Bp Erik Varden, który wygłosi rekolekcje dla papieża Leona XIV: „Uzdrawiające rany”
Jeśli nosisz w sobie rany, których nie da się zagłuszyć….
W tym roku rekolekcje wielkopostne dla papieża Leona XIV i kurii w Watykanie będzie głosić biskup Erik Varden, rozchwytywany kaznodzieja i pisarz duchowy. Bp Erik Varden z Norwegii, trapista jest biskupem Trondheim w Norwegii i przewodniczącym Episkopatu Krajów Nordyckich. W przeszłości był opatem trapistów w Anglii. Jest konwertytą z luteranizmu
Jeśli nosisz w sobie rany, których nie da się zagłuszyć….
Książka „Uzdrawiające rany” to uczciwa i głęboka refleksja nad cierpieniem, które nie znika samo. Autor pokazuje, że traumy z relacji czy dzieciństwa nie leczą się ani prostymi receptami, ani pobożnymi hasłami.
Bp Varden prowadzi czytelnika drogą kontemplacji ran Chrystusa — miejsca, w którym Bóg nie omija ludzkiego bólu, lecz wchodzi w niego, by go przemienić. Tam może zacząć się prawdziwe uzdrowienie.
To książka szczególnie dobra na czas zbliżającego się Wielkiego Postu. Jeśli nosisz w sobie rany, których nie da się zagłuszyć – wejdź na drogę, która nie ucieka od cierpienia, ale prowadzi ku jego przemianie

fragment książki:
Nasze rany są dla nas czymś intymnym. Przeważnie staramy się je ukryć, pielęgnując – dla własnego i cudzego dobra – iluzję, że nie istnieją. Pragniemy być krzepcy i zdrowi, a przynajmniej chcemy być za takich uważani. Rana świadczy o naruszeniu zdrowia – niekiedy przejściowym, do pewnego stopnia, a niekiedy całkiem na dobre.
Możemy
wyleczyć się ze skutków rany i umiejętnie ukryć jej ślad za pomocą
kosmetyków, materialnych lub metaforycznych, jednak blizny pozostają,
utrwalone w naszej pamięci, w naszej świadomości, nawet jeśli nie w
naszej cielesnej istocie.
Interioryzacja rany może spowodować, że się ona rozrośnie i przybierze fantastyczne, a nawet groteskowe rozmiary.
Życie niektórych ludzi jest zdeterminowane przez próby ukrywania ran. Może to być dziedzictwo traumy, zwłaszcza doznanej we wczesnym okresie życia, wskutek czego wydaje się ona uzyskiwać autonomiczną, rozkazującą siłę przy kształtowaniu losu.
Kobieta lub mężczyzna mogą czuć się tak zdefiniowani przez ranę, iż wszelkie inne okoliczności, wesołe czy smutne, wydają się jej podporządkowane. Mogą mieć przekonanie, że jej czy jego życiowym zadaniem jest faktycznie noszenie tej rany, niczym swego rodzaju kamienia Syzyfa, i że chwila niezwracania uwagi na to zadanie okazałaby się zgubna.
(…) W
Wieczerniku Jezus wiedział, co Go czeka. Od tej chwili opowieść rozwija
się szybko. Po kilku godzinach znajdujemy Jezusa w Getsemani, modlącego
się, aby kielich ofiary ominął Go, ogarniętego taką udręką, iż „Jego pot
był jak gęste krople krwi, sączące się na ziemię”. Przeczucia agonii
będą żywe w Jego piersi, ściskając ją, podczas wieczerzy, kiedy mówi, że
wkrótce zostanie wydany w mordercze ręce. Jan, człowiek o najwyższej
wrażliwości, nie przegapi tego przypływu emocji, dowodzącego
konkretności rzeczywistości, którą później uznał za aksjomat
teologiczny: Słowo naprawdę stało się ciałem, podlegającym wszystkiemu,
na co podatne jest ciało na tym świecie. Wcielony Logos odczuł w piersi
obezwładniające zstąpienie nocnego całunu rozpaczy, lecz będąc Światłem,
nie został nim spowity. Jan spoczywał na miejscu, w którym ten dramat,
jednocześnie ludzki i metafizyczny, się rozgrywał.
Dostrzeżenie, że ktoś, kogo kochamy i za
kogo czujemy odpowiedzialność, doznaje wielkiego cierpienia, podczas gdy
nie istnieje nic, absolutnie nic, co moglibyśmy zrobić, aby mu pomóc,
jest przerażającym aspektem kondycji ludzkiej. Jedyną konstruktywną
możliwością, jaka otwiera się przed nami w takich wypadkach, jest
współczucie, pokorne i stanowcze postanowienie pozostawania blisko
drugiej osoby w jej ekstremalnej sytuacji. Moglibyśmy zadać sobie
pytanie, czy jesteśmy gotowi, aby znosić i – na ile jesteśmy zdolni –
mieć udział w tym, co porusza pierś Zbawiciela wypełnioną tragedią
świata, zmaterializowaną tutaj w zdradzie przyjaciela. Pytanie jest
trafne, skoro rozważamy spoczywanie na tej piersi Jana – uważnego i
otwartego, słuchającego pospiesznego bicia serca Boga.
Bo przyjaciel, na którego łonie spoczywa
Jan, jest Bogiem. Stwierdzenie to ma charakter strukturalny dla całej
Ewangelii Janowej, a jednak łatwo o nim zapominamy. Orygenes obdarzony
sokolim wzrokiem był mniej narażony na takie zaniedbanie. W swoim
komentarzu do czwartej Ewangelii pisze:
Jan, opierając się na Słowie i dotykając pełnych znaczenia
tajemnic, spoczywał na łonie Słowa tak, jak
Słowo znajduje się w łonie Ojca, zgodnie ze zdaniem:
„Jednorodzony Bóg, który jest w łonie Ojca, pouczył (o nim)”.
Czy ten
niezapomniany obraz z Prologu Janowego – Syna na łonie Ojca – mógł się
ukształtować w umyśle ewangelisty, kiedy on sam spoczywał na łonie Syna
podczas wieczerzy będącej figurą Jego zbawczej męki? Myśl ta jest
czystym przypuszczeniem; lecz z pewnością nie jest nieprawdopodobna.
Kiedy stawiamy się na miejscu Jana – blisko
piersi Chrystusa – i przyjmujemy jego chrystologiczne wyznanie za
własne, przypomnijmy sobie na chłodno, co się potem dzieje w Ewangelii:
Jezus zanurza kawałek chleba i podaje go Judaszowi, mówiąc: „Co masz
uczynić, czyń prędzej!”16. Myśl jest nie do zniesienia, ale
nieunikniona: jest możliwe, żeby w jednej chwili spoczywać na piersi
Jezusa jako Jego zaufany przyjaciel, a w kolejnej Go zdradzić.
Stary troparion przeznaczony do odmawiania w
czasie podchodzenia do Komunii Świętej, tego momentu w naszym życiu
sakramentalnym, który najbardziej obiektywnie przypomina zażyłość Jana z
Jezusem, wkłada nam w usta słowa, które nigdy nie będą zbyteczne:
Przyjmij mnie dzisiaj, Synu Boży, jako uczestnika Twej
tajemnej wieczerzy, gdyż nie zdradzę Twym wrogom
tajemnicy ani też nie pocałuję Ciebie jak Judasz,
lecz jak łotr wyznaję Ciebie: Wspomnij mnie, Panie, w królestwie Twoim
O książce: https://www.esprit.com.pl/4258/uzdrawiajace-rany.html
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz