wtorek, 5 listopada 2019

,,O jak straszną jest rzeczą wpaść w ręce Boga Żywego''. Sw. JM Vianney o czyśćcu

"Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam, żeć idzie godzina i teraz jest, gdy umarli usłyszą głos Syna Bożego, a którzy usły­szą, ożyją" Ew. u św. Jana r. 5, w. 25.
Bardzo bolesne i przejmujące jest położenie naszych rodziców, krewnych, znajomych, jeżeli zeszli z tego świata nie uczyniwszy zadosyć sprawiedliwości Bożej. Skazani bowiem zostali do tego strasznego więzienia, które się czyśćcem nazy­wa, i tam zostawać będą dopóty, dopóki długów swoich całko­wicie nie spłacą. "O jak straszną jest rzeczą – mówi Apostoł narodów – wpaść w ręce Boga żywego" (1).
Ale po co ja bracia drodzy wszedłem dziś na ambonę i w czyim imieniu mam przemawiać do was? – Wszedłem z rozkazu Boga i przemawiać mam w imieniu waszych rodzi­ców, krewnych, znajomych. Wszakże od was dla nich należy się dług wdzięczności. Przypomnijcie sobie co oni zrobili dla was, kiedy na tej ziemi żyli. Weźcie na uwagę ich położenie w płomieniach czyśćcowych i pośpieszcie im z pomocą.
Zdaje mi się, że słyszę ich, jak wołają: "Powiedz naszym ojcom, naszym matkom; powiedz naszym dzieciom, wszystkim naszym krewnym, co my za straszne męki cierpimy. Niech się zlitują nad nami i niech nam swej pomocy nie odmawiają. Od czasu, jakeśmy się rozłączyli z nimi, ciągle w tych płomie­niach gorejemy. Oby się poruszyli naszymi wołaniami i wyr­wali nas z tej niedoli! Przedstaw im sługo Boży szczegółowo naprzód wielkość mąk naszych, a potem środki, którymi mogą nam ulżyć albo całkiem uwolnić". Pocieszycielko strapionych, wstaw się za nami.
Zdrowaś Maryjo!
I.
α) Jako katolicy wiemy dobrze bracia drodzy, że jest czy­ściec, to jest miejsce, gdzie się dusze wiernych zmarłych wy­płacają Boskiej sprawiedliwości. Jest to artykuł naszej wiary, że jeżeli pokuta nasza nie była odpowiednią do wielkości na­szych grzechów, to chociaż grzechy nasze Pan Bóg nam prze­baczył, gdyśmy się spowiadali, chociaż nas z wiecznej kary uwolnił, zostaniemy jednak dla uiszczenia się w zupełności z kary doczesnej skazani na męki do czyśćca. Jeśli Bóg nie zostawia bez nagrody żadnej myśli dobrej, żadnego pragnienia i czynności chociażby najmniejszej; to nie zostawi także bez kary żadnego przewinienia chociażby najlżejszego. Pójdziemy do czyśćca i cierpieć będziemy, dopóki sprawiedliwość Boska nie uzna nas za zupełnie oczyszczonych. W Piśmie świętym wiele dowodów znajdujemy na to, że chociaż grzechy nasze zostają nam darowane, Bóg jednak wkłada na nas obowiązek, abyśmy na tym świecie ponosili różne kary doczesne, a na tamtym wypłacali się aż do ostatniego szelążka w płomieniach czyśćcowych.
Patrzmy, co się stało z Adamem: kiedy żałował za grzech swój, Bóg mu przebaczył, skazał go jednak na pokutę; więcej niż 900 lat trwającą. Jakaż to długa pokuta! Dawid wbrew woli Boga rozkazał spisać wszystkich swoich poddanych; ale później dręczony wyrzutami sumienia uznał swój grzech, padł twarzą na ziemię i prosił Boga o przebaczenie. Bóg wejrzał na żal jego, winę darował, ale pomimo to proroka Gada posłał, aby mu powiedział: Wybierz królu jedną z trzech kar, jakie Bóg przeznaczył za grzech twój: morową zarazę, wojnę lub głód. Dawid rzekł: lepiej wpaść w ręce Pana, który już tyle razy okazał swe miłosierdzie, niż w ręce ludzkie. Wybrał więc mo­rową zarazę, która trwała trzy dni, i zabrała mu przeszło siedemdziesiąt tysięcy poddanych; a gdyby był Pan Bóg nie po­wstrzymał ręki anioła wyciągniętej na miasto, to by była spu­stoszała cała Jerozolima. Dawid widząc, ilu nieszczęść był powodem grzech jego, prosił Boga, aby karę swą przeciw niemu samemu zwrócił, a oszczędził lud, który był niewinny.
Ach! bracia drodzy, ileż lat wypadnie nam cierpieć w czyśćcu, którzyśmy tyle popełnili grzechów, i pod pozorem żeśmy się wyspowiadali, nie czynimy odpowiedniej pokuty. Ileż lat męczarni czeka nas na tamtym świecie!
β) Ogień w czyśćcu jest ten sam co w piekle; różnica na tym tylko polega, że nie jest wieczny. Dałby Bóg, żeby która z tych dusz biednych, które tam przebywają, stanęła dziś na moim miejscu otoczona ogniem ją pożerającym i opowiedziała sama mę­czarnie swoje, napełniła ten kościół swymi jękami: to może by zmiękczyła i do litości pobudziła serca wasze! O jakże my cierpimy, uwolnijcie nas bracia z tych męczarni, wy to możecie uskutecznić. O gdybyście wy czuli, co to za boleść być w rozłączeniu z Bogiem! Któż to wysłowi? Goreć w ogniu zapalonym sprawiedliwością Bożą, ponosić bóle niesłychane, być trawionymi żalem, wiedząc, żeśmy mogli tego uniknąć! O dzia­tki drogie, wołają rodzice, myśmy was tak kochali, czyż podo­bna, abyście nas teraz opuścili? Wy spoczywacie na miękkim łożu, a my w ogniu strasznym. Wy się oddajecie zabawom, a my dzień i noc cierpimy i płaczemy. Mieszkacie w domach, któreśmy wam zostawili, używacie owocu trudów naszych; a my opuszczeni przez was od tylu lat ponosimy katusze tak stra­szne. Ani jałmużny nie czynicie, ani o Mszę świętą nie pro­sicie dla przyjścia nam z pomocą. Możecie nam ulżyć, może­cie nas z więzienia uwolnić, a jednak nie pomyślicie o tym. O jakże straszne są męczarnie nasze!
Tak bracia drodzy, kiedy w płomieniach jęczymy, to sąd nasz zmieniamy o tych lekkich przewinieniach, jeżeli je można nazwać lekkimi, którycheśmy się dopuszczali. "O mój Boże – woła Król-Prorok – biada człowiekowi nawet najsprawiedliw­szemu, jeżeli go sądzisz bez miłosierdzia. Jeśli plamy na słoń­cu znalazłeś a złość w aniołach, to cóż będzie z grzesznikiem?". Ileż lat mąk czyśćcowych nam się należy, którzyśmy popełnili tyle grzechów śmiertelnych, a prawie nic nie czyniliśmy dla zadosyćuczynienia sprawiedliwości Bożej!
γ) Czytamy w Piśmie świętym, że Pan Bóg raz rzekł do jednego ze swoich proroków: "Idź do króla Jeroboama i stro­fuj go w moim imieniu za grzech bałwochwalstwa, którego się dopuścił. Nie przyjmuj żadnego pożywienia ani u niego, ani w drodze". Prorok zastosował się do rozkazu bez uwagi, że się na niebezpieczeństwo wielkie naraża. Stanął przed kró­lem i wyrzucał mu występek, stosownie do woli Boga. Król się mocno obraził taką śmiałością proroka, podniósł rękę i ka­zał go pojmać. Ale ręka króla uschła natychmiast. Widząc taką karę upamiętał się Jeroboam i począł żałować. Pan Bóg wejrzał na żal jego, przebaczył mu grzech i uzdrowił rękę. Dobrodziejstwo to zmieniło umysł króla, nie gniewał się już na proroka; ale prosił, aby z nim do stołu zasiadł i posiłek przyjął. "Nie mogę – odpowiedział prorok – Pan Bóg mi zabronił; chociażbyś mi połowę królestwa dawał, nie uczynię te­go". Gdy wracał, napotkał fałszywego proroka, który mówił że jest posłany od Pana i nakłaniał go do spożycia z nim po­karmów. Przyjął to zaproszenie nakłaniany i cokolwiek się pożywił. Ale jak tylko z domu fałszywego proroka wyszedł, zaraz lwa ogromnego napotkał, który go pożarł. Jeśli się za­pytamy, co sprowadziło tę śmierć, to w odpowiedzi otrzymamy, że nieposłuszeństwo proroka.
Patrzmy jeszcze na Mojżesza, który był tak miłym Bogu. Na chwilę tylko zwątpił, że woda ze skały nie wytryśnie i dwa razy w skałę uderzył. Bóg jednak rzekł: obiecałem ci, że wej­dziesz do ziemi obiecanej, która mlekiem i miodem płynie; ale żeś zwątpił i dwa razy w skałę uderzył, jak gdyby jeden raz nie wystarczał, przeto za karę z daleka tylko tę ziemię ujrzysz, ale do niej nie wejdziesz.
Jeśli Bóg tak surowo karze lekkie przewinienia, to jakże karać będzie roztargnienia w modlitwie, niewłaściwe zachowa­nie się w kościele. Ach! jakże my jesteśmy zaślepieni! Ileż lat i wieków gotujemy dla siebie w czyśćcu za tyle przewinień, które za nic sobie poczytujemy. Jakże się inaczej odzywać będziemy, gdy się wśród tych płomieni znajdziemy, w których sprawiedliwość Bożą tak dotykalnie, tak boleśnie odczujemy!
δ) Bóg jest sprawiedliwy bracia drodzy w tym wszystkim, co czyni. Nagradza nas za najmniejszą czynność, nagradza nawet nasze pragnienia, każdą myśl dobrą, każdą chęć, chociaż byśmy jej dla jakich przeszkód uskutecznić nie mogli. Ale z drugiej strony, kiedy idzie o karę, nic nie daruje. Każde przewinienie, chociażby najlżejsze, może nas do czyśćca zapro­wadzić. Wielu ze Świętych nie pierwiej dostali się do nieba, aż po przebyciu odpowiedniego czasu w czyśćcu. Święty Piotr Damian mówi, że siostra jego przez wiele lat zostawała w czy­śćcu za to, że słuchała raz z pewną przyjemnością piosenki lu­bieżnej. Dwaj zakonnicy przyrzekli sobie nawzajem, że który z nich pierwiej umrze, to w jakikolwiek sposób da znać pozo­stałemu przy życiu o stanie, w jakim się znajduje po śmierci. Bóg pozwolił temu, co pierwiej umarł, aby spełnił swoją obie­tnicę. Pokazał się więc swemu przyjacielowi i zapewnił go, że 15 dni przebywał w czyśćcu za to, że zbyt lubował się w spełnianiu swojej woli. Kiedy żyjący winszował mu, że tak niedługo przebywał w czyśćcu, umarły odrzekł: "Wolałbym za życia ze skóry być obdzieranym przez dziesięć tysięcy lat; gdyż to cierpienie jakkolwiek wielkie nie wyrównywałoby cier­pieniom, jakie w czyśćcu ponosiłem". Pewien kapłan zapewniał swego przyjaciela, że przez kilka miesięcy zostawał w czyśćcu za to, że zwlekał z wykonaniem testamentu, w którym były zapisy na różne cele dobroczynne.
Ach! iluż jest i teraz bracia drodzy, co mają sobie do wyrzucenia tę samą winę. Od ośmiu albo i dziesięciu lat po­umierali ich rodzice i zobowiązali ich do dania takiej a takiej jałmużny, do zamówienia tylu a tylu Mszy świętych, a oni dotychczas tego nie spełnili! Iluż jest takich, którzy z obawy aby nie było jakich zapisów na uczynki dobre, nie chcą zaj­rzeć do testamentu na ich korzyść sporządzonego przez rodzi­ców lub przyjaciół! Oto te biedne dusze w czyśćcu zostają, straszne męki ponoszą, ponieważ nie spełniono ich ostatniej woli. Biedni, cóżeście zrobili? Chodziło wam o to, aby uszczę­śliwić dzieci albo spadkobierców waszych; i ażeby przysporzyć im mienia, polepszyć ich los, zaniedbywaliście własne dusze, nie troszczyliście się o ich zbawienie. Spełnienie dobrych uczyn­ków, które mogliście sami wykonać, powierzyliście waszym dzieciom. Ach! jakże byliście nierozsądnymi, kiedyście zapo­minali o samych sobie, o swoim zbawieniu!
Powie kto: moi rodzice dobrze żyli, o łaskę Boga i zba­wienie swoje bardzo się starali. Ach! czy to tak wiele po­trzeba, aby się do czyśćca dostać? Posłuchajmy, co mówi w tej mierze Albert Wielki, którego cnoty znane były powszechnie (a). Oto pokazał się po śmierci jednemu ze swoich przyjaciół i oznaj­mił, że go Pan Bóg posłał do czyśćca za to, że miał chwilowe upodobanie w swojej nauce. Co dziwniejsza, wielu Świętych nawet kanonizowanych przechodziło przez czyściec. Święty Seweryn, arcybiskup koloński, w kilka lat po śmierci pokazał się jednemu ze swoich przyjaciół i powiedział, że był w czyśćcu za to, że odłożył do wieczora modlitwę, którą był powinien zmówić rano. O jakże wielu chrześcijan w czyśćcu będzie za to, że swe modlitwy odkładali na czas inny, pod pozorem że coś ważniejszego mieli do załatwienia! Gdybyśmy szczerze pragnęli posiadać Boga, to byśmy unikali zarówno małych jak wielkich grzechów; ponieważ odłączenie od Boga, chociażby krótkie, jest tak strasznym dla dusz!
ε) Ojcowie Święci mówią, że czyściec jest w pobliżu piekła. Łatwo to pojmiemy, gdy pomyślimy, że grzech powszedni nie­daleko jest od śmiertelnego. Według tychże Ojców nie wszystkie dusze pokutują w czyśćcu dla zadośćuczynienia Boskiej spra­wiedliwości – niektóre z nich pokutują w tych miejscach, w któ­rych grzeszyły. Święty Grzegorz papież podał nam w tej mie­rze przykład. Pewien świątobliwy kapłan, będąc chorym, z roz­kazu lekarza chodził co dzień do kąpieli w dosyć odległe miejsce. Zawsze tam czekał na niego jakiś nieznajomy człowiek, który mu pomagał rozebrać się, a po kąpieli podawał płótno do otarcia się. Kapłan przez wdzięczność przyniósł raz swe­mu nieznajomemu kawałek chleba poświęconego. "Mój ojcze – rzekł nieznajomy – dajesz mi rzecz, której ja nie spożytkuję; bo jestem duchem, chociaż widzisz mnie w ciele. Byłem tu kiedyś panem i odbywam tu mój czyściec. Sługo Boży, zlituj się nade mną; jeśli zechcesz, możesz mnie uwolnić z tych mąk, które ponoszę: ofiaruj za mnie Msze święte, ofiaruj modlitwy twoje". To powiedziawszy, zniknął.
Ach! bracia drodzy, wiedząc o tym, czyż możemy nie pamiętać o naszych rodzicach, którzy może tu są około nas? Je­śliby im Bóg pozwolił nam się pokazać, to by się nam do nóg rzucili. "Dzieci drogie, powiedzieliby, miejcie litość nad nami, nie zapominajcie o nas". Tak bracia drodzy, wieczorem idąc na spoczynek, widzielibyśmy biednych rodziców naszych, wo­łających o pomoc, widzielibyśmy ich w naszych domach, w na­szych polach. Te biedne dusze krążą około nas, idą za nami wszędzie; ale niestety są to biedni żebracy około złych bogaczów! Przedstawiają im swoje potrzeby i swoje męczarnie, ale źli bogacze nie zwracają na to uwagi. "Prosimy – wołają – o jedno Ojcze nasz, o jedno Zdrowaś, o jedną Mszę świętą".
Ach! jakże byśmy byli niewdzięczni, gdybyśmy odmówili naszemu ojcu, naszej matce, jakiej małej cząsteczki tych dóbr, które oni z takim mozołem nabyli dla szczęścia naszego! Po­wiedzcie mi: jeśliby wasz ojciec lub wasza matka, albo jedno z waszych dzieci było w ogniu, gdybyście widzieli ich ręce wyciągnięte do was z prośbą o pomoc, czyżbyście byli tak nie­czuli, żebyście pozwolili na ich palenie w oczach waszych? Ach! wiara nas uczy, że te biedne dusze ponoszą męki tak straszne, iż żaden człowiek pojąć tego nie jest w stanie.
ζ) Jeśli chcemy, bracia drodzy, zapewnić sobie niebo, to módlmy się bezustannie za duszami w czyśćcu cierpiącymi. Pewny to znak wybrania i potężny środek zbawienia, modlitwa za umarłych. Pismo święte dostarcza nam porównania cudo­wnego w historii Jonaty. Saul, ojciec jego, zabronił wszyst­kim żołnierzom pod karą śmierci nie brać żadnego pożywienia, dopóki by nie pokonali Filistynów. Jonatas, który na ten za­kaz nie zważał, będąc bardzo zmęczonym, umoczył koniec swej strzały w miodzie i skosztował. Saul pytał Pana, czy kto nie naruszył danego zakazu? Dowiedziawszy się, że syn jego naruszył, kazał go pojmać i rzekł: "To mi niech uczyni Bóg, i to niech przyczyni, że śmiercią umrzesz". Jonatas widząc, że jest skazanym na śmierć przez ojca, za naruszenie danego rozkazu, zwrócił oczy swoje do ludu i płacząc zdawał się przypominać wszyst­kie usługi, jakie mu wyświadczył, wszystkie łaski, jakimi obsy­pał. Lud rzucił się do nóg Saulowi: "Czemu skazujesz na śmierć Jonatę, który wybawił Izraela, który uwolnił nas z rąk nieprzyjaciół? Nie, nie, nie spadnie ani włos z głowy jego; my musimy go ocalić, on nam wiele dobrodziejstw wyświad­czył, my nie możemy, nie powinniśmy o tym zapomnieć". "I wybawił lud Jonatę, że nie umarł".
Jest to obraz tego, co się dzieje przy śmierci. Ten co się modli za duszami w czyśćcu cierpiącymi, skoro tylko stanie przed trybunałem Jezusa Chrystusa dla zdania rachunku ze swego życia, dusze owe już staraniem jego uwolnione z czyśćca rzucą się do stóp Zbawiciela i powiedzą: "Panie, zlituj się nad tą duszą, ona nas wyrwała z płomieni, ona za nas uczy­niła zadość Twej sprawiedliwości. Zapomnij jej przewinień, jak ona błagała, żebyś zapomniał przewinień naszych".
Ach! Jakże to potężne są pobudki do rozbudzenia w nas współczucia dla tych dusz cierpiących. Tymczasem, jakże prędko zapominamy o tych duszach. Można powiedzieć, że pamięć o umarłych przemija razem z dźwiękiem dzwonów. Cierpcie biedne dusze, płaczcie w tym ogniu zapalonym sprawiedliwością Bożą, daremne wasze wołania, nikt was nie usłyszy, nikt wam nie ulży. Oto, jak się wywdzięczamy bracia drodzy za miłość, za dobroć, jaką nam okazywali najbliżsi, najserdeczniejsi za życia.
Ach! nie bądźmy – błagam was na wszystko – z liczby tych niewdzięcznych, tych przewrotnych; ponieważ pracując nad ich wybawieniem, pracujemy nad naszym własnym zba­wieniem.
II.
η) Ale, powiecie może, jakim sposobem moglibyśmy te dusze pocieszyć, uwolnić z czyśćca i do nieba zaprowadzić? – Odpo­wiedź na to łatwa, już dawno przez Kościół wskazana. 1° Przez modlitwy i jałmużny. 2° Przez odpusty. 3° Przez ofiarę Mszy świętej.
Naprzód przez modlitwy. Kiedy się modlimy za duszami w czyśćcu, to na ich korzyść odstępujemy to wszystko, co by Bóg nam udzielił, gdybyśmy się za siebie modlili. Ale nie­stety, modlitwa nasza jest czymś bardzo małym, ponieważ je­steśmy grzesznikami i prosimy za winnymi. Mój Boże, czegoż to potrzeba, aby twoja miłość była wielką? Każdego poranku możemy ofiarować za dusze w czyśćcu cierpiące wszystkie czyn­ności nasze dzienne i wszystkie modlitwy, jakie w ciągu dnia odmówimy. Jest to niewiele zaprawdę. Wyobraźmy sobie, że ktoś ma ręce związane i jest ciężarem obciążony; że my prze­chodzimy każdego dnia około niego i trochę z tego ciężaru ujmujemy: po niejakim czasie owego biedaka spod ciężaru cał­kiem uwolnimy. Z duszami w czyśćcu cierpiącymi rzecz się ma podobnie, ujmujemy im ciężaru, zmniejszamy ich cierpienia, ile razy coś dla nich czynimy. To o kwadrans, to o godzinę zmniej­szamy ich karę, i coraz bardziej zbliżamy ich do nieba.
Po wtóre, możemy dusze z czyśćca uwalniać za pośrednictwem odpustów. Jest to wielka pomoc, ceny niesłychanej, dusze nią wsparte bardzo prędko przybliżają się do nieba. Ofiarujemy im bowiem zasługi Przenajdroższej Krwi Jezusa Chrystusa, zasługi cnót Najświętszej Maryi Panny i Świętych różnych, którzy większe czynili pokuty, niż ich grzechy wymagały. Ach! gdybyśmy chcieli, to byśmy prędko czyściec pustym uczynili, ofiarując za biedne dusze czyśćcowe wszystkie odpusty, jakie pozyskać możemy. Pomyślcie bracia drodzy, ile odpustów otrzy­mać można, odbywając drogę krzyżową, odmawiając różaniec lub inne modlitwy, do których odpusty są przywiązane. Bar­dzo winnymi jesteśmy, bardzo nieczułymi, gdy tak łatwymi środkami mogąc uwolnić dusze rodziców, nie czynimy tego, ale pozwalamy, aby się paliły w strasznych płomieniach czyśćcowych!
Po trzecie, sposobem najpotężniejszym do uwolnienia dusz z czyśćca jest Msza święta. Gdy ją ofiarujemy za te biedne dusze, to już nie grzesznik prosi za grzesznikiem, ale Bóg ró­wny Ojcu swojemu, który nic nie odmówi Synowi. Zapewnił nas o tym Jezus Chrystus, kiedy powiedział: "Ojcze mój, dzię­kuję Ci, ponieważ mnie zawsze wysłuchujesz".
Oto przykład, który świadczy jak wielka jest skuteczność Mszy świętej. Czytamy w historii kościelnej, że w krótkim czasie po śmierci cesarza Karola [Łysego], pewien człowiek świątobliwy z diecezji Reimskiej, imieniem Bernold, zachorowawszy i otrzymawszy ostatnie Sakramenta, przez cały dzień prawie nic nie mówił i zaledwie słabe oznaki życia dawał; pod wie­czór otworzył oczy i o spowiednika poprosił. Stało się jego woli zadość, spowiednik przybył, a on zalawszy się łzami w te słowa przemówił: "Byłem na tamtym świecie i znalazłem się w tym miejscu, w którym biskup Pardul z Laon przebywa. Strasznie cierpi w płomieniach. Zobaczywszy mnie rzekł: «Po­nieważ wracasz jeszcze na ziemię, proszę cię nie zapomnij o mnie; możesz mnie stąd uwolnić i z Bogiem, czego ja tak pragnę, połączyć». «Jakiż sposób na to?» – zapytałem. «Wyszukaj tych, którym ja dobrze za życia czyniłem, i powiedz im, żeby się modlili za mną, żeby o Mszę świętą prosili». Uczyniłem, czego ode mnie żądał, i ujrzałem go wkrótce pięknym jak słońce, nie cierpiącym wcale, zadowolonym zupełnie, te słowa mówiącym: «Patrz, ile modlitwy i Msza święta sprawiły mi szczęścia». Nieco dalej ujrzałem króla Karola, który tak przemówił: «Mój przyjacielu, ach! jakże ja cierpię; pójdź do biskupa Hinkmara i powiedz mu, że cierpię za to, iż nie słuchałem rad jego; li­czę jednak na to, że on mi dopomoże do wyjścia z tego miej­sca mąk. Proś także tych wszystkich, którym ja czyniłem do­brze za życia, aby się za mną modlili, aby Msze święte ofia­rowali, abym był wyzwolony». Biskup Hinkmar, który zabierał się właśnie do odprawiania Mszy świętej, począł zaraz modlić się z ludem na tę intencję. Ujrzałem następnie króla odzia­nego swymi szatami królewskimi i jaśniejącego chwałą" (2).
Mamy w tym dowód, jak dzielnie pomagają do uwolnie­nia biednych dusz z mąk czyśćcowych nasze modlitwy, nasze dobre uczynki, a nade wszystko Msze święte.
Weźmy inny przykład, który również znajdujemy w historii kościelnej; jest on jeszcze bardziej uderzający. Pewien święty kapłan dowiedziawszy się o śmierci swego przyjaciela, którego bardzo miłował w Bogu, nie znalazł lepszego środka dla podania mu pomocy, nad ofiarowanie za jego duszę jak naj­rychlej Mszy świętej. Rozpoczął ją z wielką pobożnością i z wiel­kim bólem zarazem. Po konsekracji podnosząc w górę hostię rzekł: "Ojcze Przedwieczny, oto ofiaruję Ci Ciało i Duszę twe­go Najdroższego Syna. Błagam pokornie, zlituj się nad duszą mego przyjaciela, który zostaje w płomieniach czyśćcowych. Zróbmy zamianę: ja Ci dam twego Syna, a Ty mi uwolnij me­go przyjaciela". Prośbę swoją zanosił z tak żywą wiarą, że Bóg wysłuchał i on spostrzegł, jak dusza jego przyjaciela, przeszła z czyśćca do nieba.
θ) Święta Perpetua zaleca usilnie modlitwy za dusze w czyśćcu. Bóg sprawił, że widziała jak jej brat gorzał w płomie­niach, pomimo że umarł mając zaledwie lat siedem, i pomimo że przez całe życie cierpiał na raka, wydając jęki straszne we dnie i w nocy. Wiele modlitw i wiele pokut czyniła dla uwolnienia go; wreszcie ujrzała, że przeszedł do nieba promie­niejący jak anioł. Ach! jakże są szczęśliwi ci wszyscy, którzy mają takich przyjaciół.
Biedne te dusze w miarę jak się zbliżają do nieba, zdają się jeszcze więcej cierpieć. Są w tym położeniu, w jakim Absalon: zostawał on przez jakiś czas na wygnaniu, potem po­wrócił do kraju, ale nie wolno mu było widzieć się z ojcem, który go czule kochał. Kiedy mu oznajmiono, że jest blisko ojca, ale go nie zobaczy, zawołał: "Ach! zobaczę okna i ogro­dy mojego ojca, a nie zobaczę jego samego. Powiedzcie mu, że wolę umrzeć, niż tu być a jego nie widzieć. Powiedzcie mu, że to nie dosyć, iż mi przebaczył, ale że ja pragnę i proszę, aby mi pozwolił widzieć się ze sobą". Z owymi duszami biednymi rzecz się ma podobnie: im bardziej zbliża się czas ich wyjścia z wygnania, tym bardziej zwiększa się ich miłość ku Bogu, ich pragnienie widzenia Go – nie czują w sobie dość siły do wytrwania w męczarniach. "Panie – wołają – wejrzyj na nas okiem swego miłosierdzia, jesteśmy już przy końcu na­szych cierpień, pozwól nam co rychlej ujrzeć Siebie. Ach! jak­że szczęśliwi są ci, którzy mogą uniknąć tych płomieni. My już jesteśmy pozbawieni tego szczęścia; nie mamy nadto ani rodziców, ani przyjaciół. Oby się przynajmniej zlitowali nad nami ci, których głos nasz dojdzie; od tylu lat zostajemy w tym ogniu zapalonym sprawiedliwością Bożą. Gdybyście mogli po­jąć wielkość tych cierpień, jakie ponosimy, to byście nas nie opuścili. Cóż za straszne położenie nasze, nikt nad nami lito­ści nie ma!".
ι) Jest to rzecz pewna bracia drodzy, że te biedne dusze dla siebie nic nie mogą, ale dla nas wiele mogą. Kto się do nich odwołuje, ten zawsze upragnioną łaskę otrzyma. Jeśli Święci, co są w niebie, naszym zbawieniem się zajmują, cho­ciaż od nas nic nie potrzebują; to o ileż bardziej dusze czyśćcowe, które naszymi modlitwami wspieraliśmy, po wydostaniu się z czyśćca, przez wdzięczność będą o nas pamiętać i nam w zbawieniu dopomagać. "Nie odmawiaj – powiedzą – swej łaski Panie tym braciom naszym, którzy tyle starań dołożyli, aby nas z płomieni wydobyć". Czyliż nie będzie błagać Boga matka o łaskę dla swych dzieci, które ją miłowały i o uwolnienie z czyśćca prosiły? Pasterz, który za życia bardzo się troszczył o zbawienie swych parafian, czyliż zapomni o nich w wieczności? Ach! nie.
Tak bracia drodzy, za każdą razą, kiedy będziemy po­trzebowali o co prosić, zwracajmy się z ufnością do tych świę­tych dusz, pewni będąc, że za nami się wstawią do Boga. Ja­kież to szczęście dla nas, że w modlitwach jakie za dusze czyśćcowe zanosimy, mamy tak wyborny środek na zapewnienie sobie nieba! Kiedy zechcemy prosić Boga o żal za grzechy, zwracajmy się do tych dusz, które tyle lat przebywały w pło­mieniach czyśćcowych! Kiedy zechcemy prosić o wytrwałość w dobrym, wzywajmy te dusze, które wskutek swej wytrwa­łości teraz oglądają Boga. W chorobie, w smutku, myślmy o czyśćcu i tych duszach, co tam były; a nie zawiedziemy się, owszem osiągniemy skutek pożądany!
κ) Jakiż koniec tego wszystkiego? Oto pewną jest rzeczą, że nadzwyczaj mała jest liczba wybranych, którzy nie przechodzili przez płomienie czyśćcowe; że kary jakie tam ponosili, są nad pojęcie nasze. Pewną jest rzeczą, że w rękach naszych mamy to wszystko, co potrzebne jest dla przyjścia z pomocą tym duszom nieszczęśliwym, to jest, modlitwy, pokuty, jałmużny, a nade wszystko Msze święte. W końcu, to niezawodna, że te dusze pełne miłości, wywdzięczając się, wyproszą dla nas tysiąc razy więcej niż my im dajemy. Jeśli będziemy w czyśćcu, to te dusze nie omieszkają prosić Boga o tę samą łaskę dla nas, jaką myśmy wyprosili dla nich: bo one dobrze wiedzą, jakie tam cierpienia straszne, jakie rozłączenie z Bogiem okrutne.
Poświęćmy bracia drodzy kilka godzin w ciągu tej okta­wy na rzecz tak zbawienną. Wiele, wiele bardzo dusz dosta­nie się do nieba przez Msze święte i modlitwy nasze, jałmużny, umartwienia. Niech każdy z nas myśli o swoich biednych ro­dzicach, krewnych, znajomych, dobrodziejach. Tak, bracia dro­dzy, czyńmy co tylko możemy dla sprawienia im ulgi w cier­pieniach. Podobamy się w ten sposób Bogu, który pragnie ich wyzwolenia, i pozyskamy dla nich szczęście najpożądańsze, szczęście widzenia Boga, który żyje i króluje po wszystkie wieki wieków. (3) Amen. (b)
–––––––––––
Cyt. za: Nauki na niedziele i święta całego roku miane w Kollegiacie Łowickiej przez Księdza Antoniego Chmielowskiego. T. III: Czas po Zielonych Świątkach. Warszawa 1893, ss. 657-668.
(Pisownię i słownictwo nieznacznie uwspółcześniono; przypisy nienumerowane od red. Ultra montes).
---------------------------------------------------------------------------------
Pozwolenie Władzy Duchownej:
APPROBATUR.
Varsaviae die 14 (26) Junii 1891 anno.
Judex Surrogatus,
Canonicus Metropolitanus
R. Filochowski.
pro Secretario
J. Podbielski.
N. 2870.
---------------------------------------------------------------------------------
Przypisy:
(1) Hebr. 10, 31.
(2) Fleury, Hist., t. 11, r. 877.
(3) Sermons du Vénérable Serviteur de Dieu Jean-Baptiste-Marie Vianney, Curé d'Ars. Tome quatrième. Paris. Librairie Victor Lecoffre. 1883 a.
(a) Św. Albert Wielki, dominikanin, biskup (zm. 15. 11. 1280 r.) – beatyfikowany r. 1622; Papież Pius XI zaliczył go w r. 1931 w poczet świętych i jednocześnie nadał mu tytuł Doktora Kościoła. Św. Albert był mistrzem św. Tomasza z Akwinu.
(b) Por. inne tłumaczenie: Błogosławiony X. Jan Maria Vianney (Proboszcz z Ars), Kazania niedzielne i świąteczne. Wydał z francuskiego w skróceniu Ks. Dr Jakób Górka (Profesor Seminarium biskupiego w Tarnowie). Tom II. W Krakowie. CZCIONKAMI DRUKARNI "CZASU". 1906, ss. 307-315.
(*) Nota o autorze: "Św. Jan-Maria Vianney (Ioannes-Maria), Wyznawca; – święto 9 sierpnia.
Ur. w Dardilly w r. 1786, jako syn ubogich wieśniaków, odznaczał się już w chłopięcym wieku niezwykłą pobożnością i miłością dla ubogich. Pragnął zostać kapłanem, nauka jednak przychodziła mu tak trudno, że kilkakrotnie doradzano mu, by zaniechał studiów. Wreszcie w r. 1815 dotarł do święceń kapłańskich. Był przez 3 lata wikariuszem w Ecully, po czym otrzymał zapadłą i zapuszczoną parafię wiejską Ars pod Lugdunem. Wkrótce pod wpływem świątobliwego duszpasterza odnowiło się oblicze parafii. I wpływ ten sięgał dalej. Schodzili się ludzie z dalekich stron, by się u niego spowiadać, by choć popatrzeć, jak «święty» odprawia Mszę św. Coraz liczniejsze rzesze wypełniały wiejski kościołek. Życie znanego już poza granicami Francji «proboszcza z Ars» upływało pomiędzy plebanią a kościołem. Długie godziny spędzał w konfesjonale, gdzie dokonywały się cudowne nawrócenia pod wpływem spowiednika, czytającego w sumieniach jak w księdze otwartej. Jeśli były wolne chwile, proboszcz spędzał je na klęczkach przed Najświętszym Sakramentem. W ciągu 20 lat przeszło 100 tysięcy pielgrzymów przesunęło się przez Ars, nawet z Ameryki przybywali penitenci. Opowiadano sobie o cudach, na jakie patrzano, główne jednak cuda dokonywały się w głębi dusz. Misje, rozpoczęte w Ars, przeszły do innych parafij, proboszcz bowiem śpieszył, gdzie go wzywano z posługą duszpasterską. Wreszcie wyczerpany nadludzką pracą – na sen miał tylko czasu 4 godziny – zmarł 4 sierpnia 1859 r. Kanonizowany w r. 1925. Ogłoszony patronem proboszczów w roku 1929". – Biskup Karol Radoński, Święci i Błogosławieni Kościoła Katolickiego. Encyklopedia Hagiograficzna. Warszawa – Poznań – Lublin [1947], s. 227.

Niebo - Catalina Rivas. Wizja tego co się dzieje podczas śmierci cz1z2

Oto, co mówią dusze cierpiące w Czyśćcu

Maria Simma (1915-2004) to Austriaczka, prosta wiejska kobieta, która miała łaskę kontaktu z duszami czyśćcowymi. Trzykrotnie usiłowała wstąpić do klasztoru, ale ze względu na stan zdrowia za każdym razem spotykała się z odmową. Od 1940 r. zaczęła mieć widzenia dusz czyśćcowych. Widzeniom tym towarzyszyły dotkliwe cierpienia fizyczne.
Teolodzy i psychiatrzy wielokrotnie badali Marię Simmę i nie dopatrzyli się śladów oszustwa czy choroby psychicznej.
W rozmowie z dziennikarzem Nickiem Eltzem opisuje ona swoje życie, doświadczenia i przekazuje przesłanie, które usłyszała od dusz w Czyśćcu cierpiących.
Proszę mi powiedzieć, czym dokładnie jest Czyściec?
Czyściec jest miejscem i stanem doświadczanym przez każdą duszę potrzebującą odbyć pokutę i dokonać zadośćuczynienia za grzechy popełnione w czasie jej ziemskiego życia, zanim będzie mogła ona dołączyć do Jezusa w Niebie. Mało się uczy na ten temat i z tego powodu więcej ludzi zaczyna się nim interesować we własnym zakresie, bez żadnego duchowego kierownictwa, i w ten sposób zainteresowani łatwo wpadają w praktyki okultystyczne. Zazwyczaj mówi się, że Czyściec jest tylko stanem. To jest tylko po części prawdą, jako że jest to również rzeczywiste miejsce. To również czas oczekiwania, gdy dusze pragną Boga. To pragnienie Boga jest ich największym cierpieniem. Wszystkie dusze czyśćcowe doświadczają tego pragnienia niezależnie od poziomu, na którym się znajdują. 
Istnieją trzy główne poziomy Czyśćca. Ja doświadczam spotkań z duszami, które potrzebują stosunkowo niewiele, by zostać uwolnione i iść do Nieba. Tak uważam z dwóch powodów. 
Pierwszy powód: Kiedyś zostałam wezwana do pewnego domu przez jego właściciela. Stracił on niedługo przedtem żonę i w tym domu działy się dziwne rzeczy w nocy. W związku z tym ustaliliśmy, że przyjadę i spędzę w tym domu noc, aby się przekonać, czy jestem w stanie mu pomóc. Niedługo po moim przybyciu usłyszałam głośny łomot i tupanie w korytarzu. Wtedy ? tak jak zawsze ? zapytałam: „Co mogę dla ciebie zrobić?”. Ale hałasy tylko przybierały na sile i nagle pojawiło się wielkie zwierzę, jakiego nigdy przedtem nie widziałam. Tuż za nim pojawił się wielki wąż, który szybko pożarł to pierwsze zwierzę. Następnie scena zniknęła. Musiałam się w jakiś sposób przestraszyć, gdyż po wszystkim byłam spocona. Potem opisałam to wszystko pewnemu mężczyźnie, który ma ogromną wiedzę na temat takich zdarzeń, i to on zidentyfikował to pierwsze zwierzę. Był to hipopotam, który symbolizuje zatwardziałość serca. To nie znaczy, że ta kobieta jest w Czyśćcu jako hipopotam, ale dzięki figurze hipopotama mogłam zrozumieć lepiej, na czym polegał jej przypadek. Po długiej rozmowie z wdowcem stało się jasne, że jego żona pielęgnowała wielką animozję do innej kobiety na przestrzeni trzydziestu lat, chociaż ta druga pragnęła, by zapanowała między nimi zgoda. Ta odmowa przebaczenia przyczyniła się do jej znalezienia się na najgłębszym poziomie Czyśćca, z którego ja jeszcze nie byłam w stanie jej wydostać. 
Drugi powód, w związku z którym jestem przekonana, że zazwyczaj doświadczam dusz z najwyższych poziomów Czyśćca, to pamiętnik napisany przez niemiecką księżniczkę w latach dwudziestych. Przez kilka lat księżniczka ta doświadczała dusz na głębszych poziomach i wiele z tych opisów jest potwornych i bardziej bolesnych od tego, co ja widziałam.
Czy gdy dusze czyśćcowe cierpią, przeżywają w jakikolwiek sposób radość i nadzieję?
Tak. Nigdy żadna dusza nie chce powrócić tu, na ziemię, ponieważ ich doświadczenie Boga jest o wiele jaśniejsze niż to, które my mamy tutaj. Nigdy nie chcą powrócić do ciemności, w której my żyjemy.
Czyli Bóg umieszcza dusze w Czyśćcu, aby je oczyścić z grzechów, które nie zostały odpokutowane i zadośćuczynione?
Nie, o tym zazwyczaj uczy się niepoprawnie, a tego rodzaju fałszywe nauki mogą łatwo ludzi odstręczyć. Bóg nigdzie dusz NIE UMIESZCZA! Dusze osądzają się same i potem przyporządkowują się same na odpowiedni poziom. To ONE SAME chcą się oczyścić, zanim dołączą do Boga. Zrozumienie tej właśnie prawdy na temat miłości Boga do nas jest bardzo ważne.
Czyli to my dostrzegamy, że nie jesteśmy jeszcze czyści i przez to potrzebujemy oczyszczenia w Czyśćcu?
Tak, zgadza się.
Czy dusze tam przebywające kiedykolwiek buntują się przeciwko temu stanowi? Czy są cierpliwe, czy niektóre nie chcą tego stanu, w którym się znajdują?
Nie, one są cierpliwe i chcą cierpieć, wiedząc, że przez to pokutują i czynią zadość za wszystko, co złe. Stają się czyste, aby przybyć przed oblicze Boga w lśniącym stanie. Im więcej pokuty i zadośćuczynienia, tym czystsze się stają.
Czy cierpienia czyśćcowe są większe od tych, które znosimy tu, na ziemi?
Ogólnie są one większe, a czasami o wiele większe, szczególnie na dole trzeciego poziomu. Te dusze cierpią duchowo bardziej niż my. Gdy zapytałam raz duszę mężczyzny o jego cierpienie, powiedział mi, że to szczególny rodzaj cierpienia. Przykładowo ojciec, który za życia był zbyt leniwy, by pracować na swoją rodzinę, i z jego powodu ona cierpiała, musiał dużo pracować w Czyśćcu. To jego cierpienie czyśćcowe jest o wiele większe niż cierpienie jego ciała, które znosiłby, pracując jak należy tu, na ziemi. Ale nasze cierpienie tutaj, choć mniej dotkliwe, jest warte o wiele więcej w zmazywaniu naszych grzechów niż to w Czyśćcu.
Jeśli Czyściec jest również miejscem, to czy dusze czyśćcowe spędzają ten czas oczyszczenia w określonych miejscach na ziemi?
Tak, wydaje się, że gromadzą się najliczniej wokół ołtarza lub w okolicach miejsca śmierci. Pewna znana mi kobieta z Liechtensteinu widziała je tylko wokół ołtarza i gdy już ich tam nie było, to wiedziała, że trafiły do Nieba. 
Dusze nie przychodzą do mnie lub do nas z Czyśćca, ale przychodzą do nas z Czyśćcem. To jest wiele różnych miejsc, nie jedno, i wiele różnych stanów, a nie tylko jeden.
Jeśli Czyściec to wiele miejsc lub wielka przestrzeń, to czy Niebo i Piekło są również miejscami?
Tak, mój kierownik duchowy poprosił mnie, bym spytała o to, i odpowiedź brzmiała następująco: „To, co tak wielu teologów dziś naucza, jest błędne, gdyż głoszą oni, że Niebo, Czyściec i Piekło są tylko stanami. To również miejsca”.

Tą modlitwą uwolnisz TYSIĄCE dusz z czyśćca!!!

Podczas jednej z wizji Chrystus przekazał św. Gertrudzie słowa poniższej modlitwy, która jak oświadczył, gdy odmawiana jest z miłością i pobożnością, uwalnia za każdym razem z czyśćca tysiąc dusz.

Przyjaciel św. Jana Maciasa – św. Jan Ewangelista, objawił mu, że jego modlitwy uwolniły niemal półtora miliona dusz z ich więzienia. Powiedziano, że w chwili jego śmierci niebiosa się otworzyły i dusze te pośpieszyły na ziemię, by odprowadzić go do nieba. Cóż za powitanie! Uwalniając dusze czyśćcowe, przyśpieszając ich wejście do nieba, zapewniamy sobie wdzięczność całego raju, wykuwamy więzi przyjaźni z jego mieszkańcami.

- Króluj nam Chryste

MODLITWA ŚW. GERTRUDY

„Ojcze Przedwieczny, ofiaruję Ci Najdroższą Krew Boskiego Syna Twego, Pana naszego, Jezusa Chrystusa, w połączeniu ze wszystkimi Mszami Świętymi dzisiaj na całym świecie odprawianymi, za dusze w Czyśćcu cierpiące, za umierających, za grzeszników na świecie, za grzeszników w Kościele powszechnym, za grzeszników w mojej rodzinie, a także moim domu. Amen

Jeżeli natomiast w jednym miejscu zbierze się 5 osób i odmówi wspólnie powyższą modlitwę 200 razy, to razem przyczynią się one do wybawienia z czyśćca 1 miliona dusz.
Źródło: katolik.pl

Czyściec oczami świętych. Oto, jak tam jest

Czyściec jest oczyszczeniem naszej miłości, która ma być podobna do miłości Jezusa Chrystusa, jaśniejącej najpełniej w tajemnicy Jego Krzyża i Zmartwychwstania.
Czyściec jest oczyszczeniem naszej miłości, która ma być podobna do miłości Jezusa Chrystusa, jaśniejącej najpełniej w tajemnicy Jego Krzyża i Zmartwychwstania. Podobnie jak złoto oczyszcza się w ogniu ze wszelkich obcych domieszek, tak miłość nasza oczyszcza się w ogniu cierpienia, prób i doświadczeń dawanych nam z miłującej ręki Boga.
Miłość, jaką odznaczali się Święci była na wzór miłości Jezusowej, gdyż oni pragnęli i pozwolili, aby On już tu na ziemi oczyścił ich miłość. Doświadczenia wewnętrzne opisywane przez nich porównywane są często do cierpień czyśćcowych.
Święci opisując cierpienia dusz w czyśćcu mówią, że ich intensywność nie ustępuje cierpieniom piekła, ale cierpienia te przeżywane są zupełnie inaczej. Dusza cierpi bardzo, ale cierpienie to nie jest cierpieniem beznadziejnym. Jest ono przeżywane w ogromnej radości i tęsknocie z powodu czekającego spotkania twarzą w twarz z miłującym Bogiem. Radość dusz czyśćcowych wynika także z ich pewności zbawienia i jest skutkiem ufnego powierzenia siebie Bogu. Dusza pragnie cierpieć, gdyż pragnie jak najszybciej być u Boga.
Św. Katarzyna z Genui, której Bóg pozwolił już na ziemi doświadczyć cierpień czyśćca, pisze: "Z wyjątkiem świętych w niebie, nie przypuszczam, aby u kogokolwiek można spotkać zadowolenie równe temu, jakie odczuwa dusza w czyśćcu. Wzrasta ono z każdym dniem pod wpływem działania Bożego na duszę, a to działanie wzmaga się w miarę ustępowania jego przeszkody. Tą przeszkodą jest rdza grzechu. Płomień ją pożera, a równocześnie dusza coraz więcej wystawia się na działanie Boże".
Loading..
Copy video url
Play / Pause
Mute / Unmute
Report a problem
Language
Mox Player
Jako przykład obrazujący tę prawdę podaje ona zasłonięte lustro, które nie może odbijać promieni słonecznych. Nie dzieje się to z winy słońca, które świeci nieustannie, lecz z powodu zasłony, w którą spowite jest lustro. W miarę jednak jak zasłona znika lustro coraz intensywniej odbija promienie słoneczne. Św. Katarzyna pisze, że: "W podobny sposób dusza jest pokryta rdzą grzechu, którą stale spalają płomienie czyśćcowe. Im bardziej rdza ginie, tym doskonalej dusza odbija blask prawdziwego słońca, jakim jest Bóg". Promienie słońca są więc obrazem promieni Bożej miłości w duszy człowieka, a także radości jaka udziela się duszy, która coraz bardziej zbliża się do Boga. Gdy oczekuje na pełne szczęście, żadne cierpienie nie jest dla niej za duże, ani zbyt ciężkie. Ona sama pragnie tego bolesnego oczyszczenia, bo wie, że jest to dla niej dar Bożego miłosierdzia - ostatnia szansa na niebo.
Bóg jest przede wszystkim Miłością. Miłość jest Jego najważniejszym i najbardziej właściwym imieniem. Stworzył nas z miłości i przeznaczył do miłości. W serce każdego człowieka wszczepił poczucie miłości i sprawiedliwości. One to sprawiają, że człowiek sam sobie wymierza sprawiedliwość zgodnie ze słowami św. Jana od Krzyża - "pod wieczór życia będziemy sądzeni z miłości". Bóg, który jako pierwszy inicjuje dialog miłości z każdym człowiekiem, czyni to nie tylko w czasie naszego ziemskiego pielgrzymowania, ale również w stanie oczyszczenia po śmierci. W tym trudnym i bolesnym stanie oczyszczania się człowieka wychodzi On na spotkanie w swojej miłosiernej miłości. Miłość ta jaśnieje w Krzyżu Jezusa i jawi się jako miłość wieczna, nieskończona, niewyczerpana, a zarazem bardzo czuła, wrażliwa i pełna tkliwości.
Taka właśnie miłość oświetla życie człowieka, który przechodzi do wieczności, dając mu poznać jego braki, niedomagania, wszelkie plamy i całą rdzę grzechu pokrywającą życie. To właśnie dzięki przeżyciu Bożej bliskości człowiek może poznać stopień własnej nędzy i niedostatku, który każe mu jednocześnie wołać z głębi skruszonego serca: "Odejdź ode mnie Panie, bo jestem człowiek grzeszny" (Łk 5,8).
W tym przeżyciu własnej niedoskonałości i równocześnie ogromnym pragnieniu zbliżenia się do Boga człowiek otwiera się coraz bardziej na przyjęcie szczęścia Bożej miłości. Rodzi się w nim pragnienie odpowiedzi na tę miłość, która zapoczątkowuje proces oczyszczenia. Wszystko to jest dziełem Bożej miłości i ogromnej Jego łaski, która przenikając serce człowieka niejako od "wewnątrz" otwiera go na taką decyzję. Ta miłosierna miłość Boga przenikając człowieka, dosięga jego najgłębszych pokładów, dając mu nie tylko pragnienie, ale i moc uwolnienia się od własnego egoizmu, zafałszowania i chwiejności. Rodzi się wówczas ogromne pragnienie oddania się całkowitego Bogu, aby móc być przenikniętym całkowicie tą Jego uszczęśliwiającą miłością. Czyściec więc nie jest czymś biernym i statycznym. Dusza przeżywając go "płonie" pragnieniem oglądania Bożego oblicza i przebywania w Jego obecności.
Św. Katarzyna z Genui, której Bóg w przeżyciu mistycznym dał poznać czym jest ten proces oczyszczenia, tak pisze: "...ze strony Boga, jak widzę, niebo nie ma zamkniętych bram, lecz kto chce tam wejść, wchodzi. Bóg bowiem jest pełen miłosierdzia, otwiera ku nam swe ramiona, aby przyjąć nas do swojej chwały. Istota Boża jest zarazem zupełnie czysta, nieskończenie bardziej, niż rozum to pojąć może; dusza więc, znajdując choćby najmniejszą odrobinę niedoskonałości, wolałaby raczej rzucić się do tysiąca piekieł, niż stanąć przed majestatem Boga z jakąś zmazą na sercu. Widząc zatem, że czyściec jest przeznaczony na to, by zetrzeć plamy duszy, dobrowolnie się do niego rzuca i znajduje tam wielkie miłosierdzie, uwalniające ją od owej przeszkody".
Z tych słów możemy wywnioskować, że z jednej strony grzech i nieczystość duszy sprawia, że człowiek czuje się "oddalony" od Boga, z drugiej zaś strony pragnie poddać się oczyszczającemu procesowi, aby "przybliżyć się" do Niego. Dusza pragnie oczyszczenia, gdyż pragnie ze wszystkich sił pełnej wspólnoty miłości z Bogiem. Św. Katarzyna tak o tym mówi: "Jeśliby dusza mająca na sobie choćby maleńką zmazę, miała zbliżyć się do Boga w widzeniu uszczęśliwiającym odczułaby to jako krzywdę dla siebie i mękę wielokroć straszniejszą od cierpień czyśćcowych. (...) Dusza nie czułaby się na swoim miejscu, widząc, że jeszcze nie dała Bogu pełnego zadośćuczynienia. Niechby nawet brakował jej moment tylko do odpokutowania, już odczułaby nieznośną udrękę, i dla oczyszczenia jej z tej drobnej zmazy wolałaby raczej iść na dno piekła - gdyby to od jej woli zależało - niż stanąć przed obliczem Bożym, nie będąc jeszcze zupełnie czysta".
W słowach tych widzimy związek cierpienia czyśćcowego z grzechem, którego dopuścił się człowiek w ciągu swojego ziemskiego życia. Grzech oddalił go od wspólnoty z Bogiem. Odtrącając Bożą miłość, postanawiając żyć na własną rękę i ustanawiając - prawa według własnego "widzimisię" człowiek zadał ranę sobie, ale zranił także Ojcowskie Serce Boga, który jak czuła matka nie może zapomnieć "o swym niemowlęciu" (Iż 49,15). W momencie poznania prawdy o własnym grzechu człowiek równocześnie dostrzega jak grzech zrujnował jego wewnętrzne życie, które domaga się odbudowy. Czyściec jest więc stanem oczyszczenia się z tego wszystkiego, co nadal jeszcze plami duszę człowieka i nie odbija w niej pełni Bożego światła.
Św. Katarzyna opisując stan zachwytu duszy pięknem i miłością Boga jednocześnie ukazuje przeżycie cierpienia duszy z powodu własnej niedoskonałości. "Dusza w nadprzyrodzonym świetle widzi, jak Bóg ze swej wielkiej miłości i w nieustannej opatrzności nigdy nie przestaje jej i prowadzić ku całkowitej doskonałości, a czyni to ze szczerej miłości. Jednak nieodpokutowany grzech nie pozwala iść za przyciągającą siłą Boga, czyli za tym pojednawczym spojrzeniem, jaką Bóg ją darzy, by ją przyciągnąć ku sobie. Nadto dusza poznaje, co to za nieszczęście być pozbawionym bezpośredniego oglądania światła Bożego. Właśnie świadomość takiego położenia stwarza męki, jakie dusze cierpią w czyśćcu. Nie znaczy to, by dusze wielką wagę przywiązywały do cierpień, choćby i jeszcze raz tak straszne były. Natomiast uwaga ich głównie jest zwrócona na pewną sprzeczność, jaka zachodzi między nimi, a wolą Boga; widzą bowiem wyraźnie, jak On goreje dla nich czystą miłością, której przecież nie są godne. Dusza, gdy to rozważa gotowa by znaleźć czyściec jeszcze dotkliwszy i porwana siłą miłości ku Bogu, gotowa rzucić się weń, aby tym wcześniej uwolnić się od więzów, oddzielających ją od dobra najwyższego".
Kara za grzech jawi się tutaj nie jako coś bolesnego przychodzącego z zewnątrz, ale jako możliwość jakiej udziela miłosierny Bóg człowiekowi dla jego pełnego "uleczenia" i oczyszczenia z bolesnych skutków wywołanych grzechem. Czyściec jest więc ostateczną możliwością zbawienia przez zadośćcierpienie. Kara czyśćcowa jest leczniczym środkiem, który służy człowiekowi, pozwalając mu wejść w doskonałą wspólnotę z Bogiem i radować się przyjaźnią z bliźnimi. Wszelki zatem rodzaj kar czyśćcowych jest największym darem Boga, który nigdy nie rezygnuje z człowieka. Św. Katarzyna tak o tym pisze: "Dusze w zupełności zgadzają się  z wyrokami Boga, tak że wszystko chętnie przyjmują, co podoba się Bogu, który działa przecież z roztropnego upodobania swego, stąd nawet wśród wielkich swych cierpień niezdolne są myśleć o sobie. One nie widzą nic innego, jak tylko działanie dobroci Boga, który w swoim nieskończonym miłosierdziu wiedzie człowieka do siebie; one nie myślą ani o osobistych cierpieniach, ani o dobru, jakie by im przypaść mogło; gdyby im było dane nad tym rozmyślać, nie miałyby miłości doskonałej".
Mimo, iż udzielanie się Boga duszy w czyśćcu jest łaskawe i pełne dobroci, to jednak posiada ono charakter bolesnego doświadczenia. Im bowiem bardziej człowiek przybliża się do Boga, tym bardziej wzmaga się w nim poczucie niegodności i wstydu, a zarazem szczerej tęsknoty za posiadaniem Go jeszcze bardziej i pełniej. Dojrzewanie duszy do przeżycia Bożej miłości jest przede wszystkim bólem duchowym, którego źródłem jest oddalenie od Boga i jednoczesna chęć powrotu do przebywania w Jego bliskości. Czyściec gładzi więc kary, jakie pozostały człowiekowi po darowanych mu grzechach, których dopuścił się w trakcie swojego ziemskiego życia. Czyściec gładzi też grzechy lekkie. Dopiero więc w momencie zupełnego oczyszczenie się ze wszystkiego, co przeszkadza duszy oglądać Boże oblicze, co utrudnia jej odpowiedź miłością na Bożą miłość, zapoczątkowana zostaje wieczna radość.
Św. Jan od Krzyża, opisując etapy oczyszczenia człowieka porównuje je do "wewnętrznych nocy". Ostatni etap oczyszczenia na ziemi nazywa "nocą ducha" i porównuje go wprost do czyśćca: "Cierpienie to jest podobne do mąk czyśćcowych; bo jak tam oczyszczają się dusze, aby mogły ujrzeć Boga w jasnym widzeniu życia przyszłego, tak i tu na swój sposób oczyszczają się, aby się mogły przeobrazić w Niego przez miłość". Oczyszczenie to, jak pisze Święty, przeżywa niewiele osób, a jedynie te, które Bóg chce już tu na ziemi podnieść do najwyższego stopnia zjednoczenia ze sobą.
Pisząc o tym ogromnie bolesnym doświadczeniu życiowym ma trudność, aby wyrazić je słowami. Dlatego porównywanie do czyśćca przychodzi mu z pomocą. W księdze Żywy płomień miłości pisze: "niemożliwe jest, żeby oddać należycie to, co dusza cierpi w tym czasie. Jest to niewiele mniej niż czyściec". Podobnie bowiem jak po przejściu do wieczności Bóg przenika duszę światłem i żarem swej miłości, tak i teraz dzięki światłu i płomieniowi Ducha Świętego, daje jej poznać i odczuć wszystkie słabości i nędze, których do tej pory ona nie widziała ani nie odczuwała. Dusza w tym stanie zderza się boleśnie ze swą naturalną nędzą. Światło Boże, które ją przenika jest dla jej nieczystego i słabego wzroku zupełną ciemnością. Zaś dla jej woli naturalnie twardej i oschłej w stosunku do Boga ten płomień miłości i czułości Bożej zadaje ogromne cierpienia i udrękę. W tym stanie dusza jednak poznaje jasno i wyraźnie swą naturalną nędzę, ubóstwo i zło oraz wszelkie niedoskonałości. Tego płomienia Bożej miłości obfitującego w niezmierne bogactwa, dobra i rozkosze duchowe, będzie ona mogła doświadczać i odczuć dopiero wtedy, gdy Bóg ją całkowicie oczyści i przemieni w siebie.

Św. Ojciec Pio, znany stygmatyk dwudziestego wieku, na drodze swego zjednoczenia z Bogiem doświadczył i pozostawił na piśmie wiele wypowiedzi, mówiących o tym, jak Bóg oczyszcza dusze, które pragną Go posiąść w tym życiu. Przeżywając proces bolesnego oczyszczenia tak pisał do swego kierownika duchowego: "Stan mój jest ogromnie przykry, okropny wprost przerażający. Wszystko zarówno wokół mnie, jak i we mnie jest ciemnością: nieprzenikniony mrok w umyśle, utrapienia woli, udręczenia w sumieniu. W swoim wnętrzu odczuwam cierpienia i równocześnie utrapienie i niespokojne pragnienie miłości Bożej".
Wyznaje jednocześnie, że "aby dusza mogła wznieść się do kontemplacji Boga, musi najpierw być oczyszczona ze wszystkich niedoskonałości. Dotyczy to nie tylko pozbycia się aktualnych niedoskonałości - co dokonuje się przez zmysłowe oczyszczenie - ale także wyzwolenia się ze zwyczajnych niedoskonałości, którymi są pewne uczucia (przywiązania), zwykłe niedoskonałości. To oczyszczenie zmysłów nie zmierza ku temu, by je wykorzenić, gdyż one pozostają w duszy niczym korzeń w ziemi. To oczyszczenie dotyczy ducha i dokonuje się w ten sposób, że Bóg swoją najwyższą światłością przenika duszę w całości, przeszywa ją niejako dogłębnie i w całej pełni odnawia.
To najwyższe światło, którym Bóg napełnia wspomniane dusze, zstępuje w nie w ten sposób, że wówczas one odczuwają ból. Dusze przeżywają wtedy uczucie opuszczenia, co z kolei powoduje wyjątkowe, krańcowe utrapienie aż po doświadczenie wewnętrznej agonii. Obecnie te dusze nie mogą w żaden sposób pojąć Boskiego oddziaływania tego najwyższego światła. Dzieje się tak z dwóch powodów: pierwszy z nich to samo światło, które z jednej strony jest tak wspaniałe i pełne subtelności, że przekracza faktyczne możliwości duszy. I dlatego raczej staje się powodem powstania ciemności i udręki niż samego światła. Drugi powód, dla którego dusza nie może pojąć tego Boskiego działania, to miernota i brak jej niewinności. I dlatego to najwyższe światło nie tylko, że napełnia ją ciemnością, ale przynosi ból i udrękę. I oto w miejsce pociechy dusza napełnia się cierpieniem przez nowe ciosy, które są odczuwalne we władzach zmysłowych i duchowych. Są to straszliwe i wprost przerażające cierpienia.
To wszystko dzieje się już na samym początku, bo światło Boże zastaje dusze nieprzygotowane do zjednoczenia się z Panem. Z tego względu owe światło dokonuje dzieła oczyszczenia. Kiedy to działanie się kończy i dusze zostają oczyszczone, wówczas światło je opromienia i napełnia blaskiem kierując ku doskonałemu zjednoczeniu z Bogiem".

Święta Faustyna również bardzo plastycznie opisuje oczyszczenie duszy człowieka, którą Bóg wybiera i przygotowuje do doskonałego zjednoczenia ze sobą. Pisze ona, iż człowiek odczuwa wówczas bardzo głęboko, że nie miłuje Boga jak On tego żąda. W miejsce dawnej obecności Boga przychodzi oschłość, duchowa posucha; potęguje się tęsknota za Bogiem, a jednak jakby górę biorą wszystkie błędy, które uświadamiają człowiekowi własną nędzę. W całej duszy zapada ciemność i udręka.
Doświadczenie to przypomina czyściec. Bóg przeprowadza człowieka przez takie wewnętrzne oczyszczenie całej jego zmysłowej i duchowej natury, żeby go doprowadzić do zjednoczenia ze sobą. I nie staje tu człowiek tylko wobec sądu, ale staje raczej wobec potęgi samej miłości, którą jest Bóg. Ogarnięty tą miłością może wołać:
O płomieniu Ducha Świętego,
który mnie oświecasz, abym mogła zobaczyć ciemność moją
który mnie dotykasz, abym mogła odczuć twardość moją
który mnie przenikasz, abym mogła doświadczyć całej nędzy mojej
oczyść mnie i wypal, abym mogła zjednoczyć się z Jezusem - JEDYNĄ MIŁOŚCIĄ moją.
Amen.
s. Anna Czajkowska, s. Irena Złotkowska. Jak pomagać duszom czyśćcowym ? Jałmużna
Więcej informacji: http://www.wspomozycielki.pl/

Upłynęły dwa tysiące lat od kiedy Jestem obecny w Kościele w Sakramencie Mojej Milości a nadal pozostaje nieznany,zapomniany,opuszczony i traktowany jak rzecz,

  Nadstaw ucha twojego serca a będę do ciebie przemawiał... Upłynęły dwa tysiące lat od kiedy Jestem obecny w Kościele w Sakramencie Mojej M...