Słodka służba Bogu
Służenie światu napełnia serce
ludzkie goryczą i boleścią. Głupotą jest zamieniać dobra nieskończone na
doczesne przyjemności, z którymi łączy się tyle smutków i goryczy.
Służba Boża nie wymaga tylu kłopotów i umartwień, co służba świata.
Patrzcie na bogacza, który pragnie zbierać coraz więcej skarbów; nie
zważa on na wichry i niepogodę, znosi chętnie głód i pragnienie, naraża
na niebezpieczeństwo swą duszę i dobre imię, byle tylko osiągnął zysk
materialny.
Chciwy człowiek kradnie nieraz po nocach, grabi mienie
sąsiadów; nie zważa na to, że mogą go zabić, że mogą go poznać, i tak
zniesławi siebie i całą swoją rodzinę.
Czy tak trudną jest
rzeczą iść do kościoła, wysłuchać pobożnie kazania i Mszy Świętej,
zamiast błąkać się niepotrzebnie między ludźmi, rozmawiać o błahych
rzeczach? Czy nie lepiej iść na nieszpory i śpiewać na chwałę Bożą, niż
nudzić się w domu? Czy nie łatwiej darować bliźniemu, niż nosić w sercu
urazę i nienawiść, nieraz dwa albo trzy lata? Czy zemsta, podtrzymywana w
sercu, nie jest okropnym robakiem, który odbiera apetyt i spędza sen z
oczu? Czy nie jest stokroć milszą rzeczą przebaczyć i zachować spokój
duszy? Czy nie lepiej stłumić nieczyste pożądliwości, niż starać się im
dogodzić? Pożądliwości człowiek nigdy nie potrafi zupełnie zaspokoić;
pobudzają one do coraz nowych grzechów i czynią człowieka nędznym
niewolnikiem. Gdyby ktoś umiał w żywych barwach odmalować nagrodę życia
pobożnego i grozę życia przewrotnego, sądzę, że żaden człowiek nie
odważyłby się porzucić drogi cnoty, a oddać się występkom.
Życie według przykazań Bożych jest pełne przyjemności i szczęścia
wewnętrznego, choć czasem nie obejdzie się bez walki. Dobry człowiek i
młodość ma miłą i starość spokojną i śmierć cichą. Krzyże, łzy i pokuty
są dlań zwiastunami szczęścia niebieskiego. Cnotliwy bez bojaźni
spogląda w przyszłość, a wspomnienie ubiegłego życia jest dlań weselem.
Kiedy kończy się ziemska pielgrzymka, wówczas dusza sprawiedliwego, jak
święta i czysta gołębica, wzlatuje ku niebu, by spocząć na łonie
Umiłowanego. Człowiek świątobliwy nie traci nic, a zyskuje wszystko. –
Przeciwnie, ile zgryzot i utrapień czeka występnego? Traci on zdrowie i
siły; przykrą będzie dlań starość, jeśli jej doczeka. Grzesznik jęczy w
strasznej niewoli, namiętności ani chwili nie dają mu spoczynku.
Zobaczycie go, jak zastawia sidła po nocach, chcąc uwieść skromną i
niewinną osobę, jak dopuszcza się grzechów przeciwnych naturze,
kazirodztwa i cudzołóstwa, jak powoli traci zupełnie wiarę, która budzi
się dopiero w godzinie śmierci i napełnia strasznymi wyrzutami sumienia i
rozpaczą nałogowego grzesznika. Na łożu śmierci widzi dopiero, że
wzgardził łaskami Bożymi, że zmarnował życie. Widzi teraz, że opuszcza
go świat, któremu służył jak szalony. Już widzi, jak go obejmują owe
straszne płomienie, które palą odrzuconych na wieki. Uciekną wtedy
rozkosze, a umierający grzesznik, zawiedziony przez świat, stanie się
łupem rozpaczy i piekła. Za późno pozna swą nieszczęsną dolę! Jak więc
różną jest droga cnoty od drogi występków, jak różny ich koniec!
Nieszczęśliwy ten, kto goni za światem i zaniedbuje zbawienie swej duszy. Błogo temu, kto szuka jedynie Boga i szczęścia wiecznego. W służbie Bożej doznaje on mało trudów, a wiele przyjemności. W godzinie śmierci nie będzie czuł wyrzutów sumienia i ujdzie mąk wiecznych.
Św. Jan Maria Vianney, Kazania, Wydawnictwo Diecezjalne, Sandomierz 2010, s. 244-245.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz