wtorek, 10 maja 2022

Lepsza przyszłość – wywiad ojca Livio w Radio Maryja z Marią Pavlović-Lunetti z 25.04.

 

Lepsza przyszłość – wywiad ojca Livio w Radio Maryja z Marią Pavlović-Lunetti z 25.04.

O. Livio Fanzaga: Mario, jakie jest twoje zdanie. Jeśli cały Kościół podejmie modlitwę i post, czy może dokonać się cud zakończenia wojny?
Maria Pavlović-Lunetti: Tak. Wierzę, że tak, bo widziałam moc modlitwy. Widzieliśmy wiele cudów. Osoby, które przyjeżdżając tutaj były chore, a wracały do domu zdrowe. Modliliśmy się i pościliśmy. Zdarza się, że przyjeżdżają małżeństwa, które nie mogą mieć dzieci. Mówię im: podejmijcie post i modlitwę, wierzcie – a zobaczycie, że uprosicie dar potomstwa. Kiedy jest modlitwa, kiedy jest post, kiedy jest wiara, kiedy nasza prośba płynie z serca do serca, Bóg nas wysłucha. Kiedy pukamy do drzwi, Pan Bóg nam otworzy. Także w obecnej sytuacji, kiedy mamy wojnę

Orędzie z 25 kwietnia 2022 r.

„Drogie dzieci! Patrzę na was i widzę, że jesteście zagubieni. Dlatego wszystkich was wzywam: wróćcie do Boga, wróćcie do modlitwy a Duch Święty wypełni was swoją miłością, która daje radość sercu. Będzie w was wzrastać także nadzieja na lepszą przyszłość i staniecie się radosnymi świadkami Bożego miłosierdzia w was i wokół was. Dziękuję wam, że odpowiedzieliście na moje wezwanie”.

Lepsza przyszłość

O. Livio: Czy i dziś Matka Boża była tak poważna jak w ostatnich dwóch miesiącach?

Marija: Nie. Była pogodna. Jednak orędzie jest bardzo zobowiązujące: Patrzę na was i widzę, że jesteście zagubieni. Czuję, że to orędzie jest skierowane do nas wszystkich, do mnie również. Mimo że staramy się, próbujemy coś zrobić – to nigdy nie wystarczy. Jesteśmy zagubieni, ponieważ zbyt słabo trzymamy się tego, co Maryja do nas mówi. Ona wzywa nas do świętości, patrzy na nas oczami Nieba, podczas gdy my wciąż jesteśmy przywiązani do rzeczy ziemskich. Zawsze proszę Boga, by otworzył nasze serca wypełnił je pragnieniem spełniania Jego woli, bo świat jest zagubiony i my też często gubimy się w tym świecie.

Dlatego Matka Boża powtarza po raz kolejny: wróćcie do Boga, wróćcie do modlitwy. Jej słowa są bardzo konkretne: Duch Święty wypełni was swoją miłością, która daje radość sercu. Często jest tak, że my – chrześcijanie – jesteśmy zbyt poważni, nie mamy w sobie chrześcijańskiej radości. Martwimy się o to, że powinniśmy być świadkami, stajemy się nieugięci i surowi, tymczasem Matka Boża wzywa nas do radości, także do radości paschalnej. Byśmy kierowali nasze spojrzenie w stronę Nieba i Raju, ku Bogu, który daje nam tak wiele łask, a my nie potrafimy z nich korzystać, tak aby Bóg wypełnił nas swoją miłością. Bardzo często nie czujemy tej miłości, ponieważ za mało się modlimy. Dlatego myślę, że to orędzie jest także dla mnie. Jesteśmy zagubieni, bo nie wpatrujemy się w Boga. W Bogu powinniśmy się zagubić, w miłości Boga, której przejawem jest codzienna obecność Matki Bożej. Spośród nas sześciorga, troje nadal codziennie widzi Matkę Bożą. Nigdy nie zdołamy za to podziękować Bogu.

O.L.: Patrzę na was i widzę, że jesteście zagubieni. Nie pamiętam dokładnie w jakiej sytuacji, ale Maryja już kiedyś wypowiedziała te słowa. Pomyślałem, że być może Matka Boża oczekiwała od nas czegoś więcej w czasie tej Wielkanocy. W tym roku Wielkanoc była szczególna. Być może w Medziugorju przeżywaliście ten czas inaczej, ale poza Medziugorjem można było nie zauważyć Wielkanocy: w telewizji, w radiu, w prasie – nie mówiło się o niczym innym jak tylko o wojnie. Podczas tej Wielkanocy nie było nawet żadnego rozejmu – był to czas nienawiści i zabijania. Taka jest dzisiaj sytuacja świata, która stale się pogarsza, bo świat przygotowuje się do wojny – jak wielokrotnie mówił Papież. Być może wchodzi w grę kontekst dzisiejszego świata, który myśli o zabijaniu i to w czasie najważniejszego święta, które wzywa do modlitwy, do spowiedzi i nawrócenia. Skupialiśmy się na tych strasznych wydarzeniach, które mają wpływ na nas wszystkich.

M.: Tak, to prawda. Tutaj też dało się to odczuć. Ludzie cały czas mówią i myślą o wojnie. Dzisiaj też mnie pytali: „Czy Matka Boża powiedziała coś o Ukrainie?”. Wszyscy spodziewali się, że Maryja powie coś o tej sytuacji, która staje się coraz trudniejsza, o czym świadczy choćby ten fakt, że nawet w Wielkanoc nie było rozejmu, mimo że Ukraińcy prosili o to Rosję, z tego co słyszałam. Co mnie najbardziej uderzyło to fakt, że walczą ze sobą chrześcijanie. To jest coś, czego nie pojmuję: ludzie, którzy wyznają tę samą wiarę, modlą się do tego samego Boga i zabijają się nawzajem. Podobnie jest z aborcją. Tego nie widać, ale przecież bardzo wielu aborcji dopuszczają się chrześcijanie. To jest ogromna tragedia. Działamy na własną szkodę. Dlatego trzeba się modlić, dlatego jesteśmy zagubieni, nie postępujemy jak chrześcijanie, mamy za mało wiary w sercu.

Nawet w obecnej sytuacji, kiedy jest wojna, za mało się modlimy. A Matka Boża nieustannie prosi, byśmy modlili się coraz więcej. To napawa mnie smutkiem, ale myślę, że Bóg nam pomoże, mimo wszystko obdarzy nas łaską wielkanocnej radości. Medziugorje to pewnego rodzaju oaza modlitwy, pielgrzymi, którzy tu przybywają czują obecność Matki Bożej i siłę Jej orędzi. Głęboko przeżywaliśmy czas Wielkiego Postu, nie brakowało modlitwy, postu, wyrzeczeń, spowiedzi. Matka Boża nauczyła nas tego i takie stało się nasze życie. Rodziny mieszkańców Medziugorja przygotowały się do Wielkanocy podejmując post i różne wyrzeczenia, przystępując do spowiedzi. Sądzę że tylko nieliczni nie wyspowiadali się przed Wielkanocą. Ale nie wszędzie w świecie tak się dzieje. Wielką nadzieją są grupy modlitewne, osoby, które były w Medziugorju mogą przekazywać innym to, czego się tutaj nauczyły. Ostatnio, w pewnej parafii, powiedziano mi: „Teraz w czasie tej pandemii, staliśmy się prawdziwą wspólnotą”. I to jest bardzo piękne. Powinniśmy pamiętać o tym, że tworzymy wspólnotę, że jeśli cierpi jeden z członków ciała, cierpi całe ciało.

W tej sytuacji, która nie pochodzi od Boga, gdy wszędzie widać pogaństwo, gdy jest wojna i śmierć, powinniśmy wyrzekać się wielu rzeczy, mówiąc: „my nie chcemy nic mieć”. Pomyślałam, że moglibyśmy spróbować, tak jak kiedyś przed laty napisałam do Gorbaczowa, teraz napisać także do Putina: dosyć już tej wojny! Nie wiem czy jesteście tego świadomi, że szatan igra sobie z nami. Wydawało się, że ten człowiek pozwala się prowadzić kapłanom, że zmienia swoje życie, że się nawraca… Jeśli się nawraca, to gdzie są owoce jego nawrócenia? Bóg wzywa nas, byśmy nieśli pokój i radość… To jest pytanie do niego, ale także do każdego z nas, bo zostaliśmy wezwani i powinniśmy być świadkami.

O.L.: Kiedy była wojna w Bośni, zawsze przyjeżdżałem do Medziugorja, z wyjątkiem jednego roku, kiedy było to niemożliwe. W tym czasie modliliście się i pościliście w intencji zakończenia wojny. Pamiętam, że Matka Boża powiedziała, na samym początku, że jeśli chodzi o to, jak długo potrwa ta wojna, bardzo wiele zależy od waszych modlitw. Chciałbym cię spytać, Mario, jakie jest twoje zdanie. Jeśli cały Kościół podejmie modlitwę i post, czy może dokonać się cud zakończenia wojny?

M.: Tak. Wierzę, że tak, bo widziałam moc modlitwy. Widzieliśmy wiele cudów. Osoby, które przyjeżdżając tutaj były chore, a wracały do domu zdrowe. Modliliśmy się i pościliśmy. Zdarza się, że przyjeżdżają małżeństwa, które nie mogą mieć dzieci. Mówię im: podejmijcie post i modlitwę, wierzcie – a zobaczycie, że uprosicie dar potomstwa. Kiedy jest modlitwa, kiedy jest post, kiedy jest wiara, kiedy nasza prośba płynie z serca do serca, Bóg nas wysłucha. Kiedy pukamy do drzwi, Pan Bóg nam otworzy. Także w obecnej sytuacji, kiedy mamy wojnę.

Głęboko wierzę w słowa Matki Bożej, która mówiła nam, że im więcej będziemy się modlić, tym prędzej skończy się wojna. Pamiętam, że bardzo wiele osób wtedy pościło. Teraz też modliliśmy się, ale widocznie za mało…  bo zły jest silny. Zamieszanie, wojna, wszystkie te sytuacje, które nie są normalne – to wszystko jest dziełem złego. Zło wciąż narasta, bo kiedy damy się wciągnąć w ten wir, człowiek przestaje myśleć racjonalnie, lecz idzie za instynktem zwierzęcia i zaczyna zachowywać się jak bestia. Natomiast Matka Boża nas prosi, byśmy patrzyli oczyma Boga.

O.L.: Jednak Matka Boża jest niestrudzona! Wciąż zaprasza nas, byśmy powrócili do Boga, byśmy podjęli modlitwę. To znaczy: jest cierpliwa. Nigdy się nie zniechęca. Ciągle ma nadzieję, że odpowiemy na Jej wezwanie. Mimo wszystko, są ludzie, którzy Jej słuchają.

M.: Tak, dzięki Bogu! Staramy się. Ja zaczynam od siebie. Jak każdy, mam swoje wzloty i upadki. Kiedy jest mi ciężko, gdy jestem przytłoczona wszystkimi moimi sprawami, przychodzi w końcu chwila opamiętania i zaczynam od nowa. Powracam do modlitwy, powracam do wyrzeczeń, powracam do postu. Znów zaczynam od tego, że rano wstaję godzinę wcześniej, żeby się pomodlić, żeby modlitwy osobistej było więcej. Bo człowiek nie może nic dać innym, jeśli najpierw sam nie doświadczy Boga.

Jak mówi Matka Boża, Duch święty wypełni nasze serce, a wtedy poczujemy w sercu miłość, poczujemy radość Bożą, która jest w nas, a potem staniemy się świadkami, sami staniemy się także lepszą przyszłością. Jeśli ja sama postaram się być lepsza, jeśli będę przekazywać światu to, co we mnie najlepsze – nie to, co najgorsze, ale to, co najlepsze – jeśli będę dawać innym moją świętość, będę przekazywać moją radość, moją modlitwę, moją miłość do Boga.

O.L.: Nie widać masowych nawróceń. Nastąpiła masowa dechrystianizacja, i to jest widoczne. W ciągu kilkudziesięciu lat ludzie stali się poganami. Żyjemy w świecie, w którym środki masowego przekazu lansują wszystko, co światowe. Pogaństwo szerzy się błyskawicznie. Natomiast powrót do chrześcijaństwa dokonuje się powoli i są to pojedyncze osoby. To droga, którą każdy musi iść sam i z niemałym trudem.

M.: To zależy. Z niemałym trudem, albo z wielką radością. Jeśli człowiek spotyka Boga, życie chrześcijańskie staje się radością. To nie jest jakieś wyzwanie, któremu należy sprostać, lecz akt miłości, którą czujemy, miłości do Boga i miłości bliźniego. Kiedy dajemy świadectwo o tym, czego doświadczyliśmy, o tym, że czujemy w swoim sercu obecność Boga, że Bóg żyje w naszej rodzinie, w naszej modlitwie – to daje nam wielką radość. Dopóki żyję, będę wołać na cały głos, że Bóg jest wielki i miłosierny, że Bóg jest dla nas dobry i litościwy. Jesteśmy tylko ludźmi, każdego dnia musimy walczyć ze złymi skłonnościami, ale jednocześnie widzimy, że Bóg posyła do nas swoją Matkę, która jest niestrudzona, ciągle nas wzywa, nie przestaje nas miłować i wciąż prowadzi nas tą drogą, którą Ona sama nazywa drogą świętości, która jest szkołą modlitwy.

Musimy być świadomi tego, że jesteśmy tutaj pielgrzymami, że to życie jest krótkie i czeka nas wieczność. Często narzekamy, że nie jest nam dobrze, ale jednocześnie boimy się pójść do Nieba, bo obawiamy się śmierci. Niedawno było u nas trzęsienie ziemi, nawet spore. Później rozmawialiśmy o tym, komentowaliśmy, to co się działo. Okazuje się, że każdy myślał o własnej skórze, w tym momencie gdy nastąpiło trzęsienie ziemi, wszyscy wyszli z domów, żeby się ratować. Bardzo mało było takich osób, które nie uciekały i mówiły, że jeśli mają umrzeć, to wolą umrzeć we własnym łóżku. Prawie wszyscy wyszli w obawie przed niebezpieczeństwem. Nie mamy w sobie zbyt wiele zaufania. Dlatego prośmy Boga, aby umocnił naszą wiarę, zwłaszcza w chwilach trudności i próby, abyśmy mogli być jak pierwsi męczennicy, którzy swoim przykładem i własnym życiem dawali świadectwo.

Nawet wówczas, gdy byli zabijani, maltretowani, rzucani lwom na pożarcie w Koloseum. Modlili się i wielbili Boga, w obliczu śmierci, mając doskonałą świadomość tego faktu i silną wiarę. Dzisiaj również i my stajemy w obliczu wyrzeczeń, kiedy mamy dawać świadectwo naszej wiary. Inni uważają nas za fanatyków, za ludzi zacofanych – tylko dlatego, że jeszcze się modlimy do Boga. Dla niewierzących to dziwactwo. W czasach komunizmu mówiono, że wiara to opium dla ludu. A Matka Boża przyszła właśnie tu, i pokazała im czym jest to „opium dla ludu”. Obecność Boga, Jej obecność. Przypomniała, że na tym świecie wszystko przemija i że naszą przyszłością jest życie wieczne. Przypomniała komunistom, że istnieje czyściec i piekło.

O.L.: Widzę, że Matka Boże chce przygotować nas na Zesłanie Ducha Świętego. Mówi: wróćcie do modlitwy a Duch Święty wypełni was swoją miłością. Koniec końców, Ona dostrzega nawrócenia, które wymagają trudu. W tym znaczeniu, że należy wyrzec się grzechu, a więzy grzechu niekiedy są bardzo silne, zadawnione. Tak bywa w przypadku osób, które od dawna się nie spowiadają. Ale moc Ducha Świętego daje nam siłę, daje nam światło, naprawdę czyni cuda w ludzkich sercach.

 M.: Tak. Matka Boża mówi: wróćcie do modlitwy a Duch Święty wypełni was swoją miłością, która daje radość sercu. To znaczy, jeśli będziemy się modlić, Duch Święty posłuży się nami, zostaniemy ukształtowani przez Ducha Świętego, wypełnieni Jego miłością. Wtedy nie tylko my sami staniemy się lepsi, lecz także nasza przyszłość będzie lepsza. To my sami stajemy się sprawcami dobra lub zła, dokonując takiego czy innego wyboru. Jeśli wybieramy świętość, wybieramy dobro, radość życia – staniemy się radosnymi świadkami Bożego miłosierdzia w nas i wokół nas to znaczy, miłosierdzia, które Bóg okazał wobec nas, a przez nas – innym ludziom.

O.L.: Duch Święty wypełni was swoją miłością, która daje radość sercu. Tak naprawdę, kiedy czujemy się kochani przez Boga, to wypełnia nas radością.

M.: Dokładnie tak. Staram się dawać temu świadectwo. To dla mnie radość, a nie jakiś przymus. Czuję, że powinnam mówić o tym, że Bóg nas wypełnił swoją radością, że ukształtował nas przez swoją miłość. A to nie jest miłość jednorazowego użytku, interesowna i byle jaka. To jest Miłość Boża, miłość, która wypełnia nasze serca radością i łaską, nadaje wszystkiemu sens. Bardzo często nie mamy celu, nie mamy radości, bo nie widzimy żadnego sensu. A Bóg daje radość życia i sprawia, że to życie ma sens. Wszystko nabiera innej perspektywy: wiemy, że Bóg nas kocha, że nie jesteśmy sami, że urodziliśmy się, a potem pójdziemy do Nieba, że wszyscy jesteśmy braćmi.

To bardzo piękne! W tym momencie mój bliźni staje się dla mnie bratem, staje się moją radością, moim przyjacielem, odbiciem Boga. Wtedy wzrasta w nas nadzieja na lepszą przyszłość, nadzieja Nieba. Często mówię, że nie interesuje mnie piekło ani czyściec, bo moim celem jest Niebo. Na miarę moich skromnych możliwości staram się o święte życie, tu, na ziemi. Matka Boża mówi: Patrzę na was i widzę, że jesteśmy zagubieni. Często się gubimy, ale podnosimy się, zostawiamy grzech i zaczynamy nowe życie na drodze świętości, wierząc głęboko, że Duch Święty nas oświeci, pomoże nam, wypełni nas swoją miłością i poprowadzi do nowego życia.

O.L.: Jak myślisz, w dzisiejszym świecie, który się zbroi, w sytuacji zagrożenia wojną, czy jest jeszcze możliwa lepsza przyszłość bez cudu nadzwyczajnej łaski?

M.: Ja wierzę w orędzie Matki Bożej. A Ona powiedziała: Bóg pozwala mi być wśród was, abym mogła was prowadzić. Przyszła jako Królowa Pokoju. Ona chce nas prowadzić. Dokąd? Na drogę świętości, do nawrócenia, do życia wiecznego. A diabeł posługuje się człowiekiem i chce doprowadzić do wojny i zniszczenia. Ale przecież jesteśmy też i my! Jest wiele osób, które się modlą, które działają na rzecz pokoju. Także teraz, w sytuacji, w której znalazła się Ukraina, opowiadano mi o różnych doświadczeniach, na przykład o tym jak żołnierze wspólnie modlili się o pokój, żołnierz rosyjski i ukraiński. Wielu spośród tych żołnierzy zostało przymuszonych do służby wojskowej i do wojny, a tak naprawdę pragną pokoju. Prędzej czy później tacy ludzie buntują się, bo nie chcą wojny ani śmierci, tylko chcą życia, radości i Boga. My chcemy Boga – jak mówią słowa jednej z pieśni.

O.L.: Mamy do dyspozycji nadzwyczajną broń, która pozwala wygrać każdą bitwę. Mamy Różaniec Święty. Tylko że za rzadko sięgamy po tę broń, albo nie używamy jej wcale…

M.: Matka Boża powiedziała, że modlitwą i postem można oddalić nawet wojny. Znam osoby, które poszczą odkąd zaczęła się ta wojna, nie tylko przez 40 dni. Niektórzy podjęli post o chlebie i wodzie. W krajach Europy Wschodniej jest bardzo dużo takich osób i każdego dnia w momencie objawienia modlę się do Matki Bożej o pokój. Pan Bóg nas wysłucha, a Matka Boża jest z nami, wstawi się do Boga prosząc o pokój. My powinniśmy okazać stałość i wytrwać. Jest nas niewielu, ale wszystko robimy całym sercem. Modlimy się, pościmy – staramy się najlepiej jak umiemy.

O.L.: Wybacz, że o to pytam, ale media cały czas o tym mówią. Czy nie ma zagrożenia, że ten konflikt się rozszerzy i wybuchnie wojna światowa, która zniszczy nas wszystkich?

M.: Modlę się, i wierzę głęboko, że nie, ponieważ Matka Boża jest z nami. Ona jest Niewiastą przyszłości. Jest Matką Boga, która przybyła, aby nas ratować, wspomagać i prowadzić. Jesteśmy okropni: przestaliśmy wierzyć, przestaliśmy się modlić, nie szanujemy prawa Bożego, nie żyjemy zgodnie z Bożymi Przykazaniami, itd. Lecz mimo wszystko Matka Boża jest z nami.

Marija i o. Livio odmówili na koniec Magnificat oraz Chwała Ojcu, i o. Livio udzielił błogosławieństwa

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz