Za pobożne czytanie Pisma Świętego przez pół godziny Kościół udziela odpustu zupełnego. Czy masz księgę Pisma Świętego? Czy zaglądasz do niej? Czy czytasz ją, rozważasz? Czy całujesz ją?
Za pobożne czytanie Pisma Świętego przez pół godziny Kościół udziela
odpustu zupełnego. Czy masz księgę Pisma Świętego? Czy zaglądasz do
niej? Czy czytasz ją, rozważasz? Czy całujesz ją? Możesz nią błogosławić
swoją rodzinę. Czy jak Franciszek radzisz się Boga, Jezusa Chrystusa
czytając Biblię?
Bóg
w swej nieskończonej miłości pragnie zbawienia wszystkich ludzi. Ciągle
na nowo przemawia do nich, aby ich do siebie pociągnąć i przyprowadzić.
Przez swoje słowo usilnie zabiega o człowieka. Słowo to jest jednak
tylko wówczas skuteczne, kiedy przyjęte zostaje z wiarą, kiedy człowiek
nie zamyka się na jego działanie przez miłość własną. Chrześcijanie nie
mogą zapomnieć, że ich zasadnicza postawa winna wyrażać się w słowach
proroka Samuela: „Mów, Panie, bo sługa Twój słucha!” (1 Sam 3,10) i św.
Franciszka: „Panie, co chcesz, abym czynił?” (2 Cel 6). W
życiu Biedaczyny spotkanie ze Słowem Bożym w Ewangelii odegrało rolę
pierwszoplanową – przez nią przemawia do niego sam Bóg w swym Synu.
Wśród wielu wielkich dzieł Bożych, na które Asyżanin tak całkowicie się
otwierał, za jedno z największych uważał
to, że Bóg – ukryty, niewidzialny, „mieszkający w światłości
niedostępnej” (Np. 1) – zwraca się do niego po ludzku, przemawia w
zrozumiały dla niego sposób. Z ogromną uwagą nasłuchiwał Biedaczyna tego głosu Boga. Nasłuchiwał i był mu posłuszny. „Jego
największą troską, najżywszym pragnieniem, a także największym
postanowieniem było zachowywanie świętej Ewangelii we wszystkim i
zawsze” (1 Cel 84).
Franciszek „nigdy nie był głuchym słuchaczem
Ewangelii lecz zapamiętując to, co usłyszał, starał się wypełnić
wszystko dosłownie” (1 Cel 22). Wysłuchawszy pewnego dnia
Ewangelii o tym, jak Pan Jezus rozesłał uczniów, aby głosili Jego naukę,
Święty prosił po nabożeństwie kapłana o dokładniejsze wyjaśnienie.
Kiedy zaś usłyszał, że uczniom Chrystusa nie wolno posiadać pieniędzy,
torby, chleba czy jakichkolwiek zapasów, nawet laski, sandałów czy sukni
– tak bowiem mają głosić królestwo Boże i nawoływać do życia pokuty –
wykrzyknął: „To jest, czego chcę, to
jest, czego szukam, to całym sercem pragnę czynić” (1 Cel 22).
Przepełniony radością pośpieszył słowa zamienić w czyn. Zdjął byty,
odrzucił laskę-kij i zamiast rzemieniem przepasał się sznurem.
Biedaczyna słuchał słowa Bożego jako skierowanego bezpośrednio do
siebie. Objawienie Boże na kartach Pisma Świętego odnosił bezpośrednio
do własnego życia: „Nikt nie pokazywał, co mam czynić, lecz sam
Najwyższy objawił mi, że powinienem żyć według Ewangelii świętej” (T
14). Franciszek traktował więc słowa Ewangelii tak, jakoby w nich Jezus
bezpośrednio zwracał się do niego, jakby cieleśnie przed nim stał i
przemawiał. A na to nie mógł pozostać głuchy. Żył więc w posłuszeństwie
Bogu.
Zetknąwszy się z Ewangelią zrozumiał, że ona jest
rzeczywiście przewodniczką, która pomoże osiągnąć ten ideał, jaki na
próżno usiłował osiągnąć innymi drogami. Franciszek
czcił, czytał, rozważał i przeżywał Ewangelią i dlatego można
powiedzieć, że uważał ją za najpewniejszą przewodniczkę w swoim życiu i gdy znalazł się w jakiejś trudnej sytuacji, po modlitwie szukał z ufnością pomocy w Ewangelii. Do Bernarda z Quintavalle powiedział: „Wczesnym rankiem pójdziemy do kościoła, weźmiemy księgę Ewangelii i poszukamy rady od Chrystusa” (2 Cel 15).
Celano
opowiada, że „gdziekolwiek znajdował jakieś pismo o Bogu czy też o
ludzkich sprawach na drodze, w domu, na ziemi, podnosił je z wielkim
szacunkiem i umieszczał w miejscu świętym lub przynajmniej w miejscu
godnym, ze względu na to, że mogło się w tym piśmie znajdować imię Pana
lub inna nazwa związana z Bogiem” (1 Cel 82).
Chciał, by tak samo postępowali jego bracia i dlatego upominał ich: „Tak
samo imiona i słowa Pańskie napisane, gdziekolwiek znajdą w miejscu
nieodpowiednim, nich podejmuje i składają w godnym miejscu” (LK 5). To samo wyraził w Testamencie (12): „Gdzie
tylko znajdę w miejscach nieodpowiednich napisane najświętsze imiona i
słowa Jego, pragnę je zbierać i proszę, aby je zbierano i składano w
odpowiednim miejscu”.
Franciszek przez całe swe życie miał szczególną cześć i szacunek dla księgi Pisma Świętego, dlatego
zachęcał wszystkich do szanowania świętych tekstów i ksiąg. Stąd często
czytał Ewangelię i zapisywał w sercu i pamięci to, co przeczytał. W
Ewangelii, którą prawie całą znał na pamięć, znajdował lekarstwo
uśmierzające jego ból i niepokoje. Ze wszystkich sił dążył do
przestrzegania zasad Ewangelii, we wszystkim starał się być jej wiernym;
słusznie możemy nazywać go człowiekiem ewangelicznym. Ewangelię uważał
za niezastąpionego przewodnika w swoim życiu. Z głęboka wiarą otwierał
Pismo Święte, by szukać w nim woli Boga, gdy przeżywał chwile trudne i
momenty niepewności. W trakcie słuchania Ewangelii odkrył sens swego
powołania. Z lektury Ewangelii dowiedział się, że powinien cierpieć dla
Jezusa Ukrzyżowanego, że zbliża się godzina jego śmierci.
Biedaczyna,
człowiek ewangeliczny, przypomina swoim naśladowcom, że powinni często –
nawet codziennie – czytać pobożnie Ewangelię, rozmyślać nad nią
ustawicznie, wszelkimi siłami dążyć do przestrzegania jej przykazań, rad
i zasad, powinni uważać ją za pewną przewodniczkę w życiu.
Wszyscy bracia i siostry św. Franciszka powinni pamiętać, że reguła
franciszkańska, klariańska i tercjarska jest odbiciem Ewangelii, a
przestrzegając ja, mogą stać się, tak jak Biedaczyna, ludźmi
ewangelicznymi, czyli ludźmi dobrej i radosnej nowiny o Bogu, który jest
Ojcem i Miłością dla każdego człowieka.
Codzienna lektura Ewangelii zmusza nas do konfrontacji naszego życia z nauka i życiem Chrystusa. Niechęć
człowieka do codziennego czytania Pisma Świętego jest najczęściej
owocem lenistwa, biorącego swój początek w uczuciu trwogi przed
konfrontacją z prawda Bożą. W sądzie nie można zasłaniać się
nieznajomością przepisów prawnych. Chrystus żądał od ludzi, by czcili
to, co znają. W rozmowie z Samarytanka przy studni Jakubowem wyraźnie
powiedział: „Wy czcicie to, czego nie znacie, my czcimy to, co znamy” (J 4.22).
Podczas
wizyty duszpasterskiej (kolędy) można zauważyć na stole nakrytym białym
obrusem zapalone świeczki, krzyż stojący lub leżący, wodę święconą i
kropidło, jakiś obraz Jezusa, Matki Bożej lub świętego oraz księgę Pisma
Świętego, Biblii Starego i Nowego Testamentu. Najczęściej
księga to wygląda jakby nowa, starannie utrzymana. Wydaje się, że Pismo
Święte jest przez naszych wiernych kupowane, ale nie dość czytane. Liczba sprzedanych egzemplarzy nie jest równoznaczna z liczbą czytelników. Wiele
domów katolickich wprawdzie posiada Biblię, ale kto i ilu domowników po
nią sięga i jak często. Przez długie wieki Pismem Świętym niewielu się
interesowało. Daniel Rops w książce Pt. „co to jest Pismo Święte?”, zastanawiając się nad dramatycznymi dziejami Biblii, tak pisze: „Równoczesny
upadek Biblii i liturgii, dokonujący się od końca XIII wieku, jest
tylko logicznym odbiciem wypaczonego ideału chrześcijaństwa… Głosowano
nawet, że »Biblia jest na indeksie« i że »katolik nie powinien Biblii
czytać«, z tego powodu katolicy ponieśli ogromne straty. Czy można
bowiem być w pełni katolikiem, skoro korzenie, z których wiara czerpie
życie i rozwój, zostały podcięte?”.
Wielu ludziom Pismo Święte wydaje się być niepotrzebne do życia i wiary. Wierzą w Chrystusa, nie wiedząc, kim On jest.
Ich wiedza o Bogu – Człowieku składa się z kilku prawd katechizmowych i
z luźnych opowiadań ewangelicznych. Niektórzy ryzykują twierdzenie, że
rzesze katolików wierzą w Chrystusa nie znając Pisma Świętego. Czytając
utrwalone na jej kartach opisy zdarzeń, wypadków, obyczajów, sposobów
życia, towarzyszymy krok po kroku historii naszych starszych braci w
wierze, uczestniczymy w ich
wzruszeniach, troskach, cierpieniach, w żałobnych i radosnych
uroczystościach, w medytacjach, w wojennych wyprawach, ucztach,
kłótniach, bohaterskich przygodach i chytrych wybiegach, chwalimy ich
zalety i potępiamy wady, podziwiamy prorocze wizje mężów
opatrznościowych i przewidujących, jesteśmy poruszeni mądrością mędrców i
kiwamy z politowaniem głową nad nieroztropnością i głupotą innych,
słuchamy różnych wspaniałych przypowieści i modlitw. Czujemy z tą księgą
głęboką solidarność. Jej świętość jest dla nas prosta, zwyczajna i sama
przez się zrozumiała. Ale równocześnie mamy zawsze w pamięci, że ta
księga jest przede wszystkim dziełem Objawienia, napisanym pod
natchnieniem Boga. Dlatego czytamy ja z podwójnym uczuciem: z najgłębszą
czcią dla Boskiej Mądrości, głoszącej Obietnicę, a zarazem z tym
szczególnym wzruszeniem, z jakim sienkiewiczowski latarnik czytał „Pana
Tadeusza” (Roman Brandstaetter).
Pismo Święte Starego
Testamentu było z początku – podobnie jak Ewangelia – opowiadane, czyli
przekazywane ustnie. Przekazywane z pokolenia na pokolenie, drogą ustnej
tradycji, zostało spisane w pewnej epoce naszych dziejów, przeszło
przez filtry różnych redaktorów, aż dotarło do nas w kształcie dzisiaj
nam znanym. Słowo biblijne z początku było słyszane, a nie czytane. Myśl
Boża przenikała słuchających przede wszystkim przez zmysł słuchu,
którzy mieli zawsze niezwykle wyczulony na wszelkie głosy zewnętrzne i
wewnętrzne. Zanim ludzie ujrzeli Księgi Święte spisane na miedzianych,
papirusowych i pergaminowych zwojach, określone kształtem liter
biegnących równym szeregiem od strony prawej do lewej, mieli je w uszach
w kształcie dźwięków, głosów wypowiadanych i śpiewanych przy
akompaniamencie muzycznych instrumentów.
Czytanie
Pisma Świętego, jest niezgłębionym źródłem naszej wiedzy o Bogu i o
człowieku. Dlatego dobrze jest czytać je każdego dnia. A kiedy
często tę Świętą Księgę bierzemy do rąk, by czytać i rozważać, po czasie
zauważymy, że jest ona w miaę podniszczona, przybrudzona i może
poplamiona. Nieskazitelny czysty egzemplarz Biblii może dowodzić, że
księga ta nie służy swojemu celowi, że stoi „bezużytecznie” na półce, że
jest pewną dekoracja, martwym przedmiotem. Czyste
Pismo Święte świadczy o jego właścicielu, który nie używa go. Biblia
często czytana powinna być w miarę podniszczona, w miarę zabrudzona, w
miarę postrzępiona, ze śladami palców na rogach stronic, winna zawierać
różne podkreślenia i zapiski na marginesach. Swego czasu oglądałem w
ambasadzie amerykańskiej w Warszawie egzemplarz Biblii zamordowanego
prezydenta USA Johna Kennedyego. Egzemplarz ów był podniszczony, a tekst
miał liczne podkreślenia i uwagi, dopiski na marginesach. Widać było,
że jej właściciel czytał tę księgę i medytował. Każde takie podkreślenie
i każda uwaga zapisana na marginesach księgi, na dole, u góry, po
bokach, jest dowodem naszego przenikania w test i naszego z nim
spoufalania się, jest jakby podpisem stwierdzającym nasz współudział w
zdarzeniach, dziejących się na jej kartach. Nie bójmy się notować na
marginesie Biblii naszych wzruszeń, które przeżywamy podczas jej
czytania. Wystarczy krótka notatka, jedno lub drugie słowo, czy choćby
tylko wykrzyknik lub znak zapytania. Nie bójmy się podkreślić ołówkiem
lub kolorem tych fragmentów, do których pragniemy wielokrotnie powracać.
I oto nawet nie spostrzeżemy się, jak dzięki naszym podkreśleniom,
umownym znakom, nawiasom, pytajnikom i wykrzyknikom, uwagom zapisanym
skrupulatnie na kartach Pisma Świętego stanie się ono domownikiem naszej
duszy, zaufanym powiernikiem, którego wtajemniczamy w najtajniejsze
związki łączące nas z Bogiem, ludźmi, ze światem.
Wspomniany
Roman Brandstaetter w książce „Krąg biblijny” dwie stronice poświęcił
„Lamentowi nie czytanej Biblii”. Biblia oskarża swojego właściciela w
ten oto sposób: „Stoję na najwyższej półce twojej domowej biblioteki,
wciśnięta między stare i pożółkłe, od wielu lat nie tknięte tomy
encyklopedii Orgelbranda, do których jestem podobna z formatu i
objętości. I tak stojąc od wielu lat nie dostrzeżona, nieomal
niewidzialna, spokojnie medytuję nad moim niewesołym losem. Tematem
moich najczęstszych medytacji jest pytanie: po
co kupiłeś mnie, człowieku, po co zapłaciłeś za mnie trzysta złotych (w
1986 r.), po co dźwigałeś mnie w teczce przez miasto i po co mnie
przyniosłeś do domu? Po co? Czy po to, aby przerzucić kilka moich
stronic, przeczytać pobieżnie na chybił trafił kilka wybranych wersetów,
spojrzę na mnie bogobojnym drżeniem i odstawić nabożnie na najwyższą
półkę w księgozbiorze?”.
Ta Święta Księga, „myślała” i to
wielokrotnie, że przynajmniej w niektórych sytuacjach i momentach życia
jej właściciela zostanie ściągnięta z półki, odkurzona i otwarta na
przeczytanie przynajmniej pewnych fragmentów, ale nic z tego nie wyszło.
A sytuacje były bardzo poważne.
Podczas przyjęcia w domu właściciela Biblii goście posprzeczali się
odnośnie zacytowanych słów Chrystusa i wówczas jeden z adwersarzy prosił
o przyniesienie Pisma Świętego. Ale właściciel rzek: „Nie wiem, gdzie
jest… Nie wiem, gdzie ją postawiłem”. Potem zmarło dziecko właściciela
Świętej Księgi, a on nie sięgnął po nią. „A potem umarła twoja żona, a
ty ugiąłeś się pod nowym ciosem, stałeś się niedołężnym starcem… patrzyłeś na ulicę, na spieszących przechodniów, nie rozumiejąc, po co oni żyją, po co sam jeszcze żyjesz i po co istnieje świat”.
Roman
Brandstaetter w ten sposób kończy swoje rozważanie: „I pewnego dnia
umarłeś. Szybko zjawili się spadkobiercy i likwidując mieszkanie, kiwali
smutnie głowami nad twoim doczesnym majątkiem. Jeden znalazł mnie wśród
książek zrzuconych bezładnie na podłogę. Schylił się, podniósł mnie i
obejrzał, otrzepał mnie z grubej warstwy pyłu i rzek drżącym od tkliwego
wzruszenia głosem do stojącego obok młodzieńca: – Widzisz? Twój stryj
nieboszczyk, Panie święć nad jego duszą, był pobożnym człowiekiem. Miał Biblię. Weź sobie z niego przykład”. Co za sarkazm!
Czytajmy także głośno Pismo Święte i módlmy się za pomocą jego lektury. Juliusz Słowacki pisał w jednym z listów do matki: „Często wieczorem czytam głośno rozdział z Biblii”.
Czy
masz księgę Pisma Świętego? Czy zaglądasz do niej? Czy czytasz ją,
rozważasz? Czy całujesz ją? Możesz nią błogosławić swoją rodzinę. Czy
jak Franciszek radzisz się Boga, Jezusa Chrystusa czytając Biblię?
Franciszek pisze: „Błogosławiony
ten zakonnik, który znajduje zadowolenie i radość tylko w najświętszych
słowach i dziełach Pana i pociąga przez nie ludzi do miłości Boga w
radości i weselu” (Np. 20,1-2). Wszędzie tam, gdzie Bóg przemawia
do ludzi, dokonuje się cud niepojętej i niezasłużonej łaski! O, gdyby
wszyscy świadomi byli tego, iż sam Bóg się zniża, by przemówić do nich w
miłości! Biedaczynie wierzono, bo on żył słowem Bożym. Asyżanin napisał
braciom: „A ponieważ kto z Boga jest, słucha słów Bożych,
my, którzy jesteśmy specjalnie przeznaczeni do służby Bożej, powinniśmy
nie tylko słuchać i czynić to, co mówi Bóg, lecz strzec wszystkich
ksiąg, które zawierają święte słowa Boże, po to, aby opanowało nas
poczucie wzniosłości naszego Stwórcy i naszego poddaństwa wobec Niego”
(L 2,34-45).
Za pobożne czytanie Pisma Świętego przez pół godziny Kościół udziela odpustu zupełnego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz