„Dopóki
słowa Apostoła: „Nie dawajcie miejsca diabłu!” nie staną się dla ludzi
naszych czasów podstawą katolickiego światopoglądu, dopóki nie zwalczymy
nieokiełznanej a modnej wolności wiary, sumienia, słowa i prasy, dopóty
nie zbudujemy Królestwa Chrystusowego. Trzeba wpierw wygnać diabła !
Różaniec ma działać w tym kierunku jak wszechstronna, potężna ofensywa
przeciwko demonom we wszechświecie. Ma oczyszczać, uwalniać od diabła” (ks.A.Żychliński). Matka Boża Tarnopolska dominikanie Poznań Ten, kto „odmawia różaniec nie daje miejsca szatanowi, aby pracował w jego myślach” (wg św.o.Pio) Ksiądz Bogumił Nowosiadły w artykule pt. „Co wiemy o modlitwie różańcowej do Siedmiu Boleści Matki Bożej ?” zamieszczonym w kwartalniku Apostolstwa Dobrej Śmierci: „Nadzieja i życie” nr 58/2011 m.in. napisał: "Różańcowy egzorcyzm Rozważanie
boleści Maryi budzi też w sercach odrazę do grzechu, bowiem osoba
medytująca te tajemnice, nabiera śmiałości do czynienia pokuty, łączy
się z tajemnicą krzyża, z …Więcej
Dlaczego diabeł nie ma kolan? Czyli o grzechu prawdziwie szatańskim.
Dlaczego diabeł nie ma kolan? Czyli o grzechu prawdziwie szatańskim.
Diabeł
bywa przedstawiany na obrazach jako istota bez kolan - z nogami
prostymi na całej długości albo wyginającymi się w drugą stronę, jak
tylne nogi zwierzęcia. Brak kolan symbolizuje coś najważniejszego.
Szpetny, chudy
Kardynał
Joseph Ratzinger, czyli obecny papież senior, w książce „Duch liturgii”
streścił anegdotę z pism Ojców Pustyni. Pewnego razu niejaki opat
Apollon uprosił Boga, żeby pokazał mu diabła. Mnich trochę się
rozczarował, bo zobaczył stworzenie szpetne, chude i pomarszczone, ale w
sumie podobne do ludzi. Diabeł różnił się tylko jednym – w miejscu
kolan miał dziury.
„Niezdolność klęczenia okazuje się zatem istotą elementu diabolicznego” – podsumował opowiastkę kardynał Ratzinger. Ówczesny
prefekt Kongregacji Nauki Wiary pisał o klęczeniu i nieklęczeniu w
kontekście mszy świętej, ale ta historia opowiada o pysze –
najważniejszym z grzechów.
Kolana
są od klękania, a brak kolan to odmowa klękania przed Bogiem, czyli
pycha – jedyny grzech prawdziwie szatański i źródło innych grzechów.
Natura
Na
inne grzechy ma wpływ nasza cielesna natura. Jesteśmy leniwi, bo nie
chce się nam czegoś zrobić. Objadamy się, bo mamy ochotę na kolejny
kawałek ciasta, chociaż żołądek i rozsądek mówię, że już wystarczy.
Grzeszymy przeciwko czystości idąc – tak! – za naturalną potrzebą.
Bywamy zmęczeni i zirytowani, oszukujemy samych siebie, ulegamy
złudzeniom.
Z pychą jest inaczej. To akt uznania się za
ostateczną instancję, kogoś ważniejszego od Boga. Rzadko wiąże się z
rzuceniem wprost wyzwania Stwórcy. Częściej myślimy sobie: „Sama wiem,
co jest dla mnie dobre…”, „Nie będę się wygłupiać…”, „Przecież wszyscy
tak robią…”.
Z drugiej strony – nie ma grzechu bez pychy. Nawet najdrobniejsza przewina to mały akt nieposłuszeństwa.
Wiem, że jakieś działanie (albo zaniechanie działania) jest złe, ale
jednak się na to decyduję. Doświadczanie pokus to nic złego; problem
zaczyna się wtedy, kiedy postanawiamy im ulec.
Lepszy…
Pyszałek
kojarzy się z osobą zapatrzoną w siebie, a przez to niedostrzegającą
innych ludzi, a nawet samego Boga. Tak bardzo zachwyca się swoimi
talentami, sukcesami czy choćby urodą, że zapomina, że wszystko to
dostał od Stwórcy.
Mistyczka Anna Katarzyna Emmerich tak opisała upadek części aniołów, który zobaczyła w jednej z wizji:
„Z początku wszystkie te chóry wychodziły z owego wyższego słońca
jakoby w zgodzie i miłości. Naraz spostrzegłam, że jedna część tych
wszystkich kół się zatrzymała, zatapiając się we własną piękność. Czuły
własną rozkosz, widziały całą swą piękność i tylko sobą były zajęte. (…)
W tej chwili widziałam, jak owa cała część chórów jaśniejących upadła
na dół i się zaćmiła”.
… albo gorszy
Paradoksalnie, objawem pychy może być również uważanie się za kogoś niewartego uwagi i miłości.
Jeśli wiem, że Bóg mnie kocha i że jestem dla niego ważna, a uważam się
za śmiecia, to wstawiam w miejsce Jego osądu moje własne mniemanie. Bóg
daje każdemu z nas to, czego potrzebujemy. Każdy ma do stoczenia swoją
walkę.
Wydaje się, że pycha i rozpacz leżą na przeciwstawnych
biegunach. W rzeczywistości ta druga jest nieuchronną konsekwencją tej
pierwszej, bo jeśli człowiek uważa się za jedynego kowala swojego losu,
to wcześniej czy później dozna bolesnego zawodu.
Pycha duchowa
Pycha
jest bardzo podstępna. Człowiek pobożny, uformowany i pracujący nad
sobą może popaść w złudzenie duchowej doskonałości i pogardzać tymi,
którzy – jego zdaniem – nie osiągnęli jeszcze tego „levelu”.
Zdarza się też pycha fałszywego miłosierdzia. Mogą
jej ulegać dobrzy ludzie, którzy pomagają bliźnim, jeśli zajmując się
ich materialnymi i emocjonalnymi potrzebami uznają awansem również ich
błędy za taką samą cechę jak choroba czy bieda i utwierdzają ich w
fałszywym mniemaniu, że grzechy są OK.
Duże słowo?
Pycha to duże słowo, niepasujące do szarego życia? Ależ skąd! Zdarzają
się w sytuacje, kiedy trzeba podjąć ważne decyzje i zastanowić się, czy
chcemy słuchać Boga czy Jego przeciwnika, który przybiera np. postać
konwenansów, kariery albo wielkiej miłości. Ale większość bitew z pychą
toczymy na co dzień.
Kiedy jestem zmęczona i trudno mi spokojnie
zareagować na kolejne denerwujące pytanie córki, ale jeśli ze względu na
Boga i z miłości do dziecka wykonam ten wysiłek (czasem wydaje się, że
nadludzki), to mogę to uznać za małe przyklęknięcie przed Panem. Oby jak najwięcej tych przyklęknięć – małych i dużych! Joanna Operacz
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz