„Brat Różaniec” i niezwykła historia Nowenny Pompejańskiej

„Niezbadane są wyroki Boskie” ten znany cytat z listu św. Pawła do Rzymian przychodzi na myśl, kiedy poznajemy historię powstania Nowenny Pompejańskiej i cudów jakie Matka Boża dokonuje za jej pomocą. Czy potrafimy ogarnąć rozumem to, że podobnie jak Chrystus na głosiciela Ewangelii na cały ówczesny świat wybrał swojego prześladowcę Szawła, tak Maryja na propagatora na cały współczesny świat swojej „Nowenny nie do odparcia” wybrała satanistę Bartłomieja?
Brat Różaniec
Autorem pierwotnej wersji nowenny pompejańskiej jest włoski prawnik Bartłomiej Longo (1841 - 1926). Choć jego rodzice byli ludźmi pobożnymi i w domu został wychowany po katolicku, to podczas studiów prawniczych w Mediolanie dał się zwieść, toksycznej dla duszy, ideologii masońskiej. Jego odstępstwo od wiary było tak głębokie, że przez pewien okres pełnił nawet wysokie funkcje w sekcie satanistycznej. To doprowadziło go niemal do obłędu. Pewnej nocy, udręczony szatańskim nękaniem, niespodziewanie usnął jak małe dziecko. Wówczas ukazał mu się jego ojciec. Jego twarz była bardzo smutna. Poprosił syna tylko o jedno – aby wrócił do Boga. Ten sen tak mocno wstrząsnął młodym studentem prawa, że szczerze zapragnął nawrócenia.
Wówczas z pomocą przyszedł mu jego wykładowca prof. Vincenzo Pepe, człowiek głęboko wierzący, który pomógł mu odzyskać wiarę. Bartłomiej trafił pod duchową opiekę wybitnych kapłanów m.in. ojca Ludovica z Casorii (kanonizowany w roku 2014). Inny jego kierownik duchowy i spowiednik, ojciec Albert Radente, przyjął go do trzeciego zakonu dominikańskiego. Młody prawnik, wyrwany z szatańskich sideł, wybrał sobie imię zakonne „Rosario”, czyli Różaniec. O. Albert wiele modlił się za swojego podopiecznego. Któregoś razu podczas takiej modlitwy usłyszał w duszy, że Bartłomiej dokona wielkich duchowych dzieł. Dominikanin nie omieszkał mu tego powiedzieć. Rosario zaczął od dzieła pomocy biednym i chorym. Jako, że posługiwał w przytułkach przy łóżkach chorych z zawieszonym na szyi różańcem, nazwano go „brat Różaniec”.
Choć Bartłomiej Longo zerwał kontakty z organizacjami, które służą złu i radykalnie zmienił swoje życie, to dawne demony wciąż nie dawały mu spokoju. „Pomimo pokuty wciąż gnębiła mnie myśl, że należę do szatana i nadal jestem jego niewolnikiem, a on oczekuje na mnie w piekle. Rozważając to popadłem w rozpacz i byłem bliski samobójstwa. Wtedy usłyszałem w moim sercu echo słów ojca Alberta, powtarzającego za Maryją: „Ten, kto propaguje mój różaniec, będzie zbawiony.” Te słowa oświeciły moją duszę” – tak brat Rosario opisał przełomową chwilę swojego życia. Zbawienny głos zabrzmiał w jego sercu, kiedy przebywał, w sprawach służbowych, w Pompejach, słynnych z tragicznego wybuchu wulkanu Wezuwiusz, co miało swój czas w roku 79 po narodzeniu Chrystusa.
Kościół Różańca
Brat Rosario chodził po wsi, zwanej przez jej mieszkańców Nowe Pompeje i myślał jakby mógł propagować modlitwę różańcową na większą niż dotychczas skalę. To wówczas przyszła mu do głowy myśl, żeby zbudować w Pompejach kościół poświęcony Matce Bożej Różańcowej, który byłby centrum szerzenia Różańca. W Nowych Pompejach funkcjonowała podupadła parafia, która posiadała mały, chylący się ku ruinie kościółek. Bartłomiej postanowił więc nie czekać ani chwili. Z pomocą miejscowego proboszcza udało mu się uzyskać pozwolenie na budowę i zaraz potem zaczął realizować swój pomysł wzniesienia nowej, pięknej świątyni. Zamieszkał w Nowych Pompejach, żeby osobiście nadzorować budowę. Wówczas była to mała wioska na skraju pustkowia zastygłej lawy, która zatopiła wszystkie budynki starożytnej Pompei.
Stare Pompeje były siedliskiem rozpusty. Świadczą o tym odkrycia archeologiczne. Funkcjonowało tu m.in. 25 domów publicznych. Zniszczenie Pompei wskutek erupcji Wezuwiusza ówczesna rzymska wspólnota chrześcijan widziała jako karę Bożą. Bartłomiej Longo miał świadomość, że budowa w tym miejscu świątyni poświęconej Matce Bożej równa się oddaniu tej ziemi Jej królowaniu i jest w pewnym sensie ekspiacją za popełnione tu grzechy.
Cud budowy
W budowie, która rozpoczęła się w 1876 roku, pomagali prawie wszyscy mieszkańcy wsi. Fundusze zebrane na wzniesienie kościoła, który miał pomieścić dwa tysiące osób, były skromne, jednak Maryja czuwała nad tym dziełem. Znalazła wybitnego architekta, który tak zapalił się ideą budowy świątyni dla chłopów i wszystkich ludzi ubogich, że projekt wykonał za darmo. W ciągu 15 lat ciężkiej pracy, powstała w Nowych Pompejach przepiękna świątynia, która później stała się Sanktuarium Matki Bożej Różańcowej. W 1894 roku Bartłomiej Longo podarował kościół w Pompejach papieżowi Leonowi XIII, który mianował się jego proboszczem (od tej pory jest nim każdy kolejny papież). Leon XIII 4 maja 1901 roku podniósł kościół do godności bazyliki papieskiej.
Obraz zamiast porady
W bazylice, w ołtarzu głównym, znajduje się słynący łaskami obraz Matki Bożej Pompejańskiej. Obraz przedstawia Matkę Bożą siedzącą na tronie z Dzieciątkiem Jezus na kolanach. U Jej stóp, po lewej stronie, klęczy św. Dominik, a po prawej św. Katarzyna ze Sieny. Niezwykła jest historia tego malowidła. W roku 1875 Bartłomiej Longo udał się do Neapolu z zamiarem zakupienia obrazu Matki Bożej Różańcowej do nowego kościoła, w którym w tym czasie odbywały się misje. Po poradę w sprawie tego zakupu udał się do znajomej siostry Marii Concetty de Litalla. Ta zamiast porady dała mu obraz. Otrzymała go od o. Alberta Radente, kierownika duchowego brata Różańca. Obraz był w koszmarnym stanie - zniszczony, popękany i podziurawiony, w niektórych miejscach farba się wykruszyła, natomiast w górnej części obrazu brakowało fragmentu płótna. Bartłomiej, gdy go ujrzał, „załamał ręce”. Jednak za namową siostry Marii, która powiedziała mu, że dzięki temu wizerunkowi Maryi, wiele osób dostąpi łask Bożych, postanowił go przygarnąć. Malowidło udało się doprowadzić do pięknego stanu. Dziś znają go katolicy na całym świecie.
Tak powstawała Nowenna Pompejańska
Podczas budowy kościoła powstała pierwsza wersja Nowenny Pompejańskiej. W dramatycznych dla siebie okolicznościach utworzył ją Bartłomiej Longo. Zachorował na dur brzuszny, a lekarze stwierdzili, że medycyna nie może mu pomóc. Wtedy Bartłomiej rozpoczął błagalną modlitwę różańcową, odmawiając 15 tajemnic dziennie. Po dziewięciu dniach stał się cud - Matka wysłuchała swego oddanego sługę i przywróciła mu zdrowie. Wówczas Longo z sercem przepełnionym wdzięcznością przez kolejnych dziewięć dni modlił się 15 tajemnicami dziennie. Tak więc w pierwszej wersji Pompejankę odmawiało się przez 18 dni.
Początkiem historii powstania obecnej wersji nowenny, którą wierni modlą się dziś na całym świecie i za pośrednictwem Maryi upraszają przez nią u Boga wielu łask, był mały maryjny medalik. „Pan Mariano Rosati, gorliwy pomocnik w budowie świątyni, przybył do mnie i poprosił o poświęcony medalik Matki Bożej Pompejańskiej. Chciał go wręczyć swojemu przyjacielowi, doktorowi Belmontemu dla jego ciężko chorej pacjentki, Fortunatiny Agrelli” – dowiadujemy się z fragmentu książki pt. „Cuda i łaski Królowej Różańca Świętego w Pompejach”, którą napisał Bartolo Longo. Brat Różaniec miał wówczas przeczucie, że pompejański medalik, kiedy trafi do panny Agrelli, może bardzo wiele zdziałać. Nie spodziewał się jednak - jak wiele.
„Jeżeli Najświętsza Panna Pompejańska uzdrowi pannę Agrelli, to do grona jej czcicieli na pewno dołączy wielu neapolitańczyków. Ojciec chorej ma sporo przyjaciół. Wyślę jej także książeczkę z nowenną, niech rodzina się modli, a obrazek Matki Bożej Pompejańskiej niech zawieszą nad łóżkiem chorej” – w ten sposób Bartłomiej, we wspomnianej książce, odtworzył swój błogosławiony ciąg myśli. Obrazek miał wisieć „nad łóżkiem chorej” gdyż choroba była tak daleko posunięta, że Fortunatina nie dała rady z niego wstać.
Prośba do Matki
Wszystkie podarunki z Pompei szybko dotarły do chorej Natiny, jak ją nazywali bliscy. Gdy je otrzymała poczuła w sercu ulgę i radość. Będąc pod wpływem tych uczuć, postanowiła skierować do Maryi pisemną prośbę o uzdrowienie. „Ciężko chora Fortunatina Agrelli prosi o uzdrowienie Najświętszą Pannę Różańcową w Pompejach. Jeżeli zostanie wysłuchana, przyrzeka osobiście przybyć do Pompejów, złożyć swoje podziękowanie i przekazać ofiarę na Jej kościół” - napisała do Matki Bożej Natina. Pan Rosati odesłał ten list do Pompejów, Bartolo Longo złożył go na ołtarzu u stóp Madonny, a Fortunatina i cała jej rodzina rozpoczęła, ułożoną przez Bartłomieja, nowennę w intencji odzyskania zdrowia.
Niezwykła wizyta
Po kilku dniach kuracji intensywną modlitwą Matka Boża postanowiła osobiście odwiedzić swoją „pacjentkę”, gdyż miała jej coś bardzo ważnego do przekazania. Ukazała się Natinie z dzieciątkiem Jezus na kolanach i różańcem w dłoni. „Gdy ją ujrzałam, natychmiast uczyniłam znak krzyża... piękno Maryi i wspaniałość nieba mnie zachwyciły. Maryja patrzała na mnie czułym, macierzyńskim wzrokiem. Wzbudziło to moje zaufanie i zaczęłam ją błagać: Królowo Różańca Świętego w Pompejach, udziel mi łaski zdrowia! Już złożyłam Ci tę prośbę, odmówiłam nowennę, ale nie doświadczyłam jeszcze Twojego miłosierdzia. O Maryjo, dotąd nie wyświadczyłaś mi jeszcze żadnej łaski. Chcę być zdrowa!” – ze szczerego serca powiedziała Natina. Maryja odpowiedziała jej bez zwłoki: „Modliłaś się do mnie pod różnymi wezwaniami i zawsze odbierałaś łaski. Teraz, gdy mnie wzywasz pod imieniem Królowej Różańca Świętego z Pompejów, które mi jest bliższe ponad wszystkie inne, nie mogę ci odmówić. Odpraw trzy nowenny, oddawaj mi cześć, a wyzdrowiejesz” – obiecała chorej Maryja.
Wiara i uzdrowienie
Po dwóch tygodniach Matka Boża znów ukazała się cierpiącej dziewczynie i oznajmiła jej „Ponieważ znosiłaś chorobę z poddaniem się woli Bożej, Bóg udzieli ci tej łaski na Moją prośbę. W 26 dniu tego miesiąca zostaniesz uzdrowiona z porażenia. 30 kwietnia ustaną wszystkie inne cierpienia. Od tego dnia będziesz mogła chodzić. Kiedy znów staniesz na nogi, uklęknij i odmów trzy razy Zdrowaś, Maryjo w podziękowaniu. Zanim upłynie maj, wyjdziesz z domu”. Dokładnie tak właśnie się stało. Zanim odeszła, dodała głosem pełnym przychylności i dobroci „Ktokolwiek pragnie otrzymać łaski, niech odprawi na moją cześć trzy nowenny, odmawiając piętnaście tajemnic różańca, a potem niech odmówi znowu trzy nowenny dziękczynne”. Natina niedługo po uzdrowieniu pojechała do Bartolo Longo i powiedział mu wszystko to, co usłyszała od Matki Bożej. Bartłomiej uwierzył Natinie. Pewny wstawiennictwa Maryi, zmodernizował nowennę według Jej słów. Tak powstała Nowenna Pompejańska, którą dziś znamy.
Cuda z rąk Matki
Bartłomiej Longo, który po śmierci został beatyfikowany a później kanonizowany, skrzętnie gromadził świadectwa łask słane do kościoła w Pompejach przez tysiące osób nie tylko z Włoch, ale także ze wszystkich krajów Europy, z obu Ameryk, Afryki, a nawet w Indii i Chin. Do dziś napływają one do kustosza Sanktuarium Matki Bożej Różańcowej w Pompejach. Poznajmy kilka świadectw z Polski.
Magda (nadesłane w roku 2026)
Nowenna Pompejańska to nowenna „nie do odparcia”, to prawda. Matka Boska pokazała mi jak wielką ma moc. Moje małżeństwo się skończyło, kiedy mój mąż powiedział, że nie chce już że mną być, już mnie nie kocha. Żyliśmy ze sobą po ślubie, sześć lat. Mamy synka. Mój cały świat się zawalił, wszystko nagle się skończyło. Nie mogłam uwierzyć w te słowa… błagałam, prosiłam ale to było na nic. Nie mogłam się pogodzić z tym, co się stało, że nie jesteśmy już rodziną, o której tak bardzo marzyliśmy. Było mi tak bardzo ciężko, że nie miałam ochoty już na nic. Wiedziałam jednak, że muszę się modlić o to małżeństwo. Zaczęłam odmawiać Nowennę ale szybko ją przerwałam, bo nie miałam siły się modlić. Mój mąż był jak skała, wiedziałam, że tylko cud może nas uratować. Zaczęłam odmawiać raz jeszcze i znowu przerwałam, miałam takie wrażenie, że nie dam rady. Postanowiłam jeszcze raz spróbować i odmówiłam całą Nowennę. Moi bliscy również modlili się Nowenną Pompejańską o uratowanie mojego małżeństwa. Miałam chwile zawahań, czasami nawet wątpiłam ale modliłam się cały czas. Mój mąż był nieugięty, ja nie przestawałam w modlitwie, chociaż z każdym dniem było coraz gorzej. Nie byliśmy ze sobą rok. Już pod koniec nie wierzyłam, że coś może się wydarzyć, a Matka Boska pokazała mi swoją moc. Stał się cud wróciliśmy do siebie. Maryja cały czas była przy mnie i opiekowała się mną. Nie umiem nawet wyrazić tego, co czuję. Wiara czyni cuda, a tam na górze wszystko jest możliwe Mamusiu moja kochana dziękuję Ci za Twoją opiekę i za to, że zawsze przy mnie jesteś i czuwasz Kocham Cię całym moim sercem. Uratowałaś moją kochana rodzinę. Nigdy się nie poddawajcie, nawet jeśli już nie macie sił weźcie różaniec do ręki i zacznijcie się modlić. Matka Boska jest zawsze obok nas, a wiara czyni cuda.
Mateusz (2026)
Byłem uzależniony od narkotyków – nie dawałem sobie rady. W sumie to pogodziłem się z tym, że już zawszę to będę robił aż do momentu, w którym nie przesadzę do takiego stopnia, że stanie się coś złego. Któregoś razu dowiedziałem się o nowennie pompejańskiej, zacząłem ją odmawiać – i coś się zmieniło. Mimo iż, na początku dalej brałem i popełniałem te same błędy to z każdym tygodniem to zanikało. Wiem, że to dzięki Maryi, która się za mną wstawiła tego nie robię. Wiem, że się mną opiekuję i czuję jej obecność mocno w swoim życiu. Mam nadzieję, że moje świadectwo pomoże osobom, które również zmagają się z tym nałogiem. Nie bójcie się zwrócić o pomoc do Maryi, która zawsze was wysłucha i was poprowadzi do swojego Syna.
Aleksandra (2025)
Piszę to świadectwo, aby wesprzeć wszystkie matki w stanie błogosławionym, które oczekują narodzin swojego dziecka, a jednocześnie muszą zmierzyć się z trudną diagnozą choroby lub wady rozwojowej... Dnia 8 maja 2025 roku – w dniu wyboru Papieża oraz w święto Matki Bożej Pompejańskiej – podczas badania USG II trymestru dowiedzieliśmy się dwóch niezwykle ważnych rzeczy. Pierwszą była radosna wiadomość, że spodziewamy się syna. Drugą – bardzo trudna diagnoza: u naszego dziecka wykryto guz w obrębie nosa, który mógł wskazywać na przepuklinę mózgu. Mój mąż od razu powiedział, że nasz syn otrzyma imię po Papieżu oraz że podejmuje Nowennę Pompejańską w intencji jego zdrowia. Ja początkowo czułam, że nie podołam tej wymagającej modlitwie. Jednak już następnego dnia, pomimo wewnętrznych obaw i trudności, również zdecydowałam się ją rozpocząć. Nadszedł dzień rozwiązania... Na sali było wielu lekarzy, przygotowanych na najgorsze. Jednak gdy nasze dziecko przyszło na świat, od razu zapłakało i zaczęło samodzielnie oddychać. Otrzymało 10 punktów w skali Apgar. Był to moment ogromnej wdzięczności i wzruszenia.
Adam Białous
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz