wtorek, 11 czerwca 2013

Wynagrodzenie

 





Jezus opo­wie­dział fary­ze­uszom i uczo­nym w Piśmie nastę­pu­jącą przy­po­wieść: „Któż z was, gdy ma sto owiec, a zgubi jedną z nich, nie zosta­wia dzie­więć­dzie­się­ciu dzie­wię­ciu na pustyni i nie idzie za zagu­bioną, aż ją znaj­dzie? A gdy ją znaj­dzie, bie­rze z rado­ścią na ramiona i wraca do domu; spra­sza przy­ja­ciół i sąsia­dów i mówi im: «Ciesz­cie się ze mną, bo zna­la­złem owcę, która mi zgi­nęła». Powia­dam wam: Tak samo w nie­bie więk­sza będzie radość z jed­nego grzesz­nika, który się nawraca, niż z dzie­więć­dzie­się­ciu dzie­wię­ciu spra­wie­dli­wych, któ­rzy nie potrze­bują nawrócenia“.

Tata był w sąsied­nim pokoju. Dziecko bawiło się w pokoju peł­nym pięk­nych przed­mio­tów. Tata co chwila wołał, aby uwa­żać z zabawą ponie­waż nie­ostrożna zabawa może źle się skoń­czyć. Dziecko raz słu­chało, by potem kon­ty­nu­ować swoją zabawę. Nagle roz­legł się dźwięk tłu­czo­nego szkła. Ojciec wbiegł do pokoju dziecka, aby zoba­czyć czy nic się nie stało syn­kowi. Opa­trzył zra­nie­nia, przy­tu­lił syna, ale piękna waza została stłu­czona. Po jakimś cza­sie naka­zał więc synowi sprząt­nąć powstały bałagan.

Histo­ria pro­sta jak budowa wier­tarki, wspo­mniana kie­dyś w tek­ście „O spo­wie­dzi“. Przy­ta­czam ją, aby przy­bli­żyć temat wczo­raj­szej uro­czy­sto­ści i dzi­siej­szego wspo­mnie­nia. Uro­czy­stość Naj­święt­szego Serca Pana Jezusa i wspo­mnie­nie Nie­po­ka­la­nego Serca Maryi pro­wo­kuje wiele pytań. Czemu należy wyna­gra­dzać? Na czym to wyna­gro­dze­nie polega? Jak to moż­liwe, że Bóg jest spra­wie­dliwy i miło­sierny zarazem?

Otóż, w przy­to­czo­nej opo­wie­ści Bóg jest oczy­wi­ście Ojcem, odda­lo­nym, ukry­tym, któ­rego głos możemy usły­szeć w Biblii i nauce Kościoła. Roz­ba­wione dziecko w pokoju peł­nym pięk­nych przed­mio­tów to czło­wiek obra­ca­jący się w pięk­nym świe­cie urzą­dzo­nym przez Boga. Znamy ostrze­że­nia, z dru­giej strony, znamy także drogę do szczę­ścia. Cza­sem jed­nak zabawa pociąga za sobą szkodę, znisz­cze­nie piękna i pora­nie­nie czło­wieka. Bóg opa­truje rany w sakra­men­cie pokuty i przy­tula czło­wieka w Eucha­ry­stii. Pozo­staje jesz­cze pro­blem blizn po ranach i znisz­czone piękno. Dziecko może jedy­nie posprzą­tać potłu­czone szkło. Nie potrafi poskle­jać dro­go­cen­nej wazy ani zapła­cić za jej zniszczenie.

Tu doty­kamy pro­blemu wyna­gro­dze­nia. Jest on zwią­zany przede wszyst­kim z ofiarą krzy­żową Jezusa Chry­stusa. Tylko On mógł „wyrów­nać rachunki“. „Zapłatą za grzech jest śmierć“ (Rz 6, 23), więc On zło­żył ofiarę. Mógł tego doko­nać jako Bóg (gdyż ofiara była dosko­nała i miała war­tość nie­skoń­czoną), oraz jako czło­wiek (gdyż zro­bił to jako przed­sta­wi­ciel ludzi a przez to mógł wziąć grze­chy na sie­bie, a nawet stać się grzechem).

To kla­syczna teo­ria od - kupie­nia. W niej miło­sier­dzie łączy się ze spra­wie­dli­wo­ścią. W Bogu Trzech jest Miło­ścią. Miłość ta jest nie­jako skie­ro­wana do wewnątrz (przez to Bóg jest nie­skoń­cze­nie szczę­śliwy), ale także (zgod­nie z naturą miło­ści) skie­ro­wana jest na zewnątrz i obja­wia się w stwo­rze­niu. Miłość Trzech zawiera także moment wol­no­ści, przez co Bóg Ojciec nie jawi się jako sady­sta („Dla­tego miłuje Mnie Ojciec, bo Ja życie moje oddaję, aby je [potem] znów odzy­skać. Nikt Mi go nie zabiera, lecz Ja od sie­bie je oddaję. Mam moc je oddać i mam moc je znów odzy­skać. Taki nakaz otrzy­ma­łem od mojego Ojca“ J 10, 17n.). Miłość i miło­sier­dzie łączą się ze spra­wie­dli­wo­ścią. Bar­dzo rady­kal­nie sły­chać to w krzyku Jezusa „Boże mój cze­muś mnie opu­ścił“. Syn wziął na sie­bie całą sytu­ację grze­chu czło­wieka, w któ­rym jest on odda­lony od Boga. Tak oka­zała się spra­wie­dli­wość na miarę Boga.

W tym miej­scu, na Gol­go­cie, zostaje otwo­rzone serce Jezusa, które nawet po zmar­twych­wsta­niu nie zostaje zamknięte („Pod­nieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Pod­nieś rękę i włóż ją do mego boku, i nie bądź nie­do­wiar­kiem, lecz wie­rzą­cym“ J 20, 27). My dziś wcho­dząc na Gol­gotę i sta­jąc pod krzy­żem możemy czer­pać z tego prze­bi­tego serca. Niczym bowiem innym jest uczest­nic­two w Eucha­ry­stii, która jest prze­cież Naj­święt­szą Ofiarą. A i łaska prze­ba­cze­nia przez sakra­ment pokuty i pojed­na­nia bie­rze się z mocy Ofiary Chry­stusa (Bóg, Ojciec miło­sier­dzia, który pojed­nał świat ze sobą przez śmierć i zmar­twych­wsta­nie swo­jego Syna…). Co cie­kawe znane cuda eucha­ry­styczne, w któ­rych kon­se­kro­wana hostia zmie­niła się w tkankę ciała, wska­zują że jest to tkanka mię­śnia ser­co­wego. Syn zło­żył Ojcu naj­do­sko­nal­sze wyna­gro­dze­nie i nadal trwa w wyna­gro­dze­niu przez uobec­nie­nie na ołta­rzach świata. My możemy jedy­nie wejść w ten nurt miło­ści mię­dzy Ojcem i Synem. Sami bowiem z sie­bie nie jeste­śmy w sta­nie Bogu wyna­gro­dzić za grze­chy nasze a tym bar­dziej całego świata. Dobrą nauką tej teo­lo­gicz­nej prawdy jest modli­twa koronki o Bożego miło­sier­dzia. Mówimy w niej „Ojcze Przed­wieczny, ofia­ruję Ci Ciało i Krew, Duszę i Bóstwo naj­mil­szego Syna Two­jego, a Pana naszego Jezusa Chry­stusa, na prze­bła­ga­nie za grze­chy nasze i całego świata. Dla Jego bole­snej męki, miej miło­sier­dzie dla nas i całego świata“.

Docho­dząc do tematu św. Fau­styny i orę­dzia Bożego Miło­sier­dzia nie spo­sób pomi­nąć pew­nego sub­tel­nego błędu, który mówi o tym, że miło­sier­dzie uni­ce­stwia spra­wie­dli­wość. Powo­łuje się przy tym na frag­ment Dzien­niczka „W godzi­nie tej upro­sisz wszystko dla sie­bie i dla innych; w tej godzi­nie stała się łaska dla świata całego – miło­sier­dzie zwy­cię­żyło spra­wie­dli­wość“(Dz. 1572). Otóż jeśli ktoś stłu­cze wazon i porani sie­bie, tym co pozo­staje po tym wyda­rze­niu (grze­chu) są bli­zny po ranach i bała­gan wyni­ka­jący z zabu­rze­nia piękna. Nazy­wamy to karą docze­sną lub skut­kami grze­chu. Sakra­ment spo­wie­dzi gła­dzi winę (Ojciec nam prze­ba­cza), pozo­staje jed­nak sku­tek. Dla­tego powin­ni­śmy zwró­cić uwagę na ostatni punkt warun­ków dobrej spo­wie­dzi, a mia­no­wi­cie na zadość­uczy­nie­nie Bogu i bliź­niemu. To co można napra­wić w rela­cjach Bóg — bliźni — ja sam, winno być napra­wione. Dla tych, któ­rzy nie zdą­żyli napra­wić skut­ków swo­ich grze­chów, Bóg w miło­sier­dziu i spra­wie­dli­wo­ści, przy­go­to­wał czy­ściec („Wyszli­śmy za drzwi tego wię­zie­nia cier­pią­cego. — [Usły­sza­łam głos wewnętrzny], który powie­dział: Miło­sier­dzie Moje nie chce tego, ale spra­wie­dli­wość każe. Od tej chwili ści­ślej obcuję z duszami cier­pią­cymi“ Dzien­ni­czek 20). Tym bar­dziej „pogódź się ze swoim prze­ciw­ni­kiem szybko, dopóki jesteś z nim w dro­dze, by cię prze­ciw­nik nie podał sędziemu, a sędzia dozorcy, i aby nie wtrą­cono cię do wię­zie­nia. Zaprawdę, powia­dam ci: nie wyj­dziesz stam­tąd, aż zwró­cisz ostatni grosz“. W prak­tyce należy zatem, na ile to moż­liwe napra­wić zło powstałe w wyniku grze­chu (nawet jeśli grzech pozor­nie nie ranił nikogo, to dotyka on Kościoła jako mistycz­nego ciała Chry­stusa, tak jak bolący ząb wpływa na stan całego orga­ni­zmu), oraz uzy­ski­wać odpu­sty za sie­bie i za zmarłych.

Bóg zatem jest miło­sierny (nie możemy zasłu­żyć na ist­nie­nie, prze­ba­cze­nie, Eucha­ry­stię, możemy to jedy­nie otrzy­mać jako dar), a jed­no­cze­śnie jest spra­wie­dliwy ponie­waż, jak dobry wycho­wawca, dopusz­cza kon­se­kwen­cje naszych czy­nów. Ponie­waż trak­tuje poważ­nie czło­wieka i jego wol­ność nie zmu­sza go do miło­sier­dzia („Nim przyjdę jako Sędzia spra­wie­dliwy, otwie­ram wpierw na oścież drzwi miło­sier­dzia Mojego. Kto nie chce przejść przez drzwi miło­sier­dzia, ten musi przejść przez drzwi spra­wie­dli­wo­ści Mojej…“ Dzien­ni­czek 1176).

Skąd więc wynika postawa wyna­gro­dze­nia? Z miło­ści Trójcy i kon­se­kwent­nie z postawy Ofiar­nika Jezusa Chry­stusa. Już święty Paweł pisał: „Teraz raduję się w cier­pie­niach za was i ze swej strony w moim ciele dopeł­niam braki udręk Chry­stusa dla dobra Jego Ciała, któ­rym jest Kościół“ Kol 1, 24. A św. Fau­styna dopo­wiada, prze­ka­zu­jąc słowa Chry­stusa: „Córko(247) umi­ło­wana, dobrześ poznała głę­bię miło­sier­dzia Mojego. Uczy­nię jako pro­sisz, ale łącz się usta­wicz­nie z kona­ją­cym ser­cem Moim i czyń zadość spra­wie­dli­wo­ści Mojej. Wiedz, że o wielką rzecz Mnie pro­si­łaś, ale widzę, że podyk­to­wała ci to czy­sta miłość ku Mnie, dla­tego czy­nię zadość żąda­niom twoim“ Dzien­ni­czek 873.

Wyna­gro­dze­nie jest więc wej­ściem w Ofiarę Syna przez zjed­no­cze­nie w ofia­ro­wa­niu (pisa­łem o tym w tek­ście „Ofiara“).

„Cała nicość moja tonie w morzu miło­sier­dzia Twego; z ufno­ścią dziecka rzu­cam się w obję­cia Twoje, Ojcze miło­sier­dzia, by Ci wyna­gro­dzić za nie­do­wie­rza­nie tylu dusz, które lękają się Tobie zaufać. O, jak mała liczba dusz praw­dzi­wie Cię zna. O, jak gorąco pra­gnę, aby święto Miło­sier­dzia było znane duszom. Koroną dzieł Two­ich jest miło­sier­dzie, wszystko zaopa­tru­jesz z uczu­ciem naj­czul­szej matki“ Dzien­ni­czek 505.

Ks.Tomasz Delurski

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz