piątek, 24 maja 2013

Polska weźmie udział w akcji ,,Globalny Różaniec w intencji kapłanów''

Polska weźmie udział w akcji „Globalny Różaniec w intencji kapłanów”


Dodane przez: Redakcja Fronda.pl|    24.05.2013, 9:56    |    komentarzy: 1    |    odsłon: 412










Różaniec (Fot. MorgueFile)Różaniec (Fot. MorgueFile)


To doroczne wydarzenie, zainicjowane w 2012 r. odbędzie się w tym roku 7 czerwca, dając ludziom na całym świecie możliwość wspierania kapłanów w ich służbie, w najskuteczniejszy sposób, to znaczy poprzez modlitwę.



Marion Mulhall, kierująca wydarzeniami „WorldPriest” powiedziała 20 maja w wywiadzie dla amerykańskiej katolickiej agencji informacyjnej CNA: "Matka Boża pobłogosławiła nam. To było z jej inspiracji. To jej różaniec. To są jej kapłani.” Dzień modlitw - 7 czerwca, pierwszy piątek czerwca, to dzień szczególnie poświęcony Najświętszemu Sercu Pana Jezusa, które patronuje kapłanom.

Pomysł polega na tym, iż uczestnicy w konkretnym miejscu odmawiają Różaniec w określonym czasie przez pół godziny, a w momencie kiedy kończą oni modlitwę, podejmowana jest ona w następnym miejscu. Wszystko to po to, aby podziękować Bogu za kapłanów i poprosić dla nich o ochronę Najświętszej Maryi Panny. W ten sposób modlitwa będzie trwała nieprzerwanie przez całą dobę.

Modlitwa rozpocznie się  Tajemnicami Radosnymi w Bazylice Matki Bożej Zwycięskiej w Melbourne w USA, o g. 11.00 rano czasu lokalnego. Następnie kontynuowana będzie w miejscach kolejno położonych w kierunku zachodnim, po Azję, Bliski Wschód, w rejonie Morza Śródziemnego, Europy i Afryki, aż powróci do Ameryki. Zakończenie jej planowane jest w Sanktuarium Matki Bożej Dobrej w Nowym Franken, w stanie Wisconsin w USA. Ogółem modlitwa obejmie 60 miejsc. http://www.catholicnewsagency.com/news/worldwide-rosary-relay-to-encourage-prayer-for-priests/

W inicjatywę zaangażowanych jest kilku biskupów, a szczególnie Michael Neary arcybiskup Tuam, z Irlandii, A także Kardynał Raymond L. Burke arcybiskup metropolita Saint Louis z USA.

Na Polskę przypada 20 i 21 etap modlitwy, o godzinie 11.30 (czasu polskiego) modlimy się w Sanktuarium Matki Bożej w Licheniu, a o godzinie 12.00 w Sanktuarium Matki Bożej na Jasnej Górze.

„Trasa” i terminy modlitw są dostępne na stronie informacyjnej inicjatywy www.worldpriestday.com/rosaryrelay.

MP/catholicnewsagency.com/worldpriestday.com

 

Film, wywiad z Berni Neal i Jamesem Diroffem, osobami zaangażowanymi w tę inicjatywą, dla TV EWTN, umieszczona na kanale tej telewizji

Czy Bóg karze za grzechy ?

Czy Bóg karze za grzechy?


        Dodane przez: Redakcja Fronda.pl|    23.05.2013, 20:59    |    komentarzy: 18    |    odsłon: 2722










Zniszczenie Sodomy i Gomory (Obraz namalował John Martin w 1854 r./Wikimedia Commons)Zniszczenie Sodomy i Gomory (Obraz namalował John Martin w 1854 r./Wikimedia Commons)


- Zbawienie nie zasadza się na fakcie, że Bóg postanawia już więcej nie karać. Zbawienie Sodomy nie może nastąpić po stwierdzeniu: "Dobrze, nie ma niewinnych, ale widzę, że Abraham jest dobry i przepuszczę im". Nie ukarzę Sodomy, gdyż jest dobry. Nie na tym polega zbawienie! Ponieważ nawet gdyby Bóg zdecydował się nie ukarać Sodomy, problem polegałby na tym, że Sodoma sama unicestwiłaby się w swoich grzechach. Prawdziwy problem polega nie na ukaraniu, ale na uwolnieniu od zła, które znajduje się wewnątrz nas, gdyż tak naprawdę to ono nas karze - pisze Bruna Costacurta .



Po czym Pan rzekł: «Skarga na Sodomę i Gomorę głośno się rozlega, bo występki ich [mieszkańców] są bardzo ciężkie.  Chcę więc iść i zobaczyć, czy postępują tak, jak głosi oskarżenie, które do Mnie doszło, czy nie; dowiem się». Wtedy to ludzie ci odeszli w stronę Sodomy, a Abraham stał dalej przed Panem. Zbliżywszy się do Niego, Abraham rzekł: «Czy zamierzasz wygubić sprawiedliwych wespół z bezbożnymi? Może w tym mieście jest pięćdziesięciu sprawiedliwych; czy także zniszczysz to miasto i nie przebaczysz mu przez wzgląd na owych pięćdziesięciu sprawiedliwych, którzy w nim mieszkają?  O, nie dopuść do tego, aby zginęli sprawiedliwi z bezbożnymi, aby stało się sprawiedliwemu to samo, co bezbożnemu! O, nie dopuść do tego! Czyż Ten, który jest sędzią nad całą ziemią, mógłby postąpić niesprawiedliwie?»Pan odpowiedział: «Jeżeli znajdę w Sodomie pięćdziesięciu sprawiedliwych, przebaczę całemu miastu przez wzgląd na nich». Rzekł znowu Abraham: «Pozwól, o Panie, że jeszcze ośmielę się mówić do Ciebie, choć jestem pyłem i prochem. Gdyby wśród tych pięćdziesięciu sprawiedliwych zabrakło pięciu, czy z braku tych pięciu zniszczysz całe miasto?» Pan rzekł: «Nie zniszczę, jeśli znajdę tam czterdziestu pięciu». Abraham znów odezwał się tymi słowami: «A może znalazłoby się tam czterdziestu?» Pan rzekł: «Nie dokonam zniszczenia przez wzgląd na tych czterdziestu». Wtedy Abraham powiedział: «Niech się nie gniewa Pan, jeśli rzeknę: może znalazłoby się tam trzydziestu?» A na to Pan: «Nie dokonam zniszczenia, jeśli znajdę tam trzydziestu». (Rdz 18,20-33)

Tekst opowiada o licytacji, jaką przeprowadził Abraham z Bogiem na temat Sodomy. Sodoma została oskarżona o winę wobec Boga i Bóg chce zejść, przekonać się, czy jest faktycznie winna, aby móc wydać wyrok.

Istotnie, grzech Sodomy jest rzeczywiście wielki i zasługuje na śmierć, i dlatego jest rzeczą konieczną, aby Bóg osobiście skazał Sodomę na unicestwienie. Jest to konieczne, ponieważ wina nie może zostać nie ukarana, bo w przeciwnym razie Bóg nie byłby gwarantem sprawiedliwości. Kara jest konieczna sama przez się, aby oznaczyć obecność zła, a co za tym idzie, sprawiedliwości Bożej.

Na tle faktu obietnicy uczynionej przez Boga Abrahamowi, że uczyni zeń wielki i potężny naród, i że przez niego będą otrzymywały błogosławieństwo ludy całej ziemi, pojawia się problem poinformowania Abrahama o zagładzie Sodomy. Nosiciel obietnicy zbawienia, to jest Abbraham, staje przed faktem, że niekiedy ta historia zbawienia musi zawierać w sobie wydarzenia przeciwne zbawieniu. Skoro jakiś naród ma być przeklęty, Abraham musi o tym wiedzieć. W taki oto sposób rozpoczyna się pertraktacja Abrahama z Bogiem.

Abraham zgadza się, że Sodoma powinna być ukarana, ale w mieście może mieszkać pięćdziesięciu sprawiedliwych. Czyż oni mają być zgładzeni razem ze wszystkimi innymi?

Użyte jest tu słownictwo natury jurydycznej, to znaczy słowo SPRAWIEDLIWI chce wyrazić znaczenie NIEWINNI, zaś NIESPRAWIEDLIWI oznacza WINNI. Sprawa jest więc natury prawnej: to właśnie winni mają być ukarani, ale wraz z nimi nie mogą być skazani sprawiedliwi, o ile nie ma w nich winy. Gdyby oni zginęli wraz z winnymi, sprawiedliwość nie funkcjonowałaby już dłużej. Za pomocą tych właśnie argumentów Abraham usiłuje skłonić Boga do zmiany Jego decyzji. Rozpoczyna się licytacja, która bardzo przypomina handel, którego jeszcze dziś można być świadkiem na arabskim rynku w Jeruzalem, choć tam Bóg nie jest stroną targującą się. Pewne jest jednak, że w miarę zmniejszania się liczby sprawiedliwych, zwiększa się miłosierdzie Boże.

Abraham więc WSTAWIA SIĘ za Sodomą, co nie znaczy tyle samo, że przekonuje Boga do uczynienia rzeczy dobrej. Abraham bynajmniej nie usiłuje zmienić przekonań Boga! (człowiek nie może być lepszy od Boga!), choć zmienia przekonanie w innym znaczeniu. Zmiana przekonań polega na tym, że Abraham ZACZYNA PRAGNĄĆ TEGO, CZEGO PRAGNIE BÓG! Abraham zaczyna wypowiadać, wyrażać to, czego pragnie Bóg, czyli zbawiać, a nie unicestwiać, i żałuje, że musi niszczyć z powodu przewrotności człowieka. W ten oto sposób Abraham staje się nosicielem pragnień Boga. Prawdziwa modlitwa to ta, której pragnie Bóg: tego, co już zapragnął, i tego, co pragnie dla nas: DOBRA NASZEGO I NASZYCH BLISKICH. I w modlitwie zaczynamy pragnąć tego, czego pragnie Bóg od nas.

Abraham więc modli się w taki sposób, że ujawnia się miłosierdzie Boga i Jego pragnienie zbawienia.

W wersecie 23 Abraham stawia zasadnicze pytanie: "Czy naprawdę wytracisz sprawiedliwego wraz z niesprawiedliwym?", co w języku potocznym oznacza: "Czy wytracisz niewinnego wraz z winnym? Czy naprawdę chcesz ich unicestwić?" Pozornie Abraham stawia problem sprawiedliwości w taki sposób, w jaki my zwykliśmy go stawiać: on został wybrany przez Boga, bo jest człowiekiem sprawiedliwym! Problem Abrahama powróci w przypowieści o kąkolu zasianym pośród ziarna (Mt 13,24-30): nie można wyrwać wszystkiego, ponieważ zniszczy się źdźbła pszenicy. Tak samo jest z Sodomą. Karając miasto ryzykuje się wytracenie niewinnych, a Bóg nie może działać w taki sposób.

Nie  to jest jednak bynajamniej prawdziwym problemem, jaki stawia Abraham! "Czy nie przebaczysz temu miastu ze względu na pięćdziesięciu sprawiedliwych, którzy się tutaj znajdują?" To, że Bóg nie może zrównać w zatracie niesprawiedliwych z niewinnymi nie wystarcza. Jeśli oni naprawdę są niewinni, to właściwie również winni z tego tytułu mogliby uzyskać przebaczenie! Prawdziwy problem nie polega więc na traktowaniu niewinnych, jakby byli winnymi, lecz na zbawieniu winnych z powodu niewinnych! Prawdziwa sprawiedliwość opierając się na niewinności sprawiedliwych i przebacza także i winnym.

Tak więc prawdziwa sprawiedliwość polega na przebaczeniu winnym, nie jakoby byli niewinni lecz na uniewinnieniu ich przez przebaczenie.

To, co jest sprawiedliwe, wychodzi od "niewinności jako takiej", która winnym, dzięki przebaczeniu, przywraca niewinność, aby mogli być zbawieni. Innymi słowy, pytanie Abrhama brzmi: "Czymże więc jest sprawiedliwość? Czy wzięciem pod uwagę niewinnych, czy też winnych?" Winnych jest tak wielu, zaś niewinni są tak nieliczni, więc na czym polega problem sprawiedliwości? Czy jest to problem ilościowy, czy też jakościowy, dzięki któremu pomija się liczby, a bierze się pod uwagę stopień niewinności? A poza tym niewinność jest mała, a winnych jest dużo, a czyż jest właściwe uznanie w świetle sprawiedliwości, że małe dobro może być o wiele większe i o wiele silniejsze od wielkiego zła? Przebaczenie winnym, czyż nie jest tożsame ze stwierdzeniem, że małe dobro przez swoją wewnętrzną wartość jest silniejsze od dużego zła? A Bóg jakie stanowisko zajmuje w tym wszystkim? Czy wybiera sprawiedlwiość jakościową, czy też ilościową? Czy Bóg uważa, że dobro jest większe od zła, czy też nie? Jeśli tak, wobec tego musi przebaczyć. I rzeczywiście, Bóg przebacza. Bóg akceptuje ten sposób myślenia, to znaczy sprawiedliwość. Bóg daje uczestniczyć Abrahamowi w sprawiedliwości, ale nie ludzkiej, lecz boskiej. A więc zgadza się: Jeśli w mieście jest pięćdziesięciu sprawiedliwych, przebaczę całemu miastu. I mała garstka zwycięży nad całością, bo tak naprawdę mało jest niewinnych. Abraham kontynuuje targowanie się i schodzi do 45-ciu. Abraham nie sprzeciwia się, lecz idzie po linii sprawiedliwości Bożej, która sprawia, że liczy się to, co jest, a nie to, czego nie ma, liczy się to co dobre, a nie to, co złe. Taka jest sprawiedliwość Boża. Ona poszukuje tego małego, co dobre. Człowiek, który dzieli pragnienia Boga jest człowiekiem, który z wielkim realizmem podejmuje decyzję nie na bazie tego, czego nie ma, ale na bazie tego, co znajduje. I gdy napotyka na zło, nie podejmuje decyzje na jego bazie, lecz kontynuuje poszukiwanie dobra, aby móc się oprzeć na małym dobru, jakie znajduje. Inaczej mówiąc, nosiciele pragnień Boga są poszukiwaczami dobra, którego wytrwale poszukują, aż nie znają choćby odrobiny dobra, które mogłoby im posłużyć dla ocalenia tego ogromu zła, jakie istnieje. Są tymi, którzy nie poddają się wobec oczywistości zła, ponieważ wiedzą, że nawet minimalne zło na pewno jest silniejsze od ogromnego zła i wyruszają na poszukiwanie tego dobra, ponieważ ich pragnienie odpowiada pragnieniu Boga, który chce ocalić, poczynając od małego dobra, jakie znajduje.

Dlatego też Abraham może zacząć targowanie się aż do wylicytowania liczby 10-ciu sprawieldliwych. Gdy dochodzi do licznby 10, spotkanie jest skończone. Bóg zdecydował się ocalić Sodomę. I tutaj okazuje się cały dramatyzm sytuacji, gdyż Bóg chce ocalić Sodomę, a Sodoma jest zniszczona. Oznacza to, że w Sodomie nie znalazło się 10-ciu sprawiedliwych i jest niemożliwe znalezienie przebłysków dobra. Dramat polega także na tym, że sam Abraham stwierdza, że zniszczenie Sodomy jest konieczne. Jego koncepcja ocalenia nie funkcjonuje i zbawienia nie ma. W ten sposób konieczność zniszczenia została dowiedziona przez tego, który szukał ocalenia! Sodoma zostaje zniszczona, gdyż nie ma w niej nic dobrego. Zniszczenie Sodomy pokazuje, mimo iż Bóg chciał zbawienia, Sodoma go odrzuciła!

Wróćmy do rozważań o pośredniku, który reprezentuje i ukazuje pragnienie Boga i to pragnienie nie zrealizowane, bynajmniej nie dlatego, że Bóg go nie chciał udzielić, ale dlatego, że ludzie nie chcieli go przyjąć. Dlatego też pośrednik, który wyraża pragnienie Boga, wyraża także winę Sodomy, ponieważ ze strony Boga zawsze jest wystarczające pragnienie zbawienia.

W ten sposób historia z Księgi Rodzaju urywa się na tym wskazaniu gotowości ze strony Boga do zbawienia i konieczności zniszczenia. Tekst biblijny urywa się na liczbie dziesięciu, nie wyajśniając dlaczego właśnie tak. Dlaczego nie wytargował trzech, tylko dziesięciu? Tekst tego nie mówi i trzeba być konsekwentnym w tym milczeniu. W Biblii dynamika, w którą włączony jest Abraham postępuje i rozwija się. Według Jer 5,1 wystarczyłby jeden sprawiedliwy, aby ocalić Jerozolimę. A więc nie chodziło już o dziesięciu aby ocalić Sodomę, nie wystarczy tylu a tylu: wystarczy tylko jeden aby zbawić Jeruzalem. Wystarczy jeden sprawiedliwy, aby zbawić cały świat i tak jest właśnie z Jezusem Chrystusem. Sługa Pański z Izajasza (53) wystarczy, aby zbawić cały lud.

Tak więc Bóg ustępuje w końcu przed najmniejszą z możliwości. Miłosierdzie Boże rozciąga się swymi ramionami nad całym światem, który odpowie na propozycję zbawianie ze strony Boga. Potrzeba do tego conajmniej jednego sprawiedliwego. I to jest bardzo ważne, gdyż z teologicznego punktu widzenia ma to bardzo poważne konsekwencje. Według Rdz 18 sprawiedliwi mają być w mieście, i to samo odnosi się do Jerozolimy, zaś Sługa Pański ma być spośród ludu, aby zbawić ludzi. Abraham nie mógł ofiarować się za Sodomę, gdyż niewinny miał się wywodzić z Sodomy. Nie może tutaj zaistnieć schemat zastępstwa w kwestii zbawienia. Schemat zastępstwa może funkcjonować w sytuaucji ukarania kogoś innego. Innymi słowy, zbawienie nie zasadza się na fakcie, że Bóg postanawia już więcej nie karać. Zbawienie Sodomy nie może nastąpić po stwierdzeniu: "Dobrze, nie ma niewinnych, ale widzę, że Abraham jest dobry i przepuszczę im". Nie ukarzę Sodomy, gdyż jest dobry. Nie na tym polega zbawienie! Ponieważ nawet gdyby Bóg zdecydował się nie ukarać Sodomy, problem polegałby na tym, że Sodoma sama unicestwiłaby się w swoich grzechach. Prawdziwy problem polega nie na ukaraniu, ale na uwolnieniu od zła, które znajduje się wewnątrz nas, gdyż tak naprawdę to ono nas karze. Nie chodzi więc o to, że czynię źle wobec drugiego, a Bóg mnie karze. Problem polega na tym, że staję się skłonny do złego i niezdolny do kochania. Tylko zniszczenie owej woli czynienia zła, nienawiści, zazdrości, w odnisieniu do innych odpowiada woli bycia zbawionym, a nie ewentualnej kary, która pewnego dnia zostanie wymierzona za to, co uczyniłem. Gdyż ową karą nie jest nic innego, jak to, co aktualnie przeżywam w środku. Prawdziwą karą jest grzech sam w sobie, ponieważ on niszczy człowieka i uniemożliwia mu miłowanie. Dlatego też Bóg, aby zbawić nas, nie może tak po prostu przemilczeć kary, ale musi nas uwolnić od wszelkiego zła. A więc problem polega nie na tym, żeby Bóg postanowił nie ukarać Sodomy, ale aby w Sodomie można było znaleźć owo ziarnko prawdy, od którego możnaby wyjść, aby doprowadzić do tego, żeby mieszkańcy przestali czynić zło, gdyż Sodoma inaczej ukara się sama przez swoich mieszkańców.

Jest to ważne ze względu na konsekwencje teologiczne. Kiedy Jezus przychodzi, by przynieść swoje zbawienie, nie działa według schematu zastępstwa. Jezus nie przychodzi, aby cierpieć w nasze miejsce (byłoby to uproszczeniem koncepcji Boga, który chce ukarać kogoś, bo lubi karanie!). Zbawienie wchodzi do wewnątrz chorej rzeczywistości człowieka tęskniącego za dobrem, które uczyniłoby zdrową całą jego chorobę. Tak więc jest to dobro w centrum rzeczywistości. Problem bowiem zbawienia zasadza się na przekształceniu tego co złe w dobro. Dynamika zbawienia opiera się na wejściu w rzeczywistość zła, aby przerwać spiralę zła, odpowiadając dobrem na zło i wprowadzając siłę dobra, która ma moc wchłonięcia wszelkiego zła, uzdrawiając rzeczywistość człowieka. Temu właśnie służyło poszukiwanie niewinnych w Sodomie i temu służyło stanie się człowiekiem Słowa Bożego. Pragnieniem jest zbawienie, a zbawienie jest wyjściem od dobra, aby wymazać zło. Dlatego też dobro jest poszukiwane w Sodomie, w Jezozomilie, a gdy dobra nie ma, wówczas daje je Bóg darmowo, siejąc dobro pośród rzeczywistości ludzkiej. Taki jest właśnie Pan Nasz Jezus Chrystus, który stał się człowiekiem, dzieląc z nami całą rzeczywistość, w którą przyszedł przynieść ziarno zbawienia.

Bruna Costacurta

Bardzo dziękujemy Autorowi za możliwość opublikowania powyższego tekstu na łamach portalu Fronda.pl.

Bruna Costacurta jest cenionym wykładowcą teologii i duchowości Starego Testamentu na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie. Prowadzi we Włoszech biblijne sesje rekolekcyjne. Jest autorką publikacji z zakresu teologii i duchowości biblijnej.





Dziś święto NMP Wspomożycielki Wiernych

Dziś święto NMP Wspomożycielki Wiernych


Radio Maryja




Dziś obchodzimy Święto Najświętszej Maryi Panny Wspomożycielki Wiernych. Można powiedzieć, że nabożeństwo do Matki Bożej Wspomożycielki sięga początków chrześcijaństwa.



Jak tylko zaczął rozwijać się kult wśród wiernych do Matki Zbawiciela, równocześnie ufność w Jej przemożną przyczynę u Boskiego Syna nakazywała do Niej się uciekać we wszystkich potrzebach życia. Tytuł przeto Wspomożycielki Wiernych zawiera w sobie wszystkie wezwania, w których Kościół wyrażał Najświętszej Maryi Pannie potrzeby i troski swoich dzieci. Pierwszym, który w historii Kościoła użył słowa “Wspomożycielka”, to św. Efrem, diakon i największy poeta syryjski, doktor Kościoła (+ 373).

 

Pisze on wprost, że “Maryja jest orędowniczką i wspomożycielka dla grzeszników i nieszczęśliwych”. W tym samym czasie Maryję jako Wspomożycielkę rodzaju ludzkiego nazywa św. Grzegorz z Nazjanzu, patriarcha Konstantynopola, doktor Kościoła (+ ok. 390), kiedy pisze, że jest Ona “nieustanną i potężną Wspomożycielka”. Z treści pism doktorów Kościoła wynika, że przez słowo “Wspomożycielka” rozumieli oni wszelkie formy pomocy, jakich nam Matka Boża udziela i udzielić może. Tak więc pierwotne nabożeństwo do Najświętszej Maryi Panny jako do Wspomożycielki zawierało w sobie przekonanie wiernych o wszechpośrednictwie łaski, to znaczy, że Maryja jest Szafarką Bożych łask.

Krajem najżywiej rozwiniętego kiedyś kultu Wspomożycielki była Bawaria. Pierwszy kościół pod wezwaniem Wspomożycielki w Bawarii stanął w Pasawie w roku 1624. Zasłynęła w nim rychło figura Matki Bożej, kopia obrazu Cranacha – pątnicy witają Ją okrzykiem: Maria hilf! (Maryjo, wspomagaj).

7 października 1571 r. oręż chrześcijański odniósł decydujące zwycięstwo nad flotą turecką, która zagrażała bezpośrednio desantem Italii. Na pamiątkę tego zwycięstwa papież św. Pius V włączył do Litanii Loretańskiej nowe wezwanie “Wspomożenie wiernych, módl się za nami”. 12 września 1683 r. król Jan III Sobieski rozgromił pod Wiedniem Turków.

Na podziękowanie Matce Bożej za to zwycięstwo, papież bł. Innocenty XI w roku 1684 zatwierdza w Monachium, przy kościele Św. Piotra, bractwo Matki Bożej Wspomożycielki Wiernych, rychło podniesione do rangi arcybractwa. Wreszcie w roku 1816 tytuł Matki Bożej Wspomożenia Wiernych wchodzi urzędowo do liturgii Kościoła, kiedy papież Pius VII ustanawia święto Matki Bożej pod tym wezwaniem na dzień 24 maja, jako podziękowanie Matce Bożej, że właśnie tego dnia, uwolniony z niewoli Napoleona, mógł szczęśliwie powrócić na osieroconą przez szereg lat stolicę rzymską.

Wielkim czcicielem Matki Bożej Wspomożycielki był salezjanin, prymas Polski, kardynał August Hlond. Nie mniej żarliwym apostołem Maryi Wspomożycielki był jego następca, kardynał Stefan Wyszyński. 5 września 1958 roku dzięki jego staraniom Episkopat Polski wniósł do Stolicy Apostolskiej prośbę o wprowadzenie święta Maryi Wspomożycielki Wiernych w liturgicznym kalendarzu polskim. Episkopat Polski chciał w ten sposób podkreślić, że naród polski nie tylko wyróżniał się wśród innych narodów wielkim nabożeństwem do Najświętszej Maryi Panny, ale że może wymienić wiele dat, w której doznał Jej szczególniejszej opieki.

brewiarz.pl/RIRM




Papież Franciszek:wpływowe siły w Kościele mijają sie z wizją Chrystusa


Papież Franciszek: wpływowe siły w Kościele mijają się z wizją Chrystusa


Data publikacji: 2013-05-24 07:00

Data aktualizacji: 2013-05-23 14:52:00


Papież Franciszek: wpływowe siły w Kościele mijają się z wizją Chrystusa
fot. casarosada.gob.ar / commons.wikimedia.org, licencja  cc




Papież Franciszek podczas porannej  Mszy św. odprawionej 21 maja w kaplicy Domu Świętej Marii przyznał, że od samego  początku w Kościele istniały potężne siły, które toczyły walkę o władzę. Dzisiaj  te wpływowe siły reprezentują jednak inną wizję niż Chrystusa i dlatego nigdy  nie będą mogły być uznane.

 

„W Kościele największy jest ten, który służy  innym” – mówił Ojciec św. „Mimo tego od samego początku aż do dzisiaj w Kościele  istniał walka o władzę – stwierdził papież w homilii, która oparta była na  czytaniu z Ewangelii św. Marka. Ojciec św. wyjaśnił na czym polega władza w  Kościele i z czym się ona wiąże. Mówił: „W Ewangelii Jezusa walka o władzę w  Kościele nie może istnieć, ponieważ prawdziwą władzą jest służba. Tak, jak On to  uczynił przychodząc nie po to, aby mu służono, lecz aby służyć, a Jego służba  była właśnie służbą krzyża”. Dodał, że nie ma w Kościele innej drogi. Trzeba  uniżyć samego siebie.

 

Ojciec św. podkreślił ponadto, że zasadą jest, iż w Kościele największym jest ten, kto najbardziej służy innym. Wyjaśnił: „Kiedy komuś zostaną powierzone obowiązki, które w oczach świata związane są z  większymi ciężarami powiada się, że ta kobieta czy mężczyzna awansowali na  prezesów tego czy innego stowarzyszenia. Czasownik „awansować” jest bardzo  piękny i trzeba go używać w Kościele. Tak, został awansowany, ale na krzyż, został awansowany na upokorzenia. To jest prawdziwy awans, który bardziej  upodabnia do Jezusa” – tłumaczył biskup Rzymu.

 

 

Źródło: NCR, AS.


Read more: http://www.pch24.pl/papiez-franciszek--wplywowe-sily-w-kosciele-mijaja-sie-z-wizja-chrystusa,15064,i.html#ixzz2UD9HxdsD

Nie chowajcie wiary

zdjecie

T.Gentile/Reuters

Nie chowajcie wiary




            Czwartek, 23 maja 2013 (14:37)




Papież Franciszek przestrzegł chrześcijan przed chowaniem wiary dla siebie. Sprawując poranną Eucharystię w kaplicy Domu Świętej Marty, zachęcił, aby nasze głoszenie Ewangelii pomagało innym w stawaniu się lepszymi.

Mszę św. z Papieżem koncelebrowali: ks. kard. Angelo Sodano i ks. kard. Leonardo Sandri oraz metropolita stolicy Boliwii – La Paz, ks. abp Edmundo Abastoflor Montero. Wzięła w niej też udział grupa kapłanów i współpracowników świeckich Kongregacji Kościołów Wschodnich – podaje Katolicka Agencja Informacyjna.

Papież Franciszek nawiązał do słów czytanej dzisiaj Ewangelii: „Dobra jest sól; lecz jeśli sól smak utraci, czymże ją przyprawicie?” (Mk 9, 50). Wskazał, że sól, jaką daje nam Pan, to sól wiary, nadziei i miłości. Ojciec Święty przestrzegł także, aby owa sól dana nam z pewności, że Jezus umarł i zmartwychwstał, aby nas zbawić, „nie stała się bez wyrazu, aby nie utraciła swej mocy”. Jak dodał, ta sól nie jest po to, aby ją zakonserwować, bo jeśli sól jest zamknięta w butelce, niczemu nie służy.
- Sól ma sens, kiedy się ją daje, aby nadać potrawom smak. Myślę też, że sól przechowywana w butelce, z wilgocią, traci swą moc i niczemu nie służy. Sól, którą otrzymaliśmy, jest po to, abyśmy ją dawali, jest po to, aby nadać smak – powiedział Papież. W przeciwnym wypadku – dodał – staje się bez wyrazu i niczemu nie służy.

- Musimy prosić Pana, abyśmy nie stali się chrześcijanami z solą bez smaku, z solą zamkniętą w butelce. Ale sól ma także inną specjalną funkcję: gdy jest dobrze używana, nie czujemy jej smaku! Czujemy smak każdego posiłku: sól pomaga, aby smak posiłku był lepszy, był bardziej trwały, ale i lepszy, bardziej smakowity. To właśnie jest chrześcijańska oryginalność! – stwierdził Ojciec Święty, którego wypowiedź cytuje KAI.

Papież dodał, że kiedy głosimy wiarę, z ową solą, to osoby otrzymujące orędzie przyjmują je na swój sposób, jak to się dzieje w przypadku posiłków. I tak każdy z właściwą sobie specyfiką otrzymuje sól i staje się lepszy.
– Oryginalność chrześcijańska nie jest jednolitością! Każdy przyjmuje orędzie chrześcijańskie takim, jakim jest, ze swoimi cechami charakterystycznymi, ze swoją kulturą i zostawia je z nimi, bo jest to bogactwo. I dodaje temu orędziu coś więcej: nadaje mu smak! – podkreślił Franciszek. I dodał, że „ta chrześcijańska oryginalność jest tak bardzo piękna, bo kiedy chcemy dokonać jakiejś uniformizacji – żeby wszyscy byli soleni w ten sam sposób – to wszystko będzie wówczas, tak jak kiedy kobieta rzuca zbyt dużo soli i czujemy tylko smak soli, a nie smak tego posiłku, któremu sól powinna dodawać smaku”. – Oryginalność chrześcijanina jest właśnie tym: każdy jest sobą wraz z darami otrzymanymi od Pana – powiedział Papież.
Ojciec Święty zaznaczył, że tę sól musimy przekazywać dalej, musimy wychodzić z orędziem, z posiadanym bogactwem i obdarzać nim innych ludzi. Z drugiej strony każe się ona zwracać ku Bogu, który ją stworzył.

- W ten sposób sól jest zachowana, nie traci smaku. Adorując Pana, wykraczam poza siebie ku Panu, a głosząc Ewangelię, wychodzę poza siebie samego, aby obdarzyć orędziem. Kiedy jednak tego nie czynimy – tych dwóch rzeczy, tych dwóch transcendencji, żeby dać sól – to pozostanie ona w butelce i staniemy się chrześcijanami z muzeum – dodał Papież. I zaznaczył: „Możemy ukazać sól: to moja sól”.

– Jakżeż ona piękna! To jest sól, którą otrzymałem na chrzcie, to jest ta, którą otrzymałem w bierzmowaniu, a to ta, którą otrzymałem na katechezie... Ale spójrzcie: to chrześcijanie z muzeum! Sól bez smaku, sól, która niczego nie dokonuje! – przestrzegł Papież Franciszek.


IK

NaszDziennik.pl

poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Szlachetne nieposłuszeństwo owieczek czujnych i ostrożnych

Szlachetne nieposłuszeństwo owieczek czujnych i ostrożnych


15poniedziałekkwi 2013





Propterea abundantius oportet observare nos ea, quae audivimus,

ne forte praeterfluamus.

„Dlatego jest konieczne, abyśmy z jak największą pilnością

zwracali uwagę na to, cośmy słyszeli,

abyśmy przypadkiem nie zeszli na bezdroża”

(Hbr 2, 1)

 

Jakże pouczające jest zgłębianie nauki Ojców Kościoła, świętych Pasterzy, doktorów Kościoła, wielkich Świętych, obrońców katolickiej wiary – defensores fidei – wiernych Bożemu Objawieniu zawartemu w Piśmie Świętym i Tradycji.

W swoim dziele Commonitorium. W obronie wiary katolickiej przeciw bezbożnym nowościom wszystkich odszczepieńców – lektura obowiązkowa! – św. Wincenty z Lerynu, jeden z Ojców Kościoła, wśród wielu wątków umieszcza wzmiankę o mądrych, czujnych i ostrożnych owieczkach, które nie dały się usidlić błędom pasterza. Tekst bardzo wzmacniający, zwłaszcza w kontekście uprawnionej katolickiej obrony przed tymi, którzy w Kościele, posługując się argumentem posłuszeństwa, chcieliby niszczyć to, co jest istotnie katolickie.

Wspomniane jest słowo Mojżesza, zawarte w Księdze Powtórzonego Prawa:

„Jeśli powstanie u ciebie prorok, lub wyjaśniacz snów, i zapowie znak lub cud, i spełni się znak albo cud, jak ci zapowiedział, a potem ci powie: «Chodźmy do bogów obcych – których nie znałeś – i służmy im», nie usłuchasz słów tego proroka, albo wyjaśniacza snów. Gdyż Pan, Bóg twój, doświadcza cię, chcąc poznać, czy miłujesz Pana, Boga swego, z całego swego serca i z całej duszy. Za Panem, Bogiem swoim, pójdziesz. Jego się będziesz bał, przestrzegając Jego poleceń. Jego głosu będziesz słuchał, Jemu będziesz służył i przylgniesz do Niego” (Pwt 13, 2-5).

Św. Wincenty nawiązuje w tym kontekście do kilku postaci, które – działając w Kościele i pełniąc w nim ważne funkcje – okazały się ewidentnie fałszywymi prorokami i wilkami w owczej skórze. Wspomnimy tylko niektórych.

„Więc żeby od najbliższych i znanych rzeczy zacząć – małaż to była niedawno pokusa, kiedy ten nieszczęsny Nestoriusz, przedzierzgnąwszy się z owcy w wilka, począł szarpać owczarnię Chrystusa, a ci, których kąsał, mieli go jeszcze przeważnie za owcę i tym bardziej na kły jego byli narażeni? Bo któżby mógł przypuścić, że łatwo zbłądzi mąż, tak chlubnie wyrokiem władzy obrany, przez duchowieństwo z taką tęsknotą oczekiwany, cieszący się taką miłością świętych i wziętością u ludu; on, który codziennie wyłuszczał ludowi słowa Boże i zbijał wszystkie szkodliwe błędy żydów i pogan? Jak mógł nie wpoić w każdego tego przeświadczenia, że prawdy uczy, prawdę głosi, prawdą żyje on, co prześladował bluźnierstwa wszystkich herezji… niestety, aby wrota dla swojej otworzyć?”.

„Ale dajmy pokój Nestoriuszowi; tego podziwiano więcej, niż zasłużył, sławiono ponad istotne znaczenie; tego w oczach tłumu wyolbrzymiła raczej ludzka łaska, niż boska. Zajmijmy się raczej tymi, którzy wyposażeni w liczne zalety i wielką dzielność, nabawili katolików niemałej pokusy. Tak miał Fotyn za naszych przodków kusić kościół w Sirmium, w Panonii: wśród ogromnej przychylności wszystkich wyniesiony tam na biskupstwo, przez jakiś czas piastował je w duchu katolickim, aż tu, jak ów zły prorok lub marzyciel, o którym mówi Mojżesz, począł powierzony sobie lud Boży namawiać, żeby poszedł za cudzymi bogami, to jest przyjął obce, nieznane mu dotąd błędy… Ale takie rzeczy bywają. Niebezpieczeństwo tkwiło w tym, że do tego niegodziwego celu służyły mu nieprzeciętne siły. Był to duch wybitny, w wiedzę zasobny, mocarz słowa; świetnie, poważnie rozprawiał i pisał w obu językach; dowodzą tego jego dzieła, napisane częścią po grecku, częścią po łacinie”.

I co na to owieczki? Boże owieczki? Czy były ślepo posłuszne błędom pasterza, wilka w owczej skórze?

Pisze św. Wincenty z Lerynu: „Na szczęście powierzone mu owieczki Chrystusowe, bardzo około wiary katolickiej czujne i ostrożne, przypomniały sobie zawczasu przestrogi Mojżesza i mimo podziwu dla wymowy swego proroka i pasterza poznały się na pokusie. Przedtem szły za nim, jak owczarnia za barankiem, teraz zaczęły przed nim umykać, jak przed wilkiem”.

Przesympatyczny tekst!

„Na szczęście powierzone mu owieczki Chrystusowe, bardzo około wiary katolickiej czujne i ostrożne…”.

To jest tekst z V wieku. Dlaczego w naszych czasach o takim temacie? Intelligenti pauca.

Czytajmy Commonitorium św. Wincentego z Lerynu, jednego z Ojców Kościoła!

 

* * *

 

Po Soborze Watykańskim II Pan Bóg nie zmienił poglądów.

 

* * *

 

Jeżeli nie klękniemy przed Panem Bogiem,

Rok Wiary będzie mnożeniem słów i oklasków.

 


piątek, 12 kwietnia 2013

Z Dzienniczka św.siostry Faustyny

Z Dzienniczka św.Faustyny

27/XI.[1936]. Dziś w duchu byłam w niebie i oglądałam te niepojęte piękności i szczęście, jakie nas czeka po śmierci. Widziałam, jak wszystkie stworzenia oddają cześć i chwałę nieustannie Bogu; widziałam, jak wielkie jest szczęście w Bogu, które się rozlewa na wszystkie stworzenia, uszczęśliwiając je i wraca do źródła wszelka chwała l cześć z uszczęśliwienia, i wchodzą w głębie Boże, kontemplują życie wewnętrzne Boga, Ojca, Syna i Ducha Św., którego nigdy ani pojmą, ani zgłębią.

To źródło szczęścia jest niezmienne w istocie swojej, lecz zawsze nowe, tryskające uszczęśliwieniem wszelkiego stworzenia. Rozumiem teraz św. Pawła, który powiedział: ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani weszło w serce człowieka, co Bóg nagotował tym, którzy Go miłują. I dał mi Bóg poznać jedną jedyną rzecz, która ma w oczach Jego nieskończoną wartość, a ta jest miłość Boża, miłość, miłość i jeszcze raz miłość – i z jednym aktem czystej miłości Bożej, nie może iść nic w porównanie. O, jakimi niepojętymi względami Bóg darzy duszę, która Go szczerze miłuje. O, szczęśliwa dusza, która się cieszy już tu na ziemi Jego szczególnymi względami, a nimi są dusze małe i pokorne. Ten Wielki Majestat Boży, który głębiej poznałam, który wielbią duchy niebieskie, według stopnia łaski i hierarchii na które się dzielą, widząc tę potęgę i wielkość Boga, dusza moja nie została przerażona grozą, ani lękiem, nie, nie – wcale nie. Dusza moja została napełniona pokojem i miłością i im więcej poznaję wielkość Boga, tym więcej się cieszę, że takim On jest. I cieszę się niezmiernie Jego wielkością, i cieszę się, że jestem taka maleńka, bo dlatego, że jestem mała nosi mnie na ręku Swym i trzyma mnie przy Sercu Swoim.

O mój Boże, jak mi żal ludzi, którzy nie wierzą w życie wieczne, jak się modlę za nich, aby ich promień miłosierdzia ogarnął i przytulił ich Bóg do łona ojcowskiego. O Miłości, o królowo. (Dz.777-780)

Dziękuję Ci Boże za wszystkie łaski, Którymi mnie nieustannie obsypujesz, Które mi świecą, jak słońca blaski, A przez nie drogę pewną mi pokazujesz.

Dzięki Ci Boże, żeś mnie stworzył, Żeś mnie powołał do bytu z nicości, I swe Boskie piętna w nią włożył, A czynisz to jedynie z miłości.

Dzięki Ci Boże za chrzest święty, Który mnie wszczepił w rodzinę Bożą, Jest to dar łaski wielki i niepojęty, Który nam dusze przeobraża.

Dzięki Ci Panie za spowiedź świętą, Za to źródło wielkiego miłosierdzia, które jest niewyczerpane, . Za tę krynicę, łask niepojętą, W której dusze bieleją grzechem zmazane.

Dziękuję Ci Jezu, za świętą Komunię, W której Sam Siebie dajesz nam, Czuję, jak Twe Serce w mej piersi bije, Jak życie Boże rozwijasz we mnie Sam.

Dziękuję Ci Duchu Święty za bierzmowania Sakrament, Który mnie pasuje na rycerza Twego. I daje duszy moc na każdy moment, I strzeże mnie od złego.

Dziękuję Ci Boże, za łaskę powołania Do wyłącznej służby Swojej, Dając mi możność wyłącznego Ciebie kochania, Wielki to zaszczyt dla duszy mojej.

Dziękuję Ci Panie, za śluby wieczyste, Za ten związek czystej miłości, Żeś raczył złączyć z moim swe Serce czyste, I zjednoczyłeś me serce ze Swoim związką nieskazitelności.

Dziękuję Ci Panie, za Sakrament namaszczenia, Który mnie umacniać będzie w ostatniej chwili, Do walki i pomoże do zbawienia, I da siły duszy, byśmy się wiecznie weselili.

Dzięki Ci Boże za wszystkie natchnienia, Którymi dobroć Twoja mnie obsypuje, Za te wewnętrzne duszy oświecenia, Co się wypowiedzieć nie da, lecz serce to czuje

Dzięki Ci Trójco Święta za ten ogrom łask, Którymi mnie nieustannie obsypywałeś przez życie całe,

Wdzięczność ma spotęguje się, kiedy zawita wieczny brzask, Kiedy po raz pierwszy zanucę na Twoją chwałę. (Dz 1286)