środa, 3 stycznia 2024

Włoski ksiądz ekskomunikowany za słowa: "Bergoglio jest uzurpatorem i antypapieżem".

 

Włoski ksiądz ekskomunikowany za słowa: "Bergoglio jest uzurpatorem i antypapieżem".

Włoski ksiądz, który powiedział, że 'papa Francisco' jest "uzurpatorem", został ekskomunikowany. Don Ramon Guidetti, który został już zwolniony z funkcji proboszcza, twierdził również, że papież jest z "jezuicką masonerią powiązaną ze światowymi mocarstwami".

"Od dziesięciu lat trwa schizma, oni wiedzą, że istnieje masoneria, która rządzi, wiedzą, że on nie jest papieżem. Wiedzą o tym, ale milczą". To jeden z fragmentów homilii z 31 grudnia, która doprowadziła do ekskomuniki księdza Ramóna Guidetti, proboszcza Livorno.

Ksiądz Ramon Guidetti, proboszcz parafii San Ranieri a Guasticce (Livorno), został ekskomunikowany przez biskupa Livorno, monsignora Simone Giusti, za stwierdzenie podczas homilii, że 'papa Francisco' "nie jest papieżem", ale "uzurpatorem". Incydent miał miejsce 31 grudnia, w pierwszą rocznicę śmierci papieża Benedykta XIV, a akt ekskomuniki nastąpił następnego dnia.

 W homilii wygłoszonej w ostatni dzień roku proboszcz parafii Guasticce przekazał wiernym następujące słowa: "17 grudnia ubiegłego roku w sanktuarium niedaleko Buenos Aires, gdzie anonimowy ( 'papa Francisco') był arcybiskupem, piorun uderzył w figurę św. Piotra. I co doszło do spopielenia? Aureoli i kluczy. Aureola, ponieważ Piotr nie jest już świętym, ponieważ istnieje jezuicki mason powiązany ze światowymi mocarstwami, antypapież uzurpator. A klucze, ponieważ dobry Benedykt (papież Ratzinger) je zachował".

"Jestem pogodny i spokojny", ale "zdumiony szybkością, z jaką gilotyna odcięła kolejną głowę". W ten sposób Don Ramon Guidetti skomentował decyzję w Radiu Domina Nostra, audycji prowadzonej przez Alessandro Minutellę, księdza z Palermo, który został ekskomunikowany w 2018 roku, ponownie za atak na 'papa Francisco'. Mówiąc o dekrecie ekskomuniki, Guidetti powiedział: "Zrobię dla niego ładną ramkę i powieszę na ścianie i będzie to coś, czym chętnie się pochwalę". Następnie dodaje: "W moim sercu jest trochę goryczy z powodu tej ślepoty i twardości ze strony tego, który powinien być matką, Kościoła. Powinien być macierzyński, a w rzeczywistości jest tyranem".

 

Abp Aupetit: Kościół nie może błogosławić grzechu

 

„Nie możemy błogosławić grzechu” – przypomniał emerytowany metropolita Paryża abp Michel Aupetit, komentując deklarację „Fiducia supplicans”.

Dykasteria Nauki Wiary opublikowała w grudniu deklarację „Fiducia supplicans”, w której dopuściła błogosławienie w Kościele związków homoseksualnych. W krótkim komentarzu do sprawy za pośrednictwem mediów społecznościowych odniósł się abp Michel Aupetit.

- „Nauczanie Kościoła opartego na Chrystusie jest niezmienne: powinniśmy błogosławić grzesznika, którego kocha Bóg. Nie możemy jednak błogosławić grzechu, który oddziela nas od Boga. Powinno to dać grzesznikowi możliwość, aby więcej nie grzeszył, aby żałował i nawrócił się ku Panu”

- napisał francuski hierarcha.

poniedziałek, 1 stycznia 2024

Kard. Müller: Benedykt XVI nigdy by się na to nie zgodził

 

Wczoraj minął rok od śmierci papieża Benedykta XVI. Wspominając swojego rodaka, były prefekt Kongregacji Nauki Wiary kard. Gerhard L. Müller zwrócił uwagę, że nigdy by się on nie zgodził na dopuszczenie w Kościele błogosławienia związków homoseksualnych.

Powołany na strażnika katolickiej doktryny przez Benedykta XVI purpurat wziął udział w zorganizowanej przez EWTN konferencji poświęconej życiu, nauczaniu i dziedzictwu zmarłego rok temu biskupa Rzymu. Przy tej okazji Reuters pytał niemieckiego teologa o opublikowaną przed świętami przez Dykasterię Nauki Wiary deklarację, w której zaaprobowano praktykę błogosławienia tzw. związków nieregularnych, czyli par homoseksualnych i rozwodników. Kard. Müller stwierdził, że gdyby Benedykt XVI wciąż zasiadał na tronie św. Piotra, „to nigdy by się nie wydarzyło”.

- „Nie ma czegoś takiego jak małżeństwo homoseksualne. Ono nie istnieje, nie może istnieć, pomimo ideologii, które mamy obecnie”

- powiedział stanowczo.

Duchowny podkreślił również, że pozostaje w dobrych stosunkach z papieżem Franciszkiem. Przyznał jednak, że nie waha się spierać z Ojcem Świętym w kwestiach doktrynalnych.

- „Nie jesteśmy w Związku Radzieckim, gdzie tylko jeden przywódca ma coś do powiedzenia”

- zauważył.

Dodał, że właśnie w ten sposób służy papieżowi.

- „Najlepszą rzeczą, jaką możemy zrobić dla papieża, to zawsze być blisko katolickiej prawdy i wiary, a nie zachowywać się jak pochlebcy”

- powiedział.

kak/DoRzeczy.pl, Fronda.pl

Wielkie wyzwania dla Kościoła. Co przyniesie rok 2024

 

Rok 2024 postawi przed Kościołem katolickim olbrzymie wyzwania. Jesteśmy u progu potencjalnych zmian, które mogą swoją rewolucyjnością przyćmić wydarzenia II Soboru Watykańskiego. Świadomość przełomu jest w Polsce wciąż niewielka, a to może oznaczać, że zostaniemy „poprowadzeni, dokąd nie chcemy”.

W nadchodzącym roku katolików czeka cała masa trudnych, skomplikowanych bitew o obronę wiary i prawa do swobody jej wyznawania. Oto przegląd najważniejszych wyzwań, które czekają nas w Polsce.

Synod o Synodalności. Największa bitwa o Kościół


Najważniejszym wydarzeniem 2024 roku dla Kościoła powszechnego będzie spotkanie Synodu o Synodalności w Rzymie, które odbędzie się w październiku. Zgodnie z zapowiedziami papieża ma to być spotkanie konkluzywne: zgromadzeni we Wiecznym Mieście przyjmą dokument, który podsumuje całe dotychczasowe obrady synodalne, trwające przecież od jesieni roku 2021. W tekście mają zostać zawarte różne konkluzje o charakterze strategicznym, to znaczy: bez podejmowania jakichkolwiek decyzji w kwestiach szczegółowych, Synod o Synodalności ma wyznaczyć ogólne kierunki dalszego „rozwoju” doktryny, moralności i duszpasterstwa.

Synod o Synodalności jest co do zasad i celów nakierowany na kontynuację i pogłębienie „soborowego przełomu”. Po II wojnie światowej część kościelnej hierarchii uznała, że konieczne jest zbliżenie Kościoła do politycznego liberalizmu oraz postoświeceniowej filozofii. Emblematycznie opisują to głośne słowa św. Pawła VI o spotkaniu „religii Boga z religią człowieka” wypowiedziane 7 grudnia 1965 roku do ojców soborowych:

„Religia Boga, który stał się człowiekiem na swej drodze napotkała religię (bo tak można ją nazwać) człowieka, który stał się Bogiem. Jakież były tego następstwa? Szok, walka, anatema? – Mogło to mieć miejsce – lecz tak się nie stało. Stara historia o dobrym Samarytaninie uformowała model soborowej duchowości, która przepełniona została bezgraniczną sympatią ku człowiekowi. Uwagę Soboru pochłonęło odkrywanie i analiza ludzkich potrzeb – które powiększają się wraz z powiększaniem się potomstwa ziemi… Współcześni humaniści, wy, którzy odrzucacie transcendencję rzeczy wyższych, zdobądźcie się na to i uznajcie nasz nowy humanizm: my także, bardziej niż ktokolwiek inny, my mamy kult człowieka”.

Idea synodalna. Krótki rys rozwoju

Spotkanie religii Chrystusowej z religią rewolucyjną w kolejnych dziesięcioleciach pogłębiało się, jednak wyłącznie jednokierunkowo. Świat nie zainteresował się orędziem Kościoła, za to Kościół przyjął – i cały czas przyjmuje – wiele idei oraz rozwiązań praktycznych oferowanych przez współczesność. Rewolucja soborowa, choć przyniosła ogromne zmiany w Kościele, nie doprowadziła jednak do tak głębokiego przełomu, jakiego życzyli sobie jej awangardziści. Pontyfikat Pawła VI po 1968 roku, a więc po ogłoszeniu encykliki Humanae vitae, wytracił swój dotychczasowy impet; lata 1978 – 2013 upływające pod rządami Jana Pawła II i Józefa Ratzingera/Benedykta XVI, choć nacechowane wdrażaniem w życie ducha soborowej reformy, były nacechowane pewnym konserwatyzmem – moralnym za pontyfikatu Polaka, liturgicznym i doktrynalnym za pontyfikatu Niemca. W tych długich dziesięcioleciach liberalni zwolennicy głębszych zmian zastanawiali się, w jaki sposób „odzyskać” wczesnosoborowy rewolucyjny zapał, który pozwoliłby na przekształcenie Kościoła zgodnie z ich ideami.

W latach 90. pod egidą kardynała Carlo Marii Martiniego wypracowano koncept synodalności jako „uaktualnienia” sposobu bycia Kościoła w świecie. Grupa purpuratów zebrana wokół Włocha spotykała się regularnie przez lata opracowując plan reformy i szukając kandydata na papieża, który chciałby z nimi współpracować. Na początku lat 2000. znaleziono go w osobie arcybiskupa Jorge Mario Bergoglio, a w roku 2013 udało się nakłonić Kolegium Kardynalskie do jego wyboru na papieża. Dzięki temu agenda synodalności szczegółowo wypracowana w minionych latach mogła przejść do fazy realizacji. Ze względu na tak duże obciążenie historyczne synodalności nie można wątpić, że proces, w którym wszyscy mimowolnie uczestniczymy, ma ściśle określone cele i będzie je realizować z dynamiką zależną tylko od oporu środowisk krytycznie oceniających radykalnie liberalny kurs obrany przez grupę skupioną wokół idei liberalnych.

Realizacja idei synodalnej w praktyce

Tak dzieje się rzeczywiście. Zgodnie z oczekiwaniami środowisk reformistycznych Proces Synodalny skupia się konsekwentnie na kilku tematach kluczowych z perspektywy „dostosowania” Kościoła do liberalnego świata. To ponowne przemyślenie kapłaństwa, tak, by nieco je zdesakralizować („deklarykalizacja”, „partycypacja świeckich”); nowa rola kobiet, związana z przyjęciem fundamentów ideowych rewolucji feministycznej; pewien permisywizm seksualny, zarówno wobec homoseksualistów jak i innych osób, które nie radzą sobie albo nie chcą sobie radzić z nauką katolicką; wreszcie to również demokratyzacja sprawowania władzy, poprzez wciąganie świeckich w role zarezerwowane dotąd dla duchowieństwa, w tym dla biskupów.

W Polsce przez długi czas uważano, że globalny Proces Synodalny nie podejmie tych wątków, a nawet jeżeli to zrobi, to wyłącznie po łebkach, bo nikt o zdrowych zmysłach nie przyjmie przecież postulatów formułowanych w tych obszarach przez tak radykalne ruchy jak niemiecka Droga Synodalna. Zgodnie z dynamiką idei synodalnej okazało się jednak, że jest zupełnie inaczej: globalny Proces Synodalny Franciszka idzie wprawdzie powoli, ale konsekwentnie w tę z góry wyznaczoną mu stronę, a synodalnym obradom towarzyszą jeszcze osobiste decyzje papieża, dotyczące w ostatnich miesiącach zwłaszcza kwestii seksualności (Komunia dla rozwodników; błogosławienie par jednopłciowych; chrzest dla transseksualistów oraz dla dzieci wychowywanych przez pary homoseksualne). W dokumencie końcowym Synodu o Synodalności, jaki odbył się w Rzymie w 2023 roku, zawarto wszystkie wskazane wyżej tematy, formułując niekiedy nawet daleko idące tezy (na przykład, że katolicka antropologia oparta nie jest w stanie ogarnąć współczesnych fenomenów, czytaj – homoseksualizmu i transpłciowości).

W konsekwencji spotkanie Synodu o Synodalności w październiku 2024 będzie mieć ogromne znaczenie dla przyszłości Kościoła. Papież Franciszek oraz wszyscy awangardziści synodalności – jak kardynałowie Jean-Claude Hollerich, Mario Grech, Reinhard Marx, a w Polsce powtarzający niektóre ich tezy Grzegorz Ryś – przekonują, że synodalność jest wiążącym, wręcz konstytutywnym projektem dla Kościoła w trzecim tysiącleciu. W zamyśle twórców idei synodalnej nie znajdujemy się zatem w jakimś krótkotrwałym procesie, który zostanie definitywnie zamknięty na rzymskim spotkaniu; bynajmniej, tak jak pisałem wyżej – spotkanie w październiku ‘24 ma jedynie wyznaczyć ogólne strategiczne kierunki zmian. Rewolucja w praktyce przyjdzie dopiero później, we wszystkich wspomnianych obszarach: rozumienia i przeżywania kapłaństwa, roli kobiet, moralności seksualnej, sposobu sprawowania władzy w Kościele.

Europejski Kościół Federalny?

Zmiany dotykają bezpośrednio Kościoła katolickiego w całej Europie. W listopadzie 2023 roku Parlament Europejski podjął decyzję o rozpoczęciu procesu zmian traktatowych, które mają przekształcić dotychczasowy luźny konfederacyjny model Unii Europejskiej w model państwowy o wysokim stopniu scentralizowania procesów decyzyjnych. Nawet jeżeli ten projekt nie zostanie zrealizowany tak, jak zamyślili go sobie jego twórcy, otwarcie odwołujący się do komunizmu (patrz: „nowy manifest z Ventotene” grupy europosła Guya Verhofstadta), to proces centralizacji unijnej będzie najprawdopodobniej postępować innymi metodami.

Jak dotąd doskonale sprawdza się metoda prawna: krajowe prawodawstwo przestaje orientować się na własną tradycję legalną, przyjmując europejskie normy za porządek wyższego rzędu i stopniowo, metodą salami, cedując kolejne kompetencje na struktury europejskie. Temu procesowi politycznemu towarzyszy analogiczny proces w Kościele, wpisany od początku w ideę synodalności. Franciszek już w adhortacji apostolskiej Evangelii gaudium z 2013 roku napisał, że jest jego wolą nadać „pewien autentyczny autorytet doktrynalny” gremiom Konferencji Episkopatów. Nie pisał, że chodzi o konferencje narodowe, bo projekt synodalny zakłada tworzenie albo przebudowę już istniejących konferencji kontynentalnych.

Ten zamysł zmaterializował się wstępnie w lutym 2023 roku, kiedy w ramach drugiego etapu globalnego Procesu Synodalnego obradowało w Pradze europejskie gremium synodalne, złożone z biskupów, niższego duchowieństwa oraz świeckich. We wszystkich publikowanych od tego czasu oficjalnych dokumentach synodalnych wyrażano wolę zakotwiczenia takich kontynentalnych gremiów w prawie kościelnym – powtórzono to również w rzymskim dokumencie synodalnym z października 2023 roku. Jeżeli nikt nie zatrzyma tego procesu – a chętnych i zdolnych do tego sił póki co nie widać – Europa doczeka się własnej Konferencji Synodalnej, która, podobnie jak Bruksela na polu polityki, będzie przejmować kompetencje krajowe i centralistycznie kształtować katolicyzm na naszym kontynencie. Jako że w takiej Konferencji dominować będą siły liberalne, będzie się to wiązać z próbą narzucania Kościołowi w Europie rozwiązań zbieżnych z oczekiwaniami awangardzistów Rewolucji, o których pisałem wyżej.

Wyzwania dla Kościoła w Polsce. Rewolucyjny walec rządowy

Kościół katolicki w Polsce będzie musiał zmierzyć się z konsekwencjami opisanych procesów. Może próbować wpływać na ich przebieg, jak stara się to czynić obecnie poprzez interwencje abp. Stanisława Gądeckiego, wymierzone zwłaszcza w radykalne tezy niemieckiej Drogi Synodalnej, w sposób ewidentny wpływające albo raczej istotowo zbieżne z „głęboką agendą” globalnego Procesu Synodalnego. Nie wiem, czy takie próby się powiodą, wydaje się jednak, że ich podejmowanie jest moralną powinnością wszystkich zaangażowanych polskich katolików; nie tylko ze względu na dwuznaczny czy zgoła heterodoksyjny kształt propozycji formułowanych przez czołowe siły synodalne, ale również z powodu możliwej utraty kontroli nad kształtowaniem katolicyzmu nad Wisłą na rzecz kontynentalnego gremium europejskiego. Do tych wyzwań dochodzi jeszcze polska specyfika, związana z jednej strony z działalnością rządu premiera Donalda Tuska, z drugiej z zagrożeniami dla spójności katolicyzmu w naszym kraju wynikającymi z postępującej partykularyzacji wiary, czy to w postaci ruchów charyzmatycznych, czy to w postaci otwarcie albo kryptoschizmatyckich ruchów skupiających się wokół duchownych odrzucających autorytet legalnych władz kościelnych.

Nie ma potrzeby pisać szerzej o problemach wynikających z objęcia władzy przez lewicę. Od pierwszych dni uformowania się nowej większości w Sejmie forsowanie są różne skrajnie niekatolickie posunięcia. Już 22 listopada posłowie poparli ustawę o finansowaniu in vitro z budżetu; dzień po zaprzysiężeniu nowego rządu Europejski Trybunał Praw Człowieka zarządził rzekomą niezgodność wyroku Trybunału Konstytucyjnego dotyczącego aborcji z europejskimi normami; minister edukacji Barbara Nowacka zapowiedziała starania o ograniczenie liczby lekcji religii w szkołach; minister rodziny Agnieszka Dziemianowicz-Bąk promocję aborcji, pracy kobiet, opieki żłobkowej oraz walkę z klauzulą sumienia; marszałek Sejmu Szymon Hołownia wraz z posłami Lewicy podpisanie ustawy o związkach partnerskich.

Ta tęczowa, rewolucyjna ofensywa będzie trwać przez kolejne lata, obejmując także wiele innych obszarów; wymaga to od Kościoła dużego zaangażowania i aktywnego włączenia się w debatę, choćby po to, by nawet bez nadziei na realne ograniczenie rządowych aspiracji dać wiernym świadectwo o autentycznej nauce katolickiej.

Jak dotąd tego zabrakło: w sprawie in vitro Konferencja Episkopatu zareagowało zbyt wolno – najpierw nie zajęła stanowiska, a uczyniła to dopiero, gdy ustawa trafiła do podpisu Prezydenta RP. Za późno! A przecież w minionych latach przestrzegała polityków przed popieraniem legalności mrożenia i uśmiercania ludzkich zarodków oraz ich „produkowania” w laboratoriach.

W roku 2024 okazji do stanowczego głosu Kościoła będzie niewątpliwie bardzo wiele; pytanie, na ile biskupi z tych okazji skorzystają pozostaje otwarte. Istnieje ryzyko, że chęć obrony niektórych drugorzędnych spraw, dotyczących choćby ekonomicznej sytuacji Kościoła, będzie wpływać hamująco na gotowość do krytyki nowego rządu.

Partykularyzmy w Kościele

Ściśle wewnętrznym problemem Kościoła w Polsce pozostaje problem partykularyzmów. Od kilku lat gwałtownie w siłę rośnie ruch charyzmatyczny, z coraz większą liczbą środowisk i liderów współpracujących ściśle z analogicznymi ośrodkami zagranicą. Ruch charyzmatyczny ma wsparcie części agend Stolicy Apostolskiej; co więcej wiele jego postulatów – jak choćby deklerykalizacja kapłaństwa i klerykalizacja świeckich oraz panchrześcijańskie kontakty ekumeniczne – wiąże się dość blisko z celami globalnego Procesu Synodalnego. To sprawia, że rozwój charyzmatyzmu w Polsce może jeszcze przyspieszyć, w konsekwencji doprowadzając do głębokich zmian w świadomości i rozumieniu wiary przez polskich katolików. Charyzmatyzm często jest nacechowany silnym emotywizmem, duchowością quasi-magiczną oraz swoistym aparycjonizmem, czyli przywiązywaniem nadmiernej wagi do tak zwanych objawień prywatnych. Potrzebna wydaje się tu roztropna postawa hierarchii, która nie będzie wspierać ruchów aparycjonistycznych i charyzmatycznych, rozwijając wiarę racjonalną i dobrze ugruntowaną w sprawdzonych źródłach.

Ten sam problem partykularyzmu dotyczy katolików, którzy w związku ze zgorszeniami wywoływanymi przez zwierzchników Kościoła decydują się na pośrednie lub bezpośrednie odcięcie więzów łączących ich z Rzymem. W Polsce pojawiają się kolejni kapłani, którzy w imię samozwańczej obrony Tradycji deklarują rzekomą nielegalność pontyfikatu Franciszka i zakładają własne, niezależne od oficjalnych struktur kościelnych wspólnoty.

Część z katolików orientuje się też na zagranicznych hierarchów, którzy samozwańczo podważają legalność pontyfikatu papieża, zwłaszcza na postać abp. Carlo Marii Viganò, który w listopadzie tego roku ogłosił oficjalnie, że uważa Jorge Mario Bergoglio za papieża tylko „materialnego”, ale formalnie za uzurpatora. Niestety, w związku z prawdopodobnym pogłębianiem się kryzysu doktrynalnego i moralnego Stolicy Apostolskiej takie ruchy będą rosnąć w siłę, chyba, że polscy biskupi zdecydują się na bardziej jednoznaczną obronę tradycyjnej doktryny i moralności, co mogłoby skłonić część katolików stojących na skraju schizmy do powrotu do Kościoła. Potrzebna wydaje się też pewna rewizja stosunku polskich biskupów do tradycyjnej Mszy łacińskiej, która powinna znaleźć więcej miejsca w życiu liturgicznym w kraju, tak, by zapewnić katolikom pragnącym żyć Mszą trydencką właściwe i godne miejsce w Kościele w naszym kraju.

Czasy, w których można było przeżywać wiarę katolicką w spokoju pobożnej codzienności, bezpowrotnie minęły. Rzeczywistość polityczna i eklezjalna będzie wzywać nas do nieustannego opowiadania się po jednej ze stron: autentycznej katolickiej Tradycji albo liberalnej antykatolickiej Rewolucji. Czytelnicy portalu PCh24.pl wiedzą niewątpliwie, po której stanąć stronie; oby nie zabrakło nam jednak sił do ostrej walki, której – jak wskazują na to niepodważalne fakty – będzie tak wiele, jak dawno już nie bywało.

Daj nam, Boże, tę siłę w 2024 roku.

Paweł Chmielewski

Duchowa moc Antychrysta. Spełniają się ostrzeżenia Benedykta XVI

 Duchowa moc Antychrysta. Spełniają się ostrzeżenia Benedykta XVI

Do Kościoła katolickiego wkradł się dym Szatana. Myślenie wrogie Chrystusowi zatacza coraz szersze kręgi, infekując wiernych, duchowieństwo, hierarchię… Przestrzegał przed tym Benedykt XVI, ale decydenci wydają się nie wyciągać z tego wniosków. Więcej jeszcze, brną ślepo w coraz głębszy kryzys. Pisze o tym w swojej książce Paweł Chmielewski.

Wiosną 2020 roku, w pierwszych tygodniach lockdownu związanego z pandemią Covid-19, nagłówki portali na całym świecie mówiły o papieżu – tym emerytowanym. Wydawca niemieckiej edycji biografii Benedykta XVI opublikował krótki fragment wywiadu, jakiego papież Ratzinger udzielił autorowi tej pracy, Peterowi Seewaldowi. Seewald chciał wiedzieć, co miał na myśl Benedykt XVI, gdy podczas inauguracji swojego pontyfikatu prosił: „Módlcie się za mnie, abym nie uciekł ze strachu przed wilkami”. W odpowiedzi papież Ratzinger wskazał na duchową siłę Antychrysta. To właśnie te słowa, powiązane przez byłego suwerena Watykanu z takimi plagami jak „małżeństwa” homoseksualne, aborcja i in vitro, zainteresowały światowe media. Benedykt stwierdził dosłownie:

„Tutaj też muszę powiedzieć, że sytuacje, których papież może się obawiać, nie są przez ludzi wystarczająco rozumiane. Oczywiście sprawy takie jak Vatilekas1 są irytujące, a przede wszystkim niezrozumiałe i wysoce niepokojące dla ludzi na całym świecie. Prawdziwe zagrożenie dla Kościoła, a tym samym dla posługi Piotra, znajduje się jednak nie w tych rzeczach, lecz w światowej dyktaturze pozornie humanistycznych ideologii; odrzucanie ich oznacza wykluczenie z podstawowego społecznego konsensusu. Sto lat temu wszyscy uważaliby, że mówienie o małżeństwie homoseksualnym jest czymś absurdalnym. Dziś każdy, kto się temu sprzeciwia, naraża się na społeczne wykluczenie. To samo odnosi się do aborcji i tworzenia ludzi w laboratorium. Współczesne społeczeństwo jest w trakcie formułowania antychrześcijańskiego credo, a przeciwstawianie się mu jest karane społeczną ekskomuniką. Strach przed tą duchową mocą Antychrysta jest więc aż nazbyt naturalny i przeciwstawianie się temu naprawdę wymaga pomocy modlitewnej całej diecezji i Kościoła powszechnego”.

 To nie pierwszy raz, gdy Benedykt XVI wypowiedział się o Antychryście. Wcześniej podjął ten temat między innymi w książce „Jezus z Nazaretu”, gdzie odwołując się do myśli rosyjskiego filozofa Włodzimierza Sołowjowa wskazał na antychrystyczną naturę działań chrześcijańskich intelektualistów, którzy własnymi ideami zasłaniają Jezusa Chrystusa i w ten sposób stawiają samych siebie na miejscu Boga. A jednak to dopiero wypowiedź papieża-emeryta o Antychryście zamieszczona w książce Seewalda wywołała tak wielkie wrażenie. Benedykt XVI uderzył bowiem w samo sedno problemu: bezlitośnie oskarżył to, co zachodnia kultura uważa za swoje najważniejsze osiągnięcie w dziedzinie rzekomego umacniania ludzkiej wolności. Jeżeli diabelskim złem jest tak zwane „prawo” do zawierania homoseksualnych związków czy szerzej, do swobodnego definiowania własnej seksualności; jeżeli tym samym jest tak zwane „prawo do decydowania” o swoim ciele w postaci zabicia dziecka nienarodzonego; jeżeli inspiracją szatańską są zaawansowane technologicznie prace nad tworzeniem przez naukowców „doskonałych” ludzi na zamówienie – to czym miałaby chlubić się współczesność? Co zostałoby naszej kulturze, gdyby odebrać jej możliwość samodzielnego definiowania dobra i zła? Trzeba byłoby wówczas przyjąć, że jest ktoś wyższy od człowieka – jego Stwórca, Bóg. Tego wszakże nie chce się uczynić za żadną cenę. Przecież Bóg umarł – został zabity po to, by ludzie sami stali się jak bogowie. Homo deus – człowiek bóg, oto wizja, którą głoszą prorocy nowego jutra.

Benedykt XVI ma rację: świat zostaje opanowany przez moc Antychrysta. Także ludzie Kościoła są wobec niej coraz bardziej bezbronni. Z roku na roku dają się coraz częściej wykorzystywać Przeciwnikowi jako bezwolne narzędzia, płynące za mainstreamowym satanizmem kryjącym się pod płaszczem „nowoczesnej” religijności. Na fatalną kondycję wewnętrzną Kościoła zwrócił uwagę św. Paweł VI w 1972 roku, wypowiadając w homilii z 29 czerwca słynne słowa o dymie szatana:

„Odnosząc się do sytuacji dzisiejszego Kościoła, Ojciec Święty stwierdza, że ma wrażenie iż z jakiejś szczeliny do świątyni Boga przeniknął dym Szatana. Pojawiły się wątpliwość, niepewność, problematyzowanie, niepokój, niezadowolenie, konfrontacja. Nie wierzymy już Kościołowi; wierzymy pierwszemu świeckiemu prorokowi, który przychodzi by do nas przemawiać z jakiejś gazety czy jakiegoś ruchu społecznego, dopadamy go i pytamy o formułę prawdziwego życia. Nie uważamy już, byśmy to my byli jej gospodarzami i mistrzami. Do naszego sumienia wkradło się zwątpienie, weszło przez okna, które powinny być przecież otwarte na światło. Ze strony nauki, która winna dawać nam prawdę nie po to, byśmy dystansowali się od Boga, ale byśmy szukali go jeszcze mocniej i czcili z większą intensywnością, pojawiła się krytyka, pojawiło się zwątpienie. Naukowcy to ci, którzy z największym bólem i powagą marszczą czoła. Wreszcie oznajmiają: Nie wiem, nie wiemy, nie możemy wiedzieć. Szkoła stała się salą ćwiczebną zamieszania i sprzeczności, nierzadko absurdalnych. Krzewi się postęp po to, by następnie zburzyć go w najdziwniejszych i najradykalniejszych rewolucjach, negując wszystko, co zostało osiągnięte, powracając do prymitywizmu tuż po tym, jak osiągnięto we współczesnym świecie tak wielki postęp. Również w Kościele panuje taki stan niepewności. Wierzono, że po Soborze nadejdzie słoneczny dzień dla historii Kościoła. Zamiast niego przyszedł dzień pochmurny, burzowy i ciemny, dzień szukania i niepewności. Głosimy ekumenizm i ciągle dystansujemy się od innych. Dążymy do kopania przepaści zamiast do ich zasypywania”.

 

Święty papież trafił w sedno: Kościół stracił pewność. To umożliwiło wznoszenie gmachu fałszywej wiary także rękami samych katolików. Mówi o takim niebezpieczeństwie dobrze znany punkt Katechizmu Kościoła Katolickiego:

„Przed przyjściem Chrystusa Kościół ma przejść przez końcową próbę, która zachwieje wiarą wielu wierzących. Prześladowanie, które towarzyszy jego pielgrzymce przez ziemię, odsłoni tajemnicę bezbożności pod postacią oszukańczej religii, dającej ludziom pozorne rozwiązanie ich problemów za cenę odstępstwa od prawdy. Największym oszustwem religijnym jest oszustwo Antychrysta, czyli oszustwo pseudomesjanizmu, w którym człowiek uwielbia samego siebie zamiast Boga i Jego Mesjasza, który przyszedł w ciele” (675).

Nigdy jeszcze w historii nie byliśmy tak blisko jak dziś zadekretowania – i to na globalnym poziomie – oszukańczej religii uwielbienia człowieka. Pod wieloma względami wydaje się, że zmierzamy dziś coraz szybciej do realizacji antyutopijnej wizji, jaką przedstawił ponad 100 lat temu Włodzimierz Sołowjow. W „Krótkiej opowieści o Antychryście” rosyjski autor ukazał przeciwnika Chrystusa nie jako wojującego ateistę, ale jako człowieka wierzącego.

„Żył w tamtych czasach między nielicznymi wierzącymi spirytualistami pewien niezwykły człowiek – wielu nazywało go nadczłowiekiem – daleki jednak od niemowlęctwa zarówno umysłu, jak i serca. Był jeszcze młody, lecz dzięki swemu nieprzeciętnemu geniuszowi już około trzydziestego roku życia zasłynął jako wielki myśliciel, pisarz i działacz społeczny. Zdając sobie sprawę ze swej wielkiej siły ducha, pozostawał zatwardziałym spirytualistą. Jego jasny umysł zawsze wskazywał mu prawdę o tym, w co należy wierzyć: w dobro, Boga i Mesjasza. W to wszystko wierzył, lecz kochał wyłącznie samego siebie”; tymi słowami Sołowjow wprowadza kluczową postać głosiciela diabelskiej antyewangelii. Jak tłumaczy dalej Rosjanin, ów młody człowiek byłby gotów pokłonić się nawet przed mocą Zła, a to ze względu na olbrzymią miłość własną; ze względu na swoje wyjątkowe przymioty „uważał siebie za tego, kim w rzeczywistości był Chrystus”.

 

Młodzieniec sądził, że skoro Chrystus żył przed nim, to znaczy, że poprzedzał go w porządku moralnego rozwoju ludzkości, a zatem to on właśnie, a nie Chrystus, stoi wyżej. To przecież bardzo naukowe, zgodne z logiką nieustannego postępu zaproponowaną światu postrewolucyjnemu przez protestanckiego filozofa Georga Hegla… Bohater Sołowjowa mówił o sobie: „Chrystus, głosząc i praktykując swym życiem dobro moralne, był reformatorem ludzkości, ja zaś jestem powołany, by być dobroczyńcą ludzkości, częściowo już naprawionej, a częściowo niezdolnej jeszcze do zreformowania. […] Chrystus przyniósł miecz, ja zaś przyniosę pokój. On groził ziemi straszliwym sądem ostatecznym. Ale ostatecznym sędzią będę ja, a mój sąd będzie nie tylko sądem prawdy, lecz także sądem miłosierdzia”. W opowieści Sołowjowa – do którego lektury w całości gorąco zachęcam Czytelnika – młodzieniec zaprzecza wreszcie samemu zmartwychwstaniu Chrystusa, wpada w szał – i w tym stanie objawia mu się tajemnicza zjawa, która napełnia go swoją mocą. Bohater „Krótkiej opowieści o Antychryście” pisze prędko swoje wielkie dzieło o wymownym tytule, tak bliskim uchu człowieka XXI wieku: „Otwarta droga do pokoju i powszechnego dobrobytu”…

Wkrótce, głosi Sołowjow, światowej masonerii udaje się stworzyć rząd globalny i z tymi szlachetnymi ideami na sztandarach rozpoczyna się budowa nowej ludzkości, zasadzającej się na relatywistycznej religii, w której właściwym przedmiotem kultu nie jest Bóg, ale szatan skrywający się pod przejawami bezbrzeżnej pychy człowieka…

Fragment książki Pawła Chmielewskiego „Nowe moce Antychrysta”, wyd. AA, 2022.

 

Przez Nią spełniły się obietnice! Dziś Uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki Maryi

 

Pierwszy dzień Nowego Roku to ósmy dzień od Narodzenia Jezusa. Według prawa żydowskiego każdy chłopiec miał być tego dnia obrzezany. W oktawę Bożego Narodzenia, dziękując Bogu za przyjście na świat Chrystusa, Kościół obchodzi uroczystość Maryi jako Matki Bożej, przez którą spełniły się obietnice dane całej ludzkości, związane z tajemnicą Odkupienia. Tego dnia z wszystkich przymiotów Maryi czcimy szczególnie Jej macierzyństwo. Dziękujemy Jej także za to, że swą macierzyńską opieką otacza cały Lud Boży.

Poświęcenie Maryi pierwszego dnia rozpoczynającego się roku ma także inne znaczenie. Matka Jezusa zostaje ukazana ludziom jako najdoskonalsze stworzenie, a zarazem jako pierwsza z tych, którzy skorzystali z darów Chrystusa. Pragnienie zaakcentowania specjalnego wspomnienia Matki Bożej zrodziło się już w starożytności chrześcijańskiej. Kościół zachodni już w VII wieku wyznaczył w tym celu dzień 1 stycznia.

Uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki Maryi to najstarsze maryjne święto. Do liturgii Kościoła wprowadził je dość późno papież Pius XI w roku 1931 na pamiątkę 1500. rocznicy soboru w Efezie (431). Pius XI wyznaczył na coroczną pamiątkę tego święta dzień 11 października. Reforma liturgiczna w roku 1969 nie zniosła tego święta, ale podniosła je do rangi uroczystości nakazanych i przeniosła na 1 stycznia.

W Starym Testamencie jest wiele szczegółowych proroctw, zapowiadających Zbawiciela świata. Pośrednio dotyczą one także osoby Jego Matki. Niektóre z nich są nawet wyraźną aluzją do Rodzicielki Zbawiciela, np. zapowiedź dotycząca Niewiasty, która zetrze głowę węża-szatana (Rdz 3, 15). Jeszcze wyraźniej o Matce Mesjasza wspomina prorok Micheasz (Mi 5, 1-2). Jako proroctwo dotyczące Maryi traktuje się także zapowiedź Izajasza:

Pan sam da wam znak: Oto Panna pocznie i porodzi Syna i nazwie Go imieniem Emmanuel (Iz 7, 14).

Poza tymi tekstami tradycja chrześcijańska uznaje wiele innych w znaczeniu typicznym (stanowiącym wzór, pra-obraz), jak np. królowa stojąca po prawicy króla (Ps 45, 10), oblubienica z Pieśni nad Pieśniami, zwycięska Judyta czy ratująca swój naród od niechybnej zguby bohaterska Estera.

Maryja była córką świętych Joachima i Anny (tak przekazuje nam apokryf Protoewangelia Jakuba, pochodzący z roku ok. 150). To oni oddali ją do Świątyni (to także przekaz apokryficzny - wspomnienie tego wydarzenia obchodzimy w liturgii 21 listopada). Przez Boga została wybrana na Matkę Jezusa Chrystusa. Jej postać jest obecna na kartach Nowego Testamentu od chwili Zwiastowania po Zesłanie Ducha Świętego.
Anioł Gabriel zwiastuje Jej narodzenie Syna, który będzie "Synem Najwyższego" (Łk 1, 26-38). Od tej chwili Maryja całkowicie oddaje się Bogu. Za wskazaniem anioła odwiedza swoją krewną, św. Elżbietę, matkę Jana Chrzciciela (Łk 1, 39-56). Wraz ze swym oblubieńcem, św. Józefem, w związku ze spisem ludności udaje się do Betlejem, miasta, z którego wywodzi się Jej ród (a także ród Józefa, Jej męża). Tutaj przychodzi na świat Jezus (Łk 2, 1-20). Zgodnie z żydowskim obyczajem ofiarowuje Syna w świątyni (Łk 2, 21-38). Wobec zagrożenia ze strony Heroda ucieka z Jezusem i św. Józefem do Egiptu (Mt 2, 13-18). Po śmierci króla wraca do Nazaretu (Mt 2, 19-23). Podczas pobytu w Jerozolimie przeżywa niepokój z powodu zagubienia swego Syna (Łk 2, 41-49). Na godach weselnych w Kanie poprzez Jej wstawiennictwo Jezus czyni swój pierwszy cud (J 2, 1-11).
Synoptycy (św. Mateusz, św. Łukasz i św. Marek) wspominają, że Maryja towarzyszyła Panu Jezusowi w Jego wędrówkach apostolskich (Mt 12, 46-50; Mk 3, 31-35; Łk 8, 19-21). Maryja jest także świadkiem śmierci Chrystusa. Stoi pod krzyżem Jezusa, gdy Ten powierza Ją opiece swego umiłowanego ucznia Jana (J 19, 25-27). Pod krzyżem zostaje Matką Kościoła i ludzkości. Po ukrzyżowaniu i zmartwychwstaniu pozostaje wśród Apostołów w Jerozolimie.
Maryja niewątpliwie jest osobą najbliższą Jezusowi ze względu na szczególną rolę w dziele zbawienia. Jej niezwykłe posłannictwo i miejsce w chrześcijaństwie odsłania tekst Apokalipsy.
Według tradycji po wniebowstąpieniu Jezusa żyła jeszcze 12 lat. Niektóre dokumenty mówią, że mieszkała ze św. Janem w Efezie, inne - że nie opuszczała Jerozolimy. Pusty grób Maryi znajduje się obok Ogrodu Oliwnego w dolinie Cedron. Fakty z Jej życia, tytuły i wezwania modlitewne oraz cudowne wydarzenia, które miały miejsce za Jej przyczyną, Kościół rozważa w ciągu wielu świąt podczas całego roku liturgicznego.

Spośród szczególnych przywilejów Maryi na pierwszym miejscu trzeba wymienić Jej Boskie macierzyństwo, które w dzisiejszej uroczystości czcimy. Kiedy Nestoriusz, patriarcha Konstantynopola, odważył się odróżniać w Jezusie Chrystusie dwie natury i dwie osoby, wtedy Maryję zaczął nazywać Matką Chrystusa-Człowieka i odmówił Jej przywileju Boskiego macierzyństwa. Jednak biskupi zebrani na soborze w Efezie (431) stanowczo odrzucili i potępili naukę Nestoriusza, wykazując, że Jezus miał tylko jedną osobę, której własnością były dwie natury: Boska i ludzka. Dlatego Maryja była Matką Osoby Jezusa Chrystusa w Jego ludzkiej naturze - była więc Matką Bożą. Prawda ta została ogłoszona jako dogmat. Zebrani na tym soborze biskupi Kościoła pod przewodnictwem legatów papieskich orzekli jednogłośnie, że nie tylko można, ale należy Maryję nazywać Matką Bożą, Bogurodzicą (greckie Theotokos). Maryja nie zrodziła Bóstwa, nie dała Panu Jezusowi natury Boskiej, którą On już posiadał odwiecznie od Ojca. Dała Chrystusowi Panu w czasie naturę ludzką - ciało ludzkie. Ale dała je Boskiej Osobie Pana Jezusa. Jest więc Matką Syna Bożego według ciała i w czasie, jak według natury Bożej i odwiecznie Pan Jezus jest Synem Bożym. Ta godność i ten przywilej wynosi Maryję ponad wszystkie stworzenia i jest źródłem wszystkich innych Jej przywilejów.
Prawdę o Boskim macierzyństwie Maryi potwierdzono na soborach w Chalcedonie (451) i w Konstantynopolu (553 i 680), w konstytucji Pawła IV przeciwko arianom (socynianom) w roku 1555, w wyznaniu wiary Benedykta XIV (1743) oraz w encyklice Piusa XI Lux veritatis w 1931 roku.
Kościół właściwie przez cały rok wysławia ten wielki przywilej Maryi. W codziennej Komplecie w antyfonie końcowej spotykamy słowa: "Witaj, Matko Zbawiciela!", "Witaj, Królowo nieba, Pani aniołów!", "Witaj korzeniu i bramo święta, z której Światło zeszło na ziemię!", "Królowo nieba, wesel się, alleluja, albowiem, którego zasłużyłaś nosić, zmartwychwstał, jak przepowiedział, alleluja!", "Witaj, Królowo... a Jezusa, błogosławiony owoc żywota Twojego, po tym wygnaniu nam okaż".

Macierzyństwo Maryi wobec Jezusa jest wyjątkowe, ponieważ jest dziewicze. Maryja była Dziewicą zawsze: przed porodzeniem Jezusa i po Jego urodzeniu, aż do śmierci. Kościół nie ustanowił osobnego święta dla podkreślenia tego tytułu. Łączy go jednak bezpośrednio z Boskim macierzyństwem. Prawdę o dziewiczym macierzyństwie ogłosił jako dogmat na Soborze Laterańskim I w roku 649. Jednak wiarę w tę prawdę Kościół wyraził również na soborach poprzednich, np. w Chalcedonie (451) i w Konstantynopolu (553). Nadto prawdę tę akcentuje w wyznaniach wiary, w orzeczeniach papieży, w pismach Ojców Kościoła i w liturgii.

Pan Bóg godnością przewyższa wszystko, co tylko istnieje. Dlatego kult najwyższy, tak prywatny, jak i publiczny, należy się Panu Bogu. Maryja jest tylko stworzeniem, ale wśród stworzeń wyróżniona została najwyższą godnością. Dlatego Kościół oddaje Jej cześć szczególną, większą niż innym Świętym, co w liturgii nazywa się kultem hyperduliae - czcią wyjątkową. Kult Świętych jest zawsze względny i pośredni. Czcimy ich bowiem, ponieważ są przyjaciółmi Boga, a całą swoją godność i chwałę zawdzięczają Panu Bogu. To samo odnosi się również do Matki Bożej.
W swoich początkach chrześcijaństwo na pierwszy plan wysuwało kult Pana Jezusa jako Wcielonego Słowa i Zbawiciela świata. W miarę jednak, jak nauka Chrystusa ogarniała coraz to nowe obszary, powiększało się też zainteresowanie osobą Matki Zbawiciela. Dlatego wspomnienie o Niej spotykamy u pierwszych Ojców Kościoła oraz w apokryfach. Kiedy zaczął rozwijać się kult męczenników, a zaraz potem wyznawców, kult Matki Bożej zyskiwał na znaczeniu. Od wieku IV można już mówić o powszechnym kulcie Maryi w Kościele. Wzrósł on po Soborze Efeskim (431), kiedy zaczęto stawiać ku czci Matki Bożej kościoły, otaczać kultem Jej obrazy, układać modlitwy, wygłaszać homilie i obchodzić Jej święta. Dzisiaj kult Matki Bożej w Kościele katolickim jest tak powszechny i żywy, że stanowi jedną z jego cech charakterystycznych. Do jego najważniejszych elementów należą:

poster
  1. Dni i święta Maryi. W roku liturgicznym mamy kilkanaście obchodów maryjnych, co jest sytuacją wyjątkową - nikt inny nie jest tak często w liturgii wspominany. Niektórym z tych obchodów Kościół nadaje rangę najwyższą - uroczystości: Boskiego macierzyństwa Maryi (1 stycznia), Jej Wniebowzięcia (15 sierpnia) i Niepokalanego Poczęcia (8 grudnia). Dwa miesiące: maj i październik są miesiącami Maryi, w których Maryja odbiera szczególną cześć u wiernych. Są także święta lokalne, np. w Polsce - Królowej Polski (3 maja) czy Matki Bożej Częstochowskiej (26 sierpnia). Także poszczególne miejscowości czy zakony mają swoje święta. Sobota każdego tygodnia już od wczesnego średniowiecza była obchodzona jako dzień Maryi. W Okresie Zwykłym Kościół dozwala na odprawianie w soboty Mszy św. według specjalnego formularza o Matce Bożej.
  2. Świątynie pod wezwaniem Matki Bożej. Zaczęto je stawiać już od wieku IV. Dzisiaj są ich tysiące na całym świecie. Najdostojnieszą z nich jest bazylika Matki Bożej Większej w Rzymie.
  3. Obrazy i rzeźby Matki Bożej. Ikonografia w tej dziedzinie jest niezmiernie bogata. Obejmuje setki tysięcy obrazów i rzeźb. Pierwsze wizerunki Maryi spotykamy już w katakumbach w II w. - w katakumbach Pryscylli w Rzymie umieszczono literę M z krzyżem. Nadto na suficie jednej z krypt tych katakumb widzimy Maryję siedzącą na wysokim krześle niby na tronie albo na katedrze biskupiej. Jest ubrana w białą tunikę i ma welon dziewiczy na głowie. Na kolanach trzyma Dziecię Jezus. Powstały całe szkoły ikonografii maryjnej. Wiele obrazów i figur zasłynęło niezwykłymi łaskami, tak że zostały uznane za cudowne (jest ich ok. 3000, w tym kilkaset koronowano koronami papieskimi). Do sanktuariów maryjnych podążają milionowe rzesze pielgrzymów.
  4. Figury Maryi, stawiane na placach. W samym Awinionie we Francji jest ich 158. Wiele z nich przedstawia wysoką wartość artystyczną. W Rzymie znana jest kolumna Matki Bożej Niepokalanej na Placu Hiszpańskim, przed którą papież co roku zwyczajowo w każde święto Niepokalanej (8 grudnia) składa wiązankę kwiatów.
  5. Pisma teologów. Nie było pisarza kościelnego, który by nie podejmował tematyki maryjnej. Rocznie wychodzi kilkaset prac na temat Matki Bożej. Istnieją specjalne biblioteki, czasopisma i encyklopedie mariologiczne.
  6. Kongresy mariologiczne: miejscowe, diecezjalne, prowincjalne, krajowe, międzynarodowe. Rocznie przypada ich w różnych krajach kilka do dziesięciu, z okazji specjalnych - więcej. Pierwszy międzynarodowy kongres mariologiczny odbył się w Lyonie w dniach 5-8 września 1900 roku.
  7. Rozmaite nabożeństwa. Wystarczy wymienić najgłośniejsze: nabożeństwo 3 Zdrowaś Maryjo, koronki, różaniec, szkaplerze, medaliki, małe oficjum brewiarzowe (czyli Godzinki), nabożeństwo pierwszych sobót miesiąca, nowenny, pielgrzymki, peregrynacje obrazów i figur Matki Bożej, prywatne i publiczne akty poświęcenia się Matce Bożej, Święte Niewolnictwo, Dzieło Pomocników Maryi.

Maryja jest patronką Kościoła powszechnego, wielu diecezji, zakonów, krajów, miast oraz asysty kościelnej, lotników, matek, motocyklistów, panien, piekarzy, prządek, studentów i szkół katolickich.

W ikonografii Najświętsza Maryja Panna jest - obok Jezusa - najczęściej występującą postacią. Sztuka chrześcijańska rozwinęła szereg typów Madonny: z Dzieciątkiem, Matki Bożej tkliwej, majestatycznej (w sztuce bizantyjskiej), tronującej, opiekuńczej, orędującej, dziewczęcej, surowej władczyni, królowej, mieszczki, wieśniaczki, wytwornej damy. Ukazywana jest jako Bogurodzica, Niepokalana, Bolesna, Wniebowzięta, Niewiasta z Apokalipsy, Różańcowa, Wspomożycielka, Królowa, Matka Kościoła.
Jej atrybutami są m.in.: gołąb - symbol Ducha Świętego, siedem gołębi - oznaczających siedem darów Ducha Świętego, jagnię, jaskółka, jednorożec; ciała niebieskie: gwiazdy, księżyc, półksiężyc, słońce i gwiazdy; kwiaty: anemon, fiołek, irys, lilia, lilia w ręku - symbol Niepokalanej, róża, różany szpaler; drzewa: cedr, dąb, drzewo figowe; owoce: cytryna - znak cierpienia, goździk, jabłko - symbol Odkupienia, truskawka, winorośl, winogrono jako symbol Jezusa zrodzonego ze szlachetnego winnego szczepu; ciernie, łza, mały krzyż, krucyfiks, miecz, miecz w piersi, siedem mieczów, narzędzia męki w dłoniach anioła; Boskie Miasto, kielich, kielich z hostią, korona, księga, otwarta księga, naszyjnik, naszyjnik z korali, perła, różaniec, smok u stóp, studnia.

bz/brewiarz.pl

Boskie Macierzyństwo Maryi. Poruszające rozważanie św. abp. Bilczewskiego

 

Boskie Macierzyństwo Maryi. Poruszające rozważanie św. abp. Bilczewskiego

Z łask, które się oczom naszym przedstawiają w Maryi, pierwszą jest Jej Boskie Macierzyństwo. Tę prawdę wiary głosi Archanioł Gabriel, mówiąc: „Nie bój się Maryjo, albowiem znalazłaś łaskę u Boga. Oto poczniesz w żywocie i porodzisz Syna, a nazwiesz imię jego Jezus. Ten będzie wielki, a będzie zwan Synem Najwyższego…” (Łk. 1, 30-32). „To, co się z ciebie narodzi święte, będzie nazwane Synem Bożym” (Łk. 1, 35). A gdy św. Józef waha się, co ma sądzić o stanie błogosławionym swej małżonki, Bóg posyła doń Anioła: „Józefie, synu Dawidów, nie bój się przyjąć Maryi, małżonki twej. Albowiem co się w niej urodziło, jest z Ducha Świętego” (Mt. 1, 20). A święta matka Jana Chrzciciela, czyż nie woła: „Skądże mnie to, że przyszła matka Pana mego do mnie?” (Łk. I. 43).

Macierzyństwo to wyniosło Najświętszą Maryję Pannę ponad wszystkie dzieła rąk Bożych – ponad Aniołów i wszystkich Świętych. Ono postawiło Ją między Bogiem a światem, jako naturalną pośredniczkę między Jej Synem a nami i kazało Ją uczcić osobną i wyłączną czcią religijną, która żadnemu ze świętych się nie należy, a która ponad sobą ma tylko cześć należną Trójcy Przenajświętszej.

Jeden z Ojców Kościoła pyta, dlaczego Ewangelia przemilcza narodzenie i lata dziecięce Maryi, dlaczego tak mało mówi o Niej od chwili Narodzenia P. Jezusa do dnia błogosławionej Jej śmierci i sam odpowiada: „bo jest Matką Jezusa, naszego Boga; a choćbyśmy o Maryi ponad to, że jest «Bożą Matką» nic nie wiedzieli, wiemy wszystko, bo w tej jednej nazwie wszystko się zawiera”.


Tak, Najdrożsi moi, wszystko, co Bóg uczynił dla Maryi, uczynił albo w przewidzeniu Jej Boskiego macierzyństwa, albo na skutek tegoż żadnym rozumem niepojętego macierzyństwa.

Jej Niepokalane Poczęcie przygotowuje Matkę godną Boga; Jej nienaruszone Panieństwo przed poczęciem, w poczęciu i po poczęciu i narodzeniu Syna Bożego to owoc godności macierzyństwa Boga; wszystkie cnoty to perły i drogie kamienie, które z konieczności muszą zdobić serce Matki Boga. Ponieważ jest Matką Króla odwiecznej chwały, Ona królować musi nad niebem wybranych Bożych. Ponieważ wreszcie nieskończenie dobry Syn nie może odrzucić prośby najgodniejszej swej Matki, Ona staje się „wszechmocą proszącą.

Prawda ta o macierzyństwie Bożym Maryi należy do samych podstaw wiary katolickiej. Wierzyć bowiem, że Najświętsza Maryja Panna jest Matką Boga, znaczy: wierzyć, że Jezus Chrystus, Syn Jej, jest Bogiem. Przeczyć, że Maryja Matką jest Bożą, znaczy przeczyć, że Chrystus jest Bogiem. Toteż piekło od początków chrześcijaństwa, chcąc zburzyć gmach wiary świętej, uderzyło w pierwszym rzędzie na dogmat macierzyństwa Bożego Najświętszej Maryi Panny. Ale Maryja zwycięsko broniła swej czci i największej godności. I brzmi coraz rozgłośniej hymn czci i chwały Bogarodzicy: „Wszystkie herezje pokonałaś, Maryjo, na całym świecie!”.

Niech się więc w waszym sercu, Najdrożsi moi, ożywia wiara w dogmat macierzyństwa Bożego Maryi – a z serca popłynie modlitwa do tronu Niepokalanej: „Matko Boża, Matko Chrystusowa, Matko Stworzyciela, Matko Odkupiciela, módl się za nami!”.

Abp Józef Bilczewski, List pasterski o czci Najświętszej Maryi Panny, w: Księga Pamiątkowa Mariańska ku czci pięćdziesięciolecia ogłoszenia Dogmatu o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Maryi Panny.

Upłynęły dwa tysiące lat od kiedy Jestem obecny w Kościele w Sakramencie Mojej Milości a nadal pozostaje nieznany,zapomniany,opuszczony i traktowany jak rzecz,

  Nadstaw ucha twojego serca a będę do ciebie przemawiał... Upłynęły dwa tysiące lat od kiedy Jestem obecny w Kościele w Sakramencie Mojej M...