Podwyższenia
Krzyża Świętego to święto obchodzone zarówno w kościele zachodnim jak i
wschodnim, związane z tradycją odnalezienia relikwii krzyża, na którym
umarł Jezus Chrystus. Jest on dla chrześcijan największą relikwią.
Nabożeństwa ku jego czci sięgają początków chrześcijaństwa
Przed
reformą liturgii wrześniowe święto poświęcone było wspomnieniu
„podwyższenia” Krzyża, zaś 3 maja cały Kościół czcił pamiątkę jego
„znalezienia” (Znalezienie Krzyża Świętego). Papież św. Jan XXIII zniósł
święto krzyża Chrystusowego obchodzone 3 maja jako niepotrzebne
powtórzenie, a odnowiony kalendarz rzymski jako święto Podwyższenia
Krzyża przyjął dzień 14 września.
W tych
kościołach obrządku wschodniego, w których nadal w użyciu jest kalendarz
juliański, święto to obchodzone jest 14 września według kalendarza
juliańskiego, co według kalendarza gregoriańskiego wypada 27 września.
Znalezienie Krzyża Pańskiego
Tradycja
przypisuje odnalezienie Krzyża św. Helenie, matce cesarza Konstantyna I
Wielkiego, w 326 roku. Relikwie zostały złożone w bazylice Grobu
Świętego w Jerozolimie. Od tamtej pory były uroczyście czczone przez
wiernych przybywających z całego świata chrześcijańskiego. Okres ten
zakończyło zdobycie Jerozolimy 20 maja 614 roku przez króla perskiego
Chosrowa II Parwiza. Persowie zburzyli świątynię a relikwie Krzyża
zabrali z Jerozolimy.
W 628 roku
cesarz bizantyjski Herakliusz pokonał Persów i odzyskał święte relikwie.
Cesarz sam wniósł je uroczyście do Jerozolimy wchodząc do miasta przez
Bramę Złotą. Jak mówi legenda, cesarz niosąc Krzyż ubrany był w
drogocenne szaty i nie mógł udźwignąć Krzyża aby wejść do miasta.
Dopiero kiedy za poradą biskupa Jerozolimy Zachariasza zdjął bogaty
strój, idąc boso wniósł Krzyż aż do odbudowywanej po zniszczeniu
Bazyliki.
Największą
część drzewa Krzyża świętego posiada obecnie kościół św. Guduli w
Brukseli. Bazylika św. Piotra w Rzymie przechowuje część relikwii, którą
cesarze bizantyjscy nosili na piersi w czasie największych
uroczystości. W skarbcu katedry paryskiej jest cząstka Krzyża świętego,
podarowana przez polską królową Annę Gonzagę, którą miała otrzymać od
króla Jana Kazimierza. Największą część Krzyża świętego w Polsce
posiadał kościół dominikanów w Lublinie (zostały one skradzione w roku
1991, chociaż nadal w kościele tym znajdują się dwa inne relikwiarze
Krzyża świętego). Stosunkowo dużą część Krzyża świętego posiada kościół
św. Krzyża na Łysej Górze pod Kielcami. Miał ją podarować benedyktynom
św. Emeryk (+ 1031), syn św. Stefana, króla Węgier (+ 1038). Od tej
relikwii i klasztoru pochodzi nazwa „Góry Świętokrzyskie”. Wreszcie dość
znaczna relikwia Krzyża świętego znajduje się w bazylice Krzyża
Świętego w Rzymie.
Ku czci
Krzyża Świętego wzniesiono mnóstwo kościołów. W samej Polsce jest ich
ponad 100. Istnieje również kilka rodzin zakonnych – męskich i żeńskich –
pod nazwą Świętego Krzyża. Wśród nich najliczniejsze to Zgromadzenie
Św. Krzyża, założone w 1837 r., a zatwierdzone przez Rzym w 1855 r.
Czciciele Krzyża Świętego
Na czele czcicieli Krzyża stoi św. Paweł Apostoł. Szczególnym nabożeństwem do Krzyża wyróżniała się św. Helena,
cesarzowa. Jednak na wielką skalę kult Krzyża zapoczątkowało
średniowiecze, kiedy to bardzo żywo i powszechnie rozwinął się kult męki
Pańskiej. Wśród świętych wyróżnili się tym nabożeństwem: św. Bernard z Clairvaux (+ 1153), św. Franciszek z Asyżu (+ 1226), św. Bonawentura (+ 1274), św. Filip Benicjusz (+ 1285), a w latach późniejszych bł. Władysław z Gielniowa (+ 1505), św. Piotr z Alkantary (+ 1562), św. Jan od Krzyża (+ 1591) i św. Paweł od Krzyża (+ 1775). W nagrodę za serdeczne nabożeństwo do swojej męki Jezus obdarzył wielu świętych darem stygmatów. Dzieje Kościoła znają aż 330 podobnych wypadków. Pierwszy stwierdzony historycznie fakt stygmatów spotykamy u św. Franciszka z Asyżu. W ostatnich czasach mówiło się głośno o stygmatykach: Teresie Neumann z Konnersreuth (+ 1962) i o św. o. Pio (+ 1968).
Nowenna do św. O. Pio
DZIEŃ PIERWSZY
Święty
Ojcze Pio, z przekonaniem uczyłeś, że Opatrzność Boża «mieszając radość
ze łzami w życiu ludzi i całych narodów prowadzi do osiągnięcia
ostatecznego celu; że za widoczną ręką człowieka jest zawsze ukryta ręka
Boga», wstawiaj się za mną, bym w mojej trudnej sprawie…, którą
przedstawiam Bogu, przyjął z wiarą Jego wolę. Ojcze nasz… Zdrowaś Maryjo … Chwała Ojcu…
W dniach od 13 do 21 września w Sanktuarium
Krzyża Świętego w Krakowie-Mogile będziemy przeżywać coroczny Odpust ku
czci Podwyższenia Krzyża Świętego.
Zapraszamy na uroczystą Mszę Św. w główny dzień odpustu, tj. w niedzielę 18 września o godz. 11.00.
Transmisję Mszy Św. przeprowadzi: Radio Pallotti FM, Telewizja Pallotti
TV, Katolickie Radio Podlasie oraz Internetowa Telewizja Diecezji
Siedleckiej FARO.TV.
W pozostałe dni tygodnia odpustowego główne Msze Św. z kazaniami dla
pielgrzymów będą sprawowane o godz. 12.00 i 18.00 z procesją
eucharystyczną.
W piątek, 16 września, o godz. 12.00 odbywa się tradycyjna
pielgrzymka chorych i niepełnosprawnych CARITAS Archidiecezji
Krakowskiej (transmisję Mszy Św. przeprowadzi Radio Pallotti FM oraz
Telewizja Pallotti TV.)
Historia Kościoła dostarczyła wielu przykładów świątobliwych
matek, których wiara i gorliwa modlitwa przyczyniły się do nawrócenia
„marnotrawnych synów”. Wśród przekazów obrazujących tę zasadę znajdziemy
i takie, które pokazują, że powodowana wiarą w Boga matczyna miłość
rodzi owoce, które smakować może już nie tylko dziedzic, ale też rzesze
wyznawców Chrystusa. Z taką sytuacją spotykamy się, studiując żywot św.
Heleny, matki cesarza Konstantyna I Wielkiego, która – według relacji
różnych podań – przyczyniła się do odnalezienia Drzewa Świętego, na
którym zawisło nasze Zbawienie.
W syryjskim tekście legendy o Judzie Kyriaku, nawróconym na
chrześcijaństwo żydzie, czytamy o wizji Konstantyna, jaką ten otrzymał w
ostatnią noc przed wielką bitwą. Na widok licznie zgromadzonego wojska
barbarzyńców nad rzeką Dunaj cesarz zaczął odczuwać lęk. Wówczas ujrzał
wyraźnie cudowne światło, które rozbłysło nad nim w kształcie krzyża, a
litery ułożone przez gwiazdy oznajmiły mu: „w tym (znaku) zwyciężysz”.
Poruszony tym obrazem, kazał sporządzić coś na kształt tego, co
zobaczył, a następnie rozkazał nieść to przed sobą podczas boju, który
zakończył się dla niego zwycięstwem.
Następnie – jak czytamy w tzw. tekście Petersburskim syryjskiej wersji legendy – po
kilku dniach, kazał przywołać kapłanów rzekomych bóstw. Pokazał im
znak, który mu się objawił i zapytał ich: „Do którego z bóstw należy ten
znak?” Odrzekli mu: „Nie jest to znak ziemskich bóstw, które czcimy,
lecz potężny Znak Boga niebios. Kiedy bowiem ten znak przechodził,
wszystkie bóstwa naszych świątyń padały i rozbijały się, a ich świątynie
rozpadały się”. W tym samym czasie przyszli do cesarza chrześcijanie,
których słudzy przedstawili mu jako Nazarejczyków, i powiedzieli mu:
„Panie, racz nas wysłuchać! To zwycięstwo, jakie zapowiedziano ci z
nieba, (pochodzi) od Jezusa Chrystusa, Syna Bożego, żyjącego w
wieczności. Kiedy On widział, że rodzaj ludzki ginie, nie wzgardził nim,
lecz zstąpił jako jedyny Bóg, aby dać życie i odkupić swoje stworzenie.
On to dobrowolnie podjął cierpienie i przez swe ukrzyżowanie sprowadził
nas do Boga”. Kiedy cesarz Konstantyn usłyszał te słowa, wysłał
poselstwo do świętego Euzebiusza, biskupa Rzymu. A gdy już został przez
niego pouczony i stał się prawdziwie wierzącym, wtedy przyjął chrzest
wraz ze swą matką i wielką liczbą dworzan. Następnie z wielką radością i
mocą wyznanej wiary posłał swą matkę na Wschód, aby odszukała Krzyż
Chrystusa i odbudowała Jerozolimę.
Legenda o Judzie Kyriaku to jedna z trzech wersji legendy o
znalezieniu Krzyża Świętego. Opowiada o przybyciu cesarzowej Heleny do
Jerozolimy w poszukiwaniu Krzyża Jezusowego. Z rozkazu matki Konstantyna
pięciuset uczonych w Piśmie stanęło przed cesarzową, która zaczęła ich
pouczać tymi słowami:
„Zaiste nierozumni jesteście, synowie Izraela, jak mówi Pismo
(por. Ps 14,1; 53,1), bo postępujecie w ślepocie waszych przodków, tych
morderców, którzy twierdzili, że Chrystus nie jest Bogiem. Czytacie
Prawo i Proroków, ale nie rozumiecie”. Oni odrzekli: „Czytamy i
rozumiemy. Co znaczą twoje słowa skierowane do nas, o Pani?” Mów do nas
jaśniej i daj nam poznać, abyśmy również mogli odpowiedzieć twemu
majestatowi według naszych możliwości”. Odrzekła im: „Idźcie i
wybierzcie ludzi, którzy są najlepszymi znawcami Prawa”. Po odejściu
mówili oni między sobą: „Dlaczego cesarzowa nałożyła na nas tak wielkie
zadanie?”
Gdy tak zaskoczeni intencją Heleny dysputowali, jeden z nich
(Juda) stwierdził, że szuka ona drzewa Krzyża. Wtedy żydzi posłali go do
cesarzowej, on jednak nie umiał wskazać miejsca, gdzie pogrzebano
zostało drzewo Krzyża. Za to rodzicielka cesarza wrzuciła Judę do studni
na siedem dni. Wtedy to bowiem nieszczęśnik zdecydował się spełnić wolę
Heleny: udał się na Golgotę i prosił Boga, by wskazał mu miejsce, gdzie
ukryty został poszukiwany skarb. Bóg odpowiedział na modlitwę i objawił
wołającemu o pomoc miejsce, w którym znalezione zostały trzy krzyże.
Prawdziwy rozpoznano po cudzie wskrzeszenia, jaki stał się za jego
przyczyną. Po tym wydarzeniu Juda się nawrócił, przyjął chrzest i nawet
został biskupem Jerozolimy. Czyniąc zadość woli Heleny Juda Kyriakos,
czyli przynależący do Chrystusa, odnalazł też gwoździe, którymi przebite
były niegdyś dłonie Syna Bożego. Cesarzowa natomiast zbudowała w
miejscu odnalezienia drzewa Krzyża kościół. Gdy się to wszystko
spełniło, Helena rozkazała wypędzić żydów z Jerozolimy i Judei, a dzień
odnalezienia Krzyża świętować co roku.
Zainteresowanie legendą o odnalezieni Krzyża przez cesarzową
Helenę wzrosło, gdy światło dzienne ujrzał jej przekład łaciński (1889
r.), zapisał ją po grecku Gelazjusz, biskup Cezarei Palestyńskiej (ok.
390 r.) Również publikacja zawartej w rękopisach syryjskich wersji,
stanowiącej lokalną adaptację legendy o Helenie, przyczyniła się do
wzrostu zainteresowania wątkiem cesarzowej w odnalezieniu drzewa Krzyża.
Współcześnie dyskurs wokół tej problematyki wiąże znalezienie relikwii z
budową bazyliki Konstantyna na Golgocie. Nie rozstrzygnięty pozostaje
udział Cesarzowej w tym wydarzeniu. Niektórzy badacze twierdzą, że
legenda należy do liturgii jerozolimskiej i była czytana w święto
Znalezienia Krzyża (13 września). Inni, że dopiero w 2. Poł. IV wieku
połączono fakt odnalezienia Krzyża z imieniem cesarzowej Heleny, a
twórcą legendy był żyjący w IV w. Cyryl, patriarcha Jerozolimy.
Niezależnie od sygnalizowanych powyżej wątpliwości warto zwrócić
uwagę na osobę św. Heleny, którą św. Ambroży nazwał „Wielką Panią”, a
Paulin z Noli, biskup i poeta, wychwalał za jej wielką wiarę. Matkę
Konstantyna cechowało niezwykle miłe usposobienie. Za wszelkie okazane
synowi dobro ten wynagrodził ją w stosownym czasie tytułem Cesarzowej,
która miała realny wpływ na to, co dzieje się w państwie, gdyż
Konstantyn bardzo liczył się z jej zdaniem. W otoczeniu władcy
przebywało wielu chrześcijan, jako że wyznawcy Chrystusa stanowili w tym
czasie wcale niemałą grupę poddanych. Pod ich wpływem przyszła Święta
Kościoła katolickiego i prawosławnego przyjęła chrzest (ok. 311-315).
Pragnienie czynienia dobrych uczynków Cesarzowa spełniała, włączając się
– jak to byśmy dzisiaj powiedzieli – w dzieła charytatywne. I tak,
rozdawała jałmużnę ubogim, uwalniała więźniów, pomagała banitom w
powrocie do ojczyzny. Stosunek matki Konstantyna do bliźnich wyrażają
upamiętniające jej czyny ówczesne monety, na których Helena
przedstawiona jest jako uosobienie miłosierdzia, przygarniająca do
siebie sieroty. W dokumentach pisano o niej: piissima (najpobożniejsza),
venerabilis (czcigodna) czy też clementissima (najłaskawsza).
Trudno dzisiaj dokładnie oszacować wpływ św. Heleny na
zarządzenia państwowe wychodzące z cesarskiej kancelarii, podejrzewać
jednak należy, że był on wcale niemały. I choć cesarz Konstantyn
odwlekał przyjęcie Chrztu świętego do ostatnich dni swojego życia (337
r.), to stanowione przez niego prawo wychodziło naprzeciw potrzebom
wyznawców Chrystusa, by wspomnieć tylko o wydanym w 313 r. edykcie
mediolańskim, dającym swobodę wyznania chrześcijan, zakazie wykonywania
kary śmierci przez ukrzyżowanie, ustanowieniu niedzieli jako dnia
świątecznego, wolnego od pracy dla wiernych Kościoła, zwolnieniu
kapłanów chrześcijańskich z podatków i służby wojskowej, zatwierdzeniu
nowego prawa małżeńskiego, które ograniczało możliwość rozwodu,
wprowadzało karę śmierci dla cudzołożników, zakazywało trzymania
konkubin, jak też otaczało opieką sieroty i wdowy. Pozostałe
rozporządzenia zabraniały też znęcania się nad niewolnikami czy
organizowania walk gladiatorów, natomiast sądownictwo chrześcijan, nawet
w sprawach czysto świeckich, oddano w ręce biskupów.
Helena zmarła przy boku syna w Nikomedii między 327 a 330 r., w
wieku około osiemdziesięciu lat. Na ostatniej drodze oddano należne
Cesarzowej honory. Jej szczątki przewieziono do Rzymu, a następnie
umieszczono w pięknym sarkofagu w mauzoleum przy via Lavicana. Od chwili
śmierci rozwijał się kult Cesarzowej, którą Euzebiusz z Cezarei,
kanclerz na dworze cesarskim, nazwał „godną wiecznej pamięci” W
martyrologium rzymskim napisano, że Kościół obchodzi uroczystość
„świętej Heleny, matki bogobojnego Konstantyna Wielkiego, który pierwszy
dał wszystkim władcom wspaniały przykład, jak należy bronić Kościoła i
jak go rozszerzać”. Historia dwojga władców Imperium Romanum pokazuje,
że matczyna miłość i synowskie oddanie staje się motorem napędowym
dziejów, gdy nad tak niezwykłą relacją świeci Słońce Sprawiedliwości,
jakim jest Chrystus. Być może na ten osobliwy układ wpływ wywarło Słowo
Boże, które poucza nas w Księdze Przysłów „Synu mój, słuchaj napomnień
ojca i nie odrzucaj nauk swej matki, gdyż one ci są wieńcem powabnym dla
głowy i naszyjnikiem cennym dla szyi” (1, 8-9).
"Chrystus umarł za nas wszystkich,
abyśmy zyskali wzór, dzięki któremu będziemy w stanie nienawiść czy
zabójcze odtrącenie przemieniać w osobistą gotowość do przebaczenia" -
pisze Ks. Jan Sochoń.
KRZYŻ GOLGOTY
Dowodzi powyższego święto Podwyższenia Krzyża
obchodzone obecnie 14 września. Miało ono burzliwe losy, pełne spornych
datacji, skomplikowanych powiązań z historycznymi wydarzeniami. Niekiedy
trudno oddzielić to, co było w procesie jego kształtowania wynikiem
legendy, a co wywodzi się ze sprawdzalnych faktów i udokumentowanych
źródeł. W każdym razie jedno pozostaje niezmienne i zasadnicze: w
centrum święta odnajdujemy Krzyż — serce religijnej praktyki. Nie chodzi
jednakowoż o zwyczajny krzyż, lecz o ten, który dźwigał Jezus na
Golgotę, krzyż-relikwię, czczony przez wiernych, nieustannie adorowany,
pozostający znakiem indentyfikacyjnym tego, co ściśle chrześcijańskie,
odnaleziony — jeśli zaakceptujemy wersję, jaką przedstawił Sokrates
Scholastyk w dziele Historia Kościoła — przez św. Helenę, matkę
cesarza Konstantyna, być może 14 września 335 roku. Wówczas wyznawcy
Chrystusa cieszyli się już sporymi przywilejami: byli między innymi
zwalniani przez Konstantyna od płacenia podatków oraz nie podlegali
służbie wojskowej, mogli też świętować niedziele jako dni wolne do
pracy, kiedy to nie należało prowadzić procesów sądowych i transakcji
handlowych, nadto otrzymali unormowane prawo małżeńskie i inne społeczne
honory potwierdzane cesarskimi dekretami.
ŚWIADECTWO CESARZOWEJ HELENY
Helena od lat poszukiwała Krzyża, na którym
umęczono Zbawiciela. Udała się więc (około 326 roku) do Ziemi Świętej,
gdzie spełniły się jej pragnienia. Przejęta profanacją, jakiej dokonał
po stłumieniu powstania Bar Kochby (132-135) cesarz Hadrian, instalując
na miejscu świątyni żydowskiej przybytek Afrodyty, kazała usunąć posąg
bóstwa, wybrać ziemię z tego miejsca i oczyścić je z nawarstwień. W
trakcie tych prac natknięto się na trzy krzyże znajdujące się w grobie:
jeden najświętszy, na którym rozpięto kiedyś Chrystusa, oraz dwa inne,
na których zmarli ukrzyżowani z Jezusem łotrzy. Z tej racji, dzięki
dotacjom z cesarskiego skarbca, Helena ufundowała okazałe bazyliki:
Narodzenia Pańskiego w Betlejem, Świętego Krzyża (Bazylika Męczenników
— Martyrium) i Zmartwychwstania Pańskiego (Anastasis) na Kalwarii w Jerozolimie oraz Wniebowstąpienia Pańskiego na Górze Oliwnej.
Odtąd Jerozolima stała się miejscem kultu relikwii
Krzyża, który to kult rozszerzał się niezwykle szybko; fragmenty
odnalezionego Krzyża znalazły się w wielu miejscach ówczesnego
cesarstwa, zwłaszcza w Konstantynopolu. Ale nie tylko. Kiedy w 1204 roku
krzyżowcy podczas czwartej wyprawy złupili doszczętnie stolicę nad
Bosforem, relikwiarze z drzewem Krzyża zostały rozdysponowane niemal po
całej tamtejszej Europie.
Z tak ukształtowanej tradycji wywodzi się święto
Podwyższenia Krzyża Świętego. Uroczysta konsekracja sanktuarium Grobu
Pańskiego 13 września 335 roku, na którą przybyli liczni biskupi
sprowadzeni tam przez cesarza z pobliskiego Tyru, gdzie zebrali się na
synod, i liczne rzesze pątników, jak też wystawienie następnego dnia
relikwii Krzyża św. do publicznej adoracji, stało się uroczystością
celebrowaną każdego kolejnego roku. Z biegiem czasu charakter tych
obchodów skoncentrowano na samym uwielbieniu Krzyża, zwłaszcza po tym,
jak Persowie w 614 roku zrabowali święty Znak, plądrując i burząc
Jerozolimę.
Na szczęście cesarz Herakliusz w 628 roku odniósł
nad nimi zwycięstwo i odzyskał cenną relikwię, która została ukryta w
Konstantynopolu. W ten sposób uroczystość ku czci Krzyża przyjęła się w
innych Kościołach Wschodu, gdzie ze szczególną estymą dokonywano obrzędu
ukazywania relikwii Krzyża. Święto przyjęło się również na Zachodzie. W
Rzymie prawdopodobnie papież Sergiusz (zm. 701) wprowadził wystawienie i
adorację relikwii Krzyża przechowywanych w pałacu laterańskim, który to
zwyczaj — co potwierdzają dzieje liturgii — przetrwał do początków XIII
wieku.
KRZYŻ WZNIESIONY KU NIEBU
Dzisiaj staramy się rozwijać teologię krzyża,
przywołując teksty biblijne i liturgiczne. Nie jesteśmy w stanie, co
oczywiste, uzasadnić, czy przed chrześcijaństwem istniał kult krzyża w
sensie znaku lub symbolu narzędzia zbawienia. Nawet greckie mity i
platońska wizja „boga umęczonego na palu” niewiele tu wnoszą. Dopiero
teksty Nowego Testamentu, nawiązujące do tradycji starotestamentalnej,
dają podstawy do dyskusji o rozwiniętej już mistyce krzyża. W
katakumbach spotykamy zarówno znak krzyża, jak i znak ryby (gr. ichtys). Pierwsze
litery greckiej formuły „Jezus Chrystus Syn Boży Zbawiciel” tworzą ten
właśnie wyraz. Św. Justyn (II wiek po Chrystusie) pisał, że „Rogi bawołu
nie oznaczają nic innego, tylko kształt, czyli figurę krzyża”.
To symbolika wyjątkowo istotna, ponieważ krzyż jest
znakiem zbawienia przez mękę Syna Bożego oraz wyrazem nadziei, że
również nasze cierpienia prowadzą do chwały zmartwychwstania, jeżeli
otworzymy je na moc płynącą z cierpienia Chrystusa. Dlatego oddajemy
cześć krzyżowi, ukazujemy go, unosimy (exaltatio) ponad nasze codzienne troski i ograniczenia, aby one w nim mogły się przeboleć. Nie
czcimy jednak krzyża jako narzędzia zbrodni czy wyjątkowego
okrucieństwa, tylko jako narzędzie zbawienia, dzięki któremu nienawiść
przemienia się w miłość. Jezus sam wybrał sposób, w jaki tego
kosmicznego aktu miał dokonać. Nie wypełniał żadnego rozkazu swojego
Ojca, żadnego odwiecznego zrządzenia losu. Byłoby to czymś absurdalnym i
należącym zaledwie do sfery mitologicznej; raczej powinniśmy przyjąć,
że śmierć na krzyżu stanowi szczyt całego Jezusowego życiowego czynu,
nakierowanego w pierwszym rzędzie na przebóstwienie człowieka.
Trudno zaakceptować przypuszczenie, że Bóg miałby
jakieś szczególne upodobanie w śmierci i krwi. Ofiary w znaczeniu
kultyczno-rytualnym, jakim usiane są religijne krajobrazy Starego
Przymierza, nie powinny obezwładniać naszej wyobraźni. Patrzmy na Krzyż
oczyma wiary, w perspektywie wszystkich dokonań Jezusa, szczególnie zaś
radości, pojednania i powszechnego pokoju. Ostatecznie przecież chodzi o
zwycięstwo nad grzechem i osiągnięcie wiecznego szczęścia. Z tej racji
tak długo będziemy pozostawali chrześcijanami, jak długo utrzymamy
wewnętrzną więź z Chrystusem, co też oznacza — znamy bowiem swe słabości
— konieczność ciągłego wysiłku (oświetlonego Bożą życzliwością), dzięki
któremu bywamy zdolni do powrotu na ewangeliczną ścieżkę życia. Nie
wypada więc mówić, że jesteśmy ludźmi apostolskiego zawierzenia, ale że
wciąż się nimi stajemy. Wynosimy i podwyższamy krzyż właśnie dlatego,
aby — raz jeszcze podkreślmy — uwypuklić centralną zasadę
chrześcijaństwa: Chrystus umarł za nas wszystkich, abyśmy zyskali wzór,
dzięki któremu będziemy w stanie nienawiść czy zabójcze odtrącenie
przemieniać w osobistą gotowość do przebaczenia. O własnych siłach nie
moglibyśmy wszakże wznieść się na takie wyżyny. Jezus odkupił nas w
sposób czynny, a my staramy się odpowiadać na ten dar autentyzmem wiary i
gorliwym świadectwem. Krzyż staje się przeto drogą nawrócenia i siłą
napędową chrześcijańskiej nadziei.
CHLUBIĆ SIĘ KRZYŻEM
Ludzkie nadzieje związane z odzyskaniem utraconego
przez grzech szczęścia mogą się spełniać, bo Chrystus przyjął śmiertelne
ciało. Jego śmierć nie była dziełem przypadku. Przepowiedział ją swoim
uczniom i wypił „kielich goryczy”, czyli swój los, za „nasze grzechy”.
Nie było to żadnego rodzaju zadośćuczynienie złożone Bogu, ale gest
miłości i zwycięstwa nad śmiercią. Jak do tego doszło? Wiemy, że
Jezus-Człowiek rozpoczął swe życie w społeczności skażonej grzechem,
wraz z jej historią, polityką, ograniczeniami języka aramejskiego i
nieszczęściami, w Palestynie rządzonej przez Rzymian, którym zależało
jedynie na pomnażaniu własnych korzyści. Nie kontynuował On pracy cieśli
w Nazarecie, lecz — nagle czy też stopniowo — postanowił prowadzić
życie kaznodziei, jako nauczający rabbi. Zamiast politycznego przywództwa wybrał postawę bezbronnego proroka, jak „Baranek na rzeź prowadzony”.
Najpierw łączył przyjście Królestwa Bożego z
nawróceniem najbliższych słuchaczy. Swoje cierpienie zaczął przepowiadać
— i to tylko w kręgu swoich uczniów — dopiero wtedy, gdy ujrzał
zatwardziałość przywódców żydowskich. Jako że okoliczności zewnętrzne
przynoszą Mu rozeznanie, że wolą Jego Ojca jest wypełnienie zadania
Sługi Jahwe aż do końca, to znaczy poniesienie śmierci, aby
przyprowadzić wielu do sprawiedliwości. To wyraża Jego bezwzględne
posłuszeństwo oraz doskonałą ofiarę. W tej kenozie Chrystus nie
przesłonił swego Bóstwa, lecz właśnie przez nią objawił Bóstwo zarówno
swoje, jak i Ojca, ponieważ „Bóg jest miłością”, która nie zwraca się ku
sobie, ale ukazuje się w Jezusie jako w człowieku dla wszystkich aż po
śmierć na krzyżu. To radykalne „samowyniszczenie” objawia się w miłości,
jaka trwa w obliczu zadanej Mu śmierci, w miłości, jaka świadomie
poddaje się tej śmierci za swoich wrogów. Dlatego odważamy się
powiedzieć, że śmierć jest dla chrześcijanina zdecydowanie zyskiem, bo
jego życiem jest sam Chrystus „wywyższony” na krzyżu. Im bardziej
gruntowne samowyniszczenie, tym pełniejszy wylew miłości ku nam, lecz
również tym bardziej zupełna ufność skierowana ku Ojcu — nadzieja wbrew
wszelkiej nadziei, że miłość płynąca z Bożego Serca zwycięży.
Niezwykła to tajemnica. Kiedy zatem uczestniczymy w
celebracji Podwyższenia Krzyża Świętego, od razu uświadamiamy sobie, że
tworzymy wspólnotę zabarwioną krzyżowym ościeniem. Z natury rzeczy nie
możemy owego znamienia zmazać czy wykreślić z codzienności. Żyć —
oznacza zanurzyć się w to, co słabe, grzeszne, powodujące ból i
cierpienie. Ale równocześnie doświadczamy czegoś na wskroś
umacniającego, co pozwala na chwile duchowego wytchnienia, a nawet
radości. Przenika naszą świadomość i nasze ciało niemal „fizyczne
odczucie”, że nie istnieje najmniejsza kropla cierpienia, której nie
przeżyłby Syn Boży. Stąd nigdy nie jesteśmy w swoim cierpieniu
osamotnieni. Przenikliwie zauważono, że udręka kobiet, mężczyzn i dzieci
podczas wieków ujawnia niewyczerpaną głębię Bożego umęczenia, której
przebłysk widzieliśmy w Ogrodzie Gethsemani.
Najgłębszym sensem dziejów człowieka jest
dopisywanie kolejnych rozdziałów męki Chrystusa. Dopóki one trwają,
historia cierpienia Chrystusa nie zostaje w pełni opowiedziana. Dlatego
tak żywotna jest coroczna liturgia Krzyża, szacunek oddawany znakowi
krzyża. Jan Chryzostom wyjaśniał: „Gdy się więc żegnasz, przypomnij
sobie całą treść krzyża, uśmierz w sobie gniew i wszystkie inne
namiętności. Gdy się żegnasz, ozdób wtedy czoło swoje wielką ufnością,
uwolnij swoją duszę. Przez krzyż wszystko, co było nam nieprzyjazne,
zostało powalone na ziemię i zdeptane”.
Teraz rozumiemy i z pokorą przyjmujemy, że w życiu
krzyż ma uprzywilejowane miejsce. Stoi na piedestale, na duchowym
widoku, nie tylko z okazji święta. Został niejako wtopiony w naszą
religijną wrażliwość, dzięki której odczuwamy (często gorzki) smak
istnienia, jak i radość z przebłysków dosięgającego naszych serc
szczęścia.
Ks. Jan Sochoń/"Msza Święta" (Miesięcznik biblijno-liturgiczny)
Krzyż jest symbolem naszej wiary, znakiem zbawczej męki i
śmierci Pana Jezusa. Kościół obchodzi Święto Podwyższenia Krzyża
Świętego – łączone z odnalezieniem najcenniejszej relikwii – wskazując w
ten sposób na źródło naszego życia i nadziei.
Krzyż otaczany był czcią już od samego początku, od zawsze
znajduje się w centrum wiary chrześcijańskiej. Jak nauczał św. Paweł,
„Nauka (…) krzyża głupstwem jest dla tych, co idą na zatracenie, mocą
Bożą zaś dla nas, którzy dostępujemy zbawienia” (1 Kor 1, 18);
„Tymczasem ja dla Prawa umarłem przez Prawo, aby żyć dla Boga: razem z
Chrystusem zostałem przybity do krzyża. Teraz zaś już nie ja żyję, lecz
żyje we mnie Chrystus” (Ga 2, 18 – 20); „Wielu bowiem postępuje jak
wrogowie krzyża Chrystusowego, o których często wam mówiłem, a teraz
mówię z płaczem. Ich losem – zagłada, ich bogiem – brzuch, a chwała – w
tym, czego winni się wstydzić. To ci, których dążenia są przyziemne.
Nasza bowiem ojczyzna jest w niebie. Stamtąd też jako Zbawcy wyczekujemy
Pana naszego Jezusa Chrystusa” (Flp 3, 18 -20). To właśnie na Krzyżu
wypełniły się proroctwa i zapowiedzi Starego Testamentu.
Kult relikwii narodził się wraz czcią oddawaną apostołom i
męczennikom, wyrażając wiarę w obcowanie świętych. Ci, którzy oddali
życie za Chrystusa, w sposób szczególny do Niego należeli,
współuczestnicząc wręcz w Męce samego Zbawiciela, stając się Jego
szczególnymi naśladowcami. Jak pisał św. Hieronim, „Szanujemy relikwie
męczenników, aby uczcić Tego, którego są męczennikami; szanujemy sługi,
aby poszanowanie spływało na Pana, który mówi: »Kto was przyjmuje, Mnie
przyjmuje«”. Z tą właśnie wiarą relikwie męczenników umieszczano w
ołtarzach, na których sprawowana była Najświętsza Eucharystia.
Naturalnie więc rzeczą była cześć oddawana relikwiom prawdziwego Krzyża.
Nauka Krzyża faktycznie była „głupstwem dla pogan”, w ówczesnym
świecie krzyż stanowił narzędzie haniebnej, okrutnej kaźni obfitującej w
upokorzenia, dla żydów był znakiem przekleństwa. Żydzi nie praktykowali
takiej metody egzekucji, na terenach Palestyny wprowadzili ją
Rzymianie, dla których stanowiła szczególny rodzaj kary. Skazywano na
nią niewolników i kryminalistów winnych ciężkich przestępstw, a także za
występowanie przeciwko porządkowi publicznemu. Choć obywatele Rzymu
byli początkowo wyjęci spod jej stosowania, to później objęła ona także i
tych uboższych.
Zgodnie z rzymską praktykę, karę tę zawsze poprzedzało
biczowanie, następnie skazany zazwyczaj niósł na zwyczajowe miejsce
kaźni (wysłuchując wyzwisk, mijając gapiów) narzędzie swojej śmierci
(czasem była to jedna belka). Jak poświadczają starożytni, zdarzało się,
że dla wyeksponowania egzekucji stosowano krzyż wyższy od innych, celem
wyeksponowania ofiary; krzyż rzadko opatrywano tabliczką informującą o
przyczynie egzekucji.
Ewangeliczne relacje dotyczące ukrzyżowania Jezusa Chrystusa
odpowiadają pod tym względem rzymskim praktykom. Zgodnie jednak z
obyczajami panującymi w Palestynie, aby przyśpieszyć zgon – i umożliwić
szybki pochówek – skazańcom łamano golenie. Jak mówi Pismo: „Ponieważ
był to dzień Przygotowania, aby zatem ciała nie pozostawały na krzyżu w
szabat – ów bowiem dzień szabatu był wielkim świętem – Żydzi prosili
Piłata, aby ukrzyżowanym połamano golenie i usunięto ich ciała.
Przyszli więc żołnierze i połamali golenie tak pierwszemu, jak i
drugiemu, którzy z Nim byli ukrzyżowani. Lecz gdy podeszli do Jezusa i
zobaczyli, że już umarł, nie łamali Mu goleni, tylko jeden z żołnierzy
włócznią przebił Mu bok i natychmiast wypłynęła krew i woda.
Zaświadczył to ten, który widział, a świadectwo jego jest prawdziwe. On
wie, że mówi prawdę, abyście i wy wierzyli. Stało się to bowiem, aby
się wypełniło Pismo: Kość jego nie będzie złamana. I znowu na innym
miejscu mówi Pismo: Będą patrzeć na Tego, którego przebili” (J 19,
31-37).
Narzędzie okrutnej śmierci, hańby i cierpienia stało się
narzędziem zbawienia, znakiem miłości, nadziei i życia, zwycięstwa nad
grzechem, śmiercią i cierpieniem. Jak powiedział sam Chrystus, „Kto nie
nosi swego krzyża, a idzie za Mną, ten nie może być moim uczniem” (Łk
14, 27). Krzyż jest więc znakiem naszej wiary, przypominającym o jej
najważniejszych aspektach. Tak jak i w przypadku relikwii męczenników
cześć oddawane jest Temu, do kogo należeli oni w swoim życiu i w
śmierci, tak też w przypadku relikwii Krzyża cześć oddawana jest Temu,
kogo one reprezentują.
W Święto Podwyższenia Krzyża
Świętego zachęcamy do rozważenia nauki pozostawionej – jak wskazuje
tradycja – przez Tomasza à Kempis:
1. Dla wielu przykrymi zdają się te słowa: Zaprzyj samego siebie;
weź krzyż twój i idź za Jezusem. Lecz nierównie przykrzej będzie
słyszeć to ostateczne słowo: Idźcie ode mnie, przeklęci, w ogień
wieczny. Ci, którzy teraz chętnie słyszą i spełniają słowo krzyża, nie
ulękną się w on czas, gdy głos potępienia wiecznego słyszany będzie. Ten
znak krzyża ukaże się na Niebie, gdy Pan sądzić przyjdzie. Wtedy
wszyscy słudzy krzyża, którzy w tym życiu naśladowali Ukrzyżowanego, do
Chrystusa sędziego przystąpią z wielką ufnością.
2. Dlaczegóż więc obawiasz się wziąć krzyż, który do królestwa
prowadzi? W krzyżu zbawienie, w krzyżu życie, w krzyżu obrona od
nieprzyjaciół; w krzyżu źródło Niebieskiej słodkości, w krzyżu moc
umysłu, w krzyżu wesele ducha; w krzyżu szczyt cnoty: w krzyżu
doskonałość świętości. Nie masz zbawienia duszy, ani nadziei wiecznego
żywota, jeno w krzyżu. Weź więc krzyż twój, i idź za Chrystusem, a
zajdziesz do żywota wiecznego. Poszedł On przed tobą, dźwigając krzyż
swój, i na krzyżu umarł za ciebie, ażebyś i ty dźwigał krzyż twój, i
pragnął umrzeć na krzyżu. Albowiem jeśli z Chrystusem umrzesz, z
Chrystusem żyć będziesz. Jeśli będziesz towarzyszem cierpienia, będziesz
też towarzyszem chwały Jego.
3. Otóż wszystko zawiera się w krzyżu, wszystko zależy na tym,
aby umrzeć samemu sobie: i nie masz innej drogi do życia, i do
prawdziwego wewnętrznego pokoju, jeno droga Krzyża Świętego i
codziennego umartwiania się. Idź gdzie chcesz, szukaj czego chcesz: a
nie znajdziesz ani wznioślejszej, ani bezpieczniejszej drogi, jak droga
Krzyża Świętego. Układaj i urządzaj wszystko podług chęci i widoków
twoich: a nic nie znajdziesz w czym byś nie cierpiał z dobrej, czy złej
woli; a tak wszędzie i zawsze krzyż znajdziesz. Bo albo boleści ciała,
albo utrapień duszy doznawać będziesz.
4. Niekiedy Bóg cię odstąpi, niekiedy bliźni prześladować cię
będzie; a co większa, często sam sobie ciężarem będziesz. A jednak żadne
lekarstwo nie uwolni cię, żadna pociecha nie ulży cierpieniom twoim:
lecz musisz cierpieć, dopóki Bóg zechce. Albowiem Bóg chce, abyś się
nauczył cierpieć bez pociechy, i abyś Jemu zupełnie się poddał, i przez
cierpienie coraz pokorniejszym się stawał. Nikt tak serdecznie nie czuje
męki Chrystusowej, jako ten, komu się wydarzy coś podobnego cierpieć.
Krzyż przeto zawsze gotowy, i wszędzie cię czeka. Nie ujdziesz przed
nim, gdziekolwiek byś się zapędził; albowiem gdziekolwiek pójdziesz,
wszędzie poniesiesz sam siebie, i znajdziesz sam siebie. Na prawo i na
lewo, w górze i na dole, zewnątrz i wewnątrz, wszędzie krzyż znajdziesz:
i wszędzie potrzeba ci być cierpliwym, jeśli chcesz mieć pokój
wewnętrzny, i dosłużyć się wiekuistej korony.
5. Jeśli chętnie krzyż dźwigasz, on cię dźwignie i zaprowadzi do
pożądanego końca, to jest tam, gdzie jest koniec cierpieniom, które się
tu nie kończą. Jeśli niechętnie krzyż dźwigasz, sam sobie przymnażasz
ciężaru, czynisz go nieznośniejszym, a jednak znosić go musisz. Jeśli
odrzucisz krzyż jeden, niechybnie napotkasz drugi, a może i cięższy.
6. Czyż myślisz, że unikniesz tego, czego żaden z śmiertelnych
uniknąć nie mógł? Któryż Święty był na tym świecie bez krzyża i bez
utrapienia? A nawet Jezus Chrystus, Pan nasz, jak długo żył, tak długo
ani godziny nie był bez boleści i męki. Trzeba było, aby Chrystus
cierpiał, aby z martwych powstał, i tak wszedł do chwały swojej. Jakżeż
ty śmiesz szukać innej drogi, jak tej walnej drogi, która jest drogą
Krzyża świętego.
7. Całe życie Chrystusowe było krzyżem i męczeństwem; a ty sobie
szukasz spoczynku i rozkoszy? Błądzisz, błądzisz, jeśli szukasz co
innego, jak cierpieć: albowiem cały ten żywot śmiertelny, pełny jest
nędzy i opasany krzyżami. A im kto wyżej postępuje w duchu, tym cięższe
częstokroć znajduje krzyże: albowiem im większa miłość, tym większa
tęsknota w wygnaniu naszym.
8. Ale ten wszakże, tak rozmaicie trapiony, nie jest bez ulgi i
pociechy: czuje bowiem, że w miarę cierpliwego znoszenia krzyża,
wzrastają mu największe korzyści jego. Albowiem, gdy dobrowolnie się
jemu poddaje, cały ciężar utrapienia zamienia się na ufność w pociechę
Bożą. A im bardziej ciało pod cierpieniami upada, tym bardziej łaska
umacnia duszę. Która niekiedy przez żądzę cierpień i przeciwności,
pochodzącą z żarliwej chęci naśladowania Krzyża Chrystusowego, do takiej
siły się wzmaga, że aniby chciała być bez boleści i utrapienia:
ponieważ wierzy, że tym milszą Bogu się staje, im ciężej dla Niego
cierpi. Nie jest to moc ludzka, ale łaska Chrystusowa, która tyle może i
sprawia w ułomnym ciele, że na co z przyrodzenia wzdryga się, czego się
lęka i przed czym ucieka, to przez żarliwość ducha staje mu się
pożądanym i miłym.
9. Krzyż dźwigać, krzyż miłować, ciało umartwiać i poddać
duchowi; unikać zaszczytów, chętnie obelgi znosić, sobą pogardzać i
pragnąć pogardy; wszelkie przeciwności i szkody cierpliwie ponosić, a
żadnego szczęścia i pomyślności na tym świecie nie żądać, wszystko to,
nie jest gwoli ludzkiej. Jeśli sam siebie zważysz, poznasz, że nic
takiego sam z siebie nie zdołasz. Lecz jeśli zaufasz w Panu, dana ci
będzie moc z Nieba, a świat i ciało będą poddane panowaniu twemu. Ani
się zlękniesz nieprzyjaciela szatana, jeśli wiara uzbroi cię, a Krzyż
Chrystusa naznaczy cię.
10. Przyłóż się więc, jako dobry i wierny sługa Chrystusowy, do
mężnego dźwigania Krzyża Pana twego, który przez miłość ku tobie, dał
się ukrzyżować za ciebie. Przygotuj się do znoszenia wielu przeciwności i
rozmaitych dolegliwości w tym nędznym życiu: bo gdziekolwiek będziesz,
wszędzie je znajdziesz, i nigdzie nie ukryjesz się przed nimi. Tak to
być musi: i nie masz innego lekarstwa na uniknienie strapień i boleści,
jak umieć je znosić. Spełniaj radośnie kielich Pański, jeśli pragniesz
być Jego przyjacielem, i mieć cząstkę w dziedzictwie Jego. Zdaj na Boga
pociechy twoje: niech On je zlewa wedle upodobania swego. Ty zaś
przykładaj się do znoszenia cierpień i miej je sobie za największe
pociechy: bo utrapienia tego czasu niniejszego, nie są godne przyszłej chwały, to jest, niczym są w porównaniu z tą chwałą, którą wysłużyć mają, chociażbyś je wszystkie, sam jeden wycierpieć zdołał.
O naśladowaniu Jezusa Chrystusa ksiąg czworo, tłum. Alexander Jełowicki, Poznań, 1886.
Fragment książki „Ogień w
Kościele” - wywiadu-rzeki Pawła Chmielewskiego z ks. prof. Robertem
Skrzypczakiem (Wydawnictwo Esprit, Kraków 2021).
Matka
Boża przemawia do nas nie tylko poprzez dogmaty, ale – zwłaszcza
w ostatnich dziesięcioleciach – także poprzez prywatne objawienia.
Dlaczego tak często interweniuje? Co chce nam powiedzieć, przed czym nas
ostrzec?
Maryja
mówi do nas często w momentach grozy, zapowiadając trudne wydarzenia
dla Kościoła i dla ludzkości. W 1830 roku Katarzyna Labouré otrzymała
objawienia maryjne i dokładny opis medalika, który miał służyć wyrazowi
wiary w Chrystusa. Później, w La Salette, w roku 1846, objawiła się
Maryja płacząca; uczyniła to w przededniu krwawej łaźni zgotowanej
Kościołowi przez Komunę Paryską i narodziny ateistycznych ideologii.
Matka Boża mówiła do ludzi także w przededniu wybuchu rewolucji
bolszewickiej, w Fatimie w roku 1917, oraz w Banneux w Belgii, w roku
1930, przed dojściem do władzy Hitlera w Niemczech. W czasach nam
bliższych Maryja objawiła się w 1981 roku w rwandyjskim Kibeho, w sercu
Afryki, przestrzegając przed straszliwym ludobójstwem. Są jeszcze Tre
Fontane, Akita, Amsterdam, Garabandal, Medjugorje, Civitavecchia…
Od pewnego czasu mamy do czynienia z intensyfikacją interwencji
maryjnych w historię Kościoła i dzieje świata. Maryja towarzyszyła
Jezusowi do końca; to Ona nosiła w sobie świadectwo zwycięstwa
Chrystusa, podczas gdy apostołowie byli słabi. To nie Maryja potrzebuje
apostołów, ale to apostołowie potrzebują Jej. Kościół potrzebuje Maryi.
Dlatego im trudniejsze są czasy, tym bardziej Ona wstawia się za nami.
Na razie nie wszystkie z tych objawień zostały uznane przez Kościół.
To
prawda, rozpoznanie ich ze strony Kościoła wciąż trwa. Chciałbym jednak
zwrócić uwagę, że mają one wszystkie pewien wspólny mianownik. Maryja
nie męczy się wzywaniem nas do powrotu do Jezusa Chrystusa. Jest
absolutnie chrystocentryczna. Wie, skąd płynie zbawienie; wie, co może
uratować świat. Interweniuje dlatego, że czuje powierzoną Jej przez
Chrystusa pod krzyżem macierzyńską misję wobec Kościoła. Reaguje jak
matka. Tak samo czyniła w Kanie Galilejskiej. Gdy podczas wesela wszyscy
się bawili, ona miała oczy otwarte, dostrzegła, że nie ma już wina. Ona
pierwsza reaguje, gdy zagrożone jest zbawienie człowieka.
Ma oczy otwarte – i napomina; można chyba powiedzieć, że wręcz usilnie prosi o powrót do szczerej wiary w Chrystusa.
Ta
wzmożona działalność Maryi jest niesamowitym znakiem nadziei. Matka
Boża nie pozostaje nieruchomym symbolem, wizerunkiem zamkniętym
w pięknych ramach. Nie tylko wysłuchuje modlitw, ale jest aktywnym
i żywym członkiem Kościoła. Jest jego Matką, Matką naszych ponownych
narodzin. Wzywa nas do nawrócenia, ostrzega. Kataklizmy i nieszczęścia
są przez Nią zapowiadane zawsze warunkowo. Najpierw Maryja próbuje
ostrzec: uważajcie, bo czyniąc dalej tak, jak czynicie, doprowadzicie
siebie i świat do katastrofy.
Tak
jak robiła to w Fatimie. W 2017 roku obchodziliśmy stulecie objawień
fatimskich. Dlaczego Kościół wciąż tak silnie żyje tymi – wydawałoby
się – odległymi objawieniami?
To
prorocze przesłanie, które dotyczy Kocioła i świata. Maryja nie
posłużyła się w Fatimie specjalistami, nie zwróciła się do dziennikarzy,
teologów, do papieża. Nie – wybrała dzieci. Zawsze wybiera maluczkich.
To Boża logika. Podobnie przecież było ze zmartwychwstaniem. Kto ogłosił
je ludziom? Maria Magdalena, kobieta, która jeszcze do niedawna źle się
prowadziła; neurotyczny rybak znad Jeziora Galilejskiego, który jednego
dnia mówi „tak”, a drugiego „nie”. Człowiek chwiejny. To są uczniowie
Jezusa, to są świadkowie zmartwychwstania. Osoby, które, zdawałoby się,
należy brać pod uwagę jako ostatnie. Maryja działa podobnie – jak
wcześniej w Lourdes, gdzie objawiła się czternastoletniej Bernadecie.
W Fatimie wybiera troje dzieci: Łucję dos Santos i rodzeństwo Franciszka
i Hiacyntę Marto. To wydarzenie prorocze, bo Maryja nie tylko próbuje
odsłonić przed nami przyszłość świata i Kościoła, ale także uczy nas
odczytywania Boga poprzez wydarzenia. Jej działanie jest nastawione
na pobudzenie zmysłów w Kościele. Oczywiście, idzie nam to opornie
i trudno; same dzieci fatimskie też często ponosiły porażkę
w przekazywaniu urzędnikom kościelnym tego, co słyszały od Maryi.
Do dzisiaj nie jesteśmy pewni, jak wygląda sprawa zwłaszcza z trzecią tajemnicą fatimską.
Łucja,
jedyna z wizjonerów, która przeżyła aż do 2005 roku, długo czekała
ze spisaniem tej tajemnicy. Uczyniła to dopiero między 1941 a 1944
rokiem w klasztorze w Coimbrze. Arcybiskup José Alves Correia da Silva
bardzo o to prosił. Biskup przekazał treść tajemnicy Piusowi XII w 1957
roku – a więc czterdzieści lat po objawieniach. Prosił, by papież
odsłonił ją dopiero w roku 1960. Pierwszym następcą św. Piotra, który
mógł to zrobić i który zapoznał się ze spisaną trzecią tajemnicą, był
Jan XXIII. Jak dowiedzieliśmy się potem od jego osobistego sekretarza
ks. Lorisa Capovilli, Ojciec Święty odczytał tekst tajemnicy,
a potem kazał ją na nowo zapieczętować i zapisał na kopercie: „nie
decydujemy się na ocenę”. Jan XXIII jakoby nie miał w sobie pewności,
czy tekst jest prawdziwy, czy zmyślony. Wiemy, że również Paweł
VI odczytał trzecią tajemnicę fatimską, po czym nakazał trzymanie jej
skrzętnie schowanej w sejfach Kongregacji Nauki Wiary. Jan Paweł II
zainteresował się Fatimą po zamachu na swoje życie. Poprosił, żeby
przynieść mu całe dossier
dotyczące tej sprawy do Kliniki Gemelli, w której był leczony. Zauważył
wtedy związek między nieudanym zamachem na swe życie a Maryją Fatimską.
Przecież po ludzku – gdyby nie interwencja Matki Bożej – nie powinien
wyjść z tego żywy. Z okazji Roku Jubileuszowego 2000 Jan Paweł II
postanowił podać trzecią tajemnicę fatimską do wiadomości publicznej.
Komentarz teologiczny do tego wydarzenia przedstawił kard. Joseph
Ratzinger, prefekt Kongregacji Nauki Wiary. Dowiedzieliśmy się,
że trzecia tajemnica miałaby dotyczyć cierpienia papieża oraz wielkiego
ataku Złego na Kościół. Wydawało się, że cała jej treść mówi o tym,
co się już wydarzyło w przeszłości. Czyżby Fatima była już nieaktualna?
Benedykt XVI, lecąc dziesięć lat później samolotem do Fatimy, powiedział
na pokładzie, iż byłoby naiwnością zakładać, że wszystko, co zawierała
trzecia tajemnica, już się urzeczywistniło. Ta tajemnica zatem ciągle
trwa. Jej odniesienie do zamachu na św. Jana Pawła II nie wyjaśnia
jeszcze wszystkiego. Wiemy, że Maryja przestrzegała przed złem, które
miało się wylać z Rosji na cały świat. Mówiła to w kontekście rewolucji
bolszewickiej i komunizmu, ale czyniła też aluzję do potwornej wojny,
do której miało dojść, jeżeli ludzie nie zwrócą się do Jej Syna.
Domagała się aktu poświęcenia Rosji Jej Niepokalanemu Sercu. Cały czas
żyjemy pomiędzy kolejnymi próbami spełnienia tej prośby; chcemy się
przekonać, czy została ona już w zadowalający Matkę Bożą sposób
urzeczywistniona. Wspominałem już o tym, jak Jan Paweł II dokonał
poświęcenia w 1984 roku, nie wymieniając jednak expressis verbis Rosji, ale ukrywając ją pod stwierdzeniem, że poświęca te kraje, których poświęcenia Maryja chciała.
Komunizm
został wprawdzie przezwyciężony, ale świat zalewa nowa fala
neomarksizmu. Czy to nie są te same w istocie, choć zewnętrznie
zmodyfikowane, błędy Rosji?
To
zło rzeczywiście cały czas się wylewa. Istnieje prorocza wizja abp.
Fultona Sheena z 1948 roku. Arcybiskup Sheen powołał się wtedy na Krótką opowieść o Antychryście
Włodzimierza Sołowjowa. Dzieło, które powstało na Paschę 1900 roku,
miało dotyczyć tego, co spotka Kościół i świat sto lat później, czyli
u zarania XXI wieku. Sołowjow obwieścił wówczas pojawienie się
tajemniczego Antychrysta. W jego powieści Antychryst jest uśmiechniętym
trucicielem, człowiekiem, który z jednej strony wierzy w Boga,
a z drugiej robi wszystko, żeby uwagę skupić na sobie i sobą zasłonić
Chrystusa. Ma okazać się przedmiotem zachwytu, fascynacji i adoracji
ludzi na całym świecie. Ma się wspiąć na szczyty uwagi i uwielbienia.
W wyobraźni Sołowjowa Antychryst jest wspaniałym humanistą, bojownikiem
praw człowieka i zwierząt, wielkim zwolennikiem ekumenii, ekologii
i pokoju na świecie. Najpierw zostanie wybrany prezydentem zjednoczonej
Europy – taką wizję miał Sołowjow już w 1900 roku! – a także stanie
na czele organizacji zjednoczonych narodów świata. Autor mówił też
o jego społecznej wrażliwości, wykształceniu i naturalnej
błyskotliwości. Wyobrażał sobie, że Antychryst będzie laureatem
doktoratu honoris causa
na wydziale biblijnym w Tybindze, wspaniałym biblistą, ale robiącym
wszystko, by odwrócić uwagę ludzi od Chrystusa. W momencie prawdy, gdy
pokaże światu swoją autentyczną twarz, okaże się kimś przejętym odrazą
i wstrętem do Chrystusa. Chrystus będzie dla niego wielkim przegranym,
tym, który wprowadził na świat miecz zamiast pokoju, który zamiast ludzi
pojednać, podzielił ich. On sam natomiast, Antychryst, naprawi
to wszystko. Podaruje ludzkości coś lepszego. Bohater reaguje
wściekłością na przekonanie chrześcijan, że Chrystus żyje,
że zmartwychwstał. „On umarł, zgnił, leży cuchnący w grobie” –
wrzeszczy. U Sołowjowa nie chodzi, być może, o żadną postać historyczną,
ale o mentalność, pewien sposób widzenia i oceniania spraw.
W dniach od 13 do 21 września w Sanktuarium Krzyża Świętego w Krakowie-Mogile będziemy przeżywać coroczny Odpust ku czci Podwyższenia Krzyża Świętego.
Zapraszamy na uroczystą Mszę Św. w główny dzień odpustu, tj. w niedzielę 18 września o godz. 11.00.
Transmisję Mszy Św. przeprowadzi: Radio Pallotti FM, Telewizja Pallotti TV, Katolickie Radio Podlasie oraz Internetowa Telewizja Diecezji Siedleckiej FARO.TV.
W pozostałe dni tygodnia odpustowego główne Msze Św. z kazaniami dla pielgrzymów będą sprawowane o godz. 12.00 i 18.00 z procesją eucharystyczną.
W piątek, 16 września, o godz. 12.00 odbywa się tradycyjna pielgrzymka chorych i niepełnosprawnych CARITAS Archidiecezji Krakowskiej (transmisję Mszy Św. przeprowadzi Radio Pallotti FM oraz Telewizja Pallotti TV.)
http://mogila.cystersi.pl/index.php