wtorek, 11 lutego 2025

 

Pieśń o Bernadetcie -film fabularny

 

Pieśń o Bernadetcie - film

Moc Maryi płynąca z Lourdes

 

Moc Maryi płynąca z Lourdes

(stock.adobe.com)

Cudowne uzdrowienia duchowe i fizyczne, które dokonały się w Sanktuarium Matki Bożej w Loudres wprawiają w zadziwienie. Oficjalnie Kościół uznał ich już 71. Ostatnie niecały tydzień temu.  Kiedy poznaje się historię uzdrowionych osób, można powiedzieć tylko jedno –  jak tu nie wierzyć w Boże cuda?

Genialny ateista poprosił Matkę z Loudres o łaskę wiary i ją otrzymał

Alexis Carrel urodził się w roku 1873, w katolickiej rodzinie fabrykantów, w znanym francuskim mieście Lyon. Jak wiadomo, jest to miasto założone jeszcze za czasów Cesarstwa Rzymskiego, na podbitych ziemiach Galów. W Lyonie do dziś są zachowane ruiny rzymskiego amfiteatru, na którym ginęli pierwsi chrześcijanie. Choć Alexis odebrał staranne, katolickie wychowanie, był ochrzczony i przyjął kolejne sakramenty, to jednak podczas studiów medycznych na Uniwersytecie w Lyonie dał się omamić „kultem wiedzy”. Młody Carrel stracił wiarę i pogrążył się w mrokach ateizmu. 


Jako, że miał wybitny talent, skończył studia z wyróżnieniem i został chirurgiem. Rozpoczął też karierę  naukową. W krótkim czasie obronił doktorat z nauk medycznych. Fascynował się również filozofią. Jednak jego mistrzami nie stali się prawdziwi miłośnicy mądrości, ale ci o których autor psalmów mówi „Głupi mówi w swoim sercu: Nie ma Boga”. Dokładnie chodzi tu o dwóch wojujących ateistów. Jeden to Fryderyk Nietzsche, największy idol Adolfa Hitlera, a drugi to Karol Marks, twórca ideologii komunizmu, która pochłonęła miliony ludzkich istnień.

Alexis Carrel, tak jak tych dwóch osobników, których nazwiska u większości ludzi budzą dziś grozę i obrzydzenie, wierzył w iluzję, że człowiek może zbudować szczęśliwy świat bez Boga. Było tak aż do maja – roku niesamowitego nawrócenia Alexisa. Jako, że maj jest miesiącem Maryjnym, w którym wszędzie tam gdzie żyją katolicy, słychać słowa modlitwy Litanii Loretańskiej, ruszyły z całej Francji pielgrzymki do Sanktuarium w Loudres. Do tego miejsca objawień Maryjnych najczęściej jadą osoby chore. Tak się złożyło, że pielgrzymka chorych z Lyonu nie miała lekarza, który mógłby służyć cierpiącym. Usilnie proszono doktora Alexisa o asekurowanie chorym podczas peregrynacji. Ten po długim namyśle zgodził się, ale jedynie dlatego, że chciał udowodnić sam sobie, iż uzdrowienia w Loudres są bajką, zmyśloną przez ludzi uwiedzionych chrześcijaństwem.

Alexis jako lekarz okazał się bardzo potrzebny pielgrzymom. Szczególnie jednej z młodych kobiet – Marie Baily. Choć miała ona jedynie 21 lat była umierająca. Jej zdrowie zniszczyła gruźlica, która w tamtych czasach, kiedy nie znano jeszcze antybiotyków, zbierała śmiertelne żniwo.

Marie była w ostatnim stadium gruźlicy otrzewnej. Alexis bardzo jej współczuł, z trudnością patrzył na jej brzuch, spuchnięty od nadmiaru wody, na to jak spluwała do wiadra krwią i była tak słaba, że sama nie potrafiła utrzymać się na nogach. Jej serce biło już bardzo słabo. Doktor, troszczył się o Marie, jak najlepiej potrafił, jednak nie był w stanie, odpędzić śmierci, szybko zbliżającej się do jego pacjentki.

Kiedy doktor Alexis, na stacji Loudres, wynosił Marie na rękach z wagonu i sadzał ją na wózek, poczuł jak jakaś twarda skorupa, do tej pory ściskająca jego serce, nagle pęka. Niesamowite ciepło, jakby jakieś wielkie światło rozgrzewa i rozjaśnia jego duszę. Jak najszybciej mógł, pchał przed siebie wózek, na którym siedziała Marie, z której szybko uchodziło życie. W pewnej chwili poczuł, że z jego oczu płyną łzy, a usta zaczęły szeptać słowa modlitwy: „O Panno Święta, jakże chciałbym wierzyć, jak ci wszyscy nieszczęśliwi, że to źródło cudowne nie jest tylko tworem naszej wyobraźni! Uzdrów tę biedną dziewczynę, ona zbyt wiele wycierpiała. Daj jej żyć, a mnie daj wiarę. Jeśli ta dziewczyna wyzdrowieje, co wydaje się absurdem, spraw, bym mógł uwierzyć”.     

Kiedy dotarli do groty, wypłakał już wszystkie łzy jakie miał. Przed miejscem, w którym Matka Boża objawiła się 14-letniej pastuszce Małgorzacie Soubirous, stało już mnóstwo ludzi. Kapłan rozpoczął odprawiać nabożeństwo. W pewnym momencie powiedział „Wznieście ręce do góry i proście o uzdrowienie swoich dusz z chorób grzechu, które mogą pozbawić was życia wiecznego w niebie. Proście też o uzdrowienie z chorób ciała, które mogą je zabić i całkowicie podporządkujecie się woli Bożej, jaka by ona nie była”.

Kiedy jeszcze nie wybrzmiały słowa księdza, coś kazało doktorowi Alexis spojrzeć na swoją młodą pacjentkę. Im dłużej patrzył, tym większe ogarniało go zdumienie. Najpierw z twarzy Marie zniknęły sine plamy. Zamiast nich na pięknym obliczu młodej dziewczyny pojawiły się zdrowe rumieńce. Oddech, który jeszcze przed chwilą był płytki i nierównomierny – wyrównał się i pogłębił. Na oczach doktora mocno nabrzmiały od wody brzuch Marie stopniał, jak górka śniegu przygrzana promieniami słońca. Po chwili pełna sił młoda kobieta wstała z wózka, podniosła ręce do góry i zaczęła dziękować Bogu i Maryi za uzdrowienie.   

Doktor Alexis Carrel był w szoku, wszystkie jego materialistyczno – ateistyczne poglądy w jednej chwili spłonęły na popiół. Z tego popiołu, jak feniks, zrodził się nowy człowiek, głęboko wierzący głosiciel Ewangelii i jako taki Alexis Carrel przeszedł do historii. A oprócz tego jako genialny naukowiec i laureat nagrody Nobla, za pionierskie prace w dziedzinie transplantologii, chirurg – który jako pierwszy opracował zabieg zszycia tkanek, co umożliwiło przeszczep narządów m.in.  serca.

Uzdrowienia w Loudres nadal trwają   

Do tej pory Watykan uznał już 71 cudownych uzdrowień duchowych i fizycznych za wstawiennictwem Najświętszej Maryi Panny z Lourdes. Najnowszy cud, który uznano za pewny, dokonał się w roku 2008. Wówczas zdrowie odzyskała sparaliżowana siostra  Bernadette, francuska zakonnica ze Zgromadzenia Oblatek Najświętszego Serca Jezusowego. Cud ten został ogłoszony 11 lutego 2018 roku. Co nie znaczy, że nie ma już cudownych uzdrowień w Loudres. Znaczy to jedynie, to co zawsze znaczyło, że „kościelne młyny mielą powoli”. Tę starą prawdę potwierdza ogłoszenie 5 lipca 2025 roku, przez Sanktuarium Matki Bożej w Lourdes, 71. cudu, który się tu wydarzył w lipcu 1923 roku.

Podczas bitwy pod Gallipoli (obecnie Turcja) Anglik – John Jack Traynor o mało co nie stracił życia w szarży na bagnety. Kula z karabinu maszynowego spowodowała u niego niedowład prawej ręki. Johnowi groziła także amputacja kończyny. Po tej kontuzji Traynor nabawił się również epilepsji. Przeszedł kilka operacji, które zakończyły się niepowodzeniem. Lekarze próbowali wyleczyć u niego padaczkę, ale przeprowadzona trepanacja doprowadziła dodatkowo do częściowego paraliżu nóg. 

Jego stan był bardzo zły. Wczesnym latem 1923 roku John został skierowany do Hospicjum dla Nieuleczalnie Chorych. Przyjęcie do ośrodka zaplanowano na 24 lipca 1923 roku. Mężczyzna postanowił, że wcześniej pojedzie do Lourdes. Błagał Matkę Bożą o łaskę zdrowia. Traynor został uzdrowiony za wstawiennictwem Maryi 25 lipca po zanurzeniu w basenach sanktuarium i wzięciu udziału w procesji eucharystycznej i błogosławieństwie chorych. Kiedy wrócił do domu, poddał się szczegółowym badaniom lekarskim. Medycy byli zdumieni. John całkowicie powrócił do zdrowia. Rany na jego ciele się zagoiły, a drgawki ustąpiły. Co ciekawe, otwór w jego czaszce, który powstał podczas jednej z operacji, również znacznie się zmniejszył. Gdy John był sparaliżowany, nie mógł mieć dzieci, których tak bardzo pragnął. Po uzdrowieniu, on i jego żona doczekali się ich kilkoro. 

Adam Białous

Objawienia w Lourdes - gigantyczny dar Pana Boga dla ludzkości

Objawienia w Lourdes - gigantyczny dar Pana Boga dla ludzkości https://stacja7.pl/maryja/matka-boza-z-lourdes-uzdrowienie-chorych/

 Objawienia Matki Bożej w Lourdes w 1858 r. są niezwykle ważnym wydarzeniem historycznym i równocześnie wielkim Bożym darem dla Kościoła oraz całej ludzkości.

     W tym sanktuarium Jezus Chrystus za pośrednictwem swojej Matki, Maryi, nieustannie przemienia serca milionów pielgrzymów przybywających tam każdego roku, uzdrawiając ich dusze i ciała. To właśnie w takich miej scach j ak Lourdes w sposób namacalny odkrywa się prawdę słów Chrystusa: że to, co decyduje o historii ludzkości i wiecznym szczęściu każdego człowieka, jest zakryte przed "mądrymi i roztropnymi" - czyli takimi, którzy nie kierują się logiką wiary, natomiast "zostaje objawione prostaczkom" - czyli ludziom, dla których wiara w Jezusa Chrystusa staje się najcenniejszym skarbem. Kochający Bóg nieustannie do nas apeluje: "Jeżeli nie uwierzycie, nie zrozumiecie" (por. Iz 7, 9). To znaczy: jeżeli nie uwierzycie w istnienie tajemnicy Boga, który stał się prawdziwym człowiekiem w łonie Maryi Dziewicy, zamykacie sobie możliwość poznania prawdy i drogę życia wiecznego.

 

Historia objawień

     Święta Bernadetta Soubirous przychodzi na świat 7 stycznia 1844 r. w pobożnej i biednej rodzinie młynarza Franciszka i Ludwiki Soubirous. W 1854 r. z powodu finansowego kryzysu rodzina musi opuścić młyn w Boly i przeprowadzić się do małego, nędznego mieszkania w Lourdes. Ich sytuacja materialna pogarsza się wtedy jeszcze bardziej. Ojciec i matka pracują jako najemni robotnicy. Bernadetta zastępuje ich w domu i opiekuje się młodszym rodzeństwem - siostrą Antosią oraz braćmi Janem-Marią i Justynem. Z tego powodu nie chodzi do szkoły i nie przygotowuje się do Pierwszej Komunii św.

     W 1855 r. epidemia cholery dociera do Lourdes. Umiera wielu ludzi. Zaraża się również jedenastoletnia Bernadetta. Choroba zrujnowała jej delikatny organizm - dziewczynka nabawiła się astmy, a później gruźlicy kości nóg, co stało się przyczyną jej śmierci w trzydziestym czwartym roku życia. Na początku września 1857 r. rodzice wysyłają Bernadettę do rodziny Avarantów w pobliskiej wiosce Bertres, aby pomagała tam w pasieniu owiec.

     Wkrótce podejmuj decyzję o jej powrocie do Lourdes. Bernadetta wraca 21 stycznia 1858 r. i rozpoczyna przygotowanie do Pierwszej Komunii św. oraz naukę w szkole podstawowej, którą prowadziły siostry z Nevers. W krótkim czasie Bernadetta nauczyła się płynnie pisać i czytać. Kiedy wracała ze szkoły, pomagała matce w pracach domowych i opiekowała się młodszym rodzeństwem. Bernadetta wychowywała się w atmosferze prostej i szczerej pobożności swoich rodziców, którzy codziennie modlili się razem z dziećmi. Przejęła od nich skarb żywej wiary i dziecięcego zaufania Bogu.

 

Przełomowy dzień

     11 lutego 1858 r. Bernadetta razem z siostrą Antonią i sąsiadką Joanną wybrały się nad rzekę Gave, aby nazbierać suchych gałęzi do palenia w piecu. Kiedy podeszły do groty, nad którą wznosiła się skała, nazywana Massabielle, musiały przeprawić się przez przepływający tam strumień lodowatej wody. Po ściągnięciu butów Bernadetta zdejmowała pończochy, gdy nagle usłyszała dziwny szum wiatru. "Spojrzałam w stronę groty - pisała potem - i zobaczyłam, że z jej wnętrza wypłynął złocisty obłok, a tuż za nim wyszła tak niezwykle piękna Pani, jakiej nigdy w życiu nie widziałam. Miała białą szatę, welon także biały, błękitny pasek i żółte róże na stopach. Od razu popatrzyła na mnie, uśmiechnęła się i pokazała mi, bym podeszła do Niej, jak gdyby była moją matką. Cały mój strach zniknął, ale wydawało mi się, że straciłam świadomość tego, gdzie jestem. Przecierałam oczy, zamykałam je, otwierałam, lecz Pani wciąż stała na tym samym miejscu, dalej uśmiechając się do mnie - aż zrozumiałam, że to wszystko nie jest złudzeniem. Nie myśląc o tym, co robię, wzięłam w ręce swój różaniec i uklękłam. Pani skinęła głową na znak aprobaty i sama także wzięła do rąk różaniec, który miała przewieszony przez prawe ramię. Kiedy chciałam zacząć odmawiać różaniec i próbowałam podnieść dłoń do czoła, rękę miałam jakby sparaliżowaną - i dopiero kiedy Pani się przeżegnała, ja mogłam zrobić to samo. Jednak modliłam się sama, a Pani tylko przesuwała paciorki różańca w palcach, nie mówiąc nic. Dopiero na końcu każdej dziesiątki różańca odmawiała ze mną Chwała Ojcu... Kiedy skończyłam, dała mi znak, abym się do niej zbliżyła, ale się nie ośmieliłam. Wtedy nagle znikła".

     Kiedy dziewczynki zobaczyły klęczącą Bernadettę, zaczęły się z niej wyśmiewać, mówiąc, że jest głupią dewotką. Jednak po chwili zrozumiały, że coś musiało się stać, i dlatego uporczywie dopytywały się swej koleżanki, co to było. Początkowo Bernadetta nic im nie chciała powiedzieć, ale w końcu uległa; opowiedziała swym towarzyszkom o ukazaniu się tajemniczej Pani, prosząc je o zachowanie całkowitej tajemnicy. Jednak po powrocie do domu dziewczynki szybko wszystko wypaplały, a Bernadetta musiała w szczegółach opowiedzieć matce o swym tajemniczym widzeniu. Matka skrzyczała ją za to, twierdząc, że są to tylko przywidzenia, i zakazała jej chodzenia do groty.

 

"Nie obiecuję ci szczęścia na tym świecie"...

     Spotkanie z tajemniczą piękną Panią, która wyglądała na młodą dziewczynę w wieku szesnastu lub siedemnastu lat, było dla Bernadetty tak wielkim przeżyciem, że od tamtej pory odczuwała wewnętrzne przynaglenie, aby jak najszybciej iść do groty na kolejne widzenie. Matka jednak kategorycznie zabraniała jej tego. Dopiero w niedzielę 14 lutego po Mszy św. uległa usilnym prośbom córki i wyraziła zgodę. Bernadetta razem z dwiema koleżankami natychmiast wyruszyły do groty Messabielle. Były uzbrojone w różańce oraz w butelkę ze święconą wodą. Chciały tajemniczą postać pokropić wodą święconą i w ten sposób sprawdzić, czy nie jest to przypadkiem jakaś pułapka złego ducha. Po drodze przyłączyły się do nich jeszcze inne dziewczynki. Bernadetta doszła pierwsza do groty i od razu uklękła do modlitwy różańcowej. "Zaledwie skończyłam pierwszy dziesiątek - pisze - ujrzałam tę samą Panią. Natychmiast zaczęłam kropić ją wodą święconą, mówiąc, aby została, jeśli przychodzi od Boga, a jeśli nie - aby odeszła. Równocześnie przyspieszyłam kropienie wodą. Pani uśmiechnęła się do mnie i pochyliła głowę. Im więcej kropiłam, tym bardziej uśmiechała się i potakiwała głową. (...) Kiedy skończyłam różaniec, postać znikła". Trzeba podkreślić fakt, że tylko sama Bernadetta widziała objawiającą się Postać. W czasie widzenia była w ekstazie, cała pochłonięta tym, co widzi, jakby oderwana od rzeczywistości, ze wzrokiem utkwionym w jeden punkt.

     Po powrocie do domu Bernadetta usłyszała od matki, że już nigdy nie będzie jej wolno pójść do groty Massabielle. Wpływowa i bogata mieszkanka Lourdes, pani Peyret, trawiona wielką ciekawością, wymogła jednak na matce Bernadetty, aby ta zgodziła się na pójście swej córki na miejsce objawień. 18 lutego, w piątek, po porannej Mszy św. Bernadetta razem z paniami Peyret i Millet wyruszyły do Massabielle. Piękna Pani ponownie objawiła się i prosiła widzącą: "Czy będziesz uprzejma przychodzić tu przez piętnaście dni?". Dziewczynka odpowiedziała, że z radością spełni Jej prośbę - i wtedy usłyszała: "Nie obiecuję ci szczęścia na tym świecie, lecz w innym".

     W czasie czwartego i piątego objawienia (19 i 20 lutego) Bernadetcie towarzyszyła dosyć duża gromadka ludzi. 20 lutego Maryja nauczyła ją modlitwy, którą Bernadetta odmawiała codziennie przez całe życie, ale jej tekstu nikomu nie przekazała. Podczas szóstego objawienia (21 lutego) Matka Boża prosiła o modlitwę za grzeszników. Wtedy też niewierzący lekarz, dr Dozous, chciał "zdemaskować oszustwo" - i dlatego postanowił zbadać dziewczynkę podczas ekstazy. Został głęboko poruszony jej zachowaniem i doświadczył obecności wielkiej tajemnicy. Od tego momentu rozpoczął się proces jego nawracania się. W swoim oświadczeniu dr Dozous stwierdził, że podczas ekstazy twarz Bernadetty stawała się nieziemsko piękna. Oznaczało to, że dziewczynka nawiązywała z kimś autentyczny kontakt. Podczas swych widzeń miała regularny puls, swobodny oddech i absolutnie nic nie wskazywało na jej nerwowe podniecenie.

 

Wezwanie do pokuty i nawrócenia

     Ponieważ coraz więcej ludzi zaczęło przybywać na miejsce objawień, władze bardzo się zaniepokoiły i próbowały przez zastraszanie i przesłuchania zabronić Bernadetcie przychodzenia do groty. Podczas siódmego objawienia (23 lutego) Maryja przekazała dziewczynce "trzy tajemnice" - dotyczące wyłącznie jej osoby - których Bernadetta nigdy nikomu nie wyjawiła. Matka Boża prosiła ją też o przekazanie księdzu proboszczowi prośby, aby wybudował kaplicę w miejscu objawień. Ksiądz Peyramale nie wierzył jednak w prawdziwość objawień i dlatego poprosił o czytelny znak - aby Bernadetta zapytała piękną Panią, jakie ma imię, gdyż on, jak powiedział, nie ma zwyczaju wierzyć tajemniczym nieznajomym. A jeśli zjawa nie powie, kim jest, to będzie wg niego oznaczało, że jest oszustką albo że Bernadetta ma halucynacje.

     Podczas ósmego objawienia Matka Boża przekazała orędzie wzywające do pokuty i nawrócenia oraz do modlitwy o nawrócenie grzeszników. Mówiła: "Pokutujcie i módlcie się do Boga o nawrócenie grzeszników". Następnego dnia (25 lutego) Maryja wskazała Bernadetcie miejsce na ziemi w grocie i kazała jej "napić się z tego zdroju, a potem się w nim obmyć". A ponieważ nie było tam żadnego źródła, zaskoczona dziewczynka zaczęła rozgrzebywac ziemię i po chwili zauważyła wypływającą wodę. Nabrała więc dłońmi mulistej cieczy, napiła się jej, a następnie obmyła nią twarz, przez co pobrudziła ją sobie całą błotem. Wkrótce z tego miejsca zaczął płynąć wartki strumień krystalicznej wody. Wiadomość o źródle, które wytrysnęło w grocie, szybko rozeszła się po okolicy. Woda z tego źródła stała się znakiem uzdrawiającej łaski Bożej. Świadczą o tym tysiące uzdrowień niewytłumaczalnych z naukowego punktu widzenia.

 

Pierwsze cudowne uzdrowienia

     Następnego dnia Maryja nie objawiła się Bernadetcie, za to przy grocie wydarzył się pierwszy cud. Kamieniarz Luis Bouriette od dwudziestu lat nie widział na prawe oko, które zostało mu wybite podczas wypadku przy pracy. Żarliwie modlił się przed grotą Massabielle i kilkakrotnie przemył oczy wodą ze źródła. Wtedy stał się cud: jego prawe oko zostało na nowo stworzone, a Luis odzyskał zdolność widzenia.

     Drugie cudowne uzdrowienie nastąpiło 1 marca. Katarzyna Latapie po ciężkim wypadku i skomplikowanym złamaniu nie mogła otworzyć dłoni. Po modlitwie i zanurzeniu dłoni w źródle jej ręka powróciła do stanu przed wypadkiem.

     Woda ze źródła w grocie Massabielle stała się znakiem Bożego działania. W pobliżu pobudowano specjalne baseny, w których każdego roku, po modlitwie, zanurza się setki tysięcy chorych. Następują tam wtedy cudowne uzdrowienia fizyczne i duchowe. Badania wykazały, że jest to normalna woda, że nie ma ona żadnych właściwości antyseptycznych czy antybakteryjnych. Nie stwierdzono jednak żadnego przypadku zakażenia czy zachorowania przez kąpiel albo picie zanieczyszczonej wody z tych basenów, w których wcześniej zanurzono tysiące ludzi cierpiących na różne choroby. Jest to dla nauki wielka lekcja pokory wobec Bożej strategii działania, które wymyka się wszelkim laboratoryjnym badaniom i analizom. Nie jest to jakaś woda "magiczna", ale zanurzenie się w niej, napicie się jej czy obmycie się nią ma być znakiem nawrócenia, zerwania z grzechem, całkowitego zawierzenia Bogu i pojednania się z Nim oraz gotowości pełnienia Jego woli. Wtedy woda z Lourdes staje się znakiem, poprzez który Bóg dokonuje uzdrowień fizycznych i duchowych.

     Podczas objawień 27 lutego przed grotą zgromadziło się około 1000 ludzi. Z każdym dniem było ich coraz więcej. 3 marca zebrało się około 4000 osób, a 4 marca było ich już blisko 8000. Wśród nich znajdowali się dziennikarze lokalnych czasopism, w których niezadługo ukazały się artykuły pełne kpin i ironii. Teksty te stały się głównym źródłem informacji dla dzienników z Paryża i innych wielkich miast francuskich. Tylko artykuły Romana Capdevielle'a, znakomitego redaktora Memoriał des Pyrenees, przedstawiały w sposób bezstronny, wyważony oraz obiektywny fakty z groty Massabielle.

     Tego samego dnia, po skończonym objawieniu przy grocie, Bernadetta wracała do domu. Przy drodze spotkała niewidomą dziewczynę, Eugenię Troy, dotkniętą nowotworem rakowatym oczu, którą serdecznie uściskała i ucałowała, a następnie poprosiła ją, aby obmyła się wodą ze źródła z groty Massabielle. Kiedy Eugenia to uczyniła, została natychmiast uzdrowiona. Wieść o tym cudzie rozeszła się naokoło lotem błyskawicy.

 

"Jestem Niepokalanym Poczęciem"

     W święto Zwiastowania, 25 marca, w nocy Bernadetta czuje nagle silne wewnętrzne przynaglenie, dlatego już o godzinie 5 rano udaje się do groty, razem ze swoimi rodzicami. Było jeszcze ciemno i panowała głęboka cisza, ale w miejscu objawień zgromadziła się już duża grupa ludzi, a wśród nich komisarz Jacomet. W czasie modlitwy różańcowej Bernadetcie objawia się piękna Pani. Podczas wcześniejszych objawień dziewczynka wielokrotnie pytała Ją o imię, ale w odpowiedzi otrzymywała tylko uśmiech. Tym razem ponownie zapytała zjawę, kim jest, i wtedy otrzymała długo oczekiwaną odpowiedź: "Jestem Niepokalanym Poczęciem". Bernadetta była zaskoczona tą odpowiedzią, gdyż nie wiedziała, co znaczy to dziwne imię "Niepokalanie Poczęta", tym bardziej że nigdy o nim nie słyszała. Nie zdążyła się już jednak o nic więcej zapytać, ponieważ śliczna Pani zniknęła.

     Bernadetta szybko pobiegła do proboszcza Peyramale'a, aby przekazać mu to dziwne imię. Aby go nie zapomnieć, w drodze ciągle powtarzała: "Niepokalanie Poczęta". Bernadetta nie wiedziała, że 8 grudnia 1854 r. w Bazylice Watykańskiej został uroczyście ogłoszony przez papieża Piusa IX dogmat o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Maryii Panny. Kiedy proboszcz usłyszał z ust Bernadetty imię "Niepokalanie Poczęta", z wrażenia aż zaniemówił. Zrozumiał bowiem, że Maryja użyła teologicznie doskonałej formuły, która potwierdzała dogmat ogłoszony cztery lata wcześniej. Maryja jest Niepokalanie Poczętą, ponieważ od momentu swego poczęcia została zachowana od wszelkiej zmazy grzechu pierworodnego, po to by mogła wypełnić misję Matki Zbawiciela. Dopiero wtedy proboszcz zrozumiał, że ma do czynienia z rzeczywistymi objawieniami Matki Bożej, a ta czternastoletnia dziewczynka, w swojej prostocie i niewiedzy, stała się przekazicielką orędzia Niepokalanej Pani dla całego świata. Widzenie 25 marca było przełomowe dla Bernadetty, gdyż dopiero wtedy dziewczynka zrozumiała, że ta piękna Pani, która się jej objawia, to Matka Boża, a nie jakaś dusza czyśćcowa czy też halucynacja, jak to niektórzy próbowali jej sugerować.

 

Dwa ostatnie objawienia

     7 kwietnia miało miejsce siedemnaste objawienie. Podczas ekstazy Bernadetta nieświadomie przesunęła swą prawą dłoń nad palący się płomień świecy, którą trzymała w lewej ręce. Przez blisko kwadrans płomień przenikał jej przez palce, a mimo to dziewczynka nic nie czuła; na jej dłoni nie pozostał najmniejszy znak oparzenia. Obserwował to wszystko wspomniany wyżej dr Dozous, który po skończonej ekstazie Bernadetty przeprowadził na niej eksperyment: wziął drugą zapaloną świecę i dotknął nią ręki dziewczynki, która natychmiast krzyknęła z bólu i z oburzeniem powiedziała: "Pan mnie parzy!". Dla dra Dozousa stało się wówczas oczywiste, że ma do czynienia z faktem nadprzyrodzonym, co definitywnie przekonało go o prawdziwości objawień.

     A przy grocie dokonywały się kolejne cudowne uzdrowienia - choćby takie jak to z 2 maja, kiedy to zrozpaczona matka przez 15 minut zanurzała w cudownym źródle swojego umierającego 18-miesięcznego synka. Już następnego dnia dziecko wróciło do pełni zdrowia.

     Nadzwyczajne uzdrowienia zaczęły przyciągać na miejsce objawień tysiące ludzi. Władze chciały jednak za wszelką cenę zatrzymać narastającą falę pielgrzymek i dlatego zamknęły dostęp do groty. Decyzją mera miasta stała się ona nielegalnym miejscem kultu religijnego. Nie poparł jednakże tego zarządzenia biskup i ludzie nadal tłumnie przybywali do Massabielle. Ponadto pielgrzymi zaczęli pisać petycje do ministra do spraw wyznań o odwołanie zarządzenia prefekta. Prócz tego mimo ponawianych gróźb ze strony władz ludzie kilkakrotnie zburzyli ogrodzenie broniące dostępu do groty. Wiele osób zostało z tego powodu osądzonych i skazanych lub ukaranych mandatami. Bernadetta w ogóle nie angażuje się w narastający konflikt pomiędzy ludźmi i władzą.

     Postawa władz radykalnie się zmieniła dopiero w końcu września 1858 r. Wówczas to cesarz Napoleon III, po cudownym uzdrowieniu swojego syna, nakazał otworzenie pielgrzymom dostępu do groty. Jego dziecko wyzdrowiało po napiciu się wody z cudownego źródła i spożyciu ziół pochodzących z Massabielle.

     Tymczasem z powodu pogarszającego się stanu zdrowia Bernadetta zostaje wysłana 8 maja na dwutygodniowe leczenie do pobliskiego sanatorium w Cauterets. Z wielkim utęsknieniem czekała i przygotowywała się na przyjęcie Pierwszej Komunii Świętej w dniu 12 czerwca 1858 r. Od tamtej chwili przyjmowanie Jezusa w Komunii św. stało się dla niej najważniejszym wydarzeniem i największym źródłem duchowej mocy. 16 lipca 1858 r., w święto Matki Boskiej z góry Karmel, po przyjęciu Komunii św. Bernadetta czuje wewnętrzne przynaglenie, aby udać się do groty na spotkanie z Niepokalaną Dziewicą. Dotarła tam tuż przed zachodem słońca. Podczas modlitwy różańcowej Matka Boża objawiła się jej po raz ostatni. Bernadetta mówiła, że Maryja wtedy milczała i że była piękniejsza niż kiedykolwiek wcześniej.

     Warto w tym miejscu odnotować znamienny fakt, że w czasie objawień, od 11 lutego do 16 lipca 1858 r., nie odnotowano w rejonie Lourdes żadnych przestępstw i nikt nie został w tym okresie skazany na karę więzienia.

 

Epilog

     Objawienia Matki Bożej w Lourdes potwierdziły, że nauczanie Kościoła jest prawdą pochodzącą od Boga. 28 lipca 1858 r. ordynariusz Tarbes, bp Laurence, powołał komisję kanoniczną do zbadania prawdziwości objawień. Wielokrotnie przesłuchiwała ona Bemadettę i innych świadków, a także szczegółowo badała wszystkie przypadki cudownych uzdrowień. Po przyjęciu wyników prac komisji, 18 stycznia 1862 r., biskup Laurence wydał dekret uznający nadprzyrodzony charakter objawień w Lourdes. Czytamy w nim: "Uważamy za pewne, że Maryja Niepokalana, Matka Boża, rzeczywiście ukazała się Bernadecie Soubirous 11 lutego 1858 r. i w dniach następnych osiemnaście razy w Grocie Massabielskiej, na peryferiach Lourdes, i że wszystkie te objawienia były prawdziwe. Wierni zatem mogą w nie wierzyć".

     W roku 1866 Bernadetta wstąpiła do zakonu sióstr miłosierdzia w Nevers i pozostała tam aż do swojej śmierci 16 kwietnia 1879 r. Lourdes tymczasem stało się jednym z największych sanktuariów w świecie. Obecnie każdego roku przybywa tam około 5 milionów pielgrzymów, aby prosić Maryję o uzdrowienie duszy i ciała. Sługa Boży Jan Paweł II dwukrotnie pielgrzymował do tego sanktuarium. Jego druga wizyta w Lourdes była zarazem jego ostatnią podróżą zagraniczną. Papież wypowiedział wtedy znamienne słowa: "Oto dotarłem do kresu mojej pielgrzymki"...

 

ks. Andrzej Trojanowski TChr

nr 1-2008

11 lutego: NMP z Lourdes. Sakrament namaszczenia chorych – sakrament ludzi żyjących

 

11 lutego: NMP z Lourdes. Sakrament namaszczenia chorych – sakrament ludzi żyjących

W 1858 roku, w cztery lata po ogłoszeniu przez Piusa IX dogmatu o Niepokalanym Poczęciu, Matka Boża zjawiła się ubogiej pasterce, św. Bernadecie Soubirous, w Grocie Massabielskiej w Lourdes. Podczas osiemnastu zjawień (w okresie 11 lutego-16 lipca) Maryja wzywała do modlitwy i pokuty

11 lutego 1858 r. Bernadetta Soubirous wraz z siostrą i przyjaciółką udała się w pobliże Starej Skały – Massabielle – na poszukiwanie suchych gałęzi, aby rozpalić ogień w domu. Gdy została sama, usłyszała dziwny dźwięk podobny do szumu wiatru i zobaczyła światłość, z której wyłoniła się postać „Pięknej Pani” z różańcem w ręku. Odtąd objawienia powtarzały się.
Bernadetta opowiedziała o tym wydarzeniu koleżankom, te rozpowiedziały o tym sąsiadom. Rodzice skrzyczeli Bernadettę, że rozpowiada plotki i zakazali jej chodzić do groty, w której miała jej się ukazać Matka Boża. Cofnęli jednak zakaz, gdy zobaczyli, że ich dziecko gaśnie im na oczach z udręki. Dnia 14 lutego dziewczęta udały się najpierw do kościoła i wzięły ze sobą wodę święconą. Gdy przybyły do groty, było już po południu. Kiedy w czasie odmawiania różańca ponownie ukazała się Matka Boża, Bernadetta, idąc za poradą towarzyszek, pokropiła tajemniczą zjawę i wypowiedziała słowa: „Jeśli przychodzisz od Boga, zbliż się; jeśli od szatana, idź precz!”. Pani, uśmiechając się, zbliżyła się aż do brzegu wylotu groty i odmawiała różaniec.

1 marca 1858 r. – Pierwsze cudowne uzdrowienie w Lourdes

Pewna kobieta poprosiła Bernadetę, aby pomodliła się na jej różańcu w obecności Pani. Dziewczynka spełniła tę prośbę, lecz Pani zapytała ją, co zrobiła ze swoim różańcem. Bernadeta wyjęła swój stary różaniec i modliła się na nim, 1 marca przed grotą była także prosta chłopka, Katarzyna Latapie, z dwojgiem dzieci. W 1856 r. po upadku z drzewa, zwichnęła ramię oraz złamała kości nadgarstka i palców. Po wyleczeniu nie mogła jednak poruszać dłonią, a dwa palce pozostały krzywe. Pchana jakąś wewnętrzną siłą obmyła dłoń w wodzie źródła i ze zdumieniem stwierdziła, że odzyskała ona dawną sprawność. Przypadek –”Latapie” został uznany za pierwsze cudowne uzdrowienie w Lourdes

Lourdes leży w rejonie Górnych Pirenejów i liczy 17 tys. mieszkańców. Dzięki objawieniom Matki Bożej w   1858 r. miasto stało się maryjną metropolią świata.  Co roku przybywa tu około 7 milionów pielgrzymów ze wszystkich kontynentów…

Górująca nad miastem baszta zamku przypomina burzliwą historię. Już Rzymianie zbudowali tutaj twierdzę (Mirambel). Na przełomie VII i VIII wieku Mirambel wpadła w ręce saracenów. Wypierając ich w 778 r. Karol Wielki musiał zdobywać twierdzę głodem. Wtedy miało miejsce znamienne wydarzenie. Pewnego dnia olbrzymi orzeł upuścił nad twierdzą wielką rybę. Dowódca Saracenów – Mirat odesłał ją jeszcze żywą, Karolowi Wielkiemu na znak, że nie prędko  się poddadzą. Z kolei do twierdzy udał się biskup Turpin z Puy, aby w imieniu króla podziękować za prezent.  Przy okazji biskup gorąco apelował, aby Mirat przyjął wiarę chrześcijańską i stał się lennikiem Matki Bożej, skoro nie chce się poddać Karolowi Wielkiemu. Ku zdumieniu wszystkich Mirat zgodził się i przyjął chrzest. Otrzymał imię Lorus. Zamek oddał w lenno Matce Chrystusa, a król Karol odstąpił od oblężenia.  Z czasem twierdza i okolica – nazywana ”Lorus” – przekształciła się w ”Lourdes” 

  ABY  DAĆ ŚWIADECTWO PRAWDZIE   (J  18, 37) 

Henryk Lasserre, literat i publicysta, dobrze znany we Francji, będąc  zagrożony nieuchronną ślepotą użył za poradą i namową swojego przyjaciela Karola Fraycienta, późniejszego ministra wojny i do tego protestanta, wody ze źródła w Lourdes, która natychmiast  go uzdrowiła. Uzdrowienie to utrzymywało się przez całe jego długie życie, przez kilkadziesiąt lat niezmiennie, pomimo ciągłej  pracy umysłowej, pisania i czuwania po nocach, połączonego z  jego literackim zawodem. Temu uzdrowieniu zawdzięczamy prześliczną książkę, którą Henryk Lasserre napisał pod tytułem „Notre Dame de Lourdes”, w przekładzie polskim „Niepokalana  z Lourdes”. W niej między innymi pisze o cudownym uleczeniu swojej ślepoty duszy i ciała.
„Przez długie lata cieszyłem się doskonałym wzrokiem. Nagle, latem 1862 roku, zaczął się on stopniowo pogarszać. Przypisywałem to przeforsowaniu, ponieważ przez kilka tygodni pracowałem intensywnie do późnej nocy. Postanowiłem nieco wypocząć; lecz mimo to naprawa nie następowała. Przeciwnie, pogorszenie stale postępowało, zapisane przez  okulistę środki nic nie pomagały. Zwróciłem się do innego lekarza, który cierpienie przypisał ogólnemu przemęczeniu i zalecił wypoczynek na wsi. Wyjechałem więc z Paryża do majątku mojej matki, gdzie całe dnie spędzałem na świeżym powietrzu, nic nie robiąc.  Ale choroba wciąż postępowała,  przeczytanie trzech wierszy książki wystarczałoby w głębi gałek ocznych wywołać nieznośny ból i zamglenie wzroku. Poważnie zaniepokojony, powróciłem do  Paryża, gdzie serdeczny mój przyjaciel namówił mnie, abym udał się do dr Giraud, jednego z najsłynniejszych specjalistów. Tak  też uczyniłem, a sprawa była widocznie poważna, skoro doktor  po zbadaniu mnie zażądał konsylium z udziałem drugiego znanego specjalisty, dr Desmares. Rezultatem tej narady i badań przy pomocy specjalnej aparatury było przepisanie ciemnych okularów i absolutny zakaz czytania.
–   Źle ze mną – pomyślałem – widocznie tracę wzrok i nawet leki  pomogą, skoro mi żadnych nie przepisali. Zwierzyłem się z tych podejrzeń przyjacielowi, który mnie wyśmiał. Lecz  po kilku dniach powrócił do rozmowy.
–   Słuchaj – rzekł mi – a gdybyś tak spróbował wody z Lourdes?  Tyle piszą o tych cudownych uzdrowieniach. Może i Tobie pomoże.
Rada mego przyjaciela zastanowiła mnie z dwóch powodów. Po pierwsze  jest on kalwinem i co za tym idzie, w cuda wierzyć nie może, a po wtóre, musiał dowiedzieć się od poleconego przez siebie okulisty, że moje obawy są słuszne. Okazało się, że tak jest istotnie.  Przyciśnięty przeze mnie do muru dr Giraud wyznał mi w końcu, że stwierdził sklerozę gałek ocznych i będące jej następstwem odklejanie się siatkówki. Grożące mi całkowite jej odklejenie  jest równoznaczne z nieuleczalną ślepotą. Przyjaciel mój wiedział o tym i jego rada, abym szukał ratunku w cudzie, była po prostu przygotowaniem mnie do katastrofy.
–  Tak, wiedziałem – przyznał się – ale radziłem ci i radzę w  dalszym ciągu użycie wody z Lourdes nie dlatego, aby cię do katastrofy przygotować, ale dlatego, że uzdrowienia przez nią są podobno prawdą. Więc dlaczego nie spróbować, skoro nie ma się nic do stracenia? Mnie by to nie pomogło, bo jestem kalwinem i w cuda nie wierzę. Ale ty jesteś przecież katolikiem… Prawda, jestem katolikiem. Tego jednak mój  przyjaciel nie wiedział, że nie będąc niedowiarkiem, przestałem  jednak praktykować obowiązki religijne już od dosyć dawna, a w cuda, zwłaszcza zdarzające się w XIX wieku, nie bardzo wierzyłem.  Zwierzyłem mu się teraz, jakim to ja jestem katolikiem, a on zamilkł, bo co miał odpowiedzieć?
Ale stan moich oczu pogarszał się coraz bardziej i pomimo oszczędzania ich, pomimo, że całkowicie zaprzestałem czytania i pisania, zacząłem widzieć wszystko jak przez mgłę pokrytą czarnymi plamami. Po pewnym czasie przyjaciel mój znów poruszył temat cudownej wody.
– Użycie wody z Lourdes uważam za próbę, której nie wolno ci pominąć, choćby jej pozytywny wynik miał ci się zdawać najmniej prawdopodobny. A ponieważ uznaję działania zgodne z logiką, uważam, że każda próba powinna być wykonana dokładnie, to  znaczy tak, jak tego wymaga twoja religia. Będąc na twoim miejscu poszedłbym do spowiedzi, napisałbym do Lourdes z prośbą o przysłanie wody i spróbowałbym jej mocy.
Rozmowę tę prowadziliśmy w jego mieszkaniu.
–   Sam pisać nie możesz – dodał – ale podyktuj mi, a ty tylko podpiszesz. O,  mam już pióro i papier – czekam.  Był  to po prostu przymus, któremu uległem. List do proboszcza w Lourdes został jeszcze tego samego wieczora wysłany. Po kilku  dniach, gdy wracałem z przechadzki do domu, portier zatrzymał mnie, mówiąc:
–  Jest tu do pana jakaś skrzyneczka z poczty,
Była  to woda z Lourdes. Doznałem dziwnego wzruszenia i nie mogąc zdobyć się na odwagę otworzenia skrzyneczki poszedłem do mego przyjaciela.
Woda już nadeszła – powiedziałem mu – mam ją u siebie, lecz przesyłki nie rozpieczętowałem. A wiesz dlaczego? Po prostu boję się obowiązków, jakie to uzdrowienie może na mnie włożyć. Gdyby mnie uleczył lekarz, to zapłaciłbym mu honorarium i sprawa byłaby  załatwiona, nie pozostałbym dłużnikiem. Ale pozostanę nim na zawsze wobec Boga, jeśli uzdrowi mnie Swą łaską. Jeślibym doznał cudu, zaciągnąłbym obowiązek wyrzeczenia się wszystkiego i zmiany życia. A takim jestem tchórzem, że się tego boję. Sądzisz może, że cofam się przed użyciem wody z Lourdes w obawie, że cud nie nastąpi i że utracę nadzieję ratunku? Mylisz się. Ja teraz boję się, że cud może nastąpić!

–   Mogę tylko powtórzyć to, – odrzekł przyjaciel – co ci już raz powiedziałem: idź do spowiedzi.
–   Dziwny z ciebie kalwin. Pożegnałem się i prosto od niego poszedłem do księdza Ferrand, niegdyś mego spowiednika, z którym – niestety – już od dawna się nie widziałem. Nie było go w domu. Powiedziano mi, że wróci dopiero późnym wieczorem. Wzrok miałem już tak słaby, że musiałem iść ostrożnie i powoli, aby nie potrącać przechodniów, których sylwetki widziałem jak przez mgłę. Świat zewnętrzny rysował mi się coraz mniej wyraźnie i może dlatego coraz silniej rozrastał się świat wewnętrzny, w którym Bóg miał swe miejsce, bom przecież wiary nie utracił. Pełen głębokich i poważnych myśli wróciłem powolnym krokiem do domu. Ułomność ludzka szuka zawsze usprawiedliwienia dla własnych grzechów. Nie brakowało ich w moim życiu, więc jakże mogłem oczekiwać od Boga cudu, nie wzbudziwszy w sobie żalu. Otworzyłem skrzyneczkę. Była w niej butelka z wodą i mała  Książeczka, której tytuł z trudem odcyfrowałem, z opisem objawień w Lourdes. Pogrążony w myślach, klęknąłem przy łóżku. Dawno nieodmawiane pacierze znalazły się na moich ustach, a z serca popłynęła gorąca, pokorna prośba. Jakaś obawa wstrzymała mnie przed odkorkowaniem butelki zanim się wyspowiadam, a jednocześnie popychała do tego gwałtowna chęć. Z ust wyrwała się mi modlitwa: „Boże wszechmogący, odpuść mi grzechy! A Ty, Bogarodzico, ulituj się nade mną! Usuń ślepotę mej duszy i mych oczu!”. Uczułem przypływ gorącej i silnej wiary… odkorkowałem butelkę… ulałem na spodek wody i zamoczywszy w niej chusteczkę, przetarłem nią natychmiast czoło  i oczy. Wszystko to razem trwało niecałą minutę. Któż zdoła sobie zdać sprawę z uczucia, jakiego doznałem? Nie potrafię określić tego słowami: było to uczucie radości, graniczącej nieomal z przerażeniem. Ledwie dotknąłem zwilżoną chusteczką powiek i otworzyłem oczy, wisząca nad nimi mgła rozwiała się błyskawicznie bez śladu! Dzień był jasny, przedmioty wyraźne, widziałem najdrobniejsze szczegóły, tak jak przed rokiem. Uleczenie to było zupełnie nagłe, Nie wierzyłem własnym zmysłom. Myślałem, że śnię. Ukląkłem ponownie i dziękowałem Bogu.  „Jestem uleczony! Jestem uleczony!” – powtarzałem sobie nieustannie nie mogąc  opanować radości i sięgnąłem do szafy z książeczką. Nie! Pierwszą, jaką po tylu miesiącach wezmę do ręki, będzie ta, którą mi przysłano z Lourdes, i zacząłem ją czytać. Czytałem  znakomicie, jak dawniej. Z mego kalectwa nie pozostało ani śladu. Przeczytałem bez odpoczynku 104 strony i gdy na 105 zamknąłem książkę to dlatego, że zapadł zmrok.
Pierwszym człowiekiem, który nazajutrz rano dowiedział się o łasce mego uzdrowienia był w konfesjonale ks. Ferrand, drugim proboszcz z Lourdes, do którego napisałem niezwłocznie, a trzecim mój przyja­ciel „Czyż muszę dodawać, że moje uzdrowienie było drogą, którą Bóg  wywiódł go z błędu i przyprowadził do Kościoła?”

(„Pani z nieba wzywa”, Michalineum, Warszawa 1989)

Namaszczenie chorych – sakrament ludzi żyjących

Ludzie nieraz pytają: Kiedy wezwać księdza do chorego z „ostatnim namaszczeniem”? Niekiedy decydują się na to, kiedy nie ma już kontaktu z chorym i kapłan faktycznie przychodzi za późno. A przecież wcale nie musi tak być

Dlaczego nie wezwaliście mnie wcześniej? Niejeden kapłan zadaje takie właśnie pytanie rodzinie już zmarłego chorego. – No, bo to przecież ma być ostatnie namaszczenie. Takie na śmierć, więc czekaliśmy do ostatniej chwili – odpowiadają najczęściej. Nic bardziej mylnego. Sakrament namaszczenia chorych jest sakramentem żywych. Kościół naucza, że jest to sakrament umocnienia i uzdrowienia. Jest on potrzebny nie tylko chorym, ale również ich bliskim we wspólnym przeżywaniu prawdy, że człowiek powołany jest do wspólnoty z Bogiem w wieczności.

Namaszczenie w kościelnej tradycji

Najczęściej jako biblijny fundament namaszczenia chorych wskazuje się nowotestamentowy tekst: „Choruje ktoś wśród was? Niech sprowadzi kapłanów Kościoła, by się modlili nad nim i namaścili go olejem w imię Pana. A modlitwa pełna wiary będzie dla chorego ratunkiem i Pan go podźwignie, a jeśliby popełnił grzechy, będą mu odpuszczone” (Jk 5, 14-15). Kapłani modlą się zatem nad chorymi i namaszczają ich olejem w imię Jezusa Chrystusa.
Starożytni łączyli zazwyczaj uleczenie z namaszczeniem (por. np. Mk 6, 13). Obecnie sakrament namaszczenia chorych łączy człowieka z Chrystusem Panem, umacnia go, sprawiając, że chory ma dość odwagi w wierze, by pogodzić się z zaistniałą sytuacją, która przecież może nawet skończyć się śmiercią. Dlatego też choremu w niebezpieczeństwie śmierci udziela się tzw. wiatyku.
Warto w tym miejscu jeszcze raz przypomnieć, że sakrament chorych jest przeznaczony dla ludzi przytomnych. Stąd też kapłana wzywamy, kiedy chory jest przytomny, pragnie się wyspowiadać, przyjąć Komunię św. i namaszczenie świętymi olejami

Wielka Nowenna za Ojczyznę „Polska Na Skale”. Nie może nas zabraknąć!

 

Wielka Nowenna za Ojczyznę „Polska Na Skale”. Nie może nas zabraknąć!

Grupa szczerze kochających naszą Ojczyznę i zatroskanych o jej los rodaków, wśród których znajdują się głównie polscy kapłani (!), zaprasza wszystkie dusze ofiarne do podjęcia Wielkiej Nowenny za Polskę i nasz Naród pod hasłem: „Polska Na Skale”

Taką duszą-żertwą, która nieustannie ofiarowywała się za tak drogą jej Ojczyznę była św. Siostra Faustyna. W jej zapiskach znajdziemy zarówno wezwania Nieba do modlitwy za Polskę, jak i osobiste inicjatywy naszej Świętej do ofiarowania się w intencji Ojczyzny. Wydaje się, że to nie treść tych modlitw jest decydująca, ale postawa samej Siostry Faustyny, jej sposób życia na sposób duszy ofiarnej, ma wpływ na Boże postanowienia:

„Tyś Mi jest mieszkaniem i stałym odpocznieniem Moim, dla ciebie powstrzymam rękę karzącą, dla ciebie błogosławię ziemi”. (Dz. 431)

Dla jej tylko modlitw, Bóg potrafił odroczyć karę. Widzimy więc, co może dokonać nawet jedna ofiarna dusza! Nie patrz więc na to, czy w tej Nowennie weźmie udział dużo czy mało osób, ale niech twoja właśnie modlitwa będzie tak gorliwa, jakby od niej miały zależeć losy Polski. A może w istocie tak będzie!

Najważniejsze informacje:

Czas trwania: Dziewięć tygodni
Start: 11 lutego 2025 r.
Koniec: 15 kwietnia 2025 r.

Ukoronowanie Nowenny oraz zawierzenie Polski Miłosierdziu Bożemu: 27 kwietnia 2025 r. (miejsce będzie podane wkrótce)

Jak się modlimy?

Codziennie odmawiamy:
Różaniec (jedną część)

Koronkę do Bożego Miłosierdzia
Modlitwę za Ojczyznę (treść poniżej)

W każdą niedzielę:
ofiarujemy Komunię Świętą Wynagradzającą za grzechy Polaków

Modlitwa za ojczyznę
Za zgodą Kurii Biskupiej Warszawsko-Praskiej z dnia 6 XII 2017 r., nr 2284(K)2017

Boże, Ty jesteś Stwórcą wszystkiego co istnieje
i Ojcem wielkiej rodziny ludzkiej.
Powołałeś Ojczyznę naszą, Polskę,
do przekazania światu iskry Bożego Miłosierdzia
przygotowującej na powtórne przyjście Twojego Syna.
Nie opuszczaj nas, mimo naszych grzechów,
waśni, słabości i niewierności, pychy i egoizmu.
Pragniemy Cię przebłagać i prosić,
byś dał nam odczuwać Twoją Ojcowską obecność
i dokonał zmartwychwstania serc naszych.
Boże, Ty jesteś miłosierdziem i sprawiedliwością,
nie pozwól nam zmarnować dziedzictwa świętego Jana Pawła II
i naszych świętych Rodaków.
Tobie powierzamy losy naszej Ojczyzny,
jej teraźniejszość i przyszłość.
Przez miłość do Matki Twojego Syna Jezusa,
uchroń nas od słusznej kary za nasze grzechy
i wybaw nas od głodu, ognia, wojny i zniszczenia.
Dokonaj swojej Boskiej interwencji w obecnych czasach.
Panie, bez mocy pochodzącej od Ciebie nic nie możemy uczynić,
a z Tobą możemy wszystko.
Spraw, by Polska była wierna Twojej woli,
abyś mógł ją wywyższyć w potędze i świętości.
Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

Maryjo, Królowo Polski – módl się za nami.
Aniele Stróżu Polski – módl się za nami.
Święty Wojciechu – módl się za nami.
Święty Stanisławie – módl się za nami.
Święty Andrzeju Bobolo – módl się za nami.
Święta Faustyno – módl się za nami.
Święty Janie Pawle II – módl się za nami.
Wszyscy Polscy Święci i Patronowie nasi – módlcie się za nami.

Strona wydarzenia: https://polskanaskale.pl/

Rozmowa z ks. Dominikiem w Radio Jasna Góra –  kliknij

ADORACJA NAJŚWIĘTSZYCH RAN JEZUSA CHRYSTUSA – MODLITWA ZA KOŚCIÓŁ ŚWIĘTY

  Jezu mój ukrzyżowany, błagam Cię, byś mnie wysłuchał. Przychodzę do Ciebie z wielką wiarą, ufny w Twoją pomoc. Przed oczy Twoje składam ws...