piątek, 2 września 2022

Od Soboru Watykańskiego II do ciężarnych mężczyzn. Szlak diabolicznego szaleństwa

 

Od Soboru Watykańskiego II do ciężarnych mężczyzn. Szlak diabolicznego szaleństwa

Robert Morrison https://www.bibula.com/?p=135937

Można sobie wyobrazić świat, w którym życie po prostu staje się stopniowo gorsze, nie stając się przy tym coraz bardziej absurdalne, ale nie jest to opis świata, w którym żyjemy dzisiaj. Nasz Kościół i świat stały się zdumiewająco gorsze od czasu, gdy Franciszek przedstawił nam swoją bluźnierczą Pachamamę w październiku 2019 roku, a każdy następny nikczemny krok niósł ze sobą kolejny aspekt absurdu. Być może nie słyszymy głośnego śmiechu demonów ale z pewnością to robią.

Szaleństwo nie narodziło się na Soborze Watykańskim II, ale istnieje  wyjaśnienie, dlaczego to trzyletnie wydarzenie posłało Kościół i świat na drogę diabelskiego szaleństwa. Musimy po prostu zrozumieć konsekwencje faktu, że Bóg powierzył Kościołowi katolickiemu zachowanie i rozpowszechnianie Jego prawdy:

Idąc tedy, nauczajcie wszytki narody, chrzcząc je w imię Ojca i Syna, i Ducha świętego, nauczając je chować wszytko, com wam kolwiek przykazał. A oto ja jestem z wami po wszytkie dni aż do skończenia świata.” Mt 28, 19,20

Jak to już zostało dokładnie udokumentowane, postępowi dywersanci przejęli Sobór, aby udaremnić Jego misję na dwa kluczowe sposoby: w dużej mierze Kościół porzucił wysiłki na rzecz nawracania dusz na katolicyzm i zaczął pozwalać na nauczanie błędu obok prawdy. Nie trzeba być katolikiem, by pojąć naprawdę zdumiewającą naturę soborowych zmian – miliony katolików (być może setki milionów) przeszły od myślenia, że trzeba wierzyć w niezmienne nauki Kościoła, by być zbawionym, do myślenia, że wszyscy chrześcijanie są zbawieni, a Kościół nie ma monopolu na prawdę.

Tę całkowitą zmianę podejścia można potraktować jako  swego rodzaju eksperyment. Jeśli Bóg naprawdę ustanowił Kościół katolicki, aby strzegł i rozpowszechniał Jego prawdę, to zmiany te powinny przynieść katastrofalne skutki; jeśli natomiast Kościół jest jedynie organizacją stworzoną przez człowieka, to wysiłki zmierzające do dostosowania Jego nauki do świata powinny przynieść pozytywne, a przynajmniej mieszane rezultaty.

Eksperyment SW II rzeczywiście przyniósł rozstrzygnięcie. Każdy wskaźnik stanu zdrowia Kościoła – apostazje, uczestnictwo we Mszy Świętej, powołania, małżeństwa, chrzty, akceptacja nauczania Kościoła, itd. – okazał się fatalny dla tych, którzy zaakceptowali soborowe nowości. Natomiast, każdy z tych wskaźników zachował zdrowie lub uległ poprawie u tych, którzy trzymali się tego, czego Kościół zawsze nauczał.

Niestety, tylko niewielka część katolików zachowała tradycyjne wierzenia i praktyki Kościoła. W związku z tym większość katolickiego i niekatolickiego świata doświadcza skutków decyzji Kościoła, który pozornie zmienił swoje nauczanie, bo przecież prawdziwy Kościół nigdy nie może się tak zmienić. Zamiast otrzymywać Bożą prawdę bezpośrednio (dla katolików) lub w mniejszym stopniu pośrednio (dla niekatolików) od Kościoła, większość ludzi na świecie została doprowadzona do przekonania, całkiem błędnego, że Kościół katolicki nie twierdzi już, że posiada niezmienną prawdę.

Możemy myśleć, że to pozorne porzucenie obiektywnej prawdy jest nieistotne, ale wyobraźmy sobie, jak wyglądałoby to na polu matematyki, gdzie wiemy, że 2+2=4. Dzięki pracowitości szatana i tych, którzy w jego imieniu przeniknęli do Kościoła, widzieliśmy moralny i teologiczny odpowiednik następującego procesu jaki miał miejsce w Kościele:

– Od Pięćdziesiątnicy do SW II: 2+2=4

– Od SW II do Franciszka: 2+2= 4, 5, a czasem 6

Pierwsze lata okupacji papiestwa przez Franciszka: 2+2= co tylko chcesz (kim jesteśmy, żeby to oceniać?!).

– Od Pachamamy do dziś: 2+2= cokolwiek innego niż 4 (a każdy kto mówi, że to 4, jest zacofany!).

W oczach Franciszka i jego pochlebców wszyscy są zbawieni i godni szacunku i miłości; z wyjątkiem tradycyjnych katolików, którzy podtrzymują prawdy, za które tak wielu męczenników oddało swoje życie.

Kiedy blisko miliard katolików akceptuje ten poziom absurdu, wyniki nie mogą być dobre. Wielu z tych, którzy powinni przekazywać światu Bożą prawdę, porzuciło zasadę niesprzeczności i przyjęło niedorzeczne kłamstwa na temat zestawu wierzeń, które rzekomo są im najdroższe.

Tak więc, zamiast katolików, którzy będą walczyć na śmierć i życie o niezmienną prawdę, mamy teraz katolików takich jak Franciszek, Biden, Pelosi, Fauci, Trudeau, Cuomo i Aleksandria Ocasio-Cortes.  Od tych niezłomnych mistrzów obłędu otrzymujemy takie oto demoniczne absurdy:

– Prezydentura Bidena

– Wszystko o synodzie Franciszka na temat synodalności (a właściwie wszystko o Franciszku)

– Fakt, że nieskuteczne i niebezpieczne szczepionki są nadal obowiązkowe dla wielu ludzi (w tym dzieci)

– Fakt, że Watykan entuzjastycznie wspiera antykatolicką politykę globalistyczną, jednocześnie atakując tych, którzy chcą być prawdziwie katoliccy

– Przejście na dietę opartą na robakach, aby uratować świat przed krowimi wzdęciami

– Niekończąca się obsesja na punkcie prowadzenia śledztwa w sprawie Trumpa i jego zwolenników i jednoczesne zaniechanie dochodzenia w sprawie klientów Jeffreya Epsteina

– Mężczyźni w ciąży

– Fakt, że tak wielu ludzi, w tym prawie wszyscy na stanowiskach kierowniczych, wydają się myśleć, że to szaleństwo jest w porządku, tak długo jak otrzymują za to poklask i uznanie

Każdy z nas mógłby zapewne dodać kilka innych orwellowskich absurdów, które przed laty wydawałyby się nie do pomyślenia.

Jeśli zastanawiamy się, dlaczego szatan i jego globaliści upierają się przy forsowaniu tych szaleństw, wystarczy, że rozważymy słowa doradcy Światowego Forum Ekonomicznego, Yuvala Harari, z 2018 roku:

Prawda i władza mogą podążać razem tylko do pewnego punktu. Prędzej czy później idą własnymi drogami. Jeśli chcecie władzy, w pewnym momencie będziecie musieli rozpowszechniać fikcje. Jeśli chcecie kierować się prawdą, w pewnym momencie będziecie musieli wyrzec się władzy. Jeśli będziecie mówić prawdę – na przykład o źródłach waszej władzy-  rozgniewacie sojuszników, zniechęcicie zwolenników lub podkopiecie harmonię społeczną. . . . Dlatego, jeśli marzycie o społeczeństwie, w którym króluje prawda, a mity są ignorowane, nie macie co liczyć na Homo sapiens. Lepiej spróbujcie szczęścia z szympansami.” (z artykułu LifeSite z 18 sierpnia 2022 r.)

Chcą zdominować świat, więc muszą zniszczyć prawdę. Robią to poprzez karmienie nas obłędem, którego duża część jest dziś produkowana w Rzymie.

Bolesna rzeczywistość jest taka, że SW II opróżnił  umysły katolików z Bożej Prawdy, a szatan z radością wypełnił te puste miejsca.  Agenci Szatana nigdy nie muszą wyjaśniać żadnego z tych kłamstw; po prostu oskarżają każdego, kto je kwestionuje o bigoterię i nienawiść. Jeśli naciska się na wyjaśnienie, mogą zaoferować tylko więcej  kłamstw.

 Możemy też z łatwością wskazać kilka przyczyn, dla których Kościół i świat ogromnie ucierpiały z powodu porzucenia przez katolickich pasterzy niezmiennej prawdy:

– Porzucając katolicką prawdę,  wiele dusz utraciło łaski, które w przeciwnym razie by otrzymały

– Zamiast systematyzować swój intelekt i wolę w oparciu o Bożą prawdę, większość współczesnych katolików przyzwyczaiła się do akceptowania niedorzecznych sprzeczności

– Wynikający z tego nawyk akceptowania niedorzeczności i sprzeczności kaleczy intelekt i wolę wielu dusz, które powinny być największymi promotorami prawdy

– W różnych dziedzinach, zwłaszcza w katolickim systemie edukacji, zdeformowani katolicy zanieczyszczają intelekt i wolę niekatolików, którzy w przeciwnym razie mogliby skorzystać z przykładu prawidłowo uformowanych katolików

Patrząc z tej perspektywy, zrozumiałe jest, że Bóg dozwala  Kościołowi i światu ponosić zgubne konsekwencje bezczelnego porzucenia Jego prawdy.

Jest na to rada: musimy bezwzględnie powrócić do Bożej prawdy. Wracając do analogii matematycznej, nie naprawimy obecnej sytuacji błagając władze o pozwolenie na to, aby wyraziła zgodę na 2+2= wszystko, łącznie z 4. Nie. Musimy nalegać z miłosierdziem w sercu, że 2+2=4 i nic więcej.

Chociaż możemy zrozumieć emocjonalny urok szukania rozwiązań kompromisowych, to jednak doszliśmy do punktu, w którym szatan wykorzysta je wszystkie na swoją korzyść. Niezależnie od tego, czy mają dobre intencje, czy są „kontrolowaną opozycją”, ci, którzy opowiadają się za stopniowym powrotem do prawdy, są jak  ratownicy, którzy wyprowadzają dzieci z jednej płonącej klasy do innej płonącej klasy. Są gorzej niż bezużyteczni, ponieważ te biedne dusze mogły znaleźć prawdę, gdyby nie zostały wykolejone przez fałszywe rozwiązania.

Musimy rozpoznać szaleństwo i pomóc innym zrobić to samo. Ale kiedy już rozpoznamy szaleństwo, nie będzie zbyt wielu korzyści z samego wpatrywania się w ciemność. Bóg dopuszcza to diabelskie szaleństwo, abyśmy zrozumieli, że musimy powrócić się do Niego jako święci. Jeśli  duszące nas szaleństwo nie zaalarmuje nas o potrzebie oddania wszystkiego, co mamy, naszemu Stwórcy i Odkupicielowi, to co wtedy się stanie? 

Nie ma większego znaczenia to,  co naszym zdaniem stanie się w ciągu najbliższych kilku miesięcy czy lat. Szatan wzywa swoich żołnierzy do walki i Bóg wzywa swoich żołnierzy do walki. Ci, którzy próbują to przesiedzieć w domu lub pójść na kompromis z szaleńcami, w rzeczywistości dobrowolnie stają się pożytecznymi idiotami szatana i to nie skończy się dla nich dobrze. Ci z nas, którzy wiedzą, że świat jest prawie całkowicie pochłonięty przez diabelskie szaleństwo, muszą zachowywać się tak, jakby Bóg dawał nam ostatnią szansę na powrócenie  do Niego jako święci. Co w tym momencie mamy do stracenia?

Niepokalane Serce Maryi, módl się za nami!

Robert Morrison

Tłum. Sławomir Soja

Źródło: The Remnant (August 31, 2022) – „From Vatican II to Pregnant Men: Bounding Down the Path of Diabolical Insanity”

„Politpoprawna istota” zdetronizowała Chrystusa Króla. Szwajcarski ksiądz przepowiada losy Kościoła demokratycznego

 

„Politpoprawna istota” zdetronizowała Chrystusa Króla. Szwajcarski ksiądz przepowiada losy Kościoła demokratycznego  

(fot. prtscr/youtube/ tagesschau )

„Ideologia” niemieckiej Drogi Synodalnej to podążanie za modnymi nurtami światopoglądowymi, zamiast za Ewangelią i Objawieniem Bożym, uważa były wikariusz generalny szwajcarskiej diecezji Chur. (…) – Większość biskupów, składa hołd nowemu kultowi politycznie poprawnej istoty, która zdetronizowała Chrystusa Króla – komentował w mocnych słowach duchowny.

W rozmowie z niemieckim serwisem informacyjnym „Die Welt” ks. Martin Grichting, były wikariusz generalny położonej w Szwajcarii Diecezji Chur, wskazał na powszechne odejście Kościoła w Niemczech od magisterium, wyrażone w działaniu i heretyckich uchwałach „Drogi Synodalnej”.

Duchowny podkreślił, że choć nie zostało to wprost wyrażone w żadnej deklaracji, to kołem zamachowym niemieckiego procesu synodalnego jest swoista „ideologia”. Zakłada ona, że „to już nie Bóg objawiający się, a tym samym Ewangelia, a także tradycja kościelna są wyznacznikiem dla Kościoła, a postchrześcijański światopogląd”. – Demokracja i postulat równości politycznej stały się nową podręczną „Ewangelią” Kościoła – kontynuował rozmówca zaodrzańskiego medium.


W opinii szwajcarskiego kapłana, przewodniczący Kościoła w Niemczech postrzegają wspólnotę wierzących jako jedno z wielu zwyczajnych zrzeszeń ludzkich i chcą przymusić ją do przyjmowania takich samych zasad działania, jakim kierują się współczesne wspólnoty polityczne. Ks. Martin Grichting przypomniał, że w ten sposób pasterze zapominają o Boskim rodowodzie i misji Kościoła, tak samo jak Izraelici, którzy „mówili wyzywająco prorokowi Samuelowi My także chcemy być jak wszystkie inne narody (1 SM 8) ”.

Kapłan zapowiadał, że przeprojektowany na wzór demokratycznego stowarzyszenia Kościół porzuci wierność świętej tradycji i Objawieniu. Nawiązując do wielkiego konserwatywnego myśliciela XIX wieku- Alexisa de Tocqueville, duchowny wskazał, że demokracje potrafią uczyć się jedynie z własnych bieżących doświadczeń. Z tego powodu rządzona większościowymi wyrokami wspólnota wierzących starci swoją autentyczność i będzie czerpać jedynie z modnych tendencji intelektualnych „ponowoczesności”.

Źródło: de. catholicnewsagency.com  

FA

Globalisci ujawniają swój plan:NWO,Wielki Reset,preparaty genetyczne,głód i depopulacja

 

7 - Look Who's Talking - OurTube

Todd Callender - Rola szpitali, "szczepionek" i systemu 5G w trwającym ludobójstwie

 Todd Callender - Rola szpitali, "szczepionek" i systemu 5G w trwającym ludobójstwie (napisy PL)

Kratiuk mocno o rewolucji, która pożera papieża i kapłanach udających, że piekła nie ma

 

Kratiuk mocno o rewolucji, która pożera papieża i kapłanach udających, że piekła nie ma

O Darii Duginej i papieżu Franciszku, a także o fałszywych „prorokach”, którzy głoszą, że piekła nie ma, mówił w programie „Ja, Katolik” redaktor naczelny PCh24.pl, Krystian Kratiuk.

Red. Kratiuk rozpoczął od głośnych słów papieża Franciszka, który ubolewał nad śmiercią Darii Duginy, córki ideologa rosyjskiego imperializmu, Aleksandra Dugina. Wskazał na medialne reakcje na tę wypowiedź, zatrzymując się zwłaszcza nad nagłówkiem artykułu opublikowanego na portalu Gazeta.pl. Papież został tam określony mianem „pożytecznego idioty”.

Wiem, że wyrażenie pożyteczny idiota jest używane nijako w cudzysłowie, ale jednak wyzywanie papieży od idiotów nie miało w polskich albo polskojęzycznych mediów, czegokolwiek by ci papieże nie zrobili i nie powiedzieli. Ten nagłówek jest moim zdaniem przełomowy, po pierwsze dla oceny papieża przez lewicę, a po drugie wejścia w nową fazę rewolucji antychrześcijańskiej – powiedział prowadzący programu „Ja, Katolik”.

Rewolucja zjada własne dzieci. […] Papież Franciszek był uznawany przez lewicę za jej duchowego przywódcę. Nie bez powodu był uznawany za człowieka roku pism, które na przykład promowały homoseksualizm albo były przez homoseksualistów redagowane. Polska lewica była zachwycona papieżem Franciszkiem przez długie lata jego pontyfikatu. […] Oni wiedzieli, że idee, które wprowadza papież Franciszek do Kościoła, mogą Kościołowi w Polsce po prostu zaszkodzić, mogą sprzyjać laicyzacji, mogą sprzyjać utracie wiary przez dziesiątki ludzi – stwierdził.

Został jednak wykorzystany i nazwany pożytecznym idiotą. Red. Kratiuk wskazał, że ten sam los czeka wszystkich kapłanów, którzy szukają nadziei na odbudowę Kościoła w świecie i z tym światem się układają, tak, jak miało to miejsce w przypadku ks. Wojciecha Lemańskiego. Jego „Gazeta Wyborcza” wykorzystywała do ataków na abp. Henryka Hosera, a potem odrzuciła i zapomniała.

W drugiej części programu red. Kratiuk przeszedł do kwestii piekła. Nawiązał do głośnego nagrania homilii ks. Dominika Chmielewskiego, w której padły słowa, jakoby dzisiaj „większość ludzi” szła do piekła. Homilia ta została bardzo ostro zaatakowana przez liberalnych dziennikarzy i uznana za „straszenie piekłem”. Red. Kratiuk wskazał, że nawet jeżeli rzeczywiście nie wiemy, ile ludzi idzie do piekła, czy jest to większość czy mniejszość, to nie można jednak określić homilii ks. Chmielewskiego jako „straszenie.

– Nikt nie chce nikogo straszyć. […] Ostrzeganie jednak przed piekłem, ostrzeganie przed konsekwencjami złych uczynków, jest jak najbardziej na miejscu – podkreślił.

Zasugerował, że to raczej ci kapłani, którzy sugerują, jakoby piekła nie było lub na pewno było puste, powinni doczekać się jakiegoś komunikatu KEP albo stać się przedmiotem powszechnej krytyki, a nie ci, którzy o istnieniu piekła przypominają. Powołując się na nauczanie Pisma Świętego red. Krystian Kratiuk wskazał, że ci, którzy negują istnienie piekła lub naciskają, by o nim nie mówić, sprowadzając ludzi na manowce sami mogą do tego piekła trafić.

Zachęcił do lektury tekstu „Dlaczego warto „straszyć piekłem”? o. r. Romana Laby OSPEE na PCh24.pl, gdzie bardzo jasno wyjaśniona została nauka Kościoła katolickiego na temat piekła i kary Bożej. Tekst jest dostępny tutaj.

Więcej w nagraniu.

Dlaczego Franciszek boi się głosu kardynałów? „Boi się o swoją władzę”, uważa prof. Roberto de Mattei

Dlaczego Franciszek boi się głosu kardynałów? „Boi się o swoją władzę”, uważa prof. Roberto de Mattei

(fot. PAP)

W Kościele katolickim za pontyfikatu Franciszka brakuje „ducha wiary”, który zastępuje polityczność. Pokazał to dobrze ostatni konsystorz, na którym kardynałom nie pozwolono na swobodne wypowiadanie się. Papież obawia się ich głosu, bo ten mógłby zagrozić jego władzy. Tymczasem tylko prawda może pomóc Kościołowi.

Prof. Roberto de Mattei jest włoskim historykiem Kościoła. W artykule opublikowanym na łamach „Corrispondenza Romana” zajął się ostatnim konsystorzem. Według uczonego spotkanie kardynałów to klasyczna „zmarnowana okazja”.

Historyk zauważył, że ludzie rządzący dziś w Watykanie zdają się zapominać o pewnej fundamentalnej kwestii: o istnieniu relacji łączącej łaskę i naturę. Relacja ta jest analogiczna do tej, która łączy wiarę i rozum.


Natura winna zostać podporządkowana łasce, choć jest warunkiem jej przyjęcia. Podobnie rozum musi być podporządkowany wierze, choć jest zarazem jej warunkiem.

Gdy w Kościele mówi się o prymacie wiary nad rozumiem oraz łaski nad naturą, to oznacza to, że nie rezygnując z niezbędnej roli rozumu i natury – patrzymy jednak na wszystko oczami wiary, a z łaską wiążemy ogromne oczekiwania. Tym właśnie jest „duch wiary” czy „duch nadprzyrodzony” w Kościele.

Dziś – jego zdaniem – brakuje „ducha wiary” wśród ludu chrześcijańskiego, zaczynając od jego przywódców kościelnych, którzy wolą patrzeć na rzeczywistość w sposób „polityczny”, czyli wyłącznie przez pryzmat rozumu. Chcą ją kształtować bez uciekania się do decydującego działania łaski.

Profesor zauważa, że chociaż papież Franciszek wielokrotnie podkreślał, że prawdziwymi reformatorami Kościoła są święci, to w praktyce jego podejście do wielkich spraw świata wydaje się być „zawsze polityczne, a więc światowe”. To antyteza podejścia nadprzyrodzonego i poruszanego duchem wiary.

Według włoskiego historyka „polityczne” podejście zdominowało także ostatni konsystorz z udziałem około 180 kardynałów. W jego opinii wydarzenie było „wielką straconą okazją do zajęcia się poważnymi problemami trapiącymi dziś Kościół”.

Konsystorz skoncentrowano na sprawie reformy Kurii Rzymskiej, którą wprowadziła nowa konstytucja apostolska Praedicate Evangelium. Rzecz jednak w tym, że papież „uniemożliwił kardynałom wypowiadanie się na wspólnej sesji w tej i innych kwestiach”.

Kardynałowie, którzy zgodnie z Kodeksem Prawa Kanonicznego (kan. 349-359) są „pierwszymi doradcami” papieża, już przynajmniej od siedmiu lat nie mogą wyrażać swoich opinii ani swobodnie dyskutować na ważne tematy.

Mimo to purpuraci liczyli, że może tym razem coś się zmieni. Tymczasem papież nakazał… podzielić uczestników na grupy językowe, „uniemożliwiając szczery i bezpośredni dialog, który ostatnio raz miał miejsce w lutym 2014 roku” – pisze profesor, powołując się na stanowisko kard. Waltera Brandmüllera zamieszczone na stronie watykanisty Sandro Magistra. Kardynał chciał je przedstawić na konsystorzu, ale mu to uniemożliwiono. Portal PCh24.pl informował o tym TUTAJ.

Sędziwy już purpurat podkreślił w swoim niewygłoszonym przemówieniu rolę, jaką mają do spełnienia kardynałowie, będący pomocnikami papieża w zarządzaniu Kościołem. W szczególności szło mu o ich misję związaną ze szczerym i otwartym wyrażaniem opinii, szczerą dyskusją na temat prawd wiary i moralności. Duchowny ubolewał, że doświadczenia ostatnich lat są zupełnie inne i na konsystorzach – zwoływanych prawie wyłącznie dla kanonizacji czy beatyfikacji – rozdawano formularze z prośbą o czas na wystąpienie. Uniemożliwiano jednak debatę, swobodną wymianę głosów na różne tematy. Po prostu nie było „braterskiego dialogu z kardynałami, którzy są zobowiązani do wytrwałej współpracy z Biskupem Rzymu” (kanon 356).

Hierarcha wskazał na ewenement w historii Kościoła, jakim była rezygnacja Benedykta XVI z papiestwa z powodów osobistych, bez wcześniejszego porozumienia z kardynałami. Przypomniał, że gdy abdykować zamierzał Celestyn V, najpierw omówił to szeroko z elektorami.

Kard. Brandmüller ubolewał również z powodu wzrostu liczby kardynałów elektorów z 70 do 120. To wiąże się z ich wyborem z odległych od Rzymu krajów i brakiem doświadczenia w sprawach zarządzania Kościołem powszechnym. Trudno wówczas liczyć na ich kompetentne postępowanie na konklawe; według purpurata taki dobrani kardynałowie będą mogli być rozgrywani przez sprawne koterie forsujące swoich kandydatów, posługując się nawet symonią.

Zdaniem prof. Roberta de Mattei, słowa sędziwego purpurata powinny skłonić do refleksji całe Kolegium Kardynałów. Uczony ocenił, że uniemożliwienie swobodnej dyskusji podczas konsystorza wynika z obaw Franciszka o swoją władzę. „Odmowa papieża Franciszka dopuszczenia kardynałów do głosu wynika z politycznej i światowej perspektywy jego pontyfikatu. Boi się, że swobodna i otwarta dyskusja mogłaby osłabić sprawowanie jego władzy, nie zdając sobie sprawy, że prawda nigdy nie może zaszkodzić Kościołowi ani podległym mu duszom. Duch wiary, przeciwny duchowi polityki, polega właśnie na szukaniu we wszystkim tego, co najwyższe i najwznioślejsze, tego, co najbardziej odpowiada chwale Bożej i dobru dusz, zawsze przestrzegając nakazów Ewangelii” – podkreślił włoski komentator.
Profesor zauważył, że papież – przyjmując „ducha wiary” – musiałby przestać koncentrować się na sprawach klimatu czy imigracji, a zająć się kwestiami ostatecznymi: śmiercią i sądem, niebem i piekłem, Opatrznością Bożą…

Musiałby potępić publiczne grzechy związane ze wsparciem aborcji czy LGBT, które świat uważa za „osiągnięcia obywatelskie”. Musiałby mówić o świętości, a nie o synodalności, ponieważ to „od świętości, a nie od mechanizmów politycznych musi zacząć się konieczna reforma w Kościele: reforma ludzi, którzy go tworzą, a nie jego boskiej i niezmiennej konstytucji”.

Uniemożliwienie kardynałom wypowiadania się w sprawach najistotniejszych problemów trapiących Kościół profesor de Mattei postrzega jako „największą karę, jaką Nasz Pan może wymierzyć swojemu Kościołowi”.

Źródło: corrispondenzaromana.it

AS

 

Kardynał Brandmüller chciał przemówić na konsystorzu. Nie pozwolono mu. Miał konkretną propozycję

 

Kardynał Brandmüller chciał przemówić na konsystorzu. Nie pozwolono mu. Miał konkretną propozycję

(fot. Kard. Walter Brandmüller. FOT.: KATH.NET - Katholische Internetzeitung/YouTube)

Kardynał Walter Brandmüller zdecydowanie skrytykował obecną formę konsystorzy. Purpurat chciał wygłosić na ostatnim z nich przemówienie, na co mu jednak nie pozwolono. Opublikował jego treść na blogu watykanisty Sandro Magistra, Settimo Cielo.

Na zakończonym właśnie konsystorzu kardynałowie nie mieli możliwości nie tylko swobodnego zabierania głosu, ale ograniczona została nawet dyskusja pomiędzy nimi samymi. Papież podzielił kardynałów na grupy językowe, w ten sposób uniemożliwiając im pełną interakcję, pisze Sandro Magister.

Kardynał Walter Brandmüller, 93-letni historyk Kościoła, chciał wypowiedzieć na konsystorzu kilka uwag na temat relacji kardynałów z papieżem oraz zadań, jakie przyświecają Kolegium Kardynalskiemu. Nie pozwolono mu jednak na to, bo nie przewidywała tego przyjęta forma konsystorza. Dlatego opublikował treść niewygłoszonego wystąpienia na blogu Sandro Magistra.


Jak przypomniał, Kodeks Prawa Kanonicznego wskazuje, że zadaniem kardynałów jest wspieranie papieża, jak mówi paragraf 349: „Ponadto kardynałowie są do dyspozycji Papieża, czy to działając kolegialnie, gdy są zwoływani razem dla rozważenia ważniejszych spraw, czy też pojedynczo, mianowicie przez wykonywanie różnych urzędów, świadcząc pomoc Biskupowi Rzymskiemu, zwłaszcza w codziennej trosce o Kościół powszechny”. Jak dodaje z kolei kanon 353, wspierają papieża zwłaszcza poprzez kolegialne działanie w ramach konsystorza.

Według purpurata w dawnych czasach funkcja kardynałów wyrażała się przede wszystkim poprzez ich obowiązek otwartego wyrażania poglądów, swoistej szczerości, do której zresztą namawia również papież Franciszek, wzywając do parresia – otwartości w mówieniu.

Zdaniem kardynała Brandmüllera obecnie jednak ta zasada szczerości została zastąpiona przez „dziwne milczenie”. Na konsystorzach, które były zwoływane, nie sposób było zabrać głosu w sposób uporządkowany. „Nigdy nie było debaty, wymiany argumentów na jakiś temat” – wskazał. „Mówiąc krótko przez ostatnie osiem lat konsystorze kończyły się bez jakiejkolwiek formy dialogu” – dodał.

Purpurat skrytykował też postępowanie Benedykta XVI. Jak napisał, gdy Celestyn V w 1294 chciał zrezygnować z papiestwa, zrobił to po bardzo intensywnych rozmowach ze swoimi elektorami. Benedykt XVI tymczasem ogłosił abdykację nie mówiąc wcześniej niczego kardynałom, którzy go wybrali.

Kardynał zauważył ponadto, że od czasów Pawła VI Kolegium Kardynalskie mocno się rozrosło, a efektem tego jest fakt odznaczania purpurą kardynalską osób bez żadnego doświadczenia w Kurii Rzymskiej, co wiąże się też z nieznajomością problemów dotyczących zarządzania Kościołem powszechnym.

„To wszystko ma poważne konsekwencje w chwili, w której kardynałowie z peryferii zostają wezwani do wyboru nowego papieża. Wielu jeżeli nie większość elektorów nie zna się nawzajem. […] Jest oczywiste, że ta sytuacja ułatwia działanie grupom czy środowiskom kardynałów na rzecz faworyzowania jednego z ich kandydatów. Nie można tu wykluczyć niebezpieczeństwa symonii w jej różnych formach” – zaznaczył.

Według Brandmüllera należałoby w efekcie ograniczyć grupę kardynałów-elektorów na konklawe do tych tylko, którzy rezydują w Rzymie.  

Kardynał Brandmüller jest jednym z sygnatariuszy słynnych dubiów do papieża Franciszka w sprawie Amoris laetitia, na które papież jednak nigdy nie odpowiedział. 

Źródło: http://magister.blogautore.espresso.repubblica.it

Pach

8 Września - Narodzenie Najświętszej Maryi Panny: Opowieść o

  8 Września - Narodzenie Najświętszej Maryi Panny: Opowieść o