wtorek, 2 kwietnia 2024

Naród zwycięski. Jan Paweł II jako prorok Polaków

 

Papież prorok obejmuje przywódz­two swego narodu i prowadzi go do wielkiego starcia, które kończy się – wbrew wszelkim ra­cjonalnym kalkulacjom – zwycięstwem – pisał Dariusz Gawin w 3. numerze „Teologii Politycznej” zatytułowanym „Pierwszy rok bezkrólewia”. Przypominamy ten tekst w związku z przypadającą dziś 19. rocznicą odejścia Jana Pawła II do Domu Ojca.

Filozofia narodu Jana Pawła II to temat trudny z oczywistego względu – ilość koniecznych do uwzględnienia homilii, przemówień i wy­stąpień Ojca Świętego przytłacza swoim ogro­mem. Istnieje jednak tekst, który może posłu­żyć za kwintesencję tej wielkiej nauki, tekst krótki i dzisiaj powszechnie przywoływany: tekst papieskiej homilii wygłoszonej w czasie mszy świętej odprawionej 2 czerwca 1979 roku w Warszawie na placu Zwycięstwa. Frazę: „Niech zstąpi Duch Twój! I odnowi oblicze ziemi. Tej ziemi!” zna dzisiaj każdy, bowiem moment jej wygłoszenia stał się w zbiorowej wyobraźni początkiem końca komunizmu. To dlatego po śmierci Papieża właśnie ten frag­ment homilii przytaczano bez końca w przeka­zach telewizyjnych i to dlatego – ze względu na szczególną wymowę symboliczną miejsca – ten właśnie plac, obecnie plac Piłsudskiego wy­brali spontanicznie warszawiacy na mszę w in­tencji Ojca Świętego w kwietniu 2005 ro­ku. Ale jak to zwykle w takich wypadkach, mało kto sięga po całość tekstu. Tymczasem właśnie tutaj, w treści tego wielkiego kazania kryje się źródło duchowej mocy, z której wy­pływało końcowe wezwanie. Owym źródłem jest wielka wizja dziejów ludzkich jako ducho­wego dramatu – wielka wizja narodu jako wspólnoty odgrywającej w nim jedną z pierw­szoplanowych ról. Żeby zrozumieć ten szcze­gólny skrót myślowy, wystarczy przytoczyć po­czątek poprzedniego zdania homilii: „I wołam, ja, syn polskiej ziemi, zarazem ja, Jan Paweł II, papież, wołam z całej głębi tego tysiąclecia...”. Głębia tysiąclecia historii narodu – oto właści­we źródło politycznej mocy tego kazania.

Głowa Kościoła katolickiego jest przede wszyst­kim kapłanem i naturalnym punktem odniesienia dla jego działań jest Kościół rozumiany jako wspólnota wiernych. Papież Polak zabierający głos w samym sercu stolicy, kilkadziesiąt metrów od Grobu Nieznanego Żołnierza – w czerw­cu 1979 roku, a więc w epoce gierkowskiego „realnego socjalizmu” – siłą rzeczy musiał wy­kroczyć poza te ramy. Jeśli szukać jakichś analo­gii odwołujących się do tradycji religijnej, to można powiedzieć, że odegrał wtedy rolę po­równywalną do starotestamentowego proroka. Był nie tylko kapłanem, lecz również przywódcą pełniącym oprócz funkcji religijnych także funk­cje zarezerwowane w naszym nowoczesnym ję­zyku dla polityków. Mojżesz łączył rolę najwyż­szego kapłana z rolą prawodawcy i przywódcy kierującego życiem publicznym – nade wszyst­ko zaś był czynnym współtwórcą dziejów swego narodu. Kimś takim jest właśnie Jan Paweł II 2 czerwca 1979 roku – w tej postaci wołającej o odmianę biegu historii splata się w jedno religia i polityka, historia polityczna narodu i du­chowy wymiar historii zbawienia. Tu tkwi siła tego obrazu i stąd wypływa jego wielka moc od­działywania. Papież prorok obejmuje przywódz­two swego narodu i prowadzi go do wielkiego starcia, które kończy się – wbrew wszelkim ra­cjonalnym kalkulacjom – zwycięstwem. Polityka to sfera interesów materialnych i stosunku sił. Jan Paweł II swoje wyzwanie rzuca systemowi, którego twórca rzucił kiedyś na wzmiankę o Wa­tykanie pogardliwy komentarz: „Papież? A ile on ma dywizji?”. Dla Stalina i Bieruta liczyła się tyl­ko brutalna fizyczna siła jako ultima ratio każdej skutecznej polityki. A jednak to bezbronny piel­grzym pokoju okazał się zwycięzcą tego starcia, ponieważ właściwym wymiarem historii okazu­je się wymiar duchowy. I w tym również wy­miarze konstytuuje on naród jako wspólnotę po­lityczną odnoszącą swoje zwycięstwo także w wymiarze politycznym.

Sobotnia msza 2 czerwca 1979 odbywa się w przeddzień Zielonych Świątek, w przed­dzień święta Zesłania Ducha Świętego, kiedy to apostołowie i zebrani wokół nich wierni z wielu ludów i języków stali się – jak to opi­sują Dzieje Apostolskie – Kościołem. Łaciń­skie ecclesia – kościół – pochodzi z greki. Pierwotnie to słowo znaczyło zgromadzenie o charakterze politycznym. Ateńska eklezja – zgromadzenie ludowe – była najważniejszym elementem ateńskiej politei. W węższym zna­czeniu to właśnie eklezja stanowiła właściwą wspólnotę polityczną Ateńczyków. W pojęciu eklezji – zarówno zgromadzenia ludowego, jak i Kościoła – mieszają się znaczenia z zakre­su polityki i religii. Gdyby przyłożyć tę wła­śnie perspektywę, zrozumiały staje się konsty­tutywny charakter wystąpienia Papieża z 2 czerwca – setki tysięcy ludzi, którzy zeszli się na plac Zwycięstwa, przeistaczają się w dwoistą eklezję: eklezję – Kościół i eklezję – naród; inaczej – zgromadzenie duchowe Po­laków oraz zgromadzenie polityczne Polaków.

Już na samym początku homilii Jan Pa­weł II wskazuje na wspólnotę narodową jako punkt odniesienia swojego wystąpienia – mó­wią o tym pierwsze jej słowa: „Umiłowani Ro­dacy, Drodzy Bracia i Siostry”, czy też dalsze słowa wstępnej części kazania: „Jako (...) wasz rodak, syn polskiej ziemi, a zarazem jako papież pielgrzym witam was wszystkich!”. Wszyscy obecni na placu mają też świeżo w pamięci scenę, w której Papież ucałował ziemię ojczystą na samym początku swej piel­grzymki, tuż po tym, jak wysiadł na warszaw­skim Okęciu z samolotu – gest później tak często oglądany w trakcie każdej zagranicznej pielgrzymki Ojca Świętego, że nie jesteśmy już w stanie w pełni przypomnieć sobie wstrząsa­jącego wrażenia, jakie wówczas wywierał. Dość szybko Papież przechodzi też od podsta­wowego przesłania homilii - Chrystus to „klucz do rozumienia tej wielkiej i podstawo­wej rzeczywistości, jaką jest człowiek” – do teologii i filozofii narodu: „Nie można... bez Chrystusa zrozumieć dziejów Polski – przede wszystkim jako dziejów ludzi, którzy przeszli i przechodzą prze tę ziemię”.

Naród to wspólnota duchowej, zbiorowej pra­cy, której owocem jest kultura: „Dzieje narodu zasługują na właściwą ocenę według tego, co wniósł on w rozwój człowieka i człowieczeń­stwa, w jego świadomość, serce, sumienie. To jest najgłębszy nurt kultury. To jej najmocniej­szy zrąb. To jej rdzeń i siła”. To dlatego wspól­nota narodowa pełni funkcję wyjątkową: „Nie sposób zrozumieć człowieka inaczej jak w tej wspólnocie, którą jest jego naród. Wiadomo, że nie jest to wspólnota jedyna. Jest to jednakże wspólnota szczególna, najbliżej chyba związana z rodziną, najważniejsza dla dziejów ducho­wych człowieka”. Jeśli naród jest wspólnotą du­chową, to jego granice rozciągają się w czasie – ta wspólnota obejmuje także minione pokole­nia i zakłada łączność z tymi, którzy po nas na­dejdą (Papież mówi o Polsce jako „tysiącletniej wspólnocie”). Właśnie dlatego wspólnocie tej przysługują, jak mówi Papież, godność i prawa, których – w domyśle – łamać nie wolno.

Naród jako duchowa wspólnota polityczna po­trzebuje miejsc i symboli do aktualizacji swoje­go potencjału zawartego w wypracowanej przez kolejne pokolenia kulturze. Takim miejscem jest stolica Polski – Warszawa. Największe mia­sto w kraju, ale jednocześnie polityczne cen­trum życia narodu oraz symbol jego politycznej woli. Uderzający w homilii z 2 czerwca 1979 roku wydaje się fakt, że z całej dramatycznej i wielkiej historii Warszawy, ze wszystkich powstań, bitew, rewolucji i innych gwałtow­nych epifanii narodowych dziejów Jan Pa­weł II jako ilustrację swojego wywodu wybrał Powstanie Warszawskie: „Nie sposób zrozu­mieć tego miasta, Warszawy, stolicy Polski, która w roku 1944 zdecydowała się na nie­równą walkę z najeźdźcą, na walkę, w której została opuszczona przez sprzymierzone po­tęgi, na walkę, w której legła pod własnymi gruzami, jeśli się nie pamięta, że pod tymi samymi gruzami legł również Chrystus Zba­wiciel ze swoim krzyżem sprzed kościoła na Krakowskim Przedmieściu”.

Morze atramentu wylali Polacy, spierając się o to, czy Powstanie było najbardziej skrajnym przykładem polskiej nieodpowiedzialności w robieniu polityki i karygodną egzemplifikacją polskiego romantyzmu. Zarzut romanty­zmu zresztą miał sens głębszy – chodziło o kwestionowanie wizji historii, w której war­tości duchowe są ważniejsze od realnych, na­macalnych interesów. W tym zresztą sensie Powstanie zmieniło polityczne obyczaje Pola­ków – pokolenie Karola Wojtyły, pokolenie „Kolumbów” doświadczyło dobroczynnych skutków lekcji Powstania w 1956 roku, kiedy po raz pierwszy w polskiej historii zaistniała wprawdzie kolejna modelowa sytuacja insurekcyjna, lecz mimo to nie doszło do powsta­nia. Po tragedii 1944 roku żaden polski poli­tyk nie mógł już być czystym romantykiem.

A jednak, chociaż insurekcyjno-romantyczna metoda robienia polityki odeszła w prze­szłość, pozostało coś, co tkwiło u podstaw trwałej dyspozycji mentalnej Polaków – upo­rczywe obstawanie przy idei wolności oraz przekonanie, że prawdziwą płaszczyzną histo­rii jest wielki moralny dramat, w którym ście­ra się dobro ze złem, wolność z tyranią i znie­woleniem. Papież w czerwcowej homilii dokonał dwóch niezwykłych rzeczy: posłużył się metaforą, która wprost odwoływała się do mesjanistycznego i romantycznego imaginarium Polaków (Polska jako Chrystus narodów – ulubiona teza szyderców i realistów, według nich kompromitująco naiwna politycznie), i jednocześnie poprzez tę tradycyjną metaforę uzyskał efekt jak najbardziej odległy od tejże tradycji, zarazem jednak cały czas pozostając w jej wnętrzu – zwołał zgromadzenie Polaków po to, aby wezwać ich do kolejnego, tym ra­zem bezkrwawego, pokojowego powstania na­rodowego.

Pojęcie powstania odsyła do kolejnego, istot­nego elementu homilii – do heroizmu. Słowo to wprawdzie nie pada ani razu, ale zasugero­wane zostało przez przywołanie walki – nie­równej walki Warszawy w 1944 roku. Pojęcie walki i heroizmu wprowadza bowiem do ho­milii sama obecność na placu z Grobem Nie­znanego Żołnierza. Papież odnosi się do niego bezpośrednio, rozpoczynając ostatni frag­ment homilii, poprzedzający końcowe we­zwanie: „Stoimy tutaj w pobliżu Grobu Nie­znanego Żołnierza. W dziejach Polski – dawnych i współczesnych – grób ten znajdu­je szczególne pokrycie. Szczególne uzasad­nienie. Na ilu to miejscach ziemi ojczystej pa­dał ten żołnierz. Na ilu to miejscach Europy i świata przemawiał swoją śmiercią, że nie może być Europy sprawiedliwej bez Polski niepodległej na jej mapie? Na ilu to polach walk świadczył o prawach człowieka wpisa­nych głęboko w nienaruszalne prawa narodu, ginąc za «wolność naszą i waszą»”?

Znów zatem mamy na pozór bezpośrednie od­wołanie do tradycji romantycznej polityki pol­skiej, której tyle razy zarzucano brak realizmu – na pozór, bowiem nie chodzi tu wprost o bo­haterstwo, lecz raczej o siłę świadectwa praw­dy i wolności jako wartości najwyższych, a nade wszystko jako świadectwa miłości. Następuje bowiem w kolejnym fragmencie istotne roz­szerzenie patriotyzmu jako miłości posiadają­cej charakter polityczny (obiekt tego uczucia to naród i państwo) na miłość bliźnich w ogó­le – w tym kontekście patriotyzm właściwie rozumiany staje się częścią chrześcijańskiej caritas. Posłuchajmy Papieża: „Przyklęknąłem przy tym grobie, wspólnie z Księdzem Pryma­sem, aby oddać cześć każdemu ziarnu, które – padając w ziemię i obumierając w niej – przy­nosi owoc. Czy to będzie ziarno krwi żołnier­skiej przelanej na polu bitwy, czy ofiara mę­czeńska w obozach i więzieniach. Czy to będzie ziarno ciężkiej codziennej pracy w po­cie czoła na roli, przy warsztacie, w kopalni, w hutach i fabrykach. Czy to będzie ziarno miłości rodzicielskiej, która nie cofa się przed daniem życia nowemu człowiekowi i podejmuje cały trud wychowawczy. Czy to będzie ziarno pracy twórczej w uczelniach, in­stytutach, bibliotekach, na warsztatach narodo­wej kultury. Czy to będzie ziarno modlitwy i posługi przy chorych, cierpiących, opuszczo­nych. Czy to będzie ziarno samego cierpienia na łożach szpitalnych, w klinikach, sanatoriach, po domach: «wszystko, co Polskę stanowi»”.

Końcowe słowa, przytoczone z Aktu Milenij­nego prymasa Wyszyńskiego, stanowią klucz do tego rozszerzonego rozumienia narodu – wspólnoty duchowej łączącej wszystkie poko­lenia Polaków. W heroizm Nieznanego Żołnie­rza włączona zostaje nie tylko walka o militar­nym czy szerzej – politycznym charakterze, lecz także praca fizyczna, intelektualna, posłu­ga miłosierdzia czy cierpienie chorych.

W tym porządku nie chodzi już o bohaterstwo głośne czynami i utrwalone w pamięci pomni­kami czy legendą, lecz także o najprostsze fakty codziennego na pozór życia. Polska to właśnie ten wielki, rozciągnięty w czasie wysi­łek ludzi wielkich i ludzi prostych, zdolnych zarówno do wielkości na ludzką miarę, jak i do pozbawionej widowiskowości codziennej świętości. Tutaj najpełniej widać zasadnicze rozszerzenie pojęcia wspólnoty – zgromadze­nia (eklezji); wspólnota polityczna tradycyjnie rozumiana w o wiele mniejszym stopniu zdolna jest wchłonąć w siebie także niepolityczne wy­miary życia ludzkiego. Chrześcijańska eklezja, chrześcijańska wspólnota polityczna – naród ja­ko zbiorowość połączona węzłem solidarnej wspólnoty losu - przekracza wymiar doczesny, obejmując świętość jednostek choćby najskrom­niej żyjących w świetle standardów doczesności.

Warto przy tym jednocześnie zaznaczyć, że tak rozumiana wspólnota polityczna narodu nie daje się zredukować tylko do wspólnoty etnicznej. Według Papieża Polska jako wielka duchowa całość obejmuje także „dzieje lu­dów, które żyły wraz z nami i wśród nas”, na przykład Żydów – Jan Paweł II wspomina bowiem o tych, których „setki tysięcy zginęło w murach warszawskiego getta”.

Dopiero po tak szerokim zakreśleniu ram naro­du jako duchowej wspólnoty Papież „woła z głę­bi tego tysiąclecia”, przywołując Ducha Bożej Opatrzności kierującego ludzkimi dziejami.

Dalszy ciąg wszyscy doskonale znamy. Słowa Pa­pieża uruchomiły lawinę – kilkanaście miesięcy później rozpoczął się strajk w Stoczni Gdańskiej. Rozpoczął się początek końca komunizmu.

W całej tej historii jest jeszcze jedna okolicz­ność warta podkreślenia. Msza święta 2 czerw­ca odbyła się na ówczesnym placu Zwycię­stwa. Nazwa ta odwoływała się do dnia 9 maja 1945, daty, której rocznice obchodzono jako oficjalne święto Polski Ludowej. Święto, w którym – trzeba dodać – przewijała się pewna dwuznaczność, czy może raczej ideolo­giczna pycha komunistycznych władców. Po pierwsze bowiem 9 maja nie był w rzeczy­wistości końcem wojny, ponieważ armia nie­miecka podpisała bezwarunkową kapitulację wobec Amerykanów dzień wcześniej. To mar­szałek Żuków, który dostał szału z powodu te­go afrontu, zażądał odegrania kapitulacyjnego przedstawienia po raz drugi, tym razem wo­bec dowództwa Armii Czerwonej. Moskwa nie tylko wygrała największą wojnę w dziejach ludzkości, chciała także kontrolować pamięć o niej. Zwycięstwo militarne musiało być połą­czone ze zwycięstwem w sferze symboli i rytu­ałów. Po drugie – o czym trzeba pamiętać – ko­niec wojny nie przyniósł Polakom wyzwolenia.

To prawda, przestały dymić kominy obozów za­głady, minęło zagrożenie fizyczną eksterminacją narodu, jednak Polacy nie odzyskali wolności.

Ciągle tropiono, wtrącano do więzień, torturo­wano i zabijano żołnierzy niepodległej Polski. Tępiono wszelkie ślady suwerenności i naro­dowej tradycji – świadczył o tym w 1979 sam wygląd placu, na którym Papież odprawiał mszę: przed wojną plac nosił imię marszałka Piłsudskiego; w Pałacu Saskim, w kolumnadzie którego umieszczono Grób Nieznanego Żoł­nierza, mieścił się Sztab Generalny. Właśnie dlatego po wojnie komunistyczne władze nie odbudowały zniszczonego przez Niemców gmachu – bowiem tak samo jak Zamek Kró­lewski symbolizował on ideę suwerenności Rzeczypospolitej. Resztkę kolumnady z Gro­bem Nieznanego Żołnierza zamieniono na pomnik-ruinę, a całość powiększonego placu (brakło bowiem na nim także pałacu Brühla - siedziby przedwojennego MSZ i zburzonych kamienic) nazwano placem Zwycięstwa.

W PRL-owskiej nazwie placu zawarta została nuta okrutnego szyderstwa – w zwycięstwo Stalina z maja 1945 roku wpisana była bo­wiem zagłada Warszawy z jesieni 1944. I właśnie na tym placu – placu Zwycięstwa – Jan Paweł II zwołał zgromadzenie-eklezję Po­laków, aby poprowadzić ich do ostatecznego triumfu nad komunizmem. Niemal równo dziesięć lat później, 4 czerwca 1989, odbyły się w Polsce wybory, które uruchomiły reak­cję łańcuchową w całym regionie; reakcję, która w końcu nie ominęła samej Moskwy. Polska stała się wolna, a plac, na którym odby­ła się pamiętna msza, jest znów placem Pił­sudskiego. I to jest prawdziwa miara wielkości Jana Pawła II – Papieża, proroka Polaków.

Dariusz Gawin

Źródło: TeologiaPolityczna.pl

DZIŚ 19 ROCZNICA ŚMIERCI NASZEGO WIELKIEGO, ŚWIĘTEGO PAPIEŻA.

 

DZIŚ 19 ROCZNICA ŚMIERCI NASZEGO WIELKIEGO, ŚWIĘTEGO PAPIEŻA.

19. Rocznica śmierci św. Jana Pawła II - 2 kwietnia, wtorek g. 21.37
Jan Paweł II zmarł w sobotę (to dzień Maryjny, poza tym była to pierwsza sobota miesiąca i 13 sobota roku), 2 kwietnia 2005 r. (w wigilię Niedzieli Miłosierdzia Bożego) o godzinie 21:37
, mając prawie 85 lat, 59 i pół roku kapłaństwa, 27 i prawie pół roku pontyfikatu. Jan Paweł II przeszedł w nocy 30 marca ciężki zawał, ale po reanimacji odmówił przewiezienia do kliniki Gemelli i zmarł w swoim łóżku na Watykanie. Pontyfikat tego 264. następcy św. Piotra trwał 26 lat 5 miesięcy i 16 dni i był trzecim co do długości w historii papiestwa - po św. Piotrze i Piusie IX. Na datę liturgicznego wspomnienia św. Jana Pawła II wybrano 22 października - rocznicę uroczystej inauguracji pontyfikatu

poniedziałek, 1 kwietnia 2024

Miesiąc Kwiecień poświęcony ku czci Przenajświętszego Oblicza Pana Jezusa - dzień

 

Miesiąc Kwiecień poświęcony ku czci Przenajświętszego Oblicza Pana Jezusa - dzień 1.


Źródło: Miesiąc Najświętszego Oblicza Pańskiego wydanej w Warszawie w 1899r.

Kilka słów o nabożeństwie do Przenajświętszego Oblicza Zbawiciela.
Sam na sam z Panem Jezusem, czyli Pokarm Anielski dla dusz pragnących Miłości Bożej 1917
Kwiat Eucharystyczny 1936

„Twarzy mojej nie odwróciłem od tających i plujących na mnie” — (Ks. Iz. 50, 6)
Pan Jezus, nasz najukochańszy Mistrz Boski, Sam raczył objawić nam nabożeństwo do Swego Najświętszego Oblicza — a przez nie jakoby otworzył nam nowe źródło Łask Bożych, obiecując, że ci, którzy czcić będą Jego Najświętsze Oblicze w duchu zadośćuczynienia, dopełnią tego, co uczyniła Święta Weronika.
Zależnie od tego, z jaką gorliwością czcić będą Jego Najświętsze Oblicze, oszpecone przez bluźnierców, będzie czuwał nad ich obliczem, oszpeconym przez grzechy. «Oblicze Moje jest jakby Pieczęcią Bóstwa, która ma Moc przywracać duszom Podobieństwo Boże».
Obietnice Pana Jezusa dane czcicielom Jego Najświętszego Oblicza

Dla zachęcenia nas do tego pobożnego ćwiczenia, które wielce jest miłym Panu Jezusowi i całemu Niebu, udarował wszystkich czcicieli Swego Najświętszego Oblicza wielkimi obietnicami, które to z różnych miejsc wyjęte, razem są umieszczone.
Poznaj dalszą część nauki oraz obietnic wraz z odpustami danych przez Pana Jezusa dla czcicieli Przenajświętszego Oblicza Pana Jezusa.

WEZWANIE DO DUCHA ŚWIĘTEGO.
V. Racz przyjść Duchu Święty i napełnić serca wiernych Twoich.
R. A ogień Miłości Twojej racz w nich zapalić.
V. Ześlij Ducha Twego, a będą stworzone.
R. A cała ziemia będzie odnowiona.
V. Módlmy się: Boże! Światłem Ducha Świętego serca wiernych nauczający, daj nam w Tymże Duchu poznawać co jest dobrem, i zawsze obfitować w pociechy Jego. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, Który z Tobą i z Duchem Świętym żyje i króluje, Bóg w Trójcy Świętej Jedyny na wieki wieków.
R. Amen.

DZIEŃ 1.

ROZWAŻANIE. OBLICZE WCIELONEGO SŁOWA BOŻEGO.

POSŁUCHAJ NAGRANIA:
salveregina.pl/…oads/2024/04/Miesiac-Oblicza-Panskiego-Dzien-1.mp3

Panie zmiłuj się nad nami!

Uwielbiajmy w niezgłębionej przepaści wieczności, Trójcę przenajświętszą, wystarczającą sobie i doskonale, zupełnie w sobie szczęśliwą. Uwielbiajmy Przedwieczne Słowo, jako objaw widzialnej mądrości i dobroci Bożej i rozmyślajmy natchnione słowa Św. Jana: „Na początku było Słowo a Słowo było u Boga, a Bogiem było Słowo”.

PRZEKAŻ 1.5% PODATKU
na rozwój Salveregina. Bóg zapłać
KRS: 0000270261 z celem szczegółowym: Salveregina 19503


PUNKT I. Upodobanie Ojca Niebieskiego w Przedwiecznym Słowie.

Pierwszym warunkiem szczęśliwości Boskiej jest poznanie i wiedza własnej doskonałości. Myśl jest dziełem, utworem umysłu. Bóg widzi, poznaje samego siebie, wpatruje się w nieskończone doskonałości swoje i to wytwarza w Nim myśl, pojęcie prawdziwe, doskonałe, istotowe, wieczne, będące życia początkiem i źródłem. Jest to wieczne działanie Ojca niebieskiego, rodzącego Słowo! Lecz nadto wpatrując się w Oblicze tego Słowa niestworzonego, widząc jasność Jego chwały i obraz Jego Istoty — w zachwycie nieznającym początku ni końca, poznaje w Nim Syna swojego równego sobie we wszystkich doskonałościach i w uczuciu prawdziwego ojcostwa wymawia ustawicznie te słowa, które echo niebios do nas doniosło: „Tyś jest Syn mój, któregom dziś zrodził. Ten jest Syn mój Najmilszy, w którym mam upodobanie!”
Korzmy się przed tą wielką tajemnicą, której duchy niebieskie zgłębić i pojąć niezdolne, i prośmy Boga aby nam dal zrozumieć nauki jakie ona w sobie zawiera.

Poznaj dalszą część rozważania oraz uczczenie Przenajświętszego Oblicza Pana Jezusa.

Zapraszamy na pozostałe inne bogate w treści teksty na naszą stronę Salve Regina - Witaj Królowo oraz do subskrypcji naszego newslettera oraz naszych kanałów społecznościowych.

© salveregina.pl 2024

Całun Turyński & Wizerunek z Manopello! Maria Valtorta

 

MARIA VALTORTA  Całun Turyński & Wizerunek z Manopello! Maria Valtorta ma swój udział w odkryciu tajemnicy wizerunku z Manopello. Paul Badde, pisarz i korespondent dziennika „Die Welt” wspomina, że na całun zwrócił mu uwagę ojciec Heinrich Pfeiffer, historyk sztuki z Niemiec oraz niemiecka zakonnica i malarka ikon, Blandina Paschalis Schlömer.

Siostra Blandina w 1979 roku zobaczyła zdjęcie wizerunku z Manoppello i uderzyło ją niezwykłe podobieństwo do twarzy Chrystusa z Całunu Turyńskiego. Nie dawało jej to spokoju. Doznała prawdziwego olśnienia, gdy przeczytała w pismach Marii Valtorty niezwykły fragment (22 lutego 1944):

„Porównaj oblicze z Chusty z obliczem na Całunie grobowym. To pierwsze jest obliczem Żyjącego, drugie – Umarłego. Lecz długość, szerokość, właściwości fizyczne, kształt, wszystkie cechy są identyczne. Połóż jeden obraz na drugim i zobacz, jak sobie odpowiadają. To Ja jestem. Ja, który chciałem wam przypomnieć, kim byłem i czym się dla was z miłości stałem”.

Po przeczytaniu tych zdań siostra Blandina dokonała niezwykłego odkrycia: nałożyła na twarz z Całunu Turyńskiego folię z wizerunkiem z Manoppello i okazało się, że oba oblicza znakomicie do siebie pasują.

Wieloletnie badania Całunu z Manoppello, które zainicjowała przed 20 laty s. Blandina Paschalis Schlömer, zainteresowały innych naukowców i w efekcie doprowadziły do zaskakującego odkrycia, że martwe Oblicze z Całunu Turyńskiego i żyjąca Twarz z Manoppello to ta sama Osoba. Wizerunki tych dwóch twarzy dokładnie do siebie pasują, a więc te dwa obrazy przedstawiają tę samą Osobę.

Nałożenie (suprapozycja) folii z obrazem Twarzy z Manoppello na Twarz z Całunu jest graficzno-matematycznym dowodem na to, że mamy do czynienia z tą samą Osobą. Z naukowego punktu widzenia nie ma żadnych wątpliwości, że obydwa oblicza – z Całunu i z Manoppello – w 100% odpowiadają sobie w strukturze i wymiarach.

O wizerunku z Manopello św. Ojciec Pio powiedział: “To największy cud jaki posiadamy”.


Artykuł pochodzi z czasopisma "Vox Domini" (nr 2/2019).

 

Cuda Zmartwychwstania: Chusta z Manopello

 Cuda Zmartwychwstania: Chusta z Manopello

Od wieków w Watykanie czczony jest wizerunek Jezusa, który miał odbić się na chuście Weroniki. Czy to prawdziwe oblicze? Czy jest to chusta Weroniki? I czy płótno to rzeczywiście znajduje się jeszcze w Watykanie? Paule Badde twierdzi, iż wizerunek zwany vera eikon (tzn. prawdziwe oblicze), został wykradziony z bazyliki św. Piotra przed 500 laty, a przechowywany jest obecnie w Manopello. Płótno to nie jest jednak chustą Weroniki lecz całunem, którym przykryto twarz Chrystusa po złożeniu do grobu
Z Paulem Badde rozmawia Judyta Syrek
 
W książce „Boskie oblicze” przedstawia Pan historię prawdziwego wizerunku Jezusa odbitego na delikatnej tkaninie. Czy rzeczywiście jest to prawdziwe oblicze, niepisane ludzką ręką?
 
Istnieją przesłanki, przemawiające za tym, że faktycznie jest to obraz niemalowany ludzką ręką, ten o którym słyszymy od dwóch tysięcy lat. Chociaż obraz ma charakter szkicu, malunku, holografii, to nie jest wykonany żadną z tych wymienionych technik. Poza tym obraz ma nieporównywalny z niczym wyraz. Najlepszym określeniem tego wizerunku  jest stwierdzenie, że spotkanie z nim, jest jak spotkanie z żywym człowiekiem. I tak też się go opisuje.
 
Czy to oblicze znajduje się w Watykanie, czy też zostało wykradzione?
 
I tak, i nie. Wizerunek ten przez wieki był przechowywany w Watykanie i pokazywany jako chusta Weroniki, natomiast w pewnym momencie został wykradziony z bazyliki św. Piotra i dzisiaj znajduje się w innym miejscu. Ale ponieważ Watykan nie przestał nadal pokazywać chusty Weroniki (nie zostało oficjalnie podane, iż wizerunek ten został skradziony i raz do roku pokazywany publicznie – przyp. red.), to pamięć o nim nie zaginęła. Paradoksalnie, Watykan pokazując kopię oblicza Chrystusa zachował „tradycję” o prawdziwym obrazie. Sprawił, że pamięć o tym obrazie wciąż jest żywa, a pielgrzymi w Watykanie wciąż mogą je oglądać.
 
Czym różni się całun z Manopello od całunu z Turynu?
 
Różnica jest jak między dniem i nocą. Te obrazy nie tylko się różnią, można powiedzieć, że one się również uzupełniają. Całun z Turynu szczegółowo opisuje przebieg męki Chrystusa i ukazuje całe ciało. Opowiada również o takich szczegółach, których nie ma w Ewangelii. Podczas gdy całun z Manopello jest wizerunkiem twarzy uchwyconym w jednym momencie, a jest to moment zmartwychwstania, moment, w którym człowiek budzi się ze snu. 
Całun z Manopello nie tylko różni się wizerunkiem twarzy, inna jest również tkanina, na której został on utrwalony (przezroczysty jedwab morski – przyp. red.). Ponad to wyraz twarzy na całunie zManopello przeniknięty jest zdziwieniem i miłosierdziem.
 
Ten wizerunek Jezusa jest archetypem licznych wizerunków przedstawianych od wielu wieków przez malarzy. Wzorował się na nim między innymi Tycjan. Skąd artyści o nim wiedzieli?
 
Obraz ten nie był tajemnicą. Znali go wielcy twórcy, między innymi Dante, który pisze o nim w „Boskiej komedii”. Był to obraz znany tym wszystkim, którzy przybywali do bazyliki św. Piotra, a traktowano go  jako matkę wszystkich innych ikon Jezusa. Widzieli go malarze ikon ze Sieny, widział go autor mozaiki w kościele w Konstantynopolu, jak również Dürer czy Rafael. Jednak ci malarze przedstawiali tylko pewne aspekty tego wizerunku, nie oddali wszystkiego, ponieważ na tym obrazie wszystkie pojedyncze aspekty łączą się, tworząc jedność.
 
W Pana książce charakterystyczne są dwie postacie: siostra Blandina i ojciec Pheifer. To dwie, zupełnie różne osobowości, które badają owo oblicze. Siostra jest, trapistką i kontemplatyczką, zaś Ojciec jest typem naukowca. Co Pan chciał powiedzieć czytelnikowi przedstawiając te dwie postacie w książce?
 
Nie chciałem nic przez to powiedzieć. Po prostu spotkałem te osoby na swojej drodze. Z siostrą Blandiną spędziłem wiele godzin na rozmowach, godzinami też rozmawiałem z Ojcem. Jednak ta książka ma wielu bohaterów: są ojciec Pio i ojciec Dominik, których nie poznałem osobiście. Również ja stałem się bohaterem tej książki oraz osoby, które angażowały się w jej przekład na język polski. Ale chciałbym podkreślić, że wszystkie te osoby są na drugim planie, bo główną postacią jest Jezus i Jego oblicze z Manopello. To Jezus przyciąga do książki kolejnych współpracowników czy współbohaterów. I tak w polskim wydaniu pojawia się kard. Joachim Meissner, o którym nie pisałem tak wiele w przekładzie niemieckim. Kardynał napisał posłowie do wydania polskiego. W kolejnym wydaniu, może w jeszcze większym zakresie, pojawi się papież Benedykt XVI.
 
Wizerunkiem z Manopello zainteresował się Benedykt XVI, ale to oblicze Jezusa kontemplował również Jan Paweł II. Czy rozmawiał Pan kiedyś z nim o całunie z Manopello?
 
Jan Paweł II nigdy nie widział tego wizerunku bezpośrednio, widział tylko bardzo starą kopię która znajduje się w kaplicy sykstyńskiej. Jest to obraz z Edessy, tzw. Mandylion z Edessy. Z czasem to oblicze zaczęło odgrywać coraz większą rolę w nauczaniu Jana Pawła II. W przesłaniu, które zostawił nam na nowe tysiąclecie podkreślił, że potrzebujemy nowej świętości, która rodzi się z oblicza Jezusa. A jedną z ostatnich wielkich wizji, jakie zostawił nam Jan Paweł II, była wizja Europy nad którą unosi się pełne chwały oblicze Chrystusa. 
Pod koniec jego życia wysłałem mu fotografię całunu z Manopello i otrzymałem bardzo osobistą odpowiedź. Niestety Jan Paweł II był zbyt chory, aby odwiedzić Manopello. Prawdopodobnie stanie się to udziałem jego następcy.
 
Jak mieszkańcy Manopello przeżywają obecność prawdziwego wizerunku w swoim miasteczku?
 
Mieszkańcy Manopello zawsze otaczali ten obraz wielką czcią i miłością. Ale Włosi z natury są ludźmi mniej podatnymi na sensację niż Niemcy. Oni mają o wiele bardziej bezpośredni kontakt ze świętością niż my i traktują takie rzeczy inaczej.
 
Czy myśli Pan, że całun z Manopello będzie tak popularny i tak poruszy świat, jak całun z Turynu?
 
Myślę, że ten całun stanie się jeszcze sławniejszy, kiedy tylko zostanie udowodniony przez naukowców, że nie został on namalowany ludzką ręką, lecz jest dziełem samego Boga. Stanie się bardziej popularny, ponieważ mówi o wiele więcej niż całun z Turynu. Jest bardziej bezpośredni w wyrazie. Na tym całunie widnieje wyraźny zarys twarzy Chrystusa i właśnie dlatego wielu krytyków mówi, że to nie mogło być dzieło Boga. Całun z Turynu i wizerunek, który na nim został odbity jest bardzo niewyraźny, ale mówi się, że to może być dzieło Boga, zaś wyrazistość na całunie z Manopello, ma rzekomo zdaniem krytyków, przemawiać za tym, iż jest to dzieło malowane ludzką ręką... 
Uważam, że jeśli zostanie dowiedzione cudowne pochodzenie i prawdziwość wizerunku z Manopello to jestem pewien, iż stanie się on bardziej popularny. Wizerunek z całunu turyńskiego jest bardzo majestatyczny, zaś oblicze z całunu przechowywanego w Manopello charakteryzuje się ogromnym miłosierdziem i dobrocią Jezusa. Nie znam innego obrazu na całym świecie, z którym człowiek byłby w stanie wejść w tak bezpośredni kontakt.
 
Dziękuję za rozmowę!
 
Paul Badde, Judyta Syrek (tłum. Artur Kuć)
 
Sekty i fakty

«Zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa», tak czytamy o tym, w jaki sposób dokonało się Zmartwychwstanie ukrzyżowanego,

 

W książce „Mistyczne Miasto Boże” S. Marii z Agredy, w rozdz. XLIV zat. «Zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa», tak czytamy o tym, w jaki sposób dokonało się Zmartwychwstanie ukrzyżowanego, zabitego, złożonego w grobie ciała naszego Pana i Zbawiciela Jezusa Chrystusa (http://jednoczmysie.pl/wp-content/uploads/2013/02/MARIA-Z-AGREDY-MISTYCZNE-MIASTO-BO%C5%BBE.pdf):
Kiedy Najświętsza Dusza Pana Jezusa rozłączyła się z Ciałem (Łk 23,46), zstąpiła w towarzystwie aniołów do otchłani (1P 3,19n), gdzie sprawiedliwi Starego Zakonu od długiego czasu czekali (na łonie Abrahama: Łk 16,22 – dop. mój) na swe wybawienie. Dusze znajdujących się tam sprawiedliwych doznały stanu błogosławieństwa i dostąpiły jasnego widzenia Bóstwa. W jednej chwili przeszły ze stanu długiej tęsknoty do nieustannej chwały, z ciemności do światła, które dotychczas było im niedostępne (Hbr 11,40). Wszyscy oddali hołd prawdziwemu Bogu i Odkupicielowi, złożyli Mu podziękę, wielbili Go pieśniami pochwalnymi (por. Dn 3,86.88b). (…). Zbawiciel rozkazał aniołom, aby przywiedli wszystkie dusze, które cierpiały w czyśćcu; w jednej chwili wszystkie stanęły przed Nim. Zbawiciel uwolnił te dusze od cierpień, które jeszcze miały ponieść i jako sprawiedliwych obdarzył szczęśliwością oglądania Bóstwa. Tak więc w owym dniu obecność najwyższego Króla opróżniła oba więzienia, otchłań i czyściec, wyprowadzając przebywających w nich mieszkańców. (…).
Najświętsza Dusza Pana Jezusa przebywała w otchłani do następnej niedzieli, do godziny trzeciej rano. O tej godzinie Zbawiciel (tj. Jego dusza), jako zwycięski Książę powrócił do grobu; towarzyszyli Mu aniołowie i święci, których uwolnił z podziemnych więzień jako swą zwycięską zdobycz i jako sztandary swego pełnego chwały triumfu. Przy grobie stało wielu innych aniołów, którzy go strzegli i oddawali cześć świętemu Ciału połączonemu z Bóstwem. Niektórzy aniołowie na polecenie wielkiej Królowej pozbierali relikwie — Krew, kawałki Ciała, Włosy i wszystko, cokolwiek należało do Ciała Boskiego Syna. (…). Następnie aniołowie oddali Najświętszemu Ciału Pana Jezusa wszystkie pozbierane relikwie i w ten sposób osiągnęło ono swą naturalną pełnię i doskonałość. W tej chwili Dusza Pana Jezusa połączyła się znowu z Ciałem i nadała mu przez to nieśmiertelne życie i chwałę. Najświętsze Ciało uzyskało cztery dary chwały: jasność, niepoddawanie się cierpieniu, zwinność i delikatność. Dary te przeszły z Duszy naszego Zbawiciela na Jego połączone z Bóstwem Ciało.
W porównaniu z jasnością Jego Boskiego Ciała nawet kryształ wydaje się ciemny. Promieniujące z Niego światło przewyższa każde inne, tak jak dzień przewyższa noc, jak tysiąc słońc przewyższa jedną gwiazdę. Piękność wszystkich stworzeń razem wziętych była niczym w porównaniu z pięknością Ciała Chrystusowego, wspaniałość zmartwychwstałego Zbawiciela z niczym się nie da porównać.
Ciało Jezusa nie podlegało cierpieniu i było wyższe ponad jakąkolwiek stworzoną potęgę – nic go nie mogło zmienić lub uszkodzić. Ciało to było tak delikatne, że mogło przenikać przez wszystko; nie mając ciężaru mogło błyskawicznie przenosić się z miejsca na miejsce. Święte rany na nogach i rękach promieniały blaskiem, przyczyniając się dopodniesienia wspaniałości i urody Najświętszego Ciała (Ha 3,4). W całej tej piękności iwspaniałości nasz Zbawiciel wstał z grobu. W obecności świętych i patriarchówobiecał całemu rodzajowi ludzkiemu ogólne zmartwychwstanie, jako następstwo swego Zmartwychwstania (Flp 3,20n); każdy człowiek zmartwychwstanie we własnym ciele, a sprawiedliwi będą w swych ciałach uwielbieni. Aby dać rękojmię tej obietnicy Jego Majestat rozkazał duszom wielu obecnych tam świętych, aby połączyły się ze swymi ciałami i pobudziły je do życia nieśmiertelnego. Rozkaz został natychmiast wykonany, a pomiędzy wskrzeszonymi znajdowali się: Św. Anna, św. Józef, św. Joachim i wielu innych patriarchów, którzy w szczególny sposób wyróżniali się tęsknotą za Zbawicielem. … (w książce: s. 271-274; w pdf: s. 231-234) cdn


… W tej chwili Dusza Pana Jezusa połączyła się znowu z Ciałem i nadała mu przez to nieśmiertelne życie i chwałę. …

Właśnie, o tej prawdzie naszej wiary słyszymy dzisiaj w pierwszym czytaniu z Dziejów Apostolskich (2,14.22b-32), mianowicie: „30patriarcha Dawid umarł i został pochowany w grobie, który znajduje się u nas aż po dzień dzisiejszy. Więc jako prorok,… 31widział przyszłość i przepowiedział zmartwychwstanie Mesjasza, że ani nie pozostanie w Otchłani, ani ciało Jego nie ulegnie rozkładowi/nie zazna skażenia.”

W Księdze Mądrości Syracha czytamy o przestrodze, by w kontekście rzeczy ostatecznych (Hbr 9,27) pamiętać o rozkładzie ciała, złożonego w grobie (Syr 28,6), które do ziemi powróci i w proch się obróci/prochem się stanie (Syr 40,11a); bo taki jest wyrok Boży, jako następstwo grzechu pierworodnego: Syr 41,4; Rdz 3,19.

Ciało Jego nie ulegnie rozkładowi czyli zepsuciu, nie dotknie tegoż Ciała zgnilizna (por. Dz 13,34). Uwielbione, chwalebne ciała zmartwychwstałego Pana Jezusa nie było i nie będzie podlegało procesowi rozkładu, jak to ma miejsce w przypadku złożonych w grobach ciał ludzi, z wyjątkiem tych ciał świętych, o których mowa jest we wpisie Ewy.

I jeszcze jedna sprawa. Napisane zostało również: „nie dasz Świętemu Twemu ulec skażeniu” (Dz 2,27; por. 13,35.37; Ps 16,10). Ciało zmartwychwstałego Pana nie zazna skażenia. Co zarówno Piotr jak i Paweł mieli na myśli? Po swym wskrzeszeniu, po powstaniu z martwych własna mocą już ponownie nie zazna śmierci, która jest skażeniem człowieka. Chrystus w śmierci, którą poniósł, nie był skażony, tj. w proch się nie obrócił, i nie obróci ; raz jeden poniósł śmierć i już więcej nie umrze, bo żyje wiecznie, zasiadając po prawicy Boga (Dz 2,33a; Hbr 9,26 i 10,12); Jego Ciało nie obróciło się w proch, tak jak to było w ewangelicznym przypadku Łazarza wskrzeszonego po swej śmierci do życia przez Pana Jezusa (J 11,11.13.17.39.43n), powtórnie jej doświadczył, z jej skutkami dla swego ciała, podlegającemu rozkładowi. 

  Elizeusz

Radosnych Świąt Wielkanocnych – Chrystus Zmartwychwstał

 

ADORACJA NAJŚWIĘTSZYCH RAN JEZUSA CHRYSTUSA – MODLITWA ZA KOŚCIÓŁ ŚWIĘTY

  Jezu mój ukrzyżowany, błagam Cię, byś mnie wysłuchał. Przychodzę do Ciebie z wielką wiarą, ufny w Twoją pomoc. Przed oczy Twoje składam ws...