Ks. Piotr Glas: Panie, ratuj, bo giniemy! Jest już ostatnia godzina i Antychryst nadchodzi
Duchowy przewodnik na czas próby i zniechęcenia
„Jest już ostatnia godzina i Antychryst nadchodzi” (1 J 2,18)
„Panie, ratuj, bo giniemy” (MT 8,25)
Nastał czas duchowej ciemności. Wszystko spowite jest dziś ciężką mgłą, w której coraz trudniej dostrzec światło i odróżnić prawdę od kłamstwa. Dlatego trzeba wyostrzyć słuch, by usłyszeć głos Boga, który nieustannie przeprowadza swój lud z niewoli do ziemi obiecanej. Tylko jak to zrobić?
Ksiądz Piotr Glas, ceniony rekolekcjonista i były egzorcysta, nie ustaje w głoszeniu ludziom Dobrej Nowiny. W najnowszej książce odwołując się do licznych objawień Maryi, między innymi tych z Akity czy Fatimy, oraz słów współczesnych mistyków – ks. Stefano Gobbiego, ks. Dolindo Ruotolo, s. Marii Magdolnej – daje nam potężny oręż do walki ze złem i ludzkimi słabościami. To konkretna propozycja duchowej przemiany i prawdziwego nawrócenia
W książce znajdziesz cykl rekolekcji, dzięki którym usłyszysz głos Pana Boga nawet podczas najpotężniejszego sztormu i burzy w życiu, oraz wyjątkowe rozważania różańcowe, które wleją w Twoje serce nadzieję i przybliżą cię do Matki Bożej
„Gdy szatan niby chmura okrywa ciemnością naszą wiarę, nie musimy silić się na dumę wobec duchowych niebezpieczeństw, rozwińmy żagiel bezgranicznej ufności Bogu. Nie ma już czasu na puste dyskusje, nowe teologiczne wizje, na poprawianie Ewangelii. Wybudzajmy Jezusa. Podnieśmy lament, krzyk do Boga. Ratuj nas, Panie, bo giniemy!”

Fragment książki – fragment rozdziału:
„PROROCTWO ŚW. FRANCISZKA. NADEJDZIE FAŁSZYWY PAPIEŻ.
NASTANIE CZAS OBŁĘDU I ZNISZCZENIA”
Drodzy bracia i siostry w Chrystusie!
W Niedzielę Palmową przynosimy do kościoła
piękne palmy. Ale oczywiście w centrum liturgii jest czytanie męki
Pańskiej. Znamy ten zapis z Ewangelii prawie na pamięć, dlatego często
umyka naszej uwadze jego prawdziwe przesłanie. A w tej chwili, w
czasach,
w których żyjemy, ten fragment Pisma
Świętego posiada szczególny wydźwięk. Właśnie teraz, w czasach tak
duchowo skomplikowanych i trudnych dla wielu wierzących, Chrystus
odrzucony i cierpiący staje się bardzo bliski. Wielu współczesnych mistyków na
całym świecie, ludzi głęboko duchowych, twierdzi, że obecnie znajdujemy
się jako Kościół, jako chrześcijanie, na drodze krzyżowej z Jezusem.
To nie jest powrót do historii sprzed dwóch tysięcy lat, to się dzieje
na naszych oczach, tu i teraz: Kościół Chrystusowy wszedł w czas
wielkiego cierpienia, wielkiej próby dziejowej
(…)
Wspominałem również o służebnicy Bożej siostrze Magdolnej, która w
niesamowity sposób spisała słowa Jezusa dotyczące tego, jaki będzie
przyszły Kościół po przejściu oczyszczenia i ciężkiej próby wiary. Nie
będzie w nim zaszczytów, nie będzie rang, nie będzie lepszych i
gorszych, bardziej lub mniej ważnych osobistości. Wszyscy będziemy
braćmi i siostrami w jednym duchu! A co o tym mówi ks. Dolindo? Warto
wysłuchać i jego głosu. „Chrystus jednak zapragnie dać Kościołowi
ratunek, dlatego jest ten czas oczyszczenia, w trakcie którego ujawnią
się zamysły naszych serc”. Czyż słowa te nie odzwierciedlają słów
Ewangelii? Pewnego dnia wszystko zostanie wyjawione, zamysły serc wielu
zostaną odkryte, wyjdzie to, co jest najbardziej zatajone – trzymane w
archiwach i sejfach. Pewnego dnia może się okazać, że to, co schowaliśmy
pod ewangelicznym korcem, tak naprawdę nie miało nic wspólnego z Panem
Bogiem i Jego świętą wolą. To była wielka polityka, osobiste kariery,
układy mafijne, interesy, pieniądze. Wówczas maski opadną, a wielu
pierwszych i znakomitych w oczach ludzkich stanie się ostatnimi, zaś
wielu ostatnich, tych małych i odrzuconych, stanie się pierwszymi.
Ksiądz Dolindo zwraca uwagę przede
wszystkim na nędzę Kościoła. Sugeruje, że to właśnie tam – nie poza
Kościołem, ale w jego wnętrzu – rozpocznie się bolesne oczyszczenie. I
zauważa, że Kościół z powodu ślepoty i niewiary wielu nie reaguje
odpowiednio na znaki czasu – na to wszystko, co się dzisiaj dzieje, na
wielki duchowy dynamizm działania Nieba na ziemi.
Ksiądz Dolindo pisze, że człowiek w
zastraszającym tempie odwraca się od Boga, a zaczyna ubóstwiać samego
siebie. Dziś temat Boga właściwie nie pojawia się w rozmowach, w
mediach. Otaczają nas za to zewsząd hasła i kursy: samokontrola umysłu; w
tobie jest siła; przejmij ster; żyj jak chcesz; dyktuj warunki;
najważniejsze, abyś był szczęśliwy tu, na ziemi. (A co po śmierci? Tego
tematu specjaliści nie dotykają. Podobnie temat grzechu, sumienia,
spowiedzi, Boga – jedynej skutecznej drogi do pełni – stanowi tabu). To
samo mówi już wielu współczesnych, odważnych teologów, którym na sercu
leży prawdziwe dobro Kościoła: że człowiek nie Boga, ale siebie
postawił w centrum uwagi, a formy zastępcze w rodzaju chrześcijańskich
happeningów, pseudostref uzdrowień i mocy rozkręcają się na dobre.
Pytam: czy można tam znaleźć prawdziwe przesłanie Ewangelii, trudną
prawdę o zerwaniu z grzechem, głębokim nawróceniu, braniu na ramiona
krzyża, walce duchowej, którą każdego dnia musimy toczyć ze swoimi
słabościami i mocami ciemności? Czy tylko otrzymujemy tam to, co chcemy
usłyszeć, miękką i bezstresową wizję chrześcijaństwa, byle tylko
podbijać liczniki oglądalności i byle zgadzała się kasa w kieszeniach
organizatorów? Ksiądz Dolindo, wielki duchowy przyjaciel o. Pio, który
za życia miał go za świętego, pisze tak: „Kościół słabnie,
księża są bierni, często się buntują, są niemoralni i zaprzepaszczają
winnice Pana. Świat stał się polem śmierci. Żaden głos go nie rozbudzi,
jeśli nie podniesie go wielkie miłosierdzie, pomagając mu pokonać
przepastną otchłań, w którą się stoczył”. Ojciec Dolindo widzi ratunek w
Bożym miłosierdziu i nadzwyczajnej interwencji Boga.
Wspominałem już, że bez interwencji Boga, bez Jego miłosierdzia nie wstaniemy z kolan.
Dokąd my jako ludzie i Kościół zdążamy? Czasami sam nie wiem. Pocieszam się jednak, że nie jestem sam i że wielu obecnie zadaje sobie podobne pytania. Liczni kapłani mają ten sam problem. Ustawy i przepisy są tak formułowane, że nie można o wielu sprawach otwarcie mówić, nawet na ambonach i kościelnych spotkaniach. Ograniczenia są coraz większe, a głoszenie tego, co kiedyś było oczywistą nauką Kościoła, staje się prawie czynem bohaterskim. Jak często z ambony płynie dyplomatyczna mowa-trawa, filozoficzno-teologiczne łamigłówki i dywagacje, które nikogo Duchem nie napełniają (a jedynie zniecierpliwieniem, kiedy to się skończy). Żadnych wymagań, piętnowania i nazywania grzechu po imieniu. Jest natomiast pochylanie się, współodczuwanie, wsłuchiwanie się, dialogowanie z jawnym złem. Tymczasem Chrystus zło nazywał po imieniu i uwalniał ludzi od demonów jednym rozkazem, mocnym nieraz słowem. Nam nie wolno człowieka napominać, żeby nikogo nie zranić (Chrystusa można zranić), bo ktoś poczuje się dotknięty, jego pycha nie przyjmie uwagi, zrobi donos na gorliwego kapłana…
(…) Czasy proroctw się wypełniają. Istnieje proroctwo z XIII wieku, które przypisuje się św. Franciszkowi z Asyżu.
Większość badaczy tematu twierdzi,
że jest autentyczne. Czy dotyczy ono naszych czasów, czy jeszcze nie –
nie mogę autorytatywnie odpowiedzieć. Nie jestem do tego uprawniony. Ale
myślę, że warto zaznajomić się z jego treścią.
Działajcie odważnie, bracia; bądźcie dzielni i ufajcie Panu. Czasy wielkich prób i wielkich ucisków szybko nadchodzą; zamieszanie i waśnie, tak co do rzeczy duchowych, jak i doczesnych, będą rozliczne, miłość wielu oziębnie i niegodziwość złych wzrośnie. Demony będą miały niezwykłą moc, nieskazitelna czystość naszego zakonu i innych [zakonów] zostanie tak bardzo oszpecona, że tylko bardzo niewielu chrześcijan będzie ze szczerym sercem i doskonałą miłością posłusznych prawdziwej osobie trzymającej władzę papieską i Kościołowi Rzymskiemu. W czasie tego ucisku pewien człowiek, niekanonicznie wybrany, zostanie podniesiony do godności papieża. Będzie się on starał w przebiegły sposób doprowadzić wielu do błędu i śmierci. Wtedy zwielokrotnią się skandale, nasz zakon będzie podzielony i wiele innych zakonów będzie całkowicie zrujnowanych, ponieważ przystaną na ten błąd, zamiast się jemu sprzeciwić. […] Niektórzy kaznodzieje będą milczeć, nie mówiąc prawdy, a inni podepczą ją pod swoimi stopami i jej zaprzeczą. Świętość życia będzie wyśmiewana nawet przez tych, którzy otwarcie ją wyznają, dlatego w tych dniach Pan Jezus Chrystus ześle im nie prawdziwego pasterza, ale niszczyciela*.
Znowu jest mowa o tej garstce, o tej małej trzodzie. I dalej:
Będzie tak wielka różnorodność opinii i liczne podziały wśród ludzi, między zakonnikami i duchownymi, że jeśli te dni nie zostałyby skrócone, według słów Ewangelii, to nawet wybrani zostaliby wprowadzeni w błąd, jeśliby nie byli w szczególny sposób prowadzeni pośród tak wielkiego zamieszania, dzięki niezmierzonemu Bożemu miłosierdziu
Przerażające słowa, ale jakże prawdziwe. Spójrzmy na obecny świat, nawet na nasz Kościół. Nastał w nim chaos. Jest tyle poglądów, tyle interpretacji tego samego przesłania Chrystusa, Ewangelii, tyle manipulacji. Przekaz Jezusa z Nazaretu jest dzisiaj tak bardzo niejasny i zdeformowany.
Ktoś kiedyś powiedział, że jest ponad cztery tysiące odłamów chrześcijan, a tylko jeden pusty grób. Więc kto mówi prawdę? Jeżeli nie mamy wiary, że jest jeden powszechny, katolicki i apostolski Kościół, jesteśmy bardzo pogubieni. Fala wystąpień z seminariów, odejść z kapłaństwa, skandali niestety bardzo nam szkodzi. Gdyby nie Boża interwencja i nieustanna opatrzność, zapewne Kościół już by nie istniał. W tekście przypisanym św. Franciszkowi czytamy dalej tak:
Ci, którzy wytrwają w swej żarliwości i przylgną do cnoty z prawdziwą miłością i zapałem dla prawdy, będą cierpieć niesprawiedliwości i prześladowania jako rebelianci i schizmatycy, ponieważ ich prześladowcy, prowadzeni przez złe duchy, będą twierdzić, że oddają wielką cześć Bogu poprzez rugowanie tego rodzaju zepsutych ludzi z powierzchni ziemi
Czy nie są to też słowa Jezusa? „Będą was wyrzucać z synagog, myśląc, że oddają cześć Bogu. Będą was zabijać” (por. J 16, 2). To jest Ewangelia. Dalej autor proroctwa pisze:
Ale Pan będzie ucieczką uciśnionych i uratuje tych wszystkich, którzy Mu ufają. I by stać się jak ich Głowa [Jezus Chrystus], oni, wybrani, będą działać z ufnością i przez swoją śmierć uzyskają dla siebie życie wieczne; decydując się bardziej słuchać Boga niż ludzi, nie będą się lękać niczego i będą raczej skłonni zginąć [fizycznie] niż zgodzić się na kłamstwa i przewrotność
To trudne
słowa, ale chciałem je przytoczyć. Widać wyraźnie, że wszystko, co do
tej pory cytowałem, składa się w całość. Jest tego jeden wspólny
mianownik: to słowo „próba”. Jesteśmy w tej chwili wypróbowywani przez
Boga, tak jak oczyszcza się złoto w tyglu (por.
Mdr 3, 6). Trwa czas oczyszczenia i
polaryzacji w Kościele. Wygląda na to, że może być jeszcze trudniej, ale
Jezus mówi: „Nie bój się, mała trzódko. Nie lękaj się. Ja jestem z wami
zawsze” (por. Łk 12, 23; Mt 28, 20). Jednak nie można obok tego
wszystkiego przejść obojętnie, lekceważyć i wyśmiewać. Wielu powie: to
kłamstwa, chore urojenia, czyjeś prywatne wizje! Może ci ludzie byli
umysłowo chorzy, niezrównoważeni psychicznie lub chcieli zaistnieć
medialnie. Proszę bardzo, nikt nikomu nie każe w nic wierzyć. Tylko
wtedy nie ma sensownej i logicznej odpowiedzi na to, co się w obecnych
czasach dzieje, na zamęt, odurzenie umysłów, paraliż duchowy, które
przeżywamy tak w Kościele, jak i na świecie. To wszystko nie ma wtedy
żadnego sensu, a gęsta mgła ogarnia nas coraz bardziej.
Książkę można nabyć: kliknij
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz