niedziela, 2 października 2022

7 rzeczy, które musisz wiedzieć o Aniołach Stróżach

 

7 rzeczy, które musisz wiedzieć o Aniołach Stróżach

(Oprac. GS/PCh24.pl)

Opisana w Dziejach Apostolskich wizja św. Pawła pokazuje, że istnienie usłużnych człowiekowi bytów duchowych, niecielesnych nie jest miłą w odbiorze bajką, lecz prawdziwą rzeczywistością. Uwięzionemu na statku Anioł Stróż miał przepowiedzieć nadchodzącą katastrofę. Z wyroku Bożego Apostoł Narodów został jednak ocalony wraz towarzyszącą mu załogą. Jedyną „ofiarą” był okręt. Co powinniśmy wiedzieć o naszych indywidualnych niebieskich opiekunach, by móc dzięki ich pomocy „posiąść zbawienie” (por. Hbr 1,14)?

„Życie ludzkie od dzieciństwa aż do zgonu jest otoczone opieką i wstawiennictwem aniołów” (KKK, pkt 336). To nauczanie Kościoła potwierdza św. Bazyli Wielki, gdy pisze, że: „każdy z wiernych ma anioła, który kieruje jego życiem jako pedagog i jako pasterz. Nikt nie może temu zaprzeczyć, pamiętając słowa naszego Pana: Strzeżcie się, żebyście nie gardzili żadnym z tych małych: albowiem powiadam wam: Aniołowie ich w niebie wpatrują się zawsze w oblicze Ojca mojego, który jest w niebie”. Do tej myśli doktor Kościoła dodaje: „za każdym stoi anioł jako obrońca i pasterz prowadzący go przez życie”. Św. Paweł, pisząc o Aniołach Stróżach, ukazuje ich funkcję: „Czyż nie są oni wszyscy duchami przeznaczonymi do usług, posłanymi na pomoc tym, którzy mają posiąść zbawienie?” (Hbr 1, 14). Św. Ambroży zalecał częste oddawanie się pod opiekę tych niebieskich bytów: „Powinniśmy modlić się do aniołów, którzy zostali nam dani jako stróże”. Dlaczego?

1.Skuteczni pomocnicy


O specjalnych zadaniach pełnionych względem każdego z nas przez naszych świętych Aniołów Stróżów możemy przeczytać w broszurce nieznanego autora pt. „Aniołowie Stróże – nasi niebiańscy towarzysze”. Według podanej tam listy nasi opiekunowie: 1) chronią nas przed wieloma nieznanymi niebezpieczeństwami duszy i ciała; 2) bronią nas przed pokusami złych duchów; 3) napełniają nas zbożnymi myślami i zachęcają nas do popełniania szlachetnych czynów; 4) ostrzegają nas przed duchowym niebezpieczeństwem i upominają, gdy zgrzeszymy; 5) jednoczą się z nami w modlitwie i zanoszą nasze prośby do Boga; 6) bronią nas w godzinie śmierci przed ostatnimi atakami duchowych wrogów; 7) pocieszają dusze cierpiące w czyśćcu i prowadzą je do nieba, gdy odbędą już pokutę za wszystkie swoje grzechy.

2.Serdeczni doradcy

Wzmiankę dotyczącą Anioła Stróża odnajdujemy w żywocie św. Grzegorza z Tours. Gdy Świętemu w dzieciństwie poważnie zachorował ojciec, ten nie zwlekał w jego sprawie, modląc się żarliwie o pomoc. Niebawem przyśnił mu się Anioł Stróż, który polecił mu, co następuje: „Wyryj imię Jezusa na małym kawałku drewna i połóż go na poduszce ojca”. Dzień później Grzegorz opowiedział swój sen matce, która zaleciła synowi, by postąpił dokładnie tak, jak powiedział anioł. W następstwie chory rychło powrócił do zdrowia. Kilka lat później ojciec ponownie zaniemógł. Syn pomny na wcześniejszy incydent kolejny raz zwrócił się z błaganiem o pomoc do swojego duchowego opiekuna. I tym razem otrzymał wskazówkę, ale trochę z innego klucza. Anioł zalecił użyć rybiej wątroby, co było wyraźnym nawiązaniem do cudu, jaki uczynił Tobiaszowi i jego ojcu Archanioł Rafał. I tym razem nastąpiło cudowne uzdrowienie. Historia ta ukazuje przykład posługi pełnionej przez Aniołów Stróżów.

3.Mili orędownicy

Najszlachetniejsi i najdoskonalsi wysłannicy Boga służą nam również pomocą w modlitwie. Św. Gemma Galgani często widziała swojego niebieskiego opiekuna. Z przekazów wiemy, że „anioł klęczał za, śpiewając psalmy lub odmawiając modlitwy”. Do tego, „pomagał jej w czasie choroby, leczył jej rany powstałe po mistycznych utrapieniach, chronił podczas straszliwych zmagań”. Pewnego wieczoru po stoczonej walce z diabłem Gemma nie była w stanie podnieść się z podłogi. Dzięki nadprzyrodzonej interwencji Anioła Stróża dziewczyna znalazła się na łóżku, u wezgłowia którego czuwał jej opiekun.

Wśród rad św. Jana Marii Vianneya czytamy: „Ukryj się za twoim dobrym aniołem, gdy nie jesteś w stanie się modlić, proś go o to, by modlił się za ciebie”. Św. Jan Bosko zalecał z kolei: „Gdy jesteś kuszony, przywołaj swego anioła. On chętniej Tobie pomoże, niż jesteś sobie to w stanie wyobrazić. Zignoruj diabła i nie bój się go: on trzęsie się, czmycha na samo spojrzenie twego Anioła Stróża”.

4.Boży posłańcy ludzi

Aniołowie pełnią czasem rolę posłańców ludzi. Taki motyw odnajdujemy w życiorysie św. o. Pio. Z różnych przekazów wiemy, że komunikował się on nie tylko w własnym, ale też z duchowymi opiekunami swoich podopiecznych. Z przekazów wiemy, że odmawiający różaniec o. Pio miał pewnego razu zapytać przybyłego do niego o. Alessio: „Czy nie widziałeś tych wszystkich Aniołów Stróżów przychodzących od moich duchowych dzieci niosących mi wieści?”. Bywało, że podczas nocnych modlitewnych czuwań Święty z Pietrelciny wypowiadał takie oto słowa: „Powiedz mu, że zapukam do serca Jezusowego o łaskę”. Słyszący te rozmowy towarzysze byli przekonani, że rozmawia on z Aniołami Stróżami swoich duchowych dzieci.

5.Baczni opiekunowie

W próbie odpowiedzi na pytanie, czy nienarodzone dziecko ma swojego Anioła Stróża, sięgnijmy do św. Anzelma. Benedyktyn był zdania, że: „każda dusza oddana jest aniołowi tylko wtedy, gdy pozostaje w jedności z ciałem”. Święty był ponadto zdania, że Anioł Stróż wyznaczony jest przed momentem narodzin. Większość teologów twierdzi, że wszyscy ludzie – ochrzczeni i nieochrzczeni – od momentu przyjścia na świat przebywają w obecności osobistego opiekuna. Odmienni w tej opinii są św. Bazyli Wielki oraz św. Cyryl z Aleksandrii, ograniczający zakres służby aniołów do wiernych chrześcijan. Z ukazanej w książce pt. „Mistyczne miasto Boga” rozmowie Najświętszej Maryi Panny z Marią z Agredy wiemy, iż winniśmy okazywać „wdzięczność za przysługę, jaką wyświadczył nam Bóg, wyznaczając nam do pomocy aniołów, które nas pouczają i prowadzą przez troski i smutki”. Matka Boża mocno zachęcała swoją rozmówczynię, by „uważnie przestrzegała zaleceń, ponagleń i natchnienia, jakimi napełniają nas aniołowie; wzruszając i przypominając o najwyższym oraz o praktykowaniu wszelkich cnót”.

6.Troskliwi pocieszyciele

O tym, że Aniołowie Stróżowie pocieszają swych podopiecznych cierpiących w czyśćcu mówi nam św. Małgorzata Maria Alacoque. Podczas swoich mistycznych doświadczeń widziała, obok dusz czyścowych wznoszących ręce ku niebu w błagalnym geście, pocieszających i wspierających aniołów. Wizja ta pokazuje, że misja dobrych aniołów stróżów nie kończy się wraz z końcem ziemskiego życia człowieka. Wiemy z różnych przekazów, iż jeśli za życia dusza zachowała niewinność lub wykazała szczerą skruchę, zostaje doprowadzona pod opieką anioła do czyśćca, aby tam mogła się oczyścić, chyba że z wyroku Bożego postanowiono inaczej. Kiedy ogłoszony zostanie sąd i dusza przeznaczona będzie na wieczne męki, opuszcza ją natychmiast Anioł Stróż i staje się ofiarą demonów, które zaciągają ją do piekła. Dusze czyścowe mogą liczyć natomiast na wsparcie swoich duchowych opiekunów. Aniołowie Stróżowie wspierają je w miejscu kaźni, umacniając w nadziei, przedstawiają Bożej sprawiedliwości modlitwy i ofiary zanoszone przez Kościół ku ich  pokrzepieniu i pokojowi. Tą szczególną pomoc odczuwają przede wszystkim zapomniane przez krewnych i przyjaciół dusze. W ten sposób również Aniołowie Stróżowie wypełniają swoją misję miłości.

7.Wrażliwi towarzysze

Jednym z problemów, który pojawia się w temacie aniołów, dotyczy pytania, czy te niebieskie duchy posiadają uczucia. Według św. Tomasza z Akwinu: „Aniołowie są naprawdę szczęśliwi, ponieważ nie mają powodów do zmartwień (…). Aniołowie nie smucą się ani grzechami, ani krzywdami wyrządzonymi przez ludzi”. Chociaż aniołowie mogą nie odczuwać smutku, jak nas przekonuje Anielski Doktor, to znane są również głosy, że emocje nie są im obce. Papież Leon XIII w encyklice Augustissimae Virginis Mariae pisze: „Aniołowie ujawnili każdą z tych tajemnic w odpowiednim czasie; odegrali w tym ogromną rolę; byli w nich obecni cały czas, a ich oblicza były przejawem albo radości, albo smutku, tudzież triumfującego rozradowania”. Przykładem na emocjonalne reakcje tych duchowych bytów jest historia bł. Weroniki z Binasco. Z jej relacji wiemy, iż „Pewnego razu, wiedziona ciekawością, spojrzałam podczas Mszy na dwie siostry klęczące przy ołtarzu, anioł Boga, stale przy mnie obecny, upomniał mnie z taką surowością, że nieomal zemdlałam z przerażenia. Jak straszliwie na mnie spojrzał”. Podobny wątek odnajdujemy w życiorysie św. Gemmy Galgani, która wspominała, że jej duchowy opiekun nie szczędził jej wymówek, gdy grzeszyła. Po jednym z takich incydentów na Świętą anioł „rzucił surowe spojrzenie”. Św. Antoni Pustelnik pisał z kolei: „Powiadam Ci zaprawdę umiłowany, że nasza niedbałość i poniżenie, i nasze zbaczanie z drogi, nie są stratą jedynie dla nas samych ,nużą one aniołów i świętych w Jezusie Chrystusie. A nasze upokorzenie zasmuca ich wszystkich a nasze zbawienie raduje ich i odświeża”.

Kościelne autorytety zalecają oddawanie czci nie tylko Aniołom Stróżom, ale również i tym wszystkim duchom czystym, które pojawiają się w każdej Mszy świętej ze swoimi intencjami. Godne chwały są zarówno te anioły, które padają na twarz w uwielbieniu przed ołtarzem podczas adoracji Najświętszego Sakramentu, jak i te, które towarzyszą naszemu Panu w opustoszałych świątyniach.

Anna Nowogrodzka-Patryarcha

Św. Andrzej Bobola - obrońca granic Polski - Patron Polski

 

Wiele krzywdzących słów mówi się dziś w świecie o Polsce i Polakach. Nie jest to łatwy czas dla naszego narodu. Oskarżenia i ataki, a nawet szantaże ze strony „wielkich” tego świata, kieruje się pod adresem tych, którzy rządzą Polską. Ale czy naród, który tyle razy dał świadectwo umiłowania prawdy i dobra, można tak traktować? Czy godzi się go zniewalać, aby był poprawny politycznie?

Zasługi Polaków

To Polacy, pierwsi w świecie, już w XV wieku powiedzieli Krzyżakom, że nie wolno nawracać pogan na wiarę chrześcijańską ogniem i mieczem. To husaria króla Jana III Sobieskiego przyszła z pomocą Europie w 1683 r., gdy Turcy zdobywali państwo po państwie i zbliżali się do Rzymu. To odważni polscy żołnierze i modlący się ludzie Warszawy obronili Europę przed bolszewikami i komunizmem w 1920 r. To Polacy podjęli wojnę z hitlerowskimi Niemcami w obronie własnego kraju, mimo że nie znaleźli wsparcia ze strony swoich przyjaciół. To polski naród nigdy nie pogodził się z okupacją Ojczyzny po II wojnie światowej, aż doprowadził do rozpadu Związku Radzieckiego. Dlaczego więc dziś ten naród, który tyle razy dał wyraz umiłowaniu Europy, jest tak atakowany? Dlaczego się go opluwa i posądza o czyny, które zawsze były mu obce?

Przyczyny ataków

To, jak postrzega się dziś Polskę, można analizować w świetle pewnych wydarzeń, które mają tu miejsce, ale można też popatrzeć na to wszystko oczyma wiary, które więcej widzą. I choć nieraz przedstawia się naszą Ojczyznę w nie najlepszym świetle, to jednak jest wielu ludzi w świecie, którzy cenią Polskę i pragną odwiedzić ten kraj, który z woli Boga w XX wieku dał światu świętych i błogosławionych. Przywołać tu należy św. Faustynę, św. Maksymiliana Marię Kolbego czy św. Jana Pawła II. Bóg dzięki nim zwrócił oczy całego świata na Polskę i dał wystarczającą wiedzę o narodzie, który w planie zbawienia w przyszłości będzie miał ważną rolę do spełnienia.

Przepowiednia kard. Hlonda

Oczy wiary ten atak na Polskę z jednej strony pozwalają widzieć jako zemstę szatana, który wykorzystuje „królestwa tego świata” do uniemożliwienia realizacji planu Bożego, zaś z drugiej — pomagają dostrzec w tym, co się dzieje, Boga, który przygotowuje naród do wypełnienia jego misji w świecie. Na tę drugą stronę zwrócił uwagę kard. August Hlond w swej przepowiedni przed śmiercią: „Polska to naród wybrany przez Boga do wielkiego posłannictwa, dlatego oczyści go Bóg przez cierpienie. Bóg ześle Polsce pomoc swoją z tej strony, z której się nikt nie spodziewał. Przyjdzie dla Polski dzień, w którym przyjaciele odstąpią od niej i zostanie sama, aby się wypełniła wola Boża — a wtedy miłosierdzie okryje ją całą — Polska przejdzie jeszcze swoje ostateczne oczyszczenie, ale potem wiara i miłość zatryumfują w pełni. Jeszcze jakiś czas potrzebny jest do pokuty, a potem Chrystus zmieni całkowicie oblicze tej ziemi. Niech nikt nie upada na duchu, gdy szatan będzie brał górę, bo zostanie pokonany mocą Bożą. Zwycięstwo, gdy przyjdzie, będzie zwycięstwem błogosławionej Maryi Dziewicy. Z różańcem w ręku módlcie się więc o zwycięstwo Matki Najświętszej! Polska jest bowiem narodem wybranym Najświętszej Maryi Panny. Polska nie zwycięży bronią, ale modlitwą, pokutą, wielką miłością bliźniego i Różańcem. Polska ma stanąć na czele Maryjnego zjednoczenia narodów. Trzeba ufać i modlić się. Jedyna broń, której używając Polska odniesie zwycięstwo, to Różaniec. On tylko uratuje Polskę od tych strasznych chwil, jakimi może narody będą karane za swą niewierność względem Boga.

Polska będzie pierwszą, która dozna opieki Matki Bożej. Maryja obroni świat od zupełnej zagłady, a Polska nie opuści sztandaru Królowej Nieba. Całym sercem wszyscy niech się zwracają z prośbą do Matki Najświętszej o pomoc i opiekę pod Jej płaszczem. Nastąpi wielki tryumf Serca Matki Bożej, po którym dopiero zakróluje Zbawiciel nad światem przez Polskę.

Polska urośnie do znaczenia potęgi moralnej i będzie natchnieniem przyszłości Europy, jeżeli nie ulegnie bezbożnictwu, a w rozgrywce duchów pozostanie niezachwianie po stronie Boga. Jako promieniujący ośrodek chrześcijański Polska będzie powagą i może odegrać rolę wzoru oraz pośredniczki oczekiwanego braterstwa narodów, którego samą grą dyplomatyczną zbudować niepodobna. Na rozstaju dziejowym Polska nie powinna się przeto zawahać, nie powinna zbaczać ze swej drogi, lecz iść za swym powołaniem. Pogłębioną świadomością chrześcijańską powinna odgrodzić się duchowo od zmurszałego i zakłamanego świata, który przepada, a przodować w nowym życiu, które się wyłania”.

Przytaczam słowa tej przepowiedni, bo pozwalają one odpowiedzieć na pytanie, dlaczego Polska jest dziś przywoływana do praworządności. Pozwalają też rozumieć wezwanie do wielkiej mobilizacji modlitewnej narodu. Dziś toczy się w Polsce wielka walka o duszę narodu. Czy to będzie naród chrześcijański, czy bezbożny? Czy panować w nim będą moralność ewangeliczna, czy wartości europejskie? Czy naród zachowa myślenie katolickie, czy pójdzie za ideologią gender?

Ratunek dla Polski w św. Andrzeju Boboli

W tej walce nie możemy liczyć na żadną pomoc ze strony innych państw czy narodów. Nikt nie będzie się bił o katolickie oblicze naszej Ojczyzny. To oblicze może nam zapewnić tylko pomoc z nieba. I tę pomoc dał narodowi sam Bóg w św. Andrzeju Boboli, patronie Polski.

W ostatnim czasie wiele się słyszy wezwań do modlitwy za Polskę za przyczyną tego świętego. Ale mam wrażenie, że nie wszyscy rozumieją to wezwanie, dlatego jako czciciel św. Andrzeja, a także w jakimś sensie powołany do szerzenia jego kultu i wyjaśniania roli w dzisiejszej historii Polski, pozwolę sobie odpowiedzieć na pytanie: Dlaczego możemy mieć nadzieję, że z jego pomocą uratujemy wiarę katolicką w Polsce?

Święty, o którym Bóg nie pozwolił zapomnieć

Z życiorysu św. Andrzeja wiemy, że jego pośmiertne objawienia otworzyły mu drogę na ołtarze i do powstania jego sanktuarium w Strachocinie. Te objawienia są różnie postrzegane. Z pewnością są tacy, którym kojarzą się z pychą czy zarozumiałością św. Andrzeja. Dlatego wszystkim, których ogarnia takie myślenie, trafnie odpowiada papież Pius XII w encyklice „Invicti athletae Christi”, poświęconej św. Andrzejowi Boboli. „Jest naszym gorącym pragnieniem, żeby wszyscy po całym świecie uczestnicy chlubnego miana katolików, a zwłaszcza ci synowie ukochanej przez nas polskiej ziemi, dla których (...) Andrzej Bobola jest chlubą i wspaniałym wzorem chrześcijańskiego męstwa, w trzechsetną rocznicę jego zgonu, pobożnym sercem i umysłem rozważyli jego męczeństwo i jego świętość. Nie chcemy pominąć tej pamiętnej chwili, która złotymi zgłoskami zapisana jest w rocznikach Kościoła (...)”.

Jeśli papież zachęca wszystkich chrześcijan do pochylenia się nad św. Andrzejem, to przypomnijmy, że on 316 lat temu po raz pierwszy się objawił i 80 lat temu został kanonizowany.

Pińsk, rok 1702

To miejsce i rok pierwszego objawienia Andrzeja Boboli. Prawdę o tym objawieniu rozeznajemy dopiero w świetle okoliczności, w których się ono dokonało. 16 kwietnia 1702 r. w celi o. Marcina Godebskiego, rektora Kolegium Jezuitów, pojawił się zakonnik i powiedział: „Jestem wasz współbrat Andrzej Bobola, obronię miasto i kolegium przed Szwedami, jeśli odnajdziecie moją trumnę i oddzielicie ją od innych”. Gdy spełniono prośbę, miasto i kolegium zostały uratowane. Szwedzi nie weszli do Pińska, a mieszkańcy i jezuici odczytali to jako wyjątkową ingerencję Andrzeja Boboli. Dzięki temu, co się stało, rozpoczęto prace nad wyniesieniem go na ołtarze.

W tym objawieniu należy też zobaczyć obrońcę katolickiej wiary. Przecież najeźdźca, u którego od XVI wieku dominującą religią był protestantyzm, wykorzystywał wojnę do niszczenia i rabowania wszystkiego, co katolickie. Andrzej, objawiając się z konkretną propozycją, która się dokonała, już wtedy jawi się jako dar od Boga dla ratowania katolickiej wiary wśród Polaków. Zresztą wydaje się, że to, co uczyniono w obliczu kolejnego zagrożenia, potwierdziło to przekonanie w polskim narodzie.

Warszawa, rok 1920

Druga ważna ingerencja bł. Andrzeja Boboli dotyczy udziału w Cudzie nad Wisłą. Aż dziw bierze, że historycy przemilczają pewne fakty, a szczególnie te związane z Andrzejem.

Rok 1920 to czas, w którym pojawiło się zagrożenie dla Polski ze strony bolszewików. Polski rząd szukał pomocy u zaprzyjaźnionych krajów zachodnich, ale jej nie znalazł. Świadomy tego Episkopat Polski, zgromadzony na Jasnej Górze, podjął religijne działania, aby szukać pomocy u Boga przez Maryję. Ale podjął też jedną ważną inicjatywę. 28 lipca biskupi napisali prośbę do papieża Benedykta XV o kanonizację Andrzeja Boboli, z uzasadnieniem: „Podniesiony ku czci świętych będzie najdzielniejszym i nieustannym Patronem Ojczyzny i Kościoła Katolickiego, szczególnie na Kresach Polski, najbardziej wystawionych na niemałe niebezpieczeństwo obyczajności i prawdziwej wiary”. Do tej prośby dołączono list Józefa Piłsudskiego, w którym napisał: „Ojcze Święty! Od początku wojny światowej, która się zda obecnie dobiegać do końca, Bóg Wszechmogący widocznie błogosławił wysiłkom naszej bohaterskiej armii. Wbrew zamiarom naszych wrogów Ojczyzna nasza zmartwychwstała, co według rachub ludzkich zdawało się prawie niemożliwym. Przypisujemy to dokonanie się aktu sprawiedliwości dziejowej możnemu wstawiennictwu naszych Świętych Patronów, a zwłaszcza Błogosławionemu Andrzejowi Boboli, w sposób szczególny czczonemu przez naród polski, który w nim położył swą ufność. Pragniemy mu okazać wdzięczność za Jego opiekę nad Polską i zapewnić ją sobie na przyszłość dla dalszego rozwoju naszego Państwa. Dlatego błagamy Cię, Ojcze Święty, by Wasza Świątobliwość raczył zaliczyć w poczet świętych Błogosławionego Andrzeja Bobolę”.

31 lipca metropolita warszawski kard. Aleksander Kakowski wydał list do duchowieństwa archidiecezji, w którym zaapelował o religijno-patriotyczną mobilizację: „Na ubłaganie pomocy z Nieba, której Bóg nigdy nie skąpił, prosząc o nią, ufny w przyczynę bł. Andrzeja Bobolę, patrona Polski, i bł. Władysława z Gielniowa, patrona Warszawy, zarządzam nabożeństwa błagalne za wstawiennictwem tych błogosławionych”.

Od 6 do 15 sierpnia w warszawskich kościołach: Ojców Jezuitów przy ul. Świętojańskiej na Starym Mieście, św. Anny i Świętego Zbawiciela rano o dziewiątej i wieczorem o siódmej miały być odprawione nowenny z wystawieniem Przenajświętszego Sakramentu i odmawiane litanie do Najświętszego Serca Pana Jezusa z aktem poświęcenia oraz litanie do bł. Andrzeja Boboli i bł. Władysława z Gielniowa. Wielcy orędownicy Polski nie zawiedli. Bolszewicy zostali pod Warszawą pokonani w ostatnim dniu nowenny — 15 sierpnia 1920 r.

W duchu wdzięczności za zwycięstwo ponowiono prośbę o kanonizację bł. Andrzeja Boboli, a gdy władze w Moskwie dowiedziały się, że Polacy Andrzejowi Boboli przypisują zwycięstwo nad nimi, wysłali żołnierzy, aby odszukali trumnę i zobaczyli, czy „znajduje się w niej ciało zachowane od rozkładu”, a jeśli będzie zachowane, to mieli zabrać tę trumnę do Moskwy, co też się stało.

Wszystko, co się działo przed Cudem nad Wisłą i po nim, świadczy, że Polacy w tym zwycięstwie widzieli udział bł. Andrzeja Boboli, a jego kanonizację trzeba odczytać jako wdzięczność za uratowanie Polski i Europy przed komunizmem.

Strachocina, rok 1987

Ostatnie objawienie św. Andrzeja dotyczy już współczesnej historii Polski. Miało ono miejsce w Strachocinie, miejscowości na Podkarpaciu, w archidiecezji przemyskiej. Św. Andrzej Bobola, gdy objawił się 16 maja 1987 r. miejscowemu proboszczowi, powiedział: „Jestem św. Andrzej Bobola, zacznijcie mnie czcić w Strachocinie”. Dzięki temu w parafii rozpoczął się jego kult, a liczne świadectwa pielgrzymów o wyproszonych łaskach sprawiły, że abp Józef Michalik, ówczesny metropolita przemyski, 19 marca 2007 r. miejscowy kościół uczynił sanktuarium św. Andrzeja Boboli.

Pewne wydarzenia związane z tym sanktuarium pozwalają jednak rozeznać to objawienie w wymiarze nie tylko religijnym, ale i narodowym. Gdy bowiem w 2005 r. po raz pierwszy do Strachocina pielgrzymowali ci, którzy prosili o pomoc patrona tego miejsca, aby doszli do władzy w wyborach parlamentarnych, zostali wysłuchani. Ale wtedy nikt nie wiązał tego zwycięstwa ze św. Andrzejem ani z tym miejscem.

Dopiero wybory prezydenckie i parlamentarne z 2015 r. pozwalają nabrać przekonania o objawieniach Andrzeja w Strachocinie jako o przypomnieniu jego roli w narodzie. Po dziesięciu latach ci, którzy kiedyś pielgrzymowali do św. Andrzeja, ponownie przybyli do Strachociny, aby prosić świętego o pomoc w zbliżających się wyborach. Wpierw 2 maja modlili się za swojego kandydata na prezydenta, który na tydzień przed wyborami miał 14 punktów straty do ówczesnej głowy państwa. Po tej modlitwie wygrał już pierwszą turę wyborów i dziś jest prezydentem RP. Warto ten fakt wszystkim przypominać, bo wydaje się, że w nadmiarze wielu wydarzeń o tym się zapomina i pomija udział św. Andrzeja w tym zwycięstwie. A w moim przekonaniu ta modlitwa miała decydujący wpływ na to, co się stało.

4 października 2015 r. odbyła się druga pielgrzymka do św. Andrzeja z prośbą, aby zmienił się układ sił w parlamencie. Postawiono wtedy św. Boboli wielkie żądanie: „Spraw, byśmy rządzili sami, mieli tylu posłów, aby nie wchodzić w żadne koalicje”. I czy to się nie stało? Kolejna prośba została spełniona.

Trzeba dziękować, że parlamentarzyści o tym pamiętają i co roku pielgrzymują do św. Andrzeja Boboli, by podziękować mu za to, co się stało. Mam nadzieję, że św. Andrzej nigdy im tego nie zapomni.

Gorąca prośba

Dziś tymi słowami dzielę się ze wszystkimi, którym leży na sercu Polska katolicka, kierująca się wartościami chrześcijańskimi, w której będzie się szanować prawa naturalne — a szczególnie prawo do życia od poczęcia aż do naturalnej śmierci — i proszę was, byście włączyli się w modlitwę za Ojczyznę. Niech w tej modlitwie znajdzie się św. Andrzej. Bóg dał go naszej Ojczyźnie, aby w niej były wiara katolicka, szacunek do innych wyznań i ludzi inaczej myślących, a nade wszystko abyśmy byli jedno.

Wskazując na „cud strachociński”, który dokonał się w 2015 r., proszę, by nie został zaprzepaszczony. Historia z 1920 r. może się powtórzyć.

Cud nad Wisłą z czasem został zmarginalizowany. To, co było wielką łaską i darem Bożym, ludzie przypisali sobie i zaczęli budować sobie pomniki. Aż nadeszła za to kara, bardzo bolesna... Obyśmy dziś nie powtórzyli tego błędu. Wyborcze zwycięstwa z 2015 r. to też był cud, za którym znowu, jak w 1920 r., stoi św. Andrzej Bobola. Jeśli o tym zapomnimy albo zaczniemy to zwycięstwo przypisywać ludzkim działaniom, to co nas czeka?

Moim obowiązkiem jest o tym przypominać. Oczy wiary pozwalają mi w tym, co się stało, zobaczyć coś więcej i dzielę się tym, będąc zatroskany o przyszłość mojej Ojczyzny.

 

Ks. Józef Niżnik, kustosz sanktuarium św. Andrzeja Boboli w Strachocinie

Kolejny Cud Eucharystyczny w Polsce to kolejne Ostrzeżenie dla Polski

 Chcą ze świata zrobić zbiorowe więzienie

 Kolejny Cud Eucharystyczny w Polsce to kolejne Ostrzeżenie dla Polski

Bóg obecny w sokólskiej Hostii nadal uzdrawia

 

Liczba cudów nie maleje. Wciąż otrzymuję informacje o uzdrowieniach osób, które modliły się przed sokólską Hostią. Ludzie dołączają do nich nierzadko świadectwa lekarskie, mówiące o tym, że powrót do dobrej kondycji z punktu widzenia medycyny jest niewytłumaczalny – podkreśla ksiądz kanonik Jarosław Ciuchna, proboszcz parafii pod wezwaniem św. Antoniego Padewskiego w Sokółce oraz kustosz Sanktuarium Najświętszego Sakramentu w rozmowie z Adamem Białousem.

2 października w Sokółce odbywa się Dzień Eucharystii, związany z 14. rocznicą Cudu Eucharystycznego. Jak mają przebiegać niedzielne uroczystości?

Rozpoczęliśmy już 30 września 40-godzinnym nabożeństwem. Najpierw ulicami Sokółki przeszła procesja, której uczestnicy odmawiali modlitwę różańcową. Główne niedzielne uroczystości rozpoczynają się o godzinie 11:00. Mszę Świętą przy ołtarzu polowym odprawi ks. arcybiskup Józef Guzdek, metropolita białostocki. W godzinach 13:00 – 18:00 na ołtarzu głównym w kościele wystawiona będzie do publicznej adoracji w niezwykły sposób przemieniona cząstka Ciała Pańskiego. O godzinie 14:30 będziemy modlić się na Różańcu, o 15:00 odmówimy koronkę do Miłosierdzia Bożego. Wspomnę tu, iż w naszej kolegiacie znajduje się jeden z dwóch istniejących przepięknych, obrazów Pana Jezusa Miłosiernego, autorstwa wybitnego wileńskiego malarza Ludomira Sleńdzińskiego. Obrazy te namalował on na specjalną prośbę ks. Michała Sopoćki. Wizerunki miały trafić do Watykanu jako dowód zgodności objawień siostry Faustyny z teologią katolicką. Pozostały jednak w naszym regionie. Jeden znajduje się w białostockiej farze, zaś drugi w naszym kościele. Modlący się przy nich doznają wielu łask.


Dzień Eucharystii kończy również intensywny sezon pielgrzymowania do sokólskiego Sanktuarium. Jaki był pod tym względem ostatni rok na tle poprzednich?

Pierwsi wierni zaczęli przybywać z różnych stron do Sokółki pod koniec roku 2009, niedługo po podaniu do publicznej wiadomości, w formie komunikatu białostockiej Kurii, informacji na temat niezwykłego zdarzenia eucharystycznego. Od tamtej pory rozpoczął się duży ruch pielgrzymkowy, który trwa do dziś. Tegoroczny sezon nie był pod tym względem skromniejszy niż poprzednie. Nie podliczyliśmy jeszcze grup autokarowych, które przybyły, bo robimy to zwykle po Dniu Eucharystycznym. Jednak z moich obserwacji wynika, że wiernych było bardzo dużo. Peregrynacji indywidulnych lub rodzinnych nie da się nawet policzyć. Niektórzy chętni, zanim do nas przybyli, dzwonili z pytaniem, czy do Sokółki można wjeżdżać z powodu ograniczeń, jakie obowiązywały w związku z sytuacją na pobliskiej granicy polsko-białoruskiej. Kiedy informowaliśmy, że nie ma takich przeszkód w Sokółce, śmiało przyjeżdżali. Gościmy ludzi z różnych stron Polski, a nawet świata, z krajów tak odległych jak m.in. Chiny, Indonezja, Argentyna, Australia. Są też, coraz bardziej liczne pielgrzymki z Europy Zachodniej m.in. z Anglii, Niemiec, Francji.

Czy cudowne uzdrowienia fizyczne i duchowe nadal trwają?

Ich liczba nie maleje. Wciąż otrzymuję informacje o uzdrowieniach osób, które modliły się przed sokólską Hostią. Ludzie dołączają do nich nierzadko świadectwa lekarskie, mówiące o tym, że powrót do dobrej kondycji z punktu widzenia medycyny jest niewytłumaczalny. Wiem też, że nie wszyscy informują nasze sanktuarium o łaskach, których doznali. Dlatego też proszę te osoby, aby zechciały nas o tym powiadamiać. Do przesyłania świadectw zachęcamy również na stronie internetowej Sanktuarium Najświętszego Sakramentu. Jest tam podany dokładny nasz adres. Te relacje są bardzo ważne, przede wszystkim wzmacniają wiarę innych. Z kolei dykasterie watykańskie już od kilku lat badają i obserwują sprawę sokólskiego Cudu Eucharystycznego oraz uzdrowień.

Jakie szczególne nabożeństwa odprawiane są w sanktuarium?

Od czasu rozpętania wojny przez Rosję podczas wielu Mszy świętych modlimy się o pokój na Ukrainie. Natomiast 16. dnia każdego miesiąca celebrowana jest specjalna Eucharystia w intencji naszej Ojczyzny. Codziennie po Mszy Świętej o 7:30 wystawiany jest Najświętszy Sakrament. Adoracja eucharystycznego Pana Jezusa trwa cały dzień, do wieczornej Eucharystii. Charakterystyczna dla naszego sanktuarium jest Koronka do Jezusa Chrystusa w Najświętszym Sakramencie. Odmawiamy ją po Mszy św. o 7:15, od poniedziałku do soboty. A w każdą niedzielę o godzinie 14:30 modlimy się na Różańcu.

Na jakim etapie są obecnie remonty i modernizacje prowadzone w sanktuarium?

W tym roku utwardziliśmy aleje, które prowadzą od kościoła do ołtarza polowego. Właśnie nimi w Dniu Eucharystii niesiona jest w specjalnej kustodii przemieniona w niezwykły sposób cząstka Ciała Pańskiego. Aleja główna jest wówczas pięknie wysypana płatkami kwiatów. Wygląda jak utkany dywan. Ważną renowacją będzie rozpoczynające się niebawem odnowienie przepięknej mozaiki Matki Bożej Miłosierdzia – Ostrobramskiej. Wizerunek ten znajduje się nad wejściem do świątyni. Wymienione zostaną części mozaiki, które uległy zniszczeniu z powodu warunków atmosferycznych – twarz i dłonie. Zaplanowaliśmy też remont prezbiterium. To ostatni etap renowacji wnętrza kościoła, który w ostatnich latach odzyskał wspaniały wygląd. Doceniają to m.in. osoby zaangażowane w produkcję filmu „U Pana Boga w Królowym Moście”, do którego niektóre zdjęcia powstają obecnie w naszej kolegiacie. Część ekipy, również aktorzy, modlą się czasem przy przemienionej cząstce Ciała Pańskiego. To budujący widok.

Dziękuję za rozmowę.

 

*****

Historia niezwykłej przemiany cząstki Ciała Pańskiego w sokólskiej kolegiacie

W niedzielę 12 października 2008 roku podczas udzielania Komunii świętej podczas Najświętszej Ofiary odprawianej w kościele św. Antoniego Padewskiego w Sokółce, jeden z księży upuścił konsekrowaną Hostię. Umieszczono ją w naczyniu liturgicznym zwanym vasculum, wypełnionym wodą. Komunikant miał się w niej zupełnie rozpuścić. Jednak wbrew prawom fizyki, tak się nie stało. Po tygodniu siostra zakonna (Eucharystka) zajrzała do vasculum i zobaczyła, iż woda w nim przybrała czerwoną barwę. Zachowała się centralna część komunikantu, który wyglądał jakby czerwona plamka czy maleńki skrzep krwi. To zastanowiło miejscowych księży, którzy o niezwykłym zdarzeniu powiadomili księdza arcybiskupa Edwarda Ozorowskiego, ówczesnego metropolitę białostockiego.

Arcypasterz skierował do Sokółki swoich wysłanników, którzy po obejrzeniu niezwykłego zjawiska stwierdzili, że zachowany fragment Hostii należy poddać badaniom naukowym. Przeprowadziło je dwoje niezależnych specjalistów z dziedziny patomorfologii – profesorowie białostockiego Uniwersytetu Medycznego. Choć naukowcy pracowali oddzielnie, doszli do tego samego wniosku, a mianowicie, że badana przez nich substancja jest cząstką mięśnia ludzkiego serca będącego w agonii.

Dlatego ksiądz arcybiskup Edward Ozorowski powołał specjalną komisję, która wiele miesięcy badała sprawę dotyczącą tego niezwykłego zdarzenia. Komisja nie wykryła żadnej mistyfikacji, potwierdzając tym nadprzyrodzony charakter zjawiska. Akta sprawy zostały przekazane do Nuncjatury Apostolskiej w Warszawie. Od tej pory przypadek ten bada Watykan. W marcu 2017 roku kościół św. Antoniego Padewskiego w Sokółce został ustanowiony Sanktuarium Eucharystycznym.

Adam Białous

„W Sercu Matki”. Wyjątkowe świadectwa kapłanów o ich więziach z Maryją

 

„W Sercu Matki”. Wyjątkowe świadectwa kapłanów o ich więziach z Maryją

(Pch24.pl)

Kościół w Polsce stoi dziś przed niezwykłym wyzwaniem. Znajduje się u progu jeszcze większego kryzysu, którego symptomy są już aż nadto widoczne. Odpowiedź na nadchodzącą falę laicyzacji i bezbożności może być tylko jedna – trwanie tych, którzy nie poddadzą się nowym modom, w pobożności maryjnej i w miłości do duchownych. To bowiem właśnie pobożność maryjna i szacunek dla kapłanów nadal jakoś wyróżniają Polaków na duchowej mapie świata. W końcu nie każdy naród doznał takiego zaszczytu jak Polacy, których Królową Maryja zechciała sama się nazwać – pisze Krystian Kratiuk we wstępie do książki „W Sercu Matki”.

Nowa pozycja Wydawnictwa Rosa Mistica, to zapis rozmów jakie Krystian Kratiuk przeprowadził z sześcioma kapłanami. O swoich związkach z Maryją w książce opowiadają: ks. Robert Skrzypczak, ks. Grzegorz Bliźniak, o. Wawrzyniec M. Waszkiewicz, ks. Łukasz Kadziński, ks. Piotr Buda, o. Jan P. Strumiłowski.

Poniżej – dzięki uprzejmości Wydawnictwa Rosa Mistica – prezentujemy fragment jednej z przeprowadzonych rozmów.


RED. KRYSTIAN KRATIUK
O. DR HAB. JAN STRUMIŁOWSKI OCIST
KS.PIOTR BUDA

SPOTKANIE TRZECIE (fragment rozmowy)

REDAKTOR: Rozważając życie i duchowość kapłanów wynoszonych do chwały ołtarzy, często podkreśla się pobożność maryjną ich rodziców. Dwa chyba najczęściej analizowane pod tym kątem obecnie przykłady to kardynał Stefan Wyszyński oraz papież Jan Paweł II. Oczywiście nie zawsze musi być tak, że matka kapłana, który ma szczególne nabożeństwo do Matki Bożej, była odwzorowaniem wszystkich cnót, albo pobożność maryjną w jakiś szczególny sposób kultywowała. Ale jest to nierzadkie, prawda? Zwłaszcza u nas, w Polsce.

O.JAN: Zarówno dla matek, jak i dla ojców stanowi to ogromne wyzwanie i zobowiązanie zarazem: być taką matką, takim ojcem, aby dziecko mogło ukształtować sobie prawidłowy obraz Ojca i Matki w niebie. Nie zawsze zdają sobie sprawę, niestety, że to, jakimi będą rodzicami, nie tylko będzie rzutowało na wychowanie ich pociech, ale także będzie kształtowało ich wiarę oraz intuicyjne poznanie tego, kim jest Matka Maryja i Bóg Ojciec. Na pewno, jak Ksiądz tutaj wspomniał, macierzyństwo jest trudniejsze do okaleczenia. Jednak tego, co to znaczy macierzyństwo, nie uczymy się z encyklopedii. Nie jest tak, że poznajemy definicję i kształtujemy sobie na jej podstawie pogląd. Po prostu mamy matki. A jeśli ktoś nie ma – bo i tak może się zdarzyć – gdzieś w sercu zawsze jest chyba zapisana mniej lub bardziej uświadomiona tęsknota za naturalnym porządkiem rzeczy. I ten obraz może się kształtować. Wielu świętych, którzy stracili matkę w młodości, rozwinęło szczególne nabożeństwo do Najświętszej Maryi Panny. Ja staram się zachęcać matki, aby, poszukując wzoru, wpatrywały się w Maryję. Dziś często obserwujemy w rodzinach dramatyczny brak ojców przy równoczesnej nadopiekuńczości matek. To bardzo mocno okalecza ich synów. W Maryi każda z matek może znaleźć wzór podporządkowania się misji Syna, towarzyszenia Mu i oddania Go nie tylko w chwili, gdy dorośnie i opuści rodzinny dom. Maryja uczy każdą matkę oddawać dziecko już od początku. Mówi całym swoim życiem: „Mój Syn jest Synem Bożym, On ma do spełnienia misję, On ma swoje życie zaplanowane przez Boga. I nawet jeżeli to dla mnie będzie bolesne, będę Mu towarzyszyła, ale nie stanę Mu na drodze”. Matka ma bez wątpienia szczególną więź z dzieckiem, nosi je przecież w swoim łonie, pod swoim sercem. My, mężczyźni, prawdopodobnie nie jesteśmy w stanie sobie tego wyobrazić. A jednak właśnie matka, mająca tę imponującą więź z dzieckiem, w pewnym momencie jest wezwana, aby je oddać. I w bardzo szczególnym, radykalnym wymiarze realizuje się to w kapłaństwie syna. Nigdy nie zapomnę dnia – było to dla mnie znamienne, wręcz uderzające – gdy miałem już wyjechać, aby wstąpić do zakonu. Mama kazała mi uklęknąć i pobłogosławiła mnie, oddając: „Idź, synu, masz swoją drogę, teraz już nasze zadanie się wypełniło. My jesteśmy przy tobie, towarzyszymy ci, ale ty musisz iść”. To było trudne dla mnie, a tym bardziej dla niej, jednak umiała to zrobić. I później, gdy byłem już w zakonie, nadal miałem doświadczenie mądrego macierzyństwa mojej mamy. Kiedy któregoś dnia przyjechałem i rozmawiałem z rodzicami, tata jeszcze próbował coś tam tłumaczyć, poukładać, a mama mu powiedziała: „Już się skończył nasz czas na wychowanie. Teraz to my będziemy słuchać swoich dzieci. Jeżeli dobrze je wychowaliśmy, możemy ich słuchać i powinniśmy”. Było to dla mnie wstrząsające – i widziałem wyraźnie, że postawa mojej mamy jest echem tego, co zawarte zostało w Ewangelii, w tych drobnych kroplach, momentach, impresjach o Maryi. Matka Boga-Człowieka, która wychowuje swojego Syna, jest o Niego zatroskana, szuka Go, kiedy ma dwanaście lat i się gubi. Ale potem się podporządkowuje, mówi: Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie (J 2,5). Teraz już On jest na pierwszym miejscu.

REDAKTOR: Spotkałem się z taką interpretacją wspomnianego fragmentu o zaginionym dwunastoletnim Panu Jezusie w świątyni, która w moim odczuciu dobrze oddaje to, o czym rozmawiamy. Było to mianowicie kolejne ofiarowanie Jezusa Bogu Ojcu, wejście na ścieżkę własnego powołania młodego mężczyzny. Oczywiście, dzisiejsi polscy dwunastolatkowie nie są tacy sami jak ci sprzed dwóch tysięcy lat w tamtej szerokości geograficznej. Wtedy można już było mówić o dojrzałym chłopcu, który wchodzi w wiek dorosły. Być może zatem fragment ten znalazł się w kanonie Biblii dzięki natchnieniu Ducha Świętego, właśnie po to, żeby matkom powiedzieć, że w pewnym momencie trzeba dziecko puścić w drogę, na którą je powołał je Bóg.

O.JAN: Zgadza się, Maryja, która szuka Jezusa, odnajduje Go po trzech dniach i słyszy jakby nutę wyrzutu, pobrzmiewającą w twardych słowach: Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca? (Łk 2,49). I Ona rozważa te trudne słowa w swoim sercu – i przechodzi szkołę oddawania. Wydaje się, że Jezus w tym momencie uczy swą Matkę tego, czego będzie musiała dokonać na Golgocie, bo absolutne oddanie nastąpiło dopiero tam. Wtedy Maryja również pozornie straciła Go na trzy dni, dopiero trzeciego dnia Chrystus zmartwychwstał. W świątyni jerozolimskiej Ona uczy się, że oddać kogoś lub coś Bogu to nie znaczy stracić, ale zyskać zupełnie inaczej. Nie zawsze potrafimy to pojąć. Wydaje mi się, że matki kapłanów przeżywają bardzo mocno ten właśnie wymiar macierzyństwa Maryi, bo z jednej strony ponoszą stratę, a z drugiej zyskują swoje dziecko na zupełnie innym poziomie. Ewangelia zawiera mądrość Bożą i mądrość ludzką zarazem.

REDAKTOR: Czy to jest ten klucz, w którym polskie matki wychowywały przez wieki mężczyzn do pobożności maryjnej? Bo musimy sobie uświadomić, że dzisiaj, w XXI wieku, jesteśmy swoistym ewenementem na skalę światową. Mamy Wojowników Maryi. Nasi mężczyźni chcą się modlić na różańcu, a więc modlitwą za wstawiennictwem Matki Bożej. Mamy w naszej historii rycerzy śpiewających „Bogurodzicę” i żołnierzy, którzy z ryngrafami z Matką Bożą na piersiach szli i ginęli za ojczyznę, walcząc przeciwko przedstawicielom bezbożnych systemów. Czy w dzisiejszych czasach, kiedy wiara jest tak bardzo zagrożona, gdy ateizm, laicyzm i skrajny indyferentyzm religijny tak się rozprzestrzeniają, dla polskich matek cały czas podpowiedzią powinna być właśnie maryjność? Pobożność maryjna i wychowywanie w niej również chłopców? W świecie, w którym czyha na nich tak wiele zagrożeń duchowych, intelektualnych, ideowych?

KS.PIOTR: Wspominaliśmy, że obraz ojca kształtuje nam autorytet boski, matki – nasze odniesienie do Najświętszej Maryi Panny. Ale mimo wszystko pragnę podkreślić, że to jednak ojciec ma największy wpływ na religijność dziecka. Nasz stosunek do Najświętszej Maryi Panny będziemy również czerpać przede wszystkim od ojca. Z tego, jaki ojciec ma stosunek do matki, do kobiet w szerszym kontekście. To ojciec kształtuje postawę nie tylko religijną, ale też społeczną. Buduje zasady, pewną hierarchię, którą później się kierujemy. W zależności od tego, jaki jest stosunek ojca do matki, taki w dziecku ukształtuje się stosunek do Najświętszej Maryi Panny. Mało tego: dziecko widzi, jaki ojciec ma stosunek do Najświętszej Maryi Panny, czy się modli do Niej i jak. Przykład życia ojca oddziałuje mocniej, niż przykład życia matki.

O.JAN: Wydaje się, że taka zdrowa maryjność na gruncie katolickim historycznie została ukształtowana przez mężczyzn. I dzisiaj jesteśmy świadkami, jak ten mechanizm na naszych oczach się odradza. Przecież topos rycerski zrodził się z kultu Najświętszej Maryi Panny. Rycerz ślubował Najświętszej Maryi Panience wierność, dla Niej walczył, dla Niej się starał, Ona była pierwszą Panią jego serca. I w dalszej kolejności przekładało się to na odniesienie do kobiet – stąd powstał etos rycerski w miłości do wybranki, miłości której dowodem miały być cnoty wierności i męstwa, czystości, szlachetności, prawości. Patrzący powierzchownie formułują zarzut, że pobożność maryjna wśród mężczyzn może prowadzić do ich zniewieścienia. Być może dzieje się tak w pewnych przypadkach, gdy mamy do czynienia z charakterem słabym, niewłaściwie ukształtowanym w dzieciństwie, ale istotnie prawdziwa maryjność nie jest wyizolowana. Poznajemy Maryję poprzez Jej relację do Syna, poprzez relacje naszych ojców do Maryi, a zatem poprzez relację męskości do kobiecości. Arcybiskup Fulton Sheen powiedział kiedyś, że poziom mężczyzn – a w konsekwencji poziom naszych społeczeństw – zależy od tego, jaki będzie poziom kobiet, bo mężczyzna jest dla kobiety. I w sferze religijnej jest podobnie. Spójrzmy choćby na ruch Wojowników Maryi, nie wiedzieć czemu w niektórych kręgach krytykowany, proszę zwrócić uwagę, że to są mężczyźni, którzy bardzo tęsknią za męstwem i bardzo sobie je cenią ze względu na Maryję. Maryja jest naszą obroną, Ona jest naszą tarczą i inspiracją, jest Tą, dla której walczymy. Równocześnie – co dla nas, mężczyzn, jest bardzo ważne – Maryja stanowi wzór męstwa, ponieważ pokazuje, że cnota ta niekoniecznie musi być bezpośrednio związana tylko i wyłącznie z dziką agresją. Ona jest najdelikatniejszą ze wszystkich stworzeń – a jednocześnie swą drobną stópką miażdży łeb szatanowi, który jest największym przeciwnikiem człowieka. Potrafi to zrobić. Dzięki Niej my uczymy się prawdziwego męstwa. Tego, że być męskim to niekoniecznie znaczy uderzyć pięścią w stół. Być męskim znaczy być mocnym względem tego, co nam zagraża, w sytuacji kryzysowej zachować spokój, zapanować nad sobą, aby móc panować nad sytuacją.

REDAKTOR: Jeden z księży mówi często, że ojciec powinien być jak kaloryfer – twardy i ciepły.

KS.PIOTR: O, to bardzo ładne. Twardy i ciepły zarazem.

***

KS.PIOTR: Teraz postępuje kryzys w Kościele polskim i ewidentnie jest on związany z osłabieniem duchowości maryjnej. A jednak mimo wszystko w naszym kraju jest ona jeszcze obecna w rodzinach i formacji seminaryjnej. W tym miejscu muszę dodać jeszcze jedno. W okresie, gdy ja byłem w seminarium, mocno podkreślano, że z maryjnością można przesadzić. Zwracano nam uwagę, że wśród ludzi świeckich występuje zjawisko przejaskrawienia tej pobożności. I dlatego ją hamowałem, żeby nie przekroczyć pewnej granicy. Nie tak dawno czytałem na temat pewnego księdza, że jest „maksymalistą mariologicznym”. W kontekście mojego życia i doświadczenia kapłańskiego, wiem, że to określenie jest niewłaściwe. Zwłaszcza, że w tekście tym odnoszono się między innymi do Traktatu o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny świętego Ludwika Marii Grignion de Montfort, twierdząc, że to przesada i nie można dziś takiej duchowości rozwijać. Ja się z tym, oczywiście, nie zgadzam, ponieważ odkryłem głębię tego, kim jest Najświętsza Maryja Panna i zrozumiałem, jakie powinno być nasze nabożeństwo do Niej. W każdym razie, pobożność maryjna w seminarium zza moich czasów była i temu zawdzięczam pewien rozwój w tym kierunku – aczkolwiek wprowadzano też pewne hamulce. Teraz obserwuję duże, coraz większe zubożenie w tym zakresie, niestety.

REDAKTOR: Dziękuję. Ojcze, a jak to przebiegało w formacji cysterskiej?

O.JAN: U nas wszystko wygląda inaczej, bo to jest zakon maryjny. Maryja jest dla nas obecna i niezbędna jak powietrze.

REDAKTOR: Czy z tego właśnie powodu wybrał Ojciec ten zakon?

O.JAN: Nie, to nie był mój wybór, aczkolwiek okazał się najlepszym, jaki mógł być mi dany. Tak to widzę. Byłem w seminarium franciszkańskim w Katowicach Panewnikach. Tam się uczyłem, tam studiowałem. I z tego, co pamiętam, jeżeli chodzi o pobożność maryjną, tam też była obecna. Jako klerycy odmawialiśmy razem Różaniec i to było coś oczywistego. Spotykaliśmy się w swoich celach, żeby się pomodlić wspólnie. To było tak jasne, że nawet nikt tego nie nazywał pobożnością maryjną. Po prostu modliliśmy się razem z Maryją, przez Jej wstawiennictwo. Nikt nigdy zarzutu nie wystosował, że ktoś tam za dużo tajemnic różańcowych odmawia. Natomiast jeżeli chodzi o formację intelektualną, studium teologiczne, to szczerze mówiąc, nie pamiętam, żeby mnie w seminarium mariologia zachwyciła. Raczej była marginalizowana i, niestety, wydaje mi się to zjawiskiem dość częstym. Raczej nie kładzie się dużego nacisku na mariologię, jest ona traktowana jako historyczna ciekawostka i nic poza tym. A to jest niesamowicie, szalenie głęboka duchowość. Teraz to ja wykładam w tym seminarium. Jest tam dwóch dogmatyków. Mój kolega i współbrat wykłada w pierwszym semestrze, ja w drugim. Pamiętam jedną bardzo smutną sytuację, o której muszę tu wspomnieć, chociaż jesteśmy współbraćmi, dogmatykami i często rozmawiamy bardzo owocnie. To było kilka lat temu, na pierwszym wykładzie drugiego semestru spytałem kleryków, jaki traktat studiowali w pierwszym semestrze z moim kolegą. Odpowiedzieli, że mariologię. Świetnie, i co zapamiętali? Aby nie oddawać przesadnej czci Maryi, jak to ujęli. Stwierdziłem, że to bardzo interesujący i osobliwy wniosek. Zapytałem, co to znaczy, bo ja nie rozumiem. Mianowicie, zostałem poinstruowany, iż trzeba pamiętać, że Maryja nie jest Bogiem i nie traktować Jej jak Boga. I ja wtedy zadałem pytanie braciom: „A znacie chociaż jedną osobę, która Maryję traktuje jak Boga? Ale tak zupełnie szczerze”. Zastanowili się i uczciwie przyznali, że nie. „To kto wam wkłada taką perspektywę do głów?” – zapytałem. Bo to jest, oczywiście, perspektywa protestancka, swoisty mit na temat kultu katolickiego, że my traktujemy Maryję jak Boga. Wprawdzie są obecne te wątki, zwłaszcza może w pobożności prostej, ludowej: „Kiedy Ojciec zagniewany siecze, szczęśliwy, kto się do Matki uciecze” – ale chyba każdy wie, jak rozumieć nawet te pieśni, które nie są „superortodoksyjne”. Każdy wie, że to jest pewna analogia, że to nie musi oznaczać, że Bóg jest groźny. Aczkolwiek On może być groźny dla tego, kto jest Jego przeciwnikiem. Kościół naucza, że Bóg jest miłosierny i sprawiedliwy, a w przymiotach tych nie ma wewnętrznej sprzeczności. Mówi też, że spodobało się Bogu objawić swą miłość matczyną względem nas w Maryi i uczynić Ją Pośredniczką łask, które wysłużył dla nas Jezus Chrystus umierając na krzyżu. Maryja nie podważa w niczym wyroków boskich, Ona nigdy nie uczyni nic, co byłoby niezgodne z wolą Jej Syna, ponieważ jest z Nim całkowicie i doskonale zjednoczona – nie ma zatem mowy o jakimś „dodatkowym” usprawiedliwieniu, które można byłoby otrzymać od Maryi bez Chrystusa. W każdym razie, wracając do mojej opowieści, byłem bardzo mocno rozczarowany i zasmucony, gdy usłyszałem, że tylko tyle zapamiętali seminarzyści z całego semestru mariologii. Niedobrze się dzieje…

REDAKTOR: No cóż, tym bardziej cieszymy się, że Ojciec ma czynny udział w formowaniu młodego pokolenia.

O.JAN: Nie jest jednak też tak, że ze względu na słaby wykład mariologii nasza formacja była zupełnie okaleczona. Zdarzało się, że braki w tym wykładzie uzupełniali swoją maryjnością inni profesorowie. Mieliśmy profesora, dziś już świętej pamięci, ojca Jozafata, który miał duży wpływ na rozwój naszej maryjności. To był człowiek związany z Radiem Maryja, franciszkanin. Pamiętam taką sytuację, nawet troszeczkę zabawną… Jego współbrat mianowicie napisał habilitację na temat teologii religii, a on był recenzentem. Największy zarzut, jaki padł w jego recenzji odnośnie do tej habilitacji, brzmiał: „Praca ma pięćset stron i ani razu nie pada w niej imię Niepokalanej. Co to za teologia?”.

REDAKTOR: Proszę, można i tak. No i tego się trzymajmy.

KS.PIOTR: Imię Jozafat jest rzadkie i sądzę, że prawdopodobnie mowa o tym samym zakonniku, o którym kiedyś opowiadała mi znajoma karmelitanka Dzieciątka Jezus. Słuchała jego konferencji i zapamiętała, jak powiedział, że utrata nabożeństwa do Matki Bożej przez kapłanów to proces prowadzący do utraty ich kapłaństwa, porzucenia stanu kapłańskiego.

REDAKTOR: Mocne…

Tekst pochodzi z książki „W Sercu Matki”, Wydawnictwo Rosa Mystica

Liczba stron: 216, Format: 140×200, Oprawa: miękka ze skrzydełkami

WSTĘP

Dzięki uprzejmości fundacji Rosa Mystica miałem przyjemność przeprowadzić rozmowy z sześcioma pobożnymi polskimi kapłanami. Zaproponowana tematyka spotkań sprawiła mi ogromną radość – rozmawialiśmy bowiem o Tej, której zarówno fundacja Rosa Mystica (Róża Duchowna), jak i kierowany przeze mnie portal PCh24.pl, są szczególnie oddani – Najświętszej Maryi Pannie. O Matce kapłanów, o Tej, która wspiera księży w ich powołaniu, a która jest przecież Matką Najwyższego i Wiecznego Kapłana.

Rozmawialiśmy w specyficznych czasach. Światem i Kościołem miotają ogromne kryzysy, które Ona sama w licznych objawieniach przepowiadała, chociażby w Fatimie i Akicie. I to właśnie Matka Boża dała nam również wskazówki, jak sobie z tymi kryzysami radzić. Jestem głęboko poruszony tym, że rola Maryi i pobożności maryjnej w naszych czasach gwałtownie wzrasta, i żywię nadzieję, że duchowość ta będzie ochoczo wspierana przez biskupów.

Pozostaję również pod wrażeniem treści rozmów z kapłanami zapisanych w niniejszej książce. To niezwykła publikacja nie tylko ze względu na poruszony temat, ale jeszcze przynajmniej z dwóch powodów. Po pierwsze, każdą z rozmów przeprowadzałem nie z jednym, ale z dwoma kapłanami na raz. Pragnąłem poznać różne punkty widzenia, czasem je konfrontując, czasem natomiast przysłuchując się, jak świadectwa się uzupełniały. Po drugie zaś, każdy z kapłanów zaproszonych do tych spotkań prezentuje nieco inną wrażliwość, inny charyzmat, a z całą pewnością ma różne doświadczenia kapłańskiego życia.

Niektórzy z nich odprawiają wyłącznie Mszę Świętą w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego, jest wśród nich jednak także kapłan wywodzący się z neokatechumenatu, jest mnich, ale i ksiądz-obieżyświat. Są wśród nich naukowcy, ale także kapłan prowadzący wspólnotę dzieci i dorosłych. Są ci, którzy Matkę Bożą nosili w sercu od małego dziecka, i tacy, którzy moc jej wstawiennictwa poznali dopiero w znacznie dojrzalszym wieku. Są tacy, którzy w swej posłudze kierują się wyłącznie odwołaniem do Tradycji, ale i tacy, których serca poruszają objawienia ostatnich lat, niezbadane jeszcze przez Kościół. Bez względu na to jednak, jak ci kapłani różnią się między sobą, warto zauważyć, że łączy ich wielka miłość do Chrystusa i Jego Kościoła oraz pokorne uznanie Jego Najświętszej Matki także za ich własną Matkę. Za Matkę kapłanów.

Kościół w Polsce stoi dziś przed niezwykłym wyzwaniem. Znajduje się u progu jeszcze większego kryzysu, którego symptomy są już aż nadto widoczne. Odpowiedź na nadchodzącą falę laicyzacji i bezbożności może być tylko jedna – trwanie tych, którzy nie poddadzą się nowym modom, w pobożności maryjnej i w miłości do duchownych. To bowiem właśnie pobożność maryjna i szacunek dla kapłanów nadal jakoś wyróżniają Polaków na duchowej mapie świata. W końcu nie każdy naród doznał takiego zaszczytu jak Polacy, których Królową Maryja zechciała sama się nazwać.

Czy jednak w dobie wielkich kryzysów będziemy potrafili przy Niej wytrwać? Jedno jest pewne – Ona swych wiernych dzieci nigdy nie opuści.

Te zagadnienia, między innymi, poruszamy w tych dość intymnych rozmowach, w których księża zdecydowali się więcej niż kiedykolwiek wcześniej opowiedzieć o sobie i swojej duchowości, powołaniu, drodze kapłańskiej i miłości do Matki. Szczerze dziękując im za otwartość, i zaufanie, wyrażam nadzieję, że niniejsza książka stanie się dla Czytelników źródłem duchowej inspiracji i wzmocni wiarę w nadzwyczajną rolę Matki Bożej w życiu katolików.

Serdecznie polecam!

Krystian Kratiuk

Polska pod płaszczem Maryi. Polskie cuda różańcowe

 

„Różaniec Święty, to bardzo potężna broń. Używaj go z ufnością, a skutek wprawi cię w zdziwienie” – uczył św. Josemaria Escriva do Balaguer. Modlitwa różańcowe jest nabożeństwem wyjątkowo umiłowanym przez Boga. Za pośrednictwem Najświętszej Maryi Panny, na różańcu przez wieki chrześcijanie wypraszają niezliczone łaski i dary. Tego ogromu łask doświadczyło wielu Polaków, którzy w sposób szczególny upodobali sobie to maryjnie nabożeństwo.

POTĘGA RÓŻAŃCA. PRZED WYSTAWIONYM NAJŚWIĘTSZYM SAKRAMENTEM

   Działo się to w Polsce w czasie II wojny światowej. Ciągle trzeba o tym mówić, szczególnie młodzieży, co czynili Niemcy w Polsce w czasie II wojny. Jakiej ruinie uległa cała Polska; spalone wioski, miasta, zniszczone fabryki. Ile milionów ludzi zginęło w Polsce w czasie wojny (35 mln Polaków było w 1939r. – 23 mln W 1945r.). Ludzie ginęli na frontach wojny, podczas bombardowań miast i wsi, ginęli w obozach koncentracyjnych, więzieniach, byli rozstrzeliwani, wieszani na ulicach, ginęli od mrozu, głodu w obozach śmierci. Pojawienie się żołnierzy niemieckich w jakiejś miejscowości oznaczało śmierć nawet wielu mieszkańców. Bardzo często żołnierze niemieccy, którzy przyjechali do jakiejś miejscowości strzelali do napotkanych na ulicy ludzi tak jak do zwierząt w lesie. Są w Polsce miejscowości, parafie, które straciły nawet do 60 – 80% mieszkańców.

JEST TYLKO JEDNA PARAFIA W POLSCE, KTÓREJ MIESZKAŃCY NIE ZAZNALI W/W NIESZCZĘŚĆ, TRAGEDII!

- Nikt z tej parafii nie zginął w czasie wojny!

- Wszyscy żołnierze powrócili z wojny do swoich rodzin!

- Przez cały czas wojny, żaden Niemiec nie przekroczył granicy tej parafii!

TO JEST CUD! Jak to się stało, że ta parafia doznała tego cudu?

    Parafia ta nazywa się Garnek, leży w centrum Polski, około 70 km od Warszawy. W 1939r. liczyła 7 tys. mieszkańców. Dnia 1.IX. 1939r. gdy Niemcy zaatakowały Polskę w parafii w/w proboszczem był bardzo mądry i pobożny kapłan. W tym tragicznym dniu w tamtejszym kościele zgromadziło się trochę ludzi na Mszy świętej - był to pierwszy piątek miesiąca. Proboszcz do zgromadzonych w kościele ludzi powiedział wtedy takie słowa: „Dziś Niemcy pod wodzą Hitlera zaatakowały Polskę. Hitler to człowiek opętany przez szatana. Hitler wyrządzi straszliwe zło Polsce i całej Europie. Zginą miliony ludzi, Europa ulegnie wielkiemu zniszczeniu. Czy jest jakiś ratunek? Czy możemy uniknąć śmierci, uratować nasze domy, gospodarstwa, zakłady pracy? Tak, jest ratunek! Tym ratunkiem jest różaniec przed wystawionym w monstrancji Najświętszym Sakramentem! Od dzisiaj, aż do końca wojny, (nie wiemy ile będzie trwać ta wojna), każdego dnia w naszym kościele będzie odmawiany Różaniec przed wystawionym Najświętszym Sakramentem. Zapraszam wszystkich każdego dnia na to nabożeństwo”.

Wojna trwała 6 lat, Różaniec w kościele także trwał 6 lat (1939-1945). Proboszcz podał ludziom godziny nabożeństwa. Na to nabożeństwo ludzie zaczęli przychodzić. Odmawiali cząstkę Różańca (5 tajemnic). Po Różańcu proboszcz udzielał błogosławieństwa Najświętszym Sakramentem.

    Początkowo ludzi było niewiele, ale w miarę upływu wojny przychodziło coraz więcej. Kościół codziennie był zapełniony ludźmi. Gdy spostrzeżono, jaka jest potęga tego nabożeństwa, tzn. że nikt z tej parafii nie zginął (w innych zginęło już wielu), na Różaniec codziennie gromadziło się tyle ludzi, że kościół nie mógł wszystkich pomieścić!

    Nie było w Polsce miejscowości, do której by nie dotarli żołnierze niemieccy w czasie wojny. Nawet do najdalej położonych wiosek, 300 –400 km od Warszawy. Docierali nawet do tych wiosek, które nie miały szosy (dojeżdżali końmi), a ta parafia jest w centrum Polski, tak blisko Warszawy. A więc: JAK WIELKA JEST POTĘGA MODLITWY RÓŻAŃCOWEJ W KOŚCIELE PRZED WYSTAWIONYM NAJŚWIĘTSZYM SAKRAMENTEM!

    Z tej parafii przed IX 1939r. wielu młodych mężczyzn zostało zmobilizowanych do wojska. Jedni walczyli (we wrześniu 1939r). z Niemcami, inni z Rosjanami. Nikt z nich nie zginął na froncie! Część z nich wróciła do domów po ustaniu walk, część dostała się do niewoli. Jedni byli w obozach niemieckich, inni w rosyjskich, również na dalekiej Syberii. Wszyscy powrócili do swoich rodzin! A więc cudowną opieką w/w modlitwy zostali otoczeni żołnierze z tej parafii, którzy byli nawet kilkanaście tys. km od niej (Syberia).

Jak to wszystko zrozumieć? Jak to wszystko wytłumaczyć? Można stwierdzić z całą pewnością, że Różaniec w kościele przed wystawionym w monstrancji Najświętszym Sakramentem jest wielką potęgą. Okazał się silniejszy, niż wszystkie bomby, czołgi, armaty, karabiny maszynowe itp. Silniejszy niż cała potęga hitlerowskich Niemiec.

    Czy tylko w czasie wojny? A czy dziś nie ma już tej samej mocy, potęgi, skuteczności w innych dziedzinach ludzkiej egzystencji?

    Wstępną informację podał +ks.Bp Zbigniew Kraszewski na spotkaniu Kapłańskiego Ruchu Maryjnego.

Źródło: http://blogmedia24.pl/node/65038

POD PŁASZCZEM MARYI

    „Chełmno, miasto położone nad Wisłą, na Kujawach, uznawane jest za miasto cudu. Trzeciego września 1939 roku, stanęły tu naprzeciw siebie wojska: niemieckie i polskie. Doszło do strasznej, nierównej bitwy. Zginęli nie tylko żołnierze, ale również cywile. Wielu rannych znalazło się w punkcie szpitalnym w klasztorze...

    Chorzy, starcy, dzieci oraz ludzie, którzy w tym czasie schronili się w mieście, modlili się, odmawiając nieustannie Różaniec oraz wiele innych modlitw, błagając Stwórcę o pomoc. I Bóg nie zawiódł ich. Niepokalana, Niebieska Strażniczka, czuwała nad klasztorem i miastem, nad którym przez cały dzień krążyły bombowce niemieckie. Z drugiej strony Wisły, gdzie rozgrywała się straszna bitwa, działa nieprzyjacielskie wzięły pod obstrzał miasto, a zwłaszcza zabudowania klasztorne położone właśnie na przeciwległym wzgórzu. Miasto nie poniosło prawie żadnych szkód, a w klasztorze nie wypadła ani jedna szyba. Zachowało się wiele świadectw dotyczących tamtych wydarzeń, ale przytoczmy jedno, pana Redigera, mieszkańca Chełmna:

W dniu, w którym Niemcy weszli do Chełmna, tj. 5 września 1939 roku, w godzinach rannych wyszedłem przed dom, aby zobaczyć, co się dzieje.... Nagle, zza narożnika ulicy nadjechało auto niemieckie. Wystraszyłem się i chciałem uciekać, ale było już za późno. W samochodzie siedziało dwóch oficerów niemieckich. Zapytali mnie o drogę do Torunia. Zacząłem im tłumaczyć... ale jeden z nich powiedział: "Niech pan wsiądzie do samochodu i wskaże drogę, bo będziemy błądzić, a nam się bardzo śpieszy". Zawahałem się. Oni to spostrzegli i zaczęli mnie uspokajać. Powiedzieli, że nie powinienem się bać, że oni mi niczego złego nie zrobią. Gdy tylko dostaną się na właściwą drogę, to mnie wysadzą i wrócę spokojnie do domu. Nie miałem wyboru...

    W drodze jeden z oficerów zapytał mnie o zabudowania położone na wzgórzu, od strony Wisły. Odpowiedziałem, że chyba chodzi o klasztor, przy którym znajduje się kościół, a zabudowania są osaczone wałem obronnym, stanowiących część murów miejskich, które okalają Chełmno. Oficer niemiecki odrzekł: "Tak, to wygląda na klasztor! Ciekawe, myśmy kilkanaście razy wzięli to zabudowanie pod obstrzał artyleryjski, ale ile razy został wydany rozkaz kanonady, nad tymi zabudowaniami ukazywała się jakaś Niewiasta i swoim okryciem, czymś w rodzaju płaszcza, nad tym klasztorem powiewała, broniąc go od kul". Przy tych słowach oficer rozpiął swój płaszcz i pokazał, jak owa Niewiasta to robiła, po czym dodał: "Dziwiło nas bardzo, że mimo silnego ognia, mimo doskonałej widoczności i niewielkiej odległości, nasze kule nie trafiały i nie udało się nam wyrządzić żadnej szkody w zabudowaniach. Stwierdziliśmy to wszyscy i po kilku nieudanych próbach zaprzestaliśmy ataku. Bardzo mnie to ciekawi, co to było, bo doprawdy to rzecz niebywała". (wg ks.Józefa Orchowskiego „Zwyciężyłaś, zwyciężaj” (2), „Królowa Różańca Świętego” nr 3/2015 – tam znajdziesz całość).

DZIŚ UWAŻAM, ŻE TO BYŁ CUD...

    Urodziłem się w 1932 roku na Kresach Wschodnich. Gdy miałem dziewięć lat, umarła moja matka. Od tego czasu mną i moim młodszym bratem opiekowała się babcia. Kiedy miałem 12 lat moja rodzina przeprowadziła się do Stanisławowa z powodu prześladowań ze strony band ukraińskich. W 1944 roku zamieszkaliśmy tam przy ulicy Ormiańskiej w pobliżu kościoła pw. Matki Bożej Łaskawej. Do tego kościoła chodziłem niemal codziennie wraz z ojcem, babcią i bratem. To były trudne czasy. Trwała wojna z Niemcami.

    Po jakimś czasie do naszego domu wprowadziła się córka mojej babci z dwojgiem dzieci. Ich ojciec służył w Wojsku Polskim. Wkrótce dołączyła do nas trzecia rodzina. Chodziliśmy wraz z bratem na pocztę, by kupować gazety, które następnie sprzedawaliśmy po wyższej cenie. Dzięki temu mogliśmy kupić coś do jedzenia. Ojciec nie mógł pokazać się na ulicy, bo ukraińscy snajperzy strzelali z dachów i okien.

    W tym czasie babcia, ciocia i jej córeczka zachorowały na tyfus. Choroba się nasilała. Pewnego wieczoru babcia poprosiła mojego ojca: "Synu, podaj mi jakieś lekarstwo, bo źle się czuję i jakieś widma mi się pokazują". Ojciec odpowiedział: "Nie mamy lekarstwa". Po chwili wyjął z kieszeni różaniec i dodał: "Oto moje lekarstwo! Mamo, odmów jeden dziesiątek Różańca". Gdy babcia to zrobiła, powiedziała: "Już czuję się lepiej... jakby mi przeszło". Leżąca obok niej córka także nie czuła się dobrze i majaczyła. Ojciec podał różaniec swojej siostrze i razem z nią odmówił drugi dziesiątek. Ona również poczuła się lepiej. Także jej córeczka cierpiała, bo wysoka gorączka trawiła jej organizm. Nie mogła wymówić ani słowa, więc mój ojciec również za nią pomodlił się na różańcu.

Położyłem się spać. Rozłożyłem na podłodze jakiś łachman, bo nie było dla mnie łóżka, i przykryłem się płaszczem. Postanowiłem modlić się za naszych chorych. Odmawiałem różaniec na palcach. Z pamięci odmówiłem także litanię do Matki Bożej Łaskawej. Matka Najświętsza wstawiła się za nami u Jezusa.

    Następnego dnia wieczorem o godzinie 21.00, kiedy ojciec znowu czuwał przy chorych, usłyszałem stuknięcie, jakby coś potoczyło się po podłodze. Jak się okazało, była to moneta dziesięciokopiejkowa, w dodatku złota. Gdy ojciec sprzedał ją, otrzymał 700 rubli. To było bardzo dużo pieniędzy. Po kryjomu przychodziła do nas lekarka, by dawać zastrzyki chorym. Babcia, ciocia i jej córeczka wróciły do zdrowia. Dziś uważam, że to był cud, który wyprosiła Matka Boża Łaskawa w odpowiedzi na nasze ufne modlitwy różańcowe...” („Modlitwa na trudny czas” – „Różaniec” nr 3/2017 – tam znajdziesz całość).

CUD WYBŁAGANY PRZEZ POLAKÓW W DALEKIM KAZACHSTANIE

    W rejonie Karagandy znajdował się największy na świecie łagier, wielkości Francji. Władza sowiecka zesłała tam ludzi z 20 narodów świata, wśród których byli także Polacy, którzy w czerwcu 1936 roku, w odległości ok. 150 km od Pietropawłowska, założyli niedużą wioskę, którą nazwali Oziornoje. Udając się w nieznane zabierali ze sobą książeczki do nabożeństwa, obrazy i różańce. Jak umieli i zapamiętali, tak się modlili. Zbierali się na modlitwę pod osłoną nocy, przy zasłoniętych oknach, bo musieli się z tym ukrywać. Najczęściej odmawiali Różaniec i śpiewali pieśni. Dla zesłańców Różaniec był jedyną bronią, jedyną drogą do Boga. Na tych paciorkach przenieśli wiarę i utrzymali ją przez 70 lat. Przez tę modlitwę spotykali się z Bogiem, gdyż nie było kapłanów; nie było możliwości spowiedzi i Eucharystii. Księży, którzy usiłowali dotrzeć do wiernych, więziono lub zabijano. W Karagandzie znajdują się groby dwóch polskich kapłanów: bł.ks.Aleksego Zarzyckiego i sługi Bożego ks.Władysława Bukowińskiego, dla których właśnie Różaniec był "ósmym sakramentem". W ogóle stepy kazachstańskie pełne są ludzkich kości, a ziemia przesiąknięta jest krwią. Ludzie bowiem ginęli nie tylko z powodu prześladować, ale głównie z powodu chorób, zimna i głodu.

Ponieważ Kazachstan leży z dala od mórz i oceanów, posiada klimat kontynentalny, który odznacza się niezwykle upalnymi latami i bardzo mroźnymi zimami, ale zima w 1941 roku, szczególnie dała się ludziom we znaki. Z powodu trwającej wojny panował tutaj wielki głód, toteż mieszkańcom wioski groziła śmierć głodowa. Jednak nie ustawali w codziennej modlitwie różańcowej, błagając Matkę Najświętszą o ratunek. I nie zawiedli się. „21 marca, w święto Zwiastowania Najświętszej Maryi Panny, wyschnięte jezioro, położone na zachodnim krańcu wsi, w krótkim czasie wypełniło się wodą. Niespodziewanie powstał zbiornik wodny, którego brzeg liczył sobie 6 km. W równie nagły sposób w jeziorze pojawiły się ryby, które uratowały życie nie tylko mieszkańcom wsi, ale i wielu innym. Było ich tak duże, że miejscowi wyłapywali je miskami i sprzedawali w takich ilościach, że samochody z całej okoliczy przyjeżdżały po nie. A ludzie smażyli je, suszyli i solili, przygotowując zapasy.

    Wielu starało się wytłumaczyć to zjawisko w sposób racjonalny, argumentując, że podczas gwałtownych roztopów topniejąca woda wypełniła wyschnięte jezioro. I choć trudno odmówić im racji, jednak dla wierzących był to wyraźny znak opieki Matki Bożej, cud - niemal taki, jak ewangeliczne rozmnożenie chleba. Bo skąd nagle, wśród stepu, znalazły się ryby i to w tak ogromnej ilości? W 1955 roku jezioro wyschło ponownie, ale mimo, iż później, w czasie wiosennych roztopów oraz obfitych opadów deszczu wielokrotnie wypełniało się wodą, to nigdy więcej nie pojawiło się tak wiele ryb jak wtedy, w czasie wojny. Na pamiątkę tego wydarzenia, po latach, 24 czerwca 1997, na brzegu jeziora została umieszczona figura Matki Bożej z siecią pełna ryb, która szybko została otoczona kultem wiernych. Figurę poświęcił papież Jan Paweł II.

W 1990 w Oziornoje powstała parafia p.w.Matki Bożej Królowej Pokoju i dzięki staraniom miejscowej społeczności rozpoczęto budowę kościoła... W 1992 roku kościół został konsekrowany. Nazwę parafii wybrał o.Nico Hoogland z Holandii, dzięki któremu 14 grudnia 1991 przywieziono do wsi figurę Królowej Pokoju. a 25 października 1994 ks. biskup Jan Paweł Lenga ogłosił Matkę Bożą Królową Pokoju, główną patronką Kazachstanu i Azji Środkowej. 25 marca 1996 na życzenie o.Nico, w parafii rozpoczęto codzienna adorację Najświętszego Sakramentu. W 1995 ustanowiono sanktuarium Matki Bożej Królowej Pokoju, które jest duchową stolicą kraju i jedynym sanktuarium maryjnym w Azji centralnej. Do tego miejsca pielgrzymują ludzie z Kazachstanu i z całego świata, dziękując za uratowane życie. Od 1996 r. w kościele trwa nieprzerwanie całodzienna adoracja Najświętszego Sakramentu.

    Gdy w 1977 roku po Kazachstanie peregrynowała figura Matki Bożej Fatimskiej, to była czysta rewolucja. Witali Ją jak prezydenta! Wielu ludzi, którzy do tej pory nie chodzili na modlitwę i uważali się za niewierzących, od tego momentu zostało w Kościele. To był znak, że gdzieś w sercach i umysłach drzemała pamięć o Niej. Przykład modlitwy różańcowej deportowanych rodziców i dziadków, chociaż przez komunistów stłamszony, teraz się odrodził... Na tę ziemię przyjechały także "specjalistki" od zawierzenia Niepokalanemu Sercu Maryi - polskie karmelitanki z Bydgoszczy i Częstochowy. Łączy je szczególna więź z Fatimą przez s.Łucję, która ofiarowała im figurę Matki Bożej Fatimskiej i różaniec. Modlą się one o nawrócenie świata i powszechne zaangażowanie w Wielką Nowennę Fatimską rozpoczętą w Polsce... W lipcu [2009 r.], przy czterdziestostopniowym upale, do sanktuarium przybyła piesza pielgrzymka, w której udział wzięła głównie młodzież. Niemal wszyscy uczestnicy - ponad 70 osób - przyszli do sióstr karmelitanek, aby otrzymać szkaplerz., a Ci, co nie mieli różańca, prosili o niego dla siebie i bliskich”.

Źródła: wg „Różańca” nr 10/2009 ; „Królowej Różańca świętego” nr 3/2016 oraz wikipedii: https://pl.wikipedia.org/wiki/Narodowe_Sanktuarium_Matki_Bo%C5%BCej_Kr%C3%B3lowej_Pokoju_w_Oziornoje.

- „Armia modląca się na różańcu, to dużo większa i pewniejsza obrona niż 100 dywizji pancernych. I nie chodzi tylko o zatrzymanie bolszewickiej nawałnicy i upadek reżimu komunistycznego czy faszystowskiego; o uratowanie Europy przed islamem. Dużo częściej chodzi o codzienne zwycięstwo nad siedmioma oficerami z piekła rodem: pychą, chciwością, lenistwem, zazdrością, nieumiarkowaniem, gniewem, rozwiązłością. I tutaj lista cudów różańcowych jest nieskończona, bo codziennie rośnie o tysiące pozycji” - Rafał Porzeziński.

//rozaniec.maryjni.pl

Październik – miesiąc Różańca Świętego

 

Październik – miesiąc Różańca Świętego

„Październik zalicza się do cichych okresów roku kościelnego. W ciągu ostatnich stuleci jako miesiąc różańca, miesiąc cierpliwej modlitwy, zyskał jednak szczególne oblicze. Modlitwa straciła dziś jakby w Kościele swe oczywiste znaczenie. Musimy więc na nowo odnaleźć drogę do Boga słuchającego i przemawiającego, a raczej musimy przyjąć dar tej drogi. Zacznijmy spokojnie w tej refleksji od modlitwy różańcowej. Dlaczego właściwie pozdrawiamy Maryję? Czy nie sprowadza to nas może na jakąś boczną drogę, kiedy to przecież Chrystus stanowi centrum? Można na to odpowiedzieć najpierw w sposób najzupełniej pozytywistyczny:
Pozdrawiamy Ją, bo odpowiada to proroctwu, a zatem i wezwaniu Pisma świętego: «Odtąd błogosławioną zwać mnie będą wszystkie narody» (Łk 1, 48)” (Kard. J. Ratzinger, Die Hoffnung des Senfkorns, cyt. za: Służyć Prawdzie, 1 X).

Módl się razem z nami – (Róża Różańcowa – kliknij)

Około 1981 roku ks. bp Zbigniew Kraszewski po powrocie z Rzymu opowiedział na Jasnej Górze członkom Kapłańskiego Ruchu Maryjnego:

Na prywatnej audiencji dla Polaków Jan Paweł II pochwalił Ruch za to, że wszyscy (także świeccy, na wieczernikach – chórem) mówią egzorcyzm Leona XIII, zaczynający się od modlitwy do św. Michała Archanioła. Po chwili jednak wyjął z kieszeni swój różaniec i pokazując obecnym powiedział: „Ale przecież to jest egzorcyzm przeciwko wszystkim złym duchom, dostępny także dla świeckich!” Widząc zaskoczenie na twarzach, dodał: „Żebyście nie mieli wątpliwości, to ja w tej chwili nadaję Różańcowi moc egzorcyzmu”. Usłyszawszy to stwierdziliśmy my, zebrani na Jasnej Górze w Sali Różańcowej: „Przecież właśnie od dnia wypowiedzenia przez Papieża tych słów – od kilku miesięcy – Różaniec stał się strasznie męczącą modlitwą! Musieliśmy toczyć walkę z rozproszeniami, z sennością oraz z innymi przeszkodami, jak nigdy dotąd!”

AKT OSOBISTEGO POŚWIĘCENIA SIĘ NIEPOKALANEMU SERCU MARYI

O Maryjo, w Twoim Niepokalanym Sercu każde stworzenie ma swoje miejsce, a niebo i ziemia podziwiają Twoje cnoty i napełniają się ich wonią. I ja z podziwem i czcią, wchodzę dzisiaj i to już na zawsze, do rajskiego Ogrodu Twojego Niepokalanego Serca, gdyż sama mnie do tego zachęcasz w tych najbardziej niebezpiecznych dla świata chwilach.

Jestem CAŁY TWÓJ – i dzisiaj, i do końca moich dni, i przez całą wieczność. Możesz obchodzić się ze mną jak ze wszystkimi kwiatami Twego Ogrodu: zabrać mnie stąd, choćby i dziś, i przesadzić w inne miejsce; podlewać wodą pociech lub dotknąć suszą oschłości i trudu, otoczyć pięknymi kwiatami ludzi bliskich i przyjaznych lub cierniami niechętnych i wrogich. Możesz dać mi obfitość pokarmu lub jałową glebę głodu, braków i niepowodzeń, a nawet odciąć mnie od korzenia życia i zdrowia, bo wiem, że w Twoich rękach będzie mi najlepiej.

Chcę we wszystkim podobać się tylko Tobie, o Różo mistyczna, Różo męki i chwały, najpiękniejszy Kwiecie nieba i ziemi.

Czyń ze mną, co tylko chcesz. Od tej chwili uznaję, że wszystko co mnie spotka, będzie z Twojej ręki, o Maryjo. Będę Ci za wszystko dziękował, nawet gdyby nieraz bolało i choćbym nie rozumiał, dlaczego mnie to spotyka. Nawet po śmierci chcę na wieki być w Raju Twego Niepokalanego Serca i tylko w Nim wielbić Boga, a nie w jakiś inny sposób.

Weź mnie takim, jakim dzisiaj jestem i uczyń mnie takim, jakim chcesz mnie mieć, ku chwale Boga, teraz i przez wszystkie wieki wieków. Amen

Ojciec Pio nie wypuszczał różańca z rąk! Czyń podobnie – kliknij

„Kochajcie Maryję i starajcie się, by Ją kochano. Odmawiajcie zawsze Jej różaniec i czyńcie dobro. Dzięki tej modlitwie szatan spudłuje swe ataki i będzie pokonany, i to zawsze. Jest to modlitwa do Tej, która odnosi triumf nad wszystkim i nad wszystkimi”.
„Podajcie mi moją broń – mówił Ojciec Pio, gdy czuł, że traci siły w walce ze złem. – Tym się zwycięża szatana – wyjaśniał, biorąc do ręki różaniec”
Często, nawet w godzinie śmierci powtarzał : „Zawsze odmawiaj różaniec”.

„Ledwie się obudzisz, nie pozostawiaj ani sekundy szatanowi, zaczynaj odmawiać Różaniec. Nawet wtedy, gdy pracujesz: myjesz naczynia czy cokolwiek innego robisz, módl się – bo wtedy nie dajesz miejsca szatanowi, żeby pracował w twoich myślach. A poza tym kroczysz w wolności i zawsze jesteś spokojny” św. O. Pio

Kiedy O. Pio konał:
„Kiedy konał i już z nami nie mógł rozmawiać, jego jedyną odpowiedzią było pokazanie różańca i szeptane słowa: Zawsze, zawsze…”

8 Września - Narodzenie Najświętszej Maryi Panny: Opowieść o

  8 Września - Narodzenie Najświętszej Maryi Panny: Opowieść o