Z Księgi I „Poematu Boga-Człowieka” M. Valtorty:
Pan Jezus: …Kiedy w godzinie próby podejrzenie co do stanu Maryi,
zasyczy w udręce Józefa, on – jako człowiek i jako sługa Boga – w tym
doświadczeniu będzie cierpiał jak nikt dotąd, z powodu świętokradzkiego
przypuszczenia…
«Józef był święty. Bóg wie, gdzie umieszcza Swe dary… Józef cierpiał
głęboko i postanowił Ją opuścić, biorąc na siebie opinię
niesprawiedliwego. Anioł jednak zstąpił, żeby mu powiedzieć: “Nie bój
się wziąć do siebie Maryi, twej małżonki. Ten bowiem, który się w Niej
kształtuje, jest Synem Bożym. To za sprawą Boga Ona jest Matką. Kiedy
Syn się urodzi, nadasz Mu imię Jezus, gdyż to On jest Zbawicielem”».
Józef: … Gdybym został oskarżony o podobne przestępstwo, broniłbym się.
Ty… Nie dałem Ci możności obrony. Chciałem podjąć decyzję, nie pytając
Cię o nic. Obraziłem Cię podejrzeniem. Samo podejrzenie jest już obrazą,
Maryjo. Kto podejrzewa, nie zna [prawdy]. Nie dowiadywałem się tak, jak
powinienem był to czynić. Przez wzgląd na cierpienie, jakie znosiłem…
trzy dni męczarni… przebacz mi, Maryjo. «O, tak, jakież to było
cierpienie! Co za cierpienie! Spójrz, tego ranka powiedziano mi, że mam
posiwiałe skronie, a na twarzy zmarszczki. Więcej niż dziesięć lat
przybyło mi przez te trzy dni…
Maryja: … Józef przeżył swoją mękę. Zrodziła się w Jerozolimie, kiedy
ujrzał Mój stan. Męka ta trwała przez [tyle] dni, co dla Jezusa i dla
Mnie. Nie była ona duchowo mniej bolesna. I jedynie dzięki świętości
Sprawiedliwego, który był Moim małżonkiem, jej pełne godności i
skrytości wyrażenie zostało powstrzymane do tego stopnia, że przeszła
przez wieki mało zauważona.
O, nasza pierwsza Męka! Któż może wypowiedzieć jej głębię i pełną
milczenia intensywność? Któż [może zrozumieć], jak cierpiałam, kiedy
spostrzegłam, że Niebo jeszcze Mnie nie wysłuchało i nie wyjawiło
Józefowi tajemnicy? Domyśliłam się, że on jej nie znał jeszcze, gdyż
widziałam go pełnego zwykłego szacunku wobec Mnie. Gdyby zaś wiedział,
że noszę w Sobie Słowo Boże, adorowałby to Słowo, zamknięte w Moim
łonie, aktami uwielbienia należnymi Bogu. Józef by ich nie pominął, a Ja
nie odmówiłabym ich przyjęcia, nie ze względu na Mnie, ale z powodu
Tego, który był we Mnie i którego nosiłam jak Arka Przymierza nosiła
tablice kamienne i naczynia z manną.
Kto może wyrazić Moją walkę przeciwko zniechęceniu, które chciało Mnie
przytłoczyć, aby Mnie przekonać, że daremnie zaufałam Panu? O, wiem, że
to była wściekłość szatana! Czułam zwątpienie tuż za Moimi plecami,
wyciągające swe lodowate szpony, aby uwięzić Mi duszę i powstrzymać jej
modlitwę! Zwątpienie, które jest tak niebezpieczne, śmiercionośne dla
ducha! Śmiercionośne, gdyż jest pierwszym zwiastunem śmiertelnej
choroby, noszącej imię “rozpacz”. Trzeba jej się przeciwstawiać z całą
mocą, aby nie zgubić duszy i nie utracić Boga.
Któż potrafi wypowiedzieć w całej prawdzie boleść Józefa, jego myśli,
zamęt [ogarniający] uczucia? Jak mała łódź, porwana przez wielką
zawieruchę, znajdował się kłębowisku przeciwstawnych myśli, w wirze
przemyśleń, z których jedno było bardziej palące i bardziej
przytłaczające od drugiego. Z pozoru był mężczyzną zdradzonym przez swą
żonę. Widział, jak traci równocześnie dobre imię i szacunek u ludzi. Już
czuł, jak z jej powodu wytykają go palcem i jak wzbudza politowanie w
okolicy. Wobec oczywistości tego, co się stało, dostrzegał w sobie
zamierające uczucie i szacunek dla Mnie.
Jego świętość jaśnieje tu jeszcze bardziej niż Moja. I daję o tym
świadectwo z uczuciem małżonki. Chcę bowiem, żebyście kochali Mojego
Józefa, tego mądrego i roztropnego, cierpliwego i dobrego. Nie był on
odłączony od tajemnicy Odkupienia. Przeciwnie, był z nią głęboko
powiązany. Ofiarował bowiem ból i siebie samego ocalając wam Zbawiciela –
za cenę swego poświęcenia i dzięki swojej świętości. Gdyby nie był tak
święty, działałby po ludzku. Ogłosiłby Mnie cudzołożnicą, abym została
ukamienowana i aby dziecko Mojego grzechu zginęło ze Mną. Gdyby był
mniej święty, Bóg nie udzieliłby mu Swojej światłości za przewodnika w
tak wielkiej próbie.
Józef jednak był święty. Jego czysty duch żył w Bogu. Miłość płonęła w
nim mocno. Dzięki miłości ocalił wam Zbawiciela. Nie oskarżył Mnie przed
starszyzną. Później, pozostawiając wszystko z uległą gotowością,
uratował Jezusa, [uciekając] do Egiptu. Krótkie były co do ilości, lecz
straszliwe ze względu na intensywność, trzy dni męki Józefa… i Mojej…
tej Mojej pierwszej Męki. Rozumiałam bowiem jego cierpienie, a nie
umiałam go w żaden sposób pocieszyć, z powodu posłuszeństwa poleceniu
Boga, który Mi powiedział: “Zachowaj milczenie!”
Kiedy – po przybyciu do Nazaretu – zobaczyłam go, jak odchodzi po
zdawkowym pożegnaniu, zgarbiony i jakby postarzały w przeciągu krótkiego
czasu, i że nie przychodzi do Mnie wieczorem, jak miał w zwyczaju,
powiadam wam, dzieci, że Moje serce zapłakało z powodu przeszywającego
bólu. Zamknięta w domu, sama w domu – w którym wszystko przypominało Mi
Zwiastowanie i Wcielenie, i gdzie wszystko mówiło Mi o Józefie, z którym
byłam zaślubiona w nieskazitelnym dziewictwie – musiałam przeciwstawiać
się zniechęceniu, podszeptom szatana i ufać, ufać, ufać. I modlić się,
modlić się, modlić się. I przebaczać, przebaczać, przebaczać podejrzenie
Józefa, jego uniesienie się słusznym oburzeniem.
…Moje dziewictwo, powierzone Józefowi, było bezpieczniejsze niż dziecko w
objęciach matki. Jakże mu teraz powiedzieć, że stałam się Matką?
Szukałam słów, aby mu to wyjawić. Trudne poszukiwania. Nie chciałam się
chwalić otrzymanym od Boga darem, a tymczasem w żaden sposób nie umiałam
wyjaśnić Mego macierzyństwa bez powiedzenia: “Pan umiłował Mnie
najbardziej ze wszystkich niewiast i Mnie, Swoją służebnicę, uczynił Swą
Małżonką”. Oszukiwać go, ukrywając Mój stan, także nie chciałam.
Kiedy się modliłam, Duch – którym byłam napełniona – rzekł Mi: “Zachowaj
milczenie. Mnie powierz zadanie usprawiedliwienia Cię przed
małżonkiem”. Kiedy? Jak? Nie zapytałam o to. Zawsze powierzałam się
Bogu, jak kwiat zdaje się na unoszącą go falę. Przedwieczny nigdy nie
pozostawił Mnie bez pomocy. Jego ręka aż dotąd Mnie podtrzymywała,
chroniła, prowadziła. Będzie więc tak czynił i teraz…
I to jeszcze powiedziała Maryja o swoim Oblubieńcu, Józefie:
… po ludzku rzecz biorąc – mogłam oczekiwać ukamienowania. Jednak nie
tego się bałam. Cierpiałam z powodu bólu Józefa. Nawet myśl, że może
Mnie oskarżyć, nie przerażała Mnie sama w sobie. Dla Mnie przykre byłoby
jedynie to, że on – obstając przy oskarżeniu – mógłby uchybić miłości. Z
tego powodu cała krew uderzyła Mi do serca, kiedy ujrzałam Józefa.
Mogła to być chwila, kiedy Sprawiedliwy znieważyłby Sprawiedliwość i
uchybiłby miłości. Największy Mój ból wywoływało to, że mógłby uchybić
[miłości] ktoś sprawiedliwy: ten, który nie uchybiał nigdy.
Gdybym nie była, jak powiedziałam Józefowi, pokorna w najwyższym
stopniu, nie zasłużyłabym na noszenie w Sobie Tego, który – aby wymazać
pychę z rodzaju ludzkiego – uniżył Siebie. Bóg upokorzył się do tego
stopnia, że stał się człowiekiem (por. Flp 2,7-8a). Ukazałam ci scenę, o
której nie mówi żadna z Ewangelii. Chcę bowiem ponownie zwrócić uwagę
ludzi ku warunkom podstawowym, [które trzeba spełnić,] aby podobać się
Bogu i zapewnić sobie Jego stałe przychodzenie do swego serca.
– [Potrzeba] wiary. Józef bezgranicznie uwierzył słowom niebieskiego
posłańca. Pragnął tylko wierzyć, gdyż było w nim przekonanie szczere,
że Bóg jest dobry i że na niego – człowieka, który złożył nadzieję w
Panu – nie dopuści On boleści przeżywania czyjejś zdrady, zawiedzenia
się na kimś i wyszydzenia przez bliźniego. Pragnął Mi wierzyć, będąc
bowiem człowiekiem uczciwym, nie mógł bez bólu myśleć, że inni tacy nie
są. On żył Prawem, a Prawo mówi: “Miłuj bliźniego swego jak siebie
samego”. Jeśli ludzie kochają bardzo jeden drugiego, uważają się
wzajemnie za doskonałych, nawet kiedy tak nie jest. Po co bowiem
osłabiać miłość do bliźniego myśląc, że jest niedoskonały?
– [Potrzebna jest] miłość bezwarunkowa. Miłość, która potrafi
przebaczać, która pragnie przebaczać. Przebaczać z góry,
usprawiedliwiając we własnym sercu uchybienia bliźniego. Przebaczać
natychmiast, przyznając wszelkie okoliczności łagodzące winnemu.
– [Potrzeba] pokory tak bezwzględnej, jak miłość. [Trzeba] umieć
uznawać, że się uchybiło, choćby samą tylko myślą. Nie można mieć pychy,
bardziej szkodliwej jeszcze niż grzech, który ją poprzedza. Pycha ta
polega na tym, że nie chce się przyznać: “Zbłądziłem”. [A przecież]
oprócz Boga wszyscy błądzą. Któż może powiedzieć: “Ja nigdy się nie
mylę”? (por. Ps 143,2)
Istnieje jeszcze trudniejsza pokora. To taka, która potrafi przemilczeć
cuda [dokonywane] w nas przez Boga, kiedy nie jest konieczne – dla
oddania Mu czci – rozgłaszanie ich (por. Mt 8,4 i 9,30n; Mk 7,36).
[Pokora ta skłania do milczenia], aby nie poniżać bliźniego, który nie
otrzymał od Boga takich szczególnych darów. Bóg – jeśli chce, o tak,
jeśli chce – Sam ujawnia Siebie w Swoim słudze! Elżbieta natychmiast
“zobaczyła” Mnie, jaka byłam; małżonek Mój zaś poznał Mój stan [dopiero]
wtedy, kiedy nadeszła godzina zrozumienia tego przez niego. …
Więcej i całość na str.: http://www.objawienia.pl/valtorta/valt/v-01-043.html
Co to znaczy, że Józef był sprawiedliwy, prawy, że dostosowywał się do woli Bożej? I co to znaczyło dla pewnego narzeczonego, jakim on był – żyć w czystości. Kiedy naocznie dowiaduje się, widzi, że Maryja jest w stanie błogosławionym, nie chce ją publicznie ukazywać jako nierządnicę (Pwt 22,13nn); chce ją porzucić w tajemnicy, aby sobie założyła inną rodzinę. Kiedy Bóg go zaprasza, żeby się nie bał wziąć Maryję do siebie, św. Józef zgadza się, aby wobec całej wspólnoty jawić się jako ktoś, kto źle przeżył swój okres narzeczeński do tego stopnia, że pozwala się w oczach ludzi stać się grzesznikiem, uchodzić za takiego. To jest bardzo wielka postać. W Prawie była cała seria przepisów, która mówiła, co się miało stać, gdyby przed zawarciem małżeństwa narzeczona zaszła w ciążę. A więc Józef nie chce wystawiać swej małżonki na publiczne zniesławienie, nie chce, aby Maryja w świątyni przechodziła przez próbę tzw. gorzkich wód (Lb 5,11-31). Więc Józef godzi się na siebie wziąć wstyd innych ludzi do tego stopnia, że o Jezusie ludzie później powiedzą: „a czy On nie jest synem cieśli?” (Łk 4,22; Mt 13,55).
„Mistyczne Miasto Boże”, z rozdz. XIX ‘Św. Józef postanawia opuścić Maryję, jednak Archanioł Gabriel oznajmia mu tajemnicę Wcielenie Syna Bożego’:
… gdy najczystszy Jej oblubieniec Józef spostrzegł jej stan i począł się nad tym zastanawiać; powoli doszedł w tym względzie do zupełnej pewności. Rozum jego nie mógł zaprzeczać oczom. Wtedy boleść niewysłowiona zraniła serce tego męża Bożego i przeniknęła go na wskroś. (…). Najdotkliwszą jednak przyczyną bólu tego świętego oblubieńca była obawa, że jeżeli Maryi będzie można udowodnić dopuszczenie się grzechu, to według przepisu prawa będzie musiał Ją oddać na ukamienowanie (Wj 20,14; Kpł 20,10; Pwt 23,13n.20n.23n). (…). Cierpiał samotnie, nie zwierzając się nikomu i nie starając się ulżyć ciężarowi serca, tak jak to zwykli czynić inni ludzie; wskutek tego cierpienie jego powiększało się i stawało się coraz bardziej dotkliwe. (…). Cóż mam czynić w mym położeniu? Mniejszym złem będzie, gdy porzucę ten dom i pójdę sobie”. (…). Wiesz także, o Panie, że nie jestem winny tej mojej boleści. Wiesz również, jaki wstyd i niebezpieczeństwo grozi mi na skutek stanu mej oblubienicy. Dlatego postanowiłem wybrać mniejsze zło i odejść tam, gdzie mnie nikt nie zna. (…).