piątek, 13 lutego 2026

Czy nikt nie pocałuje z miłością mego Oblicza, aby wynagrodzić za pocałunek Judasza? Płaczące Oblicze Chrystusa

 

Bł. Maria Pierina - kontemplować Święte Oblicze

02 kwi 2014
Nikola Gori
 

Nabożeństwo do Najświętszego Oblicza Jezusa i Dziewicy Maryi to dwie fundamentalne cechy duchowości Giuseppiny De Micheli, późniejszej bł. Marii Pieriny (1890-1945). Należała ona do Zgromadzenia Córek Niepokalanego Poczęcia z Buenos Aires. Swe życie w większości spędziła w Mediolanie, poza dwoma latami w Buenos Aires i ostatnimi sześcioma w Rzymie. W Zgromadzeniu pełniła rożne obowiązki: była nauczycielką, animatorką Oratorium, przełożoną domu w Mediolanie i w Rzymie, a na końcu Przełożoną Regionalną wspólnot we Włoszech.

 

Pocałunek dla Jezusa

Giuseppina już w wieku dwunastu lat, uczestnicząc wraz z matką w Liturgii Wielkiego Piątku, usłyszała głos Jezusa mówiący: Czy nikt nie pocałuje z miłością mego Oblicza, aby wynagrodzić za pocałunek Judasza? Myśląc, że wszyscy słyszeli ten głos, ustawiła się w kolejce, aby ucałować krzyż złożony u stop ołtarza, i kiedy doszła do niego, złożyła pocałunek na Najświętszym Obliczu. Jej matka, która była wraz z nią, uderzyła ją z naganą w policzek za to, że nie pocałowała stop Ukrzyżowanego.

Wspomnienie tego wydarzenia Giuseppina zachowała w pamięci przez całe życie. Zrodziło ono w niej pragnienie wynagradzania za ból sprawiany Jezusowi przez ludzką niewdzięczność. Była zaledwie nastolatką i nie wiedziała jeszcze, co zrobić ze swoim życiem. Zaczęła modlić się o poznanie woli Bożej. Któregoś dnia powiedziała: Wstąpię do Zgromadzenia, w którym siostry noszą habity w kolorze nieba. Po otrzymaniu pozwolenia od mamy, w 1913 r. wstąpiła do Zgromadzenia Córek Niepokalanego Poczęcia z Buenos Aires, a 16 maja 1914 r., w dniu obłóczyn, otrzymała habit w kolorze niebieskim oraz nowe imię siostry Marii Pieriny. Rozpoczęła nowicjat, wybierając jako program swego życia nie odmówić nigdy niczego Jezusowi. Nocą w Wielki Piątek 1915 r., podczas modlitwy w kaplicy, usłyszała głos dochodzący z krucyfiksu: Pocałuj mnie! Zbliżyła się i pocałowała go. Chrystus na krzyżu miał prawdziwe ciało.

Kiedy została zakonnicą, zaczęła pracować w szkole prowadzonej przez siostry w Mediolanie, gdzie zajęła się formacją dziewcząt. Jednak w zwyczajności przemijanych dni Pan wyznaczył jej szczególną misję – troskę o to, aby znano i kochano Najświętsze Oblicze Jezusa.

 

Święte Oblicze

W 1936 r. Jezus zaczął objawiać Marii Pierinie pragnienie dotyczące rozszerzenia kultu Świętego Oblicza. Już w pierwszy piątek Wielkiego Postu, podczas nocnej adoracji, uczynił ją uczestniczką cierpień swojej agonii w Getsemani i ze smutkiem powiedział jej: Chcę, ażeby moje Oblicze, na którym odbijają się najgłębsze cierpienia mojej duszy, ból i miłość mojego Serca, były bardziej czczone. Kto mnie kontempluje, pociesza mnie. W następny wtorek Jezus powiedział jeszcze: Za każdym razem, gdy się kontempluje moje Oblicze, wlewam moją miłość w serca, a za pośrednictwem mojego Świętego Oblicza wiele dusz otrzyma zbawienie.

Maria Pierina posłuszna słowom Jezusa postawiła Jego Święte Oblicze w centrum swojego życia duchowego. Chrystus wyraził jeszcze inne pragnienie: aby Jego Oblicze było czczone nie tylko przez nią, ale przez wszystkie dusze w Kościele. Jak jednak zrealizować tę Bożą wolę? Była zakonnicą, nie posiadała środków potrzebnych do wypełnienia prośby Jezusa. Zwróciła się więc do kierownika duchowego, którym był jezuita o.  Rosi, a on zachęcił ją, by na początek ułożyła modlitwy i koronkę do Świętego Oblicza.

Objawienia trwały nadal. W pierwszy wtorek 1937 r., podczas modlitwy w kaplicy, Pan Jezus powiedział do Marii Pieriny: Może się zdarzyć, że niektóre dusze będą się obawiały, że pobożność i kult mojego Świętego Oblicza, pomniejszy kult do mojego Serca. Powiedz im, że wprost przeciwnie, będzie on uzupełniony i powiększony. Kontemplując moje Oblicze, dusze będą uczestniczyć w moich cierpieniach i będą czuły potrzebę kochania i wynagradzania. Czyż to nie jest prawdziwy kult mojego Serca?

Kierownik duchowy, zrozumiawszy wagę przesłania i szczerość Marii Pieriny, zachęcił ją do rozszerzania kultu Jezusowego Oblicza. Maria rozpoczęła dzieło od swego Instytutu: w domowej kaplicy umieszczono obraz reprodukcję Świętego Oblicza według Całunu sfotografowanego przez papieskiego fotografa Giuseppe Brunera z Trento. Obraz został podarowany siostrom przez kard. Ildefonsa Schustera, arcybiskupa Mediolanu, szczególnego czciciela Świętego Oblicza.

23 maja 1938 r. Maria Pierina miała kolejną wizję, którą tak opisała w swoim duchowym dzienniku: Ukazał mi się Jezus z Obliczem pokrytym krwią, i pokazał mi swe cierpienia, po czym powiedział: Umiłowana moja, odnawiam oddanie Ci mojego Świętego Oblicza, abyś Je nieustannie ofiarowywała Ojcu Przedwiecznemu. Przez tę ofiarę otrzymasz zbawienie i uświęcenie dusz. Kiedy będziesz ją składać za moich kapłanów, będą się dziać cuda. 27 maja Jezus kontynuował: Kontempluj moje Oblicze, a przenikniesz głębiny bólu mojego Serca. Pocieszaj mnie i szukaj dusz, które się ofiarują razem ze mną dla zbawienia świata. Jezus był w takim stanie, że wzbudziłby litość nawet najbardziej zatwardziałych serc.

31 maja, gdy Maria trwała na modlitwie przed tabernakulum, zobaczyła Matkę Bożą trzymającą w ręku szkaplerz zrobiony z dwóch kawałków białej tkaniny złączonych sznurkiem. Na jednej części znajdowało się Oblicze Jezusowe, na drugiej Hostia otoczona promieniami. Maryja powiedziała: Słuchaj uważnie i przekaż Ojcu: ten szkaplerz to tarcza obrony, zbroja męstwa i zadatek miłosierdzia, który Jezus chce dać światu w obecnych czasach zmysłowości i nienawiści wobec Boga i Kościoła. Rozciągnięte są szatańskie sieci, by wyrwać wiarę z serc ludzkich. Zło się rozszerza. Niewielu jest prawdziwych apostołów. Potrzeba Boskiej pomocy, którą jest Święte Oblicze Jezusa! Ci wszyscy, którzy będą nosić ten szkaplerz i, w miarę możliwości, każdego wtorku nawiedzą Najświętszy Sakrament, wynagradzając zniewagi wyrządzone Najświętszemu Obliczu mojego Syna Jezusa podczas Jego męki, i które otrzymuje każdego dnia w czasie sprawowania Sakramentu Eucharystii, będą umocnieni w wierze, zdolni do jej obrony i pokonania wszelkich trudności wewnętrznych i zewnętrznych. Więcej, otrzymają łaskę spokojnej śmierci pod pełnym miłości wejrzeniem mojego Boskiego Syna.

Matka Maria Pierina od razu udała się do swojego kierownika duchowego i opowiedziała mu wizję. Otrzymawszy pozwolenie, zaczęła zastanawiać się, w jaki sposób mogłaby zrealizować pragnienie Dziewicy. Zachęcona przez spowiednika, otrzymała od fotografa Giuseppe Brunera z Trento pozwolenie na reprodukcję zdjęcia twarzy z Całunu Turyńskiego przez niego sfotografowanego, by odwzorować ją na medaliku. Miała jednak wątpliwość: Matka Boża prosiła ją o szkaplerz, a nie o medal. Modliła się więc o oświecenie i Najświętsza Dziewica objawiła się jej, mówiąc: Córko moja, bądź spokojna, medalik zastąpi szkaplerz, są z nim związane te same obietnice i przywileje. Najważniejsze, by jego kult był coraz bardziej rozszerzany. Teraz zależy mi, by ustanowiono święto Najświętszego Oblicza mojego Syna. Powiedz Ojcu Świętemu, że bardzo mi na tym zależy.

9 sierpnia 1940 r. Maria Pierina udała się do Mediolańskiej Kurii z prośbą o zezwolenie na wybicie medalu Najświętszego Oblicza. Formalnego pozwolenia udzielił arcybiskup Mediolanu, bł. kard. Ildefons Schuster. Wykonanie medalu powierzono firmie Johnson. Medal na jednej stronie miał Święte Oblicze i napis: Illumina, Domine, vultum tuum super nos (Niech zajaśnieje nad nami, Panie, Twoje Oblicze). Na drugiej stronie zaś widniała promieniująca Hostia z napisem: Mane nobiscum Domine (Zostań z nami Panie). Matka nie miała pieniędzy na zapłacenie firmie; suma była dość pokaźna. Pewnego ranka na szafce znalazła kopertę z potrzebną kwotą, dzięki temu mogła zapłacić należność za wykonanie medalu.

Matka Maria Pierina doświadczyła w swoim życiu ogromnych dramatów, nie tylko zewnętrznych, jakimi były przeżycia związane z dwiema wojnami, lecz także próby wewnętrzne, z którymi nieustannie musiała się zmagać. W całym swoim życiu, w każdej sytuacji szukała woli Bożej i odczytywała ją przede wszystkim we wskazówkach i radach kierownika duchowego. Posłuszeństwo było dla niej drogą do zbawienia.

 

Spotkanie z Oblubieńcem

W 1945 r., po wyzwoleniu Rzymu, myśli Matki popłynęły od razu do Mediolanu, do sióstr, od których nie miała żadnych wiadomości z powodu przesuwającego się frontu. 7 czerwca 1945 r. pojawiła się możliwość i pomimo problemów zdrowotnych wyruszyła ciężarówką do Mediolanu. Podroż trwała dwa dni i dwie noce. Maria siedziała na walizce, bez okrycia, przy nieustannym trzęsieniu samochodu spowodowanym licznymi dziurami na drogach. 9 lipca Matka zachorowała i była zmuszona pozostać w łóżku. Ponieważ gorączka wciąż rosła, zawołano lekarza, który zdiagnozował tyfus. Stan zdrowia Matki pogarszał się z dnia na dzień. Odbyła spowiedź, otrzymała sakrament namaszczenia chorych. Często podnosiła wzrok na wizerunek Najświętszego Oblicza, wykrzykując: O Jezu, okaż wszystkim miłosierdzie! 25 lipca, będąc w agonii, uścisnęła Przełożoną i powiedziała: Bądź mocna, moja godzina nadeszła. Tejże nocy, gdy siostry czuwały przy niej, Matka Maria Pierina utkwiła wzrok w Obliczu Jezusa, po czym zmarła.

Ponieważ sława jej świętości i kult ze strony wiernych wciąż wzrastały, w 1962 r. biskup Novary Gilla Vincenzo Gremigni otworzył proces informacyjny. 27 kwietnia 1970 r. szczątki doczesne Matki Marii Pieriny De Micheli zostały przeniesione do krypty pod kaplicą domu Najświętszego Oblicza, a 23 marca 2007 r. zostały przewiezione do Rzymu i złożone w kaplicy Instytutu Ducha Świętego. 17 grudnia 2007 r. papież Benedykt XVI ogłosił ją Sługą Bożą, zaś 30 maja 2010 r. w Bazylice Matki Bożej Większej w Rzymie przedstawiciel papieża, kard. Angelo Amato, Prefekt Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych, ogłosił błogosławioną.

 

Przeczytaj także

ks. Tadeusz Hajduk SJ
 
 
 

Płaczące Oblicze Chrystusa

Starsza kobieta, którą znam z jej ofiarnej pomocy ludziom cierpiącym i zagubionym w Paryżu, doręczyła mi kilka fotografii wykonanych przez jej znajomego fotografa – M. Vaissiera, mieszkańca Tuluzy. Są to reprodukcje rysunku, o wymiarach 14,5 × 20,5 cm, przedstawiającego oblicze ukrzyżowanego Chrystusa. Do zdjęć jest dołączona historia oryginalnego rysunku oraz opis wydarzeń związanych z kopiami sporządzony przez Vaissiera. Są one zastanawiające i warte przedstawienia.

Początek całej historii miał miejsce 19 marca 1983 r., w dniu św. Józefa. Wówczas to mieszkanka Marsylii, Syssel Cymer, znalazła się w pobliżu swojego domu w czasie bardzo ulewnego deszczu. I kiedy tak stała naprzeciw statuy Madonny ukrytej w kamiennej niszy, nagle zwróciła uwagę na kartkę papieru moknącą w kałuży pośrodku ulicy. Kobieta z zaskoczeniem stwierdziła, że widnieje na niej rysunek cierpiącego Chrystusa. Jej zdziwienie było jeszcze większe, kiedy zobaczyła, że wizerunek ów był zupełnie suchy i ani trochę nie pokancerowany, w przeciwieństwie do swej odwrotnej strony – ubłoconej, ze śladami opon samochodowych i butów. Doniosła o tym nadzwyczajnym znalezisku znajomemu księdzu, który zamówił u Vaissiera wykonanie reprodukcji. Fotograf zrobił dodatkową kopię dla siebie, włożył ją pomiędzy inne rzeczy, po czym po prostu o niej zapomniał. Odnalazł ją dopiero po prawie ośmiu latach; wykonał wtedy dwie kopie i ofiarował je w prezencie dwom osobom: wspomnianemu księdzu oraz swojemu znajomemu – Paulowi Soosowi, który zamówił u niego reprodukcję ikony Matki Bożej. Ksiądz, zaskoczony prezentem, przypomniał Vaissierowi, że to on właśnie zamówił u niego fotografię rysunku.

W oratorium Soosa zdjęcie Chrystusa zostaje umieszczone obok ikony Matki Bożej. 6 grudnia 1991 r. w oczach Pana Jezusa pojawiają się zabarwione krwią łzy, wydzielające szlachetną woń. Pod wpływem tego wydarzenia Vaissier postanawia odnaleźć autorkę rysunku. W tym celu wypożycza oryginał od Syssel Cymer i odczytuje na nim podpis: „Etiennette Gilles”. Następnie ustala, że kobieta o tym nazwisku zmarła przed kilkunastu laty. Udaje mu się również wykazać z dużym prawdopodobieństwem, że pierwowzorem rysunku jest drewniana rzeźba Ukrzyżowanego znajdująca się w Limpias w Hiszpanii – dzieło siedemnastowiecznego artysty Pierre’a de Mena. Miejscowa ludność nazywa ją Najświętszym Chrystusem Konającym.

Na początku 1992 r. Paul Soos podarował wizerunek Chrystusa komuś ze swoich przyjaciół i na jego miejscu zawiesił reprodukcję wykonaną przez Vaissiera. W obecności osób modlących się 2 lutego 1994 r. pojawiły się liczne strużki krwi wypływające z ran Pana Jezusa, spod korony cierniowej. Są one, wraz ze łzami, doskonale widoczne na fotografii.

Takie są fakty. Natomiast na pytanie o ich znaczenie odpowiedzi musi udzielić każdy (każda) sam(a) sobie. Obecnie już widać, jak różne są reakcje ludzi wobec opisanych wyżej wydarzeń. Dla coraz większej liczby osób kryje się tu wezwanie do pogłębienia życia duchowego przez modlitwę i sakramenty. W wizerunku Chrystusa osoby te rozpoznają to samo orędzie, które płynie z krzyża. Przekonane są o autentyczności tego znaku i jego bardzo ważnym przesłaniu dla współczesnego człowieka – często oddalonego od Boga i od prawdy o sobie, niewrażliwego na miłość Bożą, lekceważącego doczesne oraz wieczne konsekwencje swoich grzechów. Ludzie czczący wizerunek Chrystusa odczytują z niego jeszcze jeden dowód miłości i zatroskania Pana Jezusa o losy całej ludzkości, stojącej przed widmem katastrofy zgotowanej własnymi rękami – poprzez „postęp” za cenę wyrzucenia Boga z życia; za cenę sprzeniewierzania się prawdzie (w wielu jej wymiarach życiowych) oraz naturze i godności człowieka przez akceptację zboczeń seksualnych, aborcji, eutanazji, przez terroryzm i wojny… We łzach i krwi Chrystusa – nie bojąc się posądzeń o naiwną i głupią dewocyjność – osoby te dostrzegają znak cierpienia Boga w Jego bezgranicznej miłości do człowieka – miłości, która nie tylko raz wydała się na ukrzyżowanie, ale nadal jest wzgardzana i odpychana, szczególnie dzisiaj. Miłość – kiedy jest niesłusznie deptana i hańbiona – wyraża się przez krew i łzy. Takim językiem miłości przemawia Chrystus ze swego wizerunku. Nie łamiąc czyjejkolwiek wolności, nie zmuszając przemocą do nawrócenia, apeluje do nas i wzywa do opamiętania się! Wszystkim, którzy gorszą się Jego łzami i krwią, zdaje się wskazywać na krzyż, bo najpierw ludzie zgorszyli się krzyżem…

Powtórzmy więc raz jeszcze, że każdy i każda sam(a) musi zinterpretować powyższe fakty. Wielkość człowieka mierzy się jego zdolnością do dokonywania wyborów. Lecz wolność to także odpowiedzialność. W ostatecznym rozrachunku odpowiedzialność za zbawienie własne i innych ludzi, na których – czy uświadamiam to sobie, czy też nie zdaję sobie z tego sprawy – moje wybory moralne mają rzeczywisty wpływ. Dobry lub zły. Trudno zaprzeczyć temu, że wszyscy, którzy na znak cierpiącej miłości Chrystusa odpowiadają pokutą i nawróceniem, przyczyniają się do ocalenia ludzkości przed tragicznymi konsekwencjami wyborów zła. Na ogół niewidoczni, skromni i cisi, nierzadko lekceważeni, są oni prawdziwym błogosławieństwem dla świata. Nie polegają na swoich zasługach, lecz na mocy krzyża Chrystusowego, w którym jest jedyne ocalenie i życie.

Oblicze Chrystusa urzeka swym dostojnym pięknem, godnością i harmonią rysów – przede wszystkim jednak głębią wyrażającego się na nim cierpienia. Głęboki spokój tego wizerunku uspokaja nasze myśli; jego łagodność spontanicznie wzbudza zaufanie; prawdziwość przeżyć rodzi w nas wrażenie, że jesteśmy rozumiani. Jednym słowem – obraz ten zapada w serce. Budzi pragnienie przylgnięcia do Chrystusa. Do Miłości, która się tu najgłębiej wyraża pięknem, harmonią, przyciąganiem, uspokojeniem, zrozumieniem…

Oblicze Chrystusa jest mową miłości Boga bez słów. W sytuacji gdy samo słowo „miłość” niewiele dziś znaczy dla człowieka, Jezus jest Słowem Boga przemawiającym do nas na różne sposoby. Korona cierniowa, krew i łzy mówią o najwyższej niesprawiedliwości ludzkich grzechów. Skąd bierze się nieufność ludzka wobec Boga? Skąd podejrzenia, że On nas oszukuje i pozbawia dóbr poprzez swoje przykazania? Skąd poczucie zagrożenia Jego obecnością w rodzinach, w życiu społecznym, polityce, w mass mediach?…

Wizerunek Chrystusa świadczy o absurdalności wszystkich tych oskarżeń i obaw. Jezus zdaje się mówić: „Wierzycie bardziej szatanowi, który z nienawiści do Mnie wciąż fałszuje w waszych sercach mój prawdziwy wizerunek. Zobaczcie sami, czy jest na nim wymalowany podstęp, kłamstwo, jakikolwiek zły zamiar… Patrzcie i rozpoznajcie we Mnie niezmierzoną miłość Ojca ku wam wszystkim! Oczyści was ona z waszych grzechów i prawdziwie uszczęśliwi, jeżeli tylko zbliżycie się do niej z całkowitą ufnością”.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz