Gromnica zgasła.
Gromnica przypomina mi zawsze jedno wydarzenie z początków mojego kapłaństwa, a więc sprzed kilku lat.
W dniu święta Ofiarowania Pańskiego tradycyjnie poświęciłem świece. Potem po Mszy Świętej rozmawiałem z bardzo sympatyczną staruszką, która trzymała w ręce niewielką gromnicę. Zwróciłem na nią uwagę: „Ta gromnica to chyba już wiekowa”. Odpowiedziała mi, że faktycznie ma długą historię i jest dla niej bardzo ważna.
Właśnie przy tej gromnicy odchodziła jej babcia, tata, siostra, a mama umierając sama trzymała ją w ręce. Na koniec opowieści dodała: „Chciałabym, żeby przy mnie też ktoś ją zapalił”.
Minęło kilka miesięcy, może pół roku. Od jakiegoś czasu wspomniana kobieta nie pojawiała się w kościele. Któregoś wieczoru zadzwonił jej syn z prośbą, abym przyjechał do mamy z ostatnią posługą, bo prawdopodobnie niebawem umrze. Wziąłem święte oleje, Pana Jezusa i pojechałem.
Na miejscu okazało się, że jest już nieprzytomna. Pomodliłem się nad nią wspólnie z rodziną i tuż przed udzieleniem sakramentu namaszczenia zobaczyłem na książkach tą małą gromnicę, którą kilka miesięcy wcześniej miała ze sobą w kościele. Przypomniałem sobie jej słowa: „Chciałabym, żeby przy mnie też ktoś ją zapalił”
Od razu powiedziałem synowi, aby ją zapalił. I razem z gromnicą rozświetliły się oczy kobiety. Popatrzyła na mnie i powiedziała cichym głosem: „chcę spowiedzi”. Naturalnie spełniłem jej życzenie.
Potem namaściłem ją i udzieliłem Komunii Świętej. Modliliśmy się jeszcze przez chwilę. Okazało się, że knot w gromnicy nie był dociągnięty do końca i w pewnym momencie zaczęła gasnąć.
Staruszka do końca wpatrywała się w jej światło. To było tak przejmujące, że w końcu zamilknęliśmy wszyscy, a łzy same cisnęły się do oczu.
W pewnym momencie kobieta powiedziała ostatnie słowa, cały czas wpatrzona w gromnicę: „Mateczko kochana, już czas”. I gdy zamknęła oczy, gromnica zgasła.
Ks. Tomasz Białoń.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz