąbkę, umoczoną w occie i żółci: i
skosztował Jezus tego przykrego napoju, co wyrażał
wszystkie złości nasze, i wypełniło się Pismo „w
pragnieniu mojem poją mię octem.”
Nie masz nic dotkliwszego nad pragnienie; zły bogacz
wyraża boleści piekielne jednem słowem „pragnę,” i
niejeden z pragnienia umiera; czuł takie śmiertelne
pragnienie Chrystus, ale to jego słowo „pragnę” głębsze
ma znaczenie. To słowo, wyrzeczone na krzyżu, jest
treścią całego życia Chrystusa; to słowo powtarzał od
chwili urodzenia aż do tej ostatniej: pragnął on
zbawienia naszego, i dlatego na świat przyszedł, pragnął
szczęścia naszego, i dlatego o woli bożej nauczał,
pragnął odkupienia, i dlatego na krzyż wstąpił, i tu
jeszcze pragnie bez końca. Słowo, tej samej treści co
dzisiaj, wyrzekł niegdyś przy studni Jakóbowej, w
rozmowie z Samarytanką—i zrozumiała ona pragnienie Jezusa; woła tem samem słowem na krzyżu do żydów, a oni go nie rozumieją, i poją go octem i żółcią, gdy on pragnie ich wiary i nawrócenia. Temu wołaniu Chrystusa „pragnę,” końca niema; i teraz, i od tylu wieków, i do końca świata wołać on będzie,, pragnę;” wołać będzie na świat cały, na wszystkich ludzi, co mu, jak niegdyś lud żydowski, podają ocet złych uczynków swoich; woła on do tych, co wiary nie mają, woła i do tych, co, odebrawszy skarb wiary, sprzedają go i rozpraszają przez złe życie, woła do wszystkich, co w jakikolwiek sposób zmniejszają chwałę bożą, i sami giną wiecznie; do takich wszystkich woła on głosem potężnym, co przenika niebo i ziemię, woła głosem „pragnę,” a biada temu, co tego głosu nie słucha, albo kto go usłyszawszy zrozumieć nie chce, i zamiast słodkiego napoju żywej wiary i miłości, poda mu gorzki i kwaśny napój zniewagi i grzechu!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz