Z dawien dawna mnisi, mniszki, zakonnice
i zakonnicy cieszyli się szczególnymi względami i miłością całego
Kościoła. Imponujące bogactwo zakonnych charyzmatów, będących
odzwierciedleniem ziemskiego życia Boskiego Zbawiciela, ukazuje nam
szczególną rolę zgromadzeń w Kościele – Mistycznym Ciele Chrystusa. 2
lutego w Kościele przypada Dzień Życia Konsekrowanego, z tej okazji
chcąc złożyć temu niezwykłemu środowisku hołd, zapraszam Was, Drodzy
Czytelnicy, do odbycia krótkiej i – siłą rzeczy – dość pobieżnej podróży
po fascynującym świecie zakonów.
Zanim jednak ten hołd oddam, uporządkujmy sobie na początek pewne pojęcia, bo niestety istnieje w tej materii pomieszanie.
Mnich czy zakonnik?
W powszechnej świadomości mnich i zakonnik to
synonimy. Zatem wystarczy ubrać habit, żeby być mnichem. Czy aby na
pewno? Otóż nie. Tak naprawdę mnich jest pojęciem węższym. O ile
zakonnikiem lub zakonnicą jest każda osoba, która decyduje się na
realizację ewangelicznych cnót w zgromadzeniu zakonnym, to już mnicha
lub mniszkę charakteryzuje osobiste szukanie Boga w dobrowolnej izolacji
od świata.
Używając encyklopedycznego języka, zakony to
zatwierdzone przez władzę kościelną wspólnoty religijne mężczyzn
i kobiet, żyjących na mocy czasowych albo wieczystych ślubów według
określonej reguły zakonnej, opartej na radach ewangelicznych: ubóstwie,
posłuszeństwie i moralnej czystości.
Początki życia oddanego całkowicie Bogu
możemy znaleźć już u początków chrześcijaństwa. W pobliżu jeziora Moeris
(dziś Karun) w Egipcie istniała wspólnota Terapeutów, która wybierając
życie w samotności, czystości i ubóstwie, dostarczyła pierwszych wzorów
klasztorom chrześcijańskim. Później ogromny wpływ na rozwój zarówno
życia eremickiego (samotniczego), jak i cenobitycznego (wspólnotowego)
mieli św. Antoni Pustelnik, św. Paweł z Teb, św. Bazyli (wschodni
zakonodawca), św. Augustyn, św. Benedykt z Nursji (twórca zachodniego
monastycyzmu).
W późniejszych latach powstawały inne zgromadzenia, z powodzeniem realizujące swe charyzmaty.
Niezrozumienie…
Z pewnym zakłopotaniem muszę jednak
stwierdzić, że wielu naszych rodaków, ba, nawet katolików nie żywi
żadnego sentymentu do osób konsekrowanych, nie mówiąc już o jakiejś
pogłębionej wiedzy na temat ich życia. Wielu też nie potrafi
odpowiedzieć sensownie na pytanie, po co istnieją zakony. Co gorsza,
niekiedy ulegają też narracji antyklerykałów, którzy wszystkie osoby
żyjące w klasztorach redukują do miana – niech mi będzie wybaczone
użycie tego stwierdzenia – „bezużytecznych nierobów”.
No, a ilu z Was, Drodzy Ojcowie, wydałoby zgodę na to, by Wasze dziecko poświęciło się na wyłączność służbie Bożej?
Jeśli macie w tej materii opory, nie
martwcie się zbytnio. Znaleźliście się bowiem w całkiem niezłym
towarzystwie. Tatusiowie św. Franciszka z Asyżu czy św. Katarzyny
Labouré byli radykalnymi przeciwnikami takiej drogi życia dla swych
pociech. Ich opór był jednak bezskuteczny. A z tego „świętego
nieposłuszeństwa” względem woli rodzicielskiej Pan Bóg wyprowadził
wielkie dobro. Św. Franciszek zostawił nam czcigodny Zakon Braci
Mniejszych, a święta szarytka – Katarzyna Labouré otrzymała od Matki
Bożej misję rozpowszechniania Cudownego Medalika. I wywiązała się
z niej celująco.
Skąd się bierze niechętna postawa względem
życia zakonnego? Między innymi z niezrozumienia tego rodzaju powołania.
Wielu uważa taką drogę za marnowanie życia. Pół biedy – myślą niektórzy –
gdy taki zakonnik prowadzi jakąś działalność na zewnątrz: posługuje
w szpitalu albo w szkole czy przedszkolu; ale gdy żyje zamknięty
w klasztorze czy eremie, no to po co takie życie? Niestety, podobny tok
myślenia charakteryzował rewolucjonistów – protestanckich, francuskich
czy bolszewickich, którzy przeszli od słów do czynów, wypędzając
„bezużytecznych” mnichów z ich samotni, w których żyli sam na sam z Bogiem i dla Boga samego…
Bo też prawdą jest, że by móc zaaprobować
taki styl życia, trzeba mieć wiarę – w Boga i w to, że mnich za murami
klasztoru wyprasza nam swą modlitwą i pokutą niezliczone łaski.
Niewątpliwie taką wiarę miał niedoszły karmelita bosy, kard. Karol
Wojtyła – późniejszy papież‑Polak, który o kamedułach z krakowskich
Bielan powiedział kiedyś: Oni sąpiorunochronem, który chroni Kraków przed dziejowymi burzami. Zaiste – modlitwa, wyrzeczenie i pokuta są miłe Bogu – w każdym miejscu i w każdym czasie!
Ale niezrozumienie ze strony „świata” dotyka
nie tylko pustelników takich jak kameduli czy kartuzi, lecz także
innych osób, które przywdziały habit. No bo jakże to – myślą sobie
ludzie „światowi”: całe życie w umartwieniu, czystości, posłuszeństwie
i ubóstwie?
Zwłaszcza dziś musi to budzić konsternację,
gdy karnawał de facto trwa cały rok, w modzie jest asertywność
przybierająca często postać egoizmu i braku kultury; gdy z ekranów
telewizyjnych, komputerów i laptopów wylewa się wyuzdanie; a pieniądz
wywalczył sobie status władcy absolutnego.
A jednak ciągle znajdują się – niestety coraz mniej liczne – dusze, które bez żadnych kompromisów biorą Krzyż i podążają
za Chrystusem, wypełniając swe powołanie czy to w modlitwie i pokucie,
czy też w posłudze wśród biednych, chorych, maluczkich…
A dla ilu zwykłych śmiertelników mnisi i zakonnicy stali się pomocą do zbawienia wiecznego!
Kult Eucharystii
Któż bowiem przypomina nam o tej wielkiej
Tajemnicy Wiary, jaką jest realna obecność Pana Jezusa w Najświętszej
Eucharystii? A choćby benedyktynki‑sakramentki. Punktem centralnym ich
życia jest bowiem kult Eucharystii – Chrystusa ukrytego pod postaciami
chleba i wina. Mniszki – zgodnie ze swym charyzmatem – jednocząc się
z Chrystusem w Jego Ofierze, którą składa dla uwielbienia Ojca
i zbawienia świata, pragną razem z Nim i przez Niego wielbić i możliwie
najgodniej wynagradzać za zniewagi, niewdzięczność i obojętność ze
strony ludzi.
Dzieła szpitalne i charytatywne
A jak ogromna była i nadal jest aktywność
tych wiernych synów i cór Kościoła w wymiarze społecznym czy medycznym!
Nie da się przemilczeć dzieł miłosierdzia – ochronek, przytułków,
szpitali czy hospicjów, które zakładali zakonnicy zainspirowani
nauczaniem Chrystusa. No bo jakże możemy zapomnieć o św. Wincentym
à Paulo i jego misjonarzach czy szarytkach, z ogromnym poświęceniem
czuwających przy łóżkach ciężko chorych pacjentów? Jak tu nie
wspomnieć o „świętym szaleńcu” Janie Bożym, twórcy szpitalnego zakonu
bonifratrów? A ilu ze współczesnych krytyków Kościoła zdaje sobie sprawę
z posługi duchowych dzieci św. Kamila de Lellis – z iście
matczyno‑ojcowską troską pielęgnujących zniedołężniałych staruszków
i osoby z upośledzeniem umysłowym! Jakże nie wspomnieć o św. Matce
Teresie z Kalkuty i jej Misjonarkach Miłości, posługujących wszędzie
tam, gdzie mamy do czynienia z najskrajniejszą nędzą materialną
i duchową.
Idąc codziennie do redakcji, mijam naszych
sąsiadów – braci albertynów, którzy każdego dnia niosą pomoc
najbiedniejszym, zaniedbanym i odrzuconym, niekiedy przypadkom tak
ciężkim, że „zwykły człowiek” nie wytrzymałby psychicznie w takim
towarzystwie nawet pięciu minut.
Słowa św. Brata Alberta: Powinno się być
dobrym jak chleb; powinno się być jak chleb, który dla wszystkich leży
na stole, z którego każdy może kęs dla siebie ukroić i nakarmić się,
jeśli jest głodny,inspirują wciąż rzesze jego duchowych
córek i synów, którzy pomagają potrzebującym materialnie i duchowo.
Pomoc ta prowadzona jest przez 365 dni w roku. Często o tym zapominamy
albo nawet nie mamy tego świadomości, bo przecież tej posłudze nie
towarzyszą kamery telewizyjne, a prasa jakoś niespecjalnie kwapi się, by
o niej pisać. Zresztą sami albertyni na myśl o rozgłosie reagują
alergicznie.
Misjonarze, wychowawcy, artyści, kaznodzieje
Zaglądnijmy także na inne obszary. Nie da
się przejść obojętnie obok niesamowitego trudu, jaki wkładają
w niesienie innym ludom wiary w Boga i… dobrodziejstw naszej cywilizacji
misjonarze, skupieni w licznych zgromadzeniach – kombonianie, ojcowie
biali, klaretyni, werbiści… Jak ogromną pracę w dziele edukacji
i wychowania wykonują felicjanki, augustianki, sercanki, prezentki,
nazaretanki, pijarzy, bracia szkolni czy jezuici. Szkoły i przedszkola
zakonne od lat cieszą się doskonałą opinią. I ta opinia przyciąga także
osoby obojętne religijnie, które chcą, by ich pociechy były edukowane
i wychowywane przez osoby zakonne.
A sztuki piękne? Dla iluż twórców malarskich
arcydzieł – jak choćby dla dominikanina bł. Fra Angelico – inspiracją
był motyw Życia i Śmierci Zbawiciela! Podobnie muzyka. Istnieje
w Kościele zgromadzenie filipinów, założone w 1551 roku w Rzymie przez
św. Filipa Neri, którego charyzmatem jest ewangelizacja przez kulturę
i sztukę, a szczególnie przez oratoria muzyczne.
Kościół – Mistyczne Ciało Chrystusa, daje
nieustannie świadectwo Prawdzie i Miłości Bożej. Składa Bogu Najświętszą
i Najdoskonalszą Ofiarę, głosi z ambony Ewangelię – od wieków
w perfekcyjny sposób czynią to dominikanie; naucza i wychowuje, leczy
duszę i ciało, nieustannie modli się i pokutuje w klasztorach eremickich
(kameduli czy kartuzi). To wszystko dla zbawienia dusz!
Sztuka gotowania
Przejdźmy teraz do czegoś dla ciała,
czyli pożywienia. Kuchnia jest sztuką. A dobra kuchnia – arcydziełem.
Na kulinaria katolickich narodów wielki wpływ miał oczywiście Kościół.
Ten sam, który nakazuje umiar oraz zaleca post i abstynencję w wybranych
okresach.
Kościół widział w tworzeniu receptur
kucharskich rodzaj artyzmu i drogę do samodoskonalenia wiernych. Sztuka
kulinarna przeżywała swój wielki rozkwit w klasztorach i opactwach.
Zresztą poniekąd tak jest i w obecnych czasach. Wystarczy wejść do
którejkolwiek z księgarń, by znaleźć w niej znakomite przepisy kuchenne
siostry Leonilli – józefitki, siostry Anieli – salwatorianki, siostry
Anastazji ze Zgromadzenia Córek Bożej Miłości czy ojca Jana Grande
Majewskiego z zakonu bonifratrów…
Warto podkreślić, że benedyktyni ze
średniowiecznego opactwa w Cluny postawili sobie za zadanie ułożenie
przepisów na potrawy z ryb, jaj i warzyw (powstrzymywali się bowiem od
jedzenia mięsa). Każdego dnia serwowali inne dania, co skłoniło ich do
poszukiwania nowych smaków i możliwości kulinarnych. To właśnie z Cluny
pochodzą pierwsze książki kucharskie. Mnisi w swej mądrości wiedzieli,
że zgłębiając sekrety podniebienia, komponując smakowite dania, będą
oddawać cześć Bogu, przez co przyczynią się także do rozwoju duchowego.
Nie zapominajmy, że to przecież właśnie
uczniowie św. Benedykta, którzy są obecni na ziemiach polskich od
tysiąca lat, przywieźli tu wiele roślin, jak np. miętę, rozmaryn,
tymianek, kolendrę czy lubczyk, które znalazły zastosowanie nie tylko
w leczeniu różnych chorób, ale są także doskonałymi dodatkami,
podkreślającymi smak potraw.
Pamiętając o zasadzie umiaru, wspomnieć
należy także o napojach alkoholowych – likierach, nalewkach, miodach,
winach i wspaniałych piwach, jakie były i są do dziś dziełem braci
zakonnych – benedyktynów, trapistów, karmelitów, kapucynów i wielu
innych. Najsłynniejszy szampan świata Dom Perignon nosi przecież imię
skromnego mnicha z benedyktyńskiego opactwa w Hautvillers –
Pierre’a Pérignona, który jako pierwszy na świecie na przełomie XVII
i XVIII wieku opracował technikę szampanizacji wina (przekształcania
spokojnego wina w wino musujące poprzez wtórną fermentację).
Koneserami dobrej kuchni, wyrażającymi
radość z właściwego wykorzystania darów Bożych, byli liczni
święci‑mnisi, by wspomnieć choćby św. Tomasza z Akwinu (dominikanin) czy
świętych papieży Grzegorza VII (benedyktyn) i Piusa V (dominikanin).
A ileż przepisów – kulinarnych i leczniczych zostawiła nam benedyktynka
św. Hildegarda z Bingen, jedna z najwybitniejszych kobiet wszech czasów!
Cywilizacja przy stole
W Średniowieczu – epoce par excellence
katolickiej – opactwa kultywowały tradycję wydawania wielkich uczt.
Rytuały związane z biesiadowaniem miały uświęcony charakter i wytwarzały
poczucie wspólnoty duchowej, łagodziły animozje, wyciszały spory. Mnisi
przygotowywali swoje przysmaki z nakazu miłosierdzia i gościnności,
tworząc przy okazji zasady etykiety, która z kolei przyczyniała się do
uszlachetnienia duszy.
Sztuka prowadzenia rozmowy i zasady
grzeczności, obowiązujące przy stole, stawały się coraz bardziej
kunsztowne. To w trakcie wspólnego ucztowania stopniowo kształtowały się
rytuały obowiązujące w społeczeństwie świeckim, tworząc model
cywilizacji europejskiej.
W świecie muzyki
Wspomniałem wcześniej o muzyce w kontekście
filipinów. I podkreślmy – w rozwoju muzyki swój niebagatelny udział mają
osoby zakonne. Wzmiankowana już benedyktynka, św. Hildegarda z Bingen
pisała, że muzyka przenika świat ziemski i Boski. To echo rajskich
śpiewów pierwszych ludzi, ucieleśnienie Dobra i Piękna, którym opiewa
się Boga Najwyższego. Ta niezwykła kobieta podkreślała, że każdy dźwięk
pochodzi od Boga. Boska myśl przenika do ludzkiego umysłu, pojawia się
natchnienie, a z niego dzieła artystyczne. W konsekwencji z Bożej
inspiracji powstają utwory muzyczne.
Św. Hildegarda doskonale wiedziała, o czym
pisze. Była bowiem kompozytorką kilkudziesięciu dzieł muzycznych, w tym
najważniejszego – moralitetu Ordo Virtutum.
Swój ogromny wkład w rozwój muzyki ma także
włoski mnich benedyktyński bł. Guido z Arezzo, który w XI wieku
udoskonalił zapis nutowy i wprowadził nową metodę śpiewu,
zwaną solmizacją. Każdy stopień skali otrzymał w niej nazwę od
początkowych zgłosek wierszy w hymnie na uroczystość Narodzenia św. Jana
Chrzciciela: Ut queant laxis, Resonare fibris. Mira gestorum, Famuli tuorum. Solve polluti Labii
reatum Sancte Ioannes! (By zdolne były wdzięcznymi pieśniami, Twe
dziwne dzieła sławić nieprzetrwanie, Pył wszelkiej winy, co wargi nam
plami, Zmyj święty Janie!) – Ut, Re, Mi, Fa, Sol, La.
W XVI stuleciu Anzelm z Flandrii połączył pierwsze litery ostatnich
wyrazów (Sancte Ioannes), co utworzyło Si, tworząc całą gamę C‑dur.
Gwoli ścisłości, w następnym stuleciu ze
względu na trudność w śpiewaniu sylaby Ut, zmieniono ją na Do – od
pierwszych dwóch liter nazwiska muzykologa na dworze kard. Franciszka
Barberiniego, Giovanniego Battisty Doniego (który tej zmiany dokonał).
Wracając jeszcze do twórcy solmizacji, bł.
Guido pod koniec życia wstąpił do surowego zakonu kamedułów, gdzie
śpiewy słychać nader sporadycznie! W ich kościołach nie ma organów…
W tymże zakonie, w bielańskim eremie miałem
okazję spędzić kiedyś 4 dni. I był to dla mnie czas wspaniałej lekcji
chrześcijaństwa i niezwykłego doświadczenia Boga. Kameduli nie głosili
kazań, nie prowadziłem z nimi rozmów. Cisza i przykład ich rozmodlonego,
pokutniczego życia wystarczył.
Dziękuję Wam kameduli za Wasze świadectwo.
Dziękuję wszystkim, którzy zdecydowali się na realizację swojego
powołania w klasztorach.
W
święto Ofiarowania Pańskiego, zwane u nas świętem Matki Bożej
Gromnicznej w kościołach poświęca się gromnice. Świece wykonane z
pszczelego wosku, zwane gromnicami, często zapala się, kiedy nadciągają
gwałtowne burze, gradowe nawałnice, wybuchają pożary, grozi powódź, a
także w chwili odchodzenia bliskich do wieczności. Są one znakiem
obecności mocy Chrystusa – symbolem Światłości, w której blasku widzi
się się wszystko oczyma wiary
Modlitwa na uroczystość Matki Bożej Gromnicznej
W dniu
tym widziała św Mechtylda Najświętszą Maryję Pannę z królewskim
Dzieciątkiem Jezus na ręku, ubranym w szatę niebieską i przyozdobioną
złotymi kwiatami. Na piersiach, koło szyi i rąk miało wypisane Imię
Jezus. Dowiedziała się też, jak powinniśmy się modlić do Matki Jezusa w
sposób niżej podany:
1.Najgodniejsza
Panno Maryjo, przypominam Ci tę niewysłowioną radość, w której od
urodzenia Twego Syna oczekiwałaś tego dnia pełnego radości, w którym
Bogu Ojcu wolno Ci było ofiarować Twego i Jego Syna, przez Którego, dla
Którego i w Którym przyjął Bóg wszystkie ofiary od początku świata.
Proszę Cię, racz mi wyjednać, abym z serdecznym pożądaniem pragnęła
oglądać Go kiedyś w niebie. Amen. Zdrowaś Maryjo….
2.O
Przebłogosławiona Panno Maryjo, przypominam Ci to najgodniejsze
przygotowanie, którem Siebie i Syna Twego przygotowałaś i w Sercu Twem
obmyślałaś, jakimi słowy i w jakiej czci ofiarować masz Twego Syna
ukochanego Ojcu Przedwiecznemu ku Jego chwale najwyższej i ku pożytkowi
całego świata. Proszę Cię, racz mi wyjednać, abym się godnie
przygotowała na ostatnią chwilę życia mego. Amen. Zdrowaś Maryjo…..
3.O
czci najgodniejsza Panno Maryjo, przypominam Ci to gorące nabożeństwo i
tę wdzięczność, z jaką położyłaś Syna Twego na ołtarz i wyraziłaś Ojcu
Wiecznemu podziękowanie, że ze wszystkich niewiast Ciebie wybrał na
Matkę jednorodzonego Syna Swego, poczem ofiarowałaś Go z taką
pobożnością, że choćby kto pobożność wszystkich Świętych do jednego
zjednoczył serca ludzkiego, nie mogłaby jeszcze dorównać pobożności
Twojej. Proszę Cię, racz ofiarować dziś tegoż Syna Twego za mnie i za
wszystkich, za których modlić się powinnam, abyśmy otrzymali zbawienie
wieczne. Amen. Zdrowaś Maryjo….
4.O
Przebłogosławiona Panno Maryjo, przypominam Ci ów miecz ostry, który
przeniknął duszę Twoją, gdy sędziwy Symeon wyrzekł do Ciebie: ”Duszę
Twoją przeniknie miecz boleści”, które to słowa tak Cię poruszyły, że
wszystka radość Twoja zmieniła się w smutek. Proszę Cię, racz boleść tę
Twoją ofiarować Synowi Twojemu za wszystkie obelgi i cierpienia, które
Mu kiedykolwiek zadałam grzechami mymi. Amen. Zdrowaś Maryjo…..
5.O
najsłodsza Panno Maryjo. przypominam Ci tę niezrównaną radość, którą
miałaś z Twego ukochanego Syna, gdy był w latach dziecięcych, gdy Go
piastowałaś na łonie Twojem i rozpamiętywałaś, że to Dziecię jest Bogiem
i ze słodyczą głowę Swoją schylałaś ku Niemu i przelałaś mnóstwo łez
miłości i nabożeństwa, gdy mówiłaś: “O Ty zbawienie i radości mojej
duszy, o Ty słodkości Mego Serca!” Przez tę radość proszę Cię, o
Najświętsza Panno, racz mi u Syna Twego wyjednać, abym Go serdecznie
kochała i z miłości ku Niemu zawsze Go pożądała. Amen. Zdrowaś Maryjo……
Gromnica – świeca nieco zapomniana
W święto
Ofiarowania Pańskiego, zwane u nas świętem Matki Bożej Gromnicznej,
mniej ludzi niż niegdyś przychodzi do naszych kościołów, by poświęcić
świece. Do niedawna przychodziło więcej. Świece wykonane z pszczelego
wosku, zwane gromnicami, były ze czcią przechowywane w każdym domu i
często zapalane – wówczas, kiedy nadciągały gwałtowne burze, gradowe
nawałnice, wybuchały pożary, groziła powódź, a także w chwili
odchodzenia bliskich do wieczności. Były one znakiem obecności mocy
Chrystusa – symbolem Światłości, w której blasku widziało się wszystko
oczyma wiary.
Wprawdzie
wilki zagrażające ludzkim sadybom zostały wytrzebione, ale na ich
miejsce pojawiły się inne zagrożenia. Dziś trzeba prosić Matkę Bożą
Gromniczną, by broniła przed zalewem przemocy i erotyzacji płynących z
ekranów telewizyjnych i kolorowych magazynów, przed napastliwością sekt,
przed obojętnością na los bliźnich, przed samotnością, przed
powiększającą się falą ubóstwa, przed zachłannością, przed bezdomnością i
bezrobociem, przed uleganiem nałogom pijaństwa, narkomanii, przed
zamazywaniem granic między grzechem a cnotą, przed zamętem sumień.
Po raz
pierwszy otrzymujemy płonącą świecę na chrzcie. Oznacza ona zapalenie
światła wiary w naszej duszy. Jest znakiem ogarnięcia nas przez
Chrystusa swoimi mocami i swym światłem. Po raz drugi – często tę samą
świecę – trzymamy zapaloną podczas I Komunii św. W wielu bowiem
rodzinach jest piękny, godny rozpowszechniania zwyczaj przechowywania
tej chrzcielnej świecy do I Komunii św., a także do ślubu. Przynosi się
ją także do kościoła każdego roku w Wielką Sobotę, by jej płomień
zapalić od nowo poświęconego paschału.
Zapalajmy ją
częściej. Zapalajmy w domach, kiedy robi się w nich burzowo, kłótliwie,
kiedy lodowaty grad niszczy uprawy wzajemnej miłości, kiedy wybuchają
pożary zawiści, kiedy zagraża powódź pazerności. Niech gromnica nie
będzie tylko jednym z przechowywanych w naszym domu bibelotów. Zapalajmy
ją także wtedy, gdy ktoś z domowników ciężko choruje, gdy został
okradziony, napadnięty, oszukany, poniżony, odrzucony, opuszczony.
Przywróćmy zwyczaj wkładania jej do ręki konającym, opuszczającym ten
świat naszym bliskim.
Opowiadała
mi pewna matka, która podejmowała bezowocne wysiłki, by wyrwać córkę z
narkomanii, że przed kilku laty przyniosła wieczorem z kościoła
poświęconą gromnicę, a jej córka – narkomanka zapytała, do czego ona
służy. Wówczas, opowiadając legendę o Matce Bożej Gromnicznej strzegącej
ludzkich sadyb przed wilkami, zapaliła na stole przyniesioną gromnicę i
odmówiła modlitwę „Pod Twoją obronę”. Gdy skończyła poprosiła córkę, by
wyjęła z szuflady przechowywaną od jej chrztu święcę, którą trzymała
także przystępując do I Komunii św., i zapaliła ją. Przy tych dwu
palących się świecach odmówiły wspólnie jeszcze raz „Pod Twoją obronę”,
następnie schowały je w komodzie. Od tego dnia nastąpił przełom w życiu
córki tej kobiety. Podjęła stosowne leczenie i w krótkim czasie udało
się jej zerwać z nałogiem. Któregoś dnia zapytana o to, jak jej się to
udało, powiedziała: – Kiedy nachodzi mnie słabość zapalam moją gromnicę i
to mi daje siłę.
Święto Ofiarowania – Maryja ofiarowała Syna w świątyni.
A co my możemy ofiarować? Przez poniższą modlitwę – wszystko!
Tę
modlitwę odmawia się podczas nabożeństwa uzdrowienia w Wąwolnicy a
prowadzący je śp. egzorcysta ks. inf. Jan Pęzioł zalecał i prosił o jej
codzienne odmawianie:
“Boskie
Serce Jezusa, ofiaruję Ci przez Niepokalane Serce Najświętszej Maryi
Panny wszystkie modlitwy, sprawy, prace i krzyże dnia dzisiejszego jako
wynagrodzenie za grzechy moje i całego świata. Łączę je z tymi
intencjami, w jakich Ty ofiarowałeś się za nas na krzyżu i ofiarujesz
się codziennie na ołtarzach całego świata. Ofiaruję Ci je za święty
Kościół katolicki, za Ojca Świętego, a zwłaszcza na intencje miesięczną,
oraz na intencję misyjną, jako też na intencje dziś potrzebne. Pragnę też zyskać wszystkie odpusty jakich dostąpić mogę i ofiaruję Ci je za dusze w czyśćcu cierpiące. Amen
W dniu tym widziała św Mechtylda Najświętszą Maryję Pannę z królewskim Dzieciątkiem Jezus na ręku, ubranym w szatę niebieską i przyozdobioną złotymi kwiatami. Na piersiach, koło szyi i rąk miało wypisane Imię Jezus. Dowiedziała się też, jak powinniśmy się modlić do Matki Jezusa w sposób niżej podany:
1. Najgodniejsza Panno Maryjo, przypominam Ci tę niewysłowioną radość, w której od urodzenia Twego Syna oczekiwałaś tego dnia pełnego radości, w którym Bogu Ojcu wolno Ci było ofiarować Twego i Jego Syna, przez Którego, dla Którego i w Którym przyjął Bóg wszystkie ofiary od początku świata. Proszę Cię, racz mi wyjednać, abym z serdecznym pożądaniem pragnęła oglądać Go kiedyś w niebie. Amen.
Zdrowaś Maryjo….
2. O Przebłogosławiona Panno Maryjo, przypominam Ci to najgodniejsze przygotowanie, którem Siebie i Syna Twego przygotowałaś i w Sercu Twem obmyślałaś, jakimi słowy i w jakiej czci ofiarować masz Twego Syna ukochanego Ojcu Przedwiecznemu ku Jego chwale najwyższej i ku pożytkowi całego świata. Proszę Cię, racz mi wyjednać, abym się godnie przygotowała na ostatnią chwilę życia mego. Amen.
Zdrowaś Maryjo…..
3. O czci najgodniejsza Panno Maryjo, przypominam Ci to gorące nabożeństwo i tę wdzięczność, z jaką położyłaś Syna Twego na ołtarz i wyraziłaś Ojcu Wiecznemu podziękowanie, że ze wszystkich niewiast Ciebie wybrał na Matkę jednorodzonego Syna Swego, poczem ofiarowałaś Go z taką pobożnością, że choćby kto pobożność wszystkich Świętych do jednego zjednoczył serca ludzkiego, nie mogłaby jeszcze dorównać pobożności Twojej. Proszę Cię, racz ofiarować dziś tegoż Syna Twego za mnie i za wszystkich, za których modlić się powinnam, abyśmy otrzymali zbawienie wieczne. Amen.
Zdrowaś Maryjo….
4. O Przebłogosławiona Panno Maryjo, przypominam Ci ów miecz ostry, który przeniknął duszę Twoją, gdy sędziwy Symeon wyrzekł do Ciebie: ”Duszę Twoją przeniknie miecz boleści”, które to słowa tak Cię poruszyły, że wszystka radość Twoja zmieniła się w smutek. Proszę Cię, racz boleść tę Twoją ofiarować Synowi Twojemu za wszystkie obelgi i cierpienia, które Mu kiedykolwiek zadałam grzechami mymi. Amen.
Zdrowaś Maryjo…..
5. O najsłodsza Panno Maryjo. przypominam Ci tę niezrównaną radość, którą miałaś z Twego ukochanego Syna, gdy był w latach dziecięcych, gdy Go piastowałaś na łonie Twojem i rozpamiętywałaś, że to Dziecię jest Bogiem i ze słodyczą głowę Swoją schylałaś ku Niemu i przelałaś mnóstwo łez miłości i nabożeństwa, gdy mówiłaś: “O Ty zbawienie i radości mojej duszy, o Ty słodkości Mego Serca!” Przez tę radość proszę Cię, o Najświętsza Panno, racz mi u Syna Twego wyjednać, abym Go serdecznie kochała i z miłości ku Niemu zawsze Go pożądała. Amen.
Zdrowaś Maryjo……
Gromnica – świeca nieco zapomniana
W święto Ofiarowania Pańskiego, zwane u nas świętem Matki Bożej Gromnicznej, mniej ludzi niż niegdyś przychodzi do naszych kościołów, by poświęcić świece. Do niedawna przychodziło więcej. Świece wykonane z pszczelego wosku, zwane gromnicami, były ze czcią przechowywane w każdym domu i często zapalane – wówczas, kiedy nadciągały gwałtowne burze, gradowe nawałnice, wybuchały pożary, groziła powódź, a także w chwili odchodzenia bliskich do wieczności. Były one znakiem obecności mocy Chrystusa – symbolem Światłości, w której blasku widziało się wszystko oczyma wiary.
Wprawdzie wilki zagrażające ludzkim sadybom zostały wytrzebione, ale na ich miejsce pojawiły się inne zagrożenia. Dziś trzeba prosić Matkę Bożą Gromniczną, by broniła przed zalewem przemocy i erotyzacji płynących z ekranów telewizyjnych i kolorowych magazynów, przed napastliwością sekt, przed obojętnością na los bliźnich, przed samotnością, przed powiększającą się falą ubóstwa, przed zachłannością, przed bezdomnością i bezrobociem, przed uleganiem nałogom pijaństwa, narkomanii, przed zamazywaniem granic między grzechem a cnotą, przed zamętem sumień.
Po raz pierwszy otrzymujemy płonącą świecę na chrzcie. Oznacza ona zapalenie światła wiary w naszej duszy. Jest znakiem ogarnięcia nas przez Chrystusa swoimi mocami i swym światłem. Po raz drugi – często tę samą świecę – trzymamy zapaloną podczas I Komunii św. W wielu bowiem rodzinach jest piękny, godny rozpowszechniania zwyczaj przechowywania tej chrzcielnej świecy do I Komunii św., a także do ślubu. Przynosi się ją także do kościoła każdego roku w Wielką Sobotę, by jej płomień zapalić od nowo poświęconego paschału.
Zapalajmy ją częściej. Zapalajmy w domach, kiedy robi się w nich burzowo, kłótliwie, kiedy lodowaty grad niszczy uprawy wzajemnej miłości, kiedy wybuchają pożary zawiści, kiedy zagraża powódź pazerności. Niech gromnica nie będzie tylko jednym z przechowywanych w naszym domu bibelotów. Zapalajmy ją także wtedy, gdy ktoś z domowników ciężko choruje, gdy został okradziony, napadnięty, oszukany, poniżony, odrzucony, opuszczony. Przywróćmy zwyczaj wkładania jej do ręki konającym, opuszczającym ten świat naszym bliskim.
Opowiadała mi pewna matka, która podejmowała bezowocne wysiłki, by wyrwać córkę z narkomanii, że przed kilku laty przyniosła wieczorem z kościoła poświęconą gromnicę, a jej córka – narkomanka zapytała, do czego ona służy. Wówczas, opowiadając legendę o Matce Bożej Gromnicznej strzegącej ludzkich sadyb przed wilkami, zapaliła na stole przyniesioną gromnicę i odmówiła modlitwę „Pod Twoją obronę”. Gdy skończyła poprosiła córkę, by wyjęła z szuflady przechowywaną od jej chrztu święcę, którą trzymała także przystępując do I Komunii św., i zapaliła ją. Przy tych dwu palących się świecach odmówiły wspólnie jeszcze raz „Pod Twoją obronę”, następnie schowały je w komodzie. Od tego dnia nastąpił przełom w życiu córki tej kobiety. Podjęła stosowne leczenie i w krótkim czasie udało się jej zerwać z nałogiem. Któregoś dnia zapytana o to, jak jej się to udało, powiedziała: – Kiedy nachodzi mnie słabość zapalam moją gromnicę i to mi daje siłę.
ks. Florian – niedziela.pl
Święto Ofiarowania – Maryja ofiarowała Syna w świątyni.
A co my możemy ofiarować? Przez poniższą modlitwę – wszystko!
Tę modlitwę odmawia się podczas nabożeństwa uzdrowienia w Wąwolnicy a prowadzący je śp. egzorcysta ks. inf. Jan Pęzioł zalecał i prosił o jej codzienne odmawianie:
“Boskie Serce Jezusa, ofiaruję Ci przez Niepokalane Serce Najświętszej Maryi Panny wszystkie modlitwy, sprawy, prace i krzyże dnia dzisiejszego jako wynagrodzenie za grzechy moje i całego świata. Łączę je z tymi intencjami, w jakich Ty ofiarowałeś się za nas na krzyżu i ofiarujesz się codziennie na ołtarzach całego świata. Ofiaruję Ci je za święty Kościół katolicki, za Ojca Świętego, a zwłaszcza na intencje miesięczną, oraz na intencję misyjną, jako też na intencje dziś potrzebne. Pragnę też zyskać wszystkie odpusty jakich dostąpić mogę i ofiaruję Ci je za dusze w czyśćcu cierpiące. Amen