Ks. Jerzy Jastrzębski: Modlitwa doskonała „Ojcze nasz” oczami prymasa Wyszyńskiego
„Ojcze nasz” oczami prymasa Wyszyńskiego
My na ogół mechanicznie i z przyzwyczajenia odmawiamy
Ojcze nasz, właściwie nie zastanawiając się nad konsekwencjami
i wymaganiami Chrystusa. Trzeba nauczyć się tej modlitwy,
bo my jej jeszcze na ogół nie umiemy.
PRYMAS STEFAN WYSZYŃSKI
Ksiądz Jerzy Jastrzębski,
który od lat zgłębia pisma bł. Stefana Wyszyńskiego, postanowił
uporządkować jego myśli na temat Modlitwy Pańskiej i przeanalizować
każde z jej wezwań. W swojej najnowszej książce szuka odpowiedzi na
pytania:
– Jak według Prymasa Wyszyńskiego prawidłowo odmawiać Ojcze nasz?
– Co oznaczają poszczególne wezwania zawarte w Modlitwie Pańskiej?
– Jak wypowiadać słowa modlitwy Ojcze nasz z pełnym zaangażowaniem?
To właśnie dzięki niezwykłej mądrości kard. Stefana Wyszyńskiego odkryjemy na nowo Modlitwę Pańską oraz zmienimy nasze myślenie o Bogu i drugim człowieku. Książka zawiera również wybrane homilie wygłoszone przez autora podczas uroczystości związanych z bł. Stefanem Wyszyńskim oraz krótkie opowiadanie

fragment książki:
„Boże!
Jak mam się modlić?” To pytanie przez wieki zadają sobie miliony ludzi.
To pytanie postawili Jezusowi również Apostołowie, a On spełnił ich
pragnienie i nauczył ich modlitwy. Od tej chwili Ojcze nasz stało się przykładem modlitwy doskonałej.
Prymas Tysiąclecia podkreślał, iż znamienne
jest to, że najpierw wspólnota zauważyła potrzebę zgłębienia tajników
modlitwy, a kiedy wyraziła ową potrzebę, Mistrz na nią odpowiedział.
Wiemy, że modlitwa ma być spotkaniem stęsknionych serc – Serca Boga i
serca człowieka. Potrzebna jest zatem stała i regularna praktyka –
niejako „uzależnienie od modlitwy”. Apostołowie „zrozumieli, że bez
ducha modlitwy, bez nałogu i stanu modlitwy, dzieła, które Chrystus chce
im zlecić, poprowadzić się nie da” – pisał prymas, który w innym
miejscu zauważył, że „nie można pomagać Bogu bez Boga” oraz że „tylko
to, co zostało przez nas przemyślane i przemodlone, można bezpiecznie
dać innym”.
(…) Mało kto dziś pamięta, że przez wieki – przed Soborem Watykańskim II – modlitwę Ojcze nasz odmawiał kapłan indywidualnie. Natomiast po soborze tę modlitwę odmawia cała wspólnota wierzących. To ważna zmiana. Błogosławiony prymas wskazuje ponadto dwa zasadnicze cele rozważań nad modlitwą. Pierwszym jest odkrycie „charakteru tej modlitwy społecznej i apostolskiej, która ma się stać dla nas wszystkich chlebem powszednim”. Drugim celem jest dostrzeżenie, jaki model modlitwy zalecał nam Jezus, dzięki czemu mamy okazję zrozumieć, że modlitwa nie jest tylko moją sprawą prywatną, ani tym bardziej narzędziem do zdobywania łask potrzebnych tylko dla mnie. Wręcz przeciwnie, Prymas Tysiąclecia nauczał, że z modlitwy muszą wynikać „praktyczne wnioski”, dzięki którym nasze serce się rozszerza na potrzeby innych ludzi i to właśnie czyni nas autentycznymi uczniami Chrystusa. Wtedy codzienna, żarliwa i świadoma modlitwa staje się szkołą miłości ku siostrom i braciom. Dlatego też prymas podkreślał, że ten rodzaj modlitwy wspólnotowej najbardziej wspiera człowieka w rozwoju duchowym: „Najbardziej korzysta człowiek, gdy modli się społecznie. Mogą być wielkie wzloty szczególnej osobistej łączności z Chrystusem, doniosłe i ważne, ale najlepiej czynimy, gdy naśladujemy w modlitwie Chrystusa i modlimy się tak, jak On kazał”.
NIE WÓDŹ NA POKUSZENIE I ZBAW ODE ZŁEGO
bo tylko dzięki Twojej łasce możemy
zwyciężyć złego ducha
Jezus
uświadamia nam, że nie wystarczy modlić się tylko o chleb powszedni czy
pokój serca, ale potrzebujemy koniecznie błagać Boga o ochronę przed
atakującym złem. Gdybyśmy wzięli dosłownie tę część modlitwy Ojcze nasz,
to moglibyśmy dojść do nieprawdziwych i niebezpiecznych wniosków,
jakoby Bóg chciał zsyłać na nas pokusy. Dlatego ważne jest, aby
porównywać różne tłumaczenia Pisma Świętego, gdyż one nakierują nas na
rozumienie możliwie najbliższe językom oryginalnym. I tak dla przykładu
francuski przekład z 1967 roku jest bliższy języka greckiego i oddaje tę
modlitwę słowami: „nie poddawaj nas pokusie”. Natomiast Towarzystwo
Biblijne w Polsce wydało Nowy Testament, w którym ten fragment oddano
słowami: „nie dopuść, abyśmy ulegli pokusie”, a najnowszy polski
przekład wydany przez Edycję Świętego Pawła
zachęca nas, abyśmy modlili się tym
wezwaniem w następującym tłumaczeniu: „nie dopuszczaj do nas pokusy”.
Każde z tych tłumaczeń uświadamia nam, że nigdy nie jesteśmy w sytuacji
nijakiej wobec dobra i zła. A skoro zawsze jesteśmy atakowani przez
demona, to znaczy, że zawsze potrzebujemy ochrony. Tym bardziej że świat
pokus i grzechu jest potężny i dobrze zorganizowany. Jeśli nie chcemy
jemu ulec, to musimy zachować czujność, aby nigdy nie dać się wplątać w
sidła zła. A gdyby jednak tak się stało, trzeba konieczne wołać Boga na
ratunek. Ta walka o wolność wewnętrzną i zewnętrzną trwa zawsze i
wszędzie i dla tego, kto trzyma z Bogiem, zawsze jest wygrana. Jednak
jej warunkiem jest poznanie Boga, poznanie siebie i poznanie demona. To
poznanie ma posmak wolności, o którym mówił słynny ojciec Kościoła –
Orygenes:
Musimy się modlić, nie abyśmy uniknęli pokusy, bo to niemożliwe, lecz byśmy jej nie ulegli, jak ci, którzy są przez nią owładnięci i zwyciężeni. (…) Oto jaki jest pożytek z pokus. Tego, co otrzymała nasza dusza, nikt poza Bogiem nie zna, nawet my sami. Pokusa to ujawnia, abyśmy nie pozostawali w niewiedzy, ale abyśmy znając siebie, odczuwali, jeśli chcemy, naszą nędzę i dziękowali za dobra, które stały się nam jawne przez pokusy. Dzięki pokusom okazuje się, jacy jesteśmy, wychodzą na światło dzienne tajniki naszego serca
Triada ochronna: modlitwa, wierność i męstwo
Chcąc naśladować Chrystusa, zawsze staniemy oko w oko ze złem. Pokusy, które nas spotykają, nie są zsyłane przez Boga. O tym mówi wyraźnie słowo Boże: „Kto doznaje pokusy, niech nie mówi: «Bóg mnie kusi». Bóg bowiem ani nie podlega pokusie do zła, ani też nikogo nie kusi. To własna pożądliwość wystawia każdego na pokusę i nęci” (Jk 1, 13–14). Skoro już jest jasne, że Bóg nas nie kusi, ale w chwili próby daje nam poznanie siebie i naszych pożądliwości, czyli słabych punktów – największych skłonności do ulegania grzechowi – aby w ten sposób ochronić nas przed złem, to w tym kontekście powróćmy na chwilę do różnych tłumaczeń tego wezwania modlitwy doskonałej, jaką jest Ojcze nasz. Widzimy że najbardziej obecnie rozpowszechnione tłumaczenie tej modlitwy może nas wprowadzić w błąd, gdyż Bóg nas nie kusi, a w czasie pokusy daje nam poznać naszą słabość i grzeszność, abyśmy, odkrywszy je, tym gorliwiej błagali, by odpędzał od nas pokusy (co akcentuje tłumaczenie Biblii Paulistów), a jeśli zaczniemy w nie wchodzić, abyśmy w porę opamiętali się i powiedzieli im stanowcze „nie” (co bardziej podkreśla przekład Towarzystwa Biblijnego w Polsce). Bez względu na to, które z przytoczonych tłumaczeń jest najbliższe naszemu sercu, modlitwa, której nauczył nas Jezus, jest błaganiem do Boga, aby dał wyraźny sygnał ostrzegawczy – pomnożył naszą umiejętność rozeznawania natchnień i pokus, a jednocześnie powiększył naszą siłę ducha. Sami bowiem jesteśmy za słabi, aby stanąć do walki z demonem. Prymas Tysiąclecia podkreślał, że ta część modlitwy Ojcze nasz zawiera w sobie ochronną triadę, którą tworzą: modlitewna czujność, wierność i męstwo.
Potrzebujemy nieustannego czuwania nad sobą – świadomego życia, w którym odrzucamy zło, a wybieramy dobro, i dlatego przez te słowa Jezus poleca nieustanne badanie sumienia. Ta modlitwa chroni nas przed bezmyślnym życiem i uleganiem Nie wódź na pokuszenie i zbaw ode złego naiwności, gdyż szatan nieustannie szuka sposobu, aby nas omamić, i nierzadko przebiera się w strój Pana Boga. „Prośba ta – pisał Prymas Tysiąclecia – uczy nas ostrożności, abyśmy umieli roztropnie chodzić po świecie, pamiętając, że mamy szczególny obowiązek czujności ducha. «Nie wódź nas na pokuszenie…» – a więc zasłaniaj nas! Bóg przecież nie kusi, wręcz przeciwnie, On nas zasłania przed niebezpieczeństwami”
Więcej: kliknij
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz