czwartek, 15 września 2022

Msza Święta sprawowana jest wyłącznie przez duchownych

Msza Święta sprawowana jest wyłącznie przez duchownych – Dr Carol Byrne

Dla praktycznie wszystkich katolików przed SW II, postulat „aktywnego uczestnictwa” we Mszy Św. przez członków zgromadzenia był nie do pomyślenia. Przez wiele wieków kapłan był uważany za „człowieka Mszy” czyli tego, który ponosi odpowiedzialność za wykonanie wszystkich jej modlitw i czynności od początku do końca.

Takie było jeszcze oficjalne stanowisko Watykanu w latach poprzedzających inaugurację Ruchu Liturgicznego. Na przykład w pierwszym tomie Ephemerides Liturgicae (1887), międzynarodowego czasopisma związanego z Kongregacją Obrzędów, następująco określono stanowisko  Kościoła w tej kwestii:

Msza Święta, zgodnie z jej powszechnie przyjętym znaczeniem, jest całym zespołem ceremonii i obrzędów wykonywanych przez Kapłana podczas sprawowania Świętej Ofiary na ołtarzu. To właśnie potwierdza Kościół, gdy zobowiązuje wiernych do słuchania Mszy; zgodnie z tym znaczeniem tak mają rozumieć ją wierni, gdy przy niej asystują [tj. są obecni] i  kapłani, gdy ją sprawują.”

Innymi słowy, każdy, kto chodził na Mszę, rozumiał, że jedynymi osobami mającymi w niej czynny udział są duchowni, a wrażenie to potęgował fakt, że bramy sanktuarium były podczas uroczystości zamknięte – i zaryglowane.

Takie rozwiązanie uzmysławiało kluczowy fakt dotyczący Mszy Świętej: że obszar sanktuarium jest Świętym Miejscem i że ceremonie tam dokonywane są sprawą duchownych, a nie świeckich. Powierzenie zgromadzeniu ról tradycyjnie zarezerwowanych dla kapłana musiało być poważnym wstrząsem dla wpojonego u większości katolików poczucia dobra i zła.

 

Niektóre wcześniejsze świadectwa

XIX-wieczny katolicki kapłan, ks. Daniel Rock – bardzo szanowany ekspert w dziedzinie liturgicznej i ceremonialnej praktyki angielskiego średniowiecza – wyjaśnił tę kwestię w jeszcze bardziej jasny i wyraźny sposób:

W pełnieniu tej świętej funkcji żadna rola nie jest przypisana ludowi. Ofiara jest składana przez kapłana w ich imieniu i na ich rzecz. Całe działanie odbywa się między Bogiem a kapłanem.  Nie jest też konieczne, aby lud rozumiał język Ofiary,  dlatego nie pozwala  mu się  nawet usłyszeć najważniejszej i najbardziej uroczystej jej części…

Lud jest obecny i modli się, tak jak czynił to tłum, gdy Zachariasz był w Świątyni: ale nie działa; nie wypowiada modlitw kapłana; nie ma nic wspólnego z rzeczywistym sprawowaniem Świętej Ofiary.

Współczesny Kościół przeszedł od „żadna rola nie jest przypisana ludowi” do „aktywnego uczestnictwa” wszystkich świeckich; i od tego, że nie mają oni „nic wspólnego z rzeczywistym sprawowaniem Świętej Ofiary” do zainspirowanego przez SW II lekiem na wszelkie zło: „Kapłan powinien czynić wszystko przy aktywnym udziale ludu, a nigdy sam.”

Tylko na podstawie tego faktu możemy ocenić, jak daleko od katolickiej prawdy odszedł Ruch Liturgiczny zainicjowany przez Dom Beauduin’a, zbudowany na platformie „aktywnego uczestnictwa” świeckich, a oparty na „potrzebie” rozumienia słów wypowiadanych przez kapłana i odpowiadania na nie. Żaden z poprzednich Papieży w historii Kościoła, włączając w to Piusa X, nigdy nie wskazał na taką potrzebę.

Inny wybitny XIX-wieczny człowiek Kościoła, kard. Nicholas Wiseman, pierwszy arcybiskup Westminsteru, był równie nieugięty co do wyjątkowej roli kapłana we Mszy Św: „Tam, gdzie głównym aktorem jest kapłan, pełniący posługę wyłącznie osobiście, reszta musi zadowolić się duchowym połączeniem swoich modlitw z jego, czy raczej z wykonywanym przez niego świętym obrzędem.

Ten punkt powtarza O. Thomas Bridgett w tych pamiętnych słowach:

Wielkim aktem katolickiego kultu jest Msza Święta, czyli bezkrwawa Ofiara Ciała i Krwi Jezusa Chrystusa. Jeden tylko stoi i składa tę straszliwą ofiarę; reszta klęczy wokół i łączy swoje intencje i pobożność z jego intencjami; ale nawet gdyby nie było tam ani jednego  wiernego, ofiara zarówno za żywych jak i umarłych byłaby skuteczna i kompletna.

 

Jak ogień i woda

W kwestii tego, kto jest, a kto nie jest uprawniony do sprawowania widzialnych i zewnętrznych obrzędów Mszy Św. pojawiło się wielkie rozdarcie pomiędzy  katolikami tradycyjnymi a progresywistami.

Po jednej stronie tej przepaści są ci, którzy podtrzymują tradycyjną naukę, że tylko duchowni mają prawo sprawować funkcje liturgiczne, świeccy natomiast nie mają oficjalnie uznanej  roli w obrzędach; uczestniczą duchowo we Mszy, nie wykonując żadnego z obrzędów, łącząc swoje modlitwy i intencje z czynnościami kapłana przy ołtarzu.

Po drugiej stronie są ci, którzy uważają, że przyjęta i zaakceptowana tradycja kultu katolickiego powinna zostać zastąpiona przez nową „teologię zgromadzenia liturgicznego”, według której, to zgromadzenie  jest obdarzone kapłańską mocą sprawowania liturgii.

Dla nich Msza Św. jest dziełem ludu Bożego, a nie dziełem Boga dla ludu, dokonywanym na ołtarzu za pośrednictwem kapłana w jego konsekrowanej roli alter Christus.

W tym tkwi źródło podziału na stanowiska tradycyjne i progresywistyczne, które sprowadzają się do dwóch nie dających się pogodzić koncepcji Mszy i wiary. Tradycyjny sposób uczestnictwa jest możliwy tylko dla tych, którzy rozumieją, czym naprawdę jest Msza.

Jednak obecne rozumienie Mszy przez większość katolików odeszło tak daleko od tego, czym było w całej historii Kościoła, że możemy mówić o całkowitej przemianie w ich postrzeganiu Mszy i święceń kapłańskich. Niektórzy posuwają się nawet do heretyckiego stwierdzenia, że Msza nie jest Mszą bez uczestnictwa i działania ludu.

Mantrą, która zapowiedziała i podtrzymuje tę rewolucję, jest oczywiście „aktywne uczestnictwo” nakazane przez SW II.

 

Wywrotowość „nowej teologii liturgicznej”?

Zaangażowanie świeckich w działanie liturgiczne opiera się na założeniu, że mają oni prawo do udziału w zarządzaniu i sprawowaniu własnej liturgii – stąd powstawanie w każdej parafii „komisji liturgicznych”, których członkowie planują liturgię według własnych potrzeb.  Odpowiedzialność za liturgię zawsze była wyłączną prerogatywą duchowieństwa, którego działania były ograniczone rubrykami ksiąg liturgicznych.

Kiedy rozważamy nauczanie Magisterium sprzed Soboru Watykańskiego II na temat Mszy i kapłaństwa, staje się jasne, że reformatorzy liturgiczni oparli swoje argumenty na ideach zaimportowanych z protestantyzmu, które oznaczają radykalne odejście od katolickiej tradycji teologicznej. Upierają się oni, że tradycja odziedziczona po Soborze Trydenckim jest obecnie przestarzała i musi być oparta na nowych podstawach.

Siłą napędową rozpoczętego w 1909 roku przez Dom Beauduina Ruchu Liturgicznego z jego hasłami „demokratyzacji” liturgii i „aktywnego uczestnictwa” świeckich nie była najwyraźniej troska o duchowe dobro ludu, ale bunt przeciwko „patriarchalnym strukturom” Kościoła. Ich celem było zaatakowanie przywilejów kapłańskich jako „elitarnych”, narzucenie „wspólnotowego” zaangażowania wszystkich w liturgię i podniesienie rangi świeckich w zgromadzeniu poprzez powierzenie im ról duchownych.

Jak zauważył w 1973 roku ks. J. D. Crichton, jeden z najwybitniejszych angielskich liturgistów progresywistycznych, w odniesieniu do rozdawania Komunii Świętej przez osoby świeckie: „będą oni teraz mogli sprawować swoje kapłaństwo w sposób, którego być może nigdy nie przewidywali”.

Jeśli Msza ma zachować swoją tożsamość, nie może być alternatywy dla tradycyjnego rozumienia Mszy, nie może być mieszania lub dzielenia obowiązków i odpowiedzialności między wyświęconymi szafarzami i ludźmi w ławkach.

Przykłady podważenia natury święceń kapłańskich można już było dostrzec w reformach liturgicznych Piusa XII.

Uwagi ks. Crichtona o „kapłaństwie świeckich”, choć napisane już po narzuceniu wiernym Novus Ordo, są równie odkrywcze jak spojrzenie we wsteczne lusterko w samochodzie. Widzimy w nim całą kolumnę reformatorów z początku XX w., którzy posuwali się autostradą ruchu liturgicznego w kierunku wspólnego celu – stworzenia Nowej Mszy, która osiągnęłaby wszystkie ich strategiczne cele.

 

Wszystkie ręce na pokład

Przed Ruchem Liturgicznym żadne oficjalne rubryki Mszału Rzymskiego nie ustalały zasad „podziału pracy” między duchownych i świeckich, z wyznaczonymi zadaniami dla świeckich, które mają wykonywać razem z kapłanem. Jest to podstawowa zasada organizacyjna linii montażowej w fabrykach, gdzie grupy pracują razem dla jak najbardziej wydajnej masowej produkcji towarów.

Msza Św. nie jest jednak wspólnym przedsięwzięciem, w którym wszyscy obecni wierni dzielą się odpowiedzialnością za jej sprawowanie (jak tego wymaga zasada Vaticanum II o „czynnym uczestnictwie”), ale – jak wyjaśniał XIX-wieczny O. Nikolaus Gihr – jest „czynnością liturgiczną wykonywaną przez kapłana dla przebłagania i uwielbienia Boga, a także dla zbawienia wiernych.” (8)

Nalegając na „podział pracy” jako warunek sine qua non wszystkich liturgii Novus Ordo i narzucając go zarówno kapłanom jak i świeckim, współczesny Kościół wprowadził zupełnie inną koncepcję Mszy – jako wspólnego wysiłku „Ludu Bożego”. Dla katolików Novus Ordo skutkuje to wrogim przejęciem zadań, do tej pory sprawowanych przez duchownych na rzecz drapieżnych świeckich konkurentów. Jesteśmy tego naocznymi świadkami, przy skwapliwej  akceptacji duchownych.

c.d.n

Dr Carol Byrne

 

Tłum. Sławomir Soja

Źródło: TraditionInAction (March 3, 2021) – „‘The Action of the Mass Is Performed by the Clergy Alone’”

 

„The Catholic Herald”: Młodzi garną się do Mszy łacińskiej. Dlaczego papież ją zwalcza?

 

„The Catholic Herald”: Młodzi garną się do Mszy łacińskiej. Dlaczego papież ją zwalcza?

(fot. Wikipedia Commons)

Młodzi katolicy na całym świecie coraz chętniej uczęszczają na Mszę łacińską. Odkrywają w niej coś, czego nigdzie indziej nie doświadczyli. Dlaczego w takim razie papież Franciszek, który tyle mówi o synodalności, tak ostro Mszę trydencką zwalcza? Takie pytania stawia brytyjski „The Catholic Herald”.

„The Catholic Herald” wychodzi od słynnego wywiadu, jaki przeprowadził bp Robert Barron z aktorem Shia LaBeoufem, w którym aktor wskazał na swoje nawrócenie na katolicyzm związane z Mszą trydencką.

„LaBeouf – ma 36 lat – jest częścią rosnącej grupy katolików przyciąganych do Mszy łacińskiej. Badania pokazują, że ci, którzy uczęszczają na Mszę łacińską, czynią to o wiele bardziej skrupulatnie niż ci, którzy uczęszczają na zwykłą Mszę. Młodzi katolicy odnajdują w Mszy łacińskiej i w tradycyjnym katolicyzmie coś, co gdzie indziej im umyka. […] Jeżeli jest to forma Mszy, która przyciąga z powrotem katolików – zwłaszcza młodych katolików – to dlaczego Franciszek miałby jej nie wspierać?” – czytamy w „The Catholic Herald”.


Portal wskazuje, że obserwujemy dziś wyraźnie, jak kruszy się liberalny katolicyzm. Pokazują to zarówno postulaty niemieckiej Drogi Synodalnej, sytuacja w liberalnym Kościele katolickim w Irlandii, czy też całkowity upadek liberalnego „Kościoła” Anglii. To właśnie tradycyjni chrześcijanie zachowują silne struktury i mają wiernych.

„Zamiast zwalczać Mszę łacińską, papież Franciszek powinien rozpoznać jej zdolność do ponownego angażowania katolików, nie tylko młodszych. Powinien dostrzec, dla kontrastu, że liberalizm zniszczył mainstreamowy protestantyzm. Tam, gdzie Kościół katolicki trzyma się mocno – w centralnej i wschodniej Europie, na globalnym południu – dzieje się tak dzięki tradycjonalnym wersjom wiary, która chwyta za serca i umysły. Nic dziwnego, że węgierski prałat i papabile, kardynał Péter Erdő, wykazuje szacunek wobec tych, którzy wolą Mszę łacińską” – czytamy.

Według portalu pojawia się też pytanie, jak Franciszek chce zainteresować synodalnością młodych katolików na całym świecie, skoro stara się ukrócić praktyki religijne, które przyciągają właśnie młodych katolików.

Źródło: catholicherald.co.uk

Pach

środa, 14 września 2022

Watykanista o rządach Franciszka: Takiego upadku autorytetu nie widziałem

 

Watykanista o rządach Franciszka: Takiego upadku autorytetu nie widziałem

(Papież Franciszek / Źródło: Flickr / Mazur/catholicnews.org.uk)

„Takiego upadku autorytetu nie widziałem, odkąd śledzę sytuację w Watykanie, a zacząłem pracę w Sala Stampa ponad 60 lat temu, na kilka dni przed śmiercią Piusa XII” – podkreśla włoski watykanista, komentując politykę zagraniczną Stolicy Apostolskiej za papieża Franciszka. 

Trudno zrozumieć, co papież chce nam przekazać. Np. mówi, że chciałby odwiedzić oba kraje będące w stanie wojny. Ktoś powie – świetnie. Ale dlaczego najpierw chce pojechać do Moskwy, a dopiero potem do Kijowa? Najpierw odwiedzić agresora, a potem ofiarę? – komentuje Gian Franco Svidercoschi w rozmowie z „Tygodnikiem Powszechnym”.

Niezależnie od oceny papieskich poglądów na sytuację na Ukrainie, watykanista czyni celną uwagę na temat swoistego chaosu i braku spójnej idei w obecnej polityce zagranicznej Watykanu, sugerując, iż „powodem zamieszania jest brak precyzyjnych wytycznych. Za tym, co się dziś dzieje, nie stoi żaden pomysł – ani co robić, ani co powiedzieć”.


Były wicedyrektor papieskiego organu prasowego „L’Osservatore Romano” uważa, że Franciszek padł ofiarą własnego sukcesu, który był przypisany do początku jego postępowego pontyfikatu. – Powtarzane gesty stają się podejrzane i tracą na wartości. (…) Obawiam się, że Franciszek czasami zapomina, iż warto się Ducha Świętego poradzić. Bo wszystko wskazuje, że kiedy zobaczy jakiś tytuł w gazecie albo ktoś mu coś powie, od razu przyjmuje to jako swoje stanowisko – kontynuuje watykanista.

Milczenie jest lepsze niż nieprzemyślane słowa. Nie na każdy temat trzeba się wypowiadać. A już na pewno nie powinien tego robić papież. To niszczy jego autorytet – wskazuje Svidercoschi.

Znawca stosunków watykańskich opowiedział się jednoznacznie po stronie ukraińskiej narracji wojennej, sugerując wręcz, że urzędujący papież powinien w pierwszych dniach wojny udać się na Ukrainę i „stanąć na Majdanie”. – Może ocaliłby ileś ludzkich istnień, bo choć przez chwilę nie padałyby pociski. Może zmieniłby historię Kościoła i świata. Teraz już za późno. Zresztą ani w Kijowie, ani w Moskwie już go nie chcą. Widząc zatem, co się dzieje, sądzę, że nie jest już w stanie odzyskać autorytetu. Ale powinien przynajmniej starać się go dalej nie osłabiać, bo wszystko to spadnie, niestety, na barki jego następcy – przekonuje Gian Franco Svidercoschi.

Źródło: wiez.pl

FO

Biskup Schneider: mam nadzieję, że Franciszek zatrzyma dyskryminację tradycyjnej Mszy

 

7 września 2022

Biskup Schneider: mam nadzieję, że Franciszek zatrzyma dyskryminację tradycyjnej Mszy

(Bp Athanasius Schneider / Fot. Piotr Łysakowski)

Biskup Athanasius Schneider ma nadzieję, że papież Franciszek wysłucha głosu nawróconego aktora Shia LaBeoufa oraz innych obrońców Mszy świętej trydenckiej, i zatrzyma dyskryminację liturgii odprawianej w tradycyjnym rycie.

 

Niemiecki biskup posługujący w Astanie udzielił wywiadu rozgłośni Virgin Most Powerful Radio. Prowadzący rozmowę Terry Barber opowiedział hierarsze o aktorze, który przy okazji kręcenia filmu poświęconego ojcu Pio poznał Mszę trydencką i pod jej wpływem nawrócił się na prawdziwą wiarę.


LaBeouf, odtwórca roli świętego zakonnika wyznał potem, że wcześniej nie poznał piękna Mszy świętej, którą się zachwycił. – Nigdy nie byłem ateistą. Zawsze byłem agnostykiem. Zawsze wierzyłem, ale nigdy nie byłem w łączności [z Kościołem]. Msza łacińska dała mi to – opowiadał.

– To kolejne ukazanie prawdy, że piękno i świętość tradycyjnej Mszy naprawdę przyciągają ludzi i dotykają ich do głębi serca – skomentował biskup Schneider. Jak podkreślił, o potędze Mszy trydenckiej decyduje jej uświęcenie.

– Chciałbym, aby pan LaBeouf odwiedził papieża Franciszka i porozmawiał z nim, i chciałbym, aby papież Franciszek wysłuchał jego i innych oraz powstrzymał dyskryminację tradycyjnej Mszy, którą rozpoczął w zeszłym roku dokumentem Traditionis Custodes. Popełnia wielką niesprawiedliwość – powiedział biskup o Franciszku.

– Ale myślę, że im bardziej tradycyjna Msza jest prześladowana, tym więcej Bóg da duchowej mocy nawrócenia poprzez tę Mszę, pomimo klerykalnych prześladowań wymierzonych przeciwko tej czcigodnej tysiącletniej modlitwie Kościoła – powiedział o liturgii trydenckiej bp Schneider.

 

Źródło: Life Site News

Hugh Somverville Knapman OSB: Dlaczego Watykan prześladuje Mszę trydencką?

 

Hugh Somverville Knapman OSB: Dlaczego Watykan prześladuje Mszę trydencką?

Dlaczego Watykan prześladuje Mszę trydencką, posługując się niepoważnymi argumentami – i jakie będą tego konsekwencje? Takie pytania stawia na łamach „The Catholic Herald” o. Hugh Somverville Knapman w tekście pt. „Nowo-rytowe szaty cesarza”. Według benedyktyna coraz więcej ludzi widzi, że posoborowa reforma liturgiczna nie ma wiele wspólnego z samym soborem i stąd niezrozumiałe jest, dlaczego Watykan wciąż próbuje ją uzasadnić powołując się na Vaticanum II. Tak się przecież po prostu nie da.

Hugh Somerville Knapman OSB jest benedyktynem z opactwa Douai w Upper Woolhampton w hrabstwie Berkshire w Anglii.

Autor wskazuje, że Stolica Apostolska mogłaby popełnić w sprawie liturgii poważny błąd taktyczny, nie doceniając świeckich i grając zbyt „słabymi kartami”. Watykan zdaje się ignorować status adherentów Mszy trydenckiej: to ludzie zasadniczo młodzi, dobrze poinformowani i dogłębnie przepełnieni demokratyczną bezpośredniością, którą Ojciec Święty promował pod hasłem parrhesia. Wielu z nich osobiście czytało dekrety Soboru Watykańskiego II i odkryło wyraźną różnicę między nimi a tym, co zrobiono w ich imieniu.


Według o. Somerville-Knapmana być może postulowana przez Franciszka parrhesia była przeznaczona tylko dla niektórych w Kościele, tych na peryferiach. Problem w tym, że restrykcje nałożone na Mszę trydencką zepchnęły wielu młodych katolików właśnie na peryferia Kościoła. Papież ograniczył Mszę przedsoborową gwoli zgody i jedności w Kościele, ale osiągnął wprost przeciwny efekt. Wielu katolików doświadcza dzisiaj podziałów. Według autora restrykcje zostały wywołane przez tych tradycjonalistów, którzy byli zbyt głośni i zbyt doktrynerscy w swoich zabiegach o przedsoborową liturgię. Takie postawy to fakty, uważa. A jednak karanie wielu za błędy nielicznych jest nietolerancyjne, jeżeli wręcz nie totalitarne. Somerville Knapman wskazuje, że ludzie młodzi doświadczają często osobiście lub widzą w internecie różne nadużycia liturgiczne związane z nową Mszą. Zastanawiają się, dlaczego uwaga Kościoła nie jest na nich właśnie skupiona. Młodzi są szczególnie wyczuleni na niekonsekwencje i niesprawiedliwość.

Benedyktyn zwraca uwagę na słowa kardynała Arthura Roche’a, który mówił, iż nowe restrykcje przeciwko Mszy trydenckiej są nakierowane na promocję odnowy przeprowadzonej przez II Sobór Watykański. Nie jest jednak pedanterią, pisze autor, wskazać, że II Sobór Watykański nie przeprowadził żadnej reformy. Zrobiło to ciało nazwane Consilium, stworzone przez papieża, a nie przez sobór. Reformy przygotowane przez Consilium często odchodzą od tego, czego chciał sobór. Stąd, wskazuje benedyktyn, nowy ryt Mszy świętej jest naprawdę „nowy” – i nie jest soborowy, ale posoborowy. Wdrażanie reformy w imię soboru nie oznacza z automatu, że reforma jest z soborem zgodna.

Reforma liturgiczna miała na celu podniesienie wspólnotowego uczestnictwa we Mszy świętej. Widać jednak, że ten cel nie został osiągnięty. Zrównywanie zreformowanej liturgii z wolą Soboru Watykańskiego II wiedzie do logicznego wniosku o klęsce soboru. Tak naprawdę jest to jednak tylko klęska Consilium.

Według o. Somerville Knapmana obecna polityka Stolicy Apostolskiej przypomina działania reżimu totalitarnego, który próbuje desperacko wykazać swoją prawomocność w obliczu protestów i niezadowolenia związanych z klęską jego polityki. Autor uważa, że Watykan mógłby po prostu pozwolić na koegzystencję dawnej i nowej formy liturgicznej, tak, by ludzie sami wybierali to, co żywi ich wiarę i życie chrześcijańskie. To oznaczałoby jednak potraktowanie świeckich jak ludzi dorosłych, a tego najwyraźniej Rzym chce za wszelką cenę uniknąć.

Zdaniem autora Watykan pozostawił jednak trochę wolnej przestrzeni i szansy na to, by zachować twarz. Franciszek pozwolił przecież na nieskrępowane korzystanie z rytu rzymskiego tak, jak go wyrażają księgi liturgiczne promulgowane przez Pawła VI i Jana Pawła II. Należy do nich również Ordo Missae z 1965 roku – to reforma posoborowa promulgowana przez Pawła VI, która jest bardzo bliska temu, czego oczekiwali Ojcowie Soboru Watykańskiego II.

Niezależnie od podejścia do obecnego kryzysu, rozwiązania muszą opierać się na odejściu od represji – oraz wierności raczej wobec dekretów II Soboru Watykańskiego niż ich ideologicznej aplikacji, uważa o. Hugh Somerville Knapman.

 

Źródło: catholicherald.co.uk

Pach

Abp Carlo Maria Viganò: W żyłach Mszy trydenckiej płynie czysta krew Ewangelii

 

Abp Carlo Maria Viganò: W żyłach Mszy trydenckiej płynie czysta krew Ewangelii

(Abp Carlo Maria Viganò / Źródło: YouTube)

Msza Wszechczasów ma w Kościele pełnię wolności i prawa, trzeba to tylko na powrót uznać. Zreformowana liturgia nacechowana protestanckimi i modernistycznymi błędami, dlatego kiedyś trzeba będzie ją anulować – uważa abp Carlo Maria Viganò.

Katolicka Msza święta jest doskonałym i spójnym wyrazem katolickiego nauczania, zreformowana liturgia jest z kolei wyrazem soborowego rozmiękczania, przedstawia i umacnia bez dwuznaczności i paplaniny tekstów II Soboru Watykańskiego swoją heterodoksyjną naturę. By użyć porównania, można powiedzieć, że w żyłach Mszy trydenckiej płynie zdrowa krew Ewangelii, a w żyłach nowego rytu zatruta krew herezji i ducha świata – powiedział abp Carlo Mara Viganò, były nuncjusz apostolski w Waszyngtonie, w rozmowie z magazynem Paix Liturgique.

Arcybiskup zdystansował się od koncepcji Benedykta XVI mówiącej o dwóch formach tego samego rytu.


To, co jest określane jako dwie liturgiczne formy tego samego rytu, jest w rzeczywistości dwoma rytami, jednym w pełni katolickim i drugim, który przemilcza katolickie prawdy i do którego wkradły się protestanckie i modernistyczne błędy – stwierdził.

Według arcybiskupa dokumenty Traditionis custodes, Responsa ad dubia oraz Desiderio desideravi, zostały wydane nie po to, by utwierdzać braci w wierze, ale by braci od wiary odwodzić; stoją one w radykalnej sprzeczności z motu proprio summorum pontificum Benedykta XVI, w którym papież uznał pełne prawa liturgii trydenckiej.

Kościół nie jest społecznością zarządzaną przez absolutnego monarchę, który, pozbawiony nad sobą autorytetu, może zmuszać swoich poddanych do własnych humorów. Głową Kościoła jest Chrystus i Chrystus jest jego jedynym prawdziwym Królem i Panem, którego reprezentantem jest papież, tak samo jak jest następcą Księcia Apostołów – podkreślił.

Abp Vigano stwierdził, że władza papieża nie może być wykorzystywana do innych celów niż te, które są zgodne z zasadą troski o salus animarum, zbawienie dusz, w zgodzie z Tradycją i we wierności wobec Chrystusa. Działania papieża jako reprezentanta Chrystusa nie są skuteczne wówczas, gdy są one wymierzone w Chrystusa lub w Kościół.

Dopytywany o to, jak powinni postępować w obliczu takich restrykcji księża, wskazał na problem posłuszeństwa związany z decyzjami Piusa XII.

W latach przed Soborem kierownictwo Kościoła było świadome rosnącego zagrożenia ze strony wywrotowej pracy modernistów, którzy infiltrowali Kościół. Z tego powodu Pius XII musiał dokonać centralizacji władzy. Jego decyzja, która jest zrozumiała, miała jednak taki skutek, że duchowieństwu wszczepiono przekonanie, iż autorytet w Kościele jest nienaruszalny – podczas gdy doktryna naucza nas, że bezkrytyczna akceptacja każdego zarządzenia oznacza poddaństwo, a nie posłuszeństwo – powiedział. Według abp. Vigano to również takie mylne rozumienie posłuszeństwa zostało na Soborze i po Soborze wykorzystane do tego, by przeforsować rzeczy wcześniej wprost nie do pomyślenia.

Zdaniem abp. Vigano nie ma tak naprawdę problemu z wyborem między starą a nową Mszą, bo sprawa jest oczywista. Dlatego zachęca on wszystkich swoich braci w kapłaństwie do celebrowania Mszy świętej trydenckiej.

Arcybiskup wyraził też przekonanie, że Msza Wszechczasów ma w Kościele pełną wolność i prawa i zostanie to niewątpliwie za jakiś czas formalnie uznane. Konieczne będzie jednak wówczas odwołanie nowego rytu, który, jak sądzi, jest odpowiedzialny za doktrynalny, moralny i liturgiczny rozkład, jaki zapanował w Ludzie Bożym.

Źródło: Katholisches.info

Pach

Abp Viganò wzywa do determinacji w walce z aborcją. Nawet, jeżeli Watykan milczy

 

Abp Viganò wzywa do determinacji w walce z aborcją. Nawet, jeżeli Watykan milczy

(źródło: wikipedia.org)

8 września w święto Narodzenia Najświętszej Maryi Panny i Pierwszy Międzynarodowy Dzień Walki z Aborcją arcybiskup Carlo Mario Viganò podkreślił, że „jednym z głównych osiągnięć chrześcijaństwa w sferze społecznej było wykorzenienie straszliwej zbrodni aborcji i porzucania nowonarodzonych dzieci tolerowane w świecie pogańskim”. Ten szacunek dla życia wywodzi się w Kościele katolickim z doskonałej zgodności z prawem naturalnym. Władza, która zrywa z tym prawem, traci autorytet do rządzenia.

Duchowny przypomina, że każdy człowiek jest stworzony do „wielbienia Boga i posłuszeństwa Jego przykazaniom, by móc cieszyć się wieczną błogością w niebie”. Zabicie zaś dziecka w wyniku aborcji narusza V przykazanie Dekalogu. Czyn ten jest wyjątkowo odrażający, bo ofiarą jest istota „niewinna, bezbronna i zmasakrowana (mówimy o masakrze) za zgodą rodziców, którzy powinni ze wszystkich sił chronić dziecko”.

I chociaż społeczeństwu chrześcijańskiemu udało się wyeliminować „powszechną zbrodnię, pokazując, że poszanowanie i ochrona życia od poczęcia do naturalnej śmierci jest nienaruszalną zasadą”, współczesne społeczeństwo świeckie złamało transcendentny związek między prawem pozytywnym a naturalnym.


Stało się tak – poczynając od Rewolucji Francuskiej – wraz z ogłoszeniem państwa świeckiego. Jednak gdy „pierwsza zasada, która raz informowała o prawach ludów i narodów, przestała istnieć, nic nie mogło zabronić jednostkom i społecznościom przyjmowania norm sprzecznych z prawem natury, uprawomocniających aborcję i rozwód jako swobodne wykonywanie wolnej woli”.  

Taki system rządzenia, który swój autorytet czerpie ze zgody ludu, a nie od Pana Boga, do którego należy wszelka władza, już tylko z tego powodu powinien być uważany za sprzeczny z bonum commune. Oparty na fałszywej koncepcji wolności i nieuznawaniu panowania Chrystusa nad jednostkami oraz społecznościami, „w rzeczywistości stawia się w opozycji do celu, który ją legitymizuje”.

Hierarcha wskazał, że dzieciobójstwo jest „prawie zawsze motywowane cynizmem, egoizmem i ignorancją”, a jego zwolennicy podjęli działania, by tę straszliwą zbrodnię ułatwić, odwołując się do historii o zgwałconych kobietach, dziewczynkach uwiedzionych przez zdeprawowanych starców i innych strasznych opowieści.

Jednak  dziesięciolecia masakr na niewinnych stworzeniach w samych Włoszech, gdzie zginęło ponad sześć milionów dzieci woła o sprawiedliwość z nieba, uważa hierarcha. Pokazuje także ogromny cynizm, egoizm i ignorancję. „Cynizm, ze względu na obojętność uciekania się do zabójstwa człowieka dla własnej korzyści; egoizm, ponieważ ci, którzy dokonują aborcji, decydują, że ich własna wola przeważa nad prawami drugiego człowieka; ignorancję, bo mało która matka zna męki, jakim faktycznie poddawane jest dziecko, aby wyrwać je z łona – i mało która wie, jak straumatyzowana będzie sama przez to doświadczenie”.

Zarówno cynizm, egoizm, jak i ignorancja wskazują na brak poczucia moralnego, które jest potęgowane przez defetystyczną postawę hierarchii katolickiej, nie dość przeciwstawiającej się tej straszliwej zbrodni.

Abp Viganò przypomina, że papież Jan Paweł II był nieubłaganym i dumnym orędownikiem prawa naturalnego w przeciwieństwie do zespołu kościelnego kierowanego przez Jorge Mario Bergoglio, uwikłanego w skandale finansowe, seksualne, a nawet w herezje w sferze teologicznej. Duchowny oskarża obecną hierarchię watykańską o propagowanie agendy neomaltuzjańskiej i tak zwanych „zdobyczy” współczesnego społeczeństwa, do których zalicza się: „rozwód, aborcję, eutanazję, antykoncepcję, sodomię i ideologię LGBTQ+, teorię gender i przerwanie rozwoju hormonalnego nieletnich”.

Odniósł się do skandalicznej wypowiedzi szefa zreformowanej Papieskiej Akademii Życia abp. Vincenzo Paglii, który nie chce sprzeciwić się złu szerzonemu przez obecny świat, powracający do epoki barbarzyństwa i pogaństwa. Dodaje, że władza kościelna stara się służyć władzy cywilnej, jakby chciała mieć udział w budowie Nowego Porządku Świata…

„Gorączkowe deklaracje przewodniczącego Papieskiej Akademii Życia, wygłoszone podczas programu telewizyjnego, słusznie zgorszyły zarówno wiernych, jak i niewierzących, którzy powinni móc patrzeć na Kościół jako na garnizon Dobra i latarnię Prawdy”.

Hierarcha krytykuje nie tylko „złudne zasady neomaltuzjanizmu, uważającego człowieka za pasożyta planety, którego trzeba eksterminować”, ale także „biurokratyczną postawę” abp. Paglii, akceptującego „ideologię globalistyczną i transhumanizm, Wielki Reset, zielony nowy ład i Agendę 2030”.

Aborcja oszukańczo definiowana jako „przerwanie ciąży” lub „zdrowie reprodukcyjne” „nie jest wolna od poważnych konfliktów interesów, ponieważ napędza nowy rynek, interesy ekonomiczne klinik aborcyjnych, firm farmaceutycznych, laboratoriów badawczych i producentów kosmetyków. Tak więc, oprócz nieodłącznego zła, jakim jest zabicie człowieka, istnieje również pozbawiony skrupułów i dochodowy handel abortowanymi płodami, które mają być użyte do produkcji leków, szczepionek i kremów. Wiemy na przykład z samego przyznania się producentów tak zwanych szczepionek przeciwko Covidowi, że w celu wytworzenia surowicy genowej nowe aborcje są nieustannie prowokowane , by odświeżyć pierwotne linie komórkowe, które również są produktem aborcji”.

Duchowny dodaje, że brak zdecydowanego sprzeciwu Dykasterii Nauki Wiary wobec szczepionek covidowych sprawia, że hierarchia ma współudział w procederze dostarczania Pfizerowi i Modernie tych surowic.

Przypomina, że dziecko w łonie kobiety nie jest jakąś abstrakcyjną ideą, koncepcją, którą można albo wziąć pod uwagę, albo zignorować. To jest istota ludzka, która „będzie miała imię, życie, krewnych i przyszłość. Osoba, która na chrzcie odnajdzie przyjaźń z Bogiem i będzie mogła Go kochać i służyć Mu, aby dzielić z Nim Wieczność”.

Duchowny sprzeciwia się rozpowszechnianiu na najwyższych szczeblach w Watykanie utylitarnej wizji życia i przeznaczenia człowieka. Jest ona ontologicznie skazana na klęskę i wieczny wyrok potępienia przez Chrystusa Odkupiciela. Niemniej jednak obrońcy życia powinni być jeszcze bardziej zdeterminowani w walce w obronie życia, a „jako obywatele i członkowie społeczności mają prawo i obowiązek ujawniania horroru tej zbrodni, jej niesłychanego okrucieństwa, jej cynicznego wykorzystywania dla interesów ideologicznych i ekonomicznych. Mają prawo i obowiązek przypominać matkom i ojcom, że dziecko nie jest dokuczliwą porażką, nie jest grudką tkanek ani producentem dwutlenku węgla. Nie. Dziecko jest stworzeniem Bożym, które ma być kochane, a następnie kochać i oddawać chwałę swojemu Stwórcy, a te bezradne maluchy zasługują przynajmniej na szansę przyjścia na świat, której nie odmówiono ich własnym matkom i ojcom”.

„Nie daj się zastraszyć tym, którzy oskarżają was o chęć przeludnienia planety bezużytecznymi zjadaczami (jak mówią w Davos), o chęć zmuszania kobiet do zostania matkami, o chęć narzucania swoich poglądów tym, którzy ich nie podzielają! Nie dajcie się oszukać twierdzeniom tych, którzy mówią, że prawo do aborcji nie nakłada obowiązku aborcji na tych, którzy tego nie chcą – jest to sofistyka, a życie istoty ludzkiej jest poddane indywidualnej decyzji. Prawda jest taka, że nikt nie może rościć sobie prawa do decydowania o tym, czy jego własne dziecko będzie żyć, czy umrze”.

Dopóki nie wykorzeni się aborcji, świat nie zazna spokoju – podkreśla duchowny, prosząc Najświętszą Pannę i św. Elżbietę o wypraszanie łask dla obrońców życia walczących ze zbrodnią aborcji.

Źródło: remnantnewspaper.com

AS

8 Września - Narodzenie Najświętszej Maryi Panny: Opowieść o

  8 Września - Narodzenie Najświętszej Maryi Panny: Opowieść o