sobota, 27 sierpnia 2022

27 sierpnia wspominamy św. Monikę. Módlmy się dziś za nami, za naszymi dziećmi i małżonkami!

 

27 sierpnia wspominamy św. Monikę. Módlmy się dziś za nami, za naszymi dziećmi i małżonkami!

Modlitwa o nawrócenie męża

Święta Moniko, dzięki swojej cierpliwości i modlitwom wyprosiłaś u Boga nawrócenie swego męża i łaskę życia z nim w pokoju.
Proszę Cię, wyproś dla mnie i mojego męża błogosławieństwo Boże, aby również w naszym domu zapanowały prawdziwa harmonia i pokój i aby wszyscy członkowie naszej rodziny mogli osiągnąć kiedyś życie wieczne. Amen.

Modlitwa o nawrócenie dziecka

Zwracam się do Ciebie, św. Moniko, wspaniały wzorze wysłuchanej modlitwy za dziecko, o pomoc i radę. W Twoje kochające ramiona oddaję moje dziecko (dzieci)……, aby dzięki Twemu potężnemu wstawiennictwu mogło(-y) ono(-e) otrzymać łaskę szczerego i prawdziwego nawrócenia do Chrystusa, naszego Pana. Proszę Cię również pokornie, abyś wyprosiła mi u Pana ducha takiej samej wytrwałej i nieustannej modlitwy, jakiego udzielił On Tobie. Proszę o to przez Chrystusa, naszego Pana. Amen.

Modlitwa żony i matki

Boże, Ty, który dostrzegłeś szczere łzy i błagania św. Moniki i odpowiedziałeś na jej modlitwy nawróceniem jej męża i syna, udziel mi łaski, abym i ja potrafiła modlić się do Ciebie z takim samym szczerym zapałem i abym wyprosiła, tak jak ona, zbawienie własnej duszy oraz tych bliskich mi osób, za które jestem odpowiedzialna. Przez Chrystusa, naszego Pana, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego. Amen

Święta Monika

Nie potrafię wyrazić słowami, jak bardzo mnie kochała – pisał po latach jej syn (św. Augustyn), nad którym wylała morze łez

Matka - św. Monika

Święta Monika (332–387) nie miała łatwego życia. Wydano ją młodo za poganina, który okazał się niewiernym mężem i człowiekiem skorym do gniewu. Dodatkowym krzyżem stała się wrogo nastawiona teściowa. Cierpliwością i mądrością Monika potrafiła okiełznać temperament męża i zjednać przychylność teściowej. Doprowadziła do nawrócenia męża, który tuż przed śmiercią przyjął chrzest. Pozostała do końca życia wdową pochłoniętą troską o dzieci. Miała ich troje: syna Nawigiusza, córkę, której imienia nie znamy, oraz syna Augustyna. Ten ostatni przysporzył jej najwięcej zmartwień, ale to on wystawił jej w swoich „Wyznaniach” najpiękniejszy pomnik.

Młody Augustyn szukał prawdy w sektach i modnych filozoficznych trendach, a doczesnego szczęścia w konkubinacie. Matka cierpiała. Łzy zamieniała w modlitwę. Augustyn wspomina chwilę, kiedy dopadła go ciężka choroba. Nawet w niebezpieczeństwie śmierci nie poprosił o chrzest. Sam ocenia siebie po latach, że zachował się jak błazen. Wyznaje, że ocaliła go miłość matki. „Gdybym umarł w tym stanie, serce mojej matki już by nigdy nie przestało krwawić po takim ciosie. Nie potrafię wyrazić słowami, jak bardzo mnie kochała i o ile bardziej cierpiała, rodząc mnie do życia duchowego, niż wtedy, gdy mnie wydawała na świat. Czyżbyś Ty, Boże, hojny w miłosierdziu, mógł wzgardzić sercem skruszonym i upokorzonym wdowy cnotliwej i rozważnej?

Św. Augustyn z matką, św. MonikąCzy mogłeś wzgardzić jej łzami, czy mogłeś nie wysłuchać jej modlitw, w których błagała Cię nie o srebro i złoto, nie o jakiekolwiek dobra zmienne i przemijające, lecz o zbawienie duszy swego syna? Z Twojej przecież łaski była taka, jaka była. Nie mogłeś jej Panie odmówić pomocy”.

Niepokój Moniki był tak wielki, że opuściła rodzinne wybrzeże północnej Afryki i podążyła za synem do Mediolanu i Rzymu. Zastała go już w pół drogi do nawrócenia, w stanie ogólnego zwątpienia. Augustyn wspomina: „Matka powiedziała mi – z największym spokojem, z taką pogodą, jaką daje zupełna ufność – iż wierzy, że zanim odejdzie z tego świata, ujrzy mnie wierzącym katolikiem. Tyle do mnie rzekła. Do Ciebie zaś, który zdrojem jesteś miłosierdzia, jeszcze goręcej się modliła, płacząc, prosiła, abyś jak najrychlej wspomógł mnie i rozświetlił moje ciemności Twoim światłem”.

Monika doczekała się spełnienia swych modlitw. Doprowadziła do rozstania z kobietą, z którą Augustyn żył w nielegalnym związku i zatroszczyła się nawet o odpowiednią kandydatkę na żonę. Nie przypuszczała, że syn po nawróceniu zostanie kapłanem. Zmarła krótko po chrzcie Augustyna. W Ostii, gdzie czekała na statek powrotny do Afryki, przeżyła chwilę szczęścia, spełnienia. To jedna z najpiękniejszych kart „Wyznań”. Matka i syn, oparci o okno, patrząc na domowy ogród, rozmawiają długo ze sobą, jak się okazało po raz ostatni. Mówią o przebytej drodze i o szczęściu, którym jest Bóg. „W tęsknocie otwarliśmy nasze serca dla niebiańskiego strumienia płynącego z Twojego zdroju, zdroju życia, które u Ciebie jest…”.
Wielka jest siła miłości matki.

Share this:

Nasza modlitwa dla zbawienia bliskich – przykład świętej Moniki

 

Nasza modlitwa dla zbawienia bliskich – przykład świętej Moniki

(Benozzo Gozzoli, Public domain, via Wikimedia Commons)

Któż, starając się żyć pobożnie i trwać w łasce uświęcającej, a jednocześnie próbując przekonywać innych do podobnego postępowania, nie odniósł czasami wrażenia, że najtrudniej jest wpływać na tych, na których najbardziej nam zależy. Parafrazując słowa samego Chrystusa – najtrudniej być prorokiem we własnym kraju.

Żyjąc ideałami, próbując zmienić otaczający nas świat, dostrzegamy, że w naszym najbliższym otoczeniu, wśród rodziny, przyjaciół i znajomych są tacy, którzy odeszli od Boga i  trwają w silnym, na pozór wręcz nieodwracalnym, sprzeciwie wobec wartości, płynących z nauki Kościoła Świętego i samego Chrystusa.  Siostra ateistka, rozwiedzeni rodzice, przyjaciółka, która dokonała aborcji, koledzy wyśmiewający się z ,,katolickich zabobonów”. Chyba każdy z nas miał kontakt z takimi sytuacjami. Nie raz załamujemy ręce i czujemy się bezsilni, widząc jak osoby nam bliskie wkraczają na drogę grzechu, która prowadzi nie gdzie indziej, jak do samego piekła.

Kościół katolicki daje nam jednak przykłady świętych, którzy znajdowali się w sytuacji podobnej do naszej, a którzy dzięki swojemu uporowi, sile duchowej i modlitwie, sprawili, że ich najbliżsi dostąpili nawrócenia i pojednali się z Bogiem. Sztandarowym przykładem jest matka patrona dnia dzisiejszego, św. Augustyna – św. Monika, opiekunka zamężnych kobiet i chrześcijańskich matek.         


Święta Monika została wychowana w katolickiej rodzinie. Przez dłuższy czas jej wychowaniem zajmowała się specjalnie zatrudniona do domu kobieta, która narzuciła Monice twarde zasady postępowania m.in. zabraniała jej popijania wody pomiędzy posiłkami, aby nauczyć ją w ten sposób, umiejętności radzenia sobie z pokusami. Monika jednak nie zawsze przestrzegała zakazów i zdarzało się jej podpijać wino z bukłaków, o których przynoszenie była nie raz proszona. Raz jednak została złapana na gorącym uczynku przez jednego z niewolników, który nazwał Monikę pijaną. To określenie wywołało w przyszłej świętej taki wstyd, ze od tego zdarzenia nie poddawała się już pokusom i wiodła przykładne życie w każdym znaczeniu tego słowa.

Po wejściu w odpowiedni wiek, rodzice Moniki postanowili wydać ją za mąż. Wybrankiem rodziców okazał się Patricio, człowiek nie pozbawiony zalet, za to temperamentny, gwałtowny i lubujący się w przyjemnościach życia. Monika musiała znosić wiele nieprzyjemności z jego strony,  ale zawsze, mimo porywczej natury męża, panowała nad swoimi emocjami i nie dawała mężowi okazji do wszczynania awantur, przez co można nazwać ją przykładem dla małżonków, szczególnie tych współczesnych, często eskalujących jeszcze kłótnie rozpoczynane przez drugą stronę. Słynne stało się zdanie Moniki, stanowiące dla wielu kobiet przykład jak zachowywać pokój w domu: ,,Kiedy mój małżonek jest w złym nastroju, ja staram się być w dobrym. Kiedy on krzyczy, ja się uciszam. I, jako że do kłótni potrzeba dwojga i ja nie akceptuję kłótni – nie kłócimy się”. Swoim spokojem i umiejętnością panowania nad językiem i emocjami Monika, doprowadziła nie tylko do nawrócenia swojego męża ale także swojej teściowej, której charakter nie był w niczym delikatniejszy od Patricio.

Nawrócenie męża i teściowej to nie jedyne i nawet nie najważniejsze osiągnięcia świętej. Miała ona syna, Augustyna, który, jakkolwiek wychowany po chrześcijańsku, w wieku 16 lat opuścił szkołę a rok później związał się z kobietą, z którą żył bez ślubu blisko 14 lat. Augustyn nie stronił od łatwego, przyjemnego życia. Przez wiele lat, od 19 do 28 roku życia był związany z sektą manichejską, sprawiając tym wielki ból swojej matce. Ta jednak cały czas trwała w wierze, że jej syn dostąpi nawrócenia i nie ustawała w modlitwach w tej intencji. Dzięki przemożnemu wstawiennictwu matki, łaska w końcu zstąpiła na Augustyna. Zerwał z herezją i po kilku następnych latach, w 386 r. nastąpiło jego pełne nawrócenie. Augustyn nie tylko stał się gorliwym katolikiem, ale dzięki wyjątkowej łasce przeszedł do historii jako jeden z najznamienitszych świętych i doktor Kościoła.

Krótko przed swoją śmiercią św. Monika powiedziała do Augustyna: ,,Synu, już nic w życiu nie przynosi mi rozkoszy. Już nie wiem, co jest moją misją na Ziemi i czemu Bóg utrzymuje mnie jeszcze przy życiu, ponieważ wszystkie moje nadzieje zostały zaspokojone. Moim jedynym marzeniem było zobaczyć Ciebie jako katolika i syna Bożego. Bóg dał mi więcej, niż go prosiłam, ponieważ zrezygnowałeś ze szczęścia ziemskiego i poświęciłeś jemu swoje życie”.  Jedynym życzeniem św. Moniki przed odejściem do Pana była modlitwa za odpoczynek jej duszy.

Niech przykład św. Moniki, jej pokornej postawy, umiejętności wytrwałej i cierpliwej modlitwy, przyniesie nam nadzieję, że także nasza modlitwa i panowanie nad złymi emocjami,  może przyczynić się do nawrócenia i zbawienia naszych bliskich a także pokoju w naszych rodzinach. Nie zapominajmy o zwracaniu się do niej o orędownictwo w tych właśnie sprawach.

Marcin Iwanowski

Dziś wspominamy św. Monikę, matkę św. Augustyna

 

Pewien biskup na widok jej łez, kiedy wyznała mu ich przyczynę, zawołał: "Matko, jestem pewien, że syn tylu łez musi powrócić do Boga". To były prorocze słowa. Augustyn pod wpływem kazań św. Ambrożego w Mediolanie przyjął chrzest i rozpoczął zupełnie nowe życie.

Monika urodziła się ok. 332 r. w Tagaście (północna Afryka), w rodzinie rzymskiej, ale głęboko chrześcijańskiej. Jako młodą dziewczynę wydano ją za pogańskiego urzędnika, Patrycjusza, członka rady miejskiej w Tagaście. Małżeństwo nie było dobrane. Mąż miał charakter niezrównoważony i popędliwy. Monika jednak swoją dobrocią, łagodnością i troską umiała pozyskać jego serce, a nawet doprowadziła go do przyjęcia chrztu. W wieku 22 lat urodziła syna - Augustyna. Po nim miała jeszcze syna Nawigiusza i córkę, której imienia historia nam nie przekazała. Nie znamy także imion innych dzieci. 

W 371 r. zmarł mąż Moniki. Monika miała wówczas 39 lat. Zaczął się dla niej okres 16 lat, pełen niepokoju i cierpień. Ich przyczyną był Augustyn. Zaczął on bowiem naśladować ojca, żył bardzo swobodnie. Poznał jakąś dziewczynę; z tego związku narodziło się nieślubne dziecko. Ponadto młodzieniec uwikłał się w błędy manicheizmu. Zbolała matka nie opuszczała syna, ale szła za nim wszędzie, modlitwą i płaczem błagając dla niego u Boga o nawrócenie. 

Kiedy Augustyn udał się do Kartaginy dla objęcia w tym mieście katedry wymowy, matka poszła za nim. Kiedy potajemnie udał się do Rzymu, a potem do Mediolanu, by zetknąć się z najwybitniejszymi mówcami swojej epoki, Monika odnalazła syna. Pewien biskup na widok jej łez, kiedy wyznała mu ich przyczynę, zawołał: "Matko, jestem pewien, że syn tylu łez musi powrócić do Boga". To były prorocze słowa. Augustyn pod wpływem kazań św. Ambrożego w Mediolanie przyjął chrzest i rozpoczął zupełnie nowe życie (387). 

Szczęśliwa matka spełniła misję swojego życia. Mogła już odejść po nagrodę do Pana. Kiedy wybierała się do rodzinnej Tagasty, zachorowała na febrę i po kilku dniach zmarła w Ostii w 387 r. Daty dziennej Augustyn nam nie przekazał. Wspomina jednak jej pamięć w najtkliwszych słowach. 

Ciało Moniki złożono w Ostii w kościele św. Aurei. Na jej grobowcu umieszczono napis w sześciu wierszach nieznanego autora. W 1162 r. augustianie mieli zabrać święte szczątki Moniki do Francji i umieścić je w Arouaise pod Arras. W 1430 r. przeniesiono je do Rzymu i umieszczono w kościele św. Tryfona, który potem otrzymał nazwę św. Augustyna. Św. Monika jest patronką kościelnych stowarzyszeń matek oraz wdów.

 

za brewiarz.pl/brewiarz.pl

Niepokalana przychodzi by nas ratować. „Czas Maryi”

 

Niepokalana przychodzi by nas ratować. „Czas Maryi” – zobacz nową serię PCh24 TV [VIDEO]

(Oprac. GS/PCh24.pl)

Matka Boża wielokrotnie interweniowała w życiu całych narodów, nawołując do nawrócenia i wierności wobec Jej Syna. PCh24 TV w najnowszej serii filmów „Czas Maryi” przedstawia te interwencje, które dają wielką nadzieję i stanowią wezwanie do zaufania Matce naszego Zbawiciela. 

PCh24 TV przedstawia trzeci odcinek nowej serii – „Czas Maryi”. W programach z tego cyklu ukazujemy jak Niepokalana przychodzi, by ratować ludzi i przygotować ich na powtórne przyjście Jezusa Chrystusa. O Matce Bożej opowiada Valdis Grinsteins, działacz katolicki, pisarz, podróżnik, znawca tematyki dotyczącej objawień maryjnych. 

W najnowszym odcinku przenosimy naszych Widzów do Salwadoru, którego patronką jest Matka Boża Pokoju. Valdis Grinsteins opowiada o historii odnalezienia cudownej figury Matki Bożej, o tym jak Niepokalana cudownie ocaliła miasto oraz w jakich okolicznościach zyskała swój przydomek – Matka Boża Pokoju.

Zachęcamy też do sięgnięcia do wcześniejszych filmów. Pierwszy z odcinków pod tytułem „Krwawe ofiary i bożki? Maryja z Guadalupe gromi herezję!” opowiada o niesamowitej historii nawrócenia Indian w Meksyku. Jak mówił Valdis Grinsteins, by zrozumieć objawienia w Guadalupe, konieczne jest uświadomić sobie, że początkowe wysiłki hiszpańskich misjonarzy w tym kraju nie przynosiły wielkich efektów. Indianie nie chcieli się nawracać; początkowo, mimo obalenia władzy Azteków, chrzest przyjęło tylko około 10 tysięcy osób. Wówczas zainterweniowała Matka Boża.

Objawiła się Juanowi Diego po to, by dać się poznać Indianom jako ta, która depcze węża. Dla Indian był to niezwykle czytelny symbol – w ich religii główną rolę odgrywał kult pierzastego węża Quetzacoatla. Dzięki objawieniu Matki Bożej o chrzest zaczęto prosić masowo, do tego stopnia, że obecni na miejscu misjonarze absolutnie nie byli w stanie sobie poradzić; jeden z franciszkanów udzielił 6000 chrztów w ciągu jednego dnia. Do Meksyku przybywali kolejni misjonarze. Wkrótce chrzest przyjęło 8 mln ludzi.

Jak podkreślił Valdis Grinsteins, historia nawrócenia ludności Meksyku powinna napawać nas ogromną nadzieją także co do Polski. Jeżeli Maryja poradziła sobie z nawróceniem Indian, którzy składali dziesiątki tysięcy krwawych ofiar z ludzi, to dlaczego nie miałaby pomóc również nam, Polakom? Stąd nie można wątpić w Bożą moc; należy zaufać Maryi i modlić się o nawrócenie – sytuacja w Polsce w 2022 roku nie jest przecież tak trudna jak ta w Meksyku w początkach XVI stulecia.

W drugim programie Valdis Grinsteins mówił o objawieniach z Coromoto w Wenezueli. W Polsce nie są to znane objawienia, ale papież Pius XII Matkę Boską z Coromoto ogłosił patronką Wenezueli. Odcinek nie bez przyczyny został zatytułowany „Chciał zabić Maryję! Wtedy wydarzyło się coś niezwykłego…”. Historia dotyczy indiańskiego wodza plemienia Coromoto, który rzeczywiście chciał zastrzelić Maryję łuku lub zabić Ją gołymi rękami. Jak powiedział Valdis Grinsteins, w początkach XVII wieku Hiszpanom bardzo trudno było prowadzić w Wenezueli misję; Indianie byli zaciekli i zabijali misjonarzy. Hiszpanie zwątpili w ogóle, czy prowadzenie misji ma w tej sytuacji sens. Matka Boża pokazała, że ma, niezależne od trudności. Najświętsza Panienka najpierw objawiła się wodzowi Indian Coromoto i jego żonie, by nakłonić ich do przyjęcia chrztu. Wódz stracił jednak zapał do chrześcijaństwa, nie chcąc poddawać się wymogom moralnym. Gdy w jego chacie objawiła mu się Matka Boża, próbował ją zabić – w rękę schwytał jednak tylko kamień z wizerunkiem Matki Bożej.

Choć nadal był zatwardziały, Maryja nie chciała go zostawić. Ukąszony przez węża w dżungli wiedział, że lada chwila umrze – i Matka Boża skierowała na jego drogę człowieka, który udzielił mu w ostatnich chwilach życia chrztu.

Jak podkreślił Valdis Grinsteins, historia Coromoto pokazuje, że nasza Matka nigdy nas nie zostawia, niezależnie od tego, jak źle byśmy się prowadzili i jak bardzo bylibyśmy duchowo odlegli od Jej Syna. Na nawrócenie zawsze jest szansa.

Zachęcamy do śledzenia nowej serii programów – „CZAS MARYI” – tylko na PCh24 TV!

piątek, 26 sierpnia 2022

Cud w Kanie Galilejskiej

 

Cud w Kanie Galilejskiej


Czytania mszalne na dziś:

I Czytanie - Prz 8, 22-35


Czytanie z Księgi Przysłów

Tak mówi Mądrość Boża:

«Pan mnie zrodził jako początek swej mocy, przed dziełami swymi, od pradawna. Od wieków zostałam ustanowiona, od początku, przed pradziejami ziemi.
Przed oceanem zostałam zrodzona, przed źródłami pełnymi wód; zanim góry zostały założone, przed pagórkami zostałam zrodzona. Nim glebę i pola uczynił, przed pierwszymi skibami roli.
Gdy niebo umacniał, z Nim byłam, gdy kreślił sklepienie nad bezmiarem wód; gdy w górze utwierdzał obłoki, gdy źródła wielkiej Otchłani umacniał, gdy morzu stawiał granice, by wody z brzegów nie wystąpiły; gdy ustalił fundamenty ziemi. I byłam przy Nim mistrzynią, rozkoszą Jego dzień po dniu, cały czas igrając przed Nim. Igrając na okręgu ziemi, radowałam się przy synach ludzkich.
Więc teraz, synowie, słuchajcie mnie, błogosławieni ci, co dróg moich strzegą. Słuchajcie przestrogi i bądźcie mądrzy, a jej nie odrzucajcie. Błogosławiony jest człowiek, który mnie słucha, który co dzień u drzwi moich czeka, czuwając u progu mej bramy. Bo kto mnie znajdzie, znajdzie życie i osiągnie upodobanie Pana».
 
Oto słowo Boże.

II Czytanie - Ga 4, 4-7

Czytanie z Listu Świętego Pawła Apostoła do Galatów

Bracia:

Gdy nadeszła pełnia czasu, zesłał Bóg Syna swego, zrodzonego z Niewiasty, zrodzonego pod Prawem, aby wykupił tych, którzy podlegali Prawu, byśmy mogli otrzymać przybrane synostwo.
Na dowód tego, że jesteście synami, Bóg zesłał do serc naszych Ducha Syna swego, który woła: «Abba, Ojcze!» A zatem nie jesteś już niewolnikiem, lecz synem. Jeżeli zaś synem, to i dziedzicem z woli Bożej.
 
Oto słowo Boże.

Ewangelia J 2, 1-11

Słowa Ewangelii według Świętego Jana
 

W Kanie Galilejskiej odbywało się wesele i była tam Matka Jezusa.
Zaproszono na to wesele także Jezusa i Jego uczniów. A kiedy zabrakło wina, Matka Jezusa rzekła do Niego: «Nie mają wina».
Jezus Jej odpowiedział: «Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto? Czy jeszcze nie nadeszła godzina moja?»
Wtedy Matka Jego powiedziała do sług: «Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie».
Stało zaś tam sześć stągwi kamiennych przeznaczonych do żydowskich oczyszczeń, z których każda mogła pomieścić dwie lub trzy miary.
Jezus rzekł do sług: «Napełnijcie stągwie wodą». I napełnili je aż po brzegi.
Potem powiedział do nich: «Zaczerpnijcie teraz i zanieście staroście weselnemu». Ci więc zanieśli.
Gdy zaś starosta weselny skosztował wody, która stała się winem – a nie wiedział, skąd ono pochodzi, ale słudzy, którzy czerpali wodę, wiedzieli – przywołał pana młodego i powiedział do niego: «Każdy człowiek stawia najpierw dobre wino, a gdy się napiją, wówczas gorsze. Ty zachowałeś dobre wino aż do tej pory».
Taki to początek znaków uczynił Jezus w Kanie Galilejskiej. Objawił swoją chwałę i uwierzyli w Niego Jego uczniowie.
 
Oto słowo Pańskie.

 

jkg/Biblia Tysiąclecia

26 sierpnia – uroczystość Matki Bożej Częstochowskiej

 

26 sierpnia – uroczystość Matki Bożej Częstochowskiej

W roku 1957 Prymas Polski Kardynał Stefan Wyszyński zabiera do Rzymu wierną kopię Jasnogórskiego Obrazu, przeznaczoną na wędrówkę po całym kraju. Papież Pius XII uroczyście poświęca ją i błogosławi plan peregrynacji.

26 sierpnia Pani Jasnogórska w swoim nowym, pięknym wizerunku, wychodzi z Jasnej Góry, aby nawiedzić każdą świątynię, aby spojrzeć w ręce każdego Polaka. W każdej parafii obraz przebywa 24 godziny. W tym czasie nieustannie odprawiane są Msze św., trwają adoracje i modlitwy. Ludzie wypraszają u Matki i Królowej niezliczone łaski

 

Oto jedna z nich według relacji pewnej kobiety: „Dwóch moich braci przestało praktykować. Od kilku lat nie spowiadali się… Błagałam Matkę Boża, by ratowała wiarę moich braci. Chciałam ich przygotować do uroczystości Nawiedzenia, ale bałam się, aby moje namowy nie miały odwrotnego skutku. Tak już nieraz, niestety, bywało. Ufałam, że tym razem Matka Boża przyjdzie mi z pomocą. Razem z kolegami w pracy postanowiliśmy kupić kwiaty dla naszej Matki. Nie było ich na miejscu. Poszłam więc do najstarszego brata i mówię: ponieważ jeździsz do pracy do miasta, musisz mi kupić kwiaty. Zaraz się zainteresował, z jakiej okazji. Odpowiedziałam mu, jak tylko umiałam, o wędrówce Królowej Polski. Zaczął wypytywać o szczegóły. Czułam, że Ona sama mi pomaga. Za kilka dni uklękłam w kościele, aby przyjąć Komunię św. Podnoszę oczy i widzę naprzeciw obu moich braci, również oczekujących na Pana Jezusa. Wierzę, że to Najświętsza Panna doprowadziła ich do spowiedzi”.

W roku 1966 Obraz odstawiono na Jasna Górę z nakazem niewywożenia go stamtąd. Nawiedzenie jednak trwa nadal. Płonąca świeca i pusta rama symbolicznie przedstawiają duchową obecność Królowej Narodu. Łaski nawróceń nie są mniejsze. 80 – 90 procent ludzi, czasem wszyscy mieszkańcy danej miejscowości przystępują do sakramentów świętych. Tak trwa do 18 czerwca 1972 roku. Od tego czasu bez przeszkód Jasnogórska Matka znowu w swoim budzącym zachwyt wizerunku jedna swe dzieci ze swoim Synem. Wędruje ciągle, niestrudzenie po polskich wioskach i miastach.

Tymczasem powstają inne kopie Jasnogórskiego Obrazu. Za ich pośrednictwem Królowa Polski pomaga swoim dzieciom w Australii, w Afryce, a także w Ameryce, gdzie wiele polskich parafii, drużyn harcerskich i różnych organizacji polonijnych czci obraz Częstochowskiej Pani. Na szczególną uwagę zasługuje kult Jasnogórskiej Maryi w Amerykańskiej Częstochowie w Doylestown

Wśród setek polskich sanktuariów Jasna Góra ma swoje pierwsze i uprzywilejowane miejsce. Rocznie to sanktuarium nawiedza od miliona do dwóch milionów pielgrzymów. Przybywają, by modlić się przed cudownym obrazem Matki Bożej Częstochowskiej, słynącym wieloma łaskami i na trwałe wpisanym w dzieje Polski.

Pierwszym i najdawniejszym dokumentem, informującym o cudownym obrazie, jest łaciński rękopis, który znajduje się w archiwum klasztoru: Translatio tabulae Beate Marie Virginis quam Sanctus Lucas depinxit propriis manibus (Przeniesienie obrazu Błogosławionej Maryi Dziewicy, który własnymi rękami wymalował św. Łukasz).W rękopisie tym czytamy:

Autorem obrazu jest św. Łukasz Ewangelista. Na prośbę wiernych wymalował wizerunek Maryi z Dzieciątkiem na blacie stołu, przy którym siadywała. Cesarz Konstantyn kazał przenieść obraz z Jerozolimy do Konstantynopola i umieścić w świątyni. Tam obraz zasłynął cudami. Urzeczony cudownym obrazem książę ruski Lew, pozostający w służbie cesarza, uprosił Konstantyna o darowanie mu obrazu, który też przeniósł do swojego księstwa i kazał go bogato ozdobić. Obraz znowu zasłynął cudami. W czasie wojny prowadzonej na Rusi przez Ludwika Węgierskiego obraz ukryto w zamku bełzkim. Po poddaniu się zamku Ludwikowi, namiestnik króla, książę Władysław Opolczyk, zajął obraz. W czasie oblegania zamku przez Litwinów i Tatarów strzała wpadła do zamku i ugodziła w prawą stronę wizerunku. Wtedy mgła otoczyła nieprzyjaciół, która przeraziła wrogów. Książę wypadł na nich z wojskiem i ich rozgromił. Kiedy chciał wywieść obraz do swojego księstwa, mimo dużej liczby koni obraz nie ruszał z miejsca. Wtedy książę uczynił ślub, że wystawi kościół i klasztor tam, gdzie umieści obraz. Wtedy konie lekko ruszyły i zawiozły obraz na Jasną Górę. Tam umieścił go w kaplicy kościoła, gdzie obraz ponownie zajaśniał cudami.

Dokument pochodzi z I poł. XV w. Być może został przepisany z dokumentu wcześniejszego. Tradycja głosi, że obraz został namalowany przez św. Łukasza Ewangelistę na desce stołu z domu Świętej Rodziny w Nazarecie. Wizerunek z Jerozolimy do Konstantynopola miał przewieźć cesarz Konstantyn. Służący w wojsku cesarskim książę ruski Lew zapragnął przenieść obraz na Ruś. Cesarz podarował mu wizerunek i od tego czasu obraz otaczany był na Rusi wielką czcią. Obraz rzeczywiście mógł dostać się na Ruś z Konstantynopola, gdyż w XI-XIV w. pomiędzy Cesarstwem Bizantyjskim a Rusią trwał żywy kontakt. Nie jest również wykluczone, że obraz został zraniony strzałą w czasie bitwy. W czasie walk prowadzonych przez Kazimierza Wielkiego i Ludwika Węgierskiego na Rusi, obraz ukryto w zamku w Bełzie. W roku 1382 znalazł go tam książę Władysław Opolczyk. Doznając wielu łask przez wstawiennictwo Matki Bożej, książę zabrał obraz i przywiózł do Częstochowy.
Po II wojnie światowej znaleziono na Jasnej Górze inny dokument, pochodzący z 1474 r. Zawiera on szerszy opis dziejów cudownego obrazu, ale pełno w nim legend. Mamy jednak także dokument najwyższej wagi: dwa dzieła, które wyszły spod pióra Jana Długosza (1415-1480). Żył on w czasach, które blisko dotyczą cudownego obrazu – sam mógł więc być świadkiem niektórych wydarzeń. Długosz kilka razy pisze o cudownym obrazie częstochowskim.

Akt osobistego oddania się Matce Bożej 

Matko Boża, Niepokalana Maryjo!
Tobie poświęcam ciało i duszę moją, wszystkie modlitwy i prace,
Radości i cierpienia, wszystko czym jestem i co posiadam.
Ochotnym sercem oddaję się Tobie w niewolę miłości.
Pozostawiam Ci zupełną swobodę posługiwania się mną dla zbawienia ludzi
i ku pomocy Kościołowi świętemu, którego jesteś Matką.
Chcę odtąd czynić wszystko z Tobą, przez Ciebie i dla Ciebie.
Wiem, że własnymi siłami niczego nie dokonam.
Ty zaś wszystko możesz, co jest wolą Twego Syna i zawsze zwyciężasz.
Spraw więc, Wspomożycielko Wiernych, by moja rodzina, parafia i cała Ojczyzna
była rzeczywistym królestwem Twego Syna i Twoim.
Amen.

„Królowa Świata i nasza”. Czyli po co istnieje Polska?

 

„Królowa Świata i nasza”. Czyli po co istnieje Polska?

(Oprac. GS/PCh24.pl)

Jaka była Polska, która broniła Europy pod Wiedniem? Jakiej Polski bronili później Konfederaci Barscy? I jaka mogła być później? W uroczystość Najświętszej Maryi Panny Częstochowskiej prezentujemy fragment książki Krystiana Kratiuka „Jak Kościół katolicki stworzył Polskę i Polaków”. 

 

„Dlaczego nie nazywasz mnie Królową Polski?”


Mimo olbrzymiego kryzysu związanego z reformacją w drugiej połowie XVI wieku oraz przez całe następne stulecie Kościół polski kwitł i przynosił olbrzymi plon. Pojawiały się nowe zachodnie zakony, jak kameduli, karmelici bosi, reformaci, bonifratrzy, pijarzy, a wśród żeńskich karmelitanki bose i trzewiczkowe oraz augustianki, a także powstawały zgromadzenia polskie, jak choćby prezentki w Krakowie czy katarzynki w Braniewie.

Zupełnie nową jakość wprowadziło jednak wspomniane już Towarzystwo Jezusowe, powstałe między innymi dla zwalczania protestanckiej herezji. To jezuici dali nam księdza Piotra Skargę, Andrzeja Bobolę i kilku innych wymienionych już kaznodziejów, ale też Stanisława Kostkę czy Melchiora Grodzieckiego. Kostka i Bobola zostali ogłoszeni patronami Polski, a ich kult nie słabnie do dnia dzisiejszego; z nadzieją czekamy też na to, by dołączył do nich i Skarga.

Jezuici wychowywali młodzież w szkołach prowadzonych na najwyższym poziomie (o czym świadczy przemianowanie jednej z nich przez króla Batorego na akademię), dodajmy, że najczęściej bezpłatnych i otwartych na uczniów innych wyznań, kształcących nie tylko podstawowe umiejętności, ale wychowujących także do wiedzy o teatrze, muzyce czy poezji. Dzięki działalności kolegiów jezuickich rokrocznie zwiększała się liczba potrafiących czytać Polaków, co sprawiło, że w XVI wieku Polska należała do czołówki państw europejskich pod względem liczby drukowanych ksiąg. Ale jezuici działali nie tylko na polu kaznodziejskim i edukacyjnym, ale także dobroczynnym. Przykładami są założone przez księdza Piotra Skargę Arcybractwo Miłosierdzia pomagające chorym i ubogim, którzy wstydzili się żebrać, lub bank pobożny, udzielający ubogim nieoprocentowanych pożyczek. Takich instytucji jezuici tworzyli wiele w całym kraju, realnie pomagając w ten sposób ogromnej liczbie wiernych.

To także jezuici przekazali Zygmuntowi III Wazie niezwykłą wiadomość od swego współbrata z Włoch. Jaką? Otóż w 1608 roku w wigilię Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny włoskiemu jezuicie Juliuszowi Mancinellemu ukazała się Maryja z Dzieciątkiem Jezus. U jej stóp klęczał św. Stanisław Kostka, beatyfikowany zaledwie dwa lata wcześniej polski jezuita, żyjący tylko 18 lat w połowie poprzedniego stulecia. Mancinelli zapragnął uczcić Matkę Bożą słowami, którymi jeszcze nikt jej nie czcił. A ona powiedziała do niego: „Dlaczego nie nazywasz mnie Królową Polski? Ja to królestwo bardzo umiłowałam i wielkie rzeczy dla niego zamierzam, ponieważ osobliwą miłością do Mnie płoną jego synowie”.

Mancinelli, mimo ponad 70 lat na karku, wiedziony zachętą Maryi ruszył do Polski na piechotę. W krakowskiej katedrze na Wawelu znów zobaczył Matkę Bożą, tym razem powiedziała: „Ja jestem Królową Polski. Jestem Matką Tego Narodu, który jest mi bardzo drogi ,więc wstawiaj się do Mnie za nim i o pomyślność tej ziemi błagaj Mnie nieustannie, a Ja będę ci zawsze, tak jak teraz miłosierną”.

To z pozoru niezbyt istotne wydarzenie odbiło się szerokim echem na wszystkich późniejszych pokoleniach Polaków. Na jego pamiątkę nie tylko ukoronowano jedną z wież krakowskiego kościoła Mariackiego, ale też król Jan Kazimierz postanowił właśnie Matce Bożej powierzyć losy ojczyzny w czasie potopu szwedzkiego i obwołać ją patronką jego królestwa. Nadzieje na odwrócenie losów Rzeczypospolitej najechanej jednocześnie przez Szwedów i Rosjan zaczęły się bowiem rodzić dopiero po skutecznej obronie Jasnej Góry, na której od wieków znajdował się właśnie wizerunek Najświętszej Maryi Panny – Czarnej Madonny – nazywanej już przez Jana Długosza „najdostojniejszą królową świata i naszą”, a przez XVI-wiecznego poetę Grzegorza z Sambora już wprost „królową Polski”. Nazwanie jej przez króla patronką Polski miało również swój antyprotestancki wydźwięk – wszak część kalwinistów i luteranów zwalczało kult Maryi jako bałwochwalczy.

Królowanie Matki Bożej w sercach Polaków było oczywistością już znacznie wcześniej, ale wydarzenia z XVII wieku tę pozycję potwierdziły. Polacy na kolejne stulecia mieli pozostać narodem katolickim i maryjnym. Podkreślali to wszyscy późniejsi wielcy święci Polscy – włącznie z papieżem Janem Pawłem II, którego zawołaniem biskupim były zwrócone właśnie ku Maryi, której chwałę sławili już rycerze pod Grunwaldem, słowa „Totus tuus – cały Twój”.

Wiara i wolność!

Bogurodzicę, pierwszy polski hymn, Polacy śpiewali także wiele lat po Grunwaldzie. Śpiewali ją również konfederaci barscy – członkowie organizacji szlacheckiej, de facto związku zbrojnego, który powstał dla dwóch celów: obrony polskiej niepodległości oraz… obrony wiary katolickiej. W połowie XVIII wieku zaczęła się bowiem nowa era w stosunkach Polski z sąsiadami, trwająca zresztą do dziś – era rozbijania przez zagranicznych agentów jedności polski poprzez rozbijanie wiary Polaków. Wtedy jeszcze były to działania jawne. Protestanckie Prusy i prawosławna Rosja domagały się bowiem przyznania praw politycznych innowiercom zamieszkującym Koronę Królestwa Polskiego i Wielkie Księstwo Litewskie.

Konfederację zawiązano 4 marca 1768 roku, a więc w dniu, w którym Kościół wspomina św. Kazimierza, jagiellońskiego królewicza. Naczelne hasło konfederatów brzmiało: „Wiara i wolność!”. To tylko udowadnia, na jaką skalę ówcześni Polacy utożsamiali Polskę z katolicyzmem, a swoje prawa z religią przyjętą przez Mieszka I. Obrona niepodległości ojczyzny była również oczywistą obroną wiary katolickiej – i odwrotnie. Najpopularniejsze pieśni wśród konfederatów zaczynały się od słów „Zdaj się, Polaku, w opiekę Maryi albo Stawam na placu z Boga ordynansu”.

Wszyscy ci, którzy chcieliby w konfederacji barskiej widzieć tylko obronę praw szlachty i tzw. złotej wolności, niech dokładnie zapoznają się z najlepszą do tej pory publikacją na jej temat, mianowicie z dziełem Władysława Konopczyńskiego. Udowadnia on, że konfederaci nie byli bezkrytycznymi obrońcami ówczesnego stanu rzeczy, a wielu opowiadało się nawet wprost za odejściem od wolnej elekcji, mocno krytykowali nieudolne sejmy oraz z zainteresowaniem śledzili rozwój koncepcji odejścia od „Polaka politycznego” do innego rozumienia tego pojęcia, rzeklibyśmy – bardziej współczesnego, eksponującego wspólnotę pochodzenia, krwi i języka. Skąd się wzięła ta koncepcja? Otóż zapisana jest ona w wielu kazaniach i innych pracach katolickich duchownych tamtej epoki! To właśnie konfederaci – jak wspomina Robert Kościelny – głosili postulaty poszerzenia wspólnoty narodowej o słowiańskich chłopów, rozumienia patriotyzmu jako dobra ojczyzny, a nie dobra stanu szlacheckiego oraz ideę dbania o całą wspólnotę zamieszkującą Rzeczpospolitą. Duchowni tamtych czasów, z prymasem Ignacym Krasickim w Monachomachii na czele, potrafili w ostrych słowach krytykować także sam stan duchowny – skoro tylko jego część, jak to w historii bywało, sprzeniewierzyła się zasadom wiary i wolności, co widać było już kilka lat po zawiązaniu konfederacji barskiej, przy rozbiorach Polski.

A jakiej Polski, niestety bezskutecznie, bronili konfederaci barscy, śpiewając: „Boć nie nowina Maryi puklerzem Zastawiać Polskę; wojować z rycerzem Przybywa w osobie, Sukurs dawać tobie. Miła ojczyzno!”? Otóż z Rzeczpospolitą sąsiadowały wówczas cztery państwa – prawosławna Rosja, protestanckie Prusy, islamskie Imperium Osmańskie oraz katolicka Austria. Jak widać, na ziemiach, na których położona jest Polska, rozgrywały się w drugiej połowie XVIII wieku dzieje cywilizacji stworzonej przez Kościół katolicki.

O zerwaniu cywilizacyjnym ze strony protestantów już wspominaliśmy. W Rosji triumfy święciła zaś cywilizacja turańska z elementami bizantyjskiej, gdzie władza świecka wyraźnie dominowała nad kościelną, wykorzystując ją do własnych celów politycznych, gdzie cała aktywność polityczna ma wymiar wojskowy, gdzie ludność nie rozwinęła większych więzów niż rodowe, gdzie już wówczas obowiązywał skrajny indywidualizm, a moralność nie obowiązywała w żaden sposób władców. W cywilizacji turańskiej kaprysy wodza zastępują prawo, podstawę porządku społecznego stanowi zasada nadrzędności czynnika ekonomicznego, normą jest jedynowładztwo. W pracy Rozwój moralności Feliks Koneczny, twórca koncepcji cywilizacji turańskiej, pisał o niej: „Samowola władcy jedynym źródłem prawa, a kto go usunie mieczem, stryczkiem, czy trucizną, ma prawo stać się władcą… takim samym”.

A Imperium Osmańskie? Jego cywilizacja, którą moglibyśmy nazwać arabską, choć Koneczny upatrywał w niej przedstawicielstwa również cywilizacji turańskiej, oparta była na islamie. Sułtan był jednocześnie kalifem, wprost nazywanym władcą wiernych. Podstawą ustroju był szarijat – a więc prawo islamu wywiedzione z Koranu. Tylko wyznawcy tej religii byli ludźmi wolnymi i mogli liczyć na pomoc państwa. Chrześcijanie, a więc „niewierni”, nazywani byli raja, co można przetłumaczyć jako „stado”, a ich wspólnoty, jeśli miały być tolerowane, musiały płacić olbrzymie podatki. Normą była poligamia z prawem do rozwodu przysługującym wyłącznie mężczyznom.

Rzeczpospolita opierała się zatem wielowektorowemu naporowi cywilizacyjnemu. Pozostawała wierna i jednocześnie stała na straży tego, bez czego w dziejach nigdy by nie zafunkcjonowała – wierze katolickiej i Kościołowi.

Z ówczesnych sąsiadów najbliżsi Polakom pozostawali oczywiście Austriacy – przedstawiciele cywilizacji łacińskiej, którym to zresztą Jan III Sobieski ruszył w sukurs pod Wiedeń, by zasłużyć na przydomki „Pogromca Półksiężyca” i „Lew Lechistanu” oraz na zawsze zatrzymać przy Polsce określenie „przedmurze chrześcijaństwa”. W zaborze austriackim nie bez przyczyny Polacy cieszyli się później swobodami wręcz niewyobrażalnymi wśród ciemiężących naszych przodków Niemców czy Rosjan.

„Tylko religia leczyła te rany”

Czasy bitwy pod Wiedniem po raz kolejny uświadamiają, że w każdej polskiej duszy drzemie pierwiastek specjalnego posłannictwa Polski. Pisał o tym nieoceniony biskup Pelczar, wskazując: „Religia wyznaczyła ponadto narodowi polskiemu słynne posłannictwo, by niósł światło Ewangelii i cywilizacji zachodniej na wschód, łączył Kościół wschodni z zachodnim, a piersią swoją odpierał najazdy czy pogańskich Prusaków, czy Jadźwingów i Litwinów, czy wyznawców islamu – Tatarów i Turków, czy Moskwy jako spadkobierczyni bizantynizmu, czy wreszcie pionierów protestantyzmu. Jeżeli naród spełnił choć w części tę misję, jeżeli stępił rogi półksiężyca, pozyskał ofiarą królowej Jadwigi Litwę dla wiary krzyża i pojednał z Rzymem Ruś odszczepioną, główna w tym znowu zasługa religii. Ona bowiem głosem Stolicy Apostolskiej podbudzała go do wielkich czynów, ona kazała mu iść pod Legnicę, Warnę, Chocim i Wiedeń, ona ogniem świętym rozpalała jego rycerstwo, iż z pieśnią Bogurodzica Dziewica lub z okrzykiem Jezus Maria na ustach, rozbijało liczniejsze hufce wrogów”.

A jaka była tamta Polska? Polska, w której interrexem aż do wyboru następnego króla z urzędu był katolicki prymas? Był to kraj ukształtowany przez Kościół, który w tym miejscu świata rodził w dodatku ludzi szczególnie miłujących wolność tak własną, jak i innych. Polacy tworzyli z Litwinami wspólnotę polityczną „wolnych z wolnymi i równych z równymi”, podpartą jednak tolerancją dla odmienności tradycji i praw. Władysław Konopczyński zwracał uwagę, że ówczesny podbój Rzeczypospolitej zapoczątkowany unią w Krewie, a wzmocniony aktem unii lubelskiej, był podbojem dokonującym się siłą atrakcyjności polskich zasad ustrojowych. Był to kraj, którego zasady postępowania, swoistą doktrynę polityczną wypracowywali intelektualiści Akademii Krakowskiej, głównie duchowni, z księdzem Pawłem Włodkowicem na czele, który w połowie XIV wieku zaproponował tej części świata struktury polityczne zbudowane na szacunku dla podmiotowości i swoistości zamieszkujących ją ludów. Było to miejsce, którego najbardziej odpowiedzialni mieszkańcy zdawali sobie sprawę, że wiara przodków stanowiła nie tylko spuściznę i tradycję, ale również obowiązek, gdyż katolickość na flankach Europy tożsama była z wezwaniem do walki ze światem pogańskim oraz innowiercami, a takie właśnie państwa otaczały Rzeczpospolitą.

Było to jednak również państwo, które w momencie osiągnięcia wielkości przestało słuchać tych, którzy próbowali odciągnąć jego przedstawicieli z drogi pychy, która jak wiadomo, kroczy przed upadkiem. Państwo proroków, których żywot zawsze najtrudniejszy jest we własnej ojczyźnie. I dlatego też tamta ojczyzna, mimo niesamowitych osiągnięć została zdradzona i doprowadzona do upadku, głównie przez siły wrogie nie tylko samej Rzeczypospolitej, ale i Kościołowi, choć – dodajmy dla porządku – również wewnątrz kleru istniała nieliczna frakcja zdrajców, która do upadku się przyczyniła.

Oddajmy znów głos nieocenionemu biskupowi Pelczarowi: „Kiedy stan szlachecki nadużył wolności i skrępował władzę królewską, a niższe warstwy począł uciskać, kiedy w kraju zapanował bezrząd, rozwielmożniła się swawola, posuwająca się, zwłaszcza od czasów reformacji, aż do jawnych rokoszów i do związków z wrogami ojczyzny; tylko religia leczyła, choć w części, te ciężkie rany, bo ona miała jeszcze poszanowanie w narodzie, tak że gdy niesforna szlachta rąbała się na sejmikach, dość było wynieść Najświętszy Sakrament, aby rozbroić zaciekłych i powalić na kolana. Z ambon też padały nieraz gromy na występnych, a nawet przepowiednie takiego Skargi, że Polska wadami swoimi grób sobie wykopie.

Powyższy tekst stanowi fragment książki Krystiana Kratiuka „Jak Kościół katolicki stworzył Polskę i Polaków” wydanej nakładem wydawnictwa Fronda w roku 2022.

8 Września - Narodzenie Najświętszej Maryi Panny: Opowieść o

  8 Września - Narodzenie Najświętszej Maryi Panny: Opowieść o