Niezwykła wizja ks. Dolindo: „Jezus bardzo cierpi w tabernakulum!”
Jezus gorąco pragnie, abyśmy przyjmowali Go w eucharystycznym spotkaniu. Jest jak żebrak, który stara się odżywiać swój płomień nieskończonej miłości, wypalając w nas wszystko to, co nie jest miłością – pisze w przejmującej refleksji ks. Dolindo Ruotolo.
Podczas swojego ziemskiego życia Maryja zawsze w godny podziwu sposób pocieszała Jezusa. Teraz to Ona będzie jednać wszystkie swoje dzieci oraz Kościół, aby Jezus żył i triumfował w naszych sercach. Maryja była pierwszą istotą, która odpowiedziała na Jego pragnienie miłości, ofiarując Mu swoje ciało i życie, aby On mógł zostać poczęty przez Przedwieczną Miłość i przyjąć śmiertelne ciało, a następnie stać się żyjącą ofiarą. W Niej i przez Nią Jezus ukształtował swój mózg i umysł, dzięki któremu głosił później swoje nauki. W ciągu dziewięciu miesięcy, kiedy nosiła Go w swoim łonie, Maryja dawała Mu życie, a On stał się sercem z Jej serca, tworząc z Nią jedność. Cała ludzka działalność zaczęła się w Nim skupiać już w łonie Maryi; w Jej płomieniu miłości Jezus ożył i zapłonął.
My również musimy czynić to co Maryja. Jezus gorąco pragnie, abyśmy przyjmowali Go w eucharystycznym spotkaniu. Jest jak żebrak, który stara się odżywiać swój płomień nieskończonej miłości, wypalając w nas wszystko to, co nie jest miłością. Jezus chce jak najbardziej mnożyć te spotkania, podczas których staje się naszym pokarmem i naszym napojem, aby ludzkie działania skupiały się w Nim, rozpalając Go i pozwalając Mu rozpalić każde działanie w Jego miłości.
Cierpienie Jezusa w Eucharystii
Jezus, żywy i prawdziwy, pragnie przyjść do nas jako pokarm, chce przybyć w ukryciu pod postaciami eucharystycznymi. Ukrywa się, abyśmy w Niego uwierzyli, a gdy uwierzymy, wszystkie moce naszego ducha koncentrują się w Nim, a On je rozpala. Jako pokarm i napój duszy, umiłowany i upragniony dobroczyńca, przyciąga naszą miłość do swojego serca. Jego eucharystyczna męka budzi w Nim pragnienie nas, a kiedy się Nim pożywiamy, wtedy On pozwala się wypalać jak knot w lampce oliwnej, kiedy oliwa nie jest zbyt brudna i knot może się w niej swobodnie unosić.
W niebie Jezus w chwale siedzi po prawicy Ojca, w pełni osiągając swój cel bycia kochanym i wielbionym. Lecz w Eucharystii Jezus jest boskim działaniem, które oczekuje, gdyż pragnie dotrzeć do swoich dzieci, aby otoczyć je miłością. A kiedy Jego dzieci nie żywią się Jezusem w Eucharystii, okrutnie cierpi. Cierpi, gdyż nam współczuje; cierpi, gdyż jest miłością nieznaną; cierpi, gdyż jest bogactwem, które nie krąży i jest przez nas praktycznie niedoceniane.
A my krzyżujemy Go, nie doceniając Go, tak jak uczynili Żydzi, którzy wygnali Go ze swojego miasta jako niebezpiecznego i okryli hańbą. Krzyżujemy Go w nas, gdyż jesteśmy jak część Jego ciała, w którym nie krąży już życie, zatrzymane przez jakiś okrutny gwóźdź grzechu. A On naprawdę cierpi w świętym tabernakulum, gdyż jest zamknięty w marmurze, a wolałby w sercach. Cierpi, bo Jego życie nie może być nieruchomym posągiem, lecz jest życiem, które pragnie się rozprzestrzeniać, On jest bowiem pokarmem i napojem, jest przyjacielem, ojcem i królem.
Więzień Ojca
Cechą życia eucharystycznego jest jego szerzenie się, musimy więc dać Jezusowi możliwość rozprzestrzenia się, jeśli nie chcemy czynić tak jak Żydzi, którzy Go zabili, zatrzymując przez ukrzyżowanie krążenie Jego krwi i raniąc Go tak, że wypłynęła z Jego ciała na ziemię. Krew ta żyła w ciele: gdy została zatrzymana i wypłynęła z ciała, spowodowała cierpienie, mękę i śmierć. Teraz Jezus stał się naszym ciałem i naszą krwią. Kiedy sprawiamy, że krew ta wypływa z Jego mistycznego ciała, wypływa z nas, wtedy naprawdę krzyżujemy Jezusa! Kto nie podąża za Nim i czyni Jego życiem daremnym, jest praktycznie świętokradcą, profanuje Miłość, czyniąc Jego życie, które pragnie się szerzyć, biernym. Ta bierność jest prawdziwą męką dla Jezusa, prawdziwą boleścią.
On wyciąga do nas ręce jak ktoś, kto kocha, lecz trafia nimi w pustkę, gdyż ukochana osoba stacza się w przepaść. Jezus cierpi, ponieważ jest więźniem swojego Ojca, aby zadośćuczynić za nasze zniewagi, aby przebłagać Go za nasze braki, widzi jednak, że jest sam w tym wzniosłym działaniu, w którym moglibyśmy Mu towarzyszyć, gdybyśmy chcieli. To jest prawdziwa męka, którą wciąż Mu zadajemy. Mimo to przechodzimy obok Niego, otrzymujemy Go, lecz nawet nie przypuszczamy, że On naprawdę cierpi.
Jezus jest obecny w Eucharystii i daje nam się nie tylko po to, aby nas nakarmić – On pragnie nieustannie odnawiać ofiarę złożoną na krzyżu. W Eucharystii chce bez końca umierać i ofiarowywać się, a Jego męka staje się ogromna, gdy utrudniamy Mu tę ofiarę. Aby tylko się ofiarować, Jezus pozwala się nawet sprzedawać i ofiarować świętokradczo!
Przyspieszyć przyjście Chrystusa
Wielkie jest zatem Jego pragnienie ofiarowania się. I ogromna Jego bolesna męka, kiedy nie zostaje ofiarowany. Jezus pragnie nas karmić, a pozostaje bezczynny; pragnie być w ludzkich sercach, a pozostaje pośród marmurów i drogocennych kamieni. Chce się poświęcić, lecz nie znajduje nikogo, kto by Go ofiarował z miłości.
Spośród apostołów Piotr odradzał Mu ofiarę i został nazwany szatanem. Inni chcieli, żeby Jezus otrzymał ziemską chwałę, aby sami mogli na tym skorzystać. Tylko jeden ofiarował Go na śmierć – zdradzając Go! Pozostaje nam wyłącznie Maryja. Jedynie Ona ofiarowała Go na śmierć z miłości, aby zaspokoić Jego pragnienie ofiarowania się.
Jezus nie znajduje niemal nikogo, kto by Go ofiarował z miłości. Chce pocieszać, lecz nikt nie składa w Jego sercu swoich cierpień. Najdroższe Mu dusze odmawiają cierpienia z Nim i dla Niego. Znajduje niewiele takich dusz i musi je przekonywać. Chce nawiedzać umierających, lecz oni Go odsuwają. Całe Jego życie eucharystyczne jest zatem nieustającą męką, prawdziwą profanacją, działaniem miłości, która pragnie się szerzyć. Pocieszmy Jezusa! To boskie serce ukazało się nam, abyśmy je pocieszyli. Módlmy się, przyspieszmy przyjście Jego królestwa z pomocą Maryi, naszej Mamy, która jest Matką Kościoła.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz