poniedziałek, 30 maja 2022

Od ateizmu do transhumanizmu

 

– Dzisiaj dla wielu chrześcijan najważniejszy jest „święty spokój”, nie chcą się oni narażać i przez to boją się nawet stawiać pytania na temat dobra i zła, żeby nie narazić się na szykany. Najgorsze jest to, że to dopiero początek. Antychrześcijańska rewolucja przyspiesza, co widzimy każdego dnia. Trzeba ją zatrzymać, gdyż jak to ujmował św. Jan Paweł II, to rozstrzygnięcie cywilizacyjne, a nie spór na poboczne sprawy. Do tego jednak jest potrzebna odwaga, męstwo, odpowiedzialność i bronienie Prawdy, która nas wyzwoli – mówi w rozmowie z PCh24.pl ks. prof. Piotr Roszak, wykładowca Uniwersytetu Nawarry w Pampelunie (UNAV) oraz współpracownik Laboratorium Wolności Religijnej.

Czy spotkał się Ksiądz profesor z ateizmem, który nie jest ateizmem antychrześcijańskim, z ateizmem skierowanym przeciwko wyznawcom innych religii?

Spotykałem się z tekstami, w których ogólnie próbuje się kwestionować sens religijności i widzę to, chociażby w wypowiedziach „nowych” ateistów, takich jak na przykład Sam Harris, Richard Dawkins czy izraelski futorolog Yuval Noah Harari.


W tę linię myślenia o religii wpisuje się także ostatni raport Parlamentu Europejskiego dot. prześladowań mniejszości z powodu religii lub przekonań (opublikowany na początku maja 2022 roku). Za przyczynę nienawiści i różnych trudnych sytuacji uważa się… religię jako taką. Absurdalność tej tezy jest mniej więcej taka jak twierdzenia, że aby uniknąć wypadków drogowych należy natychmiast zniszczyć wszystkie samochody i zakazać ruchu po ulicach. To jest model myślenia autorów takich twierdzeń. Problemem jednak nie jest religia, ale jej ideologiczne zwalczanie, gdyż przedstawia się ją w karykaturalnych kształtach, przez co wpływa na jej rozwój, ogranicza wyrażanie w miejscach publicznych etc.

Mógłbym przywołać jeszcze wiele tego typu ogólnych deklaracji co do religii jako takiej, ale nie ulega wątpliwości, że krytyka ze strony ateizmu w większości przypadków dotyczy chrześcijaństwa za jego nieugiętą postawę w fundamentalnych kwestiach moralnych.

Kilka lat temu byliśmy świadkami wielu dyskusji na temat islamu, które były efektem zamachów terrorystycznych dokonywanych w Europie Zachodniej właśnie przez wyznawców Allaha. Jakie wnioski wyciągnięto z tych dyskusji? Że chrześcijanie w gruncie rzeczy są tacy sami.

Mamy więc z jednej strony do czynienia z redukcjonizmem, a z drugiej z celowymi zagrywkami, aby rzeczywistość, jaką są wiara i religia spłycić, i pokazać, że to jest nic nie warte, a w gruncie rzeczy to chrześcijanie są najgorsi.

Bardzo się cieszę, że wywołał Ksiądz profesor nazwisko Yuvala Noaha Harariego, który był największą gwiazdą tegorocznego Impactu’22 w Poznaniu, który jest przedstawiany jako wydarzenie biznesowo-ekonomiczne. Ten człowiek, jak zauważył Ksiądz profesor, postuluje likwidację wszystkich religii znanych przez świat, ale w szczególności atakuje chrześcijaństwo, podważa jego dogmaty etc. I taki człowiek jest „wyrocznią” czy „prorokiem” współczesnego świata…

No właśnie… Na sztandarach rewolucji jest likwidacja religii jako takiej, ale to chrześcijaństwo jest przedstawiane jako największe zło, jako coś, co hamuje postęp, coś przez co nie udaje się dokończyć oświecenia. Przypomnę tylko, że główni filozofowie oświecenia mówili wprost, że ich celem jest „wyskrobanie chrześcijaństwa z kultury”.

Podobne hasła głosi Harari. Daje on do zrozumienia, że przezwyciężenie chrześcijaństwa i kultury, jaką stworzyło, jest najważniejszym zadaniem XXI wieku, który ma być wiekiem transhumanizmu.

Walka z chrześcijaństwem, o której mówimy, nie realizuje się obecnie w Europie Zachodniej w postaci wprost „taranowania” wyznawców Chrystusa, tylko z jednej strony powolnym, ale systematycznym wyciąganiem z niego cegiełek jak w budynku, a z drugiej wciskaniem nam na siłę jakiejś podróbki chrześcijaństwa – bez Boga, bez Kościoła, bez sakramentów, tylko z hasłem, żeby „być dobrym człowiekiem”.

Wizja, o której mówi Harari i inni jemu podobni transhumaniści nie jest wprost wizją ateistyczną, nie jest wizją bez żadnego boga, gdyż tam jest sporo elementów absolutnych, niepodważalnych. Oczywiście są też dogmaty. Dlatego wielu filozofów współczesnych, dostrzegając gnostycki charakter trans humanizmu postrzega go właściwie jako nową quasi-religię! Na tym właśnie polega współczesny atak na religię na Zachodzie, na mechanizmie „zastępowania”. Prawdy wiary zostają zastąpione przez ideologiczne przesłanki, Dekalog przez „prawa człowieka”, Pan Bóg w Trójcy Jedyny przez nowego „złotego cielca”, którym jest trans-człowiek. To jest swego rodzaju „nowe credo” współczesnego świata, które promują ateiści. Chrześcijaństwo, które od wieków przeszkadza, ma zostać zastąpione nową religią, która jest bardziej skłonna do współpracy z ideologiami lansowanymi przez Harariego i jemu podobnych jak ekologizm, weganizm, gender, totalny pacyfizm, radykalny feminizm etc. Wieki starań ateizmu, w różnych mutacjach, potwierdziło raczej naturalną religijność człowieka, zwrot ku transcendencji, przez co strategia nie polega już na wyrzuceniu, ale podmienieniu, religii na miarę człowieka.

Kluczowe w tym wszystkim jest uświadomienie sobie przez nas – wyznawców Chrystusa, jak wygląda krajobraz dzisiejszego ateizmu. To nie jest jak powiedziałem walka z religią z pozycji scjentystycznych jak robili to Marks, Engels, ale i wielu pozytywistów, którzy twierdzili, iż istnieje jakiś śmiertelny konflikt między religią a nauką, który musi zakończyć się rozlewem krwi. Nie! Od kilkudziesięciu lat mamy do czynienia z wykpiwaniem, z poniżaniem chrześcijan, z porównywaniem naszej wiary do dżihadu, z rzucaniem nic nie znaczących haseł, które mają upokorzyć Kościół, kapłanów i wiernych. Współczesny „wojujący ateista”, jak to wprost pokazują media społecznościowe, dedykowane ateizmowi strony, to człowiek atakujący chrześcijan, przeklinający ich za to, że się modlą i życzący im wszystkiego najgorszego. Czy jest to jeszcze ateizm czy może raczej nienawiść?

Co takiego jest w chrześcijaństwie, czego nie ma w innych religiach, że to właśnie wyznawcy Chrystusa tak mocno przeszkadzają całemu światu?

Na to pytanie można udzielić bardzo wielu odpowiedzi. Ja pozwolę sobie skupić się na jednej perspektywie: chodzi o wolność. Chrześcijaństwo od samego początku, wbrew temu, co głoszą jego przeciwnicy, krytycy i wrogowie jest religią wolności. Chrystus nas wyswobodził. Chrystus dał nam wolność. Wolność nie polega jednak na kapryśnym wybieraniu byle czego, tylko na wyborze dobra! Tylko dobro potrafi utrwalić człowieka w wolności i pozwolić mu być dobrym do końca!

Są takie wybory, które ostatecznie człowieka zniewalają i nie mam tutaj na myśli tylko używek jak alkohol czy narkotyki. „Zniewalaczem” XXI wieku jest na przykład TikTok, Netflix, konsumpcjonizm i wiele innych produktów czy idei, które są nam serwowane jako coś, co uczyni nas „lepszymi”, „nowocześniejszymi” etc.

Prawdziwą wolność człowiekowi dał Chrystus, który podkreślał jednak, że kluczem jest poznanie prawdy! „Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli” (J 8,32). Nie odwrotnie, że pierwsza jest wolność, a potem jest prawda i człowiek zdecyduje sobie, co jest prawdą, a co nie. Nie ma więc wolności bez prawdy!

Niestety we współczesnym świecie wielu rewolucjonistom zależy na tym, aby ludzie nie byli wolni, choć oczywiście mogą mieć „poczucie”, że mają wolność. Wydaje się, że współczesny człowiek ma być zniewolony fizycznie i psychicznie będąc jednocześnie fałszywie przekonany, że ma na cokolwiek wpływ.

Smutny to być może obraz, ale przez wieki chrześcijanie potrafili stawiać czoła takim trendom. Mam nadzieję i głęboko wierzę w to, że teraz również tak będzie.

Dlaczego współcześni ateiści atakują Pana Boga, a nie atakują na przykład Lucyfera, w któremu oddają pokłon członkowie tzw. świątyni szatana? Dlaczego Lucyfer jest dzisiaj kreowany na postać pozytywną, która chciała dobrze za co została ukarana, która stała się tym, kim się stała przez Stwórcę?

Odpowiedź jest prosta: ponieważ zło nienawidzi dobra, a największym Dobrem jest Pan Bóg.

Dlaczego w związku z tym, co by nie było szatana się dzisiaj promuje? Przecież jest on częścią wiary chrześcijańskiej…

Chrześcijaństwo jest na celowniku współczesnego świata, ponieważ sprzeciwia się zgorszeniu i złu. Chrześcijanie od zawsze sprzeciwiają się tzw. aborcji, a wywołana przez Pana tzw. świątynia szatana chce uznania dzieciobójstwa za swój sakrament. Ci, którzy plują na nasze sakramenty jednocześnie bronią „sakramentów” wyznawców pana ciemności.

Poza tym chrześcijaństwo przez wieki było antidotum na wszystkie niesprawdzone teorie, które mogły doprowadzić i doprowadzały do tragedii. Tak było chociażby w XIX i XX wieku, kiedy Kościół w dokumentach przygotowanych przez wielkich papieży przestrzegał przed zwodniczymi ideologiami, które niosą za sobą śmierć i zniszczenie. Ktoś powie, że w ten sposób Kościół chciał umacniać swoje wpływy. Ja odpowiadam: Kościół zanim potępił jakąś ideologię dogłębnie się z nią zapoznawał. Najlepszym przykładem jest chociażby postać Josepha Ratzingera. Wystarczy wsłuchać się w jego kazania i wczytać w jego pisma. Bardzo często pytał on: dlaczego chrześcijaństwo jest wykluczane z przestrzeni publicznej, dlaczego usuwa się krzyże i inne symbole chrześcijaństwa, dlaczego dezawuuje się chrześcijańską koncepcję prawdy i wolności oraz dlaczego w końcu próbuje się zastąpić chrześcijaństwo i wszystko co z nim związane jakimiś wydmuszkami. Pytania stawiane przez Josepha Ratzingera były niczym włożenie kija w mrowisko. Można by napisać kilka książek opowiadających o furii „postępowego świata” i o atakach, jakie na niego spadły z niemal każdego zakątka globu za to, że ośmielił się zadawać takie pytania. To pokazało, że nie chodzi tutaj o prawdę, nie chodzi tutaj o „bycie dobrym człowiekiem”, o tolerancję, o dyskusję. Chodzi o to, że chrześcijaństwo przeszkadza w trwającej rewolucji kulturowej, obyczajowej, mentalnościowej, społecznej etc. tylko przez to, że stawia pytania i zastanawia się nad dobrem i złem.

Niestety, ale bardzo niewiele osób wyciągnęło wnioski z tamtej sytuacji. Dzisiaj dla wielu chrześcijan najważniejszy jest „święty spokój”, nie chcą się oni narażać i przez to boją się nawet stawiać pytania na temat dobra i zła, żeby nie narazić się na szykany. Najgorsze jest to, że to dopiero początek. Antychrześcijańska rewolucja przyspiesza, co widzimy każdego dnia. Trzeba ją zatrzymać, gdyż jak to ujmował św. Jan Paweł II to rozstrzygnięcie cywilizacyjne, a nie spór na poboczne sprawy. Do tego jednak jest potrzebna odwaga, męstwo, odpowiedzialność i bronienie Prawdy, która nas wyzwoli.

W ostatnich latach mamy chociażby na platformie YouTube wysyp kanałów promujących „nowoczesny ateizm”, czyli strojenie sobie żartów z katolików, wymyślanie niestworzonych historii o rzekomych 50 milionach kobiet spalonych na stosie przez Świętą Inkwizycję etc. Czy nie jest tak, że mamy do czynienia z jakąś „modą na ateizm”?

Tylko czy jest to jeszcze ateizm? W mojej ocenie niekoniecznie. Ateizm jako tak zbankrutował bowiem na skutek ideologii totalitarnych, z jakimi mieliśmy do czynienia w XX wieku. W związku z tym tamten sposób walki z Kościołem został odrzucony i dzisiaj mamy inne metody walki z Bogiem i Kościołem. Niemcy czy Sowieci eksterminowali chrześcijan w czasie II wojny światowej. Dzisiaj mamy do czynienia z rewolucją kulturową. Chrześcijaństwo się marginalizuje, wyśmiewa, neutralizuje jego działanie społeczne, stwarza wrażenie, że to jakiś rezerwat z dziwadłami. Temu mają służyć m. in. wywołane przez Pana kanały na YouTube. Tutaj nie ma miejsca na wysłuchanie chrześcijan, żeby mogli powiedzieć, BA! pochwalić się w Kogo wierzą, dlaczego w Niego wierzą, co daje im wiara. Tutaj o chrześcijaństwie mogą mówić tylko jego przeciwnicy i wrogowie, którym chodzi o atakowanie emocjami i budowanie etykietek, stereotypów, które zepchną chrześcijan do narożnika, potem do katakumb, a potem całkowicie ich wyrugują z życia społecznego.

Nie zdziwiłbym się, gdyby okazało się, że algorytmy, które rządzą dzisiaj np. YouTube promują takie treści, budując to, co „rzekomo popularne teraz”, a inne, pokazujące sens chrześcijaństwa marginalizują, utrudniają dostęp, a może i usuwają, żeby jak najmniej osób mogło do nich dotrzeć.

Mówi Ksiądz profesor o algorytmach rządzących współczesnym światem. Aż prosi się, żeby powrócić do Harariego…

Taki miałem zamiar. Proszę zwrócić uwagę, że Harari nie kryje się ze swoimi intencjami. Jego dzieło „Homo deus”, w którym postuluje stworzenie nowego człowieka stoi na antypodach całej myśli chrześcijańskiej, w której człowiek dzięki łasce Chrystusa ma szansę nowego życia w Bogu. Przebóstwienie, o którym mówił zwłaszcza wschodnie chrześcijaństwo, będzie udziałem człowieka, ale na zasadzie łaski, a nie czegoś, co samemu się wypracowuje.

Harari w gruncie rzeczy promuje więc samozbawienie. Ludzkość sama osiągnie szczęście wieczne, bez żadnego Boga. Jak inaczej to nazwać, jeśli nie myśleniem demonicznym? Człowiek bowiem otrzymuje zbawienie, żyje nim, kształtuje się według niego, a nie bazuje tylko na swoich siłach.

Widać, że te poglądy i idee, które na pierwszy rzut oka mogą niektórym wydawać się dalekie od kwestii religijnych tak naprawdę dotyczą podstawowego wyboru: wierzysz w Chrystusa Zmartwychwstałego, który jest zgorszeniem dla żydów i głupstwem dla pogan czy wierzysz w to, co głosi ci Harari i jemu podobni? Wierzysz w religię objawioną przez Boga czy „objawioną” przez człowieka? To jest dzisiaj podstawowy wybór i codziennie musimy dawać jednoznaczne świadectwo, że jak mówił Benedykt XVI „jesteśmy w drużynie Pana”.

Projekt Harariego jest rozpisany na wiele lat. Samozbawienie ma zostać, w jego wizji, osiągnięte przez przeciwstawienie się i odrzucenie chrześcijaństwa. Co ciekawe chrześcijaństwo trzeba wyrugować, „bo tak”. Izraelski futurolog nie daje jakichś konkretnych argumentów, nie chce żadnej dyskusji. Po prostu: on jest nowym prorokiem, który głosi jedną, jedyną prawdę, którą zna tylko Harari i tylko jego słuchając uda się ją wdrożyć.

Warto również zwrócić uwagę, że Harari podobnie jak twórcy tzw. Konwencji Stambulskiej czy przywołanego przeze mnie na początku raportu PE uważa, że religia jako taka jest głównym szkodnikiem i zapalnikiem światowych nieszczęść. W związku z tym zarówno Harari jak i przedstawiciele PE wzywają, żeby zniszczyć religię w domyśle chrześcijańską. Wszystko wskazuje na to, że nie są to jedynie słowa, ale można się spodziewać różnych form ograniczania obecności kulturowej chrześcijaństwa.

Dotykamy tym samym pewnego paradoksu. Ostatnie 2 lata pokazały, jak ważna jest wiara i religijność dla wielu ludzi. Widzieliśmy ludzkie dramaty, kiedy zabroniono kapelanom wejść na oddziały w szpitalach, aby udzielić chorym sakramentów. Widzieliśmy ogromny ból wiernych, którym zamykano kościoły. Poznaliśmy mnóstwo świadectw, że Chrystus jest źródłem życia, że mobilizuje On do postaw heroicznych, że pomoże pokonać każdą przeciwność. Powstały artykuły naukowe, które w oparciu o badania empiryczne wskazywały na znaczenie religii w przezwyciężaniu skutków pandemii. A mimo wszystko, mając oczywiste dowody korzyści z obecności religii w życiu społecznym, próbuje się lansować przekonanie, że trzeba z religią skończyć. Trudno o lepszy dowód na to, że nie chodzi w tym o prawdę, a ideologiczne przesłanki.

Pozwolę sobie zwrócić również uwagę, że w ostatnich latach znika przywiązanie do samego słowa ateizm. Przestaje to być w skali światowej pojęcie, które definiowałoby zjawisko, o którym rozmawiamy. Tak jak mówiłem – ateizm zbankrutował, więc dzisiaj jest on zastępowany określeniem naturalizm, humanizm bądź innym słowem, które ma symbolizować styl życia bez Boga i bez chrześcijaństwa. Moim zdaniem pokazuje to, w którym kierunku będzie szła w najbliższym czasie walka z chrześcijaństwem. Jedynymi, dozwolonymi w epoce trans humanizmu odniesieniami duchowymi człowieka będą mogły być Matka Natura, horoskopy, amulety i wróżki – na to będzie zgoda, taka „wiara” będzie promowana.

Pod tym względem Harari i jego ideologia nie są niczym nowym. Jest to produkt będący wypadkową Oświecenia, filozofii Hegla i postmodernizmu. Harari kontynuuje wyznaczone przed nim wzorce, które zbankrutowały, doprowadziły do chaosu i nieszczęścia.

Przypomnę, że druga książka Harariego nosi tytuł „Homo Sapiens. Od zwierząt do bogów”. Jest to dość zabawne, ponieważ Harari – człowiek oficjalnie będący przeciwko religii chce stworzyć nową religię i nowego boga… Być może Harari po prostu się zagubił i robiąc to co robi sam de facto poszukuje Boga. Potwierdza to, że człowiek jest otwarty na Boga. Jedno jest pewne: z jego wizji świata wyłania się potrzeba wiary, potrzeba kolejnych niematerialnych wymiarów. Zachowajmy spokój, módlmy się i walczmy o dobro, choć to może kosztować i wymagać zdecydowanej postawy. Do tego powołał nas Chrystus.

Dlaczego nie doczekaliśmy się ze strony Kościoła stanowczej, zdecydowanej odpowiedzi na wizję Harariego?

No cóż… To pokazuje może nie tyle słabość katolickiej apologetyki, bo są reakcje na Harariego w świecie teologicznym, ale to, że musi się ona jeszcze mocniej i szybciej odrodzić. Musimy umieć podawać argumenty i racje, które stoją za nami i za naszą chrześcijańską wizją świata, aby umieć zwalczać nawet najbardziej szalone pomysły jak homo deus. Apologetyka to nie „przepraszanie” – jakby mogło niektórych zwieść angielskie „apologize” – ale przekonanie, że mamy racje, aby wierzyć w Chrystusa, choć nie wierzymy z powodu samej siły tych argumentów. Przedstawianie zaś chrześcijaństwa jako irracjonalnej religii, wroga nauki, to tylko część tej strategii neutralizowania wiary, o której rozmawialiśmy. Naszą odpowiedzią musi być jednak postawa pozytywna, przypominanie „w porę i nie w porę”, że chrześcijaństwo to sensowna propozycja dla każdego człowieka.

Bóg zapłać za rozmowę.

Tomasz D. Kolanek

Ks. Marek Bak - Manipulacja wielowarstwowa.

Ksiądz Marek Bąk: WIARA I PRAWDA SĄ DLA NAS WYZWANIEM

Bohaterstwo wiary w to, że bitwa zostanie wygrana przez Matkę Bożą. Lepanto a my.

 

Bohaterstwo wiary w to, że bitwa zostanie wygrana przez Matkę Bożą. Lepanto a my.

Auxilium Christianorum – Plinio Corrêa de Oliveira

https://www.bibula.com/?p=134216 28 maj 2022

Opisy bitwy pod Lepanto oparte na ówczesnych kronikach katolickich nie wspominają o ważnym fakcie, który można znaleźć w źródłach muzułmańskich. Te ostatnie podają, że w pewnym momencie bitwy, gdy wojskom katolickim groziła klęska, flota turecka ujrzała na niebie majestatyczną i straszną Panią. Patrzyła na nich tak groźnym wzrokiem, że nie mogli tego znieść, stracili odwagę i uciekli.

Tocząca się bitwa była największą bitwą morską w historii, a całe chrześcijaństwo w zrozumiałym napięciu oczekiwało na jej wynik. W pewnym sensie to właśnie tam decydowała się przyszłość Europy. Protestantyzm spowodował pęknięcie w chrześcijaństwie, a wszędzie wybuchały wojny religijne.

Ponieważ wojska chrześcijańskie były potrzebne na różnych frontach, państwa katolickie prawdopodobnie nie byłyby w stanie stawić czoła inwazji muzułmanów na południowe Włochy, co byłoby normalną konsekwencją przegranej bitwy pod Lepanto.

Gdyby Włochy zostały zaatakowane,  papież byłby zmuszony opuścić państwo papieskie, aby uniknąć dostania się do niewoli. Najprawdopodobniej nikt nie zdołałby powstrzymać naporu Turków na Europę Zachodnią.

W tej ogromnej bitwie brały udział trzy potęgi katolickie: Hiszpania, najpotężniejsze państwo tamtych czasów; Wenecja, która była bardzo bogata i dysponowała wówczas znacznymi siłami morskimi, oraz Genua. Była też mała flota papieska – to były całe siły materialne, jakie  papież Pius V mógł zebrać, aby stawić czoła wspólnemu wrogowi.

W takiej atmosferze ogólnego napięcia rozegrała się ta bitwa. Opisy z tamtych czasów mówią o tym, jak straszna była to bitwa. Katoliccy żołnierze wskakiwali na muzułmańskie okręty, Turcy wchodzili na katolickie – jedna strona zabijała drugą, dokonując ogromnej rzezi. Statki tonęły tu i tam; żołnierze i rycerze w zbrojach unosili się na krótko na wzburzonych wodach, po czym zapadali się w głębiny, by spotkać śmierć. Ryczały armaty, ponad wrzawą słychać było okrzyki wściekłości i rozpaczy; wszędzie panował straszliwy zgiełk i ogromny chaos.

Wśród tego całego zamieszania dwóch ludzi modliło się do Matki Bożej, aby dała zwycięstwo katolikom. Na wzburzonych wodach pod Lepanto był to Don Juan z Austrii, dowódca katolickiej Armady; a w Rzymie był to Św. Pius V.

Można sobie wyobrazić, jak głębokiego opanowania i ogromnej samokontroli wymagało aby  w kulminacyjnym momencie bitwy, pośród walczących ludzi, potrafić jednak dostrzec ogólny obraz sytuacji i i zauważyć, że sprawy idą w złym kierunku, mimo że żołnierze katoliccy walczyli jak najlepiej potrafili.

 Pamiętając jednak o nauce naszej wiary,  Don Juan postanowił walczyć do ostatniego tchnienia za sprawę chrześcijaństwa, wciąż mając nadzieję na interwencję Matki Bożej. Oznacza to, że  człowiek ten  ufał wbrew wszelkiej ufności. Wbrew wszelkim ludzkim okolicznościom, oczekiwał interwencji Matki Bożej.

I rzeczywiście, Matka Boża interweniowała. Pojawiła się na niebie, aby zagrozić wrogowi, a mahometańska flota uciekła. Jednak katoliccy żołnierze Jej nie widzieli. Im się nie ukazała. Katolicy mieli tę zasługę, że praktykowali ślepą ufność, czysty akt wiary. Dopiero gdy wróg doniósł później o cudzie, zrozumieli, że pomogła im w najgorszej godzinie.

Rycerze katoliccy, zwłaszcza ci, którzy byli dowódcami i zdawali sobie sprawę z ogólnego  przebiegu bitwy, musieli poważnie myśleć o tym, że w wyniku klęski albo zginą, albo zostaną wzięci do niewoli i oddani Turkom.  Ufali jednak Matce Bożej, że uchroni Ona sprawę chrześcijańską przed zagładą. Była to ogromna ufność z ich strony.

W tym samym czasie Św. Pius V modlił się w Watykanie. Brał też w którymś momencie  udział w spotkaniu na temat watykańskich kwestii finansowych, co było bardzo ważne, ponieważ oznaczało grzech śmiertelny, gdyby ktoś ukradł pieniądze z Kościoła. Z tego też powodu Św. Pius V musiał uważnie analizować dane liczbowe, aby nie stać się współwinnym takiego grzechu.

Nagle wstał, prawdopodobnie pod wpływem nadprzyrodzonego natchnienia, i podszedł do okna pokoju, aby odmówić Różaniec. Podczas modlitwy otrzymał objawienie, że Don Juan z Austrii wygrał bitwę. Wrócił do stołu i powiedział: „Nie czas na rozmowy o interesach; naszym wielkim zadaniem jest obecnie dziękczynienie Bogu za zwycięstwo, które właśnie dał katolickiej Armadzie”.

Wieść o papieskim objawieniu rozeszła się po całym Rzymie i lud zaczął świętować. Niektórzy mogli wątpić w to objawienie i pytać: „Czy to rzeczywiście prawda?”.

Po kilku dniach przybył posłaniec, który zdał oficjalny raport. Papież wysłuchał relacji z uwagą, bez emocji, ze zwykłą sobie dostojnością i życzliwością. Następnie w Rzymie obchodzono wielkie święto, biły dzwony we wszystkich kościołach Wiecznego Miasta. Z Rzymu wieść o tym rozeszła się po całej Italii, a potem do całego chrześcijaństwa. Tak wyglądała wielka radość z powodu zwycięstwa pod Lepanto.

Czy płynie z tego jakaś nauka dla nas?

Na czym polegał największy heroizm rycerzy biorących udział w bitwie pod Lepanto? Nie była to odwaga stawienia czoła Turkom. Oczywiście, aby stawić czoła wrogom w bitwie, trzeba mieć odwagę, ale taką odwagę można znaleźć we wszystkich bitwach w historii. Moim zdaniem największym bohaterstwem katolików, którzy walczyli pod Lepanto, było bohaterstwo wiary w to, że bitwa zostanie wygrana przez Matkę Bożą w chwili, gdy wszystko wydawało się stracone.

Ten akt zaufania nie był aktem nierozważnym czy nieroztropnym, rodzajem rezygnacji z przyjęcia tego, co się wydarzy. Był to akt wierności pewnemu wewnętrznemu głosowi łaski, który zapraszał każdego do zawierzenia i modlitwy, aby Ona dała zwycięstwo.

Szczytny cel na przestrzeni dziejów często znajduje się w sytuacji podobnej do tej, w jakiej znaleźli się katolicy pod Lepanto. Po ludzku rzecz biorąc, wszystko wydaje się stracone, ale Matka Boża wkłada w nasze dusze nadzieję, że wygra bitwę dla większej chwały Bożej. Trzeba więc zaufać temu głosowi wbrew wszelkim prawdopodobieństwom i  przeciwieństwom.

Niejednokrotnie porażka wydaje się nieunikniona, a pokusa każe mówić: „Obiecała, ale tak się nie stało. Wręcz przeciwnie, jest jeszcze gorzej”. Prawdziwe bohaterstwo polega na tym, by ufać nawet w najgorszych okolicznościach. Oznacza to odmowę ulegnięcia pokusie i odpowiedzenie: „Im gorzej się dzieje, tym bliżej jesteśmy Jej interwencji, ponieważ Matka Boża nie kłamie, a ja wiem, że ten głos, który przemawia we mnie, jest Jej głosem”.

Czy istnieje jakieś kryterium, według którego można rozpoznać, czy głos wewnętrzny pochodzi od Matki Bożej, czy nie? Tak, istnieje.

Kiedy perspektywa jakiejś przyszłej rzeczy sprawia, że jesteśmy przygnębieni, zniechęceni i mamy ochotę się poddać, to taka perspektywa zwykle pochodzi od diabła.

Z drugiej strony, jeśli perspektywa zrobienia czegoś bardzo trudnego, co normalnie wywołałoby strach, wywołuje jednak entuzjazm, daje siłę do praktykowania cnoty i budzi nadzieję na zwycięstwo w sytuacji prawie niemożliwej, to prawdopodobnie jest to głos łaski przemawiający w naszej duszy.

Czy łaska działa tylko w ten sposób? Nie. Często łaska inspiruje do pogodzenia się z okolicznościami. Matka Boża może nas prosić, abyśmy się pogodzili z porażką. Wtedy daje nam siłę do znoszenia cierpienia związanego z tą porażką. Na przykład Św. Teresa z Lisieux otrzymała taką łaskę, aby przygotować się na śmierć, a potem poszła do nieba.

Te dwie perspektywy są różne od siebie. Kiedy Matka Boża chce dać zwycięstwo, przygotowuje nas do tego, a nie do śmierci.

Potwierdza to reakcja Św. Piusa V na wieść o zwycięstwie pod Lepanto. Zwrócił się on do Boga i powtórzył modlitwę proroka Symeona: „Teraz odprawiasz sługę swego w pokoju, o Panie, zgodnie z Twoim słowem, bo oczy moje ujrzały moje zbawienie”. To znaczy: „Dokonała się ta szczególna rzecz, dla której się narodziłem, zwycięstwo, którego oczekiwałem na Twoją chwałę. W ten sposób moja misja została wypełniona. Teraz Ty możesz wziąć moją duszę, bo nie mam już nic do zrobienia na tej ziemi”.

Wielki Św. Pius V słyszał ten sam wewnętrzny głos, co rycerze pod Lepanto. W tym przypadku mają zastosowanie słowa naszego Pana: „Moje owce słuchają mego głosu, a Ja znam je i one idą za Mną” (J 10, 27).

Głos Matki Bożej przemawia do naszych dusz i mówi nam stanowczo: „Cywilizacja katolicka zostanie przywrócona, na ziemi zapanuje królowanie Maryi”. To jest głos, który dodaje nam odwagi do walki ze wszystkimi wrogami, w najgorszych warunkach i w opuszczeniu. Nie ma wątpliwości, że ten głos jest autentyczny.

To, co stało się z tymi rycerzami i żołnierzami pod Lepanto, stanie się również z nami. Odniesiemy zwycięstwo Matki Bożej.

To jest, moim zdaniem, wewnętrzne przesłanie, jakie Matka Boża – Wspomożenie wiernych przekazała w tamtej bitwie i jakie przekazuje nam dzisiaj. Prośmy Ją, aby dała nam potrzebne łaski, abyśmy byli mu wierni.

Plinio Corrêa de Oliveira

Tłum. Sławomir Soja Źródło: TraditionInAction – „Our Lady Help of Christians Auxilium Christianorum – May 24”

NOWENNA PRZED ŚWIĘTEM ZESŁANIA DUCHA ŚWIĘTEGO

 

NOWENNA PRZED ŚWIĘTEM ZESŁANIA DUCHA ŚWIĘTEGO
5 czerwca 2022r.

Dzień czwarty – 30 maja 2022r.

Panie Jezu Chryste
            W dniu Wniebowstąpienia nakazałeś swym Apostołom nie odchodzić z Jerozolimy, ale oczekiwać obietnicy Ojca. Mówiłeś do nich: “Jan chrzcił wodą, ale wy wkrótce zostaniecie ochrzczeni Duchem Świętym… Gdy Duch Święty zstąpi na was, otrzymacie Jego Moc i będziecie Moimi Świadkami.., aż po krańce ziemi.” ( Dz 1. 4-8). Za przykładem Apostołów, którzy z Maryją, Matką Twoją i innymi Twoimi Uczniami trwali 9 dni jednomyślnie na modlitwie oczekując obietnicy Ojca, także i my pragniemy się przygotować przez wspólną modlitwę na przyjście Ducha Świętego. Wierzymy, że On nieustannie zstępuje na Kościół, udziela mu swoich Darów, ożywia go i przenika swoją Mocą i Miłością. Wierzymy, że to On objawia światu Boga Ojca i Ciebie, naszego Pana, Zbawiciela wszystkich ludzi. Pragniemy otrzymać Moc Ducha Świętego i dzięki niej być Twoimi Świadkami w naszej rodzinie, w naszym kraju  i gdziekolwiek nas poślesz. Dlatego prosimy Cię: Ześlij na nas Ducha Twego !

Panie Jezu, który jesteś Prawdą, Mądrością i Odblaskiem Ojca, ześlij Twoją Światłość i Prawdę, abyśmy zawsze słowem i czynem byli Twoimi Świadkami wobec wszystkich ludzi.
– Ześlij na nas Ducha Twego.
Panie Jezu, który wstąpiłeś do Ojca, ześlij na nas Tego, którego obiecałeś, abyśmy otrzymali Moc z Nieba.
– Ześlij na nas Ducha Twego.
Panie Jezu, spraw, niech prowadzi nas Duch Boży, abyśmy
 postępowali zawsze jak dzieci Boga.
– Ześlij na nas Ducha Twego.
Objaw wszystkim narodom Twoją Ewangelię, aby wszyscy zostali doprowadzeni do posłuszeństwa wierze.
– Ześlij na nas Ducha Twego.
Ześlij na nas Ducha Świętego, abyśmy wobec ludzi wyznawali, że jesteś Królem i Panem.
– Ześlij na nas Ducha Twego.
Spraw, aby postępowanie każdego z nas pociągało bliźnich do Ciebie, przynosiło im dobro i zbudowanie.
– Ześlij na nas Ducha Twego.
Niech przybędzie Twój Duch i łaskawie kieruje dziejami świata, odnawiając oblicze ziemi.
– Ześlij na nas Ducha Twego.
Prowadź Światłem Ducha Świętego tych, którzy nami rządzą. Niech będą Twoimi sługami dla dobra wszystkich.
– Ześlij na nas Ducha Twego.
Ty który w dniu Piećdziesiątnicy wezwałeś do Kościoła rozproszone ludy, spraw przez Ducha Twojego, aby cały świat zjednoczył się w wierze.
– Ześlij na nas Ducha Twego.

A teraz módlmy się, jak nas nauczył nasz Pan, Jezus
Chrystus:

Ojcze nasz…

Prosimy Cię, Panie, niech Duch Święty zapali nas tym Ogniem który nasz Pan Jezus Chrystus zesłał na ziemię pragnąc, by mocno rozgorzał. Który z Tobą żyje i króluje na wieki wieków. – Amen.

Oto ich Pan i Mistrz odszedł od nich do Ojca Swego niebieskiego. …

 Oto ich Pan i Mistrz odszedł od nich do Ojca Swego niebieskiego. …

 

Oto ich Pan i Mistrz odszedł od nich do Ojca Swego niebieskiego. …

 

„został uniesiony do nieba i zasiadł po prawicy Boga” (Mk 16,19; Łk 24,51; Dz 1,9n)
„Ten, który objawił się w ciele (J 1,14)… wzięty został (w górę) do chwały” (1Tm 3,16)
Jak te Wniebowstąpienie Pańskie wyglądało, możemy dowiedzieć się nieco z dzieła „Żywot i bolesna męka Pana naszego Jezusa Chrystusa…”bł. A. K. Emmerich:
z rozdz. „Wniebowstąpienie”
… Jezus skierował się ku ogrodowi Getsemane, a stąd przez Ogrójec na szczyt Góry
Oliwnej, omijając jednak miejsce, gdzie Go niedawno pojmano. Tłumy płynęły za Nim na górę jak fala różnymi drogami, drąc się przez zarośla i skacząc przez płoty. Jezus szedł coraz prędzej, a coraz większy b l a s k bił od Niego.
Uczniowie spieszyli za Nim, lecz nie mogli Mu sprostać. Wreszcie stanął Jezus na szczycie góry, j a ś n i e j ą c białym blaskiem słonecznym, a z nieba spuścił się ku Niemu krąg światła, gorejącego barwami tęczowymi.
Tłumy zatrzymały się, olśnione blaskiem, wieńcem otaczając górę.

Od Jezusa b l a s k bił silniejszy niż otaczająca Go gloria. Lewą rękę przyłożył Jezus do piersi, a prawą błogosławił świat cały, obracając się na wszystkie strony; nie błogosławił Pan dłońmi, jak rabini, lecz jak chrześcijańscy biskupi. Radością przenikało mnie to błogosławieństwo, udzielone całemu światu. Wśród tłumów panowała głęboka cisza.
Wtem światło z niebios zlało się w jedno z blaskiem, bijącym z Jezusa. Postać zaś Jego, dotychczas widzialna, zaczęła się powoli od głowy rozpływać i jak gdyby znikać, podnosząc się ku górze. Wyglądało to, jak gdyby wchodziło jedno słońce w drugie, jakby płomień znikał w świetle, lub iskra w płomieniu. Blask szedł taki z wierzchołka góry, jak od słońca w samo południe, owszem mocniejszy jeszcze i jaskrawszy, bo przyćmiewał o wiele światłość dzienną.

Już głowa Jezusa rozpłynęła się w tym morzu światła, a jeszcze widziałam świetliste Jego nogi, aż wreszcie cały zniknął mi z oczu. Mnóstwo dusz wchodziło ze wszystkich stron w obręb światła i wraz z Panem znikały ku górze.
Tak, więc przedstawiło mi się wniebowstąpienie; nie widziałam, by Jezus unosił się w powietrzu ku niebu, lecz pogrążył się i niejako rozpłynął ku górze w obłoku świetlanym.
cdn

cd.: Z obłoku tego spadła jakoby rosa świetlana na zebrane w koło tłumy; wszystkich zdjął strach i podziw, a blask olśnił ich oczy. Apostołowie i uczniowie, stojący najbliżej, nie mogli znieść oślepiającej jasności, więc spuścili oczy ku ziemi, wielu rzuciło się twarzą na ziemię; Najświętsza Panna, stojąca tuż za nimi, spoglądała spokojnie przed Siebie.
Po kilku chwilach, gdy blask się nieco zmniejszył, ośmielili się zebrani wznieść oczy w górę; miotani najrozmaitszymi uczuciami, spoglądali w ciszy głębokiej ku obłokowi świetlanemu, otaczającemu wciąż jeszcze szczyt góry.

Wtem ujrzałam w świetle spuszczające się w dół dwie postacie, z początku małe, ale zwiększające się coraz za zbliżaniem się ku ziemi. Byli to dwaj mężowie w długich, białych szatach, z laskami w ręku, jakby Prorocy. Stanąwszy spokojnie na ziemi, powiedzieli kilka słów do tłumu (por. Dz 1,11), a głosy ich brzmiały jak dźwięk puzonu; byłam pewna, że słyszano ich aż w Jerozolimie. To rzekłszy, znikli. Blask trwał jeszcze czas jakiś, wreszcie rozpłynął się powoli zupełnie, podobnie jak światło dzienne rozpływa się w mroku nocnym. – Teraz dopiero zaczęli uczniowie boleć, zrozumiawszy, co się stało. Oto ich Pan i Mistrz odszedł od nich do Ojca Swego niebieskiego. …

  OJCIEC PIO na dziś 23 września 2026 roku ,, Życie nie jest niczym innym, jak tylko wiecznym zmaganiem się z sobą samym i nie zakwita inac...