Módlmy się za konających. Szczególnie w
krajach gdzie o Bogu zapomniano. Tam też ludzie umierają niejako w
zapomnieniu i samotności.
„Umierają w samotności. W kolejnym dniu kryzysu epidemiologicznego
we Włoszech, gdzie liczba zmarłych wynosi już 1266, zwraca się uwagę na
rodzinne dramaty, rozgrywające się w szpitalach na oddziałach chorób
zakaźnych. To, co się tam dzieje, przypomina opisywane wcześniej
zdarzenia z Chin, gdzie również umierający seniorzy nie mogli pożegnać
się ze swoimi bliskimi.
Nikt oprócz personelu medycznego nie ma wstępu na oddziały, na
których leżą osoby zakażone. Jak podkreślają lekarze, dla wielu ciężko
chorych chwila opuszczenia domu i przewiezienia do szpitala jest
ostatnim momentem, gdy widzą swych bliskich. Potem nikt mimo próśb nie
może zobaczyć się ze swą rodziną.
„Sami przyjmowani są na oddział i sami, bez bliskich umierają, często do końca świadomi”
(Z Interii)
„Umierają w samotności. W kolejnym dniu kryzysu epidemiologicznego we Włoszech, gdzie liczba zmarłych wynosi już 1266, zwraca się uwagę na rodzinne dramaty, rozgrywające się w szpitalach na oddziałach chorób zakaźnych. To, co się tam dzieje, przypomina opisywane wcześniej zdarzenia z Chin, gdzie również umierający seniorzy nie mogli pożegnać się ze swoimi bliskimi.
Nikt oprócz personelu medycznego nie ma wstępu na oddziały, na których leżą osoby zakażone. Jak podkreślają lekarze, dla wielu ciężko chorych chwila opuszczenia domu i przewiezienia do szpitala jest ostatnim momentem, gdy widzą swych bliskich. Potem nikt mimo próśb nie może zobaczyć się ze swą rodziną.
„Sami przyjmowani są na oddział i sami, bez bliskich umierają, często do końca świadomi”
(Z Interii)