piątek, 24 maja 2013

Dziś święto NMP Wspomożycielki Wiernych

Dziś święto NMP Wspomożycielki Wiernych


Radio Maryja




Dziś obchodzimy Święto Najświętszej Maryi Panny Wspomożycielki Wiernych. Można powiedzieć, że nabożeństwo do Matki Bożej Wspomożycielki sięga początków chrześcijaństwa.



Jak tylko zaczął rozwijać się kult wśród wiernych do Matki Zbawiciela, równocześnie ufność w Jej przemożną przyczynę u Boskiego Syna nakazywała do Niej się uciekać we wszystkich potrzebach życia. Tytuł przeto Wspomożycielki Wiernych zawiera w sobie wszystkie wezwania, w których Kościół wyrażał Najświętszej Maryi Pannie potrzeby i troski swoich dzieci. Pierwszym, który w historii Kościoła użył słowa “Wspomożycielka”, to św. Efrem, diakon i największy poeta syryjski, doktor Kościoła (+ 373).

 

Pisze on wprost, że “Maryja jest orędowniczką i wspomożycielka dla grzeszników i nieszczęśliwych”. W tym samym czasie Maryję jako Wspomożycielkę rodzaju ludzkiego nazywa św. Grzegorz z Nazjanzu, patriarcha Konstantynopola, doktor Kościoła (+ ok. 390), kiedy pisze, że jest Ona “nieustanną i potężną Wspomożycielka”. Z treści pism doktorów Kościoła wynika, że przez słowo “Wspomożycielka” rozumieli oni wszelkie formy pomocy, jakich nam Matka Boża udziela i udzielić może. Tak więc pierwotne nabożeństwo do Najświętszej Maryi Panny jako do Wspomożycielki zawierało w sobie przekonanie wiernych o wszechpośrednictwie łaski, to znaczy, że Maryja jest Szafarką Bożych łask.

Krajem najżywiej rozwiniętego kiedyś kultu Wspomożycielki była Bawaria. Pierwszy kościół pod wezwaniem Wspomożycielki w Bawarii stanął w Pasawie w roku 1624. Zasłynęła w nim rychło figura Matki Bożej, kopia obrazu Cranacha – pątnicy witają Ją okrzykiem: Maria hilf! (Maryjo, wspomagaj).

7 października 1571 r. oręż chrześcijański odniósł decydujące zwycięstwo nad flotą turecką, która zagrażała bezpośrednio desantem Italii. Na pamiątkę tego zwycięstwa papież św. Pius V włączył do Litanii Loretańskiej nowe wezwanie “Wspomożenie wiernych, módl się za nami”. 12 września 1683 r. król Jan III Sobieski rozgromił pod Wiedniem Turków.

Na podziękowanie Matce Bożej za to zwycięstwo, papież bł. Innocenty XI w roku 1684 zatwierdza w Monachium, przy kościele Św. Piotra, bractwo Matki Bożej Wspomożycielki Wiernych, rychło podniesione do rangi arcybractwa. Wreszcie w roku 1816 tytuł Matki Bożej Wspomożenia Wiernych wchodzi urzędowo do liturgii Kościoła, kiedy papież Pius VII ustanawia święto Matki Bożej pod tym wezwaniem na dzień 24 maja, jako podziękowanie Matce Bożej, że właśnie tego dnia, uwolniony z niewoli Napoleona, mógł szczęśliwie powrócić na osieroconą przez szereg lat stolicę rzymską.

Wielkim czcicielem Matki Bożej Wspomożycielki był salezjanin, prymas Polski, kardynał August Hlond. Nie mniej żarliwym apostołem Maryi Wspomożycielki był jego następca, kardynał Stefan Wyszyński. 5 września 1958 roku dzięki jego staraniom Episkopat Polski wniósł do Stolicy Apostolskiej prośbę o wprowadzenie święta Maryi Wspomożycielki Wiernych w liturgicznym kalendarzu polskim. Episkopat Polski chciał w ten sposób podkreślić, że naród polski nie tylko wyróżniał się wśród innych narodów wielkim nabożeństwem do Najświętszej Maryi Panny, ale że może wymienić wiele dat, w której doznał Jej szczególniejszej opieki.

brewiarz.pl/RIRM




Papież Franciszek:wpływowe siły w Kościele mijają sie z wizją Chrystusa


Papież Franciszek: wpływowe siły w Kościele mijają się z wizją Chrystusa


Data publikacji: 2013-05-24 07:00

Data aktualizacji: 2013-05-23 14:52:00


Papież Franciszek: wpływowe siły w Kościele mijają się z wizją Chrystusa
fot. casarosada.gob.ar / commons.wikimedia.org, licencja  cc




Papież Franciszek podczas porannej  Mszy św. odprawionej 21 maja w kaplicy Domu Świętej Marii przyznał, że od samego  początku w Kościele istniały potężne siły, które toczyły walkę o władzę. Dzisiaj  te wpływowe siły reprezentują jednak inną wizję niż Chrystusa i dlatego nigdy  nie będą mogły być uznane.

 

„W Kościele największy jest ten, który służy  innym” – mówił Ojciec św. „Mimo tego od samego początku aż do dzisiaj w Kościele  istniał walka o władzę – stwierdził papież w homilii, która oparta była na  czytaniu z Ewangelii św. Marka. Ojciec św. wyjaśnił na czym polega władza w  Kościele i z czym się ona wiąże. Mówił: „W Ewangelii Jezusa walka o władzę w  Kościele nie może istnieć, ponieważ prawdziwą władzą jest służba. Tak, jak On to  uczynił przychodząc nie po to, aby mu służono, lecz aby służyć, a Jego służba  była właśnie służbą krzyża”. Dodał, że nie ma w Kościele innej drogi. Trzeba  uniżyć samego siebie.

 

Ojciec św. podkreślił ponadto, że zasadą jest, iż w Kościele największym jest ten, kto najbardziej służy innym. Wyjaśnił: „Kiedy komuś zostaną powierzone obowiązki, które w oczach świata związane są z  większymi ciężarami powiada się, że ta kobieta czy mężczyzna awansowali na  prezesów tego czy innego stowarzyszenia. Czasownik „awansować” jest bardzo  piękny i trzeba go używać w Kościele. Tak, został awansowany, ale na krzyż, został awansowany na upokorzenia. To jest prawdziwy awans, który bardziej  upodabnia do Jezusa” – tłumaczył biskup Rzymu.

 

 

Źródło: NCR, AS.


Read more: http://www.pch24.pl/papiez-franciszek--wplywowe-sily-w-kosciele-mijaja-sie-z-wizja-chrystusa,15064,i.html#ixzz2UD9HxdsD

Nie chowajcie wiary

zdjecie

T.Gentile/Reuters

Nie chowajcie wiary




            Czwartek, 23 maja 2013 (14:37)




Papież Franciszek przestrzegł chrześcijan przed chowaniem wiary dla siebie. Sprawując poranną Eucharystię w kaplicy Domu Świętej Marty, zachęcił, aby nasze głoszenie Ewangelii pomagało innym w stawaniu się lepszymi.

Mszę św. z Papieżem koncelebrowali: ks. kard. Angelo Sodano i ks. kard. Leonardo Sandri oraz metropolita stolicy Boliwii – La Paz, ks. abp Edmundo Abastoflor Montero. Wzięła w niej też udział grupa kapłanów i współpracowników świeckich Kongregacji Kościołów Wschodnich – podaje Katolicka Agencja Informacyjna.

Papież Franciszek nawiązał do słów czytanej dzisiaj Ewangelii: „Dobra jest sól; lecz jeśli sól smak utraci, czymże ją przyprawicie?” (Mk 9, 50). Wskazał, że sól, jaką daje nam Pan, to sól wiary, nadziei i miłości. Ojciec Święty przestrzegł także, aby owa sól dana nam z pewności, że Jezus umarł i zmartwychwstał, aby nas zbawić, „nie stała się bez wyrazu, aby nie utraciła swej mocy”. Jak dodał, ta sól nie jest po to, aby ją zakonserwować, bo jeśli sól jest zamknięta w butelce, niczemu nie służy.
- Sól ma sens, kiedy się ją daje, aby nadać potrawom smak. Myślę też, że sól przechowywana w butelce, z wilgocią, traci swą moc i niczemu nie służy. Sól, którą otrzymaliśmy, jest po to, abyśmy ją dawali, jest po to, aby nadać smak – powiedział Papież. W przeciwnym wypadku – dodał – staje się bez wyrazu i niczemu nie służy.

- Musimy prosić Pana, abyśmy nie stali się chrześcijanami z solą bez smaku, z solą zamkniętą w butelce. Ale sól ma także inną specjalną funkcję: gdy jest dobrze używana, nie czujemy jej smaku! Czujemy smak każdego posiłku: sól pomaga, aby smak posiłku był lepszy, był bardziej trwały, ale i lepszy, bardziej smakowity. To właśnie jest chrześcijańska oryginalność! – stwierdził Ojciec Święty, którego wypowiedź cytuje KAI.

Papież dodał, że kiedy głosimy wiarę, z ową solą, to osoby otrzymujące orędzie przyjmują je na swój sposób, jak to się dzieje w przypadku posiłków. I tak każdy z właściwą sobie specyfiką otrzymuje sól i staje się lepszy.
– Oryginalność chrześcijańska nie jest jednolitością! Każdy przyjmuje orędzie chrześcijańskie takim, jakim jest, ze swoimi cechami charakterystycznymi, ze swoją kulturą i zostawia je z nimi, bo jest to bogactwo. I dodaje temu orędziu coś więcej: nadaje mu smak! – podkreślił Franciszek. I dodał, że „ta chrześcijańska oryginalność jest tak bardzo piękna, bo kiedy chcemy dokonać jakiejś uniformizacji – żeby wszyscy byli soleni w ten sam sposób – to wszystko będzie wówczas, tak jak kiedy kobieta rzuca zbyt dużo soli i czujemy tylko smak soli, a nie smak tego posiłku, któremu sól powinna dodawać smaku”. – Oryginalność chrześcijanina jest właśnie tym: każdy jest sobą wraz z darami otrzymanymi od Pana – powiedział Papież.
Ojciec Święty zaznaczył, że tę sól musimy przekazywać dalej, musimy wychodzić z orędziem, z posiadanym bogactwem i obdarzać nim innych ludzi. Z drugiej strony każe się ona zwracać ku Bogu, który ją stworzył.

- W ten sposób sól jest zachowana, nie traci smaku. Adorując Pana, wykraczam poza siebie ku Panu, a głosząc Ewangelię, wychodzę poza siebie samego, aby obdarzyć orędziem. Kiedy jednak tego nie czynimy – tych dwóch rzeczy, tych dwóch transcendencji, żeby dać sól – to pozostanie ona w butelce i staniemy się chrześcijanami z muzeum – dodał Papież. I zaznaczył: „Możemy ukazać sól: to moja sól”.

– Jakżeż ona piękna! To jest sól, którą otrzymałem na chrzcie, to jest ta, którą otrzymałem w bierzmowaniu, a to ta, którą otrzymałem na katechezie... Ale spójrzcie: to chrześcijanie z muzeum! Sól bez smaku, sól, która niczego nie dokonuje! – przestrzegł Papież Franciszek.


IK

NaszDziennik.pl

poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Szlachetne nieposłuszeństwo owieczek czujnych i ostrożnych

Szlachetne nieposłuszeństwo owieczek czujnych i ostrożnych


15poniedziałekkwi 2013





Propterea abundantius oportet observare nos ea, quae audivimus,

ne forte praeterfluamus.

„Dlatego jest konieczne, abyśmy z jak największą pilnością

zwracali uwagę na to, cośmy słyszeli,

abyśmy przypadkiem nie zeszli na bezdroża”

(Hbr 2, 1)

 

Jakże pouczające jest zgłębianie nauki Ojców Kościoła, świętych Pasterzy, doktorów Kościoła, wielkich Świętych, obrońców katolickiej wiary – defensores fidei – wiernych Bożemu Objawieniu zawartemu w Piśmie Świętym i Tradycji.

W swoim dziele Commonitorium. W obronie wiary katolickiej przeciw bezbożnym nowościom wszystkich odszczepieńców – lektura obowiązkowa! – św. Wincenty z Lerynu, jeden z Ojców Kościoła, wśród wielu wątków umieszcza wzmiankę o mądrych, czujnych i ostrożnych owieczkach, które nie dały się usidlić błędom pasterza. Tekst bardzo wzmacniający, zwłaszcza w kontekście uprawnionej katolickiej obrony przed tymi, którzy w Kościele, posługując się argumentem posłuszeństwa, chcieliby niszczyć to, co jest istotnie katolickie.

Wspomniane jest słowo Mojżesza, zawarte w Księdze Powtórzonego Prawa:

„Jeśli powstanie u ciebie prorok, lub wyjaśniacz snów, i zapowie znak lub cud, i spełni się znak albo cud, jak ci zapowiedział, a potem ci powie: «Chodźmy do bogów obcych – których nie znałeś – i służmy im», nie usłuchasz słów tego proroka, albo wyjaśniacza snów. Gdyż Pan, Bóg twój, doświadcza cię, chcąc poznać, czy miłujesz Pana, Boga swego, z całego swego serca i z całej duszy. Za Panem, Bogiem swoim, pójdziesz. Jego się będziesz bał, przestrzegając Jego poleceń. Jego głosu będziesz słuchał, Jemu będziesz służył i przylgniesz do Niego” (Pwt 13, 2-5).

Św. Wincenty nawiązuje w tym kontekście do kilku postaci, które – działając w Kościele i pełniąc w nim ważne funkcje – okazały się ewidentnie fałszywymi prorokami i wilkami w owczej skórze. Wspomnimy tylko niektórych.

„Więc żeby od najbliższych i znanych rzeczy zacząć – małaż to była niedawno pokusa, kiedy ten nieszczęsny Nestoriusz, przedzierzgnąwszy się z owcy w wilka, począł szarpać owczarnię Chrystusa, a ci, których kąsał, mieli go jeszcze przeważnie za owcę i tym bardziej na kły jego byli narażeni? Bo któżby mógł przypuścić, że łatwo zbłądzi mąż, tak chlubnie wyrokiem władzy obrany, przez duchowieństwo z taką tęsknotą oczekiwany, cieszący się taką miłością świętych i wziętością u ludu; on, który codziennie wyłuszczał ludowi słowa Boże i zbijał wszystkie szkodliwe błędy żydów i pogan? Jak mógł nie wpoić w każdego tego przeświadczenia, że prawdy uczy, prawdę głosi, prawdą żyje on, co prześladował bluźnierstwa wszystkich herezji… niestety, aby wrota dla swojej otworzyć?”.

„Ale dajmy pokój Nestoriuszowi; tego podziwiano więcej, niż zasłużył, sławiono ponad istotne znaczenie; tego w oczach tłumu wyolbrzymiła raczej ludzka łaska, niż boska. Zajmijmy się raczej tymi, którzy wyposażeni w liczne zalety i wielką dzielność, nabawili katolików niemałej pokusy. Tak miał Fotyn za naszych przodków kusić kościół w Sirmium, w Panonii: wśród ogromnej przychylności wszystkich wyniesiony tam na biskupstwo, przez jakiś czas piastował je w duchu katolickim, aż tu, jak ów zły prorok lub marzyciel, o którym mówi Mojżesz, począł powierzony sobie lud Boży namawiać, żeby poszedł za cudzymi bogami, to jest przyjął obce, nieznane mu dotąd błędy… Ale takie rzeczy bywają. Niebezpieczeństwo tkwiło w tym, że do tego niegodziwego celu służyły mu nieprzeciętne siły. Był to duch wybitny, w wiedzę zasobny, mocarz słowa; świetnie, poważnie rozprawiał i pisał w obu językach; dowodzą tego jego dzieła, napisane częścią po grecku, częścią po łacinie”.

I co na to owieczki? Boże owieczki? Czy były ślepo posłuszne błędom pasterza, wilka w owczej skórze?

Pisze św. Wincenty z Lerynu: „Na szczęście powierzone mu owieczki Chrystusowe, bardzo około wiary katolickiej czujne i ostrożne, przypomniały sobie zawczasu przestrogi Mojżesza i mimo podziwu dla wymowy swego proroka i pasterza poznały się na pokusie. Przedtem szły za nim, jak owczarnia za barankiem, teraz zaczęły przed nim umykać, jak przed wilkiem”.

Przesympatyczny tekst!

„Na szczęście powierzone mu owieczki Chrystusowe, bardzo około wiary katolickiej czujne i ostrożne…”.

To jest tekst z V wieku. Dlaczego w naszych czasach o takim temacie? Intelligenti pauca.

Czytajmy Commonitorium św. Wincentego z Lerynu, jednego z Ojców Kościoła!

 

* * *

 

Po Soborze Watykańskim II Pan Bóg nie zmienił poglądów.

 

* * *

 

Jeżeli nie klękniemy przed Panem Bogiem,

Rok Wiary będzie mnożeniem słów i oklasków.

 


piątek, 12 kwietnia 2013

Z Dzienniczka św.siostry Faustyny

Z Dzienniczka św.Faustyny

27/XI.[1936]. Dziś w duchu byłam w niebie i oglądałam te niepojęte piękności i szczęście, jakie nas czeka po śmierci. Widziałam, jak wszystkie stworzenia oddają cześć i chwałę nieustannie Bogu; widziałam, jak wielkie jest szczęście w Bogu, które się rozlewa na wszystkie stworzenia, uszczęśliwiając je i wraca do źródła wszelka chwała l cześć z uszczęśliwienia, i wchodzą w głębie Boże, kontemplują życie wewnętrzne Boga, Ojca, Syna i Ducha Św., którego nigdy ani pojmą, ani zgłębią.

To źródło szczęścia jest niezmienne w istocie swojej, lecz zawsze nowe, tryskające uszczęśliwieniem wszelkiego stworzenia. Rozumiem teraz św. Pawła, który powiedział: ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani weszło w serce człowieka, co Bóg nagotował tym, którzy Go miłują. I dał mi Bóg poznać jedną jedyną rzecz, która ma w oczach Jego nieskończoną wartość, a ta jest miłość Boża, miłość, miłość i jeszcze raz miłość – i z jednym aktem czystej miłości Bożej, nie może iść nic w porównanie. O, jakimi niepojętymi względami Bóg darzy duszę, która Go szczerze miłuje. O, szczęśliwa dusza, która się cieszy już tu na ziemi Jego szczególnymi względami, a nimi są dusze małe i pokorne. Ten Wielki Majestat Boży, który głębiej poznałam, który wielbią duchy niebieskie, według stopnia łaski i hierarchii na które się dzielą, widząc tę potęgę i wielkość Boga, dusza moja nie została przerażona grozą, ani lękiem, nie, nie – wcale nie. Dusza moja została napełniona pokojem i miłością i im więcej poznaję wielkość Boga, tym więcej się cieszę, że takim On jest. I cieszę się niezmiernie Jego wielkością, i cieszę się, że jestem taka maleńka, bo dlatego, że jestem mała nosi mnie na ręku Swym i trzyma mnie przy Sercu Swoim.

O mój Boże, jak mi żal ludzi, którzy nie wierzą w życie wieczne, jak się modlę za nich, aby ich promień miłosierdzia ogarnął i przytulił ich Bóg do łona ojcowskiego. O Miłości, o królowo. (Dz.777-780)

Dziękuję Ci Boże za wszystkie łaski, Którymi mnie nieustannie obsypujesz, Które mi świecą, jak słońca blaski, A przez nie drogę pewną mi pokazujesz.

Dzięki Ci Boże, żeś mnie stworzył, Żeś mnie powołał do bytu z nicości, I swe Boskie piętna w nią włożył, A czynisz to jedynie z miłości.

Dzięki Ci Boże za chrzest święty, Który mnie wszczepił w rodzinę Bożą, Jest to dar łaski wielki i niepojęty, Który nam dusze przeobraża.

Dzięki Ci Panie za spowiedź świętą, Za to źródło wielkiego miłosierdzia, które jest niewyczerpane, . Za tę krynicę, łask niepojętą, W której dusze bieleją grzechem zmazane.

Dziękuję Ci Jezu, za świętą Komunię, W której Sam Siebie dajesz nam, Czuję, jak Twe Serce w mej piersi bije, Jak życie Boże rozwijasz we mnie Sam.

Dziękuję Ci Duchu Święty za bierzmowania Sakrament, Który mnie pasuje na rycerza Twego. I daje duszy moc na każdy moment, I strzeże mnie od złego.

Dziękuję Ci Boże, za łaskę powołania Do wyłącznej służby Swojej, Dając mi możność wyłącznego Ciebie kochania, Wielki to zaszczyt dla duszy mojej.

Dziękuję Ci Panie, za śluby wieczyste, Za ten związek czystej miłości, Żeś raczył złączyć z moim swe Serce czyste, I zjednoczyłeś me serce ze Swoim związką nieskazitelności.

Dziękuję Ci Panie, za Sakrament namaszczenia, Który mnie umacniać będzie w ostatniej chwili, Do walki i pomoże do zbawienia, I da siły duszy, byśmy się wiecznie weselili.

Dzięki Ci Boże za wszystkie natchnienia, Którymi dobroć Twoja mnie obsypuje, Za te wewnętrzne duszy oświecenia, Co się wypowiedzieć nie da, lecz serce to czuje

Dzięki Ci Trójco Święta za ten ogrom łask, Którymi mnie nieustannie obsypywałeś przez życie całe,

Wdzięczność ma spotęguje się, kiedy zawita wieczny brzask, Kiedy po raz pierwszy zanucę na Twoją chwałę. (Dz 1286)

niedziela, 31 marca 2013

Nie został wskrzeszony -zmartwychwstał !


Plinio Corrêa de Oliveira


Nie został wskrzeszony - zmartwychwstał!


Data publikacji: 2013-03-31 09:00

Data aktualizacji: 2013-03-31 10:30:00


Nie został wskrzeszony - zmartwychwstał!




Zmartwychwstanie reprezentuje wieczny i ostateczny triumf naszego  Pana Jezusa Chrystusa, całkowitą klęskę Jego przeciwników i jest największym  argumentem naszej wiary. Św. Paweł powiedział, że gdyby Chrystus nie  zmartwychwstał, próżna byłaby nasza wiara. To na nadprzyrodzonym fakcie  Zmartwychwstania opierają się fundamenty naszej wiary. Poświęćmy zatem tak  ważnej sprawie nasze dzisiejsze rozważania.

*  *  *


Chrystus, nasz Pan, nie został wskrzeszony: zmartwychwstał. Łazarz został  wskrzeszony z martwych. Ktoś inny, czyli Pan Jezus, wezwał go z otchłani śmierci  do życia. Naszego Boskiego Odkupiciela nikt nie wskrzeszał: On zmartwychwstał  własną mocą. Nie potrzebował, aby ktokolwiek wezwał Go do życia. Wziął je sobie  ponownie, gdy tego zechciał.

Wszystko to, co odnosi się do naszego Pana, ma swoje analogiczne  zastosowanie w Świętym Kościele Katolickim. Często w historii Kościoła widzimy,  że ilekroć zdawał się on być nieodwołalnie zgubiony, a wszystkie symptomy  zbliżającej się katastrofy zdawały się podminowywać jego organizm, zawsze  następowały wydarzenia, które go podtrzymywały przy życiu wbrew wszelkim  oczekiwaniom jego wrogów. Co ciekawe, czasami to nie przyjaciele Świętego  Kościoła przychodzą mu z pomocą, tylko właśnie jego wrogowie. Czyż właśnie w tak  pełnej niepokoju epoce, jaką dla katolicyzmu były czasy Napoleona, nie miał  miejsca przedziwny epizod obrad konklawe, które wybrało Piusa VII pod ochroną  wojsk rosyjskich, schizmatyckich przecież i podporządkowanych schizmatyckiemu  władcy? W Rosji praktykowanie religii katolickiej było skrępowane wieloma  zakazami na tysiąc sposobów. Wojska tego kraju zapewniały tymczasem we Włoszech  wolny wybór papieża, właśnie w momencie, gdy wakat na tronie Piotrowym  przyniósłby Świętemu Kościołowi, z punktu widzenia ludzkiego, takie szkody, z  których być może nigdy nie mógłby się już podnieść.

Takie są cudowne środki, do jakich ucieka się Opatrzność, aby pokazać, że  to Ona sprawuje najwyższą władzę nad wszystkimi rzeczami. Jednakże nie myślmy,  że Kościół zawdzięcza swoje ocalenie Konstantynowi, Karolowi Wielkiemu, Janowi  Austriackiemu czy wojskom rosyjskim. Bowiem nawet wtedy, gdy zdaje się on być  zupełnie opuszczony, a nawet wówczas, gdy zdaje się brakować mu tych najbardziej  niezbędnych zwycięskich środków ziemskiego porządku, bądźmy pewni, że Święty  Kościół nie zginie. Tak jak Pan nasz Jezus Chrystus, podniesie się On własnymi  siłami, siłami Boskimi. I im bardziej niewytłumaczalne, z ludzkiego punktu  widzenia, pozorne zmartwychwstanie Kościoła – pozorne zaznaczmy, ponieważ śmierć  Kościoła nigdy nie będzie rzeczywista, w przeciwieństwie do śmierci naszego Pana  – tym chwalebniejsze będzie zwycięstwo.

Zatem w tych ciemnych i pełnych zamętu dniach – ufajmy. Lecz ufajmy nie w  potęgę takiego czy innego mocarstwa, tego czy innego człowieka, ten czy inny  kierunek ideologiczny, aby dokonać reintegracji wszystkich rzeczy w Królestwie  Chrystusa, lecz w Opatrzność Bożą, która zmusi ponownie morze do rozstąpienia  się, poruszy góry i zatrzęsie całą ziemią. Stałoby się tak, gdyby było to  konieczne do wypełnienia się Boskiej obietnicy: „bramy piekielne go nie  przemogą”.

*  *  *


Tego spokojnego przekonania o potędze Kościoła, spokojnego spokojem  wynikającym z nadprzyrodzonego ducha, a nie z jakiejś obojętności czy gnuśności,  możemy nabrać stojąc u stóp Matki Bożej. Tylko ona zachowała nienaruszoną wiarę,  gdy wszystkie okoliczności zdawały się wskazywać na całkowitą klęskę Jej  Boskiego Syna. Po zdjęciu z krzyża Ciała Chrystusa, przelaniu przez oprawców nie  tylko ostatniej kropli krwi, lecz także i wody, po przekonaniu się o Jego  śmierci, nie tylko poprzez świadectwo rzymskich legionistów, lecz także samych  wiernych uczniów, którzy przystąpili do przygotowywania pogrzebu, po zamknięciu  grobu ogromnym kamieniem, mającym być pieczęcią nie do przebycia, wszystko  wydawało się stracone. Lecz Przenajświętsza Maryja Panna wierzyła i ufała. Jej  wiara pozostała tak pewna, tak pełna spokoju, tak zwyczajna w tych dniach  największego smutku, jak w każdej innej chwili Jej życia. Ona wiedziała, że On  zmartwychwstanie. Żadna wątpliwość, nawet najmniejsza, nie zmąciła spokoju Jej  ducha. To u Jej stóp zatem powinniśmy błagać aby uzyskać tę stałość wiary. I tym  duchem powinno kierować się nasze najwyższe pragnienie rozwoju życia duchowego.  Pośredniczka wszystkich łask, wzór wszelkich cnót, Matka Boża dla pozyskania  tego nie odmówi nam żadnej łaski, o którą Ją poprosimy.

*  *  *


Wielu komentowało i… uśmiechało się mówiąc o niechęci św. Tomasza do uznania  Zmartwychwstania. Być może jest w tych komentarzach nieco przesady. Ale raczej  pewne jest, że dzisiaj mamy przed oczami przykłady braku wiary o wiele bardziej  uporczywe niż ten, który charakteryzował Apostoła. Rzeczywiście, św. Tomasz  powiedział, że musi dotknąć własnymi rękami naszego Pana, aby w Niego uwierzyć.  Lecz widząc Go uwierzył, jeszcze zanim Go dotknął. Święty Augustyn widzi w  początkowym oporze Apostoła zrządzenie opatrznościowe. Mówi święty Doktor z  Hippony, że cały świat zawisł na palcu świętego Tomasza i że cała jego wielka  skrupulatność w sprawach wiary służy za gwarancję wszystkim duszom trwożliwym we  wszystkich epokach, że Zmartwychwstanie naprawdę było faktem obiektywnym, a nie  wytworem rozgorączkowanej wyobraźni. W każdym razie, faktem jest, że św. Tomasz  uwierzył w to, co zobaczył. A ilu jest w naszych czasach tych, co widzą i nie  wierzą?

Mamy przykład tej uporczywej niewiary w tym, co mówi się na temat cudów  mających miejsce w Lourdes, a także o przypadku Teresy Neumann z Ronersreuth czy  Fatimie. Wiemy, że chodzi tu o ewidentne cuda. W Lourdes istnieje gabinet  zaświadczeń medycznych, w którym rejestruje się wyłącznie nagłe wyleczenia  prawdziwych chorób, nie jakichś urojeń, mogących być wyleczonymi za pomocą  sugestii. Dowody wymagane jako potwierdzenie autentyczności choroby, to po  pierwsze badanie lekarskie pacjenta, przeprowadzone zanim wejdzie on do cudownej  wody, po drugie zanim się tam uda, przedstawienie dokumentów lekarskich  dotyczących danego przypadku, radiografii, analiz laboratoryjnych, etc. W całym  tym procesie wstępnym mogą wziąć udział dowolni lekarze, będący przejazdem w  Lourdes, i mogą oni zażądać przeprowadzenia osobistego badania chorego, wyników  prześwietleń i badań laboratoryjnych, które ma przy sobie. Wreszcie po  stwierdzeniu przypadku wyleczenia musi on zostać poddany obserwacji w takim  samym procesie, jakiemu poddane było badanie choroby. Jest ono uważane  rzeczywiście za cudowne, gdy po dłuższym czasie nie nastąpi nawrót choroby.  Tutaj mamy do czynienia z faktami. Sugestia? Aby wyeliminować jakąkolwiek  wątpliwość w tym względzie, wskazuje się na przypadki uzdrowień, które  odnotowano u małych dzieci, jeszcze nieświadomych ze względu na ich młody wiek i  niemożność ulegania sugestiom. Jaka jest odpowiedź na to wszystko? Kto znajdzie  w sobie tyle szlachetności, aby uczynić jak św. Tomasz, w obliczu pewnej prawdy  upaść na kolana i obwieścić ją otwarcie?

Wydaje się, że Pan Jezus zwielokrotnia cuda w miarę, jak wzrasta  bezbożność. Przykład Teresy Neumann, Lourdes, Fatimy, co jeszcze? Ilu ludzi wie  o tych przypadkach? I kto ma odwagę przystąpić do poważnych, bezstronnych i  pewnych badań, zanim zaneguje te cuda?

*  *  *


Podziw wzbudza sposób, w jaki Chrystus Pan przeniknął do zamkniętej sali,  w której zgromadzeni byli Apostołowie i ukazał się tam ich oczom. Poprzez ten  cud nasz Pan udowodnił, że dla Niego nie ma nieprzekraczalnych barier.

Żyjemy w epoce, w której wiele się mówi o „apostolacie przenikania”.  Pragnienie pracy apostolskiej przekonało wielu świeckich apostołów o  konieczności przenikania do nieodpowiednich, a nawet wręcz szkodliwych  środowisk, aby zanieść tam promieniujące światło naszego Pana Jezusa Chrystusa i  nawrócić dusze. Tradycja katolicka idzie w przeciwnym kierunku: żaden apostoł,  nie licząc absolutnie wyjątkowych, a więc i rzadkich sytuacji, nie ma prawa  wchodzić do środowisk, w których jego dusza może ponieść jakiś uszczerbek. Lecz  powstaje pytanie: któż więc ma ratować owe dusze, które przebywają w  środowiskach, gdzie nigdy nie sięgają wpływy katolickie, gdzie nigdy nie  przenika żadne słowo, żaden przykład, żadna iskierka nadprzyrodzonego? Są już  potępieni za życia? Czy już teraz przypada im w udziale piekło?

Podobnie jak nie ma murów materialnych mogących stawić opór naszemu Panu,  bowiem On przenika je wszystkie nawet ich nie niszcząc, tak również nie ma  barier, które powstrzymywałyby działanie łaski. Tam, gdzie walczący apostoł, z  powodu obowiązku moralnego, nie może wejść, tam przenika jednak, na tysiąc  sposobów, jakie tylko zna Bóg, Jego łaska. Czy to poprzez kazanie usłyszane w  radio, czy dobrą książkę, która zupełnie przypadkiem dostaje się w czyjeś ręce,  czy zwykły wizerunek święty, który można zobaczyć przechodząc ulicą obok  czyjegoś domu. Tym wszystkim i tysiącem innych narzędzi może posłużyć się łaska  Boża. I właśnie po to, aby przeniknęła ona do takich środowisk, istnieją:  modlitwa, umartwienie, życie duchowe, tysiąc razy bardziej przydatne niż  nieostrożne wejście tam apostoła. Złagodzą one gniew Boży. Przechylają szalę na  stronę miłosierdzia. Bowiem to one przenikają do środowisk, uważanych przez  wielu za odporne na działanie Boga. A hagiografia katolicka daje nam tego  niezliczone przykłady. Czyż nie było przypadku wspaniałego nawrócenia,  dokonanego na bezbożnym chłopaku, nagle poruszonym dobrymi uczuciami, gdy ten w  czasie karnawału założył na siebie dla żartu habit św. Franciszka? To sam wybryk  jego fantazji go nawrócił. Mądrość Boża może nawet wykorzystać czyjeś kpiny dla  dokonania nawróceń. Lecz o te nawrócenia należy się starać. Możemy je wywalczyć  bez żadnego ryzyka dla naszej duszy, łącząc nasze życie duchowe, nasze modlitwy  i ofiary z nieskończonymi zasługami naszego Pana Jezusa Chrystusa. Moim zdaniem  natomiast nie ma lepszego ani bardziej skutecznego apostolatu przenikania niż  ten, który realizują mniszki zakonów kontemplacyjnych, zamknięte nakazem swojej  Reguły Zakonnej w czterech ścianach klasztoru. Benedyktynki, kamedułki,  karmelitanki, dominikanki, wizytki, klaryski, sakramentki: oto prawdziwe  bohaterki apostolatu przenikania.

– A. M. D. G.


(„O Legionário”, nr 559,  25/4/1943)




Read more: http://www.pch24.pl/nie-zostal-wskrzeszony---zmartwychwstal-,1492,i.html#ixzz2P9cQ286z

piątek, 29 marca 2013

Chrystus,Król Miłości na Krzyżu







Chrystus, Król miłości na krzyżu




"Dziś sprowadź Mi ludzkość całą, a szczególnie wszystkich grzeszników, i zanurzaj ich w morzu miłosierdzia Mojego, a tym pocieszysz Mnie w gorzkim smutku, w jakim pogrąża Mnie utrata dusz."

Pierwszy dzień Nowenny do Miłosierdzia Bożego 

ks. Marian Bendyk
U ujścia rzeki Tag koło Lizbony wzniesiono gigantyczny pomnik Chrystusa Króla. Jest to trzydziestometrowa figura, którą umieszczono na cokole o wysokości 85 metrów. Jest to wotum wdzięczności za uchronienie Portugalii od nieszczęść II wojny światowej.

Posągi Chrystusa są wszędzie: na szczytach górskich i na dnie oceanów, na wieżach kościelnych i na grobach cmentarnych. Są one wyrazem wiary chrześcijan, że Chrystus jest Królem wszechświata. Wyrazem czci i wdzięczności wobec naszego Pana i Zbawcy. Jemu też dziś, w tę ostatnią niedzielę roku kościelnego, oddajemy nasz hołd i cześć.

W czasie, kiedy narody zrzucały z tronów królów, carów i cesarzy, papież Pius XI encykliką Quas primas z 11 grudnia 1925 roku ustanowił dla całego świata katolickiego uroczystość Chrystusa Króla. Ustanawiając ją, papież przypomniał całemu światu Boskość i inność Jezusowego królestwa. Chrystus nie jest bowiem Królem na wzór władców ziemskich. Nie doszukamy się u Niego znamion ziemskiej potęgi. On nie chce panować nad ludźmi przy pomocy siły, wojska czy policji. Chrystus chce panować w sercach ludzi, bo jest Królem prawdy i miłości. Pragnie, by zapanował na świecie Boży ład, Boża prawda, Boża sprawiedliwość, a przede wszystkim Boża miłość.

Zapowiedział i przewidział Go już prorok Daniel: „Powierzono Mu panowanie, chwałę i władzę królewską, a służyły Mu wszystkie narody, ludy i języki. Panowanie Jego jest wiecznym panowaniem, które nie przeminie, a Jego królestwo nie ulegnie zagładzie” (Dn 7,14).

Historia potwierdza prawdę przepowiedni proroka. Powstawały wielkie imperia, ale upadały. Tylko królestwo Chrystusa nie ulegnie zagładzie, jest wieczne i „bramy piekielne go nie przemogą”. Upadło potężne imperium rzymskie. Ten sam los spotkał imperium Majów, Azteków, Ottomanów, Greków, Chińczyków, wielkie imperium Japonii. W czasach nowożytnych upadły na przykład imperia Francji, Anglii, Rosji. Niektórzy z nas byli świadkami upadku nazistowskiego imperium Hitlera, a także komunistycznego imperium sowieckiego. Tylko królestwo Chrystusa jest wieczne.

Błogosławiona Matka Teresa z Kalkuty mówiła kiedyś, że nigdy nie zapomni spotkania z rodziną, do której należało kalekie dziecko. Zakonnica, wskazując na malucha, spytała, jak ma na imię. Usłyszała wówczas piękną i głęboką odpowiedź: „Nazywamy go «profesorem miłości», tyle przecież uczymy się od niego.

Dla nas „profesorem miłości” jest Chrystus. Miłość bowiem jest „sercem” Jego życia i nauczania. Ze wszystkich zaś czynów miłości, jakich nasz Zbawiciel dokonał na ziemi, żaden nie przemawia do nas bardziej, niż Jego śmierć na krzyżu. Sam powiedział: „Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich” (J 15,13).

Każdy z nas chce i potrzebuje wiedzieć i czuć, że jest kochany. Jeżeli nie czujemy się kochani, wtedy nie potrafimy kochać innych. Dzieje się tak dlatego, że miłość jest właśnie dawaniem samego siebie. Kiedy zaś nie czujemy się wartościowi i kochani, boimy się dawać samych siebie innym. Nikt przecież nie daje tanich rzeczy czy rupieci komuś, kogo ceni i podziwia. „Przypuszczam, że jest nam trudniej, niż się na ogół sądzi, uwierzyć w to, że jesteśmy kochani, że jesteśmy przedmiotem niezmierzonej miłości. Trudniej jest mieć poczucie, że jest się kochanym, niż kochać”, napisał Rene Voillaume. Jezus, umierając za nas na krzyżu, dał nam niezwykle silny i czytelny znak, że jesteśmy przez Niego kochani, a przez to zdolni do kochania innych.

Chrystus, Król Miłości, umarł na krzyżu jak złoczyńca, byśmy byli zbawieni. Został skatowany, byśmy wszyscy zostali uleczeni. Zniósł nieludzkie upokorzenie, byśmy zostali wyniesieni. Został odrzucony przez ludzi, abyśmy zostali przyjęci przez Ojca w niebie. „W poczet złoczyńców został zaliczony”, abyśmy mogli zostać świętymi. Dał się „pokonać na krzyżu”, byśmy zostali zwycięzcami i razem z Nim zmartwychwstali i niebo osiągnęli.

„Miłość, która nie odradza się stale, stale umiera”, powiedział K. Gibran. Zaś kard. M. Faulhaber zauważył: „Najpiękniejszym podziękowaniem za dary Boże jest to, że je daję innym”. Kochajmy zatem innych i dzielmy się z nimi tym, co od Boga otrzymujemy. Będzie to z naszej strony najlepsze podziękowanie dla Chrystusa Króla za niepojętą miłość ku nam.

Zakończmy to rozważanie słowami poety:

Wszystko nam dałeś, co dać mogłeś, Panie: Żywot najczystszy – a więc godzien krzyża. I krzyż – lecz taki, co do gwiazd Twych zbliża – Najwyższe w świecie dałeś powołanie! Tchem dzieje świata Tyś przygiął jak kłosy, dla pełniejszego dla nas wszędzie żniwa; Ziemiś nam ujął – a spuścił niebiosy i serce Twoje nas zewsząd przykrywa. (Z. Krasiński)

Congregavit nos in unum Christi amor ________________________________








Upłynęły dwa tysiące lat od kiedy Jestem obecny w Kościele w Sakramencie Mojej Milości a nadal pozostaje nieznany,zapomniany,opuszczony i traktowany jak rzecz,

  Nadstaw ucha twojego serca a będę do ciebie przemawiał... Upłynęły dwa tysiące lat od kiedy Jestem obecny w Kościele w Sakramencie Mojej M...