Wizja zmarłej w opinii świętości siostry MEDARDY Zofii Wyskiel (zm. 16.05.1973 – Poznań)
Kary czyśćcowe za grzechy dzieciobójstwa
Niedawno miałam straszne widzenie dusz cierpiących w czyśćcu, które
traciły swoje dzieci… widziałam je jak stały, a było ich bardzo wiele a
wkoło nich małe kościotrupki i czaszki… ciągle miały je dookoła przed
oczyma i nie mogły ich z oczu stracić, bo gdziekolwiek się obróciły, te
czaszki o strasznym wyglądzie ciągle do nich przystępowały jako straszne
widma…
Matki te miały na rękach jakieś szmaty i zasłaniały sobie oczy i całą
głowę. Z chwilą jak zakrywały głowę i oczy, aby ich nie widzieć, chusty
te nasiąkały krwią i zalewały je tak, jakby na nie spadała fala
krwawego deszczu… Matki te strasznie jęczały… jęk był taki, jakoby to
była rzeź czy coś podobnego okropnego co nie da się opisać…
Niektóre widziałam że ścinano im głowy a te głowy z powrotem
im odrastały, aby na nowo się męczyć… w rękach ich było pełno krwi…
krew przelewała się z ich rąk. Dane mi było do zrozumienia, że jest to
cierpienie za morderstwa, za mordowanie własnych dzieci, które jeszcze
nie przyszły na świat. Słyszałam nad nimi głosy, że zwierzęta nie były
do takich morderstw zdolne jak człowiek, który stworzony jest na obraz i
podobieństwo Boże… zabijając te niewinne istoty zabijają Samego Boga i
stają się bogobójcami, bo dusza to odbicie Boga. Zabijając przeszkadzają
Bogu w spełnieniu Jego zamiarów w stosunku do tych dusz, ileż tu na
ziemi miałby z nich chwały i jak wiele uwielbienia przez całą wieczność,
w której by Go te dusze wysławiały. A teraz, przez wolną wolę, którą
Bóg daje człowiekowi patrzeć musi na zbrodnie i zabójstwa niewinnych
dzieci…
Wizja zmarłej w opinii świętości siostry MEDARDY Zofii Wyskiel (zm. 16.05.1973 – Poznań)
Kary czyśćcowe za grzechy dzieciobójstwa
Niedawno miałam straszne widzenie dusz cierpiących w czyśćcu, które traciły swoje dzieci… widziałam je jak stały, a było ich bardzo wiele a wkoło nich małe kościotrupki i czaszki… ciągle miały je dookoła przed oczyma i nie mogły ich z oczu stracić, bo gdziekolwiek się obróciły, te czaszki o strasznym wyglądzie ciągle do nich przystępowały jako straszne widma…
Matki te miały na rękach jakieś szmaty i zasłaniały sobie oczy i całą głowę. Z chwilą jak zakrywały głowę i oczy, aby ich nie widzieć, chusty te nasiąkały krwią i zalewały je tak, jakby na nie spadała fala krwawego deszczu… Matki te strasznie jęczały… jęk był taki, jakoby to była rzeź czy coś podobnego okropnego co nie da się opisać…
Niektóre widziałam że ścinano im głowy a te głowy z powrotem im odrastały, aby na nowo się męczyć… w rękach ich było pełno krwi… krew przelewała się z ich rąk. Dane mi było do zrozumienia, że jest to cierpienie za morderstwa, za mordowanie własnych dzieci, które jeszcze nie przyszły na świat. Słyszałam nad nimi głosy, że zwierzęta nie były do takich morderstw zdolne jak człowiek, który stworzony jest na obraz i podobieństwo Boże… zabijając te niewinne istoty zabijają Samego Boga i stają się bogobójcami, bo dusza to odbicie Boga. Zabijając przeszkadzają Bogu w spełnieniu Jego zamiarów w stosunku do tych dusz, ileż tu na ziemi miałby z nich chwały i jak wiele uwielbienia przez całą wieczność, w której by Go te dusze wysławiały. A teraz, przez wolną wolę, którą Bóg daje człowiekowi patrzeć musi na zbrodnie i zabójstwa niewinnych dzieci…