czwartek, 27 listopada 2025

 

Znany włoski mariolog krytycznie o zakazie tytułu „Współodkupicielka”. Konkretne zarzuty

 

Znany włoski mariolog krytycznie o zakazie tytułu „Współodkupicielka”. Konkretne zarzuty

(After Giovanni Battista Salvi da Sassoferrato, Public domain, via Wikimedia Commons)

Stolica Apostolska nie powinna była zakazywać tytułu „Współodkupicielka”, uważa znany włoski mariolog, ks. Salvatore Maria Perrella. Nota doktrynalna Mater Populi fidelis jest przesadna i zawiera wiele stwierdzeń, które są dość niepoważne. 

Ks. Salvatore Maria Perrella to serwita, dogmatyk i mariolog ceniony przez papieża Benedykta XVI. W rozmowie ze szwajcarskim włoskojęzycznym portalem RSI (Radiotelevisione svizzera) wskazywał na problemy związane z notą doktrynalną „Mater Populi fidelis” Dykasterii Nauki Wiary. Nota mówi o rzekomej niewłaściwości tytułu „Współodkupicielka”.

Ks. Perrella wskazał, że tekst otwiera nowe spory w mariologii, ale robi to jednostronnie. Wskazuje, że nota ujmuje Maryję niemal wyłącznie w perspektywie chrystologicznej, natomiast „niewiele miejsca, by nie powiedzieć: wcale” poświęca wymiarowi eklezjologicznemu i antropologicznemu, a wymiar trynitarny i symboliczny nie pojawia się w ogóle. Dlatego — jak stwierdza — dokument trzeba czytać „w perspektywie o wiele szerszej”.


Ta szersza perspektywa to przede wszystkim nawiązanie do stanowiska papieża Franciszka wobec tytułu „Współodkupicielka”. Teolog zauważa, że autorzy sami na to wskazują, a kluczowy jest tutaj punkt 20 Noty. Podkreśla, że spór o tytuły maryjne to temat, który w Kościele „ciągle wraca, potem zanika, i znów wraca”. Po ogłoszeniu dogmatu o Niepokalanym Poczęciu w 1854 roku teologia zaczęła intensywnie szukać nowych określeń roli Maryi w zbawieniu — niekiedy przesadnych. Jak zwraca uwagę, część tych tytułów była „całkowicie niewłaściwa”, ponieważ sugerowała, że Maryja pełni funkcje właściwe wyłącznie Bogu. Stąd papieże od Leona XIII do Piusa XII stopniowo porządkowali język i ukazywali Maryję nie jako „zastępczynię Boga”, lecz jako tę, która otrzymała misję dzięki Bożemu miłosierdziu.

Teolog dodaje, że w dawnych ujęciach często zaniedbywano „wymiar stworzenia”, czyli świadomość, że Maryja jest przede wszystkim człowiekiem. Dziś — jak mówi — akcentuje się to czasem z kolei aż za bardzo. Potrzebna jest więc równowaga, której nota nie zachowuje.

Dokument trzyma się formalnie nauczania Soboru Watykańskiego II, zwłaszcza Lumen gentium 60–62, oraz encykliki Jana Pawła II Redemptoris Mater, ale — jak zaznacza — „nie zawsze czyni to z należytą mądrością”.

Ks. Perrella odnosi się do faktu, że Jan Paweł II używał tytułu „Współodkupicielka” siedem razy. Przypomina, że później faktycznie przestał tego terminu stosować, ale nadal korzystał z określeń równoważnych, takich jak „współpracownica Odkupiciela” czy „szczególna współpracownica Odkupienia”. Dlatego — jak podkreśla — teolog nie może udawać, że temat nie istnieje.

Przechodząc do współczesności, kapłan określa Mater populi fidelis jako dokument „bardzo franciszkowy, w sensie: bergogliański”. Zwraca uwagę, że punkt 21 — kluczowy dla zrozumienia tonu dokumentu — uzasadnia, dlaczego Franciszek uważa tytuł „Współodkupicielka” za niewłaściwy i nieodpowiedni. On sam, jak przyznaje, „nigdy nie użyłby” określenia „Współodkupicielka”; ale zdecydowanie woli podejście Soboru — nie potępiać dawnego słownictwa, ale też go nie przyjmować.

Najostrzejsza krytyka dotyczy jednak orientacji całego dokumentu. Teolog stwierdza, że w nocie „zbyt mocno dominuje obawa o aspekt ekumeniczny”. To — jego zdaniem — błąd. Ekumenizm powinien być obecny, ale nie może być „najważniejszy”. Pierwszeństwo ma pastoralność, czyli to, jak nauczanie pomaga wiernym. Na koniec dodaje, że tekst jest „zbyt obszerny”, co odbiega od rzymskiej tradycji „trzeźwości i zwięzłości”.

W opinii ks. Perrelli najbardziej problematycznym elementem dokumentu jest fragment z numeru 22, w którym autorzy stwierdzają: „Gdy jakieś wyrażenie wymaga licznych i nieustannych objaśnień, by nie zostało błędnie zrozumiane, nie służy wierze Ludu Bożego i staje się niestosowne”. Teolog zwraca uwagę, że taka logika może obrócić się przeciwko całej mariologii, bo w ten sposób „niewłaściwe” musiałyby zostać uznane również tak fundamentalne tytuły jak Matka Boża, Niepokalana czy Matka Kościoła, które również wymagają szerokiej katechezy. A przecież — jak zauważa — właśnie teologia i katecheza istnieją po to, by tłumaczyć sens trudnych pojęć.

Źródło: RSI.ch

Pach

Dar Maryi, który nawraca i uzdrawia. Wkrótce może być Twój!

 

Dar Maryi, który nawraca i uzdrawia. Wkrótce może być Twój!

(PCh24.pl)

27 listopada obchodzimy 195. rocznicę objawień Najświętszej Maryi Panny w paryskim domu Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia. Siostra Katarzyna Labouré otrzymała wtedy od Matki Bożej jasne polecenie: – Postaraj się o wybicie medalika według tego wzoru. Wszyscy, którzy będą go nosili, dostąpią wielkich łask, szczególnie jeśli będą nosili go na szyi. Tych, którzy we mnie ufają, wieloma łaskami obdarzę.

TAK, CHCĘ DOSTĄPIĆ WIELKICH ŁASK OBIECANYCH PRZEZ MARYJĘ!

Słowa Maryi bardzo szybko zaczęły się spełniać, a medalik nazywany początkowo Medalikiem Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny, ze względu na liczne uzdrowienia i nawrócenia, zyskał miano Cudownego Medalika. W 1838 roku Stolica Apostolska oficjalnie zatwierdziła tę nazwę.


Ten nadzwyczajny dar, który otrzymaliśmy od Matki Bożej za pośrednictwem siostry Katarzyny Labouré, oraz polecenie jego rozpowszechniania motywują również nas do propagowania Cudownego Medalika. Dlatego zorganizowaliśmy kampanię „Dar Maryi. Cudowny Medalik dla Ciebie”, w której udział może wziąć każdy!

Kto tylko pragnie nosić poświęcony przez kapłana Cudowny Medalik, może go odebrać dzwoniąc do nas pod numer 12 423 44 23 lub odwiedzając specjalnie utworzoną przez nas stronę www.DarMaryi.pl. Razem z medalikiem otrzyma także Nowennę do Matki Bożej od Cudownego Medalika, aby prosić o łaski, których pragnie i potrzebuje. 

TAK, PRAGNĘ OTRZYMAĆ I NOSIĆ CUDOWNY MEDALIK – DAR MARYI!

Oczywiście tak wielki dar ofiarowany ludziom przez samą Królową Nieba nie mógł spodobać się szatanowi. Zgodnie z zapowiedzią Maryi, już samo powstanie medalika wiązało się z wieloma trudnościami, a gdy zostały one pokonane, diabeł posunął się do siania wśród noszących Cudowny Medalik wątpliwości w zasadność takiego postępowania. 

Intrygi szatana zdemaskował jednak i przejrzał św. Maksymilian Kolbe – wielki orędownik Cudownego Medalika, mówiąc: – Kogo diabeł chce uwieść, temu nasamprzód, pod jakimkolwiek pozorem, stara się odebrać Cudowny Medalik. To okazuje doświadczenie. Nie dajmy się oszukać szatanowi.

NIE DAM SIĘ OSZUKAĆ SZATANOWI. CHCĘ PRZYJĄĆ CUDOWNY MEDALIK!

Ten dar Maryi jest dla wszystkich! Odbierz go i noś na szyi. Najsłynniejszy medalik świata, pomoc Matki Bożej na każdy czas, noszą dziś miliony osób na całym świecie. Dołącz do nich! Zadbaj też o swoich bliskich. Podarowanie im Cudownego Medalika będzie pięknym gestem miłości i uczynkiem miłosierdzia względem ich duszy.

TAK, PRAGNĘ OTRZYMAĆ I NOSIĆ CUDOWNY MEDALIK – DAR MARYI!

 

 

Modlitwa Świętego Maksymiliana Marii Kolbe

Dozwól mi chwalić Cię Panno Przenajświętsza.
Dozwól, bym własnym kosztem Cię chwalił.
Dozwól, bym dla Ciebie i tylko dla Ciebie żył, pracował, cierpiał, wyniszczył się i umarł.
Dozwól, bym do Ciebie cały świat przywiódł.
Dozwól, bym się przyczynił do jeszcze większego, do jak największego, wyniesienia Ciebie.
Dozwól, bym Ci przyniósł taką chwałę, jakiej jeszcze nikt Ci nie przyniósł.
Dozwól, by inni mnie w gorliwości o wywyższenie Ciebie prześcigali, a ja ich tak, by w szlachetnym współzawodnictwie chwała Twoja wzrastała coraz głębiej, coraz szybciej, coraz potężniej, tak jak tego pragnie Ten, który Cię tak niewysłowienie ponad wszystkie istoty wyniósł.
W Tobie Jednej bez porównania bardziej uwielbionym stał się Bóg niż we wszystkich Świętych Swoich.
Dla Ciebie stworzył Bóg świat. Dla Ciebie i mnie też Bóg do bytu powołał. Skądże mi to szczęście?
O dozwól mi chwalić Cię, o Panno Przenajświętsza.

27 listopada: Najświętszej Maryi Panny Niepokalanej, objawiającej Cudowny Medalik

 

27 listopada: Najświętszej Maryi Panny Niepokalanej, objawiającej Cudowny Medalik

W nocy z 26 na 27 listopada 1830 r. Matka Boża objawiła się św. Katarzynie Laboure (szarytce), prosząc ją o wybicie Cudownego Medalika – tego samego, który później propagował św. Maksymilian Kolbe i który do dziś jest wybijany w Niepokalanowie

Cudowny medalik

„…Do Niej, do Maryi, która jest Matką pięknej Miłości, pragnę przybliżyć szczególnie młodzież z całego świata i całego Kościoła. Ona nosi w sobie niezniszczalne znamię młodości i piękności, które nigdy nic przemijają. Pragnę i proszę, aby młodzi zbliżyli się do Niej, aby pokładali w Niej ufność, aby zawierzyli Jej życie, które jest przed nimi, aby pokochali Ją prostą i gorącą miłością serc…” – (Jan Paweł II, 2.V.1979 r.)

„Dużo jest zła na świecie, ale pamiętajmy, że Niepokalana potężniejsza i Ona zetrze głowę węża piekielnego” św. Maksymilian Kolbe

W dniu 27 listopada 1830 r. siostra Katarzyna Laboure nowicjuszka Sióstr Miłosierdzia w Paryżu otrzymała misję od Matki Bożej – wybić medalik z wizerunkiem Niepokalanej.

Nowicjuszka widziała w czasie modlitwy obraz przedstawiający Matkę Najświętszą Niepokalanie Poczętą, stojącą na kuli ziemskiej, opasanej splotami węża. Była ubrana w białą suknię i płaszcz srebrzyste – błękitny z welonem koloru jutrzenki. W rękach uniesionych na wysokości piersi trzymała glob ziemski. Katarzyna usłyszała głos: „kula, którą widzisz, przedstawia cały świat, a szczególnie Francję i każdą poszczególną osobę”.

Po chwili glob zniknął, a Matka Najświętsza wyciągnęła ręce, jakby chciała nimi objąć cały świat. Z Jej dłoni wychodziły wiązki promieni o niezwykłym blasku. Siostra usłyszała: „Promienie te są symbolem łask, które zlewam na osoby, które Mnie oto proszą. Postaraj się, by wybito Medalik na ten wzór. Osoby, które będą go nosiły, otrzymają wiele łask. Łaski szczególnie otrzymają ci, którzy nosić go będą z ufnością.” Wokół Najświętszej Dziewicy utworzył się napis owalny, wypisany złotymi literami: „O Maryjo bez grzechu pierworodnego poczęta módl się za nami, którzy się do Ciebie uciekamy”. Dalej usłyszała obietnicę „Osoby, które pobożnie odmówią tę krótką modlitwę, cieszyć się będą wyjątkową opieką Matki Bożej”.Katarzyna zauważyła literę „M” z małym krzyżem umieszczonym powyżej, a na dole Najświętsze Serce Pana Jezusa i Matki Najświętszej. Medalik ten zasłynął jako „Cudowny Medalik”, gdyż za jego przyczyną działy się i nadal dzieje się wiele cudów fizycznych i duchowych.

Propagatorem „Cudownego Medalika” był św. Maksymilian Maria Kolbe – kapłan i męczennik, założyciel Stowarzyszenia „Rycerstwo Niepokalanej.” Rozszerzał on ten medalik wśród katolików i wśród niewierzących. Św. Maksymilian tak pisał na temat medalika: „Jej medalik rozdawać, gdzie się tylko da: i dzieciom, by zawsze go na szyi nosiły i starszym, i młodzieży zwłaszcza, by pod Jej opieką miała dosyć sił do odparcia tylu pokus i zasadzek czyhających na nią w naszych czasach. A już tym, co do kościoła nie zaglądają, do spowiedzi boją się przyjść, z praktyk religijnych szydzą, z prawd wiary się śmieją, zagrzęźli w błoto moralne albo poza Kościołem w herezji przebywają – o tym, to już koniecznie medalik Niepokalanej ofiarować i prosić, by zechcieli go nosić, a tymczasem gorąco Niepokalaną błagać o ich nawrócenie. Wielu nawet wtedy radę znajduje, gdy kto nie chce w żaden sposób przyjąć medalika. Ot po prostu wszywają go po kryjomu do ubrania i modlą się, a Niepokalana prędzej czy później okazuje, co potrafi… Dużo jest zła na świecie, ale pamiętajmy, że Niepokalana potężniejsza i Ona zetrze głowę węża piekielnego”.
Rozszerzajmy „Cudowny Medalik”, gdyż mając przy sobie Niepokalaną, masz wszystko.

 

…Idąc za Nią, nie schodzisz na manowce, modląc się do Niej nie wpadasz w rozpacz, myśląc o Niej, nie błądzisz…,
z Jej łaską – dochodzisz…”
(św. Bernard)

 

niedziela, 23 listopada 2025

23 listopada – uroczystość Jezusa Chrystusa, Króla Wszechświata!

 

Jacek Bartyzel: Od „Syllabusa” do „Quas primas”

Tomasz Rowiński: Chrystus jest królem całego stworzenia. W stulecie encykliki „Quas primas”

23 listopada – uroczystość Jezusa Chrystusa, Króla Wszechświata!

W uroczystość Chrystusa Króla w naszej ojczyźnie przeżywamy dziewiątą rocznicę Aktu Zawierzenia Polski Chrystusowi Królowi

Dziś możemy zyskać odpust zupełny, odmawiając Akt poświęcenia rodzaju ludzkiego Chrystusowi Królowi

 

Nieśmiertelny Królu Wieków, Panie Jezu Chryste, nasz Boże i Zbawicielu! W Roku Jubileuszowym 1050-lecia Chrztu Polski, w roku Nadzwyczajnego Jubileuszu Miłosierdzia, oto my, Polacy, stajemy przed Tobą [wraz ze swymi władzami duchownymi i świeckimi], by uznać Twoje Panowanie, poddać się Twemu Prawu, zawierzyć i poświęcić Tobie naszą Ojczyznę i cały Naród.

Wyznajemy wobec nieba i ziemi, że Twego królowania nam potrzeba. Wyznajemy, że Ty jeden masz do nas święte i nigdy nie wygasłe prawa. Dlatego z pokorą chyląc swe czoła przed Tobą, Królem Wszechświata, uznajemy Twe Panowanie nad Polską i całym naszym Narodem, żyjącym w Ojczyźnie i w świecie.

Pragnąc uwielbić majestat Twej potęgi i chwały, z wielką wiarą i miłością wołamy:
Króluj nam Chryste!
– W naszych sercach – Króluj nam Chryste!
– W naszych rodzinach – Króluj nam Chryste!
– W naszych parafiach – Króluj nam Chryste!
– W naszych szkołach i uczelniach – Króluj nam Chryste!
– W środkach społecznej komunikacji – Króluj nam Chryste!
– W naszych urzędach, miejscach pracy, służby i odpoczynku – Króluj nam Chryste!
– W naszych miastach i wioskach – Króluj nam Chryste!
– W całym Narodzie i Państwie Polskim – Króluj nam Chryste!

Błogosławimy Cię i dziękujemy Ci Panie Jezu Chryste:
– Za niezgłębioną Miłość Twojego Najświętszego Serca –
Chryste nasz Królu, dziękujemy!

– Za łaskę chrztu świętego i przymierze z naszym Narodem zawarte przed wiekami – Chryste nasz Królu, dziękujemy!
– Za macierzyńską i królewską obecność Maryi w naszych dziejach –
Chryste nasz Królu, dziękujemy!

– Za Twoje wielkie Miłosierdzie okazywane nam stale –
Chryste nasz Królu, dziękujemy!

– Za Twą wierność mimo naszych zdrad i słabości –
Chryste nasz Królu, dziękujemy!

Świadomi naszych win i zniewag zadanych Twemu Sercu przepraszamy za wszelkie nasze grzechy, a zwłaszcza za odwracanie się od wiary świętej, za brak miłości względem Ciebie i bliźnich. Przepraszamy Cię za narodowe grzechy społeczne, za wszelkie wady, nałogi i zniewolenia. Wyrzekamy się złego ducha i wszystkich jego spraw.

Pokornie poddajemy się Twemu Panowaniu i Twemu Prawu. Zobowiązujemy się porządkować całe nasze życie osobiste, rodzinne i narodowe według Twego prawa: – Przyrzekamy bronić Twej świętej czci, głosić Twą królewską chwałę –
Chryste nasz Królu, przyrzekamy!
– Przyrzekamy pełnić Twoją wolę i strzec prawości naszych sumień – Chryste nasz Królu, przyrzekamy!
– Przyrzekamy troszczyć się o świętość naszych rodzin i chrześcijańskie wychowanie dzieci – Chryste nasz Królu, przyrzekamy!
– Przyrzekamy budować Twoje królestwo i bronić go w naszym narodzie –
Chryste nasz Królu, przyrzekamy!
– Przyrzekamy czynnie angażować się w życie Kościoła i strzec jego praw
Chryste nasz Królu, przyrzekamy!

Jedyny Władco państw, narodów i całego stworzenia, Królu królów i Panie panujących! Zawierzamy Ci Państwo Polskie i rządzących Polską. Spraw, aby wszystkie podmioty władzy sprawowały rządy sprawiedliwie i stanowiły prawa zgodne z Prawami Twoimi.

Chryste Królu, z ufnością zawierzamy Twemu Miłosierdziu wszystko, co Polskę stanowi, a zwłaszcza tych członków Narodu, którzy nie podążają Twymi drogami. Obdarz ich swą łaską, oświeć mocą Ducha Świętego i wszystkich nas doprowadź do wiecznej jedności z Ojcem.

W imię miłości bratniej zawierzamy Tobie wszystkie narody świata, a zwłaszcza te, które stały się sprawcami naszego polskiego krzyża. Spraw, by rozpoznały w Tobie swego prawowitego Pana i Króla i wykorzystały czas dany im przez Ojca na dobrowolne poddanie się Twojemu panowaniu.

Panie Jezu Chryste, Królu naszych serc, racz uczynić serca nasze na wzór Najświętszego Serca Twego.

Niech Twój Święty Duch zstąpi i odnowi oblicze ziemi, tej ziemi. Niech wspiera nas w realizacji zobowiązań płynących z tego narodowego aktu, chroni od zła i dokonuje naszego uświęcenia.

W Niepokalanym Sercu Maryi składamy nasze postanowienia i zobowiązania. Matczynej opiece Królowej Polski i wstawiennictwu świętych. Patronów naszej Ojczyzny wszyscy się powierzamy.

Króluj nam Chryste! Króluj w naszej Ojczyźnie, króluj w każdym narodzie – na większą chwałę Przenajświętszej Trójcy i dla zbawienia ludzi. Spraw, aby naszą Ojczyznę i świat cały objęło Twe Królestwo: królestwo prawdy i życia, królestwo świętości i łaski, królestwo sprawiedliwości, miłości i pokoju

Modlitwa do Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata
kard. Adama Stefana Sapiehy (1927 r.)

O Jezu, Władco serc naszych i Królu wieków nieśmiertelny, przyrzekamy Ci uroczyście, że przy tronie Twoim i przy Osobie Twojej wiernie stać będziemy. Przyrzekamy Ci, że nieskalanego sztandaru Twojego nie splamimy, że chorągwi Twojej nie zdradzimy ani niedowiarstwem, ani sekciarstwem, ani żadnym odstępstwem.
Ślubujemy Ci, że w wierze świętej katolickiej aż do śmierci wytrwać pragniemy.

Niech dzieci nasze piszą na grobach naszych, żeśmy się nigdy Ciebie, Jezu Królu i Twojej Ewangelii nie wstydzili.
Króluj w sercach naszych przez łaskę.
Króluj w rodzinach przez cnoty rodzinne.
Króluj w szkołach przez prawdziwie katolickie wychowanie.

Króluj w społeczeństwie przez sprawiedliwość i zgodę wzajemną.
Władaj wszędzie, zawsze i bezustannie.
Niech sztandar Twój powiewa nad nami wszystkimi, a
Królestwo Twoje niechaj ogarnie całą nasza ziemię! Amen

niedziela, 16 listopada 2025

16 listopada – wspomnienie Matki Bożej Ostrobramskiej

 

16 listopada – wspomnienie Matki Bożej Ostrobramskiej

Obraz Matki Bożej Ostrobramskiej znajduje się w kaplicy ostrobramskiej Wilnie. Matka Boża Ostrobramska nazywana jest także Matką Miłosierdzia i Królową Korony Polskiej.

W Ostrej Bramie został wystawiony po raz pierwszy publicznie Obraz Miłosierdzia Bożego (26-28 kwietnia 1935 r.). Również tu św. Faustyna miała wizję triumfu obrazu Miłosierdzia Bożego.

 „Maryjo Ostrobramska! Matko Miłosierdzia królująca w Ostrej Bramie, nie przestań od teraźniejszości aż do ostatniej godziny życia mego z dobrocią serca Twego spoglądać na mnie z wysokości Tronu Twego w niebie. Nawiedź mnie w godzinę śmierci w towarzystwie świętego Anioła Stróża oraz św. Patrona mego, abym otrzymał łaskę, przebłagania Boskiego Oblicza Syna Twego, którego tak często ciężkimi grzechami moimi obrażałem. Święta Maryjo Matko Boża! Matko Miłosierdzia, módl się za mną teraz i w godzinę śmierci mojej. Amen”. 

Z „Dzienniczka” św.Faustyny:

Jestem nie tylko Królową Nieba, ale i Matką Miłosierdzia i Matką twoją (Dz. 330).

Wtem ujrzałam Najświętszą Pannę, niewymownie piękną, która się zbliżyła do mnie od ołtarza do mojego klęcznika i przytuliła mnie do siebie i rzekła mi te słowa:

Jestem wam Matką z niezgłębionego Miłosierdzia Boga. Ta dusza mi jest najmilsza, która wiernie wypełnia Wolę Bożą. – Dała mi zrozumieć, że wiernie wypełniłam wszystkie życzenia Boga i w ten sposób znalazłam łaskę w oczach Jego. – Bądź odważna, nie lękaj się złudnych przeszkód, ale wpatruj się w Mękę Syna Mojego, a tym sposobem zwyciężysz.(Dz. 449)

O, jak bardzo miła jest Bogu dusza, która idzie wiernie za tchnieniem Jego łaski. Ja dałam Zbawiciela światu, a ty masz mówić światu o Jego wielkim Miłosierdziu i przygotować świat na powtórne przyjście Jego, który przyjdzie nie jako Miłosierny Zbawiciel, ale jako Sędzia Sprawiedliwy. O, on dzień jest straszny. Postanowiony jest Dzień Sprawiedliwości, Dzień Gniewu Bożego, drżą przed nim Aniołowie. Mów duszom o tym wielkim Miłosierdziu póki czas zmiłowania; jeżeli ty teraz milczysz, będziesz odpowiadać w on dzień straszny za wielką liczbę dusz. Nie lękaj się  niczego, bądź  wierna do  końca, Ja współczuję z tobą (Dz. 635).

https://www.faustyna.pl/zmbm/maryja-matka-milosierdzia/

 

Modlitwa do Matki Bożej Miłosierdzia z Ostrej Bramy.

Pozdrawiamy Cię, Najchwalebniejsza Królowo i Matko Miłosierdzia, słynąca cudami w Ostrobramskim Obrazie. Upa­damy na kolana przed Twym Świętym Wizerunkiem.

Módl się za nami. Nie jesteśmy godni
jednej przeczystej Twoich oczu łzy,
Bo niezliczone, Pani nasze winy,
jak ziarnka piasku na dnie sinych mórz
i jako gwiazdy niebieskiej głębiny
a my się modlić nie umiemy już.

Z orędzi Matki Bożej:

„Jestem Matką Miłosierdzia. Pragnę, by Moja obecność stała się dziś mocniejsza zwłaszcza tam, gdzie przeciwnik wyrządził największe szkody i dokonał największego zniszczenia.
Wchodzę do Kościoła jakże spustoszonego i zbieram jego połamane kwiaty, aby je ułożyć, a inne, zwiędłe – wzmocnić, pochylone zaś – wyprostować. Usiłuję przywrócić piękno temu ogrodowi, który ma rozwijać się i wydzielać zapach tylko z miłości do Jezusa i dla Jego Chwały. Również tu, gdzie przeciwnik tak mocno znieważył Kościół, chcę okazać Moje wielkie i bezgraniczne Miłosierdzie.”

13 listopada w pompejańskim Sanktuarium w Pompejach jest obchodzona wielka rocznica przywiezienia obrazu do Pompejów.

 

13 listopada w pompejańskim Sanktuarium w Pompejach jest obchodzona  wielka rocznica przywiezienia obrazu do Pompejów. To fundamentalne wydarzenie w historii! Tylko w ten jeden dzień wierni mogą podejść do cudownego obrazu Matki Bożej i ucałować go.

Któż mógłby wówczas pomyśleć, że ten stary obraz, kupiony za nieco ponad trzy liry i przywieziony na wozie z obornikiem, wybrała opatrzność na środek zbawienia dla tak wielu ludzi?
Że stanie się godny noszenia diamentowych ozdób i klejnotów? Że zostanie umieszczony w kosztownej świątyni jako jej największa ozdoba? I że będą przed nim gromadzić się nie tylko ubodzy chłopi, ale także niezliczone tłumy pielgrzymów ze wszystkich stron świata?

Od tego wszystko się zaczęło… Właśnie 13 listopada 1875 roku bł. Bartolo Longo przywiózł do Pompejów obraz Matki Bożej Różańcowej. Ten wizerunek po dziś dzień jest czczony pod wezwaniem Matki Bożej Pompejańskiej. Choć został przywieziony na wozie pełnym obornika, dziś jest czczony i przyozdabiany kwiatami

fragment książki: „Historia sanktuarium w Pompejach”
bł. Bartola Longo 
o wizerunku Matki Bożej Pompejańskiej

GODZINA MIŁOSIERDZIA

Nadszedł październik 1875 roku. Dla zwiększenia czci Najświętszej Panny przywiozłem z Neapolu niewielką figurkę Królowej Różańca. Towarzyszył mi czcigodny kapłan neapolitański, ojciec Carlo Pellegrino-Schipani. Posążek ustawiłem pod baldachimem w starym kościółku parafialnym. Pasquale Matrone, syn najstarszego mieszkańca Doliny, otrzymał ode mnie kilka litrów różnokolorowych farb oraz wapno, po czym grubym pędzlem murarskim pomalował – można sobie wyobrazić jak – ściany kościółka.

Ale wciąż nie nadchodziła godzina łaski dla tej okolicy. Moje nadzieje topniały lecz ku mojej radości biskup z Noli wyznaczył trzech kapłanów na misje. (…) Umieściliśmy ich w starej gospodzie w Dolinie. Ci zacni kapłani nie wahali się zamieszkać w dopiero co odświeżonych pomieszczeniach gospody. Staliśmy się świadkami wzruszających scen. Przybyli misjonarze gromadzili wokół siebie mężczyzn i kobiety, starców i dzieci, całą okoliczną ludność, by głosić Słowo Boże. Ponieważ kościółek był za mały, kazania głosili na drodze nie zważając na niesprzyjającą, listopadową pogodę.

Doczekałem tej szczęśliwej chwili, kiedy słyszałem jak późnym wieczorem po kazaniach, w tej opustoszałej i okrytej milczeniem okolicy, rozbrzmiewały słodkie dźwięki Pozdrowienia anielskiego. Miejscowa ludność powracała do swoich chat głośno odmawiając różaniec. Wspaniałe owoce dowodziły potęgi nabożeństwa różańcowego i życzliwości Królowej Niebios. Wszyscy pojednali się z Bogiem i bliźnimi. Ustępowały zadawnione konflikty i niemal każdy popierał założenie bractwa na cześć Maryi.

12 listopada na zakończenie misji przybył do Doliny biskup z Noli, ksiądz Giuseppe Formisano, by udzielić sakramentu bierzmowania. Wtedy poznałem czcigodnego biskupa osobiście. Powiedziałem mu o wszystkim, z czym nosiłem się w myślach od trzech lat. Powiedziałem też o zamiarze zbudowania z własnych środków ołtarza ku czci Matki Bożej Różańcowej, aby w ten sposób ożywić i rozpowszechnić nabożeństwo różańcowe, które Kościół tak gorąco zaleca, a Najświętsza Panna wynagradza tak licznymi łaskami.
Gdy biskup poznał te zamiary i usłyszał od misjonarzy o przykrym położeniu okolicznych mieszkańców, bardzo się wzruszył. Ze łzami w oczach zwrócił się do hrabiny de Fusco i do mnie, wymawiając pamiętne słowa, które przyczyniły się do rozwinięcia dzieł Bożych w Dolinie:

– Uważam za swój obowiązek zbudować tu kościół, który mógłby pomieścić wszystkich tych biednych ludzi przybywających na nabożeństwa. Już od dwóch lat dokładam wszelkich starań, aby znaleźć choć jedną osobę, która poparłaby mój projekt w tym najodleglejszym zakątku mojej diecezji. Jeżeli więc zamierza pan zbudować ołtarz, to proponowałbym od razu zbudować cały kościół. Proszę się postarać o wiernych, którzy będą składać comiesięczną ofiarę w wysokości jednego solda, a zbierze się fundusz, do którego obiecuję dołożyć 500 lirów.

Po trzyletnich bezowocnych staraniach na postawienie skromnego ołtarza i bez współpracy z miejscową ludnością, projekt ten wydawał mi się co najmniej dziwny i przerastający nasze siły. Nie chciałem na to się zgodzić. Zwierzyłem się ojcu Rossiemu:

– Mam obawy, czy ten projekt nie jest podstępem złego ducha, który kusi czymś pięknym ale i odległym. Czy pod pozorem dobra poprzez czasochłonną budowę kościoła nie chce zniweczyć niemal już powstałe Bractwo różańcowe?
Lecz ten świątobliwy kapłan opowiedział:
– W głosie przełożonych objawia się głos Boży. Ich dobra wola jest miła Bogu. Niech pan tylko zastosuje się do rady swoich przełożonych.

Wkrótce biskup z Noli powtórnie przybył do Doliny Pompejańskiej. Przy okazji odwiedzin raz jeszcze powtórzył gorące życzenie. Było to 14 lutego 1875 roku o godzinie 10 rano. Stojąc przy oknie mojego mieszkania wskazał na pole ciągnące się obok starego kościoła Najświętszego Zbawiciela i powiedział jakby proroczym głosem:

– Oto miejsce, na którym musi stanąć kościół dla Pompejów.

Czcigodny biskup nie znał wówczas całej powagi tych słów. Piętnaście lat później, w 1890 roku, sława niedokończonej jeszcze świątyni rozniosła się na całym świecie, a legat papieski, kardynał Monaco La Valletta uroczyście ją konsekrował. W 1894 roku, papież Leon XIII wyniósł ten kościół biedaków do rangi kościołów pontyfikalnych, będących bezpośrednią własnością Stolicy Apostolskiej, a tym samym zatwierdził na wieczne czasy znaczenie świątyni w Pompejach dla całego Kościoła. A po ćwierćwieczu, w 1901 roku, świątynia otrzymała miano Bazyliki papieskiej.

(…) A teraz przejdźmy do historii obrazu Matki Bożej Różańcowej, którego cuda znane są na całym świecie.

WPROWADZENIE OBRAZU DO POMPEJÓW

Trzej misjonarze, którzy głosili kazania o różańcu, a szczególnie ksiądz Michele Gentile, upominali lud, aby to nabożeństwo odprawiano regularnie. Po zakończeniu misji widziałem, że spełniły się moje pragnienia i dziękowałem za to Bogu z całego serca.
Aby jednak utrwalić zwyczaj wspólnego odmawiania różańca i umożliwić uzyskanie odpustów, potrzeba nam było obrazu Matki Bożej Różańcowej. Na razie wisiała tylko litografia, którą podarowałem księdzu proboszczowi. Tymczasem według przepisów liturgicznych, do dostąpienia odpustów podczas nabożeństw publicznych potrzebny jest obraz olejny. Postanowiłem taki obraz sprowadzić jeszcze przed zakończeniem misji, czyli przed 14 listopada 1875 roku, aby misjonarze zostawili go mieszkańcom Doliny na pamiątkę.

W tym celu pojechałem 13 listopada 1875 roku do Neapolu. Przybywszy do miasta zacząłem zastanawiać się nad tym, gdzie ten obraz można nabyć. Nagle przypomniało mi się, że w pobliżu placu Świętego Ducha często mijałem galerię z obrazami. I przebijał mi się przez pamięć wiszący w niej wizerunek Matki Bożej Różańcowej. Poszedłem tam w niezbyt miłym nastroju, nie lubiłem bowiem targowania się o cenę, co w Neapolu jest powszechnym zwyczajem. „Gdybym tylko mógł wziąć ze sobą ojca Radentego – pomyślałem. – On, neapolitańczyk, wiedziałby najlepiej, jak dobić targu. Ale gdzie go teraz szukać?”. Wiedziałem, że po państwowej kasacie klasztoru świętego Dominika, zamieszkał z dwoma braćmi w wynajętym domu i codziennie odprawiał Mszę świętą w kościele Matki Bożej Różańcowej przy Porta Medina.

Tak więc postanowiłem mimo wszystko udać się sam do galerii. Jeżeli taka wola Boża, to spotkam tego mojego przyjaciela i kapłana. Jeżeli nie, to kupię obraz jak będę umiał. I rzeczywiście! Opatrzność, która już zaczęła czynić cuda swą niewidzialną ręką, sprawiła, że w pobliżu galerii natknąłem się na ojca Radentego. Tego Bożego człowieka niebo zesłało mi po raz pierwszy w czasie największego przełomu w moim burzliwym życiu. W innym miejscu opowiem jeszcze wiele o tym i o cnotach zakonnika. Teraz tylko wspomnę, że znaliśmy i przyjaźniliśmy się od 1865 roku aż do jego śmierci w 1885 roku. Przyjaźń, jaką mnie on zaszczycał, była powodem tego, że będąc w kłopotach myślałem najpierw o nim.

Powitałem go z wielką radością na placu Świętego Ducha i opowiedziałem natychmiast o tym, co wydarzyło się w Pompejach. – O odwiedzinach biskupa z Noli, postanowieniu zbudowania kościoła, Bractwie różańcowym i w końcu o zamiarze kupna obrazu.

– Pracownia malarska Foggiana jest w pobliżu, chodźmy – powiedział ojciec.
Weszliśmy do pomieszczenia, w którym stał obraz Matki Bożej Różańcowej. Nie miał on odniesień do tajemnic różańcowych i miał zaledwie metr wysokości.

– Po ile ten obrazek? – spytał ojciec Radente.
– Czterysta lirów – odpowiedział artysta.
– O, to za wiele.

Sam byłbym skłonny do kupna, ale ojciec skinął na mnie i wyszliśmy na ulicę. Tam powiedział:

– Po co wydawać tyle za jeden niewielki obraz, kiedy liczy się każdy grosz na budowę świątyni? Przypomniałem sobie, że parę lat temu podarowałem stary obraz Matki Bożej Różańcowej znajomej zakonnicy, Marii Concetcie de Litali. Mieszka ona w klasztorze pod wezwaniem Różańca Świętego przy Porta Medina. A obraz kupiłem u przekupnia na ulicy Sapienza za trzy liry i czterdzieści centów. Idź i go obejrzyj. Jest on podniszczony ale jeżeli ci się spodoba i uznasz, że jest odpowiedni, to siostra na pewno ci go odda. Taki obraz pewnie wystarczy mieszkańcom w Pompejach na nabożeństwa różańcowe.
Pobiegłem natychmiast do wskazanego klasztoru.

– Proszę zawołać siostrę Marię – poprosiłem przy kracie rozmównicy. Po krótkiej chwili nadeszła siostra, którą znałem już od kilku lat.

– Przysyła mnie ojciec Radente i prosi, by siostra zechciała podarować mi obraz Matki Bożej Różańcowej, który ma od niego. Biedni ludzie w Pompejach nie otrzymają odpustu bo nie mają obrazu. A jeszcze dzisiaj wieczorem mam przywieźć obraz misjonarzom.

– Bardzo się cieszę, że ten zaniedbany obraz będzie służył tak pięknemu celowi. Przyniosę go natychmiast! – zawołała z radością. Wyszła i niebawem wróciła z obrazem.
Gdy spojrzałem na obraz, o mało się nie wystraszyłem… Było to stare, zniszczone malowidło. Twarz Maryi nie miała tego łagodnego, miłego wyrazu, jaki zazwyczaj widzimy na wizerunkach świętych.

– Kto mógł coś podobnego namalować? – z moich ust wymknął się jęk rozczarowania. Pomyślałem, że biedni mieszkańcy Doliny na widok tak szpetnego obrazu nie będą z miłością i ochotą odmawiać różańca. Poza tym niemiłym wyrazem twarzy Maryi zauważyłem, że u góry brakowało sporego kawałka płótna. Malatura była popękana i podziurawiona przez mole, a w niektórych miejscach farba się wykruszyła. Także wizerunki świętych Dominika i Róży nie wyróżniały się urodą.

Cała kompozycja obrazu była nietrafiona. Królowa Różańca została namalowana w postawie siedzącej i bez korony na głowie. Maryja podawała różaniec świętej Róży zamiast świętemu Dominikowi, który otrzymywał różaniec od Dzieciątka Jezus. Zastanawiałem się, czy w ogóle zabierać obraz ze sobą. Obiecałem jednak misjonarzom i mieszkańcom Doliny, że przywiozę obraz jeszcze tego wieczoru na zakończenie misji. Nie wiedziałem, co robić.

– Niech pan o tym nie myśli – odezwała się pobożna zakonnica – ale weźmie obraz taki jaki jest. On zupełnie wystarczy do odmówienia przed nim różańca.

Nie miałem wyjścia. Zdecydowałem się wziąć go ze sobą, choć sprawiało mi to niemałą trudność. Musiałem dowieźć go do Pompejów, ale był on na tyle duży, że nie mógłbym go wnieść do przedziału kolejowego. Miał 140 centymetrów wysokości i metr szerokości.

Zakonnica poradziła:
– Niech go pan weźmie na ręce. Trzeba będzie trochę się nagimnastykować, ale przecież będzie pan trzymał na rękach samą Najświętszą Pannę!

Ponieważ oznaczałoby to jazdę na stojąco czwartą klasą, nie zgodziłem się na propozycję siostry. Kazałem obraz spakować i zanieść do mojego mieszkania. Jeszcze nie wiedziałem, jak go dowiozę na miejsce. Wtedy przypomniało mi się, że właśnie tego dnia Angelo Tortora, jedyny woźnica z Pompejów, który regularnie jeździł do Neapolu, miał wracać do domu ze swoim ładunkiem. Pracował on przy oczyszczaniu stajni w Neapolu, a zebrany nawóz sprzedawał okolicznym chłopom. Zawołałem więc po niego. Właśnie miał odjeżdżać do Pompejów z pełnym wozem, gdy znalazł go mój posłaniec. Przybył do mnie natychmiast.

– Angelo – powiedziałem – zrób mi tę przysługę i zanieś jeszcze dziś wieczorem ten obraz do kościoła w Dolinie. Skoro z nim przybędziesz, oddaj go natychmiast któremuś z misjonarzy.

Dodam, że Angelo Tortora był jednym z bogatszych i najbardziej poważanych mieszkańców Doliny. Był wysokim, barczystym i silnie zbudowanym mężczyzną, mówił donośnym, ale i przyjemnym głosem. Pomagał mi w pierwszych latach prac nad kościołem ile mu starczyło sił. Często towarzyszył mi w podróżach po Dolinie, kiedy zapraszałem jej mieszkańców na uroczystości różańcowe i zabawy ludowe. Przy loterii ogłaszał na cały głos zwycięskie numery i wzywał po nazwisku szczęściarzy, którzy wygrali pierścionek, krzyżyk albo medalik. Angelo nie dał prosić się dwa razy, wziął obraz na ramię i odszedł. Tymczasem ja udałem się w pośpiechu na stację kolejową, aby przybyć do Doliny jeszcze przed obrazem.

Na miejscu ku swojemu zmartwieniu dowiedziałem się, że Angelo nie mógł inaczej przewieść obrazu, jak tylko położywszy go na stercie gnoju…

Gdy poprosiłem, aby przyjął zapłatę, wzbraniał się stanowczo mówiąc, że jest dla niego wystarczającą nagrodą to, że mógł wieźć na swoim wozie obraz Najświętszej Panienki. Ten poczciwy człowiek nawet nie przypuszczał, że jego imię pozostanie na wieki połączone z historią świątyni Matki Bożej w Pompejach. Z pewnością Najświętsza Panienka wynagrodziła mu w niebie za dobro, jakie czynił na ziemi ku jej chwale.

Któż mógłby wówczas pomyśleć, że ten stary obraz, kupiony za nieco ponad trzy liry i przywieziony na wozie z obornikiem, wybrała opatrzność na środek zbawienia dla tak wielu ludzi? Że stanie się godny noszenia diamentowych ozdób i klejnotów? Że zostanie umieszczony w kosztownej świątyni jako jej największa ozdoba? I że będą przed nim gromadzić się nie tylko ubodzy chłopi, ale także niezliczone tłumy pielgrzymów ze wszystkich stron świata? Nikt nie mógłby wtedy pomyśleć, że zwróci na siebie uwagę i zyska życzliwość pasterza wszystkich wiernych, ojca świętego, i stanie się jego własnością. Gdyby ktoś z nas to wszystko wiedział, to przynieślibyśmy obraz do Pompejów na rękach, w uroczystej procesji wśród okrzyków radości tysięcznych tłumów.

Teraz u stóp obrazu składają podziękowania tysiące osób, które doznały u Królowej Różańca w Pompejach łaski wysłuchania. Kolejne tysiące żebrzą pomocy i zmiłowania w potrzebach duszy i ciała. Ze Szwajcarii, Hiszpanii, Anglii, Austrii, Polski, Niemiec, Belgii, Chin, Afryki, Ameryki, Oceanii – ze wszystkich części ziemi, nie wyłączając naszych rodzimych Włoch – docierają tu codziennie liczne dowody czci i wdzięczności dla Matki Bożej.

Za: http://www.pompejanska.rosemaria.pl/2019/11/13-listopada-niezwykla-historia-obrazu-matki-bozej-pompejanskiej/

Mocne wystąpienie Karola Nawrockiego w Dniu Niepodległości! Prezydent jasno o atakach na polskość

 

100 dni Karola Nawrockiego. Ponad połowa badanych zadowolona z jego prezydentury

Mocne wystąpienie Karola Nawrockiego w Dniu Niepodległości! Prezydent jasno o atakach na polskość

(fot. Piotr Nowak/PAP)

Patrząc na ponad tysiąc lat polskiej historii i wielkie dzieło ojców polskiej niepodległości, pytam więc, gdzie jest nasze jestestwo, nasze wartości chrześcijańskie, które budowały fundamenty Rzeczpospolitej i czemu musimy być świadkami i odpierać presję protezy wartości chrześcijańskich, jaką mają być obce nam ideologie w polskich szkołach i polskim systemie edukacji – mówił prezydent Karol Nawrocki.

Prezydent Karol Nawrocki przemawiał we wtorek 11 listopada na Placu Piłsudskiego przed Grobem Nieznanego Żołnierza. Nie zabrakło jasnych, dobitnych słów na temat polskości i polskiej niepodległości. 

Prezydent Nawrocki podczas obchodów 107. rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości podkreślił, że choć ojcowie niepodległości różnili się od siebie, to nie zawiedli „pięciu pokoleń, które pracowało na wolną i niepodległą Polskę”.


Zaznaczył, że udało się wytrzymać napór bolszewików ze wschodu, „bo wciąż w polskim żołnierzu i w polskim chłopie było to, co Maurycy Mochnacki nazwał jestestwem”.

Było przywiązanie do narodowych wartości i do naszej tożsamości, bo nie udało się międzynarodówce syrenim śpiewem przekonać polskiego chłopa, że tożsamość narodowa się nie liczy; bo chłop chciał ginąć za to, co polskie i żołnierz polski chciał ginąć za Polskę, za biało-czerwone barwy i za nasze narodowe jestestwo.

Przyznał, że choć scena polityczna II Rzeczpospolitej była mocno skonfliktowana, to jednak „nigdy nie oddała tego, czego potrzebuje cała narodowa wspólnota – swoich marzeń i ambicji – Centralnego Okręgu Przemysłowego, portu w Gdyni, polskiej złotówki, która była, jest i będzie symbolem polskiej suwerenności”.

Za największy sukces II Rzeczpospolitej prezydent Nawrocki uznał „wychowanie w polskiej szkole ucznia, który od początku do końca wiedział, że jest Polakiem i że ma obowiązki polskie”.

Patrząc na ponad tysiąc lat polskiej historii i wielkie dzieło ojców polskiej niepodległości, pytam więc, gdzie jest nasze jestestwo, nasze wartości chrześcijańskie, które budowały fundamenty Rzeczpospolitej i czemu musimy być świadkami i odpierać presję protezy wartości chrześcijańskich, jaką mają być obce nam ideologie w polskich szkołach i polskim systemie edukacji – powiedział Nawrocki.

Podkreślił także, że to „nie jest nasze, to niepolskie”. – Prezydent Polski nigdy nie pozwoli, abyśmy znów stali się pawiem i papugą narodów, bezwolnie powtarzającą to, co przychodzi z Zachodu – zadeklarował. Wskazał, że mówi to jako zwolennik Polski w Unii Europejskiej. – Ale mówiący przede wszystkim: Polska, przede wszystkim Polacy – oświadczył.

Prezydent zwrócił uwagę, że Polska wolna, niepodległa i suwerenna jest naszym zobowiązaniem. – O tym jest to święto – podkreślił Nawrocki.

Wskazał na doświadczoną walkami o granice i z bolszewikami II Rzeczpospolitą. – My współcześni Polacy, żyjący w niewspółmiernie lepszych czasach, chcemy powiedzieć tym z 11 listopada 1918 roku, że nie stać nas na nasze marzenia, na Centralny Port Komunikacyjny, na Polską Żeglugę Śródlądową, nie stać nas na rozwój polskich portów, polskiego atomu, nie stać nas na Centrum Technologii Przełomowych? – pytał prezydent.

Zaznaczył, że niepodległość to także sprawiedliwość. – Tak, Polacy oczekują sprawiedliwości. Polacy nie chcą politycznych, partyjnych szopek i teatrów – podkreślił prezydent.

Wskazał, że Polacy chcą móc dostać się do lekarza, zostać wyleczeni, taniej płacić za prąd i za artykuły spożywcze. – Nasza niepodległość, wolność i solidarność to także sprawiedliwość społeczna i tego jako prezydent w obliczu dzisiejszego święta zamierzam się domagać – powiedział. 

Źródło: PAP pap logo

Pach

poniedziałek, 10 listopada 2025

Jutro Święto Niepodległości naszej Ojczyzny – 11 listopada.

 

Jutro Święto Niepodległości naszej Ojczyzny – 11 listopada.

Z „Dzienniczka” św.Faustyny:

„Widziałam Gniew Boży ciążący nad Polską. I teraz widzę, że jeśliby Bóg dotknął kraj nasz największymi karami, to byłoby to jeszcze Jego wielkie Miłosierdzie, boby nas mógł ukarać wiecznym zniszczeniem za tak wielkie występki. Struchlałam cała, jak mi Pan choć trochę uchylił zasłony. Teraz widzę wyraźnie, że dusze wybrane podtrzymują w istnieniu świat, aby się dopełniła miara.”(Dz.1533)

„Często się modlę za Polskę, ale widzę wielkie zagniewanie Boże nad nią, iż jest niewdzięczna. Całą duszę wytężam, aby ją bronić. Nieustannie przypominam Bogu Jego obietnice Miłosierdzia. Kiedy widzę Jego zagniewanie, rzucam się z ufnością w przepaść Miłosierdzia i w nim zanurzam całą Polskę, a wtenczas nie może użyć swej Sprawiedliwości. Ojczyzno moja, ile ty mnie kosztujesz, nie ma dnia, w którym bym się nie modliła za ciebie.”(Dz.1188)

„W pewnej chwili, kiedy się odprawiła adoracja za naszą Ojczyznę, ból mi ścisnął duszę i zaczęłam się modlić w następujący sposób: Jezu Najmiłosierniejszy, proszę Cię przez przyczynę świętych Twoich, a szczególnie przez przyczynę Matki Twojej Najmilszej, która Cię wychowała z dziecięctwa, błagam Cię, błogosław Ojczyźnie mojej. Jezu,(…) udziel mi łaski, o którą Cię proszę dla Ojczyzny mojej. „(Dz.286)

Polska musi zaufać Chrystusowi, który łkał nad grobem Łazarza i który płacze teraz nad Polską.

 

Polska musi zaufać Chrystusowi, który łkał nad grobem Łazarza i który płacze teraz nad Polską. Wtedy Polska znajdzie zapewnienie swojej chwały w Tym, który mówi: „Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem”.

.
To właśnie z powodu Polski rozpoczęła się II wojna światowa i tak to rozumiano, gdy mówiono „Gdańsk albo II wojna światowa”.

Polska albo III wojna światowa

Arcybiskup Fulton J. Sheen: Podstawową lekturą ogromnej większości ludzi jest codzienna gazeta. Oznacza to, że ich myślenie jest w dużym stopniu ustandaryzowane, że ich wiedza o świecie pochodzi głównie z jednego źródła, a to, co się wydarzyło, jest mało ważne, albowiem nic nie jest równie stare, co wczorajsza gazeta. Podobnie jak nasza pamięć wpływa na nasze obecne działania i nasze przyszłe decyzje, tak również wydarzenia, które miały miejsce w naszym świecie politycznym, w znacznym stopniu determinują to, co zdarzy się w przyszłości. Wśród minionych wydarzeń z ostatnich lat chyba żadne nie podsumowuje tak trafnie naszych problemów, jak zapomniana tragedia Polski.

Pamiętam, jak kilka lat temu napisałem takie oto słowa do audycji radiowej: „Polska została ukrzyżowana między dwoma złodziejami”. Przez dwóch złodziei miałem na myśli hitlerowców i Sowietów. Amerykanie w tamtych czasach wierzyli, że Sowieci są szczerzy, mimo że Lenin mówił, iż „musimy użyć każdego kłamstwa, oszustwa i podstępu, aby zaprowadzić światową rewolucję”. Otrzymałem telegram od jednego z moich cenzorów, który stwierdził, że nie mogę wygłosić tego oświadczenia na antenie, ponieważ byłoby ono obraźliwe dla Sowietów. Odesłałem depeszę zapytując: ” A gdyby tak nazwać Rosję dobrym złodziejem?”Ale cenzor nie uznał tego za ani trochę śmieszne.

Faktem było i jest, że Polska została ukrzyżowana między dwoma złodziejami.
Osiemdziesiąt pięć procent jej domów zostało zniszczonych najpierw przez hitlerowców, a milion ludzi został bez dachu nad głową. Potem przyszli Sowieci, by utrwalić ruinę i dodać nowe ogniwa do łańcuchów niewoli. To właśnie z powodu Polski rozpoczęła się II wojna światowa i tak to rozumiano, gdy mówiono „Gdańsk albo II wojna światowa”. Choć dziś dziennikarze mówią o Rosji i III wojnie światowej, trafniejsze sformułowanie brzmiałoby „Polska albo III wojna światowa”. Polska jest zwierciadłem sytuacji na świecie; jest ona węzłem polityki europejskiej; jest kluczem do tego, czy w następnym stuleciu będzie panowała na świecie sprawiedliwość, czy przemoc.

Wyjątkowość Polski bierze się nie z tego, że Sowieci zgwałcili ją i wzięli do swojego imperialistycznego haremu, ale z tego, że pod koniec II wojny światowej Europa współuczestniczyła w tej zbrodni. Zniknęła Polska, ze względu na którą Anglia i Francja chwyciły za broń, Polska będąca sercem Karty Atlantyckiej, pod którą podpisał się Stalin. Karta Atlantycka obiecywała, że każdy lud i każdy naród będzie mógł wybrać taki rząd, jaki uzna za stosowny; Polsce tego odmówiono – najpierw przez inwazję Sowietów, a potem przez współudział Europy w mordzie dokonanym na Polsce.

Organizacja Narodów Zjednoczonych zdaje się nie dostrzegać niekonsekwencji w tym, że Sowieci – siejąc zamęt w Afryce, Azji i Ameryce Południowej oraz podżegając do nacjonalizmu – jednocześnie odmawiają prawa do samostanowienia Polsce i innym krajom za żelazną kurtyną. Rosja nie miała prawa do Polski – to jest elementarna etyka międzynarodowa. Prawne usankcjonowanie przez Europę siłowego zagarnięcia [Polski] było tożsame ze zgodą na rozbój.

Załóżmy, że cały akcent Wolnego Świata w ONZ zostałby zmieniony. Przypuśćmy, że zamiast organizować siły polityczne przeciwko „wrogiej” Rosji, zmieniono by akcenty i ponownie poruszono by kwestię Polski? Wówczas akcent nie byłby położony na przeciwstawienie się złu, lecz na obronę praw.
Żaden naród nie jest silny, gdy przeciwstawia się innemu narodowi, ponieważ ów kradnie, ale każdy naród jest silny, gdy potwierdza, że uczciwość powinna być zasadą we wszystkich stosunkach międzynarodowych. W zjednoczeniu na rzecz praw Polski drzemie więcej energii niż w zjednoczeniu przeciwko imperializmowi Rosji.

Jeśli wolne narody nie przyjmą postawy umiłowania dobra, nadzieja Polski będzie musiała wznieść się ponad wszelkie nadzieje polityki. Ponadto w naszych sercach powinniśmy połączyć wierność obowiązkowi odbudowy Polski z uznaniem olbrzymiej dysproporcji tego zadania. Nasze nadzieje powinny być wtedy przyrównane do kwiatów i drzew, które w długie zimy zrzucają swą zieleń, by odrodzić się następnej wiosny. A jeśli narody zawiodą, Polska musi zaufać Chrystusowi, który łkał nad grobem Łazarza i który płacze teraz nad Polską. Wtedy Polska znajdzie zapewnienie swojej chwały w Tym, który mówi: „Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem”.

Źródło: „On Being Human”, 1983 r., str. 301-304. (Tekst pochodzi z 1953 r.)

Luty 2022

Polska albo III wojna światowa. To właśnie z …

Biskup Schneider o tytułach Matki Bożej: „Święci, Doktorzy i Magisterium Kościoła nie mogli się mylić”

 


Biskup Schneider o tytułach Matki Bożej: „Święci, Doktorzy i Magisterium Kościoła nie mogli się mylić”

(Oprac. GS/PCh24.pl)

Watykańska reporterka Diane Montagna opublikowała w poniedziałek uwagi biskupa Athanasiusa Schneidera w kwestii noty ​​doktrynalnej Watykanu o maryjnych tytułach „Współodkupicielki” i „Pośredniczki wszystkich łask”. Hierarcha podkreślił, że to niemożliwe, iż święci, doktorzy i papieże Kościoła przez stulecia „wprowadzali wiernych w błąd poprzez konsekwentnie niewłaściwe używanie” wspomnianych określeń.

 

Jak przypomniał na wstępie swych uwag niemiecki biskup, na przestrzeni wieków Magisterium zwyczajne wraz z licznymi Świętymi i Doktorami Kościoła, nauczało maryjnej doktryny, posługując się między innymi tytułami „Współodkupicielki” i „Pośredniczki wszelkich łask”.


„W związku z tym nie można twierdzić, że Magisterium zwyczajne, wraz ze Świętymi i Doktorami Kościoła przez tak wiele wieków mogło wprowadzać wiernych w błąd poprzez konsekwentne, niewłaściwe używanie tych tytułów maryjnych. Co więcej, na przestrzeni wieków ta doktryna maryjna i używanie tych tytułów wyrażały również sensus fidei – zmysł wiary wiernych. Dlatego też, trzymając się tradycyjnego nauczania Magisterium zwyczajnego o Współodkupieniu i Pośrednictwie oraz uznając prawowitość tytułów Współodkupicielki i Pośredniczki wszelkich łask wierni nie zbaczają z właściwej drogi wiary ani ze zdrowej, świadomej pobożności wobec Chrystusa i Jego Matki” – czytamy.

Już w II wieku święty Ireneusz, Doktor Kościoła, położył podstawy pod maryjne doktryny o współodkupieniu i pośrednictwie. „Maryja, okazując posłuszeństwo, stała się przyczyną zbawienia zarówno dla siebie, jak i dla całego rodzaju ludzkiego” – napisał. Myśli te rozwinęli następnie inni Doktorzy Kościoła oraz Magisterium zwyczajne papieży.

W encyklice Adjutricem Populi papież Leon XIII odnosi się do Matki Bożej jako współpracowniczki w dziele Odkupienia oraz Szafarki łask, które z niego płyną. Ojciec Święty podkreślił: „Ta, która była tak ściśle związana z tajemnicą ludzkiego zbawienia, jest równie ściśle związana z rozdzielaniem łask, które po wsze czasy będą płynąć z Odkupienia”.

Leon XIII o pośrednictwie Maryi w dziedzinie łaski i zbawienia wypowiedział się także na kartach encykliki Jucunda semper expectatione – przypomniał biskup Schneider. Cytuje on zawarte tam stwierdzenia:

„Uciekanie się do Maryi w modlitwie wynika z urzędu, który nieustannie pełni u boku tronu Bożego jako Pośredniczka łaski Bożej; będąc z godności i zasługi najbardziej Mu przyjemną, a zatem przewyższającą mocą wszystkich aniołów i świętych w niebie (…) Św. Bernardyn ze Sieny [stwierdza]: Każda łaska udzielona człowiekowi ma trzy stopnie w kolejności; albowiem przez Boga jest przekazywana Chrystusowi, od Chrystusa przechodzi do Dziewicy, a od Dziewicy zstępuje na nas… Niech Bóg, który w swojej najmiłosierniejszej Opatrzności dał nam tę Pośredniczkę i postanowił, aby wszelkie dobro przyszło do nas przez ręce Maryi (św. Bernard), łaskawie przyjmie nasze wspólne modlitwy i spełni nasze wspólne nadzieje… Do Ciebie zanosimy nasze modlitwy, bo Ty jesteś Pośredniczką, potężną zarazem i litościwą, naszego zbawienia (…) przez swój udział w Jego niewypowiedzianych boleściach, (…) bądź litościwa, wysłuchaj nas, choć niegodnych!”.

Święty papież Pius X w zwięzły sposób ukazał kwestię współodkupienia w swojej encyklice Ad Diem Illum. Stwierdził tam, że z racji swojego boskiego macierzyństwa Maryja poprzez miłość wysłużyła to, co jedynie Chrystus, jako Bóg, wysłużył nam w ścisłej sprawiedliwości – a mianowicie nasze odkupienie – i że jest Ona Szafarką wszelkich łask. Papież pisze:

„Kiedy nadeszła godzina Syna, obok Krzyża Jezusa stała Maryja, Jego Matka, nie tylko zajęta kontemplacją okrutnego widowiska, ale radująca się, że Jej Jedyny Syn został ofiarowany dla zbawienia ludzkości; i tak całkowicie uczestnicząca w Jego Męce, że gdyby to było możliwe, z radością zniosłaby wszystkie męki, które zniósł Jej Syn. I z tej wspólnoty woli i cierpienia między Chrystusem a Maryją zasłużyła by stać się najbardziej godną Wynagradzającą za zagubiony świat oraz Szafarką wszystkich darów, które Nasz Zbawiciel nabył dla nas przez Swoją Śmierć i Swoją Krew. […] Ponieważ Maryja niesie to wszystko w świętości i zjednoczeniu z Jezusem Chrystusem, i została przez Jezusa Chrystusa włączona w dzieło odkupienia, zasługuje dla nas – w języku teologów de congruo – na to, co Jezus Chrystus zasługuje dla nas de condigno, i jest najwyższą Służebniczką rozdzielającą łaski. (…) Czcigodnej Dziewicy powierzono bycie najpotężniejszą Pośredniczką i Orędowniczką całego świata u Jej Boskiego Syna. Źródłem jest zatem Jezus Chrystus. Lecz Maryja, jak słusznie zauważa święty Bernard, jest kanałem (Serm. de temp on the Nativ. BV De Aquaeductu n. 4); lub, jeśli wolisz, częścią, której funkcją jest łączenie ciała z głową i przekazywanie ciału wpływów i woli głowy – mamy na myśli szyję. Tak, mówi św. Bernardyn ze Sieny, jest szyją Naszej Głowy, poprzez którą On przekazuje Swojemu mistycznemu ciału wszystkie dary duchowe (Quadrag. de Evangel. aetern. Serm . 10., a. 3, c. 3)”.

Biskup Athanasius Schneider przywołuje też słowa Benedykta XV: „Jednocząc się z męką i śmiercią swego Syna, cierpiała jakby śmiertelnie (…) aby przebłagać Bożą sprawiedliwość, na ile to było w Jej mocy, poświęciła swego Syna – tak że słusznie można powiedzieć, iż Ona wraz z Chrystusem odkupiła rodzaj ludzki”. Jest to odpowiednik tytułu Współodkupicielki – zauważa papież.

Z kolei Pius XI potwierdza, że ​​Maryja słusznie zasługuje na tytuł Współodkupicielki ze względu na Jej ścisły związek z dziełem Odkupienia. Ojciec Święty pisze: „(…) Dała nam Zbawiciela, towarzyszyła Mu w dziele Odkupienia aż do samego Krzyża, dzieląc z Nim boleści agonii i śmierci, w której Jezus dokonał Odkupienia ludzkości”.

W swojej encyklice Mediator Dei Pius XII podkreślał powszechność roli Maryi jako Szafarki łask, wskazując: „Ona daje nam swego Syna, a wraz z Nim wszelką pomoc, której potrzebujemy, gdyż Bóg chciał, abyśmy wszystko mieli przez Maryję (św. Bernard)”.

Także święty Jan Paweł II wielokrotnie potwierdzał katolicką doktrynę o roli Maryi w Odkupieniu i Jej pośrednictwie wszelkich łask. Mówił na przykład: „Maryja, choć poczęta i narodzona bez skazy grzechu, w cudowny sposób uczestniczyła w cierpieniach swego boskiego Syna, aby być Współodkupicielką ludzkości”;

– „W istocie rola Maryi jako Współodkupicielki nie zakończyła się wraz z uwielbieniem Jej Syna”;

– „Przypominamy, że pośrednictwo Maryi jest zasadniczo określone przez Jej boskie macierzyństwo. Uznanie Jej roli jako pośredniczki jest ponadto zawarte w wyrażeniu Matka nasza, które przedstawia doktrynę pośrednictwa maryjnego, kładąc nacisk na Jej macierzyństwo. Wreszcie tytuł Matka w porządku łaski wyjaśnia, że ​​Najświętsza Maryja Panna współpracuje z Chrystusem w duchowym odrodzeniu ludzkości”.

Biskup Schneider dalej przypomina: „odnośnie prawdy zawartej w maryjnym tytule Pośredniczki Wszystkich Łask, papież Benedykt XVI nauczał: Tota Pulchra, Najświętsza Dziewica, która poczęła w swoim łonie Odkupiciela rodzaju ludzkiego i została zachowana od wszelkiej zmazy grzechu pierworodnego, pragnie być ostatecznym przypieczętowaniem naszego spotkania z Bogiem, naszym Zbawicielem. Nie ma w historii zbawienia owocu łaski, który nie miałby za swój konieczny instrument pośrednictwa Najświętszej Maryi Panny”. 

Mając na uwadze naukę o znaczeniu i właściwym używaniu tytułów Współodkupicielki i Pośredniczki Wszystkich Łask , konsekwentnie przedstawianą przez Magisterium Zwyczajne i podtrzymywaną przez licznych Świętych i Doktorów Kościoła na przestrzeni wieków, nie ma poważnego ryzyka w odpowiednim używaniu tych tytułów. Podkreślają one bowiem rolę Matki Odkupiciela, która ze względu na zasługi swego Syna jest „z Nim zjednoczona ścisłą i nierozerwalną więzią” i w ten sposób jest także Matką wszystkich odkupionych.

W niektórych wersjach modlitwy Sub Tuum Praesidium wierni od wieków z ufnością wzywają Najświętszą Maryję Pannę, nazywając Ją: Domina nostra, Mediatrix nostra, Advocata nostra. A św. Efrem Syryjczyk, Doktor Kościoła z IV wieku, czczony przez Kościół jako „Harfa Ducha Świętego”, modlił się w następujący sposób:

„Moja Pani, Najświętsza Matko Boga i pełna łaski. Tyś jest Oblubienicą Boga, przez którą zostaliśmy pojednani. Po Trójcy Świętej jesteś Panią wszystkiego, po Pocieszycielu jesteś kolejną Pocieszycielką, a po Pośredniku jesteś Pośredniczką całego świata, zbawieniem wszechświata. Po Bogu jesteś całą naszą nadzieją. Pozdrawiam Cię, o wielka Pośredniczko pokoju między ludźmi a Bogiem, Matko Jezusa, naszego Pana, któraś jest miłością wszystkich ludzi i Boga; której niech będzie cześć i błogosławieństwo z Ojcem i Duchem Świętym. Amen”.

Źródło: DianeMontagna.substack.com

RoM   

 

 

Maryja, Współodkupicielką?

MARYJA WSPÓŁODKUPICIELKĄ ?

„osoby, które faktycznie nazywały Maryję Współodkupicielką:
• Jan Paweł II (sześciokrotnie),
• św. Matka Teresa z Kalkuty,
• św. ojciec Pio
• siostra Łucja, wizjonerka z Fatimy
• św. Franciszka Cabrini
• św. Jose Maria Escriva, założyciel Opus Dei
• św. Edyta Stein
• papiescy teologowie, kardynałowie Ciappi i Cottier; (…)
• i cała rzesza świętych, papieży, myślicieli, prałatów, teologów i doktorów Kościoła, a także świeccy” – podkreśla prof. Mark Miravalle.
„Czy dostrzegamy niebezpieczny ekstremizm, herezję albo antyekumenicznego ducha u ludzi takich jak
Jan Paweł II, czy Matka Teresa? Czy święci o. Pio albo matka Cabrini uczestniczyliby w maryjnym ekscesie kosztem Jezusa i Jego Kościoła? (…)
Czy wizjonerka z Fatimy stosowałaby tytuł współodkupicielki, tłumaczyła go i broniła sześciokrotnie na stronach jej ostatniego dzieła, Apeli orędzia fatimskiego, gdyby miało to być obraźliwe wobec Stolicy Apostolskiej, która udzieliła impirimatur jej książce?” – zauważa teolog. „Dlaczego więc mielibyśmy bać się nazywać Maryję Współodkupicielką razem z Jezusem, boskim Odkupicielem ludzkości, kiedy ci papieże, święci, teologowie i mistycy czynili tak przez ostatnich 700 lat?” – podkreśla Miravalle.
Co Kościół ma na myśli mówiąc o Maryi jako o Współodkupicielce?
„Po pierwsze wyjaśnimy czego nie ma na myśli:
1) NIE TWIERDZI, ,ŻE MARYJA JEST RÓWNA JEZUSOWI.
2) Nie twierdzi, że Maryja posiada równy udział w odkupieniu ludzkości. Byłoby to faktycznie herezją.
Odnosząc się do Matki Chrystusa jako do Współodkupicielki mają za to na myśli, że Maryja w wyjątkowy sposób, z całkowitym podporządkowaniem i
zależnością od Chrystusa współpracowała z Jezusem w historycznym dziele Odkupienia”.
Analizując ewangeliczne obrazy Zwiastowania widzimy, iż Maryja współdziałała swoim „fiat” w dziele Odkupienia.
Brała w nim udział w sposób zupełnie wyjątkowy i niedostępny żadnemu innemu człowiekowi: przekazując Chrystusowi ludzką naturę.
W Liście do Hebrajczyków czytamy: „Na mocy tej woli uświęceni jesteśmy przez ofiarę ciała Jezusa Chrystusa raz na zawsze”. Kto inny, poza Maryją, w tak bliski i bezpośredni sposób współpracował z Chrystusem w Jego boskiej misji?
„A Twoją duszę miecz przeniknie, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu” (Łk 2,35) – prorokował Symeon.
Maryja swoją obecnością na Golgocie potwierdziła to proroctwo jednocząc się z cierpieniem Syna Bożego. „Skutkiem jej nieporównywalnego współcierpienia z Odkupicielem, umierający Chrystus ofiaruje Janowi i wszystkim, którzy chcą być umiłowanymi uczniami Chrystusa, ostatni dar, Jego Matka współodkupicielka ma być ich matką: „Niewiasto, oto syn Twój” (Łk 19,25).
Jak podkreślał bł. Jan Paweł II, Maryja została „ukrzyżowana duchowo wraz z Jej ukrzyżowanym Synem” a „Jej rola Współodkupicielki nie skończyła się wraz z wejściem do chwały Jej Syna” (Przemówienie Papieskie, 31 stycznia 1985 r., Guayaquil, Ekwador). „Maryja jest Współodkupicielką. Ona dała Jezusowi Jego ciało, a to właśnie Jego ciało zbawiło nas” – tłumaczyła 14 września 1984 roku bł. Matka Terasa z Kalkuty.”
Czyli smialo mozemy i my powiedziec, ze Maryja jest Wspolodkupicielka (w sensie duchowym).www.facebook.com

 

WSPÓŁODKUPICIELKA - Maryja w wyjątkowy i bliski sposób współpracowała z Jezusem w naszym Odkupieniu.

 Ida Peerdeman i Pani Wszystkich Narodów: …

WSPÓŁODKUPICIELKA - Maryja w wyjątkowy i bliski sposób współpracowała z Jezusem w naszym Odkupieniu.

Termin (Corredentora) Współodkupicielka pochodzi od łacińskiego słowa ( co-redemptrix ) „współodkupicielka”, oznaczającego „ta, która odkupuje razem z”. Należy zauważyć, że „współ-” oznacza „z”, a nie równość: wskazuje to na podporządkowaną współpracę. Historycznie wyrażenie to zaczęto używać wprost około XV wieku, choć idea współpracy Maryi w Odkupieniu jest znacznie starsza.

Od najwcześniejszych wieków Ojcowie Kościoła wyobrażali sobie Maryję jako „nową Ewę”, związaną z „nowym Adamem” (Chrystusem) w odnowie upadłej ludzkości.
Święty Ireneusz (II wiek) napisał, że „węzeł nieposłuszeństwa Ewy został rozwiązany przez posłuszeństwo Maryi” – podczas gdy Ewa przyczyniła się do zatracenia, Maryja przyczynia się do zbawienia. Podobnie wielu świętych na przestrzeni dziejów przypisywało Jej tytuły równoważne ze słowem Współodkupicielka:
Święty Augustyn nazwał Maryję „odkupicielką rodzaju ludzkiego”, uznając, że przez nią Bóg przywrócił to, co utraciła Ewa.

Święty Ildefons z Toledo ogłosił Ją „odnowicielką utraconego świata”,

a święty Bernard stwierdził, że „Bóg złożył w ręce Maryi cenę naszego odkupienia”.

Święty Alfons Liguori (Doktor Kościoła, XVIII wiek) podsumował trzy powody, dla których Maryja jest Współodkupicielką:
(1) za Jej posłuszeństwo podczas Zwiastowania, akceptując bycie Matką Zbawiciela;
(2) za urodzenie Odkupiciela i ofiarowanie Go światu;
(3) za udział w cierpieniach Chrystusa u stóp Krzyża, jednocząc się z Jego ofiarą dla naszego zbawienia.

Fulton J. Sheen (arcybiskup XX wieku) poetycko opisał, jak „nie dwa miecze, ale jeden miecz o dwóch ostrzach przebił dwa serca” na Golgocie – jedno ostrze wbiło się w serce Chrystusa Odkupiciela, a drugie w serce Maryi, Współodkupicielki – ilustrując w ten sposób fakt, że oboje uczestniczyli w jednym odkupieńczym cierpieniu.

Ta bogata tradycja pokazuje, że tytuł „Współodkupicielki” ma głębokie korzenie w wierze Kościoła. Nie jest to niedawny wymysł ani przesada, lecz prawda rozważana od czasów starożytnych: Maryja w wyjątkowy i bliski sposób współpracowała z Jezusem w naszym Odkupieniu.

 

 

CELEM MASONERII JEST ZNIESIENIE KULTU MARYJNEGO, ABY PRZYJMOWAĆ PROTESTANTYZM I ZNISZCZYĆ DOKTRYNĘ KATOLICKĄ.

Bł. Anna Catharina Emmerick przewidziała to już w 1820 roku: „Wtedy zobaczyłam, że wszystko o protestantyzm stopniowo przejmuje kontrolę, a religia katolicka popada w całkowity upadek. „Ale Dziewica powiedziała to również do Don Stefano Gobbi, kiedy połączyła obrzydliwość samotności i tłumienie Mszy jako ofiarę z powitaniem doktryny protestanckiej przez przywódców kościelnych. To są czasy, w których antychryst manifestował (przesłanie z 31 grudnia 1992 r. – Rubbio – Vicenza).
Również prorocze przesłanie Garabandal, w którym mówi, że „zostajemy prowadzeni na protestantyzm. „
Celem fałszywego kościoła jest poświęcenie kultu maryjnego w imię dialogu międzyreligijnego, a następnie ogłoszenie w przyszłości nowej jedności napotkanej z innymi wyznaniami i zinstytucjonalizowanie istniejących mas ekumenicznych.