piątek, 12 lutego 2021

W obronie dobrego imienia kapłanów: petycja do Episkopatu Polski po artykule „Duszpasterstwo w Polsce w czasie pandemii

W obronie dobrego imienia kapłanów: petycja do Episkopatu Polski po artykule „Duszpasterstwo w Polsce w czasie pandemii:

Petycja ta służy obronie kapłanów, którzy niestrudzenie głoszą Słowo Boże i wspierają nas wiernych poprzez swoją posługę m.in. ks. Arcybp Jan Paweł Lenga, ks. dr Dominik Chmielewski, ks. Piotr Glas i inni. Pragniemy stanąć w obronie tych Kapłanów, nawołując równocześnie do jedności pomiędzy kapłanami i by nie niszczyć sobie wzajemnie autorytetów poprzez publiczną bezpodstawną krytykę

Link do petycji: https://citizengo.org/pl/signit/200552/view

Adresat/Adresaci petycji: EPISKOPAT POLSKI I KAPŁANI W POLSCE

Na wstępie tej petycji pragniemy zapewnić Czcigodnych Księży Biskupów oraz wszystkich Kapłanów w Polsce o naszej starannej modlitwie za Was Kochani Pasterze i naszej trosce o Kościół poprzez pokutę za nasze grzechy.

                Zwracamy się z gorącą prośbą do Przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski Księdza Arcybiskupa Stanisława Gądeckiego, do Księdza Biskupa Romana Pindla w sprawie wyjaśnienia i korekty wypowiedzi ks. dr Przemysława Sawy, który z nazwiska ostro skrytykował kilku znanych kapłanów w swoim artykule zamieszczonym w Zeszycie Specjalnym do programu duszpasterskiego Kościoła Katolickiego w Polsce na rok 2020/2021. Duszpasterstwo w czasie pandemii. Tytuł artykułu: „Duszpasterstwo w Polscew czasie pandemii: mocne i słabe strony, wyzwania, nadzieje” – głównie chodzi o podpunkt  „2.3. Kryzys autorytetów.” W treści artykułu wystosowane zostały zarzuty m.in. przeciwko ks. Dominikowi Chmielewskiemu oraz innym Kapłanom,  uwłaczają one w sposób rażący godności kapłańskiej samego autora, jak również krytykowanych Księży. Opinia Księdza dr Przemysława Sawy jest  przede wszystkim zdaniem prywatnym tegoż Kapłana, nieupoważnionego jak uważamy do tego typu osądów.

                Pytanie brzmi: kto i w jakim celu ujawnia wewnętrzne materiały dostępne tylko dla kapłanów oraz kto zatwierdza i dopuszcza ich treść? Jak wiadomo m.in. uczynili to znani psycholodzy umieszczając treść tego artykułu na swoim portalu facebookowym , z zachętą do zapoznania się z treścią. Jest to kolejny atak chociażby przeciwko ks. Dominikowi Chmielewskiemu, który przecież  cieszy się dobrą opinią i gorliwie głosi Słowo Boże, jednocześnie walcząc o własne nawrócenie. Ks. Dr Sawa m.in. zarzuca ks. Dominikowi, iż Kapłan ten – cytuję: „reprezentuje mariologię maksymalistyczną, co widać w dyskusjach, oraz w niektórych punktach mija się z nauczaniem Kościoła”. Wydaje się, że słusznym i ewangelicznym byłoby zwrócenie się bezpośrednio do ks. Chmielewskiego, a nie publicznie i to jeszcze bez poważnych podstaw. Bylibyśmy szczęśliwi, gdyby wszyscy kapłani kochali Matkę Bożą tak jak ks. Dominik.

Materiał zawarty w artykule ks. dr Sawy przynosi więcej szkody, niż pożytku duchowego , a także wzbudza oburzenie z powodu w większości płytkiej, niekonkretnej i nieuzasadnionej krytyki, nie mówiąc już o publicznym zniesławieniu.

Oczekujemy od ks. Dr Sawy publicznego przeproszenia wymienionych w artykule Kapłanów bez względu na to w jakiej kondycji w Kościele się znajdują. Jesteśmy przejęci coraz częstszym, publicznym  obnażaniem słabości kapłanów oraz obrzucaniem się wzajemnie błotem brat przeciwko bratu. Nie mamy prawa do osądu, krytyki zniesławiania publicznego żadnego Kapłana.

Nauczanie wielu z poruszonych w artykule Kapłanów przynosi błogosławione owoce nawrócenia i pogłębienia duchowości maryjnej. A krytykowane przez ks. dr Sawę 33-dniowe rekolekcje poświęcenia się Panu Jezusowi przez Maryję znalazły przecież zachętę i pełną aprobatę ze strony Episkopatu Polski.

Nawołujemy Księży Biskupów do jedności wokół dobra, ale cenimy również odwagę w sprzeciwianiu się wszelkim treściom i postawom, które nie korespondują z dobrem i prawdą ewangeliczną. Boli nas bardzo podział pomiędzy duchowieństwem i krytykowanie jeden drugiego. Owocuje to zamętem i dezorientacją wśród nas wiernych oraz nie buduje Wspólnoty Kościoła. Jedynymi, którzy czerpią satysfakcję ze wspomnianych problemów są wrogowie Kościoła. Nasuwa się pytanie, dlaczego głównie atakowani i krytykowani są kapłani o postawie bardzo religijnej mający Bożego ducha – tzw. prawicowi, natomiast nie zwraca się uwagi i nie napomina się kapłanów liberalno – lewicowych, którzy m.in. aprobują aborcję i popierają ruchy LGBT?

Prosimy by sprawy pomiędzy kapłanami były załatwiane dyskretnie, a nie publicznie. Stoimy murem za Wami nasi  Pasterze pomimo tego, że widzimy podział między Księżmi, Wasze błędy oraz słabości. Już jesteśmy tym wszystkim dotkliwie zniesmaczeni i zasmuceni, a tego typu postawy wzajemnego niszczenia autorytetów wywołują nasze zgorszenie.

Ponadto mocno zaskoczyło nas m.in. stwierdzenie ks. dr Sawy we wspomnianym artykule, cytuję: „… doktryna ze swej natury podlega rozwojowi, a niekiedy konieczna jest nawet korekta wcześniejszego nauczania” – myśl ta trąci postępowym liberalizmem, którego jest mnóstwo choćby w Kościele niemieckim i jest ona bardzo niebezpieczna.

Bardzo prosimy o odpowiednie ustosunkowanie się do naszej petycji, która jest upubliczniona z uwagi na powszechny problem braku duchowej jedności pomiędzy Księżmi Biskupami i Kapłanami.  Zapewniamy o modlitwie i prosimy o błogosławieństwo. Wierni Kościoła Katolickiego w Polsce. W poniższym linku do petycji znajdują się podpisy osób, które ten list skierowują do całego Episkopatu Polski  oraz do Ks. Dr Przemysława Sawy.

Podpisz: jeśli nie widzisz linku u góry – tutaj kliknij

Share this:

 

znaki oczyszczenia


Z pism ks. St. Gobbiego –znaki oczyszczenia


Kościół jest również prześladowany od wewnątrz, przede wszystkim przez te swoje dzieci, które poszły na kompromis z jego przeciwnikiem. Udało mu się zwieść nawet niektórych Pasterzy. 

 Wśród nich znajdują się tacy, którzy świadomie biorą udział w podstępnym planie prześladowania Mego Kościoła od wewnątrz. Moi najmilsi synowie muszą przejść próbę. Polega ona na tym, że będą czasami krępowani, wykluczani poza nawias, prześladowani przez niektórych współbraci, podczas gdy niewierni będą mieć szerokie i łatwe pole do działania. Również dla was, synowie najmilsi, przygotowują się takie same godziny cierpienia, jakie przeżył Mój Syn Jezus: godziny Getsemani, w czasie których doświadczał On wewnętrznej agonii porzucenia, zdrady i zaparcia się przez swoich… Skoro po takiej drodze przeszedł Mistrz, musicie i wy, Jego wierni uczniowie, przejść tę drogę, kiedy oczyszczenie dla całego Kościoła stanie się boleśniejsze

Plan miłosiernej miłości

1.01.1979, Uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki Maryi

Umiłowani synowie, stoję przy was u progu Nowego Roku. Ufajcie Mojemu Niepokalanemu Sercu!
W Moim Sercu zamknięty jest plan miłosiernej miłości Mego Syna Jezusa, który chce z powrotem doprowadzić świat do Ojca, aby Go doskonale uwielbić.
Świat nie jest zgubiony, choć kroczy obecnie drogami zatracenia i własnego zniszczenia. Przez próbę, którą wam wiele razy zapowiadałam, zostanie on w końcu uratowany – aktem miłości miłosiernej Jezusa, który was powierzył działaniu Niebieskiej Mamy.
Grzechy ciągle okrywają ziemię. We wszystkich jej częściach wybucha nienawiść i przemoc. Największe zbrodnie wołają codziennie o pomstę przed obliczem Boga.
Rozpoczynacie rok, w którym wszyscy spostrzegą potężną rękę Boga. Pochyli się On nad światem, by go wspomóc nieodpartą siłą miłosiernej miłości.
Moi synowie, czekają was wydarzenia, których nie potraficie sobie wyobrazić.
Istnieją jednak modlitwy dobrych ludzi, ból niewinnych, ukryte cierpienia wielu, łzy i błagania licznych ofiar, rozsianych po wszystkich zakątkach ziemi. Dzięki nim przyśpieszyłam czas Mojej nadzwyczajnej interwencji.
Kościół, Moje umiłowane Dziecko, wychodzi już z ciężkiej próby, bo bitwa pomiędzy Moim przeciwnikiem a Mną osiągnęła szczyt. Szatan usiłował wśliznąć się do Kościoła, zagrażając nawet Skale, na której jest On zbudowany, ale mu w tym przeszkodziłam.
Właśnie wtedy gdy szatan sądził, że już zwyciężył – po przyjęciu przez Boga ofiary Pawła VI i Jana Pawła I – otrzymałam od Boga dla Kościoła Papieża, którego przygotowałam i ukształtowałam.
On poświęcił się Mojemu Niepokalanemu Sercu i uroczyście powierzył Mi Kościół, którego jestem Matką i Królową.
Przez osobę i dzieło Ojca Świętego Jana Pawła II rozsiewam Moje wielkie światło. Będzie się ono powiększać, w miarę jak ciemność coraz bardziej będzie wszystko ogarniać.
Kapłani i wierni poświęceni Memu Niepokalanemu Sercu, dzieci, które zgromadziłam w Moim zastępie ze wszystkich stron świata na wielką, czekającą was bitwę, zjednoczcie się wszyscy wokół Papieża, a zostaniecie przyobleczeni Moją własną siłą i Moim cudownym światłem!
Kochajcie go, módlcie się za niego, słuchajcie go! Bądźcie mu we wszystkim posłuszni, nawet w noszeniu stroju duchownego – zgodnie z pragnieniem Mojego Serca i wolą Ojca Świętego, którą już dał wam poznać. Ofiarujcie Mi ból, który odczujecie, gdy z tego powodu nawet wasi współbracia będą was wyśmiewać.
Czas oczyszczenia Kościoła, mającego w Papieżu niezawodnego przewodnika, zostanie skrócony – zgodnie z Mym planem miłości.
Ta godzina należy więc do was: to godzina apostołów Mego Niepokalanego Serca.
Rozszerzajcie mężnie Ewangelię Jezusa, brońcie Prawdy, kochajcie Kościół. Pomagajcie wszystkim unikać grzechu, żyć w łasce i Bożej miłości. Módlcie się, znoście cierpienia, wynagradzajcie!

Pierwszy znak: zamęt

28.01.1979, Wspomnienie św. Tomasza z Akwinu, kapłana i doktora Kościoła

Najmilsi synowie, schrońcie się w Moim Niepokalanym Sercu.
Wielkie cierpienie poprzedzi nadejście pełnego chwały Królestwa Chrystusowego. Przyczyni się ono do oczyszczenia Kościoła oraz świata i doprowadzi do ich zupełnej odnowy.
Jezus zapoczątkował już miłosierne dzieło odnowy, dokonywanej wraz z Kościołem, Swoją Oblubienicą.
Różne znaki obwieszczają wam nadejście dla Kościoła czasu oczyszczenia. Pierwszy z nich – to zamęt w nim panujący. Jest to istotnie czas największego zamętu.
Rozszerzył się on wewnątrz Kościoła, gdzie – w dziedzinie dogmatycznej, liturgicznej i dyscyplinarnej – wszystko zostało zakwestionowane.
Istnieją prawdy objawione przez Mojego Syna, które Kościół na zawsze zdefiniował swoim Boskim i nieomylnym autorytetem. Prawdy te są niepodważalne, jak nienaruszalna jest sama Prawda Boża. Wiele z nich należy do najściślejszych tajemnic, których ludzki umysł nie może ani nigdy nie będzie mógł zrozumieć.
Człowiek ma je przyjmować z pokorą, aktem czystej wiary i z niewzruszonym zaufaniem Bogu, który je objawił i podaje do wierzenia ludziom wszystkich czasów przez Urząd Nauczycielski Kościoła.
Obecnie jednak rozpowszechniła się bardzo niebezpieczna tendencja. Polega ona na chęci przeniknięcia i zrozumienia wszystkiego – nawet tajemnicy. Dochodzi do tego, że z Prawdy przyjmuje się tylko tę część, która jest zrozumiała dla ludzkiego rozumu. Chce się odkryć tajemnicę samego Boga.
Odrzuca się prawdę, której nie można pojąć rozumowo. Usiłuje się zaproponować na nowo całą Prawdę objawioną, przedstawiając ją jednak w sposób racjonalistyczny. Ulega się złudzeniu, że będzie ona przez to przystępna dla wszystkich.
W ten sposób błąd niszczy Prawdę. Błąd rozpowszechnia się w najniebezpieczniejszej formie: jako nowy i właściwy sposób rozumienia Prawdy. Dochodzi w końcu do podważania nawet tych prawd, które stanowią fundament wiary katolickiej.
Nie neguje się ich otwarcie, lecz nadaje im się wieloznaczny sens. W samej doktrynie dochodzi więc do najbardziej niebezpiecznego kompromisu i to w stopniu, jaki nigdy dotąd nie miał miejsca.
W rezultacie mówi się jeszcze o prawdzie i dyskutuje, ale się już w nią nie wierzy i rozszerzają się ciemności błędu.
Zamęt – który usiłuje zapanować wewnątrz Kościoła i zniszczyć jego prawdy – jest pierwszym znakiem, wskazującym wam z całą oczywistością, że nadszedł dla niego czas oczyszczenia.
Kościół to Chrystus mistycznie żyjący wśród was.
Chrystus jest Prawdą. Kościół musi więc zawsze jaśnieć światłem Chrystusa, który jest Prawdą.
Obecnie jednak do wnętrza Kościoła wniknęły wielkie ciemności, z powodu podstępnego i zwodniczego działania jego przeciwnika.
Dziś opary szatana zasnuwają cały Kościół.
Szatan zaciemnił przede wszystkim rozum i myśl wielu Moich synów, zwodząc ich pychą i zarozumiałością, a poprzez nich zaciemnił Kościół.
Wy, bardzo umiłowani synowie waszej Niebieskiej Mamy, apostołowie Mojego Niepokalanego Serca, jesteście dziś powołani do walki słowem i przykładem, aby Prawda była coraz bardziej przyjmowana przez wszystkich ludzi. W ten sposób, dzięki światłości, zostanie przezwyciężona ciemność zamętu.
W tym celu musicie dosłownie żyć Ewangelią Mego Syna Jezusa.
Macie być samą żywą Ewangelią. Następnie musicie, z mocą i odwagą, głosić wszystkim Ewangelię, którą żyjecie. Wasze słowa będą mieć moc Ducha Świętego, który was napełni, oraz Światło Mądrości, której udziela wam Niebieska Mama. (…)

Drugi znak: brak dyscypliny

2.02.1979, Święto Ofiarowania Pańskiego

Wpatrujcie się w waszą Niebieską Mamę, która przybywa do świątyni, by ofiarować Swoje Dzieciątko.
Jest Ono Słowem Ojca, które stało się człowiekiem, Synem Bożym, przez którego wszechświat został stworzony. Jest oczekiwanym Mesjaszem, któremu poddani zostali Prorocy i Prawo.
Jednak od pierwszej chwili Swego ludzkiego poczęcia, staje się posłuszny we wszystkim woli Ojca: «Oto przychodzę, Boże, pełnić Twoją wolę». Już od Swego narodzenia poddaje się wszystkim przepisom Prawa: po ośmiu dniach – obrzezanie, a dziś, po czterdziestu dniach – ofiarowanie w świątyni.
Jak każdy inny pierworodny, tak i Mój Syn należy do Boga i musi być wykupiony przepisaną ofiarą. Z rąk kapłana powraca w Moje ramiona, abym mogła Go ponownie ofiarować – przez ranę Mojego Niepokalanego Serca, przeszytego mieczem. W ten sposób wypowiadamy razem nasze «tak» woli Ojca.
Najmilsi synowie, kiedy wzywam was, byście stawali się zupełnie małymi dziećmi w Moich ramionach, czynię to w tym celu, by was upodobnić do Mojego Dzieciątka Jezus w uległym i doskonałym posłuszeństwie Bożej woli.
Dziś Moje Serce jest na nowo zranione. Widzę bowiem, jak wielu Moich najmilszych synów żyje nie troszcząc się o uległość wobec Bożej woli, ponieważ nie zachowują, a czasami nawet otwarcie gardzą obowiązującymi w stanie kapłańskim prawami.
Brak dyscypliny rozszerza się w Kościele i zbiera plon ofiar – nawet wśród samych Pasterzy.
Taki jest więc drugi znak wskazujący wam, że dla Kościoła nadszedł ostateczny czas oczyszczenia: brak dyscypliny szerzący się wszędzie – szczególnie wśród duchowieństwa.
Brak dyscypliny – to brak wewnętrznej uległości wobec woli Bożej. Przejawia się on w wykroczeniach przeciw obowiązkom waszego stanu: przeciwko obowiązkowi modlitwy, dawania dobrego przykładu, życia świętego i apostolskiego. Iluż Kapłanów pozwala się pochłonąć nieuporządkowanej działalności i już się nie modli! Stale zaniedbują modlitwę brewiarzową, medytację i Różaniec. Ograniczają modlitwę do pospiesznego odprawienia Mszy św.
W ten sposób te Moje biedne dzieci dochodzą do pustki wewnętrznej i nie mają już ani światła, ani siły, by oprzeć się licznym zasadzkom, wśród których żyją. Zarażają się więc duchem świata, akceptują jego sposób życia, przyjmują jego wartości, biorą udział w jego świeckich manifestacjach, ulegają jego środkom propagandy i w końcu przesiąkają jego mentalnością. Stają się sługami świata, żyją zgodnie z jego duchem, usprawiedliwiają go i szerzą – wywołując przez to zgorszenie wśród wielu wiernych.
Z tego rodzi się powszechny bunt przeciwko normom kanonicznym, regulującym życie kapłańskie, oraz ciągle odradzająca się kontestacja obowiązku świętego celibatu. A przecież Chrystus pragnie go, co wyraził za pośrednictwem Swojego Kościoła. W tych dniach Papież zdecydowanie ponownie to potwierdził.
Brak dyscypliny to łatwość, z jaką się przekracza normy ustanowione przez Kościół dla uregulowania liturgii i życia duchowieństwa.
Dziś każdy chciałby ustanawiać swoje własne zasady, zgodne ze swymi upodobaniami i kaprysami. Z jak gorszącą łatwością przekracza się normy ustanowione przez Kościół, wciąż wielokrotnie potwierdzane przez Ojca Świętego, jak na przykład obowiązek noszenia stroju duchownego przez Kapłanów!
Niestety, często pierwszymi stale nieposłusznymi przepisom są Pasterze. Z powodu ich złego przykładu brak dyscypliny ogarnia następnie wszystkie dziedziny życia Kościoła.
Ten rozszerzający się w Kościele nieporządek wskazuje wam jasno, że nadchodzi decydujący moment jego oczyszczenia.
Co macie czynić wy, szczególnie umiłowani synowie Niebieskiej Mamy, apostołowie światła Mego Niepokalanego Serca?
Pozwólcie się nosić w Moich ramionach jak Moje najmniejsze dzieci, a uczynię was doskonale uległymi wobec woli Ojca.
Tak dacie wszystkim dobry przykład doskonałego posłuszeństwa przepisom Kościoła, a Mama Niebieska będzie mogła posłużyć się wami do zaprowadzenia porządku w Swym Domu, aby – po cierpieniu – zajaśniał w Kościele tryumf Jej Niepokalanego Serca.

Trzeci znak: rozłam

11.02.1979, Wspomnienie Najświętszej Maryi Panny z Lourdes

Jestem waszą Niepokalaną Matką.
Ukazałam się na ziemi w ubogiej grocie massabielskiej, by wskazać wam drogę, którą macie iść w tych trudnych chwilach.
Jest to Moja droga: droga czystości, łaski, modlitwy i pokuty.
Jest to droga, którą już wam wskazał Mój Syn Jezus, aby doprowadzić wszystkich do Ojca – w Swym Duchu Miłości. Macie w sobie tego samego Ducha, który uzdalnia was do nazywania Boga Ojcem, gdyż uczynił was uczestnikami Swojej Boskiej natury.
Kroczcie drogą Miłości. Zróbcie w sobie miejsce Duchowi Miłości, który prowadzi was w życiu do coraz większej wzajemnej jedności.
Kochajcie się wzajemnie, jak Jezus was umiłował, a będziecie naprawdę stanowili jedno. Jedność jest doskonałą miłością.
Jezus chciał jedności Swojego Kościoła, aby uczynić z niego sakrament Miłości Boga do ludzi.
Dziś Moje Niepokalane Serce drży z niepokoju na widok Kościoła wewnętrznie podzielonego.
Rozłam, który wniknął do Kościoła, jest trzecim znakiem wskazującym wam, że nadszedł dla niego czas ostatecznego i bolesnego oczyszczenia.
Choć w ciągu wieków Kościół był wiele razy rozdzierany podziałami – które doprowadziły wiele Moich dzieci do oddzielenia się od niego – otrzymałam jednak od Jezusa wyjątkowy przywilej jego jedności wewnętrznej.
Obecnie jednak Mój przeciwnik zdołał swoimi oparami zaciemnić również światło tego Boskiego przywileju.
Wewnętrzny podział objawia się wśród wiernych. Często, próbując bronić Prawdy i lepiej ją głosić, jedni powstają przeciwko drugim. Przez to jednak sami zdradzają Prawdę, gdyż Ewangelia Mojego Syna nie może być podzielona.
Ten wewnętrzny podział prowadzi czasem także Kapłanów do powstawania przeciwko Kapłanom, Biskupów – przeciwko Biskupom, a Kardynałów – przeciwko Kardynałom, ponieważ nigdy w takim stopniu jak obecnie nie udało się szatanowi wtargnąć między nich, rozdzierając drogocenną więź ich wzajemnej miłości.
Wewnętrzny podział przejawia się też tym, iż usiłuje się pozostawić w osamotnieniu, prawie że opuszczonego, Wikariusza Jezusa, Papieża: syna, którego kocham i w szczególny sposób oświecam.
Moje matczyne Serce jest zranione. Widzę bowiem, jak przeciwnicy Papieża coraz bardziej atakują jego słowa i działanie, a Moi synowie milczą i nie zabierają głosu.
Wskutek tego wewnętrznego rozłamu jego posługa nie jest już wystarczająco wspierana, a jego nauczanie nie wywiera wpływu na cały Kościół, który Chrystus chciał widzieć zjednoczony wokół Następcy Piotra.
Moje matczyne Serce doznaje udręki widząc, że nawet niektórzy Pasterze sprzeciwiają się prowadzeniu przez jego słowo oświecające i pewne.
Pierwszy sposób życia w odłączeniu od Papieża to otwarty bunt. Istnieje jednak sposób jeszcze bardziej podstępny i bardziej niebezpieczny. Polega on na publicznym zapewnianiu o swej jedności z Papieżem, gdy tymczasem wewnętrznie ma się poglądy zupełnie inne niż on, ignoruje się jego nauczanie i w praktyce postępuje się całkiem inaczej, niż on wskazuje.
O, Kościele, Mistyczne Ciało Mojego Jezusa! W swej bolesnej drodze na Kalwarię doszedłeś do jedenastej stacji. Twoje ciało, na nowo ukrzyżowane, jest rozdarte i zranione!
Cóż macie czynić wy, Moi synowie, apostołowie Mojego zbolałego i Niepokalanego Serca? Macie stać się nasieniem ukrytym, gotowym nawet umrzeć za wewnętrzną jedność Kościoła.
Dlatego uczę was co dzień większej miłości i wierności wobec Papieża i zjednoczonego z nim Kościoła. Dlatego dzielę dziś z wami niepokój matczynego Serca. Dlatego wychowuję was do heroicznej świętości i prowadzę was ze Sobą na Kalwarię. Będę mogła – dzięki wam – wyprowadzić Kościół z bolesnego oczyszczenia, aby ukazała się światu cała wspaniałość jego odnowionej jedności.

Czwarty znak: prześladowanie

3.03.1979, Pierwsza sobota miesiąca

Pozostańcie w schronieniu Mego Niepokalanego Serca, a znajdziecie tam pokój i wewnętrzną pogodę.
Synowie Moi najmilsi, rozpętała się już przepowiedziana przeze Mnie w Fatimie burza dla oczyszczenia Kościoła i całego świata. Oto godzina miłosierdzia Ojca. Teraz, gdy cierpienie staje się dla wszystkich coraz mocniejsze, objawia się On przez miłość Serca Swego Boskiego Syna.
Czwarty znak – wskazujący wam, że Kościół doszedł do szczytu bolesnego oczyszczenia – to prześladowanie. Istotnie, w różny sposób prześladuje się Kościół.
Prześladuje go świat, w którym żyje i pielgrzymuje, wskazując wszystkim drogę zbawienia. Prawdziwi nieprzyjaciele Boga to ci, którzy świadomie powstali przeciwko Niemu, aby całą ludzkość doprowadzić do życia bez Niego, którzy coraz bardziej prześladują Kościół.
Czasami prześladuje się Kościół otwarcie i gwałtownie, pozbawiając go wszystkiego i przeszkadzając w głoszeniu Ewangelii Jezusa.
W tych czasach Kościół jednak wiele razy poddawany zostaje większej próbie: prześladuje się go w sposób podstępny i bezbolesny – pozbawiając stopniowo tlenu koniecznego do życia. Usiłuje się następnie doprowadzić go do kompromisu z duchem świata, który wnika tym sposobem do wnętrza Kościoła, uzależnia go i paraliżuje jego żywotność.
Współpraca z Kościołem przekształca się często w najbardziej podstępną formę prześladowania. Zewnętrzne znaki szacunku wobec niego stały się niezawodnym środkiem uderzenia go.
Wynaleziono nową technikę powolnego uśmiercania go, bez krzyku i bez przelewania krwi.
Kościół jest również prześladowany od wewnątrz, przede wszystkim przez te swoje dzieci, które poszły na kompromis z jego przeciwnikiem. Udało mu się zwieść nawet niektórych Pasterzy. Wśród nich znajdują się tacy, którzy świadomie biorą udział w podstępnym planie prześladowania Mego Kościoła od wewnątrz.
Moi najmilsi synowie muszą przejść próbę. Polega ona na tym, że będą czasami krępowani, wykluczani poza nawias, prześladowani przez niektórych współbraci, podczas gdy niewierni będą mieć szerokie i łatwe pole do działania.
Również dla was, synowie najmilsi, przygotowują się takie same godziny cierpienia, jakie przeżył Mój Syn Jezus: godziny Getsemani, w czasie których doświadczał On wewnętrznej agonii porzucenia, zdrady i zaparcia się przez swoich…
Skoro po takiej drodze przeszedł Mistrz, musicie i wy, Jego wierni uczniowie, przejść tę drogę, kiedy oczyszczenie dla całego Kościoła stanie się boleśniejsze.
Miejcie ufność, najmilsi synowie, apostołowie Mego Niepokalanego Serca!
Żadna próba nie będzie służyć w takim stopniu pełnemu odnowieniu Kościoła, jak to wewnętrzne prześladowanie. Istotnie, wyjdzie on z tego cierpienia bardziej oczyszczony i pokorniejszy, bardziej oświecony i umocniony.
Wy zaś musicie przygotować się na tym większe cierpienie, im bliższy stanie się decydujący moment oczyszczenia. Dlatego chciałam wam przygotować bezpieczne schronienie.
W Moim Niepokalanym Sercu zostaniecie pocieszeni i napełnieni siłą. Równocześnie będziecie czuć się coraz bliżej waszej Niebieskiej Mamy. Ona przyjmie każde wasze cierpienie, tak jak pod Krzyżem przyjęła cierpienia Jezusa, gdyż musi również teraz – wobec Kościoła – wypełnić Swą macierzyńską funkcję Współodkupicielki i doprowadzić do Ojca wszystkie zbłąkane dzieci.

Bliskie jest wasze wyzwolenie

9.03.1979, piątek w Wielkim Poście

Synowie najmilsi, rozważajcie ze Mną znaki czasów, w których żyjecie. Serca ludzkie oziębły, a świat stał się pustynią.
Musicie mieć jeszcze więcej zaufania do waszej Niebieskiej Mamy! Rozważajcie ze Mną czasy, w których żyjecie, a zobaczycie znaki Mojej nadzwyczajnej interwencji.
Gdy pierwsze pąki pojawiają się na drzewach, wiecie, że zima już się kończy i że znowu zbliża się wiosna.
Pokazałam wam znaki surowej zimy, jaką obecnie przeżywa Kościół. Jego oczyszczenie doszło do szczytu cierpienia. Oblubienicę Mojego Jezusa pokrywają jeszcze rany i pada na nią cień jej przeciwnika, który wydaje się już chlubić swoim pełnym zwycięstwem.
Jest on pewien, że zwyciężył w Kościele przez zamęt, który zachwiał wiele prawd; przez brak dyscypliny, który rozszerzył nieład; przez rozłam, który zadał cios wewnętrznej jedności; przez prześladowanie, które stało się podstępne i ukryte i na nowo go ukrzyżowało!
W czasie najsurowszej zimy już jednak ukazują się pąki odradzającego się życia. Mówią wam one, że godzina waszego wyzwolenia jest bliska!
Wkrótce nadejdzie dla Kościoła nowa wiosna: tryumf Mego Niepokalanego Serca. Będzie to dalej ten sam Kościół, ale odnowiony i jaśniejący. Oczyszczenie uczyni go pokorniejszym i silniejszym, bardziej ubogim, bardziej ewangelicznym, by mogło w nim rozbłysnąć – na oczach wszystkich – chwalebne Królestwo Mego Syna Jezusa.
Będzie to nowy Kościół Światła. Już obecnie widać na jego gałęziach wiele przebijających się nowych pąków. Są nimi wszyscy, którzy powierzyli się Niebieskiej Mamie, czyli wy, apostołowie Mego Niepokalanego Serca.
Tak, wy: wszystkie Moje małe dzieci, które Mnie się poświęciły i żyją Moim duchem.
Wy, wierni uczniowie Jezusa, którzy chcecie żyć w pogardzie dla świata i samych siebie, w ubóstwie, pokorze, milczeniu; wy, którzy pragniecie modlić się, umartwiać, kochać i trwać w zjednoczeniu z Bogiem. Świat was nie uznaje i wami gardzi.
Nadeszła już chwila waszego wyjścia z ukrycia, by iść oświecać ziemię. Ukażcie się wszystkim jako Moi synowie, gdyż Ja zawsze jestem z wami. Niech wiara będzie światłem, które was oświeca w tych dniach ciemności. Niech was ogarnia tylko gorliwość o cześć i chwałę Mojego Syna Jezusa.
Walczcie, synowie światłości, choć jesteście jeszcze nieliczni! Wielu pójdzie w wasze ślady i przyłączy się do Mojej armii, gdyż już nadeszła godzina Mojej bitwy.
W czasie najbardziej surowej zimy jesteście pąkami, które rozkwitają na Moim Niepokalanym Sercu i które rozkładam na gałęziach Kościoła, by wam powiedzieć, że właśnie nadchodzi jego najpiękniejsza wiosna.
Będzie to dla niego jakby nowa Pięćdziesiątnica.
Umiłowane dzieci, patrzcie Moimi oczyma na czasy, w których żyjecie!
Wytrwajcie w modlitwie, cierpieniu i nadziei, ponieważ godzina waszego wyzwolenia jest bliska.

Źródło: Do Kapłanów, umiłowanych synów Matki Bożej, ks.Stefano Gobbi, wyd. Vox Domini, Katowice 2016

Za: https://www.vicona.pl/post/znaki-oczyszczenia-z-pism-ks-gobbi


11 lutego – NMP z Lourdes. Światowy Dzień Chorego

11 lutego – NMP z Lourdes. Światowy Dzień Chorego

W 1858 roku, w cztery lata po ogłoszeniu przez Piusa IX dogmatu o Niepokalanym Poczęciu, Matka Boża zjawiła się ubogiej pasterce, św. Bernadecie Soubirous, w Grocie Massabielskiej w Lourdes. Podczas osiemnastu zjawień (w okresie 11 lutego-16 lipca) Maryja wzywała do modlitwy i pokuty.
11 lutego 1858 r. Bernadetta Soubirous wraz z siostrą i przyjaciółką udała się w pobliże Starej Skały – Massabielle – na poszukiwanie suchych gałęzi, aby rozpalić ogień w domu. Gdy została sama, usłyszała dziwny dźwięk podobny do szumu wiatru i zobaczyła światłość, z której wyłoniła się postać „Pięknej Pani” z różańcem w ręku. Odtąd objawienia powtarzały się.
Bernadetta opowiedziała o tym wydarzeniu koleżankom, te rozpowiedziały o tym sąsiadom. Rodzice skrzyczeli Bernadettę, że rozpowiada plotki i zakazali jej chodzić do groty, w której miała jej się ukazać Matka Boża. Cofnęli jednak zakaz, gdy zobaczyli, że ich dziecko gaśnie im na oczach z udręki. Dnia 14 lutego dziewczęta udały się najpierw do kościoła i wzięły ze sobą wodę święconą. Gdy przybyły do groty, było już po południu. Kiedy w czasie odmawiania różańca ponownie ukazała się Matka Boża, Bernadetta, idąc za poradą towarzyszek, pokropiła tajemniczą zjawę i wypowiedziała słowa: „Jeśli przychodzisz od Boga, zbliż się; jeśli od szatana, idź precz!”. Pani, uśmiechając się, zbliżyła się aż do brzegu wylotu groty i odmawiała różaniec.

1 marca 1858 r. – Pierwsze cudowne uzdrowienie w Lourdes.
Codzienny Różaniec z Groty w Lourdes

Pewna kobieta poprosiła Bernadetę, aby pomodliła się na jej różańcu w obecności Pani. Dziewczynka spełniła tę prośbę, lecz Pani zapytała ją, co zrobiła ze swoim różańcem. Bernadeta wyjęła swój stary różaniec i modliła się na nim, 1 marca przed grotą była także prosta chłopka, Katarzyna Latapie, z dwojgiem dzieci. W 1856 r. po upadku z drzewa, zwichnęła ramię oraz złamała kości nadgarstka i palców. Po wyleczeniu nie mogła jednak poruszać dłonią, a dwa palce pozostały krzywe. Pchana jakąś wewnętrzną siłą obmyła dłoń w wodzie źródła i ze zdumieniem stwierdziła, że odzyskała ona dawną sprawność. Przypadek –”Latapie” został uznany za pierwsze cudowne uzdrowienie w Lourdes

Lourdes leży w rejonie Górnych Pirenejów i liczy 17 tys. mieszkańców. Dzięki objawieniom Matki Bożej w   1858 r. miasto stało się maryjną metropolią świata.  Co roku przybywa tu około 7 milionów pielgrzymów ze wszystkich kontynentów…

Górująca nad miastem baszta zamku przypomina burzliwą historię. Już Rzymianie zbudowali tutaj twierdzę (Mirambel). Na przełomie VII i VIII wieku Mirambel wpadła w ręce saracenów. Wypierając ich w 778 r. Karol Wielki musiał zdobywać twierdzę głodem. Wtedy miało miejsce znamienne wydarzenie. Pewnego dnia olbrzymi orzeł upuścił nad twierdzą wielką rybę. Dowódca Saracenów – Mirat odesłał ją jeszcze żywą, Karolowi Wielkiemu na znak, że nie prędko  się poddadzą. Z kolei do twierdzy udał się biskup Turpin z Puy, aby w imieniu króla podziękować za prezent.  Przy okazji biskup gorąco apelował, aby Mirat przyjął wiarę chrześcijańską i stał się lennikiem Matki Bożej, skoro nie chce się poddać Karolowi Wielkiemu. Ku zdumieniu wszystkich Mirat zgodził się i przyjął chrzest. Otrzymał imię Lorus. Zamek oddał w lenno Matce Chrystusa, a król Karol odstąpił od oblężenia.  Z czasem twierdza i okolica – nazywana ”Lorus” – przekształciła się w ”Lourdes” 

  ABY  DAĆ ŚWIADECTWO PRAWDZIE   (J  18, 37) 

Henryk Lasserre, literat i publicysta, dobrze znany we Francji, będąc  zagrożony nieuchronną ślepotą użył za poradą i namową swojego przyjaciela Karola Fraycienta, późniejszego ministra wojny i do tego protestanta, wody ze źródła w Lourdes, która natychmiast  go uzdrowiła. Uzdrowienie to utrzymywało się przez całe jego długie życie, przez kilkadziesiąt lat niezmiennie, pomimo ciągłej  pracy umysłowej, pisania i czuwania po nocach, połączonego z  jego literackim zawodem. Temu uzdrowieniu zawdzięczamy prześliczną książkę, którą Henryk Lasserre napisał pod tytułem „Notre Dame de Lourdes”, w przekładzie polskim „Niepokalana  z Lourdes”. W niej między innymi pisze o cudownym uleczeniu swojej ślepoty duszy i ciała.
„Przez długie lata cieszyłem się doskonałym wzrokiem. Nagle, latem 1862 roku, zaczął się on stopniowo pogarszać. Przypisywałem to przeforsowaniu, ponieważ przez kilka tygodni pracowałem intensywnie do późnej nocy. Postanowiłem nieco wypocząć; lecz mimo to naprawa nie następowała. Przeciwnie, pogorszenie stale postępowało, zapisane przez  okulistę środki nic nie pomagały. Zwróciłem się do innego lekarza, który cierpienie przypisał ogólnemu przemęczeniu i zalecił wypoczynek na wsi. Wyjechałem więc z Paryża do majątku mojej matki, gdzie całe dnie spędzałem na świeżym powietrzu, nic nie robiąc.  Ale choroba wciąż postępowała,  przeczytanie trzech wierszy książki wystarczałoby w głębi gałek ocznych wywołać nieznośny ból i zamglenie wzroku. Poważnie zaniepokojony, powróciłem do  Paryża, gdzie serdeczny mój przyjaciel namówił mnie, abym udał się do dr Giraud, jednego z najsłynniejszych specjalistów. Tak  też uczyniłem, a sprawa była widocznie poważna, skoro doktor  po zbadaniu mnie zażądał konsylium z udziałem drugiego znanego specjalisty, dr Desmares. Rezultatem tej narady i badań przy pomocy specjalnej aparatury było przepisanie ciemnych okularów i absolutny zakaz czytania.
–   Źle ze mną – pomyślałem – widocznie tracę wzrok i nawet leki  pomogą, skoro mi żadnych nie przepisali. Zwierzyłem się z tych podejrzeń przyjacielowi, który mnie wyśmiał. Lecz  po kilku dniach powrócił do rozmowy.
–   Słuchaj – rzekł mi – a gdybyś tak spróbował wody z Lourdes?  Tyle piszą o tych cudownych uzdrowieniach. Może i Tobie pomoże.
Rada mego przyjaciela zastanowiła mnie z dwóch powodów. Po pierwsze  jest on kalwinem i co za tym idzie, w cuda wierzyć nie może, a po wtóre, musiał dowiedzieć się od poleconego przez siebie okulisty, że moje obawy są słuszne. Okazało się, że tak jest istotnie.  Przyciśnięty przeze mnie do muru dr Giraud wyznał mi w końcu, że stwierdził sklerozę gałek ocznych i będące jej następstwem odklejanie się siatkówki. Grożące mi całkowite jej odklejenie  jest równoznaczne z nieuleczalną ślepotą. Przyjaciel mój wiedział o tym i jego rada, abym szukał ratunku w cudzie, była po prostu przygotowaniem mnie do katastrofy.
–  Tak, wiedziałem – przyznał się – ale radziłem ci i radzę w  dalszym ciągu użycie wody z Lourdes nie dlatego, aby cię do katastrofy przygotować, ale dlatego, że uzdrowienia przez nią są podobno prawdą. Więc dlaczego nie spróbować, skoro nie ma się nic do stracenia? Mnie by to nie pomogło, bo jestem kalwinem i w cuda nie wierzę. Ale ty jesteś przecież katolikiem… Prawda, jestem katolikiem. Tego jednak mój  przyjaciel nie wiedział, że nie będąc niedowiarkiem, przestałem  jednak praktykować obowiązki religijne już od dosyć dawna, a w cuda, zwłaszcza zdarzające się w XIX wieku, nie bardzo wierzyłem.  Zwierzyłem mu się teraz, jakim to ja jestem katolikiem, a on zamilkł, bo co miał odpowiedzieć?
Ale stan moich oczu pogarszał się coraz bardziej i pomimo oszczędzania ich, pomimo, że całkowicie zaprzestałem czytania i pisania, zacząłem widzieć wszystko jak przez mgłę pokrytą czarnymi plamami. Po pewnym czasie przyjaciel mój znów poruszył temat cudownej wody.
– Użycie wody z Lourdes uważam za próbę, której nie wolno ci pominąć, choćby jej pozytywny wynik miał ci się zdawać najmniej prawdopodobny. A ponieważ uznaję działania zgodne z logiką, uważam, że każda próba powinna być wykonana dokładnie, to  znaczy tak, jak tego wymaga twoja religia. Będąc na twoim miejscu poszedłbym do spowiedzi, napisałbym do Lourdes z prośbą o przy­słanie wody i spróbowałbym jej mocy.
Rozmowę tę prowadziliśmy w jego mieszkaniu.
–   Sam pisać nie możesz – dodał – ale podyktuj mi, a ty tylko podpiszesz. O,  mam już pióro i papier – czekam.  Był  to po prostu przymus, któremu uległem. List do proboszcza w Lourdes został jeszcze tego samego wieczora wysłany. Po kilku  dniach, gdy wracałem z przechadzki do domu, portier zatrzymał mnie, mówiąc:
–  Jest tu do pana jakaś skrzyneczka z poczty,
Była  to woda z Lourdes. Doznałem dziwnego wzruszenia i nie mogąc zdobyć się na odwagę otworzenia skrzyneczki poszedłem do mego przyjaciela.
Woda już nadeszła – powiedziałem mu – mam ją u siebie, lecz przesyłki nie rozpieczętowałem. A wiesz dlaczego? Po prostu boję się obowiązków, jakie to uzdrowienie może na mnie włożyć. Gdyby mnie uleczył lekarz, to zapłaciłbym mu honorarium i sprawa byłaby  załatwiona, nie pozostałbym dłużnikiem. Ale pozostanę nim na zawsze wobec Boga, jeśli uzdrowi mnie Swą łaską. Jeślibym doznał cudu, zaciągnąłbym obowiązek wyrzeczenia się wszystkiego i zmiany życia. A takim jestem tchórzem, że się tego boję. Sądzisz może, że cofam się przed użyciem wody z Lourdes w obawie, że cud nie nastąpi i że utracę nadzieję ratunku? Mylisz się. Ja teraz boję się, że cud może nastąpić!

–   Mogę tylko powtórzyć to, – odrzekł przyjaciel – co ci już raz powiedziałem: idź do spowiedzi.
–   Dziwny z ciebie kalwin. Pożegnałem się i prosto od niego poszedłem do księdza Ferrand, niegdyś mego spowiednika, z którym – niestety – już od dawna się nie widziałem. Nie było go w domu. Powiedziano mi, że wróci dopiero późnym wieczorem. Wzrok miałem już tak słaby, że musiałem iść ostrożnie i powoli, aby nie potrącać przechodniów, których sylwetki widziałem jak przez mgłę. Świat zewnętrzny rysował mi się coraz mniej wyraźnie i może dlatego coraz silniej rozrastał się świat wewnętrzny, w którym Bóg miał swe miejsce, bom przecież wiary nie utracił. Pełen głębokich i poważnych myśli wróciłem powolnym krokiem do domu. Ułomność ludzka szuka zawsze usprawiedliwienia dla własnych grzechów. Nie brakowało ich w moim życiu, więc jakże mogłem oczekiwać od Boga cudu, nie wzbudziwszy w sobie żalu. Otworzyłem skrzyneczkę. Była w niej butelka z wodą i mała  Książeczka, której tytuł z trudem odcyfrowałem, z opisem objawień w Lourdes. Pogrążony w myślach, klęknąłem przy łóżku. Dawno nieodmawiane pacierze znalazły się na moich ustach, a z serca popłynęła gorąca, pokorna prośba. Jakaś obawa wstrzymała mnie przed odkorkowaniem butelki zanim się wyspowiadam, a jednocześnie popychała do tego gwałtowna chęć. Z ust wyrwała się mi modlitwa: „Boże wszechmogący, odpuść mi grzechy! A Ty, Bogarodzico, ulituj się nade mną! Usuń ślepotę mej duszy i mych oczu!”. Uczułem przypływ gorącej i silnej wiary… odkorkowałem butelkę… ulałem na spodek wody i zamoczywszy w niej chusteczkę, przetarłem nią natychmiast czoło  i oczy. Wszystko to razem trwało niecałą minutę. Któż zdoła sobie zdać sprawę z uczucia, jakiego doznałem? Nie potrafię określić tego słowami: było to uczucie radości, graniczącej nieomal z przerażeniem. Ledwie dotknąłem zwilżoną chusteczką powiek i otworzyłem oczy, wisząca nad nimi mgła rozwiała się błyskawicznie bez śladu! Dzień był jasny, przedmioty wyraźne, widziałem najdrobniejsze szczegóły, tak jak przed rokiem. Uleczenie to było zupełnie nagłe, Nie wierzyłem własnym zmysłom. Myślałem, że śnię. Ukląkłem ponownie i dziękowałem Bogu.  „Jestem uleczony! Jestem uleczony!” – powtarzałem sobie nieustannie nie mogąc  opanować radości i sięgnąłem do szafy z książeczką. Nie! Pierwszą, jaką po tylu miesiącach wezmę do ręki, będzie ta, którą mi przysłano z Lourdes, i zacząłem ją czytać. Czytałem  znakomicie, jak dawniej. Z mego kalectwa nie pozostało ani śladu. Przeczytałem bez odpoczynku 104 strony i gdy na 105 zamknąłem książkę to dlatego, że zapadł zmrok.
Pierwszym człowiekiem, który nazajutrz rano dowiedział się o łasce mego uzdrowienia był w konfesjonale ks. Ferrand, drugim proboszcz z Lourdes, do którego napisałem niezwłocznie, a trzecim mój przyja­ciel „Czyż muszę dodawać, że moje uzdrowienie było drogą, którą Bóg  wywiódł go z błędu i przyprowadził do Kościoła?”

(„Pani z nieba wzywa”, Michalineum, Warszawa 1989)

Uzdrowienie Maksymiliana Marii Kolbego

Jak św Maksymilian został uzdrowiony wodą z Lourdes

W liście z życzeniami wielkanocnymi do swojej matki Marianny Kolbe, młody kleryk Maksymilian napisał do matki z Rzymu gdzie studiował. List datowany jest na 6 IV 1914

„Nic tak ważnego nie zaszło, chyba to, żem o mało nie utracił (małego, grubego) palca u prawej ręki. Utworzyło mi się tam bowiem coś na kształt wrzodu. Pomimo zabiegów kolegialnego lekarza materia tworzyła się ciągle. W końcu lekarz orzekł, że już kość się psuje; trzeba więc będzie ją wyskrobać. Usłyszawszy o tym odpowiedziałem, że mam na to lepsze lekarstwo. Dostałem był bowiem od O. Rektora cudowną wodę z Lourdes.

Dając mi ją, opowiedział mi O. Rektor historię swego cudownego uzdrowienia. Gdy miał lat 12, zachorował na nogę. Kość w stopie się psuła, wskutek czego nie mógł spać, krzyczał z boleści. W końcu miano mu odjąć stopę. Wieczorem miało się już zebrać konsylium lekarzy; widząc co się dzieje, matka chwyciła się innego środka: wyrzuciła wszystkie lekarstwa z nogi, wymyła ją mydłem i przyłożyła cudowną wodę z Lourdes. O. Rektor pierwszy raz zasnął. Po 15 minutach zbudził się – zdrów.

Cud był oczywisty, ale lekarz niedowiarek starał się fakt w inny sposób wytłumaczyć. Ale, gdy po kilku dniach ze środka stopy oderwał się i wyszedł kawałek zepsutej kości, lekarz uwierzył, że rzeczywiście kość się psuła i cudem oderwała się i wyszła i że całe uzdrowienie było cudowne. Potem nawrócił się i wystawił swoim kosztem kościół. O. Rektor po przyłożeniu cudownej wody był co prawda zdrów i mógł chodzić, ale nie mógł wdziać buta, bo pozostał wzgórek na nodze. Po wyjściu kości i wzgórek zniknął.

Otóż nasz lekarz usłyszawszy, że mam wodę z Lourdes, z radością sam mi ją przyłożył. I cóż się stało? Nazajutrz zamiast operacji i skrobania kości usłyszałem od lekarza szpitalnego, że nie widzi tego potrzeby i po kilku opatrunkach byłem zdrów. Chwała więc Panu Bogu i cześć Niepokalanej!

Z gorącą prośbą o modlitwę
zawsze wdzięczny syn
br. Maksymilian”
Za: http://niepokalanow.pl/12-do-marii-kolbe/

Światowy Dzień Chorego

Światowy Dzień Chorego ustanowił Jan Paweł II w liście skierowanym 13 maja 1992 r. do ówczesnego przewodniczącego Papieskiej Rady ds. Duszpasterstwa Służby Zdrowia, kard. Fiorenzo Angeliniego. Papież wyznaczył też od razu na obchody tego Dnia wspomnienie objawienia Matki Bożej w Lourdes, które przypada 11 lutego. 
Ustanowienie przez Ojca Świętego Jana Pawła II Światowego Dnia Chorego stało się wezwaniem do całego Kościoła powszechnego, aby poświęcić jeden dzień w roku modlitwie, refleksji i dostrzeżeniu miejsca tych, którzy cierpią na duszy i na ciele.
Jan Paweł II we wspominanym liście zaznaczył, że „ma on na celu uwrażliwienie ludu Bożego i – w konsekwencji – wielu katolickich instytucji działających na rzecz służby zdrowia oraz społeczności świeckiej na konieczność zapewnienia lepszej opieki chorym; pomagania chorym w dowartościowaniu cierpienia na płaszczyźnie ludzkiej, a przede wszystkim na płaszczyźnie nadprzyrodzonej; włączenie w duszpasterstwo służby zdrowia wspólnot chrześcijańskich, rodzin zakonnych, popieranie coraz cenniejszego zaangażowania wolontariatu…”
Sprawom ludzi chorych Jan Paweł II, sam doświadczający licznych chorób, poświęcił wiele miejsca w swoim nauczaniu. Często spotykał się z chorymi i niepełnosprawnymi, tak w Rzymie, jak i w czasie podróży apostolskich. Chorych prosił już na samym początku pontyfikatu o wsparcie modlitewne.

Jan Paweł II pije wodę z cudownego źródełka w LourdesPo raz pierwszy Dzień Chorego obchodzono w 1993 r., a główne uroczystości odbyły się wtedy w Lourdes i – częściowo – w Rzymie. W kolejnym roku miejscem centralnych obchodów była Jasna Góra, a następnie: Jamusukro (Wybrzeże Kości Słoniowej, 1995), Guadalupe (Meksyk, 1996), Fatima (1997), Loreto (1998), Harissa (Liban, 1999), Rzym (2000, połączone z Jubileuszem Chorych), Sydney (2001), narodowe sanktuarium katolików indyjskich w Vailankamy (2002), Lourdes (2004), Jaunde w Kamerunie (2005), Adelajda w Australii (2006) i Seul w Korei Południowej (2007). W 2008 r., z racji 150. rocznicy objawień w Lourdes, Światowy Dzień Chorego obchodzono ponownie (jak w 1993 i 2004 r.) – w Lourdes.
Źródło i całość: Brewiarz.pl

 

Konsekruj się św. Józefowi – poznaj trzydziestotrzydniowy program zawierzenia się Opiekunowi Zbawiciela

Konsekruj się św. Józefowi – poznaj trzydziestotrzydniowy program zawierzenia się Opiekunowi Zbawiciela

W marcu wydawnictwo „Esprit” planuje wydać bardzo ważną książkę „Konsekracja św. Józefowi” autorstwa amerykańskiego księdza Donalda Callowey’a. Książka wprost idealna na trwający rok św. Józefa. W USA pozycja okazała się bestsellerem i trafiła na listę najlepiej sprzedających się książek na Amazonie.

Czerpiąc z bogactwa żywej tradycji Kościoła, ks. Donald Calloway wzywa nas wszystkich, abyśmy zwrócili się do świętego Józefa – powierzyli siebie, nasz Kościół i świat opiece  duchowego ojca, a następnie wypatrywali cudów. Wielu wielkich świętych i mistyków wyraźnie podkreślało, że nadejdzie czas św. Józefa. Wraz z tym świętym mamy stawiać czoła wyzwaniom współczesności, kryzysowi Kościoła i rodziny.

To nie przypadek, że papież Franciszek ogłosił rok św. Józefa. Ksiądz Donald Calloway napisał do papieża specjalny list, w którym prosił go, by ten zawierzył w tym roku cały Kościół opiece św. Józefa!

Książka ,,Konsekracja św. Józefowi” zawiera wszystko, czego człowiek potrzebuje, aby odkryć potężna moc orędownictwa św. Józefa. To pierwszy kompleksowy 33-dniowy program poświęcenia się Świętemu Józefowi, zawierający historie cudów św.Józefa, wyjątkowe modlitwy i nabożeństwa

Konsekracja św. Józefowi
Cuda naszego duchowego ojca

Nadszedł czas św. Józefa

Liczne proroctwa ogłaszają niezwykle ważną rolę św. Józefa – od objawień w Cotignac, przez jego pojawienie się u boku Jezusa i Maryi w Fatimie aż po współczesne wizje z Itapirangi.

W maju 2019 roku ks. Donald H. Calloway napisał do papieża Franciszka list z propozycją, aby rozważył ogłoszenie w Kościele Roku św. Józefa. Ojciec święty spełnił tę prośbę. Jako wielki apostoł św. Józefa ks. Calloway stworzył trzydziestotrzydniowy program zawierzenia się Opiekunowi Zbawiciela, który swoją formą nawiązuje do słynnego aktu ofiarowania się Jezusowi przez Maryję według św. Ludwika de Montfort. Ta konsekracja to potężna broń w walce duchowej – skuteczność opieki św. Józefa potwierdzają tysiące świadectw wiernych.

Podejmij wyzwanie i zostań duchowym synem św. Józefa!

 
Ksiądz Donald H. Calloway MIC jest członkiem Zgromadzenia Księży Marianów Niepokalanego Poczęcia. Po radykalnej zmianie życia i nawróceniu na katolicyzm ukończył studia filozoficzne i teologiczne. Jest mariologiem i wielkim czcicielem św. Józefa.
 
Nadszedł dla ciebie czas odkrycia św. Józefa. Czas powierzenia mu siebie i swojej rodziny. To najlepsza inwestycja duchowa tego roku, a ta książka bardzo ci w tym pomoże. – ks. Dominik Chmielewski SDB
 
Zaproponowana przez autora droga zawierzenia św. Józefowi poprowadzi wszystkich, którzy zdecydują się nią pójść, do triumfu Niepokalanego Serca Maryi. – ks. Dariusz Dąbrowski COr.

O książce: esprit.com.pl/769/Konsekracja-sw-Jozefowi.html

 

wtorek, 2 lutego 2021

Nazaret moim domem - instrukcje, jak przeżyć finał akcji 2 lutego i ofia...

Nazaret moim domem – instrukcje, jak przeżyć finał akcji 2 lutego i ofiarować się Świętej Rodzinie

 

Nazaret moim domem – instrukcje, jak przeżyć finał akcji 2 lutego i ofiarować się Świętej Rodzinie

Finał modlitwy – 2 lutego 2021r.:

2 lutego na kanale Teobańkologii odbędą się dwie transmisje, dostępne wkrótce pod linkami, prześlij je zainteresowanym i zachęć do modlitwy:

Koronka na żywo do Bożego Miłosierdzia wraz z modlitwami zawierzenia i ofiarowania swojej rodziny Świętej Rodzinie o 15:00 (prowadzi ks. Teodor: https://youtu.be/BR1eoDkxSMg
Różaniec wraz z modlitwami zawierzenia o
20:30 (prowadzą ks. Dominik i ks. Teodor) https://youtu.be/4LY9zhXV-Gk (linki będą aktywne dopiero wieczorem 1 lutego)

2 lutego 2021 roku:

– Udział w Mszy świętej w najbliższym Maryjnym Sanktuarium, bądź w kościele parafialnym lub w domach on-line w zależności od obostrzeń.
– Zapalenie Świecy Gromnicznej, symboliczne wprowadzenie Światła Chrystusa do naszych domów.
– Zawierzenie naszych rodzin, zgromadzeń lub parafii Bożemu Miłosierdziu przez Akt ofiarowania się rodziny Miłosierdziu Bożemu i odmówienie Koronki do Bożego Miłosierdzia lub części różańca.
– Modlitwa za wstawiennictwem Maryi i Patronów o wylanie Ducha Świętego przez odmówienie rodzinnie Hymnu: „O Stworzycielu, Duchu, przyjdź” i pobłogosławienie naszych domów wodą święconą z prośbą, aby Jezus, Maryja i Św. Józef uczynili z naszego dom swój Nazaret.

Jeśli będziesz zawierzał swoją rodzinę indywidualnie możesz skorzystać
z propozycji aktu zawierzenia rodzin Miłosierdziu Bożemu:

O Najmiłosierniejszy Boże, Twoja dobroć jest nieskończona, a skarby łask nieprzebrane. Ufamy bezgranicznie Twojemu miłosierdziu, które jest ponad wszystkie dzieła Twoje. Pragniemy, aby cała nasza rodzina żyła zawsze w promieniach Twojego miłosierdzia, które wywyższamy i błogosławimy. Niech ono dociera do naszych serc i przenika nasze wnętrza, abyśmy mogli lepiej Ciebie poznać i pokochać. Oddajemy się Twemu miłosierdziu, Boże, całkowicie i bez zastrzeżeń. Pragniemy szerzyć Twoje miłosierdzie przez spełnianie dzieł miłosierdzia tak względem duszy, jak i ciała, zwłaszcza starając się o nawrócenie grzeszników, niosąc pociechę potrzebującym pomocy, chorym i strapionym. Strzeż naszej rodziny, o łaskawy Boże, jako własności i chwały Twojej. Niech wszyscy ludzie doświadczą nieskończoności Twojego miłosierdzia, zaufają mu i wystawiają je na wieki. Amen.

Źródło: https://adonai.pl/milosierdzie/?id=71

Zajrzyj koniecznie na inne social media Teobańkologii:
https://facebook.com/teobankologia
https://facebook.com/kaplanskie
https://instagram.com/teobankologia

Z książki „Żywot św. Józefa” s. Marii Cecylii Baij OSB: Ofiarowanie Pana Jezusa w świątyni

 

Z książki „Żywot św. Józefa” s. Marii Cecylii Baij OSB: Ofiarowanie Pana Jezusa w świątyni

Rozdział X – Święty Józef wyrusza z Betlejem razem z Bożą Matką, aby udać się do Jerozolimy i przedstawić Dzieciątko Jezus w Świątyni

Poselstwo anielskie – Po upływie czterdziestu dni od narodzin Zbawiciela, Boża Matka zrozumiała, że Zbawiciel chce zostać przedstawiony w Świątyni oraz wypełnić to, co nakazywało Prawo. Poprzedniej nocy, jak zwykle, Anioł przemówił do Józefa w jego śnie i objawił mu wolę Najwyższego, ażeby Boże Dziecię zostało ofiarowane w Świątyni – zgodnie ze zwyczajem praktykowanym wobec dzieci – oraz, aby zostało Ono wykupione za zwyczajową kwotę, za jaką wykupowano chłopców. Tak więc Święty powinien wybrać się wraz z Bożą Matką, żeby przedstawić Boże Dziecię w Świątyni. Szczęśliwy Józef zbudził się i – oddawszy Bogu chwałę oraz dziękczynienie za zesłane mu przez Anioła powiadomienie – natychmiast przekazał je Bożej Matce, która wiedziała już wszystko.

Opuszczenie groty – Święci Małżonkowie postanowili wyruszyć z Betlejem i udać się do Jerozolimy. Było im nieco żal opuszczać ich umiłowaną grotę, dlatego, że to właśnie tam wydarzyła się wielka Tajemnica Narodzin, jak również dlatego, że w tym miejscu zaznawali najdroższych rozkoszy wraz z ich ukochanym Jezusem; lecz jednocześnie doświadczali wielkiej pociechy, ponieważ mieli nadzieję, iż Boże Dziecię nie będzie już musiało przebywać w tak niedogodnym i nędznym miejscu. Opuszczali zatem swoją umiłowaną grotę z dobrą myślą. Boża Matka uniosła swojego Jezusa i przytuliła Go do piersi, zaś nasz Józef niósł cenną relikwię z obrzędu Obrzezania oraz niewielki ciężar z niezbędnymi rzeczami. Tuż przed wyruszeniem uwielbili wspólnie miejsce, w którym narodził się Zbawiciel, mianowicie tę ziemię, na której spoczął On po raz pierwszy, zaraz po urodzeniu. Zaśpiewali jeszcze nowe hymny pochwalne na cześć Boga Wcielonego i poprosili Go o błogosławieństwo. Tak oto – z łaską Bożą, a także ze Zbawicielem – wyszli z groty i skierowali się ku Jerozolimie w towarzystwie mnóstwa Duchów Anielskich.

Hołdy od stworzeń – Tego dnia, mimo zimy, powietrze było bardzo przyjemne i łagodne. Stało się tak na rozkaz Bożej Matki, która jako Królowa i Pani wszystkich rzeczy nie zechciała, aby Jej najdroższy Bóg i zarazem Syn cierpiał z powodu zimna podczas swojej pierwszej podróży – a przecież Jej, jako Matce Stworzyciela, przysługiwało owo prawo rozkazywania i panowania. Nasz Józef cieszył się, widząc, że tego dnia spełniło się jego życzenie, by powietrze nie było zbyt ostre. Święci Małżonkowie szli wraz z umiłowanym Jezusem, pełni radości i pociechy z powodu nieoszacowanego Skarbu, który ze sobą nieśli. W czasie wędrówki nie odczuwali zmęczenia ani znużenia, lecz wiele otuchy; byli świadkami przeróżnych cudów, jakich Bóg dokonywał za pośrednictwem swoich stworzeń – zarówno roślin, jak i zwierząt. Drzewa się pochylały, oddając cześć Stworzycielowi; ptaszęta wylatywały tłumnie, wdzięcznie śpiewając swojemu Władcy, zaś nasz Józef to wszystko obserwował w zachwycie i, zwróciwszy się do Bożej Matki, mówił: Spójrz, moja oblubienico, jak te stworzenia nieobdarzone rozumem kłaniają się i składają hołdy ich Stwórcy, podczas gdy ludzie, których On przyszedł zbawić, żyją bezmyślnie, a tylko niewielu Go zna. A mówił to ze łzami w oczach i z westchnieniami, po czym dodał: O, nam za to przypadł w udziale szczęśliwy los, że nie tylko Go poznaliśmy, ale i mamy Go pośród nas! Jakże jesteśmy zobowiązani naszemu Bogu za tyle łask i względów, których nam udziela! Boża Matka układała kantyki pochwalne i słodko je śpiewała, a wówczas nasz Józef poprzez doznawaną słodycz, popadł w ekstazę.

Jezus w ramionach Józefa – Czasami, Święci Małżonkowie zatrzymywali się – nie  z powodu odczuwanego zmęczenia, lecz dlatego, że Boże Dziecię chciało w pełni pocieszyć swojego Józefa i odpocząć w jego ramionach; przekazywało zatem natchnienie Bożej Matce i pozwalało Jej zrozumieć swoją wolę. Ona z kolei natychmiast chętnie oddawała Dziecię Józefowi; była gotowa pozbawić się przyjemności, aby pocieszyć najczystszego oblubieńca. W istocie, nasz Józef tego pragnął, lecz nie ośmielał się o to prosić swojej żony; modlił się tylko do Boga w głębi swego serca, zaś On wysłuchiwał i spełniał jego żarliwe pragnienia. Nasz Józef brał więc Jezusa na ręce z wielką nabożnością i miłością, zawsze klęcząc i wyciągając po Niego dłonie, a kiedy obejmował Dziecię, ogarniała go niewysłowiona radość i pociecha. Rozpalała się w nim Boża miłość; jego twarz była rozpłomieniona i wielokrotnie Boża Matka widziała go z jaśniejącym i pięknym nad wyraz obliczem. Bóg dawał Jej ponadto łaskę oglądania jego duszy, pełnej zasług i zdobnej w cnoty, z czego Boża Matka cieszyła się niewymownie, dziękując Stwórcy, iż dał Jej męża tak czystego, świętego oraz tak cnotliwego i zasłużonego; często też mówiła swojemu Józefowi: Mój oblubieńcze, gdybyś wiedział, jak piękna jest dusza przyozdobiona cnotami oraz wzbogacona łaskami i zasługami, wpadłbyś w osłupienie! W ten sposób Maryja zaczęła opowiadać mu o całym pięknie jego duszy, chociaż wprost nie wyjawiła, że chodzi o jego własną duszę – mówiła jedynie ogólnie, o duszy żyjącej w łasce i przyjaźni Bożej. Święty słuchał Jej z pełną uwagą oraz pragnieniem, aby i jego dusza stała się właśnie taka, a zwróciwszy się ku żonie, mówił: O, moja oblubienico, pragnę gorąco, żeby i moja dusza stała się taka, jaką teraz opisujesz, dlatego proszę Cię, zanoś prośby do naszego Boga, aby moją duszę również taką uczynił.

Podziękowania i ofiary – Wówczas Boża Matka rzekła: Wychwalajmy wspólnie naszego Boga i dziękujmy Mu za dobro, jakie nam przekazał, zsyłając nam łaskę i dary. I natychmiast razem zaczęli oddawać chwałę i dziękczynienie Dawcy wszystkiego. Później Boża Matka dołączała tu również te ofiary, które Jej Syn składał Ojcu Przedwiecznemu, i często o nich mówiła Józefowi, ażeby i on mógł łączyć się z Nimi Dwojgiem w owych ofiarowaniach Boskiemu Ojcu, jak również w prośbach, gdyż Boży Syn miał w nich ogromne upodobanie, a Boski Ojciec odbierał stąd wielką chwałę. Często nasz Józef prosił oblubienicę Maryję, by pouczyła go, co powinien czynić, iżby być Bogu miłym i Jemu się podobać; Boża Matka nie przestawała go uspokajać oraz go pocieszać. Józef bardzo to doceniał, czuł się wobec Niej zobowiązany i coraz bardziej zabiegał, ażeby podobać się [Bogu i swej żonie]. Tak sobie szli, po części śpiewając Bogu pieśni pochwalne, po części opowiadając o Jego miłosierdziu, po części zaś – prowadząc nabożne rozmowy. Podziwiali też dzieła Najwyższego i okazywali Mu wdzięczność we wszystkim i za wszystko, za to, co zdziałał dla ich pocieszenia oraz dla zbawienia rodzaju ludzkiego.

Pokora Maryi – Kiedy doszli do Jerozolimy, przygotowali to, co było niezbędne, aby ofiarować Dzieciątko i wykupić Je, a nasz Józef zatroszczył się o wszystko z wielką starannością. Były to mianowicie: dwie gołębice i dwie synogarlice dla Bożej Matki, a także pięć monet na wykupienie Dzieciątka. Nasz Józef również i przy tej okazji podziwiał cnoty swojej oblubienicy Maryi, Jej ogromną pokorę, gdyż chciała oczyścić się tak, jak inne kobiety, pomimo iż była najczystsza i bez żadnej skazy. Podziwiał również pokorę swojego Zbawiciela, który chciał stawić się w Świątyni, by zostać ofiarowanym i wykupionym, podobnie jak pozostali chłopcy. Józef zachwycał się tym i wszystko zachowywał w swym sercu, później to rozważając przez całe swoje życie i zawsze zważając na czyny Zbawiciela i Bożej Matki, w chwili obecnej i w przeszłości.

Symeon i Anna – Po przybyciu do Świątyni, nasz Józef wraz z Bożą Matką i Dzieciątkiem Jezus zostali powitani z wielką miłością przez świętego starca Symeona oraz przez Annę, zwaną prorokinią. Święty starzec i prorokini przyszli do Świątyni pod natchnieniem Ducha Świętego, aby ucieszyć się z obietnicy danej im przez Boga, mianowicie, że przed śmiercią oboje ujrzą narodzonego Zbawiciela.

Przedstawienie Jezusa – Po odprawionych ceremoniach oczyszczenia, według nakazu Prawa, Symeon wziął Chłopca na ręce, by ofiarować Go Bogu. Kiedy Symeon przyjął Mesjasza w ramiona, został napełniony najgłębszą pociechą i Duchem Świętym. Rozpoznał swojego Zbawiciela i uroczyście wygłosił kantyk: Teraz, o Panie, pozwól…, pragnąc umrzeć po otrzymaniu obiecanej łaski. Święty Józef obserwował wszystko z wielką uwagą, ujrzał Boże Dziecię całe promieniejące najjaśniejszym światłem – i pełen pociechy – dał się ponieść ekstazie na króciutki czas, w którym zostały mu objawione Tajemnice zawarte w Ofiarowaniu Bożego Chłopca.

Wykup – Po tym, jak starzec Symeon przez chwilę cieszył się swoim Bogiem Wcielonym, trzymając Go na ręku, Boża Matka wykupiła Chłopca pięcioma monetami, a starzec oddał Jej Dziecię, które głośno uradowało się w matczynych ramionach. Tymczasem, nasz Józef, powróciwszy do siebie, uważał na to, co działo się dalej. Święty Symeon razem z Bożą Matką ucieszył się szczęściem, jakie Ją spotkało, gratulował również świętemu Józefowi, po czym obydwojgu powierzył Chłopca. Pośród wielu pociech, jakich każde z nich doznawało, święty starzec, zwróciwszy się do Bożej Matki, wyjawił Jej, że Jej Dziecię stanie się upadkiem i powstaniem wielu, i że wielu będzie Mu się sprzeciwiać, zaś dusza Maryi zostanie przeniknięta mieczem boleści.

Ból Józefa i Maryi – Gdy Józef usłyszał słowa przepowiedziane przez proroka żonie, jego serce zostało zranione. Święty zrozumiał bowiem częściowo ich sens – i choć starał się zachować wielkoduszność – mimo wszystko zapłakał gorzko; od tego momentu nosił on owe słowa wyryte w sercu; stały się one powodem jego ustawicznego smutku i przejmującego bólu. Lecz o wiele bardziej bólem została przeniknięta Boża Matka, jak gdyby naraz zrozumiała wszystko jasno, a miecz boleści nigdy już nie opuszczał Jej dziewiczego serca. Podobnie przemówiła do Bożej Matki prorokini Anna, przepowiadając Jej mękę i śmierć Jej Syna, tego jednakże nie usłyszał nasz Józef, inaczej umarłby z bólu. Jego serce zostało tak zaniepokojone słowami Symeona, że konieczne było, aby Bóg podtrzymał go swoją łaską, ażeby Święty nie zaniemógł. Oczywiście, Boża Matka wytrzymywała cały ból, jaki Jej został przepowiedziany. Wprawdzie wcześniej została już powiadomiona o wszystkim, lecz słysząc, jak mocnymi słowami Jej wiedza została potwierdzona, doznała niewymownego bólu, jednakże zatrzymywała to wszystko dla siebie, a nawet sama później pocieszała swego przygnębionego męża, o czym będzie mowa później.

Dziękczynienie – W międzyczasie nasz Józef zapragnął porozmawiać z Bożą Matką na osobności i opowiedzieć Jej o tym, co usłyszał i zrozumiał, lecz oboje zatrzymali się jeszcze przez pewien czas w Świątyni. Maryja mocno przytrzymywała swojego Jezusa przy piersi, okazując Mu wszelkie przejawy miłości, wdzięczności, współczucia i dziękczynienia, jakie potrafiła czynić tylko taka matka jak Ona, zaś pośród najgłębszego smutku, jaki Ją ogarniał, Jej Boski Syn nie przestawał Jej pocieszać; Ona z kolei poprosiła Go, aby zechciał podobnie pocieszyć zgnębionego Józefa, co też Dziecię Boże uczyniło.

Fragment nadesłała p. Ewa Jurasz, red. naczelny Echa Medziugorja

Święty Józef żył życiem ukrytym pod płaszczem wielkich Bożych Tajemnic. Był żyjącą modlitwą oraz przykładem wiary, zaufania i poświęcenia. Wybrany przez Boga na głowę Świętej Rodziny, nieustannie wykazywał świadomość Jego dobroci i własnej nicości.
Poznaj głębiej wielkie uniżenie tego Świętego, umiłowanego przez Boga, w pięknym świadectwie jego życia, objawionym siostrze Mari Cecili Baij przez samego Jezusa w 1736 roku

Kliknij, jeśli chcesz nabyć książkę: sklep.krolowa-pokoju.com.pl