Wszechobecny strach przed skutkami
pandemii koronawirusa rozlał się po niemal całym świecie. Ludzie
pozamykani w domach z niepokojem patrzą w przyszłość. W ruinę popadają
nie tylko biznesy, ale - co szczególnie zasmuca - sumienia. Tak!
Pandemia braku wiary jest dziś szczególnie zajadliwa i groźna.
Szczególnie, gdy przed wiernymi zamykane są kościoły, dostęp do
sakramentów jest reglamentowany, a na ulicach przetaczają się tłumy
wulgarnych, agresywnych demonstrantów.
Podawane w mediach kolejne, rosnące liczby zakażonych i zmarłych mogą
wystarszyć. W panice wielu ludzi ogranicza swe działania do troski o
życie doczesne - robią zapasy żywności, płynów dezynfekcyjnych,
maseczek... zapominając przy tym, że nasza główna walka toczy się o
wieczność. W kościołach praktyki religijne niemal wygasły, a sumienia
usypiane są kolejnymi dyspesami i - przecież niepełnowartościowymi -
substytutami w wersji online.
Wielu w obawie czeka na cudowną szczepionkę... Tylko czy to aby dobra
lokata? Warto spojrzeć nieco w pzreszłość. Na początku lat 30. XIX
wieku Europę dotknęła epidemia cholery. Przywleczona przez wojska
rosyjskie wracające z kampanii tureckiej, rozpełzła się po Europie
trzebiąc kolejne narody. W tym czasie Bóg dał wiernym znak swojej opieki
i łask, którymi chce obdarzać dusze – Cudowny Medalik. Duchowa broń, z
której skuteczności dziś wielu boi się skorzystać.
Tymczasem Bóg - prawdziwe źródło naszej nadziei - poprzez Najświętszą
Maryję Pannę, postanowił dać ludziom znak swojej łaski i bliskości,
przekazać wezwanie do nawrócenia. I to wezwanie do pokuty,
chrześcijańskiej ufności w Bożą Opatrzność jest zawsze aktualne – bez
względu na epokę, trudności i zagrożenia, z jakimi się borykamy. Warto o
tym pamiętać, zwłaszcza dziś.
Cudowny Medalik z Rue du Bac
Po zawleczeniu przez rosyjskich żołnierzy, choroba migrowała,
pojawiając się w kolejnych krajach. W marcu 1832 roku pierwsze przypadki
zachorowań odnotowano we Francji. Wkrótce w Paryżu codziennie umierały
setki ludzi. Zaczęło brakować karawanów i trumien. Grabarze nie chcieli
pracować obawiając się zarażenia. Zamknięto teatry i sale koncertowe. W
połowie roku zaraza ustała. Niestety, nie na długo. W lipcu znów liczba
zgonów zaczęła szybko wzrastać. Opieką nad chorymi zajęły się m.in.
Siostry Miłosierdzia (szarytki). Pielęgnowały ich, niosły pociechę
duchową, rozdawały owalne medaliki z charakterystycznym wizerunkiem
Matki Bożej. Szybko między paryżanami zaczęły krążyć wiadomości o wielu
cudownych uzdrowieniach wśród chorych, którzy je przyjęli.
Tak się złożyło, że w jednej ze stołecznych szkół 8-letnia Karolina
Nenain, jako jedyna z całej klasy, nie nosiła Medalika. Gdy zapadła na
cholerę, otrzymała go od zakonnic. Następnego dnia w pełni zdrowa
powróciła do szkoły… W diecezji Meaux na cholerę zachorowała pewna
ciężarna kobieta. Jej organizm był już bardzo wyczerpany, kiedy na dzień
przed porodem dostała Medalik. Urodziła zdrową dziewczynkę, a sama
zdumiewająco szybko wróciła do sił. Naturalnie to tylko dwa z wielu
przykładów, do których należy jeszcze dodać liczne nawrócenia osób
obdarowanych tym sakramentalium. Nic dziwnego, że wierni zaczęli je
nazywać Cudownym Medalikiem, a spod stempla producenta wychodziły
kolejne tysiące. Wkrótce zaraza ustąpiła.
Pod wielkim wrażeniem tych wydarzeń był arcybiskup Paryża, ks.
Hiacynt Ludwik de Quelen. Sam zresztą rozdawał Medaliki i obserwował
uzdrowienia fizyczne i duchowe, o czym zaświadczył kilka lat później w
liście pasterskim: Mamy ogromną radość, że możemy wam przekazać tę
wiadomość i pragniemy, aby była ona znana nawet w najdalszych zakątkach
katolickiego świata, jakoż nabożeństwo to zakorzeniło się głęboko w
naszej diecezji i codziennie jest wzmacniane oraz potęgowane w cudowny
sposób przez chorych, którzy dzięki niemu odzyskują zdrowie, oraz jak to
łaski i dary mnożą się, gdy uciekamy się do czułego miłosierdzia Maryi
Niepokalanie Poczętej.
Sława Cudownego Medalika szybko rosła. Zakładali go na szyję wierni w
coraz to nowych krajach świata. Do końca 1839 roku rozprowadzono 10
milionów egzemplarzy. Efekt? Nowe łaski i cuda. Stopniowo w publikacjach
religijnych odsłaniano okoliczności i przebieg objawienia. Dziś mamy
już pełny wgląd w informacje na ten temat. Pierwszy raz Maryja ukazała
się młodej szarytce s. Katarzynie Labouré w nocy z 18 na 19 lipca 1830
roku. Działo się to w paryskim klasztorze przy Rue du Bac. Niepokalana
zapowiedziała nadejście kolejnej krwawej rewolucji. Jednocześnie
obiecała strumień łask, którymi Francję i cały świat obdarzy Bóg.
Zaledwie kilkanaście dni później w Paryżu stanęły barykady, a król Karol
X musiał abdykować.
Drugie objawienie miało miejsce w tej samej klasztornej kaplicy 27
listopada tego samego roku. Katarzyna znowu ujrzała przed ołtarzem Matkę
Bożą. Stała na kuli, symbolizującej glob ziemski, a drugą trzymała w
rękach. Znów zapowiedziała moc łask, które ludzie otrzymają za jej
pośrednictwem. Następnie otoczył Najświętszą Pannę podłużno-okrągły pas z
napisem: O Maryjo bez grzechu poczęta, módl się za nami, którzy się do Ciebie uciekamy. Bogarodzica poleciła s. Katarzynie wybicie Medalika według wzoru, jaki widzi. - Wszyscy,
którzy go będą nosili, dostąpią wielkich łask, szczególniej jeżeli go
będą nosili na szyi. Tych, którzy we mnie ufają, wieloma łaskami obdarzę
- obiecała. Potem obraz, niby wielki medalik obrócił się, a
wizjonerka ujrzała na drugiej stronie literę „M” z wyrastającym ze
środka krzyżem, a poniżej Serce Jezusa otoczone cierniową koroną i Serce
Najświętszej Maryi Panny przeszyte mieczem bólu.
By jak najszybciej spełnić polecenie Matki Bożej, siostra Katarzyna
powiedziała o wszystkim swemu spowiednikowi ze Zgromadzenia Misjonarzy
św. Wincentego á Paulo. Z początku kapłan z niedowierzaniem przyjmował
wyznania nowicjuszki. Jednak za nimi świadczyło spełnianie się proroctw
przekazanych młodej zakonnicy przez Bogarodzicę. Wreszcie pierwsze 1500
sztuk medalików, wykonanych ściśle według wzoru nakreślonego przez
Niepokalaną, opuściło warsztat jubilerski. To właśnie te egzemplarze
rozdawały siostry podczas wspomnianej epidemii cholery.
Resztę życia s. Labouré spędziła jako przykładna zakonnica, ciężko
pracując w dziełach miłosierdzia prowadzonych przez Zgromadzenie. Dożyła
spełnienia zapowiedzianego przez Maryję wybuchu nienawiści do Kościoła i
porządku społecznego, jakim była Komuna Paryska. Na szczęście
komunardzi oszczędzili dom, w którym mieszkała. Potem, gdy państwo
francuskie karało ich za bunt i liczne przestępstwa, s. Katarzyna
rozdawała skazanym na śmierć Cudowne Medaliki. Zmarła 31 grudnia 1877 r.
W 1933 roku została beatyfikowana, a 14 lat później papież Pius XII
ogłosił ją świętą.
Szczególny rozgłos przyniosło Cudownemu Medalikowi nawrócenie członka
bogatej rodziny bankierskiej Alfonsa Ratisbonne. Ten oziębły religijnie
Żyd, rodem z Alzacji, na prośbę przyjaciela przez kilka dni nosił
Cudowny Medalik na szyi i recytował Modlitwę św. Bernarda. Robił to, by
udowodnić koledze, że religia to przesąd. Jakież było jego zdziwienie, a
zarazem zachwyt, gdy 20 stycznia 1842 roku, podczas przypadkowej wizyty
w jednym z rzymskich kościołów ujrzał Matkę Bożą w takiej samej pozie, w
jakiej została utrwalona na Cudownym Medaliku. W tym momencie jego
duszę rozjaśniło światło wiary. Wkrótce przyjął chrzest i został
zakonnikiem.
Wielkim nabożeństwem do Cudownego Medalika odznaczał się św.
Maksymilian Maria Kolbe. Widział w nim główną broń przeciwko złu i
propagował przez całe życie zakonne. Zawsze miał przy sobie kilka
egzemplarzy, by rozdawać przy każdej nadarzającej się okazji. Potem
modlił się w intencji obdarowanych, a resztę zostawiał Bogarodzicy.
Notabene nazywał je „kulkami”, które przecież, jak mówią słowa
popularnej żołnierskiej piosenki, Pan Bóg nosi…
***
Czyż dziś, taka jak i dawniej, nie powinniśmy się uciekać do
wstawiennictwa i opieki Najświętszej Maryi Panny, powierzając jej nasze
życie, troski i lęki? W sytuacji z ludzkiego punktu widzenia
beznadziejnej, potrzebna jest gorliwa wiara i autentyczne oddanie,
zawierzenie się Bożej Opatrzności. Resztę zostawmy Bogarodzicy…
AK