O kryteriach, którymi powinien się kierować katolik przy wyborach, mówi ks. dr Piotr Burgoński.
Bogumił Łoziński: Katolicka nauka społeczna
wskazuje kryteria, którymi powinien kierować się katolik przy wyborach
parlamentarnych czy prezydenckich. Czy istnieje hierarchia tych
kryteriów?
Ks. dr Piotr Burgoński: Oczywiście. Na
pierwszym miejscu są wartości fundamentalne, nie-
podlegające
negocjacji, mające związek z prawem naturalnym. Określają one istotę
człowieka i
stanowią podstawę życia społecznego. Od ich
urzeczywistnienia zależy dobro człowieka.
Jakie to wartości?
Na przykład prawo do życia od poczęcia do naturalnej śmierci, a więc
zakaz aborcji czy eutanazji, rodzina oparta na małżeństwie kobiety i
mężczyzny, prawo rodziców do wychowania dzieci zgodnie ze swoimi
przekonaniami czy prawo do pokoju. Osoba, na którą katolik oddaje głos,
powinna te wartości wyznawać i ich przestrzegać.
Czy poza tymi wartościami fundamentalnymi
katolicka nauka społeczna wskazuje też inne, którymi powinien się
odznaczać kandydat na prezydenta?
W dalszej kolejności wskazuje
kryteria życia społecznego. Naczelnym kryterium jest poszanowanie
godności człowieka, a potem: zasada dobra wspólnego, solidarności,
pomocniczości, wolności, w tym religijnej, prawdy, uczestnictwa,
preferencyjnej opcji na rzecz ubogich, własności prywatnej,
sprawiedliwości i miłości społecznej.
W
obecnej kampanii prezydenckiej mamy do czynienia z kandydatami, którzy
deklarują wierność wskazanym zasadom życia społecznego, ale odrzucają
niektóre wartości fundamentalne. Można na nich głosować?
Katolik nie może popierać osoby, która kwestionuje wartości fundamentalne.
Wyobraźmy
sobie, że jakiś kandydat kieruje się wskazanym przez Księdza katalogiem
zasad społecznych, ale opowiada się za nieograniczoną aborcją i uważa,
że osoby homoseksualne powinny mieć prawo do zawierania związków
posiadających takie same prawa jak małżeństwo kobiety i mężczyzny. Czy
katolik może na taką osobę zagłosować?
Nie, gdyż występuje on
przeciwko wartościom fundamentalnym, podstawowym zasadom ładu moralnego.
Trzeba też zwrócić uwagę na niespójność takiej postawy. Jeśli opowiada
się za sprawiedliwością społeczną i jednocześnie za aborcją na żądanie,
to niewłaściwie rozumie zasadę sprawiedliwości, która mówi, że trzeba
oddać każdemu to, co mu się słusznie należy, m.in. zagwarantować prawo
do życia.
Jakie kryterium zastosować, gdy
dwóch lub więcej kandydatów deklaruje wierność wartościom fundamentalnym
i zasadom życia społecznego?
Katolicka nauka społeczna mówi, że
kandydat powinien umieć rozpoznawać dobro, ale też potrafić wcielać je w
życie. Jeśli mielibyśmy dwóch kandydatów o jednakowych poglądach
etycznych, to wówczas, oprócz jakości oferty programowej, rozstrzygająca
jest ich sprawność jako polityków – który z nich daje większą
gwarancję, że te wartości i swój program zrealizuje. Dlatego ważne są
cechy indywidualne kandydata, jak kompetencja, przygotowanie
merytoryczne, doświadczenie, wiarygodność czy umiejętność dialogu i
współpracy. Jednym z kryteriów jest też ocena możliwości realizacji
przez danego kandydata deklarowanych wartości oraz programu.
Część
katolików deklaruje, że nie pójdzie na wybory, gdyż żaden z kandydatów
nie spełnia kryteriów wskazanych przez Kościół. To właściwa postawa?
Nie
żyjemy w świecie idealnym, nie ma też idealnych kandydatów, ale to nie
zwalnia nas z obowiązku udziału w wyborach. Powinniśmy kierować się
cnotą roztropności, czyli zagłosować na tego kandydata, który w
największym stopniu spełnia wskazane wcześniej kryteria.
Na ile nauczanie Kościoła na temat kryteriów wyborów politycznych jest dla katolików
obowiązujące?
W
Kościele katolickim mamy nauczanie uroczyste, które nas automatycznie
wiąże, oraz zwykłe. I w nim mieszczą się zasady katolickiej nauki
społecznej. W przypadku nauczania zwykłego ważna jest intencja autora, w
tym przypadku Kongregacji Nauki Wiary, która jest podmiotem Urzędu
Nauczycielskiego Kościoła. Jeśli wypowiada się w sposób autorytatywny,
kategoryczny, np. używa sformułowań: „nie wolno”, „należy”, czy – jak w
przypadku cytowanego fragmentu – „nie pozwala”, to takie nauczanie
obowiązuje katolików w sumieniu.
A jeśli
katolik odda głos na osobę, która „podważa podstawowe zasady wiary i
moralności”, np. popiera aborcję, choć wie, że jest to grzech ciężki,
popełnia grzech?
Oczywiście, gdyż przyczynia się w ten sposób do
procesu łamania wartości fundamentalnych. Ten proces dobrze obrazuje
przykład partii chrześcijańsko-demokratycznych na zachodzie Europy,
które stopniowo odchodziły od moralności chrześcijańskiej i dziś z ich
chadeckości niewiele zostało. Ich członkowie głosują za aborcją,
eutanazją itd. Byłem na konferencji, podczas której pani z holenderskiej
chadecji mówiła, że wewnątrz ich partii trwa poważna debata, czy nie
usunąć z nazwy przymiotnika „chrześcijańska”. Ten proces odchodzenia od
etyki chrześcijańskiej zaczynał się od drobnych kroków. Ktoś zagłosował
na kandydata, który popiera aborcję w jakimś zakresie, bo uznał, że to
będzie mniejsze zło, niż gdyby wygrali kandydaci popierający aborcję na
życzenie. W ten sposób pomału nastąpiła degeneracja. Dlatego katolik,
głosując na kandydata występującego przeciwko podstawowym zasadom
moralności, popełnia grzech, gdyż nawet jego wybory traktowane jako
mniejsze zło mogą prowadzić do pogłębiania się większego zła. Jeśli na
przykład wskazany przez niego kandydat wprowadzi – zgodnie ze znanym
wcześniej wyborcom programem – aborcję na życzenie, to ten katolik ma
udział w tym złu
.
Księża przyznają, że ludzie
nie spowiadają się z tego, że głosowali na zwolennika aborcji. Prawie 90
proc. Polaków deklaruje się jako katolicy, ale w wyborach politycznych
nie znajduje to odzwierciedlenia. Dlaczego?
Ja też nie spotkałem
się, żeby ktoś się z tego spowiadał, natomiast zdarza się, że spowiadają
się z nienawiści do jakiegoś polityka. Jeśli chodzi o poparcie dla
partii czy danego kandydata, myślę, że katolicy w Polsce nie dostrzegają
związku między wyborami politycznymi a rzeczywistością. Nie mają
świadomości, że ich błędne pojedyncze wybory powodują efekt kuli
śnieżnej, która czyni zło.
Wielu katolików
oczekuje od episkopatu wskazania konkretnego kandydata albo kandydatów,
którzy spełniają kryteria wyznaczone przez katolicką naukę społeczną.
Dlaczego episkopat tego nie robi?
Ponieważ stałby się stroną w
polityce. Kościół nie jest podmiotem, który realizuje swoje interesy
polityczne, nie występuje jako grupa interesu, tylko jako partner dla
całego porządku publicznego, jako ktoś, kto ma głosić zasady z poziomu
metapolitycznego. Wchodząc na poziom polityczny i popierając konkretnych
kandydatów czy partie, Kościół traciłby wiarygodność jako partner dla
wszystkich, jako ten, który głosi niezmienne zasady „w porę i nie w
porę”, jako sumienie krytyczne. Istnieje też niebezpieczeństwo, że
poparci przez Kościół kandydaci mogliby popełniać czyny, które rzucałyby
na niego cień. Tak się zdarzyło po wojnie we Włoszech, kiedy Kościół
poparł tamtejszą chadecję, a potem okazało się, że ta formacja
polityczna ma związki z mafią, dopuszcza się korupcji itd. Kościół
powinien mieć jak najmniej związków z bieżącą polityką, a ograniczyć się
do głoszenia ogólnych zasad.
Ale jako kapelan kaplicy sejmowej ma Ksiądz bezpośrednie związki z bieżącą polityką.
Nie
mam takich związków. Sprawuję posługę religijną wobec
parlamentarzystów, którzy chcą z niej korzystać. W czasie posiedzeń
parlamentu odprawiam Mszę św. w kaplicy sejmowej. Spowiadam, prowadzę
rekolekcje i pielgrzymki parlamentarzystów na Jasną Górę, czasem
organizuję okolicznościowe wydarzenia, np. dwa lata temu mieliśmy
konferencję o Janie Pawle II.
Czy parlamentarzyści mają dodatkowe potrzeby religijne?
W
czasie Wielkiego Postu poprosili o Drogę Krzyżową. Mszę św. odprawiam o
7.30, oni zadeklarowali, że będą przychodzić na nabożeństwo o 7.00.
Bywa też adoracja Najświętszego Sakramentu, np. przy okazji rocznic czy
uchwalania niektórych ustaw.
Spotkał się Ksiądz z kwestionowaniem obecności kaplicy w sejmie czy potrzeby pracy duszpasterskiej?
Od
sześciu lat jestem kapelanem sejmowej kaplicy i taka sytuacja się nie
zdarzyła. Czasem nawet zagadną mnie posłowie, którzy nie korzystają z
mojej posługi, i rozmawiamy. Są bardzo kulturalni, grzeczni. •
Ks. Piotr Burgoński
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz