Paweł Chmielewski: Franciszek przeciwko niemieckiej drodze synodalnej. Czy na pewno?
Niemiecka Droga Synodalna napotyka na coraz ostrzejszą
krytykę ze strony Stolicy Apostolskiej. Protesty Watykanu wywołują plany
dotyczące sposobu zarządzania Kościołem za Odrą. Każda blokada dla
planów kard. Marxa, bp. Bätzinga et consortes daje pewną nadzieję;
problem jednak w tym, że wciąż bez odpowiedzi pozostają inne kluczowe
niemieckie idee, te choćby, które dotyczą moralności czy kapłaństwa.
Niemiecka Droga Synodalna ruszyła w 2019 roku, oficjalnie w celu
uporania się z kryzysem nadużyć seksualnych. Na Drodze zgłoszono jednak
szereg postulatów, które środowiska reformistyczne formułują od lat,
takich jak zniesienie obowiązku celibatu, diakonat i kapłaństwo kobiet,
odrzucenie moralności seksualnej, demokratyzacja sposobu sprawowania
władzy w Kościele. Stolica Apostolska przez dłuższy czas milcząco
przyglądała się niemieckim wydarzeniom, rzadko tylko formułując jakąś w
istocie mało przekonującą krytykę. Dopiero ostatnio sprawy zdają się
stawać na ostrzu noża. Niestety, bliższe przyjrzenie się sprawie
pokazuje, że sytuacja nie jest wcale dla Niemców tak zła, jak mogłoby to
wynikać z lektury nagłówków medialnych.
Krytyka „schyłkowych” kardynałów
Niemieccy biskupi mieli okazję rozmawiać o Drodze Synodalnej z
papieżem i najwyższymi rangą urzędnikami Kurii Rzymskiej przy okazji
wizyty ad limina Apostolorum w listopadzie 2022 roku. Jak
zaświadczył przewodniczący Konferencji Episkopatu Niemiec, bp Georg
Bätzing, nie spotkali się wówczas z jakąś zdecydowaną krytyką ze strony
samego Ojca Świętego. Bardziej sceptyczni byli za to dwaj urzędnicy
kurialni – kardynał Luis Ladaria Ferrer, prefekt Dykasterii Nauki Wiary;
oraz kardynał Marc Ouellet, prefekt Dykasterii ds. Biskupów.
Hierarchowie ci wygłosili do niemieckich biskupów przemówienia, w
których skrytykowali kurs Drogi Synodalnej. Kardynał Ladaria zwracał
uwagę między innymi na konieczność kształtowania spraw katolickich w
Niemczech w harmonii z Kościołem powszechnym; kardynał Ouellet z kolei
podkreślał rolę biskupów diecezjalnych, a to w związku z planami
swoistej „demokratyzacji” sposobu zarządzania Kościołem za Odrą. Ouellet
zaproponował nawet „opcję atomową”: wprowadzenie moratorium na Drogę
Synodalną. To wszelako zostało przez Niemców jednoznacznie odrzucone.
Oba przemówienia kardynałów opublikowano w sieci.
Nie zatrzymało to jednak Drogi Synodalnej – bo, mówiąc szczerze,
dwa krytyczne wystąpienia to jeszcze zbyt mało, tym więcej, że ich
autorzy znajdowali się już wówczas w swoim „schyłkowym” okresie.
Kardynał Ladaria wkrótce ma przejść na emeryturę – jego kadencja
skończyła się już w ubiegłym roku i prawdopodobnie odejdzie z urzędu do
czerwca. Co ciekawe, media informowały dotąd tylko o jednej mocnej
kandydaturze na jego następcę. To ordynariusz Hildesheim w Niemczech,
Heiner Wilmer, zdecydowany zwolennik Drogi Synodalnej, doskonale znający
środowiska rzymskie. Póki co sprawa jest w grze; Ladaria jednak wkrótce
odejdzie. Ouellet już odszedł – papież Franciszek w dniu 30 stycznia
tego roku przyjął jego dymisję; następca Kanadyjczyka został Robert
Francis Prevost z Peru.
Sekretarz stanu mówi „stop”
W grudniu wszelako o interwencję poprosili Stolicę Apostolską
sami Niemcy. Kilku konserwatywnych biskupów jest poważnie
zaniepokojonych planem powołania tak zwanej Rady Synodalnej. Chodzi o
nową instytucję, która ma składać się po równo z biskupów i ze świeckich
z Centralnego Komitetu Niemieckich Katolików, organizacji, która
współprowadzi z episkopatem Drogę Synodalną. Nie byłoby w tym nic
zaskakującego gdyby nie fakt, że pierwotnie zaproponowany kształt Rady
Synodalnej przewidywał, iż jej decyzje miałyby wiążący charakter dla jej
członków. To oznaczałoby, że biskupi diecezjalni byliby związani
demokratyczną decyzją gremium złożonego ze świeckich, co w praktyce
podważałoby hierarchiczną strukturę Kościoła. Sprawa jest wprawdzie
bardziej złożona. Po pierwsze, w Radzie Synodalnej nie musieliby z
automatu zasiadać wszyscy biskupi – w teorii ordynariusze mieliby
swobodę decyzji, czy chcą w tym gremium być, czy też nie. W praktyce
jednak nacisk na obecność byłby wielki: skoro Radę Synodalną popiera
zdecydowana większość episkopatu, to mniejszość, która nie weszłaby w
skład Rady, znalazłaby się w sytuacji odszczepieńców. Co więcej
praktycznie uniemożliwiłoby to prace na poziomie ogólnokrajowym, bo Rada
Synodalna miałaby przejąć część zadań, jakie dzisiaj pełni Episkopat. Z
drugiej jednak strony już dziś jest tak, że część decyzji w Episkopacie
zapada przy aktywnym udziale osób świeckich – i biskupi je później
realizują. Dlatego obrońcy idei Rady Synodalnej wskazują, że, po
pierwsze, formalnie nie stanowi ona instytucji wiążącej decyzyjność
hierarchów, a po drugie, pod wieloma względami jej zaistnienie byłoby
urealnieniem obecnej sytuacji.
Część biskupów uznała jednak, że pomysł idzie za daleko i w
grudniu skierowali do Stolicy Apostolskiej zapytania o to, czy muszą
zasiadać w takiej Radzie – a ponadto, czy w ogóle mogą. Watykan
zareagował w połowie stycznia, wysyłając list do przewodniczącego
Konferencji Episkopatu Niemiec, bp. Georga Bätzinga. List podpisali
kardynałowie Ladaria i Ouellet, ale oprócz nich – kardynał sekretarz
stanu Pietro Parolin, co nadaje mu dużą rangę; podano też, że treść
listu zaaprobował też sam Ojciec Święty. W tekście stwierdzono
tymczasem, że Episkopat Niemiec nie ma uprawnień, by powołać do
istnienia Radę Synodalną, właśnie ze względu na rozdźwięk między jej
kształtem i zaplanowanymi kompetencjami a hierarchiczną strukturą
Kościoła. Na list w Niemczech zareagowano z dużym niezadowoleniem; nie
sposób jednak przewidzieć, jak sprawa się potoczy. Najpewniej dojdzie do
zawarcia kompromisu, to znaczy większość niemieckich biskupów wprowadzi
w założeniach Rady Synodalnej zmiany tak, by Stolica Apostolska uznała
je za akceptowalne. Pytanie, czy to rozwiązanie kogokolwiek
długoterminowo zadowoli, jest retoryczne. Podobnie było już w 2018 roku,
kiedy biskupi w Niemczech planowali wydać wytyczne dotyczące zgody na
udzielanie Komunii świętej protestanckim małżonkom katolików. Wówczas
niemal ta sama grupa biskupów, co w sprawie Rady Synodalnej, zwróciła
się z zapytaniem do Watykanu o ocenę tego kroku. W pierwszej listownej
reakcji Stolica Apostolska wyraziła się negatywnie, później jednak, w
drodze negocjacji, osiągnięto kompromis: biskupi opublikowali wytyczne
jako „propozycje” Rady Stałej Episkopatu, które poszczególni biskupi
mogli wdrażać w życie, ale nie musieli. Tym razem sprawa dotyczy jednak
nie jednego problemu, ale samej zasady funkcjonowania Kościoła w
Niemczech, stąd dyskusja może być naprawdę burzliwa i trudna.
Grymasy papieża
W sprawie Drogi Synodalnej coraz bardziej krytyczne stanowisko
zajmuje też papież Franciszek. W 2019 roku Ojciec Wysłał do Kościoła w
Niemczech list, w którym wezwał biskupów do położenia nacisku na
ewangelizację, przestrzegając przed nadmiernym skupianiem się na
rozwijaniu skutecznych struktur. Przez kilka następnych lat odmawiał
jakiegokolwiek komentarza na temat Drogi Synodalnej, pytających go
dziennikarzy odsyłając zawsze do tamtego listu. Problem w tym, że to
niczego nie wyjaśniało: na Drodze Synodalnej zaproponowano przecież
szereg konkretnych zmian, także doktrynalnych i moralnych, a papież
mówił ogólnie o „nacisku na ewangelizację”. Stąd w Kościele powszechnym
nie wiedziano, jakie dokładnie jest stanowisko Franciszka. Niemcy
przekonywali, że papież im sprzyja, co było wiarygodne: w końcu na
synodach o rodzinie przyjęto w Amoris laetitia rozwiązanie
dotyczące rozwodników, które forsowała teologia niemiecka; na Synodzie
Amazońskim papież przychylał się do niemieckich pomysłów dotyczących
celibatu i tak dalej. Co więcej w 2021 roku Franciszek ogłosił
trójetapowy Synod o Synodalności, który swoją strukturą odpowiadał
pomysłom wcześniej zgłaszanym właśnie przez… Niemców. Dla przypomnienia:
w 2020 roku stwierdzili, że ich Droga Synodalna powinna stać się
przedmiotem refleksji najpierw Kościoła w Europie, a później i na całym
świecie. Rok później papież zwołał Synod o Synodalności, który miał
etapy… krajowy, kontynentalny i światowy. Co więcej relatorem generalnym
tego Synodu ustanowił arcybiskupa Luksemburga, kard. Jean-Claude
Hollericha, który wielokrotnie wypowiadał się w mediach w pełnej zgodzie
z niemiecką Drogą Synodalną. Wszystko wskazywało więc na to, że Kuria
Rzymska zamiera po cichu dalej wspierać Episkopat Niemiec w jego
zamierzeniach.
W połowie 2022 roku Franciszek powiedział jednak dziennikarzom,
iż w rozmowie z bp. Georgiem Bätzingiem stwierdził, iż jest w Niemczech
już „bardzo dobry Kościół ewangelicki” i „nie potrzeba drugiego”. Z
kolei w styczniu 2023 roku w rozmowie z „Associated Press” skrytykował
wprost Drogę Synodalną jako proces „elitarny”, to znaczy realizowany
przez elity w oderwaniu od Ludu Bożego; według Franciszka niemieckie
skupienie na skuteczności może doprowadzić do tego, że Droga Synodalna
zacznie być ideologiczna, a to „przepędzi Ducha Świętego”. Wskazał, iż
należy „pomóc” Niemcom tak, by z ich Drogi wyszło jakieś dobro oraz by
działali w jedności z Kościołem powszechnym. Papież zapewnił przy tym,
że w jego ocenie biskupi z Niemiec mają tak naprawdę „dobre intencje”.
Oceniono tę krytykę jako dość zdecydowaną, ale przecież otwartą na
dialog.
Synod o Synodalności
Wydaje się też, że w kluczu „niemieckim” należy czytać kilka
wypowiedzi kluczowych synodalnych kardynałów Kurii Rzymskiej, jakie
padły pod koniec stycznia. Z listem do biskupów całego świata wystąpili
mianowicie kardynałowie Jean-Claude Hollerich, relator generalny Synod,
oraz szef Sekretariatu Synodu, kard. Jean-Claude Hollerich. Nie
wskazując nikogo wprost zwrócili uwagę, że Synod o Synodalności ma
skupić się przede wszystkim na zagadnieniu samej synodalności; wskazali,
że nie należy wykorzystywać Synodu do partykularnych celów, bo Synod
nie może zajmować się „wszystkim”; podkreślili też rolę biskupów i
kolegialności biskupów w podejmowaniu w Kościele decyzji. Wprost o
Niemcach mówił za to kard. Michael Czerny, prefekt Dykasterii ds.
Integralnego Rozwoju Człowieka, specjalny sekretarz na Synod Amazoński.
Stwierdził w wywiadzie dla „Herder Korrespondenz”, że pytania, jakie
stawiane są na niemieckiej Drodze Synodalnej są bardzo ważne i wymagają
odpowiedzi, trzeba jednak uzbroić się w cierpliwość i zharmonizować
Drogę z ogólnoświatowym Procesem Synodalnym.
O co więc chodzi i jaki jest dzisiaj tak naprawdę status niemieckiej Drogi Synodalnej?
Program Niemców, program Watykanu. Wiele zbieżności, niewiele rozdźwięku
Niemiecka Droga Synodalna proponuje szereg zmian. Większość z nich, jak się zdaje, nie budzi w Watykanie większych kontrowersji.
Po pierwsze, Droga Synodalna chce „upodmiotowić kobiety”,
wprowadzając nowe możliwości sprawowania urzędów i posług. Wiele z tego
dzieje się już w wymiarze Kościoła powszechnego, często za sprawą samego
papieża Franciszka, który otwiera przed kobietami możliwość sprawowania
stanowisk kierowniczych w różnych urzędach oraz który „otwiera” dla
nich kolejne posługi (akolitat, lektorat czy nowo utworzony katechetat).
Na tej płaszczyźnie nie ma więc żadnego zgrzytu. Niemcy mówią też o
diakonacie kobiet, ale nie chcą go wprowadzać samodzielnie: oczekują, że
decyzję podejmie tutaj Kościół katolicki, korzystając z ich dorobku
teologicznego. Wielu kardynałów i biskupów na całym świecie uważa, że
tak rzeczywiście trzeba zrobić – ponownie więc, nie ma tu niezgodności.
Nieco inaczej jest z tematem kapłaństwa kobiet. Niemcy proponują debatę
na ten temat, podczas gdy Stolica Apostolska uważa, że temat jest
obecnie poza dyskusją. Niemcy jednak nie naciskają tu więc silnie, więc i
to nie jest realnym przedmiotem sporu.
Po drugie, Droga Synodalna chce rewolucji w moralności
seksualnej. I tu zgrzyty są minimalne lub zgoła nie ma ich wcale.
Niemieccy synodalności proponują „nowe podejście” do homoseksualistów,
co ma się wyrazić w ich pełnej akceptacji w strukturach kościelnych oraz
w udzielaniu im błogosławieństw. Stolica Apostolska zgłaszała co do
tego zastrzeżenia w 2021 roku, ale odpowiedzialny za ich sformułowanie
arcybiskup został wyrzucony z Kurii Rzymskiej. Gdy Belgowie wprowadzili
formalne liturgiczne błogosławienie par jednopłciowych, Watykan nie
zareagował. Niemcy proponują też uznanie antykoncepcji; w Watykanie trwa
na ten temat dyskusja, a Papieska Akademia Życia pod kierunkiem abp.
Vincenzo Paglii sugeruje poparcie dla tego kierunku. Bardziej
skomplikowana sprawa dotyczy ideologii gender; Niemcy chcieliby uznać tę
teorię za fakt, podczas gdy papież kilkukrotnie określał genderyzm
mianem zła i diabelstwa. Jednak to nie genderyzm, ale właśnie tematyka
homoseksualizmu i antykoncepcji jest sednem postulatów Niemców.
Po trzecie, za Odrą chce się zmienić sposób przeżywania
kapłaństwa, zwłaszcza gdy idzie o celibat. Ta dyskusja w Kościele trwa,
co obserwowaliśmy w czasie Synodu Amazońskiego. Co więcej w takich
kwestiach jak homoseksualizm czy posługa kobiet Watykan zwraca uwagę na
negatywne konsekwencje ekumeniczne dla ewentualnych zmian. W sprawie
celibatu, ten problem nie występuje, bo przyjęliby to spokojnie zarówno
protestanci jak i prawosławni.
Problem ogólnoświatowy
Wreszcie kwestia władzy – o której pisaliśmy wyżej. Wydaje się,
że to właśnie ten temat jest realnym problemem. Stolica Apostolska
rezerwuje dla siebie decyzje o tym, w jaki sposób realizowana jest w
Kościele władza. Jeżeli Niemcy nieco ustąpią i zrezygnują z pierwotnie
zaplanowanego kształtu Rady Synodalnej, może to oznaczać, że ich proces
reformistyczny będzie mógł iść dalej bez przeszkód, a w kontekście
opisywanych wyżej pomysłów – to nic dobrego. Niestety, trzeba
stwierdzić, że gdyby w jednej chwili wszyscy niemieccy biskupi zawrócili
z obranej drogi i przestali forsować swoje idee, w panoramie Kościoła
powszechnego tak naprawdę nie zmieniłoby się aż tak wiele. Idee, które
zgłasza Droga Synodalna, w swojej większości już dawno przestały być
niemiecką specyfiką. Dziś należą raczej do liberalnego mainstreamu,
który dominuje w wielu krajach obu Ameryk, Europy, części Azji – i na
wielu szczeblach samej Stolicy Apostolskiej. Skoro na czele Papieskiej
Akademii Życia stoi arcybiskup uznający aborcję za fundament życia
społecznego we Włoszech i firmujący publikacje książkowe na rzecz
dopuszczenia antykoncepcji; skoro relator generalny Synodu o
Synodalności chce zmienić Katechizm w sprawie LGBT; skoro w oficjalnych
dokumentach synodalnych Watykanu czytamy o planach wprowadzenia
„synodalnej liturgii” – to wszystko pokazuje, że w istocie już nie w
Niemczech bije źródło fundamentalnego problemu, jaki nęka dzisiaj
Kościół katolicki.
Paweł Chmielewski