wtorek, 6 grudnia 2022

ks. Richard Heilman Dziś jest święto św. Mikołaja. Obraz przedstawia scenę z Soboru Nicejskiego w IV wieku, kiedy to św. Mikołaj słynnie uderzył Ariusza, kapłana, który zaprzeczał boskości Chrystusa.

 

ks. Richard Heilman
Dziś jest święto św. Mikołaja. Obraz przedstawia scenę z Soboru Nicejskiego w IV wieku, kiedy to św. Mikołaj słynnie uderzył Ariusza, kapłana, który zaprzeczał boskości Chrystusa.

Arianizm pojawił się ponownie, ale w bardziej "ukradkowy" sposób. Czy nadszedł czas, aby ponownie dokonać "Arian Smackdown"?

Ocena

Przez ostatnie kilka lat zwierzałem się bliskim przyjaciołom z własnego rosnącego poczucia, że coś się dzieje. Rozmawiałem z innymi, którzy przyznawali się do tego samego podejrzenia. Sposób, w jaki starałem się to opisać w przeszłości, jest jak huki odczuwane tuż przed wybuchem wulkanu.

Wystarczy spojrzeć na ISIS. Kto mógłby kiedykolwiek wyobrazić sobie takie okrucieństwa jak te, które widzimy wykonywane w imię religii? Spójrzcie na zamieszanie w Świętej Matce Kościele? To, z czym mamy do czynienia, to przede wszystkim forma walki duchowej. W czasach, w których przemoc i niepewność wydają się być powszechne, prawdą jest, że musimy być gotowi do fizycznego zaangażowania złodziei (np. ISIS). Ale jeśli zaprzeczymy duchowej naturze tej fali zła, z którą mamy do czynienia, nie będziemy mieli nadziei na zwycięstwo.

Kiedy stajemy w obliczu tego, natychmiastowa reakcja większości ludzi brzmi: "Co możemy zrobić, aby to powstrzymać?". Tak! To jest dokładnie to pytanie, które powinniśmy zadać. Ale aby zacząć odpowiadać na pytanie, co możemy zrobić, musimy najpierw właściwie ocenić, gdzie się znajdujemy. Jakie są nasze możliwości? Jak wygląda nasza siła? Jaki jest stan naszego przygotowania kondycyjnego? Bez tego rodzaju brutalnej szczerości, prawdopodobnie będziemy raczej błądzić niż walczyć.

Jezus ostrzegał: "Uważajcie, aby wasze serca nie stały się senne od zabawy i pijaństwa oraz trosk codziennego życia, a dzień ten zaskoczył was jak pułapka. Bo ten dzień napadnie na każdego, kto mieszka na powierzchni ziemi" (Łk 21,34-35).

UKRADKOWY ARIANIZM

W artykule, który niedawno napisałem, "List otwarty do wszystkich szukających przywrócenia poczucia sacrum[1]", przedstawiłem warunki naszych czasów i to, co moim zdaniem jest odpowiedzią. Wierzę, że u podstaw tego wszystkiego leży głębsze zło, bardziej starożytny i nierozwiązywalny błąd, który rodzi całą resztę. Wielu wskazuje na to, co nazywa się "modernizmem" jako na herezję naszych czasów. Modernizm, choć przybiera różne formy, jest zasadniczo zerwaniem lub odrzuceniem naszej przeszłości na rzecz wszystkiego, co nowe. I choć wydaje się, że modernizm wzrasta, wierzę, że jest on również symptomem tego bardziej fundamentalnego zagrożenia.

Do czego się odnoszę? O czymś, co wpływa na samą naturę ludzkiej egzystencji i na możliwość naszego zbawienia. Nie mając oficjalnej nazwy, nazywam to "ukrytym arianizmem". Studenci historii wiedzą, że herezja ariańska - najgorszy kryzys w Kościele przed naszą obecną erą - była zakorzeniona w przekonaniu, że Jezus Chrystus był jedynie istotą stworzoną, nie równą Bogu Ojcu. Ukradkowy arianizm podąża za tym samym zgubnym błędem, ale z pewną zmianą: podczas gdy arianie z IV wieku otwarcie zaprzeczali boskości Chrystusa, dzisiejsi arianie będą wyznawać Jezusa jako Boga, a jednak poprzez swoje czyny temu zaprzeczać. Innymi słowy, nawet nie zdają sobie sprawy, że są arianami.

Widzicie, kiedy pomniejszymy tożsamość Chrystusa jako Syna Bożego, pozostanie nam postrzeganie Go po prostu jako postaci historycznej, która była miłym facetem, szanowanym nauczycielem i dobrym przykładem tego, jak mamy żyć. Religia zostaje wtedy zredukowana do miłej organizacji, która robi miłe rzeczy dla ludzi, gdy my szukamy czegoś w rodzaju psychoterapii dla samorealizacji. A to nie tylko nie jest to, co On przyszedł nam dać, ale jest to coś, na co On upewnił się, że nie zostawia miejsca.

Jak możemy rozpoznać ten wszechobecny, ukryty arianizm? Jest taka historia o dwóch przyjaciołach - katolickim księdzu i protestanckim pastorze. Stali oni w drzwiach kościoła księdza, wpatrując się w tabernakulum w sanktuarium na drugim końcu. Protestancki minister powiedział do swojego przyjaciela księdza: "Nie wierzysz, że w tym tabernakulum jest Bóg". Ksiądz był zaskoczony i powiedział: "Co masz na myśli? Oczywiście, że tak." Protestancki pastor powiedział: "Słuchaj, gdybym wierzył, że to jest Bóg, to właśnie tu i teraz padłbym na twarz i czołgał się w kierunku tego tabernakulum, ze łzami radości spływającymi po twarzy... Ty nie wierzysz, że to jest Bóg".

W ciągu ostatnich 50 lat, ukryci arianie zrobili wszystko, co w ich mocy, aby usunąć z naszego doświadczenia katolicyzmu wszystko, co wskazywałoby na boskość Chrystusa i nadprzyrodzoną jakość naszej wiary. Wiele zostało usunięte z naszych kościołów - sztuka sakralna, architektura sakralna, muzyka sakralna i święte elementy Świętej Ofiary Mszy - i zostaliśmy pozostawieni na jałowej pustyni banału.

Co więcej, ukryci arianie celowo wybrali, aby ich nauki były zamotane, dwuznaczne i nieuchwytne, w celu zwiększenia "wrażliwości duszpasterskiej" jako najwyższej ze wszystkich wartości, która sprawia, że ludzie czują się dobrze z samymi sobą takimi, jakimi są - choć nigdy nie są zachęcani do dążenia do świętości! Jednak zdezorientowani i niepewni wierni są podatni na upodobnienie się do świata.

Święty Jan mówi: "Dzieci, nie miłujmy słowem ani mową, ale czynem i prawdą" (1 J 3,18). Niewielu dzisiaj otwarcie zaprzecza boskości Chrystusa swoimi słowami, ale zdecydowanie zbyt wielu zaprzecza Jego boskości swoimi czynami. Czy stosujemy się do *wszystkich* nauk Kościoła? Czy przystępujemy do sakramentów? Czy robimy wszystko, co możemy, aby pozostać w "stanie łaski"? Czy traktujemy nabożeństwa naszej wiary jak cenne klejnoty? Czy nasz strój podczas Mszy Świętej odzwierciedla szczególne spotkanie z Bogiem? Czy przyjmujemy Komunię z największą czcią? I tak dalej, i tak dalej.

Niedawno pisałem o epifanii[2], której doświadczyłem podczas papieskiej Mszy z papieżem Janem Pawłem II w 1998 roku, kiedy to zacząłem zadawać sobie pytanie o to, co ja (my) robiliśmy do tego czasu: "Gdzie w tym wszystkim było jakiekolwiek poczucie respektu i zdumienia przed nadprzyrodzoną mocą Boga? Gdzie było poczucie Bożego majestatu?". Święty Franciszek z Asyżu powiedział: "Człowiek powinien drżeć, świat powinien drżeć, całe Niebo powinno być głęboko poruszone, gdy Syn Boży ukazuje się na ołtarzu w rękach kapłana." Gdzie to już było?

Zrozumiałem, że w większości przypadków usunęliśmy samą bramę do Boskiego Życia. Zgadzam się (i modlę się, żebyście i wy się zgodzili) z papieżem św. Grzegorzem Wielkim, który chcąc uchwycić duchowy dynamizm darów Ducha Świętego, postawił następujący porządek:

"Przez bojaźń Pańską wznosimy się do pobożności, z pobożności następnie do wiedzy, z wiedzy czerpiemy siłę, z siły radę, z radą posuwamy się ku zrozumieniu, a z inteligencją ku mądrości i w ten sposób, dzięki siedmiorakiej łasce Ducha Świętego, otwiera się przed nami na końcu wspinaczki wejście do życia niebieskiego" ("Homiliae in Hiezechihelem Prophetam", II 7,7).

Jak widać, punktem wejścia do Życia Bożego jest "Bojaźń Pańska". Czym jest Bojaźń Pańska? Według ks. Johna Hardona, Bojaźń Pańska …

"... wzbudza w człowieku głęboki szacunek dla majestatu Boga. Jej skutkiem jest ochrona przed grzechem poprzez strach przed obrażeniem Pana i silne zaufanie w moc Jego pomocy. Bojaźń Pańska nie jest służalcza, lecz synowska. Opiera się ona na bezinteresownej miłości Boga, którego nie chce obrażać. Podczas gdy w bojaźni służalczej złem, którego się obawiamy, jest kara, w bojaźni synowskiej jest to obawa przed uczynieniem czegokolwiek wbrew woli Boga. Dar bojaźni obejmuje trzy zasadnicze elementy: żywe poczucie wielkości Boga, żywy smutek z powodu najmniejszych popełnionych błędów i czujną troskę o unikanie okazji do grzechu. Wyraża to modlitwa Psalmisty: "Cała moja istota drży przed Tobą, Twoje orzeczenie napełnia mnie lękiem"" (Ps 119, 120).

Bojaźń Pańska, czyli respekt i zdumienie, jest bramą; jest to spust, który zapala wszystkie inne dary Ducha Świętego. Ten dar zachwytu i zdumienia, w bardzo prosty sposób, przekształca człowieka nieduchowego w człowieka duchowego. Jest to Dar Ducha Świętego, który budzi w nas zrozumienie majestatu i "boskości" Jezusa Chrystusa. Gdy "naprawdę" w to uwierzymy, nasze działania będą zgodne z naszymi przekonaniami.

Jezus mówi: "Jak latorośl nie może przynosić owocu sama z siebie, jeżeli nie trwa w winnym krzewie, tak i wy nie możecie, jeżeli we Mnie nie trwać będziecie. Ja jestem krzewem winnym, wy jesteście latoroślami. Kto trwa we mnie, a ja w nim, ten przynosi owoc obfity, bo beze mnie nic nie możecie uczynić" (J 15,4-5). Kiedy zaprzeczamy Jego boskości - a nasze czyny mogą na to wskazywać - jesteśmy odcięci od tej nadprzyrodzonej mocy, aby przynosić owoc w postaci wspaniałych uczniów, wspaniałych mężów i żon, wspaniałych rodziców i wspaniałych obywateli. Bez tego boskiego życia - stanu łaski - jesteśmy pozostawieni, by stać się bazarowymi i dzikimi ... jedynie homosapiens ... po prostu kolejnym gatunkiem, zaspokajającym nasze podstawowe pragnienia. To dlatego nasz świat jest taki, jaki jest dzisiaj!

Dziś obchodzimy święto św. Mikołaja; biskupa, który stał z bardzo małą resztką przeciwko wszechobecnej ariańskiej herezji swoich czasów. W naszych czasach szerzy się "ukryty arianizm". Czy jesteś przygotowany, aby być dzisiaj św. Mikołajem? Nadszedł czas, abyśmy przyjęli wyzwanie postawione przed nami i stanęli przeciwko tej sile "ukrytego arianizmu".

Stwierdzeniem o największym " uderzeniu" jest to, aby nasze działania były zgodne z naszą wiarą, że Jezus Chrystus jest naprawdę boski.

Przypisy końcowe:

List otwarty do wszystkich szukających przywrócenia poczucia sacrum: https://romancatholicman.com/wp/an-open-letter-to-all-those-looking-to-restore-a-sense-of-the-sacred-2/
napisał o epifanii: https://romancatholicman.com/wp/the-day-i-discovered-the-greatest-and-deepest-truth/

Źródłowy URL: https://romancatholicman.com/wp/willing-stand-steal

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz