poniedziałek, 29 kwietnia 2024

Św.Katarzyna ze Sieny .29 kwietnia . O godności kapłanów i o sakramencie Ciała Chrystusowego. O tych, co komunikują godnie i niegodnie.

 

CX - O godności kapłanów i o sakramencie Ciała Chrystusowego. O tych, co komunikują godnie i niegodnie.

Traz odpowiem ci na pytanie, które zadałaś Mi co do szafarzy świętego Kościoła. Abyś lepiej mogła poznać prawdę, otwórz oko swego intelektu i zważ dostojeństwo i godność, do której ich podniosłem. Ponieważ lepiej poznaje się rzecz jakąś przez jej przeciwieństwo, pokażę ci godność tych, którzy w cnocie zarządzają skarbem powierzonym ich rękom przeze Mnie. Przez to ujrzysz lepiej nędzę tych, co dziś karmią siebie samych przy piersi tej oblubienicy.

Wtedy dusza ta, posłuszna temu wezwaniu, przejrzała się w Prawdzie, gdzie ujrzała blask cnoty tych, którzy kosztują jej prawdziwie. I Bóg wieczny rzekł:

Najdroższa córko, naprzód powiem ci o godności, do której ich podniosłem. Sprawiła to dobroć moja, poza ogólną miłością, którą miałem dla stworzeń moich, stwarzając je na obraz i podobieństwo moje i odradzając was dla łaski w krwi Jednorodzonego Syna mego. Doszliście do wyższego dostojeństwa przez zjednoczenie mej boskości z naturą ludzką, aniżeli anioł, gdyż przyjąłem naturę waszą, nie anielską. Tak więc, jak rzekłem, Ja Bóg stałem się człowiekiem, a człowiek Bogiem, przez zjednoczenie mej natury boskiej z waszą naturą ludzką .

Ta wielkość jest wspólnym dobrodziejstwem dla wszystkich stworzeń obdarzonych rozumem. Lecz spośród nich wybrałem mych szafarzy, dla waszego zbawienia, aby przez nich rozdawana była Krew pokornego i nieskalanego Baranka, Jednorodzonego Syna mojego. Powierzyłem im rozdawnictwo Słońca, udzielając im światła wiedzy, ciepła miłości boskiej i barwy zjednoczonej z ciepłem i ze światłem, to jest Krwi i Ciała Syna mojego. Ciało to jest słońcem, bo jest jednym ze Mną, który jestem prawdziwym słońcem, i zjednoczenie to jest tak ścisłe, że nie można ich rozdzielić ani rozłączyć, tak samo jak w słońcu nie można oddzielić ciepła od światła, ani światła od ciepła, tak bowiem doskonałe jest to zjednoczenie.

Słońce to nie wychodząc z kręgu swego, nie dzieląc się, zlewa światło na cały świat. Ktokolwiek chce, uczestniczy w jego cieple. Żadna nieczystość nie może go zbrudzić i światło jego jest zjednoczone z ciepłem, jak rzekłem. Tak samo to Słowo, mój Syn, z drogą krwią swoją, jest słońcem, całym Bogiem i całym człowiekiem, bo jest jednym ze Mną, a Ja z Nim. Moc moja nie jest oddzielona od jego mądrości, ani ciepło, ogień Ducha Świętego nie jest oddzielony ode Mnie, Ojca ani od Syna, gdyż Duch Święty pochodzi od Ojca i Syna, i jesteśmy tym samym słońcem.

Ja, Bóg wieczny, jestem słońcem, od którego pochodzą Syn i Duch Święty. Duchowi Świętemu właściwy jest ogień, Synowi mądrość, i od mądrości tej szafarze moi otrzymują światło łaski za to, że szafowali tym światłem z światłem i z wdzięcznością za dobrodziejstwo otrzymane ode Mnie, Ojca wiecznego, idąc za nauką tej Mądrości, Jednorodzonego Syna mojego.

On jest tym światłem, które posiada w sobie zjednoczoną z nim barwę waszego człowieczeństwa. Więc i światło mej boskości jest światłem zjednoczonym z barwą waszego człowieczeństwa. Barwa ta uświetliła się, gdy stała się niezdolną do cierpienia mocą bóstwa natury boskiej. W ten sposób, to jest, przez Słowo wcielone, ściśle zjednoczone ze światłem mego bóstwa oraz z ciepłem i ogniem Ducha Świętego, otrzymaliście to światło. Komuż powierzyłem jego rozdawnictwo? Szafarzom moim w mistycznym ciele świętego Kościoła, abyście posiedli życie, przyjmując od nich Ciało, jako pokarm i Krew, jako napój.

Rzekłem ci, że to Ciało jest słońcem. Ciało więc nie może być wam dane bez tej Krwi; ani też Ciało czy Krew bez duszy tego Słowa; ani dusza czy ciało bez mego bóstwa, Ojca wiecznego. Jedno jest nieoddzielne od drugiego. Jak rzekłem ci na innym miejscu, natura boska nie oddziela się nigdy od natury ludzkiej: ani śmierć, ani nic innego nie może ich rozłączyć. Całą więc istotę boską otrzymujecie w tym najsłodszym Sakramencie, pod tą białością chleba.

Jak słońce jest nierozdzielne, tak nie dzieli się cały Bóg i cały człowiek w bieli hostii. Choćby podzielić hostię na tysiąc tysięcy drobinek, w każdej jest cały Bóg i cały człowiek, jak ci rzekłem. Dzieląc zwierciadło nie dzieli się obrazu, który widzi się w zwierciadle; tak samo dzieląc hostię, nie dzieli się Boga ani człowieka, lecz w każdej cząsteczce jest cały Bóg-człowiek.

I nie zmniejsza się on też w sobie, jak to można zrozumieć na przykładzie ognia. Gdybyś miała światło i cały świat zszedłby się, aby zapalić od niego świece, światło nie zmniejszy się i każdy jednak będzie miał je całe. Prawdą jest wszelako, że uczestniczy w nim, mniej lub więcej, wedle paliwa, które przynosi chcący otrzymać ogień. Abyś to lepiej zrozumiała, podam ci przykład. Przypuśćmy, że wiele osób przyszłoby po światło z świecami. Jedna przynosi świecę jednouncjową, druga dwuuncjową, inna sześciouncjową, ta półfuntową, tamta jeszcze większą. Wszystkie zbliżają się do światła i każda zapala swoją świecę. W każdej zapalonej świecy, jakakolwiek byłaby jej wielkość, widać całe światło, jego barwę, jego ciepło, jego blask, jednak uznasz, że ten co niesie świecę jednouncjową posiada mniej światła, niż ten, który trzyma świecę funtową. Tak samo jest z tymi, którzy przystępują do świętego Sakramentu. Każdy przynosi swą świecę, to jest święte pragnienie, z jakim otrzymuje i przyjmuje ten Sakrament. Świeca jest zgaszona i zapala się, gdy on przyjmuje Sakrament. Jest zgaszona, powiadam, gdyż wy sami przez się jesteście niczym. Zaprawdę, dałem wam paliwo, dzięki któremu możecie przyjmować i zachowywać w sobie to światło; paliwem tym jest miłość, gdyż stworzyłem was przez miłość, i przeto nie możecie żyć bez miłości.

To jestestwo, które wam dałem z miłości, otrzymało na chrzcie świętym, mocą krwi tego Słowa, przygotowanie, bez którego nie moglibyście uczestniczyć w tym świetle. Bylibyście, jak świeca bez knota, która nie może płonąć i której nie podobna zaświecić, gdybyście z duszą stworzoną do miłości i przeznaczoną dla miłości — do tego stopnia, że nie mogłaby żyć bez miłości, która jest jej pokarmem — nie otrzymali na chrzcie świętym najświętszej wiary zjednoczonej z łaską. Najświętsza wiara jest właśnie knotem, który może się zapalić od tego światła.

Od czego dusza tak przygotowana zapala swą świecę? Od ognia mej boskiej miłości, kochając Mnie, bojąc się Mnie i idąc za nauką mej Prawdy. Zaprawdę dusza zapala się mniej lub więcej, jak ci rzekłem, wedle paliwa, które przynosi, aby żywić ten ogień. Choć wszyscy macie to samo paliwo, bo wszyscy jesteście stworzeni na obraz i podobieństwo moje i wszyscy, jako chrześcijanie, posiadacie światło chrztu świętego, jednak każdy z was może wzrastać w miłość i cnotę, o ile chce, za pomocą mej łaski. Nie abyście mieli przybrać inny kształt, niż ten, który wam dałem, lecz wzrastacie i rozwijacie się w miłości cnoty przez pełnienie cnoty i przez poryw miłości, posługując się wolną wolą, dopóki macie czas, bo gdy czas minie, nie będziecie mogli tego czynić. Więc od was zależy wzrastanie w miłość, jak ci rzekłem.

Z miłością zbliżacie się do tego słodkiego i chwalebnego światła. Rozdawnictwo jego powierzyłem sługom moim, dawszy je wam za pokarm. Otrzymacie tyle tego światła, ile przyniesiecie miłości i gorącego pragnienia. Otrzymacie je jednak całe, jak ci to wykazałem na przykładzie tych, którzy uczestniczyli w tym świetle wedle wagi przyniesionych świec, lecz każdy widział światło całe, niepodzielone. Światło to nie może być podzielone ani przez niedoskonałość tego, który je otrzymuje, ani przez grzech tego, który je rozdaje. Lecz uczestniczycie w tym świetle i otrzymujecie łaskę tylko w miarę swego przygotowania, swego pragnienia.

Kto przystąpiłby do tego Sakramentu w stanie grzechu śmiertelnego, nie otrzyma żadnej łaski, chociaż przyjął rzeczywiście całego Boga i całego człowieka, jak ci rzekłem. Wiesz, do czego podobna jest dusza, która przyjmuje Sakrament w sposób niegodny? Do świecy, która wpadła do wody i tylko skwierczy, gdy się ją zbliży do ognia; gdy się ją chce zapalić, płomień gaśnie i pozostaje tylko swąd. Ta dusza także nosi w sobie świecę, którą otrzymała na chrzcie świętym, ale rzuciła ją do wody grzechu, który popełniła w sobie. Ta woda zmoczyła knot, to światło łaski, które dane jej było na chrzcie świętym i dopóki świeca nie wyschnie w ogniu prawdziwej skruchy złączonej z wyznaniem grzechu, dusza przyjmuje u stołu ołtarza to światło faktycznie, lecz nie duchowo.

Gdy dusza nie jest tak przygotowana, jak powinna być do tak wielkiego misterium, to wielkie światło nie trwa w niej przez łaskę, lecz gaśnie natychmiast i dusza pozostaje w większej rozterce, w większych ciemnościach i z cięższym grzechem. Z Sakramentu tego wynosi tylko zgrzyt wyrzutu sumienia nie z winy tego niezmąconego światła, lecz wskutek tej zgubnej wody, która jest w tej duszy i która udaremnia uczucie niezbędne do uczestniczenia w tym świetle.

Widzisz więc, że światło to jest nieoddzielne od ciepła i barwy, z którymi jest zjednoczone. Zjednoczenia tego nie może rozerwać ani słabe pragnienie, które skłania duszę do przystąpienia do tego Sakramentu, ani wina duszy, która go przyjmuje, ani grzech tego, który go udziela. Słońce, jak ci rzekłem, oświeca rzecz nieczystą, nie brudząc się jednak. Tak samo w tym świętym Sakramencie to słodkie światło nie może być skalane ani podzielone, ani zmniejszone; nic nie może go dotknąć ani wytrącić z jego koła. Gdyby cały świat obdzielił się światłem i ciepłem tego Słońca, to Słowo wcielone, Jednorodzony Syn mój, nie oddzieliłoby się nigdy ode Mnie, Słońca, Ojca wiecznego. Rozdawany jest On przez ciało mistyczne świętego Kościoła każdemu, kto Go chce przyjąć, lecz trwa we Mnie cały i choć przyjmujecie Go całego, Boga i człowieka, jak ci to wyjaśniłem na przykładzie światła, nawet wtedy, gdyby wszyscy ludzie przyszli zapalić swe świece od tego światła, otrzymaliby je całe, a ono pozostałoby jednak całe.

Traktat o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny; (cała książka)...

Święty Ludwik Maria Grignon de Montfort mówił: „Odczuwam wielkie pragnienie umiłowania Pana naszego i Jego świętej Matki.

 

Święty Ludwik Maria Grignon de Montfort mówił: „Odczuwam wielkie pragnienie umiłowania Pana naszego i Jego świętej Matki. Chciałbym jako prosty i ubogi kapłan uczyć biednych wieśniaków i zachęcać grzeszników do nabożeństwa do Świętej Dziewicy”.

Jego najważniejsze dzieło, czytane do dziś to: „Traktat o doskonałym nabożeństwie do NMP”.

Św. Ludwik Maria de Montfort odpowiada kiedy nastąpi kres
czasów ostatecznych. Stop fałszywym prorokom i datom

Kiedy i jak to się stanie?… Jedynemu Bogu to jest wiadome. My zaś milczmy, módlmy się, prośmy, wyczekujmy: Czekając oczekiwałem Pana (Ps 39(40),2 Wlg)

Apostołowie Czasów Ostatecznych (…) w ustach będą mieli obosieczny miecz słowa Bożego (Hbr 4,12; Ef 6,17); na ramionach nieść będą zakrwawiony proporzec Krzyża, w prawej ręce krucyfiks, różaniec w lewej, święte imiona Jezusa i Maryi na sercu, a skromność i umartwienie Jezusa Chrystusa zajaśnieje w całym ich postępowaniu.

Nie czytajmy fałszywych proroków, nie zgadujmy i nie gdybajmy. Posłuchajmy kolejnego Świętego, który mówi, iż Bóg sam zna czas i miejsce.


niedziela, 28 kwietnia 2024

Czytelnia na niedzielę: „Jak odczytywać obietnice Matki Bożej ogłoszone w Medjugorje i Fatimie?”

 

Czytelnia na niedzielę: „Jak odczytywać obietnice Matki Bożej ogłoszone w Medjugorje i Fatimie?”

Szatan skrzętnie wykorzystuje podziały, które coraz bardziej dominują w świecie i Kościele. O. Livio Fanzaga w rozmowie z Diego Manettim konfrontują nas z wyzwaniami zmieniającego się radykalnie świata – „nowego świata bez Boga”. Opierając się na słowach Matki Bożej z Medjugorje, odkrywają przed nami zbawczy plan Maryi, niestrudzenie wzywającej ludzkość do nawrócenia

„Jeżeli będziecie moi, zwyciężycie
Obietnica, jaką Matka Boża złożyła nam w Medjugorje”

„Nastanie czas próby, a wy nie będziecie silni i rozpanoszy się grzech; jeżeli jednak będziecie moi, zwyciężycie, ponieważ Serce mego Syna Jezusa będzie waszym schronieniem” Orędzie Maryi z 25 lipca 2019 roku, Medjugorje

Nadszedł czas tajemnic
Jak odczytywać obietnice Matki Bożej ogłoszone w Medjugorje i Fatimie? Czy nastały czasy ostateczne?
     W okresie, gdy nasza wiara jest poddawana próbie, a światem i Kościołem wstrząsają dramatyczne wydarzenia, szatan skrzętnie wykorzystuje podziały, które coraz bardziej dominują w świecie i Kościele. W okresie szturmu sił ciemności na Kościół Chrystusa Królowa Pokoju nieustająco udziela nam przestróg i zapewnia o swoim wstawiennictwie.
     Ojciec Livio Fanzaga w rozmowie z Diego Manettim konfrontują nas z wyzwaniami zmieniającego się radykalnie świata – „nowego świata bez Boga”. Opierając się na słowach Matki Bożej z Medjugorje, odkrywają przed nami zbawczy plan Maryi, niestrudzenie wzywającej ludzkość do nawrócenia. Czy zechcemy otworzyć serca przed Bogiem, który nas stworzył i odkupił? Czy jesteśmy gotowi na triumf Niepokalanego Serca Maryi?

fragment książki:

Moment wypełnienia się tajemnic z Medjugorje nadchodzi wielkimi krokami. Dlatego warto przygotować się na duchowy bój, jaki będziemy musieli stoczyć w związku z pierwszym starciem eschatologicznym, poprzez które dopełni się historia zbawienia: Niewiasta i Smok (por. Ap 12) staną w szranki, a ich bezprecedensowy pojedynek – zgodnie z obietnicą złożoną w Fatimie i Medjugorje – zwieńczy triumf Niepokalanego Serca Maryi. Wtedy też rozpocznie się czas pokoju. W okresie, gdy nasza wiara jest poddawana próbie, a światem i Kościołem wstrząsają dramatyczne wydarzenia, Królowa Pokoju nieustająco udziela przestróg swoim dzieciom i zapewnia je o matczynym wsparciu: „Dziatki, nastanie czas próby, a wy nie będziecie silni i rozpanoszy się grzech; jeżeli jednak będziecie moi, zwyciężycie, ponieważ Serce mego Syna Jezusa będzie waszym schronieniem” (Medjugorje, orędzie z 25 lipca 2019 roku).

Obietnica Maryi – „Jeżeli będziecie moi, zwyciężycie” – wlewa w serca otuchę. To zarazem motyw przewodni mojej rozmowy z ojcem Liviem, dyrektorem włoskiego Radia Maria. Przedstawiamy w niej czas tajemnic jako czas łaski, nawrócenia i oczyszczenia, w którym w widoczny sposób ścierają się ze sobą dwa plany: zbawczy plan Maryi, niestrudzenie wzywającej ludzkość do powrotu do Boga, oraz knowania demona, który dusze chce doprowadzić do zguby, a świat – do samozagłady (rozdział 1). Tłem dla starcia Królowej Pokoju z szatanem jest „nowy świat bez Boga”. Jego budowniczy odrzucają krzyż Chrystusa i coraz bardziej zajadle atakują Kościół i wiarę katolicką (rozdział 2). Diabeł skrzętnie wykorzystuje narzędzia, za pomocą których rządzący próbują narzucać nam ateistyczną wizję życia: politykę, środki masowego przekazu, oświatę i ekonomię (rozdział 3). Ten rodzaj oręża pozwala atakować Kościół od zewnątrz. Propaguje się światopogląd oparty na materializmie, hedonizmie, spirytyzmie czy nawet satanizmie (rozdział 4), a ideologia modernistyczna godzi chrześcijańską wiarę w samo serce i kwestionuje Boże objawienie. Jej zwolennicy konsekwentnie wypaczają podstawowe prawdy: o człowieku, atakując rodzinę, życie i osobę ludzką (rozdział 5); o Bogu, krytykując dwie najważniejsze tajemnice wiary chrześcijańskiej: Trójcę Przenajświętszą i boskość Jezusa (rozdział 6); o Kościele i doktrynie katolickiej, stawiając pod znakiem zapytania znaczenie Mistycznego Ciała Chrystusa i sakramentów (rozdział 7), Ewangelii (rozdział 8), piekła i demona (rozdział 9), eschatologii oraz duchowej i nieśmiertelnej duszy człowieka (rozdział 10), a wreszcie grzechu i moralności (rozdział 11).

To, co dzieje się na naszych oczach, jest czymś więcej aniżeli ścieraniem się różnych koncepcji egzystencjalnych i antropologicznych, jakże znaczącym dla przyszłych losów człowieka i świata. Jesteśmy świadkami szturmu sił ciemności na Kościół Chrystusa, którego wedle napomnień Królowej Pokoju powinniśmy bronić, mężnie dając świadectwo Prawdzie (rozdział 12). Wcześniej jednak musimy ponownie odkryć bogactwo i potęgę nowego życia zawarte w prawdach, których Boże objawienie, święta Tradycja i Urząd Nauczycielski Kościoła nauczają nas o Trójcy Przenajświętszej (rozdział 13), Chrystusie i Odkupieniu (rozdział 14), Kościele (rozdział 15), grzechu i piekle (rozdział 16), a także duchowej duszy człowieka, której przeznaczeniem jest życie wieczne (rozdział 17). 
Przypomnienie sobie wielkich prawd wiary chrześcijańskiej, które modernizm usiłuje wyzuć ze znaczenia i zastąpić nową globalną religią (rozdział 18), pozwoli nam przygotować się na czas tajemnic jako na godzinę próby (rozdział 19). Pamiętajmy, że zgodnie z tym, co Matka Boża wyjawiła w Fatimie i Medjugorje, przyszłość przyniesie zaciekłe prześladowania Kościoła (rozdział 20), zarazem jednak stanie się okazją do jego oczyszczenia i zapowiedzią triumfu Prawdy (rozdział 21).
Bądźmy czujni i trwajmy w modlitwie. Weźmy sobie do serca krzepiące słowa Królowej Pokoju, która prosi, abyśmy do Niej należeli, i oddajmy się Jej bez reszty, a w czasie wypełniania się tajemnic, w przededniu triumfu Niepokalanego Serca Maryi, znajdziemy schronieniew Sercu Jej Syna, Jezusa.

rozdział 20
PRZEŚLADOWANIA KOŚCIOŁA: OD FATIMY PO MEDJUGORJE

Nasze rozważania na temat batalii w obronie prawdy, tak charakterystycznej dla czasów ostatecznych, niemal dobiegły końca. Wyłuszczyliśmy także problem dziesięciu tajemnic z Medjugorje. Najwyższa pora zająć się kwestią prześladowań Kościoła w świetle nowożytnych objawień maryjnych, w szczególności objawień w Fatimie (1917) i Medjugorje (od 1981 roku).
W 1917 roku w Fatimie Matka Boża ukazała się trojgu pastuszkom: Hiacyncie, Franciszkowi i Łucji. Pragnęła odeprzeć potężny atak szatana, który upodobał sobie XX wiek, aby uparcie gnębić ludzkość (por. orędzie z 14 kwietnia 1982 roku). 13 lipca 1917 roku Najświętsza Dziewica wyjawiła małym pasterzom trzy części tajemnicy.
Pierwsza z nich zawierała wizję piekła, o której mieliśmy już okazję wspomnieć. Druga dotyczyła historycznej przepowiedni – w znacznej części zrealizowanej – o drugiej wojnie światowej, upowszechnianiu się i upadku komunizmu, triumfie Niepokalanego Serca Maryi i czasie pokoju. Trzecia część, wyjawiona nam przez siostrę Łucję, była następująca:

Po dwóch częściach, które już przedstawiłam, zobaczyliśmy  po lewej stronie Matki Bożej nieco wyżej Anioła trzymającego w lewej ręce ognisty miecz; iskrząc się, wyrzucał języki ognia, które zdawało się, że podpalą świat; ale gasły one w zetknięciu z blaskiem, jaki promieniował z prawej ręki Matki Bożej w jego kierunku; Anioł wskazując prawą ręką ziemię, powiedział mocnym głosem: Pokuta! Pokuta! Pokuta!
I zobaczyliśmy w nieogarnionym świetle, którym jest Bóg, „coś podobnego do tego, jak widzi się osoby w zwierciadle, kiedy przechodzą przed nim”, Biskupa odzianego w Biel. „Mieliśmy przeczucie, że jest to Ojciec Święty”. Wielu innych Biskupów, Kapłanów, zakonników i zakonnic wchodzących na stromą górę, na której szczycie znajdował się wielki Krzyż zbity z nieociosanych belek, jak gdyby z drzewa korkowego pokrytego korą; Ojciec Święty, zanim tam dotarł, przeszedł przez wielkie miasto w połowie zrujnowane i na poły drżący, chwiejnym krokiem, udręczony bólem i cierpieniem, szedł, modląc się za dusze martwych ludzi, których ciała napotykał na swojej drodze; doszedłszy do szczytu góry, klęcząc u stóp wielkiego Krzyża, został zabity przez grupę żołnierzy, którzy kilka razy ugodzili go pociskami z broni palnej i strzałami z łuku, w ten sam sposób zginęli jeden po drugim Biskupi, Kapłani, zakonnicy i zakonnice oraz wiele osób świeckich, mężczyzn i kobiet różnych klas i pozycji. Pod dwoma ramionami Krzyża były dwa Anioły, każdy trzymający w ręce konewkę z kryształu, do których zbierali krew męczenników i nią skrapiali dusze zbliżające się do Boga.

W tej prorockiej wizji przykuwają uwagę przede wszystkim dwa elementy: wojna (symbolizowana przez „miasto w połowie zrujnowane” i „żołnierzy”) oraz prześladowania Kościoła, których kulminacją jest zabicie Ojca Świętego. Dogłębna analiza tej przepowiedni wykraczałaby poza ramy naszych rozważań, pozwolę sobie jednak zasygnalizować kilka bardzo istotnych czynników. Siostra Łucja z Fatimy nieraz dawała wyraz przekonaniu, że „biskupem odzianym w biel” był papież. Widząca twierdziła, że to, co ujrzała, było autentycznym proroctwem, a nie tylko symboliczną wizją, odnoszącą się na przykład do zamachu na placu Świętego Piotra, w którym 13 maja 1981 roku Jan Paweł II nieomal stracił życie. Podczas pielgrzymki do Doliny Pokoju w Portugalii Benedykt XVI powiedział, że prorocka misja Fatimy jeszcze się nie zakończyła i trzeba modlić się o to, aby Maryja Panna zechciała przyspieszyć triumf swojego Niepokalanego Serca.

Wróćmy jednak do trzeciej części tajemnicy fatimskiej. Otóż nie ulega wątpliwości, że godzina próby, poprzedzająca triumf Niepokalanego Serca Maryi, będzie czasem wojen i prześladowań Kościoła. Nie zdziwi nas to, jeżeli sobie przypomnimy, że Jezus także mówił o prześladowaniach:

Lecz przed tym wszystkim podniosą na was ręce i będą was prześladować. Wydadzą was do synagog i do więzień oraz z powodu mojego imienia wlec was będą przed królów i namiestników (Łk 21, 12);

Pamiętajcie o słowie, które do was powiedziałem: „Sługa nie jest większy od swego pana”. Jeżeli Mnie prześladowali, to i was będą prześladować. Jeżeli moje słowo zachowali, to i wasze będą zachowywać (J 15, 20).

W Katechizmie również znajdziemy informacje o końcowej próbie i powszechnych prześladowaniach Kościoła:

Przed przyjściem Chrystusa Kościół ma przejść przez końcową próbę, która zachwieje wiarą wielu wierzących. Prześladowanie, które towarzyszy jego pielgrzymce przez ziemię, odsłoni „tajemnicę bezbożności” pod postacią oszukańczej religii, dającej ludziom pozorne rozwiązanie ich problemów za cenę odstępstwa od prawdy. Największym oszustwem religijnym jest oszustwo Antychrysta, czyli oszustwo pseudomesjanizmu, w którym człowiek uwielbia samego siebie zamiast Boga i Jego Mejsasza, który przyszedł w ciele (KKK 675);

To oszustwo Antychrysta ukazuje się w świecie za każdym razem, gdy dąży się do wypełnienia w historii nadziei mesjańskiej, która może zrealizować się wyłącznie poza historią przez sąd eschatologiczny. Kościół odrzucił to zafałszowanie Królestwa, nawet w formie złagodzonej, które pojawiło się pod nazwą millenaryzmu, przede wszystkim zaś w formie politycznej świeckiego mesjanizmu, „wewnętrznie perwersyjnego” (KKK 676);

Kościół wejdzie do Królestwa jedynie przez tę ostateczną Paschę, w której podąży za swoim Panem w Jego Śmierci i Jego Zmartwychwstaniu. Królestwo wypełni się więc nie przez historyczny triumf Kościoła zgodnie ze stopniowym rozwojem, lecz przez zwycięstwo Boga nad końcowym rozpętaniem się zła, które sprawi, że z nieba zstąpi Jego Oblubienica. Triumf Boga nad buntem zła przyjmie formę Sądu Ostatecznego po ostatnim wstrząsie kosmicznym tego świata, który przemija (KKK 677).

Wobec wszystkiego, co powiedzieliśmy do tej pory, staje się jasne, że atak sił ciemności na Kościół dotyczy nie tylko prawd wiary katolickiej, w które godzi fałszywe proroctwo (i których, jak przypomina Królowa Pokoju, mamy obowiązek bronić), lecz także ludu Bożego (wiernych, księży, hierarchów), na którym szatan wyładowuje swój śmiercionośny gniew.
Komunizm w ZSRR napisał jeden z najbardziej dramatycznych rozdziałów w historii prześladowań, pochłaniając miliony ofiar. Jednakże przepowiednia wybiega w przyszłość, daleko poza – przywołany przez ciebie – zamach na Karola Wojtyłę z 1981 roku. Owo „poza” rozpoczyna się już dzisiaj. W wielu krajach na całym świecie wyznawcy chrześcijaństwa są brutalnie szykanowani, przede wszystkim przez muzułmanów i hinduistów. Do prześladowań dochodzi również na Zachodzie, choć z powodów ideologicznych, kulturowych, gospodarczych i społecznych przybierają one mniej drastyczną postać.

Ilekroć myślę o tym, jak często w ciągu przeszło czterdziestu lat objawień Królowa Pokoju prosiła w Medjugorje, abyśmy modlili się w intencji duszpasterzy, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że antychrześcijańska furia rozpęta się już niebawem. Matka Boża zdaje się apelować o modlitwę za swoje umiłowane dzieci (a zauważmy, że papież Franciszek też ustawicznie poleca się naszym modlitwom!), żeby trwały w wierze i były gotowe na męczeństwo. Niemniej jednak księża, którzy chcą właściwie przygotować się do czasu tajemnic, powinni odpowiadać „rysopisowi kapłana”, jaki Maryja nakreśliła w orędziu z 2 grudnia 2019 roku:

Drogie dzieci, kiedy widzę, że kochacie mojego Syna, radość przepełnia moje Serce. Udzielam wam matczynego błogosławieństwa. Błogosławię również waszych duszpasterzy. Wy, którzy głosicie słowa mojego Syna, błogosławicie Jego rękami i kochacie Go tak bardzo, że dla Niego gotowi jesteście z radością ponieść każdą ofiarę. Wy podążacie za Nim, który był Pierwszym Pasterzem, Pierwszym Misjonarzem.

Komunizm upadł, ale groźba brutalnych prześladowań chrześcijan bynajmniej nie została zażegnana. Mimo że ideologie zła, właściwe systemom totalitarnym XX wieku, przeszły do historii, jedynie słuszna myśl nadal święci triumfy. Piewcy dyktatury relatywizmu chcieliby wyeliminować wszystkie religie, które roszczą sobie pretensje do prawdy absolutnej, a chrześcijaństwo jest jedną z nich. 
Oto dlaczego dla rozproszenia owiec ugodzi się w pasterzy. Księża będą musieli uzbroić się w wiarę i odwagę, aby dawać świadectwo nawet za cenę krwi. Zresztą nie tylko na nich skupią się brutalne ataki – tak przynajmniej sugeruje trzecia część tajemnicy fatimskiej, gdzie poza papieżem, biskupami i kapłanami giną również świeccy wierni. W tej dramatycznej wizji tli się jednak płomyk nadziei, ponieważ krew męczenników, jak zwykł mawiać Tertulian, jest nasieniem chrześcijaństwa.

O książce: kliknij

„Kościół pokazał światu, jak mało wierzy w nadprzyrodzoną moc sakramentów”. Bp Eleganti o sanitaryzmie Franciszka

 

„Kościół pokazał światu, jak mało wierzy w nadprzyrodzoną moc sakramentów”. Bp Eleganti o sanitaryzmie Franciszka

(Watykan, fot. P. Ozdoba)

Kościół pokazał światu, jak mało wierzy w nadprzyrodzoną moc swoich sakramentów i sakramentaliów dzisiaj, natomiast dużo bardziej ufa środkom dezynfekującym i podporządkowaniu interesom politycznym (…) Teraz papież ponownie – na jakiej właściwie podstawie? – chce wywołać poczucie winy u katolików, którzy nie przyjęli szczepionki przeciwko COVID i którzy, w coraz większej liczbie, nie myślą o przyjęciu jej w przyszłości – pisze biskup Marian Eleganti, komentując papieskie wspomnienia z czasów pandemii.

W swojej niedawno opublikowanej autobiografii, papież Franciszek wyraził zaniepokojenie sprzeciwem wobec eksperymentalnej szczepionki mRNA. Ja przypomina hierarcha, papież przewodził również kampanii na rzecz zamykania kościołów w imię „sakramentalnych lockdownów”.

– Wbrew ogólnie przyjętym standardom medycznym i etycznym, zmusił personel watykański do przyjęcia eksperymentalnego zastrzyku, jeśli nie chcieli stracić pracy. Choć inni (przywódcy – red.) zrobili to samo, nie spodziewałbym się tego po papieżu. Czyż Dykasteria Nauki Wiary pod przewodnictwem kardynała Luisa Ladarii, za zgodą papieża, nie opowiedziała się za wolnością wiernych do przyjmowania szczepionek? („Nota Kongregacji Nauki Wiary na temat moralnej oceny stosowania niektórych szczepionek przeciwko COVID-19” z 2020 r.) – ocenił szwajcarski hierarcha.


Zdaniem biskupa, Kościół „pokazał światu, jak mało wierzy w nadprzyrodzoną moc sakramentów i sakramentaliów”. Zamiast tego, dużo bardziej zaufał „środkom dezynfekującym i podporządkowaniu interesom politycznym”. – Kościoły na całym świecie prześcigały się w absurdach podczas przyjmowania Komunii Świętej. Teraz papież ponownie – na jakiej właściwie podstawie? – chce wywołać poczucie winy u katolików, którzy nie przyjęli szczepionki przeciwko COVID i którzy, w coraz większej liczbie, nie myślą o przyjęciu jej w przyszłości – pyta bp Eleganti.

W ocenie hierarchy dzieje się tak, ponieważ jej liczne skutki uboczne są obecnie dobrze znane. Podaje przykład z Japonii, Malezji i Filipin, gdzie naukowcy wezwali niedawno do ogólnoświatowego wstrzymania eksperymentalnych szczepień mRNA. – Natomiast papież pozostaje do nich przekonany i krytykuje ich przeciwników – zauważa.

W swoim tekście, emerytowany biskup pomocniczy diecezji Chur zauważa, że żadnemu z polityków, którzy przyjmowali szczepionkę w świetle kamer, nie było dane doświadczyć poważnych skutków ubocznych. Tego szczęścia nie mieli jednak zmarli, lub poważnie okaleczeni wskutek zapalenia mięśnia sercowego, udarów, chorób neuronalnych, tzw. turbo-raka i innych udokumentowanych skutków ubocznych szczepionek przeciw COVID-19. – Nikomu tego nie życzę. Dlatego papież nie powinien bez potrzeby powtarzać się w swojej autobiografii – ocenił.

– Ilu wierzących zmarło w wyniku „zamknięcia opieki duszpasterskiej” bez pomocy sakramentów i bez odwiedzin! Nie można przeoczyć konsekwencji blokad dla dzieci, medycznie nieuzasadnionego zamykania szkół i szczepień młodych ludzi oraz rażącej nadumieralności na całym świecie od czasu szczepień mRNA – dodał.

Szwajcarski hierarcha potępił również hipokryzję światowych ośrodków medycznych, które w przypadkach np. aborcji czy eutanazji podnoszą autonomię pacjentów do rangi „pierwszego przykazania” sztuki lekarskiej, natomiast w kontekście pandemii, bezlitośnie to prawo znoszą. – Podczas ostatniej największej fałszywej pandemii wszechczasów ta autonomia już nie istniała. A Kościół stanął na samym czele (tego procesu – red.). Nasze podstawowe prawa konstytucyjne zostały naruszone w sposób totalitarny i bez mrugnięcia okiem. Widzieliśmy plany tworzenia obozów internowania dla tych, którzy odmówili podporządkowania się większości. A papież? Jako pierwszy naruszył swobody obywatelskie swoich pracowników we własnym kraju i nakazał zamknięcie kościołów – konkludował bp Eleganti.

Źródło: lifesitenews.com

Odstępstwo od wiary w Kościele

Perfidna strategia papieża Franciszka

 

Perfidna strategia papieża Franciszka

10 min.

Katolik, który patrzy na obecny pontyfikat z perspektywy wiary, ma prawo czuć się zagubiony. Różnie można sobie to interpretować, w poniższym artykule zamierzamy przyjrzeć się poczynaniom obecnego przywódcy Kościoła nie z perspektywy teologicznej, a z perspektywy politycznej, analizując działania Franciszka jako pewną wewnątrzkościelną strategię, którą kieruje się papież dla osiągnięcia postawionych przez siebie celów. 

Na fali deklaracji Fiducia supplicans, dopuszczającej błogosławienie par homoseksualnych i osób żyjących w pozamałżeńskich związkach, zamęt doktrynalny Kościoła sięgnął zenitu. Po raz pierwszy też byliśmy świadkami tak zdecydowanego sprzeciwu wobec watykańskiego dokumentu ze strony licznych episkopatów. Stanowisko Watykanu odrzuciły prawie wszystkie episkopaty Afryki, episkopaty Węgier, Ukrainy, a także diecezja Astany w Kazachstanie. Głosy oporu słychać też od poszczególnych biskupów z całego świata. Jednocześnie najbardziej progresywne episkopaty, jak Niemcy czy Francja, z radością przyjęły papieski dokument, a znany ze swoich tęczowych sympatii o. James Martin SJ już pierwszego dnia po ogłoszeniu deklaracji pośpieszył pobłogosławić swoją pierwszą homoseksualną parę.

Nie jest to pierwsze doktrynalne zamieszanie podczas tego pontyfikatu. Warto tu wspomnieć kwestię dopuszczania do sakramentów rozwodników żyjących w ponownych związkach, zmianę nauczania nt. kary śmierci, szereg „samolotowych magisteriów”, jak określa się niejasne wypowiedzi Ojca Świętego do dziennikarzy na pokładzie samolotów podczas papieskich pielgrzymek, cały niejasny „synod o synodalności”, czy tolerowanie, a nawet promowanie teologów i biskupów o skrajnie progresywnych, niekatolickich poglądach.

Już pierwsze wystąpienie nowo wybranego Ojca Świętego zdawało się mówić wiele o kierunku przyszłego pontyfikatu. Oczom wiernych na balkonie Bazyliki św. Piotra ukazał się nowy biskup Rzymu, jednak w jego stroju brakowało pewnych elementów, do których byliśmy przyzwyczajeni. Ojciec święty nie założył tradycyjnego papieskiego mucetu w kolorze karmazynowym, podobnie brak mu było stuły, która pojawiła się dopiero na końcowe błogosławieństwo. Szybko zmieniła się też forma papieskich liturgii. Za pontyfikatu Benedykta XVI były one bardzo podniosłe i piękne, papież był bowiem wybitnym liturgistą i usiłował ukazać drogę do wiary poprzez piękno celebracji Eucharystii. Za Franciszka do liturgii powróciły proste, prymitywne szaty bez dekoracji i przyzwolenie do wszelkich nadużyć. Przybierając imię na część XIII-wiecznego świętego znanego z ubóstwa i czyniąc wiele gestów w tej materii (skromne liturgie, odmowa przeprowadzki do papieskich apartamentów), Franciszek szybko zyskał sobie przychylność lewicowych i liberalnych mediów, które zaczęły od początku przedstawiać go jako papieża spoza Europy, otwartego na nowego ducha i zmiany. To wsparcie od lewicowo-liberalnego establishmentu stanie się kluczowe w kolejnych posunięciach następcy św. Piotra.

CZYTAJ TAKŻE: Archidiecezja Guadalajary – wzór dla Kościoła?

Celowy zamęt

Rozważmy postępowanie Franciszka na przykładzie historii dwóch dokumentów jego pontyfikatu. Pierwszym z nich będzie adhortacja Amoris laetitia poświęcona miłości w rodzinie. Treść papieskiej adhortacji odczytana w duchu i świetle dotychczasowego nauczania Kościoła nie wydaje się wprowadzać zmian w nauczaniu moralnym. Problemem jednak tego dokumentu (podobnie jak innych publikacji Franciszka dotyczących doktryny) jest niejasność języka. Tym sposobem interpretacja adhortacji zależy od woli czytającego, i jeśli odbiorca chce zmiany nauczania Kościoła w kwestii komunii świętej dla osób żyjących w związkach niesakramentalnych, to znajdzie w lekturze Amoris laetitia dostateczne podstawy dla swojego stanowiska. 

Dokument wywołał burzę w Kościele i, co było do przewidzenia, bardzo szybko liberalne episkopaty wykorzystały go jako uzasadnienie dopuszczania do sakramentów osób żyjących w ponownych związkach. Jednocześnie podniosły się głosy krytyki ze strony konserwatywnej części Kościoła. Właśnie w przypadku takich konfliktów następca św. Piotra wyposażony jest w prerogatywy, aby swoją deklaracją jasno określić wykładnie wiary. Problem jednak w tym, że Franciszek niczego takiego nie czynił. Dubia kardynałów pozostawały bez odpowiedzi, a interpretacja i wdrażanie adhortacji były zależne od prądów teologicznych panujących w episkopacie danego kraju. Doprowadziło to do chaosu doktrynalnego, duszpasterskiego i sakramentalnego w kwestii etyki sakramentu małżeństwa.

W obecnej niejasnej sytuacji taki wierny Kościoła katolickiego, który żyje w związku niesakramentalnym bez wstrzemięźliwości seksualnej, w Polsce nie może być dopuszczony do sakramentu Eucharystii, gdyż trwa w grzechu ciężkim. Jeśli jednak poleci on np. na Maltę, to tam umożliwia mu się przyjęcie komunii na równi z tymi, którzy żyją według przykazań Bożych.

Podobną rzecz można zaobserwować w związku z obecną deklaracją Fiducia supplicans. Dokument wydaje się być kolejnym krokiem w zaprzeczaniu katolickiej doktryny, dopuszczając możliwość błogosławieństwa par homoseksualnych i osób żyjących w związkach niesakramentalnych. Jednak podobnie jak poprzednio, problemem watykańskiego dokumentu jest niejednoznaczność i zagmatwany język, który pozwala na interpretację zależnie od woli czytelnika. Doskonale obrazuje to reakcja hierarchów na dokument. Progresywne episkopaty, takie jak Niemcy, przyjęły go z radością, uznając, że legalizuje on praktykę, która nad Renem i tak od wielu lat miała już miejsce. Z kolei po raz pierwszy zdarzyło się też, że episkopaty spoza Europy w tak wielkiej liczbie odrzuciły papieski dokument, określając go mianem heretyckiego. Z kolei opcja świętego spokoju wygrała nad Wisłą, gdzie forsowana jest narracja, że Fiducia supplicans dotyczy tylko błogosławieństw indywidualnych i nie zmienia nauczania Kościoła w kwestii homoseksualizmu. Pobieżna lektura dokumentu wydaje się jednak przeczyć tej tezie, a sam fakt, że Kościół w Polsce – która dalej na tle Europy uznawana jest za bastion wiary – nie przyłączył się do sprzeciwu innych episkopatów, jest godny ubolewania. 

A co tymczasem robi biskup Rzymu? Patrząc na poczynania Franciszka, mamy do czynienia z dalszym pogłębianiem chaosu. Zamiast wyraźnej wykładni, że nauczanie Kościoła w temacie homoseksualizmu nie może się zmienić, papież znowu udziela dwuznacznych wypowiedzi. W jednym z ostatnich wywiadów dla włoskiego czasopisma „Credere” ojciec święty stwierdza: „Nie błogosławię «małżeństwa homoseksualnego», błogosławię dwoje ludzi, którzy się kochają, a także proszę ich o modlitwę za mnie”[1]. Powyższą wypowiedź znowu można zinterpretować dwuznacznie. Papież mówi, że nie błogosławi homoseksualnego małżeństwa, jednak jest to dziwna linia wypowiedzi, zważywszy na to, że obecny konflikt wokół Fiducia supplicans nie dotyczy błogosławieństwa małżeństw homoseksualnych (to póki co nawet progresiści zdają się wykluczać), tylko związków osób tej samej płci. W tym zaś temacie znowu mamy niejasną wypowiedź papieża, który przyznaje, że błogosławi „dwoje ludzi, którzy się kochają”. Można to zinterpretować jako błogosławieństwo grzesznego związku, bądź jako ogólne błogosławieństwo udzielane osobom proszącym o nie. Po raz kolejny więc Namiestnik Chrystusa, który powinien być stróżem doktryny, wprowadza tylko większy chaos.

Jeśli spojrzymy z kolei na politykę nominacyjną Franciszka, to dostarczy ona ciekawych spostrzeżeń. Nie jest tajemnicą, że papież lubi rozdawać kardynalskie kapelusze postępowym biskupom, pomija zaś lub nawet kara konserwatystów (jako przykład warto tu przywołać sprawy kardynała Burke czy biskupa Stricklanda). 

Chociaż sam Franciszek nie daje bezpośrednich wypowiedzi, które mogłyby świadczyć o zmianie stanowiska papieża wobec agendy LGBT, to jednak swoją polityką personalną wyraźnie wspiera opcję progresywną. 

Schemat działania jest tutaj bardzo prosty: po pierwsze papież nominuje progresywnych biskupów, których poglądy często odbiegają od nauczania Kościoła, jednocześnie sam zaś udziela niejednoznacznych wypowiedzi na różne tematy, czasem nawet skrytykuje LGBT czy zwolenników aborcji, czym uspokaja konserwatywną część Kościoła (która może teraz pisać z zachwytu, że oto papież jest katolikiem i broni tradycyjnego nauczania). Usypia to czujność konserwatywnego skrzydła Kościoła, gdy tymczasem hierarchowie i teolodzy z nadania Franciszka realizują strategię faktów dokonanych. Konserwatywne skrzydło ciągle spotyka się z ograniczeniami i represjami ze strony Rzymu pod zarzutem rozbijania jedności (ograniczenie mszy trydenckiej, pozbawianie urzędów konserwatywnych hierarchów, liczne negatywne wypowiedzi papieża pod adresem tradycjonalistów). Tymczasem działalność skrzydła skrajnie progresywnego jest tolerowana, a teologów jawnie podważających katolickie nauczanie nie spotykają żadne konsekwencje.

Jak można wyjaśnić politykę papieża? Z jednej strony obecny pontyfikat wydaje się być pontyfikatem chaosu, z drugiej, po przyjęciu pewnego wyjściowego aksjomatu, postępowanie papieża układa się w logiczną całość. 

Jeśli przyjąć, że od początku celem Franciszka była zmiana nauczania, a nawet ustroju Kościoła, to jego obecna strategia, analizując ją z czysto politycznego punktu widzenia, jest jedyną, która ma szanse powodzenia. Z prostego względu: jawne deklaracja Biskupa Rzymu zupełnie nowej wykładni wiary spotkałaby się ze zdecydowanym i ostrym sprzeciwem znacznej części Kościoła, a nawet prawdopodobnym jest, że doprowadziłaby do schizmy. 

W sytuacji kiedy wiem, że forsowany przeze mnie program nie ma szans być przyjęty przez większość, najlepszym rozwiązaniem jest uśpienie czujności oponentów i przeforsowanie własnego programu mniej oficjalnym sposobem. Dokładnie to widzimy w pontyfikacie Franciszka. Papież poprzez mianowanie progresywnych hierarchów sam uwalnia się od bezpośredniej odpowiedzialności za zmiany doktrynalne w Kościele, podczas gdy na poziomie diecezji, których władze są stopniowe wymieniane na postępowe, w pełni realizowane jest odejście od tradycyjnej katolickiej wykładni moralnej. Rzym zdaje się przymykać oko na taki proceder i reaguje tylko w skrajnych przypadkach, aby z oczu konserwatystów nie spadły klapki iluzji (vide przykład niemieckiej Drogi Synodalnej). 

Jednocześnie ma miejsce proces rozbrajania najbardziej krytycznej części Kościoła wobec obecnego pontyfikatu, czyli tradycjonalistów, czego zwieńczeniem było Motu Proprio Traditionis custodes. Dokument radykalnie ograniczył możliwość celebrowania mszy trydenckiej i de facto skazał środowisko tradycjonalistyczne na powolne wymarcie. Spowodował też odpływ części wiernych korzystających ze starego rytu do FSSPX. Tacy ludzie znaleźli się poza oficjalnymi strukturami Kościoła, tym samym osłabła ich opozycja oraz rola, którą mogliby odegrać sprzeciwiając się wprowadzanym zmianom. I wydaje się, że to było głównym celem przyświecającym papieżowi; zamknąć tradycjonalistów w rezerwacie, a najbardziej krnąbrnych wysłać do FSSPX. Tym samym może i nieliczna, ale bardzo głośna grupa w dyskusjach kościelnych została spacyfikowana.

OGLĄDAJ TAKŻE: Co myśli Papież Franciszek? Stosunek Watykanu do wojny na Ukrainie – Michał Kłosowski

Uśpić czujność

Jednocześnie co jakiś czas Franciszek krytykuje czy to agendę LGBT, czy to aborcję, czym daje paliwo dla tej konserwatywnej części Kościoła leżącej bliżej centrum, która przesiąknięta zdaje się być jeszcze starym rzymskim papocentryzmem. Tym sposobem konserwatywni centryści mają argument do zbijania zarzutów skrajnych konserwatystów oskarżających papieża o dążenie do zmiany doktryny, bo pojawiająca się od czasu do czasu krytyka Ojca Świętego pod adresem środowisk genderowych, globalistycznych czy jakichkolwiek innych świadczy ich zdaniem o ortodoksji papieża. Tymczasem proces destrukcji katolickiego nauczania postępuje na poziomach diecezjalnych. 

Kiedy jednak przychodzi czas na krok milowy i z Rzymu wychodzi dokument pokroju Amoris laetitia czy Fiducia supplicans, to papież stosuje kolejny krok taktyczny, unikając jednoznacznej odpowiedzi na wątpliwości dotyczące interpretacji niejasnych tekstów, tym samym dając czas części progresywnej na wprowadzanie najbardziej skrajnych interpretacji dokumentów i paraliżując konserwatywne centrum, które oczekuje jasnej odpowiedzi papieża. 

Chaos kontrolowany

Podsumowując, jeśli przyjmiemy tezę, że intencją Franciszka jest zmiana nauczania Kościoła w kwestii LGBT czy etyki małżeńskiej, to wówczas działania Ojca Świętego zdają się tworzyć logiczną całość. 

Są one czystą, wyrafinowaną i perfidną strategią polityczną zmierzającą do osiągnięcia wyznaczonego celu. Strategię taką możemy nazwać kontrolowanym chaosem; poprzez niejednoznaczności i unikanie klarownych wypowiedzi z jednoczesnym przyzwoleniem na oddolne ruchy heterodoksyjne papież dąży do rewolucji w doktrynie metodą faktów dokonanych.

Jeśli jakaś praktyka będzie powszechna w większości diecezji, to de facto staje się obowiązującą doktryną, nawet jeśli ze strony Rzymu nie ma oficjalnej deklaracji. Tak dokładnie stało się z Komunią dla rozwodników w ponownych związkach. Jeszcze 10-15 lat temu taka sytuacja była nie do pomyślenia za sprawą encyklik Jana Pawła II i Benedykta XVI, które jasno definiowały te kwestie. Dzisiaj, kilka lat po Amoris laetitia, duża część Kościoła zdaje się akceptować możliwość przystępowania do sakramentów osób rozwiedzionych żyjących w związkach niesakramentalnych. Zapewne podobne intencje przyświecają obecnej deklaracji o błogosławieniu par homoseksualnych. Jeśli praktyka ta przyjmie się w większości znaczących diecezji (a sądząc po nominacjach biskupich, do tego zmierza papież) to za kilka-kilkanaście lat stanie się czymś powszechnie akceptowalnym, a nawet otworzy drogę do jeszcze większej rewolucji w nauczaniu na temat homoseksualizmu.

 Andrzej Trzosowski

Z wykształcenia teolog. Szczególnie interesuję się historią Kościoła w XX i XXI wieku.