Leon XIV chce budować na Franciszku. Wyraźne decyzje

21 kwietnia, w rocznicę śmierci papieża Franciszka, Stolica Apostolska postanowiła zakomunikować żelazną wolę kontynuowania jego najważniejszego dzieła, Synodu o Synodalności. Wcześniej Leon XIV ogłosił, że chce iść drogą wskazaną przez Jorge Mario Bergoglia w „Amoris laetitia”. Co to oznacza?
Jeżeli ktoś uważał dotąd, że papież Leon XIV chce dokonać znaczącej korekty pontyfikatu swojego poprzednika, powinien natychmiast porzucić te złudzenia. Jest oczywiste, że Leon nie jest Franciszkiem. Zachowuje się inaczej, ma inny gust i styl, woli chodzić utartymi ścieżkami w wielu kwestiach drugorzędnych. Tam, gdzie Franciszek podjął jednak naprawdę istotne decyzje, Leon XIV nie chce niczego zmieniać. Wprost przeciwnie, chce kontynuacji.
Kontynuacja Synodu o Synodalności
21 kwietnia Watykan podał do wiadomości, że wkrótce odbędą się bardzo ważne wydarzenia związane z procesem synodalnym. Chodzi o słynny Synod o Synodalności, który Franciszek rozpoczął w 2021 roku, a który zakończył się trzy lata później ogłoszeniem „Dokumentu Końcowego”. Wtedy w październiku w Rzymie zebrali się biskupi i świeccy, by wspólnie przegłosować taki tekst. Franciszek włączył go do zbioru Magisterium Kościoła katolickiego. To pierwszy przypadek, kiedy Synod Biskupów stał się skutecznie synodem biskupów i świeckich – i pierwszy, w którym dokument synodalny został w całości i bez żadnych zmian zaakceptowany przez papieża jako autorytatywny. Wiosną 2025 roku Franciszek ogłosił, że Synod o Synodalności potrwa dalej, aż do roku 2028, kiedy odbędzie się bezprecedensowe Zgromadzenie Kościelne – spotkanie oparte na modelu kooperacji biskupów i świeckich. Szczegółów nie podano. W lipcu 2025 roku papież Leon XIV na spotkaniu z Sekretariatem Generalnym Synodu Biskupów zatwierdził harmonogram działań opracowany w końcowej fazie pontyfikatu Franciszka.
Teraz dowiedzieliśmy się, że nie była to tylko pochopna decyzja Leona, którą podjął w pierwszych tygodniach sprawowania rządów, bez głębszego zastanawiania się nad sprawą. Stolica Apostolska ogłosiła, że w czerwcu bieżącego roku odbędzie się w Rzymie szereg roboczych sesji synodalnych, a w jednej z nich – najpewniej dla podkreślenia własnego poparcia i zaangażowania – weźmie udział sam Leon XIV. Sesje robocze mają służyć przygotowaniu uroczystych Synodalnych Zgromadzeń Kontynentalnych, które odbędą się z kolei w pierwszym kwartale 2028 roku. Wówczas biskupi i świeccy aktywiści synodalni zbiorą się w gremiach kontynentalnych, by obradować nad kształtem synodalności w danym obszarze. W Europie w proces synodalny angażowali się dotąd przede wszystkim przedstawiciele opcji rewolucyjno-liberalnej, można więc zakładać, że to oni będą wieść prym na spotkaniu kontynentalnym w 2028 roku.
Z kolei na początku lata – prawdopodobnie w lipcu – Sekretariat Generalny Synodu Biskupów wyda dokument, który ma wskazać sposób implementacji wspomnianego wcześniej Dokumentu Końcowego Synodu o Synodalności, tak, żeby jego zapisy zaczęły być faktycznie realizowane w Kościele powszechnym.
Na tym nie koniec. W październiku roku bieżącego papież Leon zbierze też w Rzymie przewodniczących Konferencji Episkopatu z całego świata. Będzie z nimi rozmawiać o najważniejszym dokumencie Franciszka, adhortacji „Amoris laetitia”. Także to spotkanie ma odbyć się w kluczu Kościoła synodalnego.
Wynika z tego zupełnie jasno: rewolucja Synodu o Synodalności, którą zapoczątkowali teologiczni doradcy Franciszka z Niemiec, trwa dalej i ma się bardzo dobrze. W najbliższych latach Kościół powszechny będzie nadal angażowany w tę procedurę, a po rocznym okresie pewnego zawieszenia sprawy przybierają właśnie szybszy obrót. Jaki konkretnie przybierze kształt synodalność za Leona XIV, to musi jeszcze rozstrzygnąć; ale jedna, kluczowa kwestia wskazuje, że nie należy się spodziewać niczego zasadniczo odrębnego od projektu Franciszka.
Kontynuacja „rewolucji sumienia”
Chodzi właśnie o adhortację „Amoris laetitia”. Leon XIV ogłosił spotkanie z szefami episkopatów zaplanowane na październik tego roku już w marcu, a dokładnie 19 dnia tamtego miesiąca, w 10. rocznicę publikacji dokumentu Franciszka. Bardzo wyraźnie wskazał, że uważa tamten dokument za niezwykle istotny, potrzebny i że chce iść w tę samą stronę. Garść cytatów.
Papież określił „Amoris laetitia” mianem „promiennego przesłania nadziei na temat miłości małżeńskiej i rodzinnej”. Stwierdził, że chce „podziękować Panu za impuls, jaki dał studium i nawróceniu duszpasterskiemu Kościoła, a także prosić Go o odwagę, aby kontynuować tę drogę”. Wyraźnie wskazał, że publikacja „Amoris laetitia” miała być odpowiedzią Kościoła na „zmiany antropologiczno-kulturowe”, które zaszły w świecie na przestrzeni ostatnich dekad. Uznał, że adhortacja Franciszka „oferuje cenne nauczanie, które powinniśmy nadal pogłębiać”. Chodzi tu między innymi o „wypracowanie nowych dróg duszpasterskich”, „towarzyszenie, rozeznawanie i integrowanie tego, co kruche” oraz – uwaga – o „przezwyciężenie redukcyjnego pojmowania normy”. Leon wyjaśnił, że „kruchość jest częścią cudu, jakim jesteśmy” i „nie jesteśmy stworzeni do życia, w którym wszystko jest oczywiste i niezmienne”. Jesteśmy stworzenie do „egzystencji, która nieustannie odradza się w darze, w miłości”. Wreszcie postanowił, że należy „głosić Ewangelię rodzinom w świetle «Amoris laetitia»”.
Kontekstem tych wszystkich słów o zmianach, nowych drogach duszpasterskich, towarzyszeniu, kruchości i nade wszystko redukcyjnemu pojmowaniu normy – kontekstem tego wszystkiego jest, oczywiście, zagadnienie rozwodu i życia w powtórnym związku. W „Amoris laetitia” papież Franciszek ogłosił, że rozwodnicy w powtórnych związkach niesakramentalnych mogą w niektórych przypadkach przystępować do Komunii świętej, nawet jeżeli prowadzą życie intymne, co później potwierdził zarówno on sam w swojej odpowiedzi do biskupów z Argentyny (2016), a następnie prefekt Dykasterii Nauki Wiary kard. Victor Manuel Fernández w liście do kardynała Dominika Duki z Pragi (2023). Podstawą teologiczną tej zmiany było uznanie, że niekiedy sytuacja obiektywnie grzeszna może być Panu Bogu miła, a to ze względu na to, że nie każdą normę trzeba zawsze wypełniać w swoim życiu. „Sumienie może jednak uznać nie tylko to, że dana sytuacja nie odpowiada obiektywnie ogólnym postanowieniom Ewangelii. Może także szczerze i uczciwie uznać to, co w danej chwili jest odpowiedzią wielkoduszną, jaką można dać Bogu i odkryć z jakąś pewnością moralną, że jest to dar, jakiego wymaga sam Bóg pośród konkretnej złożoności ograniczeń, chociaż nie jest to jeszcze w pełni obiektywny ideał” – pisał Franciszek w punkcie 303 „Amoris laetitia”.
Rewolucja sumienia i duszpasterstwa papieża Franciszka nie przyjęła się w całym Kościele powszechnym. Natychmiast wdrożono ją w takich regionach jak Niemcy, Austria, Belgia, Szwajcaria, część Francji, Włoch, niektóre diecezje Ameryki Północnej i Południowej; zaakceptowali ją też niektórzy duszpasterze w Polsce. Wygląda na to, że papież Leon XIV dziesięć lat po publikacji „Amoris laetitia” chciałby doprowadzić do większego ujednolicenia, wskazując biskupom z całego świata na konieczność pójścia w stronę wyznaczoną przez Franciszka. Twarde obstawianie przy tym, że w powtórnym związku niesakramentalnym nie należy przystępować do Komunii świętej, jeżeli nie żyje się w czystości, stałoby się wówczas „redukcyjnym pojmowaniem normy”, które nie koresponduje z rzeczywistością kruchości wrodzonej życiu ludzkiemu.
Implikacje „Amoris laetitia”
Trzeba pamiętać, że zmiany wprowadzone przez „Amoris laetitia” nie ograniczały się nigdy do samej kwestii Komunii świętej dla rozwodników w powtórnych związkach. Nauczanie papieża Franciszka na temat roli ludzkiego sumienia oraz odniesienia do prawa Bożego mają znacznie szerszy zakres, stanowiąc tak naprawdę zupełnie nową, uniwersalną miarę moralną. Zrozumieli to biskupi w krajach germańskich, którzy dążyli od lat do wprowadzenia właśnie takiej nauki w obręb Magisterium Kościoła katolickiego. Już w 2018 roku niektórzy biskupi w Niemczech dopuścili do Komunii świętej część protestantów, powołując się właśnie na „Amoris laetitia”. W 2022 roku biskupi z belgijskiej Flandrii wprowadzili błogosławieństwa dla par tej samej płci, znowu na gruncie „Amoris laetitia”. To samo zrobił rok później metropolita Berlina, wyraźnie wskazując, że z nauki Franciszka wynika zupełnie nowatorska i silniejsza rola indywidualnego sumienia. „Amoris laetitia” opiera się na koncepcji autonomii moralnej, którą opracowała niemiecka filozofia XIX stulecia, a którą grunt katolicki przenieśli teologowie w XX stuleciu. Leon XIV, wychwalając tę adhortację pod niebiosa i uznając ją za sui generis drogowskaz dla Kościoła na kolejne lata, przyznaje rację swojemu poprzednikowi – choć wielu teologów uważa, że Franciszek otwarcie zaprzeczył wcześniejszemu ujęciu tych spraw, które najdobitniej wyłożył Jan Paweł II w encyklice „Veritatis splendor”.
Organiczny rozwój czy zerwanie?
Są tacy, którzy twierdzą, że rewolucji Franciszka należy przyklasnąć. Przyznają, że mamy do czynienia ze zmianą, ale że jest to zmiana potrzebna w kontekście nowych czasów oraz kolejnych ustaleń filozoficznych. Dlatego chętnie godzą się z wyraźnym zerwaniem w linii nauczania Kościoła katolickiego, bo wnioski, jakie wyciągnął Jorge Mario Bergoglio z dorobku niemieckich filozofów i teologów, uznają za słuszne i przydatne, nawet jeżeli oznacza to wyraźne zaprzeczenie dawniejszej nauce. Problem tylko w tym, że nauka Kościoła tak się nie rozwija. Pisał o tym w „Commonitorium” św. Wincenty z Lerynu, obszernie wyjaśniał to w „O rozwoju doktryny chrześcijańskiej” kardynał John Henry Newman, od niedawna Doktor Kościoła. Doktryna jest jak drzewo: mały dąb może stać się wielkim dębem, ale pozostaje tym samym drzewem. Jest tylko większy i bardziej rozłożysty, bogatszy, bardziej dojrzały – nie zaprzecza jednak własnej istocie. Podobnie powinno być z doktryną: rozwija się harmonijnie i naturalnie, organicznie, a nie poprzez zerwania i gwałtowne przekształcenia. W tym przypadku o takim organicznym rozwoju nie ma mowy. Od 10 lat pozostaje to jednym z najpoważniejszych problemów w Kościele katolickim. Czy Leonowi XIV uda się to wyjaśnić na spotkaniu z biskupami w październiku, zobaczymy. Póki co wszystko wskazuje na chęć wyjaśnienia poprzez silną zachętę do przyjęcia zmian Franciszka.
Paweł Chmielewski
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz